Fire Dragon Tattoo Studio – 145 – Wielki come back

Było jeszcze wcześnie, ale Charlie i tak odrobinę spóźnił się do pracy. Wczoraj zasiedział się długo u Ryana, mimo że ten wyraźnie nie był w nastroju do jakichkolwiek rozmów. Telefon Lenny’ego nie odpowiadał, więc tylko utwierdzili się w przekonaniu, że Roger Carter mógł sobie nie żartować. A Charlie musiał przed sobą przyznać, że bardzo dawno nie widział przyjaciela w takim stanie. Poza tym, że był skonfundowany, to też… wyraźnie przerażony.
Teraz, kiedy Charlie robił sobie kawę na zapleczu studia, nie myślał tyle o Ryanie i Lennym w areszcie. Dzisiaj Rush i Alex mieli rozmawiać z rodzicami, a że w Londynie było teraz pięć godzin później niż aktualnie w Miami, mogli to wręcz już mieć za sobą. Denerwował się. Chciałby już wiedzieć, jak poszło.
Westchnął i wrócił z gorącą kawą do holu. Tam Jason udawał, jak nie on, że rysuje. Teraz tak naprawdę jedynie zakreślał kolejne koła na kartce papieru. Obaj byli spięci, co oczywiście odbijałoby się na Kate. Gdyby ta już była w pracy.
— Nie dzwonili? — rzucił Charlie, jakby nie wiedział. Stresował się. Na tyle, że musiał sięgnąć do kieszeni i zacząć bawić się breloczkiem, co było jego swoistym nawykiem w trakcie nerwowych chwil.
— Nie dzwonili — potwierdził Jason, nawet na niego nie patrząc. — Którą tam mają? Blondi mówił ci może, kiedy mają ten samolot?
— Jak u nas jest prawie dziesiąta, to u nich będzie… trzecia po południu. A Rush pisał, że mają wylot o szóstej dziesięć wieczorem — odpowiedział zgodnie z tym, co napisał mu wczoraj w mailu kochanek. — To… już przecież powinni jechać na lotnisko, co nie?
— Już powinni na ni… — Jason urwał, bo telefon do studia się rozdzwonił. Nie skończył nawet zdania, tylko odebrał od razu. — Tak? Fire Dragon Tattoo Studio, słucham?
— Jason! — W słuchawce usłyszał pełen emocji głos Rusha, więc dał na głośnomówiący. — Hej! Jak żyjecie? Charlie jest?
— Jestem! — krzyknął chłopak, podrywając się jak poparzony z kanapy. Gdy dopadł do kontuaru, powtórzył: — Jestem! A Alex z tobą? — zapytał szybko, a Jason pokiwał głową na poparcie jego pytania.
— Tak, jesteśmy już na lotnisku! — odpowiedział Rush do telefonu. — Słyszycie tam nas? My dzwonimy tu z jednego telefonu, bo nie ma sensu chyba oddzielnie. Ale… — Zaśmiał się radośnie. — No, chyba jest dobrze! Wracamy w każdym razie, ale o szczegółach dużo by mówić.
Charlie sapnął i spojrzał rozgorączkowanym wzrokiem na Jasona. Ten tylko uśmiechnął się bokiem ust, w duchu czując wielką, naprawdę wielką ulgę, którą wzmocnił pozytywny ton głosu młodszego z braci.
— No… ładnie. Czyli daliście radę i nie zwialiście nam na dobre — zachrypiał.
— No, chyba nie. Niedługo mamy lot. Już trochę tu siedzimy, ale jest okej. Znaczy, wiecie… W domu możemy się nie pokazywać, ale z Jeane całkiem dobrze się ułożyło! — Rush mówił dalej. — O… Alex mówi, że w sumie mamy u niej dług wdzięczności.
Jason i Charlie spojrzeli po sobie dość wymownie. Nie spodziewaliby się raczej, że Jeane okaże się sojusznikiem. W pierwszej kolejności wręcz zakładali, że będzie wściekła i jeszcze bardziej namiesza. Chyba każdego jej zachowanie w całej tej sytuacji zaskoczyło.
— To chyba dobrze — rzucił młodszy tatuażysta. — I mamy przyjechać po was o tej godzinie, co mi pisałeś, że będziecie, tak? Żadnych opóźnień? — dopytał się.
— Na razie nic o tym nie wiemy. Jakby co, to sprawdź na stronie lotniska. Będą tam przyloty. I… weź umów się z Lennym, co? Żeby przywiózł samochód Alexa. Prosi mnie właśnie i… Tak, weź mi też kawę — poprosił najpewniej brata, robiąc za sekretarkę. — Ale chyba nie będzie opóźnień. Nawet nie wiesz, jak już tęsknię!
— Ja też! — odparł chłopak żywo, aż rumieniejąc na policzkach na myśl, że zobaczy ukochanego. Umierał z tęsknoty. — I powiem Ryanowi, bo… Lenny… no, to długa historia. Nie na teraz. Więc… no, już się nie możemy z Jasonem doczekać, aż was zobaczymy!
— My też. Alex też… bardzo! Chociaż wiesz, głośno tego nie mówi.
— Przeklęta królowa. Znowu trzeba będzie ją odmrażać po tej Anglii — skomentował Jason, który wręcz nie potrafił się nie cieszyć. Wszystko poszło okej. Zrobili olbrzymi krok i… teraz na serio mogli być razem. Nawet nie miał ochoty zapalić. Po prostu czuł się spokojnie.
— Myślę, że nie trzeba! — Rush znowu się zaśmiał, ale ciszej. — Mnie na pewno Charlie nie będzie musiał rozmrażać — zamruczał i cmoknął w telefonie.
Chłopak roześmiał się.
— Już ci pluszowy szczeniak wygrzał miejsce w łóżku. Teraz tylko czeka, aż go zastąpisz.
— No, no, bo się rozkręcacie — przerwał im Jason. — Gruchać będziecie, jak się zobaczycie. A wy teraz grzecznie zapierdalajcie do samolotu. Widzimy się za kilka godzin.
— Kilkanaście. — Rush westchnął z żalem. — Już nie mogę się doczekać! Stęskniłem się za tobą, Charlie. Aż mi brakuje twojego ciepła i zapachu, i twoich ust.
Jason wywrócił oczami, a młodszy tatuażysta zagryzł wargę i mocniej zacisnął palce na breloczku.
— Mnie też… A teraz już będziemy razem bez żadnych obaw. Strasznie się cieszę…
— Mhm — dodał Jason, żeby zasygnalizować, że dalej podsłuchuje.
Rush albo tego nie usłyszał, albo zignorował.
— Jeszcze tylko kilkanaście godzin. Wszystko ci opowiem i cię w końcu wyściskam, i… — Chwilę panowała cisza, po czym rozległ się pełen zakłopotania śmiech. — Alex powiedział, że mam napisać wiersz, zamiast pleść tak bez sensu. I przyniósł kawę. Więc… Charlie?
— Mmmm? — Chłopak mruknął z rozmarzeniem, a Jason zaczął coraz bardziej żałować, że to nie Alex do nich zadzwonił.
— Kocham cię. Bardzo, bardzo!
Charlie uśmiechnął się szeroko i głośno wypuścił powietrze.
— Ja ciebie też. I nie mogę się doczekać, kiedy mi to powtórzysz po brytyjsku do ucha — zamruczał.
— Mhm… Obiecuję. Po wielo… Alex. — Na chwilę słowa młodszego braci zostały przerwane, po czym w telefonie usłyszeli starszego Greya.
— Wracamy. Odbierzcie nas z lotniska. I, Jason, nie waż się zaśmiać, Charlie tak samo. Ale… kup mi burgera. Takiego ze wszystkimi okropnie tłustymi, amerykańskimi dodatkami. Do zobaczenia na lotnisku — przekazał, po czym się rozłączył. Najwidoczniej miał mniejszą odporność na gruchanie gołąbków niż jego kochanek.
Jason odetchnął i odłożył telefon, a widząc głupio cieszącego się Charliego, pstryknął go jak zwierzaka w czoło.
— Kawa ci stygnie.
— Już, już.
Chłopak szybko wrócił do stolika i usiadł przy nim, sięgając po swój kubek. Teraz chętniej napiłby się czegoś zimnego, z lodówki, z dodatkowymi kostkami lodu, bo miał wrażenie, że całe jego ciało wrzało z radości.
— Ale zajebiście, nie? To wieczorem ich zobaczymy. Może podjadę po ciebie, co? A potem ja się swoim zabiorę z Rushem, a wy z Alexem jego Bentleyem, jak Ryan przyjedzie?
Jason przemyślał to i zgodził się. W głowie jednak cały czas miał myśl, że Alex w końcu nie ma narzeczonej. To było bardzo, bardzo przyjemne. Wcześniej zawsze była ta zadra w postaci Jeane oraz rodziców. A teraz… teraz byli wolni.
Jego rozmyślania przerwało powarkiwanie znajomej Impali, kiedy ta zaparkowała tuż pod studiem i, jak Charlie i Jason się spodziewali, wyskoczyła z niej Kate w towarzystwie swojego latynoskiego chłopaka.
Jason uśmiechnął się pod nosem. Trochę mu ulżyło, że Kate dopiero teraz się pojawiła. Swoim entuzjazmem umiała męczyć, ale teraz był w dobrym nastroju. Odparł „hej” na okrzyk dziewczyny.
— I jak? Dzwonili? — Ta na jego szczęście dopadła Charliego.
Kiedy chłopak zaczął jej szybko i entuzjastycznie relacjonować rozmowę z Rushem i gdy Kate z radosnym śmiechem dosłownie zwaliła się na niego, tuląc go mocno, Juan wszedł do studia. Przywitał się z Jasonem ściśnięciem dłoni i skinął na dwójkę na kanapie.
— Rozumiem, że już wszystko w normie? — zagadał, żeby nie przeszkadzać Charliemu i Kate.
— Tak. Dzwonili chwilę temu. Wracają. Więc jest dobrze na tyle, że chyba nawet lepiej niż w normie — odparł tatuażysta, także przyglądając się młodszym współpracownikom. Jak takie psiapsiółeczki, przeszło mu przez myśl.
Juan pokiwał głową z uśmiechem, chociaż wcale tak spokojny nie był. Martwił się o Lena. Dzisiaj w nocy musiał udać się na komendę, bo podobno złapano Hansa. Nie miał pojęcia jak, ale… zamknięto też Lenny’ego. A ten nic mu nie mówił, że tak mogło się stać. Nie mówił, czy coś planował. Obawiał się, że mogło się skończyć źle i to z jego winy. A Hans, gdy go przesłuchiwano, oskarżył Mauriego o odcięcie palców. I oczywiście jego samego w to zamieszano. Na szczęście, alibi od Alexa sprawdziło się idealnie. Co prawda mieli to jeszcze potwierdzać sto razy, ale powinno spokojnie wystarczyć na oczyszczenie ich z winy. Teraz tylko martwił się o Lenny’ego…
— To świetnie. Serio, cieszę się. A Kate coś mówiła, że chcielibyście świętować u mnie w knajpie. Jeśli tak, to wiesz, jak się uspokoi po powrocie, to ja chętnie zamknę ją na jakiś wieczór i się zabawimy.
— Wiesz, nawet nie trzeba będzie jej chyba zamykać. Aż takimi samotnikami nie jesteśmy. Będziesz miał tylko więcej roboty. — Jason uśmiechnął się i zachrypiał, śmiejąc się pod nosem. Miał wrażenie, że kamień spadł mu z serca.
— Pomyślałem tylko, czy, wiesz, jeśli Alex nadal jest taki, że… no, nie chce za bardzo publicznie się z tobą… — odchrząknął — dotykać, to lepiej dla luźnej atmosfery będzie zamknąć… Ale to jak chcecie, mi bez różnicy.
— To się jeszcze zobaczy. Jeśli jesteś tak ugodowy. — Jason uśmiechnął się i mając jakąś ochotę się podzielić swoim szczęściem, wyjął telefon z kieszeni. Napisał krótką wiadomość „Wracają” i wysłał do Mike’a.
— Spoko, spoko. Nie ma problemu.
— Juaaan, zostajesz? — zawołała tymczasem Kate, bezczelnie siorbiąc kawę Charliego, z ręką nonszalancko zarzuconą na jego ramię. Chłopak nie wyglądał na zgorszonego, a wręcz wciąż miał na ustach pełen szczęścia uśmiech.
— Nie mogę, słoneczko, bo muszę Mauriemu pomóc w knajpce. Więc zobaczymy się wieczorem. — Juan podszedł szybko do swojej dziewczyny, żeby się z nią pożegnać.
W tym czasie na telefon Jasona doszła wiadomość zwrotna: „Wiedziałem, że się od niego nie uwolnisz :) Gratuluję i cieszę się z wami”.
Kate wygięła usta w smutnej minie i przyciągnęła swojego chłopaka za koszulkę. Cmoknęła go.
— Tylko mi się tam za żadną nie oglądaj, no! — postrofowała go dla zasady.
— Nooo… nie wiem, tyle ich tam… — zażartował Juan, ale widząc naburmuszoną minę Kate, uśmiechnął się szerzej i obiecał być grzecznym.
Pożegnał się z Charliem i Jasonem, po czym wyszedł, żeby wrócić do pracy. Już dużo spokojniejszy, gdy wiedział, że Hans go nie obserwuje.
Podobnie jak Charlie i Jason, którzy już tylko czekali na swoich kochanków, spokojni i rozluźnieni. Wszystko zmierzało ku lepszemu…

***

Biały Bentley jechał cichutko. Ulice były puste, niebo granatowe, a w samochodzie grało radio, by utrzymać kierowcę w stanie skupienia.
Ryan nie przespał ani minuty z wczorajszej nocy. Nie mógł zasnąć w obliczu tego, co się działo i czego w dalszym ciągu nie pojmował. Najgorsze, że nie wiedział, skąd miał się dowiedzieć, co jest grane i czego oczekiwać. To wszystko tak go wykańczało, że nie potrafił skupić się w pracy, więc dosłownie przewegetował w niej osiem godzin, mając nadzieję, że nikt tego nie zauważy. Podkrążone oczy widać było na pewno. Tym bardziej, że teraz, kiedy już dochodziła północ, a on jechał na lotnisko, również podejrzewał, że nie zaśnie. Kolejna noc polegająca na gapieniu się w sufit.
Przetarł twarz dłonią i jadąc powoli, sięgnął do telefonu, który zawibrował mu w kieszeni. Szybko przeczytał wiadomość od Charliego, w której ten pytał, gdzie jest.
Odpisał: „Już jadę, zaraz będę”. To Lenny miał odstawić samochód Alexa, ale… był zamknięty.
Ryan skrzywił się boleśnie i przyspieszył, by ostatni raz wycisnąć trochę więcej z tego samochodu. Niestety, nawet to nie sprawiało mu teraz frajdy. Dojechał więc spokojnie na miejsce i wysiadł, chowając kluczyki do kieszeni jeansów.
Teraz musiał tylko znaleźć Jasona i Charliego. Na halę przylotów dotarł bez problemów, a wysokiego tatuażysty też nie musiał długo szukać. Kiedy podszedł bliżej, ten rozmawiał z jego przyjacielem.
— Tylko nie rób za bardzo scen. Też się cieszę, ale nie jesteś Katy — pouczał Charliego.
Na hali nie było tyle ludzi i szumu, żeby Ryan tego nie wychwycił. Co prawda spora część czekała na jakiś lot, pracownicy wciąż zarabiali na swoje utrzymanie, gdzieś ktoś marudził na wadliwy automat z kawą. Mimo to, było spokojniej niż w środku dnia.
— Przyznam, że chyba bym się nie zdziwił, gdyby podczas tego powrotu, po, bądźmy szczerzy, zaledwie kilku dniach, nad głowami blond księcia i jego słodkiej ptaszyny zajaśniała tęcza, gdy będą się witać — rzucił, zbliżając się do nich. — Cześć Jay, Charlie — dodał, kiedy do nich dotarł i uśmiechnął się słabo. Nie miał sił na więcej. Zarówno przez nieprzespaną noc, mordęgę w pracy oraz wszystkie myśli.
— Siema, Ryan. — Jason uścisnął mu dłoń i przyjrzał mu się z góry. — Też bym się nie zdziwił, ale teraz się dziwię, coś taki wybrakowany. Coś cię bierze? Bo wyglądasz jak przeciwieństwo Charliego.
Rzeczywiście, Charlie wyglądał, jakby miał zaraz zacząć się unosić nad ziemią ze szczęścia. Albo raczej chodzić w kółko i wyżłobić rów z niecierpliwości. Cały czas kręcił swoim breloczkiem na placu i patrzył na wielki zegar. Już niedługo mieli przylecieć.
Teraz, kiedy spojrzał na Ryana, aż go coś ścisnęło w środku. Widział doskonale, jak go trapiła cała sytuacja, ale nie chciał nic zdradzać. W końcu to ich sprawa, więc zostawił odpowiedź Ryanowi.
Ten swoim zwyczajem wymusił uśmiech i przetrzepał młodszemu chłopakowi włosy.
— Tak, Charlie wygląda jak nafaszerowany szczęściem gołąbek. — Potem spojrzał znowu na Jasona i wyjaśnił: — I może jestem wybrakowany dlatego, że czekam z niecierpliwością, aż jakaś siła wyższa albo chociaż zwykły śmiertelnik wyjaśni mi, dlaczego mój facet siedzi w areszcie. Ale to nie rozmowa na teraz, Jay, więc nawet nie próbuj, proszę, ciągnąć tematu, bo nie chcę wam odbierać tej radosnej nocy. Szczególnie że miło będzie zobaczyć, jak wesoło witacie swoje drugie, blond połóweczki.
Jason jednak nie posłuchał Ryana. Nie był odurzony szczęściem. Uradowany, z poczuciem ulgi, ale nieoślepiony tym wszystkim, aby zignorować czyjś problem.
— Co? Jak to… Lenny siedzi w areszcie? Za co? Co się stało? — spytał, nie rozumiejąc zupełnie i zadając pytania trochę bez sensu, skoro Ryan sam nie wiedział i właśnie to im przekazał. — Od kiedy?
— No tak, jak mogłem w ogóle mieć nadzieję, że temat przemknie niezauważony? Chyba za mało go zakamuflowałem słowami „blond połóweczki”, „gołąbek” i „radosna noc”. Może jakbym dorzucił „Alex”, to by jednak odwróciło uwagę od mojego… hm, problemu — odpowiedział Ryan ironicznie nie dlatego, że miał Jasonowi za złe to ciągnięcie tematu, tylko był zwyczajnie zmęczony i wewnętrznie sfrustrowany tym wszystkim. — Ale, jak już pytasz, wczoraj wieczorem, kiedy z Charliem jedliśmy wspólną, kumpelską kolację, zadzwonił osobnik noszący moje nazwisko, który zapłodnił moją matkę plemnikiem, z którego powstałem, by przekazać mi tę radosną wieść.
Jason chwilę trawił, po czym pokręcił głową. Miał ochotę zapalić, ale i Ryan, i lotnisko ograniczały go w tej kwestii.
— Okej, ale co on ma do tego? Nie możesz się go dopytać, o co chodzi? Albo zwyczajnie zadzwonić na policję, na tę ich infolinię i popytać? Może go zwyczajnie zgarnęli… za coś?
— Próbowałem. Od ojca się nic nie dowiem, a i postarał się, żebym na jego oddziale niczego się nie dowiedział. Więc… jeśli kojarzysz, jak prawo działa, a na pewno kojarzysz, to jeśli mają dowody czegokolwiek, co jest mu zarzucone, to mogą go trzymać tak długo, że się dowiem, co się stało, może na rozprawie. Albo listownie od Lenny’ego z post scriptum, bym nie pisał dwuznacznych słów, bo jego poczta w pace jest prześwietlana i będzie miał przejebane, gdy wyjdzie fakt, że gdzieś czeka na niego jego… hm, facet. A jeśli dowodów nie ma, to może po czterdziestu ośmiu godzinach wyjdzie…
— Czyli co? Dopiero doba, nie? — rzucił Charlie kwaśno.
— Dokładnie, kochanie — przytaknął Ryan, opierając się plecami o ścianę obok wielkiej donicy z kwiatami.
Jason wsunął dłoń w kieszeń, zastanawiając się nad tym wszystkim.
— Może zwyczajnie się schlał gdzieś albo wdał w jakąś bójkę i na upomnienie zatrzymali go na trochę. Nie martw się tak, bo osiwiejesz — dodał na pocieszenie i chwycił kosmyk włosów Ryana w palce. — Bo co to niby innego mogłoby być? Hm?
— Nie wiem, Jay, ale jednak fakt, że Lenny kiedyś już siedział i to bynajmniej nie za niewinne schlanie się gdzieś i bójkę, nie napawa mnie szczególnym optymizmem… jak sam chyba widzisz. — Ryan znowu wymusił uśmiech.
Jason psyknął i poklepał Ryana po ramieniu.
— Bądź dobrej myśli. Facet może i nie jest najświętszy, ale durny też raczej nie. Wyluzuj. Zaczniesz martwić się dopiero, jak termin minie — spróbował go pocieszyć i nawet krótko spojrzał na Charliego. Wymownie. To on z nim w końcu podobno był, jak usłyszał, że zatrzymali Ryanowi faceta. I tak naprawdę nie wiedział, co o tym myśleć.
— No, mówiłem to samo. Nie stresuj się na zapas. I, kurde, pójdź spać — rzucił Charlie, dobrze wiedząc, jak rozpoznać, czy Ryan spał, czy nie.
— Dziękuję za troskę, ale… chyba wasze cuda wyłonią się zaraz z tłumu. — Ryan wskazał na ludzi, którzy zaczęli się przedostawać na halę. — Jay, byłbym tylko wdzięczny, gdybyście mi jednak nie kazali radośnie biec na taksówkę i podwieźli wcześniej do domu.
Jason obejrzał się na wychodzących ludzi, ale szybko zwrócił się do Ryana.
— Jasne, że cię podwieziemy. Nie bądź głupi, nie ma nawet innej opcji. — Uśmiechnął się do niego. Trochę go to peszyło. Nie miał pojęcia, jak podnieść chłopaka na duchu. A z drugiej strony, Lenny faktycznie mógł wpakować się w coś poważnego. Teraz jak na dłoni widział, jak ci się zżyli.
Ryan skinął głową z wdzięcznością, ale nic już nie dodał, a nawet cofnął się kawałek, żeby nie przeszkadzać. W końcu to była dosyć ważna chwila dla całej tej czwórki, więc liczył, że chociaż to go trochę rozluźni. Widok jego dwóch kumpli witających się z facetami swojego życia, z którymi mieli być już totalnie na serio. To musiało być przyjemne.
Charlie wręcz stawał na palcach, by dojrzeć kochanka, ale ludzi było bardzo wielu, więc po chwili stuknął dużo wyższego od siebie Jasona.
— Widzisz ich?
Jason uśmiechnął się do siebie, stojąc spokojnie obok.
— Widzę — przyznał, patrząc na braci Grey i czekając, aż ci dostrzegą jego czarnego irokeza ponad głowami tłumu.
Pierwszy w jego stronę odwrócił się Alex, a Jason dostrzegł na jego twarzy coś, co wyglądało jak tłumiony uśmiech. Tak, jego facet czasami był głupi, mimo że niby taki inteligentny. Od razu skinął na brata i obaj z ciężkimi wózkami z bagażami ruszyli do czekającej na nich trójki.
Rush, kiedy tylko był dość blisko, wyminął brata, swoje bagaże i nie kłopocząc się ani Jasonem, ani Ryanem, ani tłumem wokół, podbiegł do Charliego. Od razu objął go w talii i poderwał w górę, przyciskając do siebie i wtulając się w niego.
Jason aż prychnął.
— Richard. Nie zostawiaj na środku bagaży. — Alex zatrzymał się, oglądając na wózek z torbami, który stał od nich z dobre trzy metry.
Jason tylko zaśmiał się z całej sceny i niespiesznie podszedł do swojego kochanka. Stanął przed nim, przesunął językiem po dolnej wardze i spojrzał w jego szaro-niebieskie oczy.
— To co? Już zupełnie mój? — rzucił, nawet nie hamując uśmiechu.
Alex spojrzał na niego w górę i… zapomniał języka. Zupełnie. Chwilę tak stał i kiedy już Jason chciał spytać, czy jest okej, ten zrobił krok w przód i przytulił się do kochanka. Zwyczajnie, nie jakoś wylewnie, ale przylgnął do niego. Odetchnął głęboko jego zapachem. Tym charakterystycznym, jego własnym, trochę studia i trochę papierosów.
— Tak.
Jason powoli, ale głęboko wciągnął powietrze do swojej szczupłej klatki piersiowej i objął kochanka ramionami. Nie zważając na nic, cmoknął go czule w czubek głowy, z całą swoją miłością do niego.
— I dobrze. To jest, kurwa, harmonia — dodał zachrypniętym głosem, widząc kątem oka, jak Charlie i Rush nie mogą się od siebie odlepić. I tylko Ryan stał z boku, pilnując bagaży.
Alex jeszcze przycisnął na chwilę Jasona do siebie, po czym jako pierwszy się odsunął.
— Cieszę się, że cię widzę — zakomunikował, a Jason miał pewność, że tak naprawdę było. Że ciężar i z niego spadł. Może przede wszystkim z niego. — Richard! — zawołał brata, który właśnie tulił się do Charliego, szepcząc mu, Bóg raczy wiedzieć co, do ucha.
Jakaś osoba obejrzała się nawet za nimi, ale uśmiechnęła serdecznie. Jeszcze tylko by im brakowało burzącego się homofoba.
Młodszy z braci potarł plecy Charliego, nim się odsunął. Trzymał przy tym jednak kochanka za dłoń, blisko przy sobie.
— Tak?
— Idziemy?
— Mhm, chyba możemy. Pewnie padacie po takim locie — rzucił Charlie, uśmiechając się szeroko. Ciepło dłoni Rusha przyjemnie go ogrzewało. Sam jego widok sprawiał, że czuł się teraz najszczęśliwszym facetem pod słońcem. Rumieńce na jego twarzy dobrze o tym świadczyły.
— Właśnie. Więc opowiesz mi wszystko jutro, a teraz do domu i do łóżek — postanowił Jason, podchodząc do jednego z wózków, by pomóc im zabrać bagaże na parking.
— I jak już pierwsze szczęście opadło, to… dobry wieczór, Alex, Rush. — Ryan przywitał się wreszcie, uśmiechając się do nich, na tyle szczerze, na ile mógł i nie pytając o zgodę, zabrał drugi wózek, by z Jasonem pociągnąć je dalej.
— Dobry wieczór, Ryan. — Alex podał mu rękę. — Widzę, że też miałeś ciężki dzień.
— Siema. Dzięki, że wpadłeś. — Rush też się z nim przywitał, podobnie jak brat, ale mniej formalnie. No i nie puszczał przy tym Charliego. Nie mógł się odkleić.
— Miał być Lenny, ale z różnych powodów nie był w stanie przyjechać, więc jestem i przyznam, że nie żałuję, bo widok tak szczęśliwych czterech ludzi na tak niedużej przestrzeni to dość pokrzepiający widok — odpowiedział Ryan, ciągnąć już za Jasonem bagaże.
Alex spojrzał na Ryana czujniej. Ten telefon o alibi i fakt, że był zamieszany w jakąś nieciekawą sprawę, a teraz nieobecność Lenny’ego, który go prosił o pomoc… Jakoś miał wrażenie, że mógł wiedzieć, o co chodzi.
— Mam nadzieję, że to nic poważnego.
— Nawet nie wiesz, jak bardzo ja też mam taką nadzieję — odpowiedział Ryan z krzywym uśmiechem, ale uciął temat, gdy wyszli na parkingi i podążyli pomiędzy samochodami do Dodge’a i Bentleya stojących blisko siebie.
Co bracia od razu odczuli, temperatura była tutaj znacznie wyższa niż w Londynie. Niebo wydawało się bardzo czyste, bezchmurne, a na zewnątrz nawet zbyt mocno nie wiało.
— Dużo tego macie — skomentował Charlie, gdy dotarli do samochodów i zaczęli przeładowywać dobytek Greyów do bagażników. — Ale rozpakowywać cię chyba będziemy jutro, co? Teraz wracamy i do łóżka? — zwrócił się do kochanka. Nawet nie myślał teraz o seksie. Po prostu chciał się przytulić do Rusha, czuć jego ciało bardzo blisko i rozmyślać o tym, że teraz rzeczywiście stali na czymś bardzo stabilnym.
— Nie planujemy wracać do Anglii, więc wzięliśmy wszystko, co było nam niezbędne. I czego potrzebowaliśmy. Wiesz, trochę się tego przez lata zebrało, a poza tym Alex dokupił sobie garnitury, bo tu takich nie mają — dodał Rush wymownie, patrząc na brata, ale mimo słów dosyć czule. Był w zbyt dobrym humorze, żeby być uszczypliwym.
— Zmieści się. Nie ma tego aż tak dużo. — Alex jak zwykle był bardziej suchy, ale i też o dziwo bardziej spragniony od Charliego. Nie wiedział tego i po cichu liczył, że to ustawiczne powtarzanie „do łóżka, do łóżka” znaczyło dla niego to samo, co w tej chwili dla Charliego. Chyba sam by się wyśmiał, gdyby za pierwszym razem, kiedy tu przyleciał, ktoś mu powiedział, że będzie miał takie myśli.
Po kilku minutach wszystkie bagaże już bezpiecznie spoczywały w bagażnikach, więc Charlie i Rush zapakowali się do samochodu i pożegnawszy z pozostałą trójką, odjechali jako pierwsi.
— To co? Podwozimy Ryana i do domu — rzucił Jason, gdy czerwony Dodge zniknął im z oczu.

20 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 145 – Wielki come back

  1. kan pisze:

    Bardzo dobry relaks przed cholernie trudnym egzaminem ;d Rzeczywiście spodobała mi się wypowiedź Jasona, jakoś tak mnie rozśmieszyła ;d

  2. Shivunia pisze:

    Kan >> Mały relaks nie jest zły. I może jak to ciężki egzamin, to dobrze, że było odczuwalnie krótko XD Szybciej wrócisz do nauki (jestem złym człowiekiem)
    Od razu przepraszam, jeśli będzie nieskładnie. Ale już oczy na plastrach trzymam. Wczoraj oglądałam po nocy serial i spałam w efekcie jakieś 2 i pół godzinki XD
    Bo Charliątko to taki słodziak. Czasami aż ma się go ochotę wycałować. No bo przecież jest słooodki XD I jak tu przy takim nie odczuwać wszystkich jego emocji. Zresztą, obaj z Jasonem cieszą sie ze się skończyło jak skończyło. Więc taaa „sielanka na całego” ;)
    A zachcianka jak… hahaha kobieta w ciąży. Nie no, wydaje mi się ze chciał coś „hamerykańskiego” po całości, aby się poczuć że jest tam a nie w UK.
    Ryan. Och… co tu dużo mówić. Chłopak przeżywa. I jak na swój sposób jest to słodkie bo widać jak się martwi, tak, też popieram, że Len mógłby już wrócić XD
    A cytat. Widzę że się chyba spodobał ;)

  3. kan pisze:

    Wchodzę, widzę nowy rozdział i myślę sobie: idealna forma relaksu przed jutrzejszym egzaminem z gramatyki łacińskiej. I tak sobie czytam i czytam i nagle koniec. Zdecydowanie za krótkie ;d

    Nareszcie wrócili i tatuażyści mogą odetchnąć z ulgą ;d Jejciu, słodkie było jak sobie tak Charlie z Rushem szczebiotali i potem jak Charlie entuzjastycznie opowiadał Kate o wszystkim xd Do tego szczęśliwy Jason i sielanka na całego ;d
    Cóż za zachcianka Alexa, nie spodziewałem się czegoś takiego i jestem całkowicie zaskoczony! ;d
    Juan, dziwny jest, niby fajny, jednak jakaś taka ciapa, może się do niego z czasem przekonam.
    I nareszcie Ryan określił Lennego jako swojego faceta, tak długo na to czekałem i serce jeszcze bardziej mnie bolało, że Ryanek taki strapiony i wymęczony, niech Lenny wróci i najzwyczajniej w świecie go przytuli bo widać, że Ryan go kocha i myślę, że nie jest to uczucie jednostronne. I tyle wyczekiwania na kolejny rozdział ;(
    „— Przeklęta królowa. Znowu trzeba będzie ją odmrażać po tej Anglii —” hahahaha ;d

  4. Shivunia pisze:

    Floo >> Hahahaha, chyba już nie mam co dodawać odnośnie tego, że krótkie. Każdy już to nam „wypomniał”. Niestety nie da się naginać wszystkiego i zawsze. A życie z reguły jest niesprawiedliwe.
    Ryanek jest naprawdę biedny. Mam ochotę straszną go przytulić, ale na wiele by mu się to nie zdało. Tym bardziej, że z miłą chęcią pewnie by mnie zadusił za to w co wpakowałam jego faceta XD
    I scena PORZĄDNA będzie… chyba. Wiesz, kwestia gustu co dla kogo jest porządne a dla kogo nie XD ok, już nie bij. Wiem o co chodzi, ale buzia na kłódkę. „Rush i Charlie byli słoooooodcy!”
    Oni zawsze są MEGA SŁODYCY :D Taka już ich wada hehehe. „Na prezent ślubny wybuduje im gniazdko na drzewie” – czemu pomyślałam o tym ze w Tarzanie goryle też spały w takich gniazdach O_o
    „Ja już chce zobaczyć tą ulgę u Ryana ich namiętne powitanie a potem wielką awanturę że Lenny się w to wplątał :D” – mówisz, że chcesz zobaczyć a mi się coś widzi, że ty ją już całą widzisz XD

  5. Floo pisze:

    1) Nareszczieeeee!!!!!!!!!!!!
    2) i już koniec….? eeeee…. mało =.=

    Ryana jest mi strasznie żal, biedak się zamartwia. Ciekawi mnie reakcja Lennego jak zobaczy go w takim stanie, biedny Ryan się wykończy z tych nerwów.
    Alex mnie zszokował kiedy poprosił o burgera ze wszystkimi dodatkami… a Jason że nie miał go ze sobą na lotnisku :P chyba nie zapomniał? I stanowczo domagam się PORZĄDNEJ sceny powitania miedzy nimi! Jak jej nie będzie to….!!!!!!
    Rush i Charlie byli słoooooodcy! (ale z nimi nie musi być scenki, za słodko XD) I to powitanie, widać że obaj się stęsknili. Niech im się wiedzie i niech sobie gruchają… Na prezent ślubny wybuduje im gniazdko na drzewie :P znaczy palmie.
    No kiedy wypuszczą wreszcie Lenna?! Niech już mija te 48!!!!!!! Ja już chce zobaczyć tą ulgę u Ryana ich namiętne powitanie a potem wielką awanturę że Lenny się w to wplątał :D

    Olejcie pozostałe opowiadania poczekają, dajcie szybko następny rozdział FDTS!!!!!!!! :D

  6. Katka pisze:

    Kruha, w innym rozdziale ;)

    Another, „Stwierdziłam, że bardziej bracia, bo wracają chyba przed tym jak Lennego mają wypuścić… No i miałam rację :P” – mhmmm, no nie dało się inaczej, tak nam chronologia popłynęła. W ogóle jakie ciężkie było ogarnianie stref czasowych, to liczenie, ile lecą, ile godzin są w tył/w przód i tak dalej! Koszmar XD „I Alex tylko o seksie xD Nawet Charlie myślał o czymś innym!” – hehehe, właśnie tak mnie ciekawiło, czy to Was zaskoczy :D Alex jest naprawdę spragniony cielesności z Jasonem, Charlie za to myśli tylko o leżeniu razem i gruchaniu :) „No i gdybyście tak za bardzo drążyły co ta parka ma w głowie to utopiłabym się w lukrowym basenie…” – haha, dokładnie, lepiej nie wchodzić im za bardzo do głów XD Szczególnie Rushowi. Podejrzewam, że jego myśli dotyczące Charliego są przesiąknięte cukrem.
    Za Lennym mały Jay też na pewno bardzo tęskni :( Och, te dredy do wymęczenia… Zaś jeśli chodzi o gumki smakowe, uuuuwierz, Jasona to męczy tak samo mocno jak Ciebie XD Ale nie chce za bardzo cisnąć, zresztą teraz nawet nie miał kiedy. A też nie przypomni o tym od razu po przyjeździe Alexa. Ale spoko, gumki będą jeszcze miały swoje pięć minut XD I to ZAWSZE tak jest, że coś fajnego mija za szybko. To tak jak z serialami. Jest jakiś genialny odcinek, to się ogląda z zapartym tchem i nawet nie patrzy na pasek, ile minut minęło. I jak nadchodzi koniec to się czuje jak przekłuty balonik. Takie „oj… ale to już?”. A przepustkę najlepiej trzymać na czarną godzinę, haha, jeśli seeerio będzie ciśnienie. Ale to zresztą Wasza nagroda, więc możecie wykorzystać kiedy tylko chcecie ;) I powodzenia w gimpie! ;)

    Saki, po pierwsze, uwielbiamy te momenty, kiedy widzimy nowy nick :D Bardzo nam miło, że poczułaś się do napisania komentarza, to naprawdę daje kopa do działania :) No i tym bardziej, że wyraziłaś swoją opinię na temat różnych postaci i sytuacji. Roger zbiera sobie antyfanów, ale raczej nikt się temu nie dziwi XD „Jak dla mnie, zrobił to specjalnie, właśnie żeby Ryan się martwił. Niby czemu nie chce mu nic powiedzieć i robi wszystko, żeby się nie dowiedział?” – dokładnie, czyste okrucieństwo :/ Wie, jak zepsuć synowi dzień, a raczej 48 godzin. Najwyraźniej uznał, że jeszcze dotychczasowo za mało mu namieszał w życiu. Och, a scenariuszy, jak to się skończy, gdy Lenny wreszcie wyjdzie z celi, jest wieeele. Faktycznie, Ryan może mu się rzucić na szyję, może go opieprzyć… ale to też jest zależne od zachowania samego Lenny’ego, więc dobrze, że dumasz nad tym, jak on może zareagować na widok swojej księżniczki.
    „W końcu nie widzieli się aż 4 dni. Co by było, jakby musieli jeszcze dłużej na siebie czekać.” – hahaha, oj, albo oni umarliby z tęsknoty, albo my wszyscy zasłodzilibyśmy się wielkim, przelukrowanym powitaniem XD Myślę, że 4 dni to definitywnie wystarczająca dawka XD A czy Alex się przyzwyczai do ich gruchania? Skoro taki Jason, który nie znosił tego na początku, teraz jest w stanie w milczeniu przetrwać słuchanie takiej rozmowy, to Alex też da radę XD No i to zawsze jest trudne, kiedy najpierw ma się duuuużo czegoś przyjemnego i praktycznie nie zwraca się uwagi na koniec, a potem, jak się okazuje, że można coś dostać tylko w małych dawkach, to boooli. Więc się nie dziwię, że dziwnie Ci się czyta rozdział na bieżąco, ale mam nadzieję, że jakoś przywykniesz ;)
    Dziękujemy za ten komentarz i mamy nadzieję, że jeszcze nie raz uda się poczytać coś z Twoich wynurzeń na temat akcji czy postaci ;) Pozdrawiamy cieplutko!

  7. saki pisze:

    Postanowiłam napisać komentarz, bo głupio tak czytać i nic nie zostawić. A więc:
    Juan mnie wkurza. Ale jak widzę, nie tylko mnie. Mógłby wykazać trochę więcej empatii czy cokolwiek…
    Roger jest… no brak mi słów, żeby go określić. Nie lubię gościa i raczej nie zanosi się żeby było inaczej. Lenny mu pomógł, a on go przetrzymuje w tej zimnej celi za niewinność. Nawet jeśli to „tylko” (bo dla niektórych aż) 48 godzin. Jak dla mnie, zrobił to specjalnie, właśnie żeby Ryan się martwił. Niby czemu nie chce mu nic powiedzieć i robi wszystko, żeby się nie dowiedział?
    Szkoda mi Ryana. Biedny nie śpi w nocy, bo martwi się, co się dzieje z jego facetem :( Gdybym nie wiedziała tego co wiem, to bym się razem z nim martwiła. Ale jaszcze tylko… albo aż jeden dzień niepewności. Nie zdziwiłabym się, jakby i tej nocy nie przespał. Niech ten Lenny już wraca, bo się Ryan na śmierć zamartwi. Aż się go chce utulać, jak się go takiego widzi. Nawet nie ma siły wygłaszać swoich monologów, a to poważna sprawa… Chociaż, jak zdobył się na dwa, to może nie jest jeszcze aż tak źle? gorzej by było, jakby nic nie mówił.
    Ciekawa jestem reakcji Ryana, jak Lenny wróci do domu. Czy rzuci mu się w ramiona, czy może na niego nawrzeszczy… a może jedno i drugie? I co zrobi Lenny, jak zobaczy swoją księżniczkę taką niewyspaną i zatroskaną.
    Gołąbki… to gołąbki. Lukier pełną gębą, aż się uszami wylewa. Innego powitania się nie spodziewałam :) W końcu nie widzieli się aż 4 dni. Co by było, jakby musieli jeszcze dłużej na siebie czekać. W końcu jak długo maskotka może zastąpić takiego Rusha?
    I jeszcze ta rozmowa telefoniczna… gołąbki gruchają i nie przejmują się, że ktoś słucha :) Jason uodpornił się na gruchanie gołąbków hehe. W końcu słuchał go na okrągło przez bardzo długi czas :) Jak Alex też trochę dłużej poprzebywa z księciem i jego ptaszyną, to też może się przyzwyczai :)
    Awwwwww tulasek od Alexa. Tak niewiele, a tak rozczula. Królowa stęskniła się za swoim Smokiem ^w^
    „Nie wiedział tego i po cichu liczył, że to ustawiczne powtarzanie „do łóżka, do łóżka” znaczy dla niego to samo, co w tej chwili dla Charliego. ” <3
    Albo mi się wydaje, albo ten rozdział był taki… krótszy.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    Jak czytałam rozdział jeden po drugim ciągiem, tak teraz muszę czekać razem z innymi na kolejny odcinek. Plus, że jestem na bieżąco… ale najgorsze jest czekanie i ta niepewność co dalej.
    Weny życzę :)

  8. another69 pisze:

    „— Przeklęta królowa. Znowu trzeba będzie ją odmrażać po tej Anglii” – rozśmieszył mnie ten tekst ;p

    Chyba przez całą noc zastanawiałam się co będzie w tym rozdziale xD Stwierdziłam, że bardziej bracia, bo wracają chyba przed tym jak Lennego mają wypuścić… No i miałam rację :P Co prawda ciut Ryana też jest, ale malutko ;p
    To nic, tak dużo się dzieję, to ciężko wszystko w jednym rozdziale opisać ;p
    Alex był uroczy gdy go objął. Nie tak ostentacyjny jak jego brat i Charlie, ale to dobrze ;p Było w tym więcej czułości i miłości, niż w tym wielkim mizianiu się. I Alex tylko o seksie xD Nawet Charlie myślał o czymś innym! A tak w ogóle to dobrze opisane to wszystko. Znaczy, gdy jest więcej osób to można się spodziewać, że opiszecie bardziej dokładnie uczucia, powiedzmy, Jasona, a Charlie będzie jako tło. Tutaj raczej starałyście się opisywać emocje wszystkich, chociaż nie kojarzę Rusha w zasadzie… Ale jakoś mnie to nie interesuje xD Charlie robi za ich dwóch. No i gdybyście tak za bardzo drążyły co ta parka ma w głowie to utopiłabym się w lukrowym basenie…

    Oby szybko Lenny wrócił do swojej księżniczki i kota… Pewnie oby dwoje na równi tęsknią. Kot głównie za biciem się na spojrzenia… Heh, ostatnio często myślę o tych chłopakach, nie wiem czemu ;p

    No i cały czas myślę o tych cholernych gumkach smakowych! Jason je kupił dawno temu i muszą ich wreszcie użyć! Przeterminują się cholera… Stracą smak… Noż, niech już mu Alex obciągnie, coś czuję, że to będzie mega seksowne. Zazwyczaj jak ktoś tu robi loda, to jest to normalne, jakieś takie naturalne, że większość geji to robi. Ale Alex jest wyjątkiem i dlatego tym bardziej mi się to podoba xD W ogóle lubię pierwsze razy… We wszystkim xD Liczę na to!

    Mi też rozdział wydaje się krótki, ale to chyba normalne jak się czyta coś ciekawego ;p No sory, gdy czytam jakiś tekst na historie to mimo tego, że ma parę linijek, wydaje się być „Niekończącą się opowieścią” czy coś… A tutaj miałam wrażenie, że tekstu jest malutko i nawet nie zauważyłam gdzie uciekły mi te wszystkie minuty!
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Mam ochotę użyć swojej „przepustki” do niego, ale stwierdziłam, że lepiej użyć tego w wakacje, gdy będę się nudzić… Ah, nie wiem czy wytrzymam te 9 dni :/

    I dzięki za info i GIMPie, ściągnęłam i próbuję swoich sił :P

  9. Katka pisze:

    Yaoistka, Alex chyba jednak nie jest tym typem, który biegnie i rzuca się na kochanka niczym w przesłodzonych telenowelach XD Mam nadzieję, że mimo oszczędności w okazywaniu uczuć, było czuć, jaki jest szczęśliwy :)

    Aoi, haha, taaa, każdy inny słuchając tej rozmowy telefonicznej zacząłby bełtać tęczą XD Myślę, że Jason już tyle razy ich widział i słyszał tak gruchających, że się trochę uodpornił. Może bardziej by go to wkurzało, gdyby nie był tak szczęśliwy, że jego królowa wraca :) A jakby Alex się rzucił Jasonowi na szyję, to nie tylko Ty byś miała zawał, ale i Rushowi by pewnie szczęka upadła na ziemię i trzeba by było zbierać zęby z podłogi XD No a Lenniak mógłby być przy Ryanie, no ale… chłopak musi swoje przecierpieć, nim się dowie, że to tylko 48 godzin… :( Choć dla niego to pewnie aż 48 godzin. Dziękujemy za wenę i również życzymy miłej reszty dnia! :)

    Tess, oj tam krótkie! Wydaje Ci się! XD Och, a wątek Lenny’ego i Ryana… to jest właśnie ten ból, że jak się dzieje w kilku wątkach na raz, to któryś zawsze musi być na stratnej pozycji wobec innego. Ale już tuż tuż i się okaże, co tam dalej u Rynny :)

  10. Tess pisze:

    Słodkie, ale niemiłosiernie krótkie xD
    Cóż ja mogę napisać? No ciesze się, że wrócili. Zresztą innego wyjścia nie mieli tak czy inaczej. Szkoda tylko, że nie było nic więcej o Lennym I Ryanie.
    Jeśli mam być szczera, to oni mnie dużo bardziej w tej chwili interesują :)

  11. Aoi (@Aoibakauke) pisze:

    Przeczytałam i stwierdzam że teraz mogę umrzeć szczęśliwa xD.
    Charlie oczekujący na powrót swojego księcia z bajki jest rozkoszny az się dziwie że bardziej nie zmolestował Rusha jak już sie spotkali, a rozmowa przez telefon to 100% gruchania naszych gołąbeczków xD az się dziwie że Jason nie dostał próchnicy od tej słodyczy.
    Alex niby opanowany i alexowy ale aż sie szeroko uśmiechnęłam jak przytulił się do smoka, szkoda że nie rzucił mu się w ramiona tak jak Rush swej miłości, chyba padłabym na zawał jak by to zrobił.
    Było mi strasznie żal Ryana taki sam buuuuuuu głupi Lenny po cholerę mieszał się w sprawy tego #%%^&# chłopaka Kate . Nie Lubię Lena ale teraz wolałabym żeby był przy Ryanie bo biedactwo takie zestresowane i samotne :(…
    Weny dziewczyny i miłego dnia :)

  12. Yaoistka^^ pisze:

    OMG! SWEET!!! *.* Naprawdę boskie, przez chwilę miałam głupią wizję jak Alex biednie do Jasona i go przewraca XD Boska wizja ^^

    Biedny Ryan… tak bardzo się go chciało przytulić.

  13. Katka pisze:

    Luinlos, „(–> Rayan, a jakże), ale przez to, że wiem, że z Lennym będzie ok, to jakoś byłam w stanie to przeżyć.” – nooo, wyobraź sobie, jakby się to czytało, gdybyście wszyscy byli pewni tego samego co Ryan – że Lenny’emu grozi co najmniej kilka lat więzienia. Och, ale jak widać nie jesteśmy aż tak okrutne i ograniczyłyśmy trochę Wasz stres w tym względzie XD Co innego, jeśli chodzi o Ryana, troszkę się nad nim znęcamy, mam wrażenie.
    Co do Jasona – on w ogóle jest bardzo oszczędny w okazywaniu uczuć, nie tylko stresu, ale i radości, jak sama mówisz. Nawet jeśli w środku czuje to wszystko na równie wysokim poziomie jak reszta. W tym chyba jest trochę podobny do Alexa, chociaż Alex to już skrajna postać duszenia w sobie emocji XD
    Kurcze, co do Rusha to ciężko mi jakoś głębiej odpowiedzieć, bo nie mam go w sobie, tylko Shiv (bez skojarzeń! XD). To, że to taki mały chłopiec/książątko, to oczywista prawda, ale jak bardzo zabolała go utrata domu… Może bardziej właśnie sama myśl, że stracił „dom” niż „rodziców” właśnie go zabolała. Nie zdziwiłabym się, gdyby był bardziej przywiązany do którejś niańki niż do matki.
    „Ha! Właśnie takie drobne gesty jak ściśnięcie breloczka czy wywrócenie oczami, pozornie małe, a budują atmosferę opowiadania i wiele mówią o bohaterach!” – nie wiem czemu sobie wyobraziłam taki gif z Jasonem, jak przewraca oczami XD Coś czuję, że mogłoby to być hipnotyzujące. Jeszcze jakby był czarno-biały i jeszcze tyć w zwolnionym tempie… Ale zeszłam z tematu XD Ale fajnie to wygląda w mojej wyobraźni, szkoda, że nie mogę pokazać.
    „No to takie słodkie, jak Rush jest teraz troche zapatrzony w Alexa! Tzn. Wcześniej się go bał a teraz z przyjemnością relacjonuje: “… Alex to… Alex tamto…”, to słooooodkieeeeee.” – hahaha, co nie? XD Oj, na pewno Rush podziwia brata na wielu płaszczyznach. Jestem nawet skłonna powiedzieć, że poza pracą też pewnie podziwia jego konsekwencję w pływaniu czy umiejętnościach jeździeckich. No ale to Shiv musi zweryfikować :)
    „Juan się “tylko martwi” a nie panikuje tak jak wcześniej. To mi się wydaje takie nie fair…” – no cóż… nie mam nic na jego obronę i nawet nie powinnam go bronić, bo definitywnie tym wszystkim zasłużył sobie na wielki opieprz. Jak sam nie jest zagrożony, to ma trochę ostudzone emocje, ale się martwi chłopak… no i tyle w sumie XD
    Co do Charliego, jest trochę tak jak Shin97 mówi. Charlie i Ryan przegadali na ten temat już sporo i nie bardzo miał co Charlie dodać. Jason z kolei dopiero się dowiedział o sytuacji, więc jego reakcja była mocniejsza. A Charlie na pewno starał się dać wsparcie kumplowi po tamtym telefonie. No ale to jest Ryan, takie słowne wsparcie mimo wszystko niewiele mu daje, skoro wciąż nie ma pojęcia, co się dzieje. Och, ale ten akapit o Ryanie taki uroczy i w sumie… inny niż dotychczasowe opinie o nim. Jeszcze się nie nasłuchałam tylu pozytywów o jego „dojrzałej” stronie osobowości :) Haha, bo wiem, że z reguły nie jest ona zauważalna XD Ale to miłe, że widać to w takich sytuacjach.
    „Niby gołąbki tam stali sobie i gruchali pod tęczą i to było też miłe, ale jednak ten spokój Jasona i Alexa wynikający z tego ze są już przy sobie był dla mnie dużo bardziej emocjonujący (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało). Taki prawdziwy spokój. Jakby wreszcie znaleźli swoje miejsce na ziemi.” – wybacz, że tak Cię cytuję, ale fajny fragment XD Gołąbki i Jason i Alex reagują zupełnie inaczej i też uważam, że mimo że mniej ekspresji jako takiej było w powitaniu tych drugich, to emocje jednak były duże. Oooch, a czy znaleźli swoje miejsce na ziemi… Myślę, że Alex mógłby spokojnie podpisać się pod tymi słowami :) No i dzięki ogólnie za wieeeelkiego komenta :D I zwrócenie uwagi na niemalże każdy kawałek rozdziału, hehe. Pozdrowionka ;)

    Seiridis, pytanie, czy Ryan po tylu godzinach braku snu będzie w stanie cokolwiek w tej kwestii załatwić, haha, ale tak, na pewno nie przemknie to bez echa. Zobaczymy, jak to Lenny przeżyje… A czy będzie scena z Alexem i Jasonem w następnym rozdziale – nie zaspoileruję chyba zanadto, jak powiem, że będzie XD Juan znowu zbiera baty, a gołąbki… definitywnie SĄ „hollywoodowscy” XD Wręcz przerysowani, haha, ale chyba część za to ich kocha (inna nienawidzi XD).

    Shin, oj, nie był króciutki, ale mógł się taki wydawać przez tę długą przerwę w wychodzeniu FDTS. Dobrze, że słodkością nadrobił XD Seks gołąbków chyba z tego co wiem będzie gdzieś w tekście niebawem, ale nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie jak szybko, bo nie zdążyłam jeszcze przygotować zapasu rozdziałów. A co do Charliego i Ryana – jak już mówiłam Luinlos, masz sporo racji. Charlie już przegadał z Ryanem na ten temat i niewiele już mógł w jego kwestii zrobić :(

    Tigram, ja wiem, że to bliskie pornosowi co piszemy, haha, ale oj spoooko, myślę, że w tej kwestii, że tak powiem, niedługo Cię zaspokoimy XD Mam nadzieję, że na tyle dobrze, że będziesz zadowolona :D

    Marta, niestety nie jesteśmy fizycznie w stanie wydłużyć standardowej długości rozdziałów. Potem w ogóle byście nie mieli co czytać, a jednak staramy się, by każdy rozdział był w miarę równy ;) Ale cieszę się, że był słodki :D Braciszkowie wracają do swoich kolorowych facetów, jakże mogłoby być inaczej ;)

  14. marta696 pisze:

    Co to takie krótkie,nie zdążyłam sie obejrzec a już koniec.Strasznie słodki rozdział,naprawdę.

  15. TigramIngrow pisze:

    Że się tak wtrącę (przełamując swojego focha na brak seksu)…
    „Nie wiedział tego i po cichu liczył, że to ustawiczne powtarzanie „do łóżka, do łóżka” znaczy dla niego to samo, co w tej chwili dla Charliego. ” – hahahahahaha! To było mega rozczulajace! Świetne!

  16. shin97 pisze:

    ten rozdział wydawał sie taki króciutki :< Ale bardzo słodki ;) Teraz czekam na sex Charliego i Rusha xd a dawno tego nie bylo :< luinlos Mi się wydaje że Charlie i Ryan juz sie o tym nagadali do późna w nocy a cóż ile można walkować jeden temat i nie chciał się wtrącać w rozmowę Jasona i Ryana ;)

  17. Seiridis pisze:

    Biedny Ryan :C Mam nadzieję, że już niedługo i jemu ulży. Lenny’emu przydałby się porządny opierdol od niego. Ale ja wierzę w możliwości Ryana, na pewno coś w tej kwestii załatwi.

    Alex, ehehehehe, liczę, że w przyszłym rozdziale, poza Rynną będzie jeszcze gorąca scena Królowej ze Smokiem. :D Naprawdę, liczę na to. xp

    Juan – ja pierdolę, ten gościu tak mnie zirytował. Jak on może być taki zadowolony jak kumpel za niego karku nadstawia. Jeesh.

    Charlie i Rush – awwww. Wiedziałam, że to musi się pojawić. Bieg przez lotnisko, chwyt, okręcenie wokół. XD Serio, oni są tak… hollywoodowscy xD

    Houk, rzekłem.

  18. luinlos pisze:

    O jejku! No niech mi ktoś powie, że sielanka jest zła, to zamorduję wzrokiem!
    Przecież ten rozdział był tak dobry… Co prawda były chwile, kiedy serce ścisnęło mi się w taki trochę żałosny sposób (–> Rayan, a jakże), ale przez to, że wiem, że z Lennym będzie ok, to jakoś byłam w stanie to przeżyć. Lubię czytać o złych emocjach i trudnych sytuacjach kiedy wiem, że tak na prawdę nie skończą się źle.
    Ale może po kolei :)
    Podoba mi się sposób w jaki Jason się stresuje – niby taki spokojny, opanowany a jednak w środku wszystko przeżywa po swojemu, to że tego na pierwszy rzut oka nie widać (a przynajmniej nie widzą tego osoby postronne) nie znaczy, że mniej uczuć i emocji nim targa. Podoba mi się również jak jest oszczędny w okazywaniu radości, widać kontrast pomiędzy nim a Charliem, pewnie to zarówno kwestia wieku jak i usposobienia… Możliwe, że wyćwiczył się w opanowaniu przy Alexie ;)
    Telefon od Rusha – no oczywiście, że to Rush musiał pierwszy zadzwonić, a jakże. Nie wiem za bardzo jak odczytywać ten kawałek:
    „Już trochę tu siedzimy, ale jest okej. Znaczy
    wiecie… W domu możemy się nie pokazywać, ale z Jeane całkiem dobrze się ułożyło! —
    Rush mówił dalej.”
    Mam wrażenie, że Rush szybko dodał ten kawałek o Jeane żeby udawać, że to, że nie mogą się już pokazać w domu wcale nie jest istotne. Myślę, że on jednak to przeżywa bardziej niż Alex. Tzn. Alex był wychowywany w chłodzie. A Rush to ciągle taki trochę mały chłopiec w moim odczuciu, takie książątko, które mimo, że chciało się uwolnić, to trochę jednak utrata domu (jaki by on nie był) jest dla niego ciosem. W końcu pomyślał, że napisze list do matki. Ale nie wiem czy dobrze czuję jego emocje… Alex chyba od razu myślał, że dom to Jason. Na prawdę nie wiem czy dobrze to widzę.
    „— My też. Alex też… bardzo! — Blondyn zaśmiał się.” Podoba mi się, że Rush jest trochę bardziej wrażliwy na uczucia osób innych niż on sam i Charlie i że dodał ten kawałek o Alexie bo miał świadomość, że Jason też słucha po drugiej stronie i też tęskni. :)
    „Stęskniłem się
    za tobą, Charlie. Aż mi brakuje twojego ciepła i zapachu, i twoich ust.
    Jason wywrócił oczami, a młodszy tatuażysta zagryzł wargę i mocniej zacisnął palce na
    breloczku.” Ha! Właśnie takie drobne gesty jak ściśnięcie breloczka czy wywrócenie oczami, pozornie małe, a budują atmosferę opowiadania i wiele mówią o bohaterach!
    „Alex powiedział, że mam napisać wiersz, zamiast pleść tak bez sensu.” No to takie słodkie, jak Rush jest teraz troche zapatrzony w Alexa! Tzn. Wcześniej się go bał a teraz z przyjemnością relacjonuje: „… Alex to… Alex tamto…”, to słooooodkieeeeee.
    „Wracamy. Odbierzcie nas z lotniska. I, Jason, nie waż się zaśmiać, Charlie tak samo.” – i właśnie z powodu tego typu tekstów Alex jest (zaraz obok Jasona) moim ulubieńcem! Miałam tak uśmiechniętą mordkę aż miło :D
    Kawałek z Juanem potraktowałam po macoszemu – nadal jestem na niego zła. I dodatkowo wnerwiło mnie to, że jak jego alibi zadziałało, to się uspokoił, a w tym momencie kiedy Lenny ma poważniejsze kłopoty (tzn. nie ma poważniejszych ale Juan o tym nie wie), to Juan się „tylko martwi” a nie panikuje tak jak wcześniej. To mi się wydaje takie nie fair…
    A będąc już przy tym temacie, to mam ochotę kopnąć Charliego w dupę. No ładny z niego przyjaciel. Wie już, że Rush wraca do niego na pewno, cały i zdrowy i kochający (i rozumiem, że się cieszy) ale odniosłam wrażenie, ze totalnie zepchnął Rayana na margines i że to Jason bardziej się tym przejął niż on.
    W ogóle cały ten kawałek z Rayanem mnie bolał. Martwi mnie jego bezsenność, martwi mnie, że wydaje się teraz bez Lennyego taki samotny. Martwi mnie, że jego najlepszy kumpel w chwili, kiedy spotyka go coś przyjemnego, potrafi tak go zepchnąć na marrgines. Boli mnie to, że w tej samej chwili Rayan potrafi być tak niesamowicie wyrozumiały – nie chcę psuć ich szczęścia i radości, trzyma się na uboczu, pomaga z bagażami, przywitał się dopiero, gdy Jason i Alex oraz Rush i Charlie mieli chwilę dla siebie.
    Coraz bardziej cenię Rayana. Pod wieloma względami jest bardzo dojrzały, wyrozumiały i uczuciowy. I mimo, że ma swoje wybryki to jednak bardzo dużo dostrzega i ma na uwadze uczucia i sytuacje innych ludzi a nie tylko patrzy na czubek swojego nosa. Tym bardziej nie moge przeżyć, że ma tyle kłopotów i zmartwień na głowie. I ze Lenny nie daje mu emocjonalnie wystarczająco dużo, by Rayan był spokojny. :(
    No to ponarzekałam sobie :P
    „Jason jednak nie posłuchał Ryana. Nie był odurzony szczęściem. Uradowany, z poczuciem
    ulgi, ale nieoślepiony tym wszystkim, aby zignorować czyjś problem.”
    I za to kocham Jasona. Tego nie trzeba komentować bardziej.
    „Wyluzuj.
    Zaczniesz martwić się dopiero, jak termin minie — spróbował go pocieszyć i nawet krótko
    spojrzał na Charliego. Wymownie. To on z nim w końcu podobno był, jak usłyszał, że
    zatrzymali Ryanowi faceta. I tak naprawdę nie wiedział, co o tym myśleć.” – odniosłam wrażenie, ze to ostatnie zdanie odnosiło się do tego, ze Jason nie wie, co myśleć o takim znieczulonym zachowaniu Charliego (a chyba odnosiło się do sytuacji lennego ogólnie).
    I uwaga, werble, oto kawałek na który czekałam najbardziej!
    „— To co? Już zupełnie mój? — rzucił, nawet nie hamując uśmiechu.
    Alex spojrzał na niego w górę i… zapomniał języka. Zupełnie. Chwilę tak stał i kiedy już
    Jason chciał spytać, czy jest okej, ten zrobił krok w przód i przytulił się do kochanka.
    Zwyczajnie, nie jakoś wylewnie, ale przylgnął do niego. Odetchnął głęboko jego zapachem.
    Tym charakterystycznym, jego własnym, trochę studia i trochę papierosów.
    — Tak.”
    I wyszedł DOSKONALE. Dokładnie tak, jak powinno wyglądać spotkanie Jasona i Królowej. Och, uwielbiam że oni są tacy dojrzali. Niby gołąbki tam stali sobie i gruchali pod tęczą i to było też miłe, ale jednak ten spokój Jasona i Alexa wynikający z tego ze są już przy sobie był dla mnie dużo bardziej emocjonujący (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało). Taki prawdziwy spokój. Jakby wreszcie znaleźli swoje miejsce na ziemi. No i chyba znaleźli – ze sobą. (Jaka ja jestem kiczowata w tym co piszę. Ale nie mogę inaczej jak wchodzę w tryb „uwielbienia dla AJ”, wybaczcie ;P).
    „I tylko Ryan stał z boku, pilnując bagaży.” – ja nie wiem jak to jest, ze w jednej chwili rozczulam sie nad AJ a w kolejnej bym płakała na Rayanem.
    Kurcze, Alex, dobrze kombinujesz, i wiem że jesteś uprzejmy i nie wtykasz nosa w cudze sprawy, ale błagam, wybadaj Rayana o co chodzi i zadzwoń na policję i zapytaj o Lennyego!
    Ciekawa jestem, co będzie dalej: czy Rynna, czy może JA czy Gołąbki… Co by nie było będzie super :)
    Trzymajcie się!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s