In Out In – 21 – Krępujące spotkanie

James oparł się łokciem o blat, przeglądając Internet na swoim laptopie. Otworzył nową kartę, wpisał kilka pierwszych liter wyszukiwanej rzeczy i zamarł. Forum, gdzie kiedyś szukał chętnych na seks podobnie się nazywało i już wtedy zawsze wyświetlała mu się podpowiedź, którą regularnie usuwał, ale ta nagminnie mu o sobie przypominała. Teraz nic się nie pojawiło. Ile to się zmieniło od czasu, kiedy był z Walterem? A nadal nie miał odwagi mu powiedzieć, do czego się dopuszczał. Znaczy, ten wiedział, że nie był aniołkiem, że spotykał się z przygodnymi facetami na seks. Ale nie wiedział, jak często i co z nimi robił. Nie chciał jeszcze bardziej psuć wizerunku swojej osoby w oczach kochanka.
Westchnął i wpisał do końca wyszukiwaną frazę.
Walt również był w domu, ale nie wychodził od jakiegoś czasu z gabinetu. Miał coś ważnego do zrobienia, ale nie chcąc zanudzać Jamesa, nie wyjaśniał do końca co. Ten nie miał pojęcia, że szuka jakichś dobrych restauracji, czy innych ciekawych miejsc o odpowiednim klimacie. Że przegląda internetowe sklepy z dobrymi garniturami, by jakiś odpowiedni nabyć. I że robi to wszystko, by poukładać sobie w głowie jakiś obraz oświadczenia się swojemu partnerowi.
Gdy James już wszedł na odpowiednią stronę, usłyszał wreszcie, jak prawnik wychodzi z gabinetu.
— Chcesz herbatę?! — James krzyknął w głąb mieszkania, nadal przeglądając stronę i ze znudzeniem czytając wiadomości.
— Nie, idę sobie soku nalać! Też chcesz?! — odkrzyknął Walt, zmierzając w stronę kuchni.
— Nie, ale wstaw wodę, proszę!
— Dobrze!
Przez dłuższy moment nie słyszał nic poza krzątaniem się po kuchni. Kilka minut później Walt wszedł do pokoju, w którym rezydował James, niosąc w dłoni filiżankę parującej herbaty oraz szklankę soku. Tę pierwszą postawił na blacie obok kochanka i usiadł jednym pośladkiem na biurku.
— Proszę, kochanie. I jak tam, nie nudzisz się? — zapytał, popijając pomarańczowy sok.
— Nie. — James uśmiechnął się do niego łagodnie, jak tylko on umiał. — I dziękuję. Uporałeś się ze swoimi sprawami?
— Tak, w dużej mierze. I… — Walt urwał, popatrując na niego nieco inaczej niż chwilę temu. Jakby bardziej sondująco, z napięciem. — Wiem, jak bardzo nie lubisz chodzić gdzieś ze mną w znaczeniu pary, ale… chciałbym cię o coś poprosić.
James przełknął ślinę i skinął głową. Od razu zrobiło mu się bardziej… duszno ze zdenerwowania.
— Tak?
— Mam pewnego znajomego prokuratora, który przylatuje do Milwaukee na jakiś ważny proces. Dawno się z nim nie widziałem, więc chcemy wykorzystać okazję i spotkać się na obiedzie. Gdy mu wspomniałem, że mam partnera, sam zaproponował, byś również się zjawił. — Walt uśmiechnął się do swojego kochanka przyjaźnie. — Co ty na to? On też jest gejem, a do tego bardzo sympatycznym, więc na pewno nie będzie niezręcznie. A mi byłoby strasznie, strasznie miło, jakbyś ze mną poszedł!
James poczuł, jak ściska go w gardle. Uśmiechnął się ze skrępowaniem i gdyby herbata nie była za gorąca, to chwyciłby za nią, aby schować twarz w kubku i dać sobie sekundę na wykręcenie się jakoś.
— No… um… jest pewien? Znaczy… Wiesz, nie zna mnie, nie wiem, czy nie będzie przeze mnie bardziej niezręcznie, czy coś. Mówiłeś mu, że nie jestem zbyt… ekspresyjny, że tak powiem?
— Powiedziałem, że jesteś cudowny. — Walt zaśmiał się i nie potrafił powstrzymać się przed pochyleniem do Jamesa i pocałowaniem go w policzek. — Ale on również jest z Saint Paul, więc na pewno w tym względzie znajdziecie wspólny temat.
— Nie jestem pewien. Będzie… sam? — James dopytywał dalej, chociaż… chciał, aby Walter był z niego dumny. Tym bardziej, że sprawa Alberta ciążyła mu na sercu bardziej niż powinna. Cały czas miał w głowie pytania w stylu: „A czy Albert by to zrobił?”.
— Powiedział, że ma obecnie partnera. Co w sumie jest zaskakujące, bo tak się kiedyś odgrażał, że nie chce się wiązać. — Walt uśmiechnął się lekko i napił się soku. Oparł szklankę o udo, wciąż siedząc w tej niewymuszonej, nonszalanckiej pozie. — Nie dopytywałem, ale chyba z nim przyleci. Musielibyśmy odebrać ich albo jego z hotelu, w którym się zatrzymają i podjechalibyśmy do pobliskiej restauracji. Jak Jimmy? Skusiłbyś się? Obiecuję, że nawet jak zjesz tylko przystawkę, to nie będę marudził! — zarzekł się od razu, wpatrując się w niego szczenięco.
— I… — James zawahał się, przygryzając dolną wargę, zębami łapiąc skrawek skóry i ciągnąc go lekko. — I… nie powiedziałbyś niczego krępującego?
— Oczywiście! Nie będę schodził na prywatne tematy, a ile będziesz chciał powiedzieć o sobie, tyle powiesz. Och, Jimmy, to tylko niezobowiązujący obiad z całkiem przyjaznym mężczyzną. Będzie cudownie wyjść razem z tobą. — Walt westchnął, nie spuszczając z niego tych swoich niebieskich ślepi i dodatkowo przesunął palcami po blacie w kierunku dłoni Jamesa.
Ten zauważył to i westchnął ciężko. Sam go złapał za dłoń i skrzywił się, zakłopotany.
— Ale… no, dobrze. Ale błagam, nie zawstydzaj mnie, nie chcę się wygłupić przy twoim znajomym — poprosił.
— Nie będę! — obiecał Walt, pochylając się nisko, by pocałować go w wierzch dłoni, a potem lekko ją ścisnął. Uwielbiał szczupłe palce Jamesa. — Mam cię nie przytulać i nie całować przy nich? — dopytał się, chociaż wiedział już, jakie by to było trudne. Ale przecież pamiętał tę okropną sprzeczkę, po której prawie się nie rozstali i po której obiecał być grzeczny.
James rozkosznie zarumienił się na polikach i znowu westchnął ciężko.
— No jak… jak będziemy w miejscu publicznym, to wolałbym nie — poprosił. — To… to krępujące.
Walt przytaknął ze zrozumieniem. Tego właśnie nie lubił w tym świecie. Że coś zupełnie naturalnego było tak ograniczone przez różne poglądy i złe spojrzenie społeczeństwa. A zarówno Albert przesadnie się tym przejmował, jak i James. Przywyknął już do tego, chociaż bardzo by chciał siedzieć z kochankiem na ławce w parku i całować się z nim, jak wszystkie inne pary.
— Dobrze, kochanie. Nie będę — obiecał, głaszcząc go po wierzchu dłoni. — Czyli zgadzasz się?
— Chyba nie mam innego wyjścia — odparł James z niepewnym uśmiechem, patrząc jednak z nadzieją na Waltera, że dobrze robi, zgadzając się. Nie był pewny, czy to dobry pomysł, ale cóż. Chciał trochę chociaż, małymi krokami iść na przód.
Zobaczył od razu, jak na przystojnej twarzy kochanka wykwita szeroki uśmiech i już sekundę później został mocno pocałowany.
— Mmm! Cieszę się, zobaczysz, że będzie ciekawie! — zapewnił wesoło.
James aż sam się uśmiechnął w jego usta, urzeczony i oczarowany tą ekspresją kochanka. Nie dało się inaczej.
— Mhm… i… — urwał z niepewnością.
— Hmmm? — Walt wpatrzył się w niego maślanie.
— Um, znaczy… jak chcesz iść do restauracji, to może… — Znowu się zaciął, zastanawiając się, jak powiedzieć to, co chce powiedzieć i tak, aby nie zabrzmiało to niedorzecznie. — Znaczy, jak nikt nie będzie patrzeć to możemy się czasami… tak trzymać. — Skinął głową na ich dłonie.
Prawnik aż się na niego zapatrzył, a James miał wrażenie, że jego dłoń zrobiła się dużo cieplejsza. Potem Walt odetchnął głęboko i pokiwał głową.
— Mam najcudowniejszego faceta na świecie… — Zachichotał cicho, wpatrując się w kochanka. — Zrobię rezerwację na stolik w jakimś prywatnym kącie — dodał, ściskając lekko dłoń nauczyciela. Naprawdę czuł, że ich związek idzie do przodu. James się otwierał, a jemu już serce łomotało ze szczęścia na samą myśl, że zwiążą się na zawsze, jeśli James powie „tak”.
Nauczyciel zarumienił się po same uszy i uśmiechnął się nieśmiało. Uniósł się na krześle i delikatnie pocałował kochanka.
— Cieszę się, że się cieszysz — przyznał szczerze to, co było dla niego najważniejsze.
Walt zagryzł wargę, wciąż się do niego uśmiechając. Odstawił szklankę i objąwszy Jamesa w pasie, przyciągnął go bliżej siebie, między swoje nogi.
— Zgodziłeś się dlatego, że chcesz ze mną pójść, czy tylko dlatego, że poprosiłem? — zapytał, tuląc go do siebie. Nie chciał mimo to, żeby James musiał mu kiedyś znowu, tak jak wtedy w biurze, zarzucić, że wszystko jest tak, jak chce on, Walt. Chciał, żeby James czuł się z nim swobodnie.
Nauczyciel przełknął ślinę, kładąc dłonie na przedramionach kochanka. Ciężko było mu odpowiedzieć na to pytanie.
— Bo… bo chcę, abyś był ze mną szczęśliwy i dlatego, że poprosiłeś. Tak ładnie. I zgodziłeś się… um, powiedziałeś, że będzie dobrze — lawirował między słowami.
— Mhm. Dotrzymam wszystkich obietnic — zapewnił Walt ze zdecydowaniem w głosie, dodatkowo patrząc szczerze w oczy kochanka. Wychylił się i delikatnie i czule pocałował go w usta.
James uśmiechnął się i objął go za szyję.
— Kocham cię — wyszeptał tak cicho, że mężczyzna ledwo to usłyszał.
— Mmm… ja ciebie też — odszepnął, zerkając na jego twarz z radością w oczach, po czym tylko wsunął nos w jego szyję, przytulając go do siebie.
James odetchnął trochę z ulgą i nadal przytulony do kochanka, tylko stał. To było przyjemne, nawet jeśli miał „zapłacić” za to godzinami nerwów w restauracji przy obcym mężczyźnie.

*

— To powinno być gdzieś tu… — zamruczał do siebie Walt, prowadząc powoli samochód i wyglądając przez okno na drogę. Nie jeździł po tych okolicach miasta, więc nie wiedział, gdzie dokładnie znajdował się hotel, pod który obiecał podjechać.
Zbliżała się już umówiona godzina spotkania, więc nie chciał się spóźnić. Jego znajomy prokurator pewnie był już gotowy.
Odpowiednią restaurację Walt już wybrał. Po pierwsze zdecydował się na tę właśnie, ponieważ śmiesznie kojarzyła się z jego własnym nazwiskiem — Mason Street Grill. Po drugie, można było dokonać rezerwacji w prywatnym, oddzielonym od głównej sali miejscu, na czym szczególnie mu zależało z powodu Jamesa.
— To chyba ta następna ulica i w prawo. — James, który usiadł już wcześniej na tylnim siedzeniu, aby się nie przesiadać, przez ramię wskazał mu kierunek. Stresował się. I nie było nawet o czym mówić, że tak nie jest.
— Tak myślisz? — Walt zadumał się i przyspieszył trochę, by po chwili skręcić w prawo. A gdy ujrzał duży napis z nazwą hotelu, od razu szeroko się uśmiechnął. — Jest! — zawołał i podjechawszy kawałek, wreszcie się zatrzymał. Spojrzał przez ramię na Jamesa. — Nie będziemy wysiadać, zadzwonię po niego — oznajmił i po chwili wykręcił numer mężczyzny, z którym mieli dzisiaj zjeść kolację.
— Mhm. Dobrze. Nie wiesz, czy w końcu będzie sam? — spytał jeszcze nauczyciel, ocierając spocone dłonie o kolana.
— Tak, będzie sam. Nie chciał się za bardzo pokazywać z innym mężczyzną. Dba o wizerunek. — Walt westchnął ciężko, pokazując tym samym, że tego nie rozumie, ale nie dodał nic więcej, bo w słuchawce odezwał się głos jego znajomego. — Ben, już jesteśmy. Zejdziesz? — Milczał chwilę. — Wspaniale! Czekamy na dole. — Na koniec nawet cmoknął i schował telefon.
James skinął głową, że rozumie. Nie chodziło mu bynajmniej o swój „wizerunek”, ale wolał się czuć bezpieczniej. Bycie szykanowanym, nawet jeśli przez małą grupę, nie było czymś, co chciał uświadczyć. I to przez coś, czego nie może zmienić. Nie stanie się przecież heteroseksualny od kilku wyzwisk.
— Rozumiem. To czekamy. — Uśmiechnął się słabo.
Walt przekręcił się w jego stronę, na ile mógł i wyciągnął do niego głowę.
— Daj jeszcze buzi, póki w samochodzie jesteśmy — poprosił.
James przełknął ślinę, ale wychylił się i szybko cmoknął kochanka w bok ust.
— Okej?
Prawnik westchnął, żałując, że nie miał szans na głębszy pocałunek, ale i tak nie umiał się nie uśmiechnąć. Przytaknął i usiadł wygodniej.
— Nie stresuj się tak, kochanie. I dziękuję, że się zgodziłeś.
James też się uśmiechnął, mimo że niewyraźnie.
— Jasne. Tylko nie dziękuj już tak, bo mi głupio — dodał i zerknął w stronę wyjścia z hotelu, trochę ciekaw, kim będzie ten człowiek.
Nie musiał długo czekać, aż ujrzał mężczyznę, który niewątpliwie był znajomym Walta, bo gdy tylko wyszedł z hotelu i ujrzał BMW prawnika, uśmiechnął się i ruszył w ich kierunku. Był to mężczyzna około czterdziestki, niewysoki, ale szeroki w ramionach, co było widać dzięki dobrze dobranemu, granatowemu garniturowi w prążki. Do tego wydawał się Jamesowi dziwnie znajomy, chociaż twarz miał dość przeciętną, ze specyficznymi zmarszczkami przy kącikach oczu. Krótkie blond włosy były dokładnie przystrzyżone.
Mężczyzna obszedł samochód i usiadł na miejscu pasażera.
— Cześć, Walt, miło cię wreszcie widzieć. — Uśmiechnął się do kierowcy bokiem ust, a ten odpowiedział szerokim uśmiechem i uścisnął jego dłoń.
— Ciebie również! Nie wiem nawet, ile to czasu minęło, ale i tak nic się nie zmieniłeś. A to jest James, mój partner. — Walt od razu przedstawił swojego kochanka.
Gdy tylko Ben się odwrócił i wyciągnął dłoń do nauczyciela, w jego oczach pojawiło się nagłe zaskoczenie, którego nie był w stanie ukryć. I było ono na tyle mocne, że wręcz zapomniał się odezwać, a jego dłoń zastygła w połowie ruchu.
James także zrobił większe oczy, teraz już poznając mężczyznę. Aż za dobrze go poznając! To przecież ten sam Ben, u którego, mieszkając jeszcze u ciotki w Saint Paul, był na seksie! Zapamiętał go szczególnie, bo ten lubował się w skórach.
Spiął się w sobie i podał mu dłoń.
— James… Peterson. Miło mi poznać — przedstawił się włącznie z nazwiskiem. Nie tak, jak ostatnio, kiedy się widzieli. A raczej, kiedy pierwszy raz się widzieli, kiedy spotkali się u Bena w mieszkaniu po tym, jak umówili przez Internet na seks. James w życiu by się nie spodziewał, że znajdzie się w tak kłopotliwej sytuacji.
Drugi mężczyzna najwyraźniej podobnie, bo z dość mocnym zawahaniem w oczach uścisnął jego dłoń.
— Benjamin Bennet, mnie również miło. — Uśmiechnął się, najwyraźniej niepewien, czy powinien wspominać, że pieprzył faceta swojego znajomego. Chyba jednak uznał, że nie powinien, bo ciągnął tę szopkę.
Walt na szczęście nic nie zauważył, tylko uśmiechał się do nich wesoło.
— No, to teraz do restauracji! — zadecydował i ruszył z miejsca parkingowego.
— Tak… jasne. — Ben skinął głową i jeszcze, jakby z wahaniem, odwrócił wzrok do Jamesa, który także rzucił mu niepewne spojrzenie. Jakby trochę prosząc. Ale nie znał go, więc nie miał pewności.
— Szkoda, że nie przyleciałeś ze swoim partnerem — Walt rzucił do mężczyzny siedzącego obok, gdy już jechali. — Ciekaw jestem, co to za szczęśliwiec i jakim cudem naciągnął cię na związek. Tak się zarzekałeś, że to niedobre dla twojej kariery.
— Daj spokój, Walt, przyjechałem na rozprawę o takim statusie… Jeszcze by mi skandalu brakowało. — Ben pokręcił głową, równocześnie zerkając na Jamesa w lusterku, jakby się zastanawiał, czy właśnie to nie będzie tym skandalem. — Ale miło, że zabrałeś swojego partnera. James, czym się zajmujesz? — rzucił niezobowiązująco, nawet nieźle, po pierwszym szoku, wdrażając się w tę krępującą grę.
— Jestem… nauczycielem — wydusił James, uśmiechając się słabo i starając się więcej uwagi poświęcać Walterowi, ale wzrok cały czas mu uciekał na Bena. Przecież jego kochanek by był… nawet nie wiedział, jakby się poczuł, gdyby się dowiedział, że James spał z jego znajomym. Lizał mu buty. — W szkole, jako geograf. I… nie jak Walter, nadal… no, też staram się, aby nikt niepożądany nie wiedział.
— Zawsze uważałem, że Walt jest zbyt out — stwierdził Ben, a prawnik wywrócił oczami z lekkim uśmiechem.
— Nie można być zbyt out. To samo byś mógł powiedzieć do rzeszy nastolatków całujących się w parku.
— A myślisz, że nie mówię? Dla mnie to jawna przesada. Za to James, jako nauczyciel, ma pełne prawo być w cieniu ze swoją orientacją — stwierdził prokurator, znowu zerkając w bocznym lusterku na Jamesa i ledwo dostrzegalnie przełknął ślinę.
— Dziękuję — odparł ten z tylniego siedzenia, zastanawiając się, jak i kiedy zamienić z Benem chociaż dwa zdania i upewnić się, że ten niczego nie powie Walterowi. Bo nie chciał, aby mówił. Bardzo, bardzo, bardzo nie chciał. I nawet w tej chwili jego problem z Albertem zszedł na dalszy plan. Dużo dalszy. Bo w tej chwili jechali do restauracji na kolację. On ze swoim partnerem i… jego przyjacielem, który kiedyś wyruchał go jak szmatę.
Walt tylko roześmiał się z tej wymiany zdań.
— Nie stwórzcie mi tu jakiejś koalicji. Ja wciąż pozostanę przy tym, że jeśli większość homoseksualistów nie odważy się na wyjście z cienia, to wciąż będziemy do niego spychani.
Ben obdarzył go spojrzeniem pełnym udawanego współczucia dla jego „chorych” poglądów i nie zdążył skomentować w inny sposób, bo dość szybko dojechali na róg ulicy East Mason i North Jefferson, gdzie mieściła się restauracja.
— Chodźcie, mamy rezerwację — oznajmił Walter, gdy zaparkowali najbliżej wejścia i podążyli w kierunku oszklonych drzwi z framugą z ciemnego drewna.
James mruknął na potwierdzenie. Postarał się ubrać ładnie, czyli w nawet nieźle dopasowane, ciemne jeansy, schludną koszulę i marynarkę.
Znowu zerknął na Bena niepewnie, ale podążył za kochankiem do wejścia do restauracji. Tam, w środku, od razu zostali powitani przez radosną kelnerkę.
— Dobry wieczór. W czym możemy pomóc?
— Dobry wieczór. Mamy zamówiony stolik na trzy osoby na nazwisko Mason — odpowiedział Walt i od razu zostali poprowadzeni w kierunku prywatnej przestrzeni.
Przeszli pomiędzy licznymi stolikami z bielusieńkimi obrusami i brązowymi, skórzanymi krzesłami. Miejsce, w którym ostatecznie się znaleźli, urządzane było w tych samych barwach, jednak zamiast krzeseł, przy stoliku znajdowały się wygodne kanapy. Stół zastawiony też był już na odpowiednią ilość ludzi, a goście od razu otrzymali karty dań. Miejsce było dobrze oświetlone i bardzo przytulne, a do tego odgrodzone w pewien sposób od całej reszty restauracji.
Gdy tylko kelnerka odeszła, aby dać im chwilę namysłu, Ben rozejrzał się i westchnął.
— Dawno nie byłem w Milwaukee, ale to nawet ulga, że nie wybrałeś jakieś restauracji klasy milionerów — rzucił. Ta rzeczywiście nie była przesadnie elegancka, chociaż bardzo schludna. Menu za to wyposażone było głównie w grillowane dania i owoce morza.
— Pomyślałem, że w takim miejscu będzie nam luźniej. — Walt uśmiechnął się zarówno do kochanka, jak i prokuratora, najwyraźniej nie widząc, jak ci dwaj są skrępowani swoją obecnością.
— To miłe. Jak zawsze starasz się myśleć o wszystkim — pochwalił Ben i zajrzał do menu. — Coś polecasz? — spytał, ale jeszcze rzucił krótkie spojrzenie Jamesowi, który siedział prawie że naprzeciwko niego.
Ten też zerknął, co tu serwują, ale nie znając jeszcze podejścia prokuratora do ich przeszłości, był za bardzo zestresowany, aby myśleć o jedzeniu.
— Steki — odpowiedział od razu Walt z uśmiechem. — Grillują naprawdę doskonale. Sałatki też są wyśmienite, Jimmy — dodał do swojego kochanka, podejrzewając, że ten prędzej poskubie zieleninę, niż zje wielki kawał mięsa. — Proponuję też wam wino. Ja napiję się wody, bo chcę nas potem bezpiecznie odwieźć.
— To ja też poproszę wodę, ale i grillowanego łososia — James wybrał, wiedząc, że wypadałoby, aby coś zjadł. A łosoś był lekki i nie będzie mu leżał na żołądku.
Znowu zerknął na Bena. Ciekawiło go, czy jest zdenerwowany, jak on, czy w duchu się z niego śmieje.
Mężczyzna wyglądał na dość spokojnego, chociaż i tak, gdy patrzył na nauczyciela, nie można było mieć wątpliwości, że go pamięta. Zamówił sałatkę Cesara i polecany przez Walta stek. A gdy i ten wybrał odpowiednie jedzenie, złożyli zamówienia u kelnera.
— Mówiłem ci, Ben, że Jimmy też jest z Saint Paul — rzucił Walt, gdy tylko obsługa się oddaliła.
Blondwłosy prokurator uniósł delikatnie brwi i uśmiechnął się do siebie, przypominając sobie, jak przez mgłę, że przecież bezpiecznym słowem tego, całkiem seksownego na kolanach nauczyciela było właśnie „Jimmy”.
— Wspominałeś. Ale teraz już obaj mieszkacie tutaj, tak? Od dawna? — Mężczyzna zerknął na Jamesa i ten w sumie dopiero teraz mógł wpaść na myśl, że przecież prokurator mógł równie dobrze myśleć, że był z Waltem jeszcze wtedy, gdy spotkali się na seks. Może chciał wybadać, czy zdradzał jego przyjaciela?
— Jakiś rok. Walter przygarnął mnie na wiosnę. Więc już trochę — odparł James, patrząc to na kochanka, to na rozmówcę. Chciał go upewnić jakoś, po tym pytaniu, że tamto to przeszłość. Nawet jeśli czasami brakowało mu pewności siebie, aby powiedzieć kochankowi, czego chce więcej. Ale był z nim szczęśliwy.
Ben pokiwał głową na znak zrozumienia, najwyraźniej kalkulując, że rzeczywiście nie byli wtedy razem.
— Gratuluję. To mniej więcej tyle samo, co ja z moim Nathanem.
— Właśnie. Jak wy się w ogóle poznaliście? — zaciekawił się Walt, a do ich stolika została przyniesiona woda oraz wino dla Bena. — Wspominałeś tylko, że wreszcie dałeś się uwieść.
— To raczej odwrotnie było, ale… nie będę ukrywał, że spotkaliśmy się nie w jakiejś romantycznej scenerii w środku miasta, a… — blondyn uśmiechnął się lekko, zerkając przy tym przyjaźniej na Jamesa — na czacie o specyficznych upodobaniach.
James aż uśmiechnął się do siebie, czując w tym swój minimalny wpływ. W końcu kiedy się spotkali, potem po seksie nawet chwilę niezobowiązująco rozmawiali i podał Benowi adres strony dla fanów skór i mundurów.
— Dużo ludzi teraz tak się poznaje — rzucił, nie chcąc milczeć przez całe spotkanie. W końcu zgodził się przyjść tu z Walterem jako jego partner, a nie strach na wróble zajmujący krzesło.
— Prawda? Niesamowicie wręcz. Nie spodziewałem się, że wchodząc na ten czat, zobaczę tam tylu mężczyzn. Dla ścisłości, Walt, to był czat tylko z okręgu mojego rodzinnego miasta i najbliższych okolic — dodał Ben, w czym tylko utwierdził Jamesa, że to rzeczywiście ta strona, którą on mu podał.
— I w tym morzu fetyszystów znalazłeś tę perełkę? — Walt zachichotał, popijając wodę. Sam czuł się strasznym szczęściarzem, że na takim ponurym zgromadzeniu jak pogrzeb odnalazł swoją miłość.
— Tak. Co prawda nie był to od razu strzał w dziesiątkę, ale tak. Spotkaliśmy się najpierw dość… niezobowiązująco, a potem mała przerwa i się potoczyło — odpowiedział Ben z wyważonym entuzjazmem, a James słuchał go z przyjemnością. Zrobił coś dobrego.
— Więc teraz jesteś w związku i to chyba… swoim pierwszym? — kontynuował Walt.
— Tak, wcześniej były to raczej… — mężczyzna westchnął — niezobowiązujące spotkania. — Rzucił przy tym krótkie spojrzenie, o dość miłym i przyjemnym wyrazie, w kierunku Jamesa. — Ale teraz nie żałuję, że w to wszedłem. Jest w tym masa atutów. — Zaśmiał się krótko.
Walt uśmiechnął się szerzej i pod stołem wyciągnął dłoń do swojego kochanka. Ten jeszcze w domu mówił, że na to się zgadza. Teraz też widział, że i Walt stosuje się bardzo mocno do obietnicy, że nie będzie wobec niego wykonywał żadnych gestów publicznie. Można się tylko było domyślić, jakie to dla niego trudne, gdy już kilka razy drgnął, jakby chciał go objąć, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Aktualnie tylko uścisnął delikatnie jego dłoń.
— Jest. Cała masa! — Zaśmiał się, zerkając wesoło na Jamesa. — I Jimmy mówił, że ja też jestem jego pierwszym takim partnerem na poważnie. Miejmy też nadzieję, że ostatnim. — Zachichotał, mając w duchu olbrzymią ochotę pocałować go soczyście w policzek.
James uśmiechnął się, mocno skrępowany, ale nie zabrał dłoni. Delikatnie odwzajemnił uścisk i lekko przysunął się do kochanka, aby było mu wygodniej.
— Chyba na razie na to się zapowiada. Jeśli oczywiście nic się nie zepsuje albo ty… nie zmienisz o mnie zdania — dodał, krótko spuszczając głowę i czując na polikach wypływające rumieńce. Nie chciał, aby Walt się do niego zniechęcił. A jeśli Ben by mu zaczął opowiadać… Aż się w sobie skulił.
— Nie ma mowy, kochanie — odpowiedział od razu prawnik pewnym głosem, a Ben uśmiechnął się do siebie.
— Naprawdę, masz szczęście, że na niego trafiłeś, James. Walt to spełnienie marzeń każdego mężczyzny… który lubi czuć takie mamkowanie — rzucił, bardziej kąśliwie w stronę Walta, niż żeby dogryźć Jamesowi. Zmarszczył przy tym wymownie nos, patrząc na przyjaciela i lekko się z niego nabijając.
Prawnik nie obraził się, tylko uśmiechnął szerzej.
— Ty masz inne preferencje, Ben. Jesteś bardziej… jak głowa rodziny. Wybacz, nie zgralibyśmy się. — Zachichotał. Musieli się naprawdę długo znać, bo czuć było w ich rozmowie tę specyficzną lekkość. Przy tym jednak Walt cały czas zerkał na swojego kochanka, którego dłoń trzymał. — A z Jamesem zgrywamy się idealnie.
Nauczyciel uśmiechnął się łagodnie, zastanawiając się mimowolnie, czy mężczyźni też rozmawiają ze sobą o swoich upodobaniach. Jako faceci raczej na pewno to robili, jednak to był inny światek. Pytaniem nie chciał się ośmieszyć.
— Jest bardzo dobrze — przyznał rację Walterowi i dosłownie chwilę po jego słowach przybyło ich zamówienie. Talerze zostały przed nimi rozłożone, wino i woda uzupełniona, a potem kelner ponownie się ulotnił.
— Smacznego — rzucił Walt, gdy sięgnęli po sztućce i zabrali się za jedzenie. Trochę żałował, że przez to musiał puścić ciepłą dłoń Jamesa. — Długo zabawisz w Milwaukee, Ben?
— Nie, zaledwie kilka dni. Ale pewnie za sprawą jeszcze tu przylecę, jednak to w niezależnych ode mnie odstępach czasu. W sumie to trochę męczące, tak z jednego miasta do drugiego kursować, ale cóż — wzruszył ramionami — przynajmniej będę miał rozmówców. — Uśmiechnął się do siedzącej naprzeciw pary.
— Może nawet spotkamy się w sądzie któregoś dnia — zauważył Walt, na co prokurator przytaknął z nadzieją.
— Możliwe. A jak James będzie chciał odwiedzić rodzinne strony, to będę musiał odwdzięczyć się obiadem, choć prędzej u mnie w domu niż na mieście. Poznalibyście wtedy Nathana, a gejowskie, radosne jedzenie w restauracji jest… ryzykowne.
James chciał gorliwie przytaknąć, ale jednak się powstrzymał.
— Przyznam, że… nie ciągnie mnie za bardzo do Saint Paul, ale kolacja… To bardzo miłe z twojej strony i też miło słyszeć, że dogadujecie się, jeśli chodzi o bycie… out.
— Tak, choć to ogólnie ciężki temat — odpowiedział Ben z powagą, po czym niby konspiracyjnie pochylił się nad stolikiem w stronę Jamesa, zasłaniając dłonią usta od strony Walta. — Szczególnie, kiedy on jest w pobliżu — dodał głośnym szeptem i wrócił do normalnej pozycji.
James mimowolnie się uśmiechnął, rozbawiony tą uwagą.
— Wiem coś o tym. Ale… — Spojrzał na kochanka. — Pracujemy obaj nad tym, aby było dobrze dla nad obu.
— Tak, trzeba iść na kompromisy, z obu stron — Walt przyznał rację swojemu kochankowi, uprzednio kręcąc karcąco głową na głupie zachowanie starszego kolegi po fachu.
— Zauważyłem, że w związku poza niewątpliwymi plusami, są też zgrzyty — dodał Ben, jakby podkreślając tym samym, że rzeczywiście kompromisy w stosunku do wcześniejszego życia wedle własnych upodobań mogą być ciężkie. — Plusy na szczęście przeważają — uzupełnił swoją wypowiedź. — I doskonały ten stek.
— Mówiłem! — ucieszył się Walt, zerkając przy tym kątem oka, jak idzie jedzenie Jamesowi. Ten nawet był w połowie swojego łososia i do tego zajadał białe szparagi, jakie były z nim podane. Nie było co prawda co liczyć na to, że wszystko, co jeszcze było na jego talerzu, zniknie, ale taki już był James.
Waltowi pierwszemu udało się skończyć posiłek, a widząc, że pozostała dwójka wciąż je, postanowił zniknąć na moment w toalecie. Obaj z Benem uznali, że jeszcze deser zmieszczą, więc pewnym było, że jeszcze chwilę tu posiedzą.
Gdy tylko prawnik odszedł od stolika w kierunku toalet, blondyn wciągnął głęboko powietrze do płuc i spojrzał na Jamesa. Zaśmiał się nawet krótko, lekko zduszonym głosem.
— To było nieco krępujące na początku — rzucił do niego.
— Bardzo — przyznał James i spojrzał w stronę, gdzie zniknął kochanek. — Nic mu nie powiesz, prawda? — rzucił pełne nadziei spojrzenie swojemu rozmówcy, a serce podeszło mu na chwilę do gardła.
— Nie. Nie miałbym w tym żadnego celu. Szczególnie, jeśli wtedy byłeś wolnym człowiekiem, podobnie jak ja.
— Tak, jednak wiesz… nie chciałbym, aby to jakoś… ten fakt jakoś wpłynął na — przełknął ślinę — waszą znajomość i na… nas — wydusił, patrząc nadal niespokojnie to na Bena, to na korytarz.
— Co prawda… — prokurator przesunął dłonią po swoich krótkich, jasnych włosach i popił wino — czuję się w jakiś sposób nie fair, że… wybacz, że tak to nazwę, miałem „w łóżku” jego faceta. Ale to przeszłość. Nikogo nie zamordowaliśmy, a miłości cielesnej każdy potrzebuje. To jedynie… — uśmiechnął się bokiem ust — specyficzny zbieg okoliczności.
— Bardzo specyficzny. Tym bardziej, że… nie wiem. — James speszył się, nie wiedząc, jak do tego podejść. — Znacie się na tyle, aby rozmawiać o… swoich doświadczeniach?
— Z racji tego, że wiąże nas praca, głównie na ten temat rozmawiamy, ale gdy jest więcej czasu, zdarza się i o doświadczeniach. Nie przypominam jednak sobie, żebym mu o tobie wspominał. Mogłem jedynie pochwalić się dobrym, ostrym seksem… Ale wątpię, by Walt pamiętał to po takim czasie, a jestem pewien, że twojego imienia nie podawałem.
James pokiwał głową na znak, że rozumie. Był zadowolony. Znaczy, domyślał się, że nikt przy zdrowych zmysłach, kto umawia się na jednorazowe numerki, nikomu nie mówi imion, z kim spał, te często były zmyślone, ale i tak wolał się upewnić.
— To… dobrze. I… dobrze, że mu nie powiesz. Chociaż Walt jest… — Spalił się lekko na policzkach. — Dobrze, że kogoś znalazłeś, teraz też możesz przeżywać te specyficzne docieranie się do siebie.
Ben uśmiechnął się od razu i nawet na chwilę spuścił wzrok na resztki swojego mięsa, które dojadał.
— Tak… dzięki ci za ten link. Gdyby nie to, pewnie bym Nathana nie poznał. A jest… dobrze. Naprawdę dobrze — dodał, unosząc ponownie na niego wzrok.
James uśmiechnął się ciepło.
— To cieszę się, że jakoś pomogłem. I, że tak jest, a i… — Speszył się lekko. — Zaufanie w tym… jest. Um. Sam wiesz.
Prokurator uśmiechnął się i stuknął swoim kieliszkiem w jego szklankę.
— Wiem. I nie pesz się tak, James. Zapomnij o tym, co robiliśmy i ciesz się z bycia z tym cholernie pozytywnym facetem, który, jak tylko by był pasywny, dawno by został przeze mnie usidlony — dodał lekko, najwyraźniej chcąc rozluźnić nauczyciela. — Choć nie wspominał mi nigdy, że lubi ostrzej. No… chyba, że tego nie robicie?
James zerknął w stroną, skąd mógł lada chwila wrócić Walter.
— Uczy… uczymy się. Znaczy… jeszcze boi się, że mi coś zrobi. Ale sam chce — dodał ostatnie zdanie żywiej, jakby się tłumacząc, że to nie on go do tego zmusza.
— Boi? — Ben uniósł lekko brwi, również spoglądając w tamtą stronę, ale jeszcze nie było widać tam Walta. — Nie mówiłeś mu, że tak lubisz? Czy tylko ja tak z tobą przesadziłem? — dodał z lekkim uśmiechem, choć pytająco.
James przełknął ciężko ślinę.
— Znaczy… nie sprecyzowałem jasno — odparł, krzywiąc się, bo wiedział, że trochę zawalił. Ale Walter coraz więcej z nim chciał próbować. Rozkręcał się, więc czuł się jakoś głupio, aby mówić mu ot tak wprost, czego chce. Zawsze zresztą najważniejsza dla niego i satysfakcjonująca była przyjemność partnera.
— No, to mnie zaskoczyłeś. Ale nie wszystko na raz, jak to się mówi — stwierdził Ben, a widząc, że właśnie Walt wyłonił się zza załomu korytarza, dodał do Jamesa: — Trzymam kciuki za satysfakcjonujący was obu rozwój.
James podziękował uprzejmie i wrócił do jedzenia. Zapomniał o nim zupełnie, kiedy zaczęli rozmawiać, ale teraz już był przynajmniej spokojniejszy. A i udawanie, że się z Benem nie znają, było łatwiejsze.
Do stolika ponownie usiadł Walt i uśmiechnął się do nich.
— Jak tam, wspominaliście Saint Paul, czy mnie obgadywaliście? — zagadał, sięgając po postawiony obok dzban z wodą, aby sobie dolać.
— Trochę to i trochę to — odparł James zgodnie z prawdą. Nie całą, ale prawdą.
— Mówiliśmy o tym, jak genialny masz ten przeklęty krawat. Gdzie ty go kupiłeś, hm? — Ben luźno pochylił się do niego, w pełni naturalnie prezentując zainteresowanie tym szczegółem garderoby Walta, który tylko zachichotał, najwyraźniej znając różne upodobania swojego kolegi po fachu.
— Dostałem od przyjaciółki. I tak ty się bardziej wystroiłeś.
Ben wzruszył ramionami z westchnieniem i uśmiechnął się do siedzącej naprzeciwko pary, patrząc teraz głównie na Jamesa.
— Dobre pierwsze wrażenie jest przecież bardzo istotne.
— I jak ci się podoba mój cudowny Jimmy?
— Nie powinieneś pytać, jak mi się podoba, bo to można rozumieć dwuznacznie, Walt. Ale… — zawiesił głos i wytarł wargi w serwetkę — posiedzę tu z wami jeszcze nad tym deserem, bo na szczęście twój Jimmy nie okazał się bestią i rozmawia się bardzo dobrze.
Nauczyciel spojrzał krótko na Waltera i rzucił:
— Widzisz. Radzę sobie. — Uśmiechnął się, odkładając sztućce na talerz. — I dziękuję. Jednak, jak będziesz zamawiać desery, to ja bym poprosił kawę — dodał i w duchu mógł szczerze odetchnąć, że nie było tak źle, jak się obawiał, że będzie. Zasługą tego nie była tylko miła atmosfera, ale też to, że Walter się postarał i naprawdę zarezerwował ustronny stolik. Czuł dzięki temu, że mógł się odprężyć. A tego było mu potrzeba po tym, jak zobaczył Bena odwracającego się do niego w samochodzie, aby się przedstawić. Był wdzięczny losowi i mężczyźnie, że był tak rozsądnym i też nielubiącym się wychylać człowiekiem.

52 thoughts on “In Out In – 21 – Krępujące spotkanie

  1. Shivunia pisze:

    Ojtam ojtam na wszystko, że tak powiem XD Dzięki wszystkim ogólnie. I że się wyrażę, w końcu kurwa jest słonko i ładnie. I to na weekend! Ludzie!CUD XD
    btw. Trzymajcie kciuki za nas i nasze pisanie, tak mocno jak ja trzymam za zdanie dzisiejszego egzaminu. Nienawidzę tych z rodzaju „ale… wszystkie odpowiedzi są dobre”

  2. Katka pisze:

    Och, co ja mogę powiedzieć? Nie chcę na nowo rozdrapywać dyskusji i cichutko liczę, że ona jednak umrze śmiercią naturalną, bo nie lubię wrogiej atmosfery, niemniej nie wypada mi nie podziękować za te miłe słowa poniżej od Tigram, Vicious i Tess :) Zatem dziękuję i dodałabym coś jeszcze, ale już będę siedzieć cichutko XD

    Gorące buziaki wszystkim!

  3. Tess pisze:

    Kurczę, już nie chciałam się wtrącać do tej rozmowy, ale pozwolę sobie coś napisać. Ja tam kocham wasze opowiadania. Czytałam wiele o takiej samej tematyce, ale wasze są na pierwszym miejscu. Przyznam, że nie przejrzałam wszystkich komentarzy (po prostu mi się nie chciało), ale jedna rzecz przykuła moją uwagę. Mianowicie to, że wasze postacie są takie same i są płytkie. Ja się z tym nie zgadzam.
    Osobiście najbardziej odpowiada mi to, że wszystkie wasze opowiadania są o czym innym. Zasada „dla każdego coś dobrego”. Ktoś kto lubi akcje weźmie się za ATCL, kto woli słodkie historie, to IOI. Ja uważam siebie za człowieka bardzo otwartego i ogólnie ciekawego, więc jeśli jest dobrze napisane, to przeczytam wszystko.
    Trochę nie rozumiem takiego nagłego „hejcenia”. Ja jak mi się coś nie podoba, po prostu nie czytam.
    To wasze opowiadania, więc piszecie jak chcecie. Zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony.

    Trochę krótko, ale uważam, że inni tzw. „obrońcy” napisali już wszystko co trzeba.
    No i jeśli mogę, to podpisuję się pod słowami TigramIngrow. Świetna odpowiedź, zgadzam się w 200% :)

  4. vvicious pisze:

    Dobra, ja wiem, że już to niepotrzebnie rozgrzebuje, ale się nie umiem powstrzymać. Zgadzam się z tym, że krytyka jest potrzebna, ale też należy ją pisać uważnie i brać pod uwagę to, co autor chciał osiągnąć. Jestem w stanie zrozumieć część uwag, chociaż nie ze wszystkimi się zgadzam. Ale niektóre zarzuty są moim zdaniem bez sensu, nie dlatego nawet, że nie ma w nich racji (co do tego nie będę się wypowiadać, bo w sporej mierze były moim zdaniem dość subiektywne), ale dlatego, że nie odnoszą się do tego co ten blog ma reprezentować. Dla mnie, dobra pisanina (czy ogólnie sztuka) to taka, która trafia do docelowej grupy odbiorców. A ta trafia. I nie będzie to klasyka ani bestseller, bo to grupa mimo wszystko wąska. I wiadomo, że zawsze można coś ulepszyć i krytyka w tym powinna pomagać, ale niektóre osoby żądają wręcz zmiany koncepcji. Jeśli chcielibyśmy stosować jakieś porównania, to niech będą adekwatne, porównywanie FDTS do „przeminęło z wiatrem” to jak porównywać skrzypce do wiatraka.
    I to może i racja, że głównym motorem jest tutaj seks, ale nie oszukujmy się no, to przecież połowa fanu – o to chodzi, że to nie jest pierwsza lepsza obyczajówka, czy co tam, tylko ma do tego gorące opisy gejowskiego seksu, a tego się nie spotyka jednak na każdym kroku ;p (i tak jeszcze do tych przekleństw – faktycznie, w narracji się ich nie powinno używać, ale jeśli chodzi o opisy seksu to w jakimś mądrym artykule psychologicznym czytałam, że są dodatkową stymulacją ;] )
    Ach, no i jeszcze – jeeeej ATCL wraca <3

  5. TigramIngrow pisze:

    To jeszcze tylko ja, z kilkoma uwagami do Heiter.
    Dobra, nie pisałam wcześniej bo nie widziałam powodu, żeby się wcinać w dyskusję. ALE!
    „Są przecież takie romansy jak “Anna Karenina” czy “Przeminęło z wiatrem”,” – -> Sorry baaaardzo, TAM.NIE.MA.SEKSU.
    Aja lubię porno. Lubię opowiadania dziewczyn. (To znaczy, też nie wszystkie, bo nie każde trafia w mój gust.) Lubię plastyczne opisy. Są. Lubię różnorodnych bohaterów. Są. Lubię często czytać o seksie. Seks jest. Lubię sielankę. Sielanka jest.
    „Czytam Wasze opowiadania od dłuższego czasu” oraz „Oczywiście, nie muszę tego czytać. Nie muszę też chodzić do kina, ale jeśli zobaczę kiepski film mam święte prawo go skrytykować. ” Masz święte prawo skrytykować film, po czym więcej na niego chyba nie idziesz, prawda? A jednak czytujesz opowiadania od dłuższego czasu mimo, że jak rozumiem czytanie ich przyprawia Cię o ból zębów. Kochanie, nie widzisz pewnej niezgodności? :)
    „Pytanie do fanów i obrońców: przeczytajcie sobie jakiś typowy, tandetny romans i powiedzcie mi czym to się róni? ” – a przepraszam… a czemu ma się różnić? O.o Miłość to miłość, nie? A zwolenniczki romansu po to sięgają po taką literaturę bo lubią. Kto zabroni? Romanse czytam od 14 roku życia, czyli prawie 8 lat. W szczególności te w których aż kipi od scen erotycznych. I trochę mi się już nudziło czytanie jak „on wsadzał swoją lancę pożądania do jej gniazdka miłości” -> odsyłam do książek Bertrice Small. U Nory Roberts sceny erotyczne polegają na opisywaniu tętniącej pod skórą krwi, napięciu mięśni, połączenia się w jedno. U jeszcze innych autorek seks jest zasygnalizowany pocałunkiem, a potem podsumowany leżeniem w skłębionej pościeli. Ładnie, ale przestało mi to wystarczać. Tutaj język jest o wiele bardziej dosadny.
    „Czy Wy pytacie się mamy/współlokatora czy się nudzą w Waszym wspólnym domu?” noo… zazwyczaj moja współlokatorka sama mi o tym mówi, ale zdarza mi się o to zapytać. To źle? ;/
    A dziewczynom jestem meeeega wdzięczna! Bardzo, bardzo. Za wszystko :) W szczególności za pisanie. I za to, że tworzą tu pewną małą zbiorowość w której dobrze się czuję. Ot co.

  6. Katka pisze:

    Boże, ta dyskusja jest długa XD I jak to w każdej bywa, gdy są dwie strony i każda ma odmienne zdanie, to możemy sobie pewnie tak odbijać piłeczkę i tłumaczyć się do usranej śmierci XD
    Powtarzać się po Shiv nie muszę… ale i tak to zrobię XD I zapewniam, że wszelkie wskazówki weźmiemy sobie do serca i zaczniemy nad tym głębiej pracować :) (już się staramy, jak chociażby po ankiecie na temat naszej strony pracujemy usilnie nad przeszłością i życiem Lenny’ego ;))
    Pozdrawiam wszystkich, mam nadzieję, że sporów tu już na tej płaszczyźnie nie będzie i życzę miłego dnia ;)
    A za Shiv trzymać kciuki, dzisiaj ma egzamin! :)

  7. Shivunia pisze:

    Yuriko, dzięki. W sumie rozumiem (po części) problem. Co do BDSM, to chyba już nie warto wałkować tematu. Niemniej nadal wierzę że nie muszę lubić dostawania batów, aby pisać postać która to lubi. Ale to do dopracowania. Nad czym będziemy pracować.
    Ogólnie bardzo rzecz ujmując więcej myśli, więcej rozmów między bohaterami, więcej scen o tosterze i codziennych rozmów. Więcej pokazywania jaka postać jest a nie tylko mówienie że jest taka a taka. Mniej może seksu (albo mniej go w publikacji XD).
    Gołąbków sobie daruje. Oni się zeszli wieki temu, a teraz to jest ciut ponad (przynajmniej moje) możliwości aby wyjaśnić czemu szmat czasu temu nagle w Rushu się poprzestawiało. Oni są zwyczajnie szczęśliwi do porzygu, tak jak moi starzy. Kłótnia raz na pół roku… a i tak nie wygląda to jak kłótnia. Rozmów o nowej lodówce jakoś nie widzę sensu opisywać XD Dlatego oni się kończą na seksie, wspólnych kolacjach, śniadankach do łóżka. Sama mówiłaś, że poprawianie FDTS to poprawianie tego od początku. Ale to już było by zupełnie co innego.
    Jason i jego przeszłość. Daleko mi do psychologa, on traumy jakiejś nie ma. Matka mu się zaćpała i… już. Zresztą, to takie tłumaczenie się. Same widzimy, że kretyńskie jest to, że każda postać ma problemy z rodzicami. KAŻDA! Poza Marg która w ogóle nie jest opisana. Nagle jednak tego się nie zmieni.
    Ryan i to czy jego przeszłość ma wpływ… wg mnie ma, ale jeśli podpowiesz jak wg ciebie bardziej powinna wyglądać to będzie nam łatwiej. Taaa, wiem, to trochę czekanie na gotowe rozwiązania. Ale to się tworzy, a nie jest już „umarł w butach”.
    No i chyba ta… fajnie, że masz tam jeszcze jakieś resztki wiary ;) Ja na koniec tylko mogę powiedzieć, że mimo że faktycznie każda praca, każdy tytuł jest oddzielnym tworem. I nie powinnyśmy się zasłaniać że gdzieś jest lepiej, gdzieś gorzej. Ale no… zawsze coś jest lepsze coś jest gorsze. (a niestety, albo staty nadal lubujemy się w pisaniu dla czystego fanu i odprężenia. I wstawiania tego ;/) Staramy się same to widzieć, ale też was wszystkich o to prosimy. Bo nauczyć się lepiej pisać po jednym „bumie” opinii, to jak uczenie się na egzamin w jedną noc. Może i egzamin zdam (w co wątpię bo bardziej przeżywam te rozmowy tu niż naukę)… ale ile będę pamiętać do końca tygodnia?
    (p.s. ponad 40 komentarzy pod rozdziałem. LOL. Zdecydowanie, przydałoby się miejsce bardziej ku temu adekwatne XD)

  8. Yuriko-chan pisze:

    Ja nie chcę być absolutnie zaliczana do grona hejterów żadnych. Ja Wam to napisałam, bo byłam kolejny raz załamana NOWYM rozdziałem i to właśnie, że są to świeże rzeczy pcha mnie ku stwierdzeniu, że wciąż powielacie te schematy z początku i stąd ten brak postępu. Ogólnie naprawdę niepotrzebna jest ta „obrona”, bo ja nikogo nie atakuje. Zrobicie co chcecie z tym co powiedziałam, a mam nadzieję, że wyjdzie wam to na lepsze, dlatego w ogóle cokolwiek napisałam. Jakbym nie miała nadziei, to bym się nawet nie fatygowała. Katka, ja rozumiem, że pisanie BDSM sprawia Wam frajdę i że nie trzeba wam tłumaczyć, co to jest, tylko nie wmawiaj mi że jak się komuś BDSM „podoba wizualnie” to się jest w stanie w to wczuć i jeszcze wiarygodnie opisać. Zgadzam się całkowicie z Heiter a propos przypominania na każdym kroku, że ktoś jest nieśmiały, sadystyczny, opiekuńczy, czy gadatliwy, faktycznie jakbyśmy mieli zapomnieć i używania przekleństw w dziwnych momentach, sceny seksu pełne chujów i innych jak „rżnąc jak szmatę” czy coś takiego. Ja rozumiem, ze bohater może tak powiedzieć, ale w narracji to bardzo kłuje, szczególnie przy tym braku emocji. Co do patologicznej przeszłości, najbardziej mi tu chodziło o Ryana i Jasona, oni w ogóle myśli nie poświęcają na minione wydarzenia i to właśnie sprawia, ze uważam, ze przeszłość przez was im przypisana nie jest „ich” i nie jest w nich. Nie ma to wpływu na ich zachowanie i życie. A co do życia nieustanną chucią. To też jest prawda. Maksymalnie kilka miesięcy można „żyć chucią” potem taki związek się kończy, bo osoby nie maja ze sobą nic wspólnego i szukają kolejnych wrażeń, bo chemia mija. Ja dalej na przykład nie wiem dlaczego Rush, który bał się zobowiązań jak ognia NAGLE zmienia całe swoje życie cumuje w bezpiecznej przystani i jest taaaaki szczęęęśłiiiwy, jakos całe życie był szczęśliwy skacząc z kwiatka na kwiatek, skąd ta zmiana? nie wiadomo ani dlaczego wybrał Charliego (wiadomo wygląd ale co poza tym?), ani co go trzyma przy nim, co Charlie mu takiego oferuje, co oni maja ze sobą wspólnego (prócz seksu oczywiście, przy czym seks można mieć z każdym) o czym rozmawiają? I tak jest z większością par u was. Nic ich nie łączy, żaden nie angażuje się w życie drugiego głębiej niż jedzenie razem albo impreza, to jest związek? Zaznaczam, że nie mówię tego o Jasonie i Aleksie, bo oni maja tylko porazkowy seks, a związek jest najnormalniejszy ze wszystkich przez was opisanych. Ja już nie mam w tym temacie nic do dodania. powodzenia w każdym razie ;)

  9. Shivunia pisze:

    Ja tylko na koniec powiem, że my wszystkie opinie bierzemy do siebie. Z jakiegoś powodu też odpowiadamy, chcemy mieć jakiś kontakt z czytelnikiem aby pocieszyć się z tego co płodzimy. Aby on też nie myślał, że nikogo po drugiej stronie nie ma. I obojętnie co byśmy nie napisały na odpowiedz na krytykę, zawsze będzie źle. Jeśli krótko i zwięźle, to że zlewamy czytelnika. Jeśli zaczniemy jakaś rozmowę, że się chcemy z nim kłócić i nie przyjmujemy jego opinii. Jeśli będziemy się kajać, to jakbyśmy przyznały się, że nie lubimy tego co robimy i uważamy że piszemy totalnie do dupy, a jutro zamykamy bloga. Nie wiem która opcja jest najlepsza. Ja wyznaję zasadę rozmowy.
    Piszemy dużo… bo nas to odpręża. Lubimy dzielić się nawet takimi „pisadłami”, bo lubimy gadać o tym. Tak jak ludzie o postaciach z serialu. Tak, może to jakieś nasze spaczenie i pragnienie poklasku, bycia zajebistym albo inne takie. Nie wiem. Mi jest fajnie, że robię coś i nie czuje się skończonym zerem. Że robię coś lepiej niż sporty, rysowanie, czy inne pasje jakie inni ludzie mają. Mogłybyśmy faktycznie pisać do szuflady. Ale… ludzie z reguły lubią dzielić się nawet największym chłamem. Facebook jest idealnym tego dowodem. Dzielenie się z innymi wszystkim!
    Ale trochę odbiegam od tematu.
    „przypomina mi standardową odpowiedź nastoletnich autorek opowiadań o ulubionych zespołach.” – i ? To co, zakażemy słuchać Bibera, one direction? Nie, no… Czy ci wykonawcy są źli? Kwestia dyskusji (wg mnie tak), ale jakoś się spełniają, a nastolatki mogą to uwielbiać. I nikt im wg mnie nie powinien zakazywać tego słuchać, a podsuwać lepsze opcje. To taka moja ostatnia rozmkmina odnośnie tolerancji.
    ” Pewnie zetknęłyście się kiedyś z tego typu dziełami, które najczęściej charakteryzują się wyłącznie błędami ortograficznymi i logicznymi. Każda zaś próba krytki kończy się właśnie taką wymówką.” – ale my się nie wymijamy. A ja, kiedy ktoś kiedyś mnie poprosił o przeczytanie własnie tego, spędziłam na pisaniu komentarza z dobre 2 godziny. Aby wyjaśnić autorce jej błędy, a nie tylko je wytknąć. Powiedzieć, co jest dobrze. Jak może zmienić pewne rzeczy, jak rozwiązać sytuację. Ale może… źle robiłam samemu nie będąc cenionym autorem bez prawa głosu. Nie wiem.
    Czy uważamy nasze pisanie za „warte” uwagi. No.. i tu jest niespodzianka. Bo to nie nasza kwestia. Nie chodzimy, nie reklamujemy się na stronach, nie wciskamy ludziom naszych tekstów. Spotkania z fanami… też nie były rozpisane w naszym biznesplanie na bloga. Jedyny plan był „pisanie, staranie się aby to miało chociaż trochę sensu, aby było czymś lekkim i bezstresowym”. Jak tony czytadeł do autobusu. Może to też wynikać z tego, że ja osobiście nie lubię ciężkiej literatury i nie wierzę w takie „trzeba z przyzwoitości przeczytać/obejrzeć”.
    A co do gustów i tego że piszemy romansidła… no sooooory, ale „przeminęło z wiatrem” to… ok. Pojedźmy jeszcze Werterem (wg mnie mega koszmarny… twór i nie wiem jak można to wciskać ludziom). Anny nie czytałam i nie planuje. Nie lubię ciężkiej literatury.
    Na zakończenie taka mała ciekawostka o nas (połowa osób mnie zabije). Katka kocha Wiedźmina… ja uważam, że cała ta saga jest mocno przereklamowana. I nie da się tego czytać. Opinia.
    Dlatego jest tu tyle „oburzonych” i osób które uważają nasze pisanie za coś niewartego wypatrywania sobie oczu. (Co nie zmienia faktu, że wszystkich opinii słuchamy, bierzemy je do siebie – ja czasami za bardzo – i staramy się… jak możemy. I nie jest to bynajmniej „nie podoba się nie czytaj” tylko próba rozmowy, zrozumienia… Dyskusja. Znalezienia jakiejś obiektywnej strony tego wszystkiego.)
    „Na koniec: heiter znaczy po niemiecku pogodony, a Kafka piszę się przez “f”.” Nie obraź się, ale nigdy nie lubiłam niemieckiego. A przyznasz, że skojarzenie z naszym ostatnio ukochanym w internecie słowem-które-każdy-zna, jest dość oczywiste. Trochę jak z motylkiem XD Ok. Ale dobrze wiedzieć ;) Będziemy teraz „heiterować” czyli „pogodnić” (słowotwórstwo w moim wykonaniu jest złe XD)
    A Kafka… Mój profesor wyjątkowo go lubi… kolejna rzecz której mój mały umysł nie jest wstanie pojąc. Katki tłumaczyć nie będę (taaa… pewnie głodnemu chleb na myśli)
    W ogóle. Jeśli po komentarzu Yuriko dopiero poczułaś potrzebę się wypowiedzenia, może powinno być jakieś miejsce do opinii. Dla konstruktywnych uwag. Pomysłów co poprawić?
    No nic, rozpisałam się. Mam nadzieje, że jakoś wyjaśniłam swoją postawę do całej zaistniałej rozmowy.

  10. luinlos pisze:

    Katka napisała:
    „To jak wspólna gra w nogę, kiedy zbierają się dzieciaki z całego sąsiedztwa – nikt nie gra jak Messi, ale każdy się cieszy, że może razem pograć, bo sama gra, zabawa, adrenalina, wspólne dzielenie pasji – to wszystko sprawia, że czas razem spędzony jest wspaniały.”

    Myślę, że to podsumowanie pokazuje idealnie dlaczego ten blog istnieje i dlaczego osoby takie jak np. ja chętnie tu wracają. Bo dziewczyny piszą coś z pasją i radością i chcą się tym dzielić – bez oczekiwania na jakiś zysk, zwyczajnie dlatego, bo wiedzą że jest ktoś, kto podziela ich zainteresowania i można się tym razem cieszyć i o tym porozmawiać. To nie jest blog który każdy musi czytać. Jeśli nie chcesz grać w nogę, albo złości Cię, że nie wszystkie zasady gry są przestrzegane – nie musisz z nami grać i możesz poszukać drużyny hokejowej która bardziej Ci odpowiada.

    Co do krytyki – jak dla mnie krytyka powinna wzmacniać autora i mu pomagać, a nie sprawiać że przestaje lubić swoją pracę i zaczyna mieć do niej wstręt. Wszyscy tu jesteśmy dla zabawy, z własnej i nieprzymuszonej woli. Ja jestem wdzięczna dziewczynom za ich pracę i za to, że umilają mi swoim opowiadaniem codzienne życie. Bo ja właśnie czegoś takiego potrzebuję, by być trochę bardziej szczęśliwa pod koniec dnia. Gruchającego Charliego, nieśmiałego Jamesa, czułego Jasona czy chłodnego Alexa. Nie jakiegoś profesjonalnie opisanego seksu, nie jakichś poważnych dzieł, które zapiszą się w historii literatury.
    Dlatego komentuję. I oczywiście, nie zawsze mi się wszystko podoba – strasznie dużo marudziłam na Lennyego, kawałki z Albertem albo z Jimmem jak jeszcze nie był z Waltem zwyczajnie omijałam jak mi nie leżały, podobnie niektóre fragmenty SV – nie moja bajka, nie muszę czytać.
    To tak trochę jak z moim rysowaniem – wiem, że nie jestem doskonała, że nie jestem wielką artystką – dlatego nie starałam się tych obrazków wciskać na jakieś wystawy tylko ot tak, podesłałam je tutaj z myślą, że może ktoś, kto podziela moje zainteresowania uzna ze są ładne i miło będzie mu na nie spojrzeć. Nic więcej.

    Małe przyjemności takie jak rozdział raz na trzy dni. I dziewczyny nam to dają. I sprawiają, że jadę w autobusie i myślę o Jasonie i Alexie i jestem bardziej zadowolona z życia.

    Pozdrawiam,
    Luinlos

  11. Heiter pisze:

    Nawet słodkie i naiwne love story czy „porno bez fabuły” można napisać genialnie, dobrze i źle. Są przecież takie romansy jak „Anna Karenina” czy „Przeminęło z wiatrem”, które weszły do klasyki, ale nikt nie oczekuje oczywiście, że stworzycie tu coś takiego… Oprócz dzieł genialnych są takie, które człowiek przeczyta i czerpie z tego przyjemność. Bo są lekkie i sprawnie napisane, bo bohaterowie sa sympatyczni, bo fabuła wciągnie… Tylko to trzeba umieć zrobić. Kto publikuje w internecie musi liczyć się także z krytyką. Tłumaczenie, że „piszemy tak to tak nam się podoba, a po za tym sprawia nam to przyjemność” przypomina mi standardową odpowiedź nastoletnich autorek opowiadań o ulubionych zespołach. Pewnie zetknęłyście się kiedyś z tego typu dziełami, które najczęściej charakteryzują się wyłącznie błędami ortograficznymi i logicznymi. Każda zaś próba krytki kończy się właśnie taką wymówką. Ja naprawdę nie wątpię, że pisanie tego sprawia im przyjemność – tylko mnie nie koniecznie sprawia czytanie. Oczywiście, nie muszę tego czytać. Nie muszę też chodzić do kina, ale jeśli zobaczę kiepski film mam święte prawo go skrytkować. I cóż z tego, że za czytanie internetowych opowiadań się nie płaci? Jeśli ktoś umieszcza swoje dzieło w internecie (a nawet organizuje spotkania z fanami) to zapewne uważa swoje dzieło za warte uwagi czytelnika. W przeciwnym razie pisałby do szuflady.
    Na koniec: heiter znaczy po niemiecku pogodony, a Kafka piszę się przez „f”.

  12. Katka pisze:

    Kurcze, jeszcze kilka słów w sumie, bo chyba przestaję ogarniać, o co takie halo XD W pierwszej kolejności zadajmy sobie pytanie, po co właściwie istnieje ta strona? No na pewno nie po to, by nasze opowiadania stały się lekturą szkolną ;) Wg mnie istnieje po to, żeby się dzielić wspólnym hobby. Zatem, skoro taki jest tego zamysł, to zapytajmy, czy rzeczywiście się tak dzieje? Mnie się wydaje, że tak ;)
    Już dawno przestałyśmy pretendować do tego, by w ogóle wydać nasze opowiadania. Jasne, gdybyśmy faktycznie próbowały być pisarkami na poważnie i z tego żyć, rzeczywiście byłby wymóg i nacisk, aby pisać tak i tak, budować akcję w ten sposób albo w tamten. Ale tak nie jest. Chcemy się dzielić tym, co nas jara, tym, co daje nam radość i to właśnie robimy, mając nadzieję, że gdzieś tam w sieci znajdą się ludki, z którymi będziemy mogły o tym pogadać, którzy będą z nami przeżywać losy bohaterów, bla bla bla… :)
    Więc kwestia czytania dobrej literatury – a skąd wiesz, czy tego nie robimy? ;) Może jesteśmy zbyt tępe, żeby brać z niej przykład? XD A może po prostu nie chcemy być Tołstojem czy Kawką, a sobą i robić to, co nam osobiście sprawia przyjemność. A przyjemność nam sprawia, jeśli mamy akurat ciśnienie, pisanie seksu w każdym rozdziale. No i chyba jako autorki mamy do tego prawo ;) To Wasz wybór, czy czytacie przecież.
    Serio… wiem, że własny rozwój jest ważny i oczywiście dążymy do tego, ale to jest na Boga blog z opowiadaniami homoerotycznymi, na którym nie zarabiamy. To jest po prostu przekaz tego, co robimy w wolnym czasie. I dajmy na to takie SV jest. No i jak to powstało? Natchnęło nas na jakąś tam brutalność, no to sobie pisałyśmy. I powstało już dajmy na to 150 stron i taka myśl… kurcze, jest sporo tekstu… lubimy bohaterów, fajnie się pisze. Może nie jest idealne, ale daje się czerpać radość z czytania. To co z tym zrobić? A co, damy ludkom do poczytania! ;) A może się uda komuś w ten sposób zrobić przyjemność.
    Jeszcze a propos: „przeczytajcie sobie jakiś typowy, tandetny romans i powiedzcie mi czym to się róni?” – ale może my chcemy napisać tandetny romans? XD Uwierz, na to też jest czasami ochota XD
    Ja nie mówię, że jesteśmy idealne, bo do tego nam ho hoooo daleko. Po prostu kwestia tego, co kto lubi. No i może rzeczywiście takie osoby jak niektórzy „hejterzy” będą się wkurzać, że nie ma tego, czy tamtego, że nie ma fabuły itp. Ale to Wasza opinia. My chcemy tylko jednego:
    Czerpać radość z pisania i dawać radość czytania. Nie zdobywać nagrody literackie. Jeśli ludzie czytają i w pozytywny sposób zapełnia im to czas wolny, to czujemy się spełnione :) A zawiedzone osoby niestety zawsze były, są i będą. Byle część dało się w pewien sposób zadowolić i to jest kwintesencja tego, co chcemy osiągnąć publikowaniem ;) Nam jest meeeega fajnie, jak możemy wspólnie się pojarać różnymi aspektami opowiadań, jak widzimy, że ludzie się cieszą, że czekają i że wracają. To jak wspólna gra w nogę, kiedy zbierają się dzieciaki z całego sąsiedztwa – nikt nie gra jak Messi, ale każdy się cieszy, że może razem pograć, bo sama gra, zabawa, adrenalina, wspólne dzielenie pasji – to wszystko sprawia, że czas razem spędzony jest wspaniały. Potem każdy wraca do swojego domu, ale na drugi dzień znowu wybiegnie na boisko z nadzieją, że znowu pogra z kumplami ;)
    Mam nadzieję, że trafiłam z tą debilną metaforą XD To tak pozytywnie na koniec dnia, bo mykam spać (rano praktyki bleh) i jakoś komentarze ogólnie mnie dziś wzruszyły i chciałam napisać, że się cieszę, że jesteście i mimo że Was osobiście nie znam, to Was uwielbiam XD
    (uuu, patos XD)
    Dobranoc ;*

  13. Katka pisze:

    Heiter, „keep calm and eat chocolate” moje motto na dziś XD Btw uroczy nick ;) Tak wiele mówiący w kontekście całego komentarza. Spoko, bierzemy sobie do serca. Za dużo seksu, za mało fabuły – my się często z tego śmiejemy, że piszemy „porno z fabułą”, w czym jest widzę po Twoich słowach ziarnko prawdy XD No i nie kryjemy się z tym. Jak mamy ochotę na fajną, zawiłą historię, to piszemy sobie ATCL, a jak na naiwne love story z zakochanym po uszy prawnikiem, to bierzemy się za IOI :) Kwestia, kto na co ma ochotę, to po to sięga. A może właśnie ktoś chce czegoś takiego jak odurzona własnym szczęściem i lukrem para i znajduje to właśnie w IOI? :)
    Okej, skrótowo, bo skrótowo, ale dzisiaj chyba tak mam XD Pozdrowionka i dzięki za komenta ;)

  14. Heiter pisze:

    Czytam Wasze opowiadania od dłuższego czasu, ale nigdy wcześniej nie czułam potrzeby komentowania. Jednak kiedy przeczytałam komentarz Yuriko i odpowiedzi „oburzonych” tak się ucieszyłam, że wreszcie ktoś wytknął Wam prawdę, że chcę się do tego dołączyć. Na wstępie powiem tylko, że czytałam jedynie „In Out In” i „Savage Virus” – moim zdaniem tłumaczenie, że inne teksty są lepsze jest bez sensu. Każdy tekst to samodzielna całość, a Wy odpowiadacie za jego poziom i musicie liczyć się z krytyką. Bronicie przede wszystkim Waszych postaci – okej, zgodzę się, że różnią się one od siebie, ale na pewno nie są głębokie. Obdarzacie je szablonowym zestawem cech, które podkreślacie przy każdej okazji: Walter jest zawsze „opiekuńczy”, James „nieśmiały”, Josh zachowuje się jak pies, a Mason jest „władczy” i „sadystyczny”. Przymiotniki te pojawiają się w opisach co chwilę, żeby czytelnik przypadkiem nie zapomniał. Świetnie widać to w robionych przez was psychotestach typu „Jaką postacią jesteś?”, gdzie z łatwością można przyporządkować odpowiedzi do poszczególnych bohaterów, bo oni po prostu wpisani są w jeden, niezmienny typ. I to właśnie sprawia, że to wszystko wypada strasznie płasko. Na jakiś głębszy portret psychologiczny nie starcza wam zresztą czasu, bo przecież prawie co rozdział musi być długi opis seksu, żeby ucieszyć Wasze fanki. Czasami odnoszę wręcz wrażenie, że tymi, badź co badź, dorosłymi facetami kieruje jedynie nieustająca chuć. Fabuła zaś często jest jedynie pretekstem, żeby doprowadzić do kolejnego stosunku. Pytanie do fanów i obrońców: przeczytajcie sobie jakiś typowy, tandetny romans i powiedzcie mi czym to się róni? Tam też bohater i bohaterka mają jakiś zestaw cech charakterystycznych, jakąś przeszłość, swoje nawyki, fabuła niby jest, ale i tak wszyscy wiemy, że to nie istotne, bo musi skończyć się miłością. Podobnie tu: Mason może bić i gwałcić Josha, Josh może się sprzeciwiać, lecz cóż z tego, skoro pisana jest im wielka miłość i musza oboje to zrozumieć? Zresztą jeśli chodzi o realizm to też nie idzie Wam dobrze: no błagam, ale facet, który po roku mieszkania z kochankiem pyta go „Nie nudzisz się?” gdy tylko nie może akurat się nim zajmować? Czy Wy pytacie się mamy/współlokatora czy się nudzą w Waszym wspólnym domu? W ogóle cała ta relacja Waltera i Jamesa wygląda jakby znali się tydzień, a nie rok. Po roku powinni mieć mnóstwo wspólnych tematów, wspomnień i spraw, a Walter, który tak się interesuje jego życiem, powienien wchodzić do pokoju i pytać się „Jak tam twój ulubiony uczeń XXX? Zda do następnej klasy?” (to oczywiście tylko przykład), natomiast on zachowuje się jakby miał w domu gościa. Osobna sprawa to styl: język momentami koszmarny („mieć z kimś seks”), przekleństwa używane bez umiaru i dobrego smaku, Moja rada? Powinnyście więcej czytać i to wcale nie opowiadań gejowskich, ale porządnej literatury.

  15. Katka pisze:

    Adela, cóż, ciężko by to było zrobić, skoro zakończenie już napisane, haha, ale luz, pojawią się na pewno jeszcze jakieś bonusy, które ukoją ból po zakończeniu XD (a przynajmniej mamy nadzieję ;))

  16. Adela pisze:

    Katka, liczbę rozdziałów możecie zawsze wydłużyć xD ja się nie obrażę :P

  17. Katka pisze:

    Kruha, ATCL zbliża się wielkimi krokami :) Piszemy sobie zapas spokojnie, a teraz myślimy już o zrobieniu jakiegoś fajnego trailera. Mam nadzieję, że mimo sesji jakoś się uda z tym wyrobić, bo druga część już naprawdę niedługo. Jeszcze w lipcu chyba. No, jakoś na wakacje :) Faaaajnie, że czekacie z utęsknieniem :D No i jak pozostałym, Tobie też dziękujemy za miłe słówka i „nie wypowiedzenie się na temat” XD

  18. Kruha pisze:

    Komentarze czytałam dość pobieżnie, wiec wypowiem się krótko. Czytam wasze opowiadania od 1,5 roku i przyznam się, że nie zauważyłam, abyście miały braki, w tworzeniu własnych opowiadań, czy kreowaniu własnych i relacji między nimi. To wasze opowiadania i możecie robić co tylko wam się z nimi podoba, a że rzeszy czytelników na pewno nie przeszkadza jeśli nadal chcą was czytać. Same widzicie jakie błędy popełniłyście kiedyś i staracie się ich nie powtarzać w kolejnych rozdziałach. Potrzeba na prawdę dużej weny i zapału, aby napisać cokolwiek co ma ręce i nogi, a człowiek szlifuje swój kunszt pisarski całe życie.
    Po drugie. No i co z tego, że opisy BDSM wam mogą nie wychodzić, walić to. Nie sądzę, aby większość czytelników miała z tym gatunkiem/rodzajem do czynienia w prawdziwym życiu. Oczywiście wszyscy są ekspertami, bo naoglądają się pornoli o danej tematyce, przeczytają niezliczoną ilość poradników i artykułów w Internecie , a na dodatek wzorują się na opowiadaniach innych twórców, których uważają za bogów. Ja tam się nie znam, podniecam się klapsami, rumieńcami i breloczkami. Jestem mało wymagająca.

    Właśnie, kiedy ATCL? Stęskniłam się!

    Chyba znowu nie wypowiedziałam się na temat, ale co tam :))

  19. Katka pisze:

    Odpowiem ogólnie, wybaczcie, ale tyle tekstu, że aż ciężko się odnieść do wszystkiego, hehe. Niemniej bardzo nam miło na Wasze słowa i docenienie naszych starań :) Wyjątkowo cieszy nas to uwielbienie do ATCL w wykonaniu Illity i Gordona! Dzięki, ludki, serio miło się czyta takie słowa. Ach, no i jeszcze Another, „No i teraz czytam od początku FDTS. Różnica jest… Ogromna.” – haha, wiesz, a to i tak było poprawiane w jakimś stopniu przez nas ostatnio i uwierz, było jeszcze gorzej, więc tym bardziej różnica jest wg nas znaczna. No i cieszymy się, że nie tylko według nas ;) Dzięki jeszcze raz za miłe słowa ;*

    Another, dodatkowo życzę zdrówka, kuruj się herbatkami z cytryną ;)

  20. Illita pisze:

    Shivunia ja tam ATCL uwielbiam i z ręką na sercu mówię, mimo że westernów nienawidzę żywiołowo to płakałam kiedy skończył się pierwszy akt XD No i absolutnie popieram another69 , postacie są żywe i wspaniałe , każda jest inna , mają różne charaktery , różnie się zachowują. Nie czytałam od początku więc nie wypowiem się o rozwoju , ale od momentu w którym zaczęłam… Uwielbiam. Po prostu. Jasne że są niedociągnięcia, czasem znajduję literówki i takie tam, ale to mimo wszystko są przemyślane i dopracowane opowiadania i podziwiam dziewczyny , że im się chce , że piszą , że mają TYLE pomysłów ! Konstruktywna krytyka jest dobra ale serio , narzekasz miejscami po prostu ;)

  21. Gordon pisze:

    Buahahaha ze tu sa niby postacie bez charakteru i zle psychologicznie? xD laska to tu najwiekszy plus zaraz za czestotliwoscia rozdzialow i istnieniem ATCL ;p Czytalem juz duzo blogow a zostalem tylko tu bo dotad wszedzie kazdy byl taki sam a tu ile opek tyle osobowosci. Jak nie widzisz roznicy to kwestia twojego niedopatrzenia albo co bo nie musisz generalizowac gdy tu postacie po kazdej decyzji, slowie i zachowaniu da sie zajebiscie odroznic ;p Ja mam 28 lat a nieraz sie zachowuje bardziej gowniarsko niz jeden tu wiec nie wiem czy to takie nastoletnie ;p Faceci tak maja ze sie jak dzieci zachowuja (podobno ;p). A kto sie rumieni po 30 to bym ci chetnie przedstawil chlopaka mojego kumpla ktory teraz chyba ma 34 a jest taki niesmialy ze wyglada jak piwonia przez wiekszosc czasu ;p moze troche przesadzam ale Jamesa mi przypomina pod tym wzgledem ;p dobra sorka ze sie wcinam z moim pieprzeniem ale jestem tu w duzej mierze za prawdopodobienstwo istnienia takich ludzi i realistycznosc (kiedy trzeba bo znowu pije do ATCL ;p) wiec musialem ;p pozdro, laski

  22. another69 pisze:

    Jej, nie wiem czy warto dodawać swoje trzy grosze… Ale zrobię to xD
    Yuriko, Katko, Shiv >> To wiadome, że każdy ma swoje zdanie itp. Gdyby nie, to świat byłby nudny i szary…I o ile mogę się trochę zgodzić z Yuriko co do lekko ubogiej miejscami fabuły w niektórych opowiadaniach, podkreślam – w niektórych, to jednak myślę, że nie czytając najnowszych opowiadań Yuriko nie powinna za dużo wypowiadać się o rozwoju pisania dziewczyn. Ja osobiście przeczytałam wszystkie starsze opowiadanie, wszystkie nadal wychodzące, każdy bonus, nawet każdy fanfik, chociaż to akurat bez znaczenia. No i teraz czytam od początku FDTS. Różnica jest… Ogromna. Teraz dopiero to widzę. W zasadzie mam wrażenie jakby te pierwsze rozdziały pisał kto inny.Ale tak samo jest z pozostałymi opkami i według mnie to dobrze, że każde z opowiadań jest całkiem różne. luinlos na przykład sama napisała, że lubi jak jest sielankowo i dlatego idealne dla niej jest IOI. Jak ktoś lubi sci-fi i ostre sceny z zabijaniem to idzie do NM, jak ktoś lubi klimaty z westernów to ACTL.
    No i tak jak rozumiałam w jakimś sensie ten komentarz Yuriko, to jednak byłam bardzo zdziwiona gdy doszłam do kawałka o charakterach bohaterów. Właśnie za to najczęściej chwaliłam te opowiadania i nie raz pisałam to w komentarzach. Jeśli ktoś by podał mi różne cechy charakteru, to jestem pewna, że dałabym radę połączyć je z odpowiednimi postaciami ze wszystkich opowiadań. Nigdy żadne mi się ze sobą nie myliły (a w innym opowiadaniach, a nawet książkach tak się zdarzało) i zawsze według mnie były bardzo żywe. i plastyczne, a właśnie na to zwracam główną uwagę przy czytaniu. Więc naprawdę nie rozumiem o co chodzi :/
    No i praktycznie od początku gdy było trochę więcej info o Ryanie, jego ojcu itp. zaczęłam studiować zachowania Ryana i podchodzić do tego psychologicznie. No i wydawało mi się, że akurat jego mają super przemyślanego… Wszystkie jego cechy pasowały mi do tego, jak został wychowany i przez kogo. Wszystko wydawało się pasować.
    Przyznaję, że też lubię jak jest dużo opisanych emocji, ale domyślam się, że jakby dziewczyny się zaczęły rozpisywać jak to czuł się ten i ten dokładnie, to by cały rozdział z tego był złożony i wtedy byśmy narzekały, że za mało czystej akcji xD
    I chyba takie powolne odkrywanie postaci, jego przeszłości itp jest lepsze (dla mnie) niż jakby już na początku opisały go calutkiego.
    Co do BDSM to sama nie wiem… Jeśli bym miała spojrzeć na Josha i Mansona, to pamiętam, że czułam często to poniżenie i zawsze mi się wydawało, że tam było to opisane dość dobrze. Ale chyba zależy kto czyta, każdy inaczej to odbiera.
    Tak czy siak, osobiście ani trochę nie zgadzam się co do braku charakteru postaci i tego, że dziewczyny się nie rozwijają. Co do reszty, to może jest w tym trochę racji, ale też jest to do przedyskutowania.
    Heh, akcji nie może być za wiele, bo będzie to tym bardziej nierealistyczne i na siłę, a to by była tragedia ;p No i na przykład to, że Lenny „zbratał się” z policją było bardzo zaskakujące.
    Jej, zostałam w domu bo chora jestem i teraz się udzielać postanowiłam xD Głupia ja :P

  23. Katka pisze:

    Yuriko, nie rozumiem Cię ;) Jak możesz mówić, że się nie rozwijamy, skoro nie czytasz naszych nowych opowiadań? Bo widzę, że ATCL na ten przykład nie czytałaś, a tak jak Shiv uważam, że jest to najlepsze pod względem pisarskim z naszych opowiadań. Po drugie, wiem, że łatwo powiedzieć „nie podoba się, to nie czytaj” i w tym wypadku, po Twoich komentarzach… naprawdę łatwo. Dlaczego po prostu nie przestaniesz czytać? I szczerze, to namawiam, bo widzę, że nie czerpiesz radości z czytania, a chyba o to w tym chodzi, hm? ;) Gdybyś czerpała radość, poza tym morzem krytyki (z którego postaramy się wyciągnąć to, co uznajemy za faktycznie błędy, choć nie jest to niestety wszystko, bo z wieloma rzeczami, które powiedziałaś po prostu się nie zgadzam) nie napisałaś nic o tym, co ewentualnie Ci się podoba, a nie mówię tylko o wczorajszych komentarzach, a ogólnie.
    Po drugie – Twoje wyjaśnienia, czym jest BDSM również nie są konieczne, bo uwierz, wiemy ;) I przyznam, że pisanie seksu BDSM sprawia nam maaaasę frajdy, więc zaaaapewniam Cię, że się nie zmuszamy i nie próbujemy tego wciskać na siłę. Może faktycznie – kluczową sprawą, która by to wszystko polepszyła, byłoby większe opisanie emocji. Wg mnie to załatwiłoby sprawę. Jedynym problemem w tym seksie jest fakt, że on trwa DŁUGO. I bez tych nadmiernych emocji pisany jest kilka godzin, a w wordzie zajmuje… wiele stron. Więc może popełniłyśmy błąd, faktycznie uważając, że lepiej go nie przedłużać. A może tak jak mówisz, warto i dorzuci się następnym razem emocje ;) Ale spoko, nie musisz pouczać, na czym to polega, bo wiemy ;)
    Co do psychologii postaci – jeśli zauważasz tylko takie powierzchowności jak palenie papierosów, bawienie się breloczkiem itp itd, to nie możesz mówić o charakterach. Bo to nie są charaktery. To są nawyki, Yuriko. A nawyki mają to do siebie, że się powtarzają i uwierz, nie byłyby zauważalne, jakby się pojawiły raz czy dwa. Wiem, łatwo to wytknąć i spróbować zbudować sobie na ich podstawie obraz postaci. Ale nie, one mają głębię i jak chociażby mówisz o tych wydarzeniach z przeszłości, które… zresztą, zacytuję. „patologiczna rodzina, znecanie się, więzienie, zeszłe nieudane związki, śmierć rodziców i wiele wiele innych, gdzie od strony psychologicznej to jest opisane? Te tematy są, bo są ale w bohaterach nie istnieją, takie coś odciska piętno na cale życie, a nie jest a potem znika” – studiuję resocjalizację, więc wpływ patologii na życie człowieka mam uwieeeerz mi aż za mocno wbity w głowę. I kwestia jest taka, że nie chcę pisać DOSŁOWNIE „Ryan był bity, dlatego teraz zachował się bla bla bla”. Jaki sens? Za to 90% jego zachowania, serio WIĘKSZOŚĆ jego działań jest oparta na skutkach wychowania. Wiesz, staram się traktować czytelników jako ludzi myślących, którym nie trzeba palcem pokazywać, co jest wynikiem czego. A jak już mowa o takim Ryanie, to on jest zbudowany w dużym stopniu przez ojca, ale jeśli tego nie widzisz… No co ja na to mogę poradzić? ;) Może po prostu nie umiesz, nie chcesz dostrzec głębi naszych postaci ;) Bo jak z tymi uwagami odnośnie chociażby seksu BDSM jestem w stanie się zgodzić i próbować coś z tym robić, to głębi naszym postaciom niestety odmówić nie umiem. Bo ja osobiście je rozumiem, kwestia przekazania czy podumania nad tym, a nie pragnienia dostania tego czarno na białym.
    Dobra, nie wiem, co ja tam jeszcze chciałam… Coś na pewno, ale na koniec jeszcze gwałt. Co do tego „guziczka” prostaty. Skoro mówimy o rozwoju (którego według Ciebie nie ma), to tak, wiem, że przez gwałt nie da się zacząć zdrowego związku. Zdaję sobie sprawę, że jest to błąd w naszych pomysłach na akcję, czy jak to nazwać. Ale to było ;) Nie będziemy przecież teraz wracać do pisanych 2 czy 3 lata temu tekstów, żeby zmienić przebieg rozwoju całej pary. To nie ma sensu. Jedynie uwierz, wiemy, że prostata nie jest guziczkiem i już tego nie zrobimy, ale nie wiem, gdzie jest sens powtarzania tego po raz kolejny, skoro już jakiś czas temu o tym wspominałaś ;)
    Pozdrowionka!

  24. Shivunia pisze:

    Yuriko >> Nie katuj się. Serio… Albo… haha.. nie czuje się na siłach aby usłyszeć, że jest nudne i nierealistyczne.
    Ok… dobra. Wiesz, jesteś dużą dziewczyną, a ja miałam chujowy poniedziałek. Zrobisz jak uważasz. Idę spać bo zaraz coś powiem durnego (jeśli już tego nie zrobiłam)

  25. Shivunia pisze:

    Yuriko >> „Przeciez pisze sie zwykle to, co by sie chcialo samemu czytać” ale… ja lubię to co piszemy. Tylko ja też znam inaczej moje postacie. Bardziej pełnie, dlatego pewnie lepiej mi się czyta to co sama pisze. Albo to zwykły narcyzm ;/ Nie wiem.
    I nie, nie chodzi o skóry i całą tą sprawę. Ciężko to wyjaśnić, ale widzę twój punkt patrzenia. I cały czas piszemy coś co czujemy. Inaczej jaki byłby sens tego pisania. Tylko jednak chyba wychodzi na to, że nie umiemy tego opisać tak aby „nie trzeba było przewijać”. A uczyć się uczymy cały czas. Ta rada o przeczytaniu sobie książki jak pisać jest trochę… po czasie. Bo to nie chodzi o przeczytanie jednej książki, czy dwóch. No co ja będę się powtarzać, staramy się rozwijać, uczymy się, czytamy… no.. ale tak ;/
    A co do tempa. Nie wiem Yuriko… Może i było by lepiej, jakby nad każdym tekstem siedziało by się dłużej… ale to jest też tak, co nie ukrywam, że chociażby nad FDTS siedzimy może 1/4 czasu jaki poświęcamy ATCL. Tam się staramy najbardziej. O fakty, o fabułę o… no. To nasz największy projekt. A i tak chyba najmniej lubiany. To dość mało motywujące (tak wiem… fabula jest nieciekawa. Westerny są chujowe) Jednak nie jestem tu od narzekania.
    „jezeli robicie to dla siebie, to będziecie sie w tym dobrze czuły a nie robily to na sile” – zawsze robimy to dla siebie, jednak to miłe jak ludziom się podoba co robisz. Yeeey, narcyzm…

  26. Yuriko-chan pisze:

    Nie wiem, co to znaczy, że ci sie podoba BDSM wizualnie. O.o Ubieranie sie w skóry (uprzęże czy cos tam) to jest przebieranie się a nie BDSM, co innego w ogóle jest tu bodźcem seksualnym! W jednym faktycznie wygląd, ale w drugim jest to dużo więcej niż tylko czynności, czy oznaki władzy lub poddańczości… za tym są bardzo intensywne emocje, ktore to właśnie są bodźcem, pewna wolność w ich odczuwaniu, uwolnienie się od samego siebie i stanie się na chwile kims innym, kimś kto jest tylko „pieskiem”, bycie tymi przezyciami… Upewniłaś mnie w tym, że to jednak nie o kwestie opisywania chodzi. Jeżeli nie czujecie czegoś to tego nie piszcie, bo nie wychodzi to wiarygodnie… Ja dopiero nie dawno zaczelam czytac po angielsku i tez nie idzie mi to plynnie wiec wszystko, co mam przeczytane jest tylko i wyłącznie po polsku. Nie mówie, ze macie całe FDTS zmieniać czy coś, bo byście musiały je napisać od nowa, jakbyscie sie pewnie zabrały za same początki i same dobrze widziały błędy i wszystko. Tylko na przyszłość, przy pisaniu nowych rzeczy, nie ma sensu sie cofać do tego co było. Napisałam wam to, bo sfrustruje mnie już to przewijanie i mam nadzieje, że następnych opowiadań nie będę musiała przewijać, że poczytacie sobie jakieś książki jaki pisać albo właśnie się wczujecie lepiej. Nie mowie też ze od razu, przeciez to trwa! Kto kaze wam wrzucac rozdziały co 3dni haha lepiej rzadziej a lepsze, wiadomo (a teraz pewnie mnie zlinczuja, ze was namawiam do zmniejszenia częstości dodawania) Poczytajcie swoje ulubone ksiazki zastanowcie sie o w nich jest fajnego dla was… Przeciez pisze sie zwykle to, co by sie chcialo samemu czytać :) jezeli robicie to dla siebie, to będziecie sie w tym dobrze czuły a nie robily to na sile

  27. Shivunia pisze:

    Yuriko >> I że tak powiem… czuje różnice też w tym jak piszesz ten komentarz a nie poprzednie. Nie, wiem, może ty tego nie widzisz jednak ja chociażby to czuje i lepiej czytało mi się to co teraz napisałaś… no ale. Nie o tym.
    W sumie nie mam wiele do powiedzenia aby to nie brzmiało jak tłumaczenie się. Bo to tak jak dostaje się czyjeś zdanie i myśli się „tak, chce się bardziej postarać, ale… kurwa nie wejdę od razu po tej pionowej ścianie”.
    Nie wiem czy nie czujemy BDSM. No ok, bardziej mi się osobiście to podoba wizualnie, niż emocjonalnie. Jednak twoje uwagi na pewno weźmiemy do siebie. W ogóle, wszystkie. Nie tylko odnośnie seksu.
    W tym wszystkim trochę boimy się wprowadzania czytelnika w papkę myślową i „o boże… co ja zrobię” postaci która będzie za długa. Może faktycznie, za mało przekazuje emocji. Za mało o nich piszę. Co głownie biorę na siebie.
    W IOI już na to nic nie poradzimy… bo sesja na chwilę obecną trochę utrudnia na HOP usiąść i nagle wszystko zmieniać. A i tak pewnie po jednym komentarzu odnośnie bardzo całościowych uwag, ciężko by było nagle dokonać krok milowy, skoro tak mało się nauczyłyśmy ostatnio. Jeśli w ogóle cokolwiek z tego co mówisz.
    Jak mówisz, nie mamy konstruktywnej krytyki. Ale to też jest tak samo ciężkie jej pisanie, jak stosowanie się do wszystkich życzliwych rad. Ludzie albo nie chcą nam radzić, albo biorą co jest… albo uważają to za coś niewartego ich uderzania w klawisze. I gdzie mamy się uczyć jak pisać? To jest robione na wyczucie, jak uważamy, że jest dobrze, jak chcemy aby to wyglądało i jak my to czujemy. Jednocześnie możesz powiedzieć, że w takim razie powinnyśmy więcej czytać DOBRYCH rzeczy. Takich które są według Ciebie takie, co spełniają warunki wielowymiarowych postaci, ciekawej akcji, lepszych i głębszych przeżyć bohaterów. Ale tu znowu jest ten problem, że od raz odpada nam cała literatura obcojęzyczna (tak, ja przynajmniej jestem z tych głupich ludzi którzy nie są dość dobrzy aby umieć czytać płynnie po angielsku).
    No cóż… to chyba tyle co mogę powiedzieć. Może kiedyś skusisz się na coś nowego. Tam też staramy się inaczej pisać niż np FDTS. Ale… no nie wiem. Nic na siłę. A my może za kilka lat będziemy zdatne do czytania ;) Ważne chociaż że jest jakaś wymiana informacji. I bynajmniej nigdy nie powiemy serio że jak się nie podoba to nie czytaj czy coś. Chodzi tylko że ile ludzi tyle opinii.

  28. Yuriko-chan pisze:

    nie czytam juz nowych, tylko te stare co dalej wychodza. Niestety postepow zbyt wielkich u was nie widzę. Fajnie, że się staracie, ale może za mało macie krytyki konstruktywnej. Mowiłam wam juz wczesniej, że macie problem z nieopisywaniem emocji. Wasze postacie nie robią żadnej introspekcji, wasza ulubiona reakcja to rumieniec. Kto w wieku 30lat sie rumieni. W ogóle wasze postacie są względnie stare, a zachowują się jakby miały po naście lat. Mają jakąś historie życia, ale żadnych konsekwencji z tego prócz dziwnych fobii ewentualnie u nich nie ma (patologiczna rodzina, znecanie się, więzienie, zeszłe nieudane związki, śmierć rodziców i wiele wiele innych, gdzie od strony psychologicznej to jest opisane? Te tematy są, bo są ale w bohaterach nie istnieją, takie coś odciska piętno na cale życie, a nie jest a potem znika) Zyją seksem, który sprowadza się do tego czy komuś stoi czy nie, bo znów nic innego prócz pożądania tam nie ma. Próbujecie pisać BDSM, ale niestety, mam wrażenie, że go nie rozumiecie (albo nie umiecie przekazać). Najistotniejsze w nim są emocje, nie tylko samo pragnienie bycia „zerżnietym jak szmata” cytując. Tych emocji nie ma. Ani u Jamesa ani Waltera, Masona ani Josha. Nie chodzi tylko o pragnienie bólu i suche czynności jak lizanie butów, są to czynności związane z poniżeniem, skrajnym upodleniem i to własnie podnieca. Nie to, że ktoś na ciebie sika, bo lubisz zapach moczu, nie sama czynność, tylko to co ona wywołuje! Nie samo wiązanie, ale bezradność, zdanie się na łaskę… Oznaka, że ktoś jest podniecony nie jest tylko stojący kutas i rumieńce. Wydaje mi sie, że dużo czytalysce opowiadań, więc jesteście w temacie, ale jakbyście omijały sedno, a skupiały się na powierzchownych rzeczach. Nie ma żadnego sensu pisanie, ze komuś stoi jak się skrajnie stresuje albo brzydzi, to fizycznie niemożliwe, żeby w takiej sytuacji być podnieconym, przynajmniej z opisu nic na to nie wskazuje, mam na myśli oczywiście porażkowy pierwszy i kolejne razy Jasona i Alexa. Oni jako jedyni w miare razem przechodzą przez trudności, ale dalej nie wiem co maja wspólnego poza łóżkiem. Od strony psychologicznej ten seks w ogóle nie powinien mieć miejsca, ja tego nie kupuje. Tak samo gwałtu na Ryanie z którego nagle robi się ostry, hot seks. Gdzie jakaś przemiana? Jak ktos wypiera coś z siebie, czuje głęboko zakorzenioną pogardę do samego siebie, to nie będzie czuł żadnej przyjemności z penetracji. Prostata to nie jest zaden guziczek co jak wciśniesz to masz orgazm bez patrzenia na stan umysłu, który w sytuacji jest kluczowy. To nie tylko reakcja ciała. Musi być zgoda emocjonalna na to, a nie tu się brzydzę tak że się zaraz zrzygam/kompletnie nie trawie penetracji a tu mam twardego jak skała. To że ktoś jest podniecony wychodzi z głowy… Faceci też są ludźmi, a nie maszynami do pieprzenia, którym staje na zawołanie… Wiec ogólnie rzecz biorąc przykro mi to mówić, ale nawet sam seks też nie jest spektakularny. Fajnie powiedzieć: nie chcesz to nie czytaj, ale jednak mam nadzieje, ze coś sobie weźmiecie do siebie z tego co wam napisałam :) i wczujecie się w postacie razem z ich pełną historią a przede wszystkim, że dacie im poczuć nieprzyjemne emocje, bo nikt w życiu nie grucha 24/7.

  29. luinlos pisze:

    Yuriko-chan, wydaje mi się, że mniej więcej rozumiem Twój punkt widzenia – opowiadanie (zwłaszcza tak długie jak FDTS) z samą sielanką nie miało by możliwości przetrwać zbyt zbyt długo, no i życie nie składa się wyłącznie z dobrych chwil. Chodziło mi raczej o dramy „grubego kalibru” (np jak kłopoty z Hansem, czy z rodzicami braci) – z tym też nie można przesadzić, bo takie rzeczy na co dzień się nie dzieją w nadmiarze, nie ma tak, że ktoś wiecznie spada z deszczu pod rynnę (no chyba, że ktoś ma ogromnego pecha).
    Nie umiem się z Tobą zgodzić, że: „U dziewczyn w pewnym momencie to staje (coś po tym jak dojdzie do seksu i już bohaterzy są razem, to przecież raj już jest, nic nie trzeba zmieniać, żyją miłością) i postacie po prostu “są” jakby zabrakło im pomysłu na to co dalej. ” – chyba, że pijesz do Gołąbków :P ale oni tacy są. Wiją gniazdko. To jest właśnie ich charakter i to do czego dążą.
    Mimo mojego narzekania, że wykańczam się cliffhangerami, uważam, ze dziewczyny ładnie łapią równowagę w pokazywaniu codzienności i trudniejszych sytuacji. Jak dla mnie każdy bohater jest inny, każdy ma swoje motywy, przeżycia, doświadczenia które go ukształtowały i które sprawiają że jest taki a nie inny. Różne sytuacje pokazują ich nowe oblicza i cechy (–> Lenny, Jaene, Jimm itd.).
    „Muszą się kłócić docierać, pokazywać co myślą, a nie pieprzą się i przez osmozę dochodzą do stanu, że pasują do siebie jak klucz do zamka. Takiego czegoś w życiu nie ma. Ile czasu można chodzić zakochanym na tyle żeby nie myśleć o niczym innym?” – cóż, moim zdaniem w większości tutejszych bohaterów pokazuje co myśli, i aktywnie kształtuje relacje z innymi bohaterami ( w sumie tylko gołąbki zaniechały sporów, ale w życiu też pary które się „ustatkowały”, a zarówno Rush jak i Charlie troche dram przeszli, które ich doprowadziło do tej etapu z „wiciem gniazdka”). Jason i Alex – oni ciągle i ciągle pracują nad stworzeniem swojego związku i budowaniu relacji. W wielu aspektach. No i nie możesz zarzucić Alexowi, że nie zajmuje się niczym innym tylko byciem zakochanym, bo poza Jasonem ma jeszcze całkiem sporo na głowie i poświęca uwagę wielu rzeczom. Rayan i Lenny? Przed nimi jeszcze bardzo dłuuuga droga by można było mówić o tym, że są „dotarci” i do siebie idealnie pasują. James i Walt? Każdy z nich miał już wiele wielkich przeżyć na swoim koncie i wydaje mi się, że w ich życiu powoli pojawia się etap jakiejś większej stabilizacji na co moim zdaniem zasługują, chociaż nadal jest sporo niedopowiedzeń. Shane i David? No u nich to ani chwili spokoju nie było (i nie ma..? tzn. jeśli żyją jeszcze bo nadal tego nie wiemy:P). W ATCS i NM też nie ma sielanki.
    „Ileż było w tych waszych opowiadaniach trudnych sytuacji gdzie bohaterowie sie wykazują? ” – moim zdaniem było ich całkiem sporo, chociaż fakt, może trochę więcej rzeczy z ich przeszłości mogło by się pojawić (chyba w tym momencie najbardziej by mi zależało na przeszłości Jasona i Lennyego, ale może to jeszcze wyjdzie w praniu). Chociaż i tak według mnie, to właśnie wszystkie drobne rzeczy budują charakter człowieka, ale to przy okazji tych bardziej znaczących wydarzeń, te cechy są uwydatniane i bardziej wyraziste.
    Pozdrawiam,
    Luinlos

  30. Shivunia pisze:

    Yuriko >> Uuuh… co ja mogę powiedzieć. Człowiek uczy się całe życie i głupim umiera. Wiesz, staramy się cały czas rozwijać, myśleć o tym jak tworzyć postacie aby były ciekawe, niestandardowe. Myślimy o tym co piszemy. To nie jest tylko klepanie w klawiaturę, chociaż dla ciebie może tak wyglądać. Pojadę oklepana frazą. Jeśli aż tak bardzo ci się nie podoba, to … a nie. To jesteśmy zaszczycone, że nadal się męczysz i czekasz na coś co cie zadowoli. Bo… inaczej, co byś tu robiła. Jesteś na to za bardzo temperamentna aby się maltretować, albo tracić czas na coś złego i bez sensu. Bez żadnej nadziei.
    Co dalej. Kłótnie w związku, sprzeczki i niedogadywanie się. Chyba jesteśmy po prostu takimi ludźmi, którzy albo nie umieją się kłócić, albo coś. Nie wiem. Wiesz, to jak z tym zwiazkowaniem. Docieraniem się. Jedyne moje docieranie to docieranie się do komputera. Może stąd nasze „upośledzenie” aby byś tak ekspresyjnymi, władczymi i próbującymi naginać osoby do siebie. A to na pewno przenosi się na nasze postacie. Ale też nie możesz mówić, że wszystkie nasze postacie są identyczne. Bo to jak…. nie wiem mówienie, że Charlie zachowuje się identycznie jak Ryan…
    Ale to twoje zdanie. Nie śmiemy się z nim kłócić. Ani udowadniać ci że jest inaczej. Dzielnie staramy się uczyć dalej. Pisać lepiej. Nie sprowadzać postaci do przypalania jedzenia. To jest cecha charakterystyczna, jak palenie papierosów, jak bycie głośnym czy irytującym. Każdy ma coś charakterystycznego, a nasze opowiadania to w większości tasiemce gdzie Stefania Forester po raz setny knuje intrygę przeciwko komuś tam. I jest to tak samo przewidywalne że gołąbki się zejdą, jak to, że tam ktoś zmartwychwstanie.
    Co do trudnych wyborów. Co jest dla kogo trudnym wyborem, dla tego jest trudnym wyborem. Kwestia oceny. Tym tasiemcom daleko do filmu akcji. Cóż… staramy się pisać lepiej i dziękujemy za uwagi, tylko że głupio się czyta jak nic ci się nie podoba a nadal to czytasz… chyba że nie czytasz.
    I na koniec „Zastanówcie cie jacy są właściwie ci wasi bohaterowie” uwierz, cały czas myślimy. Niestety widać, że nie oczekiwanym przez ciebie tokiem myślenia.
    Jeszcze raz dzięki za komentarz ;) I dzięki za wiarę w nas, że kiedyś będzie lepiej.
    p.s. znajdź nam facetów, może będziemy bardziej doświadczone i będziemy lepiej pisać XD

    Tess >> Niespodzianki się jak widać zdarzają. Mamy nadzieje, że pozytywne. Scenka dość spokojna, bez „tłuczenia talerzami”, bo na szczęście dla Jimma Ben to spoko facet ;) Dzięki za komentarz

  31. Tess pisze:

    Aaa! Zapomniałam o Benie kompletnie. A pamiętałam, że był ktoś komu James lizał buty. Pewnie tak jak większość czytelników myślałam, że pojawi się ktoś z tej nieszczęsnej przeszłości nauczyciela, ale Ben? Zaskoczyło mnie to xD

  32. Yuriko-chan pisze:

    Jestem raczej żywiołowa z temperamentu, ale w życiu bardziej stateczna niż szalona. Pewna część zdarzeń powinna być codziennością, ale jeżeli wszystko się na to składa to opowiadanie jest nudne, duszne i nic nie wnosi. Zero akcji, sytuacji rozwijających prowadzą do tego, ze nie ma fabuły i sie odczuwa bezsens kolejnych wydarzeń co ja nazywam „pitupitu” o kocie, o jedzeniu w kółko to samo, a charakter postaci sprowadza się do kręcenia breloczkiem albo robienia min, czy przypalania jedzenia albo fajek, bo w ogóle nie ma sytuacji pokazujących charakter. Mam na myśli dokonywanie wyborów, rozmowy dotyczące czegoś więcej niż picia alkoholu albo co zjesz na obiad. Ludzie w związku muszą mieć ze sobą coś wspólnego, o czymś rozmawiać, ze sobą a nie tylko „gruchać” albo uprawiać seks. Muszą się kłócić docierać, pokazywać co myślą, a nie pieprzą się i przez osmozę dochodzą do stanu, że pasują do siebie jak klucz do zamka. Takiego czegoś w życiu nie ma. Ile czasu można chodzić zakochanym na tyle żeby nie myśleć o niczym innym? Każdy chce coś osiągnąć i się rozwija, gdzieś dąży jakoś na innych wpływa. U dziewczyn w pewnym momencie to staje (coś po tym jak dojdzie do seksu i już bohaterzy są razem, to przecież raj już jest, nic nie trzeba zmieniać, żyją miłością) i postacie po prostu „są” jakby zabrakło im pomysłu na to co dalej. Co się sprowadza znów do braku fabuły albo kończy się śmiercią w wypadku samochodowym, bo nie wiadomo co dalej z gołąbkami zrobić. Następnym razem po prostu sugeruje przemyślenie wszystkiego dokładnie, zanim przejdziecie do pisania. Zastanówcie cie jacy są właściwie ci wasi bohaterowie, bo ja odczuwam, ze każdy taki sam, tylko maja inne nawyki w codzienności, a to bardzo płytkie przedstawienie charakteru. Jakby ktoś mnie określał bo codziennie rano pije kawę albo ubieram się tak czy siak. Powierzchowne. Nasze wybory pokazują kim jesteśmy, to jak się odnajdujemy w trudnych sytuacjach. Ileż było w tych waszych opowiadaniach trudnych sytuacji gdzie bohaterowie sie wykazują? Niewiele. A jeśli były to w jakiś sposób pomijane, nierozwijane jakby to było kłopotliwe, bo mogłoby sprawić ze ktoś się pokłóci czy coś. A nie wolno się kłócić, bo to znaczy ze już nie ma miłości i idylla jest złamana.

  33. Katka pisze:

    Luinlos, nieee, to żaden spam, póki się tyczy opowiadań i ogólnie łączącego nas wszystkich tematu, więc no stress, miło czytać takie słowa ;) Ech, no i tak właśnie to jest z tym co kto chce, a czego ktoś inny nie chce. Co do tego roztroju nerwowego – myślę, że już się uodporniłyśmy i z dużym dystansem jesteśmy w stanie podchodzić do marudzenia, hehe. Oj, to wszystko zależy od tego jak ktoś marudzi tak naprawdę. Przecież każdy ma prawo do wyrażenia niezadowolenia (to wręcz zdrowe, jak się można pozbyć frustracji czy irytacji poprzez komentarz). Więc wiesz, póki nikt nas nie obraża i jakoś wrogo nie poucza, to nawet miło się to czyta, bo wiemy, że komuś zależy i poznajemy Wasze gusta (potem to jest serio fajne, jak piszemy scenę i od razu takie „XXX na pewno się spodoba” albo „ooo, pewnie tutaj YYY będzie marudzić, biedny” XD). Póki jest zdrowa atmosfera, to wiele da się znieść :)
    Och i na bank to, czego oczekujemy od opowiadań i co w nich nas kręci, ciekawi, a co odrzuca, mówi o tym, jacy jesteśmy. Można by zapewne wręcz stworzyć portret psychologiczny każdego czytelnika na podstawie jego komentarzy XD To już jest tyć creepy…

  34. luinlos pisze:

    Yuriko-chan, jak już Katka wiele razy wspominała, ilu czytelników, tyle opinii i upodobań i to się ciągle na nowo potwierdza. Jestem pełna podziwu dla dziewczyn, że jako autorki nie dostają przez nas rozstroju nerwowego, bo z każdej strony dostają jakieś sprzeczne sygnały – podczas gdy Ty chciałabyś akcję i trochę niespodzianek, mi całkiem odpowiada właśnie taki spokój i codzienne sytuacje, bez nadprogramowego stresu. Zawsze znajdzie się ktoś, komu się nie spodoba, chociaż można też powiedzieć, że zawsze znajdzie się ktoś komu właśnie się spodoba to, na co marudzi reszta osób. Cóż, plusy i minusy różnorodności.
    Ciekawa jestem jaką osobą z charakteru jesteś (i w ogóle wszyscy czytelnicy tutaj) – mój gust odzwierciedla mniej więcej to jaka jestem – spokojna, przewidywalna i unikająca konfliktów za wszelką cenę (co wiąże się z tym, że za bardzo stresuję się i przejmuję konfliktami bohaterów fikcyjnych, których życie staje się trochę moim życiem).
    Chociaż może właśnie ludzie robią odwrotną rzecz – czytają po to, by do swojego życia wprowadzić trochę akcji i urozmaicenia. Z mojego punktu widzenia nie jest to dobre, bo czasami brakuje mi książek/opowiadań/fanfików, w których nie ma dram tylko jest właśnie takie stopniowe docieranie się dwóch osób do siebie, poznawanie, spędzanie razem czasu na takich najprostszych codziennych rzeczach (btw. jak ktoś coś takiego zna to niech da cynk!)
    Kurde, jakiś spamowy dzień dziś, ten komentarz jest bez sensu :P

  35. Katka pisze:

    Another, nikt tego nie pojmuje, a ja wciąż szukam bratniej duszy do hejtowania herbat… Ale może pójdę za Twoją radą i zakopię się pod kołderką ;)

    Ale dzisiaj spamuję…

  36. another69 pisze:

    Katka >> Jej, nie wiem jak można nie lubić herbat xD Ale w porządku :P

  37. Katka pisze:

    Another, dzięki ;* I wzajemnie, oby przewianie nie ewoluowało do jakiejś grypy czy czegoś tam. A w najlepszym rozwiązaniu zmodyfikowałabym tylko herbatę na kakao (nie cierpię herbat), ale tak, pod kocykiem i z muzyczką w tle jak najbardziej przyjemnie :) I dziękujemy bardzo za komplement a propos postaci ;)

  38. another69 pisze:

    Katka >> W zasadzie to lubię większość waszych postaci xD W tej chwili chyba tylko Layne jest mi dość obojętny, ale resztę uwielbiam xD Bo każda jest indywidualna i w jakimś sensie zajebista xD

    I życzę zdrowia :) Sama też nie czuję się najlepiej, chyba mnie przewiało :/ Najlepsze rozwiązanie – wejść pod kocyk z kubkiem gorącej herbaty z cytryną i czytać, albo pisać z fajną muzyką w tle :P Albo po prostu spać xD
    Jeszcze raz zdrowia :P

  39. Katka pisze:

    Z góry wybaczcie, jeśli będzie skrótowo i bez entuzjazmu, ale źle się czuję i w ogóle dzień… kiepski. Ale, ale, do rzeczy.

    Yuriko, Shinu, cóż, zaskoczenia nie było i może faktycznie byłoby ciekawiej, jakby się wydało, ale jakoś tak nauczyłyśmy się, że sensacji nie ma co wywoływać na siłę. Jeśli powstają, to naturalnie, jeśli nie, to czasem przynudzamy i trzeba z tym żyć ;) Jestem pewna jednak, że nie jest nudno cały czas, bo byście tu nie wracali, więc skoro jeden rozdział był mało ciekawy, to na pewno w końcu pojawi się taki, który porwie. Zresztą, jak ja mam zwyczaj powtarzać, piszemy dla siebie, publikujemy dla Was. A my też mimo wszystko czasem potrzebujemy trochę takiej „nudy” i spokojnej akcji, by poprzez pisanie się zrelaksować.

    Illita, ja Was doskonale rozumiem, bo sama nie lubię zakończeń. Jakkolwiek szczęśliwe by nie były, to sam fakt, że coś się kończy, jest smutny. Ale zawsze po zakończeniu czegoś jednego pojawia się coś drugiego, co mamy nadzieję, że jest swoistym pocieszeniem :)

    Tigram, ano, seksualnie :) Co, widzę, że Cię raduje, hehe. Oby tylko spełniło oczekiwania.

    Another, „facet od lizania butów” – och, gdyby tak współpracownicy Bena wiedzieli, że można go tak nazwać XD Niektóre rzeczy definitywnie nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. No i ogólnie fajnie, że lubisz Bena. Przyznam, że osobiście też zapałałam do niego sympatią i aż się obawiałam, jak zostanie odebrane jego kolejne pojawienie się po tym, jak, z tego co pamiętam, rozdział z jego udziałem ogólnie wywołał negatywne odczucia (czemu się nie trudno dziwić, skoro seks Jamesa z kimkolwiek poza Waltem był odbierany raczej negatywnie). Ale fajnie, że facet nie jest skreślony ;) I taak, mnie też mega bawi to, że Walt jest tak naprawdę mniej doświadczony w łóżku niż Jimmy. Urocze sprzeczności, taki otwarty facet, a mniej wie o ostrym seksie niż nieśmiały Jimmy. I tak, Walt niczego nie zauważył, bo on ogólnie ma zwyczaj w pierwszej kolejności odbierać rzeczywistość w optymistyczny sposób. Bardzo daleko mu do podejrzliwości i nawet nie brał pod uwagę, że mogłoby coś być pomiędzy jego kumplem i Jamesem. No i cieszę się, że czytasz FDTS :D Fajnie jest sobie przypomnieć początki. Wiele się zmieniło :)

  40. Shinu pisze:

    Niestety zgadzam się z Yuriko. Juz po przeczytaniu tytułu wiedziałam, że to będzie ten gościu od skór z poprzednich notek. Nawet nie pomyślałam o Albercie tylko od razu o nim… no i cóż, zero zaskoczenia. Czytało się fajnie i nawet rozśmieszył mnie ten rozdział parę razy, ale zabrakło mi tego szoku. Tej reakcji jak w innych momentach, kiedy siedzę przed laptopem i mruczę pod nosem „O japierdole!”.
    Mogło sie to wszystko chociaż wydać, byłoby ciekawiej ;D

  41. another69 pisze:

    Haha, wiedziałam, że tak będzie xD A gdy tylko przeczytałam, że tajemniczy facet jest blondynem, to pierwsze co, to właśnie mi się skojarzył „facet od lizania butów” haha xD
    Jimmi dobrze się zachował i co ważniejsze nie spanikował, a tego się spodziewałam po części xD

    Lubię Bena, polubiłam go już na początku, chociaż był tylko w jednym rozdziale. Jakiś taki fajny facet i brak mi tu trochę przystojnych, lubiących ostre gierki, blondynów. No i uwieeelbiam imię Nathan. Nie wiem czemu. Od razu przyszło mi do głowy, czy może nie będziecie chciały zacząć pisać oddzielnego opowiadania z nimi, albo może już piszecie hehe ;p Na przykład jak już się NM skończy ;p Tak czy siak fajnie, że Ben się pojawił.

    I ciekawi mnie czy Jimmi powie Waltowi o swoich upodobaniach… To zabawne, że Walt tak bardzo boi się, że skrzywdzi Jamesa i uważa, żeby go czasem nie przestraszyć, albo nie zrazić, a James tak naprawdę jest o wiele bardziej doświadczony i robił już ostrzejsze rzeczy. Jeśli Walt się dowie, to pewnie poczuje się trochę głupio heh.
    Nie wiem jak się bardziej rozwinąć szczerze mówiąc heh xD Podobała mi się ta luźna gadka, szczególnie jest to wyczuwalne po rozdziale FDTS… Jej, niby garnitury i spotkanie dwóch osób, które ze sobą pracują, ale było miło i przyjemnie. Chociaż ciężko mi uwierzyć, że Walt nie wyczuł ciężkiej atmosfery na początku. Ja ją czułam cholera xD
    Ale to Walt, jest uroczy, ale czasem głupiutki xD I chyba właśnie dlatego jest uroczy hehe ;p Jak go nie kochać?

    Uuuu… A tak poza IOI to chciałam powiadomić (nie wiem po co w zasadzie, ale chce :P), że zaczynam czytać FDTS od początku ;p Mam na to faaaze *,*

  42. TigramIngrow pisze:

    Hie, hie. Jakby to nie był Ben to mógłby być niezły dym. Chociaż trochę szkoda, że to nie wypłynęło… ;/
    Kolejny rozdział zapowiada się bardzo… seksualnie :D

  43. Illita pisze:

    Shivunia , przyznam się że sama loguję się przez maila bo jakoś nie mogę zapamiętać jak dokładnie to leci :D Luinlos , totalnie jestem z Tobą , smutno będzie po zakończeniu IOI :C Liczę chociaż na dobre zakończenie jako pozytywny akcent rozstania z bohaterami , ale pożyjemy zobaczymy :D

  44. Yuriko-chan pisze:

    Jak tylko przeczytałam tytuł rozdziału i pierwsze kilka linijek od razu wiedzialam co bedzie zawierał caly rozdział. Zero akcji, zero zaskoczenia. To chyba nie powinno tak wyglądać, szczególnie ze sam pomysł był spoko. Z resztą tak samo myślę o coming outcie Rusha i Alexa. Wszystko zostalo zapowiedziane na tyle wczesniej, ze o zadnej akcji nie bylo mowy. Radzilabym nastepnym razem lepiej przemyslec „spektakularne” tylko z zalozenia sceny, bo gdy się absolutnie wszystko wie przed nią to czytanie jej staje się nudnawe ;)

  45. Shivunia pisze:

    Luinlos >>… boshe, powinnam pić więcej kawy. Jest ok 15 a mi się oczy same zamykają. No ale ale…
    No „były” się pojawił… ale chyba był tak samo przerażony spotkaniem jak James. Bo już fakt że Jimmy by miał z tym problemy lekkie jakby wyszło ehem skąd się znają, ale Ben? Jakby Walter się do tego odniósł, czy mimo że było to dawno i nieprawda, nie były jakoś… z nim w konflikcie? No na pewno Walterowi tez było by dość niezręcznie.
    No i też starałyśmy się jakoś wprowadzić motyw „byłego” ale w miarę możliwości, bez powtarzania motywu. Pojawia się były, mąci, jest kłótnia, godzą się. Mam dziwne wrażenie jakbym się tłumaczyła. Nie wiem czemu. Ech, trudno.
    James i jego „trusiowanie” (tworze nowe słowa). Mi się wydaje, że działa to trochę na zasadzie – zależy mi na czymś, to się bardziej staram, to się też bardziej martwię, to bardziej boje się zrobić błędu i się wydurnić. I tak Jim zachowuje się przy Walcie. A inni. No Ben nie jest jego znajomym. Chciałby aby ten nie myślał o nim źle, ale mniej się tym przejmuje. Zresztą, ten ma już kogoś. Pokręcona logika i przyznam szczerze, że ciężko to mi czasami wyjaśnić mimo ze Jimma i jego toki myślowe mam w głowie.
    „Widać, że związek nie tkwi w miejscu tylko się rozwija.” – bo jak to mówią, byle do przodu? Nawet małymi kroczkami. I „Ciekawa jestem, czy w końcu James powie Waltowi co lubi” – cóż Illita ci „troszkę” podpowiedziała czego można się spodziewać. Ja już z przyzwoitości, nie dodam nic więcej, bo i tak mam za długi język ;)

    Illita >> nigdy mi nie przestaną mienić się przed oczami twoje Ill… i Bóg raczy wiedzieć gdzie jest l a gdzie I … tak specjalnie tak napisałam XD
    ALEEEE widzę, że mamy spostrzegawczą osobę na sali :D Brawa. Ale to fajnie, że już po tytule coś próbujesz wnioskować. Ciekawe czy słusznie. Się okaże
    A Ben, to taka niespodzianka ;) hahaha i od kiedy już tą scenę planowałyśmy hmmm? (A teraz luźne skojarzenie że ostatnio bardzo luźno przewija nam się w opowiadaniach motyw mundurowo-niemiecki… )
    „Fajnie że Walt i James tak się docierają do siebie, idą na kompromisy i dzięki temu oboje są szczęśliwi.: – bo o to chyba chodzi. Aby jakoś się raaaazem zgrywać. Tak nam się bynajmniej wydaje.
    A pogody nie skomentuje. Dziś zmokłam T_T czekałam na autobus, przyjechał, ale tak ciasny że nie mogłam wsiąść i musiałam zapierniczać na inny przystanek ;/

    Gordon >> Hahaha taaaa, Walt uroczo nieświadomy. Czasami niewiedza jest błogosławieństwem. Bo mogło by być mniej sielankowo jakby karty zostały wyłożone na stół. I śmiem twierdzić, że nie tylko dla Jima.
    „Ale teraz James powinien wiecej o sobie swojemu nieswiadomemu facetowi opowiedziec ;p” jestem ślepa, i przeczytałam niedoświadczonemu hahahha. Od razu wyobraziłam sobie Walta na łóżku siedzącego i słuchającego jak Jim go instruuje w więzach i innych … atrakcjach.
    Bardzo też dziękujemy że IOI nadaje się na poniedziałku. Mi by się nadała na dzisiejszy poniedziałek czekolada która nie tuczy XD

    Adela >> Bo było drobne… „zamieszanie” z terminami. Pewnie dlatego. Ale na dole nadal jest rozpiska. Chociaż niedługo powinien się tez czerwiec pojawić…. A para.. no erm.. Boshe nie wiem czy powinnam mówić. Niemniej 6 rozdziałów do końca zostało… więc… No dużo tu już nabroić AŻ tak chyba nie możemy XD (pokrętnie tłumacze)

  46. Adela pisze:

    Ja nie wierzę! Przegapiłam dodanie! UBZDURAŁAM SOBIE, ŻE KOLEJNY OC JEST 28!
    Wprowadźcie może kolejną postać do opowiadania? Albo od razu calą parę?

  47. Gordon pisze:

    Ale mialem polew podczas tej ich kolacki buahahaha ]:-> Obaj mieli takiego stresa a Walt jak zawsze naiwnie radosny xD Ben to spox gosciu bo mogl podkablowac ale soie zachowal. Ale teraz James powinien wiecej o sobie swojemu nieswiadomemu facetowi opowiedziec ;p IOI jest dobre na poniedzialki, poprawia nastroj ;p

  48. luinlos pisze:

    Ha, Illita, nie pomyślałam o zwróceniu uwagi na tytuł rozdziału. Ależ ze mnie głupek…
    No więc najwyraźniej James się przyzna co go kręci – pozostaje pytanie, czy Walt będzie drążył, czy James się tak wcześniej bawił, a jeśli tak to z kim i jak. Już sobie wyobraziłam jak James się czerwieni i próbuje tłumaczyć :P
    Tak w ogóle, to ciekawe, że wcześniej IOI zupełnie mi nie leżało, ale od momentu kiedy rozpadł się związek z Albertem to moje podejście się zmieniło i jak się to skończy, to będzie mi bardzo brakowało tych bohaterów…

  49. Illita pisze:

    Hahaha, ten rozdział w pełni wyjaśnia tytuł następnego :D Fajnie że Walt i James tak się docierają do siebie, idą na kompromisy i dzięki temu oboje są szczęśliwi. A pojewienie się Bena mnie kompletnie zaskoczyło, nie pamiętałam go XD No ale wygląda na porządnego gościa, zachował się jak najbardziej w porządku i fajnie że jemu też sie ułożyło ;) I też się ciesze że wyszło tak na spokojnie, ta pogoda sama w sobie dobija to jakby tutaj jeszcze była drama to tragedia by była :D

  50. luinlos pisze:

    Po tytule spodziewałam się, że pojawi się ktoś z przeszłości Jamesa, ale szczerze mówiąc nie sądziłam, że to się stanie w takich okolicznościach. W sumie aż się prosiło o to, by jakiś jego „były” się pojawił, z tym, że zakładałam że sprawa się rypnie, ktoś powie coś nieodpowiedniego w złym momencie a w konsekwencji dostaniemy jakąś dramę albo masę niezręcznych pytań ze strony Walta. A tu wszystko poszło na spokojnie – miła odmiana po moim lekkim rozstroju nerwowym w FDTS :P
    Trochę się martwiłam jak się to potoczy, ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczona zachowaniem Jimma – zawsze taka trusia wystraszona, a z Benem rozmawiał bardzo swobodnie jak już się zorientował, że nie ma z jego strony zagrożenia. W sumie po ostatnim rozdziale już chyba o tym była mowa w komentarzach, że do tej pory James pokazał tylko te swoje „uległe” oblicze, a że w szkole potrafi się zachowywać bardziej zdecydowanie. Jak widać, nie tylko w szkole ;) Miła odmiana, dobrze wiedzieć, że James nie jest aż taką kluchą – w końcu udało mu się tu zachować zimną krew! :D
    I Ben też zachował się bardzo na poziomie – taktownie i uprzejmie. W ogóle wszyscy w tym rozdziale byli tacy naturalni i w moim guście – Walt za bardzo nie „mamkował”, James był troche bardziej otwarty i społeczny niż zwykle, każdy z nich starał się, by dopasować się do potrzeb drugiego.
    Lubię to opowiadanie coraz bardziej ze względu na to, jak James i Walt z biegiem czasu zaczynają się do siebie zgrabnie dopasowywać, trochę poświęcenia, pójście na jakieś ustępstwo, zwiększanie zaufania. Widać, że związek nie tkwi w miejscu tylko się rozwija. To bardzo miłe, tak ich obserwować :)
    Ciekawa jestem, czy w końcu James powie Waltowi co lubi, wspomni o tym jak wyglądała jego przeszłość… Pewnie kosztowało by go to masę nerwów, ale jestem mega ciekawa reakcji Walta na poznanie takiego oblicza Jamesa.
    Zdecydowanie przyjemny rozdział, taka trochę sielanka, zwłaszcza początek jak Walt zrobił Jamesowi herbatę i tak siedzieli sobie razem. Słodkie. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s