Fire Dragon Tattoo Studio – 143 – „Troska”

— To naprawdę zajebiście, nie? — Charlie mówił do głośnika w słuchawkach od telefonu. Ten zatknięty był na podstawce w samochodzie.
Jechał właśnie na Olympia Heights, w kierunku mieszkania Ryana, u którego obiecał być po siódmej wieczorem. Potwornie cieszył, że nie będzie musiał tego wieczora spędzać samemu w domu. Nie wiedział, jakby to wytrzymał. Z myślą, że na innym kontynencie był gdzieś jego facet, zapewne przerażony tym, co może nastać jutro, gdy powiedzą rodzicom o swoich planach i orientacjach.
— Taa… jeden problem z głowy — odmruknął Jason, który właśnie do niego zadzwonił, żeby przekazać wieść o dobrze rozegranej sprawie z Jeane. — Jakby ta wiedźma coś zjebała, to ze starymi pewnie też by się popierdoliło.
— No, poza tym… Cieszysz się pewnie, że twój facet nie jest już zaręczony, co? — Charlie uśmiechnął się pod nosem, wpatrując się przed siebie, w jadący w przeraźliwie żółwim tempie samochód.
— Nawet nie wiesz, młody, jak bardzo. Jak „zerwą” ze starymi, to już będzie totalnie mój. No ale, ale… kończę, bo prowadzisz i szefuńcio by mnie zajebał, jakbyś się przeze mnie zabił. Do jutra w studiu.
— Okej, na razie. — Charlie rozłączył się i skręcił w odpowiednią ulicę.
Jadąc, zastanawiał się, czy wszystko kupił. Nie chciał z Ryanem tylko siedzieć i pić. Poza tym uznał, że bardziej w niemyśleniu o Anglii pomoże mu zajęcie się czymś. Dlatego postawił sobie dzisiaj za zadanie nauczyć Ryana robić corn dogi. Albo raczej zrobić je z nim, mając nadzieję, że zapamięta i będzie umiał powtórzyć wszystkie czynności następnym razem, gdy już podejmie się tego ciężkiego zadania zrobienia ich samemu. Uznał, że corn dogi były najlepszym wyborem, bo ich robienie głównie polegało na… zmieszaniu wszystkich składników.
Kilkanaście minut później był już na miejscu. Na podjeździe stał biały Bentley. Charlie lekko się strapił na myśl, że Lenny mógł być w domu. Wolałby spędzić z kumplem wieczór sam na sam, a nie stresować się spojrzeniem jego faceta.
Wyciągnął torby z zakupami i podszedł do domu. A gdy tylko Ryan mu otworzył, powitał go standardowy monolog.
— No, już jesteś, kochanie. Przyznam, że zaczynałem się niecierpliwić, bo, jak mi okrutnie kazałeś, nie jadłem obiadu i już nawet jedzenie w miseczce Jaya zaczęło wyglądać apetycznie, a zapewniam cię, że to już jest wysoki poziom desperacji.
Charlie zaśmiał się i wszedł do środka, zsuwając zielone trampki bez pochylania się.
— Spoko, już się zabieramy za robienie. Lubisz corn dogi?
— Nie mam okazji często jadać, ale nie gardzę. Tylko nie wiem, czy nie przeceniasz mnie, mojej kuchni i moich, chciałbym nadmienić, dość spalonych garnków. — Ryan uśmiechnął się tym swoim typowym, lekko ironicznym uśmiechem i sięgnął do rozpuszczonych włosów przyjaciela, bez skrupułów robiąc mu szopę na głowie. Potem zamknął za nim drzwi i podążyli do kuchni.
Charlie nie oburzył się na atak na włosy, bo był do tego przyzwyczajony. Postawił zakupy na blacie w kuchni i obejrzał się na kumpla.
— Lenny’ego nie ma?
— Uspokoję cię i tak, nie ma. I przyznam, że nawet go nie widziałem po powrocie z pracy. Zastanawia mnie tylko, dlaczego nie zabrał auta, bo podejrzewam, że pojechał do portu, ale nie będę wnikać. Niech żałuje, że ominie go nasz romantyczny obiad.
— Gdyby cię Rush słyszał! — Charlie zaśmiał się, wyciągając wszystkie produkty. Wcześniej nawet nie dzwonił do Ryana z pytaniem, czy ten ma coś ze składników na wymyśloną przez niego przekąskę, bo raczej było to mało prawdopodobne. — Daj jakąś miskę, co? Trzeba wymieszać wszystko na ciasto.
Ryan przytaknął i sięgnął do szafki. O dziwo miska była. Metalowa, niezbyt duża, ale miał nadzieję, że wystarczy.
— I co tam słychać w zimowej krainie królewskich braciszków? Rush już dzisiaj gruchał ci do telefonu? — zagadał, patrząc, jak Charlie przesypuje do miski mąkę kukurydzianą i pszenną. Nigdy nie rozumiał tych różnic w mąkach. Przecież to wszystko to po prostu… proszek.
— Pół na pół, widzisz? — Tatuażysta wskazał na miskę i podał mu drewnianą łyżkę, żeby wymieszał. Nie skomentował, że poza nią była w szafce tylko jedna metalowa oraz zaledwie dwie pary widelców i noży. — A Rush i Alex widzieli się dzisiaj z Jeane i… wszystko poszło okej — oznajmił z szerokim uśmiechem. — Alex zerwał z nią zaręczyny, a ona się podobno nawet aż tak nie burzyła. Bo tam oczywiście jakieś udziały jej większe zaproponowali czy coś… Nie wiem nawet dokładnie, ale poszło dobrze.
— No, ładnie, to pogratulować. Jay musi już być w siódmym niebie, że ma wolnego faceta — odpowiedział Ryan, który osobiście nie miał pojęcia, jakby znosił fakt, że jego kochanek musi co jakiś czas wracać do rodzinnego domu, by przelecieć swoją narzeczoną. Nie mieściło się to w ogóle w ramach jego pojmowania, więc nawet wolał tego nie rozważać. Na szczęście, Lenny był tylko z nim. Wierzył mu w tym względzie, mimo że na samym początku ich… „związku” podejrzewał, że nie wracając do niego do domu na noc, sypia u innych swoich „księżniczek”. — I co teraz? — dopytał, wskazując na wymieszane mąki.
— Mieszaj, a ja ci będę wszystko dodawać.
Charlie sięgnął po jajko i wbił do miski, a resztę schował do lodówki. Tak pustej, że aż go to wewnętrznie zabolało. Z radością więc umieścił na półce jajka, licząc, że chociaż na śniadanie Ryan zrobi sobie jajecznicę.
— A Jason się cieszy. Gadałem z nim teraz, jak jechałem. No, ale ma rację, bo wiesz, jeszcze ich starzy mogą zatrzymać — mruknął, pochmurniejąc i patrząc wręcz apatycznie na wysiłki kumpla, starającego się uporać z masą. Dolał mu pół szklanki mleka, co wyraźnie ucieszyło Ryana, bo mieszanie szło lepiej.
— Twój książę, choćby miał wyhodować skrzydła, to by do ciebie przyfrunął, kochanie. Ale, pozwól, że nie będziemy o tym smęcić, bo chyba nie przyjechałeś do mnie z myślą utworzenia kółka wzajemnego wsparcia, hm?
— Jestem za. To powiedz, co u ciebie, bo ostatnio jak byłem, to mój… stan nie pozwalał za bardzo pogadać. — Charlie prychnął pod nosem. Trochę głupio mu było, że zwalił się tutaj za pomocą Lenny’ego totalnie uchlany.
Ryan zamyślił się, patrząc chwilę, jak Charlie doprawiał masę musztardą, solą, cukrem i proszkiem do pieczenia. A gdy wrócił do mieszania, odpowiedział:
— Moja kochana siostra dzwoniła do mnie dzisiaj rano, by mi przypomnieć, że wielkimi krokami zbliża się dzień, w którym zostanę wujkiem.
— Ooo, właśnie, kiedy ona w ogóle ma termin? — Charlie zainteresował się, bo zupełnie zapomniał o tym, że Rose jest w ciąży. — Ma już imię?
— Nie, o imieniu nic nie wspominała, choć Ryan Drugi byłoby chyba całkiem niezłe, nie uważasz? — Ryan uśmiechnął się do niego czarująco, a tatuażysta roześmiał się głośno.
— Nie, nie byłoby dobre! — odpowiedział, wciąż się śmiejąc. Zaczął szukać głębokiej patelni.
— Ranisz moje serce, kochanie. Ale termin… za jakiś miesiąc, z tego, co mi wiadomo. Dwudziesty maj, zdaje się… Wysłała mi nawet zdjęcie telefonem i jak na moje oko, to ten brzuch większy już urosnąć nie może, bo jej pęknie. Więc albo lekarzowi pojebały się terminy, albo będzie to naprawdę duży Carter.
— Robens — poprawił go Charlie z chytrym uśmiechem. — Twoja siostra już zmieniła nazwisko. Wiesz, ślub i te sprawy.
— Wciąż jednak ma w sobie krew Carterów, co byś nie mówił, Panie Pozjadałem Wszystkie Rozumy. — Ryan znowu za karę rozwalił mu włosy i przestał mieszać masę, bo według niego wyglądała całkiem gładko. Te nieliczne grudki chyba nie stanowiły żadnego problemu.
— No, a wracając do tego brzucha, to jest jeszcze trzecia opcja, że się po prostu nie znasz — odpowiedział Charlie z uśmiechem i przelał na patelnię sporo oleju. — I weź nabij na te patyczki, które kupiłem, parówki, które też kupiłem.
— Och, już nie musisz aż tak dosadnie wypominać mi uszczuplenia twojego portfela. Uwierz, kochanie, że ja też zatroszczyłem się o swoją część i duża cola już spoczywa w salonie na stoliku. Chyba sam dobrze wiesz, że powierzenie mi kupienia mąki kukurydzianej nie byłoby dobrym pomysłem. Kupiłbym zapewne pierwszą lepszą.
— Albo pudding. W końcu to też proszek — Charlie wystosował do niego kolejny przytyk, obserwując jego zmaganie z parówkami. Specjalnie kupił duże, żeby mogli się najeść. I teraz w każdą zagłębiał się długi patyk… Miękko i gładko… — Brakuje mi seksu — wypalił.
Ryan obejrzał się na niego, chwilowo zapominając o parówce, którą chwycił. W porównaniu do kutasa Lenny’ego, którego podczas masturbacji zdarzało mu się trzymać, była naprawdę cieniutka.
— Poza całowaniem cię i przyznawaniem się do tego, jak bardzo Rush za tobą tęsknił, na pewno jedną z pierwszych rzeczy, które zrobi po swoim wielkim powrocie do naszego słonecznego miasta będzie zaciągnięcie cię do sypialni — zapewnił, zaczynając maczać wszystkie parówki w gęstym cieście.
— Taa… Wiem. Znaczy wiesz, to nie jest tak, że tego mi najbardziej brakuje — powiedział od razu Charlie, biorąc z jego ręki nabitą na patyczek, ociekającą ciastem parówkę i wkładając ją do rozgrzanego, głębokiego oleju. — Tęsknię ogólnie do Rusha i nawet bym wolał nie pieprzyć się miesiąc, byle tu teraz był. Ale, no… sam wiesz.
— Domyślam się. I rozumiem, że stara kolekcja filmów dla dorosłych odżyła?
— Za dobrze mnie znasz! — Charlie zaśmiał się. Dzisiaj zrobił sobie dobrze do pornosów, a potem przytulił się do swojego pluszowego szczeniaka. Tęsknił.
Ryan uśmiechnął się i cmoknął go w policzek, a potem wrócił do umieszczenia parówek na patelni. Resztę roboty oddał już w ręce Charliego. Nie miał pojęcia, jak długo się to smażyło, ale zaobserwował, że chłopak wyciągał je, kiedy były już ładnie rumiane. Okazało się też, że kupił już gotowy sos barbecue, z którym mieli zjeść tę swoistą kolację.
Przełożyli po równo na talerze corn dogi, przelali sos do miseczki i wyszli do salonu.
— Uuu… Kochanie, coraz bardziej zaczynam się zastanawiać, czy nie powinienem sprawdzić w zapiskach Mikey’ego, ile zarabiasz w studiu, żebym mógł zaoferować ci odpowiednio wyższą pensję za władanie moją kuchnią — rzucił Ryan, kiedy tylko wgryzł się w swojego corn doga. Był chrupiący i pyszny. Szczególnie zamoczony w sosie. A robienie go nie wyglądało wcale tak skomplikowanie.
Charlie uśmiechnął się pod nosem, obserwując go, nim zabrał się za swoje jedzenie. Widział, że dobrze zrobił, wybierając akurat takie. I jak nie przeszkadzały mu takie wieczory, tak jednak uważał, że jego kumpel powinien sam zacząć eksperymentować w kuchni, żeby nie jeść samych niezdrowych rzeczy. Chociaż może jednak „Ryan” i „kulinarne eksperymenty” nie powinny występować razem w jednym zdaniu.
— Chyba i tak bym musiał odmówić, bo moją pasją jest sztuka, a nie pichcenie. Dobrze wiesz, Ryan — rzucił, zabierając się wreszcie za swoją kolację.
Mały, rudy Jay, zachęcony zapachem, wskoczył na parapet otwartego okna i wkroczył do salonu, chcąc zobaczyć, co się dzieje. Ryan uśmiechnął się na jego widok, pogłaskał go za uszkiem, po czym pstryknął w nos, sugerując, że nic nie dostanie. W duchu tylko trochę żałował, że nie było Lenny’ego. W przygotowaniu tego jedzenia, jak rzadko, miał całkiem spory udział i był pewien, że skoro jemu samemu smakowało, to Lenny też byłby zadowolony. Mieli podobne gusta smakowe, jeśli nie liczyć nadmiernego jedzenia Nutelli. Ale mówiło się trudno. Najwyżej kiedyś spróbuje zrobić to jeszcze raz i razem zjedzą.
Siedzieli z Charliem obok siebie, nie spiesząc się z kolacją. Popijali ją zimną colą i wymieniali się mało znaczącymi faktami z ich ostatnich dni. Przegadali temat podstarzałego klienta w siłowni, w której pracował Ryan, zgodnie dochodząc do wniosku, że na starość też powinni ćwiczyć, by utrzymać formę. Potem Charlie pochwalił się zdjęciami na telefonie, na których uchwycił swój wielki projekt na plecach klienta. Od karku aż po rowek. Potem zaczęli obgadywać Mike’a i stare czasy, aż w końcu, kiedy Ryan odrzucił ostatni patyczek na pusty talerz, rozdzwonił się jego telefon. Nie miał pojęcia, kto mógł dzwonić o tak późnej porze. Tym bardziej, że numer był zastrzeżony.
— Wybacz, kochanie — rzucił do Charliego, oblizał palce i odebrał. — Słucham?
— O, nawet nie słyszę muzyki. Czyli już mała szmata szarpiąca nazwisko rodziny poszła w ustronne miejsce, tam dawać dupy. I nie waż się rozłączyć. — Ryan na koniec usłyszał znane mu aż za dobrze warkniecie połączone z rozkazem.
Zastygł momentalnie. Charlie siedział tuż obok, nie przeszkadzając, niczego nieświadomy. Dolewał sobie właśnie coli do szklanki, a Ryanowi zrobiło się niedobrze.
— Czego chcesz? — odpowiedział przez mocno zaciśnięte zęby. Nie miał pojęcia, po co ojciec miałby do niego dzwonić. A jeśli tylko po to, żeby po nim jeździć, to miał zamiar zaraz się rozłączyć.
— A wiesz… — Chwilę w telefonie panowała cisza, kiedy Roger musiał się rozkoszować chwilą. To było nieznośne. — Tak się zastanawiałam, czy wiesz, gdzie jest ten twój czarny chuj, z którym się puszczasz.
Jeśli to możliwe, Ryan jeszcze bardziej znieruchomiał i przez moment zupełnie przestał oddychać.
— Co…? Dlaczego mnie pytasz o Lenny’ego? To chyba nie jest twoja sprawa i wątpię, byś nawet chciał, by nią była — wycedził do telefonu.
— Mmm… Masz rację. Wcale nie sprawia mi przyjemności patrzenie w tej chwili na jego wykrzywioną ze złości twarz. Taka małpa z drzewa, żeby jebała… uch, taką szmatę z niestety tym samym nazwiskiem co moje. — Najwyraźniej przez gardło nie przeszło mu wcześniej inne określenie syna.
— Co?! Mów, kurwa, co się dzieje, a nie mi pierdolisz o małpach! — Ryan uniósł się na kanapie, czując, że serce zaczęło szybko i boleśnie galopować w jego piersi.
Charlie aż zatrzymał się ze szklanką przy ustach, patrząc na niego bez zrozumienia.
— Nic nie pierdolę. Nie krzycz, bo to ja się rozłączę.
Ryan miał ochotę w coś przywalić. Nie rozumiał, co się działo, a ojciec jak zawsze przeciągał, byle tylko bardziej mu dopiec.
— Mów, co się dzieje — wycedził już ciszej, choć zęby miał mocno zaciśnięte, a w czarnych oczach iskry nienawiści.
— No, co się dzieje, co się dzieje… Nic szczególnego. Poza tym, że ten twój czarny popierdoleniec właśnie siedzi za mną skuty i mi bluzga, przez co spędzimy razem trochę więcej czasu.
Ryan nie wiedział, co odpowiedzieć. Jak to siedzi skuty? Co się stało…?
— Za co go zamknąłeś? — wydusił i ponownie usiadł na kanapie. Nawet nie był w stanie za bardzo stwierdzić, jak się czuje.
— Za to i za tamto. Wiesz, nudziło mi się — prychnął mężczyzna, a Ryanowi zostawił tylko domyślanie się, co mogło mu chodzić po głowie.
— Przyjadę tam. Kurwa, nic mi nie mówisz, to się sam pofatyguję! — odpowiedział, a Charlie coraz bardziej zaniepokojony patrzył na jego wzburzone oblicze.
— To przyjeżdżaj. I tak nikt nie wpuści prostytutki na komisariat. W ogóle… gdzie „tam”? — spytał Roger z rozbawieniem. — Ale, ale, ja kończę, nie denerwuj się, wracaj do pracy cwela. O swojego alfonsa się nie martw — rzucił na koniec i już bez żadnych dodatkowych tłumaczeń… rozłączył się.
Ryan szybko spojrzał na telefon w osłupieniu i zawarczał jakimś szpetnym przekleństwem pod nosem.
— Ryan… Co jest? — rzucił Charlie z konsternacją wymalowaną na twarzy.
— Lenny’ego aresztowali — wydusił starszy chłopak, rozglądając się wokół i nie wiedząc, co robić. Nawet nie miał pojęcia za co, jakie są dowody i… co w ogóle Lenny mógł odwalić, że go zamknęli. Coraz czarniejsze myśli przychodziły mu do głowy i znowu musiał wstać oraz przejść się tam i z powrotem po salonie.
— Ale… jak to? Skąd wiesz? Co zrobił? — Charlie poprawił się na kanapie, patrząc z niepokojem na przyjaciela.
— Nie wiem, ten popierdolony kutas nazywający się moim ojcem zadzwonił tylko, żeby mnie powiadomić o tym, że go zamknęli… Na pewno, kurwa, zrobił to z głębokiej troski o mnie! — wywarczał Ryan, wsuwając palce we włosy. Cieszył się, że nie miał nic w dłoni, bo by tym rzucił, cokolwiek by to było.
Wizje odsiadki Lenny’ego zaczynały błyskawicznie napływać mu do głowy. Był na warunkowym. Nie pójdzie siedzieć na krótko.
— KURWA! — wrzasnął, nawet nie wiedząc, kogo mógłby zapytać o szczegóły. Ojciec się postara, by nie wszedł na komisariat, a on… nawet nie znał znajomych Lenny’ego. Nie wiedział, gdzie mieszka jego matka. Nie wiedział o jego świecie praktycznie nic i dopiero teraz uderzyło to w niego ze zdwojoną siłą.
Charlie potarł palcami po spodniach, przyglądając się przyjacielowi.
— Umm… Może to nic złego. Wiesz… ee… — Nie miał pomysłu. Nie znał się na systemie karnym.
Ryan nic nie odpowiedział, tylko wyszedł do łazienki i zamknął się w niej. Pochylił się nad umywalką, oblał twarz lodowatą wodą i spojrzał na siebie w lustrze. Jeśli Lenny coś zjebał…
Przełknął ślinę i spuścił głowę, patrząc, jak krople wody skapywały z jego twarzy na ścianki umywali i toczyły się w dół. Cały się trząsł, nie rozumiejąc sytuacji i nie potrafiąc stwierdzić, kogo ma ochotę zajebać. Czy bardziej ojca, czy swojego kochanka…

***

— To naprawdę, kurwa, nie było konieczne! — syknął Lenny zza kratki na Rogera Cartera, mrużąc wściekle oczy.
Siedział na tylnym siedzeniu policyjnego radiowozu. Był zakuty w kajdanki i właśnie, jak reszta, która kilka minut temu została zgarnięta, jechał do aresztu. On jednak miał odsunięte okienko w kuloodpornej i w dużej mierze dźwiękoszczelnej przesłonie. Mógł rozmawiać sobie swobodnie i słyszeć, co mówi dowódca nalotu.
— Nie… Ale było zabawne — odpowiedział Roger z zimnym i pozbawionym litości wyrazem twarzy. Patrzył na Mulata przez lusterko, ewidentnie delektując się tym, co uczynił. — Naprawdę, ten zdradziecki szczur jest przywiązany do twojego kutasa, bo był bardzo przerażony na myśl, że go dzisiaj nie wydyma.
— Na pewno jest bardziej przywiązany niż twoja żona do twojej nikłej parówy — odpyskował Lenny i napiął łańcuszek kajdanek. — Ale kiedy łaskawie mnie, kurwa, rozkujesz?
— Jak wejdziesz do swojej celi — odpowiedział zimno Roger.
— Zajebiście — burknął Lenny i oparł czoło o plastik dzielący go od starego Cartera. — Zadowolony chociaż, psie? Starczy wam tego, aby go udupić?
Roger wykrzywił usta, bo najwyraźniej ciężko mu przychodziło przyznanie Lenny’emu, że się spisał. Cała akcja była zresztą dobrze zaplanowana, więc widział w tym swój własny sukces. Podsłuchu pod koszulką Lenny’ego nikt nie zauważył. Hans niczego się nie domyślał. Tunder doprowadził ich do kryjówki i przez nadajnik zdobył dowody. Już nie wspominając o znalezionych narkotykach w piwnicy i zapewne we krwi całej czwórki. Tak… mieli ich w garści.
— A co ci na tym w ogóle tak zależy, co? — rzucił, zamiast odpowiedzieć na pytanie ciemnoskórego mężczyzny. — Co ty niby chcesz ugrać na udupieniu tej niemieckiej świni?
— Nie lubię Aryjczyków? — Lenny bardziej spytał, niż odpowiedział. Nie miał zamiaru tłumaczyć się temu skurwysynowi. Dość nerwów kosztowało go współpracowanie z człowiekiem, którego najchętniej widziałby martwego. I gdyby nie Ryan, to pewnie zrobiłby coś głupiego. Ale obiecał mu, że nie tknie jego ojca.
— To będziesz miał całe czterdzieści osiem godzin za kratkami, żeby sobie podumać nad sukcesem zamknięcia jednego z nich na ładnych parę latek — odpowiedział Roger ze sztucznym uśmiechem, który tak dziwnie kojarzył się z uśmiechem Ryana. Wrażenie jednak psuł zarost wokół jego ust.
Po tym, jak Lenny Tunder przyszedł do niego z propozycją udupienia szajki narkotykowej, trochę nie mógł uwierzyć, że robił to z dobrej woli, ale nie wnikał. Liczyło się złapanie tych niemieckich skurwysynów. Ale… nie miał powodów, żeby odmówić sobie możliwości zamknięcia też tego Mulata na chociaż 48 godzin, skoro prawo mu na to pozwalało.
— Nie powiem, żebym był wdzięczny za ten chujowy prezent — burknął Lenny, uśmiechając się sztucznie. — Ale to co? Powiecie im, że mnie też posadziliście? Mam nadzieję. Bo, kurwa, inaczej spierdolicie zupełnie ochronę świadka.
— Hej, ty mnie, czarny skurwysynu, nie ucz mnie, jak ja mam w pracy działać, co? Zawarliśmy umowę, na moje nieszczęście musiałeś to być ty, to dostaniesz swoje warunki. Więc teraz się tylko martw o to, by twoja pizda z tęsknoty nie poszła się puścić. Szwabska świnia pójdzie siedzieć i nie dowie się, kto ją wsypał. Tyle powinieneś wiedzieć — odpowiedział ostro Roger.
Dojeżdżali już pod areszt. Byli ostatnim radiowozem, a przed nimi jechały te z Hansem, jego naćpaną kobietą, dwójką gości i tamtym Aryjczykiem, który miał nieszczęście obserwować knajpkę Juana akurat dzisiejszego wieczoru.
Lenny przewrócił oczami i kiedy wysiedli, dał się wyciągnąć z radiowozu jakiemuś gliniarzowi. Nie protestował, kiedy prowadzili go z wykręconymi rękoma i pochyloną głową po korytarzach. Gdzieś w oddali słyszał bluzgi po niemiecku i nawet uśmiechnął się do siebie. To mu się udało. Chociaż raz psy się do czegoś przydały, a cała sprawa została rozwiązana… legalnie. Juan powinien mu za to z wdzięczności buty lizać. A nawet o niczym nie wiedział…
Po chwili Lenny został wprowadzony do małego pokoju i usadzony na krześle. Nie czekał długo, aż zwykłego gliniarza zastąpił Roger Carter. Jak on nie cierpiał tego faceta, który nie miał szacunku do kobiet, a jego kochanka traktował jak nic niewartą szmatę. Miał ochotę przez cały czas współpracowania z nim wyciąć mu flaki.
Ale urazy trzeba było schować. I zarówno on musiał to zrobić, jak i ten pieprzony gliniarz. Musieli ustalić wszystkie szczegóły operacji. Od samego początku, kiedy Carter zgodził się, że Lenny sam ich wytropi. Aż po tak debilne detale, gdzie coś mogło pójść nie tak. W którym momencie psy mają wejść. W obławie było wiele niewiadomych, a całe niebezpieczeństwo tak naprawdę policjant zwalił na Mulata. Tyle ile tylko mógł. Procedury na więcej nie pozwalały. W końcu każda sprawa, każdy ślad musiał być sprawdzony. Niczego nie mógł zignorować. Nawet, jeśli to kutas jego wyrodnego syna przynosił informację, że naprowadzi ich na gang narkotykowy, jeśli zgodzą się zgarnąć go od razu. Nie było powodów, aby się nie zgodzić. Mimo że Carter czuł w tym jakieś drugie dno.
Roger usiadł za biurkiem w bardzo niewielkim gabinecie, którego jedna ściana, obok drzwi, była cała przeszklona. Widać było przez nią, co działo się na zewnątrz, jak gliniarze chodzili tam i z powrotem z papierami. Było już bardzo późno, ale udana obława poruszyła wszystkich i nie było jeszcze czasu na odpoczynek.
— Zaraz mi grzecznie odpowiesz na wszystkie pytania — rzucił ojciec Ryana, przewracając kartki na biurku i nie zaszczycając Lenny’ego spojrzeniem. — Jak zbiorę zeznania, to zejdziesz na dół i posiedzisz sobie czterdzieści osiem godzin.
— To też nie jest konieczne — burknął Lenny, kręcąc się na niewygodnym krześle.
Naprawdę, mógłby już być rozkuty. Ten frajer przed nim zdecydowanie naciągał swoje możliwości. Irytował go, ale uspokajało go w tym wszystkich, że to, co widział i to, co się nagrało, na pewno wpakuje Hansa i część jego ludzi do więzienia. A tam już czarni się nim zajmą. Bez dowódcy, świnki już się rozpierzchną. No i Juan będzie miał spokój.
Jakiś gliniarz zdążył mu już odczepić od ciała podsłuch i zabezpieczyć nagranie, więc teraz liczyły się jego zeznania oraz dowody znalezione w domu. A jak sam widział, było tam sporo prochów, więc o to się nie martwił.
— Nie jest, ale mi się podoba, więc będzie, jak chcę — odmruknął Roger, nie skupiając się w tej chwili za bardzo na rozmowie i dopiero, kiedy znalazł to, czego szukał, uniósł spojrzenie.
— Ta, to skończmy to jak najszybciej, bo już nie mogę się gapić na tę twoją mordę — prychnął Lenny i zsunął się na krześle, na ile mógł.
Carter jeszcze coś burknął, co Lenny zupełnie olał, a potem zadał mu kilkanaście pytań. Wszystko z kartki, więc było w miarę normalnie poza tonem. Lenny jednak był jako tako do tego przyzwyczajony. Nie oczekiwał przecież, że ktokolwiek będzie się do niego zwracał „proszę pana”.
Wytłumaczył wszystko to, co wiedział, pomijając szczegóły związane z Juanem i Maurim. Byli jego znajomymi, więc martwił się o nich, a taka przynajmniej była wersja dla Cartera. Stąd też jego „nagłe” zainteresowanie Hansem. A że razem siedzieli, to go poznał, kiedy ten kręcił się w okolicy, starając się sprzedać prochy w knajpie jego kumpla. No i oczywiście, chciał spłacić swój dług wobec społeczeństwa. Lenny’emu zawsze się ten tekst podobał, dlatego teraz był nawet zadowolony, że mógł go użyć. Że odpłacał się za swoje zbrodnie z przeszłości i teraz pomagał schwytać kogoś, kto nie zszedł ze złej drogi.
— To już? Pić mi się chce. — Jęknął w końcu po ponad dwugodzinnym przesłuchaniu.
Carter już nie miał nic, o co mógłby zapytać. A jeszcze podobny wywiad szykował mu się z resztą zatrzymanych.
— Zabrać go, kurwa! — krzyknął, a po chwili do środka weszło dwóch policjantów i wyprowadzili Lenny’ego.
Czterdzieści osiem godzin z dupy. Cholera. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to. Ryan miał się nie dowiedzieć. I może nawet nie zdziwiłby się, że Lenny nie odbiera telefonu przez dwa dni… Ale nie, Roger Carter musiał do niego zadzwonić.
Cholera. Będzie burza.

31 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 143 – „Troska”

  1. 高島惺子。★★★ pisze:

    … jesteście okropne! XDDD już nawet swojego faceta uraczyłam opowieścią jak to krzywdzicie biednego Reni’ego! (Lenny po japońsku) xd
    Ale z ojca Ryana jest prostak…

  2. Shivunia pisze:

    Oshi >> Spoko, fajnie że w ogóle komentujesz ;) więc no stress.
    czytając początek twojego komentarza, myślałam przez ułamek sekundy, że jesteś zawiedziona, że jednak Lenny nie pójdzie siedzieć. Na szczęście później odetchnęłam z ulgą. Taaa… my też mamy chwile grozy XD
    Co do Rogera… facet nie ma skrupułów. I nie wiem czy jego wdzięczność jest na tyle duża, żeby był wstanie być milszym. Tym bardziej jak już po sprawie i na swój sposób osiągnął swój cel – schwytanie przestępców.
    „Musze przyznać, że Lenny wykazał się inteligencją.” – to tak fajnie brzmi. Jakby nigdy mu się nie zdarzało XD Ale fajnie że i tak zostało to zauważone ;)
    A na gniew Ryana to dosłownie może czekać z zegarkiem w ręku hehehe

  3. Oshi pisze:

    Ej, ja tu czekałam na proces, wpakowanie do więzienia na grube lata,a tu taki układ. Sprytnie xD.
    Oczywiście Roger musiał dorzucić swoje trzy grosze i zdenerwować Ryana, gdy ten spędzał miły wieczór z przyjacielem. Poza tym powinien być milszy dla Lenny’ego skoro ten pomógł mu schwytać dilerów narkotykowych, nawet jeśli miał on też w tym swój interes.
    Musze przyznać, że Lenny wykazał się inteligencją. No i oczywiście mógł to wszytko olać i żyć swoim życiem nie narażając się na podobne przygody. I gniew Ryana, który spadnie na niego w najbliższym czasie. No chyba, że da sobie wszystko wytłumaczyć.
    Ugh, musiałam troche ochłonąć i dlatego komentuje dopiero teraz xD

  4. Katka pisze:

    Floo, heheh, wszyscy się spodziewali, że skoro Roger był, to pewnie Lenny nie zawarłby z policją żadnej umowy. A jednak XD W tym chyba był największy psikus losu. Że Lenny, żeby zakończyć tę sprawę bez większej katastrofy dla swojego związku, musiał zawrzeć układ z kimś, kogo najchętniej by zabił. Cóż, życie wymaga poświęceń. A jak to się wszystko odbije na Lennym… cóż, się okaże… kiedy wróci do domu XD Ale jak sama widziałaś, zdaje sobie sprawę z tego, że może być ciężko XD A co do corn dogów, to chociaż o, taki przepis: http://smaker.pl/przepis-corn-dog,37122.html om nom nom :)

    Sharon d’Arc, czy miałyśmy ubaw, czytając komentarze z 142? No ciut XD W sensie, haha, no to nawet zabawne było, jak wszyscy myśleli, że zjebał, a tu psikus, wręcz przeciwnie, wymyślił genialny plan! Och, ale jeszcze większą radochę miałyśmy teraz, widząc Wasze olśnienie :D „Lenny inteligent myślał, że jego kochanek się nie dowie… Bitch please…” – taaaa, raczej naiwnie w to wierzył. Niestety… Zaś jeśli chodzi o Lenny’ego współpracującego z policją – niby ogólnie mówicie, że to coś nie teges, ale już z tego co pamiętam było powiedziane, że w pierdlu układał się chociażby ze strażnikami, mimo swojej oczywistej do nich niechęci. To po prostu… czyste interesy. Tu nie ma miejsca na emocje. Wykorzystać dla własnych celów, coś na tym ugrać i zakończyć współpracę. Taki jest cel i Lenny bynajmniej nie o emocjach czy uczuciach wobec niebieskich myślał :) „Na pewno czuje się jakby najgorszy koszmar okazał się po prostu rzeczywistością.” – dokładnie tak :( W końcu tego się obawiał i po to naciskał na Lena, żeby nie zbliżał się do jego ojca, żeby przypadkiem nie poszedł siedzieć. A tu się dowiaduje, że Lenny’ego przymknęli :( Nerwy w strzępkach. I w sumie racja, nawet nie zwróciłam uwagi na to, że gołąbki jako jedyne są poza tym wszystkim XD Ach, ten ich utopijny światek XD I oczywiście gratulujemy 100%! :D Brawo :D

  5. Sharon d'Arc pisze:

    Lenny! Ty idioto! Mało na zawał nie padłam przez poprzedni odcinek a potem miałam objawy choroby sierocej! A tu nagle; „Lol, żartowałem!” !! Gdyby nie pewność, że Rayan cię zabije o bym to własnoręcznie uczyniła. Z drugiej strony autorki musiały mieć niezły ubaw jak czytały komentarze ze 142… Prima Aprilis był 1 kwietnia… takie żarty sobie z czytelników robić :P
    Lenny inteligent myślał, że jego kochanek się nie dowie… Bitch please… to było wiadome, że ten stary debil nie ominie okazji, żeby dopiec synowi. To było logiczne. Komuś się chyba szare komórki wypaliły od za długiego leżenia na słońcu. No i Lenny współgrający z policją…? zgrzyt. Coś tu nie pasuje. Z drugiej strony…. potrafi wykorzystać policję do własnych celów, co sprawia, że naprawdę jest jak szef jakiejś mafii. No i biedny Rayan. Nie wie czy jego facet poszedł siedzieć za kradzież czy morderstwo. Na pewno czuje się jakby najgorszy koszmar okazał się po prostu rzeczywistością. A to wszystko przez Juana i tego drugiego. Udusić to za mało. Będą chyba Rayanowi do końca życia opłacać psychiatrę… Już sobie wyobrażam jak się kłócą… Biedni sąsiedzi. A jak się Katy dowie, że to wszystko przez jej faceta? A Jason, że Alex też miał w tym swój malutki udział? Rany, chyba tylko Charlie i Rush nie są w to zaplątani… Gołąbeczki jak zwykle zajmują się czymś innym :P
    P.S. Matura z polaka zdana na 100% :D

  6. Floo pisze:

    Ale wy jesteście wredne. Chcecie żebym zawału dostała? No co ja wam zrobiłam? Gdzieś mi tam przez głowę przeleciało jak był ten nalot „Lenny trzeba się było z kundlami zgadać” ale wtedy wszedł Roger, i stwierdziłam że Lenny by nie dał rady ugadać się właśnie z nim. A jednak! Lenny jestem z ciebie dumna (kissa w polik :*). Ale jednak nie będzie tak ładnie, kolorowo i bezproblemowo. Kochany Roger, musiał im obu krwi napsuć (on na pewno jest zazdrosny o to że oni się bzykają jak dwie pracowite pszczółki a jego żona leży w łóżku jak kłoda :P). Biedny Lenniak, co to będzie za apokalipsa. Będzie miał celibat @_@. Albo gorzej (w jego mniemaniu), Ryan będzie chciał być na górze! Buahahahahahahahahahaaaaaa!
    A tak z innej beczki, jakiś krótki ten rozdział był.

    A i jeszcze jedno, gdzie znajdę przepis na te corndogi? Musze to kiedyś wypróbować.

  7. Shivunia pisze:

    Ashia >> czeba główkować, czeba. Wiec Lenny pogłówkował ale jak zwykle w idealnym nawet planie są rysy. No bo jak nawet wypolerowane lustro teleskopu Hubble’a okazało się, że miało niedoskonałość, to jak taki maluczki Lenny mógł opracować doskonały plan. Chociaż i tak był dobry, ale nie uwzględnił w nim siły destrukcyjnej starego Cartera. Będzie burza, jak już było zauważone ;)
    A ojczulek… cóż. Mocna patologia, nie powiem. Ale w pierdlu faktycznie dostałby, nawet jakby otrzymał oddzielną cele i nadzór czy co to tam się jeszcze nie robi. Dzięki za komentarzyk ;)

    Luinlos >> Bo co mamy narzekać że mamy co czytać. To zawsze miłe jak widać, że ktoś ceni to co napisałyśmy, jakoś to przeżywa, ma własne przemyślenia. Każdy komentarz jest dobry jak już mówiłyśmy wielokrotnie. Niektóre są bardziej niektóre mniej motywujące, ale każda opinia jest dobra. Więc bardzo się cieszymy, że się zadomowiłaś. W sumie też trochę namawiamy cichociamnych aka ninja, aby chociaż czasami się ujawnili ;) Jak się okazuje, chyba nie gryziemy. Ale to już wałkowanie setny raz tematu.
    Co do nielubianych postaci. Najzabawniejsze jest to, że najczęściej pisze sama postacie których nie lubię. Swego czasu, nie byłam fanką Alberta. Kiedy spotykał się z Walterem. Mój wewnętrzny Jimmy doprowadzał mnie do depresji. Jeff szczerze nienawidzi Isaca, a nie raz też pisałam tego jegomościa. Na szczęście starego Greya już nie, ale starego Cartera jak gada z synem już tak. Ogólnie trudno nie lubić swoich postaci, ale nie raz zdarzało się pisać kogoś kogo najchętniej zabiła bym za wypowiadanie słów które piszą… witamy w wariatkowie. To się powinno leczyć XD

  8. luinlos pisze:

    „A co do fandomu – to faktycznie, zdaje się, że większość osób jest tu całkiem “zadomowionych”” — tak, tak! Ja się zadomowiłam szybko, mimo, że jestem tu oficjalnie od niedawna :)
    Zawsze jak chcę się wkręcić do jakiejś grupy ludzi to boję się, że będzie zbyt hermetyczna i że będę piątym kołem u wozu (w końcu wszyscy już tam się znają), ale jednak przez to że dziewczyny nie pozostawiają żadnego komentarza bez odpowiedzi, szybko poczułam się jak ktoś mile widziany :) No i jak inni czytelnicy się do mnie zwracają, to też jest to bardzo fajne uczucie :)
    I nikt nie marudzi, nawet jeśli wstawiam obrzydliwie długie komentarze jak mam słowotok:P

    5 nielubianych bohaterów? Cóż, zazwyczaj nie lubię tych, którzy mieszają w związkach albo ranią uczucia moich ulubieńców. Niemal wszyscy rodzice są na mojej czarnej liście (nie wiem, czy którykolwiek z Waszych bohaterów ma normalnych rodziców – no, może Lenny sprawia wrażenie przywiązanego do swojej matki. Poza tym nikt. Rodzice Rayana i Greyów nie wymagają chyba komentarza, rodzice Charliego niby teraz się trochę starają, ale jednak Charlie (biedny, słodki, wrażliwy Charlie) miał z nimi przejścia, Mike – rodzice wiecznie zapracowani i stawiający same wymagania, Jason – w zasadzie to on musiał robić za rodzica. James? Nie rozmawiają ze sobą nawet na pogrzebie. Itd. Itd…).
    Poza tym nigdy nie lubiłam Chrisa, babci Kate (babcia powinna dawać słodycze a nie podszczypywać!), Mason (nic nie poradzę że się tego człowieka BOJĘ), no i ostatnio Juan sobie nagrabił :P

  9. Ashia pisze:

    Ło, tego to się nie spodziewałam! Lenny ty sprytna żmijo! Juan, faktycznie powinien mu buty lizać. Co do Ryana, on go zajebie hahah, tak mi go żal było, ja bym na łeb dostała. Lenny serio myslał, że jak nie bd wracał przez 48h to przeszloby to gładko? Nie sądz. Nie no, ale ulga jaka na mnie spłynęła, nie do opisania, uff. Ojcu Ryana, ktoś powinien porządnie wpierdolić, albo nagrać jak mowi do syna, jak sie odnosi i wpieprzyc go za kratki, a tam jako byłego policjanta, wiadomka jakby traktowali Wiemy kto by się po mydło najczęsciej schylał prawda? ];> Teraz czekam tylko na akcje z coming outem <3

  10. Katka pisze:

    Vicious, fakt, James nie jest czarnym charakterem i już bardziej Alberta dałoby się pod to podpiąć, ale też nie do końca. Dlatego chyba czarna lista każdego z Was byłaby skrajnie inna. Och, intryguje mnie to XD Haha, a co do Isaaka, to też mamy to samo. Niby szuja, a jednak koleś bawi na swój sposób. Niestety, o starym Carterze nie można tego powiedzieć XD „to piszę już trzecią jakże-niezbędną opinię” – żadna opinia nie jest zbędna! (nienawidzę polskiego, jak jest za dużo zaprzeczeń, bo nie wiem, czy zaprzeczam, czy potwierdzam…) A co do IOI – tak, po nim wejdzie druga część ATCL :) Coś zupełnie nowego, a raczej dwa takie cosie też się pojawią, ale nie po IOI, tylko po NM ;)

  11. vvicious pisze:

    Przy mojej czarnej liście nie chodziło mi stricte o „czarne charaktery”. Jimmy jest teoretycznie postacią pozytywną, po prostu go nie lubię ;p to zresztą nie dziwne, bo postaci jest naprawdę sporo i są bardzo zróżnicowane i w większości ich charaktery są bardzo wyraziste, więc musiała się znaleźć jakaś, która mi wybitnie nie pasuje.
    A czarnych charakterów trochę jest, po prostu często cieszę się, jak się pojawiają (taki np. Isaac z ATCL – szuja jakich mało, a ja go i tak w pewien sposób lubię ^^).
    A co do fandomu – to faktycznie, zdaje się, że większość osób jest tu całkiem „zadomowionych” i to jedna z rzeczy, która tak bardzo mi się podoba w Waszym blogu :) Cały czas Was podziwiam, że macie czas odpowiedzieć na każdy komentarz, bo jest ich tu sporo (na przykład taka ja, co zamiast się czymś produktywnym zająć, to piszę już trzecią jakże-niezbędną opinię ;] )
    A jak już i tak tu gryzmolę… to spytam z racji tego, że wspominałyście, że IOI powoli się kończy – czy po tym opowiadaniu macie zamiar wznowić ATCL czy planujecie coś nowego?

  12. Katka pisze:

    Vicious, oooch, tak, Martin Grey mógłby się wpasować, ale skoro pałasz większą niechęcią do Jima i Rogera, to przydałoby się znaleźć kogoś ich godnego… XD No widzisz, to jednak trudne, ale nie wiem, czy się cieszyć, czy nie, bo powinna być równowaga i czarnych charakterów nie może brakować! „sądzę, że musicie być bardzo dumne ze swojego fandomu ^^” – dumne? Chyba tak XD Niemało pracy nas to wszystko kosztowało i kosztuje i serio bardzo, bardzo się cieszymy, że udało się nam tutaj zgromadzić sporą grupkę, a jeszcze fajniej, jak ta grupka tu z nami tak nieźle funkcjonuje. Wiesz, nie przypominam sobie, żeby były jakieś większe niesnaski itp. A sam fakt posiadania fandomu jest nikły przy tym, jak ten fandom działa. Bo wiem, że bywa różnie, ale… mam wrażenie, że jest lekko, swobodnie i przyjemnie. Mam nadzieję, że dla Was też :)

    Adela, oooch, zapisałybyśmy się w historii ewolucji języka polskiego! Zaszczyt normalnie XD Obcokrajowcy by się tak ucieszyli, musząc się uczyć kolejnej, dozwolonej formy XD

  13. vvicious pisze:

    Kurczę, chyba niechcący, ale dałaś mi zagwozdkę z tą „czarną listą” ;D 5 bohaterów których lubię byłoby łatwo mi wymienić, ale w sumie nie wiem, czy znalazłabym aż 5, których nie lubię. Są postacie, za którymi jakoś szczególnie nie szaleję, ale żeby umieszczać na tej samej liście co starego Cartera i Jimmiego to by była przesada ;p no może jeszcze stary Grey by się załapał, chociaż na tym tle to niemal facet idealny xD
    Btw teraz przejrzałam sobie inne komentarze i… RYNNA. padłam. sądzę, że musicie być bardzo dumne ze swojego fandomu ^^

  14. Katka pisze:

    Another, do tego, by byli pewni uczuć drugiego kochanka trzeba więcej ich otwartości… a z tym ciężko. Ale już chyba kilka razy było widać, że oni najwięcej mówią „w afekcie”, kłótniach itp. więc może im to na dobre wyjdzie? Cóż, się okaże. A co do przeszłości Lenny’ego, spoko, na wszystko przyjdzie czas, choć jak teraz tak się akcja zatoczyła, to już chyba i tak lepiej go poznajecie :) A postaramy się, by było więcej. „Tak czy siak, FDTS ostatnio bardzo dobrze się trzyma, ciężko uwierzyć, że ma aż tyle rozdziałów, a nadal czuć jakby było “świeże”” – Mmmmmmmmmmm! :D Osobiście uważam, ze FDTS ma swoje wzloty i upadki, ale ważne jest, by po tych zastojach i nudzie dało się ponownie odbić i sprawić, by akcja była ciekawa :D Póki się da, chyba warto to ciągnąć :)

    Adela, podejrzewam, że nie istnieje XD Boże, pamiętam, jak poprawiając NBTS usiłowałam znaleźć wszystkie „odpysknął” i zmienić na „odpyskował”. Syzyfowa praca, bo tego jest sporo i jak widać tak nam weszło w krew, że używamy nadal. Ale Szekspir mógł wymyślać setki słów, by tylko mu pasowały rymy, to my też możemy! A co!

  15. another69 pisze:

    Shiv >> heh, właśnie tak myślałam ;p Że to bardziej dla Ryana. To urocze… Widać jak im na sobie zależy. Jednak nie są na tym polu zbyt otwarci, to może przysporzyć im trochę kłopotów :/ Takie gruchanie jak u gołąbków by do nich nie pasowało, jednak dobrze by było, gdyby chociaż byli w miarę pewni uczuć drugiego kochanka.
    A Roger mnie wkurwia, ale w pewnym sensie intryguje xD Bo takimi „złymi” postaciami można ciekawie pokierować i namieszać mogą dużo, a jak już chyba tu gdzieś pisałam, nie lubię jak jest ciągle sielankowo ;p
    No i ta przeszłość Lennego też nie da mi spać dopóki nie będzie o niej coś więcej xD
    Tak czy siak, FDTS ostatnio bardzo dobrze się trzyma, ciężko uwierzyć, że ma aż tyle rozdziałów, a nadal czuć jakby było „świeże”. Oby tak dalej rybki ;p

  16. Katka pisze:

    Cannum, „O ile Alex był, to wiadomo- bez Jasona już jego postać jest taka… Niekompletna.” – może dlatego, że to tylko przy Jasonie Alex jest w pełni sobą. Więc wtedy mamy Alexa-Alexa, a nie Alexandra-Greya-Robota. No i tak, staramy się jednak to JA wsadzać nawet tam, gdzie nie muszą być, bo wiemy, jakie jest na nich parcie. Nie zawsze się udaje, ale fajnie, jak się da, z czego jak widzę potraficie się cieszyć XD „w końcu smoki to najlepsi strażnicy dobytku ^^” – haha, a to urocze stwierdzenie. Prawda! A Jason będzie bronić Alexa jak tylko się da :D Och, ale ten Alex ma dobrze…
    A robienie corn dogów też mi się podobało XD Ryan i Charlie, też lubię ich razem. Trochę są jak bracia, tak mi się wydaje. Albo naprawdę dobrzy kumple i może właśnie ta różnica charakterów pomaga im w dogadywaniu się. Charliego w ogóle nie ruszają takie rzeczy, które innych irytują w Ryanie, więc są wobec siebie dość swobodni :) Hahahah i te parówki, ooooch, wiem, to było wybitnie głupie XD Ach, faceci… wszystko się im kojarzy! (nie, żeby dziewczynom nie… XD)
    A z Rogerem to przyjebałaś! Ten fragment mnie powalił: „Doprawdy, jedynym jasnym punktem jego egzystencji jest to, że jakimś cudem udało mu się spłodzić Ryana.” XD No widzisz, coś mu się udało w życiu! A teraz jeszcze do plusów jego egzystencji można dodać zamknięcie Hansa i spółki.
    Och, w ogóle ta rozkmina na temat osobowości Ryana… Ogólnie się zgadzam, bo tak, miał wiele samozaparcia i chyba godności na tyle, by jakoś się bronić przed przyswojeniem sobie tych wszystkich obelg, jednak z tym „być normalnym człowiekiem.” to już gorzej XD Tzn. to też kwestia tego, jak rozumie się „normalny”. Bo tak, nie jest żadnym psychopatą ani nic w tym stylu, jednak masa jego zachować, cały jego światopogląd, opory, przesada w wielu kwestiach to właśnie skutki takiego wychowania. Dużo by się na ten temat rozpowiadać, ale myślę mimo wszystko, że byłby „normalniejszy” (och, jak ja nie lubię tego słowa XD), gdyby nie miał takiego ojca. Ale, ale! Słusznie zauważone, że obecność Charliego i Mike’a zrobiła swoje. Obaj prezentują raczej moralne i dobre zachowanie (mówię raczej, bo zdarzają się ekscesy, ale to tak jak każdemu), więc mimo takiego wychowania, nie znalazł sobie „złego towarzystwa”. To dużo daje :)
    A co do tej decyzji Lenny’ego i czy podjął ją sam – to jeszcze wyjdzie, ale tak, właściwie to nikt o tym nie wie. I jak ktoś ładnie napisał, jak teraz patrzę to Another69, to było dla niego jedyne rozwiązanie, które nie godziło za bardzo w jego związek, a więc zrobił to dla siebie i Ryana. Ciężko było tu wymyśleć coś innego, co nie narobiłoby więcej szkód.
    I TAK, im bardzo ciężko przychodzi rozmawianie o uczuciach. Więc to może być, ech, spore utrudnienie w tej sprawie. Im w ogóle rozmawianie na poważne tematy i problemy ciężko przychodzi, bo tu nie trudno o kłótnię XD Ale… wszystko się okaże za 48 godzin (przynajmniej dla nich XD).

    Vicious, „Roger Carter jest jedyną postacią w Waszych opowiadaniach, która wkurza mnie bardziej niż James Peterson ;p” – haha, czarna lista! Ej, serio, śmiesznie by było, jakby każdy czytelnik napisał np. 5 osób ulubionych i 5 na czarnej liście XD Aż ciekawa jestem, jakie wnioski by z tego wypłynęły :) Może się kiedyś uda zrobić XD „Przełknąć dumę i dogadać się z policją to jedno, ale dogadać się z NIM…” – nooo! Jeszcze tam chuj policja, ale stary Carter… Uch… Nie ja piszę Lenny’ego, ale chyba jestem w stanie sobie wyobrazić, że wiele go to musiało kosztować. W ogóle widzę, że jak wszyscy jechali po Lenniaku i jego głupocie ostatnio, to teraz dostaje same plusy! :D Hehe, jak to jednak dobrze znać wszystkie okoliczności. A kłótnie Lenny’ego i Ryana… a wiesz, nawet Ci się nie dziwię, bo też uważam, że mają w sobie coś elektryzującego i jakoś zawsze seks po nich się dobrze pisze XD Ciekawe czemu, haha. Ach, ten buzujący testosteron… :)

    Tess, nawet nie masz pojęcia, jakie byłyśmy uchachane, kiedy czytałyśmy komentarze pod poprzednim rozdziałem i jedynie w Twoim był ten prawdziwy, trafny domysł XD Więc należy Ci się medal XD Bo widzę, że ludkom to przeszło przez myśl, ale pamiętam, że jedynie Ty to zauważyłaś głośno. „do tego wyjdzie jeszcze na bohatera…” – awww, powinien dostać czerwone, obcisłe gatki i pelerynę…! Albo nie, lepiej nie… XD Niemniej, zgadzam się. Ładnie się poświęcił, wszystko rozwiązał ok… poza poinformowaniem o tym Ryana XD A Rogera… chyba nikt nie chciałby spotkać takiego kolesia. Nabić na pal to mało :(

    Adela, hehehe, ładna konkluzja XD Ciekawe, jakby Ryan zareagował na taką „ripostę” do myśli.

  17. Shivunia pisze:

    Tigram >> Już, już. Kolejny za 3 dni więc wiesz, nie tak długo. Rozdział standardowy, ale nie mam przecież co o tym mówić. Trzymamy się swoich ram. Chyba tak jak ty swojego zawrotnego tempa czytania XD
    A co do numeru. To ma. Wiesz, mimo wszystko są bliżej niż np Alex z Lennym. Chociażby przez to, że łączy ich Rush.

    Cay >> Ooooch, od razu człowiek czuje się lepiej jak widzi, że „coś” jakaś „nieznana siła” wyciągnęła cichociemnego czytacza z cienia. Witamy więc gorąco i serdecznie ;) I jeśli tak ryczysz… znaczy z tego powodu, to też czujemy ulgę, że nie zawiodłyśmy czytelnika . Mamy nadzieje, że jeszcze się do nas odezwiesz i … Proszę bardzo ;) Smacznego ;)

    Shinu >> Kochasz kochasz innej opcji nie ma ;) I nie mamy tendencji, to… to naturalne. Nic się nie zmienia chyba już od jakiegoś czasu, więc hahaha nie jest to tendencja. I nie wiem czy jakby dało się to leczyć, to było by dla was na plus. W końcu, trochę emocji musi być :D
    I nie była to farsa, to był zmyślny plan Lennego, który dla dobra ogółu zdecydował się podjąć taki a nie inny plan. A że wy o nim nie wiedzieliście, oj, wiele jeszcze jest niewiadomych. Wiele. O to w końcu chodzi. Co to za radość czytania kiedy już zna się zakończenie?
    Niemniej, cieszy nas bardzo, że poczułaś ulgę na to, że Lenny nie jest idiotą XD Albo, że jest bezpieczny. Chyba że Ryan go zabije. Ale to już przyjemniejsza śmierć.
    Tam złe istoty, złe kobiety XD i bardzo agree z „team Rynna”. Nawet nie ma co tego ukrywać XD

    Mocca >> Ojtam ojtam XD Może nie fizyczny… może XD

    Luinlos >> Jestem naprawdę pod wrażeniem długości komentarza. Cały aż mi się nie mieści za jednym razem XD Ale do rzeczy.
    No już teraz jest bezpiecznie. Teraz nie ma realnego zagrożenia…. jest tylko małe zagrożenie w postaci armagedonu made by Ryan. I chyba nie jest to aż tak małe zagrożenie. To jak zareaguje Ryan i jak bardzo Lenny „odpowie” na jego złość… no dużo może się wydarzyć.
    A co do domyśleń, to faktycznie. Ciężka abstrakcja, aby ktoś taki jak Len, który ma podobną awersje do policji jak jego kochanek, z własnej woli szedł na ugody. Z drugiej strony, nie była to jedyna opcja, ale… na pewno najbezpieczniejsza. Chociaż nie znaczy to jednocześnie, że przyjemna. Oczywiście gratuluje intuicji ;)
    Zaręczam cię, że Ryanowi też serce skacze na to co przeżywa. A ten zacytowany przez ciebie kawałek. Ta… jest bardzo gorzki. Z drugiej strony, Lenny nie za bardzo o czym ma mówić Ryanowi. W sensie, o matce nie może i nie chce. Może bardziej to drugie. Z osobami z pracy ma tyle kontaktu, co w pracy. Nie są to jego znajomi. Za dużo czasu spędził w pierdlu, aby na wolności mieć jakiś kumpli. Dlatego też spotyka się z towarzystwem Ryana. Ale co też widać po tych relacjach, Lenny nie jest duszą towarzystwa. Tak czy inaczej, masz racje. Ryan nie miałby za bardzo z kim się kontaktować ;/ trochę smutne.
    Uuuu… Lenny dostanie XD a to niby wg Charliego to Ryan jest tym obijanym i w ogóle pod presją brutalnego partnera. A to Ryan będzie się wyżywał na Lennym wg ciebie XD Okrutne. Biedny Lenny. Chciał dobrze, a wyszło jak zawsze. Dobrze, że nie gorzej. Wtedy to serio Ryan by go zadusił… albo dołączył do niego za próbę morderstwa na nim XD ok, bredzę
    A czy lepiej by było jakby powiedział. Pewnie tak… ale kto wie. Może Ryan by mu nie pozwolił i zostali by nadal z tym samym problemem. To takie gdybanie. Ale fajnie, że je nam przedstawiasz. Tak samo jak teorie jak uda im się pogodzić i jaki plan powinien Lenny obrać.
    Musze ci tylko przyznać, że sama miałam, pisząc Lennego, mocnego stresa przed tą rozmową ;)
    Dzięki za miłe słowa odnośnie różnorodnych postaci. Staramy się. Bo aż dziwnie jest jak ktoś jest do kogoś za bardzo podobny. To… mierzwi podczas pisania.
    A nad Ryanem trochę faktycznie się poznęcamy przez te 48h W końcu on tak FAJNIE reaguje. Uwielbiam jego reakcje, więc nie mogłam pozwolić aby to nie zostało napisane. A Juan…. jeszcze jakby coś chlapnął. Uuuuu… ostro by było.
    „Lenny, masz odemnie +20 punktów za to, że potrafiłeś sie poświęcić (a przynajmniej swoją dumę) i rozwiązać sprawę bardzo, bardzo rozsądnie. Masz jeszcze -5 za to że nie powiedziałeś nic Rayanowi ani nikomu kto by mógł Rayana uspokoić.” – ale jest na plusie 15 punktów. To dobrze, to dobrze. I to co kto wiedział… też wyjdzie. Najbliższe dni dość dokładnie będą opisane. Mamy nadzieje przynajmniej XD.
    A wakacje… boshe, to przypomina mi o sesji i tym jak bardzo w czarnej dupie (nie tak pozytywnie jak chciałby Ryan od czasu do czasu) jestem z praca magisterską ;/

    Yaoistka >> Jest spontaniczny, ale jakby nie miał głowy na karku, to nie miałby tak wysokiej pozycji w wiezieniu. Mimo pozorów, to bardzo mądry facet, tylko „czasami” podejmuje złe decyzje.

    Marta >> No, tajemnica rozwikłana. Teraz tylko stres na rozmowę z Ryanem. Nie wiem co gorsze hehehe stary czy młody Carter XD
    A JA… ne, chyba nie tak późno. Przynajmniej nie wszystko tak PÓŹNO. Tak mi się przynajmniej wydaje jeśli pamięć mnie nie oszukuje. Natomiast konfrontacja… taa… już jesteśmy ciekawe waszej opinii ;)

    Another >> Też miałam wrażenie, że krótki, ale to dlatego, że tyle się działo. Rozdział standardowy ilościowo więc pochłonęłaś go jak dobry deserek XD (jakie porównanie hahaha sorrka)
    Wszystkiego w rozdziale się zawrzeć nie da, ale też dlatego, że teraz naglących spraw nie brakuje to są własnie dwa rozdziały pod rząd. Ku zdrowotności czytelników ;) I może naszej, bo nas nie zamordujecie a napiszecie takie ładne długie komentarze ;) Och, jak ja staram się odpowiedzieć i odnieś się do wszystkiego, ale bym napisała wypracowanie XD
    Ale ale… bo się rozgadałam o niczym.
    Corn dogi… na dzień dobry oczywiście jako „znawczyni” nie miałam zielonego pojęcia co to jest. Ale pokochałam je za myśli Charliego i Ryana odnośnie ich… ehem, potrzeb. W ogóle starałyśmy się pokazać zwyczajność wieczora, i to jak łatwo może być to zepsute przez pewnego… jegomościa. Który NIE musiał tego robić. Roger nielubi swojego syna i jest to mało powiedziane, ale… czy jest bezwzględnym człowiekiem tak w 100% Cieżko powiedzieć, bo znamy go tylko z jednej strony. Tej gdzie odreagowuje na tym czego nie rozumie i nie toleruje – czyli na Ryanie. Albo na reżimie jaki panuje w domu. Trzeba jednak pamiętać, że Rose sama za własne pieniądze nie kupiła by tego domku gdzie mieszkają teraz Rynna. I gliną też nie jest najgorszym. Lubi swoją prace. Poświecą się jej na tyle aby iść w układy z Lennym, którego uważa za wroga publicznego nr jeden bo „jebie jego … nosiciela nazwiska”. Roger, jest też jakoś złożoną postacią, ale szczerze, jesteśmy subiektywne, bo pokazujemy go tylko oczami jego otoczenia, a nie jego samego. Więc to takie cytowanie człowieka tylko w ten najgorszy sposób.
    A warowanie ojca pod drzwiami… nie wiem jak sobie to wyobrazić… ale wizja… mocna. Chociaż prędzej to ktoś inny by warował, aby tylko stary Carter się nie dowiedział.
    Dzięki za słowa uznania odnośnie zaskoczenia. Wg nas to też jest ważne, aby nie wszystko było jednoznaczne i wyjaśnione od początku. Zresztą, co to by była za sprawiedliwość, jakbyście wy już wszystko wiedzieli, a Ryan się męczył. Też musieliście odczuć na własnej skórze trochę jego… rozedrgania.
    „Ciężko uwierzyć, że Lenny to zrobił, że aż tak potrafi schować swoją dumę do kieszeni i iść umawiać się ze znienawidzoną przez siebie policją. I to dla… Juana? „… szczerze. Wszystko się zgadza, ale… dla Ryana. Jakby Lenny był sam, nie miałby nikogo, to nie szedłby się ugadywać z policją. Nie myślał by o zabezpieczeniu, tylko zwyczajnie poszedł na spontan, wdał się w jakaś potyczkę z Hansem… nie wiadomo jakby się to skończyło, ale na pewno tyle by nie kombinował, tak bardzo się naginał, swojej dumy przekonań, aby zrobić to dla Juana. Są kumplami. Lenny jest mu winien wieeeele przysług. W pewnym sensie Lenny czuje zobowiązanie według Latynosa, a nie tylko przyjaźń jako taką… ale ugadanie się z Rogerem Carterem było definitywnie dla Ryana. I dla siebie. Aby coś się nie spierdoliło i ich nie rozdzieliło.
    A o kłamstwach już nie wspomnę. W tej kwestii, nieźle się Ryan z Lennym zgrali. Obaj nie lubią kłamać. Dlatego dobrze to było załatwić jak najszybciej. I najbardziej gładko.
    O Ryanka też się martwię. Ale jednocześnie z Kat jesteśmy sadystkami. Bo nie dałyśmy rady mu tego oszczędzić. Lennemu w sumie też. To takie… krzywdzenie w miłości hahaha Natomiast jeśli chodzi o brak wiedzy na temat życia Lennego. Luinlos trochę o tym pisałam. Lenny mało ma swojego życia, więc to się ciut pogłębia to nie mówienie. Ale dobrze ujęłaś te „życie w życiu Ryana” To bardzo trafne. Bo Lenny odcina się w ten sposób od przeszłości.
    I taaaa… burza. Ciekawe tylko jaka ;) „Lenny musiał wytrzymać tyle ze starym, wściekłym Carterem, ale to nic, bo za dwa dni spotka młodego, wściekłego Cartera!” hahahaha PIĘKNIE powiedziane!
    ” spełnia się wszystko co chciałam” ShiKatTales jako złote rybki hahaha ;) Dzięki za miłe słowa

  18. Adela pisze:

    „Ryan, który osobiście nie miał pojęcia, jakby znosił fakt, że jego kochanek musi co jakiś czas wracać do rodzinnego domu, by przelecieć swoją narzeczoną”
    Alex „przelecieć” to mógł co najwyżej Atlantyk samolotem…

  19. Tess pisze:

    Ha! Ha!
    Mam ochotę krzyknąć na cały dom : WIEDZIAŁAM! Ale napiszę to tu : WIEDZIAŁAM! Po prostu wiedziałam. Cieszę się, że moje domysły chociaż raz nie minęły się z prawdą. I fajnie, że Lenny zgadał się z policją. Facet ma łeb na karku i doskonale to rozwiązał, do tego wyjdzie jeszcze na bohatera… Super, naprawdę super.
    Szkoda mi tylko Ryana. Chłopak sobie włosy wyrywa pewnie z nerwów, co wcale nie dziwne. Roger… Ja pieprzę, pisałam już chyba kiedyś coś podobnego, ale drugiego takiego złamanego chuja w życiu nie widziałam i szczerze nie chcę.
    Zajebiście, że za trzy dni kolejny rozdział *q*

  20. vvicious pisze:

    O matko, dobrze, że się wyjaśniło, ale co się nadenerwowałam, to moje. Roger Carter jest jedyną postacią w Waszych opowiadaniach, która wkurza mnie bardziej niż James Peterson ;p
    Wprawdzie w poprzednim odcinku jak wpadła policja, to moją pierwszą myślą było właśnie, że Lenny się z nimi dogadał – mimo jego niechęci do policji wydawało mi się to logicznym rozwiązaniem, ale jednak jak pojawił się drogi tatuś Ryana to zwątpiłam. Przełknąć dumę i dogadać się z policją to jedno, ale dogadać się z NIM… cóż, Lenny ma u mnie plusa za taką lojalność wobec przyjaciół, a Juan to naprawdę powinien mu lizać buty.
    No i biedny Ryan ;c na jego miejscu bym chyba zeszła na zawał i coś czuję, że po tych 48 godzinach wybuchnie prawdziwa burza (ale w zasadzie lubię ich kłótnie, pod warunkiem, że kończą się w łóżku – oby i tym razem tak było ;D )

  21. Cannum pisze:

    Ech. Mam za dużo przemyśleń na raz i muszę się mocno ogarnąć, żeby ten komentarz miał ręce i nogi ;)
    No, to lecimy po kolei. Wspominałyście, że dopisywałyście wątek JA do odcinka, żeby tacy wytęsknieni psychofani jak ja mogli choć przez sekundę poczytać, co słychać u ich ulubionego paringu. Wieeeeeeeeeelkie dzięki Wam za to! O ile Alex był, to wiadomo- bez Jasona już jego postać jest taka… Niekompletna. Nie wspominając już, że ogólnie bez Jasona jest smuuutno. Cieszę się razem ze smoczyskiem, że swój skarb ma już na wyłączność- w końcu smoki to najlepsi strażnicy dobytku ^^
    Robienie corndogów czytało się baaardzo przyjemnie. Lubię więź Charliego i Ryana, szczególnie ze względu na to, że mimo znacznej różnicy charakterów są dobrymi przyjaciółmi. I ta ich rozmowa…
    „I teraz w każdą zagłębiał się długi patyk… Miękko i gładko… — Brakuje mi seksu — wypalił.
    Ryan obejrzał się na niego, chwilowo zapominając o parówce, którą chwycił. W porównaniu do kutasa Lenny’ego, którego podczas masturbacji zdarzało mu się trzymać, była naprawdę cieniutka.” – skoro czytając to, moją zewnętrzną reakcją było parsknięcie do monitora, to wierzcie mi, w środku kulałam się ze śmiechu :D Lenny, pogratulować^^. A że jestem w trakcie spożywania śniadania, gdzie mam w kanapce parówkę skrojoną w plasterki, to hm… Prawie się poplułam :D EPIC.
    No, dobra, a teraz…
    Nosz, co za, kurwa, chory, jebany, masochistyczny, pierdolony skurwysyn! I tak, jeżeli ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości, której postaci dotyczy ta krótka, acz treściwa charakterystyka, to potwierdzam: mowa o niejakim Rogerze Carterze. Doprawdy, jedynym jasnym punktem jego egzystencji jest to, że jakimś cudem udało mu się spłodzić Ryana.
    Ryan musi mieć bardzo mocny charakter i wiele samozaparcia, żeby mimo dorastania w takiej rodzinie być normalnym człowiekiem. Pewnie ma na to też wpływ przyjaźń z Charliem i Mikiem, ale tak czy siak wiele musiał wycierpieć znosząc tego chuja przez część swojego życia.
    Pomysł Lennyego na pozbycie się Hansa w legalny sposób. Hm. Wyczuwam tu doradztwo Alexa. Tunder to cwany człowiek, wie, jak sobie w życiu ze wszystkim poradzić, ale do tego planu musiał zasięgnąć porady, żeby samemu się nie wpakować w kłopoty z prawem. Prawda?
    Podziwiam go za to, że z własnej woli przyszedł do człowieka, którego nienawidzi, żeby pomóc piedołowatemu kumplowi. Mam wrażenie, że jak Ryan pozna wszystkie fakty (o ile pozna…), to Juan zacznie szukać przyjaznej kryjówki w Meksyku ^^
    Biedny Lenny. Nie dość, że musiał znosić obelgi tego gnojka, dostał dwie nocki odsiadki, to jeszcze czeka go awantura w domu. Boje się, czy Ryan w ogóle będzie chciał wysłuchać wszystkiego do końca. Gdyby tu chodziło o sam fakt narkotykowej afery z Hansem, ale mocno na nastroje wpłynął starszy Carter. Dodatkowo chłopakom ciężko przychodzi rozmawianie o czuciach. O ile ich okazywanie jest dość intensywne, to o zwykłe ‚boje się/martwię się o ciebie’ i inne rzeczy będzie trudno.
    Dobrze, że dałyście sondę. Jest gorąco i większość zdążyłaby zjeść paznokcie, zanim upłynęło by 9 niemiłosiernie długich dni :)

  22. another69 pisze:

    Wow, nie wiem czy ten rozdział jest taki krótki, czy przez dużą ilość ważnych informacji tak szybko się czytało. Jakoś nie przeszkadza mi, że nie było braci, bo myślę, że to było jednak ważniejsze i bardziej naglące,,,
    Początek rozdziału był przyjemny, ale wiedziałam, że dąży do czegoś ważnego. Jeny, nawet nie wiecie jak się śpieszyłam żeby przebrnąć przez smażenie corn dogów i dotrzeć wreszcie do czegoś o Lennym! Telefon od ojca i reakcja Ryana była na tyle fajnie opisana, że mnie też przeszły dreszcze i byłam wściekła na ojca Ryana.

    Ojca… Dziwnie mi się myśli, że nie m w nim ani grama miłości, albo chociaż trochę szacunku do syna. Rozumiem, jest zły itp. Ale nie ma ludzi całkiem złych. Każdy z tych „złych” uważa siebie za kogoś dobrego, po prostu jest wierny temu co myśli i dąży do jakiś swoich (wg nas chorych) celów. Ale jednak w tym wszystkim każdy człowiek ma uczucia, a ojciec Ryana wydaje się być złożony tylko z nienawiści i dużej dawki przekleństw. Zastanawiam się czy będziecie prowadzić jego postać tą drogą dalej, czy może pokażecie w jakimś rozdziale jego drugą twarz. Nie mówię, że nagle ma być wspaniały czy pisać wiersze, albo hodować gołębie na dachu xD Ale czy pokaże chociaż kawałek swojego „nieskurwysyństwa”. heh, wymyślam nowe słowa.

    Parę nocy zajęło mi rozmyślanie jak Lenny wybrnie z tej sytuacji, już sobie wyobrażałam nawet jak pod nadzorem ojca wchodzi do jakiegoś specjalnego pokoju z Lennym gdzie mogą się pieprzyć, a ojciec waruje pod drzwiami jak pies, którym jest jako tako xD

    Na szczęście wybrnęłyście z tego bardzo dobrze. Jednocześnie, nie opisując jak wcześniej Lenny „dogaduje się” z policją (jeśli można to tak nazwać), dałyście nam więcej stresu, ale też moment zaskoczenia, a o jest jak najbardziej dobre, przynajmniej dla mnie ;p Tak jak w życiu nienawidzę niespodzianek, tak w książkach je uwielbiam. Nienawidzę jak jest całkiem przewidywalnie ;p

    Ciężko uwierzyć, że Lenny to zrobił, że aż tak potrafi schować swoją dumę do kieszeni i iść umawiać się ze znienawidzoną przez siebie policją. I to dla… Juana? Jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Ale może w jakimś sensie zrobił to też dla siebie i Ryana. Przez tą całą sprawę i on mógł pójść do więzienia, jeżeli znaleźli by go na nagraniu, a poza tym, im dłużej się to ciągnęło tym więcej kłamstw musiał wygadywać Ryanowi, a przecież tego nie cierpiał. Chciał mieć to z głowy, a tym sposobem udało mu się i nie grozi mu więzienia, no, pomijając te 48 h. Ale kogo to obchodzi skoro wszyscy są bezpieczni? Mam nadzieję przynajmniej.

    Biedny Ryan, teraz musi czekać dwa dni. Gdyby chociaż wiedział o co chodzi, ale taka niewiadoma to horror dla kochanka. Przecież on może myśleć, że Lenny już nigdy nie wróci, albo za parę miesięcy czy lat. Nie wie za co siedzi, na ile i co jest grane w ogóle. A to jak opisałyście, że tak naprawdę nie wie nic o Lennym, było smutne, bo prawdziwe. Lenny tak jakby żyje w życiu Ryana. Znaczy, jak spotykają się z kumplami, to z Ryana, a nie Lenny`ego. Ryan nigdy na oczy nie widział matki Lennego, nawet o niej ni słyszał za dużo. Nie zna adresu i nie ma do kogo zadzwonić, by o niego zapytać.

    Założę się, że gdy Lenny wróci, Ryan zadba o to, żeby wiedzieć wszystko. Na pewno ten wątek będzie rozwinięty, bo taka sytuacja pokazała Ryanowi, że po prostu musi wiedzieć o nim więcej. No i zapowiada się na poważną „burzę”. Heh, Lenny musiał wytrzymać tyle ze starym, wściekłym Carterem, ale to nic, bo za dwa dni spotka młodego, wściekłego Cartera! Nie mogę się doczekać.

    I spełnia się wszystko co chciałam *,* Pojawił się znowu ojciec Ryana, zaraz pojawi się siostra, bo będzie rodzić, a do tego za jakiś czas na pewno będzie więcej o Lennym. Jestem w niebie dziewczyny!

    A do tego teraz będę czekać na kolejny rozdział nie 9, a zaledwie 3 dni xD

    Coś pięknego ;p

    Dobra, idę do szkoły bo się spóźnię. Do następnego rozdziału ;)

  23. Marta696 pisze:

    ECH dobrze że chociaż wyjaśniła się sprawa lenny.Nie podejrzewałam że tak to rozegra.Brakuje mi JA.Znając was to pewnie o nich poczytamy 11 czerwca,no bo teraż bedzie konfrotacja braciszków z rodzicami.

  24. Yaoistka^^ pisze:

    omg… no niezłe informacje tutaj wyszły, a ja myślałam, że Lenny jest …. bardziej spontaniczny?

  25. luinlos pisze:

    Ok.
    Ok.
    To był pierwszy rozdział od dawna, który pozwolił mi pod koniec odetchnąć z ulgą, i mimo, że burza między Rayanem a Lennym się dopiero rozpęta, to jednak jest mi dobrze na myśl, że przynajmniej sprawa z Hansem jest zamknięta.
    Wiecie co?
    Przeszło mi przez myśl, że Lenny może ugadać się z policją, ale szybko uznałam to za dość absurdalny pomysł, ponieważ wszędzie powtarzało się, jak bardzo nienawidzi psów. Więc uznałam, że to raczej nie leży w jego naturze. Ale to była jedyna opcja by nie rozdzielać Lennyego i Rayana więziennymi kratami na długi czas! Moja szczątkowa intuicja istnieje!
    Ok, ten rozdział przyniósł mi wielką ulgę, więc nie będę marudzić, że nie było Jasona i Alexa.
    Chociaż serce mi się ściska na to, co teraz Rayan przeżywa.
    Przecież on go kocha i tak strasznie się martwi teraz :(( O jejku, dotarło do mnie że on go KOCHA.

    To trochę okrutne, że my wiemy już że z Lennym wszystko jest ok, a Rayan tam teraz siedzi w łazience cały w nerwach.
    I ten kawałek:
    „Ojciec się postara, by nie wszedł na komisariat, a on… nawet nie znał znajomych Lenny’ego. Nie wiedział, gdzie mieszka jego matka. Nie wiedział o jego świecie praktycznie nic i dopiero teraz uderzyło to w niego ze zdwojoną siłą.”
    jest taki prawdziwy i gorzki.
    Jakby coś się stało Rayanowi, to Lenny mógłby obdzwonić co najmniej kilka osób by wybadać sytuację, a Rayan jest zupełnie bezradny w tym momencie :(
    Jak wyjdzie na jaw jak wyglądała sytuacja, to przeciez Rayan chyba zacznie dusić Lennego za to, ile nerwów mu przyspożył. Myślę, że najpier przytuli Lennyego a jak się dowie z jakiego to powodu i że przed nim to zataił to mu przywali – i to wszystko będzie uzasadnione i w afekcie:P
    Jeśli Lenny by mu powiedział co planuje, to by wiedział na czym stoi i czego można się spodziewać. A nie – telefon – niespodzianka od ojca.
    Myślę, że jedyną opcją by ugłaskać Rayana jest to, żeby powiedzieć, że z troski o przyjaciół i o swoje własne bezpieczeństwo (by nie trafić do paki i załatwić to legalnie) Lenny schował dumę do kieszeni i ugadał się z kimś kogo mocno nienawidzi.
    A to jest OGROMNE poświęcenie, zwłaszcza dla kogoś, kto jest dumny i przekonany o swojej wartości.
    Och, czasami zadziwia mnie, jak bardzo różnych bohaterów potraficie dobrze opisać. Od takiego Lennyego i Masona którzy są władczy i zdecydowani aż po uległego i wrażliwego Charliego i kluskowatego Jamesa. Jestem pełna podziwu, szczerze :)
    Nie moge się doczekać konfrontacji Rayan – Lenny. Tak będzie tyle emocji! Cała masa stresu skupiona na Rayanie jakoś będzie musiała znaleźć ujście. Tylko, żeby on biedny nic nie zrobił przez te 48h :(
    Szkoda mi trochę Charliego – on sobie zupełnie nie umie radzić w takiej sytuacji (tak mi się wydaje). Powinien zadzwonić po Mike’a albo Jasona. Oni potrafią z troche większym dystansem i spokojem podchodzić do pewnych rzeczy.

    Mam też nadzieję, że Rayan nie pogada z Juanem, bo skoro Juan nic nie wie o planie Lennyego, to moze tylko dolać oliwy do ognia i bardziej zestresować chłopaka.
    O jejku, mam słowotok.

    I przeżywam to co się z Rayanem dzieje.

    Lenny, masz odemnie +20 punktów za to, że potrafiłeś sie poświęcić (a przynajmniej swoją dumę) i rozwiązać sprawę bardzo, bardzo rozsądnie. Masz jeszcze -5 za to że nie powiedziałeś nic Rayanowi ani nikomu kto by mógł Rayana uspokoić. Mogłes przeciez powiedzieć Jasonowi, albo zapytać Alexa czy to dobry pomysł – no cokolwiek byle by był ktoś kto przez te 48h da jakieś konkretne informacje twojemu facetowi… I nic mnie nie obchodzi, że liczyłeś na to, że sprawa wcale nie wypłynie. Jakieś awaryjne wyjście powinieneś stworzyć. O!
    W każdym razie i tak jesteś teraz u mnie na plusie.
    Zobaczymy jak rozegrasz sprawę z tłumaczenia się z tego wszystkiego Rayanowi… :P

    Heh, nie wiem jak długi musiałby być kolejny rozdział by była w nim rozmowa Rynny, seks Alexa i Jasona oraz rozmowa z rodzicami blondasów :P

    Haha, liczę na to, że wakacje rozpoczniemy bardzo miłymi rzeczami – w końcu to będą wielkie powroty (miejmy nadzieję), więc liczę na czułe powitania Gołąbków, namiętne chwile Smoka i Królowej i seks na zgodę i ukojenie nerwów Rynny :D

  26. Shinu pisze:

    Ja nie wiem, dziewczyny, czy tym rozdziale was bardziej kocham, czy nienawidzę normalnie ! Jesteście okrutne imacie jakieś dziwne tendencje do torturowania czytelników – to może być poważne, lepiej to sprawdźcie! (xD) Jak, ja się pytam, JAK mogłyście mi to zrobić?! Po poprzedniej czesci prawie został ze mnie strzępek z tych wszystkich nerwów, a tu się okazuje, ze to zwykła farsa! Że Lenny choć raz nie jest tepym idiotą i zrobił coś dobrze, że jest bezpieczny, że wróci sobie do Ryana, ten mu tylko zrobi awanturę, ale tak to wszystko będzie w porządku. Serio, az musiałam przestać czytać na chwilę, kiedy wyszło na to, że Lenny współpracował z policją. Nawet nie wiecie jaki mi kamień z serca spadł, jak odetchnęłam z ulgą, jak prawie krzyknęłam na cały dom „TAK!” więc powstrzymałam się do tryumfalnego uniesienia ręki w górę xD.
    Nie wiem, czy kiedykolwiek wam to wybaczę. Złe istoty z was, bardzo złe! ;D

    A ojciec Ryana mnie wkurwia, to oczywiste, chyba nie trzeba o tym nawet pisac, ale potem byłam już tak szczęśliwa, że Lenny jest bezpieczny, że nawet nie zwracałam uwagi na jego przytyki. Team Rynna! xDD

  27. cay pisze:

    Witam, tu jeden z cichociemnych czytaczy.
    Chcę tylko napisać, że poryczałam się z ulgi.
    Dziękuję za uwagę. I za FDTS. I za całą resztę.
    <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s