In Out In – 20 – Wyjątkowe miejsca

Wiadomość była krótka, ale treściwa. „Witaj, Al. Może… pączki? Walter.”.
Albert aż się do siebie zaśmiał, czytając ją. A jednak ten jego James nie był taki cudowny. A on, cóż, miał okazję, aby jeszcze raz zobaczyć Waltera.
Odpisał, ruszając spokojnie do kawiarenki. „Gdzie i o której?”.
Wiadomość zwrotną otrzymał od razu. „Za pół godziny, tam gdzie zwykle? Albo jutro o tej samej porze.”
Albert znowu uśmiechnął się specyficznie pod nosem. Walter go bawił swoim zachowaniem. „Pół godziny? Co ja, goniec jestem? Masz szczęście, że mam blisko.” — odpisał i zawrócił, by pokierować się do wyjścia z biurowca. Jeszcze krzyknął do rudzielca, który dziś jedynie zajmował się roznoszeniem plotek, że się trochę spóźni i wszedł do windy.
Przejazd do tamtej pamiętnej kawiarenki, z którą wiązał masę wspomnień, nie zajął mu zbyt wiele czasu. Zjawił się tam przed umówioną godziną i zdążył nawet zamówić sobie filiżankę kawy, nim przez oszklone drzwi do środka wszedł Walter Mason.
Musiał również mieć przerwę na lunch w pracy, bo ubrany był bardzo elegancko, w czarny, gładki garnitur, granatowy, wąski krawat i wypastowane buty. Do tego włosy miał nienagannie zaczesane na bok, a żaden kosmyk nie wymykał się z tej starannie zrobionej fryzury.
Rozejrzał się chwilę za Albertem, a gdy tylko go dostrzegł, uśmiechnął się lekko. Uniósł dłoń, dając mu znak, że zamówi wpierw pączki i podszedł do wysokiej lady. Oparł się o nią łokciami, ledwo dostrzegalnie i zapewne niespecjalnie wypinając przy tym tyłek.
Albert zlustrował go spojrzeniem już bez takiej trwogi o to, co robi, jak te kilka lat temu. Zmienił się i wiedział o tym doskonale.
Poczekał spokojnie na Waltera, a kiedy ten podszedł do stolika, zagadał pierwszy.
— Czyżbyś stęsknił się za wspomnieniami?
Prawnik uśmiechnął się kątem ust i postawił przed nim talerzyk z dwoma, różnokolorowymi donatami. Dla siebie miał taki sam. Na kawę musiał zaczekać.
— Hm… może trochę — odpowiedział, zajmując miejsce naprzeciwko i przyglądając się twarzy swojego dawnego kochanka. — Wyrwałem cię z pracy?
— Miałem przerwę. Inaczej bym nie wyszedł, aby lecieć i się z tobą spotykać — odpowiedział Albert ze spokojem, sięgając po jednego donata. — I co za zaskoczenie… Pamiętasz, które lubię. — Uśmiechnął się drwiąco i zaczął jeść.
— Ciężko zapomnieć, gdy jadaliśmy tu co tydzień. — Walt sięgnął po takiego z polewą czekoladową. — Ta kawiarenka wydaje mi się taka „nasza”. Chyba każdy ma kilka takich miejsc, które mają dla niego specjalne znaczenie. — Uśmiechnął się przyjaźnie do Alberta, nim ugryzł słodki wypiek.
— A ty z tym swoim chudzielcem masz takie… swoje miejsce? — zainteresował się dziennikarz, chcąc jednocześnie wybadać teren. Walter, czy by chciał, czy nie, nadal mu się podobał.
— Al… James nie jest „chudzielcem” — mruknął prawnik i dopiero przełknął kęs.
Cały czas patrzył na byłego faceta, analizując wszelkie zmiany, które w nim zaszły. Sam też nie wiedział, dlaczego chciał się z nim spotkać. Tam, w sklepie, Albert wydawał mu się naprawdę… zły na niego, zły na cały świat. Może chciał się przekonać, czy jednak nie jest inaczej, lepiej? Albo by udowodnić sobie, że rzeczywiście dobrze zrobił, że teraz jest z Jamesem, a nie z nim. Nie był pewien.
— Ale nasze miejsce… — podjął. — Ciężko powiedzieć, wychodzenie z Jimmy’m razem jest dość ograniczone. — Zaśmiał się cicho. — Miło wspominam jednak pewne miejsce nad jeziorem w Minnesocie, gdzie go poznałem i wybraliśmy się razem na wieczorny spacer.
— Jedno miejsce. — Albert fuknął z rozbawieniem pod nosem. — To szalejesz, widzę — drażnił się z nim. — Ale chyba nie spotkałeś się tu ze mną, aby o nim rozmawiać, hm? Albo mnie przekonywać, jakiego masz teraz cudownego faceta.
Walt zaśmiał się lekko, a do ich stolika podeszła drobna kelnerka i postawiła przed nim podwójne espresso. Kiedy prawnik grzecznie podziękował, a ona się oddaliła, zwrócił się do rozmówcy.
— Sam mnie o niego zapytałeś. I nie mam zamiaru cię do niczego przekonywać. Po prostu… — zamyślił się, upijając łyczek kawy — od tamtego spotkania myślałem o tobie i chciałem się spotkać, by jakoś zatrzeć… to negatywne wrażenie po tamtej rozmowie. Naprawić kontakt. — Wzruszył ramionami. — Nie chcę być twoim wrogiem — dodał, patrząc mu w oczy.
Albert uśmiechnął się pod nosem.
— Nie chcesz być moim wrogiem… A ktoś twierdzi, że jesteś? Czy może ty się tak czujesz? Walter, ja po prostu cię nie trawię za to, co mi zrobiłeś. To nie jest jakaś odwieczna walka dobra ze złem. Nie jesteśmy po przeciwnej stronie barykady.
Przez twarz prawnika przeszedł cień, a w jego oczach od razu pojawił się smutek. Był zawsze tak ekspresyjny, że każda zmiana była widoczna na jego twarzy. Szczególnie w oczach, które zawsze błyszczały radością. Gdy te iskierki gasły, cała postać Walta wydawała się zupełnie inna.
— Trzy lata cię zdobywałem… Ciekawe, ile musi ich minąć, byś mi wybaczył — rzucił mu lekki, dość wymuszony uśmiech, skupiając się na swoim pączku.
Albert wzruszył ramionami i napił się kawy.
— Na pewno trochę. Chociaż nie jest tak źle. Nie rozumiem jednak nadal twoich intencji, wiesz? Mam wrażenie, jakby to była taka… zabawa w kotka i myszkę. Albo zwykły eksperyment na żywym organizmie.
— Ciężko mi mieć wobec ciebie obojętne uczucia, Al. Byliśmy razem, mamy jakąś swoją historię i wspomnienia. Lepsze i gorsze. Ciężko mi po prostu… zapomnieć. — Walt westchnął, nie dodając, że James mu w tym nie pomagał, gdy porównywał się do jego byłego kochanka.
Albert uśmiechnął się specyficznie i przechylił do przodu, opierając łokcie o blat stolika, przy którym siedzieli.
— To w takim razie miło słyszeć, że nie tylko mi. Coś wspominasz wyjątkowo dobrze?
Walt zaśmiał się i zadumał, z wyrazem głębokiego skupienia.
— Mhm… Pamiętam, jak poszliśmy do tego starego kina, gdzie wyświetlali klasyki, na „The Wild One” z Brando. Tylko dlatego, że kochasz motory. Ale dobrze było obejrzeć to razem… mimo że już z szósty, czy siódmy raz. — Zaśmiał się w końcu na wspomnienie tego wieczoru.
Albert uśmiechnął się znowu.
— No proszę, jakie ładne wspomnienia nosisz. I jakie miłe, przyznaję. W ogóle, jak już jesteśmy przy tym, to kupiłem w końcu motor.
Walt uniósł brwi i pokiwał głową z uznaniem.
— Gratuluję. Zdążyłeś go jakoś nazwać? — zażartował, uśmiechając się do niego i zabierając za drugiego pączka. — W każdym razie widzę, że się pniesz… Motor, ciekawa praca… jeszcze tylko brakuje jakiegoś modela i gwiazdy porno w jednym, który robiłby ci codziennie obiady.
— Nie szukam takiego. A poza tym na jednym przystojnym i bogatym się zawiodłem, więc może teraz powinienem lokować uczucia gdzieś indziej. Chociaż codzienne obiadki brzmią dobrze. — Albert zaśmiał się, patrząc cały czas uważnie na Waltera. Nie chciał, ale nienawidził go za to, jaki był przystojny.
— Cały czas wbijasz mi kolejne szpile. — Walt odpowiedział śmiechem, chcąc jakoś zmienić ten temat w żart, by nie czuć w tym momencie wyrzutów sumienia. Z drugiej strony, widząc teraz Alberta takiego ciętego, twardego i niezastraszonego, przekonywał się, że ten jednak sobie radzi. W jakiś wyjątkowo pokrętny sposób ta złośliwość go uspokajała. — Jak tylko masz okazję, to mi wypominasz.
— Korzystam z okazji, póki ją mam — odpowiedział młodszy mężczyzna z szerszym uśmiechem. — W sumie, myślałem, że się już nie zobaczymy. Mimo że to jedno i to samo miasto. A już na pewno, że się nie odezwiesz.
— Wyszło dość spontanicznie. Wiesz, nadal pracuję z Anne — odpowiedział Walt, rzucając mu wymowne spojrzenie, bo wiedział, jak ci się dobrze dogadywali. Czasami lepiej niż on sam z Albertem, co dość często było niepokojące i nieprzyjemne. — Jakoś zszedł nam temat na ciebie i napisałem. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Choć… pewnie chciałeś już całkiem zamknąć mnie w etapie swojego życia, o którym nie chcesz pamiętać.
Albert dłuższą chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. W międzyczasie patrzył cały czas na twarz Waltera pewnie, bez rumieńców na policzkach czy niepewności.
— Trochę tak… trochę nie — odparł w końcu, a prawnik poczuł przy swojej kostce stopę drugiego mężczyzny.
Drgnął na szczęście dość niewyczuwalnie, ale w duchu miał nadzieję, że ten gest był przypadkowy. Dlatego też nie zwrócił na niego uwagi, tylko oblizał palce po drugim donacie i sięgnął po kawę.
— Hm, czyli nie nienawidzisz mnie aż tak bardzo, by nie móc na mnie patrzeć. — Zaśmiał się znad kubka.
— Ciężko nie móc nie patrzeć na tak przystojnego faceta, zapiętego pod krawat i wypachnionego niczym z kampanii reklamowej perfum — zadrwił Albert i odchylił się na krześle do tyłu, a jego noga wyraźniej zetknęła się ze stopa Waltera. — Więc jak, powodzi ci się dalej?
Prawnik oblizał usta, wciąż czując na nich słodycz wypieku. Czuł się dziwnie. To tylko zetknięcie się, zupełnie przypadkowe, ale miał wrażenie, że jest mu tak niezręcznie teraz wobec Alberta, jak ten kiedyś czuł się, gdy sam robił podobne gesty.
— Tak, jest bardzo dobrze. I w pracy, i w związku. Czego mógłbym chcieć więcej? Chyba jedynie zalegalizowania małżeństw homoseksualnych we wszystkich stanach.
— To czemu jeszcze nie pojechaliście gdzieś i nie nosisz ślicznej, złotej obrączki? Nie mów, że tak bardzo jesteś związany ze stanem, że czekasz, aż tu zalegalizują — Albert mówił dalej ze spokojem i trochę zadziornym uśmiechem, jednocześnie nie odsuwając nogi. Skoro Walter tego nie robił, czemu on miałby? Może nie było u niego tak idealnie w związku, jak sam mówił.
Walt uśmiechnął się lekko do siebie z jawnym rozmarzeniem.
— Niedługo będzie nasza pierwsza rocznica związku. Jestem pewien tego, na czym stoję… i myślałem już o oświadczynach — przyznał, unosząc wesołe spojrzenie na swojego byłego kochanka. Miał nadzieję, że nie ranił go tym, co mówi, ale uznał, że skoro Albert sam ten temat pociągnął, to mógł mówić. — Chciałbym, żeby to było wyjątkowe. Jimmy lubi podróże, może więc w jakimś niezwykłym miejscu… — Aż się przy tym zamyślił, wyobrażając sobie, jak cudownie by było, gdyby James odpowiedział „tak”.
Albert się skrzywił, ale tylko na chwilę. Był opanowany i starał się to za wszelką cenę utrzymać.
— Ta… Można było się po tobie czegoś takiego spodziewać. Coś wyjątkowego. Domek w górach albo inne takie romantyczne, wyjątkowe miejsca. Chociaż, przyznaję, że jestem zaskoczony, że mimo tak wielkiego zauroczenia jesteście jeszcze nadal na kocią łapę.
— Mówiłem ci już, że James nie jest out, więc… nie jestem pewien, czy by się zgodził na ślub, mimo tego, co do mnie czuje. — Walter westchnął z troską, powoli dopijając kawę. — A jak twoje podejście do tego tematu? Zmieniło się trochę, od kiedy się nie widzieliśmy, czy wciąż uważasz, że małżeństwo homoseksualistów jest grzeszne? — zapytał z ciekawością.
Albert westchnął ciężko i w końcu zabrał nogę.
— Nadal uważam, że to jest coś, co nie powinno w ogóle się zdarzyć, że łatwiej by było, gdyby Pan nie nałożył na nas tego piętna… jednak jeśli chodzi o całe te małżeństwa… Lepiej, aby ludzie, jak już muszą tak żyć, żyli z jedną osobą, a nie zachowywali się rozwiąźle, wiedząc, że żadna umowa ich nie obowiązuje.
Spojrzenie, które Walt w nim ulokował, pełne było jakiejś dziwnej dumy czy uznania, a sam prawnik westchnął i odstawił filiżankę.
— Zmieniłeś się — rzucił, czując, że dobrze zrobił, spotykając się dzisiaj z byłym kochankiem. Wspomnienie, jakie ten po sobie pozostawił po spotkaniu w sklepie, było bardzo ponure i negatywne. Teraz widział, że mężczyzna był… sobą. Na pewno w jakiś sposób wciąż czuł się zraniony, ale to chyba nie zdominowało jego aktualnego życia. Tak przynajmniej wynosił z jego sposobu bycia i miał nadzieję, że ma rację.
— Musiałem, skoro mnie do tego zmusiłeś — odparł Albert, nie zostawiając swoich ciętych ripost w stosunku do Waltera. Jednocześnie zastanawiał się, czy faktycznie już w ogóle nie ma szans w jego oczach. I same takie myśli kłóciły się z jego światopoglądem. Zdrada była czymś paskudnym, nieważne czy uczyniona kobiecie, czy mężczyźnie. Jednocześnie jednak… czuł się lepszy od tego całego Jamesa i… zazdrościł mu, że Walter tak ciepło o nim mówił.
— Mam nadzieję, że kiedyś nie będziesz miał mi tego za złe… — odpowiedział ciszej Walt, po czym zerknął na drogi zegarek na nadgarstku. — Przerwa na lunch się kończy. Pozwól, że zapłacę za rachunek i będę wracał do pracy, hm?
— Moja też, więc nawet jakbym chciał, nie powiem, że nie — Albert przeciągnął się na swoim krześle i dopił kawę. — I możesz płacić, niech twoje dobre serce i umiejętność zarabiania będą na korzyść dla mojego portfela i tutejszej obsługi. — Zaśmiał się, wstając w końcu i zabierając kurtkę i kask.
Walt odpowiedział szerokim uśmiechem i podążył do kasy, żeby uiścić kwotę na rachunku. Gdy tylko to zrobił, schował portfel do wewnętrznej kieszeni marynarki i poczekał przy wejściu na byłego kochanka, żeby z nim wyjść i chociaż zobaczyć jego maszynę.
— Chodź, pochwalisz mi się, co to nabyłeś — rzucił, gdy ten do niego doszedł.
— Jasne. Nawet nie myśl, że by cię to ominęło — odparł Albert z pewnym siebie uśmiechem i wskazał mu kierunek, samemu ruszając do swojego BMW.

*

Rudowłosa sekretarka prawnika Waltera Masona właśnie weszła do pomieszczenia, w którym zwykle rezydowała i postawiła przed Jamesem na stoliczku parującą kawę z mlekiem.
— No, wybacz, że tak musisz siedzieć. Walt powinien zadzwonić, że się przedłuży. — Wywróciła oczami i powróciła na wysokie krzesełko za swoim kontuarem. Ubrana była jak zwykle nienagannie, idealnie dostosowując się do eleganckiego wnętrza poczekalni przed gabinetem.
— Nie szkodzi. Poczekam. — James uśmiechnął się do kobiety przyjaźnie. Nie przeszkadzało mu czekanie, jak już był tutaj. Najgorzej zawsze było mu się zdecydować, czy chce tu w ogóle przyjeżdżać i się plątać. — Ma coś ważnego teraz?
— A wiesz, nawet nie wiem. Tak nagle mi oznajmił, że ma przyjść jakiś facet z nowymi dowodami w jego wiodącej sprawie i tyle wiem. — Anne wzruszyła ramionami, poprawiając sobie włosy. — Ostatnio coś dużo ma na głowie, nawet lunchu nie ma czasu ze mną zjeść.
— Och… — James lekko posmutniał. — To… myślisz, może dopiję i sobie pójdę? Nie chcę mu przeszkadzać — zasugerował, jak zwykle woląc się uchylić w cień. Był tym typem człowieka, który wolał poczekać na swoją kolej, nawet jak ta miała nie przyjść.
— Daj spokój, zaraz skończy, przecież to nie może trwać wiecznie. — Anne zerknęła na drzwi wiodące do gabinetu, a potem znowu na Jamesa, lekko się uśmiechając. — Ale jak się wam w ogóle wiedzie? Dalej tak spokojnie, czy jakiś krok naprzód i myślicie o adopcji? — zażartowała lekko.
James od razu zarumienił się, co nawet według Anne było strasznie urocze.
— Nie myślimy… — mruknął pod nosem. — I… no, chyba spokojnie. Nawet — dodał, ale nie wspomniał, że przez to, że ostatnio wpadli na Alberta i cały czas o nim myślał, był bardziej nerwowy. Bo przecież nie wiedział, czy Walter nie myśli także o nim, ale cieplej niż on sam.
— Oj, wybacz, tak się droczę. Walt w życiu by dzieci nie chciał. — Kobieta zaśmiała się, popatrując na niego swoim sympatycznym wzrokiem. — I czemu „nawet”? Nie chcę się wtrącać, to taka ciekawość z mojej strony, ale Walt ostatnio też coś marudził i tak wiesz…
Nauczyciel spojrzał na nią pytająco, marszcząc lekko brwi.
— Obawiam się… że nie wiem.
— Wspominał, że wpadliście na Alberta, więc się martwił potem… że ty możesz się martwić… — Anne ściągnęła brwi w skupieniu. — Kombinował, jak to w ogóle jakoś naprawić, żeby jakoś klarowniej tę sytuację ogarnąć. Spotkał się z nim i rozmyślał godzinami, co zrobić, żebyś się do niego nie porównywał. — Uśmiechnęła się serdecznie. — Ale według mnie jesteście zupełnie inni, więc nie ma nawet co.
James zrobił trochę większe oczy, patrząc na sekreterę z niepokojem.
— Znaczy… spotkał się z nim? Raz? — spytał, a w żołądku aż go ścisnęło. Walter nic mu nie powiedział, że widział się ze swoim byłym.
— Yyy… — wyrwało się kobiecie, która chyba właśnie zauważyła, że coś palnęła. — No… raz. Na… pączkach? — spojrzała jeszcze na Jamesa z nadzieją, że ten rzuci czymś w stylu: „Ach! Tak, tak, wiem, opowiadał”.
— Och… — wyrwało się Jamsowi, który od razu spuścił wzrok i napił się kawy. — Dziękuję, że mi powiedziałeś — dodał, uśmiechając się do siebie smutno.
— Chyba nie powi… — Anne już zaczęła, ale przerwał jej dźwięk otwieranych drzwi z gabinetu Walta.
Wyszedł z nich dość rosły mężczyzna w białym garniturze, który pożegnał się dość mrukliwym „do widzenia” i tak szybko zniknął, jak się pojawił. Anne tylko zdążyła stwierdzić, że przy jego posturze James wyglądał jak zastraszona myszka.
Następnie z gabinetu wyszedł sam Walt, który na widok swojego kochanka uśmiechnął się promienne.
— Jimmy! Wybacz, że tak długo — przeprosił od razu, podchodząc do niego i całując na powitanie w policzek.
— Nie szkodzi — James odparł odruchowo, siedząc z ponurą miną dalej tak, jak siedział. — Tylko… chyba… nn… nieważne. — Pokręcił głową i napił się jeszcze łyczka kawy. Był jakoś zdołowany. Czemu Walter mu nie powiedział, że widzi się ze swoim byłym? I to jeszcze na pączka się z nim umawiał. Tak jak kiedyś, z tego co Walter mu opowiadał.
— Hm? Jedziemy do domu, co? — Walt uśmiechnął się do niego i podszedł do wieszaczka, na którym miał swój cienki płaszcz. Uchwycił równocześnie jakieś dziwne, porozumiewawcze spojrzenie swojej przyjaciółki, ale nie bardzo zrozumiał, o co chodzi.
— Mhm. — James skinął głową i dopił kawę. nadal jednak siedząc na swoim miejscu z kurtką za plecami.
Gdy prawnik już się ubrał i sięgnął po swój neseser, popatrzył na niego z coraz większą konsternacją.
— Jimmy. Idziemy?
— Mhm — odmruknął znowu i wstał, by założyć kurtkę. Kiedy już miał zbliżyć się do Waltera, zatrzymał się i spojrzał na niego. — Dlaczego nie powiedziałeś, że się z nim spotkałeś?
Anne przełknęła ślinę, mruknęła coś w stylu „ja muszę do łazienki” i wyszła z pomieszczenia. Walt spojrzał za nią wręcz szczenięco, a potem skierował pełne niepokoju spojrzenie na swojego partnera. Od razu domyślił się, o kogo chodziło.
— Nie chciałem cię martwić. To było niezobowiązujące spotkanie, na prostej, niedwuznacznej płaszczyźnie — od razu zaczął się tłumaczyć.
— To dlaczego nie mogłeś o tym chociaż wspomnieć? — James patrzył na niego z zaciętością w oczach, która była aż nietypowa dla niego, dla jego niemal wiecznie ufnych oczu.
— Jimmy… Przecież ty i tak cały czas myślisz o nim i o mnie, jakby ten etap nie był zamknięty, jakby… to było jakieś zagrożenie dla ciebie. Nie chciałem, żebyś się dodatkowo martwił… — Za to spojrzenie Walta było bardziej maślane i spokorniałe.
— Powtarzasz się. A teraz… — James oblizał usta i na chwilę je zacisnął. — Teraz dopiero mam się czym martwić. Że… umawiasz się z nim i trzymasz to przede mną w tajemnicy. Abym się nie martwił? Czy abym po prostu nie wiedział?
Walt poczuł, jak serce bije mu coraz szybciej w jakiejś dziwnej panice. Pokręcił głową i chwycił kochanka za dłoń.
— Nie umawiam się z nim! Raz się z nim widziałem, by… sam nie wiem, by zobaczyć, czy rzeczywiście moje olbrzymie wyrzuty sumienia miały sens! James, to tylko jedno spotkanie, nie ma nic między nami! — powiedział żywo.
Nauczyciel chwilę nie odpowiadał, patrząc na kochanka ciężkim spojrzeniem.
— Wyrzuty sumienia… — powtórzył i znowu na chwilę uciekł spojrzeniem. Tylko na moment. — Ja… — zaciął się, bo nie wiedział, co powiedzieć.
Nie chciał, aby Walter spotykał się z Albertem. Czuł się od niego gorszy, ale jednocześnie nie chciał stracić na jego korzyść kochanka. Nie chciał mu go oddawać. Ale nie mógł ot tak mu powiedzieć, że nie chce, aby się z nim spotykał. Jakby to wyglądało? Jak paniczna próba zatrzymania kogoś przy sobie.
— Kochanie…? — Walt mocniej ścisnął jego dłoń, oczekując jakiejś reakcji. Bał się, co mógł myśleć James. Że go zdradza? Nie mógł na to pozwolić!
James pokręcił głową i zabrał dłoń od kochanka, znowu się wycofując.
— Możemy jechać do domu. Chciałbym… pomyśleć. Nie chcę powiedzieć czegoś, czego bym później żałował — mruknął pod nosem, myśląc jednocześnie, co może zrobić i jak powinien zachować się w tej sytuacji. I nawet jeśli przesadzał, to nie mógł tego ot tak sobie teraz bagatelizować, a potem nagle wyskoczyć z pretensjami do Waltera, jeśli jego obawy i przypuszczenia się nasilą.
— Nie… — Walt mruknął bardziej stanowczo i odwrócił do siebie jego twarz, a raczej uniósł ją za podbródek. — Znowu za dużo wymyślisz i wyjdą ci jakieś obawy o coś, co nie miało miejsca. Kochanie, nic między mną a Albertem nie ma. Zrozum, że nie potrzebuję niczego więcej, niż mam z tobą!
James skrzywił się i odsunął.
— To skoro wiesz, że za dużo myślę, to czemu nie jesteś ze mną szczery? Nie mogłeś mi powiedzieć? Wytłumaczyć od razu, a nie… jak teraz. Abym dowiadywał się, że za moimi plecami spotykasz się ze swoim byłym, o którego tak się starałeś? — jęknął. — Ja… ja naprawdę… — znowu uciął, bo nie chciał po raz kolejny uskarżać się, jak bardzo nie rozumie, czemu Walter jest z nim, a nie z kimś na jego poziomie.
Prawnik sapnął i spuścił wzrok, coraz bardziej mając wrażenie, że mu duszno. Wreszcie, kiedy uniósł na Jamesa spojrzenie, chwycił go za ramiona i przyparł do ściany obok.
— Boję się o to, co jest między nami. James… codziennie myślę o tobie milion razy, o naszej przyszłości… Ale zawsze mam wrażenie, że ty nie jesteś pewien. Czuję się… jakbyś w każdej chwili miał odejść, bez jakiegokolwiek powodu czy słowa… I boję się iść dalej — cały czas mówił z dużym rozemocjonowaniem, patrząc intensywnie w oczy kochanka. Ale teraz, na koniec posmutniał i szepnął: — Czemu mi nie wierzysz…?
James spuścił głowę i zasępił się. To nie była wina Waltera, że mu nie ufał. Tylko jego, że nie czuł się kimś dostatecznie dla niego dobrym. Dlatego też, mimo że bardzo chciał przy nim być, nie umiał myśleć o sobie jako o stałym partnerze na dobre i na złe. Czuł się trochę jak środek zastępczy czy chwilówka, do której po prostu Walter się przyzwyczaił.
— Ja… nie chcę odejść — wyszeptał pod nosem. — I… po prostu nie… umiem w siebie wierzyć.
— Nie wiem, co z tym zrobić… — wydusił prawnik, opierając czoło o jego ramię i oddychając ciężko. Przy tym cały czas opierał ręce po bokach jego ciała na ścianie.
— Przepraszam… — wydusił cicho James, stojąc bez ruchu ze spuszczonymi wzdłuż ciała rękoma.
Walt nic nie odpowiedział, trwając tak przez chwilę. Myślał intensywnie o tym wszystkim. Począwszy od tego, jak zabrał Jamesa z Saint Paul, jak zaczęli być razem, przez to jak podarowali sobie prezenty na święta, jak zaczęli zbierać na wyjazd… Myślał o tym wszystkim, co wyobrażał sobie jako ich przyszłość. A to wszystko było teraz zamazane przez niepewność Jamesa.
I naraz, gdy jego myśli zatrzymały się na tym, o czym rozmawiał z Albertem, czyli na poproszeniu o rękę Jamesa, co strasznie chciał uczynić… aż uniósł wzrok na twarz kochanka. Wcześniej wydawało mu się to nierealne. Właśnie dlatego, że nauczyciel mógłby odmówić przez to, jak niepewnie się z nim czuje. Teraz jednak Walt był pewien, że James chciał z nim być, to nie to uczucie było dla niego niejasne. A skoro martwił się tym, że to on, Walt, nie jest jego pewien… to czy klęknięcie przed nim i poproszenie go o rękę nie byłoby właśnie znakiem, że tego pragnie? Nie dałoby to Jamesowi jasno do zrozumienia, podkreślając te wszystkie słowa, że już nie ma odwrotu od ich związku? Że naprawdę, już zawsze będą razem…?
Gwałtownie wcałował się w usta kochanka, przyciskając go swoim ciałem do ściany.
James stęknął w jego wargi, robiąc jednocześnie większe z zaskoczenia oczy. Nie mogąc za bardzo się ruszyć, tylko złapał kochanka za boki, za skraj ubrania i poddał się bez oporów pocałunkowi. Uwielbiał tego mężczyznę i przez to, co do niego czuł, nie widział u niego wad. Jedynie w sobie je dostrzegał, więcej niż powinien.
Pocałunek trwał zadziwiająco długo. Jakby Walt chciał ustami przekazać mu całą swoją miłość. A gdy tylko przerwał, odsunął się kawałeczek i przyciągnął do siebie kochanka w pasie, przytulając go do siebie strasznie mocno.
— Kocham cię… — szepnął mu do ucha. — I udowodnię ci to!
James stęknął krótko, ale także objął Waltera. Oparł brodę o jego ramię, czując się dziwnie ciężki i winny.
— Mmm… przepraszam. Wiem… ja tylko… poczułem się… zaniepokojony, że mi nie powiedziałeś i… nie powinienem tak reagować. Przepraszam.
— Nic się nie stało, kochanie. Masz rację, powinienem ci powiedzieć. Ale nie myśl już o tym, hm? — Delikatnie pogłaskał nauczyciela po plecach. — Chodźmy do domu, kochajmy się cały wieczór i o tym zapomnijmy, hm?
James od razu zarumienił się na policzkach, ale zamruczał potakująco. Co by nie mówić, pragnął, aby Walter go chciał. W taki czy inny sposób i jak najczęściej. Nawet po sprzeczce.
Prawnik uśmiechnął się i odsunął się, by móc pocałować go w czoło. Gdy ujrzał, jaki ten jest zarumieniony, jego spojrzenie zrobiło się jeszcze czulsze. Nie powiedział jednak nic więcej. Ujął kochanka za dłoń, sięgnął po upuszczony neseser i wyciągnął go z biura.

22 thoughts on “In Out In – 20 – Wyjątkowe miejsca

  1. Katka pisze:

    Another, „I chyba każda parka tu ma po prostu coś takiego, co się każdemu z nimi kojarzy ;p To fajne :)” – mhm, meeega fajne, choć ryje mózg czasami, kiedy kojarzy się już WSZYSTKO XD Ale i tak to jest zabawne XD

  2. another69 pisze:

    Heh, tak mi się z tym Shanem skojarzyło, bo kiedyś w NBTS byłą o tym wzmianka ;p Że też ja to pamiętam jeszcze xD I chyba każda parka tu ma po prostu coś takiego, co się każdemu z nimi kojarzy ;p To fajne :)
    I co mam poradzić, czasem trzeba po nim pojeździć xD Ale i tak go lubię ;p

  3. Katka pisze:

    Another, och, James zdecydowanie by tak nie odpisał Waltowi! Zupełnie inna osobowość i chyba nawet by się nie przemógł, żeby wystukać taką odpowiedź na klawiaturze, a co dopiero wysłać. Albert za to robi to w pełni świadomie i z premedytacją XD A to, że Waltowi podobają się obaj, a jednak są tak skrajnie różni… no cóż, tak bywa, a tym bardziej, jak się nie ma do końca sprecyzowanego typu. Każdy z nich dawał coś Waltowi, czego temu brakowało najwyraźniej :) W przypadku Jamesa wciąż daje.
    „Heh, a Walta dopadła karma.” – taaaak, haha, to był jeden z celów tejże sceny. Takie… Walt, zobacz, jak to jest. Tak naprawdę mimo wyrzutów sumienia, ciężko mu wyobrazić sobie, jak może się i mógł się czuć Albert. Więc taka namiastka chyba dobrze mu zrobi :)
    Hahaha, w ogóle tak czytam, co piszesz dalej i takie „o, dobre porównanie do pań psycholog i pedagog”, po czym czytam porównanie do Shane’a-mechanika-bez-auta i wybuch śmiechu XD Prawda! Bardzo, bardzo trafne! Życie zawodowe czasami nie ma żadnego, dosłownie żadnego przełożenia na życie prywatne :D Shane i Walt dobrym tego przykładem, hehehe.
    No i fajnie, że rozumiesz Jima. Walt popełnił duży błąd, tym bardziej jak mówisz, te pączki, to takie jego i Alberta… i James nagle się dowiaduje, że zrobili powtórkę. No… to dość dołujące :( Snif, ale trzeba wierzyć, że Waltowi uda się w końcu sprawić, by James wierzył, że naprawdę nic mu nie zagraża jako pozycji partnera Walta. Jedynego. Btw te pączki… weź, to tak jak teraz ostatnio te corn dogi w FDTS. Jak Shiv do mnie wpadła na majówkę i byłyśmy w knajpce, gdzie jadłyśmy corn dogi, to chyba nie muszę mówić, o kim myślałyśmy XD To już takie małe przywary. Ale, ale, dzięki temu pączki są jeszcze słodsze! XD
    „Raz pokazał, że jest facetem i zapytał wprost ;p” – haha, oj, jaki uroczy, subtelny pojazd po Jamesie XD
    Poooozdrowionka!

  4. another69 pisze:

    „A jednak ten jego James nie był taki cudowny” oj wredny Al, wredny. Ale pewnie też bym tak pomyślała…
    Gdy przeczytałam „Pół godziny? Co ja, goniec jestem? Masz szczęście, że mam blisko.” od razu pomyślałam, że nie wyobrażam sobie, żeby nasz Jamesik tak Waltowi odpisał. Chyba nawet w najgorszym dniu nie dałby rady. Zastanawiające jak bardzo różnią się ci dwoje, a jednak Waltowi spodobali się obydwoje (wow, nawet nie czuję jak rymuję).

    Heh, a Walta dopadła karma. Pamiętam jak kiedyś krępował Albercika tymi swoimi gestami i tekstami, a teraz rolę się odwracają i to Al tu rządzi. Widać, że w tej rozmowie to on trzyma karty.
    Biedny Al sam wystawia się na ciosy mając tą nikłą nadzieję, że Walt jednak mógłby zdradzić z nim Jamesa. Mimo że jak napisałyście, nie pochwala zdrad, to widać że raczej by nie odmówił… A Walt niby z nim rozmawia, ale gdy schodzą na Jamesa to od razu się rozmarza i mięknie. Albo twardnieje… Ale to w innych okolicach.

    Ah! Te sekretarki-paply… W wielu filmach takie się znajdą i tu też taka jest xD Lubi sobie pogadać przy kawce i czasem coś palnie. A mówiłam, żeby Walt powiedział Jimmiemu… Oj durny. Niby prawnik i to dobry, a tutaj okazuje się, że znowu nic nie przemyślał. Ale to czasem się zdarza… To jak psycholożki albo panie pedagog w szkołach, które na co dzień radzą jak się dzieci powinno wychowywać i są po to by w szkole porządek jako taki z nimi robić, a zwykle swoich nie potrafią dobrze wychować. Albo coś jak Shane, który był mechanikiem a nie miał auta xD Tak samo Walt popełnia głupie błędy, zamiast przemyśleć dokładnie sposób działania i zachować się odpowiedzialnie.

    No i nie dziwie się, że James źle się poczuł. Pączki to była taka wspólnota między Waltem a Albertem. Znaczy, tak często się kłócili, mieli inne poglądy, ale to taka ich wspólna rzecz i wspólne chwile. Pewnie też dużo miłych wspomnień. Ogólnie to do końca życia chyba pączki będę kojarzyła z tą właśnie parką. Dla Jamesa to jak nóż w plecy. Każdy by się wkurzył, albo zdołował, a szczególnie to uczuciowe i bezradne stworzonko ;p

    „Anne przełknęła ślinę, mruknęła coś w stylu „ja muszę do łazienki” i wyszła z pomieszczenia. ” heh, nabroiła a teraz ucieka ;p

    I myślałam, że Jamesik będzie ukrywał że wie i się użalał nad sobą, ale na szczęście nie. Raz pokazał, że jest facetem i zapytał wprost ;p To dobrze. Taki tygrysek co udaje lwa xD

    No i końcówka urocza oczywiście ;p Nie mogę doczekać się ich seksiku, jednak nadal myślami jestem przy FDTS, dlatego ciężko mi tu nawet skomentować, bo nie mogę się skupić xD

    Pozdrawiam :)

  5. Katka pisze:

    Ashia, haha, och, domyślam się, że spora część postukałaby się po głowie na to określenie Alberta – „kociak” XD Z niego to taka mała żmijka plująca jadem bardziej wychodzi, hehehe, ale, ale…! Fajowsko, że widzisz w nim coś więcej i dajesz radę wyciągnąć z jego postaci takie plusy :D Bo niewątpliwie, jak każdy człowiek, poza swoimi wadami ma też zalety i mamy nadzieję, że uda się ich więcej pokazać w swoim czasie :) (no, z uwagi na fakt, że opko już zbliża się do końca małymi kroczkami, to nawet całkiem niedaleko do tego XD). I w ogóle dochodzę do wniosku, że takie… zostawianie postaci jako singla przez dłuższy czas ma swoje niewątpliwe plusy, jak chociażby to domyślanie się, jaki może być jego partner. Kto mógłby mu pasować i jakie reakcje i zachowanie u danej postaci by wywoływał. To serio jest genialne, gdy tak piszesz, co może wg Ciebie się wydarzyć :D No i jesteśmy mega ciekawe, czy uda się jakoś zaskoczyć. A jeśli tak, to chociaż pozytywnie XD
    Och, a odnośnie tej akcji pod stołem (jak to zabawnie brzmi XD)… tak, doskonale Cię rozumiem, Ashia, serio… takie… och, chciałoby się, zakazany owoc i tak dalej… a potem przed oczami staje taka szara myszka z zapłakanymi oczętami… i od razu człowiekowi wraca rozsądek XD
    Wieeeelkie dzięki za komentarz i takie miłe słowa dla postaci (na pewno się cieszą, hehehe). Pozdrawiamy i do następnego :)

  6. Ashia pisze:

    Ohh uwielbiam Al’a i te jego docinki, zadziorność, no na pewno interesujący z niego kociak! Czekam tylko, aż znajdzie kogoś kto utemperuje mu ten jego cięty język i odpowie na zaczepki z jeszcze większym zaangażowaniem ahh i go tak zgasi <3 Niech znajdzie równego sobie w tym fachu! Chciałabym, żeby twardo stąpający po ziemi Albert poczuł się przy kimś malutki, chwilami oczywiście! Wyobrażacie sobie, niesmiały i niepewny w pewnym momentach Al? No to by było na pewno ciekawe.
    Te jego gadanie o Bogu, jacy to my(a on, jako gej to juz w ogole) jestesmy grzeszni, no cóż, znowu może być problemem. Chyba, że Albert zda się na swoje jakże "wielkie" doświadczenie i nie będzie narzucać wręcz, bo też tak potrafił, swoich ideologii^^ w ogóle w głowie mam tyle obrazów potencjalnego partnera Alberta, że uhuhu. Niemniej jednak smutno mi, że Al nadal w głębi duszy na cos liczył i ba! był mu skłonny wybaczyć wszystkie grzechy bez mrugnięcia okiem(chociaż znając go nawet jakby się zeszli to i tak by mu ciągle coś wypominał xD).
    Dobrze, że Walt nie odpowiedział na ten ruch nogi….. chyba…..no mój wewnętrzny diabełek tak bardzo chciał, żeby tam się miziali pod stołem, ale pózniej przed oczami widziałam Jimmiego, aż serce człowieka ściska na to jakby on przeżył, a jego samoocena? nigdy nikt by jej nie przywrócił, pff, zresztą mieliby co przywracać? xD To mnie własnie dobija i tak cholernie rozumiem Walta, bo jakbym była na jego miejscu to bym dostawała szewskiej pasji, oj ja bym nie dała mojemu partnerowi tak się nie doceniać ^^ w sumie Walt też na każdym kroki przypomina jaki to on cudowny jak wielbi w nim wszystko…a ten nadal swoje.
    Co nie zmienia faktu, że Jamiego uwielbiam, te jego uciekanie wzrokiem, jąkanie, przerywanie w pół zdania, analizowanie wszystkiego, żeby to tylko nie być samolubnym, no tak mnie rozczula, że o ja pierrrdolee
    Niecierpliwie czekam na oświadczyny i cudowne „Tak!”, cudowny ślub i jeszcze cudowniejszą noc poslubną!! ];>

  7. Katka pisze:

    Oshi, bieeeeeeeeeeedna, tyle czasu bez snu! I tak cud, że dałaś radę przeczytać rozdział. Cóż za poświęcenie! „i chce sobie udowodnić, ze to tylko i wyłącznie James’a kocha?” – nie, do Jamesowi chce udowodnić, że tylko Jamesa kocha :) A wyrzuty sumienia… powiedziałabym nawet, że nie lekkie, a całkiem spore :( Pozdrowionka i mam nadzieję, że się wyśpisz ;)

  8. Oshi pisze:

    Ja zamiast iść spać po 40 godzinach bez snu, oczywiście, czytam kolejny rozdział xD.
    Lubię nowego Al’a. W końcu odnalazł się w świecie do którego powinien juz od dawna należeć. A Walt… Rosną w nim lekkie wątpliwości i chce sobie udowodnić, ze to tylko i wyłącznie James’a kocha? I chce pozbyć się wyrzutów sumienia, które powinien mieć.
    Aaaaaa, zasypiam i pisze głupoty xD.

  9. Katka pisze:

    Introwertywna, uuu, to powinno się opatentować nasze opowiadania jako leki na ból głowy! :D Fajnie, że pomogło. No i w ogóle jestem w szoku, jak sporo z Was naprawdę zapałało sympatią do Alberta. Nie był w końcu kreowany na postać stricte do polubienia i chyba to jest jego spory atut – bo widzę, że ta jego wredna strona osobowości się podoba. W sumie… nie ma się co dziwić, bad boye zawsze mają fory XD Dzięki za komenta i cieszymy się, że dobrze się czytało :)

    Sei, domyśliłam się, dlatego też zaznaczam, że coś niecoś w tym zakresie będziesz miała okazję poczytać :)

  10. Introwertywna pisze:

    Wchodzę na Waszego bloga, tak zupełnie zmęczona i co zaraz widzę? „Witaj, Al. Może… pączki? Walter.” I jakoś tak, nawet ból głowy złagodniał :D Poprzedni rozdział standardowo przegapiłam, a też było o Albercie, nie wiem jak ja to robię, że kiedy nic o nim nie ma – to jestem na bieżąco, a jak mam jakieś zaległości – jest.
    Albert – tak bardzo idealny. Uwielbiam jego zadziorność i cięte docinki. No i to wypominanie Walterowi…. Skąd ja to znam ;-) Rozdział czytało mi się tak przyjemnie, że nawet James nie wydawał mi się tak irytujący jak zazwyczaj. Dobrze, że czuje się gorszy od Alberta, on nawet nie powinien się z nim porównywać.

  11. Katka pisze:

    lllita, oj, nie patrz na to jak na „tylko” 7 rozdziałów, a „aż” :) Trzeba się cieszyć, póki się coś ma! :D A happy end… hehehe, no cóż, nic nie da się przewidzieć… XD Ale obiecałyśmy, że większej tragedii niż w NBTS nie przewidujemy na razie. I dziękujemy za komentarz, mimo że „wszystko zostało już powiedziane” XD Miłego wieczoru ;)

    Tess, „dobrze mu tak” – haha, oj, ale Wy ostatnio okrutni dla postaci XD A to się dostaje Juanowi, a to Lenny’emu, a to Jeane, a to Waltowi… Ale całkiem zrozumiałe XD „Mam nadzieję, że skończy się ślubem.” – Ooooch, słodko. W ogóle dotychczas żadnego ślubu u nas nie było… przydałby się jakiś, co nie :)

  12. Tess pisze:

    Och, wiedziałam, że Al będzie coś jeszcze chciał próbować z Walterem. Ta noga i brak reakcji Walta… Haha, dobrze mu tak xD
    Też bym się wkurzyła (o ile to w ogóle można nazwać wkurzeniem) na miejscu Jamesa, że jego facet nic mu nie powiedział o tym nieszczęsnym spotkaniu. Trochę szkoda, że jednak nie pokazał pazurków.

    Propos Happy End’ów! Mam nadzieję, że skończy się ślubem. To tak cholernie pasuje do tego opowiadania :D

  13. Illita pisze:

    Smutno mi bo to już tylko 7 rozdziałów i koniec :( Ale cieszę się mimo wszystko bo zapowiada się happy end, a czyż jest coś lepszego niż happy end? Nie wiem co jeszcze mogę sensownego napisać, wszystko zostało już powiedziane XD Po prostu strasznie się cieszę że mogę to czytać :) Miłego dnia ludki : D

  14. Adela pisze:

    Seiridis, co to znaczy „wewnętrzna dwunastolatka „? Bo nie wiem czy sie obrazić czy śmiać?

  15. Katka pisze:

    Adela, och, bo Ty tak zawsze czatujesz na to IOI :D I dzięki temu, że mam w sobie część Walta, to doskonale rozumiem Twoje rozczulanie się Jamesem. Walt tylko nie chciałby, żeby jego kocię było „wygłodzone”, bo już i tak szczuplejsze być nie może, hehe. Ale porównanie trafne.

    Seiridis, mhmmm, więcej z Albercikiem będzie :) Nie jestem pewna, czy w następnym rozdziale, bo nie pamiętam dokładnie, ale będzie. Tak, żebyście mniej więcej zobaczyli, jak może się potoczyć jego dalsze życie ;) A Jimmy nudny… no cóż, myślę, że nawet on sam by się z Tobą zgodził XD A z kolei Walt… oj tak, „przejść się” to chyba dobre słowo. Też uważam, że nadmiar Walta jest niezdrowy, niemniej… przyznam osobiście, że chciałabym takiego faceta XD Dzięki za komenta ;*

    Luinlos, w sumie taką mam rozkminę przez Twój komentarz, że… zabawnie by było kiedyś napisać scenę, której akcja dzieje się w… szkole XD Wiesz, myślę, że na lekcji, jako nauczyciel, James jest właśnie taki, jakiego chciałabyś zobaczyć. On jest wielowymiarowy, ale… no chyba naszym malusim błędem było nie pokazanie go w tych sytuacjach, których nie ma Walta przy sobie ani innego faceta, tylko np. właśnie młodzież. To tak jak Alex trochę… życie w pracy to zupełnie co innego niż życie z partnerem. Jest inny tu i inny tam. Ale może kiedyś się to będzie dało nadrobić, niemniej cieszę się, że ten nikły przejaw jego zdecydowania pokazał Ci, że potrafi być inny :)
    „Prawnik nareszcie wpadł na dobry trop :D” – dooookładnie, nie wiem, czy to dobrze widać, ale to duży krok dla ich związku. Walt naprawdę mógł dostrzec coś, czego wcześniej nie zauważał i jednak odniesie to jakieś pozytywne skutki :) A Albert i ta możliwość puszczenia się z Waltem… Tak, ogólnie trochę kodeks moralny się nagiął i te rzeczy, których kiedyś nie dopuszczał do myśli, jakoś dają o sobie znać. No nie ma się co oszukiwać, koleś się zmienił XD Pytanie, czy to mu pomoże ułożyć sobie życie, czy nie. Ale na pewno pomaga mu przetrwać w obecnej sytuacji i pogodzić się z myślą, że teraz jest „wyzwolonym” facetem.
    Fajowo, że rozumiesz Waltera. Wszyscy doskonale wiemy, że nie powinien tak kusić Alberta, by ostatecznie go rzucić, ale też wiemy, że jego związek z Albertem by dalej nie przetrwał. Że to by była męczarnia dla ich obu i mimo że to było świństwo, takie rzucenie go, to jednak było to konieczne. Więc zrobił, co było konieczne. I z kolei ja rozumiem Ciebie. To jest mega niefajne, kiedy trzeba powiedzieć drugiej osobie, że sorry, ale nic z tego nie będzie i myślę, że obecne wyrzuty sumienia Walta wskazują na to, że jemu też bardzo ciężko było to zrobić. ” w mojej wyobraźni tak jakby… się skurczył” – teraz wybacz, będzie moja własna opinia, ale nie mogę się powstrzymać – uwielbiam momenty, kiedy Walt się tak kurczy XD Ale to tak btw.
    I ostatnie, a propos tego, czy takie uczucia są możliwe. Hm… Ogólnie rzecz biorąc, staramy się pisać w miarę realistycznie. Tzn. staramy się nie wywoływać w postaciach jakichś dziwnych reakcji, które nie odpowiadają rzeczywistości, nie wciskać na siłę im jakichś uczuć itp. Jak wychodzi, nie nam oceniać. Ludzie są różni, więc możliwe, że takie uczucia są możliwe. Ale to kwestia dyskusyjna i czytając, chyba najlepiej się nad tym przesadnie nie zastanawiać, tylko starać się czerpać radość z czytania. Bo tak jak mówisz „Bo chcielibyśmy mieć takiego cierpliwego Jasona który byłby skłonny stosować taktykę małych kroków by się do nas zbliżyć?” – to jest jedna z przyjemności czytania. Czytasz o czymś, co jest fajne, co by się chciało spotkać w realnym życiu :) To takie… no sama nie wie, daje jakąś namiastkę czasem XD Och, ale dywagacje… XD Dzięki za takiego rozległego komenta ;*

    Tigram, „Albercik ma jaja. O to go nie podejrzewałam.” – o Boże, jakie to okrutne XD A mi się wydawało, że z całej trójki to Albercik właśnie ma największe, przysłowiowe jaja XD Ale cieszę się, jego postać przynajmniej w jakiś sposób może zaskoczyć, na to wygląda :)

  16. TigramIngrow pisze:

    No, no… Albercik ma jaja. O to go nie podejrzewałam. Scena ze stopą bardzo ciekawa, niepokojąca wręcz.
    James… James mógłby odtrącić Walta. Mógłby się gościu trochę opamiętać, jak słowo daję.

  17. luinlos pisze:

    Ok, muszę to powiedzieć w pierwszej kolejności: jestem fanką Jamesa, który zaczyna pokazywać śladowe ilości silniejszego charakteru i zdecydowania!
    „James patrzył na niego z zaciętością w oczach, która była aż nietypowa dla niego, dla jego niemal wiecznie ufnych oczu” oraz „Nie chciał, aby Walter spotykał się z Albertem. Czuł się od niego gorszy, ale jednocześnie nie chciał stracić na jego korzyść kochanka. Nie chciał mu go oddawać.”
    No przecież taki James jakoś straszliwie urósł w moich oczach. Zawsze go lubiłam, ale martwiłam się, że jest taką wieczną kluchą. A tu okazuje się, że jeśli mu na prawdę zależy, jeśli widzi, że coś zagraża temu o co się troszczy i czego pragnie, to potrafi jednak pokazać trochę zdecydowania, siły i woli walki.
    Niewiele bo niewiele, ale to zawsze coś!
    To dało taki dodatkowy wymiar jego postaci. Bo jak ciągle było podkreślane, że jest taką myszką to w pewnej chwili zaczęłam się zastanawiać, że to przecież niemożliwe, żeby był tylko taki, że zazwyczaj robicie bohaterów bardziej… wielowymiarowych (mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi).
    No i co? I doczekałam się!
    I te rozmyślania Waltera jak przyszpilił Jamesa do ściany – że może własnie kłopot tkwi nie w tym, że to James nie jest przekonany do ich związku, tylko w tym, że James myśli że to Walter może chceć w pewnym momencie z niego zrezygnować. Prawnik nareszcie wpadł na dobry trop :D

    W ogóle pierwsza część z Albertem trochę mnie zasmuciła. Tzn. Walt faktycznie chciał uspokoić sumienie natomiast Albert poszedł tam z jakąś nadzieją i… hmm… większym sentymentem niż przypuszczałam. To jak go szturchnął nogą pod stołem, to było jakby wybadanie terenu. I to jak pomyślał, że zdrada jest zła… Pokazuje, ze jednak pomyślał o tym, że mógłby przespać się z Waltem za plecami Jamesa. Że to nie było coś absurdalnego, ale dla Alberta troche realnego i możliwego. I zrobiło mi się go strasznie szkoda.
    Ja rozumiem Walta – nie da się ciągnąć związku w którym nie ma uczucia. I podziwiam go za to, że jednak potrafił zerwać z Albertem. Ja straszliwie unikam związków bo ciągle boję się, że drugiej osobie będzie bardziej zależało na mnie, niż mnie na tej osobie. I że będę miała dług wdzięczności za te uczucia i zaangażowanie z czyjejś strony i że z powodu kaca moralnego trudno byłoby mi z kimś zerwać. Dlatego jakoś zaczynam się wycofywać jeśli widzę że ktoś się stara. Wiem, że to nienormalne, ale nic nie moge na to poradzić.
    Ekhm. No w każdym razie podziwiam Waltera, rozumiem jego kaca moralnego i potrzebę sprawdzenia, że z Albertem jest wszystko ok.

    Jejku, ten rozdział wydawał mi się taki mega krótki, a przecież tyle się w nim działo.
    Ah, i miło było zobaczyć inne oblicza Walta, nie tylko to „kochaniowanie” do Jamesa. Bo jak on czasami tak do niego szczebiocze, to myślę że to Rush wersja 2 i trochę wychodzi mi to bokiem. A tu jak się zrobił taki niepewny jak James się trochę zaczął stawiać, to w mojej wyobraźni tak jakby… się skurczył i trochę bardziej stanął na ziemi (a tak to ciągle grucha i grucha jak gołąbki):P

    Swoją drogą, jak czytam Wasze opowiadania (czy jakiekolwiek opowiadania romantyczne) to zastanawiam się, czy takie uczucia na prawdę istnieją.
    Może my to wszystko piszemy/czytamy/wyobrażamy sobie bo chcielibyśmy mieć takiego Alexa który byłby skłonny zaryzykować wszystko co znał do tej pory (firma, rodzina) na rzecz nowo odkrytego uczucia do Jasona? Bo chcielibyśmy mieć takiego cierpliwego Jasona który byłby skłonny stosować taktykę małych kroków by się do nas zbliżyć? Albo jak Charlie trafić na tego jedynego?
    Ugh, nie lubię jak tego typu wątpliwości mnie dopadają. Wolę żyć w przekonaniu, że takie rzeczy też się zdarzają na codzień… :(

    Wracam do pisania magisterki. To był bardzo cenny rozdział. Wiele wniósł zarówno do całości opowiadania jak i do mojego spojrzenia na bohaterów.

  18. Seiridis pisze:

    Lol, Adela, patrzę, że odezwała się w tobie twoja wewnętrzna dwunastolatka XD

    Rozdział… był… wydawał mi się… dość… krótki. XD Przepraszam, że to napisałam _^_

    Albert jest fajny. Podoba mi się ta jego zadziorność. Teraz jak już nie są z Walterem, jest naprawdę fajny. Mam nadzieję, że napiszecie o nim coś dalej. O jego losach, o tym jak spotkał ukochanego <3 XD

    Jamie… chciałabym, żeby raz się bardziej postawił. Żeby czymś zaskoczył. A on zawsze jest tak opanowany i cichy, że czasami to aż nudne :p

    Walter… cóż rzec. Jego charakterem można się czasami przejeść. Ta emocjonalność, ech XD

    No, to tyle. Spoko rozdział, szkoda, że Albert wciąż ma takie odczucia względem Waldka.

  19. Adela pisze:

    boże, jak ja się rozczulam tym Jimmim, aż mi serce telepie, jak czytam że on taki smutny. Normalnie jak wygłodzone kocie, które przyjdzie ci pod drzwi i każe się nakarmić. Czy znajdzie się taki co poda mu kamień? ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s