Fire Dragon Tattoo Studio – 142 – Negocjacje

— Słucham?
— To co słyszałaś, Jeane. Jestem pewien, że się nie przesłyszałaś. I jednocześnie proszę cię, zachowaj spokój i porozmawiajmy. — Alex mówił wolno, wyraźnie, bez zauważalnych w pierwszej chwili emocji. W środku jednak prawie wpadał w skrajne zdenerwowanie.
Kobieta znowu milczała, patrząc na niego z twarzą pozbawioną wyrazu, niemal tak samo umiejętnie, jak on potrafił robić. Przyjęła od Rusha swoją kawę, podziękowała i usiadła wygodniej.
— Dobrze. Posłucham wyjaśnień, zanim zareaguję.
Alex odetchnął trochę głębiej, ale nie na tyle, żeby wyglądało to na coś nerwowego. Dużo kosztowało go zachowanie twarzy na tej próbie generalnej przed tym, co miało się stać jutro. Oczywiście, jeśli Jeane dobrze przyjmie jego propozycję.
— Pozwolisz, że usiądę? — poprosił, a kiedy jego narzeczona skinęła głową, spoczął naprzeciwko niej. Był jak nabity na pal z nerwów. — Po pierwsze uważam, że jestem w stanie zaoferować ci korzystniejszy układ niż ten, z którym wyszedł do nas mój i Richarda ojciec. Dla obu stron, rzecz jasna, który nie będzie angażował nas do tego stopnia, aby poświęcać przy tym naszą wolność. Nawet jeśli ta byłaby uwiązana jedynie na papierze, Jeane. Jako argument mogę dowieść, że nie tylko ja byłem zaangażowany w coś wykraczającego poza etyczne normy naszego narzeczeństwa.
— Wasz ojciec wiele mi oferował, Alex. Co mogłoby to przebić? Niepokoisz mnie, bo moja wizja przyszłości właśnie zaczyna się zacierać i nadal mnie nie uspokoiłeś. Byłabym też wdzięczna za powód tej decyzji — odpowiedziała spokojnie, choć jej oczy wbite były w Alexa nader świdrująco.
— Powód jest prozaiczny. Chcę skończyć z patriarchalnym modelem w tej rodzinie oraz nie chcę się z tobą wiązać. I od razu ci przypomnę, że jeśli nawet się nie zgodzisz i nadal będziesz chciała za mnie wyjść, a ja i tak oderwę się od rodziny, to wiele z tego małżeństwa mieć nie będziesz. Już nie wspomnę o tym, że przecież nie chodzi ci o mnie, lecz o obietnice złożone przez ojca. A ja z szacunku do ciebie nie chcę zwyczajnie skończyć naszej znajomości i zostawić cię chwilę przed upragnioną przyszłością z niczym. — Alex mówił dalej, nadając jak najbardziej pewny ton swojemu głosowi. To on tu trzymał lepsze karty i kobieta siedząca przed nim musiała to poczuć, żeby nie próbować go ograć.
Odetchnęła powoli i ponownie napiła się kawy. Spojrzała jeszcze na Rusha, jakby nie wiedziała, po co w takim razie ten tutaj był, ale potem znowu skupiła wzrok na swoim narzeczonym, który chyba po dzisiejszym dniu już nim nie będzie.
— W takim razie, co mi oferujesz? Muszę przyznać, że jestem w szoku, że zmieniłeś zdanie. Wydajesz mi się honorowym człowiekiem, do tego sądziłam, że jestem dla ciebie dobrą partią.
Alex skinął głową, godząc się z nią.
— Jesteś bardzo dobrą partią, jednak uważam, że tak dla nas obojga będzie lepiej. W razie przyszłościowych, drobnych konfliktów nie będziemy ograniczeni małżeństwem, a i nie stracimy swobody we własnym, osobistym życiu. Co do mojej propozycji natomiast… Chciałbym, abyś przejęła od nas obu dwadzieścia procent naszych udziałów w firmie. Zyskasz w ten sposób znacznie większe wpływy. Przy okazji, wiem o tym, że ojciec przekazał ci już wcześniej trzy procent, jako element waszego planu, dobry początek owocnej znajomości i abyś miała pewność, że do małżeństwa dojdzie. Ja jednak chciałbym oferować ci współpracę bez zobowiązań i bycia uzależnioną od mojej osoby. A jeśli taki układ by ci pasował, we trójkę mamy większość w udziałach, czyli więcej do powiedzenia. Co o tym sądzisz, Jeane?
Kobieta słuchała go z uwagą i skupieniem w swoich delikatnie podkreślonych makijażem oczach. Przez chwilę analizowała słowa Alexa.
— Zatem chcesz dopuścić do tego, bym miała łącznie dwadzieścia trzy procent udziałów. Wiesz o tym, że to sprawia, że moich będzie więcej niż twoich? Nie boli cię, że takie wejścia będę miała w twojej rodzinnej firmie? Czy patrzysz na to po prostu… całościowo, licząc na zawarcie tej współpracy? Nie chcesz chyba naszą trójką zupełnie wygryźć ojca?
— Ojciec jest twardym graczem, bardzo nie zgadzamy się w pewnych prywatnych kwestiach, ale firmę prowadzi dobrze i mnie nauczył robić to samo. Nie chcę z tego rezygnować. Jednak nie chcę, żeby on uczynił z niej swoją kartę przetargową do załatwiania spraw prywatnych w naszej rodzinie. A ty, Jeane, jesteś już częścią tej rodziny, nawet nie będąc moją żoną. Wiesz o nas więcej, niż byś zapewne chciała. Możesz to zarówno wykorzystać, jak i zostawić dla siebie, jednocześnie nie biorąc więcej, niż warto jest dźwigać. — Alex cedził słowa z powagą i swoim typowym błyskiem w oku, kiedy rozmawiał o interesach.
Richard przyglądał się temu z podziwem. Kiedy tu szedł, był niemalże pewien, że będzie kłótnia. A oni… oni rozmawiali, przesuwając figury swoich argumentów po niewidzialnej planszy.
Jeane ujęła filiżankę w swoje wypielęgnowane dłonie. Chwilę przesuwała nią pomiędzy palcami i odpowiedziała:
— Dobrze. Ale mam dwa pytania. Po pierwsze, kiedy dasz mi odpowiednie papiery do podpisania? I drugie, dlaczego to robisz?
Alex nie pokazał po sobie, nawet przed Jeane, która dobrze go znała i była chyba zawodowym wykrywaczem kłamstw, że poczuł ulgę na jej zgodę. Lubił ją, mimo że była zimną suką. Była jednak wyrachowana, pazerna, cwana i okrutnie inteligentna. Pasowała do tego interesu.
— Wszystko jest przygotowane. Jeśli sobie tego życzysz, mogę ci od razu pokazać umowę. A czemu? Ponieważ… — urwał, nie wiedząc, jak to powiedzieć. Ponieważ nie chciał, aby ojciec wywalił jego i brata z firmy z tak błahego powodu jak sprawy rodzinne. Irytowało go, że ten nie umiał rozgraniczyć, gdzie zaczynało się ich prywatne życie, a kończyła rodzinna firma. Jeśli ojciec chciał stać się dla niego wrogiem tylko dlatego, że pragnął ułożyć sobie życie z mężczyzną, to nie był to dla niego tak wielki problem. Jeśli tylko przez ojca rozumiał wspólnika. Natomiast jeśli ojciec chciał być zarówno jego szefem, wrogiem, jak i ojcem, to już był problem. — Bo chcę żyć też trochę dla siebie.
Jeane pozwoliła sobie na głębsze westchnienie i odstawiła filiżankę. Potem uniosła się i skierowała w stronę łazienki.
— Już dawno temu powinieneś o to walczyć, Alex. Zamów kolację i przygotuj umowę. Chcę ją dokładnie przeczytać — zażądała i zniknęła im z oczu.
A Alex jeszcze długą chwilę patrzył na drzwi, które się za nią zamknęły. Dopiero po tym spojrzał na swoje kolana i dłonie. Te wydawały mu się jakby obce.
Rozejrzał się po pokoju i dopiero spojrzał na brata. Uśmiechnął się lekko i od razu zasłonił sobie usta, kiedy zdał sobie z tego sprawę. Odchylił się do tyłu, opierając o oparcie fotela. Odetchnął głęboko.
— Zamów kolację — zwrócił się do Rusha, który stał jak wmurowany kawałek od miejsca, gdzie odbyła się ta niesamowicie spokojna, wyważona rozmowa. Bo ani nie była to kłótnia, ani utarczka. To były rzetelne negocjacje dwojga ludzi znających się do szpiku kości ze swojej najchłodniejszej strony.
Wciąż będąc w szoku, podążył do telefonu hotelowego jak robot wykonujący polecenie. Wdał się w krótką rozmowę z obsługą, zamówił posiłek oraz butelkę wina, a gdy odłożył słuchawkę, spojrzał na swojego starszego brata.
— Jak się czujesz? — zagadał, samemu czując, że zrobili, a raczej Alex zrobił za nich wielki krok naprzód.
— Że zaczynam znowu czuć nad tym kontrolę — odparł swoim lodowato zimnym, suchym i wypranym z emocji głosem.
Wstał, minął brata i wyszedł po umowę, o którą prosiła Jeane, a Rush obejrzał się za nim. Gdyby nie znał Alexa, gdyby nie był świadkiem tej rozmowy i gdyby na własne uszy nie usłyszał tego, co przed chwilą, nie dałby sobie nigdy wmówić, że taki ton, taki Alex był właśnie naprawdę sobą. Mocniej i pewniej stąpającym po gruncie, który sobie przygotował i gotowym na kolejne wyzwania, będąc przy tym pewnym, że gra nie była jeszcze wygrana.

***

Gdyby nie fakt, że spędził w więzieniu kilka dobrych lat swojego życia, to chyba zwariowałby, siedząc w miejscu tak bezczynnie. Tam jednak nauczył się obserwowania. Siedzenia i nierobienia niczego poza przyglądaniem się.
Zamiast przesiadywać jak każdy normalny człowiek w domu z bliską osobą albo oglądać nudne programy w telewizji, tyjąc na kanapie, Lenny siedział w cieniu na dachu jednego z niskich budynków, które były normą w tej części wybrzeża. Dostanie się na nie było łatwiejsze niż znalezienie ławki. Już po pierwszych godzinach odechciało mu się stania albo łażenia w miejscu jak zbłąkany pies.
Kiedy miał wrażenie, że jego bezsensowne czekanie na nic się nie zda, znów na darmo będzie pilnował tej głupiej knajpy Juana i jego samego, zobaczył kogoś. W barze jeszcze było dużo ludzi, Latynos sprzedawał drinki, zarabiał i pewnie srał w gacie ze strachu, że ktoś w końcu po niego przyjdzie. A to Hans, a to jego ludzie albo policja. A Lenny chodził wokół jego klubu, jakby nie miał w życiu nic ważniejszego. A miał. I to go denerwowało. Dlatego chciał jak najszybciej to wszystko zamknąć. Żeby Ryan o niczym się nie dowiedział, żeby matka znowu nie musiała tracić nerwów i żeby w końcu było… normalnie. Jakkolwiek może być normalnie w życiu kogoś, kto właśnie obserwował z dachu spacerki w tę i z powrotem pewnego wyrośniętego Aryjczyka.
Po kolejnych trzydziestu minutach, kiedy Niemiec znalazł sobie miejsce, z którego najwyraźniej nie zamierzał się ruszać do momentu, aż zobaczy swój cel, Lenny postanowił do niego dołączyć.
Zszedł z dachu, poprawił włosy i zwyczajnie podszedł do mężczyzny swoim ledwo słyszalnym krokiem. Stanął tuż obok niego, pod ścianą jednego z budynków. Ten dopiero wtedy go zobaczył, uprzednio za bardzo skupiony na obserwowaniu życia toczącego się w Puerto de Colorido.
— Ej, spadaj! — syknął, mierząc wzrokiem mężczyznę. Był postawny i podobny do swojego szefa, a przynajmniej według Lenny’ego. Dla niego wszyscy Aryjczycy byli do siebie podobni. Tak jak Azjaci.
— Może potem. Gdzie jest Hans? — spytał wprost. Koleś nie mógł być gliniarzem. Ich wyczuwał na odległość, a poza tym, po ostatnich groźbach, jakie Hans wystosował do Juana, prędzej spodziewał się jego ludzi niż policji.
Aryjczyk ściągnął swoje jasne brwi i włożył dłoń do kieszeni. Lenny przez spodnie zobaczył, że zacisnął na czymś palce.
— Ktoś ty? — wychrypiał ostrym jak brzytwa głosem. Był naprawdę wysoki, a teraz patrzył na Mulata z wyraźną pogardą w niebieskich oczach.
— Widzę, co robisz. — Lenny westchnął zrezygnowanym głosem. — Weź mi zwyczajnie powiedz, gdzie jest albo pojedźmy do niego. Chcę porozmawiać. — Nie uraczył go odpowiedzią na pytanie. Sam za paskiem miał schowany nóż i był pewny, że wyciągnie go szybciej.
— I mam cię grzecznie posłuchać, bo…?
— Bo tak mówię. Nie mam całej nocy, nie kłap dziobem. — Mulat nie planował tracić czasu na słowne przepychanki.
— Dalej mnie nie przekonujesz, czarnuchu. Nie mam, kurwa, pojęcia, kim jesteś, sam pierdolisz od rzeczy i mam cię zaprowadzić do jakiegoś kolesia, którego nawet nie znam? — Aryjczyk wyraźnie kpił, wykrzywiając usta w zniecierpliwieniu i irytacji.
Lenny psyknął pod nosem.
— Rozważ jeszcze raz, co powiedziałaś — zaproponował mu, a ten poczuł przy swoich żebrach coś ostrego, mocno napierającego na jego ciało. — Prowadź do swojego szefa albo cię wyfiletuję.
Facet spiął się i zacisnął szczękę. Jego zimne, niebieskie oczy lustrowały chwilę twarz niższego mężczyzny, a chwila ta wydawała się wręcz ciągnąć w nieskończoność.
— Odsuń tę kosę — powiedział wreszcie, wyciągając dłoń z kieszeni i otwierając obie, by pokazać, że nic w nich nie ma.
— To w końcu przestań udawać durnego. Przylazłeś tu na rozkaz Hansa, a ja ci teraz go zmieniam i mówię, że masz mnie do niego zaprowadzić — burknął i jeszcze go szturchnął, ale zabrał ostrze. Jego zielone oczy przecinały spojrzeniem półmrok, który ich otaczał. — Zna mnie, więc nie cykorz. Już.
Aryjczyk sapnął krótko i obejrzał się w kierunku ciemnego vana, który stał kawałek dalej od knajpki Juana.
— Do auta — mruknął, ruszając w tamtym kierunku.
Lenny, zobaczywszy samochód, aż zaśmiał się pod nosem.
— Serio? Porywasz jeszcze dzieci? — zakpił.
— Pakujesz się czy nie? — zirytował się Aryjczyk, sięgając bardzo powoli po kluczyki do kieszeni, żeby przypadkiem Lenny nie wziął tego za sięganie po broń.
— Już, już, zwyczajnie zastanawiam się, czy porywacie też dzieci. To chyba jeszcze bardziej chujowe niż prochy — prychnął, ale wsiadł do samochodu, kiedy tylko Aryjczyk otworzył auto.
— Mówi czarnuch — odpowiedział kierowca z odrazą, ruszając samochodem. — U was każdy szczyl w slumsach ćpa od małego. Pewnie już z mlekiem matki ciągniecie prochy, boście wszyscy ćpuni są.
Lenny prychnął, a że nie byli już na otwartym terenie, wyjął zza paska nóż.
— Jedź, nie dźgnę cię. Toż prowadzisz.
Mężczyzna rzucił krótkie spojrzenie na ostrą broń, ale prowadził dalej. Jechał w kierunku dzielnicy Cooper City. Była dość spokojna, nie w ścisłym centrum. Bardzo zwyczajna, nierzucająca się w oczy.
— I co ty od Hansa chcesz, czarnuchu, co? — rzucił po jakimś czasie, gdy przystanęli na światłach.
— Porozmawiać. Wiesz, o towarze, o moich slumsach, o tym, kogo znam, a kogo on zna. Takie tam — odparł ogólnikowo Lenny, nadal bawiąc się nożem.
— Aha. I na pewno to wszystko ma być w bardzo pokojowych warunkach, dlatego przykładasz mi nóż do ciała i każesz do niego zapierdalać — zironizował Aryjczyk. Mówił spokojnie, z jadem w głosie, ale Lenny wyraźnie czuł, jaki był podenerwowany i spięty.
— Bo mnie nie słuchasz, jak cię zwyczajnie proszę. Powinieneś lepiej się orientować, kto jest kto — rzucił z lekkim rozbawieniem i zupełnie bez pytania zajrzał do schowka.
— Zostaw to! — warknął kierowca, równocześnie ruszając dalej, bo światła zmieniły się na zielone.
W schowku Lenny’emu mignęła paczka papierosów Lucky Strike, kilka płyt CD i jakieś dwie saszetki z białym proszkiem.
Warknął na kierowcę ostro i tak, że ten nawet się nie spodziewał.
— Prowadź! — Po czym sam sięgnął po jedną z paczek. — Co sprzedajecie? — spytał już spokojniejszym tonem. Swoją pewnością siebie i zaciętością budził respekt.
— Jak chcesz się dogadać z Hansem, to, kurwa, z nim gadaj! Jak chciałeś ode mnie kupić, było pytać na miejscu. Zdecydowałeś się, jebany czarnuchu, na szefa, to odpierdol się ode mnie i pozwól mi się skupić na drodze — wycedził jadowicie kierowca, skręcając na zachód, w 94th Avenue. — Poza tym będziemy za chwilę.
Lenny zagwizdał i uśmiechnął się pod nosem. Odłożył paczuszkę.
— Jak se chcesz. Już cię nie nękam, biedna aryjska świnko. — Zaśmiał się i rozłożył się wygodniej na siedzeniu.
Kierowca nie miał wiele czasu na rozmyślania nad postawą swojego pasażera, bo dosłownie po kilkunastu sekundach zatrzymał się przy ulicy. Po jednej stronie był niski dom z króciutko i starannie wystrzyżoną trawą w nieogrodzonym ogródku. Do tego na jego środku stał słupek z wysoko zawieszoną flagą amerykańską. Po drugiej stronie zaś znajdował się podobnej wielkości budynek, jednak ten miał dość wysoki płotek wokół całej działki, a tuż przy nim w mniej więcej równych odległościach posadzone były bujne drzewka. Niemal zasłaniały tym widok na dom. I jak Lenny się domyślił, gdy tylko wysiedli z samochodu, jego aryjski towarzysz skierował się właśnie do tego drugiego.
— Czekaj tu — rzucił jeszcze do niego, nim ten ruszył za nim.
Lenny spojrzał na samochód, z którego wysiadł.
— Mam pilnować samochodu, aby ci go nie ukradli? — zadrwił, a biały mężczyzna zatrzymał się w pół kroku.
— Masz czekać! — powtórzył, na co Lenny wzruszył ramionami i otworzył sobie drzwi kierowcy, siadając na fotelu.
— Jak se chcesz. Poczekam, aż zawołasz sąsiada zza płotu. I uważaj na psy! — Zaśmiał się, znowu obserwując okolicę. — Ładnie tu. Podmiejskie klimaty normalnie.
Aryjczyk nie skomentował jego słów, tylko wszedł przez bramkę na teren domu i zniknął Lenny’emu z oczu. Na szczęście, ten nie czekał długo na jego powrót. Tym razem jednak ktoś mu towarzyszył i tym kimś, jak Lenny od razu zauważył, był Hans. Szedł za swoim podwładnym z marsową miną, mówiąc coś do niego po niemiecku. A gdy tylko stanęli przy samochodzie i jego niebieskie oczy padły na Lenny’ego, aż zatrzymał się w pół kroku. Obejrzał się na swojego przydupasa i pchnął go agresywnie w klatkę piersiową.
— Ocipiałeś?! Tundera mi tu, kretynie, przywozisz?!
— Cześć, Hans — przywitał się Lenny z zimną uprzejmością z niemieckim szefem narkotykowej bandy. — Masz czas porozmawiać? Wiesz, i przy okazji wytłumaczyć swojej białej śwince, że trzeba być grzecznym? Naprawdę nie chciałbym mu robić na przyszłość krzywdy.
Hans znowu skierował na niego swoje pozbawione jakichkolwiek ciepłych uczuć oczy i splunął pod nogi.
— Wyłaź — syknął, dodając jakieś niemieckie przekleństwo. Rozejrzał się po ciemnej, pustej ulicy. — A ty — zwrócił się do swojego podwładnego — nie ruszasz stąd dupy. Zaraz odwieziesz tego pana na miejsce.
— Pana. To już lepiej — mruknął Lenny z zadowoleniem i wysiadł z samochodu. Spojrzał na Hansa. — Prowadź — rzucił krótko, nie mając ochoty dłużej tu kwitnąć, mimo że okolica naprawdę była ładna. — Nieźle się urządziłeś, Hans.
— Lepiej już zaczynaj mówić, czego chcesz — odpowiedział zimno mężczyzna i poprowadził go w kierunku domu. Szedł pewnym i ciężkim krokiem, a co Lenny od razu spostrzegł, rzeczywiście nie miał kilku palców. Jego dłoń była zabandażowana, a skraj opatrunku chował się pod rękawem obszernej, białej bluzy. Hans niewiele się zmienił od czasów więzienia. Poza ubiorem i opalenizną. Wciąż farbował włosy na jaśniejszy odcień i wciąż hodował tę jasną bródkę na skraju szczęki.
— Od razu czego chcę. Porozmawiać. Inaczej bym się nie fatygował. — Lenny szedł za nim z jedną dłonią w kieszeni. Był zupełnie inny od sztywnego, wyrośniętego Niemca. Jego kroki były sprężyste, lekkie, a ciało rozluźnione. — O, i widzę, że jednak psów nie masz. — Westchnął, rozglądając się po okolicy, nim wszedł do domu.
— Psów? — Hans spojrzał na niego z góry, trochę zbity z tropu, ale nadal z nienawiścią w oczach.
— Psów. Wiesz, w końcu mam telewizje, to oglądam filmy. A tacy jak ty zawsze w swoich zamkniętych, narkotykowych posiadłościach mają psy. Ale na szczęście nadal nie jesteś taki durny, aby być oczywistym. Uspokaja mnie to — dodał i minął go, kładąc rękę na klamce, aby wejść do mieszkania. Zachowywał się jak u siebie. Bezczelnie pewny. Tak jak w więzieniu.
Gdy wkroczył do domu, ujrzał zaraz za przedsionkiem łuk prowadzący do salonu, w którym nie zastał bynajmniej pustki. Na jednym fotelu siedział ciemnowłosy mężczyzna, palący papierosa, zapewne już któregoś, bo popielniczka na stole pełna była niedopałków. Ubrany był w garnitur i powitał nadejście czarnoskórego mężczyzny skrzywieniem warg. Naprzeciwko, na dosuniętej, krótszej kanapie siedział jeszcze jeden człowiek, ten już siwiejący, jasnowłosy, w bezrękawniku ukazującym tatuaż na ramieniu. Napis „Aryan brotherhood” i orzełek ze swastyką. Na długiej kanapie za to siedziała bardzo wyzywająco ubrana blondynka, która właśnie wycierała nos z białego proszku.
Lenny pozdrowił ich gestem dłoni z nieschodzącą z twarzy obojętnością na to, co widział. Odwrócił się do Hansa, oczekując, że ten zaproponuje mu jakieś miejsce, gdzie będą mogli porozmawiać. O sprawie Juana i… jego. Trzeba było to jakoś załatwić, a on nie chciał w to nikogo wplątać. Najchętniej zajebałby blondyna, podrzynając mu gardło, ale Ryan nie byłby zachwycony.
— No co? Chyba się nie krępujesz? Siadaj z nami — zadrwił Hans, mijając go i podchodząc do kanapy. Od razu wciągnął na kolana kobietę, która zachichotała i sięgnęła po szklankę jakiegoś bursztynowego napoju. Hans przyjął ją z wdzięcznością. — I nie mów, że jak w pierdlu nie chciałeś ze mną robić interesów, to ci się nagle coś pozmieniało.
Lenny nie odpowiedział od razu, tylko podszedł do stolika i pogonił faceta z tatuażem, aby się posunął. Kiedy ten zaprotestował, rzucił mu znaczące spojrzenie.
— Suń się, jeszcze grzecznie proszę. Trochę kultury dla gościa — zażądał, a ten, wymieniwszy jeszcze z Hansem krótkie spojrzenie, trochę się przesunął. Lenny usiadł więc wygodnie i oparł jedną nogę o stolik. Był jak u siebie, mimo że na cudzym terenie. — Mówią, że ludzie się zmieniają, ale nie. Nadal nienawidzę tej twojej mordy. I nadal rzygać mi się chce na myśl, aby się w ogóle z tobą zadawać.
Hans posmakował w ustach alkohol, powoli błądząc dłonią bez dwóch palców po boku kobiety. Ta patrzyła na Lenny’ego mocno zaćpanym spojrzeniem, garniturowiec trzymał dłoń przy pasie, a mężczyzna z tatuażem odpalał sobie papierosa. Sam salonik nie był duży, ale sprzęty na pewno były pierwszej klasy, podobnie jak antyki i… towar na stoliku.
— To naprawdę, Tunder, nie widzę powodu, dla którego tu jeszcze jesteś.
— Kto to? — wtrącił siwiejący mężczyzna.
— Siedział ze mną — wyjaśnił Hans. — Możesz co najwyżej znać jego ojca, bo stary Tunder był w twoim oddziale.
Jego rozmówca uniósł brwi i zarechotał nieprzyjemnym głosem.
— To syn tej małej szui, która wolała dupę grzać w izolatce, bo każdy chciał go zajebać za pyskówy? Dobre sobie!
Lenny spojrzał na niego swoimi zielonymi oczami ze spokojem, bez nerwów.
— Ten sam — potwierdził. — A potem ojca ktoś sprzątnął. Jaka szkoda, nie uważasz? — Westchnął ze sztucznym żalem. — Ale do rzeczy, Hans, nie będziemy wspominać starych dziejów. Bo to nudne. Przyszedłem pogadać o towarze i twoich chujowych wpływach. Mam kogoś, kto byłby zainteresowany, a do kogo masz zerowe szanse dotrzeć samodzielnie.
— A jeszcze przed chwilą nie mówiłeś, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego? — zauważył Hans, najwyraźniej bezpiecznie czując się u siebie, wśród swoich ludzi. Jednym z powodów musiała być na pewno broń, którą trzymał za połami marynarki jego ciemnowłosy gość.
— Nie chcieć a móc to dwie różne rzeczy, Hans. Ty chciałeś pokazać, jaki jesteś ważny w pierdlu, ale nie mogłeś. — Mulat wzruszył ramionami zlewczo. — Teraz ja nie chcę, ale mogę robić z tobą interesy. Więc jak będzie? Mam wyjść?
— To zależy, kim jest ten ktoś, kto byłby zainteresowany. Jak dużo ma w portfelu, czy chce jednorazowo, czy ciągnąć ze mną biznes. Szczegóły, Tunder, szczegóły, to może ocenię czy warto.
— Warto. Nie muszę ci się spowiadać. Ma kasę i lepsze znajomości niż ty, sądząc po tym domku jak z Simpsonów. Lepiej ty mi powiedz, czy jestem tu na darmo.
— To się okaże. Umówisz nas na spotkanie w wybranym przeze mnie miejscu. I co on w ogóle chce? Ja mam stały towar, hera i kilka mieszanek. Jak będzie wydziwiał, to już niech ci twoi czarni się w to bawią. Ja nie jestem, kurwa, wróżką od spełniania widzimisię — odpowiedział Hans i trzasnął trzymaną przez siebie kobietę w pośladek.
Ta pisnęła teatralnie, a siwiejący mężczyzna zaśmiał się i wlepił spojrzenie w jej cycki.
— Marihuana? — spytał prosto Lenny, nie wdając się w dyskusję.
Mężczyzna z tatuażem też już jakoś nie pyskował. Albo oddając wszystko w ręce Hansa, albo rozumiejąc zależność między śmiercią starego Tundera, którego niegdyś „znał”, a brakiem przejęcia w słowach syna.
Hans roześmiał się i odstawił pustą szklankę na niski, ciemny i masywny stoliczek.
— Pojebało cię? W Miami, kurwa, co trzeci chico ma swoich od tego. Zresztą, to żadne wyzwanie. To możesz sobie wyhodować na balkonie. Bardziej mi w smak zabawa o wpływy w heroinie. Meksykanie są na nas cięci, ale… krok po kroku, a z rynkiem sobie poradzimy. Myśl se o mnie, Tunder, co chcesz. Ale jak ty se radziłeś za kratami, tak tutaj ćpuni są moi. I wara mi od tego.
Lenny skinął głową.
— Nie planuję ci się w to wpierdalać. Jestem lepszy w czymś trudniejszym. A że też wiesz, że jestem szczerym człowiekiem, Hans, to jakkolwiek byśmy się nie lubili, nie wytkniesz mi, że nie. Też nie planuję ci się samodzielnie wpierdalać w handel, robię tylko za zainteresowanego łatwymi pieniędzmi. Ty mnie znasz, trochę ludzi mnie zna. Obaj wiemy, że nie byłem pierwszym lepszych durnym w pierdlu. Mogę wejść, gdzie chcę. Dlatego właśnie za tę drobną przysługę załatwiam ci dobrą znajomość. I upewniam się, co możesz zaoferować — odparł i wstał. — Pokażesz mi.
Hans milczał chwilę, jedynie patrząc na niego ze swojego miejsca na kanapie. Przesuwał dłońmi po skraju krótkiej spódniczki blondynki, po czym szepnął do niej „poczekaj, kotku”. Następnie, gdy ta usiadła obok, Hans wstał i jeszcze wyciągnął z szafki w biurku spluwę. Naładował ją i zatkał sobie za pasek spodni, nim podszedł do Lenny’ego.
— Jak to nie będzie warte zachodu, to masz kulkę w łeb, Tunder — powiedział i podążył do drzwiczek wiodących do piwniczki.
— Jakbym pierwszy raz to słyszał — odparł Lenny zlewczo, ruszając za nim, zupełnie ignorując dziwne spojrzenia pozostałych osób w salonie. — A odbiegając od tematu, serio dziadek siedział z moim ojcem? Jaka szkoda, że stary był takim bezużytecznym fiutem.
— I durnym. Więcej odsiedział za prochy niż ty za morderstwo — prychnął Hans z pogardą, zapalając lampkę i schodząc po wąskich schodkach.
Piwniczka była chłodna, lekki odór stęchlizny unosił się w powietrzu i pierwszym, co można było ujrzeć, były półki z butelkami. Hans jednak poprowadził mężczyznę dalej.
— Doczekał się przynajmniej swojego końca tam, gdzie powinien — mruknął Lenny, rozglądając się. — Ładnie tu. Piwniczka, te sprawy. Jeszcze powiedz mi, że macie tajne przejście, to zacznę zmieniać o tobie zdanie. Nie myślałeś raczej o… nie wiem… — wzruszył ramionami — innym budynku, aby w nim trzymać towar?
— Może jeszcze w porcie albo w bardziej podejrzanym miejscu jak opuszczona fabryka? — zadrwił Hans, podchodząc do skrzynek ułożonych obok siebie na samym końcu pomieszczenia.
— Mówiłem. Teraz mam telewizor z prawdziwego zdarzenia, a nie jeden na cały blok, gdzie lecą chujowe programy przyrodnicze albo programy dla otępiałych umysłowo. — Lenny prychnął, opierając się o jedną ze ścian i patrząc uważnie swoimi zielonymi oczami na wysokiego mężczyznę. — Od razu do tego wróciłeś? — spytał innym tonem niż dotychczas. Mniej wrogim czy związany z interesami.
— Nigdy nie przestałem — odpowiedział mrukliwie Niemiec, kucając przy jednej ze skrzynek i otwierając jej wieko. W środku znajdowały się równo ułożone worki pełne białego proszku. Widząc ich ilość, Lenny nie wątpił, że w ten sposób Aryjczyk mógł ustawić się na całe życie. — No i? Zadowala cię taki widok?
Lenny wyciągnął zza paska nóż i kucnął przy skrzynce. Wziął jedno z opakowań i zrobił w nim maleńką dziurkę. Na nożu została niewielka ilość białego proszku. Przyjrzał się jej, po czym oblizał ostrze. Tak jak zawsze, kiedy do pierdla przychodziły narkotyki.
— Skąd sprowadzane? — spytał, chowając znowu ostrze za pasek od spodni. — I daj taśmę.
— Ty nie będziesz tego brał, a ja wciąż nie wiem, kim jest ten twój klient, więc nie rządź się, Tunder. Sam się podziel najpierw jakąś informacją, a nie mi tu wywiad robisz. To ja tu trzymam towar, a ty co najwyżej przyszedłeś sępić się o moją łaskę — odpowiedział ostro Hans.
— To mam to wrzucić, aby się rozsypało? Daj taśmę. — Lenny wyprostował się, niezrażony słowami Aryjczyka. Nie był jego chłopcem na posyłki. — A koleś jest sprawdzony. To Chińczyk, niekarany, z tej ich chińskiej, pierdolonej pseudo-mafii. Chcę wiedzieć, co macie, bo najpierw chcę was sprawdzić, a on dba o renomę. Da wam kontakty na dystrybucję, a potem swój towar. O szczegółach będziecie razem plotkować, bo ja ci chyba, kurwa, na kuriera nie wyglądam.
Niemiec zawarczał pod nosem bardzo ostrym, nieprzyjemnym głosem i sięgnął do kufra z narzędziami, który stał nieopodal. Otworzył i pogrzebał, odsuwając kilka kluczy francuskich czy worków ze śrubkami, aż w końcu znalazł taśmę. Rzucił ją czarnoskóremu mężczyźnie i wyprostował się.
— Robiłeś z nim interesy? — zapytał, czekając, aż ten poradzi sobie z rozciętym workiem.
— W pierdlu, jak jeszcze zaczynał — wyjaśnił Lenny ze spokojem i zakleił worek. Odłożył go do skrzyni i oddał taśmę Hansowi. — Mówiłem ci. Sprawdzony. Teraz tylko lepiej sobie radzi od ciebie. Więc grzecznie zapytam skąd. Bo czuję, że jest w miarę w porządku. Byle się nie okazało, że z jakiegoś gówna to ciągniecie.
— Z Medellin w Kolumbii — odpowiedział Hans z niejaką dumą i wyzwaniem w głosie. Wrzucił taśmę do kuferka, zatrzasnął i skinął na schodki, by wracali.
— Dobrze, nie będę musiał cię przed nim tłumaczyć — odparł Lenny, idąc na górę. — W ogóle, masz jeszcze jakieś szczególne warunki, czy zwyczajnie, jak ostatni chuj, będziesz sprzedawać każdemu, kto się napatoczy, włącznie z dzieciakami ze szkół?
— Kieszonkowe dzieciaków ze szkół mnie nie interesuje — odpowiedział z pogardą Hans, wchodząc na górę i gasząc za sobą lampkę, nim Lenny pokonał ostatnie schodki.
— Czyżby aryjskie skurwysyny miały jeszcze trochę honoru? Nieźle — prychnął Mulat, zamykając za sobą drzwi i kierując się do salonu. Zwalił się na kanapę, nie obdarzając nikogo specjalnie pogardliwym spojrzeniem. — To co? Na kiedy i gdzie was umówić?
— Zostaw mi swój numer. Napiszę ci miejsce i czas — odpowiedział Niemiec, podchodząc do barku, żeby wyciągnąć kolejną butelkę szkockiej. Chciał jeszcze coś dodać i nawet odwrócił się już do Lenny’ego z otwartym ustami, gdy przerwał mu huk.
Tylnie drzwi od strony kuchni padły, tak samo jak frontowe, a przez nie do mieszkania wpadło kilkunastu ubranych na czarno mężczyzn. Okno za plecami dziewczyny i bruneta na kanapie zostało wybite, a z zewnątrz w ich stronę wymierzone karabiny. Postacie, które wpadły do pokoju, miały kamizelki i kominiarki oraz… naszywki świadczące o tym, że są z policji. O tym też wszystkich zebranych upewniły krzyki.
— Na ziemię! Ręce za siebie! NA ZIEMIĘ! — I jeszcze inne. Ale te ciężko było rozpoznać w harmiderze, który został wywołany.
Lenny, widząc policję, poderwał się jeszcze z kanapy, ale nie zdążył nigdzie się ulotnić, bo jeden z nich najpierw uderzył go, po czym brutalnie sprowadził na ziemię. Wykręcił mu ręce do tyłu, celując mu w plecy z broni i krzycząc, aby się nie ruszał. Zielone oczy Lenny’ego poza dywanem, w który został wbity, zarejestrowały tylko, jak jeden z mężczyzn z policyjnej obławy starał się obezwładnić szarpiącą się i wyrywającą jak piskorz dziewczynę. Reszta już była na ziemi. Hans też, bo, choć Lenny go nie widział, nikt nie wybiegł, udając się za nim w pościg. Zza kanapy widział płynącą po podłodze stróżkę alkoholu z rozbitej butelki.
Jak on nienawidził psów. Zero w nich delikatności.
— Spierdalaj! — syknął, szarpiąc się pod kolanem gliniarza. Był wściekły. Ale głównie na Hansa, bo to przez niego musiał to przechodzić. I na Juana, który był debilem jak mało kto.
Kiedy każdy był unieruchomiony za pomocą kajdanek oraz pozbawiony broni, do budynku wszedł nie kto inny jak… Roger Carter. Miał na sobie kamizelkę kuloodporną, ale poza tym nie był tak uzbrojony jak pozostali gliniarze.
Przeszedł ponad toczącą się butelką i spojrzał swoimi czarnymi, identycznymi jak syna, oczami po całym saloniku. Na Hansa, klnącego po niemiecku i opluwającego trzymającego go policjanta. Na siwiejącego mężczyznę z tatuażem, który wręcz panicznie patrzył po kominiarkach policji. Na garniturowca, który znosił wszystko z profesjonalnym chłodem, wbijając dość puste spojrzenie w dywan. A potem podszedł do leżącego Mulata i pochylił się do niego z wręcz namacalną odrazą na twarzy.
Lenny zwęził oczy i syknął, zaciskając zęby.
— Znam swoje prawa! Pierdol się! — warknął, a gliniarz mocniej przycisnął go do ziemi.
Carter prychnął z pogardą, ale odpowiedział z jadem w głosie. Nie miał czasu na słowne utarczki z kimś, kogo nienawidził całym sobą. I do tego teraz krzyżował z nim ścieżki. W takich okolicznościach.
— To skorzystaj z nich i zamknij jadaczkę.
Potem uniósł się i tylko rzucił „zabrać ich”, a policjanci poderwali skutych mężczyzn oraz jedną kobietę i zaczęli po kolei wyprowadzać z domu.
Roger Carter po drodze formalnie każdego poinformował o prawach i zarzutach, jakie były wobec nich stawiane. A kiedy wszyscy zostali załadowani do policyjnych samochodów, każdy oddzielnie, do domu mogli wejść kolejni policjanci, aby zabezpieczyć wszystkie dowody.

48 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 142 – Negocjacje

  1. Katka pisze:

    Tigram, niestety nie kojarzę sytuacji, więc sprawdzę to w wolnej chwili (na razie ich tyle co kot napłakał, więc pewnie rozdział troszku poczeka XD).

  2. TigramIngrow pisze:

    Zaraz, chwila. Richard po tym jak zjadl sniadanie z matką, udal sie do hotelu. A po rozmowie z Jeane Alex kazal mu zamowic kolacje?

  3. Katka pisze:

    高島惺子, nooo, jesteś coraz bliżej aktualnego rozdziału! Dobrze, że udało Ci się przebrnąć. Cóż, patrząc na taką wielkość FDTS nie ma się co dziwić, że kaaaażdy znajdzie gdzieś taką część, która go zastopuje. To by było bardzo dziwne, gdyby wszystko się podobało w takim tasiemcu i nigdy nie trafiło się coś nie w guście czytelnika. „A jak posadzicie Lenny’ego, to obrażam się na was na wieki wieków amen i przestanę rozważać ujawnienie mojego fejzbusia, żeby polajkować fanpejdże fdts.” – uuuu, to powiało grozą XD No cóż, sama odkryjesz, jak się potoczy wielki problem Lenny’ego… Może jakoś się wykaraska? Pozdrawiamy serdecznie i życzymy miłego i owocnego dążenia do aktualnego rozdziału :)

  4. 高島惺子。★★★ pisze:

    Cześć, tęskniłyście? Przybywam zdać raport ze swoich postępów w czytaniu^^
    Długo nie mogłam się zebrać do rozdziału z koszykówką, sama nie wiem czemu, do tego Shizu chyba coś nie poszło z jakimiś papierkami w pracy i jest niemożliwy w normalnym współżyciu miedzyludzkim (wolę nie pytać, takiego natężenia fachowej terminologii nie ma chyba nawet słownik)
    i tak zleciało jakoś.
    Trzymam kciuki za Alexa i Rusha<3 niech nie dadzą się rodzince.
    A jak posadzicie Lenny'ego, to obrażam się na was na wieki wieków amen i przestanę rozważać ujawnienie mojego fejzbusia, żeby polajkować fanpejdże fdts. Lenny… To Lenny, on po prostu nie może znowu wrócić za kratki! Szczególnie ratując dupę komu innemu…

  5. Katka pisze:

    Luinlos bardzo ładnie wytłumaczyła :) Zresztą chociażby jakby się Rushowi coś stało (piję do sytuacji z Lennym i Ryanem) to Alex byłby pierwszą osobą, do której Charlie by dzwonił. Alex podchodzi do tego też praktycznie, zresztą nie będę powtarzać słów Luinlos, jak to ładnie ujęła ;)
    Ooooch, a to „“Love takes off masks that we fear we cannot live without and know we cannot live within,” -James A. Baldwin” – that’s so Alex! XD

  6. luinlos pisze:

    Aj, no i umknęło mi.
    Cannum,
    „Drarry? Mirriel? Może czytałam Twoje wypociny, bo swego czasu namiętnie czytywałam historie z Hogwartu. Wciąż mam kilka opowiadań, do których mam duuuży sentyment.
    Nie mogę powiedzieć, że to moje wirtualne pół życia… Ale hm. To dość osobliwe, bo ja mam trochę takiego Miami u siebie :) tylko pogoda zimą bliższa Anglii i brak tu takich zajebistych gejów. Ale są mega uzdolnieni tatuażyści, piercerzy, wredziochy, słodziaki, kurzący mocno, i ci których nikotynka drażni w oczy ;)”
    Po pierwsze, pozazdrościć takiej „ekipy z Miami” na co dzień. Jestem przekonana, że to dużo wnosi do życia – pewnie zarówno radości jak i dramy od czasu do czasu, ale to zawsze miłe mieć taką swoją paczkę :)
    I nie, niestety nie mogłaś zobaczyć tam moich wypocin ponieważ jestem upośledzona jeśli chodzi o słowo pisane i nie napisałam nigdy nic fanfikowego. Chociaż na słabą wyobraźnię narzekać nie mogę (upośledzenie w pisaniu nie dotyczy komentowania, w tym mam przekręcone w innym kierunku i mogłabym pisać bez końca:P).

    Ach, no i znalazłam coś Alexowego:
    „Love takes off masks that we fear we cannot live without and know we cannot live within,” -James A. Baldwin
    To tak bardzo o Alexie <3 I Jasone <3

  7. luinlos pisze:

    Myślę, że Alex ze względów praktycznych nastawał by na wymianę numerami. Nawet na wypadek sytuacji typu „rozładowany telefon Rusha + nagła sytuacja w firmie/wypadek”
    Już widzę w wyobraźni taką sytuację: Gołąbki się sekszą, Alex się wścieka że Rusha nie ma w firmie na czas i co..? Dzwoni do Charliego i rzuca tylko „Witaj Charlie, podejrzewam, że jesteś teraz z Richardem. Proszę, przekaż mu, że chce go widzieć w pracy za godzinę i żeby na przyszłość nie zapominał o ładowaniu telefonu. Do widzenia.” i koniec połączenia :D

  8. Katka pisze:

    Tigram, cóż, to spore utrudnienie, takie przekazywanie wszystkiego przez Rusha, a Alex jest ostatnią osobą, która lubi komplikacje ;)

  9. TigramIngrow pisze:

    Wiesz, ale ja sobie po prostu nie wyobrażam Alexa dającego numer Charliemu, ani Charliego dzwoniącego do Alexa, skoro wszystko między sobą mogą sobie przekazać przez Rusha. Stąd moje zdziwienie.

  10. Katka pisze:

    Tigram, haha, jest i to jest w niej najlepsze! XD No dobra, mają kilka innych zalet (wad zapewne też), ale każda parka ma swoją specyfikę, a Ryan i Lenny najwyraźniej mają ten aspekt napięcia i dużych, gwałtownych emocji. Cóż, trzeba to czasem przeżyć XD A co do pytania z poprzedniego rozdziału „A tak właściwie to skąd Charlie ma numer do Alexa?” – trudno, żeby nie miał numeru do szwagra :)

  11. TigramIngrow pisze:

    No i teraz wiedząc jak to się skończyło mogłam spokojnie przeczytać całość :)
    Faktycznie, powiem Wam, że nerwy by mnie zeżarły jakbym przeczytała to wcześniej.

    Rynna jest cholernie stresogenna.

  12. Katka pisze:

    Yaoistka, Lenniak nie musiał, ale poszedł… Cóż, od tego każdy ma wolną wolę, by podejmować decyzje. Potem tylko można coś na nich ugrać albo się sparzyć… I haha, na swój sposób urocza jest ta Twoja wrogość do Jeane. Oj, nie jej wina, że chciała się wkupić w popapraną rodzinę… No dobra, jej wina XD Ale może jednak ma jakieś plusy… A propos PS… podziw… serio, jestem pod wrażeniem i zacznę się bać, że tacy jak Ty, którzy tyle razy czytają FDTS, będą więcej o nim wiedzieć niż my same XD A rozdzialik już tuż, tuż!

  13. Yaoistka^^ pisze:

    Katko, kocham Lenniaka! <3 On jest taki mrrr ^^ ale no kurcze, nie musiał iśc do niego do domu gdzie jest pełno prochów?

    Jeane powinna się wziąść do roboty dupą zarabiać, tylko to jej wyjdzie na dobre i kase będzie miała =.= a Alexa i Rusha niech zostawi w spokoju!

    PS: Przeczytałam znów wszytsko od początkuuuuu XDDDD

    PSPS: Mam nadzieję, że nie będę znów wariować i codziennie wchodzić, mimo, że wiem kiedy będą rozdziały ;(( Buuuu… chce już ten rozdzialiiiiiiiiiiikkkkk *o*

  14. Katka pisze:

    Floo, no właśnie, Juan nie chciał, ale nie wyszło XD A Kate… ooooch, jakby tylko wiedziała! Chyba wszyscy jesteśmy świadomi, że jak się wkurzy, to potrafi być złaaaa i okrutna. Więc Juan ma się czego bać, nie tylko ze strony Ryana. „Tatusiek pewnie nie odmówi sobie radości z poinformowania Ryana o tym że zamknął jego chłopaka.” – urocze spostrzeżenie, ale oczywiście nic nie powiem XD I tak, Alex akurat w tym momencie bardzo by się im przydał :( Ma wtyki, ma kasę, ma znajomości… i jest w Anglii :(

  15. Floo pisze:

    Ten człowiek jest upierdliwy. No po cholerę się tam pchał akurat dziś? Trzeba było przyjść jutro!
    Kurde jestem zła na Juana. Ja wiem że on tego nie chciał ale wszytko JEGO wina! Niech się Kate dowie co narobił i niech mu urządzi taki sajgon jakiego jeszcze nie widział! A potem niech mu jeszcze Ryan gębę obije to się osioł czegoś nauczy!
    Bardziej jednak się boję że Ryan chętniej obiłby Lennego. Tatusiek pewnie nie odmówi sobie radości z poinformowania Ryana o tym że zamknął jego chłopaka. Rany boskie niech Alex szybko wraca, bo obawiam się że będzie im bardzo potrzebny @_@

  16. Katka pisze:

    Cannum, w ogóle, jak się sięga w przeszłość myślami, do tych początków z homoerotyką, to taki mega sentyment łapie… Wydaje się to tak dawno, a jednak wciąż tym żyjemy. Dobrze mieć hobby, które się nie nudzi :D

    Kan, widzisz! To niezdrowe trafiać na końcówki, potem serca przyspieszają i zawał murowany. A tak, to wiesz, rozdział powoli przygotowuje na to końcowe boom XD Oj, ale nie zabijaj się, przecież nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło… czasami XD

    Sharon d’Arc, heeeeeeeeeeeej :D Och, to taki cudowny plus szokujących rozdziałów XD Cisi czytelnicy wychodzą z ukrycia. I fajowo, że trafiłaś do nas od Kohaku :D Cza jej podziękować XD Porównanie Alexa do nastolatka-mamałygi miażdży system… i to straszne, że ciutka prawdy może w tym być, haha. Nie miał wiele doświadczeń w czasach wczesnej młodości, więc może dlatego teraz się tak zachowuje? Toż on w ogóle dzieciństwa nie miał :( „Może, gdy uwolni się od rodziców to w końcu zacznie mieć normalne stosunki z resztą świata.” – no właśnie, bo w tym całym coming outcie nie liczy się tylko oderwanie od rodziców, ale w pewien sposób rozpoczęcie nowego życia, nauczenie się funkcjonowania w innym środowisku. Więc tak, możliwe, że jakieś zmiany w Alexie dzięki temu wszystkiemu zajdą. ” Na jego miejscu bym po prostu zerwała zaręczyny i “sorry memory, zdradzałaś mnie, więc nara”.” – taa, podejrzewam, ze większość z nas chciałaby coś takiego powiedzieć. Alex jednak woli być ostrożny, a dodatkowo coś na tym ugrać. No bo cóż, łatwo zauważyć, że jeśli nie miałby tych 3% Jeane, to nie mieliby z Rushem przewagi nad ojcem. A tak… mają jakiegoś asa w rękawie. „Widać, że Jason odwala kawał dobrej roboty.” – weź, on powinien jakiś medal dostać. Może z powołaniem się minął i powinien być terapeutą XD
    „Rayan chyba zamorduje Lennego, potem go wskrzesi i zamorduje jeszcze raz.” – hahaha, och, jak łatwo go przewidzieć, co nie? Toż to oczywiste, że będzie wściekły… A Katy… No cóż, to też nie jest spokojna dziewczyna… „Boże, jak Lenny pójdzie siedzieć… Alex, szybko wymyśl coś!” – och, a to ciekawe :D Takie… Lenny jest w areszcie, ale zauważasz, że Alex ma władzę XD Fajnie :D Jeszcze się nie pojawiło w komentach, hehe. „znanego i cenionego damskiego boksera i homofoba…” – wybacz, że znooowu Cię cytuję, ale fajnymi tekstami rzucasz. „Cenionego” haha. Och, tak, nie lubimy Rogera… No i znowu pojazd po Juanie. Zgadzam się. Należy mu się porządny kop w dupę… Och, dziękujemy za ujawnienie się, naprawdę nam bardzo miło i w ogóle :D I lubimy długie komenty, żeby nie było, hehe. Pozdrowionka ;)

  17. Sharon d'Arc pisze:

    Ninja miał się nie ujawniać no ale muszę to skomentować…
    Może w ramach wstępu tylko powiem, że trafiłam tu szukając Joe’go od Kohakku równo z rozdziałem 129 i oczywiście musiałam go od razu przeczytać (stwierdziłam wtedy, że Alex to jakiś niedoświadczony nastolatek-mamałyga, więc nieźle się zdziwiłam, gdy zaczęłam czytać od początku XD), ale że mam w zwyczaju pisać koszmarnie długie komentarze i wdawać się w dyskusje, to stwierdziłam, że zostanę „cichą wielbicielką”. No ale jak o północy przeczytałam dzisiejszy rozdział to stwierdziłam, że czas się ujawnić…
    Uwielbiam to jak Alex potrafi udawać lodowato spokojnego, podczas gdy w środku jest rozrywany przez różne emocje, których pewnie sam do końca nie rozumie. Może, gdy uwolni się od rodziców to w końcu zacznie mieć normalne stosunki z resztą świata. Chciałabym, żeby jego relacje z Rushem były jak brata z bratem a nie wspólnika ze wspólnikiem. Mam nadzieję, że Jason sobie z tym poradzi. No i zaskoczyła mnie „pusta idiotka”, która nie okazała się idiotką (pusta jest nadal, albo przynajmniej dobrze udaje). Przeraża mnie jak racjonalnie do tego wszystkiego podchodzi. Nie rozumiem tylko dlaczego Alex chce dać jej jakiekolwiek udziały w firmie. Na jego miejscu bym po prostu zerwała zaręczyny i „sorry memory, zdradzałaś mnie, więc nara”. Chyba, że to tylko część jakiegoś przebiegłego planu, którego my, biedne żuczki, nie rozumiemy jeszcze. Cieszę się, że Alex otwiera się powoli na ludzi, szczególnie na swojego brata, przecież się go bał jak pewnie większość z nas Buki w dzieciństwie… Widać, że Jason odwala kawał dobrej roboty.
    Co do Lennego i Juana…. Jak mogliście być takimi idiotami?! Przecież jak Rayan i Katy się dowiedzą… Rayan chyba zamorduje Lennego, potem go wskrzesi i zamorduje jeszcze raz. Już tak dobrze im się układało. Wyjaśnili sobie miłość Rayana do „czekolady” i „księżniczkę”. Lubicie się chyba znęcać nad bohaterami :P Boże, jak Lenny pójdzie siedzieć… Alex, szybko wymyśl coś! A Lenny też inteligentny, tak się władować. I to jeszcze na ojca jego kochanka, znanego i cenionego damskiego boksera i homofoba… On tego nie przeżyje… albo będzie miał skazę na psychice. Rany, a jak sobie pomyślę o awanturze jaką mu Rayan urządzi, który do tego jeszcze domyśla się, że on coś kręci… TO będzie Armagedon… A Juan też inteligentny inaczej! Kumpla w coś takiego wpakować! Jak się popełnia podobne debilizmy to potem trzeba samemu za to płacić, a nie zwalać to na innych. Mógł pilnować swojego wspólnika. I siebie samego przy okazji. Ale on mnie wkurzył, normalnie ma teraz u mnie minusa jak stąd do Helsinek przez Ateny…

  18. kan pisze:

    O nie!!! Lenny, cholera jasna, tylko nie więzienie. Jeżeli rozbijecie ten związek i zakujecie na panterkę na stałe w kajdany to ja się zabiję, no normalnie umrę.

    NO, to teraz muszę przeczytać bo przypadkiem trafiłem na końcówkę i moje serce przyśpieszyło niewyobrażalnie ;d

  19. cannum pisze:

    luinlos: Ja zaczęłam od zajrzenia z ciekawości w jakieś fanowskie opowiadanie z paringiem męsko-męskim. A kiedy? Hmm… Koniec podstawówki? Nie pamiętam :x stary wyjadacz jestem :D
    Mnie bawi jak bardzo się czasem angażuję w sytuacje, myślę, co się może wydarzyć, jakby zareagował X gdyby Y.. I tak dalej- nie powiem, wykłady są stworzone do takich kosmicznych odysei.
    Drarry? Mirriel? Może czytałam Twoje wypociny, bo swego czasu namiętnie czytywałam historie z Hogwartu. Wciąż mam kilka opowiadań, do których mam duuuży sentyment.
    Nie mogę powiedzieć, że to moje wirtualne pół życia… Ale hm. To dość osobliwe, bo ja mam trochę takiego Miami u siebie :) tylko pogoda zimą bliższa Anglii i brak tu takich zajebistych gejów. Ale są mega uzdolnieni tatuażyści, piercerzy, wredziochy, słodziaki, kurzący mocno, i ci których nikotynka drażni w oczy ;)

  20. Katka pisze:

    Aisling, „Dobrze że nie było kłótni, a jego propozycja jest ciekawa i godna przemyślenia.” – co nie? :D Na miejscu Jeane bym się nawet nie zastanawiała i brała ofertę XD Chociaż pewnie byłoby mi bardzo przykro, że taki Alex nie chce za mnie wyjść, haha. Ale Alex na pewno jest kontent, że aprobujesz jego pomysł XD Och, a Juana to byście chcieli dusić, wszczepiać mu bomby, walić przez łeb… a potem nawet Katy nie umiała zidentyfikować jego ciała :( „Tylko nie niszczyć parki Rayan&Lenny” – i tu się rodzi pytanie, czy ich związek jest na tyle silny, by wytrzymać tę próbę. Dziękujemy za wenę i trzymaj za nich kciuki, Aisling! :)

    Cannum, dooookładnie, Alex bardzo zaryzykował, ale…! W końcu w planie było po prostu zerwać zaręczyny, czyli pozbyć się narzeczonej. A on to rozkminił na inny sposób i postanowił nie tylko pozbyć się problemu, ale i coś na tym ugrać. I teraz ma sojusznika, jak dobrze zauważyłaś :) Może coś jeszcze z tego mu na dobre wyjdzie! Haha i też uważam, że angielskie szczotki w tyłku są na swój sposób urocze XD Jay też na bank popiera.
    Co do ojca Ryana – nooo, to właśnie takie fajne dla nas było, że spora część z Was była świadoma tego, że Roger Carter siedzi w narkotykach. Więc bardzo ładnie przewidywaliście, że coś z nim może się pojawić. To się pojawiło XD Jak to ładnie nazwałaś – JEBUT. „Mam ochotę zaszyć naszemu latino bombę wodorową w żołądku i czekać aż go od środka wyżre =.=” – to chyba dzisiaj jedna z najbardziej brutalnych opcji ukarania Juana XD oj, dostaje się chłopaczynie, dostaje. „Drama musi być.” – widzę, że opinie są podzielone (jak zwykle XD), ale się cieszę, że się podoba! Spokojne czasy jeszcze nadejdą, ale troszku zamieszania może być. A co do nazi-boya… powiem jedno… HOT! XD

    Yaoistka, „Jeju po c on wgl tam taszczył ten swój tyłek?!” – bo chciał pomóc :( A to nie zawsze wychodzi na dobre. Och, ale widzę, że od Ciebie Jeane dostaje się nawet bardziej niż Juanowi! Och, jakby Wam ich oddać, to czuję, że by był bardzo widowiskowy lincz… XD „ps: Katko jak ty się umiesz rozpisać ;P Jestem pod wrażeniem.” – hahaha, dzięki XD Bo ja lubię z Wami dyskutować :)

    Oooch, jeszcze słowo…

    Cannum, Twoje „To nie jest tak, że siadam przed kompem co 3 dni i mam rozrywkę przez 15 minut. Mam ją 24/7 :D” – awwwwwwwwww, mam zaciesz :D Serio, nie masz pojęcia :D Cieszę się, że tak się zżyłaś z naszą pseudo-twórczością XD

    I jeszcze Luinlos, „Niby monotonne i czasami mam wrażenie że jakieś ważne rzeczy mnie omijają albo młodość przecieka przez palce, ale… Nie wyobrażam sobie co by było bez tych wszystkich opowiadań.” – Boże, jak ja wiem, co masz na myśli XD Także high five!

  21. luinlos pisze:

    Cannum, ja też!
    I to jest trochę niepokojące, że żyję bardziej życiem wszystkich bohaterów fikcyjnych niż swoim własnym… W sumie czytam tak wiele różnych rzeczy, że to się stało jakby… Jednym z podstawowych elementów mojego funkcjonowania. Uczelnia, od czasu do czasu jakieś wyjście ze znajomymi (i tak częściej przez skype’a czy g-talka się komunikujemy niż na żywo) i rodziną, a tak to czytanie, rysowanie, anime, i jeszcze więcej czytania.
    Niby monotonne i czasami mam wrażenie że jakieś ważne rzeczy mnie omijają albo młodość przecieka przez palce, ale… Nie wyobrażam sobie co by było bez tych wszystkich opowiadań.
    Aż łezka w oku się kręci, jak sobie przypomnę moje początki z fanfikami do Pottera na forum Mirriel. Kiedy to było… Jakieś 9 lat temu jak byłam w 2 klasie gimnazjum :D Hi hi hi, jak się początkowo speszyłam jak zobaczyłam pierwsze w życiu Drarry :D

  22. cannum pisze:

    luinlos: a, to podziwiam. Ja bym cukrzycy dostała! Jak widać zdanie jak tyłek, każdy ma swoje ;)
    Na szczęście od decydowania mamy nasze autorki i bandę gejów z Miami.
    Jeej, właśnie mnie naszła refleksja, że FDTS ( i inne opowiadania również, lecz nie w tak ogromnym stopniu) wpisały się niejako w moje życie. To nie jest tak, że siadam przed kompem co 3 dni i mam rozrywkę przez 15 minut. Mam ją 24/7 :D

  23. Yaoistka^^ pisze:

    No Juan wycierpiał, ale za tą głupotę mam mu ochotę przywalić. Na dodatek Lenny! Jeju po c on wgl tam taszczył ten swój tyłek?! Teraz będą problemy bo policja jak zbada mu krew zauważy te prochy (które zlizał z ostrza)
    Rozumiem, że Alex chce zabezpieczenia, ale mimo wszystko powinien mieć na nią wyje*** :/ to taka sucz! wredne babsko! tylko kasa jej we łbie! a potem się dziwić, że bogate dziecko ucieka z domu lub coś innego. :/
    A szczerze… nie ubędzie Alexowi i Rushowi, jak dają jej te % :/ niech ma wariatka. weny!!! :)

    ps: Katko jak ty się umiesz rozpisać ;P Jestem pod wrażeniem.

  24. luinlos pisze:

    Cannum, „I dobrze! Ja wiem, nie lubimy krzywdzić naszych bohaterów, niech im się wiedzie różowo, tęczowo i namiętnie, i do końca świata… Tylko kto by o tym czytał?”
    Ja bym mogła czytać :D

  25. cannum pisze:

    Profesjonalna rozmowa biznesowa, inaczej nie idzie nazwać rozmowy Alexa i Jeanie. Dwadzieścia trzy procent? Wow, sporo. No, ale cóż- w interesach ryzyko się zazwyczaj opłaca. Widać, że Alex rozegrał sobie wszystko bardzo szczegółowo- była narzeczona stała się sojusznikiem, partnerem w interesach i zabezpieczeniem na wypadek konfliktu z ojcem. Zyskał niejako podwójną wolność- od kontraktu małżeńskiego i toksycznej rodzinki. Brawo, Alex! „Uśmiechnął się lekko i od razu zatkał sobie usta, kiedy zdał sobie z tego sprawę.” – Grey i jego angielska szczotka w tyłku :D Na swój sposób to było urocze.
    Ale, ale, żeby nie było tak łatwo, lekko i przyjemnie, mamy mały JEBUT! :D Wcześniej myślałam trochę o tym, że ojciec Ryana może być związany ze sprawą z narkotykami, ale nie sądziłam, że aż tak bezpośrednio. No i sytuacja Lenny’ego jest nieciekawa. Właściwie nie miał do tej pory z tym syfem niewiele wspólnego, chciał pomóc Juanowi poprzez swoje kontakty i wpadł w niezłe gówno. Właściwie za nic. Mam ochotę zaszyć naszemu latino bombę wodorową w żołądku i czekać aż go od środka wyżre =.=
    Oj, będzie nieciekawie. I nie wiadomo, co na to Ryan- ojciec na pewno kojarzy Lenniaka, jeszcze może podejrzewać, że jego syn też w tym siedzi. Podkręciłyście atmosferę:)
    I dobrze! Ja wiem, nie lubimy krzywdzić naszych bohaterów, niech im się wiedzie różowo, tęczowo i namiętnie, i do końca świata… Tylko kto by o tym czytał? Tak to by był spadek ciśnienia po powrocie Greyów z Anglii i co potem? Rush oświadczający się Charliemu, przygotowania do ślubu i masowe rzyganie tęczą? Drama musi być.
    Hahaha, nie wiem, dlaczego do tej pory o tym nie wspomniałam, ale totalnie rozpierdala mnie (i nie, nie da się użyć tu innego słowa) postać Hansa-aryjczyka. Ten nazi-boy kojarzy mi się z taką dość nieudaną kampanią: http://i.wp.pl/a/f/jpeg/30253/hans.jpeg – więc za każdym razem jak o nim czytam to zamiast się wkurzać mam głupawkę :D

  26. Aisling pisze:

    To znowu ja ;-)

    Alex rozegrał jak zawsze wszystko profesjonalnie, aż miło. Dobrze że nie było kłótni, a jego propozycja jest ciekawa i godna przemyślenia. Oby wszystko się udało :-)

    Juana udusić, sam ładuje się w kłopoty, by później „Lenny ratuj!”. Oboje postąpili źle,ale Lenny wpadł w jeszcze większe bagno! Ciekawe co będzie dalej…:-) Tylko nie niszczyć parki Rayan&Lenny, bo będzie mi smutno i więcej nie będę czytać :'(.

    PS. Weny i błagam o ratunek dla ulubionej parki

  27. Katka pisze:

    Another, tylko nie w anoreksję… To zło! No ale, ale, może nie będzie tak źle, w końcu to utrzymywanie u Was napięcia od dłuższego czasu naprawdę dobiega końca, więc powinniście się cieszyć, że już niedługo będzie rozwiązanie! XD Ale mamy nadzieję, że jednak do tego momentu przeżyjesz w całości… XD I tam od razu potwory… Dbamy przecież o Was… na swój sposób ;*

    Oshi, spoko XD Zdarza się, hehe. „A przez Marg Mike nie dal się “namówić” na bycie gejem xD” – na szczęście! Jeszcze jakiejś traumy by się nabawił, czy coś… XD

    Tess, każda teoria jest dobra, bo świadczy o tym, że analizujecie to, co czytacie, a nam się meeeega fajnie czyta wszelkie domysły! No im więcej ich będziecie wysnuwać, tym większe prawdopodobieństwo, że któraś będzie trafna. „W końcu nie mogą zamknąć Lennego, nie?” – Roger jest zdania, że jak najbardziej można… XD Oj, ale jak to się potoczy… Och, wszystko się bardzo niebawem okaże :D Haha, a kalkulujący Alex na pewno jest w jakimś sensie nudny XD Ja wiem, że my go kochamy, ale mamy z nim „do czynienia” po godzinach pracy. Co innego, jakbyśmy śledzili jego losy w biurze… Pewnie 90% z nas by potężnie ziewało XD „Tak dawno już nie uprawiali seksu ;>” – haha, a to było urocze XD Najważniejszy argument! XD

  28. Tess pisze:

    To ja może zacznę od końca.
    Lenny ma przejebane… Fakt. Chociaż mi w głowie zaświtała absurdalna myśl, że może zgadał się z policją i dlatego tak wypytywał o szczegóły tego całego Hansa. No wiem, że to dość nierealna wizja, ale wolę na razie myśleć, że tak jednak jest. W końcu nie mogą zamknąć Lennego, nie? Nie?! No powiedzcie, że nie :D
    Chociaż z drugiej strony po co by go policja atakowała… Sama już nie wiem. W głowie mam tyle scenariuszy, że aż boli xD
    Ta cała rozmowa z Alexem i jego już byłą narzeczoną była strasznie nudna, myślałam, że Jeane dowie się, że jest gejem i będzie zadyma, a tu tylko jakieś warunki i umowy :D Niech już Alex wraca do Jasona, no… Tak dawno już nie uprawiali seksu ;>

  29. Oshi pisze:

    Aaaa, zapomniałam ze juz to komentowalam z telefonu i myślałam, ze mi się coś zacielo xD. Sorry xD.

    Ja nie mam nic do hetero, przydają się do przyzwoitosci czasami xD. A przez Marg Mike nie dal się „namówić” na bycie gejem xD

  30. another69 pisze:

    Kuiggghhhfaa Q.Q
    I mam teraz czekać 9 (9!!!) dni do następnego rozdziału? Toż ja spać nie będę mogła! Nie będę jeść i wpadnę w anoreksje! Z nerwów kogoś zabiję, albo podpalę dom *,* Zamiast myśleć o poprawianiu ocen będę myśleć o tym i nie dostane się do żadnej porządnej szkoły i skończę pod mostem śmierdząca szczochami i wyglądająca jakby ktoś mnie przeżuł i wypluł! I to wszystko przez Was Q.Q

    Za karę skomentuje całość dopiero w następnym rozdziale xD Taki szantaż emocjonalny, nie będzie rozdziału – nie będzie komenta xD

    Potwory Wy…

  31. Katka pisze:

    Tigram, taka sielanka to czasem fajny sposób na odstresowanie od rzeczywistości :D Spoko, nadejdzie ;) W końcu musi XD

    Enid, spoko, zawsze powtarzamy, że nieważne, by komentować stricte regularnie, ważne, by dawać znać, że czytacie :) Więc wiesz, fajnie, że widzę, że wciąż z nami jesteś i od czasu do czasu skomcisz ;) „mnie się niezmiernie podoba to, że teraz jest tak dużo akcji!” – hehe, emocje są ważne, więc fajnie, że się podoba. To jak z serialami, zawsze dranie urwą w najmniej odpowiednim momencie, a tam nawet nie można ponarzekać twórcom, że torturują publiczność, która po prostu jest bezradna i musi czekać ten tydzień na następny odcinek… W ogóle fajnie, że tak rozkładasz całą akcję na części pierwsze. W sensie – rzeczywiście, jakie zarzuty mogą zostać postawione Lenny’emu. To kluczowe, bo przecież są takie przestępstwa, za które siedzi się kilkanaście ładnych latek, a takie, za które rok-dwa i tak dalej. Więc fajnie, że nad tym dumasz. A co Lenny chciał osiągnąć podczas całego tego spotkania z Hansem… W sumie to nie będę odpowiadać na tę rozkminę, bo to jeszcze zostanie wytłumaczone w tekście niebawem. Ale znowu – fajnie, że przykładasz wagę do szczegółów. Czasami wystarczy trochę poanalizować i można samemu sobie odpowiedzieć na pytanie, co będzie dalej.
    Hehe, porównanie postaw Lenny’ego i Alexa – faaaaajne. Oni tak inaczej podchodzą do interesów, a jednak mają ze sobą w moim mniemaniu coś wspólnego (poza wspólną twórczynią – Shiv XD).
    No i już a propos IOI – och, widzę, że mogłabyś sobie z Shinu przybić piątkę, a propos obwiniania Walta XD Czuję, że serio moglibyście wszyscy stworzyć takie 3 obozy, gdzie kozłem ofiarnym byłby James, Albert i Walt. Choć może i znaleźliby się tacy, którzy nie uznaliby żadnej lub winę wszystkich. Niemniej, to zapewne zależy od strony spojrzenia, no i tego, z kim się bardziej solidaryzujecie. Przyznam, że mi się czyta dobrze każde z Waszych spojrzeń na sprawę :)
    Ooooch, no i bonusik :D Pozwól, że zacytuję większy fragment: „Dla niego Josh jest najważniejszy na świecie i jest Joshem, a nie psem, jednak rozumiem, że po pierwsze – póki jest Josh chory, nie może poczuć za dużo wolności, a po drugie – że to jest też dowód miłości Masona – on go tak kocha i się boi, że go straci, gdyby ten miał prawo wyboru” – bardzo trafnie. Josh, jakby miał za dużo wolności, to by sprawiał wiele problemów. Oczywiście nie z każdym chorym tak jest, jednak Josh długi czas był bez lekarstwa, część tej wirusowej dzikości zdążyła się już nieodwracalnie zakorzenić w jego organizmie, więc Mason sobie zdaje sprawę z tego, że po prostu nie może dać Joshowi za dużo. Mimo że ten by bardzo chciał i mimo że oglądanie go szczęśliwym daje Masonowi dużo radości. Ale… no muszą być jakieś granice. A co do seksu… hehehe, spoko, wiem co masz na myśli XD

    Luinlos, taaa, z tą sielanką rozumiem w pewien sposób. W końcu nie tylko Wy jej potrzebujecie podczas czytania, ale i my podczas pisania czasem też. Wiesz… chodzimy na uczelnie, zmagamy się same z szarą rzeczywistością i problemami i wracając do domu, człowiek też chce trochę odpocząć, a nie zawsze pisanie czegoś ciężkiego jest odpoczynkiem (mimo że sam proces pisania to mega frajda). Ale angst wzbudza nerwowość, pobudzenie i tak dalej, więc sielankę czasem bardzo dobrze się pisze, jak się ogólnie jest zmęczonym życiem XD A to się na pewno w jakiś sposób da porównać do Waszego czytania tego, co piszemy. Niemniej, sama rozumiesz, równowaga musi być XD Trochę akcji, trochę spokoju. Na wszystko nadchodzi czas.
    Zaś jeśli chodzi o sam proces pisania… Hmmm… Jakby to… Po pierwsze – przyznam, że o dziwo lepiej, łatwiej i przyjemniej (i wręcz owocniej) pisze nam się, gdy… nie ma planu XD Ale tak totalnie na żywioł. Jednak plan często powoduje jakieś ciśnienie i ogranicza. A pisanie bez niego to zupełne, całkowite puszczenie wyobraźni. Ale tak przykładowo… SV w dużej mierze było pisane bez planu. Jakieś tam założenia się pojawiały, ale nie było stricte zaplanowanych wydarzeń i po prostu się działo. Podobnie Outsider (którego napisałyśmy w tydzień-dwa). Z kolei ATCL to zupełnie inna bajka, bo tutaj nie ma mowy o pisaniu „na żywioł” (jednak pisze się dobrze). Tutaj wszystko jest zaplanowane. Serio, nie da się inaczej. „Czy nie zdarza się tak, że macie jakiś problem z podjęciem decyzji jak poprowadzić dalej akcję, bo, przykładowo Alex by chciał postępować w jakiś tam sposób, Jason inaczej i jak tu spójnie wszystko zrobić?” – o kurcze… na to ciężko logicznie odpowiedzieć XD Ale po kolei… czyli zakładamy, że są gdzieś, dzieje się coś i Alex o czymś nagle decyduje. I Jason się z tym nie zgadza… hm… kurcze, chyba potrzebowałabym jakiejś konkretnej sytuacji, by na to odpowiedzieć. Bo staramy się nie podejmować decyzji za bohaterów. Jeśli się z czymś nie zgadzają – powstaje kłótnia między bohaterami (bynajmniej nam się bardzo rzadka zdarza kłócić o ciąg dalszy), ewentualnie szukają kompromisu. To już zależy od osobowości postaci. To one tak naprawdę decydują o tym, jak się potoczy akcja. My jedynie możemy ich wpakować w jakąś scenkę. Bo tak jak pisałaś, same mamy element zaskoczenia. Staramy się nie informować wzajemnie, co zrobi druga postać z prostej przyczyny – by pisanie dawało frajdę. Bo to jak obcowanie z drugą postacią, poznawanie jej. Byłoby nudno, gdybyśmy wiedziały, co się wydarzy. A tak, to przynajmniej czujemy się trochę jak Wy. A przynajmniej połowicznie, bo nie znamy połowy treści tego, co się dzieje.
    „Albo czy nie wściekacie się na siebie nawzajem jak np Lenny wywinie jakiś numer Rayanowi (albo na odwrót)?” – hahaha, oj różnie bywa XD Czasami to jest niezdrowa ekscytacja, jak dzieje się coś wow, czasem wkurzam się równie mocno jak bohaterowie w danym momencie – ale znowu, nie na siebie jako autorki, tylko na bohaterów XD Np. dajmy na to ta akcja z Juanem i Hansem. Ja piszę Juana, więc tak naprawdę to ja wpakowałam w ten cały syf Lenny’ego, a więc na Shiv spadło całe to skomplikowane zmaganie się z problemem. I nie, bynajmniej nie jechała po mnie, że co ja wyrabiam, tylko cały czas przeklina Juana, jakim jest debilem i tak dalej XD
    „Takie wspólne pisanie ma wiele zalet, ale wydaje mi się trochę trudniejsze niż jak jedna osoba panuje nad sytuacją.” – a to jest kwestia raczej współautora. Jeśli nie ma się takiego współautora, z którym dzieli się np. podobne poczucie humoru, styl, spojrzenie na świat i, co dość mocno istotne, preferencje i upodobania łóżkowe (postaci, nie osobiste XD), to się pisze ciężko. W końcu jak się jest samemu, to można wszystko pisać tak, jak się chce. Ale jeśli się uda trafić na kogoś, kto ma „podobny mózg”, to wręcz jest 100000x łatwiej pisać z tym kimś. Bo… odwala połowę roboty XD No już nie mówiąc o tej frajdzie z poznawania cudzej postaci i obcowania z nią :) Ufff… mam nadzieję, że chociaż troooszkę rozjaśniłam sprawę i odpowiedziałam na Twoje pytania w sposób zadowalający XD
    A co do ankiety – owszem, szykuje się XD

    Oshi, Twój poprzedni, bardzo podobny komentarz się wstawił, choć nie wiem, czy nie piszesz drugi raz dlatego, że coś Ci się pieprzy z netem czy coś? Aleeeee i tak muszę się odwołać „Wiedziała, że osoba hetero namiesza w homo świecie.” – bo to mnie mega rozbawiło XD Ach, ta urocza dyskryminacja XD Oj, Marg np. nie mieszaaaa! XD

  32. Oshi pisze:

    O. Ja. Pierdole. – za przeproszeniem. Niby od początku wiedizała, że ta cała sprawa smierdzi, ale tego się nie spodziwałam. Jeszcze Roger go przymknął. Morderca siedzi sobie z dilerami a do tego został schwytany przez homofoba. To nie wygląda za ciekawie moim zdaniem. ugh, moje serce xD. Wiedziała, że osoba hetero namiesza w homo świecie.
    Nieźle Alex to sobie wymyślił. Wilk syty i owca cała xDD. Pierwszy krok za nim.
    Dziewieć dni będziemy teraz musiały czekać na dalszy rozwój akcji. Toż to torturowanie psychiczne xD

  33. luinlos pisze:

    Katko, „Ale spoko, jeszcze będzie taka sielanka, że będziesz nią bełtać XD ” – sielanką nie da się bełtać. Jeśli tylko będzie wzbogacona o jakieś mizianie się Alexa i Jasona, oczywiście a nie tylko Gołąbkowe gruchanie ]:->
    Poza tym, ja nie potrzebuję do pełni szcześcia jakichś mega silnych wrażeń czy zwrotów akcji. Opisy jakichś takich codziennych sytuacji, drobnych rzeczy i uczuć (i dobrych i złych) bardzo mi odpowiadają. Silne emocje mnie troche… wypalają. Nie wiem czy piszę jasno o co mi chodzi.
    Tigram, piąteczka jeśli chodzi o Rayana! i tak, zdecydowanie sielanka chociaż u jednej pary byłaby wskazana (i nie mam tu na myśli Marg i Mike’a).
    Ale, ale! Ja tam poza sielanką to ciągle czekam jeszcze na seks Jasona i Alexa przed rozmową z rodzicami. Kurde, wystarczyło kilka zdań w jednym z rozdziałów, gdzie Jason wspomniał by Alex się nagrał, a lawina ruszyła :D I czekam na to z niecierpliwością.

    W ogóle, zaczęłam się zastanawiać, jak Wy (Katko i Shiv) panujecie nad fabułą FDTS. Bo każda z Was pisze innych bohaterów i jakby… macie element zaskoczenia nawet dla siebie nawzajem. Czy to są jakieś wstępne konsultacje jak ma się akcja dalej rozwijać i potem pozwalacie „bohaterom” ją jakoś dalej pociągnąć? Bo rozumiem, że się w nich jakby… wcielacie. Czy nie zdarza się tak, że macie jakiś problem z podjęciem decyzji jak poprowadzić dalej akcję, bo, przykładowo Alex by chciał postępować w jakiś tam sposób, Jason inaczej i jak tu spójnie wszystko zrobić? Albo czy nie wściekacie się na siebie nawzajem jak np Lenny wywinie jakiś numer Rayanowi (albo na odwrót)? Takie wspólne pisanie ma wiele zalet, ale wydaje mi się trochę trudniejsze niż jak jedna osoba panuje nad sytuacją.

    Coś czuję nosem jakąś zbliżającą się ankietę. Dobrze myślę? :>

  34. Enid Partenopajos pisze:

    Z tego co czytam w komentarzach przewinęło się jakoby najlepszym rozwiązaniem był rozpad Rynny…
    NIE! I proszę mi tu nie podnosić ciśnienia, ja mam jeszcze ustną z polskiego do zaliczenia ;p
    Wiem, ze ze mnie to taki zły, mały elf, który jak ma fazę to komentuje i komentuje, a jak nie to zacicha na dłuugi czas…jednak zawsze Was czytam, jesteście jedynym blogiem, który czytam regularnie *moja niesumienność objawia się nawet w czytaniu więc to serio cud, że czytam coś regularnie*, ja Was wręcz uwielbiam i zawsze czuję niedosyt. Może to zabrzmieć patetycznie, bądź obsesyjnie, jednak nie wyobrażam sobie moich dni bez FDTS…
    A zmierzam do tego, że jeżeli kiedykolwiek rozbijecie Ryanka z Lenniakiem to ja już NIE BĘDĘ mogła tego czytać, bo mnie serce będzie boleć więc weźcie to pod uwagę!
    Ponadto mnie się niezmiernie podoba to, że teraz jest tak dużo akcji! Ale przez to czekanie się wydłuża, to tak jak czekanie na kolejny tom ulubionej powieści T;T Nie znam się na prawie, zawsze była nogą z wosu, jednak…przecież Lenny kompletnie nic nie zrobił! Jedynie troszeczkę, ociupinkę posmakował tamtej koki. Oczywiście, to, że musiał być tam Roger Carter już zapowiada, ze nawet jeśli Lenny nic nie zrobił i nic na niego mieć nie mogą, to mieć będą – w końcu Carter to mściwy, za przeproszeniem, skurwiel. Mimo to czuję niezdrową ekscytację na myśl o tym, że może z nim nastąpić konfrontacja, co ja mogę, że lubię takie momenty? Jeżeli w następnym rozdziale nie będziecie kontynuować wątku Lennego to się zapłacze. Chcę już żeby Ryan się dowiedział, co na pewno nastąpi, i żeby oni już porozmawiali. Męczy mnie co oni mogą mieć na Lennego, jakie zarzuty mogą mu postawić. Pieprzony Juan. Dołączam się do grona osób chcących go zabić. Poza tym zastanawiam się dlaczego Hans wygraża się latynosowi i Tunderowi, skoro zna tego drugiego i z tego co widać odczuwa przed nim respekt? I co pomogą interesy z tym aryjczykiem w sprawie Juana – czy Lenny chciał, żeby Hans zostawił go za to w spokoju?
    Podobały mi się te negocjacje. W obu przypadkach. Przy Lennym, ta jego postawa, pełne napięcia dialogi, gdzie jeden zły ruch czy słowo i dojdzie do rzezi.
    Zaś przy Alexie i Jean ten lód, to wyrachowanie aż czuć było z daleka. Całkowicie pozbawione uczuć, bezwzględne interesy, gdzie wygrywa ten, kto ma kontrole nad sytuacja. Mrau :D Taki Alex jest seksowny, chciałabym kiedyś spojrzeć mu w te lodowate oczy.
    Pozwolę się wypowiedzieć jeszcze do In Out In i kończę ten przeciągający się wywód. XD *praca z polskiego czeka na nauczenie się jej…* A więc w tym przypadku, o dziwo stoję nie tylko po stronie oczywiście naszej kochanej, słodkiej, niewinnej, wrażliwej, cudownej, szarej myszki, ale i po stronie Alberta. Walter z całą swoją premedytacją rani i jednego i drugiego.Dzięki ostatniemu rozdziałowi zrozumiałam coś, zrozumiałam dlaczego Walt nie jest taki idealny. Ponieważ jest wręcz najgorszy – udaje idealnego, kochającego, a jest strasznym, cholernym egoistą. Nie patrzy na konsekwencje i robi to co chcę. „Podoba mi się Albert…a to go zarwę, co tam, przecież jeżeli nie będzie chciał to nie i tyle.” albo „A co mi tam spotkam się z Albertem, przecież ja tylko chcę się z nim spotkać. To nic, że Jimmy poczuje się przez to koszmarnie, a może i w zakochanym w nim Albercie się coś obudzi. Przecież to tylko pączki…” Zachowuje się tak nieodpowiedzialnie, jeez! Najchętniej bym mu wlała. Jemu i Juanowi. Oni by się dogadali – oboje tępi i nieodpowiedzialni.
    Tak czy inaczej czekam na rozwój zdarzeń i czytam pilnie :D Wiedzcie, że Was obserwuję…buahahahaa *mroczny śmiech*.
    Ps. Bonus do SV! Zapomniałam o nim wspomnieć! Jeez, jeez, jeez!!! Słodycz, słodycz i seks. Tak tęskniłam za Masonem! Z Josha też słodziutki psiaczek. I nawet nie przeszkadza mi to, że Mason go nie traktuje na równi, bo…sądzę, że tak naprawdę to go tak traktuje. Dla niego Josh jest najważniejszy na świecie i jest Joshem, a nie psem, jednak rozumiem, że po pierwsze – póki jest Josh chory, nie może poczuć za dużo wolności, a po drugie – że to jest też dowód miłości Masona – on go tak kocha i się boi, że go straci, gdyby ten miał prawo wyboru, chociaż myślę, że teraz już ten strach jest o wiele mniejszy i tkwi gdzieś bardziej w podświadomości. Ale ich seks zawsze sprawia, że nie ważne, czy pochmurne lato, czy mroźna zima – mi tam jest gorąco! XD Pozdrawiam :)

  35. Katka pisze:

    Adela, oj, ale się Juanowi dostaje przez całą tę akcję XD Będzie się chłopak musiał sporo namęczyć, żeby odrobić zaufanie czytelników, jak tak obserwuję, haha.

    Tigram, „A mówiłam, że przyznanie się rodzicom będzie za kolejne 9 dni? Poproszę o jakąś kryształową kulę dla mnie.” – a kto powiedział, że będzie już za 9 dni? XD Może być jeszcze później XD Teraz powinien się pojawić w tle śmiech geniusza zła. A tak poważnie, zerknij do nas późnym wieczorem, bo chcemy Was o coś zapytać w tej kwestii :) Ale jeszcze co do Alexa – słusznie zauważasz, on przy Jasonie tak naprawdę jest sobą. W sytuacji biznesowej, gdzie musi działać i negocjować, zamienia się trochę w taki zimny sopel, który nie pokazuje niemalże w żadnym stopniu swojego wewnętrznego ja. Choć podejrzewam, że nie tylko Jason na niego działa pozytywnie (choć na pewno w największym stopniu), ale też całe Miami i ekipa jakoś, w pewien sposób go otwierają.

    Shinu, ;*** Biedna, wyczuwam rozpacz. Ale… chciałabym, ale nie mogę pocieszyć. W końcu z jakiegoś powodu w ten sposób napisana akcja, by wzbudzić emocje…

    Luinlos, „No przecież jak tak można kończyć rozdziału, to jest znęcanie się nad czytelnikami.
    9 dni. 9 dni w niepewności..!” – jak mówiłam już Tigram, zajrzyj wieczorem, bo w tej kwestii mamy pewną ideę ;) A jak się Lenny może wyplątać… cóż, może nie może? No ciężka sprawa trochę, więc… trzeba liczyć na dobre wiatry i jego pomysłowość lub pomoc innych…? Bo na litość Rogera Cartera raczej nie można, ale tego nie muszę nawet mówić XD „Mam nadzieję, że jak się dowiesz, że to wina Juana to mu przywalisz!” – i znowu Juanowi się obrywa XD Słusznie, oj słusznie. „Lenny dostał jakby rykoszetem.” – BARDZO ładnie nazwane. Wpakował się w to co prawda z własnej woli, ale cały problem bynajmniej przez niego nie został wykreowany. I wybacz, że tam Cię cytuję cały czas, ale tak mi łatwiej odpowiadać XD A co by było, jakby Ryan znalazł sobie bezpieczniejszy związek… Cóż, jeśli faktycznie byłby „bezpieczniejszy”, to na pewno byłoby łatwiej. Ale to też nie tylko kwestia Lenny’ego, że ten związek jest burzliwy. Sam Ryan ma grzeszki na sumieniu i niezbyt zdrowe zapędy. Ale, ale, gdybać można, jak najbardziej :) Poza tym… co teraz z jego związkiem, skoro Lenny wylądował w areszcie?!
    W ogóle, haha, jak podsumowałaś wszystkich i ich złeee i stresujące sytuacje XD Oj, problemy budują związki w jakiś sposób! A na pewno relacje między ludźmi. Muszą się też przecież poznać od złych stron, by to nie wyszło w najmniej oczekiwanym momencie.
    „Tzn. spokojnie na zewnątrz. W środku pewnie się w nim wszystko trzęsło.” – na bank i to bardzo. Ja czasami nie bardzo jestem w stanie to pojąć, bo w końcu pisząc, dostaję takiego Alexa, jakim się pokazuje też Wam. Chłodny, kalkulujący, zdystansowany. To, co się dzieje w nim, mogę jedynie określić po tym, jak Shiv reaguje, pisząc go XD Jak się czasami męczy na równi z Alexem, haha. A my wszyscy możemy tylko sobie wyobrazić, jak olbrzymi chaos ma w środku ten facet i jakie emocje nim targają.
    No i nie uwierzysz, jak bardzo jesteśmy happy, że Jeane zaskoczyła XD Właśnie tak czytaliśmy wcześniejsze komentarze i raczej każdy spodziewał się wielkiej awantury… a laska naprawdę JEST zimną suką. Nie bez powodu Alex tak o niej myślał. Wie, jakie ma podejście i jak potrafi się zachowywać w obliczu takich sytuacji. Ale… jeszcze będzie miała swoje 5 minut, więc ciekawe jesteśmy, co ostatecznie powiecie o jej wkładzie w to wszystko :)
    „Bo strasznie dużo stracili jak dorastali. Niby bracia, a jednak byli dla siebie strasznie obcy…” – tak, to prawda. Nie było między nimi takiej braterskiej więzi, raczej się unikali, już nie wspominając o tym, że Rush się bał braciszka. Teraz… mam nadzieję, że jednak widać, że w jakiś sposób są sobie bliżej, chociaż zdecydowanie jeszcze dałoby się ich bardziej do siebie przyciągnąć. Ale… wszystko w swoim czasie :)
    Co do czegoś sielankowego… nie wiem, jak z bonusem. Wiesz, teraz zbliża się sesja, Shiv pisze pracę, więc raczej skupiamy się na tym, by w jakiś sposób utrzymać zapas tekstu, bo na pisanie ponad plan nie bardzo jest czas. Może się uda, ale nic nie obiecuję :( Ale spoko, jeszcze będzie taka sielanka, że będziesz nią bełtać XD (nie powinnam tego mówić, haha)

    Ashia, no… taka ciut kumulacja wszystkiego co złe powstała, co? No… tak jakoś wyszło… Samo XD Wyjaśni się wszystko naprawdę niebawem, choć nie mogę obiecywać, czy pozytywnie, czy negatywnie.

    Seiridis, wszyscy to debile, co nie? XD Ach, faceci… XD Cóż, ludzie popełniają błędy. Czasem małe, a czasem katastrofalne… Pytanie, jak wielki wydźwięk będą miały te błędy i problemy Lenny’ego i Juana…

    Margo, hehe, tytuł cwany, co nie? Też mi się podoba XD Och, i jak my lubimy zaskakiwać! Od razu więcej Waszych reakcji możemy poczytać. Ale mam nadzieję, że ten sztylet nie jest za ostry i da się go delikatnie i w miarę bezboleśnie wyjąć… Zobaczymy, w następnych rozdziałach :)

    Yaoistka, „Lenny ty idioto!!” – uff, tym razem Lenny dostał, nie Juan XD Już Latino jest taki obity, że chyba czuje ulgę XD Oj, choć na pewno wie, że zasługuje… A dlaczego Alex chce dać te udziały Jeane… Cóż, odpowiedź jest jedna – w ramach własnego bezpieczeństwa. Niestety, to nie mogło pójść zupełnie bez skutków ubocznych. Coś muszą na tym stracić, ale mogą dużo więcej zyskać, stąd taka decyzja.

    Marta, no… tak, Ryan na pewno nie będzie najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem, kiedy to wszystko wyjdzie na jaw… A a propos „już chcę” – jak mówiłam Tigram i Luinlos, zajrzyj wieczorkiem, mamy propozycję ;)

    Oshi, taaa, tak to jest, że czasem chce się pomóc, a wychodzi się na tym gorzej niż osoba, która w tym problemie siedzi :/ Lenny na pewno znał ryzyko… no ale sama widzisz, co z tego wyszło. Narkotyki to nie jest sprawa, w której powinien się babrać. Hehe, a Alexik umie sobie radzić w interesach XD Przy czym tak, z Jeane to były interesy i udało mu się wymyślić sposób na ojca, ale… czeka go teraz coś, co z interesami jednak wiele nie ma wspólnego, a w sprawach emocjonalnych idzie mu zdecydowanie gorzej. Trzeba trzymać za niego kciuki!

    Aoi, „rozegrał sprawę z “tą” kobietą jak mistrz xD” – like a boss XD Haha, nie mogłam się powstrzymać. Ale prawda, sama byłam pod dużym wrażeniem, bo gdy pisaliśmy tę scenę, nie wiedziałam, że Alex trzyma takiego asa w rękawie jak przekazanie udziałów. Więc byłam równie zaskoczona jak Ty :D A jak się czuł Rush… pewnie miał bardzo szeroko rozdziawioną buzię XD I znowu, to co już pisałam Luinlos – faaaaajnie, że Jeane zaskoczyła. Nie jest taka głupia i rozhisteryzowana, jak niektórzy mogą myśleć :) W końcu z JAKIEGOŚ powodu Alex zdecydował się swego czasu za nią wyjść. Dostałby kurwicy, jakby miał całe życie spędzić z „głupią blondynką”. „jak nie trafi to więzienia to Ryan go normalnie zapierdoli tępym narzędziem” – tak źle i tak niedobrze XD

  36. Aoi (@Aoibakauke) pisze:

    no no no no Alex jak zawsze mnie zadziwia, rozegrał sprawę z „tą” kobietą jak mistrz xD, biedny Rush pewnie cały czas zastanawiał się co on tam robi jako świadek starcia tytanów :P. Ciekawi mnie czy Jeane dowie się że została rzucona dla wytatuowanego smoka z Miami ^^, pewnie troszkę by ja to ukuło że ona taka wspaniała i idealna została porzucona dla innego faceta. Ale i tak jest zimna i nieczułą suką tego nie da się ukryć…spodziewałam się jakieś awantury krwi, łez rozszarpanych kończyn a tu nic tylko jeden wielki biznes. Już nie mogę doczekać się rozmowy z rodzicami to będzie dopiero wydarzenie. xD
    A co do Lena no to ma chłopaczyna przejebane po całości, jak nie trafi to więzienia to Ryan go normalnie zapierdoli tępym narzędziem i wcale mu sie nie dziwie.
    Weny :*

  37. TigramIngrow pisze:

    Luinlos, widzę, że mamy dużo wspólnego „byłabym skłonna wpakować Rayana w inny, bezpieczniejszy związek.” – ja też!
    A pod tym „Wartka akcja się przydaje, ale jednak ostatnio brakuje mi trochę takich spokojniejszych chwil.
    Może chociaż na zakończenie roku szkolnego i akademickiego udało by się stworzyć jakiś bonus? Taki typu Super Blow – bez nadmiernego stresu.” to się podpisuję wszystkimi czterema kończynami. Za dużo stresu na raz. ZA DUŻO! Co prawda ja i tak sobie dawkuję, nie czytając najgorszego, ale to nie zmienia faktu że brakuje chociaż elementu sielanki u jednej z par.

  38. Oshi pisze:

    O ja pierdole. Ale się Lenny wkopal. Od razu wiedziałam, ze pomaganie Juanowi nie skończy się dobrze. Do tego jeszcze zamknął go ojciec Ryana. Swoja droga juz czuje reakcje jego kochanka jak się o wszystkim dowie. Mam nadzieje tylko, ze nie przymkna Lennyego i za uda mu się jakoś z tego wyplątać.
    Biedny Alex, ale juz przynajmniej ma za sobą jeden krok do wolności. Nieźle wymyślił jak to jak wygryźć ojca. Cały Alex.
    I teraz wszystkie musimy czekać cale 9. dni, żeby dowiedzieć sie co co dalej z Lennym i Alexem. To jest torturowanie xD

  39. marta696 pisze:

    Ja pierdole przecież Ryan zapierdoli go a potem Juana.Kurwa tyle emocji ,tyle dni zostało do następnego rozdziału.Już chcę.

  40. Yaoistka^^ pisze:

    …co to było?? Lenny ty idioto!! ;( Brak mi słów… dziewczyny nie dam rady nic więcej napisać…. ;( Lennyyy…

    A na dodatek Alex, cieszę się, że to się udało, ale kurcze dlaczego chcesz dać jej te udziały? Powinneś całkiem ją zostawić, niech sb nowego „męża” poszuka. :/

    Weny! ^^

  41. Margo pisze:

    Negocjacje – fajnie! Od razu tytuł odnosi się do braci Anglików i Lennego. Sprytnie:) Ale że taki numer wywiniecie jak aresztowanie Lennego to się nie spodziewałam! Wbiłyście mi sztylet w serce.. Mam tylko szczerą nadzieję, że to się dobrze skończy.

  42. Seiridis pisze:

    Było oczywiste, że się tak stanie, ale kurwa, wkurwia mnie jebany debil Juan, który wpakował w to Lenny’ego. Wkurwił mnie też Lenny, który, najwyraźniej, również jest debilem.
    No ale Juan to po prostu króli debili.

  43. Ashia pisze:

    O NIEEEEEEEEEE Lenny! Zasrany Juan! W dodatku Roger, no ja pierdolę…:((

  44. luinlos pisze:

    O NIEEEEE!!
    O nienienienienienienie… :( :( :(
    Ja wiedziałam, że Roger Carter się jeszcze pojawi. Wiedziałam.
    Biedny Lenny.
    I co teraz będzie??
    Rayan dostanie rozstroju nerwowego :(
    JA dostanę rozstroju nerwowego.
    No przecież jak tak można kończyć rozdziału, to jest znęcanie się nad czytelnikami.
    9 dni. 9 dni w niepewności..!
    :C
    Najgorsze, że nie mogę sobie nawet wyobrazić JAK Lenny będzie mógł się z tego wyplątać żeby to nie trwało do września:P
    Chyba, że jakoś się ugada z policją w co szczerze wątpię.
    Rayan, już mi się serce ściska na samą myśl o tym, jak to wszystko się na Tobie odbije. Mam nadzieję, że jak się dowiesz, że to wina Juana to mu przywalisz!
    Lenny swoją drogą tez udany. Wpaść w takie bagno bez powodu. Ja rozumiem – ktoś podejmuje ryzyko bo jest coś, co chce zdobyć, coś WARTE ryzyka. I podejmuje decyzję świadomie.
    A tu co? Lenny dostał jakby rykoszetem.
    Hmmm…. Hm. Jestem wstrętna, bo odezwała się we mnie, porzucona jakiś czas temu, myśl, co by było jakby Rayan sobie znalazł kogoś innego. Niby już niemal w zupełności się przekonałam do Lennyego, ale chyba nadal byłabym skłonna wpakować Rayana w inny, bezpieczniejszy związek. No ale Wy za bardzo lubicie Rynnę by ich rozdzielać.
    Chociaż po ostatnich akcjach zaczynam mieć wrażenie, że się tak trochę nad nimi pastwicie:P
    I nad Jamesem, który się stresuje Albertem.
    I nad Charliem, który tęskni jak szczeniak.
    I nad Jasonem, który czeka na Królową.
    I nad braćmi, którzy mają stres wszechczasów.
    I nad Rayanem (chociaż on jeszcze o tym nie wie).
    I nad Lennym, który w tej chwili już aż za dobrze wie w jakie bagno wpadł.
    Że nie wspomnę o tym, że nadal nie wiemy czy chłopcy z NBTS żyja, ani jak bardzo Jeff jest wściekły na Willa.
    Chyba tylko Mike i Marg zostali oszczędzeni.

    Przez tę końcówkę się tak zestresowałam, że nie zaczęłam komentarza od spraw dla mnie priorytetowych czyli od Alexa.
    Ha. Alex.
    Alex jest doskonały – tak bardzo się cieszę, że potrafił to tak spokojnie załatwić. Tzn. spokojnie na zewnątrz. W środku pewnie się w nim wszystko trzęsło.
    Jakoś po tym rozdziale jestem trochę przychylniejsza wobec Jeane. Spodziewałam się, podobnie jak Rush, jakiejś awantury. A ona spokojnie, bez nerwów, czeka na wyjaśnienia i propozycje. Chłodna kalkulacja i interesy. W miłości podejrzewam szczęścia nie zazna z takim podejściem (sorki Jeane, jeden Jason chodzi po świecie z nieograniczonymi pokładami cierpliwości i tak się składa, że na terapię do niego jest już dożywotnio umówiony Alex).
    Cóż. Ale takie podejście dawało Alexowi jakiś punkt zaczepienia do negocjacji z nią. Chociaż 20 % to strasznie dużo. Tzn. niby oni mają też 2 firmę na Rusha, ale jednak dawać jej aż tyle. Hm. Wiem, że święty spokój jest bezcenny, ale jak wyskakują z tak korzystną propozycją, to to jest zastanawiające. Tzn. Bałabym się, że dając jej za dużo, spowodują, że Jeane zacznie się zastanawiać CO jest tak ważne, by oddawać jej az tyle udziałów.
    Ale może się czepiam.
    Ej, to jak Alex uśmiechnął się nieświadomie i zasłonił uśmiech dłonią było przeurocze. Na prawdę bym chciała więcej takich momentów, kiedy wychodzi ta jego ciepła, obudzona przez Jasona strona. Żeby inni widzieli jak wartościową i bogatą wewnętrznie jest osobą. No a przynajmniej niech widzi to Rush. Liczę na to, że te wszystkie wydarzenia z Miami, i teraz te sprawy rodzinne spowodują, że relacje braci się poprawią. Bo strasznie dużo stracili jak dorastali. Niby bracia, a jednak byli dla siebie strasznie obcy…
    Heh. Wartka akcja się przydaje, ale jednak ostatnio brakuje mi trochę takich spokojniejszych chwil.
    Może chociaż na zakończenie roku szkolnego i akademickiego udało by się stworzyć jakiś bonus? Taki typu Super Blow – bez nadmiernego stresu.
    Osiwieję przez Was.

    Alex! Dzwoń do Jasona! I nie bój żaby, rozmowa z rodzicami lekka nie będzie ale sobie poradzisz! <3
    Lenny… nie wiem jak sobie poradzisz, ale trzymam kciuki.
    Rayan, moje biedactwo, mam nadzieję, że kumple nie pozwolą Ci oszaleć z nerwów i będę Cię skutecznie wspierać jak już dowiedz się w jakie tarapaty wpadł Twój Lenny.

  45. TigramIngrow pisze:

    A mówiłam, że przyznanie się rodzicom będzie za kolejne 9 dni? Poproszę o jakąś kryształową kulę dla mnie. :D
    Negocjacje mało negocjacyjne, raczej przedstawienie oferty i jej przyjęcie. Alex bez Jasona jakoś mało kompletny się wydaje. Mało Alexowaty. A może inaczej, Bez Jasona nie widać jak bardzo Alex jest złożony :) Myślałam przez chwilę, że się Grey przyzna eks narzeczonej do swojego homoseksualizmu, ale jednak nie. Zatem pozostaje czekać.
    Reszty nie przeczytałam z wiadomych powodów.

  46. Adela pisze:

    Ja pierdole, od początku wiedziałam, że ten Juan to pierdoła kompletna i tylko problemy przez niego będą w tym opowiadaniu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s