In Out In – 19 – Postarać się wykazać

Wracając z pracy, James Peterson wstąpił jeszcze do sklepu, więc teraz, zatrzymując jedną nogą drzwi windy, wystawiał zakupy na korytarz. Kupił za dużo, bo nie tylko dla siebie, a też dla Waltera. Jakoś czuł potrzebę wykazania się przed nim. Pokazania, że nie jest taki beznadziejny, jaki sam się czuł. A przy okazji zbliżała się rocznica śmierci Wendy, więc i ich poznania się na pogrzebie. Posmutniał na tę myśl. Z drugiej strony, tak długa znajomość i bycie parą z jednym mężczyzną… Codziennie coraz bardziej się dziwił, że to jeszcze się nie rozpadło, że Walt naprawdę tyle czasu z nim wytrzymuje i wygląda na naprawdę szczęśliwego. Bardzo rzadko zdarzało mu się widzieć prawnika ze smutną miną. Czasem co prawda skupionego, poważnego, gdy siedział w swoim gabinecie w domu, ale gdy tylko unosił na niego wzrok, uśmiechał się tak czule i szczerze…
Zostawiając przemyślenia za drzwiami windy, zebrał dwie papierowe torby z podłogi i ruszył z nimi i z kluczami w zębach do mieszkania kochanka.
Gdy już otworzył drzwi, przemknął mu przed oczami jego mężczyzna, w samych granatowych, opinających ciało bokserkach, właśnie drapiący się po włosach, z wybitnie zaspanym wzrokiem. Widząc Jamesa, rozjaśnił się błyskawicznie.
— Jimm… — nie skończył, bo ziewnął potężnie.
James wiedział, że dzisiaj nie pojechał do biura, ponieważ rano do niego zadzwonili, że jest jakaś duża awaria i prąd w całym budynku i okolicy jest odcięty. Chociaż dziwne by było, żeby spał do tej pory… Jedynym wyjaśnieniem była popołudniowa drzemka.
— Obudziłem cię? — spytał zatroskany, zdejmując buty jedynie przy użyciu nóg i powoli niosąc zakupy do kuchni. Torba na ramię, którą nosił ze sobą do szkoły, obijała mu się o szczupłe pośladki, kiedy szedł.
— Nie, właśnie wstałem i wtedy wszedłeś. Byłeś na zakupach? — Walt zapytał o oczywistość, podążając za nim boso i dłońmi ścierając z twarzy zaspanie.
— Mhm, po drodze z pracy. Wyspałeś się? Jesteś głodny? Zrobić ci coś? — dopytywał się nauczyciel ze szczerą chęcią jakiejkolwiek pomocy.
— Mhm… Możesz mi na przykład dać buziaka. — Prawnik zachichotał i gdy tylko James postawił torby na blacie, przyciągnął go do siebie za rękę i sam wcałował mu się w usta z głośnym „Mmmm!”.
James, najpierw lekko zaskoczony, spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami, ale bardzo szybko zmiękł i poddał się pocałunkowi. Kiedy po dłuższej chwili przestali się całować i tak spytał z powagą:
— Ale na pewno nic nie chcesz? Zrobić ci tosty?
Walter spojrzał z ukosa na zakupy, wciąż trzymając kochanka w pasie. Nie był pewien. To znaczy, zjadłby coś, ale nie chciał, żeby James po pracy i zakupach jeszcze męczył się z jedzeniem dla niego.
— Byczyłem się cały dzień, zrobię sobie sam — zapewnił wreszcie, głaszcząc Jamesa po dole pleców i pośladkach.
— Ale to nie problem. Z czym chcesz? — spytał od razu nauczyciel, próbując sięgnąć do zakupów, aby wyjąć z nich łososia, ser i inne produkty, które kupił. Starał się wybierać zawsze zdrowe jedzenie. Sam nie myślał o swoim zmęczeniu. Było częścią dnia. Nie patrzył też na fakt, że Walter przeleżał w łóżku już pół dnia.
Prawnik spojrzał z rozterką na zakupy. Znowu.
— Ale jutro nie wstaniesz z łóżka, zanim ci nie przyniosę do niego śniadania! — zagroził, pocałował Jamesa w policzek i wreszcie go puścił, na rzecz zajęcia miejsca przy stoliku. — A kanapka z czymkolwiek, kochanie.
— Jutro muszę wyjść po szóstej, więc nie wiem, czy to taki dobry pomysł — odpowiedział James z lekkim, nieśmiałym uśmiechem i od razu zabrał się za robienie posiłku dla swojego partnera.
Rozkroił świeżą, dużą bułkę i wsadził ją do tostera. Zaraz po tym rozłożył wędlinę, sałatkę i sos na stoliku, aby tylko to nałożyć, kiedy pieczywo się ociepli.
— Czyli o której wstajesz? — dopytywał Walt, zastanawiając się, na którą w takim razie musiałby nastawić sobie budzik, by wstać, magicznie za pomocą kawy ewoluować z zombie w człowieka niezaspanego i zrobić śniadanie nauczycielowi. Obserwował przy tym chętnie, jak ten się krzątał, sprawnie wszystko krojąc i rozkładając tymi swoimi szczupłymi paluszkami.
— Po piątej kilka minut — wyjaśnił James, obserwując toster zamiast kochanka. — Chcesz tylko ciepłe czy przypieczone?
— Ciepłe — poprosił Walt. — I jak było w pracy, hm? Uczniowie grzeczni?
— Mhm, uczniowie grzeczni. Było miło, tak… — zawiesił się i spojrzał na Waltera. Wzruszył ramionami. — Tak zwyczajnie. — Uśmiechnął się słabo, a toster pstryknął, obwieszczając, że pieczywo się zrobiło.
Walt aż się zapatrzył na jego uśmiech. I jak zawsze, gdy go takiego widział, miał ochotę sprawić, by jeszcze szerzej się uśmiechał i by mu aż oczy błyszczały. Przez to zawędrował myślami do stojącego w salonie słoiczka, w którym ostatnio coraz więcej banknotów lądowało. Oczywiście wrzucanych przez Jamesa, ale sam też dorzucał tam co raz kilka dolców. Musiał znowu coś wrzucić, bo już nie mógł się doczekać, kiedy będzie mógł patrzeć, jak James będzie kupował bilety lotnicze. Wyobrażał sobie jego podekscytowanie nowo ujrzanym miejscem… takim egzotycznym, jakie o interesowały.
— To się cieszę! — odpowiedział z uśmiechem. — Że nie muszę się zjawiać w twojej pracy z pozwem sądowym o złe traktowanie mojego cudownego faceta, co? — Zaśmiał się.
James momentalnie zaczerwienił się, słysząc ostatnie zdanie.
— Przestań — jęknął, nie chcąc sobie nawet wyobrażać, aby taka sytuacja mogła się zdarzyć. Jednocześnie zabrał się żywiej za robienie kanapki.
W końcu postawił przed kochankiem ładne dwa tosty na chrupiącym, ciepłym pieczywie, z masełkiem, świeżą wędliną i sałatą udekorowaną sosem majonezowym.
Walt złapał go za dłoń, pocałował w jej wierzch, a potem posadził go sobie bokiem na kolanach.
— Dziękuję, kochanie — powiedział i od razu zabrał się za pierwszego tosta. Uśmiechnął się przy tym oczami do mężczyzny.
James swoim zwyczajem spalił się na policzkach i wymruczał coś pod nosem, w stylu, nie ma za co i uniósł się, aby wstać i nie przeszkadzać kochankowi w jedzeniu.
— Mmm! — Walter zamruczał z protestem, zatrzymując go sobie na kolanach i przełknął kęs. — Gdzie mi chcesz uciec?
— Abyś mógł zjeść — odparł James, pesząc się.
— Lepiej mi z tobą, zostań — poprosił Walt, gryząc kolejny kęs, a James zaczerwienił się jeszcze bardziej, ale skinął pokornie głową.
— Dobrze. Jeśli tak chcesz.
— Jimmy? Wiesz, co w tobie uwielbiam? — zamruczał Walt, pojadając i przyglądając się jego twarzy. — Że mimo tego, że już jesteśmy razem prawie rok, to wciąż się tak rozkosznie rumienisz.
James stęknął z pretensją i wstał z kolan kochanka.
— Przestań — jęknął. — To nie moja wina — dodał, jakby to, co powiedział Walter, było zarzutem, a nie komplementem. — Powiedz mi lepiej, na co masz ochotę na kolację?
Walt zamrugał, zaskoczony zarówno pytaniem, jak i tym wstaniem. Popatrzył na tosta, którego trzymał, a potem na kochanka.
— Właśnie ją jem, Jimmy.
— Nie. — Nauczyciel pokręcił głową. — To abyś nie był głodny. Jeszcze na wieczór… chcę ci zrobić kolację — wydusił, wyginając sobie palce i opierając się plecami o blat kuchenny. Chciał mu trochę zaimponować. Nie tylko w łóżku. Chociaż na zakończenie w nim wieczoru też skrycie liczył. Lubił seks, a że z Waltem był taki dobry… Nic nie mógł na to poradzić.
— Taką romantyczną…? — zamruczał Walt, którego kąciki ust znowu się uniosły. Wręcz dziwnie, niecodziennie wyglądały, gdy nie były uniesione. Przy tym popatrywał na Jamesa swoimi jasnymi oczami spod nieco rozburzonych przez sen, kasztanowych włosów, zdecydowanie wesoło. Chociaż żałował, że James się odsunął. Chciał go przytulić. Znowu. A ten, wciąż w bezpiecznej odległości od prawnika, przełknął ciężko ślinę i nieśmiało skinął głową.
Waltowi się aż gorąco zrobiło, gdy go takiego widział. Szybko dojadł drugiego tosta, wytarł dłonie o leżącą nieopodal szmatkę i wstał. Podszedł do swojego kochanka, położył obie dłonie po bokach jego ciała na blacie i pocałował delikatnie.
— Wieczorem, tak? Czyli zdążę się umyć i… na kilka minut wyjść, hm? — zapytał, bo na myśl o romantycznej kolacji od razu pomyślał o kwiatach.
James oblizał suche usta i skinął znowu głową na potwierdzenie.
— Tak. Ale… wiesz… — znowu się zaciął. — Nie musisz się jakoś szykować… Chcę po prostu, abyś dobrze zjadł i… — ponownie urwał, czując, jak, mimo tak długiej znajomości, ściska go w środku ze zdenerwowania — czuł się dobrze.
— Zawsze mi jest dobrze, gdy jesteś ze mną, Jimmy — odpowiedział Walt, zerkając z taką szczerością w jego oczy, że ciężko byłoby wątpić w jego słowa.
James znowu lekko się uśmiechnął.
— Cieszę się. Chociaż… nie wiem, czy to „zawsze” to nie za mocne… słowo.
— Hm? — Prawnik ściągnął lekko brwi, nie do końca rozumiejąc. — Dlaczego?
— No, bo… — wygiął sobie palce — „zawsze”?
Walt spojrzał na niego z lekkim rozbawieniem. Potem jednak udał zatroskaną minę i dodał z niby zamyśleniem:
— Nie… rzeczywiście… jak nic nie jesz, to jest mi strasznie, strasznie smutno…
James jęknął z pretensją, kładąc mu dłoń na klatce piersiowej.
— Przestań. Jem przecież. Nie mdleję. — Delikatnie go popchnął, aby odsunąć od siebie. — Jem więc — zapewnił jeszcze raz. — Tylko… no, nie możesz, to nierealne, abyś się zawsze dobrze przy mnie czuł. Nie jestem… przecież tak ciekawy do oglądania, ani nie jestem tak dobrym… rozmówcą…
Tym razem rozbawiony i rozluźniony wyraz twarzy Walta nieco spoważniał. Mężczyzna popatrzył za odsuwającym się kochankiem i po chwili złapał go za dłoń.
— James… Znowu chodzi o to, co ostatnio? — zapytał z wahaniem, wspominając, jak zastał go takiego… ponurego, smutnego w mieszkaniu, a potem okazało się, że porównuje się do Alberta.
James spuścił wzrok, gapiąc się gdziekolwiek, byle nie na kochanka. Nie odsunął się ani nie wyrwał.
— Trochę — przyznał, po czym uśmiechnął się odrobinę na siłę, patrząc Walterowi w oczy. — Ale mówisz… ale, no, chcę z tobą być, więc… chcę się postarać. Bardziej — dodał, chociaż było mu jakoś strasznie znowu smutno i ciężko. Czuł się zwyczajnie na przegranej pozycji. Ale nie chciał odpuszczać.
— Nie da się bardziej, James. Jesteś dla mnie taki, jakiego cię chcę. Lepiej wyznaczaj sobie, które szczyty chcesz zdobyć, a nie nowe punkty dogodzenia mi, bo kocham cię takiego właśnie, jaki jesteś — zapewnił go Walt z pewnością w głosie, ale i powagą. Znał już Jamesa na tyle dobrze, że wiedział, jakie ten ma niskie mniemanie o sobie, a takie sytuacje, gdy wychodziło to z niego, powtarzały się. Walter za to nie wiedział, jak słowami przekonać go do tego, że go kocha i uwielbia. Liczył, że z czasem James uwierzy. — Chodź tu, kochanie. — Westchnął, przyciągnąwszy go delikatnie i objął go, po czym pocałował bardzo czule w skroń.
James mruknął pod nosem na potwierdzenie tego, co usłyszał i tego, że to do niego dotarło. Dał się przytulić bez szemrania. Sam nawet objął Waltera w pasie, ale dużo słabiej niż ten jego. Przywykł do tego i nawet to lubił, bo czuł, że ramiona kochanka są jakąś tarczą na wszystkie troski.
— Postaram się — zapewnił. — I przepraszam. Za dużo się martwisz. — Pociągnął nosem i odsunął się. — Powiedz, co w takim razie chcesz… na tę… kolację.
Walt westchnął i zerknął szybko do toreb, co tam James kupił. Zamyślił się na moment i odwrócił wreszcie do kochanka.
— Może burrito byś zrobił, hm? Tylko na dwie osoby, jak ma być romantycznie i zjesz ze mną — powiedział poważnie. — A ja się umyję, wyskoczę i wieczorem zjemy, tak?
— Tak — odparł automatycznie nauczyciel i słabo się uśmiechnął.
Chciał widzieć Waltera uśmiechniętego, a nie zatroskanego przez jego osobę. Z drugiej strony, cały czas jakoś się martwił. Albertem i… innymi. Walter był atrakcyjny, otwarty, bogaty i pewny siebie. Mógł mieć każdego, a on miał wrażenie, jakby cały czas go do siebie zniechęcał. Jednak, może o dziwo nawet, miał w sobie na tyle godności, aby nie zmieniać się dla niego zupełnie. A może… był to zwyczajny strach? Sam nie wiedział w tej chwili dokładnie.
Walt jeszcze dał mu buziaka w policzek, rzucił mu jeden ze swoich wesołych uśmiechów, ale mimo to wciąż wyglądał na nieco zasmuconego tym zajściem. Widocznie znowu martwił się o niego. Zapewnił jednak, że niedługo wróci do domu i wyszedł z kuchni.
Potem James usłyszał, jak opuszcza łazienkę i Walter jeszcze pożegnał się z nim, już ubrany w koszulę i jedne ze swoich licznych, eleganckich spodni. I wyszedł, zostawiając go sam na sam z produktami na kolację.

*

Walter przez jakiś czas włóczył się bez celu po centrum Milwaukee. Było mu smutno. Wiedział, że robił wszystko, aby okazywać kochankowi swoje uczucia, aby ten wierzył w to, że go kocha, ale prawnik wciąż miał wątpliwości, czy mu się udaje. Do tego fakt, że Albert był powodem niepewności Jamesa, nieco go martwił. Ten ksiądz rzeczywiście był przystojny… Bardzo atrakcyjny i seksowny, szczególnie wtedy, gdy spotkali go przypadkiem w sklepie. Tak… inaczej wyglądał, niż go pamiętał. Groźniej.
Myśli o seksie z nim same nasunęły się Waltowi, gdy tak spacerował, szukając jakiejś dobrej kwiaciarni. Mimo to, cały związek z Albertem był nieporównywalny do tego, co miał z Jamesem. Teraz się czuł… bezpiecznie.
Wreszcie udało mu się kupić duży bukiet żółtych tulipanów i z nim wrócił do mieszkania. Nie chciał już zwlekać, wiedział, że James pewnie bardzo starał się z kolacją. Miał jednak nadzieję, że również trochę ochłonął i nie będzie już taki ponury. Serce mu się krajało, gdy widział go ze łzami w oczach.
Nim wszedł do mieszkania, w jego kieszeni zawibrował telefon, obwieszczając, że przyszła do niego wiadomość. Jakoś samoistnie pomyślał o tym, czy to jednak nie Albert czegoś od niego chce. W końcu chyba nadal miał jego numer. Nie zmieniał go. A nawet, jakby go skasował, to bez problemu mógł znaleźć go w Internecie na jego wizytówce.
Kiedy sprawdził, kto wysłał wiadomość, okazało się, że to jedynie Anne chwaląca się nowym zakupem. Odetchnął, sam nie wiedząc, czemu myśli tyle o Albercie. Może to wyrzuty sumienia?
Przetarł twarz dłonią, powąchał jeszcze bukiet kwiatów i na razie schowawszy telefon bez odpisywania, wszedł do mieszkania.
— Jestem, kochanie! — zawołał od progu, zdejmując buty.
— Zaraz skończę! — odkrzyknął James, a w mieszkaniu już było czuć przyjemną woń jedzenia. Do tego, kiedy tylko Walter wszedł w głąb swojego apartamentu, w salonie zobaczył stojące już na stole talerze, sztućce i ładnie ustawione serwetki. James naprawdę się postarał.
Walt uśmiechnął się do siebie, ogarniając to wszystko spojrzeniem. Potem jeszcze podszedł do wieży stereo i włączył jakąś cichą, przyjemną muzykę. Gdy pobrzmiały delikatne dźwięki gitary akustycznej, stwierdził, że klimatycznie nawet pasuje, więc już w spokoju podążył w stronę kuchni.
— Mmmm… jak pachnie. Kwiaty się aż zawstydziły. — Zaśmiał się wesoło.
— Mają inny zapach — odparł James od razu, po czym trochę się speszył. — Kupiłeś kwiaty? — dopytał, odwracając się do kochanka. Miał na sobie biały fartuszek, aby się nie zachlapać i był zarumieniony od ciepła w kuchni.
— Mhm. Dla ciebie — odpowiedział prawnik, pokonując dzielący ich dystans, by cmoknąć kochanka w te słodkie policzki. Oba. Potem wyciągnął do niego wielki bukiet. — Lubisz tulipany?
James od razu zapłonął jeszcze bardziej na polikach i nieśmiało skinął głową. Było mu głupio i trochę niezręcznie tak dostawać kwiaty.
— Um… nie musiałeś. Znaczy, to miłe, są ładne… ale nie musiałeś.
— Chciałem. — Walt odpowiedział czułym spojrzeniem i zajrzał do szafek. — Wstawimy do wody i idziemy jeść, tak?
— Tak. Idź, przyniosę wszystko. Dobrze? — James spytał z lekkim naciskiem. Chciał, aby to była taka kolacja przygotowana przez niego i aby Walter się nią wyłącznie cieszył, a nie musiał nawet kiwnąć palcem. A on już kupił kwiaty.
— Hm? Dobrze, już idę — odpowiedział prawnik, nim wyciągnął duży, szklany pojemnik zwykle służący do nalewania soków. Teraz napełnił go zimną wodą, by James mógł wsadzić do niego kwiaty, po czym pocałował go znowu w policzek i dopiero wyszedł do salonu.
James odprowadził go wzrokiem i jeszcze wyjął z lodówki wino, zanim zaczął nakładać na talerze jedzenie. Sobie oczywiście mniej niż Walterowi, ale ten powinien już do tego przywyknąć.
Po kilku minutach, kiedy już wszystko było przygotowane, zaserwował wszystko na stół w salonie i otworzył wino już na miejscu. Zerkał co rusz na kochanka, aby upewnić się, czy temu się podoba. Nie zobaczył na jego twarzy żadnego wyrazu zniechęcenia. Wręcz przeciwnie, Walt podążał swoim jasnym spojrzeniem po każdym szczególe. Kilka razy pochylił się, by powąchać swoje parujące burrito, to zerknął na szczupłe palce kochanka otwierające wino, to znowu rzucił mu pełen uczucia uśmiech. Wyglądał tylko na bardziej zamyślonego niż zwykle, ale na pewno zrelaksowanego.
— Smacznego — zachęcił na koniec James, siadając obok kochanka i uśmiechając się do niego łagodnie. Chciał się wykazać, więc z bijącym sercem czekał, aż Walter spróbuje.
— Smacznego, kochanie — odpowiedział prawnik, sięgając wreszcie po sztućce.
Dzisiejszy dzień był taki leniwy, nieporównywalnie do zwykle pełnych pracy, zabieganych dni w biurze. A do tego ten kończył się wspólną, romantyczną kolacją z Jamesem. I… kiedy tylko skosztował, okazało się, że nie tylko romantyczną, ale i wyśmienitą. Rozchylił szerzej powieki i popatrzył na Jamesa z policzkami wypchanymi jedzeniem.
— Mmm! — skomentował na tyle, na ile mógł w swoim stanie, a potem jeszcze raz zamruczał, już przeżuwając z przymrużonymi oczami.
James odetchnął z ulgą, widząc, że kochankowi smakuje. Trochę się denerwował, ale starał się za dwoje, więc był szczęśliwy, że nie poszło to na marne. No i jak nie on, dużo zjadł podczas przyrządzania, bo co chwilę próbował. Przez to nie był głodny, ale obiecał sobie, że, jeśli będzie musiał, to nawet wepchnie w siebie to, co sobie nałożył.
— Naprawdę, Jimmy… cudowne — rzucił Walt i sięgnął po którymś kęsie po kieliszek z winem, by wznieść jakiś toast. — Hm… to za to, żebyśmy kiedyś zjedli taką cudowną, romantyczną kolację razem w jakimś dalekim kraju, hm? — Uśmiechnął się do kochanka, a ten odpowiedział tym samym.
— Podoba mi się ten pomysł — zgodził się i stuknął się z nim kieliszkiem. Był szczęśliwszy, jak widział Waltera takiego rozradowanego i w ogóle szczęśliwego.
— A spełnienie tego toastu bliżej niż dalej! — odpowiedział prawnik, gdy już zamoczył usta w czerwonym napoju i wrócił do jedzenia. Skinął głową na słoik z napisem „na wyjazd”. — Widzisz? Trzeba będzie kiedyś usiąść i przeliczyć, ile już tam jest.
James także spojrzał w tamtym kierunku i skinął głową.
— Jak się napełni — zgodził się i wrócił do swojego jedzenia.
Od momentu, kiedy się poznali, dużo się wydarzyło, a zarazem tak niewiele. W sumie nadal ze sobą zwyczajnie żyli, a wszystko, co było między nimi, nie było idealnie klarowne. No i on nadal był takim samym zaszczutym w sobie nijakim sobą.
Odłożył burrito na talerz i przysunął się do Walta, teraz kładąc mu szczupłe palce na udzie. Pogładził materiał spodni kciukiem. Prawnik oblizał usta i zerknął na niego.
— Hm? Co tam, kochanie? O czym myślisz? — zapytał, czując, jak na ten gest mężczyzny aż mu się cieplej w sercu zrobiło.
— Że… że cię kocham — wyszeptał James ze spuszczoną głową i przytulił się ramieniem do ramienia prawnika. Serce mocniej biło mu w piersi, ale chciał, zwyczajnie chciał być blisko z tym konkretnym mężczyzną.
Walt wciągnął głęboko powietrze do płuc i szybko przełknął kęs jedzenia. Objął ramieniem kochanka i pocałował go w skroń.
— Mmmm… tak mi mów. — Zachichotał cicho. — Ja ciebie też, mimo tego, co się w twojej głowie czasem nieprzyjemnego rodzi, wiesz?
James skinął głową, ale też dość szybko się zreflektował, że to nie wystarczy. Że zawsze tylko tak potakuje, a potem nie ma z tego żadnych efektów. Odpowiedział przez ściśnięte gardło:
— Ja wiem… To tak głupio brzmi… ale ja wiem, że to przeze mnie. Znaczy… że nie umiem jakoś tego pojąć. Zaakceptować. I… i czasami… — Wzruszył ramionami i odwrócił głowę, by pocałować Waltera w ramię. Uniósł swoje piwne oczy na przystojną twarz kochanka. — Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mnie w życiu spotkała.
Drugi mężczyzna zapatrzył się na niego bez słowa. Naturalnie jego myśli zawładnęła euforia i radość, że usłyszał coś takiego z ust kochanka. Wiedział, że to musiała naprawdę być miłość, skoro ten to mówił. Nie wiedział jednak, dlaczego w tym samym momencie coś go ukuło w piersi, gdy gdzieś w tle podświadomości pojawił mu się obraz Alberta, który zapewne widział w nim coś przeciwnego niż James. Jakiegoś… diabła, który całkowicie zniszczył mu życie. Wspomnienie tego dnia, gdy powiedział mu, że muszą się rozstać, uderzyło w niego ze wzmocnioną siłą i musiał sięgnąć po wino, by przełknąć gulę, która pojawiła mu się nagle w gardle.
— Wiesz, Jimmy… — zaczął, kierując spojrzenie na talerz. — Ty tak czasami myślisz o sobie tak źle… Aż mam wrażenie, że uważasz, że inni są idealni. A nie są.
— Wiem. — Nauczyciel skinął głową. Nie był świadom rozmyślań Waltera. I bardzo dobrze, bo znowu by się załamał i zamknął w sobie. — Każdy ma swoje zalety i wady… ale — uśmiechnął się blado — dla mnie twoje zalety są dużo wyraźniejsze niż wady.
— Jesteś kochany. — Walt zachichotał, cmoknął go w usta i wrócił do jedzenia. — Jedz swoje burrito, bo obiecałeś! — przypomniał mu. — No… bo lubisz, hm? W ogóle, co ci mama gotowała, jak byłeś mały? — zainteresował się nagle.
— Makaron albo tosty z masłem orzechowym i dżemem — odparł James, wracając do jedzenia.
— Tradycyjnie. Byłeś rozpieszczany? Bo wiem, że nie masz rodzeństwa — kontynuował prawnik, zerkając na niego co jakiś czas.
— Nie. — James pokręcił głową. — To znaczy… nie wydaje mi się z perspektywy czasu. Miałem dość spokojne dzieciństwo, rodzice nie naciskali mnie też specjalnie na zajęcia pozalekcyjne. Chodziłem, na co chciałem.
— Tak? A kim w ogóle są twoi rodzice? Wiem, że do Saint Paul jest kawałeczek, ale chętnie bym ich kiedyś poznał! — prawnik rzucił beztrosko.
James od razu na jego propozycję zesztywniał nerwowo.
— Nie! — niemalże podniósł głos. — Nie, to nie jest dobry pomysł. Nie… nie dogadujemy się już.
Walt ściągnął brwi w pytającej minie, zaskoczony tą zmianą zachowania. Dojadł do końca i wytarł usta w serwetkę.
— Dlaczego? — zapytał, sięgając po kieliszek wina i odchylając się na kanapie. Założył przy tym nogę na nogę, wyglądając wręcz nieznośnie pociągająco.
— Bo… — James zabrał się znowu za swoje jedzenie, więc Walt musiał dłuższą chwilę poczekać na odpowiedź. — Bo kiedy w końcu wyjechałem na studia, wiesz… nie widzieliśmy się codziennie. W końcu… kiedyś im się do siebie przyznałem i… Wiesz… — Spojrzał na kochanka. — Moi rodzice też byli na pogrzebie cioci. Nawet nie wymieniliśmy zdania.
Walt zrobił zmartwioną minę.
— Przykro mi, kochanie… I nie utrzymujecie już żadnego kontaktu?
— Wysyłam im kartkę na Święta — wyjaśnił James, nie dodając, że zwrotnej nigdy nie dostaje. — Ale nie szkodzi. Brałem… brałem to pod uwagę, kiedy im mówiłem.
— Kiedy to było? W jakim byłeś wieku? — Walt, mimo tego jak luźno siedział i spokojnie popijał wino, był cały napięty. Nie rozumiał rodziców, którzy są gotowi wyprzeć się dziecka z takich powodów. Kiedyś uczestniczył w dużej kampanii dotyczącej uświadamiania rodziców w tym, że ich dziecko może być kimś, kto nie spełnia wszelkich… „normalności”, chociaż nie lubił tego słowa. Że może nie być takie jak inni i to nie z własnych wyborów. Kampania prowadzona była w całym stanie Wisconsin i naprawdę wierzył w to, co głosiła. W tym momencie żałował, że nie dotarła do Minnesoty, kilka lat temu, gdy James jeszcze mieszkał w Saint Paul.
— Na drugim roku — odparł nauczyciel spokojnie, jedząc dalej kolację, którą przygotował, a którą Walter już dawno skonsumował.
— Wiesz, Jimmy… nie obrażaj się na to, co teraz powiem… Ale znając ciebie, widząc, jaki jesteś… taki cichy, spokojny, uległy… nieśmiały — uśmiechnął się lekko — spodziewałbym się bardziej, że będziesz całkiem zamknięty przed rodziną, jeśli podejrzewałbyś, że może być źle. Jestem z ciebie dumny.
James zerknął na niego krótko i uśmiechnął się smutno.
— Nie ma z czego. Wolałem, aby sytuacja była… jasna. A nie by były to ciche podejrzenia i krępujące pytania.
— Masz kogoś bliskiego jeszcze? Nigdy nie mówisz o żadnych rodzinnych kontaktach… — Walt westchnął i popił wina, nie spuszczając wzroku z kochanka.
— Nie. Utrzymywałem kontakt jeszcze tylko z ciotką Wendy, a reszta rodziny… Cóż. Tyle dobrze, że nigdy nie czułem potrzeby bycia rodzinną osobą. — James odłożył już resztki burrito na talerz. — Muszę kończyć?
Walt aż się zaśmiał z tego pytania.
— Nie musisz, Jimmy. Nie musisz.
Nauczyciel odetchnął w duchu i wstał od stołu.
— To sprzątnę.
Walt przytaknął tylko, a gdy jego kochanek zaczął zabierać brudne talerze ze stolika, sięgnął po butelkę wina, aby dolać sobie i Jamesowi. Zamierzał jeszcze trochę posiedzieć, wsłuchując się w rytmu gitary płynącej z głośników.

*

Albert Feist korzystał, ile tylko się dało, ze swojego nowego nabytku i pięknej pogody. Przed pracą jeszcze zrobił na swoim nowym motorze kilka okrążeń, zupełnie bez celu, ale z czystą przyjemnością.
Kupił drapieżne, sportowe BMW i właśnie poznawał możliwości swojego skarbu. Nie lubił i nie chciał należeć do tej wielkiej społeczności Harleyowców. Nie miał zamiaru znowu być jednym z wielu. Tym bardziej, kiedy już brutalnie został wyrwany ze świata, w którym mógł się bezpiecznie zaszyć.
Zsiadł z siedziska i zdjął kask. Zabrał go ze sobą, tak samo jak odpinany pak, w którym miał drugie śniadanie, kilka gazet i przenośny dysk w specjalnym pokrowcu, aby się nie poobijał i nie uszkodził.
Budynek, w którym pracował, znajdował się blisko rzeki Milwaukee, na rogu dwóch szerokich ulic. Był dosyć monumentalny. Przy przeszklonym wejściu z półkolistym zakończeniem stały po dwie kolumny po każdej stronie. Flagi amerykańskie tradycyjnie zaczepione były pod najniższym rzędem okien, a za szybami co raz migali mu jacyś znajomi mu ludzie, z których większości tak naprawdę nie znał z nazwiska. Wszyscy byli zabiegani, bo terminy goniły. Jego też, więc nie ociągał się i wszedł do budynku.
Wjechał na odpowiednie piętro i korytarzem doszedł do swojego sektora, gdzie pracował, a konkretnie pisał artykuły do tygodnika stanowego z oddzielnym dodatkiem zajmującym się sprawami religii, filozofii i ogólnie jestestwa, włącznie z relacjami społecznymi. Ludzie pisali nawet do nich listy, a trzech dziennikarzy robiło reportaże w terenie. Było więc co robić.
Jego biuro, chociaż trzeba było dużo dobrej woli, by tak to nazwać, oddzielone było od kolejnego stanowiska szklaną ścianą, przez co widział, jak jego współpracownik, otyły mężczyzna po czterdziestce, stuka serdelkowatymi palcami po klawiaturze, co raz zaglądając do porozrzucanych po całym biurku materiałów. Zanim sam usiadł na swoim miejscu, tuż obok niego przemknęła Carol, śliczna, młoda blondynka, której głównym zadaniem chyba było robienie innym pracownikom kawy.
— Albert! Mała czarna? — zagadała, unosząc spojrzenie znad tabletu, w który wpatrywała się nawet w ruchu.
— Tak, z chęcią — odparł z uprzejmym, ciepłym uśmiechem, który nijak nie pasował do jego aktualnego wyglądu.
Odkąd rozstał się z Walterem, folgował sobie i ubierał się tak, jak chciał. Innymi słowy, dawał wydźwięk swojemu spóźnionemu buntowi przeciwko światu i normom. Jak kiedyś czarne koszule, tak teraz była to ramoneska albo motocyklowa kurtka. O każdej porze roku i w każdą pogodę. Do tego zamiast materiałowych spodni zagościły u niego w szafie starte, najczęściej czarne jeansy oraz podkoszulki w podobnym klimacie.
Carol odpowiedziała szerokim, wybielanym uśmiechem i zniknęła mu z oczu tak szybko, jak się pojawiła. Za to, gdy tylko Albert zaczął się ogarniać w swoim kąciku, przy wejściu pojawił się kolejny pracownik redakcji.
— Hej, Al! Wiesz, jaka afera od rana? — wyszeptał konspiracyjnie trzeci z zespołu z jego działu, wysoki, młody, bo zaraz po studiach, mężczyzna o rudej czuprynie i masie piegów na policzkach. — Podobno w komputerze naszego jaśnie korektora znaleźli porno! Ale takie… — Zagwizdał pod nosem. — BI!
Albert przewrócił oczami.
— Cudownie… — zakpił gorzko. — Dobrze, że nie „les”, bo byście pomyśleli, że jest kobietą — fuknął. — Ale czy to jakie nie powinno być na drugim miejscu w porównaniu z tym, że w ogóle na komputerze z pracy ma pornografię? Za to mogą go wylać.
— Na razie jest na dywaniku u dyrektora. — Mężczyzna zaśmiał się, jakby miał z tego wielki ubaw. — Się okaże, czy ktoś inny nam tekstów nie będzie poprawiał. Ale… szlag, Albert, czujesz? Mógł się nam na tyłki gapić!
— I? — syknął były duchowny. — To, co robi, jest niemoralne, jednak nie do nas należy osądzanie jego osoby. Wyleją go czy nie, swoją pracę wykonywał dobrze, tylko że był widocznie do tego idiotą. — Albert podszedł do sprawy surowo i gorzko.
Rudzielec westchnął ze zrezygnowaniem.
— No co racja, to racja — mruknął tylko, po czym obejrzał się i zrobił znowu pełną emocji minę. — Phil! Ty słyszałeś, że dzisiaj… — Pobiegł za jakimś innym pracownikiem, by przekazać tę niesamowitą wiadomość, zostawiając wreszcie Alberta w spokoju.
Ten zmierzył mężczyznę chłodnym spojrzeniem swoich ciemnych oczy i w końcu pokręcił głową, odwracając się do swojego komputera. Podpiął przenośny dysk, aby sprawdzić dokumenty, które przyniósł do przejrzenia. W domu nie mógł się skupić. Cały czas był podenerwowany tym przypadkowym spotkaniem z Walterem w sklepie. I tym jego facetem…
Aż prychnął pod nosem z niedowierzaniem. Że taki facet jak Walter związał się z kimś pokroju Jamesa. Przecież mógł mieć każdego. Był bogaty, przystojny, inteligentny i cholernie sympatyczny. A ten jego facet… nie dość, że nijaki, to jeszcze cały jakiś… zestresowany był. Jak zastraszone zwierzątko. A przecież wiedział, że Walt nie był z tych, którzy stosowali przemoc domową. Nie miał żadnego pomysłu, co mogło być powodem, dla którego Walt go wybrał. I… dla którego go kochał. W końcu tak powiedział. A jemu nigdy tego nie wyznał.
Warknął pod nosem. W czym niby był gorszy od takiej mimozy? Nie rozumiał tego i nie chciał nawet zrozumieć! I do tego starał się już tyle czasu wypchnąć z serca to uczucie, jakim darzył Waltera, tak teraz był pewny, że to, co czuje, to zazdrość.
Myśli o prawniku połowicznie uleciały mu z głowy, gdy Carol postawiła przed nim na biurku kawę, zagadała niezobowiązująco o samopoczucie i po kilku minutach wyszła. Albert już wtedy wiedział, że musi się brać do pracy. Tym bardziej, jeśli korektor rzeczywiście zostanie wyrzucony. Wtedy redaktor naczelny nie będzie w najwspanialszym humorze i będzie cisnął, by przyspieszyli. Dlatego też zaczął pisać artykuł, dopóki znowu coś mu nie przerwało.
Zbliżała się już pora lunchu, a jego komórka zawibrowała, obwieszczając nadejście wiadomości tekstowej. Poczekał z jej odczytaniem, aż skończył akapit i mógł wyjść, aby coś zjeść. Idąc korytarzem ze znużoną miną, odblokował telefon i aż się zatrzymał, widząc, kto się do niego odezwał.
Wiadomość była dość krótka, ale treściwa. „Witaj, Al. Może… pączki? Walter.”

39 thoughts on “In Out In – 19 – Postarać się wykazać

  1. Katka pisze:

    Tigram, uuu, z tym ciężko. Albert jednak z Waltem by nic już nie chciał próbować, a Walt… Och, on już żyje w tęczowym, lukrowym raju, w którym widzi tyyyylko Jamesa. Więc to raczej materiał na fika bardziej niż bonusa. Ewentualnie mokry sen, jeśli chodzi o bonus ;)

  2. Katka pisze:

    Cannum, „Żeby tylko się nie zagłodził biedaczek.” – w sumie dopiero teraz pomyślałam o tym, że Jimmy może jeść tak mało, bo się w pewien sposób każe… ale chyba jednak dochodzę do wniosku, że aż tak psychiczny nie jest XD Ale fakt, pewnie apetyt by mu drastycznie zmalał :( Och, a a propos tego diakona, meeeega fajna sprawa! :D Ciekawe, czy ktoś, widząc go, powiedziałby, że był kiedyś diakonem XD Wątpię, podobnie jak w przypadku Alberta, hehe. „lubię jak eks-księżulek rzuca wredne komentarze ^^” – jest w tym naprawdę niezły i niespecjalnie się krępuje XD
    A odnośnie cudnego tematu do dyskusji, który nam się tutaj przypadkiem zrodził, fajnie, że rozmawianie o tym nie sprawia Ci jakichś problemów. Och, gdyby więcej z nas się w ten sposób otwierało, to może społeczeństwo jeszcze szybciej by się do tego przyzwyczaiło. Co prawda już jakiś progres jest, ale byłoby świetnie, jakby przyspieszył :)

  3. Cannum pisze:

    A ja nikomu źle nie życzę i w sumie… Czy Walt zrobi skok w bok, czy nie- i w takiej i w takiej konfiguracji może być ciekawie. Z resztą- może równie dobrze w ostatniej chwili się opamiętać. Biedny tylko w tym Jimmy- niezależenie od scenariusza spotkania Alberta i Waltera będzie znów zdołowany samym faktem, że się spotkają. Żeby tylko się nie zagłodził biedaczek.
    Co do samego Alberta… Hm, przeczuwałam, że jego metamorfoza może właśnie skończyć się imagem złego chłopca. I dobrze! (Sama znam byłego diakona, który obecnie ma włosy do pasa i piercingi. I wygląda jak milion dolców :D)
    Jestem ciekawa jego losów. Czy uda mu się z kimś, czy będzie mu chodził po głowie Walt i przez to będzie mu ciężko znaleźć sobie kogoś. No i przede wszystkim lubię jak eks-księżulek rzuca wredne komentarze ^^
    Co do dyskusji poniżej- przyjaciele już w LO wiedzieli że interesuję się tematyką homo. Na studiach już w ogóle łatwo poszło- na jednym z wykładów gadałam z kumplem i tak jakoś zaczęliśmy komentować jakie cechy wizualne nam się podobają u innych i gdy mówiliśmy o cechach kobiet- zapytana o preferencje seksualne nie miałam oporu by powiedzieć, że jestem bi. Miło mnie zaskoczyło, że kolega wyglądał raczej na zachwyconego tym faktem niż zniesmaczonego. I parę razy się zdarzyło, że wypytywał mnie o różne kwestie dotyczące gejów i lesbijek. Więc może faktycznie jest progres w naszym społeczeństwie :)

  4. Katka pisze:

    Yaoistka, „taki słodki jest *.*” – Walt żywo popiera! :)

    Shinu, to jesteś wyzwolona, że tak powiem XD Mega zdrowe podejście, choć też nie dziwię się ludkom, którzy się wstydzą/obawiają jakichś negatywnych reakcji. Bo nie oszukujmy się, takie też się mogą pojawić. Ja np. nie dziwię się osobom młodszym, że się z tym hamują, bo sama to robiłam, kiedy miałam jeszcze te naście lat. A teraz też nie wyskakuję z tym od razu przy znajomych. Ale… tak jakoś dziwnie mi się odnosić do tego tematu, bo nie mam znajomych XD Jestem szablonowym przykładem „nołlajfa” XD Ale w ogóle, oj tam, od razu zboczona… XD Dzisiaj prowadziłam zajęcia o dewiacjach seksualnych… i uwierz, są gorsze zboczenia XD (cudowny były miny ludków z grupy, kiedy mówiłam o parafilii, w której bodźcem seksualnym są gazy jelitowe wypuszczane na twarz i do ust partnera… XD)

    Vicious, haha, spoko, bez stresu, ja się osobiście nie dziwię, jeśli są ludki, które tej fontanny słodyczy i lukru w wykonaniu Jamesa i Walta nie mogą znieść XD A raczej głównie Walta, bo on to z siebie wylewa w nadmiernych ilościach. Ale skoro interesuje Cię Albert, to dobrze, że śledzisz tekst, bo jeszcze się pojawi i mimo że do końca opowiadania nie ma wiele rozdziałów, to będzie miał swój czas :) Więc mam cichą nadzieję, że przynajmniej ten wątek sprawi, że poczujesz się usatysfakcjonowana :) „A btw – to strasznie hot, że teraz ma motor i jest taki “zbuntowany” xD ja bym go tam tak łatwo nie puściła xD” – i zgadzam się! To taki hot image bad boya :D

    Kan, „W końcu znalazł osobę, którą może się opiekować, która swoją drogą tego potrzebuje” – kwintesencja dopasowania się, co nie? :D Trafili dobrze. No i fajnie, że uważasz, że nie ma winnych. Bo to takie… no wszystko ma dwie strony medalu. Więc nie da się jednoznacznie pokazać, który zawinił. Może któryś bardziej, a któryś mniej, ale na pewno obaj coś spieprzyli. A to, co piszesz o doświadczeniu z nieudanego związku… no właśnie prawda, bo kurcze… jak nikt nie ma doświadczenia i zaczynają razem… no to takie trochę eksperymentowanie na sobie wzajemnie, a to nie zawsze może być dobre. Więc cóż… Walt ma coś za sobą, James chociaż w łóżku jest doświadczony XD No więc jakoś to u nich działa :) A już a propos bycia out – też mi się wydaje, że faktycznie może być łatwiej na studiach. Zresztą, jak obserwuję ludzi, to właśnie powyżej 20 są bardziej myślący, a w szkole… no szkoła to jednak bardziej grupa niż indywidualności i tam ciężko. Ale to już podchodzi pod głębsze dywagacje, niemniej bardzo się cieszę, że jesteś otwarty i nikt Cię za to nie szykanuje :D

  5. kan pisze:

    To ja jeszcze dodam, że z czasem kiedy powoli dojrzewałem przyszło mi łatwiej oznajmić komuś, że jestem gejem, kiedyś z trudem przechodziło to przez moje usta, jednak teraz kiedy studiuję nie mam z tym żadnych problemów, zwłaszcza na studiach widać, że stosunek do odmiennej orientacji w naszym kraju powoli się zmienia, co prawda w żółwim tempie, jednak coś tam się zmienia. Jeżeli chodzi czytanie opowiadań o takiej tematyce to myślę, że to coś normalnego, sam przecież jestem gejem i zachwycanie się wszystkim co z tym związane jest czymś normalnym :D. Zważywszy na to, że piszę książki, których fabuła często opiera się na takich wątkach, wielu moich znajomych już miało okazję przeczytać i przyznam, że nie wywołało to u nich ogromnego szoku ( chodzi mi o tematykę), a byli to ludzie często z mocno konserwatywnymi poglądami, jednak z ogromnymi pokładami tolerancji. Co ogromnie cieszy ;d

  6. kan pisze:

    Walt nie zdradzi James, ponieważ za bardzo kocha nauczyciela żeby to zrobić, W końcu znalazł osobę, którą może się opiekować, która swoją drogą tego potrzebuje. Moim zdaniem, to co się stało nie ma winnych, Albert musi żyć dalej bez dalszego rozpamiętywania tego co było, przecież życie to nie tylko udane związki „tryskające” szczęściem na kilometr. Żeby się czegoś nauczyć w życiu trzeba mieć za sobą jakiś nieudany związek żeby móc wyciągnąć jakieś wnioski i postępować w przyszłości rozsądniej, taka równowaga życiowa. Może i James czasami potrafi irytować swoim przerażającym brakiem wiary w to, że ktoś może go pokochać, ktoś taki jak Walt, jednak nie potrafię stwierdzić czy jest to irytacja czy tylko ogromne rozczulenie kiedy myślę o tej postaci. I na 99 % jestem przekonany, że nie dojdzie do zdrady, ten jeden procent jest takim rodzajem zawahania, bo Walt nadal ma wyrzuty sumienia, że stało się tak jak się stało, co według mnie jest całkowicie niedorzeczne. Uwielbiam tę parę i definitywnie nie widzę żadnej dramy w ich wspólnym życiu ;d

  7. vvicious pisze:

    Ok, przyznam, że już od jakiegoś czasu w sumie nie czytam tego opowiadania. Niestety Jimmi dalej powoduje u mnie atak białej gorączki, a Jimmi w połączeniu z wiecznie chuchającym na niego Walterem, to już nawet nie mówię xD cały czas jednak zastanawiałam się nad dalszymi losami Alberta, dlatego zawsze wchodziłam sumiennie na rozdział i sobie sprawdzałam, czy się gdzieś nie pojawił ;p nie ukrywam, że się bardzo ucieszyłam jak się natknęłam na to spotkanie w centrum handlowym i cały czas czekałam, aż coś dalej z tego wyniknie ;D
    Waltera nie lubię ostatnio strasznie, i sądzę że powinien dać Albertowi spokój, ale… no mam jednak cichą nadzieję, że da radę chociaż częściowo naprawić co zrobił (należę do grupy osób, które uważają, że to jego wina ;p pewnie dlatego, że Alberta po prostu lubię xD ).
    A btw – to strasznie hot, że teraz ma motor i jest taki „zbuntowany” xD ja bym go tam tak łatwo nie puściła xD

  8. Shinu pisze:

    Och, jednak ciesze się, że przeszła mi ta faza na „wstydzenie się tego co czytam/oglądam”, choć w sumie zaczełam trochę za wcześnie, ale teraz to już wszyscy znajomi w okół mnie wiedzą co ja tak bardzo lubię czytać. W sumie nie wnikaja w to za bardzo, bo wiedzą, że jak zaczną mi wygarniać na temat homo, to bardzo szybko możemy się pokłócić, dlatego wolą się tylko pośmiać, że nie dość, że czytam gejowskie porno, to jeszcze oglądam „chińskie gejowskie bajki” i gram w zboczone gejowskie gry xD. Już nawet moja kumpela co poznajemy kogoś nowego, to sie go pyta „lubisz gejów, masz coś do gejów?”, „eee… że co?” , „no bo ona kocha homo, to byście sobie o czymś pogadali” xDDD
    W sumie chyba najbardziej uwielbiam ten moment, kiedy ludzie dowiadują sie o moim „hobby” i nagle w ich oczach z miłej, nieco nieśmiałej dziewczyny zamieniam się w zboczoną laskę xD Ta ich mina ;D.

  9. Yaoistka^^ pisze:

    Katko no oczywiście! Waltowi nic nie pomoże, Jimmy musi mieć obstawę, nie? taki słodki jest *.*

  10. Shivunia pisze:

    (to też wbije się ze swoimi 5 groszami)
    Przyznam, że im jestem starsza tym łatwiej jest dzielić się z ludźmi swoimi upodobaniami. Kiedyś przecież nie do pomyślenia było by rzucenie żarciku o oglądaniu porno… a teraz to nie jest jakieś woow. W ogóle, odkąd pisze o gejach i lesbijkach prace mgr, to bardzo powszechne stało się moje upodobanie do osób homo.
    Ale, ale… same opowiadania. To też zabawnie, bo przez to, że nie mam życia, to na pytanie „to co robisz? jak spędzasz czas wolny”, aby nie kłamać często mówię, że pisze. A potem są kolejne pytania, a co, a jakie… i słuchacze zmieniają temat w zależności od dogodnego dla ich nerwów momentu.
    Co nie zmienia faktu, że jakbym była teraz mocno niepełnoletnia to nie chwaliła bym się na prawo i lewo wiedzą, że czytam/pisze homoerotyki XD

  11. luinlos pisze:

    Nie lubię yaoi. Tzn. zawsze trochę się bałam niektórych dziewczyn na konwentach mangi i anime które bywały dość… agresywne ze swoim ulubowaniem tego gatunku… i może stąd moje lekkie uprzedzenia :P
    Za to całym sercem jestem za shounen-ai (No.6? Loveless?K Project? no jak tego nie kochać <3)
    I fanfikami oczywiście.
    Ja czasami jak staram się wybadać teren to rzucam jakimś skrótem pairingu typu Drarry. Może powinnam pytać teraz ludzi właśnie o Rynnę i AJ Albo Królową i Smoka, hehe:D
    Generalnie ludzie raczej uwazają mnie za grzeczną spokojną i ułożoną osobę i pewnie by im było trochę ciężko ogarnąć że czytam/oglądam takie rzeczy… I trochę mnie to męczy, że moi znajomi mnie nie do końca znają (mimo że wiem że to moja wina że im nie mówię, ale cóż. to nie jest temat do rozmowy np czekając na wykład:P).
    Ale byłoby miło móc komuś polecić jakieś opowiadanie, ale dostać link do nowego czytadła…

  12. Katka pisze:

    Tigram, no widzisz, jaki dobry sposób! Choć ja z kolei mam sporo znajomych, którzy po prostu oglądają anime (nie yaoi), a co za tym idzie, wiedzą co to jest yaoi. Ale jakoś tak się składa, że tacy, nawet jeśli oglądają zwykłe animce, są bardziej tolerancyjni :) Ale sposób bardzo dobry, a jakże :)

    Floo, spoko, jak już pisałam, dobrze też się na kogoś powkurzać. Czarne charaktery są potrzebne, a widzę, że skoro tak nie lubisz Alberta, to jest on dla Ciebie w pewien sposób czarnym charakterem. I widzisz, przynajmniej może przełożyć swoje złe cechy na postać fikcyjną, a nie ludzi wokół XD A przynajmniej mam nadzieję, że Al nie wkurwia Cię tak, że wyżywasz się na innych po przeczytaniu rozdziału XD

  13. Floo pisze:

    Moja droga Katko…. Chociaż chciałabym być dobrym człowiekiem nie zawsze mi to wychodzi. „tamte” wspomnienia = Al a to się równa Al do piachu, i krucyfiks na samą górę żeby nie wylazł spod ziemi, jak przebiśnieg.
    Nic nie poradzę facet działa na mnie jak czerwona płachta na byka, i wyciąga ze mnie wszystkie najgorsze cechy :<

  14. TigramIngrow pisze:

    I ja na przykład często mówię o moim zamiłowaniu do homoerotyki. U mnie w pracy nawet do szefa do doszło i kiedyś powiedział mi,że jak czytał (mój ff z Himi pt: „Piesek”) to aż go dupa bolała. Więc ja z tym problemu nie mam, tylko pytam o yaoi zamiast o homoerotykę. Osoba która w temacie jest to się przyzna, a ta która nie jest nawet nie zrozumie :D

  15. Katka pisze:

    Shinu, czekałam na to, aż ktoś pojedzie Waltowi XD I chyba nawet dobrze się spodziewałam, że to możesz być Ty, hehe. Czy wcześniej miał w dupie Alberta… Raczej miał nadzieję, że temu dobrze się wiedzie, że chociaż w pewien sposób go wyzwolił i Albert jakoś ustatkował swoje życie. Na pewno gdzieś w podświadomości miał myśl, że może nie być tak różowo, ale starał się skutecznie nie dopuszczać jej do głowy. I tak, nie mogę wmawiać, że to dobre, bo jest to w pewien sposób nie fair wobec Alebrta. Cieszę się w każdym razie, że poza ludkami, które sympatyzują z Waltem, są też tacy jak Ty, którzy większą empatią pałają do Alberta. Byłoby nudno, jakby było tylko jedno spojrzenie na sprawę XD „Biedny Albert, biedny James i Walter idiota. Masakra.” – miażdżące podsumowanie XD Haha, niemniej, dzięki za komentarz i ooooby rozwój w jakiś sposób Ci się spodobał :D Wiem, że czekasz na więcej Alberta i zapewniam, że jego postać będzie jeszcze miała swoje 5 minut :)

    Floo, po pierwsze, porównanie do klucza rozkoszne XD „że nie dotrze to do Jimmiego bo już samo to wepchnie go znowu w stan poddepresyjny.” – w ogóle widzę, że wielu z Was zauważa, że sam fakt tajnego spotkania Walta z Albertem jest w stanie wprowadzić Jamesa w podły stan. I się cieszę, że na tyle rozumiecie i znacie jego charakter, że bezbłędnie możecie to przewidzieć, bo nie ma się co kłócić. Na bank by to Jima podkopało :( W ogóle dobrze, że te wspomnienia chcesz zakopać w trumnie, a nie samego Alberta XD „Walt strzeż się fanek J&W!” – matko, biedak, tak mu grożą… jeszcze się nasz prawnik zamknie w sobie XD ” Waaaalt ona chce skrzywdzić twoja Myszkę!!!!” – :(((

    Tigram, staram się porównać nie postacie, a podejście. Ale rozumiem, że postacie zmieniają postać rzeczy :)

    Illita, i kolejny głos na to, że spotkanie na pączki ma być uporządkowaniem spraw. Aż jestem ciekawa, ilu z Was jest za zdradą, a ilu za bezpieczną rozmową :) Haha, no i biedny Albercik, och, jakie to cudne, jak tak skrajne opinie macie :D Spoko, nie każdego trzeba lubić, a wręcz to zdrowo, jak się ma na kim wyżyć, hehe. I dziękujemy za wenę! Zbieramy ją namiętnie :D

    Seiridis, oj od razu popieprzyło… Przecież jeszcze nie wiadomo, jakie są jego motywy! Ale spoko, sam fakt wyciągania Alberta na pączki może być sporny moralnie…

    Tess, „A napisał do Alberta tylko po to, aby wyjaśnić sprawę ich zerwania i pozbyć się wyrzutów sumienia.” – och, domysły, domysły. Jestem ciekawa, kto z Was napisze pod następnym rozdziałem „wiedziałem/am!” XD Och i wszyscy piszecie, że biedny Jimmy i głupi Walter XD Nieeee mam pojęcia, dlaczego uważam to za urocze. Walt tak bardzo nie chce, a i tak przypadkiem krzywdzi Jima… :(

    Luinlos, „Jak dla mnie Walter chce pogadać z Albertem by pozbyć się wyrzutów sumienia” – to powtarzające się w Waszych komentach o wyrzutach sumienia baaaardzo mnie cieszy, bo wiesz, staram się cały czas zwracać uwagę na to, jak go to teraz męczy. Szczególnie właśnie po tym, jak zobaczył Alberta w sklepie, to wyrzuty sumienia uderzyły ze zdwojoną siłą i fajowo, że to widać. I tak, to zdecydowanie może być jeden z powodów, dla których zechciał się teraz spotkać z Albertem. „Ale jak wiemy “piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami” i ja się spodziewam lada moment jakiejś dramy.” – ogólnie to myślę, że to określenie idealnie opisuję ideę IOI. Ale to tak btw XD „Naprawdę, jak na prawnika (…), Walt jest zdecydowanie zbyt naiwny. Tak… naiwny życiowo.” – dobrze, że dodałaś to ostatnie zdanie. Bo wraz z nim, to nie sposób mi się nie zgodzić. Tylko to jest na zasadzie… wiesz, ktoś potrafi być zimnym draniem w pracy, a w odpowiednich momentach rozpuszcza się jak kostka lodu na ostrym słońcu (i wcale nie piję tu do Alexa XD). Walt, kiedy chce, potrafi być twardy, przekonujący i bardzo racjonalny. Ale jego życie emocjonalne to już zupełnie inna spawa. „biedak od razu zacznie się wycofywać i robić miejsce dla “konkurencji”.” – aż za dobrze znacie Jima XD Nie kłócę się, biedactwo tak ma. A to, co dalej mówisz o Jamesie, a raczej o takich zamkniętych, nieśmiałych osobach – dokładnie tak jest, w przypadku takich ludków czasem zupełnie nie istnieje nadzieja, że może być dobrze i to wręcz cud, że decydują się na jakikolwiek związek. Bo w końcu muszą mieć wtedy chociaż zalążek nadziei, że coś z tego będzie. I partner ma naprawdę niezłą harówę z przekonaneniem do tego swojej sierotki. „Zdenerwowało mnie, że odniosłam wrażenie, że Albert myśli o Jamesie jako o jakimś patałachu i szczerze nim gardzi.” – nie chcę teraz za dużo zdradzać, no i też odbiór bohaterów powinien być Waszą osobistą sprawą. Ale skoro Albert nie jest moją postacią a Shiv, to mogę chyba powiedzieć, jak sama to widzę. Bo wg mnie Albert nawet jak myśli o Jamesie źle, jaką jest pokraką, mimozą itd. to nie robi tego stricte w kontekście Jamesa, nie ocenia jego osoby, tylko myśli tak o nim w kontekście siebie. Duma, co on może mieć, czego on nie miał, że Walt tak za nim lata. Dlaczego to on sam jest gorszy. Ale to kwestia spojrzenia, też mogę się mylić (o dziwo, jako współautorka, nie jestem wszechwiedząca i często czuję się jak Wy, jakbym czytała podczas pisania XD).
    Och, a ta rozkmina o tym, ilu wśród nas czytających nasze opka… Uwierz, sama się nad tym zastanawiam. Nawet czy np ktoś z mojej grupy na studiach czyta, czy ktoś z sąsiedztwa… To trochę creepy czasami XD A ja niestety z Krakowa nie jestem…

    Another, „gdyby była to kobieta, to bym rzuciła to opowiadanie w cholerę xD” – hahaha, oj, wydaje mi się, że wręcz jakby w każdym opku była para hetero jako główna, to 90% osóbek by stąd uciekło XD Ale tak… taka kobieca-pipka (boże, bez skojarzeń) byłaby… mocno irytująca. Co do równości w związku – oczywiście w pełni się zgadzam. Choć z kolei nie jestem pewna, czy James, nie mogąc się spełniać w roli usłużnej osóbki, byłby do końca spełniony. On czerpie bardzo dużo satysfakcji z dawania z siebie jak najwięcej. To mu daje pewien komfort psychiczny i jakkolwiek Walt się z Tobą zgadza, to chyba tak jest dla Jamesa po prostu łatwiej :) Dzięki za literówkę, już idę poprawiać :) Co do nietolerancji w rodzinie to niestety sprawa powszechna :( I tym bardziej głupia, że… „Różnica jest tylko taka, że nie dadzą im potomków i będą z tą samą płcią…” tak na serio to mogą mieć dzieci, tylko nie ze sobą, a wynająć kogoś, kto by za nich to dziecko urodził. Ale wszystko jest możliwe. „Albert jest jak orzeźwiający powiew wiosennego wiatru ;p” – hehe, no tak właśnie myślałam, że w obliczu tego, że chwilowo w wątku Walta i Jima jest dość spokojnie, to taki „cios” w scenie Alberta dobrze zrobi rozdziałowi XD Stąd ten cliffhanger. Wiesz, trzeba myśleć strategicznie, byście nie napisali, że przypadkiem było nudno i nic się nie działo XD „Z miłego, sztywniackiego trochę księdza stał się typowym badboyem *,*” – w ogóle niezła metamorfoza, co nie? Ach, w takich chwilach gratuluję Waltowi, niech więcej ludzi wyzwala, jak potem takie seksy jeżdżą po ulicach XD No i ogólnie fajowo, że rozumiesz, że Albert nawet jakby bardzo chciał, to nie potrafiłby podchodzić do Jamesa pokojowo. To… trudne, a jednak zawiść jest rzeczą ludzką. I suuuper, że podoba się, że coś się dzieje, hehe. Odrobinka zamieszania się przyda, wiem, że sielanka bywa jednak męcząca na dłuższą metę. „Najmądrzejszym posunięciem Walta chyba byłoby albo zrobić to tak, żeby James na 100% się nie dowiedział, albo już na początku mu o tym powiedzieć.” – dokładnie tak! Ale… to jest Walt XD A on nie zawsze do końca przemyśli sprawę…

  16. Illita pisze:

    another69 , luinlos > Trafiłyście w sedno! Nawet jak się kogoś zna lepiej to głupio zaptać „ej, czytasz czasem opowiadania homoerotyczne?” , a przyjnajmniej ja się zawsze bałam… Jeśli ktoś z Lublina i okolic to zapraszam do rozmowy :)

  17. another69 pisze:

    luinlos >> Wiesz jak często zastanawiam się nad tym samym?! Niestety ja do Krakowa mam szmat drogi…
    To wkurzające, że gdy ktoś pyta „Co czytasz?” to mogę powiedzieć tylko „horrory, romanse, sci-fi…” , co jest prawdą, ale też nie całą, bo czasem mam ochotę powiedzieć „Opowiadania homoerotyczne, znasz jakieś fajne?”. Smutne :(

  18. another69 pisze:

    Oj James, James… Niedojdo moja. W jego przypadku nie jest to takie złe, ale myślę, że gdyby była to kobieta, to bym rzuciła to opowiadanie w cholerę xD Moim zdaniem w związku powinna być równość, a tu James prawie że liże buty Walcikowi (nie zdziwiłabym się jakby dosłownie). No ale w przypadku chłopaka moja feministyczna dusza tak nie cierpi.
    „James momentalni zaczerwienił się, słysząc ostatnie zdanie.” – pomijając, że to urocze, to chyba powinno być tam „e” :p
    Gdy James mówił o swojej rodzinie aż miałam gule w gardle, bo mam świadomość, że w rzeczywistości też zdarzają się często takie sytuacje. Bycie nietolerowanym przez znajomych to jedno… Ale przez rodzinę, własnych rodziców? Nigdy tego nie pojmę. Jakby to byli jacyś gorsi ludzie. Przecież syn czy córka nadal są tymi samymi dziećmi, których ci rodzice wychowywali i kochali. Mają te same wady i zalety co wcześniej. Różnica jest tylko taka, że nie dadzą im potomków i będą z tą samą płcią… Jaką krzywdę to robi innym?
    Oh, są rzeczy i sytuacje, których nigdy nie pojmę.

    Ucieszyłam się gdy zobaczyłam, że po zacnej gwiazdeczce kończącej zwykle scenę, pojawił się Albert. Cholera, lubię Jamesa i Walta, ale ostatnio jest tak sielankowo i tak naprawdę nie ma żadnych konkretów, nie ma zbyt wielu nowych informacji. Albert jest jak orzeźwiający powiew wiosennego wiatru ;p Ciężko uwierzyć, że były ksiądz sunie po autostradach na motorze xD Do tego te ciuchy… Z miłego, sztywniackiego trochę księdza stał się typowym badboyem *,*
    „To, co robi, jest niemoralne, jednak nie do nas należy osądzanie jego osoby. ” – jednak tu przypominał dawnego siebie xD To dobrze, bo nadal czuję, że to on, a nie inna postać z jego imieniem.
    Widać, że Al nie jest przyjaźnie nastawiony do Jamesa… Ale jakby mógł być? Ja o BYŁYCH dziewczynach mojego chłopaka myślę „suka” chociaż jej nie znam, a co ma powiedzieć osoba, której taki James odebrał Walta? No może nie dosłownie wyrwał go z jego rąk, ale jednak… To oczywiste, że nasuwają się myśli „Dlaczego on? Dlaczego to jego kocha, taką niedorajdę, a nie mnie?” Też bym nad tym myślała, jestem pewna. Więc tu obronie Al`a, ma prawo źle myśleć o Jamesie, nie ważne jak go kochamy ;p
    Zresztą, taki zły Al mnie kręci…
    Jednak nie życzyłabym sobie tu żadnej zdrady ;p I wątpię by coś takiego tu się pojawiło. Walt chce się spotkać pewnie by zadośćuczynić, porozmawiać i spróbować pozbyć się tego poczucia winy, którego jest w nim dużo.
    Jednak jestem ciekawa jak się to potoczy i cieszę się, że wreszcie dzieje się coś więcej. Przyjemnie jest czytać takie scenki jak wspólna kolacja, seks i czułe rozmówki, ale jestem jak najbardziej za większą ilością akcji. Nie mówię o jakiś strzelaninach czy pościgach samochodowych oczywiście xD Ale właśnie o czymś takim, jak wyjaśnienie niewyjaśnionych spraw ;p
    No i zgadzam się, że jeśli Jimmi dowiedziałby się o spotkaniu, pewnie mógłby się załamać. Najmądrzejszym posunięciem Walta chyba byłoby albo zrobić to tak, żeby James na 100% się nie dowiedział, albo już na początku mu o tym powiedzieć. I wyjaśnić jakie ma zamiary, dokładnie. Najgorsze w związku są niedomówienia…

  19. luinlos pisze:

    Jak dla mnie Walter chce pogadać z Albertem by pozbyć się wyrzutów sumienia (które ewidentnie go ostatnio często dopadają) i ewentualnie zorientować się czy udałoby mu się w jakimś stopniu… zadośćuczynić… czy też zrekompensować to wszystko Albertowi. W każdym razie ma kaca moralnego i chyba liczy na to, że spotkanie z Albertem jakoś mu ulży.
    Nie sądzę, by chociaż przez myśl mu przeszło, by zdradzić Jamesa Ba! nawet by mu nie przyszło do głowy, że ktoś mógłby tak pomyśleć, skoro on to wszystko robi bez złych intencji! Ale jak wiemy „piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami” i ja się spodziewam lada moment jakiejś dramy.
    Naprawdę, jak na prawnika (który powinien mieć głowę na karku, szybko wiązać fakty i wysnuwać logiczne wnioski), Walt jest zdecydowanie zbyt naiwny. Tak… naiwny życiowo.

    Smutne jest tylko to, że jeśli James w jakikolwiek sposób dowie się o tym spotkaniu, to go zupełnie zmiażdży. Z jego niską samooceną, tym jak szybko przychodzą mu do głowy najczarniejsze scenariusze i świadomością co łączyło Walta z Albertem, biedak od razu zacznie się wycofywać i robić miejsce dla „konkurencji”.

    Pewnie są osoby które uważają, że jak się kogoś kocha, to się o niego walczy i nie pozwala wypuścić z rąk. Cóż. Tak by walczyli o siebie wszyscy z FDST (już widzę bojowo nastawionego CharliegoXD), tak by walczył Josh o Masona (Mason by chyba od razu mordował każdego, kto mu się nawinie)… Ale osoby o tak niskiej samoocenie jak James ciągle mają w świadomości to, że to kwestia czasu, jak pierwszy zachwyt i uniesienie miną, i czekają aż druga osoba zorientuje się o ile lepiej mogła trafić. Że lada moment wszystko się posypie.

    Myślę, że jeśli James dowie się o spotkaniu Walta z Albertem, to zupełnie straci wiarę w ten związek i będzie próbował odejść. Walt na pewno będzie chciał by został i w końcu go do tego przekona, ale James i tak będzie taką nieszczęśliwą kruszyną w tym związku :(

    Zdenerwowało mnie, że odniosłam wrażenie, że Albert myśli o Jamesie jako o jakimś patałachu i szczerze nim gardzi. Ja wiem, że jest Jim skończoną sierotą itd itd, ale mam nadzieję, że to przez pryzmat Waltera tak go odebrał, a tak na prawdę nie wyrabia sobie w tak szybki i powierzchowny sposób opinii o ludziach.

    Bardzo mi się za to podoba, jaki się zrobił „wyzwolony”. Podoba mi się jego styl, ale charakter to już nie bardzo…

    Ale muszę przyznać, ze po przeczytaniu komentarza Tigram naszła mnie ochota na jakiś taki ogromny angst z Jamesem w roli głównej :P Wiem, to podłe. Przepraszam James!

    Trzymajcie się!

    PS. Jechałam ostatnio z uczelni moim ulubionym tramwajem 18 i obok mnie siedziała dziewczyna i czytała coś zapamiętale na telefonie. Nie wyglądało to jak sms, bo było długaśne, raczej jak jakieś opowiadanie w sieci. I zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem w moim otoczeniu nie ma kogoś kto śledzi Wasze opowiadania a ja o tym zupełnie nie wiem i tracę szanse by z kimś się cieszyć i złościć tym co się dzieje z bohaterami, bo tak jak ja do tego się nie przyznaje…(powiedzmy sobie szczerze, że jak ktoś z kim jesteś na stopie koleżeńskiej pyta: „co czytasz?” to nie odpowiadasz mu: „a… takie tam, opowiadania homoerotyczne, powinieneś też poczytać”). No ale do czego zmierzałam – zastanawiam się, jak wiele osób które to czyta jest z Krakowa i okolic?

  20. Tess pisze:

    Wierzę, że Walt nie chce zdradzić Jamesa. Za bardzo go kocha.
    A napisał do Alberta tylko po to, aby wyjaśnić sprawę ich zerwania i pozbyć się wyrzutów sumienia.
    Taką mam przynajmniej nadzieję :)
    Chociaż nawet jeśli chodzi tylko o to, a James, by się dowiedział o ich spotkaniu, to i tak uważam, że by się mocno posypał.
    Biedna szara mysia i głupi Walt. Naprawdę głupi Walt.

  21. Seiridis pisze:

    Rynny konkretnie :D RYan + leNNY xD

    Co do rozdziału: Lol, głupi Walter, popieprzyło mu się we łbie. Debil. :C

  22. Illita pisze:

    Nie jestem w stanie uwierzyć w to, że Walter zdradzi Jamesa . Nie nie nie , na pewno nie . Albert siedzi mu !w głowie więc pewnie chce uporządkować sprawy , ale NIGDY nie uwierze w to że by zdradził Jamesa ! Jest zbyt uczciwy . JIMMY UWIERZ W SIEBIE! Nie pozwalam ci zostawiać Jamesa Walt , zachowaj się ! I jakoś wcale mi nie szkoda Alberta , no nic a nic , nie umiem się w niego wczuć i tak chyba zostanie :/ No nie wierzę że jeszcze tyle trzeba czekać do następnego rozdziału , umrę tu z emocji D: Dziewczęta , weeeny !

  23. Floo pisze:

    O jaaaaaaaa…… Waaalt! A mówiłeś że to już zamknięty rozdział. Widać jednak po tamtym spotkaniu klucz wypadł z zamka i Al zaczął się wydostawać dziurką od klucza. Ale mam nadzieję że kończy się na samej rozmowie i że nie dotrze to do Jimmiego bo już samo to wepchnie go znowu w stan poddepresyjny. A patrząc po tym jak Walt przeżywał porzucenie Alla to po takiej sytuacji z Jimmim sam by się pewnie załamał. Najlepiej niech żaden się nie załamuje tylko niech wywala Ala ze swojego życia i zakopią wszelkie wspomnienia o nim jakieś 5 metrów p0od ziemią, w zamkniętej, zapieczętowanej i obłożonej klątwą trumnie, o!
    I nie ma żadnej zdrady! Walt jest tylko zafascynowany zmianą Ala ale przecież tak naprawdę nigdy go nie pokochał. I mam nadzieję że jednak ta fascynacja nie zaciągnie go do łóżka bo jak tak…. Walt strzeż się fanek J&W!

    A Tigram jest straszna z tą chęcią skrzywdzenia Jimmiego. Waaaalt ona chce skrzywdzić twoja Myszkę!!!!

  24. Shinu pisze:

    Czasami sie zastanawiam czy Walter może się okazać większym idiotą i myślę, że nie, ale wtedy wy jak zwykle udowadniacie, że owszem, da się.
    Ja nie wiem co on sobie myśli. Musiało minać cholerne połtora roku, żeby nagle się obudził i pomyślał „och, a może jednak zjebałem życie Alebrtowi i powinienem coś z tym zrobić!”. No bo sorry, ale to, że akurat spotkal go w sklepie wcale mnie nie przekonuje, że nagle zainteresowal się jego losem. Zanim go spotkał miał go gęboko w dupie, a potem poznał Jamesa i miał go jeszcze głębiej, ale nagle spotkał go w sklepie i uderzyły go wyrzuty sumienia. Ręce mi się załamują jak to czytam. I jeszcze ma czelność proponować mu spotkanie, kiedy dobrze wie o tych wszystkich urojeniach Jamesa. Przecież on się załamie, jak się dowie. Od razu b ędzie myślał, że Walt chce go rzucić, bo sobie przypomniał jak to wspaniale było z Albertem. A sam Albert jak się musi czuć? Serio, zostawię to bez komentarza.
    Jedynym, co mogło zrehabilitować Walta w moich oczach to jeśli zeswata Alberta z jakimś gościem i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Choć wątpię by do tego doszło.
    Biedny Albert, biedny James i Walter idiota. Masakra.

  25. Katka pisze:

    Tigram, uwielbiam Twój pesymizm XD Chociaż nie wiem, czy tak to nazwać, ale wizje przyszłości masz fajne XD Ale takie, że nie jestem w sumie w stanie przewidzieć, co powiesz (poza tym, że jak nie ma w FDTS JA to że źle XD). Bo np. w FDTS nie chcesz emocji, napięcia itp. w wątku Ryana i Lenny’ego, a tutaj byś chciała wielką dramę. To kwestia postaci czy opowiadania albo czegoś innego? Niemniej nic nie mówię, w końcu za 9 dni się wyjaśni :)

    Adela, niestety nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć XD Ale w ogóle macie z Tigram tak skrajnie odmienne spojrzenie na sprawę, to rozkoszne. W sensie Ty wierzysz w Walta i Jima i w tym smsie widzisz chęć pogodzenia się czy dogadania, a Tigram niecny wyraz pociągu Walta do Alberta i zapewne jego domniemanego zniechęcenia Jimem. Oj, ale do 18 nie tak daleko… XD Tak, wiem, powtarzam to zawsze, jak się nie możecie doczekać. „Jamie już nigdy w siebie nie uwierzy, nigdy!” – chlip… :(

    Joanels, „Do zdrady trzeba dwóch stron.” – jaaaaakże trafnie! Pytanie, kto byłby bardziej oporny, z jakich względów. Choć też nie można zaprzeczyć, że na siebie lecą. No ale, ale, wszystko wyjdzie w praniu. „A może Albert zawrze znajomość z Panem Bi?” – hehehe, mogę tylko zapewnić, że ktoś stanie w końcu na jego drodze… Może Walt? XD

    Yaoistka, biedny Walt, jeszcze go wszystkie fanki Jima zabiją, jak go skrzywdzi XD I sąd mu nie pomoże, hehe.

    Marta, a tu z kolei biedny Jimmy XD Tam pipka od razu… No dobra, jest pipką XD Cieszę się, że są tacy, którzy go za to lubią XD „I kiedy dowiemy się czy David i Shane żyją ?” – a nie wiem, nie pisałyśmy, że będzie wiadome w ogóle XD Może zostanie w niedopowiedzeniu? :) Ale spoko, tyci o Davidzie i Shanie będzie w tekście ;)

  26. Yaoistka^^ pisze:

    Nooo… no nieźle to idzie *.* Walter…. nie spieprz tego związku z słodkim nauczycielem. =.= Bo cię dopadnę!

  27. joanels pisze:

    Do zdrady trzeba dwóch stron. Walta nie podejrzewam- ale przede wszystkim myślę, że Albert nie byłby w stanie zbliżyć się po raz drugi. Zbyt głęboko został zraniony, żeby pozwolić Waltowi na cokolwiek ;) Mam nadzieję, że się pogodzą. A może Albert zawrze znajomość z Panem Bi? :D James jak zwykle biedny, ale dobrze mu robi konkurencja.

  28. TigramIngrow pisze:

    No jak nie zdradzi jak zdradzi? No właśnie Al mu leży na wątrobie. Wciąż go pociąga. Zwróćmy uwagę jak Walt liczył na to, że sms który wysłała mu Anna był od Alberta. Nie, nie. Oni się muszą jeszcze raz się ze sobą przespać. I wcale bym się nie pogniewała jakby się z powrotem zeszli.
    A James odszedłby z pękniętym serduchem, przekonany, że Walt robi dobrze i że z eks księdzem byłby szczęśliwszy niż z nim

  29. Ashia pisze:

    boże, nie! nie zdradzi! Tak go kocha przecież, niemożliwe ! On ma wyrzuty sumienia i chcę udobruchać Al’a bo mu na wątrobie to siedzi. no kurwaaaaaaaaa, a jak zdradzi to się załamie, a Jamie już nigdy w siebie nie uwierzy, nigdy! No i czekaj teraz człowieku do 18 :((

  30. Adela pisze:

    Tigram! Walter prze ca nie zdradzi Jimiego! Trochę wiary kobieto! Chce tylko porozmawiać! prawda, Kat?

  31. TigramIngrow pisze:

    Ja Cię pierdykam. Oż fuck. To było… mocne!
    Będzie drama!
    Yupi!
    James się po tym totalnie posypie. Ale to nic.
    Ożeszkurwajapierdolę.
    Ale będzie zacny rozpierdol.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s