Fire Dragon Tattoo Studio – 141 – Dostarczone kochanie

Przystojny, jasnowłosy mężczyzna wszedł do swojego pokoju i od razu zamknął za sobą drzwi. Oparł się o nie i nie bacząc na to, że jego garnitur się pogniecie, zjechał w dół, kucając i chowając głowę między ramionami. Ubranie było już do prania, była druga w nocy, a on, po całym dniu, jeszcze raz wdał się w trwającą godzinami dyskusję z ojcem. Był wykończony, głowa go bolała, a kolejnego dnia miał spotkać się z Jeane. Nie chciał iść spać, tylko po to, aby nie musieć wstawać i tu być. Było to bezkreśnie bezsensowne, bo ranek, czy by się położył, czy nie, i tak nadejdzie.
Po piętnastu minutach wypierania faktu, że pulsowało mu w skroniach, wstał i zaczął się rozbierać. Wyjął telefon z kieszeni, napisał do Jasona krótkiego smsa „Jutro” i sięgnął do szafki nocnej po leki przeciwbólowe.
Szybko dostał zwrotnego smsa od mężczyzny, brzmiącego: „Zadzwoń”. Patrzył długo na ekran telefonu, po czym tylko przełknął leki i wyszedł do łazienki, aby się rozebrać i dobrze umyć. Nie miał siły na rozmowy. Zdarł sobie gardło podczas mówienia przez cały dzień, dyskutowania warunków, negocjacji, perswadowania swoich pomysłów i postanowień, że musi mieć to na teraz, a nie za tydzień. Był zmęczony, chciał oparcia, ale jeśli nie miał jak realnie go dostać, to teraz rozmowa z Jasonem jeszcze bardziej by go zdruzgotała. Jeszcze bardziej przybiła tym, jak daleko był kochanek. Nie chciał rozmawiać. Chciał już odpocząć, a najgorsze było przed nim.
Gdy już zdążył położyć się ponownie do łóżka, doszedł do niego jeszcze jeden sms.
„Wyślij mi jutro to zdjęcie. I pamiętaj. Jestem z tobą.”
Długo patrzył na wyświetlacz, nim przetarł go rękawem koszuli nocnej i delikatnie pocałował. Nie wiedział po co. Tak samo, po co kładł go sobie na czoło, myśląc. Po kolejnym kwadransie znowu wystukał słowo w odpowiedzi: „Wybacz”.
Ciemność panująca w sypialni strasznie go przytłaczała, choć i tak była najlżejszym bodźcem, jeśli chodzi o te wszystkie, które wywoływały w nim uczucie bezsilności. Jego największa ostoja znajdowała się na innym kontynencie. A teraz napisała do niego jeszcze jednego smsa: „Idź spać. Już niedługo”.
Nie zamierzał się z tym kłócić. Co prawda czuł, że powinien być teraz przy nim, przyciskać jego szczupłe ciało do siebie, wdychać jego duszny, ciężki od papierosów i nie zawsze przez nie przyjemny zapach… ale jego zapach. Brakowało mu tych napisów na jego żebrach, tej sceny walki na jego klatce piersiowej, tej jaszczurki, szkieletu, kwiatów, kolorowych rozbłysków splecionych z napisami, chińskich wzorów i… tej przeklętej szklanki whisky z lodem. A najbardziej ramion, które go zamkną w bezpiecznej klatce i ust, które nienachlanie pocałują w głowę i rzucą jakiś niedorzeczny komentarz zachrypniętym głosem.
Zacisnął powieki i wcisnął twarz w poduszkę. Spiął się i odpisał z zamiarem ostatniego razu:
„Kocham cię. Tęsknię. Dobranoc.”

***

Lenny pożegnał się z Ryanem i nawet zwrócił na chwilę uwagę na kota, kiedy wychodził z mieszkania kochanka. Do pracy, jak powiedział i co było najbardziej oczywiste, skoro było tak późno. Po drodze jednak chciał jeszcze coś załatwić. A do tego potrzebował zarówno samochodu, jak i… Charliego. I właśnie jechał w stronę jego mieszkania. Miał nadzieję, że ten nie wyszedł na noc do klubu czy gdziekolwiek indziej i karnie tęsknił w domu za swoim blondim.
Gdy tylko wjechał na dzielnicę, w której mieszkał tatuażysta, ujrzał sporo Meksykanów. Little Havana była przez nich zdominowana, ale biali też tu mieszkali. Między innymi Charlie i Rush, pod których dom dojechał dość szybko. Po zadzwonieniu do drzwi musiał chwilę poczekać, ale wiedział, że chłopak był w środku, bo w salonie było zapalone światło. Jedynym szokiem mógł być stan Charliego. Gdy tylko otworzył, popatrzył na Lenny’ego… chyba nieco podchmielony.
— O… cześć.
Lenny spojrzał na chłopaka czujnie, sprawdzając jego stan. Nie wiedział, czy było dla niego lepiej, czy gorzej, że ten nie był do końca trzeźwy.
— Siema. Masz chwilę? — spytał i zerknął do środka mieszkania, sugerując tym samym, że chce wejść.
Charlie też się obejrzał, co było niefortunne, bo od razu zachwiał się przez ten gwałtowny ruch i musiał oprzeć o framugę.
— Ta… Jasne, chodź — odpowiedział i machnął ręką chaotycznie, usuwając się z przejścia. — A co jest? Nie mam piwa, tylko wi… a nie, wino wypiłem. — Uśmiechnął się pod nosem, po czym znowu zerknął z lekkim brakiem zrozumienia na Lenny’ego. Chyba nie wiedział, czego od niego chciał i trochę czuł się z tym nieswojo.
Mulat zamknął za sobą drzwi do mieszkania, wchodząc. Kiedy Charlie znowu się zachwiał, złapał go pod łokieć.
— Nie po to tu jestem. Chodź, usiądziesz — nakazał, bo propozycją nie można było tego nazwać. — Możesz dać mi na chwilę swój telefon?
Charlie zamrugał i zwalił się na kanapę ciężko, gdy tylko do niej dotarli. Na niskim stoliku przed nią stała prawie całkowicie opróżniona butelka czerwonego wina, a obok miska pełna truskawek. I rysunki. Dużo rysunków, z których sporą częścią były jakieś głupawe komiksy.
— Telefon? Po co? To zabrzmiało jak… jak wiesz, przychodzi zagubiony, zraniony podróżnik, który zgubił telefon, trafia do, wiesz… domku jakiegoś na zadupiu, by poprosić o pomoc… — mówił nieco niewyraźnie, gestykulując przy tym i patrząc mniej więcej w oczy gościa. — A potem gospodarz okazuje się jakimś psychopatą… Ale tu chyba są odwrotne role. — Wyszczerzył się. — To ty jesteś mordercą!
Lenny skrzywił się, słysząc ostatnie zdanie. Nie zamierzał się irytować. Miał inne i ważniejsze problemy na głowie niż Charlie i jego mniemanie o nim.
— Tak, tak, wiem. To dasz mi telefon? Chcę coś sprawdzić i już sobie idę. — Westchnął ciężko i zatrzymał rękę chłopaka, kiedy ta niechcący, wiedziona pijacką bezwładnością, o mało nie uderzyła go w nos.
— Ale po co chcesz mój telefon? Przecież masz swój — wyburczał Charlie, rozglądając się jednak za komórką.
Lenny oblizał dolną wargę, aby nie zareagować jakoś negatywnie i nie przestraszyć Charliego.
— Tylko na chwilę. Mój jest stary, a chcę coś zobaczyć — odparł, lawirując między słowami tak, aby nie kłamać i aby chłopak sam dopowiedział sobie resztę. No i zmienił temat: — Tęsknisz w ten sposób? — Wskazał brodą butelkę na stole.
Tatuażysta popatrzył na nią i pokiwał głową, pochmurniejąc od razu.
— Trochę lamerskie, nie…? Tak sam chleję — prychnął, roztrzepując sobie włosy, które i tak wyglądały na mocno rozburzone. Potem wstał i podpierając się o meble, zaczął się rozglądać po salonie. — On jest tak daleko… — dodał, ale ciężko było powiedzieć, czy mówił o telefonie, czy o Rushu.
— Gdzie idziesz? — Lenny spojrzał za chłopakiem, czując, że marnuje tu czas. — Wyjebiesz się i dopiero będę miał problemy! — syknął, wstając i intensywnie myśląc, co zrobić z tym pijaczkiem. Wpadł mu do głowy koszmarnie zły pomysł.
— Do Anglii bym poszedł…! — odpowiedział Charlie, unosząc rękę i wpatrując się w okno zapitym wzrokiem.
— To dasz mi telefon? — Lenny zaczął naciskać. — Jak mi go dasz, to potem tam zadzwonisz, hm? — zasugerował, stając za nim i pilnując, aby nie upadł.
Chłopak obejrzał się na niego i pokiwał głową.
— Zadzwonisz do mnie? — wypalił, wpatrując się w zielone oczy mężczyzny. Nie wiedział, gdzie ma telefon.
Zniecierpliwiony Lenny odetchnął ciężko. Jeszcze miał dziś robotę. Wyjął telefon i zadzwonił do chłopaka. Kiedy usłyszał, skąd dochodzi dźwięk, zostawił Charliego, upewniając się, że jest mniej więcej stabilny i podniósł jego komórkę spod kanapy. Szybko przeszukał jego kontakty i spisał sobie numer do starszego z braci Grey. Potem wrócił do tatuażysty i schował mu telefon do kieszeni.
— A teraz chodź — rzucił, łapiąc go za ramię. — Gdzie masz klucze?
— Na szafce — odmruknął Charlie, wodząc rozkojarzonym wzrokiem wokół. Wydawał się zupełnie nie przejmować faktem, że spora część włosów wchodziła mu do oczu. Na niebieskiej koszulce miał nawet kilka małych plamek po winie. — I gdzie mam iść, jak ja ledwo stoję?
Lenny zabrał klucze, pogasił zbędne światła i chwycił chłopaka za ramię, ciągnąc w stronę wyjścia. Kiedy zmusił go do założenia butów po prawie pięciominutowej wymianie zdań, która ograniczała się do „załóż buty” i „nie chcę”, w końcu wyszli z mieszkania. Lenny jeszcze zamknął drzwi i wsadził Charliego do samochodu.
Chłopak ledwo trzymał głowę w pionie, dlatego automatycznie opadł nią do tyłu i zapatrzył się na dach samochodu. Ściągnął brwi, jęknął, gdy wirowało za bardzo. Przekręcił głowę w kierunku kierowcy.
Lenny. Jechał samochodem w nieznanym mu kierunku z mordercą. W samochodzie Alexa. Sytuacja była tak niedorzeczna i nierealna, że nie miał pojęcia, jak się w niej znalazł. Alkohol we krwi na szczęście na tyle go otępiał, że nie zachowywał się tak, jak zrobiłby to na trzeźwo. Bo normalnie nie dałby się zamknąć w tym samochodzie, gdyby nie wiedział, co Lenny od niego chciał. Teraz nie oponował i dopiero po jakimś czasie wreszcie postanowił zabrać głos.
— Jedziemy do Londynu?
— Nie, ale ci się spodoba — odparł kierowca na odczepnego. Na szczęście byli już blisko.
Zaparkował samochód na podjeździe, wysiadł i obiegł go. Pomógł wysiąść Charliemu i poprowadził go pod drzwi, modląc się w duchu, aby jak najszybciej znowu się stąd zwinąć. Wyjął klucze z kieszeni i wszedł do mieszkania, mało delikatnie ciągnąc za sobą Charliego. Nie chciał kłamać, więc modlił się, żeby Ryan był pod prysznicem.
Tatuażysta ściągnął brwi, rozglądając się. Najwyraźniej nie był aż tak uchlany, bo rozpoznał miejsce, w którym znalazł się bez własnej woli.
— Lenny? Coś szybko pojawiłeś się z powrotem… — Ryan urwał, kiedy po wychyleniu się z salonu ujrzał swojego kochanka z wiszącym na nim Charliem. — To… miałeś jechać do pracy, tak?
Zanim Lenny odpowiedział, Charlie ulokował wilgotne spojrzenie w swoim przyjacielu i uśmiechnął się pijacko.
— Mmmm… Jesteś strasznie przystojny… ale nie tak jak Rush…
— Dziękuję, kochanie. Lenny…? — Ryan znowu spojrzał pytająco na kochanka.
Mulat przełknął ślinę.
— Upił się i… zadzwonił. — Kłamstwo ledwo przeszło mu przez gardło. — To go przywiozłem, bo muszę do pracy — wyjaśnił i oddał Ryanowi jego przyjaciela, cofając się już do drzwi.
Jego kochanek objął niestabilnego Charliego, ale popatrzył za mężczyzną z uwagą.
— Lenny… hm, nie żebym pakował ci się butami do głowy, ale… chyba ta sytuacja wydaje mi się dość… dziwna.
— W sensie Charlie, czy że już śpieszę się do pracy? — Lenny znowu cofnął się o krok, jednocześnie klnąc na siebie w duchu. Nienawidził kłamać. Dość, że okłamywał matkę, że nikogo nie ma i że sam wynajmuje mieszkanie pracownicze, i… Za dużo tego było.
Charlie zamruczał coś o karuzeli w szyję Ryana, który zaklął i przytrzymał go mocniej.
— Charlie. Co jest, Lenny… — urwał, bo przyjaciel znowu coś zaburczał. — Dobra, jedź do tej pracy, jak już przywiozłeś mi to wymagające uwagi, uchlane stworzenie — dodał ciężko, choć wciąż patrzył na kochanka podejrzliwie. Coś mu nie grało.
Lenny za to na moment zamarł, bijąc się z myślami. Już nawet chwycił klamkę, po czym jednak zawrócił, podszedł do kochanka i pocałował go krótko, ale mocno w usta, kładąc mu dłoń na policzku.
— Wybacz — rzucił i szybko wyszedł z mieszkania.
Wsiadł do samochodu i z piskiem opon odjechał. Już naprawdę był spóźniony do pracy. Na szczęście po drodze mógł zamienić kilka słów z Juanem i podać mu ten pieprzony numer telefonu. Jak Hans, jego ludzie albo Alex go nie zabiją, to on to na pewno zrobi.

***

Telewizor na pewno nie należał do niego. Wyglądał jakoś inaczej. Ściany za nim też obite były zdecydowanie nie taką tapetą, jaka była w jego salonie. Te firanki w kwiatowe wzroki też nie należało do niego.
Serce leżącego na kanapie Charliego gwałtownie przyspieszyło swój rytm, sięgając niemalże stanu paniki. Dopiero kiedy chłopak poderwał się i rozejrzawszy się, uchwycił spojrzenie żółtych ślepi rudego kota, odetchnął. Był u Ryana.
— Nnn… — stęknął, przecierając oczy i odrzucając z siebie koc. Było mu gorąco, więc ten dawał dość nieznośne wrażenie.
Nie miał pojęcia, która była godzina, a wzrokowe poszukiwania jakiegokolwiek zegara zakończyły się fiaskiem. Ale za to na stole leżała komórka. Sięgnął po nią i dowiedział się, że była siódma rano. Z tego co wiedział, Ryan chodził do pracy na dziewiątą, co tłumaczyło ciszę w domu. Zapewne wciąż spał.
Wędrując do łazienki, usiłował sobie przypomnieć, co się wczoraj działo. Pamiętał, że Lenny przywiózł go tutaj… A potem posiedział trochę z Ryanem na kanapie, żaląc mu się, jak tęskni za swoim facetem i jak jest przerażony, że ten może nie wrócić. Nie chciał znowu być sam. Wydawało mu się, że znalazł miłość swojego życia i nie chciał jej stracić tylko dlatego, że jacyś chorzy rodzice nie chcieli, by ich dzieci były szczęśliwe.
Krzątał się po domu w samotności jakieś pół godziny. Znalazł jajka w lodówce, więc przygotował jajecznicę. Nie miał weny na nic więcej. Czuł się zmęczony, przybity i trochę skacowany.
Wziąwszy talerze i sztućce w ręce, podążył do sypialni. Miał nadzieję, że Lenny nie wrócił jeszcze z pracy, bo jajek nie starczyło dla trzech osób. Na szczęście na łóżku zobaczył tylko swojego przyjaciela, który spał na skołtunionej pościeli w samych czarnych slipkach.
— Hej. Ryan — Charlie odezwał się nieco zachrypniętym głosem i usiadł na materacu.
Śpiący chłopak przekręcił się i zamruczał coś, ale najwyraźniej zapach jedzenia dotarł do jego nozdrzy, bo uchylił powieki i uśmiechnął się.
— Uuu… Takiej pobudki nie miałem dawno.
— To się unieś i korzystaj. I suń się.
Ryan usiadł i poprawił poduszki, robiąc miejsce przyjacielowi. Kiedy i ten usiadł u wezgłowia oraz podał mu jedzenie, od razu zabrali się za pałaszowanie. Chwilę nic nie mówili, sycąc się dobrze zrobioną jajecznicą, ale w końcu starszy chłopak spojrzał na tatuażystę i zapytał:
— Jak się czujesz? Nadal bardziej męczy tęsknota za słodkim księciem, czy w tym momencie dowodzenie w doprowadzaniu cię do stanu podobnego zatopionemu Titanicowi przejął wielki, niedobry, obrzydliwy skutek uboczny wychlania samemu butelki, zwany kacem?
Charlie uniósł lekko brwi, które skryły się pod rozburzonymi włosami.
— Niedużo czasu ci było trzeba, żebyś się rozgadał. — Zaśmiał się mimowolnie, po czym dodał: — A dowodzenia nie przejął kac. Szkoda, bo chyba to bym wolał.
— Głowa do góry, kochanie. Jutro braciszkowie zwierzają się staruszkom, pojutrze są w domu. Szybko zleci.
— Mam nadzieję. W ogóle sorry, że ci tak wczoraj tu wpadłem na głowę. Właśnie wolałem sam być w domu, żeby nie smęcić nikomu, to mnie, cholera, Lenny zwiózł. — Westchnął, zapychając policzki jajkiem. W duchu był zaskoczony, że w ogóle mężczyzna go tu zabrał. Nie wiedział, jakie miał motywy. Przecież mógł go po prostu zostawić w domu i sobie pójść… To było bardzo osobliwe.
— No wiesz, Charlie… Jak dzwonisz do niego z nieznanych mi powodów i spraszasz do siebie, będąc w tym stanie, to się nie dziwię, że cię nie olał.
— Co…? Jak to dzwonię do niego? Sam przyszedł…
Ryan do pary z Charliem ściągnął w zdziwieniu brwi. Lenny mówił coś innego.
— To… jak to było? Bo chyba coś mi się zaczyna nie zgadzać. Byłeś uchlany w trzy dupy, kochanie, więc może coś ci się… ładnie mówiąc, pokićkało?
— Nie, serio. Piłem, potem przyjechał Lenny, chciał coś, przywiózł mnie i… tyle.
— Chciał coś? — Ryan od razu wyostrzył uwagę. Wiedział, że coś było nie tak. Lenny ewidentnie kręcił, nie był sobą i… Ryan sam nie wiedział, co o tym myśleć. Czyżby coś ukrywał? To nie tak, żeby nie był do tego przyzwyczajony. Lenny ogólnie wiele mu nie mówił, ale teraz miał wrażenie, że chodziło o coś… zgoła ważniejszego niż zgubiony portfel, czy brak kasy na benzynę.
— Nie wiem, chciał mój telefon — odmruknął Charlie, usiłując sobie przypomnieć wczorajsze wydarzenia, jednak akurat to, co działo się jeszcze u niego w domu, było najbardziej zamazane. Nawet nie pamiętał, czy ostatecznie dał Lenny’emu telefon.
— Hm… I jak znam Lenny’ego, to nie zwierzył ci się, co tak istotnego chce tam znaleźć, że nie mógł użyć swojego?
— No, nie powiedział. Sam nie wiem. I nie pamiętam za dużo… Wiesz…
— Wiem, wiem. — Ryan westchnął i przetrzepał mu pieszczotliwie włosy, nim wrócił do kontemplowania swojej jajecznicy, która niestety mu się kończyła. No i Lenny nie wrócił prosto po pracy, dlatego nawet nie mógł go teraz zapytać, o co chodziło. I tak musiał zaraz wyjść na siłownię. A coś było na rzeczy…

***

Poranek był dla Alexa cięższy, niż przypuszczał. Ledwo wstał z łóżka, chociaż nie pamiętał, kiedy ostatni raz miał z tym problemy. Kryzys związany ze zmianą czasu chyba dopadł go dopiero po dwóch dniach.
Wziął szybki, chłodny prysznic i ubrał jedynie spodnie. Nie myśląc wiele, zrobił zdjęcie obiecane Jasonowi i od razu je wysłał. Uważał to za skrajną głupotę, ale póki był dość zmęczony po nocy i nie myślał klarowanie, zrobił to. Potem by się nie zdecydował, uważając to za marnowanie czasu.
Ubrał się do końca. Uczesał się, ogolił oraz zajął swoją skórą twarzy i dłoni. Wyglądał bardzo dobrze, a lekkie zmęczenie pod oczami ukrył pod specjalnym korektorem. Dziś musiał dokończyć kilka spraw, odebrać szyty na miarę garnitur z Savile Row, a na wieczór umówił spotkanie z Jeane. Nie chciał robić scen w restauracji, więc zaoferował jej wczoraj, podczas krótkiej rozmowy telefonicznej, spotkanie w hotelu przy dobrym jedzeniu i winie. Zgodziła się, sugerując z perlistym śmiechem, że chyba planuje coś niegrzecznego, skoro od razu chce zjeść w pokoju hotelowym. Blisko sypialni. Powstrzymał się przed niemiłą odpowiedzią i szybko wykręcił obowiązkami.
Rush, który obiecał mu, że razem pojawi się z nim na spotkaniu z Jeane, zaoferował się też, że z nim załatwi te wszystkie sprawy. A raczej, że będzie mu w tym towarzyszył. Najwyraźniej wolał spędzać czas z Alexem na bezproduktywnym chodzeniu jego śladem niż siedzieć w domu i być narażonym na rozmowy z rodzicami. Choć ojca i tak nie było zazwyczaj w domu. I jak było to odprężające, tak z matką też jakoś nie chciał rozmawiać. Nie o jej paranojach, o ślubie Alexa i białych kwiatach. Zawsze zresztą, odkąd pamiętał, starał się jak najmniej przebywać w domu. A miał ku temu możliwość, bo jako młodsze dziecko miał znacznie więcej luzu.
Teraz tego w ogóle nie czuł, bo Alex dosłownie stał nad nim, kiedy się ubierał. Przewiercał go mroźnym spojrzeniem.
— To nie ma sensu! — syknął w końcu, kiedy Rush dopiero co wyciągał koszulę z szafy. — Nie jadłeś jeszcze śniadania, nie jesteś gotowy, a ja mam za godzinę być w mieście.
Rush spojrzał na niego, na szybko zapinając guziki koszuli.
— Ale już zaraz będę gotowy! — zarzekł się. Zaspał. I nie miał jak się usprawiedliwić.
Brat nie wyglądał na zachwyconego, ani skłonnego się z nim zgodzić.
— Nie spiesz się. Pojadę sam, ty zostań, a jak będziesz gotowy, zadzwoń do mnie, spotkamy się na mieście — zakomunikował chłodnym tonem i wyszedł z pokoju Rusha.
Ten przełknął ślinę, a ręce mu opadły.
Niestety musiał przeżyć kilka długich, niemożliwie ciągnących się minut z matką. Oczywiście wiedział, że gdyby nie zaspał, nie musiałby jeść z nią śniadania i pić kawy, ale niestety, gdy tylko zszedł na dół, żeby w założeniu tylko coś przekąsić, wpadł na Olivię Grey. Nie było mowy o odmowie na jej propozycję wspólnego śniadania. Na szczęście z Jeane Alex umówił się na później, więc nie musiał się tak spieszyć, wychodząc już z domu. Postanowił podjechać od razu pod hotel. Taksówka dowiozła go na miejsce na dosłownie dwie minuty przed umówionym czasem. Nie wiedział, czy Alex był już na górze. Dlatego, gdy tylko wysiadł na zatłoczoną ulicę, pochylając głowę przed mżawką, zadzwonił do niego, by dowiedzieć się, czy ma tu na niego poczekać.
— Jestem w lobby, chodź szybko — usłyszał, kiedy tylko nadeszło połączenie.
Nie zostało mu nic innego, jak posłuchanie brata. Wszedł do środka, rozłączywszy się. Starszego od siebie o dwa lata mężczyznę zobaczył dosłownie po kilku sekundach. Ten skinął mu głową i kiedy Rush stanął obok, dał mu klucz do pokoju.
— Poczekaj na górze. Nie mówiłem jej, że będziesz, więc nie chcę, żebyś tu ze mną na nią czekał. Dzwoniła, że odrobinę się spóźni, więc już idź. I tak powinieneś być wcześniej — skarcił go, ale Rush, poza srogim tonem w jego głosie, usłyszał jeszcze dużą niepewność i… chyba strach. Że coś pójdzie nie tak, że Jeane się wścieknie, że coś zepsuje, że nie zrozumie albo że już o wszystkim jakimś cudem wie i razem z nią przez frontowe drzwi do hotelu wejdzie jego ojciec, Martin Grey.
Rush, nie mógł powiedzieć, żeby lepiej czuł się psychicznie. Tak naprawdę w ogóle nie chciał tu być, nie chciał być mieszany w to, w co dał się wrobić przez matkę i ojca Alex, ale w końcu mu obiecał. I co najważniejsze, nie miał go przeciwko sobie, a ze sobą. Nigdy nawet nie myślał, że kiedykolwiek ten stanie po jego stronie, kiedy będzie chciał obwieścić światu, że się nie ożeni.
— Dobrze. Mam się gdzieś… schować? — spytał jeszcze, chowając klucz do kieszeni marynarki.
Alex spojrzał na niego, prosto w jego pytające oczy, swoimi srogimi i zimnymi.
— Nie bądź niedorzeczny. Po prostu poczekaj w salonie. I możesz od razu nalać mi wody… albo szkockiej czy whisky, obojętnie — wycedził, a kiedy powiedział ostatnie zdanie, jego myśli zdradziecko poprowadziły go do osoby Jasona. Musiał robić sobie teraz ten tatuaż?
— Dobra. To… no, to do zobaczenia za kilka minut — odpowiedział młodszy z braci i po krótkiej chwili zawahania poklepał go po ramieniu.
Już nie zwlekał i po prostu udał się do windy. Wiedział, że spotkanie z Jeane było jedną z dwóch najważniejszych spraw, jakie przyjechali tu załatwić. Miał wrażenie, że jeśli z Jeane pójdzie porażkowo, to z rodzicami jeszcze gorzej… A z kolei, jeśli z Jeane się powiedzie, miał nadzieję, że umocni to Alexa do tej straszniejszej rozmowy.
Alex został w lobby i usiadł na jednym z foteli, czekając na swoją narzeczoną. Boże, narzeczoną. Jak w ogóle mogłem ją mieć? Sypiając z Jasonem, będąc zainteresowanym jedynie mężczyznami i samemu zachowując się czasami jak kobieta.
Pochylił się, kryjąc na chwilę twarz w dłoniach. Szybko się wyprostował i znowu zapatrzył w drzwi. Gdyby tylko był taki jak Rush, gdyby nie miał jednej ścieżki, a mógł wybrać… Nie ruszyłby się nigdy z Anglii albo raczej jak najszybciej do niej wrócił, aby być posłuszną marionetką świata, w którym się urodził i został wychowany.
Po kilku minutach tak smętnych rozmyślań ujrzał znajomą postać w szerokich, przeszklonych drzwiach hotelu. Jeane właśnie składała kremowo-czarną parasolkę. Weszła głębiej na swoich wysokich obcasach. Mimo dość pochmurnej pogody, jej włosy wyglądały idealnie, jakby dopiero wyszła od fryzjera. Subtelny makijaż również podkreślał jej urodę, a beżowy płaszcz pasował do całej reszty ubioru.
Ujrzawszy narzeczonego, uśmiechnęła się szeroko i przyspieszyła.
— Alex! Jak my się dawno nie widzieliśmy! — jęknęła, wciąż się uśmiechając.
Grey od razu wstał i podszedł do narzeczonej. Ujął ją za rękę i pocałował w policzek.
— Pięknie wyglądasz, Jeane. Jak zawsze — powitał ją łagodnym tonem i uprzejmym, wystudiowanym uśmiechem, do którego ta była przyzwyczajona. — Cieszę się, że chciałaś się ze mną spotkać.
— Przyjeżdżasz raz na kilka miesięcy. Co miałam nie chcieć? Maile to nie to samo co… rozmowa w cztery oczy — zamruczała zalotnie, ale nie robiła tego zbyt ostentacyjnie. Miała klasę. — Idziemy na górę, tak? Coś planujesz?
— Kolację i rozmowę — wyjaśnił mężczyzna i zaproponował jej ramię, jak zwykle. Denerwował się, ale nie było tego po nim widać.
Jeane niczego nie podejrzewała i dała się poprowadzić do eleganckiej windy. W środku odetchnęła i spojrzała na przystojną twarz swojego narzeczonego.
— Jak się miewasz, kochany? Przyleciałeś z bratem? Tak niewiele zdążyłeś mi powiedzieć przez telefon, że znowu mam wyrzuty do twojej pracy. Zabiera mi większość ciebie.
— Nie mów, że tego aż tak bardzo żałujesz? — spytał, stojąc tuż obok niej i nie protestując na to, że kobieta delikatnie się o niego opierała, bawiąc parasolką. — Bądźmy szczerzy, Jeane. Nie tęsknisz specjalnie za moim towarzystwem, mimo że jest ci ono miłe.
Jeane nieco spoważniała, ale nawet uśmiechnęła się delikatnie. Jakoś tak inaczej.
— Och, Alex, nie czarujmy się. Oboje wiemy, na czym nasz związek polega. Ale nie mogę powiedzieć, że nie lubię naszych rzadkich wyjść do kina czy teatru albo tych kolacji… Choć… co za dużo, to niezdrowo, a tej zasadzie jakoś wyraźnie hołdujemy. — Zaśmiała się na koniec, gdy winda zapikała i drzwi się otworzyły.
— Oczywiście. Dlatego chciałem z tobą dzisiaj porozmawiać. O powodzie mojego przyjazdu tutaj, o tym, czego pragniesz i o tym, że mam dla ciebie propozycję, lepszą niż mój ojciec — odparł i poprowadził narzeczoną do pokoju. Propozycją ojca był ich ożenek, wieczne wkupienie się kobiety w rodzinę Greyów i stanie się drugą Olivią.
— Och…? — Jeane zamrugała, najwyraźniej tego się nie spodziewając.
Na razie jednak nie naciskała, chcąc się najpierw rozebrać. Dlatego odwiesiła parasolkę oraz płaszcz na wieszaczek tuż za drzwiami pokoju. I dopiero gdy uniosła wzrok, by obejrzeć jego wnętrze, zobaczyła, że nie będzie sam na sam z narzeczonym.
— Wybacz, że cię nie uprzedziłem. Rozgość się. Wina, kawy? — zaproponował Alex, a Rush uniósł do Jeane dłoń na powitanie. Uśmiechnął się przyjaźnie, chociaż dość głupio jak na siebie. Bez promieniującego uroku.
Kobieta popatrzyła to na jednego, to na drugiego i dopiero wkroczyła głębiej. Nie kłopotała się zdejmowaniem wysokich kozaków i usiadła na kremowej, eleganckiej kanapie. Pomieszczenie było obszerne i gustowne. Za salonikiem znajdowała się sypialnia i dołączona do niej łazienka, ale wątpiła, by wyszli poza próg salonu. Skoro był tu też Rush, Alex na pewno nie planował nic… erotycznego.
— Poproszę kawę — odpowiedziała narzeczonemu.
— Richard? — Alex zwrócił się do brata, aby ten się o to zatroszczył. — Zjesz coś? — spytał jeszcze Jeane, stojąc kawałek od niej, wyprostowany, z jedną dłonią w kieszeni spodni, grając pewnego siebie. W przeciwieństwie do tego, jaki tak naprawdę był.
Rush w tym czasie dopytał jeszcze Jeane, jaką kawę sobie życzy i podszedł do barku, aby ją przygotować.
— Dziękuję za jedzenie, Alex, nie jestem głodna. I… wybacz, kochanie, ale znam cię, uwierz, mimo wszystko. Nie przyszliśmy tutaj, by wspólnie zjeść kolację przy niezobowiązującej rozmowie, prawda? — Spojrzała po braciach nieco poważniejszym wzrokiem. Alex wiedział, że nie była głupia, mimo że parała się głównie modelingiem.
Zacisnął na moment wargi. Delikatnie, ale zauważalnie, a na pewno dla Jeane. Była zawsze bardzo spostrzegawcza. Wiedziała, czego chce. Zawsze.
— Chcę, abyś pomogła nam wygryźć naszych rodziców oraz zaakceptowała zerwanie zaręczyn.
Na ostatnie trzy słowa Jeane uniosła brwi i milczała przez krótki moment.
— Słucham…?

 

39 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 141 – Dostarczone kochanie

  1. Katka pisze:

    Luinlos, och, to wyłapywanie drobiazgów i dorabianie filozofii :D Żeby nie było, często trafnej XD Ale muszę się zgodzić, Jason w garniaku mógłby wyglądać mrrrr :)

  2. luinlos pisze:

    Mhmmmm… Jason w garniturze wyglądałby doskonale. Nie pasowałby mu na co dzień (tak jak Alexowi, który jest wręcz stworzony do garniturów, a może raczej to garnitury są stworzone dla niego) ale okazjonalnie bym nie wzgardziła takim Jasonem *noseebleed* :D
    Bez urazy, Alex, Jason jest cały Twój, oczywiście.

  3. luinlos pisze:

    No Alex już kilka razy wspominał o wpakowaniu Jasona w garnitur… Myślę, że skoro lubi jakość to nie będzie oszczędzał na garniturze dla swojego faceta XD

  4. luinlos pisze:

    „Dziś musiał dokończyć kilka spraw, odebrać szyty na miarę garnitur z Savile Row, a na wieczór umówił spotkanie z Jeane.”
    Czy to może garnitur dla Jasona? :>

  5. Shivunia pisze:

    Another >> Oj, to takie specyficzne patrzenie na sytuację. No bo przecież nie urywamy scen tylko po to aby was męczyć. I aby mieć większa nadzieje ze wrócicie (liczymy, że i bez tego byście dalej czytali). Szkoda nam cię że tak cierpisz :(
    Ale no stres, jeszcze trochę i się okaże jak Jean zareaguje. Mogę tylko powiedzieć, że mi się scena podobała zarówno jak ją pisałam jak i czytała. Bardziej jak czytałam. I… Alex też ja zdradzał. Z jednym facetem, ale jednak zdradzał XD C Też umieramy z ciekawości jak to odbierzecie.
    No scenka taka krótka a jak jednak znacząca. Była urocza, nie powiem. Kilka niby słów, a jak znaczących. Bo po co czasami więcej. Jak to już TYLE mówi co między nimi jest. A Alexik…. cóż, padał na ryjek po ciężkim dniu. Zresztą, już go skończył, więc garniak mógł się pognieść. A leki przeciwbólowe. No, to taki skrót myślowy, ale każdy może się domyśleć o co chodzi. Nie raz przecież mówi się „daj mi przeciwbólowego” ale jeśli razi możemy poprawić.
    I och, ile pytań. Czuje się odrobinkę przytłoczona. Tym bardziej ze nie mogę na nie odpowiedzieć, bo bym zepsuła zabawę. Ale… Rose rodzi niedługo, ale po tym jak ujawnią się odpowiedzi na twoje pozostałe pytania. Co jeszcze… no Lenny, nieźle się wpakował, ale stara się być dzielny. I fajnie, że ci się podoba ;) Ryanowi mam nadzieje że też. Hmm… Charlie lubi sobie popić na smutki. Ostatnio jak Rush wyjechał miał to samo. A Jay pali, bo upijać jakoś nie umie XD
    I nie ma sprawy ze dopiero teraz. Ważne że jest ;) A 15 przyjdzie szybciej niż bym chciała, jestem tego pewna XD

  6. another69 pisze:

    Z jednej strony wiem, że takie kończenie rozdziału jest dobre dla pisarek, bo czytelnik jest 100 razy bardziej zaciekawiony dalszą akcją niż jakby rozdział skończył się w jakimś mało znaczącym momencie. Wtedy możecie być pewne, że dużo osób tu wróci. Ale jeeeeenyyyy… Umieram od środka xD Jestem strasznie ciekawa jak zareaguje Jeane. Po większości tak zadbanych, bogatych kobiet spodziewałabym się histerycznego wybuchu czy sceny wściekłości, ale po niej niekoniecznie. Ma klasę i to by było poniżej jej godności. Tak myślę. Zastanawia mnie co zaproponuje jej Alex. Coś związanego z firmą? Może. Ja osobiście dałabym jej walizkę i powiedziała „wypad z mojego domu!”, bo nie zasłużyła na wiele.Jak już ktoś napisał, Jeane zdradzała Alexa, a w ich związku nie było uczucia. Nie było też jakiejś nienawiści czy jadu (na szczęście, nie lubię takich złośliwych suk, które niszczą fajnemu facetowi życie), więc myślę, że rozejdzie się to też bez zbędnych uczuć. Ale oczywiście ona może żądać jakiś pieniędzy, w końcu tyle tatulek obiecywał. Zobaczymy.
    Sprawa z Jeane to pewnie pikuś w porównaniu do powiedzenia prawdy rodzicom… Więc ulewa skrajnych emocji pewnie dopiero na mnie czeka. Mam nadzieję, że opiszecie fajnie ich reakcje. Tak by pasowały do ich charakterów.

    Rozmowa sms-owa na początku… Chyba wszystkich to urzekło.Wydawało się to takie prawdziwe. Bez zbędnych słodkości, przesady. Czuć było tą tęsknotę i smutek, sama się wczułam. „Jego największa ostoja znajdowała się na innym kontynencie.” – podoba mi się to zdanie.
    Gdy przeczytałam, że Alex nie baczył nawet na to czy garnitur się pogniecie, zamarłam *,* Musi być naprawdę źle.
    „…do Jasona i sięgnął do szuflady szafki nocnej po przeciwbólowe.” – nie miało byś tam jeszcze „leki”?

    Podoba mi się, że były tu zawarte prawie wszystkie wątki. Nie mam pojęcia co ten Lenny z Juanem kombinują… Ale będzie ciekawie ;p Wierzę w to.
    No i znowu mieliśmy scenę z Lennym i Charliem xD To takie dziwne, ale i fajne… W ogóle Charlie żartujący o mordercach xD Ten jest jednak samobójcą…
    Widać jak bardzo różnią się Jason i Charlie. Ten drugi widzi pomoc w alkoholu, a Jason pracuję by nie myśleć i pali. Dużooo… fuj.
    Uwielbiam gdy Ryan jest taki opiekuńczy w stosunku do Charliego, przytula go i pociesza tymi swoimi monologami ;p A Lenny jest bardzo seksowny z tym swoim męskim zachowaniem.
    No i Ryan się domyśla, że Lenny coś kręci… Mam nadzieję, że dowie się wszystkiego szybko. Chcę żeby był wtajemniczony… Ale jak zareaguje? Tego dowiem się dopiero później, szkoda. Ta niepewność mnie wykańcza *,* Złapią Lennego czy nie? Czy Ryan się zdenerwuje jeśli się dowie? Czy w ogóle się dowie? Jak zareaguje Jeane? A jak rodzice blondynów? Co dalej z Juanem? Czy Charlie i Lenny się jakoś pogodzą, a może wszystko wyjdzie na jaw i Charlie całkowicie znienawidzi mulata? Czy coś się stanie na imprezie w knajpce Juana? Kiedy w opku pojawi się znowu ojciec Ryana? I kiedy jego siostra urodzi?!
    A do tego dochodzą pytania z innych opowiadań xD Wymieniać ich już nie będę ;p

    Sorki, że dopiero teraz, ale czasu nie miałam ;p Ale i tak nie mogłam sobie odpuścić tego komenta ;p
    Teraz biorę się za czytanie IOI.
    Byle do 15… :D

  7. Katka pisze:

    Diablica, mam nadzieję, że to, że komentujesz i wydajesz się być w dobrym humorze, to operacja przebiegła dobrze. W każdym razie Twoje niekomentowanie jest usprawiedliwione XD (powinnyśmy zrobić listę obecności i sprawdzać po każdym rozdziale XD) „ale pociesza mnie fakt, że za 2 dni IOI *.*” – no i widzisz, jakie zdrowe podejście! Jest coś na pocieszenie, trzeba się z tego cieszyć :D Wiem, że każdy ma to jedno coś, na co czeka najbardziej, ale mamy nadzieję, że to, co jest pomiędzy, w jakiś sposób umila czas oczekiwania. Pozdrawiamy serdecznie i życzymy zdrówka ;*

  8. Diablica pisze:

    Heej,
    Sorki, że tak długo nie komentowałam, ale dopiero dzisiaj wróciłam ze szpitala, po dosyć poważnej operacji :-P
    Oczywiście śledziłam wasze poczynania na stronce <3
    Tak czekałam na ten rozdział, a Wy przerywacie w kluczowym momencie… :'(
    No cóż jeszcze sobie poczekamy (na 100 %, nie jestem sama), ale pociesza mnie fakt, że za 2 dni IOI *.*
    Super rozdział, choć jak dla mnie za krótki ;-) Ale tak jest zawsze w moim przypadku :-*
    Nie mogę się doczekać rozwoju akcji :-)
    Życzę weny i przesyłam buziaki.
    Weronika

  9. Katka pisze:

    Floo, to aż zadziwiające, że słowa „Alex” i „romantyk” mogą się pojawić w jednym zdaniu XD Wcześniej chyba nawet sama bym nie powiedziała, że on potrafi być tak romantyczny, chociaż może jeszcze kiedyś jeszcze bardziej nas zaskoczy :) „Nie powinni się rozstawać na dłużej niż długi prysznic :P” – haha, trafnie ujęte XD Podobnie jak nazwanie Lenny’ego i Ryana „dwoma upartymi samcami”. A może właśnie z tego coś dobrego wyjdzie? Choć sytuacja jest… dość podbramkowa. „Oby tylko nie skończyło się to separacją @_@” – tym bardziej taką na kilka lat, za kratkami :( A jak Alex chce wygryźć rodziców… O tym w następnym odcinku! XD Hehe, oj, Alexik może ma jakiegoś asa w rękawie :)

  10. Floo pisze:

    Rany, Alex jak jest za długo sam to wychodzi z niego romantyk :D bardzo mi się taki podoba. Widać jak bardzo mu brakuje Jasona i już nie mogę się doczekać aż znów będą razem. Nie powinni się rozstawać na dłużej niż długi prysznic :P

    Żal mi Charliego, ale chyba głównie dlatego że się upiją, bo tęsknić tęsknią wszyscy.

    No i kłamstewko się rypło. Ciekawa jak rozwiążą to dwa uparte samce które się nie chcą przyznać że im zależ na sobie. Lenny już ma wyrzuty sumienia, a przecież wiadomo że Ryan będzie chciał z niego wszystko wyciągnąć. A Lenny nie będzie chciał powiedzieć, chociaż zastanawiam się czy bardziej dlatego żeby Ryan się nie dowiedział że znów się w coś wpakował, czy dla tego że nie chce chłopaka w to mieszać. (obstawiam to drugie ;P) Oby tylko nie skończyło się to separacją @_@

    Bardzo zaciekawiła mnie propozycja Alexa, a zwłaszcza stwierdzenie „wygryźć naszych rodziców” czyżbyśmy nie wiedzieli o jakimś punkcie braciszkowego planu? Skąd oni chcą ich wygryźć?

  11. Katka pisze:

    Oshi, matko, w takich chwilach się zastanawiam, co my robimy z Wami, że tacy nie do życia potem do codziennych zajęć podchodzicie XD Oj, ale mam nadzieję, że nie było tak źle w szkole, mimo tego nieogarnięcia… A co do drugiej twarzy Alexa – taaa, w ogóle to jest dość zabawne, że tylko Jason zna tę jego drugą twarz. Rush nawet niewiele widzi z tego zagubionego Alexa. Niektórzy mogliby być zaskoczeni takim widokiem jego osoby. „I zapamiętał jego tatuaże! Szczególnie jeden xD.” – hehe, Alexik ma zwykle dużo czasu, żeby pokontemplować wzory na ciele Jasona XD Aww, a porównanie Charliego do worka ziemniaków – uroczo i chyba podobieństwo sytuacji jest trafione XD

    Tigram, spoko, dumamy nad tym, ale na razie nie ma żadnych planów konkretnych. Jeśli się uda zrobić, to na pewno będzie na wakacje ;) Jedna jeszcze żadnych szczegółów, bo nie wiemy, jak się potoczy magisterka Shiv i jak u mnie z wolnym itp… Ale damy znać, jak najszybciej, co i jak :)

  12. Oshi pisze:

    Rano poszłam do szkoły totalnie nieogarnieta, bo musiałam przeczytaj ten rozdział, chociaż wiedziałam, że na pewno urwiecie akcje w punkcie kulminacyjnym xD.
    Hmm, druga twarz Alexa. Taka zagubiona i przerażona, tym jaki przewrót dokona się w jego życiu. Do tego jest taki zmęczony psychicznie tymi nowościami. A to jak ucałował telefon po smsie Jasona było takie urocze i ckliwe. Widać, ze na prawdę mu go brakuje. I zapamiętał jego tatuaże! Szczególnie jeden xD.
    Lenny jest niemożliwy. Wszedł do domu Charilego, podyskutowal z nim, pogrzebał my w telefonie, a potem zataszczyl jak worek ziemniaków do Ryana xD. A swoja droga czuje, ze miedzy Lennym a Ryanem szykuje sie jakiś przewrót :)

  13. Yaoistka^^ pisze:

    No, próbuję zmienić stereotypy w mojej rodzinie, ale opornie mi idzie. xD

    Jeane normalna nie chce być, bo się jej no właśnie nie opłaca XD Woli być taką wredną… =.= się zastanawiam co teraz będzie. :/

    Dziewczynyyyyy… prezent wysłany <3

  14. Katka pisze:

    Tigram, spoko, nie wiem, jak będzie z JA, jeśli chodzi o następny rozdział, ale robimy co możemy! Serio, wczoraj np pisałyśmy pewną scenę, która niby nie dotyczy JA, ale jednak uznałyśmy, że będzie dla Was fajniej, jak zaczniemy ją od strony JA (bo akurat się dało) i jest chociaż kawałek z nimi w scenie, w której nie musieli być. Więc widzisz, staramy się! XD

    Luinlos, no właśnie, też mi się wydaje, że ten ból to kwestia tych 9 dni oczekiwania. Mogłoby być znośniej dla czytelników, gdyby przerwy były krótsze. Ale tego nie jesteśmy zwyczajnie w stanie zrobić, tak wiesz, fizycznie. Bo nie miałybyśmy aż tyle czasu, by utrzymywać zapas FDST, jeśli rozdziały byłyby np. co 6 dni. Mam nadzieję, że jednak jakoś to wszyscy zniosą, hehe :) Niemniej baaaardzo się cieszę, że Tobie się podoba takie poruszanie tematu ze wszystkich stron :) Miło czytać, że doceniasz. Oj, ale z tymi wakacjami bym nie przesadzała. Chyba aż tyle czasu nie minie, spoko! :D (btw Luinlos, zawsze możesz iść na kolejny kierunek XD)

    Aoi, po pierwsze – powodzenia z prawkiem! Trzymamy kciuki! A stan psychiczny postaci bardzo ładnie podsumowałaś XD

    Yaoistka, brawo, dobrze, że prostujesz myślenie babci :) Nie wiem, czy to w pewnym momencie ma jakieś skutki, ale mam nadzieję, że tak :) „Niestety to taki świat, ale gdyby chciała mogłaby być normalna” – może bycie „normalną” jej się nie opłaca, tak myślę

  15. Yaoistka^^ pisze:

    Katka rodzina już ma mnie za wariatkę xD no cóż moje zamiłowanie do czekolady, anime i mangi, koni (zwierząt zboczki ;P ) i przez ostatnie latka yaoi/slash spowodowało, że jestem dziewczyną… wesołą i bardzo tolerancyjną. ;)

    Ostatnio babcia przy obiedzie „A wiesz tam na tej drugiej ulicy pedały mieszkają w tym domu nowo wybudowanym” jak jej dogadałam! =.= jeszcze potem gadała o zboczeńcach! =.=* po prost widać, że starsi ludzie.

    A Jeane jest wredna i zimna i wgl! Niestety to taki świat, ale gdyby chciała mogłaby być normalna! buuu

  16. Aoi (@Aoibakauke) pisze:

    dzisiaj powie tylko tyle że rozdział fajny, Alex biedaku walcz, biedny stęskniony Charlie i pewnie nieźle już wkurwiony Ryan :D nanannana mam jutro egzamin na prawko wiec mój mózg już nie pracuje..jutro dodam sensowny komentarz :D

  17. luinlos pisze:

    Katko, napisałaś:
    „dlatego moim okiem właściwe jest, że to trwa dłużej, że poruszamy się po tej płaszczyźnie, poznając ją ze wszystkich stron – od wieczornych rozmów smsowych, przez kolacje z rodzicami, zakupy, poznawanie rezydencji Greyów, Jeane…”
    zupełnie się z tym zgadzam i zawsze delektuję się takim… poruszaniem tematu z wszystkich możliwych stron. Ale inaczej się to przeżywa mając całe skończone opowiadanie, a inaczej czekając 9 dni na rozdział.
    W zasadzie nie wiem, czy nie wolałabym, żeby na bieżąco były publikowane dwa opowiadania a nie trzy – wtedy mniej się czeka na kolejny rozdział (mimo, że takie 3 historie wprowadzają urozmaicenie i ma się więcej tematów do rozmyślań:P). Ale to tez jest dyskusyjne.
    Myślę, że nas wszystkich tu boli fakt, że zanim bracia wrócą do domu, zanim wyjaśni się sprawa z Hansem, my już będziemy prawdopodobnie w połowie wakacji ( ciągle mówię „wakacje” a ja przecież będę po obronie i nie będzie już wakacji nigdy więcej )

  18. TigramIngrow pisze:

    Uh, no dobra… Niech już będzie, że to musi być tak dokładnie opisane. Jakoś wytrzymam ^^ Byle by było więcej interakcji JA… Nawet chociaż prez telefon, ale żeby było. Proszę? *robi oczy kota ze Shreka*

  19. Katka pisze:

    Yaoistka, napisane :) I gratuluję dobrych ocen, dobry start po dłuższym wolnym :) I mam nadzieję, że nie będziesz jednak piszczeć podczas czytania rozdziałów, bo się rodzinka będzie martwić o Twoje zdrowie psychiczne XD I w sumie zabawne jest to, jak jeździcie po Jeane XD Biedna kobieta… no, może nie biedna, pewnie ma sporo hejterów i w swoim życiu, więc możliwe, że jest przyzwyczajona i umie sobie z tym radzić.

    Tess, „Aż się boję co wymyślił Lenny.” – nooo, w sumie to nie wiadomo, czego się można po nim spodziewać, co nie? Można mieć tylko nadzieję, że jeśli dobrze sobie radził w życiu dotychczas (no… nie licząc pójścia do więzienia), to i tym razem da. Chociaż kto wie… No ja nic nie zdradzę, ale jakikolwiek nie będzie wynik tego jego pomysłu, to Ryan chyba nie będzie zadowolony, że tyle przed nim ukrywał… Co do niechęci do Jeane się nie dziwię, zresztą chyba większość jej nei trawi z samej zasady XD Poooozdrowionka i dzięki za komentarz ;)

  20. Tess pisze:

    Aż się boję co wymyślił Lenny. Nie żartuję. Jestem szczerze przerażona. Mam tylko nadzieję, że to nie będzie nic skrajnie głupiego i nieodpowiedzialnego i że to jakiś naprawdę bardzo, bardzo dobry plan.
    Głupolu, coś ty narobił… Teraz jeszcze będziesz miał na głowie wyjaśnienia dla Ryana, bo nie wierzę, że on tak to zostawi.
    Aż mi cię żal -_-

    To teraz o Alexie i jego sprawach.
    Może jestem troszkę wredna, ale mam nadzieję, że Jeane nie będzie chciała współpracować, zawsze to jakieś napięcie. A i muszę przyznać, że nie lubię tej kobiety. Może nie zrobiła niczego złego… Ale samo to, jak się zachowuje. Moja wyobraźnia podsyła mi obraz takiej wyrachowanej damulki, dla której liczą się tylko pieniądze i dobra opinia i to mi się strasznie nie podoba.
    Za to Alex świetnie wypadł w tym rozdziale. To jak pocałował ten telefon było naprawdę urocze, a te ich wiadomości po prostu rozbrajające.
    Nie mogę się doczekaj kolejnej części :)

  21. Yaoistka^^ pisze:

    Katko nie był taki zły ;) dostałam 5 4 z sprawdzianów ^^ *.*

    a rozdział wyśmienity! Jak czytałam miałam wrażenie, ze zaraz zacznę piszczeć z radości i pobudzę rodzinkę XD

    Jeszcze ten sms, który Alex wysłał do Jaya! „Kocham cię” IIII!!!!!! *PISZCZY* Inaczej się nie da ;)

    Teraz czekam aż w końcu Alex wywali Jean na zbity pysk! Głupia suka =.= Nie taka mądra. I puszczalska. =.=

    W każdym razie weny i weny!! *.* czekam…czekam…
    mam nadzieję, że nie będę miała schiza jak ostatnio i co chwilkę wchodziłam na bloga patrząc czy coś dodałyście ;PPP

    PS: Tutaj piszę do Katki i Shivuuni, kochane mój email : naruto123450@o2.pl

    A teraz wasze zadanie, napisać do mnie, a ja Wam wszystko wyjaśnię. ;)

  22. Katka pisze:

    Luinlos, skojarzenie z Loveless urocze i tylko się cieszymy, że nie naumyślne XD Jeśli chodzi o to zerwanie zaręczyn i jakie to ważne dla Alexa i Jasona… Jeane jest nie tylko narzeczoną Alexa, ale też w pewnym sensie ich partnerką w interesach. Ma swoje udziały w firmie i mimo że nie zajmuje się interesami, to jednak ma olbrzymią wiedzę o firmie, tak od środka. Jeśli źle by to rozegrali, to mogłaby zechcieć im namieszać. I to mocno namieszać, dlatego Alex stresuje się, jak to wszystko wyjdzie. Wie, że musi do tego podejść dyplomatycznie. „Ugh, już sama nie wiem. Zestresowałyście mnie tą końcówką.” – nie wiem, czy powinnam to mówić, ale cieszę się XD Wiesz, na zasadzie, że ostatnio FDTS wzbudza sporo emocji, a to jest faaaajne :) „mam ochotę kopnąć Jasona w tyłek za to, że z nim nie pojechał. Biedny, biedny Alex T^T Dobrze, że chociaż Rush jest pod ręką.” – mogę jedynie zapewnić, że gdyby Rush nie poleciał z Alexem, to Jason by się nawet nie zastanawiał. W tym momencie w jakiś sposób zaufał Rushowi, że doda otuchy Alexowi i da mu poczuć, że nie jest tam sam. „No i masz Lenny, jedno kłamstewko a klopoty murowane” – taa, tym bardziej, że Lenny nie umie kłamać i Ryan już wyczuł, że coś jest nie tak… Takie wiesz… dmuchanie balona coraz mocniej i mocniej, aż w końcu ten MUSI pęknąć od nadmiaru napięcia powietrza. „Rayan jak to Rayan – monologu o poranku nawet nie starałam się zrozumieć.” – haha, aż musiałam poszukać, o który konkretnie chodzi i przeczytałam go Shiv i też tak średnio załapała XD Oj, ale to kwestia pooowolnego czytania! Tam logika gdzieś jest ukryta na pewno XD Co do Charliego i jego uzależnienia od Rusha… tak, nie umie funkcjonować bez niego. Jest zakochany po uszy i już się z nim na dobre ustabilizował, a ten mu odfruwa gdzieś na drugi koniec świata :( Jak tu się nie uchlać z tęsknoty? Pozdrowionka! Dzięki za combo komentarzowe XD

    Cannum, spoko, taki wielki, mocny HUG by się przydał tym wszystkim osobom… Serio, chociaż może taki Alex wolałby się nie przytulać… Ale i tak XD Oj a Jeane… tam od razu linką… Może są delikatniejsze sposoby XD „Krótkie, pojedyncze komunikaty, a każdy kto śledzi ich historię wie, jak wiele się za nimi kryje” – taa, trzeba wiedzieć, co hamowało wcześniej Alexa, jaki był i ile przeszedł, żeby zrozumieć to, jak teraz jest mu ciężko i jak już chce być z powrotem w domu z Jasonem. Ale po Twoich słowach widzę, że chyba w pewien sposób się zżyłaś z bohaterami, że to dostrzegasz :) Mam nadzieję, że dobrze rozumuję :) „Ale… wygryźć rodziców? Ho, ho.” – haha, taaa, Alex chyba pochodzi do sprawy na zasadzie „najlepszą obroną jest atak” XD Teraz tylko pytanie, czy nie porywa się z motyką na słońce i czy nie powinien jednak obrać inną taktykę… I spooooko, też się czuję czasami mniej kobieca przy Alexie XD Też miałam zonk, jak przeczytałam o tym korektorze. Masakra XD Ale cóż… Alex nadmiernie i z przesadą dba o swój wizerunek. Może tak trzeba w tej branży… Co do Lenny’ego i „Nauczył się załatwiać sprawy po swojemu” – bardzo dobrze powiedziane. Co prawda w więzieniu miał ludzi od różnych rzeczy, ale z reguły musiał sam się wszystkim zająć, musiał pilnować, by wszystko działo, jak trzeba, już nie wspominając o jego życiu sprzed więzienia (o którym w sumie się będzie niedługo więcej dowiadywać :)). To zdecydowanie jest typ indywidualisty. Haha, a picie z Jasonem, Masonem i do tego Charliem… To by było piękne XD „Jakoś tak mniej boję się o smoka i królową. Ten rozdział to był jakiś przedziwny manifest miłości.” – łaaaaaaaadnie to ujęłaś! :D Mega mi się podoba i nie sposób się nie zgodzić :D

    Shinu, „Pierwsza część rozdziału sprawiła, że prawie się popłakałam.” – snif :( Ale spoko, powiem Ci, że mi też smutno było. W ogóle cały ten wyjazd to też dla nas niezła huśtawka emocjonalna i w ogóle ciężko się trochę pisze, jak i bohaterowie tak przeżywają… i meeeega, kiedy Wy razem z nimi, a z tego co piszesz, tak właśnie było. A to „jeszcze dwa dni” to faktycznie… takie trochę… hm, desperackie pocieszenie. Jason też nie bardzo wie, jak może go wesprzeć na duchu, nie będąc tam. Ciężko to zrobić przez smsy :( „Aczkolwiek pijany Charlie jest zawsze spoko xD” – taaa XD Taki mały głuptasek, gada od rzeczy i takie tam… I jak jest sam, to ma ku temu większą sposobność, bo Rush go nie pilnuje XD „Och, Lenny, twój syndrom “jestem opiekuńczym starszym bratem” znowu sprawił ci problemy.” – a co do tego, to można zrobić takie połączenie tego, co powiedziała Cannum, że Lenny załatwi sprawy po swojemu, z Twoim „starszym bratem” i mamy w sumie główne podstawy zachowania Lenny’ego. Woli trzymać Ryana z dala od tego, bo nauczył się załatwiać problemy własnymi rękami, a do tego nie chce go w to mieszać dla jego własnego bezpieczeństwa. No… ale czy mu to na dobre wyjdzie, to się okaże. „tylko dlatego, że ma kumpla-idiotę” – biedny Juan XD A Jeane… oj, nie zmieściła się cała rozmowa XD Spoko, zapewniam, że w następnym rozdziale będzie cała i jeszcze jedna emocjonująca scena XD

    Yaoistka, mam nadzieję, że dzień w szkole był niespecjalnie męczący po majówce… ;)

    Adela, najlepszy od roku? Nie wiem, czy się cieszyć, że był tak dobry, czy martwić, że wcześniejsze nie były XD Ale w sumie chyba się cieszę, przynajmniej jakaś satysfakcja była dla Ciebie podczas czytania :) I osobiście uważam, że właśnie rozdziały, gdzie jest coś niecoś z każdego wątku są dość wartościowe… Ale nie mnie oceniać :) Dobrze, ze się podobało. „i strzelaninę w barze!” – nie wiem czemu pomyślałam o westernach i Hansie w kowbojskim kapeluszu XD

    Tigram, „Czemu wiedziałam, że w gruncie rzeczy NIC się nie wyjaśni?” – no widzisz, może powinnaś zacząć dorabiać jako wróżka XD Dobra, a już tak serio, odniosę się ogólnie do Twojego komenta, a nie kawałkami, bo tak mi łatwiej. Ja na tę całą sprawę patrzę trochę jak… hm… Kurwa, nie wiem, jak to ująć XD W sensie mam wrażenie, że Ty widzisz cały wyjazd bardziej jako moment kulminacyjny. Z naciskiem na „moment”. Że to takie coś, do czego się przygotowywaliśmy przez cały „film”, że to ma być taki wybuch, takie nagłe coś. Że ważniejsze były przygotowania, a sam ten moment powinien minąć szybko, bo wiedzą, co mają zrobić. Ja z kolei widzę to jako „akcję właściwą”. Nie sam koniec „filmu” tylko jego fabułę, jego część, a wszystko co było przed, to taki wstęp, wręcz wprowadzenie, dlatego moim okiem właściwe jest, że to trwa dłużej, że poruszamy się po tej płaszczyźnie, poznając ją ze wszystkich stron – od wieczornych rozmów smsowych, przez kolacje z rodzicami, zakupy, poznawanie rezydencji Greyów, Jeane… Nie wiem, pewnie zagmatwałam i ciężko mnie zrozumieć XD No nieważne, liczę, że choć częściowo przedstawiłam swój punkt widzenia w odniesieniu do Twojego, niemniej, jak już powtarzałam kilka(dziesiąt?) razy, każdy odbiera wszystko inaczej, oczekuje czegoś innego itp. więc rozumiem w pewien sposób tę frustrację. Domyślam się w sumie, że gdyby te rozdziały wychodziły codziennie, to nie bolałoby takie rozegranie, jakie jest, ale to po prostu fakt, że wychodzą co 9 dni męczy. Na to jednak nie możemy wiele poradzić :( „Szlag, chciałam napisać mąż” – a to było słodkie XD Mój wewnętrzny Charlie zarumienił się i uśmiechnął na samą myśl, że mógłby tak mówić do Rusha XD

    Marta, niestety nawet nie jestem w stanie powiedzieć, czy faktycznie miesiąc, czy mniej, czy więcej XD Nie zerkałam za bardzo, jak to się w czasie rozłoży, ale mam nadzieję, że jednak jakąś tam przyjemność z czytania czerpiesz, a nie tylko męczy Cię przeciąganie XD

    Vicious, cliffhangery są fajne… dla autorów XD Haha, a przynajmniej tak wynoszę z Waszych odpowiedzi, ale ooooj, przecież w końcu się okaże XD Ale co do Alexa – ładnie kombinujesz. Rzeczywiście Alex to raczej osoba, która nie robi czegoś „na żywioł” i byłoby głupie, gdyby przyszedł na takie spotkanie nieprzygotowany. Więc tak, nawet nie będzie to spoilerem, jeśli potwierdzę Twoje domysły :) A czemu Lenny zawiózł Charliego do Ryana? Odpowiem słowami Shinu – syndrom starszego brata XD

    Shin, maaaatko, ale Wy mędzicie o ten coming out XD Normalnie zero cieszenia się chwilą i delektowania tym, co jest! XD Nie no, spoko, rozumiem w pewnym sensie tę niecierpliwość, ale i tak gdzieś w środku mam nadzieję, że nie jest tak źle, jak mówicie XD

  23. vvicious pisze:

    No tak, nawet się szczególnie nie zdziwiłam, że urwałyście w momencie, kiedy mi serce zaczęło podchodzić do gardła xD No nic, pozostaje zaczekać, ale jestem bardzo ciekawa jak rozwiąże się ta sytuacja. Ale znając Aleksa ma dobrze opracowany plan, a Jeanne na pewno nie pogardzi lepszą ofertą – w końcu za narzeczonym tęsknić nie będzie.
    Ale nie mogę naprawdę dociec, po co Lenny zawiózł Charliego Ryanowi…? Sam się przez to wkopał, ale może ta jakaś część misternego planu, sama już nie wiem xD

  24. marta696 pisze:

    NO wiedziałam po prostu wiedziałam że ,w takim momencie się skończy .ECH zanim Greyowie wrócą do domu to minie nam z miesiąc.

  25. TigramIngrow pisze:

    Czemu wiedziałam, że w gruncie rzeczy NIC się nie wyjaśni? Bo tak po prawdzie to ten dzisiejszy dzień Alexa oprócz zmartwień, zniechęcenia i w ogóle negatywnych emocji nie przyniósł prawie nic. No dobra, wysłał zdjęcie, ale nawet nie była pokazana reakcja Jasona. Nie wiem, trochę się podminowałam tym rozdziałem bo im bardziej czekam i się na coś nastawiam to potem większe rozczarowanie przeżywam. Pewnie, wiadomo rozbity Alex jest czymś nowym, czymś co wprowadziło trochę rozczulenia. Szczególnie jak myślał o klatce z ramion Jasona, o jego zapachu czy ustach. Ale jak dla mnie to to jest zbyt długie przeciąganie! Się znaczy, wiadomo,trzeba tak pisać i w ogóle, żeby zarysować całą sytuację, ale…. nie wiem, niecierpliwię się po prostu już.
    Rynnę pominę w komentarzach.
    A teraz kolejne długie 9 dni, żeby się dowiedzieć jak zareaguje Jeanne i jeszcze 18 zanim powiedzą rodzicom, bo też jakoś mi się włączyło czarnowidzenie, że w następnym odcinku też nie powiedzą rodzicom i nie wrócą Greyowie do domu. Sorry, zrzędzę, ale jakoś się zirytowałam wyjątkowo.
    Już się nie mogę doczekać, kiedy Alex wróci do domu, taki już zupełnie bez życia, wymordowany, bez energii, zastanawiający się czy warto było aż tak się narażać, a wtedy Jason zabierze go do ich wspólnego domu, zrobi mu drinka, usiądzie z nim na kanapie, przytuli albo nawet posadzi go sobie na kolanach, obejmie go, zacznie delikatnie gładzić po całym ciele, cmokać i po prostu będzie przy nim, pozwalając Alexowi odpocząć. Echhhhh….. A potem będzie ten jakiś extra seks o który Alex sam poprosił Jasona przed wyjazdem.
    No i jeszcze gołabki. Toż Charlie Rusha zmolestuje za wszystkie czasy, wygłaska go i zacałuje na śmierć jak tylko jego kochanek wróci. Szlag, chciałam napisać mąż, Kurde, oni to by mogli się zalegalizować. To by fajne było. :)

  26. Adela pisze:

    Jupi, top chyba najlepszy rodzial FDTS od roku! Akcja i to we wszystkich wątkach! Jupi! Czekam na poważną rozmowę Ryana i Lennego, awanturę Greyów i strzelaninę w barze!

  27. Yaoistka^^ pisze:

    boskoooooo! *.* komentarz dam po szkole, bo jestem spóźniona XD

  28. Shinu pisze:

    Nie no , pobijacie same siebie, naprawdę! Pierwsza część rozdziału sprawiła, że prawie się popłakałam. Boże, tak bardzo chciałam przytulić Alexa. Albo sprawić, żeby Jason to zrobił. Widać jak cierp, biedactwo, a i jemu i mi nie pomaga powtarzanie „jeszcze tylko dwa dni, tylko dwa dni, dwa dni”. Łamiecie mi serce takim pokrzywdzonym Alexem, to powinno być niedopuszczalne ;(.
    Aczkolwiek pijany Charlie jest zawsze spoko xD Uwielbiam go po pijaku, ale ostatnimi czasy zawsze po pijaku musi się lizać z Rushem, więc mniej jest scen z gadającym głupotę Charliem, a szkoda ;D/
    Och, Lenny, twój syndrom „jestem opiekuńczym starszym bratem” znowu sprawił ci problemy. Zamiast zostawić Charliego w mieszkaniu, wziął go do Ryana, żeby sobie biedny krzywdy po pijaku nie zrobił. Plus dla Lenny’ego, ale szkoda mi go, bo Ryan urządzi mu wielką awanturę i cała ta akcja z Juan na bank się wyda. Boże, błagam, żeby ze sobą wtedy normalnie pogadali, a nie, że znowu Lenny wyjdzie bez słowa, a Ryan będzie za nim wrzeszczeć. No ale cóż, z jednej strony jest mi żal Lenny’ego, bo zaś się wkopał, a z drugiej to dobrze mu tak, będzie miał nauczkę na następny raz(choć mam nadzieję, ze nastepnego razu już nie będzie) żeby nie ładowac się z pojebane akcje z narkotykami,tylko dlatego, że ma kumpla-idiotę.
    Jest i Jeane !;D Nie mogłam się doczekać tej rozmowy chyba w jakiejś części nawet bardziej niż tej która będzie z rodzicami, i tak się ucieszyłam, że ją zmieścicie w tym rozdziale, a tu… No tak się nie robi. Boże, jak ja nienawidzę cliffhangerów! I zaś trzeba czekać 9 dni. I nawet na NM 6… dobijcie mnie.

  29. luinlos pisze:

    Cannum,
    Ja też wcale nie miałam głupiego uśmieszku jak Alex przypominał sobie tatuaże Jasona… Wcale a wcale :>
    Co mi się dziś dzieje, trzeci komentarz.
    Przepraszam, ale jakaś taka rozentuzjazmowana jestem.

  30. luinlos pisze:

    Przerywać w takim momencie??
    No to się nie godzi!
    Właśnie mi przyszło coś do głowy – czemu oni robią taki wielki problem z zerwaniem tych zaręczyn? To przecież nie rozwód, nie było żadnej intercyzy, żadnego podpisywania papierków, nic, czego nie dałoby się zerwać. Chyba ze ja nie wiem o jakichś formalnościach dotyczących zaręczyn w wyższych sferach…
    W każdym razie – rozumiem, że Alex chciałby zachować się honorowo i oferować coś Jane w zamian za „straty” wynikające z zerwania zaręczyn. Ale na litość parasola, ona też taka święta nie była, sypiała z kim jej się podoba itd itd. Gdyby kochała Alexa to może powinien mieć jakieś skrupuły. Ale go NIE KOCHAŁA. Wiec jak dla mnie, nie należy jej się nic.
    Inna sprawa, jeśli potrzebowaliby jej pomocy (a wygląda na to że potrzebują).
    Ugh, już sama nie wiem. Zestresowałyście mnie tą końcówką.

    Brawo, nie ma to jak zaczynać komentarz od końca:P
    A wracając do początku – Alex osuwający się po drzwiach i chowający głowę w ramiona jest tak rozczulającym obrazem, że mam ochotę kopnąć Jasona w tyłek za to, że z nim nie pojechał. Biedny, biedny Alex T^T Dobrze, że chociaż Rush jest pod ręką.
    Och i to pocałowanie telefonu mnie na prawdę niesamowicie rozczuliło <3
    Alex jest najsłodszym bohaterem EVER.

    Podoba mi się, że w tym rozdziale pojawiło się tak wiele wątków (mimo, że wszystkie poza jajecznicą zostały na etapie niedopowiedzenia :P). Już w chwili, kiedy Lenny prowadził Charliego do ich mieszkania i prosił w myślach, by Rayan brał prysznic wiedziałam, że coś się kroi. No i masz Lenny, jedno kłamstewko a klopoty murowane. Chociaż to było miłe, że postanowił zawieźć nawalonego Charliego w bezpieczne miejsce i że tak się przejmuję tym kłamaniem. Chociaż zastanawiam się, czy jeśli potrafiłby kłamać, to by tego jakoś nie wykorzystywał.

    Rayan jak to Rayan – monologu o poranku nawet nie starałam się zrozumieć.

    Charliątko upijające się z tęsknoty. Jejku, to mnie zaczyna martwić. Tzn. nie tyle upijanie, co jakiś tam rodzaj… ubezwłasnowolnienia Charliego. Przecież on już nie potrafi funkcjonować bez Księcia… Brakowało mi tylko pluszaka :P

    Brakowało mi tez Jasona. Niby pojawił się przy wymianie smsów, no ale to za mało.
    Nie brakowało mi za to Juana i Katy:P

    Ok, kończę. To był bardzo przyjemny rozdział. Pewnie wrócę nie jeden raz do tych kawałków z Alexem zanim pojawi się kolejny rozdział :)

    Pozdro!

  31. Cannum pisze:

    Ooooch. Albo mnie coś dziś napadło, albo podmieniło, ale wyściskałabym wszystkich. Alexa, Jaya, Lenniaka, Ryana, Charliego, może nawet Rusha… A Jeanie, hmm. Owszem. Za pomocą stalowej linki xD
    Alex mnie totalnie rozbroił. Taki bezradny, wystraszony, wytęskniony i zakochany to wprost przeurocze zjawisko. I ta ich rozmowa smsowa! Krótkie, pojedyncze komunikaty, a każdy kto śledzi ich historię wie, jak wiele się za nimi kryje. Tak podejrzewałam, że królowa nie będzie ryzykować i postara się pozyskać narzeczoną po swojej stronie. Ale… wygryźć rodziców? Ho, ho. Co prawda Alex ma ku temu duże możliwości- zna firmę i prawa biznesu od podszewki, ale czy mógłby aż tak sprzeciwić się ojcu? W końcu do tej pory, właśnie przez jego wpływ nienawidził homoseksualnej części siebie. Pozostaje czekać co ta wywło… kobieta powie na propozycję Greya.
    I, haha, Alex wklepujący korektor pod oczy. Poczułam się jak ostatnia ignorantka- jak z rana patrze w lustro to zwykłam machać ręką nawet jak bliżej mi do pandy niż człowieka xD
    Ech, Rush to głupol. Nierozgarnięty głupol. Przez swoją niegramotność jeszcze dostarcza dodatkowych stresów bratu. Plusem jest to, że stara się zrobić chociaż część rzeczy związanych z coming outem.
    Lenny… Cóż ja mogę powiedzieć? Nauczył się załatwiać sprawy po swojemu, nieszczególnie chce w to mieszać Ryana, bo wie, czym to grozi. Szkoda tylko, że jakoś nie widzę w przyszłości, żeby ten mu łatwo odpuścił robienie przekrętów za jego plecami… Kurde, mam ochotę sklepać Juana.
    Charlie zalewający smutki. Dlaczego mnie to nie dziwi? I niech mu będzie, jak już mam zamiar dzielić się wódką z Jasonem i Masonem, to jemu też mogę polać.
    Jakoś tak mniej boję się o smoka i królową. Ten rozdział to był jakiś przedziwny manifest miłości. Albo mi już na dekiel wali :D
    I wcale nie miałam głupiego uśmieszku, gdy Alex tak intensywnie myślał o tatuażach swojego lubego :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s