Bonus – Daleko od apokalipsy

Na niebie nie widać było prawie w ogóle chmur. Było ciepło, a Josh siedział na szerokim parapecie w sypialni, przy całkowicie otwartym oknie. Anna już go przestrzegła, żeby tak nie robił, bo spadnie i Mason ich wszystkich zabije. Włącznie z jego rozplaśniętymi na chodniku zwłokami. Josh jednak nie mógł sobie podarować tego ciepłego wiatru, który czuł na sobie, gdy tak siedział.
Do tego pojadał kanapkę przełożoną wędliną, serem i sałatą. Czuł się jakoś rześko. Oczywiście informacje o dzikich, o badaniach, o eksperymentach i całych tych rządowych postanowieniach wciąż pojawiały się w telewizji czy w radiu, ale nie chciał nawet o tym myśleć. Wolał zamknąć się w azylu, jakim był dom Masona, i udawać, że to wszystko wcale nie istnieje.
Kiedy zaczynało być coraz później, a Masona nadal nie było, do jego pokoju weszła Anna. Odszukała Josha wzrokiem i stanęła tuż obok z dłońmi splecionymi przed sobą.
— Josh.
— Hm? — Chłopak spojrzał na nią, oblizując usta z majonezu, w który ubogacona była jego kanapka. Dojadł już wszystko.
— Pana Awordza jeszcze nie ma. Nie mówił ci nic, czemu ma być później?
— Nie… — Josh ściągnął mocniej brwi, nagle nieco zaniepokojony. — Robert nie wie, gdzie jest? Zawsze wie.
— Nawet jeśli, to mi nic nie chciał powiedzieć. Może chodź na dół, a nie tak sam tu siedzisz? — zaproponowała akurat, kiedy Josh usłyszał, jak pod dom podjeżdża samochód i zatrzymuje się przed wejściem.
Od razu zbystrzał i mało rozsądnie wychylił się za parapet, patrząc w dół. Uśmiechnął się szeroko i gdy tylko jego pan wysiadł z czarnego auta, zanim szofer zdążył mu otworzyć, zawołał głośno:
— MASON! Cześć!
Mężczyzna zatrzymał się w pół kroku i spojrzał w górę. Kiedy zobaczył Josha w oknie, mocno się zmarszczył.
— Josh! Chowaj się, ale już! — warknął, wskazując go palcem oskarżycielsko i nakazująco.
Josh od razu ściągnął brwi, odpowiadając spojrzeniem pełnym wyrzutu.
— Witam się tylko z tobą! — odburknął, ale spojrzenie Masona było na tyle twarde, że posłusznie wycofał się i zeskoczył z parapetu. — Mason wrócił — poinformował Annę, jakby ta nie zauważyła. — Idę do drzwi — dodał i pospiesznie wyszedł z sypialni, żeby przywitać się ze swoim panem.
Anna uśmiechnęła się, widząc jego entuzjazm. Ale że też słyszała, co odkrzyknął Joshowi Mason, dodała:
— A nie mówiłam? I dobrze, że już jest — rzuciła, kiedy chłopak już wybiegał z pokoju. Sama też ruszyła na dół.
Josh, zbiegając żywo ze schodów, już widział, jak drzwi wejściowe do domu się otwierają. Cały dzień nie widział Masona i musiał przyznać w duchu, że się za nim stęsknił. Co prawda czas przed południem mu nawet zleciał, bo był na basenie, a potem na spacerze, ale i tak mu go brakowało. Szczegółem było to, że według Masona Josh cieszył się jak pies. Bo nieważne, na ile czasu by nie wyszedł, ten zawsze z takim samym entuzjazmem go witał.
Właśnie Robert zamykał za Masonem drzwi i odbierał od niego… teczkę.
— Zanieś to do gabinetu i zamknij drzwi — pan domu rozkazał lokajowi i dopiero spojrzał na Josha, gdy ten właśnie stanął blisko niego i wcisnął dłonie w kieszenie swoich krótkich, niebieskich spodni, które miał na sobie. Na górze miał tylko biały, cienki podkoszulek i był boso.
— Co cię tak długo nie było? — zagadał Masona, delikatnie i, w swoim mniemaniu dyskretnie, wyciągając głowę, by zwęszyć jego zapach. Najchętniej wpakowałby twarz w jego klatkę piersiową, ale nie chciał tego robić przy Robercie.
— Byłem coś załatwić — odparł jego pan i minął go. — Chodź — zawołał go jak psiaka, ruszając już na górę do swojego pokoju. Musiał wziąć prysznic i się przebrać. W długich jeansach było mu gorąco, tak samo w koszuli.
— Zrobić panu kawę, panie Awordz? — zawołała za nimi Anna, gdy Josh już podążył wiernie za swoim panem, idąc blisko niego, choć bardziej za nim niż obok.
— Tak, ale zostaw pod drzwiami na tacy! — odkrzyknął Mason, wchodząc na górę po schodach. Obejrzał się na Josha. — Co tam z tyłu idziesz? Chodź tu — syknął, a kiedy chłopak odruchowo wykonał jego polecenie, załapał go za szczękę i cmoknął w usta. — Jadłeś coś?
— Mhm, kanapkę taką wielką niedawno — odpowiedział chłopak, oblizując usta, po czym wypalił, wpatrując się w wargi mężczyzny: — Mogę jeszcze raz?
— Smakujesz nią — mruknął Mason i cmoknął go ponownie w usta. Tym razem jednak przedłużając pocałunek. Wsunął mu nawet język między wargi, liżąc się z nim na schodach.
Josh odetchnął głębiej przez nos i chwycił go za koszulkę jedną dłonią, poddając się chwili. A gdy tylko przerwali pocałunek, uśmiechnął się szerzej.
— Co będziemy robić? — zapytał.
— Jak dalej będziesz tak się uśmiechał, to pieprzyć twoje usta — odparł poważnie Mason i jeszcze raz go pocałował, po czym ruszył znowu do swojego pokoju, a chłopak za nim jak na zawołanie przybrał barwę dojrzałego pomidora.
Podążył za swoim panem, nie odpowiadając na jego słowa. Nie wiedział nawet co i tylko lekko ścisnął uda, gdy doszli do drzwi.
Mason wszedł do środka pierwszy i usiadł na łóżku.
— Zamknij drzwi. Co dziś robiłeś poza kretyńskim wychylaniem się przez okno?
— To nie było kretyńskie. Pogoda jest fajna, to się fajnie siedziało — odpowiedział od razu chłopak, zamykając drzwi. Zbliżył się po tym do Masona i po chwili zastanowienia, usiadł na dywanie przy jego kolanach oraz położył mu brodę na udzie. Wiedział, że Mason lubił, gdy był uległy, a on chciał, żeby mężczyzna był z niego dumny i zadowolony. Musiał więc pokazać, jakim jest dobrym… chłopako-pupilem.
— Mogłeś wypaść — syknął Mason, ale nie umiał długo się na niego złościć, kiedy chłopak tak siedział przed nim na kolanach. Był słodki. Pogłaskał go więc po włosach. — Nie siedź na oknie, lepiej wyjdź na spacer, chociażby z Eliotem.
— Byłem rano na spacerze. Znaczy po basenie. Jest coraz cieplej, fajnie, co? — Josh mimowolnie, nawet nie zauważając tego specjalnie, wyciągnął głowę bardziej do jego dłoni, dopraszając się więcej pieszczot.
Mason pomasował go za uchem, uśmiechając się, gdy widział tak roześmianą, radosną twarz Josha. Był taki słodki, że nie żałował swojej decyzji. Mimo że kilku osobom już się przez to naraził. Ale mógł mieć przecież coś od życia. Ciekaw był tylko reakcji chłopaka.
— Jest. I dlatego też jutro Anna da ci torbę i spakujesz w nią wszystkie swoje rzeczy.
Josh momentalnie zastygł, mając wrażenie, że serce mu stanęło. Jego źrenice się rozszerzyły i gwałtownie oblał go zimny pot.
— Co…? Wszystkie rzeczy…? — wykrztusił z rosnącą paniką, zaciskając nieświadomie dłonie na jego kolanach.
— Te letnie — sprostował Mason. — Zimowej kurtki nie masz co pakować. Tak samo zimowych butów.
Chłopak przełknął ślinę z wielkim trudem, bo miał wrażenie, że jego gardło ściskało coś strasznie silnego. Wpatrzył się najpierw pełnym prośby i napięcia spojrzeniem w oczy swojego pana i wcisnął twarz między jego uda.
— Czemu? Nie wyrzucaj mnie — wydusił w jego spodnie.
Mason zrobił większe ze zdziwienia oczy. Chwilę patrzył spod zmarszczonych brwi na Josha, nie rozumiejąc od razu, o co temu chodzi. Kiedy jednak zrozumiał, uśmiechnął się pod nosem.
— Jakbym cię wyrzucał, kazałbym ci wszystko zabrać, a nie tylko ubrania. Masz się spakować i przygotować z Robertem wszystkie swoje dokumenty, o które cię poprosi. Będziemy lecieć samolotem — przestrzegł go jeszcze, wiedząc, jak wygląda całe przedsięwzięcie.
— Samolotem? — Teraz duże oczy Josha wpatrzyły się w niego z jeszcze większym napięciem, ale bardziej brakiem zrozumienia niż wcześniejszą paniką. — Będzie… my? A gdzie lecimy? — Serce zaczęło mu bić gwałtownie. Jak to lecieć? Jak to się pakować?
— W góry — odparł ogólnikowo Mason. — Dlatego masz się jutro spakować. Rozumiesz? Samolot nie będzie na nas czekał. I masz mi nie robić żadnych kłopotów na lotnisku. Nie życzę sobie tego
— O… serio…?! — Josh wręcz nie mógł uwierzyć. Mieli razem pojechać w góry?!
Wstał gwałtownie i przeszedł kilka kroków, nabierając silnych rumieńców.
— A gdzie w góry? Na jak długo? Tylko my? Może ja już ją poproszę o torbę, będzie szybciej? — wydusił z siebie szereg pytając, już stojąc przy drzwiach z podekscytowaniem.
— Tylko się nie zsikaj z tego podekscytowania. Lecimy we czwartek, jutro się spakujesz — Mason pohamował jego zapędy. Nic przecież tym nie przyspieszą.
— Mhm. — Josh tylko cudem odsunął się od drzwi i podszedł znowu do Masona. Usiadł tym razem na łóżku obok. — Czyli tylko my? Gdzie? Do hotelu, domku, pod namiot?
— Do domku. Będziemy sami — odparł Mason i położył mu dłoń na policzku — Jesteś strasznie tym podekscytowany, widzę. Cieszysz się?
— Tak! — odpowiedział Josh na wydechu. Był cały rumiany z emocji. — Nie wiem, serio, jak teraz zasnę! — Zaśmiał się i oblizał. Miał wręcz duże z rozemocjonowania oczy. — A czemu jedziemy? Taki dobry byłem? — dodał z uśmiechem, mając ochotę znowu wstać, bo ledwo siedział tak… spokojnie. Przecież mieli lecieć. W góry!
Mason uśmiechnął się pobłażliwie pod nosem i przesunął dłoń na kark chłopaka.
— Tak myślisz? Że taki dobry byłeś? Kiedy na przykład, jak mnie zadowoliłeś, że postanowiłem taką ci niespodziankę zrobić? Opowiedz mi.
Josh przełknął ciężko ślinę, myśląc gorączkowo. Skoro Mason chciał go zabrać gdzieś w góry, co było dla niego absolutnie najszczęśliwszym wydarzeniem, jakie sobie mógł wyobrazić, to musiał się wykazać. Musiał! Być grzecznym i sprawić, żeby mężczyzna nie żałował.
— Kiedy… — zaczął, szybko usiłując przypomnieć sobie jakiś odpowiedni moment — kiedy ostatnio przyszedłeś do siłowni i byłem tylko ze smyczą podpiętą pod… pod kolczyk i mi się lało po udach? — wydusił w końcu, patrząc na niego z nadzieją.
— Mmm… — Mason zamruczał, słuchając go i taksując wzrokiem. — Mów dalej. Przypomnij mi.
Normalnie Josh by zaoponował i spróbował się z tego wykpić, ale teraz przecież nie mógł. Musiał podziękować.
— I… i wtedy mnie… uchwytem skakanki rozluźniłeś. I jeden koniec miałem w tyłku, a drugi w zębach — mówił, czując, jak od tego w spodenkach od razu rośnie mu w wzwód. Samo wspomnienie tamtego seksu było dla niego strasznie podniecające. Niezdrowo wręcz. — I potem złapałeś za tę smycz i jak szliśmy… i ciągnąłeś za nią, to mi tak kutasa szarpało… a ta skakanka tarła w środku…
Mason uśmiechnął się dominująco i pewnie. Lubił, jak Josh mówił o ich seksie. Jak się czerwienił i peszył.
— Słodki jesteś. Rozbierz się i mów dalej. Zamknąłeś przecież drzwi, nie masz się co martwić. Tylko ja na ciebie będę patrzeć, jak będziesz sobie robił dla mnie palcówkę.
Chłopak od razu ścisnął uda, ale pokiwał głową i zszedł z łóżka. Zrzucił szybko przez głowę koszulkę, a potem, nie patrząc na Masona, pozbył się spodni i bielizny.
— Mogę jakieś nawilżenie sobie zabrać? Żeby nie bolało… — zapytał, zakrywając dłonią penisa.
— Tak — odparł Mason lakonicznie, prześlizgując się spojrzeniem swoich ciemnych oczu po ciele Josha. Już myślał o tym, jak go wypuści na dwór w… niczym. Chciał to zobaczyć. Musiał.
Chłopak podszedł szybko do szafki, wciąż trzymając się za krocze i wydobył z niej lubrykant, który był już na wykończeniu. A o lubrykanty musiał dbać sam. Mason kiedyś powiedział, że to on chciał płynnie, ślisko i bezboleśnie, więc sam miał Annę o to prosić. Josh podejrzewał, że mogło go jarać to, że musiał dziewczynę męczyć o nawilżenie do seksu… ale wolał w to nie wnikać.
Kiedy miał już buteleczkę w ręce, spojrzał krótko na Masona i po chwili zastanowienia, ponownie usiadł na łóżku. Oparł stopy dość szeroko na pościeli i przełknąwszy ślinę, nawilżył palce.
— No i… i potem mnie trochę pieprzyłeś tą skakanką… ale nie pozwoliłeś dojść — podjął temat, równocześnie doszukując się w jego twarzy, czy dobrze robi.
Mason skinął głową i patrzył na niego wygłodniałym wzrokiem. Podobało mu się to, co widział i co robił Josh. Lubił, kiedy ten był wyuzdany, speszony i patrzył na niego takim rozemocjonowanym wzrokiem.
— Nie pozwoliłbym ci dojść od czegoś innego. Wsuń palce. Chcę widzieć, jak bardzo byś tam chciał coś innego.
Josh wydał z siebie cichy ni to jęk, ni to skomlenie, mocniej zażenowany, ale i tak sięgnął wilgotnymi palcami do swojego tyłka i odchylił jeden pośladek. Potem zerknął na swojego pana i powoli, ostrożnie wprowadził w siebie palec.
— A będziemy dużo chodzić po lesie? — wypalił i nagle lekko się poderwał, gdy udało mu się dosięgnąć prostaty. — Och…
Mason na ten widok aż oblizał usta.
— Ile będziesz chciał. Jest niedaleko, ale nie chcę, abyś się zanadto oddalał — prawie wydyszał, mówiąc do pośladków i dłoni chłopaka, a nie do jego twarzy.
— Będziemy ra… razem chodzić — wydyszał chłopak, który wolną dłonią odchylał sobie jądra w górę, aby mieć lepszy dostęp do tyłka. Siedząc tak na wprost swojego pana i czując wręcz jego spojrzenie na skórze, było mu gorąco i duszno. Jakoś perwersyjnie przyjemna była myśl, że tak się dla niego obmacywał. Zawahał się nawet, ale dodał zduszonym głosem: — I chciałbym tam… twoją pachnącą pałę.
Mason odetchnął nisko i oblizał usta.
— Tam, gdzie się teraz tak w wyuzdany sposób macasz, czy w lesie? Chcesz, abym cię przerżnął przy drzewie?
Josh sapnął na jego słowa i zatrzymał palce w ruchu.
— Seks w lesie… — przełknął ślinę. — Tak… tak zwierzęco?
— Mhm… byś się spuścił na drzewo i… był całkiem nagi. Całkiem, na tej… wielkiej — westchnął głośno — przestrzeni. Wiatr na pośladkach i twoim zakolczykowanym chuju, Josh.
Chłopak nabrał czerwieńszych rumieńców na policzkach i nawet miał głupie wrażenie, że i w tyłek mu ciepło. Oblizał usta i dyskretnie przesunął palcami po swoim medaliku na penisie.
— Nie możemy jutro polecieć? — wypalił, czując się trochę głupio, że niemal od samej tej rozmowy miał już strasznie sztywnego penisa. Główka już była zupełnie odsłonięta, a skóra na jądrach napięta. Marzył o Masonie za swoimi plecami, dyszącego mu na kark i przyciskającego do drzewa.
— W czwartek, mówiłem. Jutro masz się spakować, kiedy mnie nie będzie — odparł Mason, obserwując go z rosnącym podnieceniem. Takim, które aż było widać w jego spodniach. Chciał już dobrać się do niego, ale wpierw pragnął, aby ten mu possał i pokazał, jak sam pieprzy się palcami.
Chłopak pokiwał głową i znowu spojrzał między swoje nogi, wymacując szparkę trzecim palcem. Lubił to uczucie rozciągania i w ogóle dotyk w tamtym miejscu. Dlatego też naparł śmielej i cicho pisnął, gdy palec się przedostał.
— Mason…
— Hmm? Co czujesz? — Mason wciągnął głębiej powietrze nosem. Był już podniecony i sztywny. Zasłaniał jednak dowód tego dłonią.
— Tam takie mrowienie… Wiesz, w środku. Jest mi tam dobrze, uch… Mason, lubię tam coś czuć — stęknął Josh, wyciągając stopę do swojego pana, by spróbować wyczuć, czy może go dotknąć albo się zbliżyć.
— Tak? Taki chętny jesteś… — Mason bardziej stwierdził niż spytał i oblizał wargi, rozpinając wreszcie suwak swoich spodni. — To chodź tu. Wypnij się, ty mały zboczeńcu, pokaż, jak chcesz być rżnięty i zajmij się mną.
Chłopak, kiedy tylko ulokował spojrzenie w penisie mężczyzny, poczuł zbierającą się w ustach ślinę. O tak, lubił mu ciągnąć. Dlatego nawet chwili się nie zawahał, gdy wręcz dopadł do kutasa Masona i wcisnął twarz w jego krocze. Od razu zaczął wylizywać mu jądra, a tyłek zadarł wysoko w górę. Ścisnął pośladki i rozluźnił, trochę nieporadnie, na ślepo sięgając tam dłonią.
Mężczyzna sapnął nisko, wciągając przy okazji powietrze nosem. Och, tak, lubił takie widoki. Nie było się co okłamywać.
— Tak, ssij mi pałę. Pokaż, jak ją lubisz i jak chcesz, aby to ona cię wyjebała w lesie, a nie jakiś patyk.
— Nie, jest grubsza, nnn… — Josh popatrzył na jego krocze i oblizał się, wracając do ssania. Udało mu się wreszcie znaleźć swoją szparkę i ponownie wsunął w nią dwa palce. Spojrzał na Masona i przełknął nadmiar śliny. — Zobacz, jak ją kocham — dodał na wydechu i przytrzymał sobie dłonią nasadę członka. Następnie zaczął go powoli i ostrożnie wprowadzać do ust. Chciał zmieścić całego, od razu. Skupił się więc maksymalnie i wsuwał kolejne centymetry. Charknął krótko w połowie, ale nie zakrztusił się. A gdy już udało mu się dokonać całego przedsięwzięcia i poczuł główkę w gardle, oczy momentalnie mu się zaszkliły. Zakaszlał i odsunął się, tracąc przez chwilę oddech. Zrobiło mu się gorąco i trochę głupio, że nie wyszło idealnie, więc pospiesznie, jak tylko się opanował, rzucił Masonowi skruszone spojrzenie i znowu zaczął go brać.
Mężczyzna jednak mu przerwał i złapał go palcami pod brodą, unosząc ją w górę. Pochylił się do chłopaka, całując go namiętnie i soczyście w usta. Uwielbiał je i nie umiał się powstrzymać, aby poczuć ich smak, pogryźć je, czy nawet possać.
— Rozbierz mnie — wydyszał w jego wargi, napierając jednocześnie na chłopaka. I tyle mniej więcej było jego samodzielnego masturbowania się w tyłeczku.
Josh pokiwał głową, uradowany tym rozkazem. Pomógł Masonowi pozbyć się koszulki i spodni, nie darując sobie przy tym wciągnięcia jego zapachu i otarcia się policzkiem o owłosione części ciała. Gdy tylko jego pan był nagi, chłopak zerknął mu w oczy i pocałował w usta. Mocno, ale pasywnie.
Mason zamruczał i mocniej się wpił w jego wargi. Pchnął nawet Josha do tyłu, jak zawsze nad nim górując. Jego dłoń też zacisnęła się na jego biodrze, a stopami skopał ciuchy na ziemię. Tak, dobrze, że zamknęli drzwi.
Chłopak wciągnął gwałtownie powietrze do płuc, wbijając w swojego pana gorące spojrzenie. Zerknął krótko w stronę drzwi, ale poza tym nie spuszczał z niego wzroku.
Przełknął ślinę i rozłożył pod nim usłużnie nogi, a Mason pocałował go znowu w usta, przytrzymując jego głowę przy swojej.
— Jesteś słodki, jak się cieszysz — zamruczał w jego usta. — Dużo ci jeszcze trzeba tam na dole, czy już chcesz?
— Już — odpowiedział Josh impulsywnie, nawet jeśli dłuższa palcówka by mu trochę pomogła. Nie umiał się jednak powstrzymać. To tak jak z ciepłymi bułeczkami, które ktoś dopiero wyciągnął z pieca. Niby lepiej poczekać, ale tak cudownie pachną, że wręcz trzeba skosztować od razu. — Tyle mówiłeś o tym seksie w lesie… już chcę — dodał, unosząc i opuszczając biodra mimowolnie. Jego ciemny penis, z rzucającym się w oczy medalikiem leżał mu ciężko na podbrzuszu.
Mason uśmiechnął się chytrze i oblizał usta. Wyprostował się odrobinę, sięgając do swojego penisa. Pomasturbował się moment, patrząc na nagiego chłopaka przed sobą i skinął na niego brodą.
— Unieś biodra. Otrzyj się o niego.
Josh od razu spełnił rozkaz, wypinając się do góry i trąc swoim penisem o krocze Masona. Nie przeszkadzało mu, że penis jego pana wyglądał na większy niż jego. Był strasznie seksowny. Wciąż czuł w ustach jego smak.
— Uch, Mason, uwielbiam go w swoich otworach — wydusił niemądrze.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem. Josh był seksowny.
— Prawidłowo. Kładź się i nogi do góry. Chcę zobaczyć twoją dziurę.
Chłopak opuścił biodra, po czym podciągnął nogi w górę i przytrzymał je blisko swojej klatki piersiowej. Był cały czerwony na twarzy, gdy spojrzał na Masona, mając świadomość, że widać jego wilgotną dziureczkę. Jakby był jakąś napaloną suczką, która nie mogła się doczekać, aż jej samiec ją weźmie.
Mason mruknął coś do siebie. Położył jedną dłoń na ciele Josha, a drugą podtrzymał swojego penisa. Powoli zaczął się wsuwać w chłopaka, patrząc wciąż na jego twarz. Uwielbiał nie tylko ciasnotę jego gorącego tyłka, ale i mimikę.
Josh ni to jęknął, ni to pisnął. Wyciągnął też głowę, chociaż nie na tyle mocno, by do niego sięgnąć, ale chciał pocałunku. Chciał, żeby Mason był bliżej, by poczuł jego zapach, jego dotyk jeszcze mocniej…
Na szczęście jego pan zrozumiał, czego chce i pochylił się do jego ust swoimi. Jego dłoń do tego przesuwała się z boku chłopaka na jego szyję. Mason lubił czuć kontrolę nad Joshem, kiedy się z nim kochał i nie była to żadna nowość.
Spojrzenie Josha na ten gest wyrażało tylko większe rozgorączkowanie. Ciężko było mu to czasami przyznać, ale kochał w Masonie to, jak się z nim obchodził w łóżku. Oczywiście wyjątkami były te przeszłe sytuacje, kiedy Mason brał go na sucho, czy obchodził się z nim bardziej brutalnie, ale ta dominacja go podniecała.
— Mason… a ja nie… — wydyszał niespodziewanie — ja nie umiem gotować…!
Mężczyzna zawarczał i ugryzł chłopaka w dolną wargę.
— Nie będę gadał o… gotowaniu, kiedy chcę cię… zerżnąć — wydyszał, powoli zaczynając się ruszać w tym nieznośnie ciepłym wnętrzu. Josh przez wirus był zawsze cieplejszy niż on.
Chłopak zaskamlał i objął mocno swojego pana za szyję. Przez to jego nogi nieco opadły w dół, więc oplótł nimi w pasie Masona. Cały był do niego przylepiony i czuł tego dużego penisa, który penetrował jego wnętrze, dając mu takie mocne i przyjemne doznania.
— Ale umiem… nnn, boli… o, teraz dobrze… umiem być dla ciebie dobry w łóżku — wyjąkał, jakby na usprawiedliwienie.
— Tym się jednak nie pożywimy — odparł Mason i bez skrupułów ugryzł kochanka w szyję, a następnie zrobił w tym samym miejscu dużą malinkę. Będzie ją jeszcze widać, tym bardziej, że była bardzo wysoko.
— Mason! — Josh jęknął z wyrzutem. Było mu tak strasznie głupio z tymi malinkami. Najbardziej chyba przed Robertem. Anna jakoś nie zwracała na nie uwagi, a Eliot udawał, że ich nie widzi, ale nie lubił, gdy lokaj zatrzymywał na nich wzrok. — Nie rób…!
— Nie mów mi, co mam robić — odparł jego pan i przyspieszył ruchy biodrami, uciszając chłopaka własnymi ustami. Mocnym, zdecydowanym pocałunkiem.
Josh jęknął, ale odpowiedział na pocałunek i sam falował pod nim, na ile mógł. Było mu wspaniale, gdy Mason tak go jebał. Ostro, mocno i szybko. A do tego myśl, że pojutrze mieli wylecieć w góry!
Czego więcej mógł pragnąć…?

*

Mason stał z Joshem przy stanowisku dla ochrony lotniska. Jako że byli razem, nie musieli być tu tak wcześnie, aby odstać swoje dwie godziny w kolejce dla zwykłych chorych obywateli. Zdrowi mieli własne kolejki dla osób z nimi podróżujących. Josh więc nie miał czasu się stresować procedurami bezpieczeństwa i teraz otyła, czarna kobieta zapinała mu magnetyczne obroże na nadgarstki, kostki i szyję. Jak wytłumaczyła chłopakowi, działały jak kajdany, silne elektromagnesy, które się ściskają, kiedy włączy się alarm. To wszystko było w ramach bezpieczeństwa dla podróżnych.
Teraz czekała ich już tylko zwykła odprawa lotniskowa.
Mason doskonale widział, że Josh się stresował. Chwilowo entuzjazm całym wyjazdem został przesłonięty przez ten stres.
Na lotnisku wręcz roiło się od wojskowych. Byli wszędzie, uzbrojeni jak tylko się dało. Josh nie lubił wojskowych, mimo że wierzył, że odwalają kawał dobrej roboty podczas tej całej apokalipsy. A jednak obawiał się ich i od kiedy dojechali na lotnisko, nie oddalał się od Masona ani na krok. Teraz znowu dziwnie się czuł z tymi wszystkimi kajdankami, ale wiedział, że nie ma sensu oponować.
— Mason… Ale ja będę mógł siedzieć obok ciebie, co nie? — zapytał półszeptem, nie patrząc jednak na niego, tylko rozglądając się po wszystkich żołnierzach i podróżnych.
Mason z dłońmi w kieszeniach stał jak wszyscy inni w kolejce do bramek sprawdzających, czy nie przemyca czegoś nielegalnego na pokład samolotu. Nie lubił kolejek, odzwyczaił się od nich.
— Tak. Kupiłem nam bilet tak, abyśmy siedzieli razem. Nie masz czym się przejmować — rzucił, niecierpliwiąc się powoli, a co za tym idzie, nudząc się. Przechylił się do Josha i szepnął do ucha: — Bo inaczej ktoś by cię mógł molestować.
Josh aż ścisnął nogi i przełknął ślinę.
— A co, inni chorzy są gdzieś… zamknięci? — dopytał, oglądając się na ludzi stojących za nimi w kolejce. Już sobie wyobraził jakieś zamknięte pomieszczenia w oddzielnej części samolotu, gdzie pilnują ich wojskowi i… Uch, głupi Mason, nie powinien tego mówić.
— My lecimy w pierwszej klasie, razem. Nikogo jednak nigdzie nie zamykają, każdy chory, taki jak ty, ma kajdany, które go wiążą jak baleron, jeśli coś się zacznie dziać — Mason wytłumaczył spokojnie, wychylając się, aby zobaczyć, ile jeszcze tu postoją.
— Czyli czego nie mogę zrobić? Do łazienki będę mógł sam pójść? — dopytywał się go Josh.
Miał podkoszulek w czerwono-białe paski i beżowe spodnie oraz swoje znoszone trampki. Wiedział, że w oczach wszystkich wojskowych wygląda jak pupil Masona, bo zdecydowanie nie wyglądał jak służba. Co by niby miał dla niego robić? Przycinać żywopłoty?
— Nie możesz się mnie nie słuchać. Ale tak, to jesteś normalnym pasażerem. Nic się tu nie zmienia, ja jestem twoim panem, nikt więcej — wytłumaczył Mason. — I masz się słuchać obsługi lotniska.
Chłopak pokiwał głową i tylko stanął bliżej mężczyzny, stykając się z nim swoim ciałem.
— Mason…?
— Hm?
— A te… barierki nie zapikają… wiesz, przez mój medalik?
— Nie. Bo nie idziesz do bramek — odparł Mason i stuknął go palcem w metalowy krąg na szyi. — Tyle to trwa, bo wy wszyscy macie prześwietlenie, a w razie czego osobistą kontrolę. Uwierz jednak, że gorsze rzeczy widzieli — Mason uspokoił go, nie chcąc, aby Josh zrobił coś głupiego z nerwów.
— Mhm — odmruknął chłopak, mając wrażenie, że ta kolejka się przesuwa się w żółwim tempie. A i tak byli na lotnisku już długi czas. Nie mógł się już doczekać, aż znajdą się na miejscu…
W końcu nadszedł moment, kiedy na chwilę Mason z Joshem się rozdzielili. Ten pierwszy poszedł na normalne bramki, takie jak jeszcze były przed apokalipsą, a chłopak na prześwietlenie. Sprawdzono jeszcze ich rzeczy i dopiero mogli udać się do terminalu, skąd mieli lot.

*

Josh był w siódmym niebie, kiedy znaleźli się na miejscu. Mason wynajął im domek na kilka dni w Aspen, w Kolorado. Tak inne było tu powietrze w porównaniu do tego w Nowym Jorku. Było czysto i świeżo, a temperatury też sprawiały, że w ogóle nie chciało się wchodzić do zamkniętych pomieszczeń. Ani nawet do samochodu, ale to musieli zrobić, aby dostać się do domku. Zapakowali swoje bagaże do auta i już chwilę później kierowca wiózł ich w góry.
Josh cały czas gapił się przez okno, obserwując okolicę i niemal nie docierało do niego, co działo się wokoło. Z radia w samochodzie płynęła jakaś muzyka, ale zupełnie ją ignorował. Był tak podekscytowany, że wręcz nie wiedział, jakim cudem siedział tak spokojnie na miejscu.
Mason patrzył na niego z niejakim politowaniem, ale i uśmiechem. Lubił widzieć zadowolenie na jego twarzy. Było rozkoszne i poprawiało mu humor. Nawet teraz, kiedy już miał dość tej całej podróży.
Kiedy dotarli pod domek, kierowca zabrał ich rzeczy, wnosząc do drewnianego budyneczku z dużą werandą i kwiecistą łąką, wychodzącą na piękny widok gór.
Josh nawet nie zapytał Masona o pozwolenie i gdy tylko wysiadł z samochodu, pobiegł w stronę łąki, by obejrzeć dom z każdej strony. Ten wielki, zalesiony obszar, a raczej jego przestrzeń, która wydawała mu się pozbawiona granic, wręcz go oszałamiała. Na twarzy czuł przyjemny powiew wiatru, a widok miał cudowny!
Zaczął się przedzierać przez wysoką trawę, wciągając mocno powietrze nosem.
Mason uśmiechnął się szeroko, patrząc na niego ciepło. Był taki radosny. Aż sam czuł się lepszym człowiekiem, że zrobił dobry uczynek.
— Tylko nie odbiegaj za daleko, aby cię jakiś niedźwiedź nie zaatakował i nie zjadł! Bo cię jeszcze z cielakiem jakimś pomyli! — krzyknął za nim ze śmiechem i razem z kierowcą wszedł do domku, aby się rozgościć. Jeszcze zapakowali lodówkę i umówili się na godzinę, o której ten będzie im przywoził posiłki na cały dzień.
Przez duże okna w obszernym salonie ubogaconym w kominek, niedźwiedzią skórę i wnętrzem utrzymanym w ciepłych, drewnianych kolorach widział, jak Josh chodzi po ogrodzie, ogląda wszystko i jak czasem pochyla się bliżej ziemi, by zwęszyć jakiś zapach.
Miał okazję na spokojnie obejrzeć parter. Kuchnia była wyposażona w potrzebne sprzęty, kawy nie brakowało, a schodki wiodące na piętro były dość szerokie. Z sufitu wisiała lampa przypominająca poskręcane, stare gałęzie. Wszystko klimatem pasowało do okolicy, chociaż nie było tu ubogo w sprzęt elektroniczny. Czyli wszystko wyglądało tak, jak mu powiedziano i nikt go nie oszukał, wynajmując mu dom. Ręczniki też powinny być, jak i ciepła woda. Nie planował się tu męczyć, a wypocząć z Joshem pod ręką.
Po wymianie jeszcze kilku ostatnich zdań z mężczyzną, który ich tu przywiózł, wyciągnął wiklinowy fotel na taras i usiadł na nim wygodnie, obserwując góry, las, łąkę i hasającego Josha. Chłopak trochę się już oddalił, ale wciąż było go widać. A przynajmniej do czasu… jak nie zniknął nagle w wysokiej trawie, chyba się w niej kładąc albo siadając.
Mason lekko się zaniepokoił.
— Josh! — krzyknął. Mówił mu, aby nie szalał za bardzo.
— Widziałem zająca! Chyba! — usłyszał odpowiedź, ale nie zobaczył chłopaka. Tylko trawa się mocniej poruszyła.
— Chyba na niego nie polujesz?! — Mason trochę się przestraszył i wyprostował się bardziej na swoim fotelu.
— Co…?! — Josh aż wychylił się z trawy, patrząc w jego kierunku. — Nie! Ale widziałem! Nie widziałem wcześniej! Chodź do mnie!
— Dzięki Bogu… — westchnął Mason i wstał. Nie chciało mu się, ale cóż… Podszedł w stronę Josha. — Powinienem zabrać cię na farmę i do zoo. Mógłbyś sobie pogłaskać zwierzątka.
— Tu jest lepiej, jest dziko — odpowiedział chłopak, uśmiechając się do niego… jakoś tak inaczej. Dawno nie śmiał się tak szczerze i radośnie. Widać było doskonale, jak inaczej się tu czuł, jak luźno i dobrze. Oczy mu się świeciły, a policzki miał całe zarumienione z podekscytowania. Aż mu w skroniach szumiało. Dopadł do Masona i złapał go za dłoń. — Jest… wow. Mason, serio. Dzięki, że mnie tu zabrałeś — wydusił, patrząc mu prosto w oczy.
Mason aż lekko się usztywnił, trochę porażony taką ekspresją chłopaka. Jego twarz promieniała emocjami, a nawet on miał wrażenie, że słyszy bicie jego serca. Chwilę więc musiał ponapawać się jego szczęśliwą twarzą, nim odpowiedział.
— Proszę. — Westchnął i pogłaskał go po włosach i twarzy.
Josh zbliżył się bardziej i przytulił się do niego całym ciałem. Wciągnął głęboko powietrze, chowając twarz w jego klatce piersiowej.
— Pachniesz jeszcze lepiej w tym miejscu — szepnął.
Mason objął chłopaka w pasie i cmoknął w bok głowy.
— Mały pochlebca. — Zaśmiał się, opierając w końcu brodę o głowę chłopaka. — Nie zmęcz się za bardzo do wieczora.
— A co robimy wieczorem? — zapytał chłopak, wciąż przyciśnięty twarzą do klatki piersiowej mężczyzny. Najchętniej w ogóle by się nie ruszał. Chciałby posiedzieć z Masonem w trawie. No, a jeśli ten by nie chciał, to chociaż sam połaził po okolicy, rozkoszując się tym, co ich otaczało.
— Pieprzymy się przy kominku — odparł prosto Mason i puścił go. — Idź pobiegać, będę na werandzie. Zrobię sobie kawy.
Josh pokiwał głową i odsunął się, ale zanim podążył dalej, w trawę, spojrzał na twarz Masona innym spojrzeniem niż chwilę temu.
— W ogóle… nie wiem nawet, kiedy to się stało, że… wiesz, że jest między nami tak okej. Tak źle zaczęliśmy, co nie? A teraz tak… — machnął ręką na okolicę — jest dobrze.
— Bo jesteś grzeczny — zbagatelizował Mason. — I nie masz durnych pomysłów, aby ukraść lodówkę i z nią na plecach przejść góry w poszukiwaniu wolności — prychnął i położył mu dłoń na policzku. Pocałował go krótko. — Nie znikaj mi tylko z oczu — dodał.
Josh odpowiedział mocnym pocałunkiem i wydyszał:
— Kocham cię! — Po czym odwrócił się i przeskakując większe krzaki, ruszył dalej na zwiedzanie okolicy.
Mason uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową, całkowicie rozbrojony taką ilością entuzjazmu.
Wrócił do domku, aby zrobić sobie kawę i już z nią poobserwować harce Josha w trawie.

*

Pogoda była wyborna, wiał lekki wiatr, więc nie było za bardzo gorąco, a i fotel, jaki wyciągnął sobie na ganek, był nawet wygodny. Usadowił się na nim razem ze stoliczkiem na kawę tuż obok i obserwował Josha.
Był jak szczeniak. Może powinien kupić jakiegoś psa, aby chłopak miał się z kim bawić, kiedy go nie będzie? Z drugiej strony wolałby, aby Josh sam zwierzaka nie wyprowadzał i… nie chcąc się przed sobą nawet przyznać, obawiał się, że byłby zazdrosny o psa. Ciężko też było powiedzieć, jak inne zwierzę zareagowałoby na chorego. Prowadzono badania na ten temat i nie raz słyszało się ostrzeżenia, by w razie możliwości nie doprowadzać do styczności chorych ze zwierzętami, bo to kończyło się katastrofalnie.
Josh zresztą sam był jak pies. Czasem znikał z oczu Masona, ale nie oddalał się za bardzo. Za to ewidentnie nie nudził się, mimo że otaczała go sama zieleń. I czas płynął, a chłopak nawet nie podbiegł do Masona, żeby zapytać o coś do jedzenia, jakby zapomniał, że od czasu dotarcia do Aspen nic nie jadł.
Właśnie ciekawsko skierował się do granicy lasu, zaglądając między drzewa i wchodząc dalej.
Mason, jako że nie miał nic innego do roboty poza gapieniem się na nieruchome góry i bardzo żywiołowego Josha, zauważył, że ten idzie gdzieś, gdzie mu nie pozwolił. Warknął pod nosem i przyłożył palce do ust, gwiżdżąc na niego.
— Gdzie?! — warknął głośno.
Josh zadarł głowę, słysząc gwizd i popatrzył w jego stronę.
— Tylko kawałek! Zaraz wrócę! — odkrzyknął.
Nie przejmował się tym, że słońce coraz bardziej zniżało się nad horyzontem. Nawet jeśli oddaliłby się bardziej, to potrafiłby zawrócić po swoich śladach albo zapachu.
Mason, widząc, jak chłopak truchtem znika między drzewami, poderwał się od razu z fotela.
— Josh! — wydarł się, a nie uzyskawszy od razu odpowiedzi, aż zawarczał pod nosem i rzucił kubkiem, który trzymał, o ziemię. — Skurwiel! — syknął, przeskakując rozbite kawałki glinianego naczynia i ruszając w stronę lasu. Zajebie tego gnojka za niesłuchanie!
Najpierw jednak musiał go znaleźć. Josh szybko zniknął między drzewami, więc jedyną nadzieją było dostrzeżenie jego czerwono-białej podkoszulki, która mogła rzucać się na tym tle.
W ciągu kilku sekund nastrój Masona przeistoczył się z miłego odprężenia do skrajnej wściekłości.
— Josh! — krzyknął jeszcze raz, idąc szybkim marszem w stronę lasu.
— O Jezu! Mason! — usłyszał okrzyk gdzieś spomiędzy drzew. Na pewno należał do Josha, ale ciężko było zrozumieć przesłanie.
Mężczyzna znowu zaklął pod nosem i ruszył w stronę, skąd słyszał głos swojego pupila. Przynajmniej tak mu się zdawało. Nie chciał być nabrany na głupie echo.
Zobaczył go pomiędzy drzewami, jak unosi się z ziemi… cały ubłocony. Wpadł najwyraźniej w jakąś większą kałużę pełną błota, która musiała się ostać po niedawnych opadach. Teraz chłopak miał całe ubłocone ręce, spodnie w większej części, nie wspominając już o bluzce.
Uniósł swoje zielone, duże oczy na mężczyznę.
— Wpadłem…
— Josh… — Mason warknął pod nosem, nie podchodząc do niego, mimo że miał szczerą ochotę go walnąć za niesłuchanie się. — Co to za błoto?! I czemu, do jasnej cholery, odchodzisz, jak ci zabroniłem?! — dodał, zwyczajnie wściekły.
— Bo… — Josh wciąż stał sztywno w miejscu, z butami wciąż zanurzonymi w błocie, nie wiedząc, jak się ruszyć, żeby jeszcze bardziej się nie ubrudzić. — Bo las, no…
— Nie ma żadnego „BO”! — Mason znowu na niego krzyknął. — Wyłaź z tego! Ale już! Jebię to, jutro wracamy, jak nie umiesz się, do cholery, zachować. I chuj mnie obchodzi, że nie chcesz. Do domu! — krzyknął, wskazując mu kierunek, skąd przyszedł. Były tu dzikie zwierzęta, ludzie z bronią patrolujący okolicę, czy jakiś dziki się pałęta, a ten spierdalał mu do lasu i jeszcze taplał się w błocie!
Powieki Josha momentalnie uniosły się wyżej i było widać jak na dłoni panikę w jego oczach.
— Nie, proszę, Mason, toż to tylko kilka kroków od granicy lasu! — jęknął, podchodząc do niego i impulsywnie łapiąc go brudnymi rękami za skraj koszuli. — Nie wracajmy, już nie będę się tu zbliżał, a ta kałuża sama się pojawiła!
Mason strzelił go w dłonie i odsunął się o krok.
— Jeszcze mnie, do cholery, brudzisz. Kazałem ci nie znikać mi z oczu, nie słuchasz się, to, do cholery, wracamy do domu. Ciebie tylko zamknąć! — warknął i wskazał mu znowu kierunek. — Już! Nie będę się powtarzać!
Josh momentalnie skulił się w sobie i spuścił wzrok. Czuł galopowanie serca w klatce piersiowej. Nie chciał stąd wyjeżdżać. Było tak cudownie… świeżo… Nie czuł w ogóle, że żyją w postapokaliptycznym świecie. A Mason chciał go zabrać z powrotem do tego brudnego Nowego Jorku. Poczuł, jak szklą mu się oczy.
Posłusznie zawrócił, aby wyjść z lasu.
— Mason, proszę… — jęknął po drodze, nie odwracając się do niego jednak, tylko grzecznie idąc dalej.
— Płaczesz, kiedy już nabroisz — syknął mężczyzna, idąc za nim. — Nie możesz, do cholery, się słuchać?
— To było tylko kilka kroków. Nie będę już odchodził. Mason, no… — Josh obejrzał się na niego szklistymi oczami, gdy już wyszli z lasu i wkroczyli na łąkę przed domkiem. — Nie wracajmy… Zrobię cokolwiek, tylko zostańmy — dodał desperacko.
Mężczyzna skrzywił się, widząc jego nieszczęśliwą minę. Odetchnął ciężko, ale nadal ze złością.
— Na razie to idź się umyć, bo się ujebałeś jak jakiś prawdziwy dziki polujący w lesie. Ale już. I bez „proszę, Mason” — syknął, przedrzeźniając chłopaka.
Josh zacisnął zęby i szybko odwrócił głowę. Oczywiście znowu musiał coś zjebać i teraz tylko modlił się o litość Masona.
Doszedł do domu i zdjął buty już na ganku, żeby nie brudzić domu. Po chwili zastanowienia to samo zrobił z koszulką i spodniami i już tylko w czarnych slipkach wszedł do środka.
— A gdzie jest łazienka…? — zapytał, oglądając się niepewnie na swojego pana.
— Tam. — Mason wskazał mu kierunek. — Drugie drzwi. I zabierz te rzeczy ze sobą do kosza na pranie — dodał, nadal stojąc za nim jak kat nad dobrą duszą.
Josh pokiwał głową i zabrał ubłocone ubrania. Nie patrzył nawet na Masona, kiedy przemykał obszerny salon. Rzucił tylko tęskne spojrzenie na kominek, na niedźwiedzią skórę i te wszystkie naturalne dodatki. Nawet nie zdążył wszystkiego obejrzeć, a Mason chciał go stąd zabrać…
Nie dodając już nic, zniknął szybko w łazience, żeby się umyć i może jakimś cudem przebłagać Masona do zostania.
Mężczyzna w tym czasie poszedł do kuchni, by napić się czegoś chłodnego z lodówki. Aż się w nim zagotowało. Czemu Josh zwyczajnie nie mógł się go słuchać? Albo chociaż poprosić, aby pójść do lasu? Nie, on go musiał ignorować i robić po swojemu.
Dość sporo czasu minęło, nim chłopak ponownie wyszedł z łazienki. Miał w biodrach przewieszony biały, miękki ręcznik. Włosy też najwyraźniej umył, bo były wilgotne i lepiły mu się do czoła.
Zbliżył się boso do Masona i przełknął ślinę.
— Gdzie są nasze bagaże? Poszedłbym po jakieś bokserki…
Mason zmierzył go chłodno wzrokiem. Był nadal zły, ale… sięgnął do jego ręcznika i pociągnął go w dół.
— Gdzieś. Niech cię to nie interesuje — odpowiedział zlewczo, oglądając sobie Josha bezczelnie.
Chłopak zacisnął pięści, cudem powstrzymując się, by nie zasłonić swojego penisa. Nie wstydził się nagości przy Masonie, ale krępował się, kiedy ten tak ostentacyjnie go oglądał. Szczególnie kolczyk, do którego doczepiony był medalik z wygrawerowanym nazwiskiem właściciela.
— To… zostajemy? — wydusił, unosząc na niego krótko spojrzenie i przemógł się, by zbliżyć się o krok oraz połasić policzkiem do jego klatki piersiowej.
Mason spojrzał na chłopaka bez przekonania w oczach.
— Skąd taki wniosek?
— Bo… Mason, no — jęknął Josh, wciskając twarz w jego tors. — A… jakbym ci ciągnął na przykład… — myślał intensywniej — po każdym posiłku? Albo… nabijał się na ciebie co rano przez tydzień? — Wiedział, że Mason uważał, że tylko w ten sposób pracuje na to, co dostaje. Już nie raz negował jego pomysły pomagania Eliotowi w pracy, Robertowi czy realizowania innych obowiązków domowych.
Spojrzenie mężczyzny wciąż było chłodne.
— A może na przykład byś mnie słuchał? — syknął. — Resztę tego co oferujesz — prychnął — mogę ci zwyczajnie kazać robić.
Josh lekko się zaczerwienił, ale pokiwał głową.
— Będę, przepraszam — wydusił.
— A potem i tak zrobisz swoje. Tak jak za każdym razem?
— To mnie, cholera, na smycz weź! — jęknął Josh desperacko, unosząc na niego wzrok. — Nie możemy teraz wyjechać, jak dopiero przyjechaliśmy i jesteśmy sami! Razem! — dodał głośniej, już wiedząc, że poza emocjami, które wywoływała w nim wizja wyjazdu, dodatkowo pobudzał go wirus. Pod wieczór zawsze brał lekarstwo, a jeszcze nie zdążył tego zrobić. Dlatego też w takich momentach był bardziej impulsywny. — Mason, nie wściekaj się, przecież to było tylko kilka kroków od granicy! — jęknął, ściskając mocno przód jego koszuli i patrząc mu żywo w oczy.
Mężczyzna wywrócił oczami i odetchnął ciężej.
— Nie pojedziemy. Bylebyś znowu nie robił ze mnie debila i nie nadużywał mojej cierpliwości. I… — Oblizał się. Jak zawsze to, co Josh mówił przypadkiem, bardziej go podniecało, niż kiedy się serio starał. — Wezmę cię jeszcze na tę smycz faktycznie.
Chłopak zastygł i wpatrzył się w niego, na moment zapominając języka w gębie. Ostatnie słowa Masona pobrzmiały w jego głowie, ale te pierwsze sprawiły, że straszny ciężar opadł mu z serca. Odetchnął bardzo głęboko i oparł czoło o tors swojego pana.
— Okej… — Przełknął ślinę. — Będę posłuszny. I dzięki — dodał, przytulając do niego twarz. Ale tylko ją, by nie zetknąć się przypadkiem penisem. Wraz z rozgrzaniem i impulsywnością przez dłuższy brak lekarstwa dochodziła chuć, więc wolał się nie ocierać.
Mason mruknął coś pod nosem i objął go w talii. Lubił czuć pod palcami jego nagą skórę.
— Pamiętaj, że drugiego ostrzeżenia nie będzie. A teraz idź na górę do sypialni. W mojej walizce są leki dla ciebie. Nie ubieraj się i jak będziesz wracać, to przynieść chrupki z kuchni. Będę w salonie, rozpalę kominek.
Josh posłusznie pokiwał głową i pocałował go szybko w seksownie zarośniętą szczękę, nim wysunął się z jego objęć i dosłownie pobiegł w kierunku drzwi, aż jego penis wraz z medalikiem zachybotał żywo na boki.
Mason jeszcze obejrzał się za nim i poszedł do salonu, aby rozpalić ten kominek. Josh był niemożliwy…
W domu od razu zrobiło się cieplej, gdy tylko płomienie osiągnęły większe rozmiary. Wyrobił się akurat w momencie, kiedy usłyszał kroki swojego pupila na schodach. Za oknem zrobiło się już prawie całkowicie ciemno i poza strzelaniem ognia słychać było jakieś ptactwo z lasu.
Josh wyglądał na spokojniejszego, kiedy wszedł do salonu po czystym, ciepłym parkiecie. Uśmiechnął się lekko do Masona i podszedł bliżej, by zajrzeć z ciekawością do ogniska.
— Wow, ale grzeje — rzucił, gdy stanął dość blisko i poczuł na skórze ciepło.
— Tylko se tam niczego nie sfajcz — rzucił Mason, który siedział już na kanapie i teraz zamiast ognia oglądał Josha. — Masz?
Chłopak najpierw obejrzał się na niego pytająco, po czym dopiero zaskoczył.
— Chrupki! — Zapomniał o nich, więc teraz, nie czekając, aż mężczyzna go popędzi, wyszedł szybko do kuchni. Przeszukał kilka szafek, które, podobnie jak reszta domu, utrzymane były w naturalnej tonacji. Kiedy tylko znalazł chrupki, wyszedł z kuchni i już od progu salonu uśmiechnął się do Masona. — Mam — powiedział, jakby nie było widać i zwalił się ciężko na kanapę obok niego. Podał mu opakowanie.
— A miska? — Mason rzucił mu zblazowane spojrzenie.
— Miska? Nie zjemy prosto z opakowania? — Josh popatrzył na chrupki.
Mason spojrzał na chłopaka i w końcu złapał go za bok twarzy. Przyciągnął do siebie i ugryzł w płatek ucha.
— Miska.
Josh pisnął krótko, ale szybko poderwał się z kanapy. Nie miał zamiaru dopuścić do tego, żeby mężczyzna znowu rozważał powrót do domu. Dlatego też przeszukał niemal niecierpliwie szafki, nie chcąc mu kazać za długo czekać i wreszcie znalazł jakąś glinianą miskę.
— Mam! — dodał znowu, uśmiechając się do Masona, jakby co najmniej dokonał odkrycia nieznanego dotąd pierwiastka.
Mason, widząc jego miną, poklepał kanapę obok siebie.
— No, brawo, dzielny Josh. No chodź z tą miseczką, pochwal się, co znalazłeś.
— Same jakieś szklanki były, ale jest gliniana — odpowiedział chłopak, siadając obok niego i podkulając jedną nogę. Tę od strony mężczyzny, czym niby dyskretnie zasłonił swoje krocze. Podał Masonowi naczynie, zadowolony z pochwały.
Mężczyzna prychnął pod nosem. Josh był uroczo naiwny. Nie był nawet pewny, jakby musiał brzmieć, aby ten wyłapał ironię. Postawił więc tylko miskę na kolanach i przesypał do niej chrupki.
— Częstuj się. Dałeś sobie leki?
— Taa — odparł chłopak, sięgając po przekąskę. — W ogóle, kurwa, Robert nie ma aż tak bardzo jak ja. Wiesz, nawet pod wieczór, jak nie bierze prochów, to się nawet normalnie zachowuje. Anna też — rzucił, patrząc to na Masona, to do miski, gdy jadł chrupki. — Pojebane, co? Nawet nie wiem, od czego to zależy.
— Pewnie od charakterku albo później zacząłeś brać leki — odparł Mason, także pojadając z lekkim znużeniem. Było na razie miło.
— To chyba to drugie. Ledwo pamiętam, jak mnie do siebie zabrałeś. Prawie dzikiego, nie bałeś się?
— A myślisz, że czemu byłeś w zamknięciu na początku? Wybiłeś raz okno na strychu i chciałeś nim wyleźć… Na szczęście nie zjebałeś się z dachu — burknął Mason, patrząc bardziej w stronę kominka niż chłopaka.
Josh przełknął ślinę, na moment aż zatrzymując się z chrupką w drodze do ust.
— Nie było jeszcze wtedy dokładnie wiadomo, ile czasu trwa do całkowitego zdziczenia… Nie przeszło ci przez głowę, że… no, że już za późno i trzymasz dzikiego na strychu?
— Raz czy dwa… no, może więcej — Mason nie był za bardzo wylewny. — Ale tak jak twój księżulek. Też cię trzymał takiego, ale w piwnicy.
Chłopak drgnął na wspomnienie tamtego czasu. Był ojcu Frankowi wdzięczny za to, że go u siebie trzymał. Dzięki temu mógł później trafić w ręce Masona, który, co by nie mówić, uratował mu życie.
Wsadził do ust chrupkę i przylgnął bokiem do swojego pana.
— Ale nasz pierwszy raz już pamiętam…
— Tyle dobrze. Po części — odparł Mason, jedząc ze spokojem i jakoś nie bardzo chcąc wspominać ich początki. A raczej dzikość Josha.
Ten musiał się zgodzić z tym „po części”. Pamiętał, że go bolało. Rozdziewiczanie bez użycia poślizgu nie było przyjemne. Na szczęście teraz seks dawał mu tylko przyjemność. A jeżeli towarzyszył jej ból, to był tylko z rodzaju tych… perwersyjnie przyjemnych.
— Ale teraz się dobrze, nie? I zabrałeś mnie w góry — dodał Josh z naciskiem, znowu łasząc się do niego policzkiem z uśmiechem.
Mason uśmiechnął się pod nosem i pogładził go po włosach.
— Tak. Kiedy mnie słuchasz — podkreślił to — jesteś słodki. Mam nadzieję, że teraz też uważasz, że było warto wylądować u mnie na strychu.
— Inaczej bym nie przeżył i nie miał takiego zajebistego i seksownego face… pana — sprostował Josh, wyciągając głowę do jego dłoni i wrzucając do ust na raz trzy chrupki.
Mason znowu uśmiechnął się pod nosem z lekkim rozbawieniem. Cmoknął go w policzek.
— Nie zapędzaj się. Już dość mi wchodzisz na głowę, więcej nie wolno.
Josh oblizał usta, na których czuł resztki chrupek i pokiwał głową.
— W ogóle… wiesz, że na nagiej skórze lepiej czuć to ciepło z kominka? Rozbierz się też, hm? — zaproponował, zerkając na niego. Chciał oczywiście nie być jedynym nagim, ale też chciał zobaczyć ciało Masona. Według niego było idealne i cieszył się, że jego pan się nie depilował. Był taki… męski. A wymówka w postaci kominka wydawała mu się całkiem trafna.
Mason chwilę nie odpowiadał, po czym odstawił trochę na bok miskę i sięgnął bez pardonu między nogi chłopaka.
— Hmm, tu ci ciepło?
Josh opuścił podkuloną nogę i momentalnie zacisnął uda. Sięgnął przy tym do dłoni Masona i westchnął głębiej, nabierając rumieńców.
— Też…
— To co ściskasz nogi? I, Josh, zabierz dłoń, chyba że chcesz mi pokazać, gdzie jeszcze jest ci ciepło. — Mason rzucił chłopakowi dość srogie spojrzenie swoich ciemnych oczu.
Jego pupil od razu cofnął dłonie i położył na kanapie, wbijając spojrzenie w swoje krocze objęte ręką Masona.
— Taka ciepła jest… — wydyszał i nie wiedząc, czy może, delikatnie ruszył biodrami.
— A mówiłeś, że od kominka ci ciepło — Mason drażnił się z nim. — To jak od niego jest ci tak ciepło, to powinieneś rozsunąć nogi.
Josh wyraźnie wahał się przez moment, ale rzuciwszy krótkie spojrzenie twarzy swojego pana, lekko rozłożył nogi. Wiedział, że ten lubił, jak był wyuzdany, więc po krótkiej chwili rozłożył je jeszcze szerzej. Tak, że jeśli ktoś kucałby przed kanapą, widziałby jego maleńką dziurkę. Za to twarz chłopaka już była czerwona jak ogień.
Mason zmierzył swojego pupila spojrzeniem.
— I co? Grzeje ci się tam też? — spytał, łapiąc go pod jądrami i podciągając je w górę.
— Mhm — odmruknął chłopak, zaciskając kompulsywnie swoją szparkę. Zerknął przy tym na Masona, chcąc pochwały za swoją pozycję. — Dobrze?
— Dobrze. — Mason pocałował go w policzek. — Marzyłeś o tym, co? Aby tu być, aby pogrzać swoją dupcię od ognia, hmm? Abym cię potem wziął.
Josh od razu pokiwał głową na potwierdzenie, patrząc na niego większymi oczami.
— Tak! Jesteśmy tu sami, nikt w ogóle nie może przeszkodzić ani zobaczyć i do tego tak cicho, nie słychać strzelania i samochodów… I jest gorąco — dodał ciszej, znowu wypinając bardziej biodra do jego dłoni. — I chcę twojego chuja i w ogóle…
— I jesteś grzecznym chłopcem, hm? Nie wykręcisz mi znowu takiego numeru jak dziś? — spytał Mason, znowu wracając do tematu. Sięgnął przy tym za medalik. — Bo cię za niego przypnę.
Chłopak zastygł zupełnie. Zawsze się obawiał naciągnięcia.
— Nie wykręcę, obiecuję. Nie oddalę się w ogóle, żebyś mnie cały czas widział — odpowiedział szybko, wbijając swoje zielone ślepia w palce trzymające medalik. Nie chciał być za niego przypięty…
— No — Mason potwierdził jeszcze i skinął głową. Puścił też medalik. — Nie chcę, aby coś cię zeżarło.
Josh przypomniał sobie, jak Mason coś wspominał o niedźwiedziach i pumach i skrzywił się lekko.
— Ja też nie… A masz broń, jakby co…?
— Tak, ale nie noszę jej cały czas przy sobie, więc masz uważać. Bo… — liznął jego ucho — tylko ja mogę cię zjeść.
— Tobie bym się nawet podłożył — odpowiedział cicho Josh, który na to liźnięcie poczuł od razu mocne drgnięcie w kroczu.
Mason uśmiechnął się pod nosem, przychylając się bardziej do Josha i gryząc go w ucho.
— Aż tak? Taka z ciebie poddańcza ofiara? — zamruczał nisko, skubiąc ucho chłopaka. Tak, że to było po krótkim czasie czerwone.
— Ofiara od razu… — Josh mruknął z protestem, rzucając Masonowi spojrzenie z wyrzutem, mimo że gołym okiem widać było, że teraz najchętniej klęknąłby na skórze pod kominkiem i wypiął do niego.
Mason prychnął pod nosem z rozbawieniem. Wiedział, czego brakowało w tej chwili chłopakowi, ale uwielbiał się z nim drażnić.
— A co innego? Jak tak już cię tu mrowi? — drążył, a jego palce przesunęły się jeszcze niżej, bardziej pomiędzy pośladki Josha.
Ten cały podrygnął i spalił się na policzkach jak dojrzały pomidor.
— Nie wiem… Nie ofiara… Wiesz… może… Bo ofiarę trzeba upolować, a ja bym ci się chętnie oddał — wymamrotał, zerkając w dół, między swoje nogi niemalże z zaciekawieniem. — No… — zerknął szybko i niepewnie na Masona — chyba że byś chciał, żebym spróbował uciec… byś mógł mnie złapać.
— Miałbym za tobą gonić? — Mason w specyficzny sposób zwęził oczy, przyglądając się Joshowi. Zastanawiał się. — Byś taki nagi przede mną uciekał, aż bym cię złapał i… — zawiesił głos, a paznokciami przesunął po wnętrzu uda swojego pupila.
— O kurwa — wymknęło się Joshowi, który nabierał rumieńców nie tylko na twarzy, ale i na klatce piersiowej. — I… i byś mnie tak dziko… ja… jak zwierzynę mógł wziąć.
Mason zaburczał potakująco pod nosem, przesuwając nim po szyi Josha.
— Tak, że byś od tego padł.
— Skojarzyło mi się z takim porno… gdzie facet złapał takiego dzikiego chłopaka, wyruchał w lesie i potem przywiązał na łańcuchu w swojej osadzie… i go tam przychodzili dymać… — Josh mówił szybko, z przerwami na głębszy oddech. I nawet poruszył biodrami, niby przypadkiem bardziej napierając na jego dłoń.
Mason i tak to poczuł. Znowu pogładził dłonią jego penisa, jądra i delikatne ciało między nogami.
— A mówiłeś, że nie chcesz, abym cię przypinał.
— Bo nie chcę! Tylko mi się przypomniało — wydyszał Josh i nie mogąc się opanować, sięgnął między nogi, łapiąc jego dłoń, po czym spróbował nakierować jego palec na swoją dziurkę. I tylko dlatego Mason go nie okrzyczał. Jeśli chciał już być tak wyruchany, jak chętna suczka, to mógł mu wybaczyć takie zachowanie.
— Jesteś pewien? A mi się wydaje, że jednak chcesz być przywiązany. Gdzieś tu, w salonie, hm? Abyś sobie mógł poleżeć na miękkim miśku i wystawiać dupę na każde moje skinienie, hm?
— Ale… byś tu był cały czas? — upewnił się Josh, bo obawiał się, że jakby się coś stało… jakby ktoś na przykład przyjechał z jedzeniem albo jakiś wędrowiec by tu zabłądził… albo zwyczajnie zachciałoby mu się siku, to sam nic by z tym nie mógł zrobić.
— Nie. W tym cała zabawa — Mason rozwiał jego nadzieje i znowu ugryzł w ucho, jednocześnie naciskając na jego dziurkę. — To co? Uciekasz?
Josh przełknął ślinę, już czując bardzo mocne uderzenie adrenaliny. Nawet nie spodziewałby się, że tak strasznie go to podnieci. Taka… pierwotna walka.
Odetchnął, już pewien, że będzie biegł ze wzwodem. Zerknął jeszcze na Masona i na razie bardzo powoli cofnął się na drugi koniec kanapy, a potem zaczął się unosić.
Mason tylko na niego patrzył. Tak, jakby chciał go zjeść, ale… na razie tylko patrzył. Dawał mu fory.
— Ale nie wychodź z domu. Na kamieniach na dworze może ci się… — zerknął na krocze chłopaka — coś porysować.
Josh tylko oblizał usta, rzucając szybkie spojrzenie na drzwi. Liczył, że boso uda mu się szybko i zwinnie umknąć Masonowi, nie robiąc przy tym hałasu. Jeszcze raz zacisnął pośladki, po czym błyskawicznie wybiegł z salonu i z szybko bijącym sercem pobiegł schodami na piętro.
Dom był naprawę duży, bo musiał też być przystosowany do większej liczby gości. A Josh się czuł trochę jak podczas tamtej ucieczki dzikim, gdy napuszczał ich na Tuckera. Teraz jednak nie bał się o swoje życie.
Mason oblizał się, widząc uciekający mu, spięty tyłeczek Josha. Chłopak był rozkoszny w niektórych momentach.
Leniwie wstał z kanapy, przeciągnął się i ruszył w głąb domu, aby go znaleźć.
Gdy wyszedł do przedpokoju, jeszcze usłyszał z góry jego szybkie kroki, ale te, nim stanął na pierwszym stopniu, już ucichły. Josh też nie zapalił światła na górze. Było więc ciemno i cicho jak makiem zasiał. Cóż, chłopak niewątpliwie dobrze widział w ciemności, nie mówiąc już o tym, że musiał też lepiej słyszeć i węszyć. Miał więc przewagę nad Masonem, ale przecież to on był ofiarą. I obaj wiedzieli, jak to się skończy.
Mężczyzna ruszył schodami na górę. Starał się być cicho, ale Josh najpewniej słyszał każdy jego krok. Zapowiadało się więc przeszukanie każdego kąta.
Przeszedł go przyjemny dreszcz na myśl, że chłopak jest gdzieś wciśnięty. Taki nagi i podniecony. Najpewniej ze sztywno stojącym penisem ozdobionym medalikiem, który jasno mówił, do kogo należy.
Kiedy znalazł się na piętrze, miał dwie drogi. Korytarz był długi, a przy nim znajdowało się kilka par drzwi. Trzy sypialnie, jedna duża łazienka i większa garderoba. Było jeszcze wyjście na strych, ale Mason zauważył, że klapa nie była otwarta, a na pewno by ją słyszał, gdyby Josh wybrał tamto wejście.
Postanowił zacząć od sprawdzenia sypialni.
— Cip, cip, Josh. Gdzie się chowasz, mała myszko cholerna? — nucił pod nosem, sprawdzając każdy kąt. Miał przy tym coraz większy ubaw.
Odpowiedziała mu cisza, kiedy wszedł do pierwszej sypialni. Zasłony były rozchylone, więc nieco blasku zachodzącego słońca wpadało do środka. Pomieszczenie z pozoru wydawało się puste. Było jednak dość duże, więc kiedy Mason wszedł głębiej, by upewnić się, czy rzeczywiście nie ma tu jego pupila, usłyszał nagle ruch za plecami. Gdy się obejrzał, dojrzał Josha wybiegającego szybko zza regału, wypadającego na korytarz i ostatnim było trzaśnięcie drzwiami, co miało go najpewniej opóźnić. Szybkie kroki Josha usłyszał jeszcze przez ścianę, gdy biegł dalej korytarzem, a na pewno nie schodami w dół. No i przez ten ułamek sekundy był pewien, że ujrzał jego mocne rumieńce i znaczną erekcję.
Mason, już nie patyczkując się w ponowne śledzenie chłopaka, wypadł za nim z pokoju. Zrobił to na tyle szybko, że zdążył zauważyć tyłeczek Josha znikający w ostatniej z sypialni. Od razu tam pobiegł i otworzył drzwi z trzaśnięciem. Musiał się spieszyć, jeśli chciał złapać swoją zwierzynę, nim ta znowu mu się schowa.
Kiedy tylko wpadł do obszernego pokoju, ujrzał Josha, który już chciał wbiec na balkonik. Jednak widząc, że został przyłapany, obejrzał się i wycofał na drugi koniec pokoju.
Poza wysokim łóżkiem była tu krótka kanapa i stolik. Stanął więc za kanapą, bo była jedyną rzeczą, która dzieliła go od Masona i która mogła mu jeszcze jakoś pomóc go zwieść i umknąć. Wpatrywał się przy tym gorączkowo w swojego pana, a teraz raczej łowcę, dysząc ciężko. Jego sztywny penis kołysał się, a wręcz był wilgotny na czubku.
Mason zawarczał, patrząc na Josha z wyzwaniem i tym groźnym błyskiem w ciemnych oczach.
— Nie uciekniesz! — zasyczał, także podniecony tą sytuacją. Taka gonitwa go nakręcała. A i fakt, że będzie mógł przywiązać Josha w salonie i jeszcze potem sobie wziąć ponownie, dodatkowo dodawał mu ochoty do pogoni.
Zbliżył się w stronę chłopaka, aby go pochwycić. Ten od razu drgnął na całym ciele, niemalże przestając oddychać i ugiął lekko kolana, chcąc wybadać, od której strony kanapy Mason nadejdzie.
— Ucieknę! — sapnął, oblizując usta, cały rozgorączkowany. Boże, aż mu szparka pulsowała! — Nie dam się złapać i wydymać, bo też jestem samcem!
— Tak? — Mason zaśmiał się, taksując go spojrzeniem. — Takim, co najchętniej dałby się przerżnąć jak sukę? Aż drżysz na myśl, że wsadzę ci chuja w tę rozgrzaną dziurę — zamruczał nisko, prowokując chłopaka i dekoncentrując przy okazji.
Ten, co chwilę drgał, nie wiedząc, czy już biec, czy Mason tylko blefuje. To tylko sprawiało, że krew krążyła w jego żyłach szybciej. Naprawdę miał ochotę zrobić ze swoim ciałem cokolwiek, bo żądza wręcz go zaślepiała.
— Nieprawda! — zaprzeczył oczywistemu. — Nie uda ci się! — dodał na wydechu, po czym szybko rzucił się w pierwszą lepszą stronę, mając nadzieję umknąć obok Masona i wybiec z sypialni.
Mason z racji, że nie przesuwał się ani w jedną, ani drugą stronę, miał teraz łatwiejsze zadanie. Na to czekał. Aż chłopak pęknie i się wyrwie.
Od razu wyskoczył za nim. Udało mu się złapać go za łokieć, zachwiać, ale nie przewrócić. Dokonał tego dopiero podcięciem mu nóg.
Josh upadł na czysty parkiet i sapnął głośno. Penis mocniej mu drgnął, gdy tylko poczuł silną dłoń Masona. Nie miał jednak zamiaru dać za wygraną i zaczął mu się wyrywać, nagi i rozpalony.
Mason od razu klęknął nad nim, przytrzymując go zarówno udami, jak i tyłkiem. Rękoma też chwycił go za włosy i przycisnął mu głowę do parkietu. Drugą próbował unieruchomić mu dłonie.
— Jak piskorz. Taka mała, wijąca się larwa. I tak cię zjem. Już mi nie uciekniesz.
Josh pod nim dyszał ciężko, czując, że penisa ma boleśnie przyciśniętego do podłogi, a przez całe ciało przebiegają mu dreszcze. Wręcz marzył już, by Mason go wyruchał. By mu wsadził i przesuwał w jego tyłku swoim kutasem.
— Ja pieprzę… Mason…! — wydyszał, łapiąc głębokie oddechy i wierzgnął pod nim znowu.
Mężczyzna warknął i pochylił się nad jego głową. Ugryzł go boleśnie w kark.
— Moja mała kurwa — zasyczał i stopami rozchylił jego uda na boki. — Wiesz, jak ci dziurę widać teraz?
Josh zaczerwienił się jak burak i odwrócił twarz do podłogi ze wstydu.
— Jest półmrok… nie widzisz dobrze… — wymruczał, jakoś tak odruchowo ściskając swój zwieracz. A i tak przez te niegrzeczne teksty Masona było mu tylko cieplej.
Mason fuknął.
— Tak… Nie widzę. Bo schowałeś się tu jak mały szczur. Będę musiał cię stąd więc wywlec, aby widzieć swoją ofiarę — zamruczał i uniósł się z chłopaka, nie puszczając jego włosów. Za nie też pociągnął go w górę. A raczej na wysokość bioder, bo wyprostować też mu nie pozwolił.
Josh zacisnął mocno uda i spojrzał na niego w górę, na ile mógł. Skrzywił się na uścisk na włosach, ale nie wyrywał się, by mocniej nie bolało. W duchu aż cały się trząsł z ciężkiego do ogarnięcia podniecenia. Jak go taki władczy Mason kręcił…!
— To obsceniczne! — jęknął z protestem, równie podniecony jak i zażenowany wizją takiego oglądania jego napraszającego się dominacji ciała.
Mason prychnął pod nosem i wywlekł go z pokoju na korytarz. Tam już było jaśniej. Pchnął go na podłogę tak, że Josh był twarzą tuż przy barierkach i mógł zarówno się ich trzymać, jak i spoglądać w dół.
Mason rozepchnął nogą jego uda, a stopą dotknął jego jąder. Zobaczył, jak Josh cały podrygnął i bardziej przylgnął do barierki, niemal się w nią wczepiając.
— Ju… już bym się chciał spuścić… — wystękał i chyba nawet nieświadomie wypiął się bardziej do swojego pana, by pomasował go, mocniej dotknął, cokolwiek.
— Nie możesz — odparł Mason, naciskając jedną ręką na jego kręgosłup, a drugą kładąc na jego tyłku. Nacisnął kciukiem na dziurkę, klęcząc tuż przy Joshu i nawet jednym kolanem przyciskając mu nogę do ziemi.
Chłopak czuł się zupełnie zdominowany i tak strasznie go to kręciło. Do tego teraz szparka zacisnęła się kompulsywnie i znowu otworzyła. Była cała gorąca i wręcz nie mogła się doczekać, aż coś ją rozepcha.
— Ale Mason… mnie to tak rozpala, gdy tak robisz… — Josh wystękał wręcz błagalnie, zaćmiony pożądaniem.
— Tak robię? Czyli jak? — mężczyzna podjudzał go, naciskając na mięśnie i rozwierając je pociągnięciem w dół. Pochylił się, aby sobie popatrzeć. Splunął na rowek.
Josh jęknął z zażenowania na takie traktowanie i przesunął chaotycznie dłońmi po posadzce.
— Tak… tak, jakbyś mógł wszystko… Taki pewny i męski… — wystękał, kręcąc biodrami, na ile mógł.
Mason uśmiechnął się pod nosem.
— To chwyć się za te barierki, bo inaczej cię wypchnę na dół — zawarczał nisko, mocno podniecony. Zabrał palec z jego jeszcze nie do końca rozluźnionej dziurki i rozpiął spodnie.
Josh, już nie walcząc z nim, ulegle wykonał polecenie, chwytając się barierki. Palce zacisnął na niej mocno, cały czekając w napięciu na dalszy krok swojego pana. Już chciał! I znowu otarł się o podłogę, nie mogąc tak w spokoju, grzecznie czekać. Chciał więcej.
Za to dostał mocnego klapsa w pośladek. Aż dłoń jego pana odznaczyła się na czerwono na skórze.
— Jak się spuścisz przed czasem, to przywiążę cię przed domem — zagroził Mason i klęknął za nim. Podciągnął mu biodra w górę, głowę przytrzymując mu przy podłodze. Otarł się sztywnym penisem o jego tyłek.
Josh zaskamlał, wręcz wmawiając sobie, by być posłusznym, by nie prowokować Masona, by zasłużyć sobie na jego łaskę i aprobatę. Nie chciał być przywiązany przed domem, bo tam było jeszcze większe prawdopodobieństwo, że ktoś by go zobaczył. Starał się więc w jakiś sposób hamować podniecenie, chociaż było ciężko.
— Mm… mhm… spróbuję się nie spuścić — obiecał.
Mason zamruczał z aprobatą i naparł na jego dziurkę. Splunął na nią jeszcze raz, tak ledwo co tylko ją nawilżając. Podrapał przy tym uda i żebra Josha, samemu strasznie nakręcony tą pogonią. Teraz ten słodziak był jego. Cały jego i na jego łasce.
Zaburczał z podniecenia.
Josh za to niemal zapiszczał, wyginając kręgosłup na te ostre pieszczoty. Czuł do tego ten specyficzny niepokój i lekki strach przed bólem, który mógł spowodować taki seks i taka znikoma ilość nawilżenia. Choć wiedział, że jego ciało właśnie to lubiło. Gdy Mason obchodził się z nim tak, że potrafił niemal błyskawicznie wprawić go w stan rozkoszy.
— Proszę… już, Mason… Już… — wymruczał błagalnie.
— O co…? Co chcesz? Żebym cię zerżnął tu jak zwierzę? — Mason zaburczał, napierając i cofając się znowu. Rozciągał go i przygotowywał na więcej, za każdym razem wsuwając się coraz bardziej. Krew aż mu szumiała w uszach.
Josh zawstydził się nieco, ale pokiwał gorączkowo głową.
— Ta… tak… Przecież złapałeś swoją ofiarę… Więc zrób z niej swoją sukę. Proszę — wyskamlał, samemu wypinając tyłek, by nabić się bardziej na kutasa swojego pana.
Mason stęknął i zasyczał między zębami. Och, tak. To go kręciło. Zrobiło mu się goręcej, a przez ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
— Mała sucz. Zaraz twoja dziura będzie płakać o litość, a ty o więcej! — zawarczał mocno nakręcony i pchnął biodrami w przód, wciskając się w ciasny tyłek swojego pupila.
Od razu rozległ się krótki okrzyk Josha, który zacisnął palce niemal do białości na barierce, a jego ciało spięło się całe. Pośladki wyraźnie się zatrzęsły, a wnętrze zaczęło kompulsywnie i bez udziału woli chłopaka zaciskać się na penisie, który tak je rozepchał.
Mason jeszcze klepnął otwartą dłonią pośladek i udo Josha i nie dając mu czasu na złapanie oddechu, zaczął się poruszać w cudownie ciasnym i gorącym wnętrzu.
Josh popiskiwał zwierzęco, skamlał i zaciskał zęby, starając się hamować w jakiś sposób prądy przechodzące mu po ciele wraz z każdym pchnięciem mężczyzny. Nie był pewien, jak długo powstrzyma się przed spustem, ale starał się.
— Bo… boli… — wydusił w pewnym momencie, przylepiając policzek do posadzki.
Mason ściągnął brwi z niepokojem i trochę złością. Najpierw chciał, a potem marudził. Sięgnął pod chłopaka, aby sprawdzić stan jego penisa. Czubek był wilgotny, a cały członek sztywny, jakby miał w każdej chwili wystrzelić. Do tego Josh miał ściągnięte brwi, był cały rumiany i dyszał ciężko przez rozchylone usta.
— Mały, popierdolony masochista — Mason wydyszał i ścisnął jego penisa dość mocno. Przy okazji pociągnął go w dół, jednocześnie trzymając jego biodra w górze i pieprząc go dalej w równym tempie.
Josh tylko zaskamlał, wręcz z trudem utrzymując stan świadomości i hamując się przed orgazmem. Dłoń Masona trochę w tym pomogła, ale i tak cały się trząsł od kolejnych spazmów, nadstawiając mu się. Było mu tak dobrze w dupie! Tak… tak ostro i gorąco!
Mason nie żałował sobie na nim. Brał go tak, jak lubił. I jak już nauczył ciało Josha, aby też tak lubiło. W cichym domu głośniej było słychać jego niskie stęknięcia, plaskanie i ciężki oddech.
Po kilku kolejnych minutach te odgłosy przerwało pytanie Josha, wręcz wyskamlane:
— Mogę? Nie wytrzymam już… Mogę, prawda?
— Nie. Spuścisz się… to… przywiążę cię… za chuja na… tarasie! — Mason wydyszał i mocniej pchnął biodrami, obijając się jądrami o tyłek Josha. Już był blisko spełnienia. Ale jeszcze trochę.
Chłopak zapiszczał płaczliwie, zaciskając mocno palce i powieki. Starał się z całych sił nad sobą panować. Zagryzł nawet boleśnie zęby na wardze, czując w ustach posmak krwi, ale w końcu nie wytrzymał i nagle podrygnął, strzelając na posadzkę.
Mason zawarczał, czując spazmatyczne ściskanie na własnym penisie oraz wilgoć na dłoni.
— Ty… mały… uu… — Ugryzł chłopaka w kark. Pochylił się nad nim bardziej, obejmując go w talii i wbijając się w niego już bez żadnej litości.
Chłopak już ledwo przyswajał, co się działo z jego ciałem. Było absolutnie wymęczone, a równocześnie spełnione. Było mu boleśnie dobrze, tym bardziej, kiedy poczuł wilgoć w swoim wnętrzu i te zaborcze ramiona. Dał swojemu panu rozkosz. Był szczęśliwy.
Mason jeszcze popodgryzał jego skórę, na pewno zostawiając na niej ślady. Czerwone i pewnie piekące. Ale Josh poczuje to dopiero, kiedy się uspokoi. Teraz natomiast spostrzegł, że jego pan się z niego wysuwa i łapie jego pośladki w palce. Rozchyla je, oglądając wymęczoną dziurkę. Była mocno zaczerwieniona, lekko otwarta i wilgotna. Do tego na pośladku chłopaka widać było czerwony ślad po dwukrotnym uderzeniu.
Jego kolana niemal rozjechały się na podłodze, a kiedy Josh obejrzał się i ujrzał, co Mason robi, stęknął i sięgnął słabo dłonią w kierunku swoich tyłów.
— Mason… zostaw, to krępujące — poprosił, wciąż rozkojarzony i wymęczony.
Mężczyzna posłał mu tylko chłodne, prawie że ostre spojrzenie i pstryknął go w delikatne, czerwone ciało zwieracza.
— Spuściłeś się! — syknął.
Josh podrygnął, gdy zapiekł go otworek i spojrzał na swojego pana przepraszająco.
— Ale nie na długo przed tym, jak ty skończyłeś. Już nie mogłem… Przepraszam — wyskamlał i znowu kolano mu podjechało.
— Nie pozwoliłem ci! — Mason znowu go pstryknął w dziurkę. I jeszcze raz. Aby bardziej go piekła. — Następnym razem zwiążę ci tego penisa. I jajka, aż będą sine — zagroził, mimo że aż do tego nie zamierzał się posuwać.
Chłopak cały zadrżał z trwogi i równocześnie sięgnął na ślepo do swojej dupci, by zakryć dłonią dziurkę. Nie dość, że była lekko obtarta i rozciągnięta, to przez te pstryczki jeszcze piekła. Był pewien, że jutro wciąż będzie czuł skutki tego dymania.
Nie odpowiedział nic, tylko zamruczał prosząco, by zaniechał tych planów i udało mu się wreszcie sięgnąć do szparki. Mason fuknął i nie pozwolił mu dotknąć się pomiędzy pośladkami.
— Josh, zostaw. Nie wolno — skarcił go jak psa i już zamiast kolejnego pstryczka pomasował dziurkę kciukiem wokół. Potem wsunął go do środka, rozciągając mięśnie. Przyjrzał się, po czym zabrał dłoń i wstał. — Chodź — rzucił do niego, pochylając się i podając mu dłoń do pomocy.
Josh chętnie z niej skorzystał i uniósł się na miękkich nogach. Stanął szeroko i kolana się pod nim ugięły, ale ostatecznie udało mu się ustać. Spojrzał szybko na Masona z nerwowym uśmiechem, speszony. Odrobina spermy mężczyzny wyciekła mu przez rozchylony otworek, ale nie przejął się tym teraz.
Mason prychnął i pacnął go w bok głowy.
— Głupi. Słuchaj się — zarządził i złapał go za włosy, przyciągając do krótkiego pocałunku. Czując rozgryzioną wargę, zassał się w tym miejscu, powodując pęknięcie kilku naczynek. — I teraz nie rób niczego durnego. Nie wyrywaj się, bo sobie popamiętasz — zagroził, po czym pochylił się i przerzucił sobie Josha przez ramię. Pokraka ledwo stała na tych swoich nogach.
Josh rozchylił szerzej mocno zaczerwienione usta i wpatrzył się z krótkim przestrachem w podłogę i plecy Masona. Nie poruszył się jednak zbyt gwałtownie i tylko złapał się go, jakby miało mu to pomóc utrzymać stabilność.
I już nawet nie wiedział, co go bardziej piecze. Czy pośladki od klapsów, czy przeorane wnętrze, czy obtarta szparka, czy ślady po ugryzieniach, czy może warga. Cały był tak strasznie wymęczony, ale miał nadzieję, że Mason przez to nie uważa go za bezużytecznego.
— Będziesz szedł po schodach? — wydusił, bojąc się, że spadnie. Ścisnął przy tym pośladki, a właściwie cały się spiął, mimo że jego ciało już chciało się rozluźnić i najlepiej odpłynąć.
— Nie, nie wierć się — mruknął jeszcze mężczyzna i chwycił go jedną ręką za łydkę, drugą za pośladek. Tak, że koniec palca spokojnie mógł wsunąć w jego dziurkę, co też z zadowoleniem zrobił. Przeniósł chłopaka do największej sypialni na piętrze i tam dopiero zrzucił go na łóżko.
Jego pupil stęknął boleśnie, ale nie zaprotestował. Nawet nie za bardzo miał siły, by się przekręcić, więc ułożył się tak, jak został rzucony. Lekko na boku. Popatrzył jeszcze w górę na swojego pana, oblizał obolałe usta i zapytał:
— Położysz się ze mną? — Chciał go obok. Mason tak doskonale pachniał po seksie…
Mason chwilę tylko na niego patrzył, ale w końcu, kiedy tylko pozbył się wszystkich swoich przepoconych ubrań, wszedł nago na łóżko.
— Posuń się — rozkazał. — Nie zasłużyłeś. Miałeś poczekać, aż ci pozwolę — burknął, ale i tak go pocałował w policzek.
Josh zarumienił się, coraz bardziej zły na siebie, że nie udało mu się wytrzymać. Ale przecież się nie dało!
— Ale podobało ci się polowanie? — spróbował się upewnić. Chciał usłyszeć jakąś pochwałę, bo tak się starał uciec i cichutko się poruszać!
Mason ułożył się obok Josha na boku, podpierając głowę na ręku.
— Tak. Nawet nienajgorszą miałem zwierzynę — odparł, łapiąc między palce sutek chłopaka i ścisnął go, przy okazji rozcierając między palcami.
Chłopak od razu zacisnął zęby i ściągnął brwi z głuchym sapnięciem, czując, że kolejne miejsce na ciele zaczyna go piec. Zerknął krótko w oczy Masona i pociągnął mocniej nosem, wciągając jego zapach. Był przyjemny i w jakiś abstrakcyjny sposób odsuwał jego myśli od pieczenia. Które teraz skumulowało się w sutku.
— M… mhm…
Mason uśmiechnął się pod nosem i poszczypał do pary drugi sutek. Podobały mu się miny, jakie robił Josh, kiedy się nad nim tak delikatnie znęcał.
Josh znowu pisnął i przybliżył się do swojego pana, przytulając twarzą do jego klatki piersiowej.
— Anna, Robert i Eliot mnie nie poznają… jak taki… wrócę do domu — wydyszał w ciało Masona, świadom tych wszystkich śladów, jakie ten sukcesywnie na nim zostawiał.
— Jak będziesz z tymi swoimi szczenięcymi oczami mi się plątał przy nogach, to cię poznają. Nie martw się. I nie krępuj się. Popiszcz sobie — zamruczał nisko i tym razem podrapał Josha po żebrach.
Chłopak znowu cały drgnął i jeszcze mocniej wcisnął twarz w tors swojego pana, ale ten i tak usłyszał stłumione w ten sposób piśnięcie.
— Ja się nie plątam… — wyburczał, a z jego szparki znowu wypłynęło troszkę spermy. — Tylko dotrzymuję ci… towarzystwa.
— Mhm, możesz sobie tak mówić, jak ci lepiej. — Mason uśmiechnął się i znowu zabrał się za znęcanie się nad jego sutkami. — Mmm… może pójdę poszukać jakiś klipsików, hm?
— Nie… — jęknął Josh i uniósł się, by gorączkowo połasić się do jego szyi. Już czuł, że jego całe ciało jest wymęczone do granic, a Mason nie przestawał. — Nie zasnę z klipsami na sutkach…
— Nie planuję, abyś szedł mi teraz spać. — Mason przechylił się do Josha, łapiąc zębami płatek jego ucha i jednocześnie przesuwając palcami od jego mostka, przez brzuch aż na podbrzusze.
Josh odetchnął głębiej i przymknął oczy, ale nie był w stanie całkiem się rozluźnić. Nie wiedział, co planuje Mason, gdzie go znowu uszczypnie i co zrobi.
— Świeżo pachnie, co nie? — rzucił, próbując odsunąć zarówno swoje myśli od pieczenia, jak i mężczyznę zająć czymś innym niż znęcaniem się nad nim.
— Co? — Mason odpowiedział, byleby odpowiedzieć. Zajęty był w tej chwili już miękkim penisem Josha. Naciągnął na niego napletek do końca i chwycił w dwa palce za skórkę. Podniósł go i pobujał, widząc, że medalik się pod nią odznacza. — Jakby tu spiąć…
— No… powietrze… jesteśmy w górach… I co spiąć? — Josh wydusił niemal z przestrachem, kierując swoje zielone oczy w stronę własnego krocza.
— To. — Mason uśmiechnął się przebiegle, trzymajac chłopaka dalej za mocno naciągnięty na żołądź napletek.
Josh przełknął ślinę i zerknął w oczy swojego pana.
— Ale ja się opanuję następnym razem… — spróbował.
— Co? Boisz się, że sobie coś naderwiesz? — Zaśmiał się z niego i zupełnie odruchowo cmoknął go tuż przy oku.
— Zależy, czym byś chciał go spiąć — odmruknął Josh. Już nawet nie zwracał mu uwagi na to, że to jego ciało. Przyswoił, że Mason ma do niego pełne prawo i może praktycznie zrobić z nim, co mu się podoba. Zresztą nauczył się, że w większości przypadków opór tylko wychodzi mu na gorsze.
— Nie wiem… Hm, czymś, co by ci go tak utrzymało. I dyndało. — Zaśmiał się znowu i w końcu puścił jego penisa. Odciągnął napletek, aby znowu zobaczyć maleńki kolczyk. Przekręcił go delikatnie.
Josh westchnął, poddając się jego dotykowi. Dodatkowo otarł się policzkiem o zarost Masona, czując przyjemne drapanie i mocny zapach.
— Tylko nie kłuj mnie już tam na dole… — poprosił szeptem.
— Dobrze, to pokłuję cię jeszcze tylko tu — Mason zamruczał nisko i znowu uszczypał Josha w sutek. — I Josh. Nie śpij mi tu. Jeszcze nie skończyliśmy.
Chłopak stęknął znowu na uszczypnięcie i zerknął na twarz swojego pana.
— Nie śpię. Nawet nie umiem, jak mi to robisz — jęknął, sięgając do swojego obolałego sutka i delikatnie go pomasował. Piekło.
— I dobrze, bo chcę, abyś mi possał.
Josh zerknął w dół na jego penisa. Był seksowny, duży i pachnący. Chłopak z kolei był strasznie wymęczony, ale i tak zaczął się zsuwać w dół ciała Masona. Starał się za bardzo nie spinać przy tym pośladków i w ogóle nie ruszać dolną połową ciała.
Wreszcie znalazł się na wysokości krocza swojego pana. Podparł się łokciem o materac, zerknął jeszcze na twarz Masona i uśmiechnął się lekko. I dopiero, gdy objął wargami czubek jego członka, przypomniał sobie, że ma rozgryzioną wargę, bo zapiekło.
Mason oblizał wargi i położył się bardziej na plecach. Przymknął oczy, rozkoszując się przyjemnością, którą serwował mu Josh. Aż sobie wzdychał i stękał, kiedy chłopak głębiej brał go do ust, mocniej ssał czy zwyczajnie, kiedy przeszedł go prąd przyjemności.
Do tego czuł ciepłe dłonie na swoich udach i słyszał urywany oddech. Josh był naprawdę niezły w robieniu laski, czemu nie trudno się dziwić, skoro miał w tym taki trening, ale teraz wydawało się, jakby sprawiało mu to nieco większe trudności. Starał się jednak, by nie było to za bardzo odczuwalne.
Mason na jego szczęście nie narzekał. Pozwolił sobie ssać dość długo, aż w końcu odsunął Josha i przeczesał mu palcami włosy.
— Połóż się na brzuchu i czekaj — rozkazał, samemu wstając z łóżka. Na chwilę, masturbując się po drodze dłonią, wyszedł z pokoju do łazienki.
Josh uniósł brwi i wręcz wyciągnął głowę, popatrując za nim z zaciekawieniem. Potem jednak pospiesznie, choć nie bez lekkiego skrzywienia, ułożył się na brzuchu na miękkiej, fioletowej pościeli i oblizał jeszcze nabrzmiałe i piekące usta.
Czekał na swojego pana cierpliwie. W sypialni było już prawie całkiem ciemno, bo słońce zdążyło zajść. Mimo to on sam widział nawet dobrze. No i to świeże, górskie powietrze teraz pomieszane z wonią Masona… Mmm…
Po chwili do sypialni wrócił Mason. Podszedł od tyłu do Josha. Pogładził go czule po plecach i włosach, jednocześnie bardziej rozsuwając mu kolanem nogi. Josh długo też nie musiał czekać na rozwój wydarzeń, bo kiedy dłoń zniknęła z jego ciała, usłyszał charakterystyczne pstryknięcie otwieranej tubki, a następnie poczuł lekki, przyjemny zapach i łagodny chłód na obtartej dziurce. Dużo lepkiego, śliskiego chłodu, który dosłownie był w niego wciskany.
Od razu sapnął i przytulił się bardziej do poduszki, obejmując ją mocno ramionami. Stęknął w nią i przymknął oczy, wręcz leciutko zadzierając tyłek do dłoni swojego pana. To było… przyjemne i łagodzące, więc zamruczał cicho, nie stawiając żadnego oporu.
Mason jeszcze pomasował go po pośladkach, ugniatając je w dłoniach, a potem wsunął w niego palce, rozluźniając jego spięte mięśnie. Nic przy tym nie mówił.
Josh też się nie odzywał, poddając się tym wszystkim gestom posłusznie. Nie były gwałtowne, więc nie chciał nawet oponować. Tym bardziej, że byli sami na tym pustkowiu i nikt nie widział, jak Mason poczyna sobie z jego tyłeczkiem i jak Joshowi się podoba.
— Szzz… — chłopak usłyszał po chwili, a w kolejnej w jego mocno tym razem nawilżoną dziurkę wsunął się penis, którego niedawno ssał.
Pisnął krótko, wciskając twarz w poduszkę i łapiąc się jej mocniej palcami, ale nie zacisnął się tym razem. Było bardzo ślisko, płynnie i był rozepchany już wcześniejszą penetracją. Ściągnął tylko palce u stóp i wczuł się całkowicie w to, co Mason z nim robił. Już od jego palców w środku penis mu lekko zesztywniał, ale teraz zrobiło się dużo przyjemniej.
Tym razem jego pan nie był taki agresywny. Ugniatał tylko jego ciało i mierzwił mu włosy, posuwając go według swojego uznania. Był gorący i sztywny w nim, ale wyraźnie nastawiony na długie, leniwe kochanie się.
Po ciemnej sypialni roznosiły się dźwięki lekkiego mlaskania dochodzącego z tyłeczka Josha oraz jego westchnienia. Czasem głośniejsze, czasem cichsze. Raz po raz też mocniej ściskał poduszkę, do której przycisnął twarz i falował niespiesznie pod Masonem. Tak, jego własny penis też coraz bardziej sztywniał i było mu bardzo, bardzo dobrze. Po tamtej walce i ostrym pieprzeniu taki seks go rozleniwiał i dawał mu dużo przyjemności.
— Josh… — Mason wydyszał, kręcąc biodrami i przylepiając się do chłopaka. Położył się na nim, przyciskając go do pościeli. — Jak tam?
— Dobrze — szepnął chłopak w poduszkę i dopiero po chwili odwrócił głowę na bok, aby spróbować spojrzeć na mężczyznę. — Dobrze mi… — powtórzył cicho i zakręcił delikatnie biodrami.
Mason uśmiechnął się lekko i wyciągnął się, aby liznąć jego czerwone wargi.
— Zsuń się w dół albo unieś biodra, bo niedługo skończę.
Josh pokiwał głową i kiedy Mason lekko się z niego uniósł, zgiął nogi w kolanach i wypiął biodra. Sam z trudem sięgnął pod siebie i zaczął sobie trzepać, by dojść mniej więcej wtedy, kiedy jego pan. Miał nadzieję, że teraz mu wolno.
Mason fuknął jednak na niego.
— Zabierz rękę i jęcz! — syknął na niego i sam chwycił go za penisa. Pamiętał o kolczyku, wiedział też, jak popieścić chłopaka z dwóch stron, aby ten szybko zabrudził pościel.
Nawet gdyby nie padł ten rozkaz, Josh wydałby z siebie głośniejszy dźwięk. Złapał się bardziej gorączkowo poduszki i zadarł głowę na kark, skamląc na uczucie przyjemnie ciepłej i sprawnej dłoni na swoim członku. A ten Masona tylko pomagał mu coraz bardziej zbliżyć się do spełnienia. I był już tak wymęczony i ogarnięty rozkoszą przez ten podwójny seks, że nie próbował się nawet kontrolować i to pisnął na mocniejsze pchnięcie, to zajęczał o więcej, drżąc.
Jego pan akurat to bardzo lubił. Kiedy Josh już w ogóle się nie kontrolował i był taki słodki, uległy i przez to wyuzdany. Zupełnie na niego otwarty i z chęcią poddający się jego pieszczotom.
Pchnął kilka razy mocniej, już chaotyczniej postękując za każdym razem nisko i wibrująco. Jego dłoń przy tym szybko pieściła Josha, ale i tak skończył przed nim, spuszczając mu się po raz drugi tego wieczora do ciepłego, słodkiego tyłeczka.
Dosłownie kilka sekund później poczuł drżenie jego penisa, z którego wytrysnęła sperma. Już w mniejszej ilości niż za pierwszy razem, ale i tak ciałem Josha wstrząsnął przyjemny dreszcz.
— Mmm… tak mi dobrze… — wystękał chłopak, przymykając oczy i jeszcze chwilę cicho postękując, prawie że ledwo słyszalnie. Bardziej widoczne było po prostu drżenie jego warg.
Mason cmoknął chłopaka wpierw w łopatkę, wyrównując jednocześnie oddech, po czym sięgnął do jego twarzy, przesuwając mu kciukiem po ustach.
— Słodki jesteś — wymruczał jakby do siebie, jeszcze chwilę poruszając penisem w tyłku Josha. Kiedy go w końcu wyjął, otarł go o pośladki chłopaka, a jego samego przewalił na bok na pościel.
Josh spojrzał na niego spod zmrużonych powiek i odetchnął. W tych ciemnościach zarys ciała mężczyzny był taki… seksowny. Chciał do niego przylgnąć, ale nie miał siły się unieść.
Mason na jego szczęście sam go przyciągnął do siebie i objął się w pasie jego ręką. Cmoknął go w czoło po tym, jak odgarnął mu lekko wilgotne i strasznie zmierzwione włosy.
— I tak cię jutro przywiążę, a teraz odpocznij.
Josh jęknął z bardzo słabym protestem, ale w końcu zamruczał na potwierdzenie i zamknął powieki. Zaciągnął się jeszcze tym zniewalającym zapachem swojego pana i wtulony w jego ciepłe ciało, bardzo szybko zasnął.
Mason jeszcze chwilę go obserwował, oglądając sobie jego poznaczone malinkami, ugryzieniami, szramami po paznokciach ciało i… podobało mu się to, co widzi. Z tymi ozdobami czy bez nich.
Pocałował jeszcze raz Josha w usta. Intensywnie i mocno, mimo że ten spał. Po czym przygarnął go ciaśniej do siebie i zakrywszy ich jako tako, sam też poszedł spać.

*

Mason nie był pewien, co go obudziło. Czy to świeży powiew górskiego powietrza dochodzący z okna. Czy ciche kroki i szelest pościeli. Czy w końcu ciepły oddech blisko twarzy. Cokolwiek to nie było, gdy wreszcie rozchylił powieki, ujrzał przed sobą Josha z wypchanymi policzkami. Kucał właśnie przy skraju łóżka, patrząc na Masona swoimi zielonymi ślepiami i jadł śniadanie.
Był już ubrany w jakiś szary, wyjątkowo luźny bezrękawnik, z dużymi dziurami po bokach, przez co widać było jego żebra. Do tego jeszcze krótkie spodnie z kieszeniami po bokach. Za to na materacu stał talerz z dwoma wielkimi burgerami. Jednego Josh właśnie jadł, a gdy ujrzał, że jego pan się obudził, uśmiechnął się do niego.
— Hej. Zrobiłem śniadanie.
Mason ściągnął brwi, widząc posiłek.
— Burgery? Na śniadanie? — spytał bez przekonania. W jego diecie była porcja świeżych owoców, jogurt i… już.
— Uhm. Głodny byłem, to tobie też zrobiłem. Dużo boczku jest… — Josh uniósł górę kanapki, pokazując rzeczywiście duże ilości mięsa. — Musimy mieć siłę na spacer.
— Nie mogę jeść czegoś takiego na śniadanie — Mason burknął, odsuwając talerz. — Zjedz sam — dodał, wstając i przeciągając się.
— Mason! Przecież jesteśmy na wakacjach, daj spokój… — Josh od razu odłożył swojego burgera na talerz i popatrzył na swojego pana z irytacją. — Zjedz normalne jedzenie, a nie jakiś… koktajl z rzygów…
Mason skrzywił się.
— Koktajle z rzygów. Dzięki, kurwa… — warknął i pokręciwszy głową, ruszył do łazienki, aby wziąć szybko prysznic.
Josh popatrzył za nim, a potem na burgera.
— Czyli co? Nie zjesz tego…? Zrobiłem dla ciebie… — mruknął i trącił palcem dużą kanapkę.
Mężczyzna zatrzymał się w drzwiach i spojrzał na chłopaka ze zrezygnowaniem.
— Nie prosiłem cię o to. I dobrze wiesz, że mam dietę, która nie jest ode mnie zależna. I nie rób, do cholery, przy tym takiej miny — syknął na koniec, widząc, jak chłopak wygląda.
Josh wyciągnął ze swojego burgera kawałek bekonu i ugryzł, patrząc smętnie na Masona.
— Jakiej…?
— Takiej. — Mason wskazał dłonią na niego. — Smętnej, jakbyś właśnie dowiedział się, że to twój ostatni posiłek.
Chłopak naburmuszył się lekko i wstał, biorąc przy tym talerz z ich „wspólnym” śniadaniem. Wciągnął jeszcze dyskretnie zapach mężczyzny i ruszył do drzwi.
— To idę na dół zjeść sam — mruknął.
Mason fuknął pod nosem.
— Nie pozwoliłem ci iść. Siadaj na łóżku i czekaj — rozkazał mu i nie upewniając się, czy ten faktycznie posłucha jego polecenia, zamknął się w łazience, aby się umyć po wczorajszej nocy.
Josh za to zatrzymał się w połowie kroku i spojrzał za nim z jeszcze większą frustracją i irytacją. Gdy tylko zobaczył rano, jaka jest cudna pogoda, miał nadzieję na poranny spacer, a teraz chociaż na śniadanie na łonie natury.
Wgryzł się w kanapkę i ostatecznie znowu usiadł na łóżku. Po chwili namysłu jednak położył się na boku i podpierając się na łokciu, jadł swoje śniadanie. Nie chciał za bardzo siadać, bo wciąż czuł ten specyficzny dyskomfort w odbycie po wczorajszym seksie.
Mason na szczęście szybko wyszedł z łazienki. Był w samej bieliźnie i jeszcze z trochę wilgotnymi włosami. Od razu podszedł do Josha. Pogładził go po plecach, aż do jego pośladków. Pochylił się i pocałował go w skroń.
— Nie bocz się. Uśmiechnij się do mnie.
Najpierw Josh spojrzał wciąż z lekkim żalem na burgera, którego jadł i który powinien należeć do Masona. A dopiero potem skierował wzrok na swojego pana i przytknął na moment nos do jego podbrzusza, wdychając zapach.
— Ale zjemy na dworze? — poprosił, mimo że sam już praktycznie kończył.
— Jak się ładnie do mnie uśmiechniesz — Mason postawił warunek i zabrał dłoń z jego tyłka, wsuwając mu za to palce we włosy.
Josh spojrzał na niego prosząco, lekko przekręcił głowę, podsuwając ją jeszcze bardziej pod dłoń mężczyzny i uśmiechnął się do niego.
Mężczyzna prychnął pod nosem z rozbawieniem i poczochrał włosy chłopaka.
— To wstawaj — rzucił i poszedł założyć chociaż spodnie.
Po chwili szli już na dół, aby skończyć, w przypadku Josha, albo zjeść śniadanie na tarasie.
Powitał ich świeży powiew wiatru i bezchmurne niebo. Deski na tarasie były przyjemnie nagrzane, więc kiedy Mason usiadł na fotelu, Josh chętnie zajął miejsce u jego stóp, na posadzce. Oparł się przy tym plecami o jego nogi, lekko zniżając się w dół, by nie siedzieć tak centralnie na pośladkach. Jego warga wciąż była leciutko zaczerwieniona i nabrzmiała po wczorajszym rozgryzieniu, nie wspominając o licznych śladach na skórze.
Mason zakręcił długą łyżką w swoim szejku z owoców muesli i Bóg wie czego. Wymusił groźbą głodówki, żeby zmienili mu trochę jedzenie, bo na tym, co wcześniej dostawał, nie da się żyć i że sperma jest smaczniejsza.
Teraz nawet ze spokojnym sumieniem, że go nie zemdli po śniadaniu, zabrał się za nie. Oglądał przy tym widoczki i…
— Można się do tego przyzwyczaić — rzucił do swojego „pieszczocha”.
— Hm? — Josh przekręcił głowę, by spojrzeć na niego w górę. Właśnie przeżuwał jeden z ostatnich kawałków bekonu, który wydłubał z burgera. — Do czego?
— Do tej całej przyrody, szumiącej trawy i… no, ogólnie. — Mason wzruszył ramionami siedząc wygodnie na fotelu i patrząc to na góry, to na chłopaka.
— No… Jest zajebiście… — Josh aż westchnął głębiej i przełknął, po czym odłożył talerz na bok, na deski. Znowu lekko się obniżył i oparł tył głowy o kolana Masona. — Nie chciałbyś się… wiesz, przeprowadzić?
Mason skrzywił się. To nie było coś, czego pragnął.
— Nie. Ty mi byś do reszty zdziczał, potem coś by cię zjadło. Ja bym osiwiał, a potem by przerobili mnie jacyś dzicy na swoją własną wytwórnię leków. Nie. Nie chciałbym się przeprowadzić.
— Szkoda… — mruknął Josh, chociaż tak naprawdę bardzo cieszył się z mieszkania Masona. Było takie duże… Miał dobrze wyposażoną kuchnię, duży salon, mnóstwo pokoi, luksusowe łazienki, no i siłownię w piwnicach. Brakowało mu jednak ogrodu. — A nie boisz się, że… wiesz, Nowy Jork zostanie oblężony? — dopytał, zapatrując się na piękny, górski widok. Aż go coś w środku ciągnęło, by się wyrwać i pobiec przed siebie, między drzewa.
— Zawsze jest obawa. Ale wtedy się przeniesiemy gdzieś, gdzie będzie lepsza ochrona, gdzie będziemy bezpieczni według rządu. Albo… przeniesiemy się tu. Eliot będzie robił za obrońcę kobiet, zdrowych i zwierzątek domowych. — Mason zaśmiał się i poczochrał włosy swojego „zwierzątka domowego”. — Daj całusa.
Josh od razu i bardzo chętnie wygiął się do tyłu, wykręcając głowę na jego nogi, żeby Mason mógł się tylko pochylić i go pocałować. Wpatrzył się przy tym na przystojną twarz swojego pana, jego seksowny zarost i ciemne oczy, których spojrzenie tak go podniecało.
Po chwili dostał delikatnego, ale czułego całusa.
— I bądź mi dzisiaj grzeczny. Nie uciekaj, nie rozrabiaj i nie goń motylków, bo cię coś ustrzeli jak mamę Bambiego.
— Spoko. — Josh uśmiechnął się, rozbawiony tym porównaniem. Wciąż trwał z odchyloną głową, patrząc na swojego pana. — Ale przejdziemy się na spacer, co? I o której ma przyjechać ten ktoś z jedzeniem?
— Koło południa. Więc jak przyjedzie, to pójdziemy. A na razie możesz mi powiedzieć, jak się czujesz. Brałeś leki?
— Nie, wezmę po południu — odpowiedział Josh, unosząc się i bez pytania pakując się Masonowi na kolana. Przodem do niego. — I czuję się dobrze. Znaczy… — Przełknął ślinę i oparł podbródek na ramieniu Masona, kiedy już oplótł go ramionami. — Wiesz… czuję jeszcze… wczoraj. Ale tak to spoko.
Mason ściągnął brwi, zaskoczony bezpośredniością Josha w takich czułościach i tym, że sobie pozwala.
— Widzę, że sobie poczynasz. Na pewno nie musisz wziąć leków? — Zaśmiał się z jego zachowania, ale objął go w pasie, kiedy tylko odstawił opakowanie po koktajlu śniadaniowym.
— Nie, nie jeszcze… Jeszcze kilka godzin, nim minie doba od tego, jak wczoraj wziąłem — odmruknął Josh rozleniwionym głosem, wzdychając głęboko. — Jak ty pachniesz… — dodał ciszej, bardziej do siebie, przekręcając lekko głowę i wtulając nos w szyję mężczyzny.
Ten uśmiechnął się pod nosem.
— Tak? Jak? — spytał, świadomie go podpuszczając. — I też dla tego zapachu wpakowałeś się na mnie bez pytania?
— Też. — Chłopak zaśmiał się szczekliwie i dopiero odsunął głowę, by spojrzeć mu w oczy. — No i lubię, jak się przytulamy. Bo jak nie jesteś zły, to… no, tak fajnie jest.
— Mówisz tak, jakbym zwykle był na ciebie zły. A jestem tylko wtedy, kiedy zasługujesz — Mason prychnął i pogładził go po włosach.
Josh spuścił wzrok na jego klatkę piersiową i przesunął powoli dłonią po włoskach na niej. Mason był tak seksownie zbudowany.
— Ale i tak mnie ko… mnie… no… I tak mnie lubisz i chcesz?
Mason uśmiechnął się pod nosem, widząc, że chłopak nie patrzy na jego twarz. Zzasami był taki słodki… i głupiutki.
— A jak myślisz?
Palce jego pupila znowu bardziej nerwowo pogładziły go po torsie, a chłopak oblizał usta i bardzo krótko spojrzał na jego twarz, by znowu spuścić wzrok.
— Myślę, że tak — rzucił twardo, a przynajmniej miał taką nadzieję.
Mason zaśmiał się, po czym złapał chłopaka za kark i przyciągnął do siebie.
— Ale ty jesteś czasem rozkoszny. Jakbyś jeszcze się mnie słuchał. Ech… — westchnął sobie ciężko i sztucznie, gładząc przy okazji ramię Josha. Lubił go, nie oddałby go nikomu i walczyłby o niego. Jednak nie mógł sobie pozwolić, aby chłopak jeszcze bardziej był niegrzeczny. Ktoś go musiał trzymać na wodzy.
— Dzisiaj będę się słuchał! — zapewnił od razu chłopak, wręcz kręcąc się na jego kolanach na myśl o tym, że będą mogli pójść razem na spacer. Musi tylko rzeczywiście być grzeczny. — Ani razu nie usłyszysz „nie” — dodał i uśmiechnął się do mężczyzny.
Wcześniej nawet by nie powiedział, że sam fakt braku czterech ścian wokół a bezkres natury tak przyjemnie będzie na niego wpływał. Czuł się bezpiecznie, gdy nie był zamknięty. I tak luźno i wręcz nieco dziko. Ale nie tak negatywnie, jak teraz na ogół pojmuje się na świecie dzikość. Czuł się wręcz oderwany od rzeczywistości.
— Ty też się staraj, aby nie usłyszeć tego „nie”, Josh — Mason jeszcze go postrofował, po czym, nie czekając na odpowiedź, złapał za włosy i przyciągnął do pocałunku. Długiego z językiem i… aż stawiającego włoski na ciele.
Joshowi od tego aż się zakręciło w głowie. Przytrzymał się mocno ramion mężczyzny i odpowiedział na pocałunek, chętnie rozchylając usta dla języka Masona. Stęknął przy tym cicho i spróbował bardziej do niego przylgnąć. Och tak…
Trwało to dość długo, aż w końcu Mason nie poklepał chłopaka po pośladku i nie odsunął od siebie.
— No, już. I bądź dobrym pupilem, to dostaniesz więcej. Tak?
Josh najpierw odsapnął i dopiero pokiwał twierdząco głową.
— Uhm — odpowiedział z uśmiechem i wstał z jego kolan. — Pójdę się odlać. I zrobić ci kawę, jak jest?
— Zrób. — Mężczyzna jeszcze uszczypnął go w pośladek, chcąc zobaczyć jego reakcję.
Chłopak zdecydowanie się tego nie spodziewał, bo pisnął cicho i w sekundę później się zarumienił.
— To… to ja zaraz wrócę — wydusił, pomasował się lekko po uszczypniętym miejscu i szybko ruszył do domu.
Mason jeszcze obejrzał się za nim i uśmiechnął się radośnie do siebie. Podobały mu się takie atrakcje i widoki. A i powietrze naprawdę było przyjemne. Zamruczał nisko i usadowił się wygodniej na fotelu, grzejąc się na słońcu. Ten wyjazd mógł się okazać nawet przyjemny, jeśli faktycznie Josh będzie grzeczny.

*

— Josh, idziesz?! — Mason krzyknął na chłopaka, samemu już czekając na tarasie.
Nie zamykał mieszkania. Kto by tu przyszedł na takie odludzie? Na wszelki wypadek też zabrał broń i dodatkową porcję leku.
— Tak chciałeś, a teraz się wleczesz! — syknął jeszcze, tak naprawdę nie będąc znowu zły. Chciał go trochę podstresować.
— No idęęę! — jęknął chłopak, zbiegając w skarpetkach ze schodków wiodących na piętro. Miał na głowie ciemnozieloną czapkę z daszkiem, po którą pobiegł do pokoju, gdzie były bagaże. Jeszcze przed tarasem nasunął szybko szare trampki na stopy i dopiero, zasapany, dopadł do Mason. — Już. No już.
— Bo już się zastanawiałem, czy się nie rozmyśliłeś. — Mason zaśmiał się i zamknął za nim drzwi tarasowe. Od razu po tym ruszył w stronę lasu.
Mógł mieć cień podejrzenia, że Josh z tą swoją impulsywnością wybiegnie do przodu, by już znaleźć się między drzewami, ale ten o dziwo tylko wcisnął dłonie w swoje krótkie spodenki i starał się trzymać blisko niego. Ciężko było powiedzieć, jaki wysiłek go to kosztowało, ale zdecydowanie z dużym napięciem patrzył na skraj lasu.
— Myślisz, że kogoś spotkamy? Jakichś turystów albo coś? — zagadał, zerkając krótko na Masona. Nieco w górę, bo ten był od niego wyższy o te cztery-pięć centymetrów.
— Mam nadzieję, że nie. Chcę spokojny, miły spacer, a nie spotykanie jakichś turystów. Zresztą, kto to mógłby być? Jakiś pan i jego zwierzak? — Uśmiechnął się kątem oka, obserwując napięte ciało Josha. Tak się ekscytował tym spacerem, jakby niewiadomo co to było.
— No… na przykład, ale niekoniecznie. Mogą to być tacy jak my, mieszkający razem zdrowy i chory — chłopak odpowiedział nieco butnie i zaczepnie w obliczu tej oczywistej sugestii Masona. Równocześnie odetchnął niemalże ekstatycznie, kiedy tylko przeszli przez linię pierwszych drzew i ruszyli w głąb lasu.
— Przecież to właśnie mówiłem — Mason nie dawał mu spokoju. — I pamiętaj, aby nie znikać mi z oczu.
— Wiem, wiem — sapnął Josh, rozglądając się żywo wokoło. — Ale tu pachnie, co nie?
— Lasem — odparł Mason, samemu wdychając świeży, sosnowy zapach. Trochę ziemisty, ale rześki i przyjemny. Ciekawiło go, jak dużo więcej czuje Josh. — A ty? Co? Czujesz zwierza?
— Trochę — przyznał chłopak, pociągając mocniej nosem. — Ale głównie drzewa i chyba gdzieś blisko jest jakaś rzeczka czy coś — dodał, tylko kawałeczek wychodząc przed Masona. Sięgnął po jakiś długi, grubszy patyk i zaczął z nim iść rytmicznie. Co raz przesuwał nim jakieś listki z drogi.
Mason uniósł brwi z lekkim podziwem.
— A wyczułbyś mnie? Jakbym ci się schował, to wiedziałbyś, gdzie jestem? — zaciekawił się, będąc pod pewnym wrażeniem, jak bardzo ta dzikość, która mogła się stać niebezpieczna, przy okazji dawała profity.
— Pewnie! — Josh zaśmiał się, oglądając się na niego przez ramię. — Nawet ciebie bardziej niż rzeczkę. Znam twój zapach.
Mason uśmiechnął się dobrotliwie.
— Naprawdę jesteś jak pies.
Tym razem Josh zacisnął usta i nieco spłonił się na policzkach. Odwrócił głowę, a jego kosturek znowu wszedł w ruch.
— Nie jestem psem…
— Jesteś. Moim. Chodź do mnie — nakazał Mason, zatrzymując się i na razie nie zdradzając, dlaczego go woła.
Josh obejrzał się na mężczyznę i chwilę się zawahał. Obiecał się słuchać, więc chcąc nie chcąc podszedł do końcu do niego, bawiąc się patykiem.
— Hm?
Mason na koniec podciągnął go do siebie za koszulkę i pocałował krótko w usta, uderzając czołem o daszek jego czapki.
— I tak ma właśnie być — pochwalił go i pogładził po włosach. — A teraz jeszcze mi powiedz, co czujesz.
— Ale… w sensie zapach? — spytał Josh, przytykając czoło do jego mostka, gdy przesunął czapkę na bok. Wciągnął woń swojego pana, a dopiero potem odsunął się, by znowu rozejrzeć po tym cudnym lesie.
— Nie tylko. Ogólnie.
— Czuję się… — Josh odetchnął głęboko, zastanawiając się i równocześnie czerpiąc z bliskości z naturą — cholernie rozluźniony i odstresowany przez to, że nie jesteśmy w mieście, nie ma wojska i w ogóle… I, wiesz… szczęśliwy, że mnie zabrałeś i ze mną poszedłeś na spacer! — dodał żywo, wpatrując się w twarz Masona. — Ale mi wstyd trochę, jak wiesz… tak mówisz, że pies… Ja mogę być, ale… no, chcę, żebyś mnie też lubił za to, że jestem Joshem, a nie, że tylko wykonuję te… komendy…
Mason z dłońmi w kieszeniach obserwował Josha. Jak stoi, jak mruczy pod nosem, jak uroczo wygląda, pesząc się. Co miał na to poradzić, że uwielbiał się z nim droczyć? Wtedy chłopak zachowywał się tak… tak, że chciało się go zapieścić na śmierć jak małego szczeniaka.
— Przecież cie lubię — mruknął. — Trzymam cię, wybaczam ci te twoje durne pomysły. Zabrałem cię tu, abyś się pocieszył jak głupi. I myślisz, że co to jest? Josh?
Chłopak powoli i głęboko wciągnął powietrze do płuc, spozierając na niego z napięciem.
— Czyli… — zaczął i przełknął ślinę. — Czyli to… dla mnie? Ten wyjazd. Nie tylko dla twojego psa, ale dla mnie-Josha? — upewnił się, ściskając mocniej kosturek.
Mason przewrócił oczami, lekko zniecierpliwiony.
— Mam ci to dać na piśmie, abyś załapał? Psa oddaje się do hotelu na wyjazd, a nie zabiera ze sobą. Ba, robi wszystko pod niego. A wystawowym pieskiem bynajmniej nie jesteś. Jesteś tylko niepoprawnie rozbrykanym, czasami słodkim, a czasami wkurwiającym Joshem. I zostaw ten patyk, bo będziesz go jeszcze aportować.
Josha aż przeszedł zimny dreszcz, więc szybko odrzucił kosturek. Słowa Masona za to wywołały w nim taką falę radości, że nie umiał powstrzymać się przed nagłym wychyleniem się do jego twarzy i polizaniem go psio po policzku. Roześmiał się przy tym i odbiegł kilka kroków do przodu, żeby nie oberwać. Zatrzymał się tam jednak grzecznie i uśmiechnął się do Masona szeroko.
Mężczyzna skrzywił się od razu i wytarł nadgarstkiem ślinę z polika.
— Fuj! — jęknął, krzywiąc się, ale widząc szczęśliwą twarz Josha, sam też w końcu się uśmiechnął. — Głupi szczeniak. Uważaj, bo się posikasz z tego szczęścia. — Zaśmiał się i jeszcze potarł policzek, mając wrażenie, że nadal czuje na nim ślinę.
Josh tylko roześmiał się na jego słowa i zamachał jeszcze, żeby się pospieszył.
— No chodź! Zobaczymy, co jest dalej.
Mason pokręcił głową z uśmiechem na twarzy, ale odparł:
— Już. Tylko nie liż mi twarzy. Co innego możesz, ale nie twarz.
Josh pokiwał głową pokornie, a kiedy Mason do niego doszedł, ruszył tuż przy jego boku dalej ścieżką w las. Cieszył się i było to po nim doskonale widać, a to też było przyjemne do obserwowania przez jego pana. Josh był czasami takim uroczym promyczkiem w tym wszystkim i teraz Mason naprawdę był zadowolony, że go tu zabrał. Tym bardziej, że chłopak umiał się zachowywać, jeśli chciał. Mogło to być dla niego ciężkie, kiedy widział ten otaczający go bezkres i wręcz ciągnęło go do tego, by się w niego zagłębić, ale zdecydowanie się starał.
Spojrzał na Masona i po chwili zawahania złapał go pod rękę, przytulając się do jego boku. Ciepło i zapach mężczyzny było takim przyjemnym dodatkowym doznaniem do tego, co czuł wokół. Jeśli z kimkolwiek chciałby dzielić tę wolność i radość, to właśnie ze swoim panem, ciągnąc go w tę leśną głuszę.

22 thoughts on “Bonus – Daleko od apokalipsy

  1. Katka pisze:

    Omega, aż nie wiem, czy to Twoja wina, że masz takie skojarzenia, czy Josha, że tak do niego przywarło, jak dobrze mu z inaczej wypchanymi policzkami XD

  2. Katka pisze:

    Omega, hahahaha, ach, te skojarzenia XD Zabawne, że pisząc to, nawet nie pomyślałam, że mogło to być odebrane dwuznacznie… XD

  3. Omega pisze:

    „Mason nie był pewien, co go obudziło. Czy to świeży powiew górskiego powietrza dochodzący z okna. Czy ciche kroki i szelest pościeli. Czy w końcu ciepły oddech blisko twarzy. Cokolwiek to nie było, gdy wreszcie rozchylił powieki, ujrzał przed sobą Josha z wypchanymi policzkami.” – ja w tym momencie o śniadaniu nie pomyślałam xD

  4. Katka pisze:

    Basia, widzisz, Ty się tylko przestraszyłaś, a Josh tam mało zawału serca nie dostał XD Oj, nie chce być wyrzucony, nie chce. A tutaj taka przyjemna niespodzianka go czekała :) Ooooch, a kominek i nagi Josh – Mason na pewno aprobuje XD Dzięki za komentarz i również serdecznie pozdrawiamy :)

  5. Basia pisze:

    Witam,
    super tekst… jak Mason mówił o spakowaniu rzeczy…. to aż się przestraszyłam, ale to tylko na lot, ach jaka ulga… ta akcja Josh i zając boska ;] Mason musiał tak szybko złapać Josha, ech chociaż wyobraziłam sobie ten kominek i tą skórą, tam mógł go złapać ;] było by jeszcze bardziej klimatycznie ;]
    weny, weny, weny
    Pozdrawiam serdecznie i gorąco

  6. Katka pisze:

    Oshi, „W jednym bonusie uprawiali trzy razy seks.” – bo to Mason i Jooosh, oni nie umieją inaczej XD Za duża chuć, hehe. Chociaż to w sumie mogłabym powiedzieć o wielu naszych postaciach… Ale, ale, jak ich seks jest wg Ciebie najlepszy, to chyba na plus taka ilość :) Martwiącego się Masona również uważam za słodkiego :) Szczególnie w obliczu jego typowego szorstkiego „ja”. I jak już niżej wspominałam, bonusik z nimi pewnie się jeszcze jakiś pojawi, ale to wiesz… kwestia nie do przewidzenia XD Dzieki za komenta ;*

  7. Oshi pisze:

    W jednym bonusie uprawiali trzy razy seks. No nieźle xD. Ich seks jest najlepszy, na równi z Alex’em Jasonem.
    Zabrał go w góry! Słodko <3. I jak sie o niego martwił jak go nie widział. Do tego Josh wyznał mu znow miłość. Awwww.
    Mam nadzieje, ze będzie jeszcze jakiś bonus o tej dwójce. Chętnie się dowiem jak potoczyły się ich dalsze losy, szczególnie te po wyzdrowieniu Josha xD

  8. Katka pisze:

    Cannum, „Może przez to bieganie po łączce wydawał mi się jeszcze bardziej głupiutki i psi-szczególnie przy tym węszeniu wokół lasu.” – taaa, takie wypuścić Josha w plener i od razu się zachowuje jak szczeniak w psim niebie XD Takie „to ja tu zostanę, dobrze? pohasam sobie, patyka przyniosę, jak chcesz! ale zostańmy!” XD I haha to określenie Masona jako osoby, z którą chętnie posiedziałoby się przy wódce XD Rządzi. Ale taaa, zgadzam się, to mogłoby być przyjemne. A już mieć i Jasona, i Masona to luksusowy wieczorek. A co do tej przykrywki… no w sumie coś w tym jest. Tzn. Mason lubi ogólnie rzecz biorąc władzę, która ma nad Joshem i woli też go upewniać w tym, że są panem i sługą, bo tak jest bezpiecznie dla ich obu. Ale tak, też myślę, że to troszkę przykrywka, w między nimi jest dużo głębsze uczucie niż tylko dominacja i posłuszeństwo. Dobrze, że to widać i czuć. „I ta, gdzie Mason przerżnął Josha i ta, gdzie się z nim kochał.” – a to mi jakoś wybitnie przypadło do gustu. Nazwane po imieniu. Przerżnięcie i kochanie się – mimo że obie sytuacje to seks. Słodko :D Dzięki za komenta ;)

  9. Cannum pisze:

    Jeeej, moja ukochana parka *.*
    Zacznę od Josha. Jest tutaj takim rozkosznym szczeniakiem *.* Może przez to bieganie po łączce wydawał mi się jeszcze bardziej głupiutki i psi-szczególnie przy tym węszeniu wokół lasu.
    Masooooooooon! To jest człowiek, z którym z chęcią posiedziałabym przy wódce ^^ (zaraz po Jasonie, ofc) Zaborczy, impulsywny, wredny… i bardzo przywiązany do Josha. Dba o niego najlepiej, jak potrafi. Wydaje mi się, że ta cała relacja pies-pan jest już raczej taką przykrywką, wygodniej jest twierdzić, że ma się rozbrykanego szczeniaka pod opieką niż faceta, którego dobrze mieć przy swoim boku.
    I, chyba po raz pierwszy rozmawiali o tym, co czują i jak siebie postrzegają. „Cieszył się i było to po nim doskonale widać, a to też było przyjemne do obserwowania przez jego pana. Josh był czasami takim uroczym promyczkiem w tym wszystkim i teraz Mason naprawdę był zadowolony, że go tu zabrał.” – tu widać wyraźnie, jak długą drogę przeszli od początku opowiadania.
    Sceny seksu były obłędne. I ta, gdzie Mason przerżnął Josha i ta, gdzie się z nim kochał.

  10. Katka pisze:

    Tess, oj jak zmarszczki od uśmiechania się, to na pewno będą urocze :D Ale weź, co do bycia takim Masonem, to się zgadzam, toż to niemalże same luksusy! Dosłownie wszyscy robią, co się im każe, każdy tylko stara się dogodzić, a do tego ma się kupę forsy tylko za to, że się istnieje XD Czego chcieć więcej, co nie? Tym bardziej, jak się ma takiego Josha XD „dzielimy ze sobą tę samą słabość do słodkich pyszczków i losowi dziękuję, że tylko to nas łączy” – nooo, ufff XD Bo jeszcze jakbyś miała z niego więcej, to byś nam tu wprowadziła jakieś despotyczne rządy wśród komentarzy XD A te dwa fragmenty… przyznam, że sama miałam mega wyszczerz, jak Shiv napisała ten kawałek z „cip, cip, Josh” XD Takie słodko-zabawne. Dzięęęęki za miłe słowa! ;*

    Yaoistka, awwww, wzruszyłaś się? Słodko! :D To lubię, hehe.

    Aoi, „tęskniłam za Joshem i Masonem” – my teeeż, stąd bonusik XD Fajnie, że nam się zgrały te tęsknoty i wynikiem naszej mogłyśmy i Waszą nieco ukoić :) No i trafne epitety wobec Masona i Josha użyłaś. Władczy, pewny siebie, zaborczy vs rozbrykany i pełen życia. Mieszanka, jak się okazało, dobra, skoro tak bonusik i w ogóle tę parkę aprobujecie :D A co do wspaniałomyślności Masona – oj, on po prostu ma słabość do radosnego Josha, cokolwiek by nie mówił. A znając jego zamiłowanie do natury i otwartych terenów… cóż, trudno tego nie wykorzystać XD A Mason jako pan i władca… najwyraźniej miał już wcześniej lekką smykałkę do tego, ale na pewno jakoś podczas całej apokalipsy nauczył się tej władzy, przetrwania w taki sposób… no i chyba sama zaborczość robi swoje. A czy będzie jeszcze jakiś bonusik… mmm, myślę, że na pewno będzie, ale nie jestem w stanie powiedzieć kiedy i czy będzie tyczył jakiejś dalszej przyszłości… No, się zobaczy, co na to wena XD

  11. Aoi (@Aoibakauke) pisze:

    :D tęskniłam za Joshem i Masonem, miło od czasu do czasu coś o nich przeczytać szczególnie jeżeli jest to pełne seksu owej parki :D. Jak zawsze ich seks jest gorący i podniecający, Mason władczy i pewny siebie oraz strasznie zaborczy a Josh rozbrykany i pełen życia. A co do ich wyjazdu to wow no nie spodziewałam się po Masonie aż takiej wspaniałomyślności :P, zabrał swojego małego pieseczka na wycieczkę a później się złościł że Josh chciał poszaleć w lesie i pobiegać. Mason jak zawsze genialny prawdziwy pan i władca jego poczucie własności względem Josha zawsze mnie zadziwia. Josh jest taki słodki i rozkoszny normalnie aż nie da się go nie kochać szczególnie jak jest taki napalony xD. Liczę dziewczyny na jakiś bonusik o relacjach Josha i Masona po tym jak dzicy zostają wyleczeni :D, bo bardzo mnie to ciekawi jak b ędzie wyglądał świat gdy nie będzie już dzikich a szczepionka nie będzie już na wagę złota.
    pozdrawiam

  12. Yaoistka^^ pisze:

    aż na końcu m łzy poleciały z oczu XD no dziewczyny mało co mrugałam! xD Weny i wgl, nie ma to jak słodki Josh i jego pan ;)

  13. Tess pisze:

    Przez was będę miała takie zmarszczki na starość od uśmiechania się, że szkoda gadać. Będzie za operacje plastyczne płacić xD
    Och no! To było takie miłe, że nawet nie wiem co napisać. Aż by się chciało być takim Masonem, który wszystko może, którego słowa są święte. Dieta zdrowego może nie zachwyca, ale kto by nie zniósł takiego drobnego szczegółu, kiedy u boku ma się takiego wiernego pupila. Słodkiego, kochanego Josha… Takiego uległego, wyuzdanego! I tylko brać, brać i brać. Marzenia, nie?
    Tzn. ja mam bardzo, naprawdę bardzo niewiele wspólnego z Masonem, ale chyba dzielimy ze sobą tę samą słabość do słodkich pyszczków i losowi dziękuję, że tylko to nas łączy. Na jego miejscu bym sama ze sobą nie wytrzymała, a Josha to już szczerze podziwiam. Toż ja bym chyba z siebie wyszła, jakby ktoś tak chciał mnie kontrolować i rozkazywać na każdym miejscu. Cóż, dobrym pupilem bym z pewnością nie była.
    Ogólnie bardzo spodobał mi się ten pomysł z wyjazdem. I oby więcej takich bonusów z SV. Nadal nie mogę przeboleć tego, że nie będzie drugiej części i że skończyło się to w tak kijowym momencie. Naprawdę próbowałam sobie wyobrazić co będzie dalej, ale to nie tak łatwe, jakby się zdawało. Szkoda, szkoda :)
    Rozwaliły mnie te fragmenty :
    „— Mason… a ja nie… — wydyszał niespodziewanie — ja nie umiem gotować…!
    Mężczyzna zawarczał i ugryzł chłopaka w dolną wargę.
    — Nie będę gadał o… gotowaniu, kiedy chcę cię… zerżnąć”
    albo,
    „— Cip, cip, Josh. Gdzie się chowasz, mała myszko cholerna?”

    To ostatnie według mnie było bardzo słodkie na swój własny pokręcony, masonowaty sposób :)

  14. Katka pisze:

    Tigram, hehe, widzisz, dla każdego coś dobrego. Seksik i na ostro, i na słodko XD Fajnie, że się podobało :D To chyba plus Masona i Josha, że umieją być niegrzeczni i czuli, ale to już nie mnie oceniać. W każdym razie cieszę się, że wbiłyśmy się w Twój nastrój ;)

    Shin, nooo, właśnie tak się domyślałam, że sporo osóbek na to czekało. W końcu była już mowa o takim wyjeździe. Jak widać, Mason jest dobrym panem i zabrał swojego pupila na wycieczkę :) Mmmm, my też lubimy ostrzejszy seks XD W ogóle SV się cieszyło całkiem niezłą popularnością, więc na pewno sporo z Was ubolewało nad tym, że się zakończyło, ale jak widać, jak nas natchnie, to zawsze można do czegoś wrócić :) Może w przyszłości znowu coś się z nimi pojawi. A czy za IOI będzie coś podobnego… Ciężko powiedzieć, bo ogólnie rzecz biorąc staramy się unikać powtarzania XD Ale cokolwiek to będzie i jakikolwiek seks bohaterowie będą mieli, liczymy, że Ci się spodoba! :)

  15. Shin97 pisze:

    O tak :P Zgadzam się że każdy bonus powinien być taki długi ^^ I wreszcie się doczekałam tego wyjazdu w góry nawet was o ten bonus prosiłam i wreszcie … Moje marzenie się spełniło :D A ja jestem jedną z tych osób które lubią czytać opisy ostrzejszego seksu dlatego moje ulubione opowiadania to „savage virus” i „In Out In” z czego to 1 już nie wychodzi :< Dlatego będe was nawiedzać jeśli zakończycie "In Out In" i nie dacie czegoś podobnego w zamian :P To tyle i weeeny na więcej takich bonusów ^^

  16. TigramIngrow pisze:

    Ostatni seks rządzi. O wiele bardziej wolę westchnienia niż piski i leniwe kołysanie niż ostre rżnięcie. Przynajmniej ostanio tak mam. Bardzo plastyczny opis i satysfakcjonujący. Przyjemny, ciepły i intymny. Tak lubię.

  17. Katka pisze:

    Luinlos, dobrze, że powiedziałaś, że każdy bonus, a nie rozdział, bo rozdziałów to by się zdecydowanie nie dało XD Ale fajnie, że długość się podobała. Ja chyba osobiście bym wybrała opcję 3 części nie 1, ale… fakt, na dzień wolny to chyba taka duża to przyjemna rzecz… A przynajmniej mam nadzieję. Ale z tego co piszesz, to się podobało, więc się cieszymy :D „Te wszystkie spokojniejsze scenki z Masonem i Joshem były takie wyjątkowo ciepłe jak na nich, uważam, że to duży plus.” – mhm, w porównaniu do normalnego SV to tutaj było bardzo dużo pozytywnych emocji. I taaak trafnie podsumowałaś Josha. Serio, czasem mam wrażenie, że zwykły uśmiech jako pochwała by sprawił, że urósłby mu ogon i zaczął majtać XD Z kolei tak, Mason pod tym swoim szorstkim ja kryje dużo ciepłych uczuć do Josha, co właśnie pokazał chociażby tym zabraniem go na wycieczkę :) Och a seks… taaa, ja wiem, że nie wszyscy to lubią XD Ale spoko, na te czułe i słodki jeszcze nadejdzie na pewno czas :) Mamy kilka parek, która przecież i w tym subtelnym seksie się lubują. Zatem mam nadzieję, że Cię zaspokoimy (jakkolwiek dziwnie to nie brzmi XD).

    Sei, ano jest XD Tylko Josh woli sobie wmawiać, że wcale nieeeee XD

    Marta, hehehe, w SV jest dużo takich gorrrących, ostrych scenek, więc serdecznie zachęcamy! :D

  18. Marta696 pisze:

    Sceny seksu nieziemskie,ostre ,gorące czyli takie jakie ostatnio polubiłam.Podobało mi się,aż chyba zaczne czytać SV.

  19. Seiridis pisze:

    „Jakby był jakąś napaloną suczką, która nie mogła się doczekać, aż jej samiec ją weźmie.”

    Przecież taki właśnie jest. _^_

  20. luinlos pisze:

    Ha! Każdy bonus powinien być takiej długości!
    Siadasz sobie spokojnie z herbatą i czytasz i czytasz bez martwienia się za zaraz będzie koniec :)
    Te wszystkie spokojniejsze scenki z Masonem i Joshem były takie wyjątkowo ciepłe jak na nich, uważam, że to duży plus. Zawsze mi było szkoda Josha jak Mason się na niego złościł i go karcił. Bo Josh to faktycznie taki duży szczeniak – niemal idiotycznie szczęśliwy za każdą pochwałę, żądny czułości, wierny i lojalny nawet jeśli jego pan czasami nie zasługuje na takie oddanie. Fajnie, że Mason zabrał go na wycieczkę. Lubię jak widać, że pod taką trochę szorstką otoczką Masonowi zależy na Joshu (i nie mam na myśli zaborczości i troski ja o swoją rzecz tylko jak o drugą osobę).
    Bardzo mi się podobało jak Josh sobie gonił po łące a Mason go obserwował a takim lekkim pobłażaniem. No i wydawało się, że on na prawdę cieszy się radością swojego pupila :)
    Co do seksu – coś ostatnio fundujecie nam dużą dawkę ostrzejszych zabaw – a to w IOI, a to w SV, Mihai też nie zadowala się klasyczną konfiguracją w łóżku… Ja chcę chociaż trochę romantycznego i czułego gołąbkowego seksu albo subtelnego, i pełnego emocji i uczuć seksu Królowej i Smoka! Albo chociaż za Lennym i Rayanem w tej nieco spokojniejszej wersji :P
    Już zdążyłam za tym zatęsknić, jedyne co mogę zrobić to wracać do starszych rozdziałów. W sumie nie wiem z czego to wynika (może zwyczajnie z sympatii do bohaterów i większego przywiązania do nich) ale w FDTS przeżywam bardziej takie nawet niewielkie czułości bohaterów niż taki mocno opisany seks w innych opowiadaniach. Nic nie poradzę. Co nie zmienia faktu że bonus czytało się bardzo dobrze i jakoś udzieliła mi się ta cała spokojna atmosfera z Aspen :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s