In Out In – 18 – Coś, czego on nie chciał

— Czekaj, to ile mamy czasu na lunch? — Walter zerknął na zegarek na ręce, gdy szedł ze swoją sekretarką przez hol w biurowcu, w którym pracowali.
Na jego parterze znajdowała się restauracja, w której często jadali, gdy mieli przerwę. Albo w której Walt jadał z klientami, czy innymi pracownikami.
— Kwadrans po drugiej masz klienta, więc nieco ponad godzinę. Zdążysz mi kupić obiad, nie martw się. — Rudowłosa kobieta zaśmiała się przyjaźnie. Jak wszyscy w biurowcu, ubrana była nienagannie. Tym razem w beżowe, eleganckie spodnie i białą koszulę. Biżuteria też nie była z najniższej półki, a makijaż jak zwykle doskonały.
— Nie ma sprawy! — odpowiedział Walt wesoło i kilka minut później już siedzieli przy stoliczku, czekając na swoje zamówienie.
Pomieszczenie było dosyć obszerne. W strategicznych punktach, takich jak okolice wysokich kolumn czy dwuskrzydłowych, otwartych na oścież drzwi, stały kwiaty w olbrzymich donicach, a przeszklona ściana dawała przyjemny widok na park, który przylegał do budynku. Ten był osadzony od drugiej strony, nie przylegając bezpośrednio do ruchomej ulicy, więc był dość miłym i spokojnym miejscem, w którym nie raz pracownicy jedli lunch, gdy akurat pozwalała na to pogoda.
Stoliczki w restauracji nakryte były białymi obrusami z drobnymi, złotymi wzorkami, a krzesła z jasnego, sosnowego drewna obite kremowym, miękkim materiałem.
Walter lubił tutaj jadać. Zawsze czuł się luźno, choć tak naprawdę było niewiele miejsc, w których był spięty. Przez te kilka lat pracy w tym miejscu zdążył zaprzyjaźnić się z wieloma pracownikami, z których przynajmniej jednego czy dwóch spotykał zawsze na obiedzie. Co prawda byli i tacy, którzy potępiali jego poglądy, podejście do życia i angażowanie się w sprawy społeczności LGBT, ale nie zważał na to. Zawsze był pewien swoich ideologii i na wszelkie wrogie i pełne potępienia spojrzenia starał się odpowiadać jedynie szerokim, przyjaznym uśmiechem.
— No, Walt, ale mówiłeś, że masz coś ważnego do powiedzenia. To skoro wreszcie mamy chwilę odpoczynku, możesz mi zdradzić. — Anne wyrwała prawnika z zamyślenia, gdy ten popatrywał na bujne korony drzew w parku.
— Och… Tak. — Walt przypomniał sobie, że miał opowiedzieć przyjaciółce o ponownym spotkaniu Alberta kilka dni temu. Czuł, że ma potrzebę porozmawiania o tym, a nie chciał rozpoczynać tego tematu przy Jamesie. Wiedział, że to może go lekko kłuć, więc nie chciał go niepokoić albo wprawiać w kompleksy. Bał się, że ten znowu wpadłby na jakiś głupi pomysł, by go zostawić, aby mógł spróbować z Albertem jeszcze raz. A Anne przecież znała Alberta dość dobrze, więc rozmowa z nią mogła pomóc mu pozbyć się niechcianych emocji. — Byłem w niedzielę z Jamesem na zakupach…
— O Boooże! — Anne jęknęła cierpiętniczo. — No, wiesz? Myślałam, że to jakaś ciekawostka z życia Brada Pitta, o jakiej nie słyszałam — prychnęła nieco prześmiewczo. — A ty znowu się jarasz jakimś dniem spędzonym ze swoim profesorkiem.
— Jakbyś mi, kochana, dała skończyć, to rozwinięcie by cię bardziej zaciekawiło. — Walt zaśmiał się, rozbawiony jej wybuchem, ale nie pociągnął na razie swojej wypowiedzi, bo właśnie ujrzał kelnerkę w luksusowym uniformie, która podążała do nich z tacą z zamówieniem.
Anne uśmiechnęła się do kobiety i podziękowała grzecznie za swoją rzymską sałatkę. Od razu zabrała się za jedzenie, rzucając przy tym Waltowi pytające spojrzenie. Prawnik przełknął już ukrojony kawałek baraniny i odpowiedział:
— W sklepie odzieżowym wpadłem na… na Alberta.
— Co…? Naprawdę? — Anne wstrzymała na moment oddech i widelec w drodze do ust.
Walt pokiwał głową z powagą.
— Wymieniliśmy kilka zdań, przedstawiłem mu Jamesa…
— Mhm. I… no, co u niego? I jak się do ciebie… odnosił?
— Nienawidzi mnie — odpowiedział prawnik, nie patrząc w oczy przyjaciółce, a na swój talerz, na którym maczał mięso w gęstym, białym sosie. — Dał mi co najmniej kilka aluzji, z których wyniosłem, że lepiej by mu się żyło, gdyby mnie nigdy nie spotkał. Odwróciłem jego życie do góry nogami i odszedłem. Nie da się tego inaczej nazwać.
— Walt… — Anne wyciągnęła rękę ponad stołem i ścisnęła jego dłoń.
Mężczyzna uniósł na nią wreszcie swoje jasne oczy i uśmiechnął się słabo.
— W porządku. Rozumiem to, nie będę się oszukiwać. Teraz tylko martwię się Jamesem, żeby sobie nie ubzdurał nic… A znając go, może sie tak stać.
— Ale czekaj, czekaj, w jakim sensie „ubzdurać”?
— Och, wiesz, Anne… Jimmy strasznie wszystko bierze do siebie. Ostatnio chciał mi „dać czas” i nie „przeszkadzać”, jakbym zdecydował się wrócić do Alberta — jęknął.
Anne prychnęła pod nosem z lekkim rozbawieniem i wróciła do jedzenia.
— Serio, Walt, ja nie wiem, jak ty mu jeszcze bardziej możesz pokazywać, że chcesz właśnie jego, by sobie to uświadomił.
Prawnik westchnął ciężko i zamyślił się, popijając wodą w wysokiej szklance kęs.
— Nie wiem, Anne, ale to chyba nie kwestia tego, jak ja mu to okazuję, tylko jak on w siebie nie wierzy.
— Mm?
— Wiesz… Mam wrażenie, że uważa siebie za kogoś nie tak wartościowego, jak jest. A jest kochanym i najwspanialszym mężczyzną na świecie, jaki w ogóle istnieje. A mało jest takich „dobrych” ludzi.
— Ty jesteś dobry — zaprzeczyła od razu kobieta, a Walt zaśmiał się krótko.
— Albert by się z tobą nie zgodził — dodał już mniej wesoło.
— Oj, przestań. Przejdzie mu w końcu. Na pewno, jak znajdzie odpowiedniego faceta, to… Bo nie wiesz, czy kogoś ma?
— Nie, chyba nikogo.
— No, to daj mu czas, znajdzie kogoś i jeśli zakocha się ze wzajemnością, to pogodzi się z tym, co się stało z waszym związkiem.
— Tak myślisz? — Walt rzucił przyjaciółce wręcz szczenięce spojrzenie, a ona uśmiechnęła się i poklepała go po policzku ponad stołem.
— Oczywiście, słońce.
Prawnik tylko westchnął ciężko i wrócił do jedzenia. Miał nadzieję, że Anne miała rację…

*

James siedział zawinięty w koc na kanapie i przeżuwał niemrawo kawałek selera. Ciepły materiał miał nie tylko pod tyłkiem, ale i na głowie. Wyglądał przez to jak zabiedzona, mysia kupka nieszczęścia. Brakowało mu tylko oklapniętych uszu i zwisającego ogonka.
Po kilku minutach takiego bezczynnego siedzenia usłyszał otwieranie drzwi wejściowych i głośne „jestem, kochanie!”. Nic nie odpowiedział, tylko naciągnął koc bardziej na głowę, czochrając się i elektryzując włosy.
Usłyszał miękkie kroki w przedpokoju, a potem już na posadzce w salonie. Następnie rozległo się pełne zdziwienia, pytające:
— Jimmy…?
— Mmmm? — spytał, unosząc na przybyłego swoje smutne oczy.
Walt na ten widok od razu zrobił zatroskaną minę i aż przestał na chwilę oddychać. Doszedł szybko do kochanka i klęknął przed kanapą.
— Co się stało? — spytał szybko, badając twarz swojego kochanka czujnym i pełnym zatroskania spojrzeniem.
James wzruszył ramionami, co było ledwo widoczne spod koca, którym był owinięty jak kokon.
— Nic.
— Ale, kochanie, co się dzieje? — jęknął Walt, wyciągając dłoń do czeluści koca i pogłaskał mężczyznę po karku.
James ponownie wzruszył ramionami, spuszczając wzrok i zagapiając się na swoje kolana. Było mu po prostu źle, ale nie chciał martwić Waltera. Najwyraźniej jednak było już na to za późno. Prawnik zrobił smutną minę i przycisnął go do siebie, mocno przytulając.
— Powiedz mi… Przecież widzę, że coś jest nie tak.
James znowu pokręcił głową.
— Nie, naprawdę nic. Tylko takie tam myśli mnie naszły. Już się ogarniam. — Uśmiechnął się bardzo sztucznie i bardzo wymuszenie.
Walt fuknął, lekko ściągając brwi.
— Jakie myśli? — spytał, nie pozwalając mu uciec od tematu. Nie puszczał go też, tylko głaskał czule po mysich włosach.
— Nieważne. Naprawdę, Walt, nie będę ci głowy zawracał, to nieważne i nieistotne.
— Chcę wiedzieć — upierał się mężczyzna, patrząc mu w oczy z zaciętością. — Chcę ci pomóc.
— Ale nie masz jak. To tylko moja głowa. No… bo wiem, że jesteś ze mną, ale i tak jakoś… nieważne, Walt. Przepraszam — jęknął, próbując się wygrzebać z koca. Resztę warzywa, które przeżuwał, wziął między zęby, bo brakowało mu ręki.
Walt aż spojrzał na niego z przestrachem.
— „Ale i tak jakoś…”? Coś robię źle? — zapytał, cofając ręce i przełykając ciężko ślinę.
James aż otworzył szerzej oczy i spojrzał na twarz kochanka żywiej.
— Nie, nie! Oczywiście, że nie. Robisz wszystko idealnie… Tylko ja. No. Gryzie mnie… przeszłość… Albert. I… no, mówiłem, że nieważne. To głupie, przepraszam, że cię martwię.
Walt zamrugał z brakiem zrozumienia wypisanym na twarzy.
— Albert…? Ale, Jimmy… przecież wiesz, że to już za mną! Nie spotykam się z nim za twoimi plecami, ani nic! — odpowiedział, wstając z kanapy i gestykulując. — Myślałem, że… Przecież ostatnio…
James, widząc jego ekspresję, aż skulił się bardziej z powrotem w kocu.
— Wiem. Dlatego nieważne. Głupio myślę, ot tyle.
— Ale, Jimmy… Kochanie. — Walt szybko kucnął przed nim, patrząc mu żywo w oczy. — Czego się obawiasz? — spytał, chwytając go za dłoń i całując jej spód.
— Bo on jest taki… lepszy. Przystojny i w ogóle — wydusił, nie patrząc na kochanka.
— Co ty opowiadasz?! Nie jest „lepszy” — jęknął Walt, chowając twarz w jego dłoni, którą wciąż trzymał. — Ciebie kocham — wyburczał w nią mało wyraźnie.
— Ale widziałeś go… — jęknął James, patrząc na niego nieszczęśliwymi oczętami. Wiedział, że Walter był z nim i był pewien, że chce, przynajmniej na tę chwilę, ale po prostu nie potrafił się nie porównywać. Wiedział, że nie jest nawet w połowie tak atrakcyjny jak Albert i po prostu było mu szkoda Walta, że jest z kimś takim nieciekawym, skoro naprawdę mógłby mieć kogo tylko by chciał. — Jest przystojny, zdecydowany i ma zarost — dodał, już nie wspominając, że on w porównaniu do byłego Waltera wyglądał jak jakiś wypłosz.
— Jimmy, gdybym oceniał ludzi w takich kategoriach, to bym teraz pieprzył się z Davidem Gandym — fuknął Walt, unosząc na niego szczenięce spojrzenie. — Ty jesteś najcudowniejszym mężczyzną na świecie. Taki… mój — mruknął, kładąc mu brodę na kolanie.
James pociągnął nosem.
— Ale co? Naprawdę ci się podobam taki, jaki jestem? A nie… masz mnie, bo lepsze partie są zajęte? A z Albertem ci się nie układało?
Walt zrobił nieszczęśliwą minę. Jak James w ogóle mógł myśleć, że mu się nie podoba?!
— Uwielbiam cię takiego, jaki jesteś. Taki słodki! Uwielbiam twoje nogi… — wymieniał, wsuwając głowę pod koc od spodu i całując go w łydkę. — Te rozkoszne uda… — James słyszał gdzieś z czeluści materiału, gdy Walt wpychał się pomiędzy jego nogi. — Twojego penisa i ten szczuplutki brzuch… i sutki, i usta, i to wszystko, co tu masz — skończył prawnik, kładąc mu dłoń w miejscu serca, gdy już jego głowa wyłoniła się spod koca.
James z każdym jego słowem coraz bardziej się czerwienił na twarzy, a kiedy już Walter był swoją twarzą tuż przed jego, przygryzł dolną wargę i impulsywnie objął go za szyję.
— Jesteś albo za głupi, albo za dobry — jęknął, wtulając się w niego z całej siły. Pociągnął przy tym nosem, aby się nie rozkleić.
— Żadne z dwojga. — Walt zaśmiał się, obejmując go w pasie i głaszcząc po plecach troskliwie. — Jakbym był głupi, to bym nie wiedział, że mam najsłodszego mężczyznę pod słońcem. A wiem. — Zachichotał i cmoknął go w szyję. — A jakbym był za dobry, to nie dopuściłbym do tego, byś tak się smucił — dodał ciszej, przytulając go mocno.
James stęknął cichutko, bo uścisk był naprawdę silny. Nie zaprotestował jednak, tylko potarł nosem o jego szyję.
— Ale i tak jesteś zbyt kochany — wymamrotał. — Że mnie chcesz i nie masz mnie dość za takie… sceny głupie.
— Nigdy nie będę miał cię dość — zapewnił go Walt, tuląc go do siebie. Nie chciał go w ogóle puszczać, kiedy ten był w takim stanie.
— Nie zakładaj niczego z góry.
Prawnik pokręcił głową i złapał go za policzki, patrząc mu w oczy z uczuciem.
— Jimmy… — wydusił, a jego oczy dziwnie się zaszkliły. — Nie będę nawet brał pod uwagę, że możemy nie być razem.
— Nie mówię, abyś to brał pod uwagę ani nic takiego, tylko… Och, nieważne. — Przysunął się do niego i pocałował w usta z uczuciem. — Mogę cię o coś poprosić? — spytał i przełknął ciężko ślinę.
Walt spojrzał mu w oczy z zatroskaniem i pokiwał twierdząco głową.
— Możemy…. — James zaczerwienił się uroczo. — Zrobić coś… Co on nie chciał? Wiesz… w łóżku.
Oczy Walta rozszerzyły się nieco i mężczyzna zdołał odpowiedzieć dopiero po chwili. Oblizał usta, pochłaniając Jamesa wzrokiem.
— Możemy…
James delikatnie się uśmiechnął i pocałował kochanka w policzek. Chciał pokazać Walterowi i udowodnić samemu sobie, że jest lepszy od jego byłego.
— Chcesz teraz? — zapytał prawnik, wciąż głaszcząc go po karku i przytulając do siebie.
— Obojętnie. Kiedy ty tylko chcesz.
— Wezmę tylko prysznic, hm? Klimatyzacja nam w biurze padła i było strasznie gorąco.
James spojrzał na niego przepraszająco. Ten po powrocie do domu na pewno chciał od razu się umyć, a nie zajmować jego nieistotnymi problemami.
— Szzz, ty jesteś ważniejszy od prysznica. — Walt zachichotał, widząc jego minę i pocałował go delikatnie w czubek nosa. — Zaraz wracam, kochanie.
— Mam coś zrobić?! — krzyknął jeszcze za nim James, unosząc się, ale nie wstając jeszcze ze swojego koca.
— Rozebrać się! — Prawnik zaśmiał się i zniknął w łazience.
James popatrzył jeszcze na drzwi, za którymi zniknął ten, w jego mniemaniu, idealny mężczyzna. Wygrzebał się z koca, zaniósł jeszcze do lodówki seler, którego nie dojadł i dopiero rozebrał się w sypialni. A przynajmniej rzeczy tam zostawił, bo wrócił do salonu i zabrawszy koc, przeniósł się już owinięty w niego pod drzwi łazienki.
Walt wyszedł z nich po kilku chwilach, mając na sobie jedynie ciasne slipki. O mało nie wpadł na Jamesa i zatrzymał się w ostatniej chwili. Od razu na jego widok uśmiechnął się szeroko.
— Mmmmmój — zamruczał, pożerając go wzrokiem. — Chodź do sypialni.
Nauczyciel skinął głową, wstając z podłogi. Wyglądał zabawnie tak owinięty w cienki koc.
— Powiesz mi… czy dopiero pokażesz?
— Zobaczysz. Choć nie będzie to nic na tyle… ostrego, co robiliśmy już dotychczas, bo wtedy jeszcze o tym tak nie myślałem. Ale Albert nie chciał się zgodzić na jedną rzecz, więc to wykorzystamy — odparł Walter, cmokając go krótko w usta. Uśmiechnął się przy tym, nawet oczami, które tak patrzyły na niego szczerze.
James uśmiechnął się delikatnie, po czym pochylił do niego i pocałował w klatkę piersiową po stronie serca.
— To już nie mogę się doczekać.
Walt zagryzł wargę i pociągnął za sobą Jamesa do sypialni. Potem sięgnął do jego koca.
— Pokaż mi się — zamruczał.
— To pociągnij — odparł James, nie trzymajac go już.
Prawnik zdjął mu koc, od razu cofając się o dwa kroki, aby móc zlustrować całą postać Jamesa. Chuda, blada, z widocznymi żebrami i taką na swój sposób delikatną skórą. Jego penis był przy tym wszystkim już lekko pobudzony, a twarz mężczyzny zaróżowiona.
— Jesteś cudny — ocenił Walter, po czym podszedł do komody, która stała w rogu sypialni. Sięgnął do pierwszej szuflady i wyciągnął z niej jedną ze swoich miękkich, długich chust, jakie wiązał czasem pod szyją do płaszcza. Ta była bordowa, z czarnym wzorkiem. Walt zbliżył się z nią do kochanka i zwinął ją odpowiednio. I jak się okazało, miała mu ona posłużyć do zasłonięcia Jamesowi oczu, gdy prawnik zawiązał ją wokół jego głowy.
Nauczyciel otworzył na chwilę usta, zarówno zaciekawiony, jak i zaskoczony, że to było akurat coś takiego.
— To… już to?
— Nie. — Walt zachichotał cicho i pocałował go w policzek. Potem złapał go za dłoń i pociągnął w stronę łóżka. — Połóż się na plecach, a ja zaraz wrócę — dodał, pomagając Jamesowi usiąść.
Ten wsunął się na ślepo na łóżko i położył na plecach, jak mu polecono.
Kroki kochanka usłyszał dopiero po dłuższej chwili. Potem wyczuł, jak materac tuż obok zagłębia się, kiedy mężczyzna najpewniej usiadł.
— Ufasz mi, kochanie? — usłyszał miękki głos niedaleko ucha i poczuł dłoń na klatce piersiowej.
— Mhm, oczywiście — odpowiedział od razu, czując to przyjemne podenerwowanie. Czasami nawet aż się zastanawiał, czy istniało coś takiego, czego by nie chciał zrobić.
Walt zamruczał nisko, obserwując nieświadomego niczego nauczyciela. Był taki rozkoszny, gdy tak leżał, całkowicie mu oddany.
Patrzył tak na niego jeszcze przez chwilę, ale wreszcie przystawił palącą się świeczkę zapachową nad klatkę piersiową Jamesa i z dużej odległości wykapał na nią kilka kropli gorącego wosku.
James od razu pisnął, napiął się jak struna i zacisnął szczupłe, długie palce na pościeli, na której leżał. Szybko jednak się rozluźnił i tylko oblizał dolną wargę. Jego penis drgnął żywiej na te nowe, dotychczas niewypróbowane z Walterem doznania.
Prawnik powoli i głęboko wciągnął powietrze przez nos, widząc taką reakcję. Och tak… Wiedział, że James będzie strasznie seksowny w takiej pozycji, doznając takich… atrakcji. Albert nawet nie chciał słuchać o wosku i od razu, kiedy tylko spróbował go zasugerować, wybił mu ten pomysł głowy, uznając za perwersyjny.
Skierował świeczkę nieco na bok i ponownie przechylił, a wosk skapał na skórę tuż przy różowym, delikatnym sutku. Ostatnia kropelka trafiła idealnie na brodawkę.
James znowu się poderwał, zakręcił się nawet na boki na pościeli, jęcząc przy tym głośno. Jego ciało napinało się samo, a mężczyzna ocierał jedno udo o drugie, to zginając, to prostując nogi.
— Wa… Walter… Och…
Prawnik zaburczał z podniecenia, czując, jak już jego własny penis wypycha coraz mocniej slipki.
— Dobrze ci? — rzucił, ponownie znacząc jego ciało woskiem. Tym razem na żebrach Jamesa, co musiało jeszcze mocniej na niego zadziałać. W końcu tam skóra była taka wrażliwa.
Nauczyciel nie odpowiedział, tylko krzyknął, niemal przekręcając się na bok. Nie dotknął jednak woskiem pościeli ani nie puścił jej z pomiędzy palców. Wyglądał przez to, jakby był w tych miejscach, gdzie się trzymał, przywiązany do łóżka i teraz rzucał się, będąc całkowicie zdany na drugą osobę. Jego penis przy tym wszystkim stawał sukcesywnie i powiększał się.
Walt znowu odetchnął głębiej i pomasował się z przodu przez bieliznę. Taki James strasznie go podniecał! Taki jęczący, wiercący się. Chciał więcej… Pochylił się więc na moment, by polizać jego członek i cmoknąć w mosznę, nim ponownie przechylił świeczkę. Tym razem na podbrzusze nauczyciela, niebezpiecznie zbliżając się do krocza.
James znowu się poderwał, wypinając w górę biodra i ściskając uda. Oddychał przy tym wyjątkowo głośno i szybko, a jego członek z każdą kroplą wosku był w coraz większym wzwodzie.
— Uch, Jimmy, ale ty mnie strasznie kręcisz… — zaburczał Walt. Zawahał się ze świeczką nad kroczem kochanka. Chciał chociaż troszkę… odrobinkę tam wylać, ale nie chciał go skrzywdzić. — Pamiętasz nasze hasło?
— „Jimmy”. Pamiętam, ale…. — Nauczyciel odetchnął ciężej, już się domyślając, co jego kochanek chciał zrobić. — Ale… zrób to — zachęcił, nabierając tylko więcej powietrza w płuca, wiedząc, że uczucie będzie przeszywające.
Walta aż przeszedł dreszcz. James sam się prosił! Miał ochotę wcałować się w te jego słodkie, wierne usta.
Zamiast tego oblizał wargi i ścisnął się mocniej przez bieliznę. Potem sięgnął do uda Jamesa, by nieco go unieruchomić, tak na wszelki wypadek. I… przechyliwszy świeczkę, pozwolił, by gorący wosk skropił penisa Jamesa.
Mężczyzna, mimo uścisku, poderwał biodra, po czym jednak pozwolił im opaść. Krzyknął przy tym wysoko, a potem ścisnął uda, sycząc przez zaciśnięte wargi, przyzwyczajając się do gorąca. Długo jednak nie trwało, by James znowu zaczął tylko głęboko i szybko oddychać przez rozchylone wargi.
Walt nie mógł się powstrzymać i wyciągnął swojego penisa ze slipek. Pomasował się mocno, obserwując swojego kochanka. Nie chciał zajść za daleko i już chciał w niego wejść i… uch. Ale nie mógł się powstrzymać i na koniec jeszcze skropił lekko jego jąderka.
James znowu pisnął, pocierając jednym udem o drugie. A nawet pośladkami na boki, starając się nie być za głośnym. Stęknął przy tym kilka razy nisko.
Walt sapnął głucho i zgasił pachnącą słodką wanilią świeczkę. Pospiesznie odłożył ją na szafkę, potem niemalże drżącymi z podniecenia dłońmi nasmarował żelem penisa i uklęknął przy Jamesie.
— Uch, kocham cię takiego, Jimmy — zaburczał, zadzierając mu nogi i mocno go zgiąwszy, wsunął się w niego.
Mężczyzna jęknął, odchylając głowę do tyłu. Dłońmi sięgnął pod swoje uda i naciągnął je na siebie, rozwierając się na boki.
— Tak… tak czy złączyć? — wydyszał, biorąc go bez oporu. Umiał się szybko rozluźnić, a i Walter nie zapominał o nawilżeniu, więc od razu mógł się w niego wcisnąć.
— Tak jak jest — sapnął prawnik, pochylając się nad nim i wręcz pożerając go wzrokiem. Te jego rumiane policzki, rozchylone usta i całą tę poddańczą, chętną postawę.
Zaczął bez oporu się w niego wbijać, a James odpowiadał seksownymi jękami z tych swoich rozchylonych ust. Jego palce przy tym wbijały mu się w szczupłe uda i dawały Walterowi swobodny dostęp oraz wygodną pozycję, bo zadzierały je w górę i na boki.
Prawnik obserwował jego ciało, zerkał też na plamy po wosku. Na szczęście James nie był nadmiernie owłosiony, więc zdjęcie go nie powinno stanowić problemu. Teraz i tak skupił się na pieprzeniu mężczyzny i tym, jak cudowna i chętna była jego dupcia. Tam samo jak i cały James, który zupełnie się do niego dopasowywał i na pierwszym miejscu stawiał przyjemność mężczyzny. Jemu też było zresztą cudnie. Wosk naciągał co jakiś czas jego skórę i był dodatkowym bodźcem przyjemności.
A w końcu nauczyciel poczuł, jak Walt burczy nad nim głośniej i nagle dochodzi w nim głęboko, opierając się przy tym o jego uda.
— Mmm… Uchh… Jimmy…! — wydyszał przy tym, cały drżąc.
James zadrżał, czując jego orgazm i objął go jednym udem, samemu sięgając do swojego penisa.
— Nie… Poczekaj. — Walt zatrzymał go, oddychając ciężko i sam delikatnie oderwał wosk od jego skóry na penisie, nim ujął go w dłoń. Nie wysunął się z jego tyłeczka i zaczął mu szybko trzepać.
James zajęczał głośniej i przesunął chudziutkimi palcami po owłosionym przedramieniu mężczyzny. Zaciskał się jednocześnie na jego penisie, kiedy unosił biodra do jego dłoni. Walt uśmiechnął się. Nie miał pojęcia, jak to się działo, że ten mężczyzna tak go urzekał.
Robił mu dobrze, niemalże starając się nie mrugać, by uchwycić wzrokiem każdą jego reakcję. Najlżejsze drgnięcie warg, każde spięcie mięśni… Wszystko.
— Waa… Walte…! — James wyjęczał, kręcąc się na pościeli i przyciskając jedno udo do swojego boku. Poruszał przy tym chciwie biodrami i ściskał go w talii drugą nogą. Szybko też doszedł, opryskując spermą swoje ciało. Nawet kilka kropel upadło tuż przy tych z wosku.
Prawnik zamruczał i dopiero wtedy wysunął się z jego ciepłego tyłeczka. Potem opuścił jego nogi w dół i sięgnął do apaszki, którą zsunął z oczu kochanka. Gdy ten rozchylił powieki, Walt uśmiechnął się do niego maślanie.
James odpowiedział mu uśmiechem słabiej, ale szczerze. Wyciągnął nawet do niego ręce, obejmując go.
— Nieostrego? — wyszeptał z delikatnym, błąkającym mu się po ustach, zadowolonym grymasem.
— Wybacz za ten wosk na dole — odpowiedział od razu Walt, patrząc mu w oczy i pochylając się do niego niżej. — Bardzo bolało? — zatroskał się, pocierając lekko policzkiem o jego.
— Nnn… Nie tak, abyś musiał przestawać — odparł James. Nie przeszkadzały mu takie rzeczy. A do tego Walter zawsze tak się o niego troszczył. Nie bał się, że coś mu się stanie.
Prawnik pokiwał głową na znak, że rozumie i przekręcił się, by położyć się obok. Spojrzał na klatkę piersiową kochanka i sięgnął do niej dłonią, by powoli odlepiać od jego skóry wosk. Pochylił się przy jednym do większych, zaróżowionych śladów i cmoknął go czule.
— Dziękuję, że się zgodziłeś. — Uśmiechnął się do Jamesa.
— Nie ma sprawy. Sam zaproponowałem w jakimś stopniu — odparł nauczyciel, obserwując poczynania kochanka i tylko czasami marszcząc nos, kiedy ten pociągnął go za większy włosek. Tych jednak było bardzo mało.
— Mhm. Czuję, że naprawdę jesteśmy bardziej dopasowani niż byłem z Albertem — wyznał Walt, odrzucając kolejne plamki woski na kupkę.
— Tak myślisz? — James spojrzał na niego z nadzieją w swoich szaroburych oczach.
— Mhm… Czerpiemy… hm, ekscytację z podobnych rzeczy. — Walt zaśmiał się cicho. — Choć z różnych perspektyw — dodał, zerkając niemal jak chochlik na swojego kochanka. — I… czuję się z tobą naprawdę swobodnie. I uwielbiam, kiedy jęczysz, kiedy się rumienisz i kiedy się uśmiechasz — dodał, cmokając go szybko w usta, po czym odlepił mu wosk z podbrzusza.
James stęknął cichutko i tylko przekręcił się na bok, aby przytulić kochanka, a raczej siebie do niego.
— Później skończysz — wymamrotał i przylgnął do ciała mężczyzny, nie mogąc wydusić z siebie nic więcej.
Walt uśmiechnął się łagodnie i objął Jamesa.
— No już. Nie jesteś już smutny, hm? — szepnął, głaszcząc go troskliwie.
— Nie. Bo… było ci dobrze? Podobało się? — upewnił się jeszcze. Chciał się trochę dowartościować.
— Bardzo! Nigdy tego nie robiłem, a to, jak reagowałeś… Na samo wspomnienie mi będzie stawał. — Zachichotał.
James aż uśmiechnął się do siebie i przygryzł dolną wargę, aby nie zrobić tego nazbyt wyraźnie. Przytulony był przy tym do Waltera, więc ten nie mógł dokładnie tego zobaczyć. Poczuł jednak, jak mężczyzna z cichym mruczeniem zadowolenia ociera się policzkiem o jego szyję.
— Dobrze.
Walt uśmiechnął się, uszczęśliwiony tym, że udało mu się sprawić, że James odzyskał dobry humor. No i że spróbowali w łóżku nowej zabawy! Naprawdę nie sądził, że z takim nieśmiałym, niepozornym mężczyzną odkryje tyle nowych tajników bardziej perwersyjnego seksu. Do tego ten był taki słodki i mógł go zawsze objąć i przytulić. To też było pozytywne, chociaż czasami musiał się kontrolować, aby mu tym większej krzywdy nie zrobić, niż chociażby takimi zabawami z gorącym woskiem.
James Peterson był po prostu za słodki.

18 thoughts on “In Out In – 18 – Coś, czego on nie chciał

  1. Katka pisze:

    Tigram, ale jaki to ma wpływ na to, jakie hasło ma James? Używał tego zawsze, jeszcze w czasach, kiedy nie był z Waltem. I to on ma wypowiedzieć to słowo, nie Walt, więc nie ma zastrzeżeń raczej, ani powodów, by zmieniał hasło, skoro już jedno miał :)

  2. Katka pisze:

    Tigram, zmieniałyśmy potem na „Jimmy” i się nawet zastanawiałam, czy gdzieś jeszcze nie zostało Mason. Jak widać zostało XD Więc dzięki, poprawię :)

  3. TigramIngrow pisze:

    „Oczywiście! Hasło – powtórzył, zwilżając usta językiem, czując narastającą ekscytację. – Jakie będzie?
    James przełknął ślinę, myśląc, na co się godzi. W sumie chyba niedużo ryzykował. Tym bardziej, jeśli Walter nie wydawał się aż tak pewny jak niektórzy faceci, z którymi sypiał.
    — Mason? Jak zwrócę się do ciebie po nazwisku, to… to żebyś przestał. – ” NBTS 37
    „Chciał chociaż troszkę… odrobinkę tam wylać, ale nie chciał go skrzywdzić. — Pamiętasz nasze hasło?
    — „Jimmy”. Pamiętam, ale…. — ” IOI 18

    To w końcu jakie ono jest?

  4. Katka pisze:

    Luinlos, taak, każdy zachowuje się inaczej w różnych sytuacjach, a Walt… no przy Jamesie totalnie mięknie (względnie sztywnieje w odpowiednich momentach XD), więc cieszę się, że ujrzenie go w innej odsłonie jest przyjemnie :) „nie musiał się martwić, że będzie do kogoś porównywany i dodatkowo miał okazję dać Waltowi coś, czego nie mógł otrzymać od Alberta.” – taaa, akurat jeśli chodzi o seks, to Jamesa Walt nie ma do kogo porównać. Nigdy nie próbował z nikim w ten sposób się „bawić”, więc w tym aspekcie James ma jako taką kontrolę i na pewno podbudowuje go to. Szczególnie, kiedy widzi, jak na Walta to wszystko działa :) I w ogóle taaaak mi się podobają te psychologiczne rozkminy na temat bohaterów. Tym bardziej, kiedy są one trafne, bo to w jakiś sposób wskazuje na fakt, że dobrze ich przedstawiamy. Choooć nie zawsze, bo tak, zdarza się, że się mylicie, haha, ale myślę, że to kwestia czasu, by poznać bohatera. Ale tutaj masz rację, Walt ma kogoś, na kogo może przelewać swoją energię i kto ją przejmuje. Z kolei James faktycznie swoim zachowaniem w pewien sposób hamuje Walta w granice rozsądku. Albert bardziej go prowokował niż hamował. Więc… No tak, wniosek jeden – James i Walt idealnie się zgrywają. „pewnie przemawia przeze mnie jakaś taka zgorzkniałość singla który zbyt długo już jest sam, no ale taka prawda, że nie zawsze ma ochotę patrzeć, jak inni rzygają tęczą :P” – tak btw, to niczym Jason XD On też cierpiał jako singiel, kiedy Charlie i Rush się za bardzo adorowoali publicznie XD I hahaha, oj tak, dla Alberta i tak dużym woooow był seks z mężczyzną, więc co dopiero jakieś udziwnienia…

  5. luinlos pisze:

    Bardzo podobało mi się, ze opisałyście rozmowę Walta z przyjaciółką. Lubię go obserwować w innym środowisku niż tylko z Jamesem. Przy Jamesie wchodzi w tryb „opiekuńczo-troskliwy” i ostatnio brakowało mi takiego „zwykłego” Waltera.

    Byłam trochę zaskoczona propozycją Jamesa, by zrobili w łóżku coś, na co nie chciał zgodzić się Albert. I jak się nad tym głębiej zastanowić, to może to być całkiem rozsądna taktyka. Dzięki temu James mógł się sprawdzić na „świeżym gruncie” – nie musiał się martwić, że będzie do kogoś porównywany i dodatkowo miał okazję dać Waltowi coś, czego nie mógł otrzymać od Alberta.
    W pewnym momencie Prawnik powiedział coś takiego: „Czuję, że naprawdę jesteśmy bardziej dopasowani niż byłem z Albertem (…) Czerpiemy… hm, ekscytację z podobnych rzeczy. Choć z różnych perspektyw.” To idealnie pokazuje ich kompatybilność w łóżku. Już kilka razy chyba mówiłam, że według mnie, to jeśli chodzi o charakter i postrzeganie świata, również do siebie bardzo pasują. Ale nie na zasadzie podobieństwa, co raczej uzupełniania się i utrzymywania równowagi w związku.
    Walt jest zbyt optymistyczny, otwarty i pewny siebie, James jest zbyt cichy, spokojny i zakompleksiony. Ale w jakimś stopniu to wszystko zaczyna się równoważyć. Walt ma kogoś, kto chłonie jego pozytywną energię (w sumie James ma chyba nieograniczoną zdolność absorbowania tej całej energii i optymizmu Walta bez efektów ubocznych, z kolei Albert nie mógł tego przyjąć i cierpiał z powodu jej nadmiaru i chyba nawet się tym dusił i czuł przytłamszony). Z drugiej strony nieśmiałość Jamesa sprawia, że Walt nie biega z nim po mieście i nie narzuca się za bardzo postronnym ludziom swoim związkiem (osobiście nie znoszę par, które bez opamiętania okazują sobie uczucia i czułości publicznie jakby chciały wykrzyczeć całemu światu że są razem do obrzydzenia szczęśliwi – pewnie przemawia przeze mnie jakaś taka zgorzkniałość singla który zbyt długo już jest sam, no ale taka prawda, że nie zawsze ma ochotę patrzeć, jak inni rzygają tęczą :P).
    Co do samego seksu – jakoś takie zabawy mnie nie kręcą, chociaż uważam, że jest to lepsza opcja niż „pan i sługa”. I jakoś zupełnie nie zaskoczyło mnie, że Albert nie chciał próbować takich rzeczy – dla niego sam seks w wersji „homo” że tak powiem, był dla niego sporym przeskokiem. Ba! Biorąc pod uwagę celibat, jakikolwiek seks byłby dla niego przeskokiem. A takie dodatkowe „atrakcje” chyba wydawały mu się już przesadą…

  6. Katka pisze:

    Another, muzyka to podstawa przy pisaniu :D Taka wena :D I dziękuję za komplementy a propos rysunków :) I… nie mogę się doczekać rysunków na konkurs! Czekam grzecznie! :D

  7. another69 pisze:

    Katka, gdy piszę też zawsze puszczam sobie jakąś muzykę, pasującą do danej sceny ;p To bardzo pomaga.
    Cieszy mnie też, że nie będzie tu nic ze stopami ;p Nie mam nic przeciwko tym, którzy to lubią, ale sama nie chce o tym czytać ;p
    No i rysunek jest świetny. Strasznie podoba mi się też ten obok z dziewczyną grającą na skrzypcach *,*
    A tak przy okazji to za chwile wyśle Wam rysunki na konkurs :)

  8. Katka pisze:

    Tigram, też lubię takie „zabawy”, a granica Jamesa… Daleeeeeka XD Na pewno jest COŚ, czego by nie chciał, hehe, ale co… XD

    Tess, niestety, kiedy scena jest okiem Walta, to o tym, jaki James jest słodki można pisać dużo… i tak, czasem za dużo. Nie będę w tej kwestii oponować. „drugiego takiego jak ta jego mysia, to na świecie nie ma” – nie masz pojęcia, jak mnie rozczuliło to zdanie XD Awwww! I zgadzam się! Walt też!

    Another, dobrze, że przetrwałaś. Wiem, że Walt czasami potrafi przesłodzić, ale… cóż, James to sprowokował, siedząc tak zakutany w kocyk jak siedem nieszczęść! No i śmiechowe są takie sytuacje, kiedy piszecie, że np. podczas czytania piliście to, co bohaterowie, czy coś w ten deseń, jak z tym kocykiem XD Mnie się mega fajnie np. pisało, gdy mi leciała ta muzyka, której Shane słuchał akurat w rozdziale, który pisaliśmy. Od razu się czuje bardziej w środku akcji. Ale, ale MUSZĘ się podpisać „Ja np. mam dziwny wstręt do wszystkich fetyszy związanych ze stopami *,*” – też nie lubię, dlatego mogę Cię zapewnić, że tego u nas nie uświadczycie XD I baaardzo mnie bawi, że akurat to zdjęcie Davida wybrałaś! Bo narysowałam kiedyś Shiv rysunek właśnie z tego zdjęcia. http://kakatka.deviantart.com/art/David-Gandy-2-217115333?q=gallery%3Akakatka%2F26734011&qo=23 Daleko temu do doskonałości, aaaale, też mi się spodobało XD Ach, ta dupcia. A jakby Albert zareagował, jakby się teraz dowiedział, że Walt takie rzeczy w łóżku z Jamesem wyczynia… Hm, wiesz, to w sumie jest bardzo dobre pytanie! I żałuję, że nie znam na nie odpowiedzi XD Muszę Shiv zapytać, bo sama jestem ciekawa XD A James i Walt faktycznie są teraz w dobrym związku. Jest zupełnie inaczej niż to, co miał Walt z Albertem. Zresztą, co ja będę dodawać, jak ujęłaś sedno sprawy. Więc jedynie mogę przytaknąć, że masz rację :D

  9. another69 pisze:

    Czytam jak to Jimmi siedzi pod kocykiem, cały zawinięty i nagle spoglądam na siebie i widzę, że też jestem calutka opatulona w biały koc xD Normalnie scena z życia wzięta.
    Początek był dla mnie chyba aż za słodki, ale jakoś go przetrwałam ;p Za to scena seksu bardzo ciekawa. Lubię różne takie fetysze, ostrzejsze zabawy itp. dlatego fajnie mi się czyta sceny erotyczne z ich udziałem :) Też jestem ciekawa gdzie jest granica, coś czego James nie mógłby zrobić. Ja np. mam dziwny wstręt do wszystkich fetyszy związanych ze stopami *,* Nienawidzę ich ;p Ale skoro on lizał raz czy dwa buty, to chyba dla niego nie jest granica. Są w końcu gorsze rzeczy, o których chyba nie będę pisać…

    A David jakoś średnio mi się podoba, chociaż jedno zdjęcie mnie powala:

    Nie wiem co jeszcze mam napisać… James nadal jest tak samo krytyczny wobec siebie i nadal ma super niską samoocenę, a Walt jest kochany. Z drugiej strony nie mogłabym być z nim w związku bo bym umarła na cukrzyce xD

    Jestem tylko ciekawa czy Albert się pojawi. No i to był ciekawy pomysł, by zrobić coś czego Albert nie chciał. Ciekawe jakby Al zareagował, gdyby wiedział co teraz ma w głowie Walt.. I nie chodzi mi o wielką miłość i jednorożce biegające po żelkowej tęczy, ale o te wszystkie fetysze ;p Może nagle by stwierdził, że dobrze się stało, że się rozstali xD

    A właśnie, takie spostrzeżenie. Wg mnie Walt i Jimmi są teraz w prawdziwym, dobrym związku. Bo to co miał z Al`em było… Kiepskie. Znaczy,w związku musisz czuć się luźno. Gdy jesteś w towarzystwie kochanka, powinieneś czuć się zrelaksowany, a nie spięty przez ciągłe kłótnie. I nie powinieneś się niczego wstydzić. W końcu ta osoba kocha cię całego. No i tak chyba jest u nich… Chociaż nie wiemy jakby Walt zareagował, gdyby się dowiedział o tych wszystkich facetach Jamesa… Ale tak czy siak, z Albertem było tak, że ciągle się spinali, Walt też nie mógł się wypowiadać na wiele tematów nie wszczynając kłótni. Tak nie powinno być. Jimmi i Walt dobrze się dopełniają.

  10. Tess pisze:

    Bym się rozczulała i rozczulała nad Jamesem, ale ile można pisać, że jest mega słodki i kochany?
    Tak się zaciekawiłam tym Davidem Gandy’m i z czystym sumieniem mogę napisać, że James jest od niego 10000000000000000000000 razy lepszy xD Więc ja Walta w stu procentach popieram i gratuluje wyboru, bo drugiego takiego jak ta jego mysia, to na świecie nie ma.

  11. Katka pisze:

    Adela, mam nadzieję, że nie tylko Ty tak czekasz, niemniej to strrrrrasznie słodkie :D Oj tam, to nie Peterson popada w kompleksy przy takiej narracji, tylko narracja się rozczula i stara się ukazać odpowiednio cały jego urok XD Za błąd dzięki, poprawione i taaak, miało być „twoje”, ale trzecią też uwielbia XD I spokojnie, Albert się jeszcze pojawi! Rzeczywiście, chwilowo wydaje się, że jego spotkanie w sklepie rozeszło się po kościach, ale nie martw się, jeszcze będzie miało swoje skutki :D Jedynie trzeba troszku cierpliwości :D I mam wrażenie, że masz słabość do pocieszania Jamesa przez Walta XD

    Tigram, tak, ten „on”, hehe, fajnie, że zaskoczyło XD I ostatecznie na plus czy minus? Domyślam się, po Twoich wcześniejszych komentach, że chciałabyś, by Walt przegiął, haha, ale jak Ci się podobał wosk? :) A jeśli chodzi o Gandy’ego… Hm, oczywiście Walt mógł powiedzieć Madeiros, Tamney, Teixeira, Velasco czy Kortajarena, ale to są mniej znane nazwiska, za to David Gandy to sławny model, więc domyślał się, że prędzej James się skapnie, o kogo chodzi, jeśli poda Gandy’ego. No i Gandy jest jak najbardziej sexy i podobnie jak Walt, wygląda dobrze w garniturach, więc porównanie jak najbardziej trafne XD

    Nezumicchi, mmmm, cieszymy się baaaardzo! :D I dzięki za komentarzyk! ;)

    Btw miłego tygodnia i miłej majówki, ludziki! ;*

  12. Adela pisze:

    „głaskał czule po mysich włosach.” „mysia kupka nieszczęścia” -> dobra ogarniam Peterson ma mysie włoski, musicie mu to caly czas uświadamiać?! Biedak, cóż się dziwić że popada w kompleksy – przy takiej narracji :P

    „Uwielbiam dwoje nogi…” wydaje mi się, że miało być twoje nogi, chociaż może chodziło o to, że Walt kocha obie nogi Jimiego, dlatego dwoje.. Ale w przypadku Masona można się raczej spodziewać miłości do trzeciej nogi Petersona, jeśli wiecie co mam na myśli :P

    Albert sie jeszcze pojawi? Bo w sumie jakoś ta sytuacja ze sklepu rozeszła się tak po kościach. Wymyślałam sobie, że psorek mógłby wybrać sie na spotkanie LGBT z Walterem i znowu popaść w kompleksy, po tym jak pozna sexprzyjaciół kochanka albo mu ktoś nagada od brzydali XD taki tam kolejny powód do pocieszania :p

  13. TigramIngrow pisze:

    Ten ON!
    Zaślepienie Walta sprawia, że mam ochotę trzepnąć go w potylicę… Nie lubię jak aż tak się rozpływa nad Jamesem,
    Ki chuj ten Gandy? Ostatnio czytałam opowiadanie homoseksualne i tam też było nawiązanie do niego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s