Fire Dragon Tattoo Studio – 140 – Hans

Juan pożegnał się z Kate buziakiem, ale mimo jej nalegania, nie wszedł z nią do studia. Niestety nie miał na to czasu. Musiał za pół godziny być już u siebie, by otworzyć knajpę. Mauri miał przyjść dopiero około południa. Dlatego Latynos jedynie mógł z tęsknotą popatrzeć za swoją śliczną dziewczyną, która właśnie zniknęła za szklanymi drzwiami studia Fire Dragon. Przez witrynę widział tam już Jasona, więc miał nadzieję, że Kate nie będzie się specjalnie nudziła do czasu, aż zrobi się większy ruch.
Zawrócił złoto-brązową Impalą i skierował się w stronę swojego miejsca pracy. Naprawdę cenił sobie niezależność, którą miał dzięki własnemu biznesowi. Podobnie zresztą jak cała ekipa jego dziewczyny, również pracująca na swoim. To dawało bardzo duże poczucie bezpieczeństwa, mimo że za plecami czyhały podatki, rachunki i cała ta uporczywa biurokracja. Fire Dragon miało ten plus, że Mike się tym wszystkim zajmował. Juan z kolei musiał się tego wszystkiego nauczyć i na każdym kroku obawiał się, że urzędnicy jakoś wykorzystają jego niewiedzę w ogarnianiu papierków. Na razie się kręciło i nie miał specjalnie na co narzekać. Miał za co żyć.
Dojechał pod Puerto de Colorido i otworzył je. Rozejrzał się po swoim przybytku, dumny z niego jak paw. Stoły były ładnie wyczyszczone, co znaczyło, że wieczorem dziewczyna, którą do tego zatrudniał, odpowiednio się o to zatroszczyła. Jeszcze sprawdził, czy w przypadku naczyń było podobnie i skierował się do niewielkiej piwniczki, aby przynieść stamtąd butelki. Niektóre alkohole szybciej schodziły, a przecież musiał mieć pod ręką wszystko co niezbędne do zrobienia drinków.
Zaświecił żarówkę zwisającą z niskiego sufitu i zszedł po wąskich, lekko skrzypiących schodkach.
— Nareszcie. Długo kazałeś mi na siebie czekać — usłyszał głos z wnętrza i o mało nie dostał ataku serca.
Zamiast tego zwyczajnie cofnął się o krok i wpadł na schodki za plecami. Wbił szeroko otwarte oczy w postać częściowo schowaną w cieniu i w ułamku sekundy przemyślał, czy już powinien spierdalać.
Ubiegł go niespodziewany gość, który chyba jakimś cudem czytał mu w myślach.
— Nie radziłbym zawracać. Siadaj na krześle — padł rozkaz, a Juanowi błysnął metal spluwy, którą dzierżył nieznajomy.
Był to dla niego dosyć mocny argument za tym, by okazać trochę uległości.
Przełknął z trudem ślinę i ostrożnie się uniósł. Dopiero teraz zauważył, że rzeczywiście na środku piwniczki zostało postawione drewniane krzesełko, najpewniej przyniesione z góry.
Bał się. Naprawdę, serce tłukło mu w piersi jak szalone, a pod białą koszulą czuł zimny pot. Domyślał się, z kim miał do czynienia.
Gdy tylko opadł na krzesło, osobnik wyłonił się z cienia. Był to bardzo wysoki mężczyzna. Oczywiście Juan, znając Jasona, i tak nie nazwałby tego człowieka najwyższym z tych, których kiedykolwiek widział, ale nie dałby mu mniej niż metr dziewięćdziesiąt. Zwrócił na to uwagę w dużej mierze przez fakt, że ten teraz stanął tuż przed nim, siedzącym na bardzo niskim krzesełku.
Hans, którego nazwiska Juan nie pamiętał, nie był mężczyzną, którego na pierwszy rzut oka można było posądzić o przestępczość. Był ubrany w szary, firmowy bezrękawnik ukazujący jego opaloną skórę oraz w wytarte jeansy. Ten ubiór wydawał się odejmować mu lat, choć wiekiem na pewno nie przewyższał trzydziestotrzyletniego Mauriego. Ciało miał bardzo zbite i żylaste, a twarz przeciętną, choć z nieprzyjemnymi ognikami w niebieskich oczach. Włosy musiał mieć naturalnie w kolorze ciemnego blond, bo takie były odrosty i krótka bródka okalająca skraj szerokiej szczęki. Reszta była jaśniejsza, najpewniej farbowana.
Gdy lufa została skierowana prosto do czoła Juana, ten pisnął cicho, ale nie zareagował gwałtownie. Wpatrzył się tylko lekkim zezem w spluwę, dysząc z trudem.
— Puf — mruknął Hans i stuknął go bronią w czoło, nim cofnął się o krok, delikatnie opuszczając ją w dół. Nie na tyle jednak, by Juan poczuł się bezpiecznie. — No, nieźle was pokurwiło, chico. Ty w ogóle wiesz, coście zrobili?
Latynos poczuł kolejne uderzenie niepokoju wywołane samym tonem głosu tego cholernego Niemca. Jego akcent był okropnie ostry i twardy, a w połączeniu z bezlitosnym spojrzeniem wywoływał u Juana kolejne wizje własnych zwłok w piwnicy.
— Chcieliśmy się tylko wycofać… — sapnął z trudem, bojąc się nawet otrzeć pot z czoła. Zerknął jedynie ukradkiem na lewą dłoń Hansa, w której ewidentnie brakowało kilku palców.
— Nikt…! Nikt nie wycofuje się z interesów ze mną — odparł ostro Niemiec, nieprzyjemnie zgrzytając zębami. — Chyba że bardzo chce skończyć obok trucheł na cmentarzu. A ty, chico? Może kremację preferujesz…?
— O Jezu, nie… nie zabijaj mnie… — wydusił Juan, z kolejną falą przerażenia patrząc na spluwę Hansa, który tylko wykrzywił nieprzyjemnie swoje wąskie, blade wargi.
I naraz uderzył Latynosa bronią w twarz, aż tego odrzuciło na bok. Momentalnie poczuł krew, więc cios musiał rozciąć mu skórę na kości policzkowej.
— Chętnie bym to zrobił, ale nadejdzie na to czas. Żadna jebana, latynoska świnia nie będzie mnie robić w chuja, ani żaden inny latynoski goryl nie będzie mi odcinał palców! — Hans wycedził mu prosto do ucha, pochylając się nad nim. — Psy węszą przez was, chędożone kutasy i wiesz… nawet jestem ciekaw, czy prędzej ja będę miał okazję ulokować wam kulki w tych śmierdzących czaszkach, czy moi aryjscy bracia, gdy jednak traficie do pierdla. A wtedy mój… jak wy to mówicie łajzy… amigo? Ta, wtedy, mój amigo, będziesz błagać, aby ci w końcu odstrzelili ten twój jebany, durny łeb. Będzie boleć, aż zesrasz się pod siebie, chuju.
Po tych słowach wyprostował się, patrząc z jawną pogardą na Juana. Ten zaś odetchnął, unosząc na niego wzrok. Przeszedł go nieprzyjemny dreszcz, ale miał dziwne wrażenie, że i Niemiec nie był specjalnie spokojny. Czyżby przez gliny…?
— Jest… dochodzenie? — rzucił, modląc się, żeby Hans stwierdził, że czas się ulotnić.
— Jak myślisz, kurwa?! Od czego są psy policyjne? Myślisz, że nic nie wyczuły? Te złamasy od narkotyków już dawno nad tym pracują, jak tylko znalazły ślad. Pierdolone narkomany. A jeśli już zdążyli obejrzeć nagrania z kamer w porcie, już odmawiałbym na twoim miejscu, chico, różaniec, by nie było was na taśmie.
Po tych słowach przetarł wydobytą z kieszeni spodni chusteczką leciutko zakrwawiony koniec lufy i schował ją z powrotem.
— A jeśli zrobi się spokojnie i psy zajmą się innymi sprawami… wasz zegar zacznie tykać — dodał zimno i zadrżał, jakby z ekscytacji, obserwując żarówkę dającą ostre światło. — Chyba że znajdziecie cudowny sposób na zrewanżowanie mi się. Chociaż… tego się nie spodziewam.
Pstryknął palcami w czoło przerażonego Latynosa, po czym zwyczajnie wyszedł z piwnicy. A gdy tylko echo jego kroków przestało rozbrzmiewać, Juan poderwał się z krzesła, upadł na kolana w rogu chłodnego pomieszczenia i zwymiotował.

***

Charlie sam nie wiedział, czy to dobrze, że miał dużo pracy. Może bardziej by się cieszył, gdyby właśnie nie tatuował na plecach kościstego punka postaci przedstawiającej śmierć z kosą. Cały czas czuł się, jakby siedział na szpilkach i tylko wyczekiwał telefonu od Rusha. Podejrzewał jednak, że ten szybko nie zadzwoni. Dzisiaj mieli załatwiać masę formalności, więc zapewne obaj z Alexem mieli niezły zapierdol.
Odetchnął, by ponownie skupić się na dopieszczaniu ciemnej przestrzeni w kapturze. Nawet nieźle wychodził mu zarys łysej czaszki pod nim. Tak, tatuowanie dość dobrze na niego wpływało… Tylko motyw mógłby być inny.
— Będziesz zadowolony, tęcza wychodzi bardzo radośnie. — Jason wszedł do pomieszczenia, w którym Charlie zajmował się klientem i uśmiechnął się do mężczyzny przebiegle, kiedy obejrzał już robotę chłopaka.
Klient prychnął pod nosem.
— Dobry numer. — Zaśmiał się, bezbłędnie wyczuwając żart. Przecież nie mogliby sobie pozwolić na zmianę tatuażu.
Jason znowu się lekko uśmiechnął.
— Mhm, jest nieźle. Wszystko okej? — spytał już normalnym tonem. Koleś na leżance był już kiedyś u niego, dlatego przeszli na ty.
— To plecy, nie tortury na żebrach, więc daję radę — odparł klient, który wydawał się odczuwać dyskomfort jedynie przez ciągłe podpieranie brody na dłoni, bo czytał cały czas gazetkę. Teraz odwrócił od niej wzrok na korzyść spojrzenia na Jasona. — Ostatnia sesja.
— Na cztery robiłem — dodał Charlie. Rzeczywiście, duży tatuaż był już w większej części zrobiony. — Chyba jest na tyle okej, że będzie można powiększyć, co? — Spojrzał na Jasona pytająco. Włosy nie wpadały mu do oczu podczas pochylania się, bo miał na nich czerwoną chustkę, a same włosy spięte w koński ogon.
— Na ścianę zdjęcie? — spytał Jason profilaktycznie. — Jak skończysz, to ci powiem, ale na razie bardzo dobrze wygląda — mruknął do siebie i dodał do klienta: — Będziesz zadowolony.
— Jak ty tak mówisz, tak pewnie jest. Chyba jedyne, czego wam tu brakuje, to jakiegoś speca od portretów — odpowiedział klient, pocierając się po szorstkiej szczęce. Miał dłuższego irokeza niż Jason, do tego pofarbowanego na biało, a boki całkiem zgolone. — Wiem, że czasem się tego imasz, ale chyba dalej sugerujecie, żeby się wybierać z tym do… tej twojej znajomki, co opowiadałeś?
— Emmy — wtrącił Charlie, a klient pstryknął palcami.
— Emmy.
— Bo robi dobre. Liczy się zaufanie klienta i jego pewność, że nie będzie miał na plecach chłamu — dodał Jason, podsuwając sobie taboret. Czasami fajnie było pogadać podczas pracy. — Bo o chłamie szybciej się fama rozejdzie i będzie mniej ludzi, niż jak polecamy konkurencję. Ale i tak robimy lepsze czaszki. — Zaśmiał się nisko i chrapliwie.
— Nie chwal się tak — prychnął klient. — A tak serio, nie myśleliście o zatrudnieniu kogoś od tego?
— Od portretów?
— Taa.
Jason wzruszył ramionami i spojrzał na Charliego.
— Może. Byśmy mieli tu niezłą zbieraninę, jeszcze bardziej niż teraz.
— Ciekawe, czy Mike by się zgodził. — Młodszy tatuażysta uniósł się, by nabrać więcej tuszu. — Ale z portretów niezła kasa jest, więc pewnie by się opłacało… Katy pewnie by sama chciała przeprowadzać rozmowy klasyfikacyjne. — Uśmiechnął się do siebie i znowu pochylił się nad trupią twarzą śmierci.
— Wtedy nikogo byśmy nie zatrudnili. — Jason zaśmiał się. — A co? Pytasz, bo chcesz nas zostawić i udać się do konkurencji?
— Raczej odesłałem kogoś do waszej konkurencji. — Leżący na kozetce mężczyzna przesunął językiem po zakolczykowanej wardze. — Wiesz, kumpel chciał Jezusa i pytał, gdzie mam go posłać. Miałem do was, ale… sam mówisz zawsze, że z tym to nie tu.
— Jak chciał mieć portret-portret, a nie kompozycję z Jezusem, to racja.
— Ta… Ale, stary, i tak ci powiem, że głośno już o was. Co mnie dziarałeś pierwszy raz, to ledwie zaczynaliście, nie? Teraz jesteście w pierwszej dziesiątce, jak się patrzy na popularność studiów w Miami w necie — dodał punk, a Charlie momentalnie uśmiechnął się do siebie. To były dobre wiadomości w aktualnie stresującym czasie.
— Mów tak dalej, a jeszcze młody da ci jakiś rabat. — Jason zaśmiał się, widząc twarz młodszego tatuażysty. — Ale dobra, widzę, że krzywda ci się tu nie dzieje, więc was zostawię.
Klient pokiwał głową i wrócił do czytania gazetki muzycznej, a Charlie tylko odprowadził Jasona spojrzeniem i dalej tatuował. Co raz jego wzrok kierował się do leżącej nieopodal na szafce komórki, ale ta niestety się nie odzywała. Rush ani nie dzwonił, ani nie pisał…

***

Gdy było już sporo po czwartej po południu i w studiu zrobiło się spokojniej, Kate postanowiła ulotnić się do sklepu po jedzenie. Wcześniej musiała czatować przy kontuarze, bo pozostała dwójka była zajęta w swoich pracowniach, a Mike miał urwanie głowy w swojej firmie. Teraz wreszcie mogła wyjść, co właśnie zrobiła, machając Jasonowi i Charliemu, którzy okupowali hol.
— To ja będę zaraz! — zawołała i wyszła akurat w momencie, gdy na parking przed studiem zaparkował biały Bentley.
Uśmiechnęła się szeroko, kiedy ze środka wysiedli Lenny i Ryan. Na chwilę porzuciła plan zakupów i bez ostrzeżenia obiegła maskę auta, aby rzucić się na Lenny’ego. Dosłownie. Zwiesiła mu się na szyi i pociągnęła w dół. Mężczyzna jęknął nisko i złapał ją za biodra, żeby pociągnąć ją w górę.
— Uuuch… Katy. Za… zabijesz mnie! — stęknął, kiedy dziewczyna z szatańskim uśmiechem jeszcze bardziej pociągnęła go w dół, uginając nogi.
— Korzysta, bo udaje się jej doskoczyć. Z Jayem tak nie może, za wysoko — skomentował rozbawiony Ryan, który właśnie zamknął samochód i schował kluczyki do jeansów. To on prowadził, co jednak nie było specjalnym zaskoczeniem.
— Ale… — Lenny jęknął, starając się dźwignąć dziewczynę, która chichotała i robiła niemal wszystko, żeby utrudnić mu życie.
— Dasz radę, Len! — Zaśmiała się i w końcu wyprostowała się, kiedy ten już ledwo zipał. Przytuliła go mocno i cmoknęła w policzek. — Idę kupić obiad, dorzucicie się? — zagadała, nadal trzymając mężczyznę blisko siebie, z ręką zarzuconą na jego ramię, jak zwykł to robić Ryan. Jej ofiara patrzyła na niego z nadzieją na ratunek.
Ryan sięgnął do kieszeni w poszukiwaniu portfela, gdy obchodził samochód, by się do nich zbliżyć. Wyjął z żalem kilka dolarów. Wiedział, że taniej wyjdzie, skoro na kilka osób. Wyciągnął banknot do Kate, a kiedy ta sięgnęła po niego, ten nagle złapał ją za nadgarstek drugą ręką i pociągnął do siebie. Kate wpadła w jego ramiona, Ryan cmoknął ją między oczami i wcisnął jej w rękę kasę.
— Mam nadzieję, Katy, że nie gustujesz w wegetariańskim jedzeniu, bo będę musiał zażądać zwrotu — dodał ze swoim specyficznym uśmiechem i dopiero ją puścił, z dodatkowym klapsem w pośladek. Zabawa zabawą, ale nie chciał, żeby aż tak nachalnie macała jego faceta.
Dziewczyna pisnęła i wystawiła mu język.
— Wiem, ty tylko mięso i mięso. Spoko, pamiętam. Chociaż nie wiem, czy lepiej nie kupić waszej dwójce piwa. Bo chyba nim się głównie żywicie. Będziecie brzydcy i grubi, jak będziecie się dalej tak odżywiać — prychnęła, a Lenny w tym czasie uśmiechnął się trochę na siłę, poprawiając zarówno związane włosy, jak i koszulkę.
— Katy, naprawdę nie będziemy mieć nic przeciwko, jeśli, skoro aż tak rani cię nasze menu, będziesz do nas codziennie zawijać po pracy i robić zdrowe obiady — odpowiedział Ryan, chowając portfel do kieszeni na tyłku.
— Jeszcze czego?! — prychnęła i machnęła im ręką. — Niedługo wrócę, rozgośćcie się — zgrabnie zmieniła temat i ruszyła w stronę centrum handlowego.
Lenny nic nie dodał, tylko wszedł do studia, przytrzymując za sobą drzwi, aby kochanek się nie guzdrał.
— O… Hej — powitał ich zaskoczony tym najściem Charlie, a Jason machnął im ręką zza kontuaru.
— No siema, słoneczka.
Ryan uśmiechnął się do nich czarująco i zawinął od razu na kanapę, na której siedział jego kumpel. Objął go i pocałował w policzek.
— No… Jeszcze nie wyglądacie jak wraki, więc chyba pospieszyliśmy się z tymi pożegnalnymi odwiedzinami. Braciszkowie, rozumiem, nie dzwonili z żadnymi smutnymi wieściami?
— Dzwonili, ale jeszcze większość przed nimi — wyjaśnił Jason, kiedy już przywitał się podaniem ręki z Lennym. Ten jeszcze o coś spytał i wyszedł na zaplecze po butelkę wody.
— Czyli jeszcze niedobry tatuś i mamusia nie wiedzą o tym, że dzieci wsadzają nie w te dziury, w które się spodziewali? — zagadał Ryan, a Charlie dał mu kuksańca w bok.
— Weź, Ryan. Toż nie powiedzą tego „ojcze, matko, wsadzamy w męskie dupy”.
— To by było zabawne — wtrącił Jason. — Alexa nawet nie widzę, jak mówi coś takiego do lustra, a co dopiero publicznie.
Lenny w tym czasie wrócił do reszty, napił się z butelki, zakręcił ją i rzucił kochankowi z krótkim „Ryan”. Ten złapał ją i również ochłodził sobie gardło. Była chłodna, w sam raz w taki dzień.
— W ogóle widzę, że się wozicie samochodem Alexa. Tylko wiecie… żadnych numerków w środku. — Jason uśmiechnął się do nich i zrobił przy kontuarze miejsce Lenny’emu na drugim taborecie, skoro Charlie i Ryan okupowali kanapę. — Alex by się wściekł, jakby zobaczył niepożądane plamy.
Charlie uniósł na nich spojrzenie i w ostatnim momencie ugryzł się w język, by nie powiedzieć głośno „w końcu ktoś by tam coś zrobił”.
— Tylko nim jeździmy — odparł Jasonowi Lenny, siadając obok niego.
Śmiesznie wyglądał, wystając dużo mniej za kontuar niż tatuażysta. Aż musiał schylić się, żeby sprawdzić, czy nie dało się jakoś wyregulować tych taboretów. Niestety nie było takiej możliwości.
— Mieliśmy jechać na plażę, ale uznaliśmy, że przyjedziemy zobaczyć, czy jeszcze żyjecie — dodał Ryan.
— Piasku też nie naniesiemy — uspokoił starszego tatuażystę Lenny, prostując się w końcu i poprawiając się na, za niskim w jego mniemaniu, stołeczku.
— Taa, mam nadzieję — odpowiedział Jason i chciał jeszcze coś dodać, ale nagle rozdzwoniła się komórka Lenny’ego, więc urwał.
Ten jęknął i sięgnął do kieszeni, patrząc, kto dzwoni. Zaklął w myślach.
— Moment — przeprosił i szybko wyszedł ze studia, aby odebrać.
— Lenny! — Juan odezwał się do telefonu żywo, gdy tylko mężczyzna przystawił telefon do ucha, już za szklanymi drzwiami studia. — Słuchaj, potrzebuję numeru Alexa. Albo maila chociaż, co? Masz?
Mulat zerknął w stronę studia i schował się za murek, żeby nikt go nie widział.
— Po cholerę? Nie ma go, załatwia swoje walnięte sprawy ze starymi w tej przeklętej Anglii. Co jest?
— Mówił, że załatwi nam alibi, to ja muszę, do cholery, wiedzieć, co mam mówić psom, jak przyjdą! — odpowiedział Juan zduszonym głosem. — Podobno jest śledztwo. Czujesz? Kurwa mać!
Lenny uderzył dłonią w ścianę i warknął pod nosem. Że też to wszystko mi się na łeb zwaliło! Nie pójdę teraz przecież do Jasona z radosnym: „Hej, daj mi numer do Alexa, bo musi podać nam fałszywe alibi”. Chłopak zaczynał go wkurwiać na tyle, że miał coraz większą ochotę iść i załatwić sprawę z Hansem po swojemu. Wtedy jednak już by mógł się nie pokazywać Ryanowi, ani jego ukochanemu przyjacielowi na oczy, żeby im co chwila nie kłamać.
— Jesteś skończonym kretynem, Juan! Po chuj tam w ogóle lazłeś, po chuj się w ogóle w to wpierdalałaś?! — warknął i przetarł twarz dłonią. Musiał się uspokoić. — Nie mam do niego numeru, więc ci go nie podam. Nie jestem twoją matką, do cholery!
— Len, ja pierdolę! Hans był u mnie rano, przystawił mi pierdoloną spluwę do głowy! Jak go zamkną, to nas zajebie, jak nas z nim zamkną, to też nas zajebie! — Juan brzmiał na nieźle przerażonego tym, co się działo.
— Jak nas zamkną, to ja cię zajebię za twoją głupotę! — syknął Lenny i oparł się o ścianę. — Spytam Charliego, Jason za szybko coś wyczuje. A na razie nie rób niczego durnego. Jak przyjdą psy, to ty o niczym nie wiesz i… byłeś na prywatnym spotkaniu. Prywatnym-prywatnym, Juan — dodał, wkurzony na pieprzony zastrzeżony numer, z którego dzwonił do niego Alex. Ale i tak już nie chciał go w to bardziej mieszać. Najwyżej załatwi to po swojemu, będzie musiał tylko odświeżyć kilka kontaktów. Ten przemądrzały blondi miał już dość na głowie.
— Dobra, dobra… Ale, Len, nie chcę się jakoś tłumaczyć, ale no, kuźwa, to samo wszystko jakoś wyszło! A Hans jest tak wkurwiony, że myślałem, że mi łeb odstrzeli.
Gdy Juan mówił, Lenny zobaczył, jak z naprzeciwka nadchodziła Kate z siatkami pełnymi pudełek z jedzeniem. Wyszczerzyła się do niego, w drugiej ręce mając ciężką reklamówkę z butelkami coli, co z kolei ze studia najwyraźniej zobaczył Ryan, bo postanowił wyjść i pomóc jej z tym wszystkim. Widząc kochanka z boku i jego minę, która wyrażała mało pozytywne emocje, rzucił mu pytające spojrzenie. Nie zatrzymał się jednak, tylko podążył w stronę Kate.
Lenny zaklął w myślach. Nie miał jak teraz o tym gadać.
— Zajmę się tym. Oddzwonię, teraz nie mogę gadać, a ty nie rób nic durnego — dodał do telefonu jak mantrę, nim się rozłączył.
Nie miał ochoty słuchać tych miałkich wytłumaczeń. Informacja została już przekazana. Hans wiedział, gdzie jest Juan, groził mu, a psy węszyły. Było cholernie niefajnie.
Widział, jak w jego stronę szli Kate i Ryan, obładowani siatkami z jedzeniem i piciem. Ryan, niczego nieświadom, uśmiechnął się do niego, a dziewczyna ostatnie kilka kroków przebiegła.
— Mam wszystkiego po trochu! Wiesz, sałatki, ale też jakieś chińskie i pomyślałam o pizzy i mi taką w kawałkach popakowali — pochwaliła się.
Lenny podszedł szybko do drzwi, otwierając je przed dziewczyną zaraz przed tym, kiedy ta wpadła na pomysł się z nimi szarpać.
Gdy wkroczyli do studia, ujrzeli osobliwy widok Charliego i Jasona niemal zetkniętych za kontuarem ramionami oraz pochylonych nad telefonem tego pierwszego. Z głośnomówiącego dobiegał głos Rusha, który najwyraźniej już żegnał się z nimi, nie mając więcej czasu na rozmowę.
— Okej, to uściskaj Alexa od Jasona i załatwiajcie dalej. Dzięki, że zadzwoniłeś. I kocham cię — Charlie wydusił z siebie bardzo szybko, jakby jego kochanek miał się natychmiast rozłączyć.
Jason uśmiechnął się pod nosem, a Kate, gdy tylko zauważyła, z kim gadają, wydarła się w ich stronę z nadzieją, że Rush ją usłyszy:
— Wszyscy was kochają!
— Też, wybacz, już, buziaczki — dobiegło z komórki, nim połączenie zostało przerwane. To był szybki telefon.
Charlie westchnął i spojrzał na Jasona.
— No… Żyją. — Uśmiechnął się słabo, a Ryan z Lennym zaczęli wydobywać zawartość zakupów na stolik.
— No, więc nie macie czym się martwić i siadajcie zjeść. Trzeba jeść, Jay, bo Alex cię nie pozna, jak zamienisz jedzenie na papierosy — zażartowała Kate, jak zawsze starając się nie myśleć o niczym złym.
— Taa, jeszcze znosi moje palenie, nie pogarszajmy tego — prychnął mężczyzna i przetrzepał włosy Charliemu. — Chodź, młody, nie smęć.
Młodszy tatuażysta pokiwał głową i przyniósł z pracowni jeszcze dwa taborety, żeby mieli na czym siedzieć. Wszyscy zabrali się za jedzenie, a Ryan, który zdążył już dorwać jeden z większych kawałków pizzy, zwrócił się do swojego faceta.
— Mama dzwoniła i wyklinała niedobrego synka, który za rzadko odwiedza ją w domu, że miałeś taką niepocieszoną minę?
Mulat spojrzał mu w oczy i przełknął kęs pizzy, którą sobie przywłaszczył. Siedzieli blisko siebie, więc nie musiał mówić na tyle głośno, aby wszyscy słyszeli.
— Nie. Juan. Chciał coś i męczył, to dlatego — odparł zgodnie z prawdą, unikając jednak mówienia szczegółów, na ile tylko się dało.
— Hm… jeśli o męczeniu i Juanie mowa, powinienem go wyciągnąć na deskę.
Charlie, który usłyszał odpowiedź Ryana, wpadł na pewien pomysł i spojrzał po całej reszcie.
— Może, jak się to wszystko skończy, zrobilibyśmy u Juana w knajpie jakąś większą imprezkę? Wiecie, drinki, muzyka… A on to ma przy plaży zaraz. Można by fajnie oblać sukces Alexa i Rusha, co?
Lenny powstrzymał się przed gorzkim skrzywieniem. Kate jeszcze przy tym była. Nie miał co powiedzieć, żeby ta nie zaczęła męczyć. Juan wpakował go w niezłe łajno. I cały czas myślał, jak pozbyć się Hansa oraz śladów. Bo jak nie on, to jego ludzie przypierdolą się do Juana.
— Nawet spoko, chociaż nie wiem, czy plaża to takie nasze ukochane środowisko bytowania — odpowiedział Jason Charliemu, biorąc dla siebie chińszczyznę. — Ale chyba byłoby fajnie.
— Nooo, nie musimy przecież siedzieć na plaży. Knajpka jest duża! — podchwyciła dziewczyna, której oczy już się świeciły na myśl o takim świętowaniu. — Juan nam jakieś pyszniutkie drineczki by robił!
— Uuu, Katy, nie chcesz mi chyba powiedzieć, że nie wykorzystujesz tego, czym się twój Romeo para i nie masz tych „drineczków” na co dzień — wtrącił się Ryan, sięgając ponad jej ręką do butelki coli.
— Mam, ale nie bój się, nie popadam w alkoholizm. — Dziewczyna zabrała mu dosłownie sprzed nosa butelkę i dopiero kiedy nią wstrząsnęła, podała mu ją. — Proszę — dodała, uśmiechając się wrednie.
— Dziękuję. — Ryan uśmiechnął się do niej olśniewająco, po czym uniósł ją nad głowę Katy i udał, że ją otwiera.
Zadziałało. Dziewczyna pisnęła i odsunęła się jak poparzona, a dopiero wtedy Ryan odstawił colę na stolik.
— Drań!
— Także darzę cię wyjątkowo ciepłym uczuciem, Katy.
Charlie, obserwujący całe zajście z mimowolnym uśmiechem, rzucił:
— Serio dobrze, że wpadliście.
— Bo już bawiłeś się w depresję, młody? — Jason szturchnął go w bok szyi pałeczką, którą jadł makaron z warzywami i mięsem.
Charlie stęknął i pomasował sobie szyję. Sam jadł sałatkę z tuńczykiem, więc nie bardzo miał nawet czym rzucić w Jasona, a o uderzeniu go widelcem w kościste dłonie wolał nie myśleć, bo bolało go na samo wyobrażenie, jak mogłoby stuknąć.
— Nie no, nie depresję. Po prostu wolę o tym nie myśleć.
— Jeszcze kilka dni. I tak Rush częściej do ciebie dzwoni — odparł Jason jakoś automatycznie pokrzepiająco. Sam czuł się w gorszej sytuacji. Alex rzadziej się z nim kontaktował, a i wyjeżdżając, był mniej pewny tego, co robi, niż brat. Tak mu się przynajmniej wydawało. Liczył, że błędnie.
Charlie pokiwał głową.
— Ma więcej czasu. A Alex więcej odwala niż Rush, nie czarujmy się. — Zaśmiał się krótko, choć nie było mu w tym temacie do śmiechu.
— Hej! — przerwała im Kate. — Dość smętów! Wszamajcie i lepiej opowiadajcie, coście się z tym punkiem w pracowni tak zagadali. Fajny człowieczek. Pamiętam, że mu robiłam kolczyki w wardze, a potem debil ją czymś przypadkiem rozciął i musiałam jeszcze raz, jak się zagoiło i…
Dziewczyna rozgadała się, ale jakoś w tym momencie nikt nie zamierzał jej przerywać. Chyba każdemu z nich było trzeba trochę paplaniny o niczym, żeby nie myśleć o sprawach… bardziej przytłaczających.

15 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 140 – Hans

  1. Katka pisze:

    Aoi, taa, niestety tak to jest, że jedni czekają bardziej na jeden wątek, a inni na drugi. I trzeba znaleźć na to jakiś złoty środek, by było sprawiedliwie. To ciężkie XD I cóż, fajowo, że mimo swojego braku sympatii do Lenny’ego jednak widzisz, że wtedy by było ciężko Ryanowi. A Charlie i Jason… hehe, taaa, zdarza im się jednak czasem porozumieć XD I to nie tylko w łóżku! No ale ich kontakt jest specyficzny. Myślę, że obaj się lubią, mają pewną więź, mimo że działa ona na różnych zasadach w różnych sytuacjach :) Pozdrowionka i miłej niedzieli! ;)

  2. Aoi (@JoasAdamczak) pisze:

    czuje się bardzo, bardzo zawiedziona bo myślałam że ciąg dalszy akcji w Anglii będzie a tu dupa. I jeszcze Juan to kompletny kretyn i bezmózgowiec, nie lubię Lena jak by poszedł znowu siedzieć nie miałabym nic przeciwko tylko cholera żal by mi było biednego Ryana :(. Charlie i Smok jakie zrozumienie i współpraca aż miło poczytać xD. weny

  3. Katka pisze:

    Seiridis, pojechałaś po całości XD Uroooczo i tak delikatnie XD

    Tigram, awww, musiał być fajny. „Ot co. Pokochałabym” – podpisuję się XD

  4. TigramIngrow pisze:

    Another, „A tak przy okazji to kocham to, że jest takim kurduplem xD ” – mam to samo. W pracy miałam takiego niskiego kolegę, 27 lat. Był uroczy i rozbrajający. Cudni są tacy. A ten ma jeszcze dredy, nie pali i jest ciemnoskóry. Ot co. Pokochałabym.

  5. TigramIngrow pisze:

    Kat, emocje są dobre jak są na raz. A ja podejrzewam,że bym się zdenerwowała tym co tam było napisane i normalnie chodziłabym wściekła czekając na kolejny odcinek, a tak pominę i cały wątek ogarnę jak będzie więcej rozdziałów.

  6. Katka pisze:

    Shinu, najlepiej by było, jakby nikt nie poszedł siedzieć, ale no… sprawa jest ciężka, tym bardziej teraz, jak się okazało, że jednak psy już węszą. Ale taaak, nie dziwię się, że z dwojga złego, wolałabyś, by Mauri i Juan poszli do paki. Och, a Lenny i to określenie „obrońca uciśnionych”… Ta, jest wrednym skurczybykiem czasem, ale ma taki lekki syndrom starszego brata…

    Tigram, to takie rozkoszne, jak są głosy za tym, że sielanka jest za nudna i powinno się coś dziać, a są też takie, że jak coś się dzieje, to jest za dużo. I wtedy autor ma lekki problem, haha. Choć przyznam osobiście, że dla mnie im więcej emocji w tekście, tym lepiej, ale wiadomo, każdy w tym szuka czegoś innego, każdy jest wszak inny. Zatem, rozumiem. Dobrze jednak by było, gdybyś wiedziała, co się dzieje, bo to wątek na ten moment istotny.

    Yaoistka, wpakował się, bo… bo tak wyszło XD Niechcący, na pewno by tak powiedział. A te serduszka Greyom i ich facetom chętnie przekażemy XD

    Oshi, zgaaadzam się, samochodzik ma zajebisty. Chyba z tych wszystkich, które mają tutaj bohaterowie właśnie jego mi się najbardziej podoba (jeśli nie liczyć motoru Jasona XD). Och, no i jak niecnie czekasz na to Ryanowe olśnienie… Lenniak by się z Tobą nie zgodził i chętnie by odpukał, by to nigdy nie wyszło na światło dzienne XD Bo się domyśla, że Ryan spokojnie by tego nie przyjął… A co do Alexa i narzeczonej… oj, już niedługo. Tzn. na nich na pewno, dla Was gorzej, haha, aaaale już tuż tuż :) Choć pytanie, czy mu się faktycznie uda jej pozbyć, czy wyniknie z tego coś… niefajnego…

    Tess, braciszkowie byli ostatnio, więc musiał nadejść czas na troszku akcji w Miami, skoro, jak sama widzisz, sprawa jest tutaj niemalże równie gorąca. „Zawiódł mnie i to cholernie boleśnie mnie zawiódł.” – no mógł się w to wszystko nie pakować :( Ale widać miał za miękkie serce, żeby po prostu pozwolić Juanowi ugrzęznąć w tym błocie. Ooooj tam, wykończycie od razu… Dajemy Wam tylko więcej emocji i nerwów – ponoć szybciej się spala kalorie, jak się denerwuje XD Więc to tylko dla zdrowia!

    Luinlos, jak Wy dzisiaj uroczo jeździcie po Juanie XD No ale cóż, należy mu się, więc może zmądrzeje na następny raz, jak tyle ludzie będzie mu mówić, jak debilnie się zachował XD I tak, masz rację, Lenny się zmienił przy Ryanie. Tak samo jak Jason zmienił się przy Alexie, Alex przy Jasonie, czy Rush przy Charliem. Na szczęęęęście ludzie ewoluują, znajdują te granice, przystosowują się… problem tylko, że faktycznie przez to Lenny trochę wpakował się w bagno. „Bo coś mi się wydaje, że Rayan może mieć do niego większe pretensje o to, że nic mu nie powiedział o tak poważnej sprawie, niż o to, że pomaga Juanowi.” – baaaardzo trafnie, hehe. To jest sprawa dość… ciężka. Ryan wie, że Lenny tak naprawdę nie mówi mu zbyt wiele, ale to może być czymś, co naprawdę wyprowadzi go z równowagi. O ile faktycznie się dowie.
    Atmosfera w studiu rzeczywiście jest w stanie często wesprzeć na duchu :D Oni tam z reguły mają bardzo przyjemnie. I cieszę się, że Ci się podobało. Charlie rzeczywiście wciąż widzi w Jasonie swego rodzaju mistrza i to się chyba nigdy nie zmieni XD Co do nowego bohatera… ktooo wiee… Wiesz, jeszcze kwestia tego, jak się inni zapatrują na taką sprawę. W końcu Katy może się nie podobać, że ktoś jeszcze wszedłby im do studia z butami, a Mike mógłby nie chcieć ze względów finansowych, bo to oznaczałoby kolejnego pracownika, a może ocenić, że to się nie opłaca… Zatem jeszcze wszystko wyjdzie w praniu :) Ale na razie idea jest. „Lubię, jak pary robią takie drobne rzeczy odruchowo i z minimalną ilością słów.” – taaak, to kwestia dobrego porozumienia, a to nie zawsze wypala w związkach. Ale… no dobra, Lenny i Ryan są innymi osobowościami, ale tak naprawdę mają ze sobą bardzo wiele wspólnego, więc na niektórych płaszczyznach rozumieją się wręcz bez słów (o ile jest opcja „bez słów” w przypadku Ryana XD). Hahaha, no i jak niecnie na koniec! Charlie miałby podejrzeć Alexa i Jasona w łóżku… no cóż, nie będzie to wyznaniem tajemnicy, jeśli powiem, że chyba by chętnie popatrzył. Zarówno z ciekawości, jak i z uwagi na fakt, że Jason go przecież jara(ł), a Alex ma w sobie dużo podobieństwa do Rusha. Dzięki za wielkiego komenta :D Przyjemnie się czyta takie rozkminy i w ogóle zauważanie dość szczegółowych niuansów :D

    Another, czas to wszystko, czego potrzeba w tym świecie teraz każdemu obywatelowi XD Też bym chętnie poprosiła o co najmniej dodatkowe 6 godzin na dobę… Zatem rozumiem i bez stressu, poczytasz, jak się czas znajdzie ;) Rozdziały w każdym razie nie uciekną XD No, chyba że będzie jakiś problem natury technicznej… Oby nie. „Możecie wymyślić wiele ciekawych scenariuszy :p” – a przyznam, że cały ten wątek został już do końca napisany, więc scenariusz już istnieje :D Ale masz rację, jest tutaj niezliczona ilość rozwiązań… Może stać się wszystko! Mniej lub bardziej negatywnie. Oooch, a ta popularność jest faaaajna :D W sensie, że się tak wyświetla od razu na google, to dzięki temu chyba więcej ludków jest w stanie do nas trafić, co baaaardzo cieszy, bo im więcej nas tutaj, tym większa radocha! :D „Mam nadzieję, że coś o tym będzie, bo prawda jest taka, że przeszłość Lennego jest jedną wielką zagadką.” – chyba już o tym coś wspominałam ostatnio, ale tak, z uwagi na fakt, że wątek Hansa dość mocno dotyczy Lenny’ego, to na pewno przy okazji więcej się o nim dowiecie :) Mam nadzieję, że to pomoże w pewien sposób zrozumieć jego postać. I TEŻ lubię to, że Lenny jest kurduplem! XD To mega zabawnie wg mnie, ale jak sama zauważasz, to jak wygląda przy Jasonie musi być mega komiczne :D Ach, biedny Lenniaczek… Och, och, no i te możliwe scenariusze co do imprezki u Juana… Każdy, który wymieniłaś, automatycznie zwizualizował mi się w głowie XD W ogóle cieszę się, że doceniasz, że nie siedzimy tylko w Anglii aktualnie. Rzeczywiście, seria rozdziałów z samymi braćmi Grey mogłaby być bardzo angstowa… A to by było dobijające i jeszcze byście stąd wszyscy pouciekali XD Powodzenia z sosem czosnkowym! :)

  7. another69 pisze:

    Ufff… Powinnam w tej chwili dalej sprzątać dom, bo dzisiaj mam wyprawiane urodziny, ale oczywiście nie mogłam…
    Widząc nowy rozdział i jego tytuł, po prostu nie miałam wyboru.
    Przyznaję, że ostatniego rozdziału NM nie przeczytałam w ogóle przez brak czasu, ale w tym wypadku byłam za bardzo ciekawa.
    Sądziłam na początku, że stanie się tak, jak przewidywał Lenny, czyli, że Hans spali mu jego dobytek. A tu taka niespodzianka… Przyszedł osobiście. Heh, dobrze, że nie zabił naszego latynoska. Ale raczej nie z powodu miękkiego serduszka.
    Gdy tylko wspomniał o psach, od razu miałam przeróżne wizje w głowie… Ojciec Ryana oglądający nagrania z portu i poznający jego kochanka… Macie tu pole do popisu. Możecie wymyślić wiele ciekawych scenariuszy :p

    I fajnie, że Fire Dragon jest tak popularne. I wiecie co? Nie tylko ten salon, ale i Wasza strona xD Tak sobie na Google wpisałam „Fire D…” i się samo pokazało ;p
    Heh, ale to tak odbiegając od tematu ;p
    Coś czuję, że specjalnie zaczęłyście o tych portretach, żeby dodać do opka jakąś nową postać, jestem bardzo ciekawa.

    I… Katy to zło wcielone xD Niby powinnam współczuć Lennemu… Ale chyba za bardzo mnie to śmieszy xD Sama chciałabym mieć takiego Lenniaka… Chociaż w zasadzie to mój chłopak też jest raczej pantoflarzem ;p To zabawne jak bardzo Lenny się zmienia… Przecież na samym początku ZGWAŁCIŁ Ryana. Do tego nie jest najdelikatniejszą osobą na świecie, no i jest bardzo męski… A potem przychodzi jakaś kobieta i staje się bezbronny jak dziecko. Jest w tym coś bardzo, bardzo ciekawego. I zastanawia mnie bardzo, dlaczego taki jest. Jaka jest jego matka, ich relacje? Mam nadzieję, że coś o tym będzie, bo prawda jest taka, że przeszłość Lennego jest jedną wielką zagadką.
    A tak przy okazji to kocham to, że jest takim kurduplem xD Szczególnie fajnie musi wyglądać przy Jasonie… Jej, a pewnie przez swój irokez, tatuażysta wygląda na jeszcze wyższego. Muszą być ciekawym widokiem…

    A czytając o pomyśle na imprezę u Juana, aż się przestraszyłam… W głowie mam już balangę, która kończy się tragicznie, bo akurat w ten dzień Hans postanawia się zemścić… Albo nie wiem… Dowiaduje się, że Ryan jest synem gościa, który go ściga i go porywa! Albo podpala knajpę z nimi wszystkimi w środku… Albo wpada tam z uzbrojonymi koleżkami… Noż kurde xD Jest tak wiele opcji.

    Rozdział przeczytałam bardzo szybko… Znaczy, takie miałam wrażenie. Aż się wkurzyłam, że to już koniec xD

    Dobrze, że nie uwzięłyście się tylko na tą sprawę z braćmi, ale też zajmujcie się innymi bohaterami, bo tak wydaję mi się lepiej. Tam u Greyów pewnie będą same negatywne emocje i ciężka atmosfera, a gdy dajecie tu sceny typu „Lenny i taborecik” to od razu czujesz się luźniej ;p Nawet mimo Hansa.
    No i strasznie uwielbiam Jasona… Cholera, jest w o wiele gorszej sytuacji niż Charlie i drugi gołąbek. Ale przy tym praktycznie nie narzeka, nie użala się nad sobą i nie robi z siebie ofiary.
    Oj Jasooon…
    Dobra, to by było na tyle chyba.
    Trzeba zrobić sos czosnkowy ;p
    Pozdrawiam i życzę weny ;)

  8. luinlos pisze:

    Juan, ty skończony idioto.
    Jak się jest taką skończoną sierotą, to się nie powinno pakować się w coś, co przekracza naszą wytrzymałość nerwową, na prawdę. A potem co? Szukanie pomocy u Lennego i wciąganie go w swoje prywatne bagno.
    Kurde, trochę mnie to złości, że „stary” Lenny (ten z czasów kiedy dopiero pojawił się w opowiadaniu) nie pozwoliłby raczej wrobić się w coś takiego. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo mnie cieszy to, że trochę… przyhamował odkąd spotyka się z Rayanem, ale w tej chwili może to skończyć się jakąś mega katastrofą.
    Zwłaszcza, że ciągle przypomina mi się to, że ojciec Rayana zajmuje się sprawami narkotykowymi.
    Martwi mnie, że Lenny nadal nic nie powiedział Rayanowi. Bo coś mi się wydaje, że Rayan może mieć do niego większe pretensje o to, że nic mu nie powiedział o tak poważnej sprawie, niż o to, że pomaga Juanowi.
    Jedyna moja nadzieja w tym, że za bardzo lubicie Rayana i Lennyego by im robić jakieś wielkie problemy ponad ich siły :P

    Ufff… Jak już sobie pomarudziłam, to teraz pora na milsze rzeczy. Szalenie podoba mi się atmosfera jaka panuje w studio w tym rozdziale. Do gustu przypadła mi zwłaszcza scena z klientem, Charlie był słodki jak tak szukał aprobaty u Jasona i chłonął pochwały tego kolesia którego tatuował, Jason taki wyluzowany, jestem pewna, że w niejednokrotnie jego opanowanie i spokojne zachowanie uspokajało klientów. Czy możemy się spodziewać pojawienia się nowego bohatera/bohaterki w kolejnych rozdziałaś? Bo ta gadka o portretach delikatnie to sugerowała (chociaż osobiście zupełnie nie podoba mi się ten typ tatuażu). W sumie, mogłoby być ciekawie. Ale jeśli akcja FDTS musiała by teraz rozdzielać się na więcej niż 3 pary to chyba bym umarła czekając na akcje Alex/Jason :P

    „Lenny w tym czasie wrócił do reszty, napił się z butelki, zakręcił ją i rzucił kochankowi z krótkim „Ryan”.” Lubię, jak pary robią takie drobne rzeczy odruchowo i z minimalną ilością słów. Tzn. jakby się rzucało butelką do znajomego to pewnie trzeba by powiedzieć „Rayan, chcesz się napić? To łap.” inaczej ktoś by oberwał butelką w twarz :P

    „— W ogóle widzę, że się wozicie samochodem Alexa. Tylko wiecie… żadnych numerków w środku. (…) Charlie uniósł na nich spojrzenie i w ostatnim momencie ugryzł się w język, by nie powiedzieć głośno „w końcu ktoś by tam coś zrobił”.”
    Och, Charlie, Charlie, mam wrażenie, że żyjesz w błędnym przeświadczeniu, że życie łóżkowe Alexa i Jasona jest nudne.
    Jejku, ależ bym chciała, żeby Charlie przyłapał Jasona i Alexa w łóżku (akcja podglądania w bonusie z elfami się nie liczy:P). Tzn. ja wiem, że on jest trochę ciekawy (kto by nie był) – w końcu spał z Jasonem, a Alex dla wszystkich poza Smokiem jest wielką niewiadomą. No i chciałabym, żeby Charlie i Rush zobaczyli, że Alex potrafi być otwarty, ciepły, uczuciowy jeśli tylko czuje się przy kimś bezpiecznie i pewnie. Heh.
    Jednak z drugiej strony, fakt, że tylko Jason zna prawdziwego Alexa też ma swój urok.

    Dobra. Kończę ten przydługi komentarz. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału – podobnie jak Tigram czekam na telefon Alexa do Jasona :)

  9. Tess pisze:

    Same problemy, same problemy!
    Wiem, że sprawa Hansa jest ważna, ale liczyłam jednak na kontynuacje zmagań braci Grey w Wielkiej Brytanii… Szkoda :d
    Już to pisałam, ale naprawdę takiej skrajnej głupoty jak u Juana dawno nie widziałam. Ale z nim to pół biedy. Gorzej ma Lenny. I tak szczerze to na niego jestem najbardziej wściekła. Zawiódł mnie i to cholernie boleśnie mnie zawiódł.
    Mam nadzieję, że ta sprawa się szybko skończy, bo nie wytrzymam nerwowo.
    Wykończycie mnie xD

  10. Oshi pisze:

    Zabiore Juan’owi jego Impale! Ah, cudowny samochód <3
    Nie moge się doczekać rekacji Ryana jak dowie się w co jest zamieszany jego facet. Licze na jakąś akcje z jego strony xD. Że też Juan musiał go w to wszystko wciągnąć. Gdyby policja dowedziała się, że Lenny jest w to jakiś sposób zamieszany, od razu trafiłby po więzienia.
    Maaaatko, kiedy Alex pozbędzie się narzeczonej? xD

  11. Yaoistka^^ pisze:

    No i super rozdzialik… Juan… ty idioto! po co się w to pakowałeś jełopie!? =.=

    Alex i Jason = SWEET LOVE <3<3
    Rush i Charlie = MEGA LOVE <3

    A reszta też LOVE ;) weny ^^

  12. TigramIngrow pisze:

    Pominęłam scenę z Hansem, bo nie byłam w stanie przebrnąć. Jak wspominałam wcześniej, to za dużo emocji jak dla mnie.
    Niechby Alex zadzwonił do Jasona! No i jeszcze miał mu wysłać zdjęcie, na które również czekam, :D

  13. Shinu pisze:

    Cholerny Juan. Zachciało mu się, kuźwa, zabawy z prochami. Jak Lenny będzie miał przez niego problemy z prawem, to się serio wkurzę. Jak ktoś ma iść siedzieć, to tylko Juan i ten Mauri cały, Leniaka mi zostawcie w spokoju. Chociaż on też dobry, obrońca uciśnionych do jasnej cholery. Eeech, no nic, czas pokaże. Mam nadzieję, że będzie happy end, nie chcę tutaj żadnego kryminału ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s