Fire Dragon Tattoo Studio – 139 – Martin i Olivia

Alexander Grey siedział jak na szpilkach, odkąd weszli do samolotu. Przez cały lot nie zmrużył oka ani na chwilę, w przeciwieństwie do swojego brata, który pomiędzy posiłkami ucinał sobie krótkie drzemki. Alex za to wypił chyba z pięć kaw. Nie były jednak mocne, a wręcz przeciwnie. Smakowały ohydnie, nawet jak na pierwszą klasę, chociaż mógł to zwalić na stres. Teraz nic by mu nie smakowało.
Kiedy dolecieli, z lotniska odebrał ich wysłany przez rodziców kierowca. To było oczywiste, że ani ojciec, ani matka nie zaszczycą ich tu swoją obecnością. Jeane też nie okazała się specjalnie nadgorliwa.
I teraz znowu siedzieli, a Alex był tak sztywny, jakby jego ubranie nie było z materiału, a z cementu.
Londyn wyglądał zupełnie inaczej niż słoneczne Miami. Na szczęście nie padało, a temperatura nie była wybitnie wysoka, jak na środek kwietnia. Do tego było dosyć wietrznie, czego doświadczyli, wysiadając z samochodu pod posesją.
Szofer otworzył im drzwi i podążył po ich bagaże. Bracia Grey mieli okazję ponownie ujrzeć posesję, w której się wychowali. Z przodu znajdował się spory ogród, który odgradzał budowlę od reszty świata z jej drugiej strony. Ściany utrzymane były w jasnej tonacji, a liczne okna wyczyszczone na błysk i chyba niedawno wymieniane.
Nikt się nie kwapił, żeby chociaż wyjrzeć przez jedno z nich, aby sprawdzić, kto przyjechał. Bracia, z duszą na ramieniu, podążyli do głównego wejścia i weszli do szerokiego, długiego przedpokoju. Gruby dywan, eleganckie tapety na ścianach i obrazy, wazy oraz drogi żyrandol. Już na powitanie posiadłość wyglądała tak, jak powinna. W starym, angielskim stylu, ciemna, o ciężkiej atmosferze i tradycji zbierającej się na ścianach tak, że można ją było zeskrobywać szpatułką. Jeśli kiedykolwiek Rush miałby powiedzieć Charliemu, jak wyglądał jego rodziny dom, to równie dobrze mógłby ograniczyć się do: „Wyobraź sobie taki stary, nudny dom z równie nudnego, angielskiego filmu, to będzie mniej więcej to”. Snobizm był tu wręcz namacalny.
— Proponuję przebrać się po podróży i odświeżyć, nim pójdziemy przywitać rodziców —zasugerował Alex, ruszając do schodów, na piętro, na którym znajdowały się prywatne pokoje.
— Już mi się chce — jęknął młodszy z braci pod nosem, idąc za nim.
Ich walizki zostały już zabrane, więc przynajmniej nie musieli ich tachać na górę. Tak, ktoś ich wyręczał, było sztywno i ponuro. Byli w domu.
Kiedy przeszło godzinę później obaj zostali zawołani na kolację, wiedzieli, że nie będzie to spotkanie z ciepłymi uściskami, a pierwsze słowa, które padną, nie zabrzmią jak „kochani, jak się czujecie po podróży?”.
Sam widok rodziców w obszernej jadalni nieprzyjemnie ich ukłuł.
Ojciec, Martin Grey, wysoki mężczyzna z fryzurą do złudzenia przypominającą tę Alexa oraz z równo przyciętym zarostem, siedział na beżowej kanapie z lampką wina w dłoni i gazetą na kolanie. Na swoim prostym nosie miał osadzone gustowne, eleganckie okulary połówki. Był bardzo przystojnym mężczyzną, zadbanym jak na swój wiek, którego nie było po nim wcale widać.
Matka, Olivia, siedziała przy stole i wycierała błyszczące już sztućce delikatną serwetką. Gdy uniosła na nich spojrzenie, jej pomalowane bladą szminką usta wykrzywiły się w bardzo subtelnym uśmiechu. Staranny makijaż wydawał się być wykonany przez najlepsze charakteryzatorki, nie mówiąc już o garsonce, jakby prosto z fabryki. Ciemniejsze niż braci włosy upięte miała w gustowny koczek, a jej wyschnięte dłonie szybko przesuwały serwetką po srebrze.
Żadne z ich rodziców się nie odezwało, w imię zasady, że to młodsi pierwsi witają się ze starszymi.
Alex, który ubrał się w proste, czarne spodnie w kant, koszulę z wąskimi mankietami i kamizelkę podkreślającą jego figurę, skłonił głową rodzicom na powitanie. Rush, który jak zwykle nie był takim idealnym dzieckiem rodziców, uniósł dłoń na dzień dobry. Był w czarnych spodniach i granatowej koszuli.
— Witaj, mamo. Witaj, ojcze. — Alex zbliżył się najpierw do kobiety, po czym formalnie ją uściskał.
— Już jesteście. W samą porę, kolacja zaraz będzie podana — odpowiedziała Olivia, unosząc się, by przywitać się jeszcze z młodszym synem. To za jego wychowanie bardziej odpowiadała niż za Alexa, więc ten był bliższy jej sercu i niestety obaj bracia to czuli. Nikt nie bał się tutaj faworyzować jedno ze swoich dzieci, jeśli akurat je uznawał za tego warte.
— Mam nadzieję, że odpowiednio wypoczęliście przez tę godzinę bezczynności po powrocie, bo jest sporo interesów do załatwiania — dodał Martin, kierując swoje słowa bardziej do starszego syna. Odłożył przy tym gazetę i uniósł się, by formalnie uścisnąć jego dłoń.
Alex z chłodną, opanowaną twarzą spojrzał na swojego ojca. To jego zadowalał całe życie, to jego słowa wypełniał zawsze bez szemrania, to jemu… zawdzięczał to, kim był. Swoją pozycję, wiedzę, status, pieniądze… Wszystko. Włącznie ze strachem przed rozczarowaniem.
Nie przełknął śliny, bo obawiał się, że mężczyzna to zauważy.
— Witaj. — Podał mu dłoń, ściskając ją po męsku z bardzo formalnym uśmiechem na ustach. — Podróż nie była męcząca i gdy tylko zjemy kolację, to z wielką przyjemnością z tobą porozmawiam — dodał, widząc, że Richard był nieznacznie ignorowany. Przywitał się jednak z ojcem, ale ten, poza pytaniem, czy jeszcze nie splajtował, nie uraczył go dłuższą rozmową. Tak naprawdę to właśnie Alexandra zaczął dopytywać, jak ten sobie radzi.
Kolacja minęła im w sztywnej atmosferze. Niemalże całą przekonwersowali na temat ich macierzystej firmy oraz wymienili kilka drobnych uwag o firmie Rusha. Martin był otwarcie kpiący, jeśli o to chodziło i jedynie naciskał, by splajtował po cichu. Nie chciał, aby zaszkodziło to ich nazwisku.
Gdy już główne danie zostało zjedzone i służba wyniosła talerze, w pomieszczeniu wciąż został zapach dobrego jedzenia. Nie było nic dziwnego w tym, że Alex z takim dystansem podchodził do nieraz sugerowanych przez Jasona restauracji. Nie umywały się do tego, co miał tutaj. Zresztą, ich matka dbała o to, żeby wszystkie składniki były jak najlepszej jakości. Włącznie z wodą, w której gotowały się niektóre produkty.
— Wciąż mieszkacie w tym hotelu, moi kochani? — zapytała formalnie Olivia, kiedy podano angielski pudding oraz herbatę. — Nie myśleliście, aby wynająć jednak prywatny apartament albo nawet kupić? Sama myśl, że ktoś przed wami spał w tych łóżkach, przyprawia mnie o gęsią skórkę.
— Nie musisz się o to obawiać, mamo — Alex zwrócił się do rodzicieli bardzo poufale. Byli już w końcu przy deserze, a i późna pora do tego… nastrajała. — Przed przyjazdem kazałem wymienić materace — skłamał gładko, bez drobnego zająknięcia się.
Rush zerknął na niego znad swojej filiżanki. Zastanawiał się, kiedy im powiedzą, z jaką sprawą tak naprawdę przylecieli. Wiedział, że nie dziś. Najpierw musieli załatwić kilka spraw, a poza tym, gdyby teraz z tym wyskoczyli, mogłoby się to skończyć tragedią. Siedział więc cicho, obserwował i czekał na jakieś pytanie. Nie chciał się za bardzo angażować w te formalne, snobistyczne rozmowy.
— Całe szczęście. — Kobieta odetchnęła w serwetkę i napiła się herbaty. Nie jadła dużo, była bardzo szczupła i dbała o linię. Mimo że już niemalże osiągnęła pięćdziesiątkę, można jej było dać, na pierwszy rzut oka, najwyżej czterdzieści dwa. Zresztą, bracia dawno nie widzieli jej bez makijażu i czasem zastanawiali się, czy w ogóle pozwalała się taką widzieć własnemu mężowi.
— Alexander, sugerowałbym ci, abyś nie zapraszał jeszcze jutro swojej narzeczonej. Domyślam się, że może i tęsknota cię dopadła, ale mamy ważniejsze sprawy na głowie niż miłość — wtrącił Martin, który najwyraźniej nie był zafascynowany tematem mieszkania synów. — To domena Richarda, byleby pamiętał, że mimo swojego wieku nie jest zwolniony z obowiązków — dodał, mówiąc do starszego syna, za to patrząc na młodszego swoim zimnym wzrokiem. Nie trzeba było się długo zastanawiać, żeby stwierdzić, po kim Alex odziedziczył swoje chłodne spojrzenie.
— Dobrze. Kiedy sugerujesz, abym się z nią spotkał? — spytał Alex, zastanawiając się i układając od razu plan, w jaki sposób zerwać z narzeczoną zaręczyny, aby ta nie wydrapała mu oczu.
Rush w tym czasie rzucił lekko zagubione spojrzenie na ojca, po czym szybko je spuścił. Zerknął jeszcze na Alexa. Nie powinien oczekiwać od niego obrony.
— Wiem, tato. Dlatego się staram, cały czas. Samodzielnie nawet — mruknął.
— Daj mu szansę, Martin. Jeszcze nie upadł — odpowiedziała Olivia, ciągnąc temat młodszego syna, przez co pytanie Alexa odbiegło na dalszy plan. Dla nikogo priorytetem nie było jego narzeczeństwo. — Choć dla mnie to wręcz niewiarygodne, że Alexander wciąż nie pokazał, że jest lepszy.
— Pokazuje na każdym kroku — uciął Martin. — Nie mów mi, Olivio, że nie widzisz, czyja ręka jest lepsza do interesów.
— Wiem doskonale, kochanie, czyja. Mam na myśli tylko swoje niedowierzanie, że Alexander wciąż folguje bratu. Gdyby chciał, mógłby przecież przyspieszyć upadek tej firmy. Nigdy nie dawałeś forów… wybaczcie ten kolokwializm, swojemu bratu — kobieta zwróciła się do starszego z synów, jedząc swój pudding maleńkimi kęsami.
Rush aż nabrał wody w usta i już chciał coś powiedzieć, że przecież sobie radził, że nie muszą go tak jawnie wyśmiewać przy stole, ale starszy z braci jeszcze spojrzał po rodzicach i pierwszy zabrał głos:
— Nie daję mu „forów”, mamo, jak to niezgrabnie ujęłaś. Richard radzi sobie w interesach samodzielnie. Obaj zajmujemy się swoimi sprawami, swoimi umowami i swoim życiem. To, że wasz syn jeszcze was nie rozczarował, powinno dobrze przecież o was świadczyć. Nie rozumiem, z jakiego względu wykluczacie go za przypadkową nieudolność. Nie lepiej skupić się na prawdziwej konkurencji, a nie samookaleczać się?
Rush z każdym słowem brata miał coraz większe oczy. Aż głupio się poczuł, że ten tak go bronił, ale… przecież sam nie miał nawet jak postawić się rodzicom, którzy patrzyli na niego przez palce. I jak czasami było to dobre, bo nie oczekiwali od niego zbyt wiele, tak kiedy mówili to przy nim, bolało. Zawsze. A Alex stanął w jego obronie. Był pod wrażeniem.
Chwilę przy stole panowała tak ciężka i grobowa cisza, że niemal czuł mrowienie na skórze. Zimne spojrzenie ojca przewierciło Alexa w taki sposób, jakby ten właśnie zdradził rodzinną firmę. Autorytet rodziców był tutaj bardzo ważny, obaj to wiedzieli i jakikolwiek sposób jego ignorowania był uznawany za karygodny. Mieli okazję nauczyć się tego już we wczesnym dzieciństwie.
Chrząknięcie Olivii przerwało tę walkę na spojrzenia. Kobieta wytarła delikatnie kąciki ust i odsunęła się na krześle.
— Przeproszę was, ale czuję, że w kuchni służba myje naczynia. Moje płuca nie zniosą dobrze tej woni detergentów, więc pójdę już do sypialni — poinformowała ich, mimo że irracjonalne były jej odczucia. Od jadalni kuchnię dzielił korytarz, a chemikalia na pewno nie były wyczuwalne na taką odległość. Nikt jednak nie zdziwił się tym stwierdzeniem.
Matka braci była pedantką, bała się wielu rzeczy i chorobliwie lubowała się w wywieraniu presji czystości na innych. To ona sprawiła, że Alex pod jej pieczą wytworzył w sobie wstręt do wielu śliskich substancji, potu i zbyt bliskich kontaktów z ludźmi, a przede wszystkim z tłumem. To ostatnie nie było chorobliwe, jak niektóre jego spaczenia względem różnych rzeczy, jednak nie przepadał za tym. Olivia starała się nie wychylać i nie zbliżać do ludzi. A osoby przeziębione wręcz nieuprzejmie tępiła.
Richard spojrzał za kobietą i wstał od stołu.
— Odprowadzić cię, mamo? — zaoferował, chcąc być zarówno uprzejmy, jak i usunąć się z linii frontu pomiędzy ojcem a starszym bratem. Obaj nie odpuszczali, a wymiana zdań, wisiała w powietrzu.
— Nie odmówię, dziękuję. — Kobieta rzuciła swojemu młodszemu synowi krótki, delikatny uśmiech i uniosła się, ujmując go pod ramię. — Dobranoc — dodała do Alexandra i swojego męża, po czym wyszła z Richardem z jadalni. — Mam nadzieję, że twój brat odpowiednio dba o skórę. Zawsze była bardzo wrażliwa, ale widzę, że nie jest tak opalony jak ty, więc przynajmniej nie nadużywa słońca — rzuciła, gdy podążyli do obszernych schodów wyściełanych kremowo-brązowym dywanikiem z zawiłymi wzorkami. Rush nie miał wątpliwości, że był odkurzany codziennie.
— W Miami jest wiele słońca, mamo, więc ciężko jest się nie opalić. Nawet kiedy umawiam się z klientem na spotkanie w restauracji czy kawiarni. Stoliki wystawione są na zewnątrz, nie sposób tego uniknąć — odparł Rush, prowadząc matkę do sypialni.
Z mężem mieli wspólną, z ogromnym łożem… i dwiema łazienkami, aby przypadkiem nie wchodzić sobie w drogę. Olivia nie była osobą, która zdzierżyłaby jakiekolwiek naruszenie jej tak intymnej przestrzeni, którą właśnie była jej prywatna łazienka.
— To niezdrowe. Na szczęście są odpowiednie kremy, których, mam nadzieję, używacie — stwierdziła i puściła ramię syna, gdy już weszli do sypialni. — Jutro zjawcie się o dziesiątej na śniadaniu. I nie chcę cię widzieć w rozczochranych włosach, Richard — dodała poważnie. — Wiesz, że poza inteligencją wygląd jest znaczącym atutem. Nawet służba powinna cię podziwiać, a może przede wszystkim ona.
— Dobrze, mamo, postaram się cię zadowolić swoim wygładem — odparł, uśmiechając się sztucznie, ale bardzo, bardzo czarująco. Pochylił się do jej policzka i nie dotykając jej skóry, cmoknął. Wiedział, że matka by się oburzyła za dotykanie jej w taki sposób. Ważny był tylko gest. Tak samo, jak kiedy ujął jej dłoń i zrobił to samo z jej wierzchem.
— Jesteś urzekający. — Olivia pochwaliła go drobnym uśmiechem i cofnęła dłoń. — Jeśli będziesz potrzebował masażysty rankiem, jest pod stałym telefonem, bylebyś się nie spóźnił na śniadanie. Nie muszę mówić, jak ojciec nie lubi braku punktualności. A teraz wracaj na dół, dobranoc — dodała, po czym sama podążyła do łazienki, aby zmyć z siebie brud, który niewątpliwie czuła na każdym calu skóry.
Rush dałby głowę, że kąpała się dzisiaj już nie jeden raz. I jak sam tego nie pojmował, tak patrząc na plecy matki, miał ochotę chociażby własnymi oczami pokazać ją oraz swojego ojca tym, których zostawili w Miami. Może by bardziej zrozumieli.
Westchnął do siebie i wyszedł, by pokierować się na dół. Był pełen obaw co do tego, jaką atmosferę tam zastanie i czy w ogóle jego ponowne pojawienie się nie spotka się z jeszcze większym jej zagęszczeniem.
Widząc miny swojego brata i ojca, wiedział, że nie było przyjemnie. Zresztą, w domu nigdy nie było czegoś takiego jak ciepło rodzinne i typowa przytulność, którą czuło się w innych domach. Było wręcz zimno i wcale nie za sprawą niskich temperatur za oknem. Spojrzenia Alexa i ich ojca były chłodne oraz pełne suchego profesjonalizmu.
— Odprowadziłem mamę — poinformował i usiadł przy stole obok brata. Akurat w momencie, kiedy ojciec się uniósł i skinął na stojącego w rogu pomieszczenia służącego.
— Przynieś mi kawę do kominkowego — rzucił do niego i bez dodatkowych słów wyszedł z jadalni.
Alex także wstał i spojrzał na brata. Położył mu dłoń na ramieniu.
— Jeszcze kilka dni — szepnął i ruszył za ojcem.
Teraz, kiedy ich matki nie było, szykowała się sucha rozmowa o liczbach, faktach, nazwiskach i ich zachowaniu. Dokładne wypytywanie, co robili, jak załatwiali sprawy w Stanach. Starszy Grey już czuł zbliżającą się suchość w gardle. Takie dyskusje nigdy nie trwały krótko.

***

Rush, gdy tylko usłyszał przez drzwi swojego obszernego pokoju, że Alex skończył się myć i chyba właśnie wchodził do swojej sypialni, wyszedł szybko do przedpokoju. Ujrzał zamykające się za bratem drzwi, więc tylko rozejrzał się jak jakiś szpieg na prawo i lewo, po czym podążył w tamtym kierunku. W drodze tylko mocniej zawiązał pasek od aksamitnego, granatowego szlafroka i boso, po przyjemnie miękkim dywanie, dotarł do drzwi. Zapukał profilaktycznie i wszedł do środka.
— To ja — rzucił, zamykając za sobą.
Alex odwrócił się do brata, ściągając jednocześnie biały ręcznik z mokrych włosów.
— Widzę — odparł i usiadł na brzegu dużego łóżka.
Naprzeciwko stało masywne, dębowe biurko, a pokój był oświetlony kinkietami. Całość utrzymana była w brązach i beżach. Bardziej pasował do reszty domu niż do samego jego właściciela. Jakoś bardziej kojarzył się z ekskluzywnym gabinetem niż z przytulną sypialnią w domu Jasona, do której Alex już zdążył przywyknąć.
— I jak po rozmowie z ojcem? — zagadał Rush, podchodząc bliżej. Wiedział, że Alex nie lubił nadmiernego kontaktu, ale i tak usiadł obok niego na łóżku.
Starszy z braci poprawił włosy. Kiedy były tak potargane i mokre, bardziej przypominał Rusha.
— Sam słyszałeś większość. Później, kiedy pozwolił ci iść, jeszcze dyskutował ze mną nad stanem finansowym firmy, a potem… — Urwał i przetarł twarz. — Próbował nawiązać do wydatków na ślub, które trzeba będzie poczynić. Udało mi się to na szczęście zbyć. — Westchnął. — A ty jak się trzymasz?
— Szczerze? Gdyby to ode mnie zależało, już wracalibyśmy do Miami. Tutaj wszyscy połknęli szczotki od mioteł — jęknął Rush. Oczywiście Alex nawet w Miami nie raz zachowywał się sztywniacko, ale i tak w jakiś sposób przy Jasonie się zmienił. Rodzice jednak byli tacy sami. Tacy… bezduszni, zimni, myślący tylko o finansach i o tym, jak mogą zaimponować całemu światu.
— Musimy to zakończyć. W międzyczasie na jutro umówiłem nas z adwokatem, księgową firmy, a także mamy spotkanie w banku. — Alex mówił spokojnie, jednocześnie wstając i zdejmując puchaty, ręcznikowy szlafrok. Pod nim był już w białych spodniach do spania. — Jeszcze chciałbym, żebyśmy… — Zatruwał głowę brata kolejnymi faktami, aż zatrzymał się na moment i potarł nasadę nosa. Odwrócił się do Rusha. — Pójdziesz ze mną na spotkanie z Jeane?
— Ja…? — wypalił Rush, któremu się to zdecydowanie nie uśmiechało. Obawiał się trochę tego, co ona mogła zrobić. Oczywiście to był akurat problem Alexa, ale ten i tak bronił go przed rodzicami i pomagał mu w, jakby nie patrzeć jego, firmie. Nie mógł go tak po prostu zostawić na lodzie. — Spoko, chyba mógłbym. Ale jeszcze nie spotykamy się z nią jutro… co nie? — Spojrzał na brata z nadzieją. Paradoksalnie sam był zawsze bardziej rozluźniony przy Jeane niż Alex.
— Nie. Chciałbym się z nią zobaczyć pojutrze. Zamknąć to i następnego dnia obwieścić rodzicom. Tego samego dnia mamy lot. Jeszcze muszę… — Zaczął mówić trochę do siebie. Odwrócił się, aby coś napisać w kalendarzu.
Nie miał pojęcia, jak to wszystko ogarnąć w tak krótkim czasie. Przepisanie swoich udziałów, zmianę kont bankowych… Wszystko za plecami ojca. Rozmowę z Jeane, odwołanie ślubu, zorganizowanie transportu dla Regenta, jego ogiera, albo chociaż wynajęcie kogoś, kto się tym zajmie. A do tego cały dzisiejszy dzień byli w drodze, nie przespali nocy i… jedyne, co go w tej chwili podtrzymywało na duchu, to fakt, że Richard zgodził się być w pobliżu, kiedy Jeane będzie się na nim wyżywać.
Rush obserwował go po cichu w trakcie tego wszystkiego, wiedząc, że nie powinien przeszkadzać. Ale gdy Alex znowu zaczął jakiś monolog, uniósł się i podszedł do niego.
— Już dość na dzisiaj może? Alex, na jutro już masz plan, nie musisz zapisywać co do sekundy całego przyjazdu. Odpocznijmy na razie i… Dzwoniłeś już do Jasona?
Alex spojrzał na brata swoim chłodnym, ale zmęczonym spojrzeniem.
— Nie. Nie było kiedy. A ty do Charliego? Jeśli tak, to mam nadzieję, że z prywatnego telefonu? — spytał, jakby ktoś miał co najmniej sprawdzać ich wychodzące rozmowy.
— Tak, z prywatnego. Powiedziałem, że dojechaliśmy i że jest beznadziejnie, i że już chcę wracać. — Rush zaśmiał się nerwowo, cofając dłoń z ramienia brata. — U nich się dopiero wieczór zaczyna, więc miał czas, żeby porozmawiać.
— Dobrze. Ale jednak pójdę już spać, ty też powinieneś. Jutro musimy wstać wczesnym rankiem.
— Mhm. To… No, dobranoc i trzymaj się. Jeden dzień już za nami. — Rush spróbował brzmieć luźno i pocieszająco. Trochę dziwiło go, że Alex nie chciał zadzwonić do kochanka. On sam nie mógł się doczekać chwili spokoju, żeby skontaktować się z Charliem i poużalać nad tym, jak bardzo tęskni.
— Tak. Nie zaśpij rano. O siódmej będzie na nas czekał samochód.
— Ale… Mama mówiła, że o dziesiątej jest śniadanie…
— Zdążymy wrócić.
— Okej… To dobranoc. — Rush westchnął ciężko, rzucając bratu krótkie spojrzenie.
Dawno… a właściwie nigdy nie siedzieli w czymś tak razem. Unikał zresztą Alexa, wiedząc, że ten był niemal jak ojciec, zawsze taki rozkazujący… Ale teraz, mimo trudów sytuacji, miał wrażenie, że w pewien sposób się do siebie zbliżyli.
Z tymi myślami wyszedł z sypialni, zostawiając go samego.
Alex przetarł twarz dłońmi. Był padnięty. Pogasił więc wszystkie światła i ułożył się wygodnie w łóżku. Chciał zasnąć, ale…
Przekręcił się na bok. I na drugi. Było cicho, sterylnie i chłodno.
Chwilę tak leżał, aż świadom, że nie zaśnie, sięgnął po telefon. Krótka rozmowa nie zaszkodzi.
Wykręciwszy numer do Jasona, chwilę słyszał jednostajny sygnał, aby wreszcie zatrzeszczało i rozległ się zachrypnięty głos jego mężczyzny:
— Alex?
— Tak. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Nie wiem, czy Charlie ci przekazywał. Jesteśmy już na miejscu. Kładę się spać.
Jason odetchnął głęboko, co było wyraźnie słychać po drugiej stronie telefonu.
— Przekazał. Zmęczony?
— Tak. To był długi lot. Kolacja też się przeciągnęła — wyjaśnił, wsłuchując się z mocniej bijącym sercem w głos kochanka. Chciał go bliżej.
— Rodzice jeszcze nic nie wiedzą? — dopytywał Jason, a Alex słyszał tradycyjne odgłosy krzątania się. Postukiwanie szkła, mieszanie łyżeczką i chyba radio w tle. Mógł nawet stwierdzić, że to z domu Jasona.
— Nie, planuję powiedzieć im przed wyjazdem, tego samego dnia. Wcześniej wszystko uregulować, załatwić sprawę z Jeane.
— Mhm… — mruknął Jason i siorbnął coś. — Dobra, ale nie będę cię o to przed snem wypytywać. Masz teraz myśleć o Miami, nawet jeśli wolisz tamten klimat.
— Mhm, dobrze. Nie mogę usnąć — wyznał, zamykając oczy. I tak nie robiło różnicy, czy miał je zamknięte, czy otwarte. W pokoju było bardzo ciemno. Tylko nieznaczne światło wpadało przez okno.
Jason znowu westchnął ciężej.
— Wymasowałbym ci spięte plecy. Bo pewnie masz.
— Nie chciałbyś poznać moich rodziców. Nigdy — podkreślił Alex, starając się zrelaksować głosem mężczyzny w telefonie. — Co robiłeś?
— Byliśmy wczoraj na koszu z młodym i panami słonecznymi. A dzisiaj… dzień w robocie, jak zwykle. Czekałem, aż zadzwonisz. — Westchnął.
— Nie miałem wcześniej czasu. Przepraszam za zwłokę. Po przyjeździe byliśmy w banku i przy okazji wstąpiłem do jednego sklepu.
— Spoko. Rozumiem. Masz już pogaszone?
— Tak, staram się zasnąć.
— Okej. Czyli zdjęcie z komórki chcę jutro — odmruknął Jason, chyba z cieniem rozbawienia.
— Czego?
— Ciebie, a czego innego?
Alex westchnął ciężko.
— Jason, rozmawialiśmy o tym. To niedorzeczne.
— Nie, nie, ten seks do kamery chcę nadal, ale jak odpoczniesz. Na rozluźnienie przed ostatnim dniem. Mówię tylko o zdjęciu — odpowiedział Jason i milczał ułamek sekundy. — Bo tęsknię, Alex.
Grey na moment zacisnął oczy, żeby się zastanowić.
— A nie masz jakiegoś zdjęcia? I… dobrze. Jutro ci wyślę, jak znajdę czas.
— Może być rano, gdy się obudzisz. Nie musisz być pod krawatem z uczesanymi włoskami. Widziałem cię już bardziej… niechlujnego — odpowiedział Jason, ostatnie słowo wypowiadając tak, że Alex nie miał wątpliwości, że chodzi mu o jego wygląd w czasie seksu.
Przełknął głośno ślinę.
— Dobrze. Rozumiem. A teraz… poszedłbym spać. Rano muszę wcześnie wstać — poinformował kochanka, nie chcąc jeszcze kończyć, ale też przedłużać. Może jutro znalazłby więcej czasu.
— Spoko, nie zatrzymuję. Pamiętaj o fotce i dzwoń, jak będzie czas. — Jason westchnął i dodał: — Kocham cię. Branoc.
Alex uśmiechnął się słabo do siebie.
— Ja ciebie też. Dobranoc — odparł i rozłączył się, po czym ułożył się wygodniej na plecach.
Odłożył telefon na szafkę nocną i po raz kolejny spróbował zasnąć, mimo nieznośnego zmęczenia. Już chciał być gdzie indziej.

20 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 139 – Martin i Olivia

  1. Katka pisze:

    Floo, tam od razu horrorów… raczej psychodelicznych rozmów rodziców z dziećmi XD Taka nauka jak NIE wychowywać dzieci XD Ale mamusia-świr i ojciec-robot to dobre określenia. Dobrali się… serio. I stworzyli sobie syna-robota i syna-amanta… Ale na szczęście Miami ich uspołecznia.”i to w dodatku zdolnych kochać” – ale to dobrze powiedziane… jedyne szczęście w tym, że nie tylko rodzice ich wychowywali, ale też służba i… no cóż, dużo studiowali, więc mieli gdzie zobaczyć, że da się inaczej niż w domu :) A do Miami… no jeszcze kilka dni :(

  2. Floo pisze:

    Brrrr… jesteście świetne w pisaniu horrorów, to było straszne. Biedni bracia, przekichane w takim domu, mamuśka ma świra, a ojciec jest jakimś robotem ustawionym na zarabianie. Nie wiem jakim cudem udało się im wyrosnąć na w miarę normalnych ludzi i to w dodatku zdolnych kochać. Szok.
    Niech oni już wracają do Miami, bo męczę się razem z całą czwórką.

  3. Katka pisze:

    Adela, hehe, taaa, jak się chłopcy na ten mecz umówili, to miałyśmy z Shiv takie „zabiją nas, jak jebniemy meczem, kiedy bracia są w tak ważnej chwili…”. Więc meczu nie było XD A wszystko dla Waszego dobra (i naszego, bo byście nas wyklęli XD). Mówisz, że Martin bardziej przerysowany? A mamusia zbzikowana na punkcie czystości, zachowująca się jak dama z lat „mamy kije w dupie”? XD Obaj są koszmarni, hehe i jak na nasze czasy na bank sztuczni. Ale taaa, Martin to zdecydowanie pan zły i groźny i „chowajcie się narody”. W sumie ciekawa jestem, czy dałoby się napisać taką z nim scenę, żeby ukazać jakieś dobre strony jego osobowości (bo nie czarujmy się, jakieś musi mieć XD). Haha, a to Twoje wyobrażenie coming outu, a szczególnie ten plas policzka – taaaakie typowe dla telenoweli, jak sama powiedziałaś, aaale, najzabawniejsze, że jak jeszcze akcja i postacie w Miami nawet przy większym dramacie umieją odejść od tego typowego telenowelowego klimatu, tak jednak dom Greyów jakoś bardziej przypomina mi właśnie nastrój telenoweli i tutaj faktycznie tak może wyjść XD Cóż, chyba sama ostatecznie ocenisz. No i niestety „jojki” dopiero w niedzielę… Życzyłabym Ci, by czas szybko zleciał, ale jednak jutro jest sobota, a soboty są fajne, więc dobrze jednak jak nie znikają w dziurze czasoprzestrzennej pomiędzy piątkiem a niedzielą XD

    Oshi, kto wie, czy podstęp, czy nie… XD A tak serio, to nawet Jason bierze to pod uwagę. W końcu nie raz nie dwa, gdy myślał o wyjeździe Greyów, obawiał się właśnie tego – że Alex stchórzy. A moment kulminacyjny – haha, oj, no zobaczymy, zobaczymy. Ale w końcu jeszcze po drodze czeka ich rozmowa z Jeane, więc ten stricte moment kulminacyjny dotyczący coming outu przed rodzicami może tak szybko nie nadejść :)

  4. Oshi pisze:

    ‚o ile nie stchórzą XD’ – no nie no, dowaliłaś xD. Przed chwila byłam pewna, ze im wszystko wygarna, a tu się okazuje, ze nie musi wcale tak być! Ale nie, to na pewno podstęp xD.
    Błagam, tylko nie skonczcie następnego rozdzialu w punkcie kulminacyjnym :)
    Wyczuwam mile odstresowanie po testach, to się ceni :D

  5. Adela pisze:

    Juz się trochę bałam ze nie opiszecie spotkania z rodzicami, a zamiast tego zarzucicie opisem jakiegoś nudnego meczu między Jonsonem i Ryanem. Wielkie dzięki że tego nie zrobiłyście! Wreszcie było nam dane poznać najbardziej toksycznych ludzi tego powiadania i zaraz jest trochę ciekawiej ;P Chociaż postać Martina troszkę przerysowana wyszła.. szczególnie przez ten tekst z serii „nie mamy czasu na miłość…” – buuu jestem taki zły i groźny, że chowajcie się narody xD
    Liczę bardzo na wybuch, na jakieś efektowne rzucanie mięsem (w przypadku Greyów bardzo kulturalnym i wyszukanym mięsem) i na głośny trzask tuczonego szkła, mdlenie matki oraz plask policzka przy akompaniamencie wy-egzaltowanego krzyku; „nie jesteś już moim synem!!!”- wszystko rodem jak z peruwiańskiej telenoweli! Hura! taki odcinek jest jeden na 100! Pod warunkiem że oczywiście Alex pozałatwia wszystkie sprawy w dwóch pierwszych zdaniach rozdziału, a nie że cały rozdział to będzie rozmowa z bratem, a potem z kurierem który ma Alexowi konia w paczke zapakować i wysłać w świat. Bo normalnie nie wytrzymam, jak następny odcinek zakończy np, tak :
    – Ojcze, Matko… muszę wam coś wyznać – powiedział Alex – Jestem Gejem.
    CDN

    Wtedy mój komputer najprawdopodobniej wyleci przez okno.
    A tak koment pisze bo liczyłam że dziś w nocy IOI jet, ale mi się dni pomyliły… :(

  6. Katka pisze:

    Aoi, połączenie pogrzebu z kolejnym pogrzebem XD Uroooczo, ale pewnie bracia Grey by się z Tobą zgodzili. U nich na kolacji rodzinnej to niemal jak na stypie. „Na jego miejscu wymknęła bym się nocą i leciała w cholerę, byle by rano znaleźć się w ramionach swojej ptaszyny” – daję głowę, że Rush tylko o tym marzy. I kto wie, może jakby był z tym sam, nie mając ze sobą Alexa, a rzeczywiście zdecydowałby się na życie z Charliem, to nie zważałby na utrzymanie się w biznesie, tylko rzucił wszystko w cholerę. Tak sobie gdybam. Ale Alex jednak chce pracować w firmie, utrzymać się, więc i Rush w tym siedzi i go w tym wspiera. A to, że więcej miłości otrzymuje się od początkowo obcych nam ludzi niż od rodziców… No niestety często tak bywa :/ Bardzo często, co jest strasznie niefajne i… no niszczy psychę. Ale i tak ważne, by mieć KOGOKOLWIEK kto kocha, niż nikogo. Więc dobrze dla braci, że mają siebie i teraz i swoich partnerów. A co do Alexa i „w końcu z idealnego robocika zmienia sie w człowieka” – a to wszystko za sprawą Jaya, który ma chyba jakieś magiczne moce! XD Jay powinien być rozpowszechniany dla ludzi z problemami natury psychicznej XD „Już widzę to spotkanie Aleksandra z tą wywłoką i na dokładkę jako przyzwoitka książę z bajki, który musi pilnować by królowa wróciła do swojego smoka po spotkaniu z harpią.” – w takich momentach zastanawiam się, czy jeszcze piszemy obyczajowe opowiadanie w normalnym świecie, czy już bajkę XD Smok, królowa, książę, harpia… cudo XD Jakby tak zrobić plakat promujący FDTS z takimi formami postaci, to ktoś zachęcony nim, jakby zaczął czytać, miałby taaaaaki uroczy zonk, że akcja dzieje się w Miami w studiu tatuażu XD Zaś co do Charliego i Jasona w trakcie rozmowy… Oj, zdecydowanie dobrze, że bracia ich nie zabrali! Toż oni by się tam pozabijali i jeszcze by Jay i Charlie skończyli w pierdlu… Dzięki za komcia i również pozdrawiamy i oczywiście miłego weekendu ;*

    Oshi, lubimy, kiedy nie możecie wysiedzieć XD Przez to znooowu mi się włączyło takie pragnienie, by popodglądać Was w trakcie czytania. To musiałaby być niezła frajda. „Coraz bardziej widać braterska wież Alexa i Rusha.” – mhm, nie ma się co czarować, między nimi na ogół jest dość spory dystans, zresztą Rush nie raz w myślach podkreślał, że Alex zachowuje się wobec niego jak rodzic czy szef, więc te ich relacje są dość specyficzne, niemniej fajnie, że widać, że jednak w takiej konkretnej sytuacji potrafią się zjednoczyć i wychodzi ta ich braterska miłość. A co do Alexa i jego poświęcenia… Prawda, on praktycznie teraz zmienia całe swoje życie i definitywnie nie na taką wizję przyszłości, jaką miał jeszcze kilka miesięcy temu i jaką natłukli mu do głowy rodzice. Ach, co ta miłość robi z ludźmi XD „Moje serce chyba niw wytrzyma rozmowy braci z rodzicami :)” – o ile nie stchórzą XD

    Yaoistka, spoko, wszyscy przechodzimy przez to piekło zwane edukacją. Niestety. Mi już niedobrze na samą myśl o zbliżającej się wielkimi krokami sesji. Wakaaaaacje by się przydały!

  7. Yaoistka^^ pisze:

    No may dużo wolnego ale te wolne idzie na naukę i poprawę języków :/ naprawdę jestem w dobrej szkole, żeby dostać 2 trzeba mieć około 45% a czasami 48% :/ a że ja z ang jestem cienka i z niemca to powolutku mi idzie poprawianie :/ a najgorsze, że zawsze na koniec roku się wszyscy rzucają z sprawdzianami!! =.=

  8. Oshi pisze:

    Jezu, ale emocje. Aż nie mogłam wysiedzieć na miejscu.
    Nie moge się doczekać, aż Alex zerwie z Jeane! Dobrze jej tak.
    Coraz bardziej widać braterska wież Alexa i Rusha. Przydałaby im się kiedyś taka szczera, szczera rozmowa. Moze wtedy stali by się prawdziwymi braćmi. Byłby to kolejny krok Alexa ku ‚normalnosci’.
    Alex na prawdę musiał się poświęcić dla Jasona. Nie tak łatwo zmienić tyle rzeczy w swoim życiu i w sumie przekłada go nad swoich rodziców.
    Moje serce chyba niw wytrzyma rozmowy braci z rodzicami :)

  9. Aoi (@JoasAdamczak) pisze:

    W końcu się ogarnęłam i postanowiłam skomentować, lenistwo to złoooooo.
    Cóż wizyta w Anglii tak jak sie spodziewałam połączenie pogrzebu z hmmmm kolejnym pogrzebem. Biedny Rush, az mi się go zrobiło strasznie żal, tacy rodzice to masakra jedna wielka. Na jego miejscu wymknęła bym się nocą i leciała w cholerę, byle by rano znaleźć się w ramionach swojej ptaszyny <3. To jest w sumie przykre że wiecej miłości czasem otrzymujemy od początkowo obcych nam ludzi niż własnych rodziców. Aż dziw że Rush pozostał normalny w takim domu xD, bo Alex to chyba przejął wszystko po matce i ojcu ale na szczęście spotkał Jasona i w końcu z idealnego robocika zmienia sie w człowieka :P.
    Już widzę to spotkanie Aleksandra z tą wywłoką i na dokładkę jako przyzwoitka książę z bajki, który musi pilnować by królowa wróciła do swojego smoka po spotkaniu z harpią. Mam wrażenie że jak ich rodzice dowiedzą się prawdy to mamusia i tatuś będą musieli chodzić na terapię do psychologa bo ich idealny syn nie jest taki idealny jak myśleli, a Rush jako czarna owca w rodzinie i tak był na straconej pozycji. W sumie szkoda że Jasona i Charliego nie będzie przy tej rozmowie bo pewnie doszło by do rękoczynów xD.
    Noo czekam na kolejny rozdział a wam życzę dużooooo weny :*

  10. Shivunia pisze:

    Margo – Na wstępie…. DAJ MI TROCHĘ MOTYWACJI DO PISANIA PRACY MGR! BŁAGAM! No, bo ja przez pisanie opowiadań nie mam czasu na pisanie pracy. Skończę pod mostem :(
    A Martin i Olivia jako nowe postacie. Nie wiem jak szybko byście chcieli aby te postacie wyleciały z głównej obsady XD Chyba dość szybko. A bracia, ta, już chcieli by być przy tych osobach które nie zachowują się jak roboty z filmów s-f albo z horrorów. A potem, kiedy je zabiją, przeją ich skóry. uch.
    I racja, blondi bardziej się zjednoczyli, plus, jeśli Rush prowadzi „sam” firmę, to nie powinien być kopany przez własnego ojca. To obniża morale pracownika. Według Alexa. A i to jego brat. Debil ale brat XD (nie no, Alex tak nie myśli. Najwyżej mu ciut zazdrości)

    Tess – miło że mimo wątpliwości podzieliłaś się z nami swoim zdaniem. Od czego by tu…. Och „Niewątpliwie rodzice bardzo skrzywdzili Rusha i Alexa i o ile po tym pierwszym aż tak bardzo tego nie widać, tak po Alexie bardzo, bardzo.” – i tu rodzi się pytanie. W takim razie, który ma silniejszą psychikę. Alex któremu bardziej „odwaliło” dzięki rodzicom, czy jednak Rush, który mimo ich „miłości” jednak zachowuje się w miarę normalnie. Trochę inaczej obaj byli wychowywani ale jednak… Sprawa pod dyskusję ;)
    A rodzinki… hahaha, trochę racja. Każdy ma coś nie tak z rodzicami. Z mojej strony mogę jedynie powiedzieć że Mike ma w miarę… normalnych starszych, jedynie pracoholików z zamiłowania. Dlatego rzadko są w domu a i by chcieli aby ich synek był taki jak oni. Marg też ma normalnych rodziców. A Katy ma tylko szurniętą babcie. Ale i tak mam wrażenie że trochę postaciom się obywa przez nasze pokazywanie na nich różnych stron „patologi” rodzinnej.

    Yaoistka >> „ale my mamy dużo wolnego XD ” – to go nie marnuj. Oj, nie marnuj. Z doświadczenia ci mówię.
    A w sprawdzianie życzymy powodzenia ;)

  11. Yaoistka^^ pisze:

    Katko różdzka płodności rządzi! ^^

    no biedny Rush… :/ Net jest do czterech liter! =.= a co do końca szkoły XD no dopier połowa kwietnia ale my mamy dużo wolnego XD i nauczyciele wariują :/ W wakacje bd wszytskie opowiadania od nowa czytać i nauka niemca mnie czeka… i wgl koniki!! ^^ I nauka ;) a teraz spadam do „technik w rolnictwie” maszyny do nawożenia jutro sprawdzian piszę :)

  12. Tess pisze:

    Strasznie długo zastanawiałam się co napisać, bo po prostu brak mi słów.
    Niewątpliwie rodzice bardzo skrzywdzili Rusha i Alexa i o ile po tym pierwszym aż tak bardzo tego nie widać, tak po Alexie bardzo, bardzo.
    I tak zauważyłam, że wszyscy mają jakiś dziwnych tych rodziców. Ryan – patologia, Jason – matka ćpunka, Mike – nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się, że byli wiecznie niezadowoleni z niego, Alex i Rush – wiadomo… Jedynie Charlie wychowywał się w normalnym domu. No i jeszcze nie wiadomo jak tam z rodzicami Lennego. Straszne o.O
    Tak serio to przedtem jakoś nie było mi żal braci, ale teraz, kiedy już widzę jak naprawdę wygląda sytuacja, to im cholernie współczuje.
    Nie mogę doczekać się reakcji Jeane i rodziców.

  13. Margo pisze:

    Martin i Olivia? – przeczytałam i myślę – jakieś nowe postacie?? A tu mamusia i tatuś haha :D biedni braciszkowie, z pewnością stres ich zżera i chciałabym żeby to mieli już za sobą i wrócili na gorące plaże Miami do swoich połówek. I bardzo ale to bardzo spodobało mi się to, że Alex wstawił się za bratem i później poprosił go o jego towarzystwo w sprawie narzeczonej. Widać po tym jak bardzo się zmienił i fajnie, że relacje między nimi są dużo lepsze niż przed poznaniem Jasona przez Alexa :)

    A wracając do mojego wcześniejszego komentarza to faktycznie to, że komuś się nie chce komentować to wcale go nie tłumaczy. Więc popieram:) I ja też chciałabym częściej komentować, ale zwyczajnie nie mam czasu, wiem, że to może i głupie tłumaczenie, ale studiuję dwa kierunki plus piszę pracę magisterską. Ale kiedy tylko mogę to nadrabiam zaległości komentowaniem. Zróbcie więc wyjątek i darujcie. Nie wysyłajcie za mną jakiegoś pościgu haha :) :p fajny rozdział. Nie mogę się doczekać ich właściwej konfrontacji z rodzicami!

  14. Katka pisze:

    Tigram, „Jakoś sztywno i niemiło, mimo ze był Alex” – zamysł osiągnięty XD Cóż, starzy Greyowie definitywnie nie są ludźmi do rany przyłóż, więc i odbiór ich zapewne jest dość… hm, nieprzyjemny. Podejrzewam, że jakby ktokolwiek tam nie był, jak bardzo uwielbiana postać, to Martin i Olivia skutecznie by sprawili, że i tak czytałoby się opornie i nieprzyjemnie. „Jeden dzień za nimi, teraz dziewięć przed nami, czytelnikami…” – Alex i Rush zaginają czasoprzestrzeń XD

    Shinu, co nie, takie niby rodzinne spotkanie, a wydaje się mega formalne, więc porównanie do rozmowy kwalifikacyjnej mi się spodobało. Ani be, ani me o tym, jak się czują bracia, jak minęła podróż, co u nich słychać, tylko interesy, interesy i jeszcze interesy. A co do Rusha, to jest temat na głębszą rozkminę. Wiesz, ja stawiam na to po prostu, że on się wychował głównie z niańkami. Owszem, tam matka miała dużo do powiedzenia, ale najwięcej czasu spędzał z niańkami, a potem, z uwagi na to, że mógł robić więcej niż Alex, pewnie przesiadywał ze znajomymi ze szkoły/studiów. Przez to, że ojciec go zlewał, to nie miał z nim prawie styczności, więc jest pozbawiony tego, czego ojciec „nauczył” Alexa – stąd jego większa beztroska jeśli chodzi o pracę i obowiązki, chociażby. Przynajmniej ja to w ten sposób rozumiem, jeśli Shiv jeszcze będzie miała coś do dodania, to na pewno doda :D A co do Jeane… hehe, no ciekawe jesteśmy, co powiecie ogólnie o rozwiązaniu :)

    Luinlos, taaak, takich rzeczy nie pisze się dobrze XD Wiesz, nawet jak pisanie idzie opornie i ciężko, to staramy się jednak, jak możemy, żeby jednak tego nie było widać, chociaż na pewno w pewien sposób jest to do wyłapania. Niestety. To jest trochę porównywalne do tego, kiedy się chce zmusić postacie do czegoś, co nie pasuje do ich motywów/zachowania. Np. wiemy, że czytelnicy chcieliby czegoś tam, marzy im się jakaś konkretna akcja, ale nie jesteśmy zawsze w stanie napisać tego akurat w ten sposób, bo po prostu postać tego nie chce – i jeśli się ją do tego zmusza, to to czuć i jest to sztuczne. No i tak mi się te dwie rzeczy skojarzyły :) Ale, ale, co do Martina i Olivii i tego „powiedziałabym nawet że “sztucznych”” – taaa, zgadzam się w stu procentach, oni są mega sztuczni. Na zasadzie… hm, działają bardziej wyćwiczonymi pozami (bo to są pozy, ciężko powiedzieć, by człowiek się taki urodził), a nie kierują się jakimiś emocjami czy czymkolwiek pozytywnym. „Jak sobie przypomnę, jak Alex raz powiedział że Jason jest “najlepsza rzeczą jaka mu się przytrafiła”… Ach, teraz to dopiero idealnie widać. Jason jest dla niego doskonały.” – taa… rzeczywiście jak się zestawi jego związek z Jasonem obok tego związku z rodziną… no to nie ma się nawet co zastanawiać nad tym, gdzie Alex czuje się bardziej kochany. A braciszkowie faktycznie teraz są dla siebie wsparciem :) Zapewne sami by sobie nie poradzili w tej sytuacji. Haha, a pocałunek na środku lotniska… cóż, kto wie XD

    Shin, no jeszcze troszku przed nimi. Niby tylko kilka dni, ale stres mają mocno skumulowany… A IOI zbliża się wielkimi krokami z Albertem na czele XD

    Yaoistka, Różdżka Płodności mnie zabiła XD Oj, no musiało im się jakoś udawać… zbliżyć. Zapewne nie były to najbardziej namiętne noce, ale skądś jednak braciszkowie powstali. No Rush nie miał wesoło :( Taka troszkę czarna owca, ale na szczęście jakoś znalazł sposób, by się tym nie zadręczać i podejrzewam, że po prostu robił wszystko, by trzymać się z dala od domu i żyć swoim życiem. „a niedługo oni się go i Rusha pozbędą jak… złą inwestycję?” – nooo, to trochę smutne, że tak na nich patrzą. Jak na robociki do zarabiania pieniędzy. A jak się zepsują, to można wyrzucić. I oczywiście współczuję problemów z netem :( Ale gdzie tam jeszcze do końca roku! Toż to połowa kwietnia dopiero! :) Ech, choć marzą mi się już wakacje…

    Marta, taa, starym Greyom już dawno temu ktoś powinien odebrać prawa rodzicielskie… A czy będzie rzeźnia… wszystko zależy od tego, jak to braciszkowie rozegrają…

  15. Marta696 pisze:

    szok i niedowarzanie że tacy ludzie mają dzieci,i że Rush pozostał normalny.czue ż jak sie wyda po co przyjechalito bedzie rzeźnia.

  16. Yaoistka^^ pisze:

    …Różdżka Płodności! Jeeee!! Przyleciała i tak Martin i Olivia dostali dzieci. ^^ Jeju ale te stare krowy są spróchniałe. :/ Biedny Rush jak on mógł mieć nadal normalną psychikę w takim domu? O.o Ja bym takich rodziców wyjebała, ani się nim nie interesują. :/ Tylko interesy,interesy i o! interesy! Biedny Alex, on robił wszystko dla rodziców, a niedługo oni się go i Rusha pozbędą jak… złą inwestycję? w każdym razie, przepraszam że długo nie komentowałam ale wiecie jak to jest z netem =.= napisze się komentarz, a jak się go chce wysłać to wychodzi brak stony i cały komentarz poleciał w przestrzeń. :/

    Nie umiem się już doczekać rozdziału i… dziewczyny zbliża się koniec roku a teraz się dopiero nauczyciele obudzili, że ocen mamy mało! =.= Czytanie waszych opowiadań to taka, przerwa między lekcjami ;)

    Słonecznego dnia życzę! ^^

    PS: Mój kochany Alex i Jason! Moje gołąbeczki, dwa bieguny ale się przyciągają ;P Kocham ostatnią scenę. ;)

    A wczoraj na wieczór z koleżanką z pokoju przeglądałyśmy kalendarz.

    ” – Etka! Kaj szmata?!
    – Już idę!”

    albo drugi
    ” Moja dupa żyje własnym życiem.”

    albo trzecim
    ” Noż kurde chyba zaroz obsikom mój teren!”

    Nieźle się pośmiałyśmy ;)

  17. Shin97 pisze:

    Już bym chciała żeby było po wszystkim … ale cóż będą się musieli trochę jeszcze pomęczyć .. :< Teraz czekam na In Out In ;P

  18. luinlos pisze:

    Mam kłopot z napisaniem tego komentarza. Zaczynam już chyba trzeci raz. Szczerze mówiąc, dość ciężko czytało mi się ten rozdział. Może dlatego, że udzieliła mi się przytłaczająca atmosfera jaka panuje w domu Greyów..? A może dlatego, że pewnie same nie pisałyście fragmentów z Martinem i Olivią (M&O) z przyjemnością? Tzn. Zawsze jak opisujecie coś, co się przytrafia głównym ( i co najważniejsze – LUBIANYM) bohaterom, to wszystko jest bardziej płynne, wyraziste, nawet od strony językowej jakieś takie „gładsze”. A w tym rozdziale jest jakoś tak… kanciasto, i opornie. Zwalę winę za to na M&O, a czemu by nie! :P
    A może przez to, że od jakiegoś czasu tylko czekam na jakąś katastrofę i boję się, że Alex będzie miał jakieś załamanie nerwowe z tego wszystkiego.
    W każdym razie.
    Martin i Olivia są przeokropni. Trudno mi sobie wyobrazić ludzi tak oschłych i zdystansowanych, powiedziałabym nawet że „sztucznych”. Nie dziwię się ani odrobinę, że bracia tak mocno i negatywnie reagowali na każde wspomnienie rodziców i domu. Tym bardziej teraz doceniam to, że Alex znalazł takie schronienie i swego rodzaju spokój/równowagę z Jasonem. Jak sobie przypomnę, jak Alex raz powiedział że Jason jest „najlepsza rzeczą jaka mu się przytrafiła”… Ach, teraz to dopiero idealnie widać. Jason jest dla niego doskonały.
    No więc nic, totalnie NIC mi się nie podobało jeśli chodzi o dom i rodzinę Alexa i Rusha.
    A co mi się podobało? Podobało mi się, jak Alex bronił Rusha. Podobało mi się, jak Rush wieczorem poszedł do pokoju brata – widać, że szuka w nim oparcia, że są sobie dużo bardziej bliscy niż kiedykolwiek wczesniej. Podoba mi się, że Rush, mimo że niechętnie, zgodził sie towarzyszyć Alexowi w spotkaniu i rozmowie z Jeane.I podobało mi się to, że Alex nie mógł zasnąć zanim nie zadzwonił do Jasona. On już go tak bardzo potrzebuje, żeby funkcjonować normalnie i przebrnąć przez dzień – to kochane.
    Ciężko mi będzie czekać na kolejny rozdział, oj ciężko.
    Tak bardzo już chciałabym żeby bracia wrócili do Miami… Ja już nawet sobie robię w głowie tak mało prawdopodobne scenariusze jak to, że po wylądowaniu w Miami, Alex widzi czekającego na niego Jasona i nie oglądając się na nikogo całuje go na środku lotniska :D

  19. Shinu pisze:

    Ci rodzice są straszni.
    Matka szurnięta, ojciec tragiczny… jezus maria. Spodziewałam się czegoś złego, ale to… brak słów. Tylko przez to, że czytałam o ich kolacji poczułam się jak bym byłam na ważnej rozmowie kwalifikacyjnej o pracę. Jakie oni mieli dzieciństwo? Jakim cudem Rush jest normalny? Wiem, że mu bardziej pobłażano bo jest młodszy, ale i tak. Patrząc na to jaki był Alex i ile czasu zajęło, by bardziej przypominał człowieka, a nie robota, to Rush też w jakimś stopniu powinien być nienormalny. Albo chociaż powinien mieć mega zaniżoną samoocenę. Szacun dla niego, że jakoś to przetrwał(i Alex też oczywiście).
    Mam nadzieję, że spotkanie z Jeane będzie należało do tych bardziej zabawnych ;)

  20. TigramIngrow pisze:

    Turururu.
    Jakoś sztywno i niemiło, mimo ze był Alex.
    A może jego urok działa tylko w połączeniu z Jasonem? Kto wie. Napięcie rośnie, ale rozdział zakończony w akceptowalnym momencie. Jeden dzień za nimi, teraz dziewięć przed nami, czytelnikami…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s