In Out In – 16 – Spotkanie z przeszłością

Akcja rozpoczyna się zimą, około dwóch miesięcy po ostatnim rozdziale z NBTS. Po nim czasowo miejsce miał bonus „Last Christmas”, a aktualnie jest ciąg dalszy, już kilka tygodni po Świętach.

*****

Walt stał w salonie przy desce do prasowania i prasował swoją granatową koszulę. Sam ubrany był w ciepły, czerwony sweter i kremowe spodnie, a na stopach miał grube skarpetki. W mieszkaniu było oczywiście bardzo ciepło, bo kaloryfery mocno grzały, ale i tak, kiedy tylko zerkał za okno na zaśnieżony, zimowy krajobraz, miał ochotę wejść pod koc z kubkiem gorącego kakao i nie wychodzić. Ubrania też prasował bez większej konieczności, bo wiedział, że tę koszulę ubierze dopiero w poniedziałek do pracy, a było piątkowe popołudnie. Ale skoro nie miał ze sobą chwilowo co zrobić, postanowił zająć się czymś pożytecznym. Przynajmniej niedzielę będzie miał dzięki temu bardziej leniwą. A wolał ją spędzać na oglądaniu dobrych filmów przy aromatycznej kawie, niż siedząc przy biurku i pisząc chociażby mowy końcowe na rozprawy sądowe.
Kiedy już zostały mu do zaprasowania tylko mankiety oraz kołnierzyk, z kuchni wyłoniła się czupryna mysich włosów i piwne oczy.
— Chcesz… kawę? Kakao? Herbatę? — zapytał James, samemu grzejąc sobie właśnie mleko, aby się dogrzać. Niedawno wrócił do domu z zakupów i trochę zmarzł mu nos oraz policzki, które były mocno zarumienione.
— Czytasz mi w myślach, Jimmy — stwierdził Walt, posyłając mu uśmiech. — Kakao poproszę, jeśli możesz.
— Mhm — nauczyciel odparł skwapliwie i schował się z powrotem do kuchni, aby im obu zrobić ciepłe kakao.
Nie było go tylko kilka minut, aby już powrócić z parującymi kubkami. Postawił je w salonie na niskim stoliku. I tak jak kochanek, był ubrany w typowo domowe ubrania. Ciepłe, znoszone spodnie, gruba bluza z obszernym kapturem oraz kapcie.
Walt właśnie zawiesił koszulę na wieszaku i kiedy odłożył ją do sypialni do szafy, podszedł do swojego partnera. Pocałował go w rumiany policzek i usiadł na kanapie, od razu sięgając po kubek.
— Kocham cię — rzucił z rozmarzeniem, jak tylko się napił i zrobiło mu się wręcz błogo.
James uśmiechnął się pod nosem, samemu biorąc swój kubeczek.
— Kakao?
— Ciebie! — Prawnik zaśmiał się, zakładając nogę na nogę. — Z tobą jest zawsze ciepło, kochanie.
Piwne oczy spojrzały na prawnika i tylko po nich można było poznać, że mężczyzna się uśmiecha, bo resztę twarzy uparcie zasłaniał kubkiem, z którego siorbał.
Walt uśmiechnął się do niego maślanie, na moment zapominając o swoim kakao. Kiedy się opamiętał, napił się i westchnął.
— Żałuję tylko, że jest tak chłodno i nie można wyjść na spacer… Chyba czeka nas leniwy weekend w domu. Hm… chyba, że byś miał ochotę na łyżwy?
James pokręcił głową.
— Nn… Ale coś możemy obejrzeć albo… zrobić — zaproponował, grzejąc dłonie o kubek.
— Czyli wolisz siedzieć cały weekend w domu, pod kocem, ze mną i pewnie najlepiej nago, hm? — Walt zamruczał przebiegle, oblizując usta z kakao.
Nauczyciel od razu lekko się zarumienił.
— Ummm… No, nie mówiłem, że koniecznie… nago. Ale… ale chyba tak — odpowiedział, biorąc głębszy wdech i samemu też oblizując usta, ale tak po prostu. Nie z myślą o kakao.
Walt zamruczał z radości i przekręcił ciepły kubek w dłoniach. Potem podsunął się bliżej kochanka i objął go jednym ramieniem.
— Cały dla mnie na całe dwa dni… Chyba będę musiał wyłączyć komórkę, hm?
James jeszcze bardziej się zaczerwienił, kuląc się trochę w sobie, zupełnie odruchowo.
— Um, no… bo… — wymruczał pod nosem, wtulając się pod ramię mężczyzny, a ten tylko głośniej odetchnął z rozczulenia.
— Mm? — Pocałował Jamesa w czubek głowy.
— Bo to… tak… — Wzruszył ramionami. — No, nie musisz chyba od razu wyłączać komórki.
— Muszę. Chcę mieć czas tylko dla ciebie — stwierdził Walt, który czuł, że jest mu cieplej bardziej od samej obecności Jamesa, niż od tego pysznego, gorącego kakao. — I już marzę o naszej podróży do Tajlandii, jak tylko patrzę, jak zimno jest za oknem. — Zachichotał, kierując wzrok na stojący na kredensie słoik. Wciąż była do niego przyklejona karteczka z przytulonymi króliczkami, a w środku było już kilka banknotów. Sam dorzucał jakiś ukradkiem od czasu do czasu, ale takie sumy, by jednak nauczyciel nie połapał się, że nadmiernie „pomaga” mu zbierać na wyjazd.
— Wiesz, że nie trzeba koniecznie lecieć do Tajlandii, tylko wystarczy bardziej na południe? — odpowiedział James, mocniej się do niego tuląc. — A czas dla mnie i tak przecież… no, masz. Teraz chociażby. — Uśmiechnął się delikatnie i nieśmiało. Jak tylko on miał w zwyczaju.
— Im więcej, tym lepiej, kochanie. — Walt dopił kakao i gdy odstawił kubek, przytulił mocniej Jamesa. — I nie chcę jechać z tobą do innego stanu, tylko innego kraju. Wiem, że nie byłeś w Tajlandii i wiem, że lubisz poznawać nowe miejsca. To ma być twoja wielka przygoda, w której chcę ci towarzyszyć — dodał poważnie.
James jęknął krótko, jeszcze bardziej się pesząc, niż było to możliwe. To, jak Walter to wszystko ujmował, jak się do niego odnosił i w ogóle trochę go przytłaczało czasami.
— Mhm. Rozumiem — odparł więc tylko, samemu jeszcze siorbiąc brązowy napój. Musiał zamieszać go jeszcze z dwa razy, bo kakao za bardzo osiadało na dnie.
— Chcesz tego, prawda? — Walt szepnął mu do ucha. Czasami nie był pewien myśli Jamesa i po ich pamiętnej kłótni u siebie w biurze, starał się nie robić wszystkiego „po swojemu”, jak zarzucił mu James. Nie chciał, by wszystko było tak jak sam chce, ale by nauczyciel miał poczucie, że bierze udział w ich planach i decyzjach.
James spojrzał na Waltera większymi oczami.
— Wyjazdu? — spytał, lekko zszokowany. — Oczywiście. Bardzo. I z tobą, i… no, w ogóle…
Prawnik rozjaśnił się bardziej słowa i pogłaskał ramię kochanka ręką, którą go obejmował. Nie odpowiedział jednak nic, tylko patrzył na Jamesa z czułością. Ten też jeszcze chwilę patrzył w jego jasne, bystre oczy, ale koniec końców i tak spuścił oczy na swój kubek i przysunął się bliżej mężczyzny. Sięgnął swoją szczuplutką dłonią do dłoni kochanka, którą ten trzymał mu na ramieniu i delikatnie pogładził.
— Że naprawdę ci się chce siedzieć ze mną cały weekend. Masz tylu znajomych…
— Wszyscy razem wzięci nie są tak zajmujący jak ty, Jimmy. — Prawnikowi było tak przyjemnie ciepło, kiedy James się tak przytulał do niego. — Muszę wykorzystać każdą chwilę, kiedy nie jesteś w szkole i nie sprawdzasz testów czy zadań. I skoro sam nie mam dużo pracy, to byłoby okrutnie, gdybym nie mógł być z tobą przez weekend z powodu jakiegoś spotkania.
— Ale… nie wiem. Nie ograniczasz się… czy coś? To, że… um, no, nie wychodzę z tobą w jakiś miejsca publiczne, to nie znaczy, że ty musisz siedzieć ze mną w mieszkaniu — James wymruczał pod nosem i dopił w końcu kakao. Ostatni łyk był już zimny.
— Jimmy, w tygodniu przecież spotykam się z różnymi ludźmi. Niemal każdy lunch spędzam z kimś ze znajomych. Nie martw się tym, jestem teraz szczęśliwszy niż kiedykolwiek. — Walt uśmiechnął się do partnera i pogłaskał go po włosach. — Dlaczego pytasz w ogóle? Może sam coś chciałeś osobno zaplanować na weekend?
Nauczyciel pokręcił głową.
— Nnn, tak tylko… no, może… jestem trochę zaskoczony cały czas, że… — Wzruszył ramionami. — Że wciąż tak lubisz ze mną spędzać czas, a nie robimy nic ekscytującego. W końcu… stare filmy i programy przyrodnicze nie są za bardzo… — Spojrzał na Waltera. — Nie powiedziałbym, żebyś wyglądał jak ich pasjonat.
— Są ciekawe — zaprzeczył od razu prawnik. — Zapewniam cię, Jimmy, że gdyby mnie nudziły, to bym ich nie oglądał. Ale smuci mnie, że dziwisz się temu, że uwielbiam z tobą przebywać. Jakbyś… — Walt westchnął cicho, w duchu czując rozterkę — nie był pewien mojej miłości.
— To nie tak — odparł od razu szczuplejszy mężczyzna. — To nie ma nic z tym wspólnego. Bo… no, możesz to czuć… a i tak się nudzić.
— Ale ja się nie nudzę — jęknął Walt, przyciągając go do siebie mocniej. — Jestem zachwycony i Anne świadkiem, że niemal biegiem opuszczam biuro, jak wiem, że czekasz na mnie w domu.
James uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową.
— To miłe.
Walt zamruczał coś i siedział z kochankiem jeszcze chwilę, tylko go głaszcząc, nim nagle nie wstał i nie wyszedł do sypialni. Nauczyciel za to zdążył się tylko zdziwić, kiedy jego kochanek wrócił, niosąc jego wielki globus, który trzymali w sypialni. Postawił go na stoliczku przy kanapie, na której siedzieli i uśmiechnął się.
— Nie musimy tylko oglądać filmów wieczorami. — Zachichotał, siadając ponownie obok. — Zakręć mocno.
James nie do końca wiedział, o co chodzi i patrzył tylko pytająco na Waltera.
— Eee… ale po co?
Walt uśmiechnął się tylko i wzruszył ramionami.
— Zabawimy się.
— Rozumiem… że nie mam się czego obawiać i nie jest to nic… wiesz… — Nie skończył, bo nawet nie do końca wiedział jak. W sumie na wiele dla Walta mógł się zgodzić.
— To zupełnie niewinna zabawa, kochanie — zapewnił go prawnik z uśmiechem i z rozpędu pocałował go w policzek.
James jeszcze na niego zerknął, po czym faktycznie mocno zakręcił globusem. Walt za to zamknął oczy i wyciągnął dłoń. Odczekał chwilę, po czym dotknął palcem globusa, zatrzymując go. Od razu wychylił się, by sprawdzić, na co trafił.
— Argentyna! — Ucieszył się. — I co mi możesz o niej powiedzieć? Wiesz, że są tam legalne małżeństwa homoseksualne? — Uśmiechnął się wesoło.
— Czy ty wiesz o wszystkich krajach, gdzie takie są? — nauczyciel spytał wpierw, po czym odpowiedział na pytanie: — A co powiedzieć…? Jest tam najwyższy szczyt Andów, Aconcagua. Wchodzi w skład Korony Ziemi.
— Nie wiem o wszystkich takich krajach. — Walt zaśmiał się i pochylił się niżej nad globusem, by znaleźć szczyt, o jakim mówił James. — O jest, rzeczywiście. A… pamiętasz, jaką ma wysokość? — zapytał, ciekaw, czy jego kochanek to wiedział. Sam oczywiście musiał odczytać z globusa.
— Prawie siedem tysięcy. Ale dokładnie nie pamiętam.
Walt pokiwał głową z podziwem.
— Dużo wiesz… — rzucił, wciąż wpatrując się w globus. — Pewnie, jakbyśmy tam jakimś cudem wyszli, to chyba bym cię nawet nie mógł pocałować, bo by mi ślina w ustach zamarzła, gdybym otworzył usta. — Zachichotał cicho.
— Przygotowania na wejście na taki szczyt bardzo długo trwają… więc to nie jest najlepszy pomysł. Już lepiej zobaczyć Perito Moreno — odparł James, samemu przyglądając się globusowi i południowej części Argentyny.
— Perito Moreno? — Walt powtórzył za kochankiem. — Gdzie? To też coś w Andach?
— Mhm. Jest to jeden z największych lodowców świata i jest dość popularny dla turystów odwiedzających Patagonię, bo jest do niego w miarę łatwy dostęp — wytłumaczył, wskazując przy okazji mniej więcej prowincję Santa Cruz, gdzie znajdował się park narodowy, który obejmował ten lodowiec.
Prawnik pokiwał głową, przyjmując tę wiedzę do wiadomości.
— Brrr, aż mi się chłodno zrobiło na myśl o lodowcach. — Zaśmiał się. — Na pewno w lecie chęć zobaczenia go byłaby większa.
— Teraz pewnie bardziej ciągnęłoby cię do ich plaż?
— Tak. Dlatego teraz ty zatrzymujesz i może na jakąś trafisz — odpowiedział z uśmiechem, ale wpierw sięgnął po pilota od wieży stereo i włączył ją, by jakaś muzyka rozbrzmiała po salonie. Gdy tylko się to stało, prawnik westchnął z przyjemnego rozleniwienia i zakręcił mocno globusem, patrząc na kochanka i czując, że mógłby go słuchać cały wieczór. Tego jego cichego głosu. Wpatrywać się w jego łagodne oczy i móc przytulać go do siebie, gdy ten opowiadał mu o wszystkim, co wie.
Co by James nie mówił, Walt uwielbiał z nim spędzać czas w jakikolwiek sposób. Byle tylko ten był blisko.

*

Walt oblizał usta, wyglądając zza futryny sypialni, by wychwycić swoimi jasnymi, niebieskimi oczami postać kochanka na kanapie. Zawahał się, przyglądając mu się jeszcze przez chwilę, aż w końcu miękko wszedł do salonu i przysiadł przy Jamesie.
— Obiecuję, że będę trzymał dystans. Obiecuję, że wybiorę miejsce gdzieś z dala od centrum i twojej pracy. Tylko… — zrobił maślane oczy — pojedź ze mną na duże, niedzielne zakupy — zamruczał prosząco. Dzisiaj był taki ładny dzień i chciał się wyrwać z domu. Ale nie sam.
James spojrzał na kochanka i jak bardzo rzadko miał pełne policzki, bo na kolanach trzymał winogrona podczas czytania książki.
— Mmm… — zaciął się, przeżuł, przełknął i dopiero odpowiedział: — Na zakupy?
Walt tylko pokiwał głową twierdząco, wbijając w niego niemalże szczenięce spojrzenie.
— Ale jakie?
— Oj, wiesz, Jimmy, czasem trzeba uzupełniać lodówkę. — Zaśmiał się. — I barek. Ale tak, to przynajmniej wybierzesz to, co najbardziej lubisz, bo nie zawsze wiem, co ci zrobić, byś zabrał się z zapałem za jedzenie, a nie cierpiętniczą miną — skończył z uśmiechem.
James skrzywił się prawie że płaczliwie.
— Robię cierpiętniczą minę? — jęknął żałośnie.
— Hm… jak musisz zjeść na przykład dużą bagietkę z dodatkami… aż mam wyrzuty sumienia, że ci ją daję. — Walt wciąż się uśmiechał, głaszcząc teraz Jamesa po włosach, gdy objął go dominująco.
Ten skulił się lekko, czując się winny. Jakby na usprawiedliwienie siebie wziął do ust winogrono.
— Bo nie jestem głodny… — mruknął. — I jeśli tak chcesz, to możemy jechać na zakupy.
— Wspaniale! — ucieszył się prawnik i cmoknął go w policzek. — To mów, jak będziesz gotowy — dodał i ukradł mu jeden owoc.
— No, mogę być zaraz — stwierdził James, odkładając na stolik salaterkę i książkę. — A gdzie chcesz jechać?
— Na pewno nie do tłocznego centrum, nie bój się, kochanie — pocieszył go Walt i wstał, by pójść po portfel i komórkę. — Znajdziemy coś gdzieś dalej. To jedziemy, hm?
— Mmm… No, chyba tak — James zgodził się, biorąc jeszcze telefon i portfel. Wcisnął go do lekkiej kurtki, którą założył, kiedy tylko przeszedł do przedpokoju, aby założyć buty. Starał się w tym wszystkim pamiętać, że przecież nie robi nic głupiego. Każdy, każdy mógł iść z kimś na zakupy. No i obiecał sobie, że będzie wierzył Walterowi.
Ten dołączył do niego po chwili i zdjął z wieszaczka swój czarny płaszcz. Pod szyją nic nie wiązał, bo dzisiaj akurat było dość ciepło. Upewnił się tylko, czy wszystko ma i uśmiechnął radośnie do Jamesa.
— No, to w drogę! — rzucił i wyszedł z kochankiem z mieszkania, głupio podekscytowany samym wypadem na zakupy. Naprawdę, czasem niewiele było trzeba, by się cieszył.
Wsiedli do czarnego BMW Walta i pojechali w stronę południa miasta. Prawnik, jak obiecał, faktycznie nie szukał żadnego wielkiego centrum handlowego, po którym mogła kręcić się część studentów Jamesa.
Puścił w radiu jakiś jazzowy kawałek i uśmiechnął się promiennie do kochanka, krótko na niego zerkając.
— Masz jeszcze jakieś życzenia, kochanie? Nie potrzebujesz czegoś? Może po odzieżowych sklepach chcesz też połazić, hm?
— Nie wiem, nie myślałem o tym — odparł James, odwracając na chwilę wzrok od okna. — Możemy się przejść.
— Mhm. Może znajdziemy ci coś ładnego.
Walt rozglądał się za jakimś mniejszym centrum handlowym i gdy wreszcie jakieś dostrzegł, zaledwie jednopiętrowe, ale dość długie, zjechał na obszerny, przepełniony parking. Ten tak naprawdę był otoczony sklepami. Naprzeciwko największą część zajmował duży mall, a do tego wokół inne sklepy.
James pierwszy wysiadł, kiedy tylko zaparkowali.
— Gdzie idziemy najpierw?
— Ciuchy? Żeby nie łazić z torbami z jedzeniem — zaproponował jego kochanek, gdy już zamknął samochód, schował kluczyki do wewnętrznej kieszeni płaszcza i opanował się przed złapaniem nauczyciela za dłoń. Zamiast tego splótł własne za plecami i powoli ruszył w kierunku sklepów z tylko męską odzieżą, a James podążył za nim.
— Może do tego. — Wskazał duży sklep z różnymi markami i wieloma rodzajami ubrań. Od eleganckich po bardzo sportowe.
Walt zerknął w tamtą stronę i potaknął chętnie.
— Co tylko ci się podoba. Co byś chciał? Koszulę? — zapytał, wchodząc z kochankiem do obszernego sklepu i rozglądając się ciekawie po plakatach z modelami podwieszonymi na grafitowo-czerwonych ścianach.
— Nie wiem. Zobaczymy, dobrze? — James spytał kochanka, zapuszczając się między wieszaki.
— Mhmmm — odmruczał Walt, podążając za nim w odpowiedniej, bezpiecznej odległości. Takiej, która nie sugerowała, że ze sobą sypiają.
Oczywiście wiele go to kosztowało, bo przez pierwsze dwie minuty, które spędzili w sklepie, co najmniej kilka razy naszła go chęć, by objąć Jamesa, pocałować, a nawet zepchnąć w stronę przymierzalni, by zamknąć się z nim z jednej z nich. Na szczęście sama obserwacja mężczyzny przeglądającego ubrania była bardzo zajmująca, no i aż było mu ciepło na myśl, że będzie mógł mu coś kupić.
James, nieświadom jego myśli, przeglądał ubrania. Brązowe, szare, ciemnozielone i wszystkie przynajmniej o rozmiar za duże. Wydawał się przy tym spokojny. Widział, że byli tu naprawdę różni ludzie, wspólni znajomi i chyba nawet dostrzegł parę zdecydowanie nie heteroseksualną, więc nie spieszył się za bardzo. Poza tym Walter był grzeczny i nie wykonywał wobec niego żadnych dwuznacznych gestów. Cieszyło go to. Czuł się bezpieczny.
Kiedy już miał ze dwie rzeczy przewieszone przez ramię, zerknął na kochanka.
— To… pójdę do przymierzalni, poczekaj chwilę.
Walt oblizał dyskretnie usta na myśl „James, przymierzalnia, zdejmowanie ubrań”, ale posłusznie potaknął i wskazał wieszaki kawałek dalej.
— Pooglądam sobie w tym czasie, nie spiesz się — odpowiedział, cudem blokując „kochanie” usiłujące mu wyjść na koniec z ust.
— Okej — zgodził się nauczyciel i poszedł do przymierzalni, zostawiając kochanka samego. A przynajmniej tak mu się wydawało.
Przystojny, już stęskniony za nim prawnik odprowadził go wzrokiem aż do drzwi przymierzalni, po czym rzeczywiście ruszył pomiędzy wieszaki. Akurat tam, gdzie wisiały różne spodnie, od jeansów, po te całkiem eleganckie. Zaciekawiły go jasne, w kratę. Wyglądały nieco ekscentrycznie, ale były ciekawe. Zdjął więc je z wieszaka, by obejrzeć dokładniej. Nie zamierzał jednak nic kupować. Chciał się tego dnia skupić na Jamesie i jego garderobie.
— Nadal lubisz takie krzykliwe, ekstrawaganckie ubrania? — usłyszał z boku, zza wieszaków. Kiedy tylko się tam odwrócił, zobaczył bardzo znajome, uśmiechnięte kpiąco oblicze.
Albert Feist, jego były kochanek, miał ciemny zarost wzdłuż linii szczęki, mocno ją podkreślający, kozią bródkę i dobrze przycięte baczki. Jego oczy były jak zawsze ciemne, tak samo jak jego garderoba. Włosy jednak, jak Walter ocenił wprawnym okiem, były staranniej ułożone niż pamiętał. Do tego jeszcze skórzana, specjalnie postarzana kurtka, podobna do ramoneski.
Walt przez moment był w takim szoku przez to spotkania, że tylko zamrugał i delikatnie rozchylił usta.
— Al… — wydusił w końcu, odwieszając spodnie na miejsce i gdy znowu odwrócił się do mężczyzny, ten bynajmniej nie zniknął. Walter więc odetchnął głębiej, nie będąc pewnym, czy powinien go objąć, podać mu dłoń, czy nie wykonywać żadnego gestu. — Nie spodziewałem się ciebie tutaj — dodał, na razie stojąc nieruchomo.
— Och, ja tym bardziej się ciebie tu nie spodziewałem. Nigdy nie podejrzewałem cię o wycieczki krajoznawcze do takich sklepów dla ludu. Jakaś sprawa nie poszła i trzeba przyoszczędzić? — były duchowny spytał uszczypliwie, przechodząc wokół wieszaków, aby stanąć naprzeciwko byłego faceta.
Walt poczuł się dotknięty tymi słowami, ale z drugiej strony wyrzuty sumienia uderzyły go ze zdwojoną siłą. Od kiedy był z Jamesem, nie myślał zbyt wiele o Albercie. Teraz był całkowicie spełniony i szczęśliwy w swoim związku, a myśl o tym nieudanym z byłym księdzem i tym, jak się to skończyło, była zbyt ponura, by ją rozważać. Widział jednak, że Albert wciąż na jego widok czuje się źle. Znał go na tyle dobrze, by to odczytać. Na pewno wciąż było mu przykro.
— Wciąż mi nie wybaczyłeś — rzucił tylko na poły pytanie, na poły stwierdzenie, patrząc na niego z mocną konsternacją.
Albert uniósł brwi w zdziwionej minie.
— Hm? Och, nie. Wybaczyłem ci. — Uśmiechnął się sztucznie i protekcjonalnie poklepał prawnika po klatce piersiowej, na końcu poprawiając mu marynarkę. — Po prostu trochę się zmieniłem, a przynajmniej tak mi się wydaje. I też długi czas się nie widzieliśmy. Na szczęście.
— Zmieniłeś się — przyznał Walt, patrząc po całej jego sylwetce. Sam wsunął dłonie w kieszenie płaszcza. — Jak ci się powodzi? — zapytał neutralnie. Starał się ignorować uszczypliwości mężczyzny. Nie chciał wchodzić z nim w konflikt ani na koniec usłyszeć, że zostawił go, a jeszcze ma o coś pretensje.
— Już lepiej. Nadal pracuję, trochę wyszedłem na prostą ze wszystkim. Jest więc dobrze, co na pewno chciałeś usłyszeć, aby nie czuć wyrzutów sumienia, a może i pogratulować sobie, że mnie uwolniłeś. — Albert uśmiechnął się sztucznie. — A co u ciebie, hm? Och, czekaj, daj mi zgadnąć. Znowu kogoś wyzwalasz?
— Nie bądź uszczypliwy, Al — mruknął Walt, patrząc na niego poważnie. — Przepraszałem już, że nie potrafię zmusić się do uczucia. Nie wracaj do tego w taki sposób.
Młodszy mężczyzna wzruszył ramionami.
— Nie wracam. Pytam z czystej ciekawości. Przez wzgląd na starą… znajomość.
— Jestem z kimś — odpowiedział więc Walt. — Jest nauczycielem, nie muszę go „wyzwalać”. A ty? Masz kogoś?
— Nie. Spełniam się bardziej masowo, jeśli można tak to ująć. A jak tam twój nauczyciel? Świeża „miłość”? — Wykonał gest dłonią wskazujący apostrof. — Czy trafiło cię zaraz po tym, jak się rozeszliśmy?
Walt poczuł kolejne ukłucie w sercu. Miał wrażenie, że teraz w Albercie jest jeszcze więcej złości, niż było wcześniej. Gdy się rozstawali, wydawał się bardziej zrozpaczony, a teraz taki… zimny.
— Poznałem go kilka miesięcy temu. A mówiąc „masowo”, masz na myśli, że pracujesz nadal dla gazety? — zapytał, chcąc odsunąć temat od siebie.
Albert zaśmiał się i znowu klepnął mężczyznę w klatkę piersiową.
— Oczywiście. Świntuszek. Coś sobie pomyślał? — zadrwił i dodał już poważniej: — Piszę dalej artykuły, ale też założyłem bloga, gdzie wyjaśniam, że cokolwiek nie ma się w spodniach i cokolwiek to nie podpowiada, to lepiej myśleć głową i sercem. Relatywnie rzecz biorąc, łaska boża przynosi nam więcej korzyści niż chcica.
Tymi słowami Albert wbił w Waltera kolejną szpilę. Prawnik przełknął z trudem ślinę i dłonie zacisnął mocniej w kieszeniach. Miał taką wielką nadzieję, że po ich rozstaniu Albertowi będzie się dobrze wiodło. Bez tych kłótni, z kimś kto go takiego pokocha i że nie będzie niczego żałował, nie żył przeszłością. Teraz jednak widział, że Albert był przekonany, że zniszczył mu życie. I skoro tak to odbierał, to Walt podejrzewał, że coś w tym musiało być. Jeśli ten mężczyzna jeszcze nie doszedł do siebie, nie miał pojęcia, kiedy dojdzie.
— Więc materialnie ci się powodzi, jak rozumiem? — dopytał się, znowu ignorując jawną aluzję. Zerknął przy tym w stronę przymierzalni, mając dużą potrzebę obecności Jamesa. Teraz, gdzieś blisko.
— Och, tak. Nie musisz się w ogóle o mnie martwić — odparł Albert, a w jego tonie ciężko było wyczuć, czy mówi poważnie, czy kpi. Był bardzo zgryźliwy w stosunku do Waltera. Cóż, według niego samego, była to najlepsza droga ucieczki, bo kiedy zobaczył go za tymi wszystkimi wieszakami pełnymi ubrań, serce aż mocniej mu zabiło. A już myślał, że wychodzi na prostą.
W tym czasie nad jego plecami Walter zobaczył, że z przymierzalni wychodzi James. Jego zachudzony, szarobury James, tylko z jedną koszulą. Reszta musiała nie pasować, więc ją zostawił w przymierzalni.
Walt aż odetchnął głębiej na jego widok, ale spojrzał jeszcze szybko na Alberta.
— Cieszę się. Naprawdę — odpowiedział i skinął w kierunku nauczyciela, mając nadzieję, że ten zaraz ich dostrzeże. — To jest mój obecny partner.
Albert odwrócił się i popatrzył za siebie na rozglądającego się, szczupłego mężczyznę, w nienajlepiej dopasowanych ubraniach.
— Serio…? — spytał z powątpiewaniem, w tym samym momencie, kiedy nauczyciel ich zobaczył. Widząc jednak, że Walter nie jest sam, chciał mu dać jakoś znać ręką, że on sobie pochodzi i poogląda ubrania, a on może dalej rozmawiać.
To Walta tylko bardziej zasmuciło, ale nie zawołał go, by go nie krępować. Alberta przy okazji też, bo mógłby nie czuć się dobrze w obecności kogoś, z kim teraz prawnik mieszkał.
— Tak. Jest w moim wieku, uczy geografii… Przyjechaliśmy kupić mu coś do ubrania i jakieś ogólne zakupy. Często tutaj kupujesz? — Walt znowu spojrzał na Alberta, siląc się na przyjemny ton i chociaż cień uśmiechu.
Albert jeszcze przez chwilę odprowadzał wzrokiem Jamesa, po czym znowu skierował swoje ciemne oczy na Waltera.
— Czasami — mruknął. — Ale nie zmieniaj tematu. Mimo że rozumiem, czemu tu przyjechaliście — dodał z delikatną aluzją i ruszył w stronę nauczyciela, który teraz starał się skupić na przeglądanych spodniach i udawać, że nie widzi, że jest obserwowany. — Chodź — dodał Albert. — Poznasz mnie z nim, hm?
Walt przytaknął, po czym jednak złapał go za łokieć, zatrzymując w miejscu.
— Jeśli obiecasz, że nie będziesz uszczypliwy — szepnął poważnie.
— Uszczypliwy? — Albert spojrzał na mężczyznę z lekkim uśmiechem. — A czemu miałbym być uszczypliwy?
— Z jakiegokolwiek powodu. Oszczędź mu. Do mnie możesz mówić, jak chcesz — odpowiedział Walter półgłosem, zanim puścił go i wreszcie podszedł do pleców kochanka. — Jimmy.
— Przeczulony — prychnął pod nosem Albert i podszedł za Walterem do nieznanego sobie mężczyzny.
Ten, słysząc swoje imię, szybko odwiesił spodnie, na które patrzył i odwrócił się do nich. Piwne oczy, wklęsłe policzki, mysie włosy i zbyt luźne ciuchy. To były pierwsze rzeczy, jakie rzuciły się w oczy byłemu Waltera.
— Tak?

28 thoughts on “In Out In – 16 – Spotkanie z przeszłością

  1. Katka pisze:

    Porebula, jak ładnie wychwycone XD No cóż, Sebcio nie ma wyboru – niech się szkoli w hiszpańskim i wyjeżdża ze swoim chłopakiem z wymiany :)

  2. porebula pisze:

    „— Argentyna! — Ucieszył się. — I co mi możesz o niej powiedzieć? Wiesz, że są tam legalne małżeństwa homoseksualne? ”
    To sprawa ślubu Frana i Seby załatwiona!
    Zaczełam czytać dalej!
    Wszystko przez NB ale to nie ma znaczenia…

  3. Katka pisze:

    Oshi, „wiedziałam, ze za tymi wieszakami czai się gdzieś tam Albert xD” – nie mam pojęcia, dlaczego po tych słowach pomyślałam o Szpiegu z krainy Deszczowców XD Mniejsza o to. A czy Albert w duchu jest wdzięczny Waltowi… taaa, to podlega rzeczywiście głębszym rozważaniom i nie powiem nic, ponieważ to w tekście wyjdzie. Pisałyśmy nawet całkiem niedawno na ten temat :) Ale, ale, prawda, Walt z jednej strony złamał mu serce, a z drugiej otworzył go na nowe możliwości. Pytanie, wynik której z tych dwóch rzeczy zdominuje dalsze życie Alberta…

  4. Oshi pisze:

    No po prostu wiedziałam, ze za tymi wieszakami czai się gdzieś tam Albert xD.
    W sumie to mi go jednak żal, bo nic tak nie boli jak nieodwzajemniona miłość. Szczególnie, ze tyle dla niej poświęcił, jak sam sądzi. Ale z drugiej strony Walt dal mu coś czego sam nigdy by w pojednynke nie dokonał – wolność, zaakceptowanie tego kim jest na prawdę, a nie ciągłe oszukiwanie sie. Sadze, ze w głębi serca jest mu w pewniej sposób wdzięczny, ale nie umie tego otwarcie przyznać, albo nie chce bo tak jest dla niego wygodniej – może wszystkie swoje niepowodzenia zwalić na byłego partnera.

  5. Katka pisze:

    Shinu, nooo, ciekawe obserwacje można wyciągnąć, co nie? To chyba na zasadzie… sama nie wiem, chyba ocenianie Alberta polega na albo osobistej sympatii czy jej braku do niego, albo obserwowanie wszystkiego ze strony Jamesa czy Walta (bo jak się tak robi, to rzeczywiście Albert jest tym stricte czarnym charakterem) albo właśnie w taki sposób jak Ty, czyli chyba trochę bardziej patrzenie z perspektywy samego Alberta. W ogóle mnie samej ciężko obrać jakąkolwiek stronę, bo i rację mają ci, którzy po nim jadą, bo zachowuje się dość… ekhm, niegrzecznie XD Ale też to wszystko, co piszesz, szczególnie ten fragment „nie mógł odczepić od Alberta, a potem jeszcze złamał mu serce, z czego Albert do tej pory nie może się wyleczyć” jest jak najbardziej prawdziwy. Koleś po prostu ma złamane serce i (nie)radzi sobie z tym w taki swój indywidualny sposób. Och, serio, jestem ciekawa, jak się opinie zmienią i czy w ogóle do końca IOI :)

  6. Shinu pisze:

    Hahaa, tak czytam te komentarze i czytam i aż mnie dziwi, że jestem jedyna, która nie pojechała po Albercie, a wręcz przeciwnie xD. Koleś, owszem, jest hipokrytą i zachowuje się dość niedojrzale, ale to jest właśnie jego urok(matko, trochę tak jak z moją miłością do Mihaia xD). Ja tam na jego miejscu pewnie Walta bym zabiła, albo mściła się na każdym kroku, bo sorry, ale jak dla mnie to to głównie Walta wina, że się kurde nie mógł odczepić od Alberta, a potem jeszcze złamał mu serce, z czego Albert do tej pory nie może się wyleczyć! Ile minęło? Rok już chyba, a ten nadal w jakiejś części kocha Walta. No mnie by chyba szlak trafił, gdybym się nie mogła pozbyć tego przeklętego uczucia i jeszcze widzę tego gościa z nowym partnerem, który jest całkowitym przeciwieństwem mnie. Z moją kobiecą logiką pewnie bym sobie ubzdurała, że Walt specjalnie znalazł se kogoś tak innego, bo naprawdę miał już dość mnie, a to by jeszcze bardziej zraniło. Jak idzie to powiedzenie „Najlepszą obroną jest atak” to to idealnie pokazuje sytuację Alberta.

    Och, i wiem, że James jest niewinny i nie zasługuje, żeby mówić mu jakieś przykrości, ale błagam – Albert opowiedz mu tym swoim sarkastycznym tonem jak to ładnie Walt cię potraktował ;D.

  7. Katka pisze:

    Illita, och, kolejny pojazd po Albercie. Zdecydowanie się nie dziwię w obliczu tego jego podejścia, które jest dość… wrogie. Ogólnie myślę (tak osobiście, więc się nie sugerują moją opinią, w końcu nie ja Alberta piszę), że on tego wszystkiego nie robi w pełni z premedytacją. Zgorzknienie i na pewno w pewnym sensie szok na to nagłe spotkanie dawnej miłości wywołują w nim to działanie. Może nawet nie zdaje sobie w pełni sprawy z tego. No ale tak to czasami jest, jak gniew, żal i złość biorą górę nad rozsądkiem czy zasadami, którymi się chce kierować. Choć też nie chcę go w pełni usprawiedliwiać, bo wiadomo, to dorosły człowiek. Ale, ale, zawsze, jak mówimy, fajnie czytać rożne opinie i jesteśmy ciekawe, czy kieeeedyś może jeszcze dasz mu cień szansy, hehe. Dziękujemy za życzenia i wzaaaajemnie, niech wiosna będzie z Tobą! :D

  8. Illita pisze:

    Oj Albercik Albercik … Spodziewałam się po tobie trochę więcej … dojrzałości ? Nigdy go nie lubiłam , straszny z niego hipokryta . Już dobra , na Walta trochę ma prawo być zły , ale jeśli planuje coś zrobić Jimmiemu to w moich oczach jest nikim . Bo serio , nie wiem jakim trzeba by być człowiekiem żeby zasłaniać się religią a potem z radością łamać jej podstawowe zasady . Po jego zachowaniu naprawdę widać że jest nieprzystosowany do życia z ludźmi . Jak przeczytałam post Floo to pomyślałam że weszła mi do głowy i napisała to co sobie myślałam jak pierwszy raz czytałam XD Za to Walt się zachował , chce chronić Jamesa . No i też boję się że nauczyciel może sobie różne rzeczy pomyśleć , ma zaniżoną samoocenę i to spotkanie może nią jeszcze bardziej zachwiać :c Trzymaj się Jimmy , wszyscy wiemy że Walt cię kocha ! Weny drogie panie i uśmiechu wszystkim , wiosna do nas zawitała :D

  9. Katka pisze:

    Shinu, uuuu, jak miło widzieć taką pozytywną reakcję na zgryźliwość Albercika XD Po raz kolejny się przekonuję, jakie to genialne, jak skrajne macie opinie, seeerio. To jest mega, bo jakakolwiek postać by nie była, zawsze się znajdzie ktoś, ktokolwiek, kto będzie ją lubił nawet w obliczu 99% która tej postaci nie trawi XD (choć nie wiem, czy ktokolwiek lubi takiego Rogera Cartera z FDTS…) A co do tego, jak się wiedzie i powiedzie Albertowi – na ten moment, rzeczywiście ma troszku… przykrą sytuację. Ale gość ma ile, 30 lat? Więc jeszcze caaałe życie przed nim i dam głowę, że jeszcze niejednego geja spotka XD No i oczywiście zważając na to, jak pamiętam, że James Cię irytuje, to się cieszę, że tym razem był bardziej znośny, hehe :)

  10. Shinu pisze:

    Ooooooch, nawet nie wiedziałam jak bardzo się stęskniłam za Alebrtem ^^ To taka miła odmiana w porównaniu do Jamesa ;). Uwielbiam jego docinki w tym rozdziale, no po prostu mój mistrz, aż czytałam z usmiechem na ryjku ;D. Szkoda tylko, że stał się taki zgorzkniały, mialam nadzieję, że bardziej mu się powiedzie, że może bardziej się otworzy na facetów i moze znajdzie kogoś w swoim guście, ale cóż,nie można mieć wszystkiego ;) I reakcja Alberta na Jamesa – no cudo po prostu ;d Chyba pierwszy raz nie mogę się doczekać następnego rozdziału IOI ;D

    I musze przyznać, że widać róznicę w zachowaniu Jamesa teraz, po takim przeskoku w czasie, a tym co było na samym początku. Nie jest to jakaś ogromna różnica, ale zawsze coś. James nawet mniej wkurzał w tym rozdziale, a to już wielki sukces ;D.

    Lece przeczytać jeszcze raz fragment z Albertem ^^

  11. Katka pisze:

    Adela, a ja Ci powiem, że jestem trochę zaskoczona XD Wcześniejszy rozdział faktycznie był krótki, inaczej się nie dało. Ale ten miał tak jak każdy inny rozdział 8 stron – czyli standardową ilość. Więc raczej był normalny, a nie krótki XD Wiesz, jak dzielimy tekst na rozdziały, to staramy się właśnie trzymać 8 stron. Wiadomo, nie zawsze się da, zależnie od długości scen. Czasem te się kończą na 7, a czasem na 10, a jak scena jest już przesadnie długa i da się zrobić tzw. cliffhanger, to tak dzielimy. Bardzo, bardzo się cieszę, że masz takie parcie na IOI, dlatego chciałabym Ci powiedzieć, że następny rozdział będzie dłuższy, ale… no, ten był standardowy i następny, z tego co wiem, też będzie.
    No, to tak gwoli wyjaśnienia, musiałam to zaznaczyć XD Może wydaje Ci się, że był krótki, bo tak szybko i namiętnie pochłaniasz ;)

  12. Adela pisze:

    Schiv, moja ekscytacja IOI trwa nie przerwanie całymi dniami, a tu jeszcze się nie zdążę porządnie rozpędzić czytając – a tu już koniec ;(

  13. Katka pisze:

    Floo, och, jad do Alberta wprost przepływa przez Twoje słowa XD Niestety, w tym momencie nie trzyma się od niego z dala, a wręcz szykuje się jakaś konfrontacja, która może przebiec w bardzo różny sposób… No ale widzę, że już wróżysz Albertowi bardzo pesymistyczną przyszłość XD Biedny Albercik XD „Trzymaj się Jimmy, nie jesteś sam Walt kocha cię takiego jaki jesteś!” – a to jest święta prawda! Walt wręcz go takiego ubóstwia, ale pytanie, na ile James w to wierzy i na ile nie zaburzy tej wiary aktualne spotkanie…

  14. Floo pisze:

    Niech ten przeklęty świętoszkowaty debil trzyma się z dala od Jimmyego!!!!! On mu na pewno zrobi przykrość. Zadufany w sobie dupek. Ja się wcale nie dziwię że on jest sam, skoro nawet Walt nie umiał wytrzymać w jego towarzystwie. A On jest na prawdę wytrwały i ma świętą cierpliwość. On skończy jako zgrzybiały, stetryczały, zgrzybiały świętoszek, niech od razu leci kupić moher! Al jesteś beznadziejny!!!
    Trzymaj się Jimmy, nie jesteś sam Walt kocha cię takiego jaki jesteś! I my też cie kochamy więc pokarz ex księżulkowi gdzie jego miejsce! Albo przynajmniej nie daj mu satysfakcji ;/

  15. Shivunia pisze:

    Adela >> Jaka ekscytacja :D Fajnie. Chociaż widzę, że ekscytacja trwała krótko jak tak zaraz piszesz, że rozdział za krótki. A przerwanie w takim momencie. Oj, to tak jak w serialach czy nawet w niektórych książkach. Czas szybko mija ;) „Juz nie mogę się doczekać jak Albert zgnoi Jimmiego” Uuuuu… boli ;/ A może… hahaa… się opanuje Albert?
    Niemniej opcja z pocieszaniem mi się podoba ;)

    Liviah >> Wydaje mi się, że jeszcze cięższe można wytoczyć… ale tak Albert jest tym jednym z cięższych XD

    Luinlos >> Oj, od razu katastrofą…. No może XD ok., nic nie mogę powiedzieć.
    A i teraz sobie pogdybam o wszystkim i o niczym, bo, pytanie na ile on się faktycznie zmienił, na ile taki jego charakter wyłazi z niego przy Walcie. Może to już w nim było i teraz tylko wypłynęło z rozciętej rany? Bardzo mi się podoba to co napisałaś. Że Albert pielęgnuje w sobie tą nienawiść do Waltera. Trochę w tym prawdy. Bo przecież jakby postępował zgodnie z zasadami „wybaczania” i całej tej reszty, to nie powinien nosić w sobie takiej guli.
    ” Martwię się, czy Al nie zachowa się jak ostatnia świnia, i nie będzie chciał uderzyć w prawnika posługując się niewinnym Jamesem.” – nooo, byłby wtedy naprawdę wredny, ale czy aż taki z niego nieczuły typ? W końcu wiemy że jednak jest tym ehem… bardziej uczuciowym jak się okazało.
    Walt faktycznie się zachował. W sensie, ze nie zrobił przedstawienia kłócąc się z Albertem. I słusznie zauważyłaś że też wpływ na to w dużej mierze mogło mieć poczucie winny.
    „No i mamy kumulację” Hahaha, no z lekka. Samo się jakoś zgrało. Tyle dobrze że w NM nie dzieje się w tej chwili nic trzymającego aż tak w napięciu. A jak tak można? No… odbijamy sobie po zimie XD

    Yaoistka >> Oj, ale Albercikowi jest bardzo źle. Trzeba trzymać kciuki aby umiał się zachować ;)

    Tigram >> Widzisz jakie to czasami tytuły mogą być zwodnicze. Be, niedobre tytuły hahahaha. Ale chyba aż tak się nie rozczarowałaś ;) Czy James powinien być zły czy rozczarowany to się okaże. Wiesz, mimo wszystko on jest inny niż większość z nas. Może zaskakiwać tym swoim małym pokręconym umysłem ofiary losy ;) I ja ci mowie, to na pewno winna swetra XD

    Diablica >> W takim momencie XD Trzymamy w napięciu niczym horror klasy B XD A kara… tak, tak, kara musi być XD
    Ale serio, no stres. Każdy przeżywał ostatnio pogodę. Moja praca magisterska chociażby nadal śpi snem umarłych więc co się dziwić, że się nie chce innym też pisać chociażby komentarzy. Zresztą, ostatnią powinnam być która strofuje. W końcu mało pisze sama ;p
    „Niesamowite jest, jakim genialnym potwierdzeniem jesteście przysłów: “Apetyt rośnie w miarę jedzenia” oraz “Daj palec, a wezmą całą rękę”. „ – nie będę się sprzeczać. Dlatego też staramy się… um, być umiarkowanie spontaniczne i w większości trzymać się zasad wydawania rozdziałów ;)
    A Al, oj ja mu osobiście współczuje, sama bym go czasami przytuliła… kiedy tak nie pieprzy od rzeczy. On potrzebuje kogoś… odpowiedniego. I odpowiedniego to bardzo ciężkie do sprecyzowania słow. Bo kto tak naprawdę by go wytrzymał z tym jego bagażem emocjonalnym? Z humorkami ze zgryźliwością i w ogóle tym życiem wspomnieniem po Walcie. Bo się facet zadręcza.
    Uuu… czujemy się zagrożone ta armią i cichutko liczymy, że nie tylko czytelniczek ale i czytelników
    Dzięki

    Ashia >> Hmmm… no niestety. Nic nie jest w ich przypadku jasne i chyba tak zostanie. Chyba. Daliśmy wam w pewnym sensie wybór możliwego zakończenia.
    A rodział… rozumiem, ze był słodki banan na patelni z cukrem … Az karmel się nie przypalił XD Ah, ta moje durne porównania.
    Fajnie jednak czyta się jak mówisz o tych wyobrażeniach. Też czasami widzę Alberta z taką czarną złą smołą wylewająca mu się z serducha. Boli go nadal ta rana którą mu Walt wyrządził. A przynajmniej jego będzie za nią obwiniał. W całości. I kiedy już myśli, że się goi, ten mu wyskakuje spomiędzy półek ;/ uch.
    James „ w końcu on jest tak niepewny siebie”. No… ;/ Ciężko coś tu więcej dodać. Bo … z jednej strony James może zachować się jak nie James, z drugiej strony, jeszcze bardziej się „zaszczuć”, w końcu Albert jest taki… super ;/ a on taki „nie super”.
    Oj, trochę niepewności jeszcze nikomu nie zaszkodziło ;) Doczekasz się 21. A Albercie… jestem ciekawa jak wyobrażasz sobie potencjalna miłość Alberta :D

    Antother >> XD oj, od razu pooodłe XD No może ciut. Ale nie aż tak hehehe I sama mówisz, ze podłe, a potem ze robimy co chcesz.. Hmmm coś tu się nie zgadza ;p (za dużo emotek) Fajnie jednak ze mimo krótkości, akurat dobry moment znalazłaś na czytanie. Kakao zawsze dobre ;) Tym bardziej jak można jeszcze nim ogrzać łapki
    A co do konfrontacji Albert vs Jim. Kurcze, to może się wielorako potoczyć. W końcu jak sama zauważyłaś, Jimiemu może dużo głupich pomysłów wpaść do głowy. A jeszcze jakby Albert mu opowiadał jak wpierw było dobrze i jaki to Walter nie był och ach, a potem go zostawił bo go nie kocha. I co wtedy pojawi się w głowie Jima? Z jego nie pewnością która jeszcze nakręci te wizje do czegoś masakrycznego, złego i w ogóle BLE… hmm. No i teraz zostawiamy was z możliwością podumania jak to się potoczy. Taaa… podłe z nas bestie :)
    Co do Davida i Shana… no zostawiłyśmy was po NBTS z możliwością „dopisania sobie” własnego zakończenia. Trochę by było teraz wredne dla tych którzy mają inną wizję niż my, burzenie jej. Ale jeszcze coś o nich będzie ;)

    Tess >> Czemu? Bo jesteśmy wredne i okrutne. Bo musimy dbać o wasze zdrowie psychiczne i masochistycznie sprawia nam przyjemność odpisywanie na pytanie co tak krótko?
    A tak serio. No tak wyszło. Kilka szczegółów się na to złożyło ;) Dzięki temu jednak macie wszyscy czas pomyśleć co będzie dalej :D
    „Wy nie macie serca normalnie” … fakt. Mamy dwa XD hahaha wybacz.
    A Albert widzę, że ucieszył swoim pojawieniem się i nabałaganieniem, że się tak wyrażę. Pytanie jak bardzo faktycznie nabałagani. I czy twoja nadzieja ze Jim Se poradzi się spełni. W końcu z niego taka niepewna słodka pokraka.
    „Jest po prostu zawistny” – i znowu nie mogę się kłócić. Z drugiej strony, czy to od niego zależne. Nie można kłócić się z sercem i Walt nie był wstanie dłużej tego robić, ale teraz tez Albert nie jest wstanie kłócić się z pokaleczonym sreduchem. Obrasta ono tylko taką czarą lepka mazią, która nie pozwala mu być sobą. ALBO, faktycznie, jest tak jak mówisz. Jest zwyczajnie zawistny, nie chce aby ktoś był szczęśliwy kiedy on nie może. I właśnie, nie może… może i by nawet chciał się z kimś związać, ale cały czas jak głupi myśli o Walcie. I kółeczko nam się zamyka. Jedno jednak jest pewne. Faktycznie nic by nie było jakby Albert dalej męczył się z Walterem i na odwrót.
    „Jimmy wychwyci i sobie przybierze do tego głupiego, słodkiego łba.” Oj, jak słodko go określiłaś XD nie mogę. Zawsze mnie to rozbraja. I… no zobaczymy jak będzie.
    A po tytule to jeszcze można było się spodziewać tego co Tigram sugerowała. Jeszcze poza Albertem, mógł pokazać się „element” przeszłości Jima.
    „ ale pewnym na sto procent być nigdy nie można xD” – DOKŁADNIE :D

  16. Tess pisze:

    Czemu to musiało się skończyć w takim momencie?! Wy nie macie serca normalnie :D Teraz jestem tego pewna.
    Nigdy mi się tak mordka nie cieszyła na wspomnienie o Albercie, jak teraz. To będzie w cholere ciekawe. Mam nadzieję, że James jakoś sobie poradzi i nie wpadnie w jeszcze większe kompleksy… Może i Al jest przystojniejszy (choć mi się nie podoba, a Jimmy tak), to charakterek ma wredny. Już wcześniej miał, ale teraz się już nawet nie kryje. W ogóle co to ma być? Ja rozumiem, facet ma żal do byłego, ale co? Mieli się oboje męczyć, ciągle kłócić, pozabijać w pewnym momencie? No kurcze, coś z nim nie tak w takim razie. Zamiast ułożyć sobie życie, to woli hodować w sobie złość i może nie nienawiść, ale coś bardzo zbliżonego. Szczerze to ja go nie rozumiem. Jest po prostu zawistny.
    Nie wierzę, że byłby takim chamem, aby powiedzieć coś przykrego Jamesowi prosto w twarz, ale znając go, to pewnie padną jakieś subtelne aluzje co do jego osoby, które znając życie Jimmy wychwyci i sobie przybierze do tego głupiego, słodkiego łba.
    Jejku, to naprawdę będą ciekawe zakupy, a zaczęło się tak niewinnie. Coś mi podpowiedział tytuł tego rozdziału i tak właśnie myślałam, że Albert jeszcze zaistnieje, ale pewnym na sto procent być nigdy nie można xD

  17. another69 pisze:

    Jesteście taaakie podłe… Chcę już czytać dalszą część ;_;
    Ale w zasadzie zrobiłyście dokładnie to co chciałam xD Zauważyłam, że w waszych opkach jest często tak, jak chcę. Chciałam więcej rozmów u Ryana i było, chciałam żeby znowu pojawił się Al – i jest! Cieszę się.
    Tylko to bardzo dziwne jak się zmienił. Takie smutne i sprawia, że jest mi go żal. Walt zrobił mu dużą krzywdę i taka jest prawda… Nie ważne jak uwielbiam tego prawnika, zrobił coś naprawdę złego. Na pewno nie chciał go krzywdzić, ale jednak. Miłości się nie wybiera i nie można się do niej zmusić, ale mógł chociaż szybko to skończyć, a nie, nie będąc pewnym swych uczuć namawiać Al`a do tak drastycznych zmian. Teraz facet jest zgorzkniały i ma wokół siebie skorupę. Nie mogę mu się za bardzo dziwić. W końcu od kochał Walta.
    Jestem ciekawa jak przebiegnie ta rozmowa. Jimmi taki niepozorny, skromny. Na pewno poczuje się źle, gdy zobaczy jak przystojny i pewny siebie jest Al. Mam nadzieję, że nie stanie się tak, że Jimmi zwątpi w uczucia Walta wobec niego i zacznie bać się, że za jakiś czas okaże się się Walt tak naprawdę go nie kocha i go rzuci czy coś takiego. W tej nauczycielskiej główce może pojawić się wiele pomysłów… A wątpliwości są tragiczne w związku.
    Jestem bardzo ciekawa :)
    No i szkoda, że nie było nawet wzmianki i Shanie czy Davidzie. Mam nadzieję, że coś o tym będzie jeszcze.
    Albo chociaż Lucy xD

    Nie wiem co poza tym napisać. Rozdział raczej krótki :/ Heh, no i czytałam go akurat pijąc kakao, tak jak chłopaki na początku ;p Więc można powiedzieć, że się wczułam.

    Uh, no i podoba mi się ta specyficzna chemia między Waltem i Al`em… Wcześniej tego nie widziałam. Ale w porównaniu z Jamesem Al jest bardzo męski. Mam w głowie walkę o dominacje w łóżku… Lubię takie rzeczy. Ale i tak wolę Jimmiego ;p

    Mam jednak nadzieję, że Al kogoś znajdzie ;)

  18. Adela pisze:

    dobra, wyspałam się, więc mogę jakis sensowny koment napisać.
    Dlaczego przerwałyście w takim momencie! Potwory! Wiecie jak się jaram każdym odc i teraz przyjdzie mi czekać kolejne kilka dni w niewiedzy. Juz nie mogę się doczekać jak Albert zgnoi Jimmiego! Biedactwo będzie znowu płakać, a Walt będzie go pocieszać! <3

  19. Ashia pisze:

    łoooooo. no ej ! Chciałam wiedzieć czy Shane i David żyją!! :((
    Co do rozdziału, był cud, miód, słodkie gesty, spojrzenia, słówka, no rozczulenie samo w sobie, a tu nagle buum! Albert i jego zgorzkniałość, uszczypliwośc, w ogóle zła energia, oczami wyobraźni widziałam ciemną chmurę nad jego głową i czarną poświatę naokoło, no Bóg to na bank nim nie kieruję w tym momencie xD!
    Jestem przerażona tym jak związek z Waltem go zniszczył :< bardzo, bardzo mi go żal. Widać, że w głębi duszy, nadal jest skrzywdzonym, miękkim Al'em. To wszystko to tylko maska, chęć udowodnienia sobie i Waltowi przede wszystkim, że dał radę. Myślał, że sobie poradził, zobaczył Walta i wszystko wróciło i coś czuję, ze odbiję się to na Jamiem, w końcu on jest tak niepewny siebie, jak zobaczy ciskające gromami oczy, te postawę, to jak Al jest przystojny, pewny siebie, uff:( Pewnie znowu sobie pomyśli "co on we mnie widzi?", "jestem nudny" itd.
    Człowieku teraz czekaj do 21, bo jak można przerywac w takim momencie? Litości:(.Mam ogromną nadzieję, że Albertowi będzie lepiej, że się zakocha, uwierzy znowu, byłoby cudownie. Chętnie bym coś takiego przeczytała, uhuhu, nowy mężczyzna, nowa miłośc, te jego rozterki, nieufność, byłoby ciekawie. :) Weny dziewczyny! :D

  20. Diablica pisze:

    Ooo Matulu!! W takim momencie??! Wmawiam sobie, że to kara za zaniedbanie komentowania. Przepraszam dziewczyny, mam jakiś kiepski okres ostatnio i usilnie zwalam to na pogodę -.- Oczywiście codziennie wchodzę i czytam. Jestem wszystkim totalnie przejęta, sytuacją Jasona, Alexa, Rusha, Charliego, a teraz również Jimmiego. Jezzu nie wytrzymam 3 dni do FDTS, a co dopiero 9, do IOI!!! Niesamowite jest, jakim genialnym potwierdzeniem jesteście przysłów: „Apetyt rośnie w miarę jedzenia” oraz „Daj palec, a wezmą całą rękę”. Szczerze chciałabym JUŻ wiedzieć co tam się dalej wydarzy. Wracając do rozdziału, nowy image Alberta wzbudza we mnie współczucie. Kiedy czytam o jego zagubieniu, o tym jak jego smutek zamienił się w zgoszkniałość i złość, to mam ochotę go przytulić. Życzę mu udanego związku w jak najbliższym czasie :-* Coś czuję, że takie macie plany. Patrząc na syuację ze strony Walta, to jego zachowanie było i jest zrozumiałe, bo zachował się dojrzale, powiedział, że nic głębszego nie czuje i chciałby, aby Al znalazł sobie kogoś, kto będzie go kochał. Do tego wszystkiego, kochany i zagubiony Jimmy. Oj Walt go nie opuści, a jeżeli to zrobi to może się spodziewać całkiem dużej armi wkurzonych czytelniczek ;-) *.* <3
    CAŁUSKI I WEEENYYYY!!

  21. TigramIngrow pisze:

    Szczerze powiedziawszy to po tytule obstawiałam, że wpadną na jakiegoś mastera Jamesa.
    A tu Albert. Hmm. Nie wiem co myśleć.
    Ale powiem tak: ja na miejscu Jamesa byłabym zła, albo co najmniej mocno rozczarowana. Przecież Walt obiecywał mu spokój na zakupach, a tu masz – były kochanek, ubrany o wiele lepiej niż on sam, o wiele bardziej pewny niż on sam… Niby to nie jest wina Walta, ale z drugiej strony kto chciał iść na wspólne zakupy?
    Sytuacja jest wysoce niekomfortowa i trochę irytująca.

  22. luinlos pisze:

    O jejku.
    Czuję, że to wszystko skończy się jakąś małą katastrofą.
    Al faktycznie bardzo się zmienił. Mam wrażenie, że pokazuje w tym momencie swoją ciemną stronę. Co więcej, on ją chyba nawet w jakimś stopniu… pielęgnuje niemalże (wiem, że to dziwnie brzmi), żeby taką złośliwością, uszczypliwością już nie tylko się bronić, ale też atakować.
    Myślę, że do Walta dopiero teraz dociera, jak bardzo jego relacja i związek z Albertem pozmieniały w życiu byłego księdza. On to traktował jako pewien etap swojego życia, podczas gdy dla Alberta był to punkt zwrotny. I chyba nie była to do końca zmiana na lepsze.
    Martwię się, czy Al nie zachowa się jak ostatnia świnia, i nie będzie chciał uderzyć w prawnika posługując się niewinnym Jamesem. A że James jest taką sierotką, to nawet kilka głupich słów może mu zrobić wielką krzywdę.
    Chwycił mnie za serce ten fragment:
    „— Jeśli obiecasz, że nie będziesz uszczypliwy — szepnął poważnie.
    — Uszczypliwy? — Albert spojrzał na mężczyznę z lekkim uśmiechem. — A czemu miałbym być uszczypliwy?
    — Z jakiegokolwiek powodu. Oszczędź mu. Do mnie możesz mówić, jak chcesz”
    Walt chcąc bronić Jamesa, schował dumę do kieszeni i poprosił Alberta by zachowywał się w porządku wobec Jamesa. Zazwyczaj facetom uruchamia się „agresor” jak ktoś ma do nich wrogie nastawienie, albo w jakimś stopniu zagraża ich bliskim (zresztą w związku księdza i prawnika widać było, że stanowią dość wybuchową mieszankę i większość kłótni przebiegała bardzo… dynamicznie). Chodzi mi o to, że przyjmują postawę obronną a nie proszącą. Wydaje mi się, że w tej chwili Walt bardzo dużo robi, chcąc zaoszczędzić stresu swojemu partnerowi. Pewnie jest to też trochę związane z poczuciem winy wobec Alberta. Też bym miała kaca moralnego jakbym widziała że ktoś, kto był księdzem, a więc generalnie wierzył w rzeczy typu „przebaczenie” i „miłowanie wrogów”, potrafi nadal tak bardzo go nienawidzić (pomijam fakt, że ja mam kaca moralnego z byle powodu:P).

    No to mamy kumulację. Napięcie rośnie w FDTS (Gołąbki, Smok & Królowa, Lenny, Juan..) teraz jeszcze dorzuciłyście stresujący moment w IOI, że już nie wspomnę o tym, że nadal nie wiemy czy Shane i David żyją czy nie. W sumie ATCL też jest zakończone w stresującym momencie. Zdecydowanie kumulacja. No jak tak można:P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s