Fire Dragon Tattoo Studio – 138 – Ja cię nie skreślam, tylko się martwię

Charlie odwrócił się do Jasona i popatrzył na niego w górę. Musiał naprawdę mocno zadzierać głowę, by to zrobić, ale już się do tego przyzwyczaił.
— To co? Spadamy? — rzucił pełnym nieprzyjemnego napięcia głosem.
— Tak — odparł tatuażysta, patrząc chwilę w stronę długiej kolejki, a potem bez zbędnych słów odwrócił się, żeby udać się z powrotem na parking. — Pamiętasz, gdzie zaparkowali?
— Mhm — odmruknął Charlie, wymijając tłum ludzi.
Już teraz, mimo że widział Rusha zaledwie kilka minut temu, czuł się dziwnie samotnie. Nie był pewien, jak wszyscy wytrzymają nerwowo te kilka dni. On sam miał ochotę je przespać albo przepić, ale to drugie nie było zbyt mądre, a to pierwsze niewykonalne.
Dłuższą chwilę szli w ciszy, nie licząc typowego hałasu przepełnionych ludźmi miejsc. Przeszli kawałek przez lotnisko, aż na kilkupoziomowy parking. Charlie odgarnął włosy za ucho, gdy tylko wyszli na zewnątrz, bo wiatr mocniej zawiał.
— O, tam — rzucił, wyciągając rękę i wskazując białego Bentleya stojącego kawałek dalej, tuż przed betonowym słupkiem. — A ty gdzie masz motor?
Jason stuknął butem w podłoże.
— Na niższej kondygnacji — wyjaśnił, idąc do samochodu.
Kiedy byli już przy nim, z miejsca kierowcy wysiadł Mulat. Oparł odkryte przedramiona o dach, spoglądając na nich.
— I jak? — rzucił. Jego twarz nie wyrażała zbyt wiele.
— Chujowo, ale na razie stabilnie — odpowiedział Jason ze wzruszeniem ramion. Musiał zapalić. Czuł wewnętrzną potrzebę, dlatego sięgnął do kieszeni po szlugi. Czasami się zastanawiał, co by innego robił w takich chwilach. Fajki go uspokajały, chociaż może zajadanie się czekoladą byłoby dla niego zdrowsze. Teraz miał to gdzieś. Musiał poczuć dym w płucach. — Zabierzesz młodego? — zapytał Lenny’ego, kiedy już odpalił.
Charlie momentalnie zamrugał i popatrzył na starszego tatuażystę. Chyba w swoim podenerwowaniu zapomniał, że nie miał jak wrócić.
— Jasne, przecież nie będzie piechotą iść — zgodził się Lenny i skinął Charliemu, że może wsiąść. — W ogóle, macie jakieś plany na resztę dnia, czy wracacie do roboty, czy do domów? — zagadał, nawiązując niezobowiązującą rozmowę. Jak nie był wielkim empatą, tak domyślał się, jak mogli się czuć. Ryana samego na rodzinne spotkanie bynajmniej by nie puścił.
— Zamknęliśmy studio dzisiaj, Mike nawet to zaproponował — rzucił Charlie. Wcisnął ręce do kieszeni i zbliżył się do samochodu, ale jeszcze do niego nie wsiadł. Nie był pewien, czy nie wolałby pojechać z Jasonem na motorze.
— Taa, szefuńcio się wykazał i uznał, że tak nam na zdrowie wyjdzie. I klientom — dodał Jason chrapliwie, wciągając do płuc zbawienny dym. — Więc mnie osobiście czeka bezproduktywny wieczór spędzony na oczekiwaniu na telefon od Alexa.
— To długi lot chyba? — Lenny ściągnął brwi, opierając się leniwie o lśniący samochód. — Nie chcesz… — Urwał i zerknął na Charliego. — Nie wiem, czy Ryan już skończył, ale moglibyśmy iść w kosza pograć. Nie będziecie myśleć — zaproponował, aż się sobie dziwiąc, że to robił. Z drugiej strony, mieli samochód, więc szkoda było tylko nim wrócić do domu, a nie pojeździć trochę po mieście i pozabijać na sporcie trochę zbędnego czasu.
Jason uniósł brwi, zaskoczony tą propozycją. Lenny z reguły się izolował i unikał ich, a gdy spotykali się w większej grupie, trzymał się głównie Ryana. Sam osobiście nie miał nic przeciwko niemu. Wydawał się w porządku, nawet jeśli miał więzienną przeszłość. Jason znał różnych ludzi i wiedział, że nie zawsze ładowali się w bagno z własnego wyboru, więc bynajmniej nie odbierał Lenny’ego w taki sposób, w jaki robił to chociażby Charlie. Poza tym taka propozycja mu pasowała. Wiedział, że sport był najlepszym sposobem, jaki mógł pomóc w pozbyciu się negatywnych emocji. Poza seksem i… fajkami. Aż zaśmiał się w myślach z tego, że jako alternatywę do pokonania nieprzyjemnych emocji rozważał jedynie czekoladę. Punkt dla Lenny’ego.
— Mnie pasuje. Pojechałbym za wami.
— Możesz jeszcze najwyżej skoczyć do domu po coś wygodniejszego niż to. — Lenny skinął głową na ciuchy tatuażysty. W długich, wąskich spodniach z ćwiekami raczej nie będzie mu się wygodnie grało. Po tym spojrzał na Charliego, by się upewnić, czy jemu w ogóle to pasowało. No i musiał jeszcze zadzwonić do Ryana i zapytać, czy miał ochotę po robocie na trochę ruchu albo chociaż spotkanie ze swoim „kochaniem”.
— Jak Ryan będzie, to chyba też się piszę — rzucił młodszy tatuażysta, zerkając w te dzikie i, w swoim mniemaniu niebezpieczne, oczy mężczyzny.
— To dzwoń — podsunął mężczyzna, a Jason oparł się o samochód. Faktycznie mogli się rozdzielić i spotkać już na boisku.
Charlie przytaknął i wykręcił numer do Ryana. Spojrzał krótko po pozostałej dwójce i przyłożył telefon do ucha.
— No cześć, kochanie. Co tam? Już odprowadziłeś swoje blond smutne ciasteczko na lotnisko? — rozległ się głos jego kumpla w akompaniamencie dźwięków miejskiej komunikacji.
— Tak, przed chwilą i właśnie Lenny zaproponował, że może byśmy się z Jasonem jeszcze na kosza wybrali. Masz czas?
— Lenny…? Nie mów mi, że zatrudniliście go w zamian za hamburgera do noszenia bagaży, hm? — W głosie Ryana wyraźnie słychać było zaskoczenie.
— Nie no, przyjechał z Jasonem. Ale… chyba nie wiesz dlaczego… — Charlie dodał z wahaniem, zerkając na Mulata.
Ten wskazał palcem samochód. To był jego najważniejszy argument za tym, żeby tu być.
— Dokładnie, kochanie, nie przychodzi mi do głowy żaden racjonalny powód, dla którego mój facet miałby z wami odprowadzać blond cuda w ich podróż życia — rozległo się w tym czasie w słuchawce, a Charlie wywrócił oczami.
— To już wy pogadacie, bo chyba na teraz za dużo tłumaczenia. Chodziło o samochód. Ale… to możesz na tego kosza?
— Mogę. Właśnie wracam z pracy, więc jeśli po drodze żaden terrorysta nie przejmie autobusu albo nikt nie wpadnie na świetny pomysł wskoczenia pod niego i nie będę musiał robić za świadka, to chyba będę w stanie się z wami spotkać. Rozumiem, że mam wysiąść i szukać autobusu jadącego w przeciwną stronę?
— Czekaj… — rzucił Charlie do telefonu i zwrócił się do Lenny’ego. — To jeszcze podjeżdżamy do was czy już na boisko?
— Do nas. Przebrałbym się — odparł mężczyzna i skinął na Jasona pytająco, czy on też miał taki plan.
— No, jeszcze byśmy jakieś wygodniejsze ciuchy wzięli. A ty będziesz grać? — Jason zapytał młodszego kolegi z pracy.
— Nie wiem. Ale na wszelki wypadek mogę wziąć od Ryana jakiś podkoszulek — odpowiedział Charlie, który miał na sobie luźne spodnie, ale bluzkę z długim rękawem, więc wolałby krótszą. — Bo już do mnie kursować nie ma sensu… — stwierdził i dodał do telefonu: — Ryan, to nie wysiadaj, podjedziemy do was z Lennym.
— Uuu… kochanie, coś mi mówi, że naprawdę wiele się musiało zmienić, skoro „razem z Lennym” wydobyło się z twoich ust. Nie dość, że mowa o jakimś tajemniczym samochodzie, to jeszcze bratasz się z moim facetem. Och, tylko zapamiętaj, proszę, że powiedziałem „moim”.
Charlie prychnął pod nosem i spojrzał na ciemnoskórego mężczyznę.
— Przecież wiem. Nie daję wszystkiemu, co się rusza…
— Grzeczny chłopiec. To do zobaczenia, tak?
— Mhm, na razie. — Charlie rozłączył się i schował telefon. Popatrzył po dwójce starszych mężczyzn i uśmiechnął się, choć wciąż słabo. — To co…? Jedziemy?
— Mhm. Najpierw do nas, a potem na kosza. Jason? — Lenny spojrzał na starszego tatuażystę pytająco.
Ten ściągnął brwi. Ale odpowiedział, mając nadzieję, że rozwiązła wypowiedź Lenny’ego tyczyła się tego, o czym myślał:
— Jadę do siebie i widzimy się tam, gdzie ostatnio graliśmy.
— Spoko — zgodził się Lenny i wsiadł do samochodu. Nie był gadułą, jak jego facet.
— To na razie — Charlie pożegnał się z Jasonem i wsiadł do Bentleya na miejsce pasażera.
Od razu zrobiło mu się dziwnie, kiedy został zamknięty w ciasnej przestrzeni, sam na sam z Lennym. Nie rozumiał, jak Ryan potrafił wytrzymać z nim w jednym domu. W jednym pokoju. W jednym łóżku…
Mulat dosunął sobie fotel, poprawił lusterka i nie widząc Jasona, który już udał się po swój motor, ruszył z parkingu. Osobliwie wyglądał w takim samochodzie, a przynajmniej według Charliego, który kojarzył te wszystkie eleganckie, białe wozy z braćmi Grey.
Lenny zerknął krótko na chłopaka.
— Ryan słyszał z tą bluzką? — zagadał, kierując się w stronę centrum miasta.
— Nie skomentował, więc nie wiem. Mówił tylko o… no, o niczym przy użyciu wielu słów. Jak zwykle. — Charlie zaśmiał się nerwowo i uchylił okno. Duszno mu było. — Pomyślał, że się z tobą „bratam” i mam nie przeginać, bo jesteś jego — dodał z cichym prychnięciem.
Lenny trochę zbystrzał i uśmiechnął się pod nosem.
— Serio?
— Hm? Tak… A to dziwne? — Charlie przyjrzał się jego twarzy. Sami z Rushem powtarzali to sobie codziennie, ujmując to różnymi słowami. W przypadku Rusha dość romantycznymi, czasem wręcz przegiętymi. Chociaż, jakby tak głębiej pomyśleć… w związku Ryana i Lenny’ego nie musiało być tyle czułości. Obaj nie wyglądali na takich, którzy gruchali do siebie w otoczeniu zapalonych świec i rozsypanych na pościeli płatków róż.
— Nie, że dziwne, tylko że tak ci przypomina, jakbyś miał w ogóle jakieś szanse… — Zerknął na chłopaka. — I chęci. Ten cały blondi i te sprawy, wiesz.
Charlie ściągnął brwi.
— A nie miałbym szans? — wypalił odruchowo, chociaż oczywiście chęci nie miał. Nie chciałby nawiązywać z Lennym żadnego cielesnego kontaktu. Na samą myśl robił się bardziej nerwowy. No i cały czas myślał o tym, jak się czuł Rush. O tym, że chciałby go przytulić i żeby lot został odwołany…
Lenny jechał spokojnie, a na pewno spokojniej niż robiłby to jego kochanek.
— Zacznijmy od tego, że widzę, jak na mnie patrzysz. Gdybyś mógł, biegłbyś za samochodem, byle tu nie siedzieć.
— Dziwisz mi się…? — Charlie poczuł się wyjątkowo niekomfortowo, rozmawiając z nim o tym. W ogóle rozmawiając z Lennym. Sam nie wiedział, czy to dobrze, że to odsuwało jego myśli o tego, co mogło wydarzyć się w Anglii. — Jedynym przestępcą, z jakim miałem dotąd do czynienia, jest Ryan… A on tylko zwinął samochód…
Lenny mruknął pod nosem coś w stylu „aha” i nie skomentował, skoro chłopak tak go widział. Przez pryzmat tego, kim był kiedyś, co zrobił i za co już, tak mu się przynajmniej wydawało, odpokutował.
Charlie odetchnął ciężej, widząc jego minę. Chwilę nic nie mówił, bijąc się z myślami i patrząc za szybę na oblane słońcem ulice. Aż ponownie skierował spojrzenie na starszego mężczyznę.
— Ja cię jakoś nie skreślam, tylko się o niego martwię. Ale widzę, jak on na ciebie patrzy, a może młody jestem, ale niegłupi, no i znam Ryana ładnych parę lat. Wiem, że… no, jesteś dla niego… bliższą osobą, więc spoko. Nie chcę wam wadzić czy coś…
Lenny cmoknął między zębami, analizując słowa Charliego. Jakoś nie zależało mu specjalnie na dobrych relacjach z nim. Nie był to jego typ człowieka. Podobnie jak jego facet. Obnosili się do przesady, byli aż obrzydliwie szczęśliwi i tacy, jakby nigdy w życiu żadna krzywda się im nie stała. Jednak… to Charlie był jednym z przyjaciół jego księżniczki.
— A możesz mi powiedzieć w takim razie, czemu tak się o niego martwisz? Bo siedziałem, czy dlatego, że coś mu teraz robię? Myślisz, że co mu z mojej strony zagraża, hm?
Charlie zacisnął dłonie w kieszeniach, czując, że dzisiejszy dzień to jakieś apogeum silnych nerwów. Właśnie odprowadził swojego ukochanego na lotnisko i żegnał się z nim, jakby mieli zobaczyć się za jakiś rok, a do tego teraz prowadził tę krępującą rozmowę z facetem swojego przyjaciela.
— Trochę dlatego, że siedziałeś za morderstwo… — przyznał niechętnie, uznając, że jednak nie było co ściemniać i udawać, że wcale się nie martwił. — No i… nie wiem, ile ci Ryan opowiadał o swoich… swojej rodzinie?
Lenny aż zacisnął mocniej dłonie na ostatnie słowa wypowiedziane przez Charliego. Opanował się jako tako.
— Nie porównuj mnie nawet w swojej głowie do tego skurwysyna! — zasyczał, na wspomnienie ojca Ryana czując złość. Zajebałby skurwiela, ale obiecał Ryanowi, że się do niego nie zbliży.
— Nie porównuję! — odpowiedział tatuażysta szybko i obronnie, bo poczuł nieprzyjemne ciarki przebiegające po plecach przez ten ostry ton. — Sorry. Bo wiem, że potem ludzie mają tendencje do… Dobra, nieważne — urwał, teraz już zupełnie spięty, kiedy widział to spojrzenie i nagłą zmianę w zachowaniu kierowcy.
— Tendencje do…? — Lenny nie dał mu uciec od tematu. Ryan niejednokrotnie z nim to próbował, więc nie zamierzał odpuścić też Charliemu. — Myślisz, że Ryan jest pieprznięty i spotyka się z facetem takim jak swój ojciec? — dodał agresywnie, prawie że gotując się w środku.
— Nie! Przecież nie widziałem go w siniakach — odburknął Charlie, nie wiedząc z kolei, co Lenny wiedział o relacjach Ryana z ojcem. W końcu nawet jemu i Mike’owi Ryan niechętnie o tym wspominał, ale nie był pewien, jak było z Lennym. Chociaż jego słowa mogły sugerować, że coś jednak wiedział. — Nie sugeruję ci nic, ale, no, ja pieprzę, ludzie z więzienia i ludzie z policji wydają mi się… wybuchowymi gośćmi — jęknął, już nie wiedząc, jak wybrnąć z tej rozmowy. Chciał po prostu dojechać na miejsce.
— Zabawne, że gdybym był psem, to nie widziałbyś problemu — mruknął pod nosem Lenny, starając się uspokoić. — Nic mu, do cholery, przy mnie nie grozi, o to nie musisz się martwić. Odejść też nie zamierzam, nawet jeśli twierdzisz, że nie jestem odpowiednim facetem dla Ryana.
— Spoko. Pogodziłem się z tym, tylko się… em, no, nieswojo czuję. Ryan pewnie wolałby, żebyśmy się nie żarli, więc… no, ja się ograniczę. Wiesz, to mój dobry kumpel, więc chcę, żeby mu było dobrze w związku, a jak jest z tobą, to mu chyba zależy, bo wcześniej nie był z nikim. A go na to stać, bo jest przystojny i fajny. — Charlie uśmiechnął się pod nosem. Oczywiście teraz widział w Rushu większe ciacho, już nie mówiąc o tym, jak cudowną miał osobowość. Ale nie mógł odmówić Ryanowi oczywistych zalet.
Lenny spojrzał na chłopaka, już powoli się uspokajając. Ostatnio było nerwowo. Głównie przez Juana, kłótnie i teraz to wspomnienie mordy ojca kochanka. Dobrze, że szli na kosza, bo coś czuł, że zdrowe zmęczenie dobrze zrobi nie tylko Jasonowi i Charliemu, ale i jemu.
— Jest — potwierdził, już zjeżdżając z głównej drogi na mniejsze, aby podjechać pod dom, w którym pomieszkiwał z Ryanem.
Dojechali na Olympia Heights w ciszy. Gdy tylko zaparkowali na podjeździe, drzwi do domu otworzyły się i stanął w nich Ryan, w samych jeansach, z nagą klatką piersiową oraz wzrokiem wyraźnie zaskoczonym. Odezwał się, gdy Lenny i Charlie wysiedli z samochodu.
— O ile nie myli mnie marka, kolor i chyba nawet tablica rejestracyjna, za którą Juan zapewne gotów byłby oddać parę dolców, to ten samochód należy do niejakiego Alexandra Greya… Lenny, czyżbyś zawarł z Charliem spółkę i od dzisiaj kradniecie samochody? Idąc na łatwiznę z wiarą, że znajomy nie złoży pozwu do sądu?
— Sam dał mi kluczyki — wyjaśnił mężczyzna, zamykając samochód, kiedy tylko Charlie zatrzasnął za sobą drzwi. Od razu ruszył w stronę drzwi. — Wpuścisz mnie? Przebrałbym się i spadamy, hm?
Ryan przytaknął i usunął się z przejścia, samemu też wchodząc do środka, żeby założyć na siebie koszulkę i zmienić spodnie na luźniejsze. Najpierw jednak zwrócił się do Charliego:
— Jak tam, kochanie? Rush ucałowany na pożegnanie?
Młody tatuażysta, który na samo wspomnienie ostatniego buziaka z kochankiem i uczucia ciepła jego dłoni, którą trzymał, tylko przełknął ślinę i pokiwał głową, falując przy tym swoimi długimi, kasztanowymi włosami. Ryan ściągnął brwi, odczytując z jego spojrzenia nieprzyjemne emocje. Przyciągnął go do siebie i przytulił.
— No już. Wiesz, że jest w ciebie wpatrzony jak głupi szczeniak, więc wróci na pewno.
— Ta… wiem… Chyba. — Charlie zaśmiał się głucho, przytulając się do jego szerokiej, ciepłej klatki piersiowej. Od samego uścisku zrobiło mu się jakoś dziwnie lżej. — Pożyczysz mi podkoszulkę?
— Będzie trochę za duża, ale wybierz coś z sza… podłogi. — Ryan uśmiechnął się wymownie. — Lub któregoś z foteli.
Charlie uniósł kąciki ust z rozbawieniem i puścił kumpla, by udać się na poszukiwania luźnego odzienia na kosza. Kiedy tak się rozglądał, w sypialni, przez otwarte do niej drzwi, zobaczył Lenny’ego. W samej bieliźnie, rozglądającego się wokół i najpewniej szukającego ubrań. Zapatrzył się na jego sprężyste ciało i wpadł na rudego kota. Czasami zapominał, że ten tu mieszkał. Pochylił się i przepraszająco pogłaskał go po grzbiecie.
Potem wrócił do szukania koszulki. Widział, jak w tym czasie Ryan też się przebierał. A gdy jego spojrzenie padło na bliznę na biodrze kumpla, którą, dobrze wiedział, zrobił mu ojciec, znowu zerknął do sypialni. Może rzeczywiście lekkomyślne było porównywanie tych dwóch mężczyzn. Przecież Ryan nie mógłby wpakować się z własnej woli w coś, czego tak nienawidził. W przemoc fizyczną i psychiczną. Bo nie tylko ślady na ciele Ryana Charlie widział, kiedy byli młodsi, ale zdarzyło mu się też podczas odwiedzin u kumpla usłyszeć nieprzyjemne epitety.
Uważał, że takich ludzi jak Roger Carter powinno się zamykać na ładnych parę lat, ale głównie pozostawali bezkarni. Był pewien, że Ryan w życiu nie poszedłby na policję i nie powiedziałby o tych wszystkich latach znęcania się. To nie było w jego stylu. Charlie miał tylko nadzieję, że Lenny rzeczywiście nie robił mu żadnej krzywdy. Mimo wszystko… nie wyglądał na takiego. A przynajmniej ton głosu, kiedy mówił o Ryanie, miał… ciepły.
Westchnął ciężko i wreszcie znalazł niebieski podkoszulek z granatowym nadrukiem przedstawiającym fale i surfera. Okazało się, że był trochę za duży, ale nie przeszkadzało mu to.
— Ryaaan! — Względną ciszę przerwał głos Mulata. Nadal z sypialni. — Chodź tu na moment!
Chłopak, który właśnie zapinał pasek luźnych, krótkich spodni, spojrzał w tamtym kierunku, ale wpierw zwrócił się do Charliego:
— Jak chcesz coś do picia, to w lodówce jest mleko. — Po tych słowach już wszedł do sypialni. — Słucham.
Lenny zerknął na mieszkanie za jego plecami. Miał spodenki na gumkę, sięgające za kolana oraz białe buty na miękkiej podeszwie.
— Nic szczególnego. Potem nie będzie okazji — odpowiedział. Nie widząc Charliego, złapał Ryana za kark. Zdecydowanie przyciągnął go do siebie i pocałował. Mocno, intensywnie i długo, jakby rzeczywiście chciał zrobić to „na zapas”. — Jak Charlie będzie miał już dość kosza, to wbij mu do tego pustego łba, że nie jestem twoim ojcem — dodał, kiedy go puścił. I zabrawszy koszulkę z łóżka, wyszedł z pokoju.
Ryan momentalnie ściągnął brwi, po czym szybko wyszedł z sypialni i zatrzymał kochanka, łapiąc go za nadgarstek. Charliego w salonie nie było, co znaczyło, że pewnie podążył do kuchni po wspomniane wcześniej mleko.
— Co…? O co chodzi z moim ojcem? — zapytał poważnie, patrząc twardo w oczy Lenny’ego.
Mężczyzna psyknął między zębami, dość niechętnie o tym myśląc, ale w końcu odetchnął ciężko.
— Rozmawialiśmy w samochodzie i delikatnie to zasugerował. Po czym zaprzeczył, że przecież nie masz siniaków! — syknął. — Niby ma se odpuścić, ale ja go raczej nie przekonuję. A nie chcę, żeby mnie porównywał z tym skurwysynem.
Ryan jeszcze mocniej się zmarszczył i puścił kochanka.
— Nie jesteś nim — odpowiedział. Trudno było powiedzieć, czy do siebie, do mężczyzny, czy Charliego, który mógłby to słyszeć. — Pogadam z nim, ale nie dzisiaj. Może miał tę przykrą reakcję odreagowania po stresie związanym z wyjazdem jego blond cuda i mówił, co mu do głowy przyszło — dodał, chociaż w duchu bardzo mu się nie podobało, że Charlie porównywał Lenny’ego do Rogera Cartera. Tego drugiego nie chciał w swoim otoczeniu, a pierwszego chciał jak najbliżej. Tego się nawet nie dało porównać. Byli inni pod każdym możliwym względem.
Lenny odetchnął, ale skinął głową na zgodę. Może Ryan miał rację. Miał nadzieję, że tak było, bo inaczej nie był pewien, jak się zachowałby podczas kolejnej takiej rozmowy z Charliem.
— Dobra. Ufam ci, że znajdziesz na to odpowiedni moment, ale… — ściszył głos na wszelki wypadek — porównywanie mnie z kimś, kogo mam głęboką chęć zajebać, nie poprawia mi odbioru twojego „kochania”. I tylko tyle z mojej strony — dodał już normalnym tonem, odsuwając się i idąc do drzwi.
Ryan odetchnął, przeczesał włosy palcami i rozejrzał się po pokoju. Sięgnął po pierwszy lepszy podkoszulek, który znalazł na oparciu fotela. Zarzucił go na siebie, podrapał za uchem zasypiającego na kanapie kota i zawołał w kierunku kuchni:
— Charlie! Zbieramy się! I ja prowadzę.
— No, już idę! — odkrzyknął chłopak.
Gdy wyszedł z kuchni, dzierżył w dłoni, najpewniej znalezioną tam, butelkę coli. Uznał, że może się przydać na koszu, kiedy za bardzo się zmęczą i przegrzeją.
Ryan pochwalił go lekkim uśmiechem i chwilę później wyszli z domu, żeby rozerwać się na wspólnym wypadzie po tych wszystkich, stresujących dzisiaj i niedawno wydarzeniach. Potrzebowali odreagować sytuację z Hansem, wspomnienia o despotycznym ojcu czy wyjazd braci Grey na wielki coming out. Załagodzenie stresu w tym momencie mogło przynieść im zbawienną, choć krótką ulgę… bo przecież nie było wiadomo, czy kolejne wydarzenia nie będą tragiczne.

20 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 138 – Ja cię nie skreślam, tylko się martwię

  1. Katka pisze:

    Tigram, Another, chyba kiedyś próbowałam to napisać… ale nawet nie pamiętam XD Chyba mi nie wyszło, więc na pewno jedynie co, to będzie wyjaśnione, wspomniane, opowiedziane słowami Ryana. Ale spoko, spoko, blizny ciężko nie zauważyć, więc może coś wyjdzie w tekście ;)

  2. Katka pisze:

    Another, spoko, fajnie, że wrzucasz :) Oglądałam ostatnio dokument o tym całym syfie w Ugandzie i to serio jest jedna wielka paranoja…

  3. another69 pisze:

    Dobrze, że nie piszecie tylko i wyłącznie o Grey`ach, jakoś wolę gdy jest parę wątków, które się przewijają. Jest ciekawiej. No i to takie dziwne, ale naprawdę się zdarza, że rodzic ma nad dzieckiem taką moc. Albo mąż nad żoną. Nawet jeśli Ryan byłby jakimś totalnym byczkiem, to nie potrafiłby się obronić.
    I super, że będzie więcej o rodzince xD

    A teraz tak z innej beczki… Sorki, że Wam tu tak na blogu, no ale chcę to rozprzestrzenić jak się da. Na tweeta, na tumblra, pingera i na różnych innych stronach.
    Chodzi o tą chorą sprawę, która toczy się w Ugandzie.
    Chciałam wstawić tu link, żeby osoby, które jeszcze tego nie zrobiły, dopisały swoje imię do petycji.
    Jest to petycja przeciwko karze śmierci za homoseksualizm. Jest to dla mnie co najmniej chore i nawet nie będę tu się męczyć, żeby opisać co czuję do tych psychicznych, przepełnionych nienawiścią religijnych szmat.

    Oto link: http://www.avaaz.org/pl/uganda_stop_gay_death_law/?cNxBzeb

    Sorki za spam.

  4. Katka pisze:

    Marta, hehe, podejrzewam, że każdy spodziewał się czegoś innego, a dostał coś innego XD Domyślam się też po Waszych komentach, że część jest zawiedziona, a druga część przeciwnie. Cóż, tak to zawsze we Wszechświecie bywa, coby równowaga była XD Spoko, o braciszkach sporo będzie w następnym rozdziale ;)

    Another, och, ja lubię, jak nawet po takich słowach „No ale i tak coś napisać muszę.” widzę mega długi komentarz XD Bardzo się cieszę, że doceniasz temat poruszony w tym rozdziale. Ja wiem, że historia toczy się wokół coming outu Greyów w tym momencie i niby na tym powinna się skupiać akcja, ale właśnie przy tym wszystkim nie można zapominać o innych niuansach, które moim zdaniem dopełniają całość i sprawiają, że jednak fabuła nie jest jednotorowa. No ale, ale, dobrze, że widzisz, że Charlie ma podstawy do swoich twierdzeń. Baaaardzo fajnie, ze to zaznaczyłaś: „Od razu przypomniało mi się jak ojciec na niego wrzeszczał czy coś, a on nawet nie potrafił się ruszyć.”. To jest taka mega specyficzna słabość, że zapewne nawet jakby posturą Ryan przerósł ojca i rzeczywiście fizycznie nad nim górował, to wciąż nie umiałby w żaden sposób się przeciwstawić. A Charlie zna te wszystkie historie osób, które w późniejszym życiu pakują się w bagno, które teoretycznie mają za sobą. Naaaa szczęście, ludzie są różni i Ryanek tego uniknął :) Teraz tylko trzeba o tym przekonać Charliego XD „Bardzo, ale to bardzo chciałabym jak najwięcej ten pojebanej rodzinki. Niech pójdzie coś do przodu.” – spoko, to temat mocno związany z Ryanem, więc na pewno póki Ryan będzie, to się jakoś mniej czy bardziej będzie przewijać ;) Dzięki wielkie za komentarzyk! I owocnego zakuwania życzę. Pozdrowionka ;*

  5. another69 pisze:

    Czytałam rozdział wczoraj, więc teraz nie dam rady pisać tu tak szczegółowo jakbym chciała… No ale i tak coś napisać muszę.
    Rozdział mi się spodobał, mimo że nie było jakoś wiele akcji itp. Było za to to na co czekałam baaardzo długo. Uwielbiam takie rozmowy jak ta Lennego i Charliego! Czuć było to napięcie i frustracje Lenniaka. I tutaj ciężko mi si postawić po czyjejkolwiek stronie, bo prawda jest taka, że Charlie ma prawo myśleć jak myśli. Ryana można by porównać do tych częstych przypadków kobiet, gdzie ojciec bił matkę i je, a później kobieta podświadomie szuka sobie takiego. To dziwne, ale tak jest. Może to dlatego, że skoro w czymś takim się wychowywała, to tak postrzega rodzinę? Albo to już takie podskórne coś… Też zauważał u swoich chłopaków podobne cechy, które ma mój ojciec. Do tego, cóż, Lenny był karany, a głośne krzyki Ryana podczas seksu mogą niejednego zmylić. Zresztą ten seks nie jest specjalnie delikatny.
    Tylko patrzeć też trzeba na to, że Lenny nie zrobił Ryanowi nigdy poważnej krzywdy i sam Ryan lubi taki seks… Ale tu znowu przypominam sobie same początki, gdy się na to nie zgadzał. To dość pokręcone. Poza tym mulat jednak jest dość opiekuńczy w stosunku do niego. Nie pozwoli by ktoś go skrzywdził i jest bardzo cięty na ojca Ryana, właśnie ze względu na to co mu robił :/ Zagmatwane to bardzo, ale to sprawia, że też interesujące. Dziewczyny tu piszą, że Ryan jest przecież dorosły i nie jest idiotą… Ale wiele dorosłych ludzi nie potrafi sobie w takich chwilach poradzić. Od razu przypomniało mi się jak ojciec na niego wrzeszczał czy coś, a on nawet nie potrafił się ruszyć. Mogłoby być tak z Lenniakiem, więc obawy Charliego w zasadzie mogę tak uzasadnić.
    Chociaż my wszyscy wiemy swoje i Lenny i tak musi być z Ryanem xD Kocham tą parkę.
    Gdy tylko była wzmianka o bliźnie Ryana, którą zrobił mu ojciec, od razu się ożywiłam jeszcze bardziej. Bardzo, ale to bardzo chciałabym jak najwięcej ten pojebanej rodzinki. Niech pójdzie coś do przodu. W końcu zaraz jego siostra rodzi! Więc musi być coś z rodzinką ;p
    Uh, muszę uważać, bo mogę bez sensu pisać… Za dużo tabletek przeciwbólowych xD
    Oby sam mecz przebiegł szybko, ale wydarzyło się tam coś ciekawego. Nie mogę się już doczekać :)

    Widzę, że parę osób tu narzekało, a mi właśnie jakoś dziwnie się tu wszystko podobało. Weszłyście w tym rozdziale w coś co mnie zawsze bardzo interesuje.

    No i jestem całym sercem przy Jasonie, bo biedak na pewno cierpi w środku i to bardzo. Dobrze, że Lenny (Lenny?!) zaproponował kosza, bo by się nam biedak zafajkował na śmierć! (uznajmy, że to słowo istnieje).

    Aj, no dobra, kończę już ten komentarz xD Trzeba się uczyć.

    Pozdro ;)

  6. Marta696 pisze:

    Spodziewałam się całkij innej akcji ,ale coż ,nie można mieć wszystkiego.Mam tylko nadzieję że, mecz będzie skrócony do minimum a akcja skupi się na blondynach.

  7. Shivunia pisze:

    ” o kurcze! przeglądarka chrome uległa awarii, czy uruchomić ją ponownie?”
    ………
    jak to się dzieje że ja NADAL nie nauczyłam się kopiować wszystkiego co tu pisze co 2 sekundy? NO JAK? Wrrrrr!

    Tigram >> Ale nie przekonał w dobrym czy złym tego słowa znaczeniu? Bo jeśli w tekście widać było ze zgrzyta to chyba git, co nie? A co do tulania… powiedziała bym ci czy będzie jakbym pamiętała jego treść XD

    Kruha >> Jak wielu z nas w caaaaaaałym życiu :( live suck

    Luinlos >> od razu sorrcia. Będzie krócej niż … było T_T Chyba nikt nie lubi jak coś nie wyjdzie za pierwszym razem.
    Od końca zacznę. Niestety nie uda się wcześniej, nawet mimo mych szczerych chęci abyście mieli co czytać pod dostatkiem. Jednak, są 2 strony medalu. Nawet jakby teraz coś było wcześniej, to potem nie było by rozdziału dwa razy dłużej. Nie da się oszukać przeznaczenia XD Nie no, niestety. Chociaż rozumiem potrzebę ;)
    Czy bierzemy was na przetrzymanie? Nie wiem. Nie powinnam się wypowiadać. Sama stresowałam się pisaniem tych scen tak, że w taj chwili wstyd pokazać swoje dłonie (tak, mam ten zły nawyk obgryzania pazurów jak się stresuje). Są jednak już… napisane więc bardziej was maltretować na pewno nie będziemy. Dużo jednak dzieje się nie tylko u blondi… i takie tego skutki.
    Lenny. Och jakże mnie jako „matkę” cieszą te chwilę kiedy zaczynają czytelnicy nasi kochani widzieć kolejne elementy układanki. Z czasem, bo z czasem, ale chyba, sadząc po waszych komentarzach, widać że facet nie jest tylko taki jakim go pokazaliśmy na dzień dobry. To cieszy. Tym bardziej, że… ok, nie mogę spoilerować XD Tak czy inaczej, strasznie cieszy, że widać te pozytywy chociaż w takich drobiazgach jak te ulotnienie się aby blondi i ich faceci mieli trochę luzu. To BARDZO bardzo cieszy.
    Dzięki za komcia. Na bank miałam coś jeszcze powiedzieć… no ale chrom mnie nie lubi :(

    Floo >> Przytulimy go od Ciebie. A konkretnie Jaya wyślemy, on się do tego najlepiej nadaje. Nie wiem czy Alex chciałby się z moim biustem zderzać jakbym miała go pocieszycielsko przytulać. A na pocieszającą kawcie mnie nie stać XD
    Lenny i Charlie. Jestem ciekawa jaki byłby efekt zamknięcia ich w jednym pokoju z wódką i orzeszkami na zagrychę XD To było by śmieszne. Ale słowem wyjaśnienia. Nie wiem czy Lenny czuje niechęć do Charliego. Raczej do durnych pomysłów aby ten porównywał go z ojcem Ryana. Wydaje mi się, że w głębokim poważaniu ma jego „zwykłą” niechęć. W końcu zaproponował kosza nie tylko Jasonowi.
    A Alexika jeszcze będzie. Myślę, że swoje odchorowałam pisząc jego… samopoczucie XD
    Pozdrowionka

  8. Floo pisze:

    Przede wszystkim za mało Jasona a jeśli chodzi o resztę… hmmm sama nie wiem. Niby poruszono poważne tematy ale.. chyba odniosły dokładnie odwrotny skutek. Teraz to między nimi nie ma już tylko napięcia i jednostronnej niechęci a obustronna niechęć ;/
    Może po pijaku by sobie wyrzucili co im na wątrobach leży i potem by zawarli jakiś pakt o nieagresji?
    Trzeba ich spić!
    I dajcie już coś o blondaskach! Ja chce wiedzieć jak się Alex czuje, bo jakoś mam wrażenie że on to bardziej przeżywa. Ale się nie dziwie po wszystkie pretensje i wyrzuty na pewno skupią się na niem :(. Biedactwo, chciałabym go przytulić żeby pocieszyć, żeby wiedział że nie jest sam i dużo ludzi trzyma za niego kciuki… normalnie mi go strasznie żal :/
    Przytulcie go ode mnie.

  9. luinlos pisze:

    Oj, Charlie, Charlie… Ja wiem, że to z troski, i że to wcale nie są aż tak bezpodstawne obawy (w końcu chyba wszyscy baliśmy się o Rayana na samym początku ich relacji)… Ale jednak trochę liczyłam na to, że Charlie nie będzie aż tak oceniał ludzi po pozorach (w końcu pracuje z Jasonem, który na anioła wcale nie wygląda:P). Ale wybaczmy mu, w końcu to z troski o przyjaciela.
    W sumie, po cichu liczę na sytuację, w której Lenny staje w obronie Rayana, a Charlie jest tego świadkiem. Mniejsza o okoliczności, liczyłoby się to, że Charlie zobaczy, że Lenny potrafi bronić Rayana.

    W sumie jak się nad tym zastanawiam, to Lenny powoli ale systematycznie zyskuje w moich oczach. Wcześniej pomagał Juanowi mimo, że wcale nie musiał się w to mieszać, potem całkiem dobrze rozmawiało mu się z Alexem, teraz też tylko delikatnie wspomniał Rayanowi o tym, co martwi Charliego nie krytykując go zanadto przed przyjacielem… Generalnie nie czepia się ludzi, a nawet jeśli ma o kimś jakieś negatywne zdanie, to zachowuje je dla siebie. Że już nie wspomnę, jak taktownie się wycofał i dał trochę prywatności Gołąbkom, Jasonowi i Alexowi w trakcie pożegnania czy też zaproponował mecz by ich jakoś zająć i odciągnąć myśli od zamartwiania się tym co dzieje się w Anglii. To miłe i zmyślne z jego strony.

    Muszę powiedzieć, dziewczyny, że trochę nas tu bierzecie na przetrzymanie. Ja na prawdę się denerwuję i przeżywam ten ich cały wyjazd do Anglii, a Wy tak powoli pchacie akcję do przodu. Nie, żeby te rozdziały były nieciekawe albo niepotrzebne, wręcz przeciwnie, tylko biorąc pod uwagę, ze trzeba na nie czekać dość długo, ja za jakiś czas osiwieję z nerwów.

    Och, i podobnie jak Shinu, czekam na Jasonowo-Alexowy seks na telefon :D
    Już w swojej głowie stworzyłam milion wersji jak by mogły przebiegać te wszystkie rozmowy międzykontynentalne między nimi. Nie tylko te pikantniejsze, ale także takie zwykłe, podtrzymujące na duchu zarówno Królową jak i Smoka.

    Nie da się wrzucić jakiegoś rozdziału wcześniej? Tak w ramach kojenia naszych nerwów? Hm?

  10. TigramIngrow pisze:

    Powiem, ze nie przekonał mnie ten rozdział.
    Co oznacza, że tak coś zgrzyta między Charliem a Lennym, że aż ta taka niezręczność przelewa się na cały tekst. Ciekawe.
    Poproszę więcej tulenia na następny raz :)

  11. Katka pisze:

    Adela, Shinu, to jest pytanie, na które nie ma właściwej odpowiedzi XD Jeśli odpowiedziałabym „nie”, mogłabym skłamać, bo nawet jeśli na ten moment nie miałybyśmy nic z nim w planach, to z uwagi na fakt, że FDTS na razie nie ma określonej ilości rozdziałów i wciąż się toczy, to za kolejne 20 czy 30 mogłybyśmy stwierdzić, że jednak coś z nim będzie. Równocześnie mogę chyba powiedzieć, że takich spraw jak „Roger Carter”, które stanowią bardzo duży aspekt czyjegoś życia (chodzi mi o to, że co by nie mówić, ojciec miał olbrzymi wpływ na aktualne życie i osobowość Ryana), nie da się ot tak pominąć i zignorować, a wręcz wracają jak bumerang :) Ok, wywnioskujcie coś z mojej zawiłej odpowiedzi, haha, ale ok, zdradzę, że na pewno Roger jeszcze zaistnieje ;)

    Shinu, jeszcze a propos Rogera i Twojego „Och, jestem prawie jak Lenny, kiedy tylko jest wzmianka o ojcu Ryana, zaczyna się we mnie gotować.” – och, to jest już chyba taka bezwarunkowa reakcja, jeśli ktoś pała empatią do Ryana. Toż się od razu nóż w kieszeni otwiera na myśl, jak chujowym ojcem ten facet dla niego był… Zaaaś, jeśli chodzi o to Charliego i Lena, hahaha, Boże, nie masz pojęcia, jaki ubaw miałyśmy, czytając Twojego fika w windzie przez tę scenę! Bo ta scena była już wtedy napisana i miałyśmy takie meeeega deja vu XD Niby skończyło się mniej pozytywnie, ale chyba widzisz sporo podobieństw, hehe, więc myślę, że serio nieźle ich uchwyciłaś. A Alexik już tuż tuż :)

    Liviah, hehe, ten „facepalm” tak wiele mówi XD Oj, ale jak Vicious mówi, jego obawy nie są całkiem bezpodstawne. A a propos tego „Dobrze że Leny to jednak dojrzały i wbrew pozorom opanowany facet jest.” – to zadziwiające, co nie? Bo potrafi być totalnie NIE opanowany i zachowywać się zgoła i niedojrzale, aaale jednak czasami mu się zdarzają takie przebłyski i widać, że ma tyle lat ile ma XD Haha, a na telefon od Alexa w takim razie chyba baaaardzo czekasz XD Jasona aż ściska w środku!

    Tess, masz rację, Ryan to nie idiota, w końcu dorosły z niego koleś, swoje przeszedł i rzeczywiście można mieć nadzieję, że na tyle nauczył się po swoich doświadczeniach, że stara się jednak unikać złych związków i złych ludzi. No ale cóż, Charlie chyba jednak pamięta i ma w świadomości, że Ryan sam z własnej głupoty załatwił sobie np. odsiadkę, że swego czasu odwalał dziwne akcje, no i przecież raczej każdy zna teorie, że ludzie z patologicznych rodzin mają tendencje do przyciągania patologicznych ludzi w późniejszym życiu. Martwi się chłopak XD Ale tak, masz racje, Ryan nie jest dzieckiem, no i Charliemu trzeba przyznać, że jest ciut… przewrażliwiony. (Szlag, ale mi jednak ciężko stawać po którejś ze stron, kiedy i Charlie i Ryan są moi XD) Faaaajnie, że do Lenny’ego się przekonałaś! Ja w ogóle uważam, że to mega fajne, jak właśnie z początku kogoś się nie lubi, a potem poznając pełniej jego charakter, poznając motywy działania, zaczyna się pałać do tego kogoś sympatią. Jest to chyba dużo lepsze niż sytuacja odwrotna, gdy sympatia do bohatera gaśnie. I… „Nie wierzę, że tak zostawicie tą sprawę xD” cóż za delikatna sugestia XD

    Vicious, oooch, mimo że ja tak przytakuję każdemu, że faktycznie sporo racji mają co do przewrażliwienia Charliego (no bo jakby nie patrzeć, mają), tak cieszy mnie Twoje zdanie! Wiadomo, że ZAWSZE każda sytuacja ma dwie strony medalu i nie da się zawsze określić, kto ma słuszność. To na zasadzie tego „kłócenie się z idiotą jest bezsensowne, bo ten idiota myśli, że to on właśnie kłóci się z idiotą”. Więc spojrzenie z każdej strony może wydawać się inne. Ze strony Charliego – „no kurde, Ryan miał ciężko w domu, czyli praktycznie cały czas narażony był na agresję i przemoc, potem poszedł siedzieć, czyli znowu to samo; i teraz nagle wyszedł i ma być cacy? Kiedy ma faceta mordercę? Toż oczywiste, że brzmi to podejrzanie i chce się upewnić, czy z kumplem jest ok!” Ze strony Ryana – „mam zajebiście seksownego faceta, robi mi w łóżku jak lubię, akceptuje mnie, spędza mi się z nim dobrze czas, a przeszłość chcę mieć za sobą. A Charlie nie może wpoić do głowy, że zaczynam nowy start i wszystko rozgrzebuje”. No i ze strony Lenny’ego – „kurwa, nienawidzę takich ludzi jak stary Carter, a przyjaciel mojej księżniczki mi wmawia, że kimś takim jestem! i to totalnie bez podstaw! tylko wydumał sobie, że kumpel się pakuje w coś, czego sam nie cierpi”. No więc… kwestia spojrzenia i baaaardzo fajnie zauważyłaś, że właśnie, my wszyscy wiemy, że Lenny nie krzywdzi Ryana, mamy spojrzenie szersze na tę sprawę niż Charlie. On z kolei ma bardzo wybiórcze informacje, a Ryan też mu się specjalnie nie zwierza… Więc tak, ma prawo mieć obawy :) Dzięki za tę fajną rozkminę, serio, cieszę się, że jest kilka różnych spojrzeń :) A Ryan i Lenny będą się przewijać, to mogę zapewnić :) I dzięki za znak, że wciąż z nami jesteś :D

    Nezumicchi, haha, och, głupiutki na pewno, ale do tego zatroskany. „Lenny’ego nie da się nie kochać. 8D” – mam szczeeerą ochotę odpisać „WŁAŚNIE!”, ale jednak opinie o Lennym są skrajne, haha, i na pewno sporo osóbek za nim nie przepada XD Ale, że sama go uwielbiam, to przybijam Ci piątkę XD

    W ogóle ludki, nie wie, czy to jest odczuwalne przez Was, czy nie, ale jeśli tak, to wybaczcie jakieś zastoje w mojej aktywności na stronie, bo a) jakoś ostatnio mam sporo na głowie i zauważam, że czas mi przemyka między palcami i b) tak się wdrożyłam w poprawianie FDTS, że jak mam więcej czasu i raz przysiądę, to orientuję się po kilku godzinach, że nie odlepiłam wzroku od tekstu. Ale dzięki temu już tylko 18 rozdziałów do poprawienia zostało! :) Okej, takie chwilowe uzewnętrznienie z mojej strony XD Pozdrowionka wszystkim ;*

  12. Nezumicchi pisze:

    Oj Charlie, Charlie.. jaki głupiutki. DD: Lenny jak zawsze no.. kochany. Lenny’ego nie da się nie kochać. 8D

  13. vvicious pisze:

    Dawno chyba nie komentowałam, ale ciągle żyję i czytam :) moim zdaniem obawy Charliego tak całkiem bezpodstawne nie są. my wszyscy już oczywiście znamy i kochamy Lenny’ego (jakżeby inaczej), ale on nie, a to co o nim wie, optymizmem nie napawa. szczerze mówiąc z tego co pamiętam, jak Lenny się pojawił, to sama się obawiałam czegoś podobnego.
    Cóż, wszyscy płaczą za Greyami, a ja mam taką cichą (i trochę egoistyczną ;p) nadzieję, że dzięki temu może będzie więcej Ryana xD i oby z Lennym, a nie z uroczym tatuśkiem (chyba, że ten ostatni miałby dostać za swoje, tak też może być ;p)

  14. Tess pisze:

    Charliemu to się w głowie poprzewracało z tej „rozpaczy” po wyjeździe Rusha. Żeby takie głupoty wygadywać… No ja rozumiem martwi się, ale Ryan to nie idiota. Jest dorosłym, odpowiedzialnym za siebie facetem, a nie dzieckiem, którym musi się przejmować, więc coś mu się chyba pomyliło.
    Jak na początku postać Lennego mnie niesamowicie wkurzała, tak teraz uważam, że naprawdę fajny z niego człowiek. Charlie przełamże się wreszcie i mu zaufaj! :D Jemu i Ryanowi.
    Propos ojca tego drugiego… Skurwysyn z niego jakich mało i czytanie o nim przyprawia mnie o złość, ale faktem jest, że czekam na jakąś akcje z nim. Nie wierzę, że tak zostawicie tą sprawę xD

  15. Liviah pisze:

    oj Charlie… ‚facepalm’
    Dobrze że Leny to jednak dojrzały i wbrew pozorom opanowany facet jest.
    Czekam na telefon Alexa chyba równie mocno jak Jason!!!!!!

  16. Shinu pisze:

    Podpinam się pod Adele – „Akcja z ojcem Ryana” powinna miec jakies zakonczenie, niech go wsadzą do paki, gdzie go bd cwelić, a co, nikomu innemu bym tego nie życzyła, ale jemu się najbardziej należy. Och, jestem prawie jak Lenny, kiedy tylko jest wzmianka o ojcu Ryana, zaczyna się we mnie gotować. A było tak przyjemnie kiedy wyleciał mi z głowy ;(.

    I była też konfrontacja Lenny-Charlie. Jak miło. Choć raczej nie skończyło się to tak dobrze jak w moim ficku o windzie xD. No i jak Charlie w ogóle mógł nawet w najlżejszym stopniu porównać Leniaka i ojca Ryana?! Czy naprawdę ma aż tak małą wiarę w Ryana, że myśli, że ten by był w „szcześliwym” związku z kimś kto się nad nim pastwi i nie umie tego przerwać? (choć patrząc na to w jaki „miły” sposób zaczynał sie ten związek to nie powinniśmy sie wypowiadać o Lennym i przemocy xD – co za hipokryta).

    No, teraz czekam tylko na seks telefon Alexa i Jasona ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s