Fire Dragon Tattoo Studio – 137 – Na stary kontynent

Juan ucieszył się na widok Lenny’ego. Uśmiechnął się do niego zza lady i uniósł dłoń na powitanie.
Knajpa nie była specjalnie przepełniona, ale poza latynoską muzyką płynącą z głośników słychać było rozmowy kilku gości. Najwyraźniej dzisiaj Juan pracował sam, bo Mauriego nie było widać nigdzie w okolicy.
— Cześć, Len! Co cię przywiało? — zawołał Latynos do ciemnoskórego gościa, starając się chociaż luźnym nastrojem zrekompensować swoje i zapewne też Mulata nerwy. — Czego się napijesz?
— Na razie daj mi wody z lodem — odparł Lenny i podał kumplowi rękę na powitanie, nim usiadł na wysokim stołku przed barem. — Spokojnie? — spytał, odnosząc się do nocy.
— Uhm… — odmruknął Juan ściszonym głosem i sięgnął do lodówki po butelkę wody. Gdy nalewał ją do wysokiej szklanki, nie patrzył w oczy mężczyzny. — Wiesz, nie mam tu w ogóle kamer, jakby co, więc trochę się… wiesz, czuję jak na celowniku. Ale… na razie spokojnie. Mauriemu kazałem zostać w domu, bo… no, wiesz, to wybuchowy chłop, to… jakby co, to sam wolę chyba… — przełknął ślinę — pertraktować.
Lenny przyjął wodę i napił się. Dziwnie zaschło mu w gardle. Nienawidził, kiedy coś się pierdoliło.
— Może i lepiej. I tak raczej nic nie zjebie się w środku dnia. — Westchnął ciężko i spojrzał wyczekująco w stronę drzwi.
— Wiesz, mam nadzieję. A… — Juan pochylił się do niego nad blatem, opierając się o niego łokciami. — Słyszałeś coś w telewizji? O jakimś… wiesz, śledztwie?
— Nie. Bo niedawno wstałem. Nie planowałem też oglądać telewizji — odparł Mulat i nie dodał nic więcej, bo do środka wszedł gość. Charakterystyczny gość, bo zarówno Lenny, jak i Juan dobrze go znali.
Od razu ich spostrzegł i podszedł, podając dłoń najpierw Lenny’emu, potem Latynosowi.
— Witajcie — przywitał się z nimi Alex, jak zwykle zachowując kamienną twarz. — Ciekawy wybór miejsca — dodał jeszcze do tego pierwszego, siadając na krześle obok.
— Cześć — odpowiedział właściciel knajpki, wyraźnie zaskoczony widokiem tego mężczyzny. Nie spodziewał się, że Alex bywał w takich miejscach. Zresztą, Kate wiele mu naopowiadała, więc mniej więcej wiedział, kim ten człowiek był i jaki miał status. — To jakieś umówione spotkanie? — Popatrzył po obu mężczyznach i pro forma dopytał Greya: — Coś do picia?
— Poproszę café frappé.
— Ta, pomyślałem, że tu będzie okej. Może być, co nie? — Lenny zwrócił się do Alexa.
— Tak, to nie problem. Jeszcze tu nie byłem, więc cieszę się, że widzę miejsce pracy partnera Kate.
Juan uśmiechnął się do niego i zabrał się za przygotowywanie kawy. Wyciągnął z szafki pod blatem potrzebne składniki. Do tego co raz zerkał w stronę drzwi. I tak od samego rana. Obawiał się ujrzeć w nich mężczyznę pozbawionego przez Mauriego palców. Wcześniej myślał, czy nie poprosić kumpli o pomoc polegającą na obserwowaniu okolicy, ale ostatecznie zrezygnował, uznając, że im więcej ludzi w to wciągnie, tym gorzej. Podobnie policja, jeśli już wszczęła śledztwo w sprawie znalezionych w porcie prochów czy krwi, mogłaby bardziej zainteresować się zorganizowaną grupą w jednym miejscu, z której część osób była już karana.
— Na razie nic specjalnego, ale rozkręcamy się — odpowiedział Alexowi. Potem nagle sobie o czymś przypomniał i spojrzał na niego czujniej. — Ale… czy ty nie miałeś jakoś teraz wylatywać do Anglii?
— Jutro mam lot — przyznał Alex, siedząc z nogą założoną na nogę i jednym ramieniem opartym o blat. Wyglądał bardzo poważnie i dystyngowanie w jasnym, cienkim garniturze. Nie tak oficjalnym, jakie zdarzało mu się nosić, ale i tak nikt w tym barze tak się nie ubierał. — Przyszedłem porozmawiać z Lennym o meczu i jego udziale za zwycięstwo. Pamiętasz, prawda? — Spojrzał na Mulata.
Ten skinął głową. Coś ten starszy Grey wspominał o „czymś ekstra”, co mieli niby dostać za wygrany mecz. Chyba domyślał się, co to mogło być dla Jasona, jednak o sobie nawet nie pomyślał.
— Tak, ale chyba nie załatwiasz ostatnich sprawunków przed ucieczką na wyspy? — spytał wprost.
Juan zerknął na nich ponad blatem, nie wtrącając się, a jedynie zajmując przygotowywaniem kawy na zimno. Było bardzo ciepło, dlatego na taki upał frappé mogło być dobrym ochłodzeniem. Dzisiaj już sam zdążył jedną taką wypić, chociaż kawa nie była jego ulubionym napojem.
W międzyczasie ujrzał, jak jeden z klientów siedzących przy stoliku pod drzwiami machnął na niego, by dolał mu piwo. Więc gdy postawił przed Alexem napój, podążył do niego. Tymczasem Alex kontynuował rozmowę z Lennym.
— Nie planuję nigdzie uciekać. Chcę mieć czysty umysł. Zastanawiałeś się, co chcesz w zamian za zwycięstwo w meczu? Jeśli nie, to proponuję ci pieniądze.
Lenny psyknął między zębami i napił się wody.
— A są jakieś inne opcje? — spytał, myśląc, czy od tego dziwnego faceta można było chcieć cokolwiek innego. Na pewno nie zażądałby tego, co dostał Jason.
— Przysługa. Lecz nie spełnię każdej twojej prośby. Chcesz, żebym zostawił wam samochód na czas, kiedy mnie nie będzie? — spytał, przypuszczając, że o coś w tym stylu mogło chodzić Lenny’emu. Nie wiedział, ile z Ryanem rozmawiali, ale tamten, z tego co wiedział, lubił mocne auta.
— Nie. Chociaż… — Lenny uśmiechnął się. — To nie byłoby takie głupie, gdyby nie fakt, że mogliby go zajebać.
— Jest ubezpieczony. Tego więc chcesz?
— Czekaj. — Lenny zaciął się i krótko spojrzał na Juana. — Słyszałem, że coś kiedyś miałeś z tym… prawem, co?
Zanim Alex odpowiedział, Latynos wrócił od stolika klientów i znowu stanął za barem, nie wiedząc za bardzo, czy miał się wtrącać, czy nie. Dlatego przerwał im profilaktycznie:
— Chcecie sami pogadać? W sensie… mam się zająć czyszczeniem czystej podłogi, czy coś? — Zaśmiał się lekko, choć był skrępowany obecnością Alexa. Już fakt, że taki facet jak Lenny był gejem, był dla niego mocno szokujący, ale Alex też nie wpisywał się w jego wcześniejsze wyobrażenia o homoseksualistach. Był poważny, szanowany, inteligentny i męski. A do tego wydawał się twardszy niż niejeden jego kumpel, który sikał w spodnie… dosłownie sikał w spodnie na widok jakiegoś gliniarza.
A teraz, kiedy Alex na niego popatrzył, Juan miał wrażenie, że gdyby ten mężczyzna był policjantem i zatrzymał go na gorącym uczynku, to on też oblałby się zimnym potem. Te oczy przewiercały go na wylot. Pod tym względem mężczyźni rozmawiający za barem byli podobni. Mieli nieustępliwe spojrzenia.
— Mnie nie przeszkadzasz. Lenny? — Alex zwrócił się do Mulata, a ten zerknął na Juana i przygryzł wnętrze policzka.
— Nie, spoko. A co z tym prawem?
— Ukończyłem je na studiach i wykorzystuję swoją wiedzę, kiedy nadarzy się okazja. A czemu pytasz? Bo wątpię, żeby była to niezobowiązująca rozmowa na przedłużenie spotkania. — Alex bez problemu wyczuł Lenny’ego, który miał ochotę udusić Juana. Przez niego musiał bawić się takie szopki. Irytowało go to, ale Alex wydawał mu się rozsądną osobą, która umiała zarówno dotrzymać słowa, jak i tajemnicy. I nie był kumplem Ryana.
— Nie do końca. Chodzi o pewną sprawę i zamiast tego „czegoś ekstra”, chciałbym poprosić cię o dyskrecję i radę.
Juan mocniej ściągnął brwi, nie rozumiejąc za bardzo, czemu Lenny pytał o prawo. To mu zawsze śmierdziało. To samo, jeśli chodziło o słowa „policja” czy „więzienie”. Nie był tak przewrażliwiony na punkcie mundurowych jak chociażby Ryan, ale nie pałał do tego tematu miłością.
— W kwestii? — Alex bardzo delikatnie ściągnął brwi.
— W kwestii czegoś, o czym lepiej, żeby nie dowiedziały się nasze połówki. I mówię tu też o Kate. Czy jesteś w stanie nam pomóc, czy powinienem skończyć mówić?
Alex chwilę patrzył na Lenny’ego. Analizował to, co powinien zrobić i jak odpowiedzieć. Miał dość własnych problemów. Ale to byli, na swój sposób, jedyni jego prawdziwi znajomi. Może nie tak bliscy jak chociażby Charlie, bo z nim miał więcej kontaktu, ale nie powinien selekcjonować tych osób, które mogły być dla niego oparciem w swoim czasie. Byli tolerancyjni co do jego osoby. Nie osądzali.
— Mów dalej.
— Len… — wtrącił Juan, domyślając się już, o czym mówił mężczyzna. — Nie wiem, czy… To gruba sprawa… — jęknął, nie bardzo wiedząc, co zrobić. Z jednej strony nie był pewien, czy można Alexowi zaufać, a z drugiej nie miał pojęcia, co niby ten mógłby zrobić, by jakoś uratować sytuację.
— Nie jest aż tak gruba. A… Coś dla niego wygrałem i też w razie czego możemy się odwdzięczyć kumpelską pomocą. Ważne, żeby nie wsypał nas przed Kate i Ryanem.
— Cokolwiek planujecie albo zrobiliście, mogę obiecać, że nic im nie powiem. Umiem trzymać język za zębami, mówiąc kolokwialnie. O co chodzi, po pierwsze? Dopiero wtedy będę mógł wam odpowiedzieć, czy moja obecność tutaj w ogóle okaże się pomocna. — Alex mówił spokojnie, niespiesznie popijając kawę z lodem. Jakby mówił o interesach, a nie o czymś „grubym”.
Juan jeszcze raz upewnił się zerknięciem w oczy Lenny’ego, czy to w porządku. Mężczyzna był jedną z nielicznych osób, którym ufał na sto procent, więc skoro uważał, że warto o tym opowiedzieć Alexowi Greyowi, to najwyraźniej tak było.
Wziął głębszy oddech i otworzywszy sobie butelkę piwa, mocniej pochylił się w stronę siedzących naprzeciwko mężczyzn. Opowiedział od nowa całe zdarzenie. To, jak Hans zaproponował im szmuglowanie prochów w ich knajpie, jak z początku odmówili, jak potem Mauri jednak w to wszedł. I jak ostatecznie przekaz towaru zakończył się obciętymi palcami Niemca.
— Teraz tylko… czekam w sumie, aż się tu pojawi. Bo chyba ktoś taki, jak ten facet, mi nie odpuści — jęknął na koniec opowieści. — A i pewnie gliny się wokół tego wszystkiego będą kręcić i ogólnie jest porażka.
Alex słuchał całej historii ze spokojem i bez emocji. Kiedy Juan skończył, przez chwilę milczał, przyswajając informacje i porządkując je.
— I czego oczekujecie ode mnie? — spytał.
— Masz w ogóle jakiś pomysł, aby, może nie odkręcić to, ale chociaż nie wjebać w większe łajno, jak temu chujowi zachce się sprawiedliwości? — Lenny odstawił pustą szklankę po wodzie.
— W ostateczności mogę polecić wam dobrego prawnika, jednak na tę chwilę uważam, że tego da się uniknąć. Nie z racji tego mężczyzny, lecz postępowania. — Alex zerknął na Juana. — Wam przede wszystkim na wstępie trzeba znaleźć alibi. Utrudnia trochę sprawa, że nie chcecie mieszać w to Ryana i Kate. Chociaż oni mogliby odmówić zeznań, jakby co. — Alex myślał głośno, mówiąc słowo po słowie. Przedstawiał obu mężczyznom opcje, którymi mogli pójść i które w jego mniemaniu były w miarę rozsądne. O dziwo, nie zaproponował im pójścia na policję.
— Ryana wciągać nawet nie byłoby sensu, bo on siedział i nie byłby zbyt wiarygodnym alibi — mruknął Juan niechętnie. — A Kate… Sam wiesz, dlaczego nie chcę jej w to wciągać. Może… wiesz, jakby się dało załatwić alibi z kimś, kto nie jest jakoś emocjonalnie z nami powiązany, nie, Len? W sensie, psy zawsze mogą uznać, że taka partnerka mnie kryje, bo jesteśmy razem i cały ten szajs.
— Dlatego tego się nie robi — przyznał Mulat i spojrzał na Alexa, który, nim podjął temat, dopił do końca kawę i oddał Juanowi szklankę.
Kiedy barman ją zabrał, ktoś go zawołał, więc musiał odejść. Lenny zerknął za nim, coraz bardziej mając ochotę mu wpierdolić za wpakowanie ich w to łajno.
— Proponowałbym ci najlepiej… — zaczął Alex, tłumacząc, jak jego zdaniem powinien się z Juanem zachować i jak mogłoby wyglądać ich ewentualne alibi w razie wezwania przez policję na przesłuchanie. Obiecał też, że jeśli będzie w stanie, to im jakoś pomoże, jednocześnie jednak prawie że wymusił na Lennym obietnicę, aby nie mówili, że z nim o tym rozmawiali.
Kiedy Juan szybko do nich wrócił i zauważył, że ci już omówili większość spraw z alibi, wtrącił się:
— A co z Hansem? Bo alibi chroni nas tylko przed policją.
— Trzeba człowieka znaleźć i pozbyć się go najlepiej tak, jak największego gangstera w waszej historii — odparł Alex prosto i wyciągnął znowu portfel. Położył dwudziestodolarowy banknot na barze. — Dziękuję za kawę i rozmowę. Muszę już iść. Jutro czeka mnie z bratem długi lot. Wolałbym przed nim wypocząć.
Juan pokiwał głową ze zrozumieniem.
— Si, rozumiem. Dzięki wielkie. Ratujesz nam dupę w pewien sposób. — Uśmiechnął się nerwowo i zerknął w stronę wejścia, już samemu nie wiedząc, który raz. Na szczęście żadnego Aryjczyka tam nie widział, a goście w knajpce zajęci byli sobą.
— Mam nadzieję, że w dobry sposób. Życzę powodzenia. — Grey skinął im głową, ale nie uraczył uśmiechem. — Och, Lenny. Jeśli faktycznie chcesz samochód na te cztery dni, to o trzeciej muszę być jutro na lotnisku. Umów się z Jasonem.
— Okej — odparł Lenny, a Juan uśmiechnął się mimo woli. Wciąż go dziwiło, że Ryan i Len nie mieli samochodu. W końcu ten pierwszy je uwielbiał, a ten drugi w więzieniu nie miał problemów, by nagle zdobyć dużą kwotę pieniędzy. Ale teraz żyli uczciwie i najwyraźniej nie chcieli kupić zwykłego grata.
Alex pożegnał się i wyszedł. Lenny za to spojrzał na Juana i klepnął go w ramię.
— No, serio, uzbierasz sobie tych przysług więcej, niż ustawa przewiduje — prychnął i poszukał wzrokiem jakiegoś zegarka. — Która jest?
— Dwunasta trzydzieści — odpowiedział Juan, wskazując na zegar wbudowany w poskręcane gałęzie.
— Cholera… — Lenny burknął z niezadowoleniem. — Dobra, to daj mi jakieś piwo czy coś. Albo sok. Posiedzę tu z tobą. Ryan i tak zaczyna o pierwszej. Nie ma sensu wracać.
— Jasne! — Juan uśmiechnął się do niego i sięgnął po dwa budweisery z lodówki, po czym otworzył je i jeden podsunął Lenny’emu. — W ogóle, kuźwa, wciąż mi trochę dziwnie, jak wiesz… no, tak teraz gadasz, że nie ma co wracać do Ryana… To wasze… bycie razem. Wow — skończył mało precyzyjnie i napił się piwa. Już chyba w tym momencie wolał gejowski temat zamiast ponownego roztrząsania tego, co stało się nocą. Po powrocie do domu nie mógł zasnąć, cały czas mając wrażenie, że ktoś obserwował jego dom albo że jego knajpa już się paliła.
— Jest po co wracać do Ryana, tylko nie ma go już w domu — sprostował Mulat i napił się z butelki. Dziwnie było mu gadać z kimś ze starego środowiska o tym, że był z facetem. Tam, gdzie dorastał, tacy jak on, którzy się wychylili lub zostali przyłapani, bardzo źle kończyli. Nie było zrozumienia. Dla nikogo.
— Spoko, spoko, łapię — odpowiedział od razu Latynos, bawiąc się etykietką na butelce, sukcesywnie ją z niej odlepiając. Goście na razie niczego od niego nie chcieli, dlatego chwilowo mógł skupić się na niezobowiązującej rozmowie. — Serio, w ogóle, że się… no wiesz, zszedłeś z innym gościem z paki. Ostro.
— Bo nie jest pizdą. Jest facetem. — Lenny twardo spojrzał w oczy Juana. — Chociaż, tam się za bardzo nie znaliśmy. Dopiero gdy wyszedłem, to tak wyszło.
— Si, nie mówiłeś mi nic o nim, gdy jeszcze siedziałeś — przyznał Juan z zamyśleniem. — A… — Nagle się zaczerwienił i popatrzył na swojego idola czujniej, choć już teraz, zanim zadał pytanie, przepraszająco. — Bo mnie, kurde, jedna sprawa trochę męczy, Len. Wiesz, jak się wtrącam albo coś, to mów, ale… no wiesz… niby obaj faceci jesteście, ale… w takich związkach ktoś jest w roli… babskiej, nie? To jak to u was, co?
Lenny skrzywił się z szyjką butelki tuż przy ustach. Patrzył na Juana bez przekonania.
— Nie.
— No jak nie, jak któryś musi dawać…
— Nie, że nikt nie jest w babskiej roli. Nie wiem, czy zauważyłeś, Juan, ale obaj jesteśmy facetami. Więc nie ma „babskiej” roli — mruknął poważnie, nie mając najmniejszej ochoty tłumaczyć mu, kto jaką rolę miał w łóżku.
— To ja chyba trochę tego nie łapię — uznał Latynos z grymasem. — To jak nie ma u was żadnego… kurwa, nie wiem, żadnej roli, to to na zasadzie, jakbym miał kumpelę, z którą się czasem bzykam. Wiesz, bo gadasz, jakbyście byli kumplami, ale się czasem pieprzyli.
— A możesz mi powiedzieć, czy z kumplem mieszkasz, sypiasz w nocy, karmisz jego kota i inne takie pierdoły? — Lenny wydawał się wygaszony tematem rozmowy. Nie miał siły mu to wszystko tłumaczyć. — Zresztą, kumpla nie jebie się ot tak, byle go wyjebać. Musi się chociaż podobać, a im bardziej się podoba i im lepiej się z nim dogadujesz, tym bliżej temu do… no, tego. Uch. Nie jesteś z Katy tylko dlatego, że ma cycki przecież.
— Jasne, że nie — odmruknął Juan, starając się przyswoić to wszystko, o czym mówił mężczyzna. Wciąż w pewien sposób nie rozumiał, ale sposób, w jaki mówił o tym Lenny, jakoś bardziej rozjaśniał mu sytuację. Miał wrażenie, że serio… wkładał w to więcej emocji, niż na pierwszy rzut oka się wydawało. — Wiesz, Len, ja tak pytam, bo wy razem, jak was widzę, to się bardziej jak kumple zachowujecie. A… Charlie i Rush to taka inna bajka i… Sam wiesz.
— Ty też zachowujesz się z Katy mniej jak para niż gołąbki. Przyznaj — wytknął mu Mulat i napił się dużego łyka piwa.
— Przy nich chyba każdy się zachowuje mniej jak para! — Zaśmiał się Juan.
— A Jason i Alex?
— Oni w ogóle się jak para nie zachowują. Dlatego trochę nie łapię tych waszych zasad, ale, wiesz… ja jestem nieobeznany w… takim świecie, więc jak coś pieprznąłem nie tak, to mów. — Juan uśmiechnął się do niego, skrępowany tematem.
Lenny machnął ręką. Jego zdaniem Juan świetnie sobie radził z obeznawaniem się w ich świecie.
— Jest spoko. To po prostu zależy od osoby. I trochę od tego… że nie chce się, żeby każdy wiedział. Bo nie każdy reaguje tak spoko jak ty. Tylko nie dopytuj o łóżkowe sprawy.
— Jasne, spoko. A jak się uspokoi z Hansem, to chyba wyciągnę Ryana na deskę się odstresować — dodał już z lżejszym uśmiechem, po czym nagle musiał się odsunąć, bo goście przyszli do knajpy i trzeba było zająć się zrobieniem trzech skomplikowanych drinków.
Lenny uśmiechnął się pod nosem, odprowadzając go wzrokiem. Chyba już setny raz przekonał się o tym, że był głupi. Obawiał się tego, jak odbierze go Juan, ktoś z podobnego środowiska. A wyszło nawet nieźle. Pomogło, że Latynos był w niego wpatrzony, z jakiegoś powodu. Niemniej, miał nadzieję, że nie będzie znowu próbował wycisnąć z niego czy z Ryana, kto był „babą” w związku.

***

Charlie starał się udawać, że wcale się nie denerwował. Pomógł Rushowi sprawdzić, czy zabrał wszystko, co powinien. Wyglądało na to, że tak, dlatego teraz pozostało im ubrać się do wyjścia. Sama myśl, że spędzał z kochankiem ostatnie kilkadziesiąt minut, strasznie go przybijała. Już wiedział, że najbliższe cztery dni, w trakcie których bracia mieli załatwić sprawę, będą najbardziej stresującymi dniami w całym jego życiu. Nawet nie chciał sobie wyobrażać, co czuli sami bracia Grey.
Wyszedł z łazienki i w sypialni zarzucił na siebie zieloną koszulkę z długim rękawem. Upewnił się jeszcze, czy miał klucze w kieszeni.
— Charlie! — Rush, który stał już w drzwiach mieszkania, krzyknął na niego, żeby się pospieszył. — Chodź, Alex już czeka!
Jego bagaż, czyli jedna podręczna walizka na kółkach, był już w samochodzie. Na tak krótki wyjazd nie było sensu brać głównego bagażu. Oszczędzali dzięki temu czas nadawania go na lotnisku.
— Już! — odkrzyknął chłopak i jeszcze spojrzał w swoje odbicie w stojącym lustrze w sypialni. Wyglądał dobrze, w przeciwieństwie do tego, jak się czuł.
Odsunąwszy od siebie te myśli, wyszedł do przedpokoju, gdzie nasunął trampki i zrównał się z kochankiem.
— Wybacz. Już jestem gotowy. — Uśmiechnął się do niego słabo i wyszedł z nim z domu.
— No to chodź, nie chcemy się spóźnić — dodał Rush i szybko przeszedł z kochankiem do zaparkowanego na podjeździe samochodu brata. Otworzył Charliemu drzwi, nim wsiadł do przodu.
Z Jasonem umówili się już na lotnisku. Ten miał tam czekać razem z Lennym, który zamierzał zabrać samochód na te cztery dni. Nie było sensu, aby auto stało bezczynnie, kiedy mogło się komuś przydać. Jason więc pojechał po Mulata motorem.
— Jak samopoczucie, Alex? — Charlie neutralnie zagadał starszego z braci, nie chcąc jechać w ciszy. Zapiął pasy i uchylił okno w samochodzie, mając wrażenie, że się dusił. Nie cierpiał takich nerwów.
— Bywało lepsze — odpowiedział Alex, prowadząc z opanowaniem, ale na pewno nie leniwie. Chciał, żeby to wszystko jak najszybciej minęło. Najlepiej już, natychmiast.
— Mhm… — mruknął Charlie, nie mając pojęcia, co jeszcze dodać. Dlatego zapatrzył się przez okno. Mimo że była słoneczna pogoda, miasto wydawało mu się ponure. Było to irracjonalne, ale nic nie potrafił na to poradzić.
Rush jeszcze zagadał go o jakiś szczegół, nieistotny w żadnym calu, bo związany z praniem i tym, co dziś chłopak będzie jadł na obiad. Naprawdę mało interesujący detal w porównaniu z tym, że bracia za kilka godzin będą już nad Atlantykiem, lecąc do rodzinnego kraju, aby przyznać się ojcu i matce o postanowieniu ułożenia sobie życia z mężczyznami.
Spróbowali chwilowo o tym nie myśleć, aż zaparkowali na lotnisku. Wysiedli, zabrali bagaże, a Charlie zaoferował się, że zadzwoni do Jasona i zapyta, gdzie dokładnie byli. Na szczęście nie musieli na nich czekać, bo ci, jak stwierdził tatuażysta, przyjechali jakiś kwadrans wcześniej.
— To głupie, ale chciałbym, żeby ta odprawa trwała dłużej… — rzucił Charlie półszeptem do Rusha, na ślepo szukając jego dłoni, gdy wchodzili na teren lotniska.
— Mhm. Chyba trochę też — odparł Grey, idąc do kolejki przy automatach wydających bilety po sprawdzeniu paszportów i wpisaniu numeru lotu oraz kilku innych danych.
Alex obejrzał się na nich, kiedy już stanęli, a w następnej minucie doszedł do nich Jason i Lenny, którzy już niedaleko czekali.
Alex, gdy tylko zobaczył kochanka, uśmiechnął się bardzo słabo i bardzo nerwowo. Jason stanął tuż obok, ale nie zrobił żadnego gestu w kierunku swojego faceta. Nie chciał go dodatkowo stresować, szczególnie że lotnisko było pełne ludzi. Odpowiedział jednak ciepłym, pocieszającym uśmiechem.
— Szczoteczki do zębów zabrane? — rzucił, kiedy Charlie zerknął krótko na Lenny’ego, ale przywitał się zarówno z Jasonem, jak i z Mulatem.
— Kupię na miejscu, jeśli będę musiał, Jason — odparł Alex i wyjął kluczyki z kieszeni spodni. Podał je Lenny’emu. — Proszę. Będę wdzięczny, gdybyś nim przyjechał, kiedy będziemy wracać.
— Spoko, jeśli będzie to noc, to najwyżej Ryan was odbierze — odparł mężczyzna. Schował kluczyki, gdy właściciel samochodu przekazał mu, gdzie go zostawił i że w skrytce był dowód rejestracyjny.
Rush w tym czasie męczył się z ich paszportami, żeby odebrać wydruki biletów.
— Zakład, że nawet gdyby to był dzień, to Ryan by się zaoferował? — Jason uśmiechnął się do Lenny’ego, po pierwsze znając miłość Ryana do samochodów, a po drugie nie chcąc teraz rozmawiać o scenariuszach tego, jak mógł skończyć się wyjazd braci.
— Też racja — rzucił Mulat i jeszcze raz podziękował Alexowi za samochód, nim dodał: — To ja się w takim razie ulotnię. — Spojrzał po całej czwórce. — Życzę dobrej podróży i powrotu. Nie będę tu dłużej mącił swoją osobą. — Ściśnięciem dłoni pożegnał się z braćmi i dodał do Jasona: — Będę przy samochodzie. — Po czym odwrócił się i odszedł.
Tymczasem Rush skończył z biletami i przekazał je razem z paszportami Alexowi.
— To idziemy do odprawy?
Starszy z braci skinął głową i ze swoją podręczną walizką udał się do długiej kolejki przed bramkami. Na moment jeszcze skręcił na bok, żeby nie zatrzymywać się na środku hali. Jason popatrzył za nim i wyminąwszy kilkoro ludzi, którzy chyba wzięli się z powietrza, szybko podążył za kochankiem. Miał tę przewagę, że znacznie wystawał ponad tłumem, dlatego nie mógł tak łatwo zgubić swojego przystojnego faceta.
— W porządku? — rzucił, kiedy wreszcie Alex zatrzymał się na uboczu.
Anglik spojrzał w stronę, w którą do tej pory zmierzali, czyli do kolejki przed odprawą. Skinął głową. To był ten moment, kiedy mieli się żegnać. Rush z Charliem też zatrzymali się obok. Bracia wymienili krótkie spojrzenia. Młodszy pochylił się do Charliego i objął go mocno w pasie. Wtulił twarz w jego szyję, tuż obok ucha.
— Kocham cię i na pewno wrócę — wyszeptał, całując go w policzek. Nie stali na środku hali odlotów, nikomu nie przeszkadzali. Inni ludzie też gdzieś dalej się żegnali.
Alex wreszcie uniósł swoje zimne spojrzenie na Jasona.
— Pochyl się — rzucił do niego prawie że rozkazująco.
Jason przełknął ślinę i na moment ignorując mocno przytulających się Charliego i Rusha, schylił się nisko do swojego kochanka.
— Mm?
Alex nic nie odpowiedział, lecz objął go za szyję jedną ręką i krótko pocałował w usta. Bardzo szybko się odsunął.
— To… — zaczął, po czym znowu złapał go w objęcia. Tak najzwyczajniej, jak tylko się dało. Jedną ręką nad ramieniem tatuażysty, drugą w pasie. Poklepał go po plecach. — Będę tęsknić — wyszeptał mu do ucha i ponownie się odsunął.
— Pamiętaj, że możesz dzwonić o każdej porze i mieć w dupie te całe strefy czasowe — przypomniał mu Jason jeszcze bardziej zachrypniętym głosem niż zwykle. Miał wrażenie, że jakaś niewidzialna ręka ściskała mu gardło. Do tego tylko marzył o tym, żeby znowu objąć Alexa, ale nie chciał przeginać. — I czekam tu na ciebie, królowo.
Starszy z Greyów przytaknął sztywno i jeszcze uścisnął dłoń kochanka, żegnając się z nim na te, w końcu tylko, kilka dni. Miał jednak wrażenie, jakby to był co najmniej miesiąc.
— Wiem. Dziękuję. Będę się… meldować — dodał i spojrzał na Rusha, który nadal tulił się do Charliego. Szeptał mu coś do ucha. — Richard. Musimy już iść.
Ten stęknął i jeszcze raz desperacko ścisnął swojego chłopaka. Pocałował go w usta, nie przejmując się opinią ludzi wokół i brata, zapewniając, że go kocha i na pewno wróci. Dopiero po tym odsunął się, łapiąc jeszcze młodego tatuażystę za końce palców. Uśmiechnął się do niego ciepło.
— Już… już… — Westchnął ciężko.
Młodszy z tatuażystów zacisnął zęby, starając się panować nad szklistymi oczami i z dużym trudem puścił dłoń kochanka. Cofnął się do Jasona i nic już nie dodał, bo nie bardzo był w stanie. Jason za to spojrzał na niego krótko, po czym wymusił uśmiech.
— Bez stresu, młody. Jak braciszkowie stwierdzą, że nas wydymają, to wskakujemy w Boeinga i zapieprzamy odebrać swoje królewskie dzieciaczki z rąk złych bestii — zachrypiał, rzucając przy tym ciepłe spojrzenie Alexowi. Nie pozwolę mu odejść. Co to, to nie. To moje blondi i nie zostawię go starym Greyom, a tym bardziej nie oddam jakieś wypindrzonej modelce.
Alex przełknął ślinę i spojrzał zarówno na kochanka, jak i na Charliego.
— Do zobaczenia — rzucił i dotknąwszy ramienia brata, pokierował go do kolejki. Nie było sensu przedłużać.
Rush zrobił smutną minę, posłał buziaka Charliemu i ustawił się z bratem w kolejce do bramek. Kobieta z obsługi lotniska obejrzała ich walizki, upewniając się, czy wejdą do luków bagażowych oraz przy okazji wymieniając z nimi kilka niezobowiązujących zdań. Teraz pozostało już tylko przejść przez wszystko związane z lotem i znaleźć się w Londynie…

13 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 137 – Na stary kontynent

  1. Katka pisze:

    Luinlos, „Takie malutkie gesty są bardzo bardzo istotne i budują atmosferę w opowiadaniu i między ludźmi :)” – i są MEGA rozkoszne! Musiałam to dodać XD Och, no i baaaaardzo nam miło po Twoich słowach a propos rozwoju stylu. Ja sama zauważyłam, jak się to zmieniło, kiedy niedawno zaczęłam poprawiać początkowe rozdziały FDTS. Ale i tak dużo bardziej cieszy, kiedy zauważa to czytelnik, niż my same. Jest jakby na to mocniejszym dowodem XD Z kolei co do kreacji bohaterów – myślę, że tutaj też plusem tasiemców jest to, że można ukazać bardzo cech, postawić bohaterów w przeróżnych sytuacjach, w których nie mielibyśmy okazji ich poznać, gdyby był to krótszy tekst. Wiec łatwiej poznać ich dogłębnie i nawiązać z nimi jakąś tam więź. Ale porównanie do 3D jest genialne i baaaaaaardzo nas cieszy! :D

  2. luinlos pisze:

    Another, „I kocham sceny, gdy chłopak wtula twarz w szyje kochanka :) ” Muszę przyznać, że też mi się to mega podoba. I jeszcze te kawałki jak Charlie „na ślepo szukał dłoni Rusha” albo jak jeszcze na sam koniec Rush złapał Charliego za końce placów <3 Takie malutkie gesty są bardzo bardzo istotne i budują atmosferę w opowiadaniu i między ludźmi :)

    Katka, co do tego, że "tasiemce" mają zazwyczaj przebieg sinusoidalny… Jeśli chodzi o FDTS to zalezy w jakim aspekcie. Fabuła jest sinusoidą, ale nie dlatego, że czasami dzieje się coś bardziej ciekawego a czasami mniej, tylko dlatego, że konkretne pary pojawiają się na kilka rozdziałów trochę bardziej intensywnie (stają się głównym motywem), a potem zmiana na inną parę – jak ktoś preferuje jedną konkretną parę to faktycznie, opowiadanie jest dla niego raz bardziej a raz mniej interesujące. Ale jeśli chodzi o styl pisania i sposób kreowania bohaterów, to raczej utrzymujecie równy poziom z tendencjami wzrostowymi. Jak czasami wracam do starych rozdziałów, to widzę mega postęp :) Teraz dużo lepiej czyta mi się przykładowo sceny seksu albo dialogi. No i bohaterowie stali sie bardziej wyraziści. Pewne to też dlatego, że już ich pokochałam przez te wszystkie rozdziały, ale na początku byli trochę bardziej… płascy. Teraz są bardziej skomplikowani, złożeni i jakby… 3D :D

  3. Katka pisze:

    Another, może faktycznie przydałoby się tam nazwisko… Haha, ale serio, to takie zabawne na swój sposób, jak samo wciśnięcie postaci do środowiska, które się z nią nie kojarzy, szokuje. Z drugiej strony wydaje mi się, że własnie w takim otoczeniu najlepiej jest poznać daną osobę. Każdy ma jakieś wyćwiczone zachowanie w środowisku, które zna, a jak się go rzuci na głęboką wodę, to dopiero wychodzi prawdziwe oblicze :) Albo przynajmniej można się o danej osobie więcej dowiedzieć. Mamy nadzieję, że i tak było w tym przypadku. A z tym 100% szczerość… hm, ciężko mi się do tego ustosunkować, choć rzeczywiście, drobne sekrety, jeśli nie ma się na myśli dzieciaka z innego małżeństwa czy czegoś w tym stylu, nie powinny szkodzić związkowi. Z drugiej strony na pewno większość ludzi, jakby się zapytało, czy chcieliby wiedzieć wszystko o swojej drugiej połówce, to by odpowiedzieli twierdząco. „NA SZCZĘŚCIE nie w stylu tych przesłodzonych romansideł” – ufff, to dobrze, bo ciężko osiągnąć wyważenie, kiedy się pisze o gołąbkach żegnających się na lotnisku i do tego niepewnych, czy się znowu zobaczą XD Także kamień spadł nam z serca. Uuu, a Twoje marzenie o trójkącie, haha, no nie powiem, też bym nie pogardziła XD Mieć dwóch facetów takich jak Jason i Ryan… mmm. Ciekawa opcja. „Tylko Alex chyba z kobietą w łóżku by minuty nie wytrzymał xD” – ale niestety tak, Alexik i kobieta = NIE. Biedactwo ledwo przeżyło swoją narzeczoną. To by była dla niego kolejna trauma, jakby jeszcze kiedykolwiek musiał mieć coś fizycznego wspólnego z kobietą. No i mogę Cię uspokoić, że akcja w Anglii będzie opisywana również z perspektywy braci, a nie tylko chłopców w Miami :) Dziękujemy za życzenia i również swoje przesyłamy! :) Buziaki!

  4. another69 pisze:

    Ajjjjj… No i to bym zarąbisty rozdział!
    Od czego zacząć?
    Gdy Alex wszedł do baru, przeczytałam jego imię trzy razy nie wierząc, że to TEN Alex. Ja bym na Waszym miejscu dopisała jeszcze Grey w pierwszym zdaniu gdy wkroczył, bo to aż nie do pojęcia jest xD I dopiero teraz zauważyłam podobną cechę jaką mają Lenny i Królowa – zdystansowanie. Było to widoczne jeszcze bardziej przez Juana, który jest raczej histerykiem ;p
    Szkoda z jednej strony, że Ryan nic nie wie, ale z drugiej… Zawsze mówię, że to co najszybciej może rozwalić związek jest – 100% szczerości. Serio. Nie ważne jak wielka jest miłość, każdy musi mieć swoje sekrety. Byłoby na pewno ciekawie gdyby to wyszło na jaw, ale z drugiej, bałabym się o związek Lennego i Ryana.

    Uh, a teraz ważniejsza sprawa – Pożegnanie było wzruszające, ale NA SZCZĘŚCIE nie w stylu tych przesłodzonych romansideł. Było jakby to napisać… Idealnie wyważone :P Gołąbki nawet nie przesadziły, były słodkie, ale tak akurat. I kocham sceny, gdy chłopak wtula twarz w szyje kochanka :) Alex też mnie zaskoczył, bardzo pozytywnie. I nadal marzę o takim moim własnym Jasonie… Żeby był bi i byśmy znaleźli sobie takiego… Ryana… Chociaż nie wiem czy by do siebie pasowali… A Alex jest do mnie podobny, oby dwoje nienawidzimy potu i nadmiaru śliny… Lepkości. Fuj. Tylko Alex chyba z kobietą w łóżku by minuty nie wytrzymał xD
    Chciałabym przeczytać jakiś fanfik z trójkącikiem! Ale bez dziewczyny oczywiście.

    Ale wracając do rozdziału, to był bardzo dobry, szybko się czytało. Nie zauważyłam też błędów, do tego wreszcie dotarliśmy do wylotu braci. Mam nadzieję, że opiszecie scenę z rodzicami, bo czuję, że możecie popisać się tam ty, jak manipulujecie naszymi uczuciami. Naprawdę chcę to przeczytać i się bardziej wczuć w braci. Obyście nie okroiły tego jak w NBTS sceny, gdy David pokłócił się z żoną o Lucy i wszystko wyszło na jaw.

    Tak czy siak czekam niecierpliwie na kolejny rozdział!

    I Życzę Najlepszego ;) Jestem ateistką, ale ciul z tym. Smacznego jajka i mokrego dyngusa ;) Ale nie za mokrego, bo zamarzniecie…

  5. Katka pisze:

    Enid, „gołąbkowe pożegnanie, nie przesadzone, bo przecież gołąbkowe!” – haha, dokładnie, gołąbków się nie da przesłodzić, bo gołąbki same w sobie są przesłodzone XD Chociaż nie wiem, czy powinnam to mówić, bo jeszcze ktoś to odbierze jako wyzwanie i napisze NAPRAWDĘ przesłodzone gołąbki. To by było straszne. Takie już nie pływanie w tęczowym lukrze, a wręcz topienie się w nim… brrr. Fajnie, że coraz bardziej lubisz Jaya i Alexa ;) Może to przez to, że wpakowałyśmy ich aktualnie w bardzo ciężką sytuację i się wręcz naturalnie pała do nich empatią. No, tak czy siak, miło czytać, że scena wzrusza :) Och, a jeśli chodzi o Alexa i Lenny’ego – w ogóle to zawsze jest strasznie fajne właśnie w takich wielowątkowych tasiemcach, że jest dużo postaci i można pokazywać w rozmaity sposób koneksje różnych ludzi. Każdy na każdego w końcu działa w inny sposób, a już w ogóle obserwowanie Waszych reakcji, kiedy doświadczacie nowego zderzenia postaci, które dotychczas nie miały ze sobą wiele wspólnego, jest strasznie ciekawe. I oczywiście masz rację, Alex i Len mają ze sobą sporo wspólnego. A niby tak różne mieli wychowanie! Jak widać jednak, dogadali się, a w tej chwili to chyba najważniejsze dla Hansowego problemu. Hehe, no i fajnie, że czekałaś :D Również wesołych świąt! ;*

    Luinlos, taa, jakkolwiek Alex by po sobie nie pokazywał, jaką ostroją spokoju jest, to rzeczywiście bliskości strasznie potrzebuje, wręcz desperacko – stąd też chyba ten buziak publiczny :) No i w ogóle, jak już było w przypadku Enid, fajnie, że dopuszczasz to gołąbkowe gruchanie i uważasz je za coś naturalnego. Mimo że wielu na pewno mdli od ich słodkości, tak jednak jest to już zakotwiczona w ich zachowaniu czułość i nie uwolnimy się od tego. Trzeba to zaakceptować! XD Co do Jaya i „On jest chyba najbardziej wyrozumiałą osobą w waszych opowiadaniach” tak dumam i dumam… i w sumie coś w tym jest. To taki „w porządku” facet, mimo że na pierwszy rzut oka byłby chyba jedną z pierwszych postaci, jakie uznałoby się za najbardziej zdegenerowane/zepsute/złe/itp. Dlatego wszystkie dzieci wiedzą, że nie wolno oceniać po pozorach XD „Zupełnie zapomniałam, że Alex wisi przysługę Lennyemu.” – ja w ogóle zauważyłam, że u nas w opowiadaniach, jak coś jest powiedziane w danym momencie, to skutek/dalsza część wcale nie musi nastąpić od razu, a wręcz często odradza się (czemu pomyślałam o Jezusie?) dużo później. I spora część ma zonk pt. „Och… fakt, było o tym wcześniej” XD I znowu ładne podkreślenie z Twojej strony ich podobieństwa :) prawda, prawda, sprzeczać się nie zamierzam. W tym chyba najbardziej: „Są ostrożni i oszczędni w okazywaniu emocji i w słowach” XD Mmm, no i w ogóle po Waszych komciach widzę, że FDTS ostatnio trzyma jakiś poziom, co nas niezmiernie cieszy XD Zdajemy sobie sprawę, że coś tak długiego raczej działa jak sinusoida, więc fajnie, że teraz jest w górę :)

    Yaoistka, hehe, bo Alex jest dobry w przetwarzaniu informacji i analizowaniu różnych możliwych wyjść, więc w radach też bądź co bądź jest całkiem sprawny. Kto wie, może to im rzeczywiście pomoże. No i ooooch jak mi dobrze, jak Wy się wzruszacie XD To takie FAJNE! Motywujące strasznie :D Wesołych świąt! :)

    Oshi, no właaaaśnie, stety czy niestety. Z jednej strony, w końcu miało do tego dojść, więc może lepiej, bo prędzej będą mieć to z głowy, a z drugiej strony – nie ma gwarancji, że wrócą… No więc, czy to na plus czy nie, to się jeszcze okaże. „Po co mu jakas modelka skoro ma Jasona? :)” – co nie? Jaki idiota by wybrał śliczną, mega seksowną, kształtną kobietę z przyszłością, pieniędzmi i tytułami, jak może mieć przerośniętego, chudego, śmierdzącego szlugami faceta z przeszłością? XD Haha, oooj, tylko heteryk jakiś. Jason to przecież takie cudo :) I taaak, Alexik w pewien sposób zakorzenia się w tej swojej nowej paczce w Miami. Tu mu zależy na dobrym kontakcie z Charliem, tu pomaga innym kumplom… No cóż, chyba to rzeczywiście świadczy o tym, że widzi tu życie. Aż sobie dumam, czy jakby miał tu jedynie Jasona i np. jedynie dla tego związku miałby wrócić, to by wrócił. Czy jednak też w pewien sposób ta otoczka tych wszystkich ludzi, którzy go akceptują i dają mu jakieś oparcie, nie pomaga mu w pozytywnej decyzji :) Ale to już na głębsze rozważania i to nielubiane „co by było, gdyby”.

    Marta, awww, „książę na motocyklu” jak to słodko brzmi XD Korona pod kaskiem co prawda by mu się nie zmieściła, ale cóż, Jason ma w sobie coś z bohatera jadącego na pomoc damie w opresji, haha. I widzę, że i Ciebie Alex zaskoczył buziakiem :) Cóż, Jason też był w lekkim szoku :)

    Shinu, hahaha, bromance Juana i Lenny’ego, nie wiem czemu, ale mega mnie to bawi XD Tzn. od strony Juana na pewno. Toż on Lena wręcz czci! I też czasem mam wrażenie, że może nie padłby przed nim na kolana, ale że co chwilę ma ochotę rzucić mu się w ramiona to na pewno XD Aż jestem ciekawa reakcji Lenny’ego na taki pełen czułości, niespodziewany HUG! XD A Alex burżuj… no zaprzeczać nie będziemy XD To, że się tak drogimi rzeczami otacza, nie zawsze przecież jest dyktowane jego fobiami czy dziwnymi potrzebami. Więc tak, coś z burżuja ma XD Ale na szczęście nie ocenia przez pryzmat pieniędzy innych ludzi, więc to go chyba w tym aspekcie ratuje :)

    Tess, „Moja reakcja WTF? Co on tu robi do cholery?” – hehehe, cel osiągnięty XD Och, wiedziałam, że się niektórzy z Was mocno zdziwią. A Alex i Lenny jako kumple… kto wie, mooooże. Byle tylko nie połączyły ich szemrane interesy! I tak, Jay był MOCNO zdziwiony! Jego facet, krypto gej, na lotnisku pełnym tłumu… daje mu buziaka. Och, a sam tak walczył, by go do siebie tam nie przyciągnąć :) Na pewno, dla tej chwili, gdyby to nie było takie stresujące, to by mógł to tak żegnać codziennie XD Byleby szybko wracał… najlepiej jeszcze tego samego dnia.

    Tigram, królowa rozczula XD Cóż, nie jestem zaskoczona, hehe :)

  6. Tess pisze:

    Alex wchodzi do knajpy. Moja reakcja WTF? Co on tu robi do cholery?
    Niezrozumienie wymalowane na mojej twarzy – bezcenne.
    Tak sobie pomyślałam, że jeszcze Lenny z Alexem najlepszymi kumplami zostaną. Dziwne by to było, ale myślę, że fajne :)
    I nadal się martwię tą sprawą z Hansem… Żeby tylko nie było większej afery, kurcze, no xD
    Pożegnanie było rozczulające. Świetnie, że w takiej chwili straszy Grey się przełamał i pocałował Jaya na lotnisku. Pewnie Jason był tak samo zdziwiony jak ja lub nawet bardziej.
    Weny!

  7. Shinu pisze:

    OMG, właśnie sobie uświadomiłam, że Juan i Lenny mają ze sobą typowy bromance xD Szczególnie od strony Juana. Serio, ja nigdy nie wiem, czy on nagle nie padnie przed Lennym na kolana i nie zacznie całować mu stóp, za to, że Lenny to… po prostu Lenny xD.
    Mrr… Alex na lotnisku – mniam. Nic dodać, nic ująć.

    Tekst przy którym padłam –
    „— Nie. Chociaż… — Lenny uśmiechnął się. — To nie byłoby takie głupie, gdyby nie fakt, że mogliby go zajebać.
    — Jest ubezpieczony — odparł od razu Alex.”
    To takie… w stylu Alexa. Oj tam, chuj z autem, jest ubezpieczone. Co z tego jak się zniszczy? Przecież jestem bogaty, więc mogę rozdawać(pożyczać) auta znajomym. xDD
    Skojarzyło mi się z jedną sceną z jakiegoś serialu, że jakaś bogata tępa laska kupowała sobie nowe auto za każdym razem kiedy skończyło jej się paliwo, zamiast je dolać xD. Alex burżuj. xD

  8. Marta696 pisze:

    oh Jason jest idelny,taki książe na motocyklu coby walczył o swoją królową.Pozegnanie było strasznie wzruszające.A tym pocałunkiem Alex mnie zaskoczył,widać że w takim momencie potrzebuje jego bliskości.

  9. Oshi pisze:

    No i stało się, niestety a może stery. Ciekawe co z tego wyniknie, ale jestem przekonana ze wrócą, bo za bardzo ich kochają, by dać sobą tak po prostu manipulować :) Awww, i pocałował go w miejscu publicznym! Po co mu jakas modelka skoro ma Jasona? :)

    A wiec jednak Alex docenia nawet to, ze ma Charliego w swojej ‚paczce’. I milo z jego strony, ze chce pomoc Lenny’emu i Juanowi. Oby tylko z tej syfnej stawy nie wynikły jakieś większe kłopoty niż tylko zamartwianie się ;)

  10. Yaoistka^^ pisze:

    Alex j\dawał rady Lennemu i Juanowi jak jakiś szef mafii angielskiej. xDD OMG ;( WYJAZD już w tym rozdziale…. aż się popłakałam. Alex kochany przemogłeś się i pocałowałeś Jay na lotnisku! Uch kochany Rush tak z Charlim się żegnał. Oni by naljepiej nawet się nie odkleili od siebie. uuu *,,*

    Rozdział cud, miód i orzeszki. ;) Trzymał w napięciu oj trzymał xD
    Wesołych Świąt Wielkanocnych ^^

  11. luinlos pisze:

    Och, to był taki dobry rozdział! Czekanie zostało nagrodzone :)
    Jejku, aż mi się serce ścisnęło i zaszkliły oczy jak się żegnali na lotnisku. To, jak Alex pocałował Jasona było na prawdę tak totalnie urocze i kochane… I pokazywało jak bardzo Alex potrzebuje Jasona i jego czułości i bliskości – w końcu byli w miejscu publicznym, a jednak przełamał swoje opory i go pocałował i przytulił. I jak Rush tulił i szeptał do Charliego… To nie było kiczowate, gołąbkowe gruchanie tylko taka czysta czułość i szczere uczucie <3 Doskonale. Widać że im wszystkim zależy. I wrócą, jestem pewna. Mam tylko nadzieję, że ten cały wyjazd nie wykończy ich nerwowo…
    "Nie pozwoli mu odejść. Co to, to nie. To jego blondas i nie zostawi go starym Greyom, a tym bardziej nie odda jakieś wypindrzonej modelce." Czy ja już mówiłam, że Jason jest idealny?? To jak starał się rozładować atmosferę i nie dokładać stresu Alexowi. On jest chyba najbardziej wyrozumiałą osobą w waszych opowiadaniach. Nie umiem pisać nic sensownego, bo jestem jakaś taka rozemocjonowana.
    Zupełnie zapomniałam, że Alex wisi przysługę Lennyemu. I nie spodziewałam się, że ten telefon, który wyciągnął Lennyego z łóżka od Rayana będzie właśnie od Alexa – byłam przekonana, że coś złego się dzieje albo że Juan panikuje. W sumie całkiem ciekawy motyw się pojawił :) Wydaje mi się, że Alex i Lanny są w stanie nawiązać ze sobą nić porozumienia. Może to dlatego, że każdy z nich jest zdystansowany w relacjach z innymi ludźmi (poza tymi najbliższymi osobami jakimi są dla nich Rayan i Jason). Są ostrożni i oszczędni w okazywaniu emocji i w słowach; kalkulują i oceniają sytuację zanim coś powiedzą… Pewnie dlatego, są w stanie się ze sobą porozumieć i nie grają sobie na nerwach- żaden z nich nie narzuca się drugiemu, zachowują bezpieczny dystans, przez co nie czują się osaczeni i naciskami w żaden sposób. Szanują też prywatność innych. Tak. zdecydowanie są w stanie się dogadać. Propozycja zostawienia samochodu pod opieką Rayana i Lennyego jest dość ryzykowna, ale równocześnie bardzo uprzejma i trafiona :)
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział. Od jakiegoś czasu rozdziały FDTS trafiają idealne w mój gust. Te wszystkie emocje z jednej strony trochę mnie frustrują, ale jednocześnie pokazują bohaterów od tej takiej wrażliwej i podatnej na zranienia strony, że zaczynam ich obdarzać coraz większą sympatią i coraz bardziej żyję ich życiem. To takie miłe uczucie :)

  12. Enid Partenopajos pisze:

    o ja pieprzę. zacznę od końca i będę mówić zwięźle, bo chcę się wyspać xD scena pożegnania – nie wiem co to sprawiło,a le sama się wzruszyłam. gołąbkowe pożegnanie, nie przesadzone, bo przecież gołąbkowe! no a Alex i Jason…aż mi łzy w oczach stanęły. zawsze ich lubiłam, ostatnio jednak bardziej.
    a teraz to co zszokowało mnie najbardziej – Alex i Lenny. Wy wiedziałyście, ze to zszokuje. teraz zdałam sobie sprawę, że oni są tak naprawdę bardzo podobni pod wzgledem dojrzałości. i nieźle się dogadują, wow.spodobało mi się to i uspokaja mnie, że jak coś pójdzie nei teges to mają zagwarantowaną pomoc Alexa.
    dalej nie podoba mi sie, że Ryanek nic nie wie. kocham go, musiałam to dodać.
    idę spać XD czekałam na ten rozdział do tej godziny i teraz zasłużyłam na sen xD mokrego jajka i wesołego dyngusa, czy czegoś takiego *tula*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s