In Out In – 13 – Powrót nad Michigan

Walt odetchnął głębiej, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Pociągnął go do salonu i przystanął na miękkim dywanie. Sięgnął do guzików w jego swetrze i zaczął je powoli rozpinać.
James tylko przełknął ślinę, patrząc na jego palce z wyczekiwaniem. Nie opierał się. Wręcz przeciwnie, chciał więcej, dalej i tylko modlił się, aby Walter nie poczuł się zniechęcony w którymś momencie przez jego reakcję, czy to jak wyglądał. Na razie jednak nic na to nie wskazywało. Zdjął mu sprawnie, choć bez pośpiechu sweter, a potem wsunął mu dłonie pod podkoszulkę i pogłaskał po szczupłych bokach.
— Ciepły jesteś. — Uśmiechnął się, cmokając go w szczękę.
— Mm… no staram się, aby bardziej żywego przypominać — odparł James z lekkim uśmiechem na ustach, który tylko krył jego zakłopotanie. Nie umawiał się na nic z Walterem. Nic nie wiedział o jego preferencjach seksualnych. Miał wrażenie, że stąpa po cienkim lodzie.
— Bardzo dobrze ci idzie. — Walt zaśmiał się i podciągnął mu podkoszulkę. — Podnieś ręce — poprosił, chcąc mu ją zdjąć.
James spojrzał mu jeszcze w oczy pytająco, ale wykonał prośbę. Prawnik ściągnął mu górne ubranie i znowu go objął, kładąc mu dłonie nisko na plecach.
— Mmm… — zamruczał i całując go co chwilę to w ramię, to w szyję. — Pójdziemy do sypialni? — zapytał, delikatnie przesuwając palcem pod paskiem jego spodni. Już chciał mieć go całego nagiego, samemu się rozebrać i móc do niego przylgnąć, objąć mocno i wreszcie dotknąć jego szczupłego tyłeczka. Marzył też już tylko o tym, by zobaczyć, jak mężczyzna będzie wyglądał, gdy go będzie pieścił.
James ponownie przełknął ślinę i pokornie skinął głową. Serce biło mu w szczupłej klatce piersiowej szybciej niż powinno i to nie tylko ze zdenerwowania, ale głównie z podniecenia, które zaczynało go napełniać.
Został pociągnięty przez prawnika, który, gdy tylko stanęli przy nogach łóżka, pchnął delikatnie Jamesa w klatkę piersiową, aż ten upadł plecami na materac. Walt za to uśmiechnął się do niego i sięgnął do kieszeni spodni, w których miał portfel, a w nim kondom i saszetkę z żelem. Nosił to bardzo profilaktycznie, bo nie zdarzał mu się tak przygodny seks, żeby nagle tego potrzebować, ale w tym momencie nie żałował, że to miał.
James odetchnął z ulgą, widząc, że Walter jest zabezpieczony. Już chciał za chwilę sam spytać, czy ma kondomy i w razie czego zaoferować mu te, które sam ze sobą nosił. Trzy sztuki. Teraz więc tylko patrzył na mężczyznę z lekkim uśmiechem i uniósł się na łokciach.
Walt odpowiedział rozpalonym uśmiechem i kiedy odrzucił na najbliższą szafkę swój portfel, wszedł na łóżko i klęknął po bokach jego ud. W jednej dłoni trzymał saszetki, a drugą przesunął po klatce piersiowej i brzuchu Jamesa.
— Chcesz mnie rozebrać? — zapytał miękko, samemu wyciągając mu pasek ze szlufek.
James spojrzał mu pytająco w oczy, czując jednocześnie narastające podniecenie.
— A… a mam? — spytał przez ściśnięte gardło. Przywykł już do tego, że w łóżku słyszy rozkazy, a nie pytania.
— Tak, staram się zachęcić cię do tego. — Prawnik zaśmiał się, samemu nie czekając na nic, tylko rozpinając mu guzik i zamek w spodniach.
James wyciągnął dłonie do jego koszuli. Widział, jak własne palce drżą mu ze zdenerwowania na myśl o tym, co zobaczy. Zerkał mimo tego co chwilę w niebieskie oczy mężczyzny, który odpowiedział aprobującym spojrzeniem, pochłaniając go wzrokiem. To, jak niepewny był nauczyciel, jak tak na niego patrzył, jak jego szczupłe palce rozpinały sukcesywnie wszystkie guziki, strasznie go nakręcało i tylko czekał na moment, kiedy będzie mógł mu zadrzeć nogi. Poczekał jednak, aż James zdejmie mu koszulę, a kiedy to zrobił, wychylił się i polizał jego usta.
— Boże, jaki ty słodki jesteś. — Zachichotał. — Coraz bardziej podnieca mnie myśl, że zaraz będę mógł zobaczyć twój tyłek — dodał z niskim pomrukiem, głaszcząc go po policzku.
James oblizał usta, patrząc w jego oczy już z mniejszym skrępowaniem niż podczas rozmowy, kiedy obaj byli w ubraniach.
— Nie krępuj się — zachęcił go.
Walt cofnął się kawałek.
— Połóż się i unieś biodra — poprosił, sięgając do jego spodni, by mu je zsunąć.
James nawet chwili się nie zawahał, wykonując polecenie. Patrzył przy tym z oddaniem na Waltera, który zdjął mu spodnie razem z bielizną i skarpetkami, a potem wstał z łóżka i przyjrzał się Jamesowi. Odetchnął głośno, sięgając do swojego krocza i chwilę masując się przez spodnie. Czuł jednak, że musi już je zdjąć i ponownie przylgnąć do Jamesa, więc zdjął je całkiem i kiedy był nagi, delikatnie rozchylił nogi nauczyciela i klęknął pomiędzy nimi. Ten mógł zobaczyć wreszcie jego penisa, dość dużego i kształtnego. Był otoczony ciemnymi włoskami i teraz już sztywniał.
— Lubisz tam dotyk? — zapytał Walt ściszonym, podnieconym głosem, sięgając dłonią pod jego ciało, na pośladek.
James skinął głową, patrząc cały czas na mężczyznę. Był w stosunku do niego taki umięśniony, przystojny i… taki lepszy. Chciał go zadowolić, odwdzięczyć się jakoś, cokolwiek, aby ten chociaż trochę czasu go dobrze wspominał.
— Tak, lubię — odpowiedział i sięgnął szczupłą dłonią do jego ramienia. — Nie musisz się w ogóle powstrzymywać… Nie… nie jestem już… — zaczął, ale zmienił zdanie. — Nie skrzywdzisz mnie — zachęcił, chętniej rozsuwając pod nim nogi i nawet unosząc lekko biodra w górę, aby Walter mógł lepiej poczuć jego chude pośladki. Miał przy tym nadzieję, że nie zniechęcą go one.
W oczach Waltera mógł zobaczyć, że tak nie jest, a uczucie jego pośladka, który prawnik masował teraz swoją dużą dłonią, wyraźnie mu się podobało. Zamruczał nawet z zadowoleniem i pocałował krótko Jamesa. Po chwili otworzył saszetkę i nawilżył palce żelem.
— Więc mogę zrobić to, hm? — Wsunął mu delikatnie palce między pośladki i nacisnął delikatnie dwoma na jego wejście.
— Tak — odparł James bez oporów i ułożył się tak, aby móc sięgnąć swoją dłonią do własnych pośladków. Odchylił jeden z nich zachęcająco. — Rób, co tylko chcesz — wydyszał drżącym przez podniecenie głosem, nie krygując się teraz specjalnie.
Walt wypuścił słyszalnie powietrze, a jego własny penis drgnął. Ten mężczyzna był taki słodki i seksowny! To, jak się wręcz dopraszał penetracji i jaki ufny i chętny był, niewyobrażalnie go podniecało.
Wsunął w niego dwa palce, powoli, ale płynnie i lekko zgiął w jego wnętrzu.
— Jest rozkoszna — zaburczał, wpatrując się oczy Jamesa z pasją.
Mężczyzna odpowiedział na to głośniejszym jęknięciem, wyginając się bardziej na łóżku i napinając mięśnie, a te widać było pod jasną skórą, która chyba nie kryła pod sobą grama tłuszczu. Tyłek Jamesa w tym czasie zacisnął się na dosłownie chwilę na placach Waltera, po czym rozluźnił, dając prawnikowi całkowitą swobodę.
Mężczyzna zaburczał znowu i złapał go wolną dłonią pod kolano, mocno zadzierając mu nogę. Dzięki temu lepiej widział jego dziurkę, która okalała palce. Zakręcił nimi i kilka razy je rozsunął.
— Powiedz mi, co czujesz.
— Dobrze! — odparł od razu James, ściągając jednocześnie palce u stóp. — Chce więcej… proszę, daj mi więcej — poprosił jękliwie, patrząc Walterowi w oczy swoimi zaszklonymi od podniecenia.
Rozczulony prawnik stęknął i najpierw pocałował go we wnętrze uda, nim odsunął się, by nałożyć sobie na penisa prezerwatywę. Nasmarował go jeszcze resztkami lubrykantu i zadarł mu drugą nogę, otwierając go na siebie. Otarł się kilka razy członkiem o jego rowek, patrząc mu żywo i bardzo intensywnie w oczy.
— Jesteś najbardziej seksownym nauczycielem geografii, jakiego widziałem — zamruczał i zaczął się w niego powoli wsuwać.
James westchnął ciężko, łapiąc się samemu pod kolanami. Uśmiechnął się z rozgorączkowanym, podnieconym spojrzeniem. Oddawał mu się cały.
— A… a ilu widziałeś? — wydyszał i poruszył lekko pośladkami, chcąc, by już się w niego wsunął. Pragnął poczuć tego gorącego, dużego penisa w sobie. Na samą myśl jego członek drgnął.
— Wielu… W szkołach… a potem nawet dwóch rozwodziłem — odparł prawnik i najpierw zamknął mu usta mocnym, dominującym i tym razem dużo bardziej agresywnym pocałunkiem niż wcześniej, po czym pchnął biodrami, wchodząc w niego w całości, aż zderzył się jądrami z jego dupcią.
James pisnął i odchylił do tyłu głowę, ale nie zacisnął się wcale. Nie odepchnął Waltera, tylko mocniej naciągnął na swoją klatkę piersiową własne nogi. Tak. Chciał go poczuć w sobie jeszcze mocniej i bardziej! Chociaż i tak teraz było mu tam tak ciepło. Mężczyzna miał takiego dobrego penisa.
Walter cały czas go przy tym całował, jakby zupełnie nie mógł się powstrzymać. Nie potrafił się od niego w ogóle odlepić.
— Jest cudowna. Jimmy, powiedz coś do mnie — poprosił, sięgając pod niego. Ścisnął jego pośladki, gdy wysunął penisa prawie w całości i wbił się w niego znowu. A potem jeszcze raz.
James zamiast coś sensownego, wykrztusił z siebie głośne westchnięcie. Tak, tak było mu dobrze. A ten penis był taki akurat. Nie za duży, nie za mały. A jego główka akurat trafiała tam, gdzie powinna, pieszcząc go wyjątkowo dobrze.
— Dobrze… dobrze… — wydyszał w końcu, na moment zamykając oczy z przyjemności.
— Nie, nie, popatrz na mnie — zaoponował od razu prawnik, łapiąc go z boku za twarz i całując w usta. — Chcę je widzieć — dodał, posuwając go coraz szybciej i mocniej, skoro nie czuł oporu.
James jęknął głośno, po czym zamruczał nisko i rozchylił powoli powieki, by spojrzeć w oczy Waltera swoimi szklistymi.
— Już… już, wybacz… — wydyszał, zaciskając mocniej palce na swoich udach.
— Wszystko ci wybaczę! — Prawnik zaśmiał się na wydechu i jeszcze raz mocno go pocałował, nim nagle wysunął się z niego. — Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko — dodał, po czym ściągnął jego nogi w dół i odwrócił go na brzuch. Otarł się o jego pośladki, chcąc go zakosztować w obu pozycjach.
James odetchnął nisko i zerknął na niego zza ramienia.
— Nie… nie… ale… — przełknął ślinę, zaciskając szczupłe palce na gustownej, hotelowej pościeli. — Mam się wypiąć?
— Tak. Pokaż, jaka jest śliczna — zamruczał prawnik, głaszcząc go po pośladkach.
James bez oporów podciągnął nogi w górę, klękając nadal z twarzą w wtuloną w pościel. Jego pośladki rozchyliły się przy tym, ukazując tym samym jego rozchyloną, wilgotną i lekko zaczerwienioną szparkę.
Walt nie mógł się powstrzymać, żeby jej nie dotknąć. Pomasował ją z zewnątrz palcami, potem wsadził dwa wskazujące palce i lekko rozchylił.
— Cudowny — zamruczał cicho do siebie, po czym naparł na niego penisem. Wsunął się w jego wnętrze, wciąż trzymając w nim koniuszki palców.
James obejrzał się jeszcze raz na niego i wypiął się bardziej, bardzo chętnie.
— Tylko… tylko nic na siłę — rzucił, przypuszczając jednak, że penis z palcami nie powinien mieć problemów, aby się zmieścić.
— Nie bój się, jestem ostrożny — zapewnił go Walt i gdy tylko znalazł się w nim cały, wyciągnął palce i pochylił się do niego. — Nie chcę cię skrzywdzić, mówiłem ci już tydzień temu — dodał cicho i pocałował go w łopatkę.
— I… i wtedy miałeś na myśli to samo… co teraz? — James spytał i poruszył biodrami, bujając się samemu na jego penisie.
— Nie! — Walt zaśmiał się, łapiąc go za biodra i zaczynając go pieprzyć. — Nie myślałem tylko o seksie. Przecież… uch, jak dobrze. Wywiozłem cię nad jezioro. Mogłeś się bać, że coś ci zrobię.
— Że… Że mnie przerżniesz tak jak teraz? — szczuplejszy mężczyzna wydyszał w pościel w odpowiedzi. Nie bał się tego. W tamtym tygodniu był po prostu roztrzęsiony.
Walt aż sapnął głucho na te słowa, czując napływ fali żądzy. Nie wierzył, że taki mężczyzna mu się trafił i bardzo nie chciał go wypuszczać z rąk. Zacisnął je mocniej na jego szczupłych biodrach i zaczął go posuwać w coraz szybszym tempie, aż plaskało.
— A podoba ci się tak? — wydyszał. — Lubisz penisy?
James zakwilił i potarł twarzą po pościeli, w którą był wtulony.
— Tak… tak…! A twój… ooo…! — zajęczał, wyginając się i drżąc na całym ciele. Żywo reagował na każdy ruch Waltera w swoim tyłku. — Taki… dobry!
Walt zamruczał z radością i podnieceniem. Żałował, że nie znał go przed śmiercią Wendy. Cieszył się jednak, że udało mu się z nim dzisiaj spotkać.
Nie dodał już nic, tylko dalej wybijał mocny rytm na tej jego szczupłej, ślicznej dupci, w końcu sięgając pod niego i łapiąc jego penisa w dłoń. Był chyba tak samo szczupły jak cały mężczyzna, ale dzięki temu mógł go lepiej objąć dłonią. A do tego był taki twardy i żylasty. Walter namacalnie czuł, że Jamesowi się naprawę podoba, a nie tylko tak mówi.
Ucieszył się z tego i zaczął go pieścić w rytm swoich pchnięć. Wypychał mocno biodra do przodu, sprawiając, że James dosłownie jeździł twarzą po poduszce. Przedłużał to jak mógł, by jak najdłużej rozkoszować się jego postękiwaniami i tym, jak cudownie jego wnętrze okalało penisa.
Mężczyzna był uległy, ale nie pasywny. Odpowiadał na jego gesty i nadstawiał się, jakby właśnie Walter dawał mu najlepszy seks w życiu.
— Oo… o ja…! Proszę! — wydyszał w pewnym momencie, sięgając za siebie do tyłu, do ciała mężczyzny, który go pieprzył.
— Hm? Chcesz skończyć? — zamruczał Walt, pochylając się do niego i całując w kręgosłup, nie przerywając jednak pchnięć.
— Tak! Proszę… proszę, chcę już! — zaskomlił James, najwyraźniej się powstrzymując do tej pory. Szczupłymi palcami musnął biodro Waltera.
Mężczyzna uśmiechnął się i złapał jego rękę, kładąc spód swojej dłoni na wierzchu jego. Splótł z nim palce i kładąc dłoń z boku jego głowy, drugą zaczął mu szybko i mocno trzepać. Sam już też się nie hamował.
James jeszcze spojrzał na niego zza swojego ramienia podnieconymi, załzawionymi oczami. Usta miał przy tym rozchylone, a twarz czerwoną. Nie widząc, aby Walter jeszcze zamierzał coś dodawać, znowu odwrócił głowę i zagryzł zęby na pościeli. Sekundę później zadrżał na całym ciele i doszedł z głośnym jękiem w dłoń drugiego mężczyzny.
— Uuuch…! — Prawnik zaburczał i sam wybił jeszcze kilka mocnych pchnięć na jego tyłku, po czym doszedł w gumkę obficie.
Dyszał głośno jeszcze chwilę, starając się powoli uspokoić drżenie ciała i to przyjemne, ogarniające go gorąco. Wreszcie się opanował i wysunął z Jamesa. Bardzo pospiesznie zdjął gumkę, wstał i wyrzucił ją do pobliskiego kosza razem z saszetkami. A potem dosłownie dobiegł do łóżka i położył się obok Jamesa.
— Chodź tu — wydyszał, odwracając do siebie jego twarz i wcałował mu się w usta zażarcie.
James stęknął zmęczonym, zduszonym głosem. Nie zaoponował bynajmniej, tylko dał się przyciągnąć, co też nie było trudne przez jego szczupłość. Leżał jednak dalej prawie całkowicie na brzuchu, jedynie jedną ręką lekko się podpierając, aby Walter za bardzo nie wykręcał mu głowy.
— Nie boli? — zapytał czule prawnik, sięgając do jego pośladków i delikatnie go tam pogłaskał. Patrzył na zmęczoną twarz Jamesa, chcąc wyczytać z niej, jak się czuje i co myśli.
— Nn… nic mi nie jest — odparł, uchylając jedynie jedną powiekę. Uśmiechnął się przy tym miękko. — A tobie było dobrze? — spytał z nadzieją w głosie, licząc, że chociaż odrobinę się spisał i zaspokoił jego pragnienia.
— Było wspaniale — odpowiedział Walt z wyczuwalną szczerością w głosie. — Możesz się odwrócić i do mnie przytulić?
James zamruczał potakująco.
— Mhm, jak? Przodem, tyłem?
— Jak chcesz. — Walt zaśmiał się. — Żebym widział twoją twarz.
Drugi mężczyzna mruknął na zgodę i przekręcił się na bok, przodem do Waltera. Przysunął się nawet do niego i nim go objął, jeszcze spojrzał mu w oczy.
— Mogę, tak?
— Tak, zdecydowanie — zamruczał prawnik, samemu przyciągając go do siebie. Przesunął mu dłonią po włosach i policzku. Na myśl o tym, że jutro miał wyjechać, aż go skręcało. James miał tu zostać i możliwe, że znaleźć sobie jakiegoś partnera, który będzie go takiego widział, będzie mógł go dotykać, rozmawiać z nim i patrzeć, jak uroczo się rumieni. Najchętniej teraz zatrzymałby czas, bo taka wizja w ogóle mu się nie podobała. Nie wiedział, czemu aż tak na niego reaguje, ale chciał go przyciągnąć, objąć najmocniej jak umiał i nie puszczać.
Nieświadom jego myśli James zerknął jeszcze na jego oblicze, po czym wtulił się w niego. Przycisnął twarz do jego klatki piersiowej, a szczupłą ręką objął plecy. Czuł się przyjemnie rozluźniony i nawet bezpieczny w ramionach tego mężczyzny. Z chęcią by z nim powtórzył ten seks. Może nawet nie raz.
— Dzięki — wyszeptał po dobrej chwili w jego pierś.
Walt troskliwie pogłaskał go po mysich włosach, obejmując jego szczupłe ciało, jakby rzeczywiście go sobie zaskarbiał.
— Jimmy? — rzucił po chwili.
— Hmm? — zamruczał bardziej pytająco niż faktycznie spytał. Czyżby miał już wstać?
— Na pewno nie myślałeś o tym, by wrócić do Milwaukee? — zapytał Walt szeptem, nie ustając w delikatnym gładzeniu jego skóry i włosów.
James ściągnął brwi, ale nie spojrzał na twarz Waltera.
— Nawet nie mam gdzie, ani do czego.
— Mieszkałeś tam długo, znasz miasto. A tutaj sam mówisz, że rodzina źle na ciebie patrzy. Mógłbyś tam zacząć od nowa… I… — prawnik zawahał się chwilę, przytulając go do siebie. — Mógłbyś zamieszkać u mnie — wypalił głupio.
Od razu poczuł, jak James lekko drętwieje w jego ramionach, po czym bardzo powoli, ale zdecydowanie się unosi i patrzy mu w oczy.
— U… u ciebie? — wykrztusił, nie rozumiejąc. Czyżby… Czyżby chciał go jeszcze… raz? Na dłużej? A może za tym „zacząć od nowa” coś się kryło. Coś, czego powinien się obawiać? Chyba nie chciał go sobie przywłaszczyć, a potem… Nawet nie chciał myśleć o takich czarnych scenariuszach po tak dobrym seksie i przy tym, jak Walter dobrze jawił mu się w oczach.
— Tak. Mam duże mieszkanie i jeśli moje przywary ci nie będą przeszkadzać, to byłoby nam bardzo wygodnie. Tutaj i tak musiałbyś szukać motelu, więc w Milwaukee miałbyś przynajmniej lokum. Pracę na pewno szybko byś znalazł — odpowiedział Walt z pewnością w głosie, coraz bardziej entuzjastycznie podchodząc do dopiero wykiełkowanego, nieco beztroskiego pomysłu. Sama myśl, że mógłby być z tym rozkosznym nauczycielem na dłużej, napawała go podekscytowaniem i radością. Wiedział, że to dziecinne, prosić o to mężczyznę, którego właściwie ledwo co poznał, ale… sam nie wiedział co go podkusiło. Po prostu… strasznie chciał.
Oczy Jamesa były wielkie z zaskoczenia. Jakoś nagle ten pomysł mężczyzny zupełnie wybił go z rytmu. Jak jeszcze wcześniej myślał, że ten jest po prostu dziwny, przed chwilą, że w końcu zachowuje się normalnie, tak teraz zupełnie go zagniótł swoją propozycją.
— Ale… — zaczął głupio. — Mam rzucić pracę i pojechać z tobą do Milwaukee i z tobą zamieszkać? — wydusił, nie wierząc nawet, że to mówi, a co dopiero, że ma tak zrobić. — To… ja… ja cię prawie nie znam, nawet jeśli przed chwilą mieliśmy seks.
Uśmiech Walta nieco przygasł, a w jego oczach można było zobaczyć jawne zatroskanie.
— Nie chcę cię zabić, porwać, ani nic takiego — powiedział żywo. — Możesz napisać do kogoś znajomego, że ze mną wyjeżdżasz, to będziesz miał pewność, że jakbym coś ci zrobił, to i tak spotka mnie sprawiedliwość. — Zaśmiał się krótko i pocałował lekko Jamesa. — Chyba że… rzeczywiście nie chcesz. Nie mogę cię zmusić, ale bardzo mnie urzekłeś i chciałbym wrócić z tobą.
James zamrugał znowu, zupełnie zszokowany. Niby mężczyzna był przyjacielem cioci Wendy, a ta raczej nie zaznajamiała się z większymi dziwakami niż on sam. Raczej.
— A… nie wiem, co powiedzieć — wydusił w końcu, będąc autentycznie zagubionym. — I… nie wiem, czy dobrze mnie osądzasz. Możesz tego żałować, a ja potem zostanę pod mostem, bez pracy i mieszkania.
— Nie wyrzucę cię, obiecuję. A jak już znajdziesz pracę i będziesz wolał zamieszkać gdzieś indziej, bo mnie nie zniesiesz, to zrozumiem. — Walt uśmiechnął się, głaszcząc go po plecach. — Ale… Nie chcę cię zmuszać, to twoje życie — dodał poważniej. — Jeśli masz wiele do stracenia, to byłbym skończonym draniem, nalegając, byś to dla mnie rzucił.
James pokręcił głową z niedowierzaniem. Jak on się znalazł w tej abstrakcyjnej sytuacji, nie wiedział. Tyłek miał jeszcze rozluźniony po seksie, był do tego spocony i zmęczony i rozmawiał o swojej przeprowadzce do Milwaukee z prawie sobie nieznanym mężczyzną! Aż się zaśmiał do siebie i na moment oparł czoło o klatkę piersiową Walta. Był głupi. Tak samo jak z tą przeprowadzką do ciotki.
— Jedyne co mam do stracenia to praca. A jeśli się nie zgodzę, to może mi przepaść szansa, że jeszcze kiedyś mnie przelecisz. — Zaśmiał się do siebie, nie patrząc na Waltera, który zamrugał powiekami i nie mógł powstrzymać się przed krótkim, szczerym śmiechem. James jednak po chwili nagle przestał się śmiać i spojrzał mu w oczy, kiedy uniósł głowę. — Ale wpierw podasz mi swój numer ubezpieczenia, aby nie okazało się, że ciocia przyjaźniła się z jakimś oszustem i… — Przełknął ślinę. — Spiszemy jakaś umowę czy coś, że mnie nie wywalisz, nim nie znajdę sobie jakiegoś mieszkania.
Walt zamrugał, ale pokiwał na potwierdzenie głową.
— Dobrze — odpowiedział bez urazu, poważniejąc. — Jutro rano możemy to załatwić w kancelarii, a po południu wyjedziemy, dobrze?
James skinął gorliwie głową i sam się wychylił, całując mężczyznę w usta.
— Dobrze. Ale mam jeszcze jedną prośbę.
— Mhm?
James przełknął ślinę i schyliwszy się do jego klatki piersiowej, pocałował go w sutek.
— Jeśli… jeśli naprawdę chcesz, abym z tobą pojechał… to… ja chcę jeszcze raz… abyś mnie wziął — poprosił, łasząc się do cudownie pachnącego i szerokiego torsu prawnika.
Ten aż uniósł brwi i odetchnął głośniej.
— Teraz? — zapytał, przyciągając go lekko do siebie.
James oblizał usta, patrząc na niego w górę.
— Jeśli… to nie problem?
— Nie! — Walt zaśmiał się i już miał dosłownie na niego wleźć, ale zawahał się i zmarszczył brwi z zastanowieniem. — Tylko nie mam jeszcze jednego kondoma.
James objął go ramionami za szyję, zadowolony z odpowiedzi.
— Nie szkodzi. Ja mam — odparł i podciągnąwszy się, pocałował go w usta, nim puścił go, aby wstać.
Walt zagryzł wargę, patrząc za nim z uśmiechem. Sięgnął w międzyczasie do swojego członka i zaczął go pieścić. Domyślał się wcześniej po zachowaniu Jamesa, że ten jest pasywem, jednak teraz widział jak… cudownie uległym.
Nie musiał na szczęście długo na niego czekać, bo ten dosłownie po chwili pojawił się w drzwiach od sypialni. Szczupły, a nawet zachudzony, z widocznymi żebrami i kościami biodrowymi. Nie stanowił bynajmniej obiektu westchnień dla większości społeczeństwa. Teraz był zaróżowiony na policzkach i klatce piersiowej z już półtwardym członkiem. Podszedł pewnie do Waltera. Trzymając w zębach opakowanie z prezerwatywą, spojrzał krótko mu w oczy i ujął jego penisa.
Prawnik uśmiechnął się i oblizał dolną wargę. Potem uniósł się na łokciach, by lepiej widzieć.
— Nie krępuj się — zamruczał, a gdy James pochylił się do jego członka, odetchnął głęboko. Tak, nie potrafił oderwać od niego wzroku.

*

Walt uśmiechał się do siebie zupełnie naturalnie, kierując samochodem po pustej drodze, kiedy jechali do Milwaukee. Było już południe. Rano zdążyli jeszcze podjechać do kancelarii i podpisać tę umowę, o jaką dopraszał się James. Waltowi to zupełnie nie przeszkadzało. Nie zamierzał wyrzucić go z domu. I na tę chwilę był pewien, że chce go zatrzymać, bo przecież James był taki cudowny. Jego bagaże spoczywały w bagażniku i prawnik nie mógł się już doczekać, co nauczyciel powie o jego mieszkaniu. Miał nadzieję, że mu się spodoba.
— Gdzie będziesz szukał pracy? — zagadał, odwracając na moment wzrok w jego kierunku.
James siedział nisko w fotelu, patrząc do tej pory za okno na widoki, jakie się za nim roztaczały.
— Hmm. A… pewnie spróbuję najpierw w starej szkole. Byłoby miło, jakby mnie tam przyjęli. Znam tam wszystkich i była przyjemna atmosfera.
— Próbuj — podchwycił Walt i wyciągnął rękę, by poklepać go po kolanie. — Może się uda. Więc chcesz w szkole, tak? Nie będziesz próbować jako… nie wiem, przewodnik turystyczny? Masz do tego kwalifikacje? — zaciekawił się.
— Mam. — Nauczyciel skinął głową i rzucił krótkie spojrzenie jego dłoni. Nie przeciwstawił się, w końcu nikt ich nie widział. — Ale wolę pracować w szkolę, mimo że jest ciężej.
— I w szkole nikt o tobie nie wie, tak?
— Nie. I nie może się dowiedzieć — zarzekł się od razu z pewnością w głosie.
— Hm… czyli odbieranie cię z pracy nie wchodzi w grę? — posmutniał Walt, skręcając na południe, w kierunku miasta.
James aż spojrzał na niego z przestrachem.
— Tak. Nie wchodzi. I po co chciałbyś mnie odbierać z pracy… której jeszcze nawet nie mam?
— Zakładam optymistycznie, że ją zdobędziesz. — Walt zaśmiał się. — Ale dobrze, nie będę ci się naprzykrzał. Pewnie i tak będziesz miał mnie dość po kilku dniach.
James uśmiechnął się smutno, odbierając jego słowa bardziej jako delikatne stwierdzenie, że to Walt będzie miał go dość. Tej formy użył tylko dlatego, że brzmiała uprzejmiej.
— Mógłbym powiedzieć to samo… — mruknął pod nosem, znowu zapatrując się na widoki za oknem.
Prawnik na widok jego miny aż przygryzł dolną wargę, by za bardzo się nie uśmiechać.
— Odwróć się w moją stronę — poprosił.
James zerknął na niego swoimi piwnymi oczami z pytającą miną.
— Hm?
Walt wychylił się szybko i pocałował go w policzek.
— No. I na razie nie zapowiada się, bym miał cię dość. Mam nadzieję tylko, że ci się u mnie spodoba.
James spalił się na polikach i gorliwie pokiwał głową. Miał nadzieję, której głośno nie chciał wyrażać, że faktycznie Walter się nim nie znudzi.
— Za niedługo będziemy. Nie mieszkam ściśle w centrum, ale jak nie masz samochodu, to się nie martw, jest dobre połączenie. No i mogę cię podwozić — rzucił Walt, gdy wjechali do Milwaukee.
— Nie, nie, nie chcę robić ci problemów. A jak jest dobre połączenie, to dobrze, w innym wypadku też by było dobrze. Lubię chodzić — zarzekł się od razu James. Naprawdę nie chciał sprawiać dodatkowych problemów, no i być uzależnionym od Waltera.
Prawnik potaknął ze zrozumieniem, przyswajając nowe informacje o Jamesie, a niedługo później już podjechali pod jego apartamentowiec. Walt zabrał jedną torbę Jamesa, by mu pomóc i razem ruszyli do windy.
— Stęskniłeś się za miastem? — zagadał.
— Chyba tak. Lubię je nawet — przyznał nauczyciel, rozglądając się wokół. Był dość speszony tym otoczeniem.
Cały budynek wyglądał na nowy. Lustra w windzie były umyte na błysk i teraz widział swoją speszoną minę i to, jak niepozornie wyglądał przy tym wyprostowanym, przystojnym mężczyźnie.
— Więc mam nadzieję, że nie będziesz żałował powrotu. — Walt uśmiechnął się do niego, kiedy już wcisnął odpowiedni guzik.
— Raczej nie. Znaczy… mam nadzieję, że nie — odparł James, patrząc usilnie pod swoje nogi, aby tylko nie widzieć siebie w lustrach. Przez to czuł się jeszcze bardziej nijaki i nie na miejscu. — A… ten, jak załatwimy sprawę z wychodzeniem, wiesz, klucze czy coś?
— Dorobię dzisiaj, obiecuję — zapewnił go Walt. — Mam dzisiaj jeszcze wolne, więc na pewno zdążę.
Nie wydawał się przejmować faktem, że da klucze od swojego drogiego mieszkania prawie nieznajomemu mężczyźnie. W końcu był bratankiem Wendy, uważał go za zaufanego. James za to najwyraźniej myślał trzeźwiej niż on, więc zaskoczyły go jego słowa.
— Eee… a ten. Nie boisz się, że… no, mogę cię okraść?
— Jakbyś zamierzał to zrobić, to na pewno byś mi teraz tego nie mówił — Walt odpowiedział ze śmiechem. — Ale na korytarzach są kamery, więc się nie obawiam. Poza tym nie mogę cię uzależnić od tego, kiedy ja będę wychodził.
Nauczyciel pokiwał znowu głową, przyjmując jego słowa do świadomości.
Po chwili już znaleźli się na odpowiednim piętrze i Walt poprowadził go do drzwi. Otworzył i wpuścił Jamesa do środka.
— Zapraszam. Rzeczy od razu zanieś na prawo do sypialni.
James jednak zamiast wejść do środka, przystanął na progu, rozglądając się po mieszkaniu. Nie, żeby spodziewał się czegoś innego, ale i tak… Nieśmiało wszedł do środka, gdy już zdjął buty w małym przedsionku.
Zaraz za nim był nowocześnie urządzony salon, na którego lekkim obniżeniu podłogi, na samym środku, stały czarne kanapy i niski, szklany stolik. Ściany pomalowane były na szaro, a na nich wisiały obrazy Warhola. Do tego za oszklonymi drzwiami można było wyjść na balkonik, na którym stały dwie wielkie donice z kwiatami.
— Nie krępuj się, chodź — zachęcił go Walt, wchodząc z jedną jego torbą dalej, by zanieść ją do sypialni.
James poczłapał za nim, rozglądając się po wnętrzu. Już wiedział, że to było najbardziej niepasującym do niego, w jakim był, a i miał nadzieję, będzie się pieprzyć.
Gdy wszedł do sypialni, ta okazała się również pokaźnych rozmiarów. Walt odebrał od niego torbę i położył obok tej, którą sam niósł. Potem przeciągnął się i złapał Jamesa w talii.
— I jak? Podoba ci się? — zapytał ze szczerą nadzieją w głosie.
Peterson nie zaprotestował na jego zaborczy gest i tylko położył mu szczupłe dłonie na klatce piersiowej.
— Umm… jest… — zaciął się, rozglądając się. — Bardzo przestronnie — lawirował między słowami, aby nie urazić Waltera, ale i nie kłamać za bardzo.
— Mhm, dlatego powinno być nam wygodnie. Chodź, pokażę ci jeszcze, gdzie jest kuchnia i łazienka — odparł Walt z uśmiechem i pociągnął go za rękę do wyjścia z sypialni.
James tylko przełknął ślinę, podążając za nim. Nie, żeby miał jakiś wybór.
Walt pokazał mu dużą kuchnię i łazienkę, w której była zarówno spora wanna z hydromasażem, jak i prysznic.
— A tam jest mój gabinet, nic ciekawego — rzucił gospodarz na koniec, wskazując jakieś ciemne drzwi po prawej stronie salonu. Potem objął Jamesa i pocałował go w usta. — Lepsze to niż motel i będziesz mógł bez pośpiechu poszukać pracy. Podłączymy cię też do Internetu, żebyś miał na swoim sprzęcie.
James mruknął na potwierdzenie, czując się jednak nadal strasznie zakłopotany.
— Hm? — Walt nie wiedział, jak odczytać jego milczenie. — No co, Jimmy?
Ten pokręcił głową i sam delikatnie go pocałował, nie będąc jednak pewnym, czy tylko Walter nie ma prawa do takich pieszczot w stosunku do niego. Wiedział, że ludzie mają różne gusta.
— Nn… nic. Po prostu… naprawdę ładne masz to mieszkanie.
Po tych słowach na twarzy Walta ponownie pojawił się wesoły uśmiech.
— Cieszę się, że ci się podoba. Ale wiesz, jakbyś chciał tu coś zmienić albo jakoś urządzić swój kąt, to wal śmiało — dodał, głaszcząc po plecach tego szczupłego mężczyznę. — A jak trochę odpoczniemy po podróży, to może pokażę ci okolicę, hm?
James przełknął dyskretnie ślinę, zastanawiając się, na jakich zasadach w ogóle ma wyglądać ich wspólne mieszkanie. A raczej jego pasożytnicze mieszkanie u Waltera.
— Nie potrzebuję, dziękuję. Nie musisz się tak… mną przejmować. Dostosuję się do ciebie.
— Jimmy, ale proszę cię, byś się nie krępował. Chciałbym, żebyś dobrze się tu czuł. W końcu sam cię zaprosiłem, więc zapewnienie ci wygody należy do moich obowiązków. Zacznę od pytania, czy jesteś głodny albo chcesz kawy? — zapytał troskliwie, znowu pochylając się do mężczyzny i tym razem całując lekko w szyję.
Ten westchnął cicho i oblizał usta. Nie przywykł do takiego traktowania przez mężczyzn. Ich zainteresowanie zwykle zaczynało się i kończyło w łóżku.
— Uch… naprawdę nie musisz się tak przejmować. Jeśli będę czegoś potrzebować, to poproszę. A teraz… napiję się kawy, ale tylko, jeśli ty też.
— Tak, też mam ochotę. — Walt zaśmiał się, w duchu mając nadzieję, że po kilku dniach James się rozluźni i będzie się czuł swobodniej. — To zrobię nam, tylko powiedz, jaką pijesz — dodał, równocześnie wyciągając się do pilota leżącego na stereo. Włączył płytę, która znajdowała się w środku. Był to jakiś jazzowy, dynamiczny kawałek.
James splótł dłonie, po czym reflektując, że wygląda to dziwnie, wsadził je do kieszeni spodni.
— Różnie. Rano czarną, mocną, z trzema łyżeczkami cukru, ale teraz bym się napił z śmietanką albo mleczkiem… jeśli mógłbym prosić.
— Mhmm, już idę robić — odparł Walt i jeszcze pocałował go z uśmiechem w policzek, po czym ruszył do kuchni. — A ty się rozgość! — zawołał jeszcze przez ramię.
James pokiwał głową i znowu rozejrzał się po salonie, w którym stał. Był chyba dwa razy większy niż jego poprzednie mieszkanie. Jak miał się niby czuć w nim swobodnie? Po chwili jednak w końcu doszedł do wniosku, że nie będzie robił z siebie jeszcze większej pokraki i podszedł do drzwi balkonowych i wyszedł na zewnątrz.
Pogoda dopisywała, a lekki wiatr nie był zimny i nieprzyjemny. Widział stąd może nie całe miasto, jak z hotelu Walta w Saint Paul, ale i tak było na co popatrzeć.
Tę chwilę kontemplacji przerwał powrót Walta, który wszedł za nim na balkon z dwiema filiżankami.
— Proszę, dla ciebie ze śmietanką.
James wyciągnął do niego dłonie i wziął kawę.
— Dziękuję. Ładny widok — dodał pierwsze, o czym pomyślał.
— Prawda? — Walt uśmiechnął się, pochylając się nad barierką ze swoją filiżanką w dłoni. Nawet na tyłku spodnie leżały mu idealnie, podkreślając jego zgrabne pośladki. — Tam… o widzisz? Jest przystanek i jedzie się do centrum jakieś dwadzieścia minut. — Wskazał mu przystanek na ulicy kawałek od domu. — A tam bardzo dobra piekarnia.
James skinął głową, zapamiętując bez problemu takie informacje.
— Miło. Co jadasz na śniadania? I… um, w ogóle o której wstajesz?
— O siódmej trzydzieści jestem już zwykle na nogach. O dziewiątej otwieram biuro. A śniadania… hm, zwykle tosta z czymś, jakiś owoc i kawa. — Wzruszył ramionami.
— Ach. A… — James wyjrzał znowu za balkon. — A gdzie jest tu jakiś sklep z warzywami czy mniejszy sklep ze świeżym jedzeniem?
— Stąd nie widać. Od drugiej strony budynku. Naprzeciwko jest park, ale nie trzeba przez niego przechodzić, tylko wzdłuż płotu kawałek na północ — wyjaśnił Walt, popijając kawę i zerkając na swojego nowego… współlokatora? Partnera? Sam nie wiedział. Ale cieszył się, że tu jest. — Pokażę ci, jak się przejdziemy, dobrze?
— Mhm — odmruknął James, znowu dumając nad tym, jak Walter odebrałby to, że zrobi dla niego śniadanie. Chociaż tak mógłby się połowicznie odwdzięczyć.
Walt uśmiechnął się i na moment odłożył kawę na parapet. Potem zbliżył się do mężczyzny i ujął jego policzki w dłonie.
— Jesteś rozkoszny, Jimmy — zamruczał i pocałował go delikatnie w usta z cichym pomrukiem zadowolenia.
Mężczyzna stęknął w jego usta, ale na szczęście nie wylał ani na siebie, ani na Waltera kawy. Nie miał też pojęcia, jak się ustosunkować do słów, które usłyszał.
Walt, widząc jego minę, zachichotał pod nosem i jeszcze raz go cmoknął.
— Wyglądasz jak wystraszone, niewiedzące co zrobić zwierzątko, które znalazło się w nowym świecie.
— Bo też… trochę tak się czuję. To trochę nie mój świat — nauczyciel wymamrotał pod nosem, patrząc w dół na równo zapięte guziki koszuli Walta.
Ten zatroskał się i pogłaskał go po tych nieukładających się, mysich włosach.
— Za kilka dni na pewno przywykniesz — zapewnił go miękko, nie obejmując go tylko dlatego, że nauczyciel trzymał kawę.
— Mhm. Mam nadzieję — odparł James i siorbnął swojego mocnego, słodkiego napoju. Mógłby być nawet trochę mocniejszy, ale nie śmiał narzekać.
Walt uśmiechnął się jeszcze do niego i wrócił się po swoją filiżankę. Stanął z nią przy barierce, co raz zerkając na nauczyciela i mając nadzieję wreszcie zobaczyć na jego twarzy uśmiech i wyraźne zadowolenie, że tutaj jest.
Ten jednak tylko patrzył na miasto i niebo na horyzoncie, milcząc długo. A kiedy Walter już miał jakoś nawiązać rozmowę, aby cisza się nie przedłużała, spytał, nie patrząc na niego jednak:
— W ogóle… Jak chcesz, aby to wyglądało?
— Hm? Twoje mieszkanie tutaj? — zapytał prawnik, powoli kończąc swoją kawę.
— Mhm.
— Na razie się nie przejmuj niczym i skup na poszukaniu pracy. Wtedy ewentualnie porozmawiamy o jakichś kosztach — Walt zbył temat, wierząc, że wszystko się ustatkuje z czasem.
James skinął głową i napił się jeszcze kawy. Poza tym na co dostał odpowiedź, ciekawiło go, jak ma się między nimi układać. Co ma robić i czy są na równych zasadach, czy nie ma prawa odmówić seksu.
— Jeśli… sobie życzysz. A… — Zerknął na niego krótko. — A tak poza tym? No tak, między nami?
Walt tym razem pokazał po sobie, jak rzadko kiedy, lekki wyraz skrępowania. Dopił więc kawę i odstawił filiżankę na parapet. Odetchnął i odwrócił się do Jamesa.
— Znamy się krótko, ale może byś chciał… na próbę chociaż, być ze mną? — wypalił, patrząc na niego z napięciem.
James, za to wydawał się nad wyraz spokojny.
— To znaczy? Z tobą do łóżka, czy… jak? — spytał, nie mając z tym szczególnych problemów i domyślając się, jak będzie wyglądać to „na próbę”.
Walt zamrugał oczami, zaskoczony tym pytaniem.
— Do łóżka? Chcesz się ze mną tylko kochać? To by było… dziwne. Nie chcesz być parą? — zapytał z nadzieją, wyciągając dłoń do jego boku i lekko do siebie przyciągając.
James tym razem zrobił większe oczy. Jakby nie znał pojęcia „para”.
— Um… to znaczy, że jak?
— Ty. Ja. Razem? — Walt zaśmiał się, patrząc mu jednak intensywnie w oczy, mając nadzieję, że James nie wyjdzie ani go nie wyśmieje.
Ten jedynie pokrył się lekkim rumieńcem, jednocześnie patrząc na niego bez większego zrozumienia.
— No… tak. Tego się domyśliłem… ale jak? W sensie, jak chcesz, aby to razem wyglądało? Bo… — zaczął, ale urwał. Nie był osobą, która bywała z kimś „razem”, a już na pewno nikt nigdy go nie poprosił o to w taki sposób. I w takim znaczeniu.
Walt odetchnął, bo sam nie wiedział, jak to wyjaśnić jaśniej.
— Żebyś był moim facetem. Jak partner. Etap randek chyba pominęliśmy, ale wspólne kolacje w domu można jakoś pod to podpiąć, co? — Zaśmiał się, całując go w policzek.
James nie zareagował na to, patrząc w szoku przed siebie. Nawet nie miał pojęcia, jak się zachować i co powiedzieć. To było takie… dziwne. Miał z tym mężczyzną dwa razy seks. Licząc, że raz zrobili to dwa razy, to trzy. Do tego znał go może tydzień. I Walt chciał z nim chodzić.
— Ee… nie wiem, co powiedzieć.
Prawnik cofnął się lekko, by móc spojrzeć na jego twarz.
— Troszkę się pospieszyłem, hm? Nie chcesz?
— Nie… to znaczy… — James zaplątał się, spuszczając oczy. Naprawdę miał wielką pustkę w głowie. — To… trochę faktycznie szybko… ale no… to chyba miłe — wydukał.
— Miłe, to znaczy, że chcesz? — dopytał Walt.
James znowu wzruszył ramionami.
— Chyba mogę chcieć. Chociaż… nie wiem, jak to ma wyglądać, skoro tak mało o sobie wiemy.
— Skoro teraz razem mieszkamy, będziemy spędzać ze sobą dużo czasu. Zdążymy się poznać, a spacer chyba będzie dobrym początkiem. — Prawnik uśmiechnął się. Wydawał się tak lekko do wszystkiego podchodzić, mimo że pracował na poważnym stanowisku.
James dopił kawę do końca i westchnął ciężko. Jemu to nie przychodziło tak łatwo jak Walterowi.
— No… dobrze. I wypiłeś już? — spytał, chcąc zabrać kubki do kuchni.
— Tak — odparł Walt, odsuwając się od niego, by sięgnąć po filiżankę z parapetu.
James jednak pierwszy ją chwycił i rzuciwszy „odniosę”, wymaszerował z balkonu. Walt zaśmiał się pod nosem, zupełnie urzeczony zachowaniem nauczyciela i po chwili również wyszedł z balkonu, by założyć buty i móc już wyjść z mężczyzną na spacer.

34 thoughts on “In Out In – 13 – Powrót nad Michigan

  1. Katka pisze:

    Agata, wow, ile komentarzy od Ciebie! Strasznie, strasznie fajnie, że pod niemal każdym rozdziałem coś napisałaś :D Nie chcę robić zamieszania, więc tutaj odpowiem Ci na wszystkie dotychczasowe. Ogólnie widzę dużą awersję do Alberta, hehe i nie jesteś w tym jedyna. Myślę, że w dużej mierze zrobiły się przy tej historii dwa obozy – jedni za Albertem, inni za Waltem. Bo jakby nie patrzeć były tu dwie strony medalu i każdy z nich coś spieprzył. Ale potem, po tym zerwaniu chyba opinie się trochę wyrównywały… A James… taaa, z Jamesika to taka ofiara biedna ale miał to szczęście, że trafił na swojego księcia z bajki, który uratował go z niedoli. Biedactwo z niego straszne, przez co jak ich piszemy to wręcz nie potrafię powstrzymywać Walterowych pragnień, by go wytulać, aż się udusi XD Czytaj dalej i będziemy z niecierpliwością czekać, jak Ci się dalszy ciąg spodoba :)

  2. Agata pisze:

    James jest taki biedny! On nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że Mason może się w nim zakochać, że jest wartościowy, że kogoś podnieca… nie, nie, nie, coraz bardziej mam ochotę przygarnąć Jamesa i mocno go przytulić :c biedaczyna. Ale dobrze, że Mason wziął go pod swoje skrzydła ♥

  3. Katka pisze:

    Tigram, od razu sobie wyobraziłam taką salę z wyyyysokim sufitem, mroczną, do której ścian, na łańcuchach przypięte są psychofanki, z takim nieobecnym wzrokiem i mamroczą coś pod nosem na temat szczegółów z naszego pisania, a my z Shiv odwalone jak jakieś panie profesor wszystko spisujemy. TO DOPIERO KOSZMAREK.

  4. TigramIngrow pisze:

    Albo salę, albo kilka mega obczajonych psychofanek. No ja niestety tylko w czasie czytania wyłapuję takie niuanse, ale może za jakiś czas się nauczę z pamięci ^^

  5. Katka pisze:

    Tigram, czasami jesteś straszna XD Ja też piję głównie jeden rodzaj kawy, chociaż przyznam, że zdarza mi się, że jak mam ochotę, to i wypiję czarną bez cukru. Więc to jak najbardziej może być kwestia nastroju, ale kto tam Jima wie XD Niemniej, czasem dochodzę do wniosku, że powinnyśmy mieć taką wieeeeeeeeeeeelką salę, w której byłaby masa szafek z notatkami, tak alfabetycznie zapisanymi. Koszmarek trochę XD Czasami mam wrażenie, że bez tego ani rusz.

  6. TigramIngrow pisze:

    Gusta to ciekawa rzecz…
    W 8 rozdziale James poprosił o „Zwykłą, z mleczkiem albo śmietanką,(…) I łyżeczka cukru” , a teraz o „Czarną… mocną. Z trzema łyżeczkami cukru.”
    Tzn, nie wiem jak u Was, ale wśród mojej rodziny czy znajomych rodzaj pitej kawy się niemal nie zmienia. Ale James to na tyle dziwny człowiek, że jemu się może odmieniać w zależności od sytuacji. :D

  7. Katka pisze:

    Luinlos, spoko, wiesz, my żalu w żadnej mierze nie mamy do osóbek, które mają obsuwy z komentami, bo oczywistym jest, że sytuacje życiowe czy brak weny odciągają od tego ;) Ważne, że wracasz :D A co do tak dużej ilości pisania w tak krótkim czasie – nie wiem, jakie masz podejście do swojej magisterki, w sensie, ile w nią pasji wkładasz, a ile jest w tym zwykłego, przymuszonego pisania, ale jak się coś uwielbia, to od razu łatwiej idzie, a wręcz się na to czeka. Więc nam pisanie tak szybko idzie, bo to jest wręcz odskocznia od codzienności, a nie obowiązek :) No dobra, obowiązek też, bo na to czekacie, haha, i trzeba dbać o regularność, ale wiesz, co mam na myśli. Już co do Walta i Jima – spoko, wiesz, James, jak już wieeele razy podkreślałyśmy i co się zresztą w komentarzach przewija non stop, nie dla każdego ma znośne zachowania. Nie dziwię Ci się zupełnie, że chcesz, by się bardziej ogarnął. No i zaaaawsze, jak się bardziej osobiście odbiera akcję, czy osobowości bohaterów, to i emocje rosną, nie zawsze pozytywnie. Ale spoko, akcja już niedługo przeniesie się na czasy po NBTS, więc może rzeczywiście wtedy będzie Ci się lepiej czytało :)

  8. luinlos pisze:

    Oj, jak ja dawno nie komentowałam. Aż mi głupio.
    To dziwne, że jak człowiek już zacznie pisać notki pod rozdziałami, to ma jakiegoś kaca moralnego, jak pod którymś tekstem tego nie zrobi.
    Akurat mam usprawiedliwienie – piszę pracę magisterską. Każde słowo przychodzi z bólem. Na prawdę, nie mam pojęcia dziewczyny, jak Wy jesteście w stanie pisać tak dużo w tak krótkim czasie. Mi idzie jak krew z nosa więc jestem dla Was pełna podziwu.

    Co do rozdziału. Mam trochę mieszane uczucia. Bo z jednej strony uważam, że Walt i James są dla siebie stworzeni i uzupełniają się niemal idealnie (mogą dać partnerowi dokładnie to, czego ten potrzebuje), a jednak nie czyta mi się o nich zbyt komfortowo. Trochę przez te pogaduszki w łóżku, trochę dlatego, że wiem mniej więcej jak potoczą się za jakiś czas losy ich związku (totalnie nie odpowiada mi zabawa w pana i sługę i nie lubię o tym czytać), a trochę dlatego… um… że złości mnie James – to jego podejście, żeby odwdzięczać się za każdy miły gest jakim go ktoś obdarzy i uważać że na to nie zasługuje, albo od razu zakładać, że jego partner jest lepszy, przystojniejszy, że on w porównaniu z innymi wypada zawsze gorzej. Denerwuje mnie to, bo czasami sama mam podobne myśli o sobie. I tutaj wściekam się na Jamesa, że powinien jednak mieć trochę więcej wiary w siebie, a sama nie mogę ogarnąć siebie. Ciekawa jestem, jak będzie im się razem mieszkało, zwłaszcza na początku. James pewnie będzie chciał trochę schodzić Waltowi z drogi i nie przeszkadzać. Mam nadzieję, ze szybko się jednak zadomowi. Czekam na rozdziały w których akcja będzie toczyła się po NBTS. Mam nadzieję, że po wspólnych świętach relacja James/Walt przejdzie na jakiś wyższy poziom i że w końcu Walt nauczy Jamesa odrobiny wiary w siebie.

  9. Shivunia pisze:

    Another >> Oj, oj, nienawiść jest niepotrzebna do nas tylko do Willa…. I nie, to nie tak że Jeff kazał mi to powiedzieć XD
    Ale będzie fajnie. Będzie się działo. Mam wrażenie, że więcej niż w 1 części która była znacznie bardziej „opowieścią drogi”.
    Te przezywanie losów swoich i postaci trochę kojarzy mi się z tym że w filmie ginie człowiek – „ojej… zginął”. Ginie piesek, konik, inne zwierze – ” o … o boshe,.. sfin o jej… jakie to straszne.. snif. jak oni mogli.. chlip…”… Mniej więcej podobna zasada
    ” albo myślisz nad problemami bohatera parę dni, nie myśląc o tych ważniejszych – własnych.” – takie trochę. „mam jutro deadline… a nie, popisze opowiadanie bo biedni od wczoraj czekają na seks :(„

  10. another69 pisze:

    Katka >> Też mam nadzieję, że druga część mi się spodoba tak jak pierwsza, a może nawet bardziej :D Chociaż podejrzewam, że początki będą trudne przez to co stało się w ostatnim rozdziale (za co Was nienawidzę) haha xD

    A tak propos tego „Jak to jedno gejowskie opowiadanie potrafi nadać znaczenie niby zwykłej liczbie” – Jestem trochę zdziwiona jak opowiadania te na mnie wpływają. Trochę to dziwne, gdy w domu powiedzmy masz problemy, ale kłócisz się z chłopakiem, ale przyjmujesz to wszystko ze spokojem, a nawet… Chłodem (tu jest to duże podobieństwo mojej osoby i Alexa), a potem ryczysz przy opku, albo myślisz nad problemami bohatera parę dni, nie myśląc o tych ważniejszych – własnych.
    To chyba takie przekładanie swoich emocji na coś innego. Znam parę osób, które też tak mają.

  11. Katka pisze:

    Another, taaaaaaaak, to jest miłość! <3 Jeden widzi w drugim doskonałość. No bo tak się uzupełniają, że są wręcz w szoku, jak bardzo jest dobrze i jak to się stało, że udało im się na siebie trafić :) "od tego czasu numer “53″ źle mi się kojarzy" – ups XD Jak to jedno gejowskie opowiadanie potrafi nadać znaczenie niby zwykłej liczbie… A co do ATCL, wiesz, według nas jest zajebista, haha, ale co Wy o tym powiecie, to zawsze ciężko stwierdzić. Jakoś nigdy nie możemy tego przewidzieć. To się podobnie ima postaci. Uważamy jakąś za chodzący cud, a tu nagle 70% ludków widzi w niej zło! XD I to jest w sumie zabawne, ale oczywiście mamy nadzieję, że 2 część ATCL się spodoba :)

  12. another69 pisze:

    Katka >> „Dla niego, to on sam miał od cholery szczęścia, że ma takiego słodziaka :)” heh, chyba tak właśnie wygląda ta idealna miłość. Jimmi nie może uwierzyć, że taki wspaniały prawnik może go chcieć, a Walt nie może uwierzyć jakie musi mieć szczęście, że ma takiego słodziaka.
    Uh, czyli jeszcze trochę, bo NBTS ma chyba 53 rozdziały, o ile dobrze pamiętam. Oj tak, od tego czasu numer „53” źle mi się kojarzy.

    „… i jest zajebiste XD” – jak jakiś autor już takie coś pisze, to oznacza to zwykle, że opek jest naprawdę zajebisty xD Więc nie mogę się doczekać ;p

  13. Katka pisze:

    Another, dokładnie, każdy się czuje lepiej w swoim naturalnym środowisku. Ty przy kompie, Shiv w łóżku, a James w trakcie seksu XD Jak to ładnie powiedziałaś, jest wtedy sobą, niczego nie musi ukrywać, martwić, po prostu daje się ponieść, dlatego też czuje się w miarę luźno. Kwestia podejścia też, skoro dla niego głównie na seksie się zaczynało i kończyło, to nawet nie musiał za bardzo się starać zostać polubianym, bo przecież po sprawie wszystko się skończy i urywa znajomość. Teraz z Waltem jest trochę inaczej, dlatego bardziej się chowa z tymi swoimi pragnieniami do ostrego seksu, niemniej to, czego dotychczas się nauczył, zostało i czuje się dobrze, będąc przed nim nago. Ach, te spaczenia skrzywdzonych ludzi. „Ale chciałabym żeby uwierzył, że Walt naprawdę go chcę, pragnie i kocha.” – Walt też by chciał! Bardzo! Co do tego, że James trafił na takiego faceta jak Walt – rzeczywiście, miał duże szczęście, choć też podobnie mógłby stwierdzić Walt XD Dla niego, to on sam miał od cholery szczęścia, że ma takiego słodziaka :) „Może kiedyś spotka jakiegoś jego “byłego” partnera łóżkowego *,*” -hehe, może, może :) A ile rozdziałów zostało? Można powiedzieć, że IOI jest objętościowo mniej więcej jak połowa NBTS, więc musisz sobie policzyć :) I taaaak, po nim wchodzi ATCL, które już się ładnie tworzy i jest zajebiste XD

  14. another69 pisze:

    Oh, no wreszcie :D Odkąd zaczęłam czytać to opowiadanie chciałam właśnie tego momentu!
    Heh, o wiele bardziej podoba mi się ich seks, niż Waltera z Alberta ;p James jest cudny.

    „James oblizał usta, patrząc w jego oczy już z mniejszym skrępowaniem niż podczas rozmowy, kiedy obaj byli w ubraniach.” – Niektórzy uważają to za dziwne, ale myślę, że u Jimmiego to coś normalnego. Jeśli przez całe życie byłeś nietolerowany i nielubiany, bałeś się odezwać i jesteś tak skromną osobą, to musi być chociaż jedna rzecz, gdzie czujesz się „bezpiecznie” i możesz być w miarę sobą. Niektórzy są tacy w necie (jaaa), niektórzy podczas gdy np. Uprawiają sport, który kochają, a on… No, można powiedzieć, że seks to jego sport. Gdy to robi może być tym kim jest naprawdę. A później wychodzi na miasto, do pracy i tam nawet nikomu nie mówi, że jest gejem. Takie skryte osoby zwykle są najbardziej porąbane ;p Mają najwięcej dziwactw (jaaa). Bo nie mogą robić i mówić tak wielu rzeczy w towarzystwie ludzi, więc zamykają się w swoim świecie. No ba… Ludzie ze szkoły uważają mnie za nudną, ładną dziewczynę, żelazną dziewicę i kogoś kto mało mówi. A gdy już się odezwę to szczeny opadają.

    „Chciał go zadowolić, odwdzięczyć się jakoś, cokolwiek, aby ten chociaż trochę czasu go dobrze wspominał.” – Sierotka Marysia powraca heh. To przykre, że jego samoocena jest tak niska jak moja średnia punktów z egzaminu z matmy…
    Ale mam nadzieję, że z czasem to się trochę zmieni. Nie całkowicie, bo według mnie taki ma już chłopak urok i to jest nieodłączna cześć jego charakteru.
    Ale chciałabym żeby uwierzył, że Walt naprawdę go chcę, pragnie i kocha. Ale to później może.

    Wciąż jestem w podziwie, że James spotkał takiego Walta ;p
    Znaczy… Tacy jak on, w zasadzie i dziewczyny i chłopacy, spotykają zwykle idiotów, którzy tak samo ich nie szanują jak oni siebie. I takie Maryśki żyją tak z nimi z myślą, że widocznie tylko na to zasługują.
    A tego cholera znieść nie mogę… Więc szokiem jest, że Jimmy jest akurat z tak wspaniałym facetem jak Manson, bo ten na pewno go nigdy umyślnie nie skrzywdzi.

    „— Wszystko ci wybaczę!” – w tym momencie zaczęłam zastanawiać się, czy Walt dowie się kiedyś o przeszłości Jimmiego.
    Może kiedyś spotka jakiegoś jego „byłego” partnera łóżkowego *,* Poza Shanem oczywiście. Uh Shane… Śnił mi się dziś… Ale to nieważne xD

    No i propozycja Walta nie zdziwiła mnie w ogóle ;p Myślałam nawet, że zaproponuje to wcześniej xD Fajnie, że razem mieszkają. Ile jeszcze rozdziałów zostało? Niby chce już to przeczytać, wiedzieć jak się skończy, ale jakoś tak nie lubię końców opowiadań. Szczególnie, że w ten sposób historia NBTS też skończy się na dobre można by powiedzieć… Będziecie po tym wstawiać ATCL? Heh, to mi trochę zrekompensuje ;p

  15. Katka pisze:

    Tigram, też myślę, że o to chodziło, aczkolwiek „podpasywać” brzmi rozkosznie XD

    Tess, taaak, Waltcik jest szybki w decyzjach, choć tutaj też gonił go czas. Raczej nie wiedział, kiedy znowu pojawi się w Saint Paul, więc mówiąc prosto, nie chciał przepuścić okazji pomiędzy palcami. Toż by żałował do końca życia, jakby TAKIEMU facetowi pozwolił uciec XD A z seksem, jak to z seksem – co kto lubi. Ostrzejszych razów na pewno się doczekasz :D Dzięki za komcia ;*

    Shin97, Tess prawdę rzecze. W NBTS to wyszło. I właśnie głównie dzięki Waltowi a nie do końca Jimowi. Po prostu Waltcik w sobie odkrył te niecne zapędy, a James grzecznie przyzwalał i potakiwał XD

  16. Tess pisze:

    Shin97, pamiętam, że było o tym, kiedy akcja toczyła się w NBTS :D Przynajmniej tak mi się wydaje :)

  17. Shin97 pisze:

    Właśnie ja jestem ciekawa jak wyjdzie to jakie James ma preferencje czy tak stopniowo czy mu to tak powie nagle w pewnym momencie ;P

  18. Tess pisze:

    Walt jest… szybki :D Pierwszy seks i już propozycja zamieszkania razem, nie no, nieźle.
    Widzę, że część osób pisze o ich pierwszym razie, a dla mnie to był seks jak seks. Bez rewelacji. Ja tu raczej czekam na ostrzejsze scenki, kiedy James pokaże już swoją „prawdziwą naturę”.
    Komentarz w sumie mało wnoszący, ale muszę się usprawiedliwić tym, że mam harmider w domu, więc musiałam się spieszyć :)
    Weny :*

  19. Katka pisze:

    Margo, „podpasywać” chyba nie istnieje, ale mi się podoba. Głównie część „pasywać” XD Mam nadzieję, że zajęcia nie wymagały zbyt dużego skupienia uwagi, skoro tak rozmyślałaś o Waltcie i Jimie, hehe. Ale tak czytając, co mówisz o postaciach takich uległych, dobrze Cię rozumiem, bo też zdarza mi się taka chęć trzaśnięcia w pysk z wrzaskiem, by się dana osoba opamiętała. I równocześnie są takiego rodzaju „pipki”, które się chce przytulić. Sama nie wiem, od czego to zależy, niemniej cieszę się, że James jednak jest dla Ciebie tym drugim typem :D Nieśmiałość to jedna z jego najwyraźniejszych cech, więc skoro ją doceniasz, to dobrze dla ogólnego odbioru jego postaci. Gdyby wkurzała, to byś pewnie go nie lubiła. I dalej mnie bawi to podpasywać XD Pozdro ;*

    Illita, haha, nadszedł ten dzień, co nie? Ale to i tak było na swój sposób rozkoszne, kiedy tak co rozdział mędziliście, by już się zeszli XD „Moja najulubieńsza parka znowu razem” – mrrrr :D Ach, te codzienne, małe radości. Tobie też życzymy udanych świąt i pogodnych, żeby ten popieprzony śnieg już stopniał.

    Kan, po tych Twoich słowach „nie spodziewałem się, że tak szybko Walt wyskoczy z propozycją wspólnego mieszkania i chodzenia” – pomyślałam „bo Walt jest taki w gorącej wodzie kąpany”, po czym czytam dalej Twojego komenta i dokładnie to samo napisałeś XD Więc nic dodawać nie muszę, hehe, Walter po prostu impulsywnie działa momentami, szczególnie, kiedy jest czymś zauroczony, a Jamesem zauroczony jest ponad przyzwoitą normę XD A Jimowi bardzo pasuje obraz takiego pieska z klapniętym uszkiem. Do tego takiego zmokłego, siedzącego w deszczu na chodniczku i czekającego, aż taki Walt podejdzie i zabierze go do domu. Okej, zapędzam się… XD

    Adela, cała przyjemność po naszej stronie, hehe.

  20. kan pisze:

    Margo, ładny neologizm ;d Jakoś tak nie wiem jak to wszystko skomentować, nie spodziewałem się, że tak szybko Walt wyskoczy z propozycją wspólnego mieszkania i chodzenia, chociaż, gdzieś tam w głębinach umysłu czułem, że będzie kombinował żeby nie stracić kontaktu ze słodziutkim pieskiem z uszkiem oklapniętym. Taki mi się w głowie pojawia obraz kiedy myślę o Jamesie ;d W ogóle Walt to jest taki w gorącej wodzie kąpany, wszystko tak szybko, nie wiem czy to jest dobrze. Z własnego doświadczenia mogę orzec, że nie jest, chociaż w przypadku Walta po tak długim czasie zabiegania o księdza to jest zrozumiałe. Po drugie ewidentnie coś poczuł do psiaka ;d Jak ja ich uwielbiam <3

  21. Illita pisze:

    Yes. Yes. YES YES YES ! Ileż ja na to czekałam :D Moja najulubieńsza parka znowu razem <3 Piękny jest to dzień zaiste ! Uzupełniają się idealnie :D I stoję murem za Cap – Albert nie , Jimmy tak ! Udanych świąt wam życzę dziewczyny , no i wszystkim czytelnikom oczywiście też :)

  22. Margo pisze:

    „podpasywać” – nie wierzę, że użyłam takiego słowa! W ogóle takie istnieje?? Ale myślę, że da się zrozumieć o co mi chodziło.. :) Bajo :p

  23. Margo pisze:

    rano przeczytałam połowę rozdziału i musiałam wyfruwać na uczelnie. A na zajęciach to aż mnie świerzbiło, żeby dowiedzieć się co dalej :D
    Podzielam zdanie Waltera – James jest rozkoszny z tą swoją nieśmiałością. Ja nie wiem jak to się dzieje…. zazwyczaj postacie tego typu niezmiernie mnie irytują i mam je ochotę wziąć za fraki, wytarmosić i nakrzyczeć, żeby się ogarnęli. A James nie powoduje u mnie takich skrajnych emocji, po prostu tak wykreowałyście jego postać, że mi nie wadzi. Chociaż czasami przyznam się, że myślałam nad tym, żeby James się trochę zmienił na bardziej śmiałego, ale doszłam do wniosku, że w tej całej nieśmiałości leży jego urok. I chyba na to złapał się i Walt. A ich związek co najważniejsze będzie się rozwijał, i skoro Walt lubi „rządzić”, a James jest z natury uległy, to tym bardziej jak w bajce:) raczej taka konfiguracja im nie przeszkadza, skoro dobrze się z tym czują i nie muszą się baaaardzo pod partnera podpasywać. :)

  24. Katka pisze:

    Shinu, „Już chyba szybciej bym zrozumiała na jakiej zasadzie działa mózg Mihaia niż jego” – baaaaardzo odważnie powiedziane! XD Serio, haha. No ale ogólnie rzecz biorąc mam nadzieję, że jakoś maaaasakrycznie się nie męczysz czytaniem XD Wierzę, że aż tak masochistyczna nie jesteś, by kalać oczy czymś, od czego Cię odrzuca. No i a nuż jednak rozwój akcji Ci podejdzie (bo że Jamesa nie polubisz, to raczej oczywiste, skoro tyle Ci w nim nie gra, hehe). A dokąd będzie rozegrana akcja… no cóż, wyjaśni się całkiem niedługo, więc nic nie będę zdradzać.

    Tigram, konkretnie, hehe.

    Cap, heeej, miło widzieć, że komcisz! :D „szczególnie jeśli miał jakieś swoje przejścia” – dokładnie, a w przypadku Jamesa sporą rolę odegrały jego wcześniejsze doświadczenia w tym, jaki jest teraz. Hehehe, no i to wrażenie, że Walt i James sobie dają to, czego potrzebują. Już chyba nawet gdzieś wspominałyśmy, że rzeczywiście, wypełniają wzajemnie te luki u siebie, te potrzeby i pragnienia, których obaj nie zaznali ze strony wcześniejszych partnerów i pseudo-partnerów. Btw „w niego tę miłość można wlewać litrami” – uroczo ujęte XD Walt bardzo chętnie ją w niego powlewa XD Haha, no i jakże poetycko ujęłaś całą postać Alberta XD W ogóle urocze zestawienie: komentarz Shinu i jej „Jim – NIE, Al – TAK” oraz Twój „Jim – TAK, Al – NIE” XD Jak ja lubię skrajne opinie… XD

    Yaoistka, „Historia zakochanego Waltera” – nie wiem czemu, ale od razu pomyślałam o bajce „Zakochany kundel” XD Przy czym to tu Walt jest „rasowy” a Jim bardziej taki kundelek… Chyba dlatego to jednak złe porównanie XD Hahaha, ale obawiam się, że słodki pan nauczyciel jednak przy sprawdzianach wolałby nie być brany XD Jeszcze by się jego spermą poplamiły i jakby potem miał się tłumaczyć uczniom? Biedactwo. A Albert… hm, może zna życie, ale tylko to ze swojej strony, to duchowne, trochę ograniczone. Cóż, trzeba tylko mieć nadzieję, że jednak sobie jeszcze poradzi :) „Już na samym początku widać, że Walt jest zauroczony w nauczycielu, a przy Albercie nie było tak tego widać.” – taaa, Albertem był zafascynowany, a Jamesa najchętniej by zgniótł z miłości w ramionach XD Ile będzie rozdziałów IOI? Hm, no tak plus minus jak połowa NBTS chyba :) A to Twoje PS… to by było coś! XD Ciężko sobie wyobrazić, haha. Fika bym takiego chciała, mmm.

    Adela, ano widzisz, jednak się zdarzają dłuższe rozdziały XD A Walt podziela Twoją opinię, James to słodycz w ludzkiej postaci. Za to Twoje pytanie… hahaha, toż to normalnie podłe, tak nas zajączkowaniem podchodzić XD Ale uznałyśmy, że jak tak ładnie prosisz, to możemy jednak się skusić o wrzucenie rozdziału wcześniej, ale nie prędzej niż na Poniedziałek Wielkanocny. Więc wtedy będzie następne IOI (ale cała reszta swoim rytmem, nic przyspieszone).

  25. Adela pisze:

    Ajajajaj… uwielbiam Petersona, chyba mamy z Walterem podobny gust! Jest taki słodki i wreszcie dłuższy rozdział, jak ja się cieszę!
    mam tylko jedno WAŻNE PYTANIE: Czy planujecie dla swoich kochanych czytelniczek dodatkowy rozdział IOI jako prezent świąteczny? Cio? zajączki moje kochane!

  26. Yaoistka^^ pisze:

    Zawsze jak ich czytam to jedno mam na myśli ” Historia zakochanego Waltera” XD A Jamme da życie Walterowi ^^ Słodki pan nauczyciel będzie brany przy sprawdzianach! XDD
    A co do Alberta… lubię go, choć nie zna życia. Obciąża wszystkich wokoło swoimi problemami i się kłóci. No cóż. Ale mimo wszystko podziwiam, że dla Waltera zrezygnował z kościoła. No ale tak się dzieje, ludzie są razem i w większości przypadków idą dalej szukać miłości. Widocznie Walter i Al nie byli sobie pisani. ;) Już na samym początku widać, że Walt jest zauroczony w nauczycielu, a przy Albercie nie było tak tego widać. ;)

    Nowy rozdział się zaczyna w ich życiu. ;)
    Dziewczyny ile będzie rozdziałów? :)
    ps: Miałam taką głupią wizję, że Alex i Rush idą do Waltera w sprawach rodzinnych, o odszkodowanie (z powodu prania mózgów) i wgl zakończyć zaręczyny. XD
    weny ^^

  27. Cap pisze:

    Hej :), osobie wcześniej przyznaję rację, że James jest nieco dziwny. Jednakże uważam, że to jest w jakiś sposób jego urok. Nie każda postać musi być jasna do zrozumienia i racjonalna, szczególnie jeśli miał jakieś swoje przejścia.
    Podoba mi się też J&W jako para, bo mam nieodparte wrażenie, że dają sobie nawzajem to, czego im brakuje. Walt pewność siebie, orientacji i nadmiar miłości, który widać w większości jego zachowań, a James skromność, to że w niego tę miłość można wlewać litrami i swego rodzaju oddanie.
    Nie mogę się doczekać co dalej!
    I. Nie. Chce. Alberta. Niech. Nie. Wraca.
    Arogancki gnojek. Wiedział na co się pisał i zamiast byc wsparciem to był kulą u nogi i topił w swoim bagnie Walta. Niech spada.

  28. Shinu pisze:

    Nie rozumiem Jamesa(choć to chyba normalne). Jakim cudem on jest bardziej pewniejszy siebie bez ubrań, niż w normalnych okolicznościach? Ja rozumiem, że w swoim życiu jedyne w czym ma wprawę to właśnie seks i w sumie tylko tak nawiązywał jakieś relacje z facetami, ale… nie. Nie ogarniam xD James to dla mnie czarna magia. Już chyba szybciej bym zrozumiała na jakiej zasadzie działa mózg Mihaia niż jego(tak, odważne stwierdzenie, ale całkowicie poważne ;D).
    I jako, że w NBTS w większości omijałam seks Walta i Jamesa(głównie zaczęłam czytać tylko momenty S/M), tak w sumie był to pierwszy raz, kiedy rzeczywiście przeczytałam całą scenę seksu słowo po słowie z uwagą i… oooo, matko. Dajcie mi z powrotem Alberta! Bo niby wszystko fajnie, niby nie ma nic takiego, ot co, zwykły seks, ale jakoś tak… sama nie wiem, czułam się tak dziwnie, czytając to wszystko. Nawet nie wiem jak to nazwać. Zgorszenie? Choć to raczej złe określenie xD. Ale coś mi nie pasowało. Chyba po prostu mi ta parka nie pasuje. I to bardzo xD. Ale co tam, czytam dalej, bo jestem ciekawa, w którym momencie skończycie. Czy do czasu aż pojawi się Shane i David? Czy to ich.. ekhem… końca. Czy może nawet jeszcze dalej?
    Hmm… Walt ma chyba jakiś dziwny syndrom spraszania do siebie potencjalnych partnerów, jako współlokatorów. xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s