Fire Dragon Tattoo Studio – 136 – Latynoskie kłopoty

Od lewej strony grzało go przyjemne ciepło. Do tego zapach był niczego sobie, ponieważ Ryan zawsze pachniał tak… specyficznie. Jakby dopiero wrócił z plaży. A przecież był środek nocy. Lenny nawet nie poddawał tego wszystkiego rozważaniom, bo smacznie spał u boku swojego partnera, a raczej połowicznie na nim.
Niestety, nie było mu dane przespać w spokoju całej nocy, tym razem wolnej od pracy. Naraz, gdy już dochodziła trzecia, głośno rozdzwonił się jego telefon, porzucony na szafce przy łóżku.
Zaklął i szybko się poderwał. Nie patrzył, kto dzwonił. Chodziło o wyciszenie tego nieznośnego urządzenia i nieobudzenie Ryana. Ten byłby wyjątkowo irytujący, gdyby się zbudził.
— Tak? — syknął do komórki, wychodząc do salonu.
Z dołu, tuż obok jego nóg, przebiegło coś rudego, co zidentyfikował jako kota Ryana. Przebiegło do sypialni i najpewniej wskoczyło na łóżko, do wygrzanej pościeli. Za to w słuchawce Lenny usłyszał mocno rozemocjonowany głos Juana.
— Lenny… kurwa…! Coś się zjebało! Nie wiem, co mam zrobić, sorry wielkie, że tak w środku nocy, Jezu…
Mulat przeklął pod nosem. Miał szczerą nadzieję, że mógł ufać chłopakowi. Po jego głosie już słyszał, że nie do końca.
— Uspokój się, do cholery. Mów, o co chodzi. Już mnie obudziłeś, więc chuj z tym! — burknął, rozglądając się za czymś do ubrania. Było pewne, że nie wróci już spokojnie do łóżka po tym, co usłyszał.
— Jezu, nie wiem, od czego zacząć… Mauri… No wiesz, on spokojny facet jest, ale jak coś go wkurwi, to… Ja pierdolę, ile tu krwi… — jęknął Juan coraz bardziej spanikowanym głosem. — Ty znałeś tego Hansa, pamiętam! Opowiadałeś mi, jakie z nim spięcia mieli twoi w pace!
— Pamiętam. — Westchnął ciężko, podnosząc spodnie z podłogi i je zakładając. To, co słyszał, przyprawiało jego ciało o nerwowość i pobudzało bardziej niż kubeł zimnej wody, lecz nie mógł tego okazać w swoim głosie, żeby Juan jeszcze bardziej nie panikował. — Ktoś do was przyszedł? Jest jakiś trup, czy tylko krew? Opanuj się i myśl, czy jest po co dzwonić po psy — mówił cicho, spokojnie i poważnie. Ryan by go zabił za pakowanie się w jakieś gówno.
— Psy?! — Juan niemal pisnął, po czym z jego ust wypłynęła długa, hiszpańska wiązanka przekleństw. — Len, ja nie wiem, co zrobić, żeby psy NIE przyjechały! Jesteśmy na przystani, niedaleko lotniska Boca Raton. Ma… Mauri mu odciął kilka palców… ale faceta nie widzę. Nawet nie wiem, czy dalej gdzieś tu jest, czy pojechał po koleżków, czy, kuźwa, leży tu gdzieś martwy!
Lenny przetarł twarz dłonią. Cudownie.
— A po chuj mu odciął te paluchy?! — syknął, po czym zabrał koszulkę i portfel, nim wyszedł z mieszkania. Nie mógł pakować się w problemy, bo szybciej trafi do pierdla, niż można sobie wyobrazić. Dostałby bilet od razu, nawet bez przesiadki. — Mam nadzieję, że, kurwa, nie macaliście i nie oglądaliście se tych palców. Czym mu je odciął?
— Nożem, ale na szczęście nie zgubił, bo odciski są na nim. Ale ja nie wiem, czy my na kamerze nie jesteśmy… Tu ich jest od cholery, Len! Jezu… Możesz przyjechać? Nie wiem, czy mamy stąd spierdalać, czy szukać tego faceta!
— Jak go znajdziesz, to co z nim, kurwa, zrobisz? Jeszcze mu coś odetniesz? Ja pierdolę.
Szedł pospiesznie wzdłuż ulicy. I jak mam niby tam dojechać? Złapać taksówkę? Nawet autobusy o tej porze jeździły raz na godzinę.
Szedł i rozglądał się po okolicy, szukając odpowiedniego samochodu, w miarę daleko od domu. Zresztą i tak miał go odstawić za kilka chwil. Chodziło o to, że musiał być w miarę cichy i przeciętny.
Zobaczył na jednym z podjazdów poobcierane auto i całą kolekcję butelek po piwie wypadających z kosza na śmieci. Szybko do niego podszedł, wyjmując scyzoryk z kieszeni i zwiniętą w nim żyłkę. Włamania nie były jego mocną stroną, ale coś tam umiał. Poza tym, auto nawet nie miało alarmu.
Podejrzewał, że Ryan zrobiłby to lepiej i szybciej, ale ważne było, że i jemu się w końcu udało. Juan już się do niego nie dodzwaniał, najwyraźniej czekając, aż Lenny przyjedzie do przystani. Na pewno niecierpliwie, sądząc po jego głosie.
Gdy Lenny już jechał na północ Miami, przypomniał sobie Hansa, o którym wspominał Latynos. Facet był z Niemiec, co zresztą słychać było dobrze w jego akcencie. Przejawiał… bardzo dużą niechęć do podporządkowania się Lenny’emu i jego ludziom. Do tego siedział za narkotyki, z tego co Lenny mgliście pamiętał, dlatego, jeśli rzeczywiście wyszedł, a Juan jakimś cudem wszedł mu w drogę… mogło być nieciekawie. Hans nigdy nie obchodził się delikatnie ze swoimi wrogami.
Był wściekły i miał szczerą nadzieję, że Juan przez zwykły przypadek napatoczył się na niego i nie było w tym nic podejrzanego. Ale podejrzewał, że to była płonna nadzieja, bo słowa Juana wcale nie zapowiadały czegoś dobrego.
— Kurwa! — syknął w trakcie drogi i po raz setny poprosił jakąś siłę wyższą, żeby Ryan się nie obudził, dopóki nie wróci. I żeby jeszcze bardziej się nie zjebało.
Samochód zostawił niedaleko stoczni, a resztę drogi pokonał szybkim marszem. Wykręcił numer do Latynosa, chcąc go znaleźć.
— Gdzie jesteś? — spytał, będąc już na nabrzeżu.
— To pierwsze molo od południa. Na samym końcu — wydusił Juan, chyba trochę bardziej spokojnym głosem niż te kilkanaście minut wcześniej. A może tylko mu się wydawało.
— Zaraz będę.
Lenny rozłączył się i ruszył w tamtym kierunku. Jednocześnie obserwował kamery. Faktycznie, było ich dużo. Omijał je, jak się dało, żeby nie wejść w ich pole widzenia. Zabiję Juana, kiedy już będzie po wszystkim.
Idąc przez długie molo, mijał liczne łodzie, czuł na sobie mocny powiew ciepłego wiatru i po kilku kolejnych krokach… widział plamy krwi na deskach. Za to na końcu molo dojrzał dwie sylwetki. Jedna, bardzo szeroka w ramionach, siedziała zgarbiona na skraju, a druga, szczuplejsza, krążyła w kółko z wyraźną niecierpliwością.
Lenny odetchnął ciężko i podszedł do mężczyzn. Na dzień dobry otwartą dłonią strzelił młodszego Latynosa w potylicę.
— Streścić mi, co tu się stało! Gdzie są palce i jak do tego, kurwa, doszło?! — warknął i wyjął z kieszeni foliową torebkę. Musiał znaleźć jakiś kubeł albo nawet w nią nabrać wody, aby zmyć chociaż trochę tej krwi z pomostu.
Mauri, jak zwykle milczący, tylko uniósł na niego ponure spojrzenie. W tych ciemnościach Lenny nie widział dobrze jego twarzy, ale wiedział, że jej wyraz powodował brak chęci nawiązywania z nim jakiegokolwiek kontaktu. Potrafił się jednak uśmiechać dość przyjemnie, gdy był spokojny. W innych sytuacjach… przywodził na myśl wściekłego goryla.
Juan za to jęknął na uderzenie, ale inaczej nie okazał niezadowolenia.
— Palce ma Mauri… Mauri, pokaż.
Drugi Latynos zaburczał coś pod nosem skruszonym głosem i otworzył swoją wielką jak bochenek chleba dłoń, by pokazać znajdujące się w niej trzy palce. Wskazujący, środkowy i serdeczny. Na jednym wciąż była obrączka. Poza tym Lenny dostrzegł wszędzie rozbryzgi krwi, a gdzieś na samym skraju molo… leżał rozpruty pakunek, z którego wysypało się na pobliskie deski sporo białego proszku. Wiedział, że bynajmniej mąką to nie było.
— Zabiję was. — Uśmiechnął się paskudnie, widząc zarówno narkotyki, jak i palce w dłoni Mauriego. — Miałeś się w to już nie pakować! — warknął dodatkowo na Juana. Jeszcze jego w to pakowali. A naprawdę nie chciał już mieć z tym wszystkim nic wspólnego. Żyć grzecznie, jak na zwykłego, szarego obywatela przystało i nie wychylać się do tego, co zostawił za sobą.
Pochylił się z siatką nałożoną na dłoń i zabrał trzy palce od starszego Latynosa. Następnie każdy z nich wyrzucił do zatoki. W śmieciach, które tam pływały, nikt nie powinien ich znaleźć. Gorzej, gdy wypłyną, ale liczył, że jeśli już, to później niż wcześniej.
— Opowiem ci wszystko, tylko się stąd zmyjmy, co? — jęknął Juan, a widząc, jak Lenny patrzył na woreczek z narkotykiem, dodał szybko: — Tego nie dotykaliśmy. Nie ma odcisków. Tylko nie wiem, Jezu, co z tym facetem. Chyba nie umarł, co? Len? — Widać było na twarzy Juana panikę. Do tego jego koszula była poplamiona krwią, chociaż ubranie Mauriego znacznie bardziej.
— Od odciętych palców? Jak mu kosy nie wjebaliście w jelita, to nie umarł! — warknął Lenny, najbardziej martwiąc się tymi wszystkimi kamerami.
— Nie wjebaliśmy… — Juan ciężko przełknął ślinę, rozglądając się wokół. Cały czas drobił w miejscu, przeczesywał włosy, czy wykręcał sobie palce. Gdyby nie ciemności, Lenny zapewne zobaczyłby, że był blady jak ściana. — To spierdalajmy stąd i ci potem wszystko opowiem. Jezu, jak się zaraz psy zjadą, to jesteśmy w czarnej dupie! — stęknął, po czym szybko spojrzał na Lenny’ego przepraszająco. — Znaczy… nie chciałem tak tego ująć.
Ten ściągnął brwi i psyknął pod nosem.
— Zero mózgu — skarcił go i rozejrzał się w poszukiwaniu jakiejś kamery. Z tej odległości żadnej nie widział, więc przynajmniej nie wybrali miejsca na kupno prochów przypadkowo. Tyle dobrze. Może ich nie wychwyciły. Głównie liczył, że jego nie wychwyciły. Teraz jednak problemem był ten posrany Aryjczyk, Niemiec czystej krwi. — Miał rękawiczki, gdy dawał wam towar?
— To w ogóle inaczej było — burknął nagle Mauri, ale nie uniósł na nich spojrzenia.
Jego zwięzłą wypowiedź za to rozwinął Juan.
— Jezu, bo Mauri jakoś dostał propozycję szmuglowania prochów, wiesz, u nas w knajpie. Ja byłem na nie, ale kasa mogłaby być duża… I wiesz, ja już się nawet przekonałem, co było oczywiście cholernie debilne z mojej strony — od razu zaczął się tłumaczyć i przepraszać Lenny’ego, jakby rozmawiał z rodzicem albo starszym bratem. Albo sędzią. — Ale jak Mauri zadzwonił, że jedzie do portu to odebrać, to zrezygnowałem! Mówiłem, żeby się wycofał, a on potem rzucił, że „Nazi Hans już idzie, po ptokach”. I ja od razu skojarzyłem, że to pewnie ten, o którym mi kiedyś mówiłeś! To szybko powiedziałem Mauriemu, żeby spierdalał, bo koleś jest niebezpieczny! — Relacjonując, chodził w kółko i żywo gestykulował. — Rozłączył się, więc szybko przyjechałem, usłyszałem wrzask, pobiegłem i… ten facet akurat spierdalał, a Mauri się patrzył na te palce… Kurwa, Len…
Mulat przetarł twarz dłonią.
— To jeszcze raz powtórzę. Miał rękawiczki? Pytam, czy jak znajdą towar, będą szukać jego, czy was, czy nikogo? — ciągnął, stając w końcu w jakimś ciemnym zaułku między kontenerami. Gdzieś z daleka usłyszeli szczekanie psa.
— Mówiłem, że my tego nie dotykaliśmy — jęknął Juan.
— Miał rękawiczki — wtrącił Mauri, unosząc się z desek i wycierając brudne dłonie o jeszcze bardziej brudne spodnie.
— Zostaw — skarcił go Mulat, wiedząc, że z krwią na spodniach będzie wyglądał podejrzanie. — Włóż je do kieszeni i nie wychylaj się. Juan, masz. — Podał mu kluczyki do skradzionego samochodu. — Jest pożyczony. Bordowy Chevrolet Cavalier. Stoi dwie przecznice na północ od głównego wejścia. Idźcie tam i czekajcie. Jakby coś się działo… ale serio działo, a nie atak paniki, możecie się ulotnić.
Juan popatrzył na kluczyki i gorliwie pokiwał głową. Potem uniósł na mężczyznę spojrzenie zbitego psa.
— Len… Myślisz, że ten Hans… no, wiesz. Że się bardzo wkurwi? Wie, gdzie pracujemy…
— Myślę, że się niebotycznie wkurwi i spali wam klub! — odwarknął Lenny, nie patyczkując się z uspokajaniem kumpla.
Juan wyszeptał ze strachem jakieś hiszpańskie przekleństwo i skinął na Mauriego.
— To idziemy do tego samochodu… A ty? — Zerknął znowu na Lenny’ego, a ten rzucił im obu groźne spojrzenie i warknął:
— Idźcie!
Latynos drgnął i pokiwał głową, po czym wręcz pociągnął Mauriego za rękaw poplamionej krwią koszuli. Obaj ruszyli pospiesznym krokiem do końca molo, starając się przy tym omijać zasięg kamer.
Wokół było nieznośnie cicho. Wręcz podejrzanie, chociaż zapewne to uczucie było wywołane strachem przed zdemaskowaniem. Lenny w sumie nie miał się co dziwić przerażeniu Juana. Dotychczas jego „praca” w nielegalnym szmuglowaniu różnych używek do więzienia była względnie bezpieczna. Był jego źródłem na wolności, działał w dobrych warunkach, ze sprawdzonymi dostawcami, a brudną robotę przemycenia towaru do więzienia odwalali inni. Na pewno chłopak nigdy twarzą w twarz nie spotkał się z kimś takim jak Hans, ale to, co o nim słyszał, musiało podsycić jego aktualny, roztrzęsiony stan.
Lenny chwilę odczekał, po czym ruszył w głąb portu. Nie miał zielonego pojęcia, czy Aryjczyk jeszcze był na jego terenie. Nie wiedział też, jak rozwiązać sprawę krwi na molo.
Nie lubił po nikim sprzątać. Dlatego był z reguły samotnikiem i za to go ceniono. Sam sobie radził. A teraz musiał jakoś posprzątać po tych dwóch żółtodziobach.
Worek z narkotykami skopał do wody. Pozostawała kwestia reszty prochów rozsypanych na deskach, ale nawet nie miał jak teraz, w tych ciemnościach, tego sprzątnąć. Jeśli Juan mówił prawdę i rzeczywiście tego nie dotykali, nie musiał się tym aż tak przejmować. Najważniejsze było, żeby narzędzie zbrodni i wszelkie ślady stąd zniknęły. Lenny był świadom, że Juan dotychczas nie był karany, więc nie było jego odcisków w żadnej bazie. Co innego Mauri. Naprawdę, uważał, że nad takimi facetami jednak trzeba panować i Juan od samego początku powinien mu ten pomysł wybijać z głowy, a nie wahać się jak idiota, łasy na forsę.
Upewnił się, czy nie było jakichś kamer w pobliżu, po czym bezczelnie wskoczył na czyjś jacht, by móc zetrzeć czymś chociaż część większych śladów. Odcumował łódź zaraz po tym, jak zrobił na jej pokładzie mały bałagan dla zmylenia policji. Miał nadzieję, że nie zwali mu się to potem na głowę. A Hans, że zgłosi się osobiście, by rozwiązać zatargi, a nie będzie szukał pośredników, chociażby u psów. W to akurat wątpił, ale pojebani Aryjczycy byli… pojebani.

***

Już powoli świtało, gdy Juan odwiózł Lenny’ego pod dom. Uprzednio dali Mauriemu kluczyki do skradzionego samochodu, a Lenny podał mu adres, pod który trzeba było go odstawić. Juan za to już swoją Impalą bezpiecznie dojechał z Mulatem do dzielnicy Ryana. Cały czas wyglądał na podenerwowanego, ale obecność Lenny’ego i jego pewność siebie najwyraźniej mu służyły. Nie był już taki blady, gdy zatrzymał samochód tuż pod domem Ryana.
— Len… — wydusił, wciąż trzymając dłonie mocno zaciśnięte na kierownicy, mimo że stali. Nie patrzył też w oczy mężczyzny, wyraźnie czując się winnym. — Przepraszam…
— Masz za co. Mówiłem ci, żebyś w nic się nie pakował. Nie będzie moja wina, jak ci tę knajpę spali. Wiesz, ile ta paczka była warta?! — burknął, wysiadając z samochodu. — Ach, i… — Zatrzymał się oraz pochylił do otwartego okna kierowcy, opierając ramię o dach. — Gdyby ten białas się odezwał, to daj znać — dodał już spokojniej.
Juan uniósł na niego wzrok i pokiwał głową.
— Si. Dzięki… To… będziemy w kontakcie i… nie mów Kate, hm?
Lenny przewrócił oczami, szczerze poirytowany i zmęczony.
— Zobaczę. Nic nie obiecuję. Jedź już — burknął groźnie i poklepał dach samochodu, nim się odsunął, aby wrócić w końcu na te kilka minut do łóżka.
Niemal czuł na sobie rozpaczliwe spojrzenie Juana. I nie usłyszał odjeżdżającego samochodu, dopóki nie znalazł się przy drzwiach.
Gdy wtoczył się do mieszkania, został powitany wesołym, a raczej pełnym pretensji miauknięciem Jaya, które zwykle brzmiało jak dopraszanie się jedzenia. W mieszkaniu było bardzo cicho, a pierwsze promienie słońca blado je oświetlały. Nie było jednak trudno przewrócić się o jakąś rzecz leżącą na podłodze.
Lenny, nie chcąc robić rabanu, zabrał kota na ręce i szybko wyszedł z nim do kuchni. Postawił go na kuchennym blacie tuż obok lodówki i do niej właśnie zajrzał, aby sprawdzić, czy nie było w niej resztek kociego albo ich żarcia. Musiał uciszyć tego wiecznie głodnego, rudego grubasa.
Niespodziewanie usłyszał za plecami mruknięcie. Bynajmniej nie kocie. Do tego dziwne było, gdy z ust Ryana wydobywało się takie lakoniczne słowo jak „mm”, ale rankami rzeczywiście się zdarzało. Chłopak był zupełnie nagi, ponieważ taki zasnął u boku Lenny’ego i teraz przecierał oczy, marszcząc brwi.
— Co się dzieje…? — wymruczał mało przytomnie.
— Szukam kociego jedzenia — odparł Lenny zgodnie z prawdą, pomijając w swojej odpowiedzi, czemu to robi i o tej porze.
— Mhm… i musiałeś się po to ubrać…? — Ryan spojrzał na niego sceptycznie, średnio kontaktując. Podszedł do mulata i objął go za szyję, przymykając oczy. Był śpiący, ale brakowało mu ciepła w łóżku, które, przecież pamiętał, zasnęło z nim.
— I na moment wyjść. Zaraz wracam, idź się połóż — poprosił Lenny, przekręcając głowę i całując kochanka w bok twarzy. Czuł się winny, że nie mówił mu całej prawdy, ale Ryan by się wściekł i tyle byłoby ze wspólnego poranka.
— M… — jeszcze krótsze mruknięcie wydobyło się z ust chłopaka, który chyba na moment stracił świadomość, bo nagle drgnął i przetarł oczy. — Czekam w łóżku — zapewnił, ziewnął i ruszył w stronę sypialni.
A mały, rudy Jay miauknął, najwyraźniej zirytowany tym, że znowu nie był w centrum zainteresowania. Lenny jęknął, zatrzasnął lodówkę i wyjął kotu nową puszkę.
— Będziesz gruby — rzucił do zwierzęcia oskarżycielsko i napakował mu do miski połowę porcji. Resztę schował do lodówki i od razu wyszedł z kuchni. Po drodze się rozebrał i wkroczył do sypialni. Zamknął za sobą drzwi i wszedł na łóżko.
Ryan najwyraźniej nie zdążył zasnąć. Dowodem tego był fakt, że przekręcił się w stronę Lenny’ego i objął go. Zawsze spali mocno spleceni. Lubili wzajemne ciepło, a dodatkowo poranne promienie słońca grzały ich, wpadając przez okno. Pościel była zupełnie skołtuniona, ale nie było to najważniejsze. Teraz liczyło się, że było wcześnie i mogli jeszcze pospać. Lenny miał jedynie przeświadczenie, że gdyby Ryan wiedział o celu jego nocnej wycieczki, nie spałby tak dobrze.
Nie chcąc o tym myśleć, sam objął go i przymknął oczy. Czuł, że wyjątkowo to on dziś do rana nie zaśnie.

***

Ryan poruszył się na łóżku i mocniej wciągnął zapach, który dotarł do jego świadomości. Potem przesunął się bardziej w stronę jego źródła i nie otwierając oczu, mocniej przytulił się do ciała leżącego obok. Było ciepłe, męskie, wysportowane i specyficznie pachnące. Czuł się dziwnie wypoczęty i rozbudzony, co mogło znaczyć tylko i wyłącznie to, że było już późno.
Poczuł pocałunek tuż przy oku, a następnie niskie mruczenie i rękę obejmującą go w pasie. Bardzo nisko w pasie.
— Na którą masz… śpioszku? — Lenny zaśmiał się, unikając, jak tylko umiał, wszelkich określeń, jakie tylko mogły rozdrażnić kochanka. Dziś jakoś nie miał siły się z nim kłócić. Nie po nerwowej nocy, którą zaserwował mu ten dureń, Juan.
— Wyjątkowo na pierwszą — odmruczał Ryan, nie otwierając oczu. Był rozleniwiony, a fakt, że budzik jeszcze nie zadzwonił, znaczył, że wcale nie musiał się od razu zrywać. — Kończę później niż zwykle, ale… mogę dłużej skorzystać z dobrodziejstw łóżka. I ciebie — dodał, uchylając wreszcie powiekę i spozierając na swojego partnera. Sam był nagi i ta dłoń w tym momencie zupełnie mu nie przeszkadzała, a wręcz przeciwnie. Przylgnął do Lenny’ego mocniej, stykając się z jego ciałem kroczem.
Mulat uśmiechnął się do niego i znowu go pocałował. Tym razem w policzek, tuż obok kącika ust.
— Jesteś rozkoszny. O której będziesz? — dopytał, jednocześnie intensywnie myśląc nad rozwiązaniem sprawy Juana, nad tym, że miał dziś nockę i nad tym, że najpewniej nie zobaczy chłopaka ponownie aż do południa kolejnego dnia. A może i dłużej.
— Hm… — Ryan zamyślił się, przesuwając dłonią po jego boku. — Około dziewiątej wieczorem. I zakładam, że wtedy ciebie już nie będzie?
— No… — przyznał Lenny z gorzkim skrzywieniem. — Chcesz może wykorzystać to, że masz na później? — zasugerował z nadzieją. Miał ochotę na coś… w miarę spokojnego.
Ryan spojrzał mu żywiej w oczy, lekko się rozbudzając. Zamiast odpowiedzi, nasunął się bardziej na niego, ale nie położył się zupełnie, tylko delikatnie nad nim zawisnął i pocałował go leniwie w usta. Lenny odpowiedział na pocałunek i położył ciepłe dłonie na biodrach kochanka.
— Bo rozumiem, że ty masz czas nieograniczony? — rzucił Ryan, podpierając się dłońmi po bokach jego głowy. Obniżywszy biodra, otarł się kroczem o jego dużego penisa.
— Noo… Na razie tak. Do wieczora. Chyba że planujesz wyznaczyć mi jakieś zadanie. W stylu karkołomnej wyprawy do sklepu albo ryzykownej do pralni. — Zaśmiał się, a jego dłoń pogładziła pośladek Ryana, przyciskając przy okazji jego biodra bliżej swoich.
Chłopak głośniej odetchnął, a jego ciało bardziej się rozgrzało.
— Pralnia nie byłaby jakimś specjalnie kiepskim pomysłem… Ale teraz nie powinieneś myśleć o brudnych ciuchach walających się po rozległej przestrzeni salonowej podłogi, a o tym, że aktualnie brak jakichkolwiek ubrań na naszych ciałach i można to odpowiednio wykorzystać — odpowiedział, zarówno ocierając się o niego żywiej, jak i schylając twarz do jego szyi, by przesunąć językiem po czekoladowej skórze.
Lenny odchylił szyję, dając mu lepszy dostęp. Lubił pieszczoty w tych rejonach. Tym bardziej, kiedy byli w sypialni. Na ulicy mógłby na to zbyt gwałtownie zareagować. Tak jak na przykład teraz, kiedy drgnął nerwowo, odpychając Ryana zupełnie odruchowo, kiedy tuż przy jego głowie rozbrzmiał dzwonek telefonu. Jego spojrzenie od razu się wyostrzyło, a ciśnienie skoczyło.
To wszystko było winą wczorajszej nocy.
— Cholera! — syknął, sięgając po komórkę.
Ryan ściągnął pytająco brwi, nie za bardzo rozumiejąc tak gwałtowną reakcję.
— Nie ugryzłem cię, Lenny, a to tylko dzwonek… — zauważył, ale i tak położył się obok na plecach, by mężczyzna mógł odebrać.
— Bo przerwał! — syknął starszy mężczyzna, unosząc się do siadu. Tak sobie tłumaczył swoją reakcję. Nie mógł się denerwować. Zerknął nerwowo na wyświetlacz. Nie znał tego numeru. Odebrał i tak. — Tak…? Tak, przyznam, że nie spodziewałem się ciebie — odparł do słuchawki i wyszedł z pokoju, nie tłumacząc się kochankowi.
Ryan popatrzył za nim podejrzliwie, ale nie zrobił nic poza tym. Zamiast tego tylko przekręcił się na bok i bardziej wtulił w poduszkę. Nie wiedział, ile Lenny’emu zajmie rozmowa, więc przymknął oczy. Nie chciało mu się wstawać.
Kiedy kochanek wrócił, wszedł na łóżko, by zaraz potem pocałować go w policzek.
— Śpiący? — spytał, przesuwając dłonią po jego włosach i znowu się odsuwając. Zaczął szukać ubrań.
Ryan obejrzał się na niego, unosząc się na łokciach.
— Nie na tyle, by nie zauważyć, że ten poranny telefon rozwiał z kolei twój łóżkowy nastrój. Wychodzisz?
— Tak. Mam spotkanie w Puerto de Colorido. Niestety nie dało się później. — Westchnął z ciężkim sercem. Zostałby jeszcze z kochankiem dłużej w łóżku, ale nie było rady. Nie mógł wykręcać się porannym numerkiem.
— Hm… i jest na tyle naglące, że nie możesz jeszcze pół godziny zostać w łóżku…? — Ryan śledził go wzrokiem, zawieszając wzrok na jego biodrach i pośladkach.
— Podobno tak — odparł Lenny, wciągając na tyłek spodnie. Następnie spojrzał na kochanka i uśmiechnął się. Oblizał usta i wskoczył na materac, aż zaskrzypiało. Pocałował Ryana mocno. — Będziesz miał więcej siły w pracy.
— Wolałbym być bardziej… spełniony niż niewymęczony, ale chyba powstrzymam się do jutra… czy kiedy się znowu zobaczymy — dodał Ryan, wykrzywiając usta w wymuszonym uśmiechu.
Nie ukrywał tego, jak bardzo nie podobało mu się to, że tak rzadko czasami się widywali. I nawet nie miał kiedy pogadać z Lennym o tym głupim kolczyku na penisie, o którym rozmawiali jakiś czas temu. Nie poruszali ostatnio tego tematu i nie wiedział, czy Lenny na tyle nie zapomniał, co wręcz już by nie chciał, aby miał takie coś. A on… sam wciąż nie wiedział. Chyba by chciał, ale to była decyzja, której nie mógł podjąć ot tak, zagadując Kate w holu studia w środku dnia, czy przypadkiem by mu nie zrobiła.
— Hmm… — Lenny zrobił zamyśloną minę. — Mam noc, potem muszę coś załatwić i nie wiem, czy będę, nim wyjdziesz, więc… pojutrze? — bardziej spytał, niż stwierdził i jeszcze raz pocałował kochanka. — Serio, nie chcę iść, ale muszę. Możesz se strzepać — dodał i pochylił się, skubiąc zębami sutek Ryana.
— Uuu, masturbacja w zastępstwie normalnego seksu… brzmi tak ekscytująco — wyraźnie zironizował, przesuwając przy tym dłonią po szyi mężczyzny. — Ale najwyraźniej siłą cię nie zatrzymam, więc idź, jak już musisz. Chociaż nie wiem, co tak istotnego masz do załatwienia w knajpie swojego latino kumpla.
— Kilka spraw, a miejsce przypadkowe z darmowymi napojami — wyjaśnił Lenny i jeszcze raz cmoknął Ryana, nim z oporem się odsunął. Ogarnął się do końca i machnął kochankowi z krótkim „trzymaj się”, nim wyszedł z pokoju, żeby zlokalizować swoje buty i opuścić mieszkanie.

24 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 136 – Latynoskie kłopoty

  1. Katka pisze:

    Another, o matko, duch małego Jaya prześladujący nas po nocach… to faktycznie brzmi poważnie. Tego nie można wręcz zignorować! A co by Charlie na to wszystko powiedział… Cóż, on już i tak ma dość ambiwalentne odczucia co do Lenniaka XD Więc to na pewno nie polepszyłoby sprawy, choć gdyby wiedział, że taki Lenniak uratował księż… tfu! Ryana z rąk oprawców, tooo no może by się jednak przekonał XD

  2. another69 pisze:

    Katka >> Uuuu… Czyli trafiłam z ojcem xD Nie będę drążyć, bo chcę mieć też niespodziankę ;p Ale oby się pojawił *,*
    No i niby siedzi w gównie, ale trzeba go z niego wyciągnąć! Kto będzie dogadzał naszemu Ryanowi? Kto będzie pamiętał o karmieniu Jay`a? Ryan będzie wtedy zbyt zrozpaczony i nam futrzak wykorkuje… Poleci do Kociego Nieba, a potem wróci i będzie Was nawiedzał za to wszystko! Ja bym uważała na waszym miejscu…
    Uh, już sobie wyobrażam jak Lenniak mści się za krzywdę swojej księżniczki! Jak rycerz :p Rycerz, superbohater, a niby kryminalista…

    Ciekawe co na to wszystko powiedziałby Charlie.

  3. Katka pisze:

    Another, „Początek zaczął się tak spokojnie i słodko… A tu nagle dzwoni Juan i wszystko spieprzył.” – hehe, taka cisza przed burzą XD To zawsze źle wróży. Ale niestety nie możemy obiecać, że Len nie pójdzie siedzieć albo nie skończy gorzej. No cóż gliny i Hans… siedzi więc w niezłym gównie. Ale może sobie poradzi :) Zobaczymy XD Ale w ogóle to porównanie Lenny’ego do superbohatera, haha, no nie spodziewałabym się XD Jest słodkie, chociaż chyba jakby tak miało być częściej, to Ryan by tego psychicznie nie wytrzymał XD To by zdecydowanie źle by zadziałało na ich związek. I tak, Roger Carter niestety dla niektórych siedzi w narkotykach… no i tyle w tej kwestii mogę powiedzieć XD „Pamiętajcie też, że zaniedbując Ryana, mulat zaniedbuje także Nas!” – och, a to tak groźnie zabrzmiało! Taki policzek wymierzony nam XD Oj, ale może się uda nadrobić :) A Lenny’emu chyba się bardzo nie podoba wizja pobitego i związanego Ryana w piwnicy :( Podejrzewam, że po czymś takim rzeczywiście poszedłby siedzieć, jakby dorwał oprawców…

  4. another69 pisze:

    Tak jak chciałam pojawiła się wreszcie ta parka ;p Super, bo mam na nią ochotę ostatnio.
    Początek zaczął się tak spokojnie i słodko… A tu nagle dzwoni Juan i wszystko spieprzył.
    Ale co zrobić? I tak go lubię.
    Fajnie, że jest jakaś akcja, tylko martwi mnie trochę to wszystko, bo jeśli Lenniak trafi za kraty, to Wam tego nie wybaczę ;p Jedna tragedia już była, nie powielajcie ich ;p

    Lenny taki opanowany i groźny heh, fajny jest taki. Niczym superbohater w noc wymyka się z łóżka i pomaga ludziom, a potem wraca do kochanka. Gorzej, że właśnie tak jak zazwyczaj jest u superbohaterów – Lenniak może zaniedbać przez tą sprawę Ryana.
    Albo gorzej, wmieszać go w to jakoś. Z jednej strony nie chcę dla nich źle, z drugiej to mogłoby być ciekawe.
    Cholera, a jakby jeszcze Lenniaka zaaresztował lub gonił ojciec Ryana? On chyba zajmował się narkotykami, nie? A może coś mi się pokręciło.
    Chciałabym chyba by ojciec został w to jakoś wmieszany. I by znowu emocje latały i przyprawiały mnie o ciarki, jak często się dzieje przy tej parze. Lubię to, wtedy wiesz, że to co czytasz jest warte uwagi.

    I cholera, nie wybaczę Wam, że nie było tego spokojnego seksu na jaki miał ochotę Lenny! To mógłby być naprawdę przyjemny początek dnia po ciężkiej nocy ;p
    Aaa… Pamiętajcie też, że zaniedbując Ryana, mulat zaniedbuje także Nas!

    Matko, a moja wyobraźnia już kreuje scenę gdy Ryan leży pobity, związany i ledwo przytomny w jakiejś piwnicy. Nagle wbiega tam Lenny bierze go na ręce, jak swoją kochankę i krzyczy: „Ryan! Ryan! Obudź się księżniczko!”. Heh, poryte to ;p

    Nie ważcie się nawet psuć tego związku, ostrzegam *warczy*.

    Dajcie mi tu dużo akcji!

    PS. Muszę starać się pisać jak najbardziej na czas, bo takie nadrabianie paru komentarzy na raz jest zadziwiająco męczące. Do tego musiałam przeczytać jeszcze raz rozdziały, żeby nie napisać tu głupot.

  5. Katka pisze:

    Aisling, luz, domyślam się, że telefon komentarzom nie sprzyja, więc jak tak czytasz, to jesteś usprawiedliwiona, hehe. Spoko, fajnie, że mimo to od czasu do czasu się odzywasz. Przynajmniej wiemy, że wciąż z nami jesteś :) „ta akcja sprowadzi kłopoty nie tylko na nich lecz również na ich bliskich” – no właśnie, tutaj jest to ważne pytanie, w jakim stopniu uda im się bliskich przed tym ustrzec i jakie podejmą ku temu kroki, o ile w ogóle. To chyba też ich w tej sprawie martwi, no ale… zobaczymy. Katy i Ryan tak jak się domyślasz, zadowoleni z takiego obrotu sprawy na pewno by nie byli XD „Przecież jak Lenny może trafić spowrotem do więzienia!” – nooo :( Tym bardziej, że już był karany, więc już na starcie ma chujowo. Juan jeszcze jako tako, choć też nieciekawie. I fajnie zauważasz to, że ta sprawa (jakkolwiek się nie rozwiąże) może jakoś wpłynąć na ich związki. Właśnie, są pewne granice i teraz pytanie, co ich drugie połówki (o ile się dowiedzą) zauważą w tej sprawie i jak odbiorą zachowanie partnerów. Dziękujemy za komentarz, cieszymy się, że wciąż czytasz i do napisania ;*

  6. Aisling pisze:

    Wybaczcie długiego nie komentowania, ale pisanie na telefonie jest irytujące… XD

    Oj zbliżają się kłopoty… Ja rozumiem że Lenny przyjaźni się z Juanem, ale ta akcja sprowadzi kłopoty nie tylko na nich lecz również na ich bliskich. Biedni Rayan i Katy… Przecież jak oni się dowiedzą to będzie niezłe bagno… Już sobie wyobrażam wykład Rayana i złość Katy. Przecież jak Lenny może trafić spowrotem do więzienia! A co jeśli jego związek sypnie się przez tą sprawę wiem kochają się bardzo, ale są pewne granice… A co jeśli to będzie właśnie tą?

    Czekam na dalszy ciąg ;-) pomysłów

  7. Katka pisze:

    Aoi, Yaoistka, Wy okrutne. No cóż, z jednej strony mimo wszystko muszę się z Wami zgodzić, bo jeśli to faktycznie wyjdzie na jaw, to raczej Lenny i Juan nie będą mieli zbyt wiele na swoją obronę XD Wpakowali się w syf, taki naprawdę SYF i teraz tylko przydałby się im niezły opieprz. A opierz w wykonaniu Ryana i Katy i to na przykład razem, w tym samym momencie, mógłby być miażdżący XD

  8. Aoi (@JoasAdamczak) pisze:

    przeczytałam i skomentowałam z szacunku dla waszej pracy ale no komentarz bez konkretów bo za dużo Lena, jeszcze jak by bylo więcej Ryana to może bym coś z siebie wykrzesała a tak to nie da rady. :D. Hmmmm jak się Ryan i Kate dowiedzą co ich faceci wyrabiają w nocy to chyba były by dodatkowe dwa zgony do ukrycia xD.

  9. Yaoistka^^ pisze:

    Katko, mam wielką nadzieję, że Shiv częściej się zacznie odzywać do nas ;)

  10. Katka pisze:

    *_*, zdjęcie sexy! :D Troszku zbytni młodzik, ale skojarzeniu się nie dziwię. To u nas też tak działa, jak koleś jest mulatem czy zupełnie czarnym i ma dredy. Ach, te spaczenia XD „ja nie widzę Leniaczka ani znowu “w pudle”,ani pociachanego na ostrym dyżurze” – Lenny też bardzo nie chce się tam widzieć, Ryan tym bardziej. Choć… no cóż, Hans nie jest delikatnym i bezkonfliktowym facetem, więc chyba musicie po prostu trzymać za nich kciuki :) „(Ewentualnie znaleźć inną księżniczkę na boku [fantazjuje]. )” – haha, okrutne, poczekaj, bo jeszcze Ryan się do Ciebie pofatyguje! XD

    Yaoistka, haha, spoko, niedopatrzenia się zdarzają :) I ciii, ale może dzięki temu Shiv będzie Wam częściej odpowiadać XD

    Tess, „W co ten idiota Lenny się wpakował!” – w jedno, wielkie łajno, bym rzekła. No nie jest ciekawie i myślę, że Lenny bardzo dobrze rozumie Twoją frustrację i ją podziela. A to, czy Lenny nie powinien pomagać Juanowi… no cóż, jednak mają to specyficzne „przysługa za przysługę” i ogólnie… to są trochę kumple z roboty, więc raczej pomoc działa w dwie strony. Juan mu pomagał, jak Len był w pierdlu, więc teraz sam się do niego zwrócił. Ale fakt, Lenny tu ma gorzej, bo już był karany :/ „lubię jak coś się dzieje, to to jest chyba nie na moje nerwy” – biedna ;* W końcu się wszystko wyjaśni, a z jakim skutkiem… nie wiem, czy do końca zależy to od naszych dobrych serduszek, a czy nie bardziej od tego, jak bardzo będzie Hans rozrabiał… no ale, ale, ja nic nie mówię, zobaczysz :) „Oni zawsze są tacy?” – hehehe, czy zawsze… no mają swoje momenty na pewno. Zresztą, ich związek wciąż się rozwija i ewoluuje, więc może rzeczywiście niektóre zachowania z czasem mogą się wydawać bardziej nasilone. A kolczyk… XD Hehehehe, Ryan biedny wciąż się waha XD

  11. Tess pisze:

    W co ten idiota Lenny się wpakował! Mam wnerwa tak szczerze i już nie chcę przeklinać, ale to strasznie frustrujące.
    Się dobrali z tym Juanem no… Lenny nie powinien mu pomagać. Ja rozumiem, że są kumplami, bla, bla, bla, ale on był już karany i lepiej, aby nie mieszał się w takie sprawy, tym bardziej, że teraz jakoś ustabilizowało mu się to życie, ma święty spokój, no i Ryana rzecz jasna.
    Nie przeżyje tego.
    Mam nadzieję, że to się jakoś rozejdzie po kościach i skończy tylko na tymczasowym strachu, bo pomimo, iż lubię jak coś się dzieje, to to jest chyba nie na moje nerwy. Wierzę w wasze dobre serduszka i mam taką małą nadzieję, że jednak nie zrobicie nam tej jakże „miłej” niespodzianki i nie wsadzicie Lennego za kratki.
    Ciekawe jak Ryan zareaguje, kiedy się dowie w czym brał udział jego facet. Nie chciałabym być w jego skórze, kiedy taka sytuacja nastąpi. O ile w ogóle nastąpi. Kolejna kłótnia do kolekcji :) Lennemu należy się porządny wpierdziel! O!
    To teraz z innej beczki. Rozczuliło mnie zachowanie Ryana i Lennego. Oni zawsze są tacy?
    Tacy czuli wobec siebie i w ogóle? Nie wiem dlaczego, ale czytając ten rozdział jakoś większą uwagę na to zwróciłam.
    I jeszcze te rozważania Ryana na temat kolczyka. Ty Ryan nie myśl, tylko rób :D

  12. Yaoistka^^ pisze:

    Kurcze Shv, przepraszam! *klęczy* Ale najczęściej Katka odpowiada i tak jakoś XD
    Dziękować ;)

  13. *--* pisze:

    http://24.media.tumblr.com/29bb9bdb4b5339a8196d0405859a56d4/tumblr_mjzz20BOLW1qjabwuo3_500.jpg Eech… Wiem, że nie Lenny, ale to zdjęcie jakoś tak troszeczkę mi go przypomina. Myślałam dzisiaj o FDTS i proszę, jest. :)
    Przyznam , że jestem ciut zaniepokojona rozwojem wydarzeń. Znając Was, akcja może potoczyć się niespodziewanie, a ja nie widzę Leniaczka ani znowu „w pudle”,ani pociachanego na ostrym dyżurze. Ma być przy Ryanie i basta!
    (Ewentualnie znaleźć inną księżniczkę na boku [fantazjuje]. )

  14. Katka pisze:

    Yaoistka, hehe, co do tego Alexa jako szefa mafii – tez uważam, że pasuje, ale np. jakbym miała go jakoś przebierać, to bym go wcisnęła w mundur XD Jako generał byłby jeszcze bardziej sexy. Oficerki, szpicruta, odznaki i oczywiście odpowiednio dobrany mundur… Haha, sam seks, choć pewnie spieprzałabym gdzie pieprz rośnie ze strachu XD „Katko spójrz na znaczenie snów ;)” – Shiv, nie Katko, jeśli już, haha, bo Shiv odpisywała :) A a propos snów, konie mi się śnią często :D Częściej niż erotyczne sny, hehe, co za szkoda… XD Również życzymy miłej soboty i niedzieli ;*

  15. Yaoistka^^ pisze:

    Katko spójrz na znaczenie snów ;) może te kocięta coś przedstawiają XD Mi się ostatnio śnił super sen że jestem na jakieś farmie i trenuję pięknego karego ogiera *.* Potem mama mnie woła do drugiego konia, później coś robię w domu, chodzę z moją koleżanką po polu i na koniec dosiadam tego ogiera ^^ mmm… nie wiem jaka rasa, ale chyba andaluzyjski lub luzytański. ;) Na takiego mi wyglądał. XD Piękny sen. XD

    A jeszcze kiedyś, że mnie wilkołaki gonią po lesie O.o
    Innym razem chodzę po takim Hogwarcie i szukam siostry XD
    Innym znów razem, że jestem jakimś duszkiem i chodzę po pałacu coś jak w Władcy Pierścieni. XD
    A jeszcze kiedyś śniło mi się, że mnie chce zjeść taka ośmiornica.
    „Błądzę po pałacu i wychodzę do takiego ogrodu (pamiętam to jak dziś) patrzę i obok jest taka mała fontanna. Koło mnie stoją moje przyjaciółki. Patrzę a woda w fontannie zaczyna bulgotać wręcz wrzeć! potem taka krwista się robi i wypływa na zewnątrz. Woda zmienia się w mackę. Próbuję moje koleżanki zmusić do biegu a te stoją i się patrzą XD Potem biegnę w stronę drugiej fontanny a ośmiornica zmienia się w węża. Kiedy wskakuję do tej drugiej fontanny wąż znika i chodzę wśród drzewek iglastych i się budzę” XD

    Ja nawet miałam kiedyś sen że gram w metinaPandorę2 XDD mt2 XDD jaki realny xd

    ok koniec, już nie zawalam tutaj komentarzami XD. Miłego weekendu ^^ i weny ;)

  16. Yaoistka^^ pisze:

    Każdy popełnia błędy, racja ale Juan wiedział że chce żyć normalnie. a nałasił się na kasę. :/
    A Alex jako szef magii ^^ kurcze przypomina mi trochę takiego bruneta właśnie z mang yaoi… które czytałam na http://www.mangago.com XD ;P właściwie to bardziej mnie scenki interesowały niż gadanie ale autorka jest niezła ;)

    PS: Szkoda że nie będzie wcześniejszego rozdziału, szkoda ;) ale przynajmniej będziemy bardziej czekać na to CUDO ^^.
    PSPS: Te mangi musicie sobie poszukać, choć radzę patrzeć na kreski. ;) Jeśli internet mi jutro pozwoli to znajdę te doujinshi gdzie jest facet podobny do Alexa, Księcia i wgl ;) Nawet się Charlie z Lenym i Ryanem pewnie znajdą ;)

  17. Shivunia pisze:

    Tigram >> Hahahaha „nie cierpisz”? Serio? Oj, proszę jakby się ciągnęło i było cukierkowo to też było by źle XD A tak przynajmniej masz o czym myśleć. Jest TYLE pytań. Sama kilka zadałaś, więc teraz mi pozostaje pytać – „A jak myślisz?”
    I z Lennym znowu za kratkami… serio. Nic nie wiadomo ;/ Juan wpakował go w niezłe łajno. Sam siebie też, ale on nie był przynajmniej karany ;/
    No…dumaj ;*

    Marta >> No Hans na pewno namiesza, ale nie wiem czy to TA, bo ja nic nie mówiłam XD Ale facet na pewno nie jest pozytywną osobą.
    A Juan jest nadal fajny… tylko że okazuje się, że jest też głupiiiiiii. Ale nie jest chociaż dzięki temu jednowymiarowy. Tak mi się przynajmniej wydaje ;)
    A Londyn… Bo to jest tak. Jak nic się nie dzieje to NIC się nie dzieje. Jak coś się zaczyna dziać, to wszystko naraz ;/

    luinlos >> Na wstępie cie zapewnię że nikt konkretnie ręki nie straci. Jakoś nie lubimy powielać pewnych rzeczy jeśli to nie ma podstaw… albo se tak nie ubzduramy XD Ok, ale do rzeczy.
    No chłopaki wkopały się w niezłe gówno. I jeszcze te odcięte palce. To naprawdę im nie pomaga ;/ Co się stanie? To niestety się okaże. Czy ktoś pójdzie do więzienia i jak bardzo Ryan będzie w to wplątany. Czy skończy się źle, czy wręcz żałośnie dobrze. Niczego nie możecie być pewni błahahahaha
    Nie, no bez przesady. „Miszczami” intrygi to chyba nie jesteśmy wiec przy wystarczającej ilości dobrej woli chyba da się rozgryźć co się wydarzy ;)
    A zemsta… hehehe. No faktycznie, jeszcze ani razu nie było pokazane apogeum wściekłości Lennego ;)
    „ALE! Ten rozdział zadziałał bardzo korzystnie na moją opinie o Lennym.” YEY :D Nigdy nie twierdziłam ze Lenny jest najbardziej pozytywną postacią pod słońcem. Wręcz przeciwnie. Jest raczej ciężkim przypadkiem próby bycia „normalnym”.
    I tak, stara się pomagać kumplom. Trzymać to wszystko w kupie. Znaczy kiedyś bardziej, kiedy chociażby miał ten swój mały gang czy kiedy był w wiezieniu. Solidarność jednak jest ważna. A spokojny seks…. hie hie hie. Lenny jednak jest kocurem. I dwoistość kociej natury to chyba najlepszy sposób „rozwikłania” jego osobowości.
    Tak czy inaczej, ciesze się ze małymi kroczkami trochę poprawia sobie wizerunek ;)
    Anglia – ta, oni tu chociaż mogli coś zaplanować, rozmarzyć kilka scenariuszy… no i nie balansują na granicy prawa XD I czemu tak długo każemy na to czekać. W sumie że kiedyś BĘDZIE wyjazd do rodziny widziałyśmy ponad już rok temu… albo dawniej. W tekście chyba też to było. Ale że teraz to już jest tak na wyciągnięcie ręki a nie „kiedyś będzie” to może dlatego tak się ciągnie.
    Uch rozpisałam się. Kończąc.
    Rozdziału niestety nie da się wcześniej wstawić. Niestety. Potem byście chcieli następny jakby ten was nie usatysfakcjonował… a potem przed 2 miesiące nic by nie było.
    Ojciec Ryana….nooo… już mówiłam, wszystko może się zdarzyć. Chociaż hahaha, nie wiem czy oni dość już problemów nie maja XD
    A życie naszymi opowiadani…. hm.. Co tu dużo kryć. Ja np jestem „nolajfem” i to takim po całości. Ale ostatnio przeżywałam emocjonalnie wszystkie problemy Alexa i Lennego. I takie emocje mi BARDZO wystarczały hahahaha Co nie zmienia faktu że nie pogardziła bym trochę realnością w moim życiu (jednak bez takich problemów) XD

    Yaoistka >> Noooo.. cóż, Juan jak każdy popełnia błędy. Nie usprawiedliwia go to jednak przed głuuupotą. Ale, kto nie zrobił błędu? Byle by nie było, nie usprawiedliwiam go, bo mam w sobie Lennego, który mimo że chce mu pomóc, to jest też na niego wściekły.
    A wizje niezłe! Przyznam szczerze, że mi się bardzo rzadko śnią nasi chłopcy. Dziś mi się śniły kocięta XD
    Gadam od rzeczy.
    A Alex szef mafii. To się aż prosi o jakieś AU. Ale wtedy by był jak ci kolesie z mang XD kolejne dziwne skojarzenie XD
    I nie XD wybaczcie, ale nie da rady z wcześniejszym rozdziałem ;*

    Adela >> „a nie tylko te rozmowy, że ktoś musi pojechać do rodziców w czasie nie określonym, albo za dwa tygodnie, które w realu trwają 4..” Nóż w serce XD ale ROZUMIEM. Ciągnie się to trochę. Cóż… teraz wplątując kolejne zawiłości na pewno tego nie przyspieszywszy ;/ Tak czy inaczej, dobrze że jesteś na tak co do akcji.
    A Aryjczyk – to dlatego że Hans jest Niemcem, ale on i jego ludzie (też biali, ale nie tylko Niemcy) wyznawali przekonanie że są lepsi od reszty (jak każda grupa w więzieniu tak btw) i dlatego sami się nazywali Aryjczykami. Więc Lenny mówi o Hansie że jest Aryjczykiem bo jeszcze takie określenie wyniósł z wiezienia. To określenie przynależności do grupy więziennej. Tak jak czarni, islamiści czy latino.

  18. Adela pisze:

    wreszcie coś się dzieje! Fajnie, a nie tylko te rozmowy, że ktoś musi pojechać do rodziców w czasie nie określonym, albo za dwa tygodnie, które w realu trwają 4..
    Lenny nazywa Hansa Aryjczykiem – tak z ironią, zamienienie z nazistą, czy dlatego że myśli rasa Aryjska to Niemcy?

  19. luinlos pisze:

    EJ! Własnie sobie przypomniałam! Czy ojciec Rayana nie zajmował się sprawami narkotykowymi??? Kurde, niech tylko się nie okaze, że będzie w tej sprawie i skojarzy Lennyego!!

  20. Yaoistka^^ pisze:

    czytałam dokładnie o północy, ale jak miałam napisać komentarz to oczy mi się zamykały. Jesteście dziewczyny super! ^^ Jaka akcja *,,* Juan… myślałam, że ty mądrzejszy jesteś!

    ….Potem jak próbowałam zasnąć przed oczami miałam jak Leniak z Ryanem siedzą na kanapie i do domu wchodzą wojskowi! potem mi się głupio wyobraziło, że z komisariatu Lenny z Ryanem dzwonią do Alexa i Jasona XDD Najlepszy był ten Alex straszący policjantów, gdyby nie podał nazwiska to pewnie by go zamknęli bo by pomyśleli że to jakiś szef mafii Angielskiej czy cosik XD

    Weny!! ^^ …I może być też rozdział wcześniej? XD :)

  21. luinlos pisze:

    O jejku, jejku! Martwię się, żeby sie z tego jakieś wielkie bagno nie zrobiło….A mam najgorsze wizje w głowie – począwszy od tego, że ktoś trafi do paki, przez zemstę na Juanie czy Lennym aż po wplątanie w to wszystko Rayana. Kurde, mam nadzieję, że ten Niemiec jakimś sposobem nie powiąże Juana z Lennym a potem Lennyego z Rayanem i w ramach zemsty nie utnie przykładowo Rayanowi dłoni. Albo nie zrobi mu krzywdy w jakikolwiek inny sposób. Jestem przekonana, że Lenny starałby się go chronić, ale jesli sprawy potoczyłyby się źle, to możliwe, że Lenny mógłby conajwyżej zemścić się za Rayana, a niekoniecznie uchronić go od krzywdy.
    Cóż. Nie dość, że przeżywamy kłopoty Greyów, to teraz jeszcze to…
    ALE! Ten rozdział zadziałał bardzo korzystnie na moją opinie o Lennym.
    Widać, że zależy mu na kumplach – w końcu poszedł pomóc Juanowi mimo, że ten sam był sobie winien tych wszystkich kłopotów. No i jak Lenny starał się nie obudzić Rayana, albo jak miał ochotę na trochę spokojniejszy seks i się tak miział z Rayanem rano… To było słodkie. Tzn. nadal uważam że nie jest idealnym partnerem dla Rayana (te początkowe akcje – wproszenie się do mieszkania, gwałty, „księżniczkowanie” itd. będą potrzebowały czegoś więcej niż jeden rozdział aby „zrekompensować” jego wczesniejsze zachowanie), to teraz jednak mam do niego troche lepsze nastawienie. Mam też ochotę, by dać im szansę i próbować uznać ich związek jako jedyny słyszły pairing dla Rayana. Zobaczymy co będzie dalej.

    Heh, trochę liczyłam, że sprawa z Alexem i Rushem pójdzie do przodu, no ale widocznie jeszcze nie jest nam pisane dowiedzieć się, jak im pójdzie załatwianie spraw w Anglii. Chociaż w tym momencie jakby wszystko jest w ich rękach więc maja troche lepiej w porównaniu z Lennym. On ma problemy, na które nie ma tak do końca wpływu, a które mogą skończyć się rozlewem krwi.

    Ciągle plątają mi się po głowie czarne scenariusze. Co jeśli będą chcieli coś zrobić Lennyemu, obczają gdzie i z kim mieszka i… Och. Jak przez to wszystko jakaś przykrość spotka Rayana, to się załamię.

    Czy nie dałoby się wrzucić jakiegoś rozdziału FDTS wcześniej niż 31?? Przeciez tyle się dzieje, tyle stresu a tak długo musimy czekać :((

    Co do wcześniejszego komentarza odnosnie życia Waszymi opowiadaniami. Może to nie jest na zasadzie, że nie mam własnego życia. Mam sporo rzeczy na głowie, złwaszcza na uczelni, jakieś tam szczątkowe życie towarzyskie ze znajomymi, jednak w strefie uczuciowej jest tak ubogo, że sporą część tak jakby… rekompensuję sobie czytaniem opowiadań i fanfików. Troche żałosne można powiedzieć… Ale nie wiem co poradzić na to, że bardziej żyję uczuciami i związkami postaci fikcyjnych, niż staram się zadbać o stworzenie jakiegoś związku dla siebie. Nie żebym liczyła na sukces, ale przynajmniej próbować powinnam :P

  22. Marta696 pisze:

    To się chłopaki wpakowali.Czyżby Hans to ta, postac co namiesza w opku?WRR jestem zła na Juana.taki fajnusię wydawał.Kiedy do cholery oni pojadą do tego Londynu?Czekamy i doczekać się ,nie możemy

  23. TigramIngrow pisze:

    Jak ja nie cierpię takich zwrotów akcji. Serio.
    Nie znoszę tego rodzaju napięcia: czy się wyda? Czy nie? Kogo oskarżą? Jakie będą konsekwencje? Czy Ryan się dowie? Czy nie? Co z Hansem? Spalą knajpę czy nie? NIE ZNOSZĘ TEGO…..
    No ale jakaś akcja z nimi być musiała, więc rozumiem.
    Ewentualnie jak Lenny trafi z powrotem za kratki to przy Ryanie znów będzie się mógł ktoś bez strachu o życie zakręcić :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s