Fire Dragon Tattoo Studio – 135 – O tym, co było i o tym, co będzie

Jason zaklął pod kaskiem, gdy pewien nawiedzony kierowca we wściekle czerwonym, sportowym samochodzie wyjechał mu niespodziewanie z lewej. Przecież miałem, kurwa, pierwszeństwo! W takich momentach zastanawiał się, ilu kierowców Charlie i Ryan swego czasu podobnie wkurwiali, gdy tak jeździli.
Na szczęście już stąd widział wysoki hotel the Tides. Jakoś rzadko ostatnio bywał tu wieczorami, a gdy słońce już zachodziło, hotel był ciekawie podświetlany od spodu. Cały był biały, za to podświetlenie zielonkawo-żółte. Obrazka dopełniały stojące po bokach wejścia dwie, wysokie palmy. Mimo że całość wyglądała ciekawie i wręcz nieznośnie luksusowo, Jason nie wytrzymałby w takim miejscu dłużej niż kilka dni. Ale Alex lubił tu pracować i chyba też przebywać.
Zaparkował czarno-białym Triumphem i ruszył do hotelu. Skinął głową pokojówce, która w holu uśmiechnęła się do niego. Czasem osobliwie było być tu już rozpoznawanym. Nikt jednak nigdy nie miał do niego kąśliwych uwag. Nie wiedział tylko, czy to przez Alexa, czy dzięki temu, że zwyczajnie pracowali tu mili ludzie, którzy mieli w głębokim poważaniu, że ktoś niezakwaterowany w hotelu tak często w nim bywał.
Pojechał windą na odpowiednie piętro razem z dwójką dzieci, które musiały przyjechać tu na wakacje z rodzicami. Wysiadły trzy piętra niżej niż on. Jasonowi było daleko do rozmyślań o ich planach wakacyjnych. Teraz myślami był przy wyjeździe braci Grey do Anglii.
Zadzwonił do właściwego pokoju, a po chwili jego oczom ukazał się szeroki, radosny uśmiech oraz wzbogacona w parę niebieskich oczu twarz.
— Siema, Jay! — Z tatuażystą przywitał się Rush, a nie jego starszy brat.
— No siema, blondi, siema, ale co ty tu… — Jason zaczął, już wchodząc, lecz nie skończył, bo przerwał mu kolejny radosny głos.
— O, cześć, Jason! Chociaż dzisiaj się już widzieliśmy — stwierdził wyłaniający się zza rogu Charlie. W dłoni trzymał szklankę z białym drinkiem. Z rurką. Charlie pijał przez rurkę.
— To aż szkoda, że mi nie powiedziałeś, że robię z siebie frajera, żegnając się z tobą — odparł kąśliwie Jason, fukając pod nosem. Nie był jednak tak zirytowany, na jakiego wyglądał.
Rozejrzał się po salonie i dopiero teraz zobaczył siedzącego na skórzanej kanapie Alexa. Skinął mu głową na powitanie.
— Tak wyszło. Wpadłem po niego, gdy tu jechałem — dodał Rush i przyjacielsko klepnął Jasona w ramię. — Chodź. Napijesz się czegoś? — spytał, samemu ruszając do brata i barku.
— Coś zimnego, ale bez procentów, bo prowadzę — odparł Jason, kładąc kask na szafce przy drzwiach. Ruszył w głąb dużego, jasnego apartamentu. Ignorując fakt, że Charlie zwalił się na wielki fotel nieopodal, dalej sącząc drinka, pochylił się nad kochankiem i położył dłoń z boku jego głowy. Cmoknął go w policzek. — Jak tam?
Alex uniósł na niego swoje zimne spojrzenie i odpowiedział z typowym dla siebie dystansem. W głębi jednak lekko się speszył takim pocałunkiem w „miejscu publicznym”.
— Dobrze. Cieszę się, że już jesteś. Usiądziesz?
Tatuażysta przytaknął i usiadł obok niego, zakładając swoje długie ramię za szyję kochanka.
— To widzę, że raczej nie pracujecie — rzucił, patrząc na braci, a potem na Charliego, który uśmiechnął się lekko, ale skomentował mniej lekkim tonem.
— Pojutrze lecą, to wiesz, przyda się im jakiś relaks. Więc Rush zaproponował, żebyśmy tu wpadli.
— Jak miło z jego strony — podsumował Jason z typowym dla siebie, wrednym uśmiechem i ochrypniętym głosem. — Ale tak serio. Jak tam? Już tobołki spakowane, paszporty przygotowane?
— Już prawie. Na szczęście nie mamy dużo rzeczy do zabrania. Ja chyba nawet nie będę brać głównego bagażu, tylko podręczny — zadeklarował Rush, stawiając przed Jasonem tonik z lodem oraz siadając na podłokietniku fotela zajętego przez Charliego.
— Taa, w końcu to tylko wycieczka na kilka dni, a potem do domu — mruknął Jason, popijając chłodny napój. — Tylko mała kwestia zostaje, kociaki. Co z panną narzeczoną? Też się z nią widzisz, by grzecznie odwołać ślub? — Zerknął przy tym na swojego kochanka, który teraz, siedząc tak sztywno i elegancko, jeszcze bardziej go podniecał.
Wcześniej, zanim poznał Alexa, jakoś specjalnie nie szukał takich facetów, ale ten konkretny garniturowiec tym swoim chłodnym „ja” cholernie go kręcił. I teraz, kiedy się do niego odwrócił, wyglądał na niesamowicie opanowanego. Gdyby Jason go nie znał, a śmiał twierdzić, że znał go lepiej niż ktokolwiek inny tu obecny, nie uwierzyłby, jak ten był w tej chwili zdenerwowany. Wszystkim. Począwszy od wylotu, skończywszy na kwestii, którą poruszył starszy tatuażysta.
— Jest takie założenie. Wolę to już załatwić tam i odpowiednio, niż niepotrzebnie dalej to ciągnąć. Tym bardziej, że jeśli rodzice się dowiedzą, to ona tym bardziej powinna. — Głos Alexa był opanowany, ale serce i tak biło niespokojnie. Im bliżej wyjazdu, tym bardziej był spięty i zmęczony.
Jason mruknął coś na potwierdzenie, nie przyciągając go do swojego boku tylko dlatego, że wiedział, że Alex nie chciałby tego w obecności Rusha i Charliego.
— Masz często dzwonić — mruknął tylko.
Młodszy tatuażysta, który właśnie odłożył szklankę na stolik, zwilżył wargi w konsternacji.
— Dobra, ale nie będziemy chyba dzisiaj smęcić, jak przyszliśmy, żeby odetchnąć, co? — rzucił w końcu w miarę luźno, patrząc po nich. Następnie uśmiechnąwszy się, zwrócił się do Jasona: — Zanim przyszedłeś, to spierali się, gdzie jest lepsza pogoda. Ja i tak nie wiem, jak oni spędzali na przykład wakacje w dzieciństwie, jak tam u nich ciągle leje.
— Jedyną atrakcją w okresie letnich wakacji nie jest wyłącznie plaża, chociaż są bardzo urokliwe plaże w Brighton. — Alex z pełnym przekonaniem bronił swoich racji.
— Choć ja i tak nie wiem, jak, będąc tam, ani razu nie wyhaczyłeś jakiegoś faceta. Albo jakiś ciebie nie wyhaczył — wtrącił Rush, który też bywał często w letnie wakacje właśnie w tym mieście, a zarazem dużym ośrodku wypoczynkowym.
Brighton było powszechnie znane jako angielska stolica gejów. Zawsze odbywały się tam liczne parady, a bracia byli tam wysyłani na wakacje ze względu na to, że było to jedno z bogatszych i bardziej ekskluzywnych miejsc w Anglii oraz znajdowało się blisko Londynu.
— Może ktoś chciał go wyhaczyć, ale Alex nie zauważał — dorzucił Charlie z uśmiechem, po czym zerknął na swojego kochanka w nagłym zastanowieniu. — Ej, a ty, Rush, tam kogoś… no, pewnie znajdowałeś?
Rush skinął głową.
— Mhm, ale przecież to już było dawno temu — odparł i pochylił się do Charliego, by cmoknąć go w czoło.
Alex skrzywił się w duchu, obserwując umizgiwanie brata z chłopakiem.
— I co tam robiliście w tym Brighton? — wtrącił się Jason, który głaskał teraz Alexa po szyi wierzchem palców, korzystając ze swojej pozycji. — Jak jeszcze byliście dzieciakami. Sami tam jeździliście?
— To były wyjazdy, kiedy już studiowaliśmy. Najczęściej — dodał Rush. — Kiedy byliśmy młodsi, to były to wyjazdy częściej organizowane.
— A robiliśmy to, co robi się na urlopie. Odpoczywaliśmy, zwiedzaliśmy miasto…
— Chodziłem do klubów. — Rush przerwał starszemu bratu z drwiącym uśmieszkiem. — On mało korzystał z tego, co dawało to miasto.
— Szkoda. Ja bym chciał zobaczyć, jak to wygląda — skomentował Charlie i skinął na Jasona. — Bez sensu, że jednak nie lecisz z nimi. Byś zobaczył krainę Alexa — prychnął.
Starszy tatuażysta wzruszył ramionami.
— I sam jak debil bym chodził w tę i we w tę, nawet nie mogąc się skupić na mieście, bo tylko bym myślał, jaki opierdol dostają od starych. Genialne, młody.
— A tu będziesz mógł się skupić na pracy? — wciął się Rush. — Jedyny plus, to te kilka godzin różnicy.
— Pięć, będąc konkretnym — dodał starszy Grey.
Jason spojrzał po braciach zblazowanym wzrokiem. Oczywiście, że gdzieś w środku cholernie chciał być z Alexem w tej pieprzonej Anglii. Nawet z dość podłego powodu, żeby go przypilnować. Aby naprawdę nie uznał, że skoro dzieliło ich tyle kilometrów, to mógł się bezpiecznie rozstać i wrócić do swojego pozbawionego przyjemności życia. Nie miał zamiaru mu na to pozwolić, a nie był pewien, czy Alex nie stchórzy. Z drugiej strony… Co miałbym w tej Anglii robić?
— Kurwa… — rzucił, odchylając głowę na kark i na moment mrużąc oczy.
Alex spojrzał na niego, po czym wstał z kanapy i podszedł do Rusha.
— Widzimy się jeszcze jutro. Chcę coś z tobą omówić, a teraz proponuję, żebyś… — zerknął krótko na Charliego — wrócił się spakować. Nie zapomnij przy tym wziąć czegoś odpowiedniego na spotkanie z rodzicami.
— Mam w domu jeszcze jeden garnitur, więc spokojnie. — Rush też się uniósł. — Napiszesz mi o której?
— Tak.
Charlie, słysząc tę wymianę zdań, dopił resztki swojego drinka i wstał. Zerknął na Jasona, domyślając się, co ten czuł. Sam był mocno podenerwowany. Zwykle, gdy któryś z nich miał kryzys, u nich w pracy panowała niezdrowa i burzliwa atmosfera, ale jakoś przez ostatnie dni, im bardziej zbliżał się dzień wylotu Greyów, tym ciszej było w studiu. Nie skakali sobie do gardeł, ale nie byli rozmowni i jedynie mijali się w korytarzu.
— To spadamy, tak? Pewnie jeszcze zobaczymy się na lotnisku i będę mógł życzyć powodzenia. — Charlie uśmiechnął się do Alexa nerwowo. Nie czuł się w jego towarzystwie swobodnie, ale chyba coraz bardziej się do niego przyzwyczajał. Skoro już nawet potrafił utrzymać z nim kontakt wzrokowy na dłużej niż pięć sekund, to robił postępy.
Alex skinął uprzejmie głową, mając szczerą nadzieję, że Charlie nie rzuci się na niego na lotnisku, aby przytulić go na do widzenia.
— Tak. Jeśli tylko będziesz chciał nas na nim pożegnać — odparł ze spokojem i jeszcze wymienił dwa zdania z bratem, by w końcu podać mu dłoń i rozstać się w drzwiach.
Kiedy para znana wszem i wobec jako gołąbki upuściła apartament, zrobiło się dziwnie cicho. Ci zawsze swoim dotykalstwem i pozytywnym podejściem sprawiali, że czuło się przy nich luźno. Czasem przesadnie, bo aż miało się ochotę zdzielić ich obu przez głowę, ale mimo to dobrze działali na miłą atmosferę. Teraz za to Jason nie kwapił się, by jakimiś słowami zastąpić panującą ciszę. Siedział z wciąż odchyloną do tyłu głową, patrząc na kochanka spod przymrużonych powiek. Wyglądał przy tym, jakby miał cały świat w głębokim poważaniu, a taki zlewczy wyraz twarzy sprawiał, że był bardzo seksowny. Szczególnie dla Alexa, który podszedł do tatuażysty bez słowa. Oparłszy dłoń na oparciu kanapy, pochylił się do niego i chwilę patrzył na jego twarz. Na jego kolczyki, wąskie usta, szare oczy i delikatnie wklęsłe policzki. Wciąż nie odzywając się ani słowem, bardzo subtelnie dotknął swoimi wargami jego, aby po chwili ulec i mocniej pocałować kochanka.
Jason uśmiechnął się w pocałunek, ale nie poruszył się poza tym, że położył kochankowi dłoń na karku. Odpowiedział na pieszczotę, nawet nie spiesząc się, by zmienić ją w bardziej gorączkową i namiętną. Całował go powoli, delektując się miękkimi wargami kochanka. Były ciepłe, mimo że oczy Alexa potrafiły miotać soplami lodu.
— Pamiętasz, jak cię uczyłem całować? — rzucił po chwili z rozbawieniem.
— Tak — padła krótka i chłodna odpowiedź, ale nie zraziło to Jasona. Alex już taki był, tak mówił i tak patrzył. — I pamiętam też inne rzeczy, których mnie nauczyłeś.
— Jest jeszcze wiele rzeczy, których się możesz nauczyć — mruknął Jason, a przez myśl przeszły mu te smakowe gumki, które kupił w razie, jakby Alex znowu spróbował przekonać się do obciągania. Nie na tym jednak skupił myśli. — I nie mówię tylko o zabawach w łóżku, królowo.
— A o czym jeszcze? — spytał poważnie, dotykając dłonią boku jego twarzy i w końcu siadając na kanapie dużo bliżej kochanka niż wcześniej, kiedy był jeszcze jego brat i Charlie.
Jason przekręcił głowę w jego stronę, policzkiem stykając się z oparciem kremowej kanapy. Biel naprawdę pasowała Alexowi. Wydawał się w niej naturalny. Poza tym… może było to głupie skojarzenie, ale podkreślała jego niewinność. Oczywiście, Alex miał od groma wad, ale gdy Jason zaczął z nim sypiać, miał wrażenie wprowadzania w gejowski świat niedoświadczonego nastolatka. A Alex przecież miał te dwadzieścia sześć lat i prestiżową pracę. Zadziwiające było to, jak w tym mężczyźnie mieszały się skrajności.
— Jak być sobą — prychnął, czując, że brzmiał aż za bardzo wyniośle jak na siebie. Nie bywał przecież taki. — Wiem, że dalej do końca nie akceptujesz tego, kim jesteś.
Alex pozwolił sobie na delikatne skrzywienie. Odwrócił wzrok od twarzy Jasona, by przemknąć nim po pustym pokoju.
— Czasami myślę, że za bardzo we mnie wnikasz. Za dużo o mnie wiesz. Tak… — zerknął na niego — więcej niż ja sam. Bo osobiście, ja nie chcę o tym myśleć. Zawsze uważałem, że jestem taki, na jakiego się kreuję, jakim chcę być. A to wszystko inne było gdzieś głęboko zakopane. — Westchnął, wstając z kanapy i zdejmując marynarkę. Odwiesił ją na fotel i dopiero wrócił na sofę. Usiadł kawałek od Jasona i w końcu, po chwili wahania, położył głowę na jego kolanach. — Boję się.
Starszy mężczyzna sięgnął do jego ręki. Jego własne palce wydawały mu się potwornie kościste przy dużych, męskich dłoniach Alexa.
— Czuję się chujem, że zdecydowałem się nie jechać — rzucił.
— Nie powinieneś. To twoja decyzja, będzie ci może łatwiej. A ja sobie poradzę, tylko się denerwuję. Zawsze robiłem tak, jak chcieli moi rodzice. Nie chciałem ich rozczarować, zniszczyć nadziei, jaką we mnie pokładali. A do tego wiem, że rozmowa z Jeane będzie trudna. Chociaż może ona już sama się domyśla… — Westchnął, na chwilę przymykając oczy. A kiedy je otworzył, zapytał: — Chcesz pójść ze mną coś zjeść?
— Okej, ale… ja wybieram miejsce. I jedziemy moim motorem. — Jason postawił dwa warunki, patrząc poważnie na kochanka. Miał wrażenie, że dni do wylotu ciągnęły się niemiłosiernie, a chyba wszyscy już chcieliby mieć to za sobą.
— W takim razie powinienem się przebrać, skoro ty wybierasz miejsce.
— Taa, powinieneś. Mm… Alex, będziesz se trzepał do myśli, że cię pieprzę? — zamruczał niespodziewanie. Do tego wręcz lubieżnie przesuwając po nim spojrzeniem, a ten, nietypowo dla siebie, spłonił się rumieńcem na twarzy.
— Nie! — prawie że burknął i uniósł się do pozycji siedzącej. Popatrzył chwilę na Jasona. — Nie wiem — dodał już mniej pewnie. Czuł się zawstydzony i niepewny. Zwykle tego nie robił. Wolał inaczej, ale… nie miał pojęcia, jak się zachowa, kiedy już naprawdę będzie tęsknił za Jasonem. Kiedy będzie musiał jakoś rozładować napięcie.
— Nagraj się — zażądał nagle tatuażysta, patrząc mu w oczy z zarówno wrednym uśmieszkiem, jak i jawnym podnieceniem.
— Co…?
— Jak będziesz miał ciśnienie i będziesz robił sobie dobrze, najpierw ustaw kamerę — zamruczał nisko, a Alex głośno przełknął ślinę.
— Nie… — wydusił, czując, jak robiło mu się duszno i gorąco z zażenowania.
— Nie daj się prosić, królowo. Zrobię coś dla ciebie w zamian, jak chcesz — odparł Jason, który trochę przez Mike’a nauczył się, że można się tak dobrze targować. Poza tym sama myśl, że jego seksowny kochanek nie tylko dotykałby swojego penisa, ale i wsuwał w siebie palce, wyobrażając sobie ich seks, była… na tyle ciekawa, że sam lekko teraz stwardniał.
— Wydaje mi się, że nie ma czegoś takiego, czym byś mnie przekonał — odpowiedział chłodno Alex, choć z rumieńcami zawstydzenia na policzkach. Nie był w stanie nawet sobie wyobrazić, jak bardzo byłoby to upokarzające, aby postawić przed sobą komputer z włączoną kamerą i robić sobie dobrze.
Jason zacmokał, bo nie przychodziło mu głowy nic, co mogłoby przekupić Alexa.
— Na pewno nic? Nie kręci cię coś, co chciałbyś, żebym dla ciebie zrobił? Bo fajek na pewno nie rzucę, ani na jeden dzień.
— Nic mi nie przychodzi do głowy. A twoja propozycja jest… wymagająca.
— Nie chciałeś razem oglądać pornosa, więc na to mógłbyś się zgodzić. Ja będę cały czas myślał o twojej wrażliwej dziureczce… — odmruczał Jason swoim seksownym, niskim głosem i wychylił się, by liznąć jego dolną wargę zakolczykowanym językiem.
Alex westchnął ciężko.
— Już… już chyba wolałbym obejrzeć z tobą to porno. Jason, naprawdę, bardzo zawstydzające jest to, o co mnie prosisz — upierał się przy swoim, mimo że to, co słyszał, rozgrzewało go. Musiał zmienić temat. — A gdzie chciałbyś pójść na tę kolację?
— Zobaczysz. Meksykańska kuchnia. Ale nie kręć już nosem, tylko daj się przekonać, bo może dzielnica jest, jaka jest, ale żarcie z wyższej półki — odpowiedział Jason, pozwalając mu na razie zejść z tematu, lecz nie znaczyło to, że odpuścił. — To co? Ubieraj się i jedziemy? — Poklepał go po udzie.
Alex skinął głową z wyraźną ulgą, po czym, po sekundzie zawahania, cmoknął Jasona w usta.
— Zaraz wracam — zapewnił, kiedy już wstał, aby się przygotować do wyjścia. Chciał wziąć szybki prysznic i przebrać się w coś, w czym nie będzie się rzucał w oczy.
Jason odprowadził go spojrzeniem i korzystając z tego, że ogarnięcie się trochę Alexowi zajmie, wyszedł na balkon przez duże, przeszklone drzwi. Pochylił się nad barierką i zapatrzył na ocean rozpościerający się na horyzoncie. Widok był naprawdę niesamowity. Szczególnie teraz, gdy już było prawie całkiem ciemno. Księżycowa poświata odbijała się w dość spokojnej wodzie, a z dołu Jason słyszał odgłosy nocnego życia Miami. Szczególnie tutaj, na Miami Beach, było ono widoczne. Okoliczne kluby przepełnione były ludźmi, wszędzie coś się świeciło, zewsząd płynęła muzyka. W takich momentach z przyjemnością czuł, że chyba aż tak bardzo się nie starzał, jak mu się czasami wydawało, bo nie przeszkadzały mu specjalnie te odgłosy. I może nie przyznałby tego z emfazą, ale cieszył się, że miał paczkę, z którą mógł od czasu do czasu wyskoczyć do klubu, napić się i pogapić na tańczących ludzi.
— Palisz? — z rozmyślań o tym wszystkim kilkanaście minut później wyrwał go głos Alexa.
Kiedy się odwrócił, zobaczył, jak jego kochanek właśnie zakładał szarą marynarkę zapinaną na jeden guzik. Pod nią miał białą koszulę, rozpiętą od góry aż do wysokości obojczyków. Na dole ciemnoniebieskie spodnie i brązowy pasek ze złotą klamrą. Jak na siebie, wyglądał bardzo luzacko. Tym bardziej, że włosów nie ułożył tak staranie jak zwykle. Były zwyczajnie zaczesane do tyłu i lekko na bok.
Jason zlustrował go ostentacyjnym spojrzeniem i wypuścił z ust zaciągnięty wcześniej dym.
— Ta… — mruknął, przypatrując się głównie jego odkrytej szyi.
— Kończysz? — Alex podszedł do niego, wychodząc na balkon. — Chyba nie będzie zimno — rzucił, zastanawiając się, czy później nie zmarznie.
— Chyba nie, ale jedziemy motorem — przypomniał mu Jason, gdyby Alex jednak chciał coś jeszcze wziąć. Chociaż według niego dzisiaj było wyjątkowo ciepło, więc sam był lekko ubrany. Czarny bezrękawnik, motocyklowa kurtka i wąskie spodnie podkreślające szczupłość jego długich nóg. — I już skończyłem, jedziemy — zdecydował, gasząc papierosa w popielniczce stojącej w rogu balkonu. Alex musiał dbać o to, by zawsze tam była, bo Jason, gdy odwiedzał go w biurze, lubił robić wycieczki na balkon w wiadomym celu.
— Mhm, wezmę kurtkę — rzucił jeszcze Grey i wyszedł, żeby zaopatrzyć się w niezbędne rzeczy na motor. Pod tym względem wolał jednak samochód.
Tymczasem Jason napił się jeszcze toniku i sięgnął po kask z półki. A gdy Alex do niego dołączył, obaj wyszli z apartamentu.
Stojąc w windzie, tatuażysta już chciał wcisnąć odpowiedni guzik, gdy dobiegło ich kobiece „przepraszam, jeszcze ja!”. I dosłownie dwie sekundy później do środka wpadła pokojówka z naręczem ręczników, zza których ledwo widać było jej ładną buzię. I nie była to byle jaka pokojówka, lecz Marg. Zamrugała na ich widok, mimo że nie powinna była się dziwić, skoro wiedziała, że Alex wciąż tu pracował, podobnie jak ona. Choć w innej funkcji.
— Och… Cześć! — wydusiła, a jej zaskoczony wyraz twarzy ustąpił miejsca nieśmiałemu uśmiechowi.
— Cześć — odparł automatycznie Jason. — Jak żyjesz?
— A… dobrze — odpowiedziała, a Alex dał im rozmawiać.
Co prawda lubił Marg, ale uważał, że ta powinna jechać windą dla personelu, a nie tą, którą poruszali się goście hotelowi. Taką niekompetencję zdążył jednak zauważył wcześniej także u innych tutejszych pracowników, więc może tutaj było to dozwolone. Nie wnikał.
W czasie tej krótkiej przejażdżki usłyszał, że Mike i Marg już rozglądali się za miejscem, w którym miałoby odbyć się wesele i że rodzice Mike’a o dziwo stanęli na wysokości zadania. Podobno bardzo wdrożyli się w to planowanie, zapewniając, że opłacą całą salę, dekoracje i jedzenie. Wciąż pozostawała kwestia daty, ale Marg zapewniła, że prędzej niż później.
— Proponuję jak najszybciej się na nią zdecydować — poradził na koniec Alex, kiedy już byli na parterze. — Sale mają długie rezerwacje — dodał jeszcze i krótko skinąwszy głową dziewczynie, wyszedł z windy, nie oglądając się za nią.
— Taa, on wie coś o tym — mruknął Jason, wykrzywiając usta. Mrugnął do Marg, nim ruszył za swoim kochankiem.
Aż się do siebie uśmiechnął. Miał się spotkać tylko z Alexem, a wpadł na gołąbki i Marg. Miał nadzieję, że w meksykańskiej knajpie nie ujrzą Kate z Juanem.
Kilkadziesiąt minut później siedzieli już w Chili’s Grill & Bar. Była to niewielka knajpka w dzielnicy Norland, na szczęście nie na drugim końcu Miami. Motor stał na dużym parkingu, wokół którego, poza barem, w którym siedzieli, znajdowała się masa innych knajpek. Jason wydawał się dobrze znać okolicę. I o dziwo, kiedy jakiś Meksykanin w kremowym fartuchu podszedł do ich stolika, by odebrać zamówienie, uśmiechnął się do Jasona tak, jakby go znał. Do tego powiedział coś po hiszpańsku, na co Jason odpowiedział w tym samym języku. Potem już jednak po angielsku zamówił dla siebie i Alexa jedzenie. Sam, kiedy tu jadał, choć dawno tego nie robił, zawsze wybierał chrupiące tacos z kurczakiem. Co by nie mówić, może knajpka nie była z tych, jakie zwykle odwiedzał Alex, ale jedzenie mieli naprawdę doskonałe.
— Nawet… przyjemne miejsce — rzucił w końcu Anglik, kiedy kelner przyniósł wodę. — Często tu bywasz?
— Raczej bywałem — uściślił Jason, siedząc naprzeciwko kochanka. Był bardziej rozluźniony, niż jakby miał przebywać z Alexem w drogiej restauracji. Tutaj nikt nie miał kija w tyłku, pachniało dobrym jedzeniem i było bardzo kolorowo, jak na meksykański bar przystało. — Mieszkałem w okolicy w dzieciństwie — dodał, sięgając po szklankę i upijając trochę. — No i tutaj zarobiłem pierwsze nielegalne dolary, ale to już mniej ciekawa historia.
— Dlaczego? — spytał młodszy mężczyzna, nie pokazując swojego niepokoju na słowo „nielegalne”.
Jason wzruszył ramionami. Lekko garbił się nad stolikiem, opierając o niego łokcie.
— Cała zabawa w taki biznes była chujowa. Ale już tu czysto, z tego co Pablo mówi — mruknął, zerkając krótko w stronę drzwi na zaplecze i kuchnię, za którymi zniknął kelner.
— Przyznam, że trochę niepokoi mnie to, co mówisz, ale nie pozostaje mi nic innego, jak zaufać ci w tej kwestii. Jednocześnie ciekaw jestem twojego dzieciństwa. Albo tego, jak byłeś młodszy. Co robiłeś z czasem wolnym?
— Nie jeździłem na wakacje do prestiżowych ośrodków — odparł Jason, wykrzywiając usta prześmiewczo i odnosząc się do tego, co Rush opowiadał o Brighton. — Włóczyłem się, głównie grałem w kosza, przesiadywałem u kumpla. Czasem trochę kasy wpadło na zakładach.
— Myślę, że kiedyś, jeśli będzie sposobność, moglibyśmy ci trochę zrewanżować brak takich wakacji. Jeśli interesy szłyby dobrze i Richard by sobie radził… wyjechałbyś gdzieś ze mną na więcej niż kilka dni?
Jason zmrużył powieki, ale nie zdążył zareagować w żaden inny sposób, bo do ich stolika przyszedł Pablo – niski kelner o bardzo suchej skórze, ale przyjemnej aparycji. Uśmiechnął się do nich, rzucił po hiszpańsku „proszę” i postawił przed nimi ich dania. Na talerzu Jasona spoczywały trzy tortille z chrupiącym kurczakiem, warzywami, serem i sosem, a przed Alexem sałatka z owocami morza.
Podziękowali, a gdy Pablo się oddalił, tatuażysta znowu skoncentrował spojrzenie na kochanku.
— Serio? — dopytał. — Wiesz, że młodszy blondi też kiedyś coś takiego obiecywał Charliemu i potem jakoś plan poszedł się jebać.
Alex westchnął ciężko i rozłożył serwetkę.
— Może w jego przypadku to kwestia czasu. A ja zaznaczam z góry. Jeśli interesy szłyby dobrze. W moim mniemaniu, nie Richarda, więc to też nie jest obietnica na już. Zasugerowałem tylko i spytałem, czy gdyby kiedyś nadarzyła się okazja, byłbyś zainteresowany.
— Mm… — odmruknął Jason, zabierając się za jedzenie. — Gdzie byś chciał wyjechać? I tylko ty i ja, hm? — upewnił się, czy Alex nie miał na myśli kolejnego grupowego wyjazdu w stylu wycieczki na wyspę Fishera.
— Tak. Tylko my. I nie myślałem jeszcze gdzie. Ale… jeździłeś kiedyś na nartach? — spytał starszy Grey. Za swoją sałatkę zabrał się powoli i spokojnie, bo, będąc szczerym z własnym żołądkiem, nie był głodny. Miał go ściśniętego z nerwów.
— Nie… — Jason ściągnął brwi, od razu czujniej patrząc mu w oczy. — Ty umiesz? — zapytał, mimo że domyślał się odpowiedzi. A nigdy nie wyobrażał sobie Alexa na nartach.
— Nie najlepiej, ale jeździłem swego czasu. Co prawda były to krótkie wypady, ale liczę, że coś jeszcze z tego pamiętam. Oczywiście, jeśli nie podobają ci się takie klimaty, zawsze można pomyśleć o czymś innym — odpowiedział Alex, samemu starając się myśleć o wszystkim, tylko nie o podróży do Anglii. Już wolał nawet rozważać, jak długa będzie kolejka do odprawy paszportowej, kiedy będzie wracać.
— Można pomyśleć — zgodził się Jason, znając Alexa na tyle, że wiedział, jak ten się stresował. Widział to doskonale, dlatego nie nawiązywał już do tematu, który ostatnio dopadał ich na każdym kroku. Teraz zresztą sama propozycja Alexa, by gdzieś wyjechać… tak naprawdę jako para, razem, aż go dziwnie poruszyła. — Kurwa, zaczynam mięknąć — zachrypiał z uśmiechem, kręcąc do siebie głową i nabijając kolejny kawałek kurczaka.
— W jakiej kwestii?
— Wyjazdu. Myślę o odpoczywaniu na stoku z tobą, gapieniu się na urokliwe widoczki i… — psyknął między zębami — wydaje się to gołąbkowo-romantyczne, a nie mam nic przeciwko — skończył, żeby nie odpowiedzieć, że ta wizja wręcz idiotycznie go nakręca.
Alex chwilę nie odpowiadał, aż w końcu uśmiechnął się delikatnie.
— Dziękuję za motywację.
Jason zerknął na jego przystojną twarz, która ubogacona w ten oszczędny uśmiech wydawała mu się jeszcze bardziej pociągająca.
— Nie ma sprawy, królowo. I jak żarcie?
— Smaczne — przyznał, jedząc powoli. — Opowiesz mi coś jeszcze?
— Z mojego radosnego życia sprzed założenia studia? — Jason dość mocno zironizował, bo niespecjalnie wesoło wspominał tamte czasy. Z drugiej strony, nie narzekał. Było, jak było. Czasem gorzej, czasem lepiej.
— Jeśli to nie problem.
Jason zamyślił się, nie wiedząc za bardzo, co mu opowiedzieć. Po pierwsze dlatego, że nie był typem, który snuł długie historie. Nawet Kate to wiedziała, bo to ona głównie usiłowała wycisnąć z jego jakieś smaczki i zostawała zgrabnie spławiana. Po drugie, mimo wszystko porównanie swojego życia do życia Alexa w otoczeniu przesiąkniętym zapachem pieniędzy było trochę… nie tyle zawstydzające, bo wiedział, jak bywa, ale i tak nie miał się specjalnie czym chwalić.
— Swój pierwszy raz na dole miałem z czarnoskórym facetem — rzucił w końcu zbywczo i popił kęs wodą.
Alex na moment przestał jeść, bo nie był pewny, czy ktoś tego nie słyszał. Nie rozejrzał się tylko dzięki silnej woli.
— I… był to ktoś ci bliski?
— Nieszczególnie. — Jason w przeciwieństwie do niego nie krępował się, jedząc spokojnie z wyrazem twarzy, który sugerował całemu otoczeniu, że miał je gdzieś. — Najpierw był moim rywalem w kosza. Potem się zakumplowaliśmy, a potem wyjechał, bo poszczęściło mu się i trafił do jakiejś wyższej ligi.
— Czyli też wyszedł na prostą — Alex odniósł się do tego, co wcześniej Jason mówił o nieciekawym środowisku, w jakim się wychował. — Masz jeszcze z nim kontakt?
— Rozmyło się bardzo szybko, to tylko pierwszy chłopak. Potem miałem lepszego kumpla, z którym dłużej się bzykałem, ale nawet nie wiem, czy wciąż mieszka w Miami. — Jason sam swego czasu marzył tylko o tym, żeby rzucić to miasto w cholerę. Tak było głównie wtedy, kiedy jeszcze mieszkał z matką i oczywiście nie zrobił tego przez wzgląd na nią. A po jej śmierci na tyle zobojętniał na wszystko wokół, że już takie myśli go nie nachodziły.
— Rozumiem. — Alex na chwilę zapatrzył się na swoją sałatkę. — A z kimś został ci kontakt? Czy to wszystko zostało zupełnie za tobą? — spytał, zastanawiając się, czy w jego przypadku uda się odgrodzić od narzeczonej i rodziców. Czy zostaną na wojennej ścieżce, czy może wszystko potoczy się w inny sposób.
— Ze starych znajomych kumpluję się z Emmą, to wiesz. Reszta… Alex, kurwa, wyglądam ci na faceta chodzącego jak debil na spotkania klasowe czy coś? I tak mi Mike kiedyś wypomniał, że byłem dupkiem, gdy mnie poznał, więc nie ma się co dziwić, że ludzie „z kiedyś” nie walczyli o zachowanie mnie w swoich słodkich serduszkach. — Jason wykrzywił usta w parodii uśmiechu. Na szczęście poza nimi w barze zajęte były tylko dwa stoliki i to oddalone, więc nie musieli narzekać na brak prywatności.
Alex uśmiechnął się pod nosem.
— Ciekawie to ująłeś. I z drugiej strony, ja nie pamiętam cię z początków jako „dupka”. Bardziej… coś nowego.
— A ty dla mnie byłeś facetem zagadką. Za cholerę nie wiedziałem, jak cię ugryźć. — Jason również się uśmiechnął, nie ogarniając, jak wiele zmieniło się w Alexie od tamtego czasu. A może po prostu poznawał go prawdziwego, zaś tamta zimna skorupa była jedynie swoistą tarczą.
— I dobrze, że masz na myśli „ugryźć” tylko w przenośni. Ale… A teraz? Czujesz, że wiesz o mnie więcej?
— Nie da się zaprzeczyć. Wiem, gdzie cię dotykać, żebyś się rumienił, kiedy mocniej pchnąć, żebyś zajęczał… — Jason złośliwie się z nim drażnił, ściszając głos i patrząc na niego jak chochlik. Taki przerośnięty.
Alex nie tylko zarumienił się na policzkach, ale też rzucił mu lodowe gromy z oczu.
— Przestań! — syknął.
Tatuażysta roześmiał się chrapliwie i zabrał za swoją ostatnią tortillę.
— Ta, ta… No, a tak serio, wiem więcej. Ale chciałbym chociaż zobaczyć, jak jeździsz konno, bo Charlie się wypaplał, że podobno umiesz. Albo posłuchać o twoim studenckim życiu. — Wzruszył przy tym ramionami i zamoczył kawałek warzywa w sosie.
Alex chwilę się zastanowił, po czym odłożył sztućce i popił posiłek wodą.
— Jeśli sytuacja będzie taka, że już nie będę mógł za bardzo wrócić do rodzinnego domu, to zabiorę Regenta ze sobą. Będę musiał tylko załatwić wszystkie formalności związane z jego transportem, co zapewne może zabrać mi kilka dni. Jednak myślę, że udałoby mi się zająć tym w stosownym czasie. Nie wszystko na raz.
— Regenta…? — Jason popatrzył na niego bez zrozumienia.
— Mój ogier. Nie było okazji, aby ci o nim powiedzieć. Ale jeśli już wiesz, że jeździłem konno… Mam tylko nadzieję, że jeszcze mnie chociaż trochę pamięta. — Uśmiechnął się słabo.
— Musiałbyś chyba stajnię dla niego wynajmować — zauważył Jason i dopytał z uśmieszkiem: — Jest biały?
— To nie problem. Teraz też płacę za jego stajnię i opiekę nad nim. Codziennie ktoś musi na nim jeździć, żeby miał ruch i był w dobrym samopoczuciu. I nie, Regent jest karym arabem.
— Kurwa, no to mój światopogląd się jebnął. — Jason zarechotał, kończąc jedzenie i sięgając po wodę. — No ale, ale, to nie możesz swojego drugiego ogiera porzucić — zgodził się z jego pomysłem, równocześnie podkreślając słowo „drugiego”.
— Jeśli… — Alex urwał, ściszając wyraźnie głos. — Jeśli nie będziesz o niego zazdrosny, to faktycznie nie mogę.
Jason uśmiechnął się, patrząc prosto w te seksowne oczy Alexa, chyba jako jedyna osoba na świecie widząca w nich jego wewnętrzne gorąco.
— Jeśli będziesz mnie dosiadał częściej niż jego…
— To może być trudne. Swego czasu znajdowałem czas, aby trenować z nim codziennie. Teraz jednak nie wiem, czy byłbym w stanie.
— Zanim go sprowadzisz, rozejrzyj się, czy będzie gdzie go umieścić — poradził Jason, nie będąc pewnym, czy Alex w obliczu tego, co go czekało, będzie w stanie myśleć o koniu.
— Spokojnie, poradzę sobie z tym. To będzie wręcz przyjemna odskocznia, takie nerwowe załatwianie setki rzeczy na raz, w obliczu rozmowy z rodziną. — Grey niemalże się zaśmiał, w końcu znajdując jakąś przyjemność w wyjeździe do ojczyzny.
Jason uniósł brwi, widząc go tak wesołego. Ten ogier musiał dla niego sporo znaczyć.
— Już jestem ciekaw mojego rywala — zamruczał, sięgając do kieszeni po portfel, żeby zapłacić za rachunek, skoro już obaj zjedli.
— Nie musisz się go aż tak obawiać. Poza kilkoma szczegółami, masz więcej zalet niż on. I pozwól, że ja zapłacę.
Jason ściągnął brwi, chwilę się wahając, ale skapitulował.
— Co tylko powie mój mężczyzna — zamruczał przegiętym głosem, darując sobie jednak teatralny pąs. Zawołał na Pablo po hiszpańsku.
W tym czasie Alex wyjął portfel i podał kartę kelnerowi, kiedy ten położył na stoliku rachunek. Nawet na niego nie spojrzał. Wsunął jedynie napiwek pod spód i poczekał, aż Pablo odda mu kartę. Gdy tylko to zrobił, od razu wstał.
Wyszli z knajpki i ruszyli oświetlonym licznymi latarniami parkingiem w stronę motocyklu Jasona. Mężczyzna dopiął kurtkę, ale zanim założył kask, zerknął na swój motor z rozbawieniem.
— Teraz będę za tobą na koniu zapierdalał na mojej bestii?
— To jest niedorzeczna wizja, Jason — skarcił go Alex.
— Tylko trochę. — Mężczyzna zaśmiał się jak wrona i cmoknął go w usta. Potem, nie czekając na zmrożenie spojrzeniem, założył kask i usiadł na motorze, by następnie poklepać się za plecami sugestywnie.
Alex przewrócił oczami. Dopiął kurtkę i założył kask, nim wsiadł na maszynę. Objął kochanka w pasie. Tak. Już wiedział, że chciał tu wrócić.

28 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 135 – O tym, co było i o tym, co będzie

  1. luinlos pisze:

    No i naprawione.
    Katka, dzięki za pomoc (zazwyczaj nie bardzo dbam o informacje w profilu, jeśli zakładam gdzieś konto tylko po to, by skomentować opowiadanie a nie wrzucać coś własnego).

  2. Katka pisze:

    Kasuikun/Luinlos, jeśli chcesz, byś znowu miała nick „luinlos” wejdź w kokpicie na Użytkownicy-Zarys mojej tożsamości i tutaj w krateczce pod „Display name publicly as” wpisz „Luinlos” to powinien Cię tak zapisywać :) Haha i oczywiście cieszę się, że żyjesz FDTS (choć mam nadzieję, że nie no-life’owo) :D Bardzo, bardzo nas to raduje :D

    Tigram, a Ty tylko o jednym, hehehe.

  3. kasuikun pisze:

    Ups! WordPress.com zmieniło mój zwyczajowy podpis (luinlos) na mój nick z wordpress.com – kasuikun. Nie wiem czemu, ale w razie czego kasuikun i luinlos to jedna i ta sama osoba. Komputer znów pokazał, że nie ma zamiaru ze mną uczciwie współpracować.

  4. kasuikun pisze:

    Yaoistka! Tigram! Ja robię dokładnie to samo!
    Albo od początku, albo od końca, albo na wyrywki, albo śledzę jedną pare omijając pozostałe wątki :D
    Kamień z serca na myśl, że nie tylko ja tak jakby… yy… żyję tym opowiadaniem :D

  5. Katka pisze:

    Dziewczyny, cieszymy się z Shiv strasznie, że tak FDTS przyciąga, że nawet znając sceny na wskroś, do nich wracacie :) Serio, to dla nas duży sukces. Aż żałuję, że nie da się sprawdzić, która scena została przeczytana największą ilość razy XD

  6. Yaoistka^^ pisze:

    TigramIngrow dokładnie!! ;) Tak robię ^^ Dziewczyny te opowiadanie jest MEGA! ;P i nigdy mi się nie znudzi choćbym miała czytać sto razy! *a Katka w myślach „a nie czytałaś z 120?* a ja się śmieję, że nie Xd

  7. TigramIngrow pisze:

    A ja tam się Yaoistce wcale nie dziwię. Sama czytam FDTS od początku, albo od końca, albo na wyrywki, bądź skupiając się tylko na wybranej parze a inne pomijając. To opowiadanie coś w sobie ma.

  8. Katka pisze:

    Yaoistka, podejrzewam po prostu, że już lepiej znasz nasze opowiadania niż my same XD A to już ciut straszne XD

  9. Yaoistka^^ pisze:

    Katko, aż tak cię przerażam? XD To sama przyjemność *.* ostatnio też przeczytałam NTBS ;) jeju nie umiem się już doczekać godziny 00.00 ^^

  10. Katka pisze:

    Another, co do przeszłości, spoko. Ostatnio jakoś staramy się robić na to odpowiedni nacisk. W ankiecie sporo ludków pisało, że by się właśnie przydało większe zgłębienie przeszłości bohaterów, więc mam nadzieję, że uda się w tekst wrzucać różne drobne smaczki. Haha, a gumki smakowe… Oj, nadejdzie na nie czas. Albo i nie, jeśli Alex nie wróci… XD Faceci na koniach… w takich bryczesach… matko, sam seks XD Jeśli oczywiście jeździec też jest odpowiednim ciasteczkiem. Ale Alex zdecydowanie jest, więc luz XD Zaś jeśli chodzi o Ryana i Lenny’ego… nawet nie za bardzo mogę coś obiecać, bo jeszcze nie miałam czasu ogarnąć następnego rozdziału :( Ale spoko, się okaże niebawem.

    Yaoistka, przerażasz mnie XD

  11. Yaoistka^^ pisze:

    No dobra… minęły 2 dni w których przeczytałam od nowa wszystkie rozdziały ^^ z jakąś przerwą na fika XD ^^ Więc dziewczyny, weny ;P

  12. another69 pisze:

    O mamo, co tu było…? xD
    A tak – Bardzo bym chciała więcej takich rozmów o przeszłości bohaterów, obojętnie jakich. Chociaż najbardziej interesują mnie Ryan, Lenny i Jason ;p Alex w zasadzie też xD
    Chciałabym jeszcze rozwinąć te tematy, ale to dopiero pewnie po wyjeździe.
    I chce wreszcie żeby użyli tych gumek smakowych! Ile mogę czekać? Ja zginę…
    Co do zachowania Alexa wobec Marg, nie mam jakiś obiekcji… Jak dla mnie miał rację.
    I tak przy okazji, uwielbiam facetów na koniach… W każdym sensie ;p Alex ma umięśnione i fajne ciało, więc moja wyobraźnia szaleje! Ale, ale, chcę w następnym rozdziale, albo chociaż za dwa, trochę Ryana i Lenniaka!

  13. Shivunia pisze:

    Floo >> Ooooh, takie wyznania zawsze są słodkie.I można je powtarzać nawet milion razy XD Chociaż to takie zabawne, że taki wredny chłodny facet i lodowa osobowość Alexa mogą w komplecie być słodkie. Chociaż oni przy sobie są tacy… ciut inni. Może to dlatego. i przez to, że własnie maja takie małe gesty przy sobie, ta gra w warcaby też zrobiła by się słodziaśne. Ok, bo chyba też pisze bez udziału mózgu. Hahaha, pora dnia jest niesamowita rzeczą wpływającą na nasze mózgownice.
    A co do harta. Jak jeszcze chwilę wcześniej przez czytanie fika wyobraziłam sobie Alexa trzymającego strusie jajko XD Tak teraz wyobraziłam go sobie takiego wyciągniętego jak struna z nosem zadartym i lodowatym spojrzeniem z dłonią na głowie takiego anorektycznego charta yeeey
    „dobra, gołąbki też nie były złe… głównie że było ich mało,” LOL wredne. Ale rozumiem. Niemniej czasami bezy też są dobre, mimo że to sam cukier XD

  14. Floo pisze:

    Czy ja już kiedyś mówiłam że ich kocham? … Tak? Nie szkodzi, KOCHAM ICH!!!!!!!!! Oni są jak miód i cytrynka w herbacie zwanej życiem… hmmm nie lubię miodu, ale to brzmi lepiej niż zwykły cukier… wracając do tematu, rany aż sama nie wiem co powiedzieć. Mam ochotę przytulić Jasona, mimo że pewnie by się wyrywał i bronił wszystkimi kończynami XD, i pogłaskać go mówiąc że przecież oczywiste że wszystko będzie dobrze. A jednocześnie chciałabym się zamienić w harta i zagryźć każdego kto spróbowałby się zbliżyć do Alexa, albo go zatrzymać, albo chociaż podnieść na niego głos…. swoją drogą… hart by do niego pasował, może mu dajcie takiego? Uch znowu odchodzę od tematu… którego właściwie nie mam… hmmm…. mam dziś dziwny nastrój, i wrażenie jakby moje ciało pisało ten komentarz bez wiedzy mózgu… Chyba powinnam iść spać…
    tak podsumowując, rozdział był cudowny, on nie muszą się pieprzyć 24 na dobę, mogą siedzieć i grać w warcaby a i tak rozdział byłby genialny. Oni są po prostu wyjątkowi, i nawet jak tylko rozmawiają to jest ciekawie :D
    Weny dużo weny, i dużo Jasona z Alexem!!!!
    No dobra, dobra, gołąbki też nie były złe… głównie że było ich mało, zbyt duża ich dawka skutkuje bólem zębów z przesłodzenia :D

  15. Katka pisze:

    Marta, jak już mówiłam, wszystko wyklaruje się, jak skończę poprawiać całość. Jestem przy 41 rozdziale, więc jeszcze troszkę :)

  16. Katka pisze:

    Luinlos, nie muszę chyba dodawać nawet zdania do tego, co powiedziałaś o Alexie i jego opinii na temat obowiązków w pracy. Podkreśliłaś to bardzo trafnie, więc tylko przyklasnę :) „tak samo byłby oburzony na sprzedawcę, który zamiast obsługiwać klientów rozmawia z kimś znajomym, albo na Rusha, który nie wypełnia swoich obowiązków tylko wydzwania do Charliego” – dokładnie tak. Nie jest łaskawy nawet dla swojego brata, więc byłoby dziwne, gdyby był obojętny w stosunku do innych ludzi, którzy nie postępują w pracy tak, jak powinni. Cieszę się, że tak fajnie go „czujesz” :)

    Yaoistka, bonusy… ano mamy jeden, więc w sumie można by wrzucić niebawem :) Ale to muszę się z Shiv pod tym względem dogadać, a na razie śpi, więc… no trzeba poczekać XD Uuuch i fajną sobie profesję wybrałaś! :D

    Tigram, nie, nie było to przesłanie, że jest to coś złego, raczej podkreślenie faktu. Jeśli ktoś się ogarnia w „stereotypach” (choć to za duże słowo w tym kontekście) to wie, że picie przez rurkę jest uznawane (nie wiem jak na świecie, ale na pewno w Polsce) za raczej kobiece. Zresztą, takie tyci niuanse ciężko wytłumaczyć, je trzeba poczuć :) A Jason ma zawsze dobre pomysły XD (Charlie by się kłócił na wspomnienie powieszenia plakatu z jego pleckami i tyłeczkiem na szybie, ale to ciii XD). „No i na urodziny Lenny’ego, bo ten jest w tym samym wieku?” – nie, Lenniak jest starszy od Jaya :) Pory roku w Miami na szczęście nie różnią się aaaaż tak znacznie od siebie, temperatury są dość podobne przez cały rok. Ale, jeśli nie czytasz twitterowych wpisów bądź wszystkich komci, to powtórzę, że wszystko się ustatkuje, gdy skończę poprawiać FDTS. Pisane było dawno temu, w początkowej fazie „dla fanu”, więc na takie szczegóły tak dużej uwagi nie zwracałyśmy – stąd mój powrót do tekstu i jego dopracowywanie. Zatem, jedyne co mogę powiedzieć, to cierpliwości ;) Ale jako ciekawostkę mogę rzucić, że od czasu poznania się Charliego i Rusha do czasu przyjazdu Alexa do Miami minęły niecałe 4 miesiące. „można by liczyć na to, że przez kilka odcinków to oni zdominują opowiadanko?” – jak na moje oko oni ostatnio cały czas dominują opowiadanko XD Ale tak, chyba będą w większym natężeniu, skoro akcja toczy się aktualnie głównie wokół coming outu braciszków ;) „I gdzie jest ten czarny charakter, który nam obiecywałyście juz jakiś czas temu?” – o ile się nie mylę, jak na razie go nie ma XD

  17. TigramIngrow pisze:

    „Z rurką. Charlie pijał przez rurkę.” – to zabrzmiało jakby to było coś złego. A chyba nie jest? Ja też lubię pić przez słomkę. Ale ja to dlatego, żeby mi szminka się na szklance nie odbiła… Oj dobra, nieważne.
    Pomysł Jasona – jak zwykle mega podniecający. On zawsze wymyśli coś dobrego – a to palcówka przed lustrem, a to seks z Alexem na biurku, a teraz jeszcze to nagranie się – jestem za. Rozmowa podniecająca, niemal podobna do tych Jeffowo Willowych. ^^
    A co do wieku Jasona – fakt, jest już coraz starszy i ta 30 mu wisi nad karkiem. Nie mogę się doczekać co wymyślicie na jego urodziny. No i na urodziny Lenny’ego, bo ten jest w tym samym wieku? W ogóle strasznie mi brakuje pór roku w tym opowiadaniu. Ja w ogóle nie wiem jaki teraz jest miesiąc tam u nich.
    A co do Alexa – nie ukrywajmy, że do tej pory nie było nic mówione o jego myślach i odczuciach nie związanych z Jasonem. Zazwyczaj jest uprzejmo obojętny, więc jakikolwiek przejaw jego myśli mnie zaskoczył. Szczególnie, że no mnie zaskoczyło, że coś takiego mogło mu przez głowę przejść, ale z tego co czytam w komentarzach miał prawo. Wspólny wypad… mrrr… można by liczyć na to, że przez kilka odcinków to oni zdominują opowiadanko? Och, och!
    I gdzie jest ten czarny charakter, który nam obiecywałyście juz jakiś czas temu?

  18. Yaoistka^^ pisze:

    Mam nadzieję, Katko, że brał udział. ;) Ciekawi mnie jeszcze ile arab wygrał rożnych konkursów, jura, na pewno przyznawała mu punkty za maść ;) ;P

    A tak całkiem niewinnie, jestem w technikum na profilu „technik hodowca koni” ;P Chce iść tym kierunkiem jakby nie wiem co!;P
    weny ^^ …dziewczyny macie jakieś bonusiki na zbyciu? XD Jeśli tak, chętnie poczytam ^^ XD a teraz już kolejny raz z rzędu biore się za czytanie FDTS ^^

  19. luinlos pisze:

    Moim zdaniem nie ma co się dziwić Alexowi i jego opinii na temat tego jak powinien zachowywać się personel hotelu. A widzę, że tu się pojawiają liczne głosy pełne oburzenia.
    Wydaje mi się, że Alex w tym wypadku zachowuje się bardzo typowo i normalnie – w jego opinii w godzinach pracy jesteś pracownikiem – bez względu na to co robisz, powinieneś zachowywać się profesjonalnie i zgodnie z tym, czego od ciebie wymaga dane stanowisko i pracodawca (a sprawy osobiste odsuwać na bok). On nie gardzi Marg ani pracownikami hotelu przez to jaki mają zawód ani nie czuje się od nich lepszy – nic w tym stylu. Sądzę, że nie podoba mu się to, że nie zachowują się tak, jak tego oczekuje po pracownikach eleganckiego hotelu – którzy powinni być niemal niewidzialni dla gości. I myślę, że tak samo byłby oburzony na sprzedawcę, który zamiast obsługiwać klientów rozmawia z kimś znajomym, albo na Rusha, który nie wypełnia swoich obowiązków tylko wydzwania do Charliego, czy nawet na aktora w teatrze który dorzucałby jakieś swoje wstawki w tekst odgrywanej sztuki. Więc to nie jest nic personalnego względem Marg.

    Ja sama mam kłopot, jak ide do knajpy w której pracuje mój przyjaciel – z jednej strony chętnie bym z nim porozmawiała, a z drugiej mam wrażenie, że nie pozwalam mu pracować jak należy i że inni klienci jak widzą nas gadających to się denerwują.

  20. Katka pisze:

    Tigram i ludki zauważające Alexowe odniesienie się do Marg, nooormalnie aż musiałam sprawdzić, o co chodziło! XD Tak czytam komenty, czytam… i dumam, „Jezu, co się tam stało? Zaćma totalna!”. Robię szybki „look” do rozdziału, czytam, przewijam… i jedyne, o co może Wam chodzić, to chyba to o windzie dla personelu? Jeśli tak, to mogę jedynie powiedzieć, że tak hotele (szczególnie wyższej klasy!) działają, że służba ma swoje windy, którymi się porusza i to naprawdę przejaw niekompetencji z jej strony, gdy ładuje się z rzeczami do gości. Jason, jako osoba totalnie zlewcza, nie zauważył tego nawet, jednak Alex, jako facet, dla którego praca jest priorytetem, który jest perfekcjonistą niemalże w każdym aspekcie życia, zauważa takie, bądź co bądź, oczywistości. Ale, by go nie bronić, powiem, że… wszyscy wiemy, że Alex nie jest idealny XD A jeśli chodzi o prace, zasady i obowiązki – potrafi był naprawdę zimno kalkulującym facetem. Niemniej, wciąż jestem zaskoczona, że tak Was to zszokowało, ale to dooobrze, znaczy, że w Alexie jeszcze wiele jest do poznania i nie raz jeszcze Was zaskoczy :)

    Luinlos, „Takie małe rzeczy jak wspólne wyjście do restauracji czy rozmowy o wszystkim i o niczym.” – nooo, to jest strasznie fajne, co nie? :D To jest właśnie ten plus obyczajówek, gdzie takie sceny są norma, a jeszcze dodatkowy plus to tasiemce, w których takie sceny nie wydają się zapychaczami. Już nie wspominając o tym, jakie to rozluźniające, pisać taki leniwy, niezobowiązujący wypad (szczególnie dla osób, które nie ruszają się na krok od kompa XD). Co do Regenta, haha, też lubię to imię, a w ogóle to wymyślone przez Shiv zostało już mam wrażenie straaaaaaaaasznie dawno temu! To mnie wciąż zaskakuje, że tak dawno wymyślałyśmy niektóre rzeczy do FDTS i po tak długim czasie dopiero mogą zaistnieć XD W ogóle też to co mówisz o tym rozmawianiu o seksie, które czasem potrafi być bardziej podniecające niż sam opis seksu – myślę, że to po prostu magia niedopowiedzeń :D To tak… nie pokazuje dosłownie, a niemożliwie działa na wyobraźnię. Czasem bardziej stymuluje do wyobrażania sobie różnych rzeczy i to właśnie kręci :D Więc zgadzam się z Tobą w 100%. „macie ciągle tendencję zwyżkową i liczę na to, że taka sytuacja się utrzyma” – haha, my też!

    Yaoistka, doookładnie, Araby są drogie, więc nic dziwnego, że Alexik takiego ma, hehe. No i fajowo, że kochasz konie, bo w takim razie domyślam się, że jeśli Alex rzeczywiście wróci i to z koniem, to scenę chociażby przedstawiania Jasonowi jego nowego konkurenta będzie Ci się dobrze czytało XD A czy Alex brał udział w takich sprawach… ciężko powiedzieć, to już trzeba pytać Shiv. Ale jeśli brał, to na pewno był hojny XD

    Marta, taaa, bo biały tak strasznie do Alexa pasuje, że wręcz szok, że konik nie jest bialutki XD A tu psikus. Alex potrafi zaskakiwać. A czy Alex się zgodzi… to się okaże, choć trzeba też wziąć poprawkę, że niestety będzie miał na głowie dużo innych rzeczy niż myślenie o seksie przed kamerką. Ale kto wie, kto wie…

    Tess, „Wizja Alexa przed kamerą jest bardzo obiecująca!” – oj baaardzo! I podejrzewam, że Jasonka też ostro nakręciła ta wizja, więc wie, co czujesz XD „przecież to prawda, że ona tam pracuje, to, że mają jakieś tam bliższe relacje, to już inna sprawa.” – mhm, dokładnie. Tu chodzi trochę o to, na jakiej płaszczyźnie się spotykają. Teraz Marg była w pracy, więc Alex w ten sposób podszedł do sprawy :) A wenę chętnie zbieramy, więc dzięki! ;*

  21. Tess pisze:

    Och! Och! Ten pomysł z filmikiem jest zajebisty, haha. Cudowny wręcz. Najpierw ten kolczyk u Ryana… Teraz to. Tak szczerze, to śmieje się sama z siebie przez to, jak bardzo mnie to nakręciło :D Wizja Alexa przed kamerą jest bardzo obiecująca!
    Co do tej całej sprawy z Marg… Według mnie Alex nie pomyślał czegoś szczególnie obruszającego, przecież to prawda, że ona tam pracuje, to, że mają jakieś tam bliższe relacje, to już inna sprawa. Jakoś mnie ta sprawa obeszła szczerze powiedziawszy.
    „— Teraz będę za tobą na koniu na mojej bestii zapierdalał?” – Rozwaliło mnie to!
    Weny!

  22. Marta696 pisze:

    Kurde nie wiem co napisać , alex strasznie mnie zszokował,kawał chama z niego wyszedł.
    Ja też wyobraziłam sobie białego konika. obraz Jason pomykającego motorem za alexem na koniu mnie zabił. haha
    propozycja jasona jest dośc gorąca,Alex się pewnie nie zgodzi w najbilższym czasie,to może zróbcie z nimi seks przez telefon,też fajna opcja

  23. Yaoistka^^ pisze:

    Piewsza połowa mojego komcia to to co napisała TigramIngrow. ;)

    kocham konie! ^^ Araby są drogggiiie huhu! a jeszcze kare! *.* Jakbyście mogły, znajdźcie zdjęcie tego Regenta. ;) Alex teraz kurde serduszka mi przed oczami latają! ^^ Jedna z moich ukochanych postaci i też ma konia! i zapewne konie ogólnie kocha ;) *ciekawe czy Alex brał udział w tych sprawach przeciwko znęcaniu się nad końmi idącymi na rzeź, jak się widzi te zdjęcie i filmiki z zabijaniem zwierząt, i jeszcze się z tego śmieją! ;(*

  24. luinlos pisze:

    Och, ten rozdział to miód na moje serce.
    Jak ja uwielbiam takie codzienne sytuacje… Takie małe rzeczy jak wspólne wyjście do restauracji czy rozmowy o wszystkim i o niczym. I mimo, że niamal cały czas czuć było nerwową atmosferę wyjazdu, to jednak te wszystkie drobne gesty, czy informacje z przeszłości Alexa i Jasona były tak przyjemne i w jakiś sposób uspokajające. I koń! Regent! Bardzo podoba mi się to imię :) I też przypuszczałam, że wbrew logice nie będzie to biały koń (biały jest zarezerwowany dla Rusha). Już sobie wyobrażam reakcje Jasona na widok Alexa w stroju do jazdy konnej. Muahaha, chyba by się Alex nie zdążył nawet przebrać, a już by go Jason zaatakował :D
    Och, i nie mogę pominąć jednej sprawy:
    „— Nagraj się — zażądał nagle tatuażysta, patrząc mu w oczy z zarówno wrednym uśmieszkiem, jak i jawnym podnieceniem.
    — Co?
    — Jak będziesz miał ciśnienie i będziesz sobie robił dobrze, najpierw ustaw kamerę — zamruczał nisko.”
    No tutaj aż lekko zapiszczałam XD
    A potem miałam niemalże nosebleed na myśl o tym jakby to wyglądało.
    Ciekawa sprawa, że czasami własnie takie teksty bardziej człowieka kręcą niż sam seks – w sensie sama propozycja i rozmawianie o tym jest gorące, w moim odczuciu, czasami nawet bardziej, niż opis seksu jako taki.
    Ho ho, a może nawet nie tyle by się nagrał co zrobił „wideokonferencję” z Jasonem…? Um… Tak. Ekhm. Luin, opanuj się masz jeszcze wniosek do napisania na uczelnie, to nie jest najlepszy moment by puszczać wodze fantazji.
    Ok. Konczę ten komentasz. Dziękuję za kolejny doskonały rozdział i czekam niecierpliwie na kolejny. Jak na razie macie ciągle tendencję zwyżkową i liczę na to, że taka sytuacja się utrzyma :)

  25. TigramIngrow pisze:

    Jestem zbyt zszokowana tym co sobie Alex o Marg pomyślał, by skomentować rozdział jakoś sensowniej. Muszę to przetrawić.
    Alex… serio?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s