In Out In – 9 – Świąteczna prośba

Nie było aż tak zimno, jak mogłoby się wydawać. Co prawda śnieg gęsto padał, ale wiatr nie doskwierał i gdy całą trójką wyszli z samochodu prawnika, nie trzęśli się z zimna.
— Jak się wam podoba? — zagadał Walt, obchodząc auto, by wyjąć bagaże.
Stali już pod domkiem myśliwskim. Był niewielki, ale klimatyczny. Znad drzwi patrzyła na nich jelenia głowa i już wiedzieli, że przez nieduży ogródek będą się dosłownie przedzierać. Był cały zaśnieżony.
— Biało — skomentował Albert niemalże chórkiem z Anne. — Ale ładnie — dodał, aby Walter nie poczuł się źle. — Będzie sporo odśnieżania.
— W środku jest kominek, będzie ciepło — zapewnił prawnik, wynosząc swoją walizkę oraz tę przyjaciółki.
— Świetnie! Ja nam zrobię coś do picia, a wy rozpalicie — zdecydowała rudowłosa kobieta, wyciągając jeszcze prawnikowi klucze z kieszeni, by otworzyć domek.
Albert nie miał nic przeciwko. Poprawił jeszcze czarny szalik, jakim miał owiniętą szczelnie szyję i ze swoją torbą zaczął przedzierać się za resztą w stronę domku.
Gdy tylko weszli do środka, zdjęli wierzchnie ubrania i zanieśli bagaż do saloniku, Walt objął Alberta w pasie i pocałował go w usta.
— Przyznaj, że już jesteś podekscytowany wspólnie spędzonymi świętami — zamruczał, a Anne tylko uśmiechnęła się do siebie i zniknęła w małej kuchence, by zrobić im herbatę.
Albert też się uśmiechnął, dając się bez pretensji przytulić.
— Chyba tu mnie masz, bo tak. Chociaż coś czuję, że stąd nie wydostaniemy się, aby iść do kościoła — dodał już trochę uszczypliwie.
— Jest krzyż, możesz się modlić. — Walt skinął głową w kierunku dużego, mosiężnego krucyfiksu, który stał na kominku. — Choć zapewne zabrałeś ze sobą co najmniej różaniec — dodał z lekkim uśmiechem, przesuwając dłonią po plecach, nad paskiem spodni Alberta, a ten prychnął pod nosem.
— Ta, chociaż tobie też by nie zaszkodziło, jakbyś chociaż raz zobaczył, jak wygląda msza z okazji narodzin Jezusa.
— Widziałem. Ładna uroczystość. Choć nie widzę w niej sensu. Ale… — Walt szybko położył mu palec wskazujący na ustach. — Nie musisz mnie przekonywać, że jednak ma.
Albert przewrócił oczami i zabrał mu dłoń ze swoich ust.
— Jak chcesz. Daruję ci tym razem.
— Och, szczęściarz ze mnie! — Walt uśmiechnął się szeroko i pocałował mocno mężczyznę, aż przechylając go do tyłu.
— Mmm… — Albert zamruczał w jego usta, łapiąc go mocno za ramiona. — Ale, ale może najpierw rozpalmy w kominku, bo chłodno trochę, hm?
— Dobrze, przyniosę więcej drewna ze składziku — zaproponował prawnik, widząc, że w koszu obok kominka jest go niewiele. Puścił więc swojego kochanka, który skinął poważnie głową i jeszcze zatarł ręce, nim zabrał się za rozpalanie w kominku.
— Hej, Al… — usłyszał po chwili od strony wejścia do salonu, gdy Anne wkroczyła z trzema parującymi kubkami. — Tak się zastanawiałam, bo Walt oczywiście przekonywał mnie sumiennie, że ja tu wam wadzić nie będę, ale możesz mi wprost powiedzieć, że wtedy a wtedy mam się zmyć i zająć sobą w osobnym pokoju. Bo przyznam, że mi trochę jednak głupio, że wam tu się wpakowałam.
Były duchowny uśmiechnął się do niej ciepło.
— Nie, w tej kwestii się nie pomylił. Naprawdę nie będziesz przeszkadzać. Przecież przyjechaliśmy tu na święta, a nie, aby… — Wzruszył ramionami. — Nie wiem, co robić. Ja przynajmniej umiem się ograniczać. — Zaśmiał się, po czym wrócił do przedmuchiwania kominka. Miał niemile wrażenie, że komin jest zatkany śniegiem i miał nadzieję, że tylko nim.
— Cieszę się i obyś nie mówił tego z grzeczności — zastrzegła Anne, stawiając kubki na małym, kwadratowym stoliczku. — Chciałam ten domek zobaczyć, bo tu podobno Walt spędzał każde święta w dzieciństwie.
— Opowiadał ci coś o tym? — dopytywał mężczyzna, zaglądając w górę do komina. — Myślisz, że jest tu gdzieś latarka jakaś?
— Poczekaj. — Anne szybko wyszła do maleńkiej kuchni, po czym przyniosła z niej duże pudełko na narzędzia i postawiła obok Alberta. — Może tutaj — stwierdziła, zaczynając szukać i równocześnie dodała: — A co do domku, Walt niewiele opowiadał, ale wiem, że domek należy do jego dziadka i tutaj spotykali się całą rodziną. Czyli rodzice Walta z nim samym, chyba jego dwójka kuzynów i ktoś jeszcze. Choć dziwi mnie to, bo to nie jest duży domek.
— I trochę inaczej sobie go wyobrażałem. Tym bardziej po tym, jakie jest jego mieszkanie — odparł mężczyzna i też zajrzał do skrzynki. — O tu jest — ucieszył się, widząc latarkę. Niestety… nie działała. — Pomysł z bateriami? Mamy jakieś?
— Ja nie mam — westchnęła kobieta, a do saloniku wszedł Walt, niosąc skrzynkę z drewnem. Stęknął i postawił ją obok nich.
— Czegoś szukacie? — zapytał, widząc narzędzia.
— Latarki, ale nie ma baterii — odparła Anne.
— Ja mam latarkę w samochodzie. Przyniosę, jeśli trzeba, ale do czego?
— Chyba śnieg jest na kominie — wyjaśnił Albert.
— Och — strapił się Walt. — Przyniosę, poczekajcie — dodał i wyszedł do przedsionka, by założył płaszcz i pójść do samochodu.
Anne w tym czasie usiadła ciężko na starej kanapie i sięgnęła po kubek z herbatą, by ogrzać ręce. Albert za to uśmiechnął się pod nosem.
— Ciekawe, czy przewidział takie dodatkowe atrakcje.
— Mnie nie pytaj. — Anne uniosła dłoń w obronnym geście, popijając swoją herbatę i postanawiając zostawić mężczyznom tę sprawę.
Walt wrócił po krótkiej chwili i przyniósł ze sobą niedużą latarkę. Albert przyjął ją bez słowa i zajrzał do komina. Ciemno, ledwo co widział, ale przypuszczał, że miał rację. Pozostało im liczyć, że się nie zaduszą, kiedy będzie próbował ciepłym powietrzem z ogniska roztopić ten śnieg.
Walt pomógł mu z rozpaleniem ognia, a Anne w tym czasie przypatrywała się im, wspominając co raz, że herbata im stygnie. A potem, gdy wyszła do toalety, a w kominku już się mocno paliło, Walt wyniósł do kuchni skrzynkę z narzędziami, po czym podszedł do wciąż kucającego na niedźwiedziej skórze przed kominkiem Alberta i dosłownie przewalił go na nią na plecy. Uśmiechnął się do niego z góry, wyraźnie w dobrym humorze.
— Ciepło — zamruczał.
Albert szybko dużymi, ciemnymi oczami spojrzał w stronę, gdzie znikła Anne.
— Walter, no — jęknął, kładąc mu dłonie na ramionach. — Wiem, że ci się podoba, ale nie szalej — dodał już spokojnym tonem. Na szczęście dla Waltera niekarcącym.
— Mam nadzieję, że tobie też się podoba? — prawnik odpowiedział pytająco, nie puszczając go i tylko wpatrując się wesoło w jego przystojną twarz.
— No, nie jest źle. Chociaż, nie powiem… Spodziewałem się trochę czegoś innego po tym, czym lubisz się codziennie otaczać.
Walt na moment zupełnie zamarł, dziwnie zgaszony. Przesunął dość nerwowo jak na siebie językiem po ustach i spytał z zatroskaniem:
— To znaczy… mogło być lepiej, według ciebie?
Albert pokręcił głową, objął go w końcu za szyję i przyciągnął do pocałunku.
— Jest nieźle. Tylko chyba nie wiem o tobie dość dużo, bo jestem zaskoczony, że jest tak przyjemnie swojsko.
— Dziadek lubił takie klimaty — stwierdził starszy mężczyzna i przesunął dłonią po krótkich, ciemnych włosach kochanka. — Sądziłem, że ty wolisz prostotę od przepychu, dlatego tutaj cię zaprosiłem.
— Bo taka prawda, ale chyba mogę być lekko zaskoczony, że ty ze swojego zrezygnowałeś, aby mi dogodzić.
— Rzeczywiście jeszcze wiele o mnie nie wiesz… — zamruczał z uśmiechem Walt, a do pokoju weszła Anne.
— Ja wiem bardzo wiele, ale będę milczeć. I pójdę nam zrobić jakąś kolację, bo już się ściemnia.
Albert, widząc dziewczynę, lekko się speszył, leżąc tak nadal na tej podłodze pod Walterem.
— Wstań już — poprosił go szeptem, zabierając ręce z jego karku.
Walt uśmiechnął się do niego ciepło i pocałował go w usta, nim się odsunął.
— Pomóc ci, słońce?! — krzyknął w stronę kuchni.
— Nie waż się nawet wchodzić na moje terytorium! — usłyszał negującą odpowiedź i zachichotał, samemu siadając na kanapie, by wreszcie wypić herbatę. Zachęcił Alberta gestem, by do niego dołączył.
Ten spojrzał jeszcze w stronę kuchni i faktycznie wstał. Dosiadł się do Waltera i od razu napił się z kubka z lekko ukszczonym uszkiem. Uśmiechnął się do siebie. Może trochę źle oceniał prawnika.
— Ciepło — zamruczał pod nosem, zerkając na niego i powtarzając jego słowa sprzed chwili.
Walt uśmiechnął się i nie powstrzymał się przed cmoknięciem go w policzek.
— Poczekaj, aż rozwiesimy ozdoby świąteczne. Będzie idealnie.
— Będziemy iść po choinkę?
— Jest sztuczna w schowku. Dziadek zawsze preferował żywą, więc była żywa, ale jest jeszcze jedna sztuczna. Chyba ją użyjemy.
— Może być. A skarpety nad kominkiem też zawieszaliście?
— Tak! — Walt zaśmiał się do wspomnień. — Zawsze rankiem były pełne słodyczy.
— I co jeszcze? Nie mówiłeś mi nigdy dużo o swojej rodzinie.
— Nie ma co opowiadać. Mogę cię im kiedyś przedstawić, ale przeprowadzili się do Nevady, więc rzadko ich widuję.
— Z jakiegoś konkretnego powodu? I jakie masz z nimi relacje? — Albert pytał dalej, pijąc już chłodnawą herbatę. Nie odniósł się do przedstawiania go rodzinie kochanka, bo nie za bardzo tego chciał.
— Dobre, nawet bardzo dobre. A wyprowadzili się… bo stwierdzili, że potrzebują zmian. Są dość ekscentryczni. — Prawnik uśmiechnął się lekko i objął Alberta w typowy sobie, dominujący sposób. — A twoi? Mieszkają w Milwaukee?
— Nie chcę rozmawiać o mojej rodzinie, jeśli to nie problem. Nasze drogi… się rozeszły i to chyba tyle, co trzeba o nich wiedzieć. A… co rozumiesz przez „ekscentryczni”?
— Hm… jeśli uważasz, że mój czerwony garnitur jest dziwny, to nie chciałbyś zobaczyć garderoby mojego ojca, a zapewniam cię, że nie jest homoseksualistą — odparł William z cichym chichotem.
Albert aż uniósł brwi, spoglądając z ukosa na kochanka.
— Jak tak mówisz, to aż chwilę można się zastanowić w prawidłowość stwierdzenia, że to wywołują tylko geny.
— Nie martw się, mamy inne wyczucie gustu. Choć podejrzewam, że podobne teorie, więc nie dogadalibyście się specjalnie. — Walt westchnął do siebie, zdając sobie sprawę, jak wiele kłótni sam przeżył z Albertem przez odmienność poglądów.
— Czyli jesteście z ojcem dość podobni, reasumując. A matka?
— Moja mama…? Hm, w trzech słowach może… Jest hipochondryczką, prawnikiem jak ja i wolontariuszką. Z nią prędzej byś się dogadał niż z moim ojcem.
Albert wydał się faktycznie bardziej zainteresowany.
— Wolontariuszką? — dopytał się.
— Tak, kiedyś działała sporo, pomagając weteranom i ich rodzinom, a ostatnio, z tego co wiem, bywa w domu starców. Podziwiam to, że przy takiej pracy znajduje jeszcze na to czas. Sam widzisz, jak mnie moja praca pochłania, a profesje mamy podobne.
— Też rozwodzi ludzi? A twój ojciec, kim jest?
— Nie, jest prokuratorem, dla ścisłości, zajmuje się ostrzejszymi sprawami. Mój ojciec jest projektantem wnętrz, dusza bardziej artysty, więc wychodzi na to, że wdałem się w mamę. — Walt, opowiadając, popijał herbatę i głaskał Alberta po włosach i szyi. Obaj też czuli z kuchni przyjemny zapach czegoś pomidorowego.
— To ciekawie się dobrali. I… też to czujesz? Anne, jakby znalazła sobie bogatego faceta, to chyba byłaby idealną żoną.
— Dobrze, że podkreśliłeś, że bogatego. — Zaśmiał się. — Ale sam się dziwię, że jest sama. Mam nadzieję, że nie jest jej przykro, jak widzi, że ja mam ciebie. — Mrugnął do Alberta radośnie.
— Chyba nie. Zresztą, powinna być zadowolona, bo ma z kim o tobie plotkować. — Były ksiądz zaśmiał się z wrednym uśmiechem i poklepał partnera po klatce piersiowej. — O tym, jakim złym pracodawcą jesteś.
— Jestem doskonałym pracodawcą! Nie z każdym można rozmawiać o takich tematach, jak rozmawia ze mną i nie każdy szef zabiera pracowników na zakupy czy pączki w porze lunchu.
Albert zaśmiał się i pokiwał głową.
— Przecież wiem, drażnię się tylko z tobą.
Walt zamruczał i przesunął nosem po jego szyi.
— To dobrze. I to ty tak pachniesz czy nasza kolacja? — Zaśmiał się cicho.
— Chyba nasza kolacja — odparł Albert i odepchnął zdecydowanie jego czoło, po czym sam pocałował w zdecydowany, pewny sposób. — Ej, Walt. — Spoważniał nagle, patrząc mu w oczy.
— Mmm? — Prawnik też nieco zreflektował, widząc jego wzrok.
— Mogę cię o coś poprosić?
— Oczywiście.
— Chciałbym… — Przełknął ślinę. — Chciałbym dzisiaj być na górze — rzucił w końcu pewnie.
Powieki Walta lekko się rozchyliły, a on przez moment najwyraźniej nie wiedział, co odpowiedzieć. Popatrzył tylko szybko w stronę drzwi do kuchni i znowu na swojego kochanka.
— Hm… Tak? Jesteś pewien? — zapytał neutralnie, wyraźnie nie spodziewając się takiej inicjatywy i widać było na jego twarzy, że nie wiedział, jak się ma z tym czuć.
— Jakbym nie był pewien, to chyba bym cię nie prosił. To jak? Chyba że tchórzysz? — Albert zaśmiał się i dotknął go palcem wskazującym w klatkę piersiową.
— Ja? Miałbym się bać twojego penisa? — Walt zaśmiał się, choć wciąż oswajał się z tą propozycją.
— No… nie wiem. Zawsze tak jasno określałeś role. Myślałem, że się boisz. A ja… też chcę spróbować.
— Nie boję się, choć dawno tego nie robiłem, więc musisz mi obiecać, że nie będziesz się spieszył. — Walt uśmiechnął się do niego, tym razem dość machinalnie głaszcząc go po szyi.
— Obiecuję. A wiesz, że mi można ufać. — Albert odpowiedział uśmiechem i cmoknął go w policzek.
Walt tylko pokiwał głową i ucieszył się, jak dosłownie chwilę później Anne weszła do saloniku, niosąc talerze z nadziewanymi czymś, wielkimi pomidorami. Pachniało wyśmienicie. Prawnik rzucił jej krótkie spojrzenie, a ona odpowiedziała dość enigmatycznym, więc mężczyzna wyniósł, że słyszała tę rozmowę. Nie speszył się, jak mogłoby się wydawać, tylko westchnął głębiej, a ona uśmiechnęła się do niego niemalże pocieszająco.
— No, smacznego panowie. Jutro święta i jutro będę żądała już waszej pomocy w pichceniu, ale teraz znajcie moją łaskę — rzuciła i wyszła jeszcze po swój talerz.
Albert od razu odsunął się od Waltera i zrobił dla kobiety miejsce na kanapie.
— Pachnie wybornie! — krzyknął, faktycznie urzeczony zapachem i tym, jak wszystko wyglądało. — Aż szkoda, że nie jesteś mężczyzną! — Zaśmiał się, ale poczekał, aż Anna sobie nałoży i usiądzie obok nich.
— Jak zacznę być o nią zazdrosny, to już będzie dziwnie — rzucił Walt z uśmiechem, również czekając na przyjaciółkę, a gdy ta wreszcie do nich dołączyła, mogli zacząć jeść.
— Byłabym dziwnym mężczyzną. A gejem pewnie zniewieściałym, za bardzo lubię zakupy — stwierdziła.
— To chyba nie szkodzi. Dużo takich — odparł Albert, jedząc kolację. — W ogóle, pyszne. Naprawdę. Masz talent.
— Dzięki. Choć nie wiedziałam, czy pomidory lubisz. Ale ryzyko się opłaciło. I musisz mi pomóc przekonać tego opornego drania do śpiewania kolęd — stwierdziła Anne z pewnością w głosie, popatrując krótko na Walta, który tylko pokręcił głową, bo miał pełne usta.
— Postaram się. To w końcu na cześć nowonarodzonego dzieciątka Jezusa — zadeklarował Albert z całkowitą powagą, w głębi aż trochę zdziwiony, że Walter nie śpiewa kolęd. To, był tego pewien, była najradośniejsza część świąt Bożego Narodzenia.
— Widzisz? Jesteś przegłosowany! — Anne rzuciła z triumfem w głosie.
— Właśnie widzę, słońce. Chyba mnie to nie ominie, choć przydałby mi się śpiewnik, bo nawet za dobrze ich nie znam. — Walt westchnął, nie oponując specjalnie, choć nigdy tego nie uskuteczniał.
— Nauczymy cię — zarzekł się Albert, ucieszony zarówno z tej informacji, jak i z tego, że Walter zgodził się na jego propozycję.
Prawnik tylko pokiwał głową i znowu zagłębił widelec w ciepłym, pysznym farszu, jakim Anne naładowała pomidory.
Kobieta za to uśmiechnęła się do jednego i drugiego. Według niej, święta zapowiadały się idealnie. Nawet, jeśli wieczorem będzie musiała ubrać słuchawki na uszy i zagłębić się w książce, by odciąć świadomość od tego, że jej szef będzie tej nocy pieprzony.

*

Walter po wyjściu z wanny założył na siebie tylko szlafrok. Pochylił się jeszcze do lustra i przeczesał palcami swoje kasztanowe włosy. Widział w swoim odbiciu brak tej naturalnej pewności siebie. Oczywiście nie był na nie, jeśli chodzi o bycie jednorazowym pasywem. Mimo wszystko nie był pewien, czy Albert, będący prawiczkiem w tej kwestii, dobrze sobie poradzi z jego dawno nieużywaną dziurką.
Westchnął do siebie i wyszedł z małej łazienki na piętrze. Zajrzał jeszcze do pokoju, w którym miała nocować jego przyjaciółka, ale nie odezwał się do niej, bo ta nawet go nie spostrzegła. Była zaczytana w jakimś opasłym tomie, a Walt nawet z progu słyszał przytłumioną muzykę w jej słuchawkach.
Wycofał się i wreszcie wszedł do sypialni, którą dzielił z Albertem. Tego zastał podczas składania na komodzie w eleganckie, drewniane pudełko swojego różańca. Tyle dobrze, że teraz już tak często nie nosił go w kieszeni. To nie była ta przyjemna twardość, którą się napotyka, kiedy zaczyna się obmacywać z facetem.
— Już się umyłeś? Woda jest ciepła? — spytał były duchowny, uśmiechając się do prawnika.
— Tak, ciepła — odpowiedział Walt, podchodząc do niego i całując krótko w usta. Wskazał na różaniec. — Modliłeś się?
— Mhm. I tak brałeś prysznic, więc miałem chwilę.
Walt pokiwał głową i wreszcie podszedł do łóżka, by na nim usiąść. Uśmiechnął się do siebie.
— Zapominam zawsze, jak miękkie jest to łóżko. Powinienem wymienić tu materac.
— Nie lubisz miękkich łóżek? — spytał Albert, rozpinając górę ubrania i składając je na krześle w rogu pomieszczenia. Zaraz po tym wziął ręcznik, aby iść się szybko umyć.
— Wolę twardsze materace, takie przyzwyczajenie. Ale idź, poczekam na ciebie. — Walt posłał mu uśmiech i położył się na plecach, by zrelaksować się przed powrotem Alberta.
Ten skinął głowa, podszedł jeszcze tylko do niego i pocałował krótko, z uśmiechem na ustach.
— Niedługo wracam.
— Czekam — odpowiedział Walt, widząc, że Albert ma dobry humor i domyślał się przyczyny. Sam sięgnął po komórkę z szafki obok, by sprawdzić, czy jest tu zasięg i może życzyć już komuś wesołych świąt albo chociaż pobawić się jakimiś gierkami dla zabicia czasu.
Zasięg był bardzo słaby, a gierki wcale nie były takie pasjonujące. Zwykle nie spędzał czasu tak bezproduktywnie. Na szczęście, Albert wrócił dosłownie po kilku chwilach. Był już tylko w ręczniku, a ubrania trzymał pod pachą. Zamknął za sobą drzwi.
— Co tam? — Uśmiechnął się od progu.
Prawnik spojrzał na niego znad komórki i zaśmiał się krótko. Odłożył telefon na szafkę, po czym rozwiązał pasek od szlafroka.
— Chodź — odpowiedział tylko i odetchnął głęboko, ale dyskretnie, by się nie denerwować.
Albert podszedł do niego i wszedł na łóżko. Od razu pochylił się nisko do Waltera. Chwycił jedną dłonią jego bok twarzy i pocałował w usta z pasją.
Walt odpowiedział na pocałunek, pogłębiając go dodatkowo i instynktownie napierając mocniej i bardziej dominująco na jego wargi. Sięgnął przy tym dłońmi do ręcznika, jaki ten miał w pasie i na ślepo mu go odwiązał. Albert, mimo to, nie wydawał się, jakby zaraz i już miał się mu poddać. Sam sięgnął do jego boku, rozchylając mu szlafrok na boki. Klęknął też między jego udami, aby po chwili zsunąć się pocałunkami z jego ust na szyję i obojczyk.
Walt wciągnął głębiej powietrze, a jego wysportowana klatka piersiowa uniosła się wysoko w górę.
— Wyciągnąłeś z bagaży żel? — zapytał miękko, głaszcząc swojego kochanka po ciemnych włosach.
— Mhm. Jest pod poduszką. I nawet pomyślałem o tym, że możesz chcieć kondomy — Albert odpowiedział z pewnym siebie uśmieszkiem. Walter go nie zagnie, nie ma na co liczyć. Myślał o tym już długo i zaplanował to starannie.
Prawnik nie potrafił powstrzymać się przed uśmiechem.
— Musiałeś naprawdę tego pragnąć, Al! — Zaśmiał się.
— Byłbym chyba kiepskim facetem, jakbym tego nie pragnął. Jakąś straszną pipką — prychnął i nim prawnik odpowiedział, znowu pocałował go mocno w usta.
Walt sapnął głucho przez nos, starając się pozostać pasywnym, choć jego dłonie już chciały zsunąć się w dół, w stronę tyłka drugiego mężczyzny. Powstrzymał się i tylko masował go po karku, mrucząc.
Albert w tym czasie znowu zaczął go całować po klatce piersiowej, a dłońmi obmacywać jego brzuch, biodro i uda. Po chwili też sięgnął do jego penisa.
— Mmm, lubię taką inicjatywę. — Walt westchnął, przyglądając mu się i przesuwając gorącą dłonią po jego karku. Sam widok takiego napalonego Alberta go podniecał, a temu to się podobało. Nie czuł się głupio z tym, że sam był strasznie nakręcony.
— I mam nadzieję, że polubisz resztę — zamruczał i polizał jego sutek, jednocześnie głaszcząc go kciukiem po żołędzi.
— Wszystko zależy od ciebie. Choć powinienem ci zaufać. Byłbym hipokrytą, gdybym bał się, że zrobisz to źle, skoro byłem jedynym mężczyzną, od którego mogłeś się tego nauczyć. — Walt zaśmiał się, by i siebie rozluźnić.
— Mhm, ale chyba nie chcesz, abym był tobą, co? — odparł Albert i uniósł lekko jego jedną nogę, samemu się prostując i całując go tuż przy kolanie.
— Nie, chcę zobaczyć, jak sobie radzisz po swojemu — przyznał Walt, nie oponując na jego gesty, bo na razie było mu bardzo przyjemnie. Sztywniał, a to był dobry znak. Do tego w sypialni paliła się tylko jedna, nocna lampka, nadając klimatu temu specyficznemu domkowi i obitej drewnem sypialni.
— To bardzo dobrze. Nie chciałbym, abyś we mnie nie wierzył — stwierdził Albert z uśmieszkiem pod nosem, po czym zsunął jedną dłoń w dół, między nogi Waltera, by pogładzić jego jądra i krocze. Patrzył przy tym z góry na jego unoszącą się klatkę piersiową i twarz. Sam już był sztywny i ocierał się o udo mężczyzny czubkiem penisa.
— Wierzę też, że się zatrzymasz, jeśli powiem, że jest ciężko. — Walt posłał mu gorące, choć nie tak pewne jak zawsze, spojrzenie. — W ogóle… Al? Odpowiadałoby ci, żebym się odwrócił? — zamruczał.
Były ksiądz ściągnął brwi pytająco.
— Czemu? Zwykle chyba lubiłeś na mnie patrzeć, a teraz ci się odwidziało?
— Tak jest wygodniej i lepiej na pierwszy raz od dawna. Ciebie też od tyłu wziąłem na początku, pamiętasz? — Walt uśmiechnął się do niego szerzej na wspomnienie ich pierwszego stosunku.
Albert skrzywił się z niezadowolenia, ale w końcu łaskawie skinął głową.
— Niech będzie. Chociaż szkoda — dodał i pochylił się do jego twarzy. — Jesteś taki przystojny, a będę musiał wyłącznie oglądać twoją głowę od tyłu.
— Na pewno jeszcze będziesz miał czas się na mnie napatrzeć. — Zaśmiał się prawnik, pocałował go krótko, ale mocno, po czym zsunął z ramion szlafrok. A gdy tylko Albert nieco się cofnął, przekręcił się pod nim na brzuch i zamknął na moment oczy. Denerwował się. Nie chciał, by jego kochanek widział to na jego twarzy. Jego plecy za to były nieco spięte, podobnie jak pośladki, choć wiedział, że powinien się teraz rozluźnić.
— Mhm, a na razie skorzystam, że mogę co innego. Aż naprawdę czuję, jaki to dla mnie… hm… prezent. — Albert zaśmiał się i pocałował go w krzyż. — Sięgniesz pod poduszkę?
— Oczywiście. — Walt wymacał pod poduszką buteleczkę z żelem i opakowanie kondomów. Wykręcił się po tym lekko i podał wszystko kochankowi, równocześnie uśmiechając się do niego zachęcająco. — Daj mi buziaka najpierw.
Albert spojrzał na kondoma z dziwną miną i wzruszył ramionami. Miał nadzieję, że sobie darują, ale trudno. Przysunął się tak czy inaczej do Waltera i pocałował go zdecydowanie w usta.
— Jak coś będziesz chciał, to mi mów. Nie jestem takim mistrzem, jak ty, więc musisz mnie podszkolić.
— Na razie palce — odparł tylko Walt i jeszcze przyjrzał się jego rozochoconej twarzy. To było przyjemne, widzieć go takiego podekscytowanego. Jego samego to podbudowało i przekonało, że warto spróbować. Ponownie więc odwrócił się do niego całkiem plecami i oparł łokcie o poduszkę.
— Och, wiem. Nawet nie chcę się śpieszyć. — Albert pogładził obiema dłońmi jego pośladki, ugniatając je jak ciasto. Były takie… twarde, a zarazem pełne. Pocałował prawnika tuż nad jednym z nich.
Walt sapnął głucho i przymknął ponownie oczy, opierając czoło o poduszkę. Równocześnie klęknął nieco szerzej i wziął kilka głębokich wdechów.
Albert masował go dość długo, aby w końcu otworzyć żel i wylać sporą jego ilość na rowek prawnika. Nie spieszył się. Drzwi były zamknięte, a on chciał w końcu zrobić wszystko, czego wcześniej nie mógł, bo Walt przejmował kontrolę. I teraz w końcu, poza dotykaniem jego pośladków, mógł wsunąć między nie palce i poczuć ciepło dziurki kochanka. Ta była bardzo maleńka, zaciśnięta, choć po chwili lekko się rozluźniła. Przy tym były ksiądz zauważył, że jego kochanek wciągnął głębiej powietrze do płuc. Nie oponował, nie pospieszał go, ani nie zwalniał, dając mu w tej chwili wolną rękę.
— I jak? — Walter usłyszał za sobą głos kochanka, który lekko poruszył w nim palcem, szukając jego najczulszych miejsc.
— Mm… budzisz moje wspomnienia — zamruczał z lekkim uśmiechem, rozluźniając się powoli. Czuł, że Albert się nie spieszył, więc nie był już taki nerwowy. Starał się dopasować.
— Liczę, że te pozytywne — dodał jeszcze młodszy mężczyzna i delikatnie naparł drugim palcem, nie czując oporu.
Walt pokiwał głową twierdząco, po czym spiął się nagle, bijąc się z myślami. Wreszcie rzucił „poczekaj” i cofnął tyłek, tym samym zsuwając się z palców Alberta. Odwrócił się szybko na plecy i ściągnął do siebie kochanka za kark. Pocałował go mocno i żywo i nieco rozłożył nogi.
— Tak będzie lepiej. Więcej w tym namiętności — sapnął i ponownie wcałował się w jego usta.
Albert uśmiechnął się, naciągając sobie jedną jego nogę na bok. Dłonią od razu wrócił do jego dziurki i znowu wsunął palce. Aż westchnął nisko i otarł się o niego swoim sztywnym penisem.
Walt przy tym obejmował go za kark i całował namiętnie, leniwie, co raz do tego pomrukując. Nie zaciskał się na palcach kochanka, choć na nowo uczył się przyzwyczajać do takiego specyficznego wypełnienia. Powinien się wcześniej spodziewać, że ktoś taki jak Albert będzie chciał kiedyś to zainicjować.
— Nie jesteś niecierpliwy… Duży plus — zamruczał z uśmiechem, głaszcząc Alberta w po włosach. — Spróbuj z trzecim.
— Powinieneś już zauważyć, że jestem bardzo cierpliwy. I że umiem się hamować — odparł Albert z całkowitą pewnością w głosie. — I wiesz co? Myślę, że spokojnie wejdzie — dodał i wsunął w niego trzeci palec. Głęboko, aż prawie po knykcie, rozpierając go mocniej niż dotychczas.
Walt stęknął nisko, ściskając go nogami po bokach. Zadrżał też lekko na całym ciele, ale jego penis nie zmięknął bynajmniej.
— Pewności siebie też ci nie brakuje… — sapnął po chwili, rozchylając ponownie przed chwilą przymknięte powieki.
— Nie chcę, abyś myślał, że nie wiem, co robię. Mógłbyś się tego… przestraszyć — odparł Albert i znowu go pocałował mocno, wsuwając mu język do ust.
Prawnik uśmiechnął się w pocałunek, poddając mu się. W pewien sposób rzeczywiście pewność siebie Alberta go przekonywała i rozluźniała. Dzięki temu jego szparka coraz chętniej i łatwiej przyjmowała jego palce. Te zresztą dość przyjemnie masowały jego prostatę, więc kilka kolejnych minut wystarczyło, by Walt poczuł się gotowy.
— Jeśli już masz ochotę, myślę, że cię przyjmę — zamruczał i pocałował kochanka w policzek, patrząc mu w oczy żywo, intensywnie i z podnieceniem.
Albert aż syknął z ekscytacji i wolną ręką złapał go za brodę. Odchylił sobie jego głowę do tyłu i mocno pocałował. Jednocześnie wyjął z niego palce, szukając na oślep żelu.
Walt w przerwie w pocałunku zaśmiał się, głaszcząc kochanka po karku.
— Spokojnie, nie wejdź gwałtownie — poprosił miękkim, ciepłym głosem, oblizując zaczerwienione od pocałunku usta.
— Nie wejdę. Już mówiłem, że umiem nad sobą panować — rzucił mężczyzna, jakby w domyśle insynuując, że w przeciwieństwie do Waltera. To jednak byłoby głupie, bo obaj wiedzieli, że ten nie jest wcale impulsywnym człowiekiem.
— W takim razie zapraszam. — Walt uśmiechnął się do niego i odetchnął głębiej. Jeszcze dla własnego rozluźnienia sięgnął pomiędzy ich ciała i poruszył dłonią po swoim penisie.
— Zakładać? — Upewnił się młodszy mężczyzna, patrząc w niebieskie oczy przed sobą.
Walt zawahał się przez moment, ale w końcu pokręcił głową. W końcu obaj byli zdrowi, a nie brzydził się cudzej spermy w sobie.
— Nie musisz, jeśli wolisz tak. Dla mnie nie ma różnicy.
Albert uśmiechnął się i pocałował go. Jednocześnie przysunął się do jego wejścia i powoli, nawet bardzo powoli, zaczął się w niego wsuwać.
Walt stęknął w pocałunek, zaciskając mocniej palce na ramionach byłego księdza. Mruknął po chwili zduszone „mhmm”, sugerując mu, że jest dobrze. I naprawdę było. Rozpieranie nie było gwałtowne, a zapach i bliskość Alberta była bardzo przyjemnym doznaniem. Nie czerpał z tego co prawda tak wielkiego podniecenia, jak gdy sam w kogoś wchodził, ale było mu dobrze. I kiedy poczuł, że Albert jest w nim cały, rozluźnił się i westchnął, a ten pocałował go znowu. Nie tylko w usta, ale w policzek, nos i w powieki. Powoli zaczął się poruszać. Mruczał przy tym z zadowoleniem.
— Ummm… dobrze. I… tak, jak cię widzę… — wyznał, czując samemu, jak mu serce wali z ekscytacji, podniecenia i radości. Miał w końcu Waltera pod sobą.
— Ty też jesteś przystojny. — Zaśmiał się prawnik na wydechu. Był rumiany na twarzy, a jego klatka piersiowa poruszała się w szybkich, płytkich oddechach. Do tego nogami oplatał kochanka w pasie i kołysał się przy każdym jego pchnięciu.
Albert zamruczał z szerokim uśmiechem na także pokrytej rumieńcami twarzy. Stękał podczas każdego pchnięcia.
— Jesteś najlepszym facetem pod słońcem!
Walt spojrzał mu bystro w oczy i jęknął, zanim odpowiedział.
— Mm… Tak? Mówisz mi to teraz, w łóżku, dominując nade mną, zamiast przy szklance wina? — zamruczał ze śmiechem, choć bardzo urywanym, bo ruchy bioder Alberta sprawiały, że ogarniało go coraz mocniejsze podniecenie.
— Sam… sam mi mówisz więcej komplementów w łóżku — odciął się i mocniej pchnął biodrami. — Oooch! Jesteś cudowny, że się zgodziłeś… czuję… Mmm… To takie dobre, Walter — jęknął i pocałował go mocno w usta, prawie się na nim kładąc.
Prawnik uśmiechnął się niemal z rozmarzeniem, słysząc te słowa. Objął mocniej Alberta, wciąż głaszcząc go po głowie, szyi i ramionach, a dłonią trzepał sobie, choć z lekkim trudem przez przylepionego do siebie kochanka. Mimo to czuł, że orgazm szybko się zbliża, więc nie żałował swojej decyzji. Nic go nie bolało, a to, jak zachwycony był Albert, dodatkowo go nakręcało.
W pewnym momencie usłyszał z ust młodego kochanka coś, czego w sumie się nie spodziewał. I co można było zwalić na moment, w jakim byli.
— Ooo… Walter… Kocham cię! — wydyszane przez Alberta prawie w tym samym momencie, kiedy ten szczytował, mogło mieć duże podłoże emocjonalne.
Walt zamrugał w szoku, przez to aż ledwo rejestrując fakt, że właśnie Albert spuścił mu się do tyłka. Nie wiedział też, co odpowiedzieć. Myślał nad tym chwilę chaotycznie, ale postanowił nie wymuszać w sobie żadnych czczych słów i tylko przyspieszył ruchy dłoni na swoim penisie. Dość mocno i intensywnie, więc strzelił niedługo po spełnieniu Alberta i głośno dysząc, opadł ciężko i bezwładnie na poduszkę.
Czuł jeszcze jak przez mgłę, że Albert kładzie się na nim i całuje go po twarzy, przytulając się do jego klatki piersiowej i szyi swoją twarzą. Jak mruczy z zadowoleniem, układając się zaraz po tym, jak się wysunął.
Mimowolnie uśmiechnął się do siebie i objął jedną ręką Alberta, a drugą sięgnął po skopaną na bok pościel i przykrył go.
— Podobało się, hm? — szepnął miękko, nie chcąc się odnosić do tego zaskakującego wyznania.
— Mhm… A tobie? Bo moglibyśmy to jeszcze kiedyś powtórzyć.
Walt nieco się strapił, ale zamruczał potakująco. Raz na jakiś czas nie powinno być to problemem. W końcu było mu dobrze, a to mogło też podziałać na korzyść ich związku. W końcu awantury i kłótnie były dosyć częste, więc skoro mógł wprowadzić tym jakąś… pozytywną zmianę, był gotów na to pójść. W tym momencie przynajmniej tak mu się wydawało.
— Spisałeś się — odpowiedział wciąż cichym, zmęczonym głosem i pocałował kochanka w głowę. — Kiedyś będzie można.
— Kiedyś? — Albert drażnił się z nim. Słownie i nie tylko, bo podszczypywał właśnie jego sutek palcami i jego szyję wargami. — Mmm… naprawdę było mi tak dobrze. Czułem, mmm… że należymy do siebie.
— Naprawdę ci się podobało. — Walt zachichotał. — Cieszę się i widząc cię takiego, nie żałuję. — Uśmiechnął się do Alberta czule, co raz oblizując dolną wargę na co wrażliwszą pieszczotę. — Tylko nie zjedz mnie!
— Nie zamierzam. Jeszcze mi się przydasz. A tobie… — Spojrzał mu w oczy. — Podobało się? Co… — Zawahał się, oblizując usta i wiedząc, że to, co powiedział, wcale nie było impulsem chwili, a długo skrywanym uczuciem. — Co czujesz?
— Było mi dobrze. Mam bardzo utalentowanego adepta i cudownego kochanka — odpowiedział Walt z czułym uśmiechem i wychylił się do niego, by pocałować go mocno i długo. Przy tym przytulił go do siebie bardziej.
Albert też objął go mocno i zamruczał w pocałunek z zadowoleniem.
Kiedy ich usta się rozłączyły, postanowił dokończyć to, co zaczął, bo wcale nie ufał sobie tak do końca, że następnego dnia znów znajdzie na to odwagę.
— A… a tak w ogóle, to słyszałeś, prawda? — spytał, oddychając szybciej i aż przełykając ciężko ślinę. — Bo chciałem ci już wcześniej powiedzieć. — Potarł dłonią po klatce piersiowej prawnika, tam też na chwilę zerkając. — Ale teraz dopiero jakoś się zebrałem. Nigdy do nikogo czegoś takiego nie czułem.
Walt jęknął w duchu. To było tak strasznie przyjemne, móc usłyszeć to od drugiego mężczyzny. A również tak bardzo niezręczne, że właśnie zdał sobie sprawę, że nie może odpowiedzieć tym samym. Jeszcze nie. Liczył, że to się rozwinie i będzie mógł wreszcie szczerze odpowiedzieć na tamto „kocham cię”, ale czuł, że jeszcze nie nadszedł czas.
— Dziękuję, Albert. Naprawdę się cieszę, że mogę cię uszczęśliwiać. Długo o ciebie walczyłem — szepnął, uśmiechając się do niego i głaszcząc go po policzku. — A mi… — westchnął i ponownie pocałował go w usta z czułością. — Pozwól mi wybrać odpowiedni moment, bym mógł na to odpowiedzieć i żeby było równie odpowiednie i przyjemne, jak teraz, gdy mi to wyznałeś — dodał miękko, zerkając mu prosto w oczy.
Albert chwilę jeszcze patrzył się przed siebie, słuchając głosu kochanka i przyjmując do wiadomości to, co usłyszał. Trochę było mu przykro. W końcu faktycznie Walter tyle czasu się o niego starał. Po co więc? Skoro nie czuł do niego uczucia.
— Och… Okej… rozumiem — odparł tylko, uśmiechając się trochę na siłę i całując Waltera w policzek. — Będę więc czekał.
Walt przytaknął i przyciągnął do siebie Alberta, obejmując go bardzo mocno. Dzięki temu ten nie widział jego twarzy, a prawnik poczuł, jak z niezrozumiałego powodu oczy lekko mu się zaszkliły. Nie chciał mu robić przykrości. Czuł do niego coś bardzo ciepłego, jednak wiedział, że to jeszcze nie była miłość.
— Cieszę się, że tu jesteś — szepnął więc tylko.
— Mhm, ja też. Mam nadzieję, że będą to najlepsze święta w moim życiu. Na razie — zamruczał przesuwając, dłonią po podbrzuszu kochanka — zaczęły się bardzo dobrze.
Walt zerknął w dół i mimo że tylko czuł jego dłoń, a nie ją widział, bo była pod ciepłą kołdrą, uśmiechnął się do siebie lekko.
— Powinienem chyba pójść się umyć jeszcze raz, ale tak ciepło jest tu z tobą w łóżku. — Zachichotał cicho. — A święta będą wspaniałe. Udekorujemy choinkę, Anne pomoże nam zrobić cudowny obiad… I nawet pośpiewam z wami kolędy. Będzie cudownie.
Albert pokiwał głową, trąc przy tym policzkiem o jego klatkę piersiową.
— Mhm. Na zupełnym odludziu, z cudownym facetem i jego przyjaciółką. — Zaśmiał się. — Powinni nakręcić o tym komedię romantyczną.
— I dla wzmocnienia napięcia, jeden z nas powinien być biseksualny — podchwycił Walt ze śmiechem. — Choć i tak jestem zazdrosny, że tak dobrze się z nią dogadujesz, więc chyba to wystarczy — skończył z uśmiechem, głaszcząc troskliwie Alberta po włosach.
— To uważaj i zabiegaj o mnie, bo może czegoś o mnie nie wiesz — odparł Albert uszczypliwie, ale wbrew swoim słowom mocniej przylgnął do Waltera. — Trzeba będzie się chyba faktycznie umyć, bo się tu kleisz — dodał, klepiąc go po brzuchu.
— Zaraz pójdę, daj mi jeszcze chwilę — poprosił Walt, oddychając spokojnie i relaksując się w tej pozycji, z przytulonym do siebie Albertem.
— Mhm.
Walt już nic nie dodał, tylko przymknął na moment oczy i odetchnął głęboko, aż unosząc na sobie Alberta. Był zmęczony.

21 thoughts on “In Out In – 9 – Świąteczna prośba

  1. Katka pisze:

    Luinlos, „Nie wiem po co piszę tu ten komentarz, ale jakoś tak się rozkleiłam trochę i musiałam coś zrobić z emocjami.” – właśnie bardzo fajnie, że piszesz! :) To i dla nas miłe doświadczenie, jak czytelnik potem inaczej patrzy na sytuację niż podczas jej pierwszego czytania. Ogólnie tak, scena seksu z Waltem była dziwna. Niby można było odkryć, jak się zachowuje ta dwójka w odmiennych konfiguracjach, ale z drugiej strony było to dość gorzkie. Żaden z nich nie osiągnął tak naprawdę tego, czego chciał/pragnął. Ale, ale, widać, że życie jednak okazało łaskę Albercikowi i ten dostał swoją nagrodę w postaci Ridleya :)

  2. luinlos pisze:

    Jejku, to takie niesamowite jak wiele się zmieniło w tym opowiadaniu.
    Na początku w ogóle tematyka mi się nie podobała (to że Albert był księdzem działało mi na nerwy jak i to, że Walt tak bardzo mocno się go uczepił i nie dawał mu spokoju), później Albert mi totalnie nie pasował, później te wszystkie spory, kłótnie, wzajemny żal do siebie też nie pozwalały mi spokojnie czytać… Z czasem pojawił się James i byłam nim rozczulona i wszystko szło ku lepszemu, ale ostatni rozdział… ach! aż trudno uwierzyć, że postać Ridleya i jego związek z Albertem potrafił tak drastycznie zmienić moje spojrzenie na całą sytuację.
    I postanowiłam wrócić do wcześniejszych rozdziałów – zawsze bardziej lubię czytać coś za drugim razem, bo mogę spokojnie analizować to co się dzieje, mając już wiedzę, że ostatecznie wszystko znajdzie jakieś pozytywne rozwiązanie.

    W każdym razie czytałam ten rozdział jeszcze raz, i przy scenie, kiedy Albert kocha się z Waltem i tak bardzo chce być stroną aktywną i się sprawdzić, aż mi się przykro zrobiło. Bo ewidentnie, Walt nie jest osobą, która potrafi reagować i odpowiedzieć na potrzeby Alberta. I w sumie Albert też nie jest dobrym partnerem dla Walta… I w chwili, kiedy Albert powiedział mu że go kocha i potrzebował zapewnienia że jego uczucie jest odwzajemnione, Walt nie mógł uczciwie mu dać pozytywnej odpowiedzi. I to musiało Alberta tak bardzo boleć…
    I teraz jak sobie przypominam rozdział „Błogosławieństwo” to an prawdę szalenie się cieszę, że znalazł się taki Ridley, który jest idealnym partnerem – nie tylko do seksu, ale do dzielenia życia.

    Nie wiem po co piszę tu ten komentarz, ale jakoś tak się rozkleiłam trochę i musiałam coś zrobić z emocjami.

  3. Katka pisze:

    Tigram, hehe, ja miałam taki dziwny uśmiech wtedy, jak Albert to powiedział. Dobrze, że wtedy Walt nie wiedział, że będzie miał takiego Jima, który się nawet słówkiem o to nie doprasza, bo by zjechał Alberta, że to wcale nie znaczy, że ktoś jest pipką XD No aaaale, to Albercik i jego sympatyczne teorie XD A czy Jasmes kiedykolwiek będzie topował… Z jednej strony wieeesz, że my lubimy bohaterów mieszać w łóżku, bo to mega fajne, jak się role zmieniają i każda strona ma okazję zdominować drugą. Z drugiej… pytanie, czy to w ogóle leży w preferencjach Jamesa i czy ma jakiekolwiek pokłady chęci do dominacji.

  4. TigramIngrow pisze:

    „— Byłbym chyba kiepskim facetem, jakbym tego nie pragnął. Jakąś straszną pipką” – I tajemnica Jamesa wyjaśniona. Jest pipką, nie chce dominować. Niby taki typ, a jednak… Ciekawe czy kiedykolwiek James będzie topował nad Waltem.

  5. Katka pisze:

    Ashia, mhmmm, będzie jeszcze troszkę z życia psorka i prawnika, więc luz XD Wiem, że jako side story nie powinno być aż takie długie, no ale. Szczegóły XD

  6. Ashia pisze:

    aahaaaa! A ja myslałam,że to się skończy na pogrzebie. Związek Walta, i Jamesa? cud, nie mogę się doczekać! *_*

  7. Katka pisze:

    Yaoistka, spoko, nagroda pojawi się niebawem :) Jeszcze po drodze w kolejności jest bonus dla Tigram, ale postaramy się szybko wrzucić :)

  8. yaoistka^^ pisze:

    Buziaki :* z niecierpliwieniem czekam ^^ weny jeszcze raz i czekam na ta nagrodę z tego konkursu ;p nie umiem się juz doczekać :)

  9. Katka pisze:

    Ashia, „odnosze wrażenie, że jak Walt „zdobył” Alberta, to jego zainteresowanie zmalało” – może nie zmalało, jednak było to trochę na zasadzie… przejścia do kolejnego etapu. Jeden już pokonał – zdobył Alberta. Etapem drugim jest utrzymanie związku – i stara się to jako tako wypełniać, ale idzie ciężko. Mimo że zdobywanie trwało lata, to jednak nie mieli ze sobą tyle styczności i w pewien sposób wydawało się to łatwiejsze. Teraz jednak wychodzą trudności, do których obaj nie byli przygotowani. „In Out In dobiega końca” – jeśli o to chodzi, to nie tak szybko :) Wiesz, to side story jest jakby podzielone na części, coś na zasadzie: zdobywanie Alberta – związek Walta i Alberta – poznanie Jamesa – związek Walta i Jamesa. Więc jeszcze troszkę będzie :) „Może z biegiem czasu, uświadomi sobie, że związek z Walterem to nie było poświęcenie i strata czasu, a wyzwolenie, no i w sumie dużo mu zawdzięcza.” – Walt też ma na to nadzieję :( No ale jak mówisz, Albert jest młody, ma całe życie przed sobą, więc kto wie, jak to się skończy. Kurcze, a jakkolwiek poczytanie znowu Bonusu świątecznego polecam, tak aż dziwnie się czuję, bo jak sama dziś do niego zajrzałam, to takie… hm, już bliżej do Wielkanocy, a u nich Gwiazdka! No ale, to takie szczegóły XD No i przeurocza konkluzja – „No cóż w tym przypadku stwierdzenia „przeciwieństwa się przyciągają” nie pasuję, to nie to co Jason i Alex” XD

    Yaoistka, bieeedna, z komórki źle się pisze, więc dzięki za poświęcenie, haha. „chciałabym jak najszybciej dowiedzieć jak ma sie Al” – wena się przyda, bo tak się składa, że właśnie piszemy scenkę z udziałem Alberta :) Buziaki!

    Aisling, Albercika oczywiście szkoda :( Jakkolwiek ironiczny i wredny by czasami nie był, to jednak biedactwo było zakochane, a zostało na lodzie… Snif. Więc musicie trzymać za niego kciuki, żeby powiodło mu się w przyszłości! Haha, a niespodziewanki my bardzo lubimy Wam sprawiać XD

  10. Aisling pisze:

    Co do złego traktowania Ala to się zgadzam… Biedny jest bo myślał że to jest jego wspaniała miłość i będzie zawsze z ukochanym, a tu… :-( Szkoda go, ale nie dokońca się dogadywali… Zdarza się

    Ale i tak najbardziej przeraziła mnie kłótnia Lennego z Rayanem… Wtedy myślałam że już nic mnie nie zdziwi, ale się pomyliłam XD
    uwielbiam niespodziewanki:-)

    A Alowi życzę szczęścia żeby ktoś go mocno pokochał ;-)

  11. yaoistka^^ pisze:

    Tak bo Al był jakby…nastawiony na życie księdza i w celibacie aż tu nagle bum! Mężczyzna o niego zawalczyl a kiedy ten w końcu otworzył sie przed nim zostawił. Lubię Walta i wgl psorka, ale prawnik źle potraktował Ala(dawał mu nadzieje przez bardzo długi czas i zostawił zauważając ze to nie TO)chciałabym jak najszybciej dowiedzieć jak ma sie Al… Weny do dalszych rozdziałów i…mam nadzieje ze napiszecie jakieś rozdziały gdzie będzie pokazany Al i czy sobie kogoś znalazł. weny!!!! :)
    sort za błędy ale nie lubię pisać na komórce komentarzy bo mam za małą klawiaturę XD jeszcze raz weny!! :] :>

  12. Ashia pisze:

    Biedny Al ;< tyle dla niego poświęcił…odnosze wrażenie, że jak Walt "zdobył" Alberta, to jego zainteresowanie zmalało, jakby sobie jakąś misje wyzwolenia go ubzdurał, że tak powiem. nie od dzis wiadomo, ze Walt dazy do celu po trupach, no i jak sie na cos uprze to musi to mieć. wkurza mnie to xd wiem ze Walt to dobry człowiek, uwielbiam tego optymistycznego słodziaka, ale no, tak moze to wygladac dla osoby postronnej i pewnie tak odbierze to Al.
    In Out In dobiega końca, bo wspominał Walt Jamesowi, że niedługo po nowym roku się rozstali, jesli dobrze pamiętam, bonus czytałam dawno xD Ehh, już widzę to dramatyczne rozstanie. ;c
    Al mnie wkurwia tym swoim biadoleniem poważnym i zaczepkami, no kłótliwe to dziecię, albo po prostu widać przez to jak nie pasują do siebie. Tylko tak mnie boli, że Al się zakochał, ehh, bo to że nie marnuje się jako ksiądz juz i używa, to dobra rzecz! Może z biegiem czasu, uświadomi sobie, że związek z Walterem to nie było poświęcenie i strata czasu, a wyzwolenie, no i w sumie dużo mu zawdzięcza. Al jest w końcu młody, na jednym świat się nie konczy, ale jest typem osoby, która później będzie bała się zaufać i zaangażować tak mi sie wydaje. Chętnie przeczytałabym jakies opowiadanie z Albercikiem w roli głównej, hyhy, także dziewczyny, mała aluzja z mojej strony ^^ No i Albert, to taki kokieteryjny troche facet jest! Te uśmieszki, prowokacyjne teksty, no wiecie, próba wzbudzenia zazdrości u Walta "szkoda, że nie jesteś męzczyzną!" do Anny, seks po różańcu itp itd xD Lubię go, lubie, mimo ze jak juz wspomniałam czasami mnie wkurwia. A jak się rozochocił uroczo jak topował haha <3, podczas seksu w końcu zdarzyło się mu obrzucić Walta paroma komplementami, no i to wyznanie, co mnie zaskoczyło, uszcześliwiło, ale i zasmuciło(świadomośc jak się to skończy, reakcja Walta btw, Walt wybrnął z tego iście po prawniczemu haha)! Uhh mogłby częściej, wtedy mniej sztywny by się wydawał, bo Walter za bardzo sie przy nim pilnuje, co powiedziec żeby się nie awanturować no i za dużo myśli czy mu się coś spodoba czy nie. No co mogę dodać, wymagające z niego stworzenie. ^^
    Walt na dole, mmm podniecające *_* jednak to nie jego rola, zdecydowanie wolę go jako topa, szczególnie z Jamiem, tęsknie za nimi, za nimi razem, ehh i znowu dobijające fakt, jak skończyło sie NBTS, no i ta sama nadzieja, o której juz wspominała,ze Shane i Davida odratowano XD
    Porównując święta Waltera z Albertem, a z Jamesem, utwierdzam się w przekonaniu, że W i J są dla siebie stworzeni(zaraz przeczytam znowu bonus, żeby utwierdzić się jeszcze bardziej) :)
    No cóż w tym przypadku stwierdzenia "przeciwieństwa się przyciągają" nie pasuję, to nie to co Jason i Alex

  13. Katka pisze:

    Yaoistka, „boje się o Ala bo…jak sobie poradzi?” – to jest chyba nawet kluczowe pytanie. W końcu jedynie wiadomo, że Walt z Albertem się rozstali i w sumie tyle. Nie wiadomo, jak to się dalej potoczyło dla byłego księdza, więc… no można mieć wiele teorii :) Na szczęście, planujemy w pewien sposób rozjaśnić i tę sytuację :)

    Kan, hehe, a nie mówiłam! Bonus wiele wyjaśnia :D Więc kto nie ogarnia, niech zagląda XD A do pogrzebu blisko, oj blisko…

    Tess, mi też wtedy było dość żal Alberta :( Serio, my mamy takie zapędy do uszczęśliwiania naszych „dzieci”, ale czasem trzeba się przemóc, co by nie żyli w Sielankolandii. A takie niewypały, jak związek Alberta i Walta… no, jak to ujęłaś – „bywa”. I tak, już długo czekać nie będziesz musiała :) Dzisiaj rzucałam okiem, co tam u nich dalej (bo to nie tak, że mamy w głowie każdy niuans który się dzieje w kolejnych rozdziałach, wszak mamy spooooro opowiadań, a tekst aktualnie pojawiający się na stronie był pisany dawno) i naprawdę to już tuż-tuż :) Hehe, a powrót do bonusiku polecam :)

  14. Tess pisze:

    Ja się zdziwiłam, że po tak dosyć długim czasie bycia razem, jeszcze sobie nie wyznali miłości xD Och no, żal mi Alberta, bo ten jednak dużo poświęcił dla Walta, nie ma co zaprzeczać. I trochę wkurzyłam się na tego prawniczka. Al mu takie wyznania prawi, jest pewien, że Walt go kocha, a tu co? Okaże się, że Walt go zdobywał dla samego zdobywania… No cóż :) Bywa.
    Cieszę się, że już nie będę musiała czekać tyle na to zerwanie. Jestem taka ciekawa początków Jamesa i Walta, że coś strasznego, haha.
    No i chyba będę musiała wrócić do tego bonusu, o którym tu wszyscy piszą :D

  15. kan pisze:

    Przypomniałem sobie bonus do NBTS i teraz już wszystko rozumiem i czuję, że już blisko do spotkania na pogrzebie ;d

  16. yaoistka^^ pisze:

    Walter woli nauczyciela, ponieważ akcja w nbys jest kilka lat później :) Walt zostawi byłego księdza to pewne…choc boli bo przez tak długi upór prawnika…dal mu jakby gwarancje ze go niezostawi. no niestety… Tak w życiu bywa ale boje się o Ala bo…jak sobie poradzi? Oddal Waltowi całego siebie…ok ja juz nie nie pisze xd

  17. Katka pisze:

    Yaoistka, tak, długo się o niego starał, był nim bardzo zafascynowany, ale niestety miłości w tym nie było. Może dlatego już od podstaw ten związek był raczej skazany na porażkę… Ale tak, święta w takim miejscu na pewno będą mieli wspaniałe :D

    Aisling, chyba jeszcze dotąd nie komentowałaś, ponieważ nie kojarzę Twoje nicku, zatem pozwolę sobie zacząć od „witaj” :D Bardzo nam miło, że dajesz sygnał :) Fajowo, że udaje się Ciebie zaskakiwać. Niezbadane są ścieżki Alberta i Walta XD Hehe, Walt zdecydowanie jest stuprocentowym topem, ale jak widać, potrafi się nagiąć. Choć… oczywiście odwrotna konfiguracja psuje mu dużo bardziej. Wyznanie Alberta faktycznie mogło zaskoczyć – w końcu on tak na co dzień jest gościem raczej oschłym (choć nie wiem, czy to dobre słowo), ironicznym i oszczędnym w słowach. Ale przecież nawet tacy faceci mają uczucia, a tutaj… sytuacja go poniosła i wyznał, co czuł. Ale uwierz, Walt był równie zaskoczony co Ty XD

    Kan, „Al takie wyznania a Walter nic?” – najchętniej znowu odesłałabym do Bonusu „Last Christmas”, gdzie było również i o tym coś niecoś, ale Namida ładnie wyjaśniła sprawę :D Walt przyznał się Jamesowi, że nie kochał Alberta, a ten jego z kolei tak. Niestety. Walter zabiegał o niego długo niestety nie z miłości, pewnie gdyby to była miłość, robiłby to bardziej desperacko i impulsywnie. Ta droga jednak była dość… spokojna, pełna uporu, ale i cierpliwości. Haha, a w domku Walt (ten z przyszłości, który przygląda się teraz swoim odpałom z Albertem) też chciałby tam być z Jamesem XD No ale jeszcze troszkę do tego. A czy bliżej do odejścia kochanej ciotki… Tak, bliżej niż dalej. Na pewno nie za więcej rozdziałów niż palców w jednej ręce XD „Swoją drogą ciekawe jak James spędza święta ;d” – pewnie nie za ciekawie :(

    Namida, hehehe, taaa, jak się chce poznać głębiej te wszystkie tajniki z In Out In, to warto wrócić do świątecznego bonusu, co nie? Tam jest takie spojrzenie na to wszystko Walta po dłuższym czasie, chyba bardziej racjonalnie już oceniał swój związek z Albertem i więcej to wyjaśnia. I bardzo ładnie tłumaczysz to zachowanie Walta. „Podejrzewam, że przeczuwał, że ten związek to jednak nie wypał, choć nie chciał tego do siebie dopuścić” – baaaaardzo prawdziwe. Podskórnie wiedział, że nie tak powinien wyglądać związek, że nie to powinien czuć, co czuł. No ale tyle się starał, że ciężko by było, gdyby po miesiącu odpuścił. Dzięki wielkie za taką analizę :) Lubię, jak ktoś rozumie postępowanie naszych panów :D Pozdrowionka i do następnego napisania :D

  18. Namida pisze:

    Łał. Czuję się zszokowana i usatysfakcjonowana jednocześnie :) Głównie dlatego, że, jak chyba większość, nie spodziewałam się takiego nagłego wyznania ze strony Ala, ale z drugiej strony, po tym jak przeczytałam po raz kolejny, dla przypomnienia, świąteczny odcinek z NBTS, zupełnie inaczej teraz patrzę na ich związek i rozumiem, dlaczego Walter nie odpowiedział :) Podejrzewam, że przeczuwał, że ten związek to jednak nie wypał, choć nie chciał tego do siebie dopuścić… Ale już wam nic nie wciskam ;) Poza tym, Walter jest świetnym topem, a z tego, co widzę, Albertowi się to baaaardzo podoba… I muszę stwierdzić, że przyjemnie się czytało o tej jego ekscytacji ^^ Widać, że bardziej się do tego nadaje i śmiem podejrzewać, że następne kłótnie wyjdą właśnie o to :P No, ale to by było na tyle :) Życzę weny i już nie mogę doczekać się kolejnego odcinka!

  19. kan pisze:

    Al takie wyznania a Walter nic? Jestem totalnie zdziwiony, przecież to prawnik tak bardzo zabiegał o Alberta i myślałem, że to on pierwszy wyskoczy z takim tekstem. A tu takie zaskoczenie ;d Fajna ta Anne, taka dobra przyjaciółka. Wyobraziłem sobie ten domek w górach, fajna sprawa tylko wolałbym żeby z Waltem siedział tam James.Bliżej już do odejścia kochanej ciotki? Wiem, że to jest brutalne ale nic za to nie mogę, że ten cały związek Ala i Walta jakoś nie leży.
    Swoją drogą ciekawe jak James spędza święta ;d

  20. Aisling pisze:

    Czytam opowiadania już jakiś czas… I z każdym jestem co raz bardziej zaskoczona w dodatku pozytywnie… Kto by się spodziewał że Walt się na to zgodzi… ;-) bardziej zaskoczyło mnie wyznanie Alberta niż brak odpowiedzi ulubionego prawnika…

  21. yaoistka^^ pisze:

    Sweet! Ale też jestem zdziwiona ze Walter nie odpowiedział Alowi O.o Tak długo się o niego starał i wgl… A może to nie to? No co, naprawdę będą mieć super święta :)) weny!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s