In Out In – 8 – Dobry traf

Anne stukała pomalowanymi na czerwono paznokciami o blat biurka. Patrzyła przy tym w skupieniu na telefon leżący obok i co raz popijała kawę. Czekali na klienta, ona nie miała specjalnie dużo roboty w tym czasie, a Walt powinien właśnie ogarniać dokumenty sprawy, jaka miała w tym tygodniu zakończyć się w sądzie.
Kobieta westchnęła po raz któryś tego dnia i wreszcie wcisnęła odpowiedni przycisk na telefonie.
— Co robisz? — rzuciła.
— Siedzę sobie… — usłyszała dość ponurą odpowiedź zwykle wesołego szefa.
Od razu przewróciła oczami.
— I nic tam nie wertujesz? Słońce, jak będziesz mi tak przymierać cały czas, to ja stracę robotę.
— Oj, Anne, przecież to chwilowe.
— Chwilowe, hm? — Uniosła powątpiewająco brew, wiedząc doskonale, że Walt już nie pierwszy raz był taki ponury. A w jego przypadku było to bardzo, bardzo dziwne. — Poradźcie coś na to, bo to niezdrowe, jak się tak wiecznie kłócicie.
— Staram się! Ale Albert już taki jest… konfliktowy. Ostatnio nawet o płatki się pokłóciliśmy. Że niepotrzebnie kupuję takie z tęczową flagą, ale przecież nie były reklamą LGBT, tylko zwyczajnie miały kolorowe opakowanie. A Albert od razu twierdzi, że na każdym kroku muszę się afiszować i problem płatków ewoluował do awantury o moją swobodę. Jak to się dzieje, Anne? — jęknął Walt.
Trochę wyolbrzymiał, bo Albert twierdził, że nie była to kłótnia tylko wymiana zdań. Ale on tak zawsze nazywał ich kłótnie. Niby go nie obrażał, a tylko przedstawiał swój osąd. Sprowadzało się to koniec końców do tego samego, tylko inaczej nazwanego.
— Nie chcę go bronić, ale może po prostu nie czuje się przy tobie zbyt pewnie. Wiesz… sam nie jest out i boi się, że skoro ty jesteś, a on jest z tobą, to wszyscy wokół będą od razu wiedzieli, że jest gejem…? — podsunęła Anne, która tak naprawdę lubiła Alberta. Oczywiście wolałaby, żeby ci się nie kłócili, ale poza tym… przecież ten przystojny były ksiądz był inteligentnym, porządnym facetem. Myślała, że to dobra partia dla jej przyjaciela.
— A mnie się wydaje, Anne, że on zwyczajnie lubi konflikty — rozległ się grobowy głos Waltera z głośnika w jej telefonie. — Może po prostu musi czasem nawiązać burzliwą dyskusję… Nie wiem, niektórzy chyba tak mają? Ale mi się to nie podoba… Chcę, żeby był dla mnie ciepły…
— Och, mój biedaku. Przykro mi cię słuchać takiego przybitego. I nawet nie wiem, co ci na to poradzić. Ale wiesz, święta są niedługo, atmosfera wtedy zawsze jest milsza, miłość w około i takie tam… Zobaczysz, że będzie lepiej.
— Mm… mam nadzieję… bo chciałem go zabrać do domku w góry…
— Tego-tego domku, co jest jak z „Last Christmas”? — spytała z lekkim przejęciem w głosie.
— Tak. — Usłyszała cichy śmiech Walta. — Byłoby nawet romantycznie. Ale wiesz… nie wiem, czy Al nie uzna, że to właśnie jak w „Last Christmas”, a on nie będzie się upodabniał do wokalisty geja… — dodał już z lekkim przekąsem.
— Oj przestań, kto by nie chciał do takiego domku pojechać? — Anne wyraziła w swoim głosie tyle ekscytacji, że prawnik najwyraźniej to wychwycił, bo po chwili ciszy dodał pytająco:
— Ty byś chciała zapewne…? Mogłabyś pojechać z nami, jeśli nie jedziesz do rodziny. Albert może nie będzie miał nic przeciwko, a może nawet się ucieszy. Dogadujecie się podejrzanie. — Zaśmiał się.
— Bo to dobry facet, tylko za często cię dołuje — odpowiedziała z lekkim uśmiechem, po czym szybko dodała: — No, ale jak taaaak, nalegasz… A tak serio, to muszę pogadać z rodziną, bo nie wiem, czy oni sami gdzieś nie jadą, wiesz? Dam ci znać, ale jak coś, grzej dla mnie miejsce w samochodzie, bo bym się chętnie wybrała.
— Czemu wiedziałem, że się zgodzisz? Tak, tak, znam cię. Dobrze, że…
— Oj, szzz, czekaj — Anne przerwała mu szybko, bo ujrzała, jak klamka w drzwiach do biura się porusza. — Klient, potem pogadamy — dodała do telefonu i przybrała na twarz firmowy uśmiech, po chwili witając starszego mężczyznę, który pojawił się w pomieszczeniu. Miała tylko nadzieję, że rozmową o świętach choć trochę pomogła jej zgnębionemu burzliwym związkiem przyjacielowi…

*

James Peterson jeszcze raz upewnił mężczyznę, z którym pisał, o dyskrecji i dopiero, kiedy ten wysłał mu wiadomość zwrotną, mógł na kartkę spisać jego adres. Gdyby jeszcze mu płacili, naprawdę czułby się jak dziwka. Co jednak mógł począć na fakt, że bardzo brakowało mu seksu? Obojętnie jakiego, mógł być nawet niezobowiązujący i zwykły. Nawet pod kołderką, byleby był. Mieszkając u ciotki, starał się ograniczać, ale już powoli nie dawał rady. A raczej już nie dał rady, bo właśnie umówił się przez czat z jakimś facetem.
Ten stwierdził, by wpadł, „o której mu pasuje”, bo jest cały dzień w domu. Zastrzegł jednak, że nie będzie mógł przenocować Jamesa, bo rano, już o siódmej, ma masażystę i nie chce się spóźnić przez robienie innemu facetowi śniadania albo zwlekanie go z łóżka. James nie miał nic przeciwko temu. Nawet by na to chyba nie przystał, jakby ten zaoferował. Wolał wiedzieć, na czym stoi, więc też starał się go wypytać o to, co lubi.
Ben, bo tak nazywał się facet, z którym się umówił, stwierdził tylko, że lubi skóry. A co dalej, uznał, że wyjdzie w praniu, ale zaznaczył, że jest aktywem. To też pasowało Jamesowi, chociaż miał nadzieję, że nie będzie zakładał mu masek na głowę. Nie przepadał za nimi i zawsze średnio wierzył, aby te były odpowiednio czyszczone. Bo to „tylko na głowę”.
Kiedy wreszcie późnym popołudniem podjechał pod podany adres, zaskoczył się wielkością domu mężczyzny. Otaczało go wysokie ogrodzenie, mosiężna brama, a na podjeździe stał jakiś drogi, srebrny Mercedes. A jak tylko James podszedł do bramy, by zadzwonić na domofon, pod ogrodzenie podbiegł smukły doberman i zaczął na niego szczekać.
Nauczyciel uśmiechnął się nerwowo, rozglądając się wzdłuż ulicy. A pies dalej na niego ujadał. Nie bał się ich, ale nie rozumiał, czemu ludzie muszą brać sobie akurat takie psy i jeszcze obcinać im ogony i formować uszy.
Zadzwonił jeszcze raz, czekając cierpliwie i zamiast odpowiedzi w domofonie usłyszał od strony drzwi wejściowych głośne:
— Shark, spokój!
Pies obejrzał się i podbiegł radośnie do swojego właściciela, a ten ruszył w kierunku bramy. Uniósł przy tym rękę w powitalnym geście. Był mężczyzną przed czterdziestką, niewysokim, ale dość szerokim w ramionach. Ubrany był w eleganckie spodnie i białą koszulę, a jasne, blond włosy miał ścięte na krótko. Wyglądał na zadbanego i może nawet był starszy niż wyglądał.
— James? — zapytał, podchodząc do bramy, by mu otworzyć, a pies nie odstępował jego nogi.
— Tak. Miło mi. Nie ugryzie obcego, mam nadzieję? — spytał nauczyciel, wskazując brodą na psa.
— Jak będziesz dla niego miły, to nie. — Ben uśmiechnął się jedną stroną ust i otworzył bramę, a pies od razu doskoczył do Jamesa i zaczął go obwąchiwać. — Nie bój się go i zapraszam.
James wyciągnął spokojnie otwartą dłoń do dobermana i pozwolił się obwąchać, jak tylko wszedł za bramę.
— Ładny pies — rzucił niezobowiązująco.
— Dzięki. — Ben pokiwał głową i wskazał Jamesowi dom, samemu zmierzając w tamtym kierunku. Obejrzał się przy tym na niego. — Chodź, nie chcę, żeby sąsiedzi plotkowali więcej, niż już plotkują.
James pokiwał gorliwie głową, szybko idąc za mężczyzną do domu.
— Oczywiście, całkowicie rozumiem.
Kiedy tylko weszli do domu, pies od razu chciał wepchnąć się za nimi. Gospodarz szybko stanął przed nim, blokując mu wejście.
— Nie, Shark, zostajesz — polecił, ale pies spróbował przecisnąć się pomiędzy jego nogami, przez co mężczyzna jęknął i wypchnął go siłą. — Oż, na dwór, już!
Gdy udało mu się zamknąć drzwi, a pies został na zewnątrz, odwrócił się do Jamesa.
— Okej, po problemie. Zapraszam dalej.
Wskazał na drzwi, a raczej łuk wiodący do obszernego, jasnego salonu. Wszystkie zasłony były w nim pozasłaniane z dość oczywistego powodu. Nieskazitelna czystość aż świeciła po oczach, kremowe kanapy wydawały się być dopiero co przywiezione z fabryki, a dywan wyglądał na miękki jak puch.
James poczuł, jak robi się malutki, bardzo malutki pod presją tego, ile to wszystko musiało kosztować.
— Bardzo… bardzo ładne mieszkanie. Takie… jasne — wydusił, już odruchowo wyłamując sobie palce. — Ale… bo nie mówiłeś wcześniej. Masz jakieś… plany?
Mężczyzna westchnął i przesunął palcami po swoich jasnych włosach. James czuł od niego jakiś przyjemny, lekki, ale męski zapach perfum, do tego widział, jak gładko ogolony na twarzy był Ben. Miał co prawda bardzo wąskie usta i specyficzne zmarszczki w kącikach oczu, ale nie był brzydki. Dość przeciętnej urody, jednak czysty, schludny, o przyjemnym spojrzeniu jasnych oczu.
— Nie mówiłem chyba też, że pierwszy raz umawiam się z kimś przez Internet? Powinienem zaproponować ci coś do picia? — Uśmiechnął się lekko do Jamesa, a ten zrobił trochę większe oczy, ale koniec końców uśmiechnął się tylko pod nosem.
— Brzmiałeś bardzo pewnie. Nie spodziewałbym się. A do picia… Jakbym mógł wodę?
— Pewnie, już ci daję. A pewnie brzmiałem… nie jestem nowicjuszem i nie jesteś moim pierwszym facetem — odpowiedział Ben z lekkim uśmiechem, wprowadzając Jamesa w głąb salonu. — Ale dotychczas tylko darkroomy i faceci, których zabierałem na seks z klubów — dodał, kierując się do otwartej na salon kuchni.
— Mhm, rozumiem — James przytaknął z uczuciem ulgi, której jednak nie okazał. — Ja osobiście nie lubię, a raczej nie przepadam za klubami, bo na pierwszy rzut oka jestem pomijany, a dopytywanie się każdego o preferencje do łóżka… cóż. Przez Internet łatwiej — odparł, idąc za nim.
— Myślisz? Może… W klubach rzeczywiście, nie wiesz, co cię czeka. — Ben westchnął, wyciągając z szafki dwie szklanki, a potem wychylił się po butelkę wody niegazowanej. — A ty kogo szukałeś, że mnie znalazłeś? Ostrych aktywów? — Zerknął na niego bez skrępowania, nalewając wodę.
Nauczyciel przełknął ślinę i skinął głową.
— „Dominujących” chyba byłoby lepszym słowem.
Ben uśmiechnął się bokiem ust i wyciągnął do niego jedną z dwóch pełnych szklanek.
— W porządku. Robiłeś sobie lewatywę? — zapytał ni stąd ni z owąd i napił się wody.
James nie odpowiedział, tylko skinął głową. Od razu też napił się wody, po czym jednak coś sobie przypomniał.
— I tylko nie chcę kneblowania, a bezpieczne słowo to… to Jimmy.
— Rozumiem. To jak jesteś gotowy, rozgość się w salonie, a ja zaraz do ciebie wrócę — odparł Ben i dopił na szybko swoją wodę, a gdy odstawił szklankę do zlewozmywaka, zmierzył jeszcze nauczyciela spojrzeniem i wszedł po schodach na piętro, zostawiając go samego.
James tylko żałował, że nie powiedział mu, czy ma się rozebrać, czy nie. Napił się jeszcze łyka, nie opróżniając jednak szklanki nawet do połowy. Resztę wylał do zlewu i postawił naczynie obok drugiego. W przedpokoju, razem z butami, zostawił jeszcze skarpetki i już boso przeszedł do wskazanego pomieszczenia. Dywan naprawdę był niesamowicie miękki i przyjemny. Usiadł na kanapie i czekał.
Po jakimś kwadransie usłyszał ciężkie kroki od strony schodów. Te były kręte, z jasnego drewna i prowadziły z salonu na piętro, więc ze swojego miejsca mógł je widzieć. I pierwsze co zobaczył to ciężkie, skórzane, wysokie buty. Następnie nagie, dość dobrze umięśnione uda mężczyzny i skórzana bielizna z odpinanym przodem. Kiedy Ben był już niżej, James mógł zobaczyć, że ten ubrany był w czarne, skórzane szelki, ściągnięte na środku klatki piersiowej, a na ramiona miał zarzuconą skórzaną kamizelkę. Był, jak można było wcześniej ocenić, rozrośnięty w ramionach. W jednej dłoni trzymał szpicrutę, a w drugiej skórzaną obrożę, którą rzucił na kolana Jamesa, jak już zszedł na sam dół.
— Chcę cię widzieć tylko w tym — oznajmił pewnym głosem, patrząc na Jamesa mniej przyjemnie niż jeszcze chwilę temu.
James zlustrował mężczyznę swoimi łagodnymi oczami i tylko skinął głową. Od razu zaczął się rozbierać, odkładając ubrania na bok. Nie patrzył przy tym mężczyźnie w oczy, tylko na jego brzuch. Po kilku chwilach musiał już wstać, aby ściągnąć spodnie i bieliznę.
— Szybciej! — zagrzmiał blondyn, dodatkowo uderzając szpicrutą we wnętrze dłoni, aż strzeliło.
James wciągnął szybko powietrze i dosłownie zrzucił z siebie ubranie. Pospiesznie też zapiął sobie na szyi obrożę i dopiero spojrzał ulegle na mężczyznę.
Ten powoli pokonał dzielący ich dystans i stanął o krok przed nauczycielem. Uniósł szpicrutę, powoli sunąc nią od pępka Jamesa, w górę, przez jego klatkę piersiową, aż zadarł mu głowę, podsuwając mu skórzaną końcówkę pod brodę.
— A teraz na kolana i liż buty — mruknął, postukując go jeszcze po policzku pieszczotliwie.
James przełknął ślinę, po czym spojrzał na, na szczęście wypolerowane na błysk, obuwie.
— Tak jest. — Bez oporów klęknął przed mężczyzną i pochylił się. Zaczął wykonywać polecenie.
Czuł na sobie nie tylko przeszywające spojrzenie Bena, ale i skórzaną końcówkę szpicruty, która właśnie przesuwała się po jego plecach w stronę nagiego tyłka. Odetchnął tylko głębiej i mocniej polizał skórę, jaką miał przed nosem, wypinając się przy tym samoczynnie.
— Wyliż dobrze, a może dostaniesz nagrodę — zamruczał nisko blondyn, a James poczuł twardą skórę na swoich pośladkach. Niedługo musiał czekać na pierwsze, mocne uderzenie.
Aż pisnął krótko i z większym zapałem zaczął wylizywać but. Po boku, na łydce i na czubku, wszędzie dokładnie, tak aby skóra błyszczała od jego śliny. Nie był to jego fetysz, ale to uczcie dominacji nad sobą było… Tak, tego potrzebował.
Ben nic więcej nie dodał, ale narzędzie, jakie trzymał w dłoni, przesuwało się wciąż po jego pośladkach, w końcu wsuwając się pomiędzy nie, drażniąc jego rowek i szparkę. Ta nawet została kilka razy poklepana, a w końcu blondyn uniósł but, który wylizywał James i zadarł jego końcem brodę nauczyciela, tak jak wcześniej szpicrutą.
— To lubisz? Poniżać się tak żałośnie przed innym facetem? — spytał zimno, patrząc na jego twarz.
James odetchnął najpierw ciężko, po czym oblizał usta i odpowiedział.
— Tak… tak, proszę pana — odparł z cieniem zawahania, nie wiedząc, czy Ben chce, aby tak się do niego zwracać.
— Taki podnóżek z ciebie, mm? — Mężczyzna odepchnął go butem jak śmiecia. — I myślisz, że warto z ciebie w ogóle korzystać? Czym mnie przekonasz? Bo chyba nie tym marnym obślinieniem mojego buta?
James od razu popatrzył na niego prosząco, niemal błagalnie.
— Czym tylko pan zechce. Proszę… proszę dać mi szansę.
Ben wykrzywił usta w wyrazie powątpiewania, po czym obszedł go, trzasnął w pośladek i usiadł na kanapie. Rozłożył szeroko nogi.
— To wykaż się. Wiesz, co masz robić — rzucił, przesuwając wolną dłonią po swojej skórzanej bieliźnie.
James pokiwał gorliwie głową i na klęczkach podszedł między nogi mężczyzny. Nosem przesunął po jego udzie, wąchając jego ciało z nikim pomrukiem zadowolenia.
— Mogę… dotknąć? — zapytał, kiedy twarzą już był tuż przy jego rozpinanej bieliźnie. Wystarczyło tylko odpiąć napy, aby móc wydobyć znajdującego się pod czarną skórą penisa.
— A od czego masz zęby, suko? — warknął Ben i wyciągnąwszy rękę ze szpicrutą, trzasnął go w pośladek. — Odpinaj!
James pisnął krótko, ale od razu też sięgnął zębami do skóry i odpiął ją. Kiedy tylko wszystkie napy puściły, a kawałek ubrania wylądował na podłodze, zobaczył, że półtwardy penis ma już na sobie kondom. Sięgnął więc ustami do mężczyzny, aby go pocałować i polizać.
— Grzeczny — pochwalił go Ben, przesuwając końcem szpicruty pomiędzy jego pośladkami, co raz uderzając mocniej bądź napierając na jego szparkę. — Postaw i obśliń dobrze, bo tak sobie pracujesz na poślizg.
— Tak… proszę pana — odparł James, zajmując się starannie jego penisem. Lizał go, jak umiał najlepiej i co chwilę brał do ust, śliniąc mocno. Do niczego nie używał dłoni, więc kiedy penis mu uciekał, musiał łapać go wyłącznie wargami.
Ben przyglądał mu się z góry, a gdy tylko członek wymykał się Jamesowi, uderzał go mocno w pośladek. Wciąż w jedno miejsce, które po kilku minutach było już mocno czerwone.
— A tam co? Miękko, czy już sikasz po nogach na myśl, że przerżnę to twoje żałosne dupsko? — zamruczał w pewnym momencie, unosząc nogę i butem przesuwając po kroczu Jamesa. Aż miło się zaskoczył, czując, że mężczyzna wcale, a wcale nie jest miękki. I nawet jęczy z zadowoleniem na takie nikłe zainteresowanie jego kroczem.
Ben mimo to ściągnął groźnie brwi i pochylił się nisko do Jamesa, łapiąc go brutalnie za szczękę. Oderwał jego usta od swojego krocza i popatrzył mu w oczy.
— Jesteś głuchy? Zadałem ci pytanie, szczurze!
James zacisnął na moment oczy, lekko przestraszony, po czym z trudem, wywołanym uściskiem, odpowiedział:
— Nie. Przepraszam pana. Już… już sikam po nogach na myśl, że pan mnie przerżnie. Nie… nie mogę się doczekać, aż rozerwie mi dupę swoją wielką pałą.
— Jesteś żałosny. Odwróć się i pokaż chociaż, czy ta twoja dziura jest czegoś warta — mruknął blondyn, puszczając jego twarz i ponownie odchylając się wygodnie na oparciu. Popatrzył na niego wyczekująco i poklepał po boku szpicrutą.
James wpierw pokiwał gorliwie głową.
— Tak, tak jest, proszę pana — wymruczał pod nosem pokornie, nie patrząc na twarz mężczyzny, a na jego penisa jeszcze przez sekundę. Po tym odwrócił się do niego tyłem, położył klatką piersiową na miękkim dywanie, wciąż klęcząc, a tym samym wystawiając swoje chude biodra w górę. Sięgnął do swoich pośladków i rozchylił je, pokazując swojemu „panu na jeden wieczór” dziurkę. Z niezdrowej ekscytacji odetchnął ciężej.
Nie widział przez swoją pozycję twarzy Bena. I przez chwilę nic nie czuł i nie słyszał, dopóki na jego szparkę nie spadło nagłe i mocne uderzenie ze skórzanego narzędzia blondyna, od którego już i tak miał cały czerwony pośladek.
Pisnął, zaciskając oczy, ale nie zrobił nic poza tym. Dłoni nie cofnął ani nie uciekł biodrami w dół. Usłyszał ciche prychnięcie, a potem podeszwa buta uderzyła go w jedną z dłoni.
— Bierz tę łapę — rozkazał Ben i sam położył but na jego pośladku, naciskając na niego i ugniatając.
James zabrał posłusznie ręce, dodając do tego standardowe „tak, proszę pana” w stronę dywanu, na którym leżał górą ciała.
Ben oparł oba buty o jego pośladki i pochylił się nisko. Po chwili James poczuł na szparce wilgoć, kiedy blondyn na nią splunął. Przez to kilka kolejnych trzaśnięć szpicrutą było bardziej bolesnych.
— Dobra, suko, zobaczymy, czego jesteś wart — rzucił wreszcie Ben i kopnął brutalnie Jamesa w tyłek, by klęknął kawałek dalej.
Nauczyciel prawie uderzył twarzą w podłogę i stęknął boleśnie. Nie wyraził jednak żadnego zniechęcenia czy sprzeciwu. Przesunął się tylko trochę do przodu. Za jego plecami rozległy się ciężkie kroki, które zatrzymały się tuż za nim. Poczuł dotyk na pośladku, najpewniej dłoni, a potem czubek penisa w kondomie, który otarł się o jego dziurkę.
Jedyne, o czym umiał w tej chwili pomyśleć, to to, aby już Ben, czy jakkolwiek ten facet naprawdę nie miał na imię, po prostu w niego wszedł.
— Tak. Proszę, proszę… — zaskomlał więc, niewiele myśląc.
Ben nie odpowiedział, tylko przytrzymał go za biodra i nie patyczkując się z nim w żaden sposób ani nie przejmując tym, czy James jest rozluźniony, czy nie, pchnął mocno biodrami. Wszedł w niego aż po same jądra, a nauczyciel w odpowiedzi krzyknął krótko z bólu i przyjemności. Zacisnął palce na włóknach puszystego dywanu.
— A teraz pamiętaj, suko, że jak się spuścisz na ten dywan, to będziesz to wylizywać — warknął Ben i zaczął go mocno i szybko pieprzyć, aż poruszając jego szczupłym ciałem. Dodatkowo James co raz czuł mocne i bolesne uderzenia szpicruty na łopatkach.
— Tak… tak… tak jest! — wydyszał w odpowiedzi między kolejnymi, mocnymi pchnięciami. Czuł przy tym, jak aż się roztapia z przyjemności płynącej z takiego mocnego pieprzenia. Ból wywołany uderzeniami w ogóle mu nie przeszkadzał. Wiedział dzięki niemu, że kto inny ma w tej chwili pełną kontrolę.
W pewnym momencie nagle Ben się zatrzymał, pozostając w nim cały zanurzony, po czym odrzucił szpicrutę. Nie minęły dwie sekundy, a James poczuł mocne szarpnięcie za włosy, które uniosło go do pionu.
— Tak? Tak lubisz mieć rozepchane dupsko? Wsadzasz se tam coś? — blondyn wydyszał mu do ucha, nie puszczając go. Wysunął biodra i wbił się w niego brutalnie.
James najpierw krzyknął przez to mocne pchniecie i sięgnął trochę desperacko dłońmi do tyłu.
— Aaa… nie… tak. Tak! — oparł w końcu z trudem, oddychając ciężko i urywanie.
Ben prychnął z pogardą i nie puszczając go, odsunął nieco biodra, by móc sięgnąć między ich ciała. Od razu wcisnął na siłę dwa palce w dziurkę Jamesa, mimo że ten miał w sobie jego penisa. Zgiął je i pociągnął nieco w górę, jak hakiem, przyglądając się jego reakcjom. Nauczyciel pisnął, zaciskając oczy. Uniósł nawet jedną nogę w górę, jakby starał się trochę zelżyć uczucie nagłego i mocnego rozciągania.
Ben wykrzywił usta i wyciągnął palce, po czym pchnął jego głowę w przód.
— Wracaj na twarz i wypinaj się. Jeszcze nie skończyłem! — rozkazał i nie czekając, aż James ułoży się odpowiednio, znowu zaczął go ostro dymać.
Peterson stęknął głośno i aż potarł twarzą po dywanie, kiedy Ben wszedł w niego mocniej. Mimo dreszczy na całym ciele, starał się jako tako ułożyć. To i tak miało mniejsze znaczenie, bo jego ciało aż szalało z zadowolenia na takie traktowanie.
Ben pieprzył go długo. Co chwilę ściskał jego pośladki, trzaskał w nie otwartymi dłońmi i sprawiał, że skóra mocno czerwieniała. Było też pewne, że zaciskanie palców na szczupłych biodrach nauczyciela poskutkuje licznymi siniakami. Gospodarz nie był delikatny. Nie oszczędzał mu też wulgarnych określeń, a gdy wreszcie doszedł w gumkę, wysunął się, jak tylko był w stanie złapać oddech. Wstał i pchnął butem w biodro Jamesa, przewalając go na plecy na dywan. Położył mu podeszwę na brzuchu i skinął na jego penisa.
— Pokaż, czy w ogóle coś z niego wyleci — rozkazał.
Nauczyciel patrzył na niego swoimi zaszklonymi od przyjemności oczami. Drżącymi rękoma, które jednak nie były nawet w połowie tak czerwone jak jego twarz, sięgnął do swojego krocza, ale zawahał się przed chwyceniem swojego sztywnego, podrygującego penisa.
— A… a dywan… proszę pana? — wydyszał trzęsącym się głosem.
— Jesteś na plecach, myślisz, że z tego żałosnego kutasa tryśnie tak daleko? — rzucił Ben z powątpiewaniem.
James zamknął oczy i pokręcił głową zaprzeczająco, chociaż wcale nie był tego taki pewien. Tak dawno nie miał dobrego seksu, w ogóle seksu właściwie.
— Nie… nie, proszę o wybaczenie… proszę pana — zaskomlił, już zaczynając się masturbować. Był prawie na skraju, przez co jego ciałem aż lekko podrzucało, kiedy kolejne fale przyjemności przez nie przebiegały.
Starszy mężczyzna wciąż trzymał go mocno przy ziemi, naciskając czasem mocniej butem na jego podbrzusze. Zamruczał aprobująco.
— No dalej, suczko. Pokaż tę śmietankę. Czy nawet tego nie umiesz i tylko ten nędzny worek u ciebie działa jak należy? — rzucił z kpiną, trącając go końcem buta w pośladek.
James stęknął i uniósł lekko biodra do góry, mimo nacisku. Zacisnął oczy i doszedł, tryskając spermą na but mężczyzny. Na dywan faktycznie nic jednak nie spadło.
Ben popatrzył na niego z góry z satysfakcją.
— Grzeczny — pochwalił go i zabrał nogę. Potem bez słowa zdjął gumkę ze swojego penisa i wyszedł do kuchni, by ją wyrzucić. Następnie zdjął kamizelkę, szelki i buty i trzymając wszystko w rękach, kucnął obok nauczyciela. — Żyjesz?
Ten uchylił jedno oko i skinął słabo głową.
— Mhm… — mruknął tylko, potwornie, ale przyjemnie zmęczony.
Ben uśmiechnął się do niego bokiem ust i poklepał go po klatce piersiowej.
— Pójdę się ogarnąć na górę, a tutaj, za drzwiami — wskazał boczne wyjście z salonu — jest jeszcze jedna łazienka. Poradzisz sobie, czy ci pomóc?
— Chyba dam sobie radę. Ale jeszcze chwilę poleżę — poprosił James, powoli uspakajając oddech.
— Pewnie, nie spiesz się. Pisałem ci, że dzisiaj w domu jestem cały dzień. Nie musisz się też od razu wynieść. Możesz posiedzieć dłużej i odpocząć. No, ale ja czuję potrzebę umycia się — stwierdził Ben, pochylając się jednak wpierw do jego szyi. — Ale pomogę ci z tym — dodał z uśmiechem, odpinając mu obrożę.
James spojrzał w dół i bardzo słabo się uśmiechnął.
— Dzięki.
— Nie ma problemu. — Ben zabrał obrożę i wszystkie inne skórzane gadżety oraz odzienie i uniósł się. — Rozgość się! — rzucił jeszcze przez ramię i zniknął na piętrze.
James mruknął coś pod nosem i pozwolił sobie jeszcze chwilę leżeć tak bez ruchu na tym cholernie miękkim dywanie. Relaksował zmęczone mięśnie, pozwalając sobie na moment wytchnienia. W końcu wstał, stęknął i wyszedł do łazienki, aby się umyć. Po drodze zebrał swoje ubrania, aby potem nie łazić nago i nie mierzwić swoją osobą gospodarza.
Łazienka była duża, z trójkątną, głęboką wanną z hydromasażem. Cała bardzo jasna, pełna różnych kosmetyków i z zasłoniętymi roletami wbudowanymi w szybki. Na kafelkach widać było muszelkowy wzorek, a całe pomieszczenie lśniło. Patrząc na ogólną czystość mieszkania, można było stwierdzić, że Ben albo sam codziennie spędzał kilka godzin na sprzątaniu, albo komuś za to płacił. James obstawiał drugą opcję. Mężczyzna sam o siebie bardzo dbał, ale jego dłonie nie były zniszczone, więc było nikłe prawdopodobieństwo, aby za często maczał je w detergentach. Nie był to jednak czas, aby w tej chwili się nad tym zastanawiać. Nauczyciel skorzystał z dobrodziejstw łazienki i dokładnie się umył, a następnie osuszył.
Kiedy też już się ubrał, wyszedł z powrotem do salonu. Zastał tam Bena siedzącego na kanapie i pojadającego z miseczki suszone daktyle. Ubrany był już w jakieś czarne, proste jeansy i białą, niedopiętą koszulę. Gdy usłyszał Jamesa, odwrócił głowę w jego stronę.
— Jak tam? Boli gdzieś za bardzo?
Nauczyciel lekko speszył się na to pytanie, którego bynajmniej się nie spodziewał. Rzadko kiedy ktokolwiek pytał.
— Nie. Nie „za bardzo” — odpowiedział i po chwili zawahania podszedł do kanapy. Usiadł na brzegu w przyzwoitej odległości od gospodarza.
— Cieszę się. I nie wiem, jak tobie, ale mi się podobało — zaznaczył Ben, wyciągając do niego z zachętą miseczkę z suszonym daktylami. — Nie aż tak łatwo znaleźć kogoś, kto zgadza się na skórę. Albo to ja jestem taką lamą.
James po chwili wahania sięgnął po zaproponowana przekąskę.
— Dzięki, też mi było dobrze. Dawno… no, już jakiś czas nie miałem okazji… więc… — Uśmiechnął się pod nosem, spuszczając wzrok na swoje kolana i obracając daktyla w palcach, zamiast od razu go zjeść. — Dzięki — dodał, patrząc na Bena. — A co do skór… to, uch. Chyba nie jest tak źle. Gorzej z facetami, którzy lubią… znęcanie się i bicie kogoś aż do krwi. Wtedy… może faktycznie być trudno znaleźć kogoś na seks — skończył wypowiedź i w końcu zjadł daktyla.
— Nie, aż tak ostro nie lubię — stwierdził Ben, odchylając się wygodniej na oparcie kanapy. — A mówisz o tym, bo miałeś takie jazdy?
— Zdarzyło się — przyznał James, czerwieniąc się lekko na twarzy. — Ale lepiej, jak mówią o tym od razu… wiesz… — Spojrzał na niego krótko. — W czasie rozmowy przez Internet, a nie ukrywają to i dopiero wychodzi… w trakcie. I… no, trzeba się pospiesznie uwolnić i zmyć.
Ben skrzywił się z lekkim niesmakiem.
— Wydaje mi się to dość istotne… Ja ci tylko zaznaczyłem, że lubię skórę. Nie bałeś się, że coś mam z głową nie tak? — Uśmiechnął się lekko, pojadając daktyle z miseczki, którą postawił na kanapie pomiędzy nimi.
James wzruszył ramionami.
— Wiesz, zawsze jakieś ryzyko jest. Nawet jak idzie się normalnie ulicą… A tu, no, rozmowa z czata jest zapisana. Jakbym zniknął czy coś, policja by się o tym dowiedziała, a i… jakieś tam zaufanie trzeba wykazać i myśleć pozytywnie. W końcu jakby coś… to mi łatwiej wnieść oskarżenie na policję.
— W takim razie mam nadzieję, że poza siniakami nic groźniejszego ci nie sprawiłem. Czułbym się zażenowany, przyjmując w domu policję z takiego powodu. — Ben uśmiechnął się lekko, oblizując palce.
— Nie, nie. Nie musisz się martwić. Nie lubię w ogóle o tym mówić, bo potem… — Odetchnął głębiej na odwagę. — Faceci się krępują. A wiesz, wiek już nie ten, trzeba na siebie uważać. — Zaśmiał się nerwowo.
— Mówisz jak dziadek, a trzydziestu pięciu nie przekroczyłeś, z tego co pisałeś na czacie — odparł blondyn z wyraźnym zdziwieniem po takich słowach. — Ale obawy rozumiem. Ja jako aktyw nie o to się boję, że mnie ktoś rozharata, za to syfów jakichś już tak. — Skrzywił się. — I tak, mimo to w darkroomach się pałętałem — prychnął, kręcąc głową.
James na myśl o takich wykrzywił usta. Nie lubił ich. Nie był tam ani łakomym kąskiem, ani nie dostawał tego, co chciał. Tylko szybki seks przy ścianie.
— Nie są to najpewniejsze miejsca niestety. Ale dobrze, że dbasz o bezpieczeństwo. To… uspakaja — odpowiedział z lekkim uśmiechem. Sam, jak widział kolesi, którym musiał przypominać o zabezpieczeniu, to od razu nabierał do nich większego dystansu i bardziej się spinał. A nie o to przecież chodziło.
— I buty, które lizałeś, były też nowiutkie, żeby nie było! — zaznaczył Ben z lekkim śmiechem i wpakował do ust przekąskę.
James aż uniósł brwi. Był pod wrażeniem. Dużym wrażeniem.
— Myślałem, że tylko tak wyczyszczone. To… — Przełknął ślinę. — To aż… wybacz za szczerość, ale aż dziwne, że do tej pory nie znalazłeś stałego partnera.
Ben spojrzał na niego z lekkim rozbawieniem.
— Kto powiedział, że szukam? Nie jestem typem związkowca, zresztą wolę nie ryzykować swojej kariery, gdyby wydały się moje preferencje. Dlatego też nie umawiam się na seks dwa razy z tą samą osobą.
James od razu spalił się na policzkach i spuścił wzrok na swoje chude kolana.
— Wybacz. Nie pomyślałem. Ale… — dodał nieśmiało. — Rozumiem… w kwestii… kariery.
— Mm… — mruknął Ben na potwierdzenie, zapatrując się przez moment na zasunięte zasłony. Przesunął daktylem po dolnej wardze, potem go zjadł, a na koniec spojrzał na Jamesa. — A tak w ogóle, nie każdy lubi na takich krótkich, jednorazowych spotkaniach, ale chciałbyś się pocałować?
Jamesa lekko wcięło i zrobił większe oczy, nadal gapiąc się w swoje kolana. Nie wiedział, co odpowiedzieć, bo w sumie nie zależało mu na tym w specjalny sposób, ale i nie miał nic przeciwko.
— Ja… e… to znaczy, jak chcesz. Mi to nie przeszkadza — odparł w końcu, jeszcze zerkając na mężczyznę, czy ten nie bierze jakichś prochów między wargi, aby za przykrywką pocałunku mu je wcisnąć.
Ten jednak tylko przełknął daktyla i uśmiechnął się do nauczyciela. Nie dodał też nic, tylko wychylił się do niego, podpierając dłonią o kanapę pomiędzy nimi i przekręciwszy głowę, pocałował go. Od razu dość mocno, ale nawet nie naparł językiem na jego usta. Tylko polizał je z zewnątrz i muskał wargami.
James mimowolnie cichutko i ulegle stęknął. Nie zrobił poza tym niczego ani zachęcającego, ani odpychającego. No, może pomijając lekkie przymkniecie powiek.
Ben jeszcze chwilę go całował, nim cofnął głowę.
— Dzięki — rzucił, opierając się znowu o oparcie. — Jesteś miłym gościem, więc życzę powodzenia z facetami na Internecie. Żeby się takie „ogiery”, co do krwi lubią, nie trafiały.
James zaśmiał się nerwowo i grzecznie skinął głową.
— Dzięki… i jeśli to nie byłby problem… dostałbym jeszcze coś do picia?
Gospodarz od razu uniósł się na kanapie.
— Pewnie. Wodę znowu, czy coś innego?
— Wodę. Napiłbym się i już się zbierał, nie będę ci czasu zabierać.
— Mówiłem, że jestem dziś niezajętym człowiekiem — odparł Ben z uśmiechem, ruszając do otwartej na salon kuchni. Tam wyciągnął szklankę i wodę dla gościa. — Ale zatrzymywać cię też nie będę, bo wiem, że za tym się czasami kryje zwykłe „chcę już się po prostu zmyć”.
James zaśmiał się, lekko zakłopotany. Było mu tu nawet miło, nie czuł jakiejś presji, ale czym dłużej siedział w mieszkaniu faceta, który właśnie go przerżnął, tym mniej wiedział, jak się zachowywać. Odważył się jednak trochę zaryzykować.
— To… to mogę jednak poprosić kawę…? Oczywiście, jeśli jeszcze nie nalałeś wody.
Ben roześmiał się krótko i zakręcił butelkę.
— Nie zdążyłem. Już nastawiam, też się chętnie napiję. Ja małą czarną, bo te daktyle strasznie słodkie. A ty jakiej sobie życzysz? — zapytał, już włączając ekspres i wyciągając dwie, malutkie, zgrabne filiżanki w kolorze kawy z mlekiem.
— Zwykłą, z mleczkiem albo śmietanką, jeśli masz — poprosił James i oblizał usta. Jakoś dziwnie się denerwował. Ale może dobrze robił. Powinien przebywać między ludźmi, dorosłymi i takimi, z którymi może spokojnie porozmawiać, bez obawiania się, że powie coś, co nie przystoi heteroseksualnemu mężczyźnie. Czasami przez to panikował.
Ben nie wydawał się go jakoś specjalnie oceniać. Był miły i nie wyglądał, jakby chciał go już wyrzucić z domu. Za to kawa, którą po kilku chwilach przed nim postawił, pachniała wyjątkowo aromatycznie. Sam ze swoją usiadł obok na kanapie.
James podziękował szczerze i zaciągnął się zapachem ciepłego napoju, przymykając oczy. Upił łyka i lekko się uśmiechnął.
— Dziękuję. A… — Przełknął ślinę, zerkając jeszcze raz na mężczyznę. — Jeśli faktycznie jeszcze chwilkę mogę zostać, to… to możesz mi powiedzieć, o co mam nie pytać, aby nie było niezręcznie?
Ben spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem.
— Hm? Zapewne dziwne by było, gdybyś zapytał mnie o akt urodzenia, czy przebyte w dzieciństwie choroby… A masz ochotę dowiedzieć się czegokolwiek o mężczyźnie, którego widzisz prawdopodobnie jeden raz w życiu? — Uśmiechnął się bokiem ust, najwyraźniej zdając sobie sprawę z tego, że niewiele to może Jamesa interesować.
Gość trochę się speszył. Napił się jeszcze kawy, nim dopiero prawie że mruknął pod nosem:
— Chciałem spytać… o to, czy ktoś o… tobie wie i… co myślisz o mundurach, bo… znam taki jeden czat… i tak — skończył wyjątkowo płasko, nie wiedząc, jak inaczej odnieść się do tego, że Ben wspomniał, że nie zawsze łatwo znaleźć mu kogoś, kto zgadzałby się na skóry.
— Nikt o mnie nie wie, nie licząc mojego brata i przyjaciela. Nie jestem specjalnie out, jak widać. A mundury… — Gospodarz przesunął językiem po krawędzi filiżanki, siorbnął łyczek i dodał: — Są bardzo seksowne. Ale mówię z doświadczenia polegającego na oglądaniu filmów pornograficznych, bo nie miałem okazji tego spróbować. Kręci cię to?
— Nie jakoś… bardziej niż niektóre inne rzeczy… Po prostu znam miejsce w sieci, gdzie mógłbyś kiedyś, oczywiście jakbyś chciał, z kimś… wiesz, sprawdzić, czy nie tylko na filmach są seksowne — James wyjaśnił nieśmiało. Wiedział mniej więcej, jacy tam są faceci. Kiedyś z jednym aktywem miał przyjemność i musiał z ręką na sercu przyznać, że ten dużo pieczołowitości wkładał w to, jak wyglądał. W seks już mniej, dlatego spotkanie się nie powtórzyło. Ben jednak nie powinien narzekać, bo pasywów było tam dość, aby wybierać, a prawie każdy tam marzył o byciu przerżniętym przez generała, gestapowca czy policjanta.
Ben uśmiechnął się szerzej i już chciał szukać wzrokiem komórki, po czym jednak pokręcił głową.
— Nie, nie muszę chyba zapisywać na telefonie, jak masz mnie gdzieś na czacie. Mógłbyś mi podesłać adres do tego z mundurami i wtedy bym się rozejrzał.
— Oczywiście — odparł James, gdzieś w głębi zadowolony z siebie, że jakoś, w pokrętny sposób, mógł pomóc.
— Świetnie. Jak już mówiłem, jesteś moim pierwszym razem z Internetu, więc tak obeznany nie jestem — rzucił Ben, odwracając się bardziej w jego stronę i niespiesznie popijając kawę. Wyglądał na rozluźnionego. — Ale widzę, że mam do czynienia z doświadczonym w tej kwestii, więc możesz mi jeszcze kilka ciekawostek powiedzieć. Czego unikać, na co uważać. — Wzruszył ramionami, patrząc wciąż Jamesowi w oczy, gdy z nim rozmawiał.
James speszył się trochę, po czym skinął głową, na swój sposób także dbając o swój interes. Czym więcej osób znało jakieś normy, tym umawianie się na seks i zachowanie przy tym bezpieczeństwa było dużo łatwiejsze.
— Tak… Tak na początku… — zaczął, też lekko odwracając się w jego stronę. — To dobrze, jak chociaż jedna strona dokładnie wie, czego oczekuje… a krzepiące jest, jeśli to właśnie aktyw, no wie. I jasno się określi. Bo… — zaśmiał sie pod nosem — to trochę jak z adopcjami zwierzaków, jeśli nie wiadomo nic albo bardzo mało, to tylko głupi lub zdesperowany będzie… się na to rzucał — kontynuował swoje wyjaśnienia tego, jak sam na to patrzy, jak uważa, że jest najwygodniej. Wspomniał też Benowi kilka adresów, które nie wyskakują pierwsze w wyszukiwarce, ale osoby tam zachowują jakiś poziom i nie mają szesnastu lat, a gdy wspominał o czymś co ciekawszym, co wyraźnie intrygowało tego bogatego, schludnego blondyna, ten prosił o przesłanie adresu przez czat. Wyglądał na pochłoniętego opowiadaniem Jamesa i w odpowiedzi uraczył go kilkoma perypetiami, jakie sam miał w darkroomach i które również można było porównać do wpadek przez Internet. Taka wymiana informacji i lekkość rozmowy okazała się bardzo przyjemna i przerwali dopiero, kiedy Ben musiał wyjść na spacer ze swoim psem. James stwierdził więc, że w takim razie już wróci do domu i pożegnali się przed mosiężną bramą, by rozejść się w swoje strony.
James czuł się przyjemnie pokrzepiony minionym dniem. Miał dobry seks, mógł szczerze komuś opowiedzieć o swoich przeżyciach i miał pewność, że następnego dnia nie będzie musiał martwić się Benem. On nie chciał kolejnych spotkań, a i James nie musiał niczego się obawiać, żadnych kłopotów. Był zadowolony.

20 thoughts on “In Out In – 8 – Dobry traf

  1. Agata pisze:

    oh, komentarz nie tutaj XD tak to jest jak się czyta na ebooku a komentarze pisze się już w internecie. Same problemy t.t no dobra, to napisałam komentarz z lekkim wyprzedzeniem i co z tego, mam nadzieje, że to nie będzie wielki spojler ;-;

  2. Agata pisze:

    Szkoda że ten Ben spotyka się na seks tylko raz, wydawał się całkiem w porządku i Jamesik mógł w końcu znaleźć sobie jakieś wytchnienie. No cóż, pech i tyle. Albert mnie wciąż denerwuje i chce by już sobie poszedł. Akysz! I co robi tam z nimi Anna? Ona chyba pojechała tam tylko po to żeby im gotować i sprzątać. To przykre ;-;

  3. Katka pisze:

    Yuriko, „nie moge czytać waszego BDSM” – no to przecież nie czytaj, jak Ci nie podchodzi :) Już wcześniej mówiłaś, że nie rozumiesz seksu Walta i Jima, Jima jako osoby nie lubisz, zatem skoro taki seks w jego wykonaniu oraz jego osobowość Ci nie pasuje, to nie ma się chyba co zmuszać, toż to czysty masochizm XD My przecież nikogo nie zmuszamy i nie nakłaniamy do czucia czegoś naszym okiem.

  4. Yuriko pisze:

    nie moge czytać waszego BDSM no kompletnie mam wrazenie ze bohaterowie tego nie czuja. Albo wy tego nie czujecie, nie wiem. I ten Jimmy XD jeez. Dziwka to dobre okreslenie, ale wymienianie doswiadczen zwiazanych z seksem przez neta to zenada. Nie wiem nawet co powiedziec na to, haha nie szanuje kolesia..

  5. Katka pisze:

    Shin, spoko, piszą się i nie trzeba będzie chyba długo czekać, bo IOI jako, że jest side story, to nie powinno się przeciągać :)

  6. Shivunia pisze:

    Shin >> Mniej więcej tak. Tzn kiedy skończy sie albo In On In albo Nightly Masquerade. Najpewniej jednak wczesniej skończy się IOI, więc po nim.

  7. shin97Shin97 pisze:

    a tak przy okazji … Macie już tak mniej więcej zaplanowane kiedy będziecie wrzucać rozdziały do 2 serii across the cursed lands ? ;P

  8. Shivunia pisze:

    Marta >> Bo dobre SM nie jest złe, jak to mówią :) I cieszy nas że ci się spodobało. Z SV to jest jednak tak, że czasami trzeba mocno sobie przypomnieć jakie tam sa dziwne relację i w ogółe XD

    Shin >> Noooo odczuwamy tu taką delikatną presję hehehe Ale fajnie fajnie. Kiedyś już o czymś mówiłyśmy gdzie osoby będą ponizej 20 lat. Może nie 15, ale coś w swoim czasie będzie. Jednak ogarnięcie się ze wszystkim powoduje że nasze „kiedyś” trudno określić :)

  9. Marta696 pisze:

    Uwielbiam czytać SM,to jest takie podniecające. Ta scena była gorąca i sto razy lepsa od scen z SV tamte to jednak za dużo

  10. Katka pisze:

    Kruha, haha, oj no bo to takie Jimiątko, które się jeszcze miota, bo nie znalazło swojego „księcia”.

  11. Katka pisze:

    Shinu, ale Jimmy jest taki słodki, czemu tego nie widzicie?! XD Nie no, jaja sobie robię i oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że to, co mówisz, to oczywiście prawda. Więc wiesz, no stress, James JEST dziwką, taka jego przypadłość, hehe. Tu raczej nie chodzi o zaprzeczanie oczywistościom, a o to, czy to się lubi, czy nie. Więc dla nas jest całkowicie zrozumiałe, że odbierasz go właśnie w ten sposób. Te cechy charakteru potrafią drażnić. Porównanie go do Josha całkiem zgrabne. Mają coś ze sobą wspólnego, a jednak zupełnie inaczej prosperują na tej płaszczyźnie. A co do Bena… haha, wiesz, jak ja go pisałam, to też miałam pełen rozbawienia wyraz twarzy, właśnie szczególnie wtedy, gdy się z tych schodów wyłonił XD „ale starszego faceta w obcisłej skórze nie ścierpię” – haha, spoko :D Tak dzisiaj z Shiv o tym gadałyśmy i rzuciłam, że nie wolno odmawiać starym ludziom szczęścia! XD Nie no, ogólnie Ci powiem, że z jednej strony miałyśmy takie podejście jak Ty, że nas to w pewien sposób mega bawiło, ale o dziwo akurat ten seks z udziałem Jima i nie-Waltem, pisało nam się nawet ok :) „potem ich zasypie tak, że utkną ze sobą na następne parę dni i będą się dalej kłócić, bo będą na siebie skazani xD.” – a to jest genialna wizja XD

    Tess, spoko, myślę, że każdy na to czeka, więc nie dziwię się powtarzaniu tej prośby. Ale nawet nie mogę powiedzieć, czy to bliżej niż dalej, bo jeszcze nie mamy ogarniętego następnego rozdziału. W sensie napisane tak, ale nie złożone. No ale… najdłuższe było zdobywanie Ala przez Walta, więc myślę, że moment kulminacyjny tuż-tuż :) A lizanie butów… to BARDZO specyficzny fetysz XD Nas też to specjalnie nie kręci, no ale, James miał różne… przygody XD

    Oshi, mmmm, miło mi, że komuś ta scena naprawdę przypadła do gustu :D A co do paradoksów – czasem mam wrażenie, że w naszych opowiadaniach jest ich dość sporo, ale cóż, takie też jest życie, a że są one dość… ciekawe w obserwacji, tym lepiej :) „Nie moge doczekać się aż Walt spotka James’a!” – hehehe, to niczym takie odliczanie z każdym rozdziałem.

    Luinlos, „Cóż… mnie czytanie o takim seksie zdecydowanie przerasta.” – ostry seks, w dodatku jeszcze przesycony jakimś konkretnym fetyszem to raczej taka pisanina ryzyk-fizyk. Trafia, jak mniemam, raczej w wąską pulę odbiorców. Jak jest klasyczny seks pod kołderką, to to przeczyta nawet spora liczba ludków, nawet ci, których to nie jara, bo to jest łatwiejsze w odbiorze. A są takie sceny, które albo śmieszą, albo obrzydzają i z tym jest już większy problem. Ale… byłoby nudno, gdyby cały czas było tak samo XD Ale mam nadzieję, że jaaaakoś przetrwałaś XD „Jejku, to chyba pierwsze opowiadanie w którym tyle osób czeka aż główni bohaterowie ze sobą zerwą :P” – meeega zabawne, co? XD Ach, a to, co mówisz o tym powolnym dochodzeniu do siebie, tego poznawaniu siebie, randkowaniu i odkładaniu seksu na potem – chyba nic się nie stanie, jak zapewnię, że będzie coś takiego :) Jest w planach i… „a takie randkowanie troche bardziej pasuje do nastolatków” – hehehe… tyle powiem XD Ale możecie się spodziewać czegoś takiego, więc mam nadzieję, że w tym aspekcie poczujesz się zaspokojona :) „Ale skoro mogę wyrazić swoją opinię w komentarzu to z tej możliwości korzystam.” – prawda! Bardzo dobrze, że korzystasz! :) Przynajmniej wiemy, że to, co planujemy, jest jak najbardziej pożądane :)

  12. Tess pisze:

    „Chciałabym żeby była jakaś para, która stopniowo się poznaje, zakochuje i również krok po kroku zbliża fizycznie a nie siup!” – Popieram :)

  13. luinlos pisze:

    Shinu napisała: „James i te jego przygody… nie za bardzo potrafię o nich czytać, bo zawsze wybucham śmiechem.”.
    Tess napisała: „…czytanie o tym trochę mnie jakby przerasta…”.
    Cóż… mnie czytanie o takim seksie zdecydowanie przerasta. I jeśli miałabym się śmiać, to bardziej z zażenowania i jakiejś niezręczności niż z czegokolwiek innego. Zdecydowanie mija się to z moimi zainteresowaniami i osobowością. Chyba między innymi z powodu takich scen nie czułam się komfortowo czytając pewne rozdziały w SV i NBTS.
    Nie śledzę zbyt dokładnie IOI, ale jestem ciekawa rozpadu związku Alberta i Walta no i spotkania się Walta z Jamesem dlatego „rzucam okiem” na to co się dzieje w kolejnych rozdziałach. Jejku, to chyba pierwsze opowiadanie w którym tyle osób czeka aż główni bohaterowie ze sobą zerwą :P
    Katka – napisałaś w jednym z komentarzy do ostatniego rozdziały FDTS coś takiego: „Tylko to czasami jest na zasadzie, że jakbyśmy pisały tylko i wyłącznie taki seks i bajery, które nas najbardziej kręcą, to by każda para była taka sama.”
    Masz rację, potrzeba różnorodności – dlatego zgłaszam wniosek o pojawienie się jakiejś „zwykłej” pary. :D Tzn. nie chcę marudzić, ale poza Waltem i Albertem (ale oni się nie liczą bo mają pokręcona sytuację) chyba większośc par w Waszych opowiadaniach zaczynała od seksu a dopiero później budowała związek. Chciałabym żeby była jakaś para, która stopniowo się poznaje, zakochuje i również krok po kroku zbliża fizycznie a nie siup! i idą na całość.
    Hmm.. Jak się nad tym zastanawiam, to motyw „krok po kroku” trochę pasuje mi do Jasona i Alexa (może dlatego ich tak uwielbiam) ale nadal wnioskuję o jakąś „zwykłą parę”. I wiem, że piszecie o dorosłych ludziach, a takie randkowanie troche bardziej pasuje do nastolatków którzy jeszcze nie mają zbyt wiele doświadcznia i pewnie nie wszystkim by się takie stopniowanie podobało… Ale skoro mogę wyrazić swoją opinię w komentarzu to z tej możliwości korzystam.

    Pozdrawiam,
    Luinlos

    PS. Odliczam dni do 14…

  14. Oshi pisze:

    Jak ja kocham takie sceny seksu <3
    To w pewien sposób paradoksalne, że osoba tak nieśmiała ma takie upodobania seksualne.
    Nie moge doczekać się aż Walt spotka James'a!

  15. Tess pisze:

    Biedny Walt się musi męczyć z Albertem. Niech już dojdzie do tego zerwania no… Tak czekam na to i czekam xD I wiem, że piszę o tym w każdym komentarzu, ale to silniejsze ode mnie.
    W pewnej kwestii muszę się zgodzić z Shinu – James to taka mała dziwka niestety. Lubiłam go w NBTS (nadal lubię) i wiedziałam, że zdarzały mu się takie „przygody”, ale czytanie o tym trochę mnie jakby przerasta. Lizanie butów, to jednak dla mnie za dużo… Haha.

  16. Shinu pisze:

    Ciekawe czy Albert i Walt zerwą ze sobą w tym domku w górach, potem ich zasypie tak, że utkną ze sobą na następne parę dni i będą się dalej kłócić, bo będą na siebie skazani xD.

    James i te jego przygody… nie za bardzo potrafię o nich czytać, bo zawsze wybucham śmiechem xD. Kiedy była ta scena, że ten cały Ben schodzi ze schodów w tej skórze i ten jego opis… matko, prawie się popłakałam ze śmiechu. Tak, wiem, różne są fetysze i takie tam, SM tez mi się podoba, ale starszego faceta w obcisłej skórze nie ścierpię. To za dużo na moją bujną wyobraźnię xD.
    Chyba odkryłam czym mnie James tak bardzo irytuje. Niby taka pipa, niby taki zwyczajny, taka szara myszka, która się ciągle czerwieni, ale tak naprawdę to jest po prostu małą dziwką, która lubi trochę bólu. No kurde. Ja wiem, że to ma być w sumie takie pokazanie całkowicie innej strony człowieka, ale w jego wykonaniu to jest po prostu… argh. Na przykład taki Josh z SV, niby też lubił bardziej na ostro(choć to raczej inna sytuacja), ale kurcze miał jakiś tam charakterek, umiał odszczeknąć i w ogóle, a taki James to jedna wielka pipa, która lubi być dobrze wyr*chana.
    Sorki dziewczyny, wiem, że jadę po waszej postaci, ale no po prostu żadna inna mnie tak nie drażni jak on ;].

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s