In Out In – 6 – Decyzja

Walter Mason miał już trzydzieści dwa lata i wciąż nie miał życiowego partnera. Ciążyło mu to tylko czasami, kiedy wracał do pustego mieszkania. Nie był jednak typem człowieka, który tak się tym przejmuje. Miał sporo znajomych i gdy się nudził, potrafił znaleźć sobie towarzystwo. Na brak seksu także nie narzekał. Miał w sobie coś, co pozwalało mu łatwo nawiązywać znajomości, a potencjalni kochankowie poddawali się jego urokowi. Jedyne, co go teraz trapiło, to ksiądz Albert.
Znali się już niemal trzy lata. Mimo że początki były trudne i ciężko było prawnikowi w jakikolwiek sposób do niego dotrzeć, to wrodzona upartość nie pozwoliła mu na odpuszczenie. Dzięki temu poznał tego mężczyznę lepiej, spędzali ze sobą sporo czasu i Waltowi Albert coraz bardziej się podobał. Oczywiście od samego początku wiedział, że ten młodszy od niego o cztery lata mężczyzna jest atrakcyjny, ale prawnik miał wrażenie, że z wiekiem coraz bardziej pociągający.
— Och, chyba się zamyśliłem — rzucił nagle, gdy spostrzegł, że panuje dziwna cisza od kilku minut, jak już wyjechali z centrum i teraz zmierzali nad jezioro. Spojrzał szybko na pasażera i uśmiechnął się przepraszająco. — Wybacz. Masz jakiś prowiant, hm?
Mężczyzna w koloratce skinął głową i wskazał brodą na plecak, który miał między nogami.
— Wziąłem kilka rzeczy. Ale nie za dużo — odparł i lekko uśmiechnął się do Waltera. Zaraz potem jednak szybko zmazał ze swojej twarzy ten grymas i spojrzał za okno samochodu, którym jechali.
Prawnik wiedział o nim dużo. O jego poglądach politycznych, stosunku do aborcji, o tym, że woli grillowanego burgera od łososia. Wiedział, bo rozmawiali dużo o wszystkim. O wszystkim, co nie dotyczy bezpośrednio stosunków między nimi. Duchowny wyjątkowo mocno wzbraniał się przed poruszaniem tych kwestii, a jeśli już na to schodziło, niejednokrotnie kończyło się to awanturą.
Teraz miało być inaczej, a przynajmniej w założeniu obu mężczyzn. Chcieli tylko spędzić razem przyjemne, słoneczne, sobotnie popołudnie nad jeziorem.
— Ale chyba nie zgłodniejemy? Mam tajne ciastka jeszcze. — Walt zaśmiał się luźno, patrząc na drogę. Już znaleźli się na obrzeżach Milwaukee i podejrzewał, że za kilka minut będą na miejscu. — Ale tylko je, skoro się zaoferowałeś z tym prowiantem. Księdzu w końcu trzeba zaufać — dodał z uśmiechem.
— Nagle wyskakujesz z księdzem. Kiedy chcę, abyś o tym pamiętał, zapominasz, a kiedy nie musisz o tym pamiętać, to wypominasz. Czasami, Walt, nie rozumiem twojej logiki — odparł duchowny, przewracając oczami, lecz z rozbawionym uśmieszkiem czającym się w kąciku ust. Już jakiś czas temu w końcu przekonał się, że mówienie do Waltera per „Walt” wcale nie jest nadmiernym spoufalaniem. A bał się to robić, bo sam nie był pewien do końca, czy nie robi tego za bardzo. Już dość, że jego serce szalało i nie pozwalało mu zachowywać się normalnie przy prawniku. Trochę to zajęło i miał nadzieję, że Walt szybko sobie kogoś znajdzie… ale ten nadal był sam i nadal taki przystojny i miły.
— Jest bardzo prosta — stwierdził Walt, wciąż uśmiechając się promiennie. Albert potrafił stwierdzić, kiedy był tylko naturalnie przyjazny, a kiedy naprawdę bardzo wesoły i radosny. Teraz był jeden z tych momentów, kiedy wręcz oczy mu błyszczały. Musiał naprawdę cieszyć się tym wypadem. Wypadem z księdzem gejem, który nie może sobie pozwolić na dotyk ani żadne głębsze spoufalanie się. A jednak chciał. Choć pewnie miał wielu innych przyjaciół, którzy zgodziliby się na taki wyjazd i może do czegoś by doszło na miękkiej trawie przy jeziorze…
— Dyskutowałbym. A jeśli jest już prosta, to zbyt prosta. Widzisz tylko białe i czarne — odparł duchowny, nie patrząc na towarzysza. Ten był zbyt… interesujący i pociągający. I Albert za nic nie chciał znajdować w tym swojej winy, że to jemu się podoba. To musiała być wina Waltera. On był taki… „za bardzo”! Naprawdę nie wydawał się robić nic złego, kiedy się na niego patrzyło. Żył grzesznie, a jednak był ceniony i… nie dało się go nie lubić. Był taki szczery, otwarty i miły. Przynajmniej kiedy się nie kłócili.
— A nie powinienem? Według twojej logiki powinno istnieć dobro i zło. A nie mniejsze zło na przykład. Nie tak jest w twojej religii? — zapytał prawnik luźno, gdy wreszcie wjechali na parking tuż przy jeziorze. Kawałek dalej rozciągał się zielony od trawy teren.
Albert spojrzał na towarzysza i prychnął pod nosem.
— Znowu to robisz. Czepiasz się.
Walt tylko rzucił mu szeroki uśmiech i wysiadł z auta. Podszedł do bagażnika, w którym miał duży koc. Gdy wyciągnął go i zobaczył, że Albert również wysiadł ze swoim plecakiem, zamknął samochód.
— To co, rozkładamy się i grzejemy na słońcu, hm?
— Może być. Dużo ludzi nie ma, ale można jakieś ustronne miejsce znaleźć tuż przy jeziorze. Co ty na to? — zasugerował, zarzucając plecak na ramię. Bez tej koloratki wyglądałby dużo atrakcyjniej. Przycięty zarost, podkreślający jego szczękę i ciemne, układające się samemu włosy.
— Popieram! — odparł Walt, biorąc koc pod pachę i ruszając z Albertem w dół, bliżej brzegu. Rozejrzał się i wskazał księdzu pewne miejsce. — Tam, widzisz, jak są te dwa drzewa. Może tam?
Albert skinął głową.
— Będzie dobrze. I słońce, i cień.
Znaleźli się po chwili w wybranym miejscu. Wokół nie było ludzi, a widok na jezioro był bardzo przyjemny dla oka. Walt z pomocą Alberta rozłożył wielki koc na trawie. Potem usiadł na nim, uprzednio zdjąwszy buty i skarpetki.
— Naprawdę nie pamiętam, kiedy tu ostatnio byłem — rzucił z uśmiechem, rozpinając jeszcze jeden guzik koszuli. Nie miał tego dnia na sobie ani marynarki, ani krawata, a spodnie i koszula były z tych luźniejszych. Albert rzadko kiedy widział go takiego. Zwykle był bardzo elegancki. I naprawdę w głowie pojawiła mu się myśl, że nie miał nic przeciwko takiemu strojowi mężczyzny. Miał ochotę zobaczyć jeszcze trochę więcej niż widział.
Nic na to nie powiedział, luzując wpierw swoją koloratkę i podwijając rękawy czarnej koszuli.
— Ja chyba jako dzieciak. I to chyba nawet nie konkretnie tu, tylko gdzieś niedaleko.
— A z kim byłeś? — zaciekawił się Walt, zerkając na niego tymi swoimi jasnymi, niebieskimi oczami ze szczerym zainteresowaniem.
Albert ściągnął brwi, zastanawiając się. Łokcie miał oparte o kolana, a palce splecione przed sobą.
— Chyba ze szkołą. Tak mi się wydaje.
— Nie pamiętasz? Masz jeszcze jakichś znajomych z tamtych czasów? — zapytał prawnik. Czuł na twarzy lekki powiew wiatru, a wokół nie było tak głośno jak w centrum miasta. Naprawdę żałował, że częściej nie spędzał tak czasu.
Mężczyzna wzruszył ramionami dość beztrosko.
— Dawno to było, a jakoś szkoła nie była nigdy specjalnie mi bliska. Kilka razy jeszcze z jakąś grupą kumpli i dziewczyn się włóczyliśmy, ale to wszystko było takie niezobowiązujące. Potem się jeszcze bardziej rozlazło, jak poszedłem do seminarium.
— Podobnie było ze mną — podchwycił Walt. — Znajomości ze szkoły się rozsypały, ale udało się zdobyć nowe. Nie ma czego żałować. Mm, i pokaż co tam masz dobrego, hm? — zamruczał, pochylając się nad nim, a raczej niemal przylepiając się do niego, by zajrzeć na plecak leżący po drugiej stronie Alberta.
Ksiądz nie zareagował gwałtownie tylko dlatego, że już przez te lata znajomości z prawnikiem nauczył się, jaki ten był… kontaktowy. Odsunął go jednak ostentacyjnie od siebie.
— Nie kładź się na mnie. Czy ja ci wyglądam jak podpórka? — fuknął i dopiero sięgnął po plecak. Wyjął z niego opakowanie z szarlotką, termos, butelkę wody, plastikowe kubeczki i jeszcze siateczkę z kanapkami.
— Czasami. — Zaśmiał się Walt, ale patrzył na opakowanie z ciastem. — To za to wygląda smacznie. Poczęstujesz?
— Sam się częstuj. Nie jestem twoją gosposią, a jedzenie mówiłem, że przecież biorę dla nas obu. Kawałki są pokrojone.
— A myślałem, że mnie nakarmisz… — Walt zrobił smutną minę, sięgając do opakowania.
— Chyba śnisz! — prychnął ksiądz i nalał sobie do kubeczka wody.
Walt westchnął z zawodem na twarzy i wyciągnął sobie jeden kawałek szarlotki.
— Sam piekłeś czy kupiłeś? — zapytał, nim ugryzł.
— Piekłem. Ale z drobną pomocą przy nadzieniu.
Walt pokiwał głową i ugryzł ciasto. Przymknął oczy i posmakował długo. Potem oblizał wargi i uśmiechnął się z bliska do Alberta.
— Mógłbym mieć takiego mężczyznę.
Ksiądz ciężej przełknął wodę.
— Tak? — spytał z powątpiewaniem w głosie, które miał już dopracowane do perfekcji.
— Mhm — przytaknął pewnie prawnik, zajadając się szarlotką. Okruszki strzepywał z kolan. — Przystojny, inteligentny, taki, z którym dobrze się spędza razem czas i umiejący robić szarlotki… Nie brzmi to kusząco?
— Może trochę.
— Bardzo — poprawił go. — W takich chwilach żałuję, że jesteś księdzem.
Albert przełknął ślinę, czując się bardziej zakłopotany niż zwykle. Mieli nie rozmawiać w ten sposób. Nie gdybać i nie… Czuł, że wątpliwości atakują go ze zdwojoną silą. W końcu…
— A co by było, jakbym nie był? — wypowiedział swoją wątpliwość głośno.
Walt uniósł brwi, patrząc na niego znad kawałka ciasta. Oblizał palce i uśmiechnął się.
— Zabrałbym cię do siebie, kochalibyśmy się do rana, a potem żylibyśmy razem jako para, jeśli i ty byś mnie chciał.
Albert aż odetchnął ciężko i spłonił się lekko na policzkach, głównie na tę część o kochaniu się do rana. Jego myśli od razu poszybowały do ust Waltera, jego klatki piersiowej i krocza. Bardzo chciał je zobaczyć. Bardziej niż powinien chcieć, mając na sobie koloratkę.
Walt nie przestawał patrzeć mu prosto w oczy. Odłożył na chwilę resztki ciasta na koc i pochylił się lekko do mężczyzny.
— Pozwól na jeden pocałunek. Tylko jeden… — powiedział miękko, dotykając delikatnie jego policzka.
Albert wpierw się lekko cofnął, po czym jednak zatrzymał się i znieruchomiał. Patrzył na Waltera dużymi, zagubionymi oczami i… nie protestował. Nie odepchnął go, ani się nie wkurzył. Chciał tego, a do tego to, co teraz usłyszał… i to, co sobie coraz bardziej uświadamiał, że do niego czuje…
Walt upewnił się jeszcze, czy to, co widzi w jego oczach, to rzeczywiście zgoda. Przesunął palcami po jego szorstkim policzku i wsunął je w jego włosy. Nie powiedział już nic, tylko zbliżył usta do jego warg i delikatnie je musnął.
Albert od razu odetchnął na jego usta. Nie tylko jego oddech drżał, ale i on sam. Był skrajnie zdenerwowany tym, na co się godzi. Nie powinien, a jednak to robił, oddawał się na pokuszenie.
— Szz… — szepnął Walt i ponownie go pocałował, tym razem nieznacznie pogłębiając pieszczotę. Robił to dobrze, umiejętnie i niegwałtownie. Jedynie poruszał wargami na jego ustach i leciutko ssał.
Młodszy mężczyzna zacisnął dłonie mocniej, aż mu bielały. Czuł, jak serce strasznie mu przyspiesza, a jego wargi same zaczynają się poruszać i odpowiadać na pocałunek. Przymknął oczy, mając nadzieję, że jak je otworzy, okaże się, że tylko śni.
Czuł jednak aż nazbyt wyraźnie dłoń Walta na swoich włosach i jego wilgotne usta na własnych. Poczuł, jak jego język powoli przesuwa mu się pomiędzy wargami. Walt nie spieszył się zupełnie, stopniował pieszczotę i wpatrywał się w jego twarz.
— Jak się czujesz? — szepnął, gdy przerwał pocałunek. Nie odsunął się jednak, ani nie zabrał dłoni.
Albert otworzył oczy i widząc przed sobą Waltera, przygryzł dolną wargę ze zmartwioną i zakłopotana miną. To nie był sen.
— Nie wiem… czekaj… — wdusił i położył mu dłoń na ramieniu, by odsunąć się i wstać. Zakręcił się w kółko, dotykając jedną dłonią swoich ust. — Poczekaj — powtórzył i oddalił się szybko w stronę jeziora i drzew przy nim rosnących. Musiał pomyśleć!
Walt popatrzył za nim, ale nie uniósł się. Dał mu czas, samemu tylko wracając do jedzenia szarlotki i spoglądania na lekko falującą taflę jeziora.
Albert pierwszy raz odpowiedział na jego dotyk… To było bardzo uskrzydlające, a tym bardziej w obliczu tego, jak ksiądz w oczywisty sposób się do niego zbliżał. Walt widział doskonale, czego naprawdę pragnął. Czego wewnętrznie wręcz potrzebował. Nie był jednak pewien, czy wreszcie pozwoli sobie na uwolnienie się. Chciał, by tak było. Naprawdę dobrze im się rozmawiało i przyjemnie mu z nim było. Ale ten przecież miał tę koloratkę, która była niczym mur między nimi!
Gdy Albert nie wracał już dość długo, Walt lekko się zniecierpliwił. Popatrzył w stronę, gdzie zniknął, a potem na wyciągnięte jedzenie. Miał nadzieję, że nikt im tego nie ukradnie w przeciągu kilku minut. Uniósł się, otrzepał z okruszków i podążył śladem Alberta.
Znalazł go siedzącego na trawie, na większym wzgórku kilkanaście metrów dalej. Ukrywał się za jakimś większym krzakiem i patrzył ciężkim do określenia wzrokiem w jezioro. Nie wyczuł obecności zbliżającego się mężczyzny, więc gdy ten już znalazł się za nim, drgnął lekko.
— Jednak przyszedłeś — prychnął i pokręcił głową.
— Wszędzie cię znajdę. — Walt uśmiechnął się lekko i kucnął przy nim. — Mam jeszcze poczekać i cię zostawić?
— Nie wiem… Nie wiem, Walt, mieszasz mi w głowie — burknął ksiądz, patrząc na niego zarówno oskarżycielsko, jak i z rozterką.
Prawnik spojrzał mu głębiej w oczy i lekko przekrzywił głowę.
— A co w niej teraz jest? — zapytał tylko, nie odnosząc się do tego oskarżenia.
— Nie wiem! — powtórzył ksiądz, wstając nagle na równe nogi i oddychając głęboko, co było widać doskonale w jego poruszającej się żywo klatce piersiowej. A raczej czarnej koszuli ją zakrywającej, którą Walt najchętniej by teraz z niego zdarł. — Powinienem cię już dawno od siebie odsunąć! Ale nie, ty jesteś uparty jak osioł! — jęknął i zacisnął mocno usta. Już nie wiedział, co ma zrobić. Walt był taki… taki pociągający. A on teraz myślał tylko o jego ustach i o tym jego przeklętym ciele, którego skrawek było widać pod nieco rozpiętą koszulą.
— Dobrze mi z tobą, Al, a ty też wydajesz się zrelaksowany, gdy jesteś ze mną — westchnął Walt. Nie odniósł się do tego, że jak się kłócili, to Albert bynajmniej zrelaksowany nie był. Sam też się wtedy napinał, ale na ogół dobrze się dogadywali. — Pozwól sobie być zgodnym ze sobą.
— Ja mam zasady, nie mogę… — Albert rzucił mu grobowe spojrzenie.
Walter wreszcie wstał i lekko się do niego zbliżył.
— Nie możesz, ale chcesz, prawda?
Albert fuknął na niego i aż zacisnął usta, tak że jego policzki się poruszyły. Zrobił w miejscu dwa kroki, a raczej przestąpił z nogi na nogę. Spojrzał jeszcze w stronę jeziora i przetarł twarz dłonią, po czym sięgnął do swojego kołnierzyka, odpinając białą koloratkę spod szyi. Kiedy miał ją już w dłoni, spojrzał na Waltera wojowniczo.
— I co? Tak byłoby już fajnie i w ogóle, tak? W końcu dopiekłbyś swego?
Walt ściągnął lekko brwi na te słowa.
— Nie „dopiąłbym swego”. Nie zamierzałem wciągać cię w jakiś niecny plan zabrania cię na złą drogę i zdeprawowania perwersyjnym seksem. Im bliższy mi jesteś, tym bliżej chcę być.
Albert odetchnął ciężko, jednocześnie oblizując wargi, a następnie je przygryzając. Był zdenerwowany. Bardzo. Ale czym bardziej się opierał, tym bardziej chciał być bliżej tego mężczyzny. I ten wytrzymał z nim trzy lata! To musiało coś znaczyć.
Przestąpił znowu z nogi na nogę kilka razy. W dłoni dusił swoją koloratkę.
— I… — zawahał się, patrząc mu ciężkim do odczytania spojrzeniem w oczy. — Mówiłeś prawdę… że… no… wiesz… — Machnął ręką, nakłaniając go, by za niego skończył. Nie potrafił sam z siebie wydusić nic przez ściśnięte gardło.
— Że… chciałbym z tobą być?
— No — burknął potakująco.
— Tak, mówiłem prawdę. — Walt odetchnął ciężej i dopytał: — Rozważasz to?
Albert od razu spojrzał na niego bardziej wrogo i aż się odsunął o krok.
— Nie wiem! — krzyknął. — Nie wiem, nie wiem, rozumiesz?! Nie wiem! — Okręcił się wokół własnej osi, znowu trąc twarz dłońmi. To wcale nie miało tak wyglądać, a jego głowa i serce nie miały prawa robić mu takiego numeru. Ale… tak bardzo chciał.
— Okej, w porządku. — Walt zbliżył się do niego szybko i złapał go za nadgarstki, odciągając mu dłonie od twarzy. Popatrzył mu w oczy poważnie. — Spokojnie. Nie nalegam. Odetchnij. Hm?
Albert wciągnął głęboko powietrze, po czym wypuścił je, aż nadymając policzki. Zrobił to dwa razy, po czym zbliżył się o krok i oparł czoło o jego obojczyk. Skrzywił się. Walter jeszcze z bliska lepiej pachniał. To nie pomagało.
— Odwieziesz mnie? Mam dość — burknął po chwili.
— Tak — zgodził się Walt, obejmując go lekko jednym ramieniem. Zrobiło mu się nieco wstyd, że doprowadził go do takiego stanu. Chciał się do niego zbliżyć, ale nie chciał go krzywdzić. — Chodź, zabierzemy rzeczy, hm?
— Mhm — odmruknął Albert i z ciężkim westchnieniem odsunął się od niego. Koloratkę wcisnął do kieszeni i nie czekając na drugiego mężczyznę, ruszył do miejsca, w którym rozłożyli koc.
Walt nie skomentował faktu, że nie zdążyli nawet przesiedzieć tutaj jednej godziny. W sumie przyzwyczajony był do spotkań, które nieraz kończyły się sprzeczką. Tym razem jednak było inaczej.
Zapakował z powrotem jedzenie do plecaka Alberta i zabrał koc. Gdy wszystko zapakowali i wsiedli do samochodu, ruszył w kierunku centrum miasta. Nie chciał poruszać już tamtego tematu. Tym bardziej, kiedy widział, w jakim stanie był Albert. Odwiózł go więc tylko, ale nim ten wysiadł, uśmiechnął się do niego lekko, choć nie tak radośnie jak zwykle.
— A będziesz taki dobry i zostawisz mi kawałek tej cudnej szarlotki? — zamruczał, patrząc mu prosząco w oczy.
Ksiądz spojrzał na niego i dłuższy moment tak po prostu się na niego patrzył, po czym sięgnął do plecaka i dał mu opakowanie, gdzie spakowane było ciasto.
— Zgłoszę się później po pudełko — dodał, wkładając je Walterowi w dłoń. Zaraz po tym wysiadł z samochodu. Miał jeszcze dziś coś do zrobienia. Pilnego.
Prawnik popatrzył za nim smutno. Potem, zamiast zwyczajnie odjechać, włączył radio w samochodzie, zjechał w dół na fotelu i zaczął zapychać sobie usta szarlotką.

*

Gorąca kawa prosto z ekspresu zapełniła małą filiżankę. Walt obserwował czarny płyn z zamyśleniem. Zaskoczył dopiero po chwili, otrząsnął się i zabrał swoją kawę. Razem z nią wyszedł ze swojej przestronnej kuchni i usiadł już w gabinecie przy biurku. Siorbnął z filiżanki, odstawił ją na bok i włączył laptopa.
Niedzielne popołudnie wyjątkowo mu się ciągnęło. Wstał też wcześniej niż miał w zwyczaju w takie dni. Całe rano spędził na zakupach z Anne, potem poszli na obiad, ale teraz nie bardzo wiedział, za co się zabrać. Dlatego zabrał się za pracę. Posegregował sobie niektóre dokumenty w folderach i potem sprawdził pocztę elektroniczną.
Tam, poza zwykłą, nudną korespondencją zobaczył maila od swojej znajomej, Wendy Peterson. Uniósł brwi, zaciekawiony. Już jakiś czas temu zakończył z sukcesem jej sprawę rozwodową, ale mimo to nadal się kontaktowali. Zainteresowany, co u niej słychać, pominął kilka maili od znajomych i otworzył tego od starszej kobiety.
„Witaj młody, entuzjastyczny przyjacielu” — zaczynał się list.
„Jak się miewasz? Już jakiś czas się do Ciebie nie odzywałam, więc postanowiłam to nadrobić. Tym bardziej, że akurat mam chwilę wolnego. Za oknem pada, a mój ukochany współlokator, z racji, że na poniedziałek miał mniej do zrobienia, zaoferował mi pomoc w porządkach. Co prawda, większość domu sprząta sprzątaczka, ale nie wiem jak Ty, ja nie lubię, jak ta chodzi mi po niektórych pokojach. Nieważne. Mam dzięki jego gołębiemu sercu chwilę, aby napisać do Ciebie. Ostatnimi czasy spotkałam w sklepie Howarda. Zmienił się. Miałam wrażenie, że zestarzał. Nie chcę być niemiła, ale chyba mnie to ucieszyło. Nie wiem tylko, jakie on odebrał wrażenie, patrząc na mnie. Może też się zestarzałam? Ale nie czuję się tak, na szczęście żyje mi się dobrze. Tym bardziej, że mam teraz pomoc w postaci mojego bratanka, jak już pewnie wyniosłeś z początku maila.
A co słychać u Ciebie? Wciąż same sukcesy w pracy i może w życiu prywatnym też? Napisz mi, bo ciekawa jestem strasznie!
Pozdrawiam serdecznie i wysyłam uściski,
Wendy Peterson”
Walt uśmiechnął się do siebie, widząc, że kobiecie się rzeczywiście dobrze wiedzie. W duchu uważał, że rozsądnie zrobiła, zabierając do siebie kogoś z rodziny. Nie była najmłodsza, a pomoc zawsze się przyda samotnej kobiecie. W odpowiedzi napisał i o tym. A w dalszej części, odnośnie swojego życia, poinformował Wendy:
„… i jestem wciąż wolnym ptakiem! Nie wiem, czy to dobrze, chyba nie? Ale mam czas, jeszcze mnie zmarszczki nie dopadają. Ale przyznam się Pani, że ostatnio jest między mną a pewnym mężczyzną dużo chemii… Naprawdę mnie interesuje, ale on ma opory (całkiem słuszne, muszę nadmienić, ale rozwodzić się nad tym nie będę, bo to historia na dłuższą opowieść). Ciekawe, czy coś z tego będzie…”
Podpisał się jeszcze, życzył Wendy zdrowia i wysłał odpowiedź.
Po tej miłej niespodziance w postaci jej maila, musiał wrócić do reszty wiadomości. Kiedy był już bliżej końca, jego telefon komórkowy zawibrował, ogłaszając nadejście smsa. Ten był od Alberta i nie zawierał dużo treści. Jedynie pytanie, czy jest w domu.
Odpisał od razu, że tak, z pytaniem, czy chce wpaść. Nie widział się z nim od tamtej felernej soboty nad jeziorem i wciąż miał jego pudełko po szarlotce. A minęły już dwa tygodnie. Nawet kiedy do niego dzwonił, czy pisał, nie dostawał żadnej odpowiedzi. Ta wiadomość więc była bardzo zaskakująca i nagła. Tym bardziej, że już zwrotnej nie uzyskał.
Nie dzwonił, czekając, aż może Albert jeszcze odpisze. Dopił tylko spokojnie swoją kawę, odpisał na wszystkie ważne maile i przeniósł się do salonu, by obejrzeć coś w telewizji.
Zdążył zaledwie włączyć wiadomości i obejrzeć pierwszy news, nim rozległ się dźwięk dzwonka od drzwi wejściowych. Od razu uniósł się na kanapie i spojrzał w tamtym kierunku. Pomyślał o wiadomości Alberta i wyłączywszy telewizor, szybko poszedł otworzyć.
Nie pomylił się w osądzie, że może to być on. Wpuścił go przez domofon, a po kilku chwilach mężczyzna stał przed nim w drzwiach do jego mieszkania. Był oparty ramieniem o róg ściany i patrzył pytająco na Waltera, przygryzając wnętrze policzka. Dłonie trzymał w kieszeniach czarnych spodni, ale na górze już nie miał czarnej koszuli i koloratki, tylko zwykłą podkoszulkę polo.
— Mam nadzieję, że się nie rozmyśliłeś — wydusił, uśmiechając się nerwowo.
Walt zamrugał powiekami, wbijając w niego chwilowo pełne braku zrozumienia spojrzenie. Przesunął nim po całej postaci Alberta, zatrzymując wzrok dłużej na jego kołnierzyku.
— Al, czy ty…? — zapytał, znowu patrząc mu w oczy.
— No, nie powiem, że dopiąłeś swego, bo jeszcze mnie nie wpuścisz. — Zaśmiał się, aby zamaskować w ten sposób swoje zdenerwowanie. Dłoni też nie trzymał w kieszeniach bez powodu.
— O Chryste… Oj, wybacz. — Walt zaśmiał się w szoku i szybko odsunął się z progu, by wpuścić gościa. Serce zaczęło mu szybko bić, kiedy zdał sobie sprawę, co się właśnie działo. — Wejdź!
Albert znowu przygryzł wnętrze policzka i odepchnąwszy się od ściany ramieniem, wszedł do mieszkania. Cały czas miał przy tym wrażenie, że się trzęsie ze zdenerwowania. Nie był pewny, czy podjął słuszną decyzję. Czy zrobił dobrze, wybierając Waltera, a nie kościół. Nie było już odwrotu. Wcześniej niby też nie było… ale teraz jakoś bardziej.
Prawnik zamknął za nim drzwi i pokonał dzielący ich dystans, obejmując go nagle w talii.
— Mój dzielny chłopiec — zamruczał z wesołym, choć wciąż pełnym szoku uśmiechem.
Od razu poczuł, jak Albert sztywnieje w jego ramionach. Po chwili jednak wyjął jedną dłoń z kieszeni i położył mu na ramieniu.
— No, można tak powiedzieć. I… i spytam jeszcze raz. To było wtedy tak serio? Nie zrobiłem największego idiotyzmu w życiu?
— Nie! Nadal chcę z tobą być! — zapewnił go Walt, uszczęśliwiony i pochylił się lekko do jego twarzy. Ale zamiast go pocałować, tylko przekręcił lekko głowę, ledwo wyczuwalnie przytykając usta do jego warg. Spojrzał mu w oczy, zachęcając, by ten go pocałował.
Albert jeszcze chwilę się wahał, po czym jednak odetchnął na zmotywowanie się i pocałował mężczyznę. Sama myśl była elektryzująca, co dopiero wrażenie.
Walt mruknął aprobująco w jego usta i delikatnie pogłaskał go po plecach. Tym razem jednak, w przeciwieństwie do ich pocałunku nad jeziorem, pogłębił pieszczotę na tyle, że wsunął mu język do ust i lekko przechylił do tyłu. Młodszy mężczyzna stęknął i złapał się mocno palcami za jego ramię. Miał wrażenie, że żołądek aż go boli z nerwów i ekscytacji na to, co robi i czego do tej pory się wyrzekał.
Walt westchnął głośniej i dopiero po dłuższej chwili przerwał ten elektryzujący pocałunek.
— Gdzie masz rzeczy? — zapytał cichym, przyjemnym głosem tuż przy jego uchu.
— Wynająłem na trochę mieszkanie.
— Ale przeniesiesz się do mnie? — upewnił się, puszczając jego talię, za to pociągnął go za rękę do salonu.
Albert spojrzał na nią i znowu przełknął ślinę. Uniósł wzrok na Waltera.
— Jeszcze dwa tygodnie mogę tam mieszkać…. więc. Możesz potraktować to jako twój okres próbny.
— Chyba muszę się postarać. — Walt zaśmiał się. — Jadłeś już coś? A może wina się napijemy?
— Jadłem śniadanie… a za wino podziękuję. Jednak czegoś bym się napił. Mam wrażenie, że stoi mi coś cały czas w gardle — odparł Albert, uśmiechając się nerwowo. Czuł się trochę zagubiony w nowej sytuacji i na nowych prawach z Walterem.
— Nie stresuj się. Teraz właśnie powinieneś się rozluźnić, kiedy możesz więcej — odpowiedział miękko, patrząc mu w oczy i kładąc dłonie na ramionach. Lekko go pomasował. — Hm… może zrobię szejka? — Uśmiechnął się do niego, puszczając go.
— Może być. Cokolwiek w sumie. — Wzruszył ramionami, kręcąc się trochę bez celu po salonie. Był za bardzo pobudzony, aby siadać i zwyczajnie się zrelaksować.
— To poczekaj chwilę, zaraz przyniosę — powiedział Walt i zostawił go na chwilę samego. Uwinął się jednak dość szybko i po kilku minutach wrócił z wysokimi szklankami z truskawkowym szejkiem. Podał jedną Albertowi i zachęcił go, by usiadł z nim na kanapie.
Ten przełożył wysoką szklankę z trzy razy z ręki do ręki, ale w końcu usiadł na kanapie. Wziął głębszy oddech na odwagę i wychylił się do Waltera i pocałował go w policzek.
Prawnik uśmiechnął się do niego szerzej i objął go lekko za szyję.
— Pij, bo zaraz chyba zacznę się do ciebie dobierać. — Zachichotał, przesuwając nosem po jego policzku. — Naprawdę to zrobiłeś… Po trzech latach…! Który z nas jest bardziej uparty, hm?
Albert zaśmiał się do siebie i napił się szejka.
— Na to wygląda, że ty, chociaż mi też niedużo brakuje.
— Nie wiem, czy powinienem to wziąć jako obrazę, że tyle mi się opierałeś. Podobam ci się? — zapytał prawnik, popijając szejka i delikatnie głaszcząc mężczyznę wierzchem palców po szyi.
— Ciężko, żeby nie, skoro tu jestem, nie uważasz? A to ile czasu… to zajęło. Znasz moje poglądy. To nie była ucieczka, tylko decyzja, a jej ot tak się nie cofa.
— Masz rację — zgodził się. — Nie chcę, żebyś żałował. Postaram się o to. Okej, Al? — Spojrzał mu w oczy z bliska. — Będziesz teraz mój, tak? — Chciał usłyszeć to potwierdzenie. Że ten przystojny, fascynujący mężczyzna chce z nim być.
Albert spojrzał mu poważnie w oczy.
— Na to wygląda. Tylko serio, masz się postarać. — Szturchnął go palcem w klatkę piersiową.
Walt zagryzł wargę, uśmiechając się szeroko.
— Obiecuję! — odpowiedział i napił się, po czym zlizał resztki gęstego napoju ze swojej górnej wargi. — Powiedz, to przez tamten pocałunek? Tak ci się spodobał?
Młodszy mężczyzna wydął wargi i prychnął pod nosem.
— Nie przeceniasz się aby? Że jeden pocałunek i nagle zmieniam zdanie?
— Uhm, jak w bajkach. — Zaśmiał się lekko.
— Nie czuję się jak śpiąca królewna — odfuknął Albert.
— Nie? — Walt ponownie zagryzł wargę i bez pardonu wyciągnął mu z dłoni szklankę, po czym obie odłożył na stolik. Potem pochylił się do Alberta, kładąc mu obie dłonie na policzkach. — I nie chcesz się położyć, bym podszedł i cię pocałował? — zamruczał, lekko muskając jego wargi. Nie mógł się powstrzymać. Robił to trzy lata!
Albert ściągnął brwi i pokręcił głową.
— Nie? Nie wydurniaj się. To średnio pomaga.
— W porządku. — Walt spoważniał i tylko przyjrzał się jego twarzy. Przesunął jedną dłoń na jego krótkie włosy, a potem w dół, na szyję. Przekręcił głowę i pocałował go czule, nienachalnie.
Albert westchnął krótko, po czym sam chwycił go za ramię, eksperymentalnie oddając pocałunek. Poczuł przy tym, jak prawnik zsuwa mu dłoń na klatkę piersiową i po chwili uśmiecha się lekko w jego usta.
— Bije mocno… — szepnął.
Były duchowny przewrócił oczami.
— Bo się denerwuję? A ty w pełni spokojny?
Walt zerknął mu w oczy i rozpiął trzy guziki swojej koszuli, po czym sięgnął po jego dłoń i wsunął ją sobie na nagi tors. Albert mógł poczuć, jaki jest owłosiony, ciepły i jak serce prawnika bije… naprawdę szybko. Musiało to oznaczać, że, mimo że zachowywał się tak pewnie, był równie rozemocjonowany co on sam.
— A co czujesz? — zapytał Walt, a Albert oblizał wargi i przesunął palcami po jego torsie.
— Że bije mocno. Czyli… — Spojrzał mu w oczy. — Czyli chyba nie kłamałeś.
— Kiedy? — zamruczał Walt, znowu lekko go cmokając. Nie przestawał przy tym głaskać go po szyi, siedząc dość blisko.
— Że… że mnie chcesz? — rzucił i przesunął dłonią po jego ramieniu. — Naprawdę jesteś umięśniony.
— Chcesz zobaczyć? — zachęcił go prawnik, odsuwając się zaledwie o kilka milimetrów, by rozpiąć kolejny guziczek w swojej koszuli.
Albert nie odpowiedział, tylko skinął głową. Chciał zobaczyć.
Walt rozpiął do końca beżową koszulę i zdjął ją, nie spuszczając z byłego księdza spojrzenia. Ten za to mógł zobaczyć jego wysportowane ciało. Miał szerokie ramiona i węższą talię. Nie był napakowany, ale jego mięśnie były podkreślone, a klatka piersiowa owłosiona. Widać też było włoski biegnące od pępka i znikające za paskiem spodni.
Albert bez oporów zlustrował jego ciało. W końcu mógł, miał do tego prawo i nie musiał mieć przez to takich wyrzutów sumienia jak wcześniej.
— Dobrze wyglądasz — wydusił, patrząc na jego sutki i klatkę piersiową. Pogładził go po jednej stronie piersi.
Walt uśmiechnął się do niego i położył mu dłoń na udzie. Lekko je ścisnął.
— Chcesz pójść do sypialni?
Młodszy mężczyzna przełknął ślinę, po czym przygryzł dolną wargę.
— Że… już?
— Długo na to czekałeś. Kochałeś się z kimś kiedykolwiek? — zapytał Walt ciepłym głosem, głaszcząc go delikatnie po nodze. Nie chciał go stresować, chciał, żeby było mu dobrze.
Ten pokręcił przecząco głową.
— Ale mam dobre wytłumaczenie na to! — Zaśmiał się nerwowo, ale też ze swoistą ekscytacją, odnosząc się do lat spędzonych w celibacie.
— Więc będziesz miał ze mną pierwszy raz… — Walt westchnął cicho i spojrzał mu w oczy. Pocałował go delikatnie. — Chcesz tego?
— Chyba tak. No tak… Wiesz. Naprawdę mi się podobasz — wydusił, znowu lustrując prawnika wzrokiem.
Walta w tym momencie niesamowicie urzekało, jak Albert z tego pewnego siebie, twardo stąpającego po ziemi mężczyzny, teraz stał się taki… niepewny i nieśmiały. Oczywiście chciał, żeby się rozluźnił, ale podobało mu się to bardzo.
— Ty mi też, szalenie wręcz. Chodź, chcę cię zobaczyć nago — powiedział, wstając.
Albert uniósł na niego spojrzenie swoich ciemnych oczu, nim dołączył do niego w drodze do sypialni.
— Ciekawe życzenie, ale nie jesteś w tym odosobniony. Nie rozmawialiśmy o tym nigdy… ale masz pewnie spore doświadczenie w łóżku?
— Można tak powiedzieć. Wiem, co robić — zapewnił go Walt, otwierając przed nim drzwi do swojej dużej sypialni. Łóżko było naprawdę spore, mimo że dotychczas Walt spał tu sam. Pościel miała kawowy kolor i komponowała się ładnie z ciemnymi meblami. Prawnik odwrócił się przodem do Alberta, gdy stanął przy nogach łóżka. — Nie zrobię ci krzywdy.
— Spróbowałbyś — prychnął były ksiądz i znowu dotknął jego klatki piersiowej. Włoski na niej przyjemnie załaskotały jego dłoń. — I wiesz, że wyjdę, jak będziesz coś głupio komentował? Serio, ominął mnie nawet w sporej części ten moment życia, kiedy namiętnie nastolatki oglądają pornosy… więc wiesz.
— Rozumiem. Czyli krok po kroku — odparł Walt, nie okazując zdziwienia. — Pokaż najpierw, co masz pod tą koszulką… — Uśmiechnął się do niego, sięgając do skraju jego ubrania i podwijając mu je do góry.
Albert spojrzał mu jeszcze w oczy, po czym, sam ściągnął koszulkę. Odrzucił ją na bok, na fotel. Był dużo szczuplejszy od Waltera, ale jego ciało było takie akurat. Mięśnie brzucha były lekko zarysowane, ale za to biodra już mocniej podkreślone. Klatkę piersiową miał płaską i bladą, choć nieowłosioną.
— I?
Walt uśmiechnął się i pochylił, po czym polizał lekko jego sutek.
— Seksowny — zamruczał, zerkając na niego z dołu.
Młodszy mężczyzna stęknął i od razu złapał jego ramię, zaciskając na nim palce.
— Podoba ci się?
— Tak… bardzo. — Walt przyglądał się jego sylwetce. Przesunął językiem po skórze młodszego mężczyzny i zsunął się nim w dół, przez pępek, aż do spodni. Uklęknął przy tym przed nim i zaczął mu powoli rozpinać spodnie. Rzucił mu przy tym z dołu lekki uśmieszek.
Albert odetchnął głośno na ten widok. Sięgnął dłonią do jego policzka.
— Nie pomyślałbym, że tak możesz tak dobrze wyglądać. Bardzo, bardzo seksownie. Aż mi duszno. — Zaśmiał się ze zdenerwowaniem w głosie. Na jego polikach już były zdrowe wypieki.
Walt uśmiechnął się w odpowiedzi. Spodziewał się, że skoro Albert jeszcze nigdy tego nie robił, dojdzie dość szybko. Postanowił więc najpierw rozluźnić go obciąganiem, a dopiero potem pokazać mu, jak dobrze może być inaczej.
— Mmm, to oddychaj głęboko, bo zaraz będzie ci jeszcze cieplej — odpowiedział, obsuwając mu spodnie w dół, pod pośladki. Od razu wpatrzył się w jego krocze z bliska.
Albert aż się spiął. Miał mężczyznę tak blisko nagiego krocza. Czuł jego oddech na swoim penisie, który już był niemalże w pełnej erekcji.
— Matko… — wydusił.
— Mmmmm — Walt tylko zamruczał wymownie i rozchylił usta, po czym położył sobie na języku czubek jego penisa. Pogłaskał go przy tym po udach, blisko jąder.
Młodszy mężczyzna stęknął. Nigdy jeszcze chyba nie był tak podniecony! To, co widział, wywoływało w jego żołądku szalone sensacje! Serce przy tym biło w zawrotnym tempie, a on miał wrażenie, że jak tylko Walter zrobi cokolwiek więcej, to osiągnie natychmiastowy orgazm.
— Nie musisz się hamować. Mamy dużo czasu — powiedział Walt przyjemnym głosem, nim ponownie wziął jego dość sporego, choć niegrubego penisa do ust. Poruszył powoli głową, zaciskając lekko wargi wokół członka. Przymknął przy tym oczy.
Albert stęknął głośno i pochylił się do przodu.
— O żesz… — syknął, nie spodziewając się aż tak przyjemnych wrażeń. Cały zadrżał i zamknął oczy.
Walt uśmiechnął się do siebie w myślach i tylko wzmocnił pieszczoty. Niegwałtownie jednak, chcąc powoli, stopniowo wprowadzać go w mocniejsze doznania. Ujął równocześnie jego jądra w dłoń i delikatnie pomasował. W odpowiedzi usłyszał kolejny głośniejszy jęk, po czym poczuł, jak drugi mężczyzna kładzie mu dłoń na włosach.
— Chcę… Walt, chcę usiąść.
Prawnik uniósł na niego spojrzenie i wysunął z ust jego penisa. Oblizał jeszcze czubek i wstał.
— Kolana miękną? — Zaśmiał się cicho i pocałował go w policzek. Nie chciał być nachalny, Albert mógł nie chcieć go całować, skoro miał w ustach jego członek.
Ten jednak nawet o tym nie pomyślał. Chwycił go dłonią za bok twarzy i przyciągnął do pocałunku. Mocnego i zdecydowanego.
Walt wypuścił głośniej powietrze nosem i przyciągnął w pasie Alberta do siebie. Zamruczał, odpowiadając na pocałunek i przekręciwszy ich w miejscu, pchnął mężczyznę na materac.
Albert też go objął, ale jedną ręką za kark, a drugą także w pasie. Kiedy usiadł, zwrócił się do Walta:
— Nie czujesz się… nie wiem, jakbyś robił to z jakimś dzieciakiem, jak wiesz, że to mój pierwszy raz?
Walt pokręcił głową, równocześnie spychając go na plecy, a samemu zawisając nad nim.
— Nie, tylko staram się być bardziej ostrożny. — Uśmiechnął się, całując go po szczęce. Równocześnie na ślepo sięgnął do jego penisa, poruszając po nim ciepłą dłonią. Polizał go jeszcze po zaroście pod dolną wargą.
Albert wciągnął głęboko powietrze, napełniając tak swoją klatkę piersiową.
— Bo… tak będzie lepiej, tak? — spytał jeszcze i pogładził go po silnym ramieniu. Sam chciał go jak najwięcej dotykać, skoro mógł.
— Tak… Chcę ci pokazać, jaki seks może być dobry. Bez niepotrzebnego dyskomfortu — odpowiedział Walt i zerknął mu w oczy, oblizując się. — Skończę cię na razie ustami, hm? — zamruczał, przesuwając nosem po jego podbródku.
Młodszy mężczyzna skinął głową.
— No dobra. Ale… położyłbyś się jakoś bokiem? Chciałbym móc do ciebie sięgnąć.
— Spragniony, hm? — Prawnik uśmiechnął się i zastanowił się chwilę. Wstał z łóżka, po czym rozebrał się całkiem, włącznie z bielizną. Dzięki temu Albert mógł zobaczyć jego sporego penisa otoczonego kępką ciemnych włosów i obrzezanego. Zanim zdążył skomentować, Walt i jego pozbawił ubrań. — Połóż się trochę wyżej — poprosił.
Ten zrobił to, o co został poproszony. Jego ciemne oczy były przy tym wbite w penisa Waltera. Był spory, a do tego taki ładny w jego mniemaniu. Od razu widać było wszystko. Już chciał go dotknąć i poczuć różnicę między jego członkiem a swoim.
Walt wszedł na łóżko i położył się odwrotnie niż Albert. Ten dzięki temu miał członek prawnika bliżej, a jego twarz już przy swoim kroczu. Nie musiał czekać nawet kilku sekund, jak Walt ponownie wziął go do ust i niespiesznie mu obciągał. Masował go przy tym przyjemnie po brzuchu.
Albert stęknął od razu głośno i wypiął biodra do góry, do jego ust. Och, tak, to było przyjemne, a Walter albo naprawdę wiedział, co robi, albo on był taki spragniony dotyku, że wszystko by mu się spodobało. Sam w tym czasie sięgnął jedną dłonią do penisa mężczyzny i zaczął go obmacywać. Jego żołądź, bliznę oraz jadra.
Usłyszał niski pomruk pełen zadowolenia z okolic swojego krocza. Do tego poczuł, jak penis w jego dłoni lekko drgnął, a Walt tylko wzmocnił pieszczoty i rytmicznie poruszał głową, biorąc go coraz głębiej do ust.
Albertem aż wstrząsnęło na takie doznania. Dreszcze przyjemności przebiegały mu po ciele, a on aż czuł, że musi zamknąć oczy. Nie tyle chciał, co musiał. Nie zdążył powiadomić Waltera o tym, że dochodzi, więc ten drgnął i cofnął głowę, a część nasienia pociekła mu po ustach na podbródek. Oblizał się szybko i zerknął na swojego, od dzisiaj, faceta.
— Jak tam? — zamruczał, poruszając jeszcze delikatnie dłonią po jego członku.
— O matko! — jęknął Albert, nadal leżąc płasko na pościeli, z zamkniętymi oczami. Orgazm od czyich ust był dużo lepszy niż od ręki!
— Rozumiem, że było dobrze. — Zaśmiał się Walt, który sam miał już mocne wypieki na policzkach, a jego penis był w pełnej erekcji. Szybko uniósł się i odwrócił do mężczyzny. — Chcesz dalej? Tym razem… inaczej? — zamruczał mu szeptem do ucha, zjeżdżając dłonią po jego boku i delikatnie złapał go za pośladek od spodu.
Albert spojrzał na niego jednym okiem.
— Jeśli doprowadzisz mnie znowu do takiego orgazmu, to tak.
Walt zaburczał z podniecenia i pocałował go mocno.
— Będzie jeszcze lepszy — zapewnił, po czym przekręcił się plecami do niego, by sięgnąć do szafki nocnej. Tam miał schowany lubrykant oraz kondomy. Zabrał wszystko i ponownie spojrzał na Alberta. — Odwróć się i klęknij, będzie ci lepiej.
Albert jeszcze spojrzał na niego pytająco, ale w końcu przekręcił się na brzuch i zawahał się. Nie wystawi się przecież. Uniósł się więc na ramionach do siadu podpartego i spojrzał na Waltera.
— Tak, na pieska?
Prawnik pokiwał twierdząco głową.
— Tak, będzie najwygodniej — odpowiedział, przesuwając dłonią po jego plecach, wzdłuż kręgosłupa, aż na pośladki. Westchnął na to głębiej. Nie mógł uwierzyć, że teraz, w tym momencie, Albert Feist, były ksiądz, który tyle czasu denerwował się nawet, jak tylko patrzył na niego bardziej kusząco, klęczał przy nim nagi.
Przesunął się, by klęknąć tuż za nim i delikatnie pomasował jego pośladki. Te od razu się spięły, a Albert odsunął się znowu, siadając na swoich piętach.
— Dobra, to dziwne jest trochę i łaskocze — wydusił, czerwieniejąc na twarzy
— Mhm, i zaraz będziesz tam lekko pulsować. Poczekaj, aż się dostanę do środka — zamruczał Walt, cmokając go w ramię.
Albert był niezdecydowany, ale znowu wrócił do klęczek.
— Spokojnie — usłyszał za sobą, a po chwili poczuł, jak wilgotne palce przesuwają się powoli po jego rowku. Delikatnie potarły jego maleńką szparkę.
Odetchnął ciężko, przygryzając dolną wargę i patrząc w dół na pościel. Było dość dziwnie, ale na razie nie miał na co narzekać.
Poza masażem dziurki poczuł jeszcze drugą dłoń prawnika trochę niżej, jak masuje jego skórę tuż przed jądrami. Do tego mężczyzna obcałowywał jego plecy i pośladki, nie spiesząc się i dopiero po kilku minutach wsunął w niego bardzo powoli jeden palec.
Albert aż otworzył szeroko usta i oczy. Stęknął przy tym, po czym zacisnął oczy. Nic nie powiedział. Jak rzadko, nie wiedział co.
— Powiedz, jeśli zaboli — usłyszał z tyłu głos Walta, który na razie tylko jednym palcem poruszał w jego ciepłym wnętrzu, szukając prostaty.
— Mhm — odmruknął Albert po chwili namysłu, w końcu opierając się łokciami o materac. W pewnym momencie poczuł przyjemny dreszcz, który przeszył jego ciało. I to uczucie powtórzyło się kilka razy. Nasiliło się nawet, kiedy Walt wreszcie wsunął w niego drugi palec, a po kilku następnych minutach, trzeci. Masował go cierpliwie, poszerzał i sprawiał, że jego wnętrze coraz wrażliwiej odczuwało wszystkie jego ruchy. Sam w tym czasie niespiesznie pobudzał swojego penisa.
Był w tym wszystkim bardzo delikatny i wyrozumiały. Czekał na Alberta, kiedy było trzeba, i dotykał go po reszcie ciała, kiedy ten go o to prosił. A robił to dość często. Nalegał wręcz, samemu chcąc jak najbardziej go czuć.
I wreszcie, gdy obaj czuli, jak ich ciała rozpalone są do granic, prawnik wysunął palce z tyłka Alberta i cmoknął go w pośladek.
— Teraz będzie głębiej. Obejmę cię, jak wejdę — szepnął, zakładając na penisa gumkę i dopiero przesuwając czubkiem po wejściu.
— Tylko nie zapomnij — rzucił Albert, zerkając na niego zza ramienia. Denerwował się masakrycznie.
— Nie zapomnę. Tylko chwila i już będę bliżej — odpowiedział Walt, patrząc mu w oczy intensywnie. — Postaraj się nie spinać — dodał miękko, gładząc jedną dłonią pośladek, a drugą nakierowywał swojego penisa, którym powoli, delikatnie naparł na dziurkę mężczyzny.
Ten poczuł, jak członek wpycha się w niego i rozpiera. Wziął większy haust powietrza, spinając się za pierwszym podejściem. Walter poczekał, aż znowu się rozluźni. Nim całkowicie się w nim znalazł, minęło kilka długich minut.
Objął Alberta w pasie, jak tylko mógł to zrobić. Pocałował go przy tym w ramię i przesunął nosem po jego włosach.
— W porządku? — zapytał. Jemu samemu w tym ciasnym, dziewiczym tyłku było bardzo dobrze. Co prawda strasznie ściskało i miał nadzieję, że mężczyzna niedługo się rozluźni, ale niewątpliwie było intensywnie.
— Mhm… chyba, już tak. Chociaż… dziwnie. Tak dużo — odparł Albert, sięgając jedną dłonią do jego przedramion. Trochę czegoś innego się spodziewał, ale było na swój sposób przyjemnie. Jego sztywny penis był tego dowodem.
Walt tylko uśmiechnął się i przesunął kciukiem po jego brzuchu.
— A ty jesteś taki gorący w środku — zamruczał i poruszył eksperymentalnie biodrami.
I jak Albert jeszcze chciał coś odpowiedzieć, tak ten ruch mu przeszkodził. Stęknął nisko i oparł czoło o pościel. To było dla Walta jednoznaczne z tym, że jest mu dobrze. Dlatego zaczął powoli bujać się nad nim, wsuwając i wysuwając swojego penisa. Najpierw w niewielkiej części, potem coraz bardziej z niego wychodził i głębiej go penetrował. Starał się przy tym masować jego ciało, sutki, całować po plecach… Było mu gorąco i dobrze, a w środku czuł przyjemne ciepło na myśl, że ten mężczyzna tak wiele dla niego poświęcił.
Albert pod nim oddychał głośno i postękiwał, bujając się w rytm. Nie było idealnie, trochę bolał go tyłek, ale i tak czuł straszną ekscytację, że w końcu to robi. I to z kim! Z Walterem, tym przystojnym, seksownym i czarującym mężczyzną.
Nie umiał nawet stwierdzić, ile czasu to robili. Wiedział tylko, że było gorąco, duszno i bardzo intensywnie. Penis prawnika niezliczoną ilość razy wchodził w niego, rozpierając i masując, dłoń mężczyzny pieściła jego własny członek, a po sypialni roznosiły się ich głośne wydechy i plaszczące dźwięki podbrzusza i jąder uderzających o pośladki.
Wreszcie Walt przyspieszył ruchy dłoni na penisie byłego księdza, bo chciał, by ten doszedł pierwszy, a sam był już na skraju.
Albert jęknął głośno i wczepił mocniej palce w rękę Waltera. Poruszył nawet biodrami i doszedł na pościel, nad którą wisiał. Zacisnął się przy tym mocno na członku, którego miał w sobie.
Walt syknął cicho, marszcząc nos. Miał pod sobą pierwszą w życiu dziewicę i doznania naprawdę były zaskakujące. Odetchnął głębiej i poruszył się jeszcze kilka razy, nim skończył w gumkę. Dyszał przy tym głośno, starając się nie opaść całkiem na Alberta. Pomasował go tylko po brzuchu, puściwszy już jego członek.
Były ksiądz oddychał pod nim ciężko i chyba był jeszcze pod większym wrażeniem bycia tą dziewicą niż Walter z brania jej sobie.
— Jak się czujesz? — zapytał prawnik kilka minut później, gdy zdążył już zdjąć kondom, wyrzucić go i wrócić na łóżko. Ułożył się przy tym na boku, tuż obok Alberta i pogładził go po boku czule.
Mężczyzna leżał płasko, z brodą wspartą o złożone ramiona.
— Hmmm… zastanawiam się, jak się ruszyć — odparł i dopiero spojrzał na niego z lekkim rozbawieniem na twarzy.
Walt uśmiechnął się i pogłaskał go tym razem po pośladku.
— Nie musisz wstawać. Możemy przeleżeć cały wieczór, nawet jest tu telewizor — powiedział, wskazując mu plazmowy ekran podwieszony wysoko, naprzeciwko łóżka.
— A przyniesiesz mi też tego szejka?
— Oczywiście. — Walt cmoknął go w ramię, nim wyszedł nago z sypialni. Na stoliku w salonie wciąż stały ich niedopite szejki, więc zabrał je i wrócił do Alberta. Położył się ponownie obok, ustawiając sobie jednak odpowiednio poduszkę, by mieć coś za plecami. Dopiero wtedy podał drugiemu mężczyźnie jego napój.
Ten nadal leżał na brzuchu, więc nawet cieszył się, że już trochę wypił. Mniejsza była obawa, że się zaleje.
— I jak? Zadowolony?
— Bardzo… Nie wiedziałem, że tak seksownie możesz reagować — zamruczał Walt, spozierając na niego znad szklanki. Widać było w jego jasnych, niebieskich oczach wesołe iskierki.
— Zawsze twierdziłem, że jesteś człowiekiem małej wiary — prychnął Albert, chociaż nie ze złośliwością. Nie aż taką. A już na pewno mniejszą niż rozbawienie.
— A jak się czujesz po swoim pierwszym seksie, nie licząc tego, że nie wiesz, jak się ruszać? Spodobał ci się orgazm? — zamruczał Walt i napił się znowu truskawkowego napoju, który niestety nie był już tak przyjemnie chłodny jak wcześniej.
— Nieźle. Przyznam szczerze, że mocno się stresowałem, ale było nieźle. Tylko czuję chyba każdą część ciała. A tyłek to już w ogóle — dodał, samemu wypijając już wszystko do końca.
— Jak się przyzwyczaisz, nie będzie już tak bolał — zapewnił go Walt i wychylił się, by cmoknąć go w ramię. — Bo chcesz to powtarzać, hm? — dopytał z szatańskim uśmieszkiem.
— Skoro namawiasz mnie, abym tu z tobą został i skoro twierdzę, że było nieźle, to chyba tak. Muszę też sprawdzić, czy naprawdę będzie lepiej.
— Mmm, koniecznie. Ale dzisiaj niech twój tyłek odpoczywa. — Walt zaśmiał się i odstawił pustą szklankę na szafkę, po czym przekręcił się na bok i podparł na łokciu. — Dobrze ci bez ubrania — rzucił, lustrując go.
— Tobie także. Chociaż tak dziwnie, bez krawata. Myślałem, że nawet do łóżka go nosisz — zakpił dobrotliwie.
— Mogę to samo powiedzieć o twojej koloratce. — Zaśmiał się Walt, a Albert prychnął pod nosem i szturchnął go w ramię.
— No, to ci się udało. Ale jak widzisz, ja nie mam koloratki, bo ją zdjąłem, a ty nie masz krawata. Tylko, że potem mi tak zostanie, a ty założysz znowu te swoje piękne krawaty.
— Wolisz, jak nie jestem taki dopięty na ostatni guzik? — zapytał Walt. Nigdy nie rozmawiali o tym, co się któremu w drugim podoba, a ciekaw był, co Albert o nim myśli.
— Chyba tak. Dobrze ci jest, jak widać ci obojczyki.
— Dziękuję za komplement. — Uśmiechnął się, co raz głaszcząc go po plecach czubkami palców. — A tobie zawsze dobrze było w czerni… Nie zrezygnujesz z niej, hm?
— Nie. Nie na razie w każdym razie. Większość ubrań mam czarnych, więc ot tak ciężko byłoby się przerzucić na niebieski. Tym bardziej, że lubię czarny.
— I nie założysz na siebie czerwonego garnituru? — Zachichotał Walt.
— Nigdy. I ciebie też dalej nie chcę w nim widzieć — odparł ze śmiertelną powagą.
— Restrykcyjnie… Widzę, że wprowadzisz tu nowe zasady. Ale dopiero się dowiedziałem, że będziesz ze mną, właśnie mieliśmy swój pierwszy seks, a rozmawiamy o ubraniach. — Zaśmiał się cicho. — Powiedz mi lepiej, kiedy pojedziemy po twoje rzeczy, hm? Może jak wrócę z pracy, podjadę po ciebie i razem się wybierzemy? Co myślisz?
— Może być. Albo jutro byś mógł mnie podrzucić. Nie szkodzi, że rano. A nawet lepiej — odparł, nie przejmując się uwagą. Jeśli mieli być parą, to powinni funkcjonować na równych zasadach i powinien mieć prawo decydować też o tym, że nie chce Waltera widzieć w niedorzecznym, czerwonym garniturze.
— W porządku. Muszę o dziewiątej być w biurze, więc zbierzemy się wcześniej. Hm… — Zamyślił się nad czymś i spojrzał uważniej na Alberta. — Dam ci klucze. Bo w takim razie wrócisz wcześniej?
— Nie. Poczekam na ciebie w tym mieszkaniu i potem mnie odbierzesz razem z rzeczami. Ale klucz możesz mi dać.
— Mhm… — Walt westchnął leniwie, kładąc głowę na poduszce. — To co? Obejrzymy coś, czy wolisz jeszcze omówić kilka zasad? — zamruczał.
— Przespałbym się. Może potem nie będę taki… no. Wiesz. — Uśmiechnął się kącikiem ust.
Walt zagryzł wargę, wychylił się do niego i pocałował go krótko w usta.
— To ja się czymś zajmę, a ty odpoczywaj. — Uśmiechnął się do niego ciepło.
— Jasne. Potem może coś obejrzymy, hm?
— Chętnie! — Walt posłał mu jeszcze jeden uśmiech, nim wstał z łóżka i sięgnął po puste szklanki. Ruszył z nimi do wyjścia z sypialni, ale w jej progu jeszcze przystanął i zlustrował nagiego Alberta. Oblizał usta i dopiero zamknął drzwi, by mężczyzna spokojnie mógł zasnąć i zregenerować siły.

43 thoughts on “In Out In – 6 – Decyzja

  1. Agata pisze:

    Prosze, proszę, proszę. Walter aż trzy lata musiał się bawić w podchody z panem księdzem, no, no, no i jeszcze wytrzymał! Tak jak już wcześniej wspomniałam Alberta wyobrażam sobie jak mojego księdza od bierzmowania co… trochę utrudnia mi oddanie się chwili podczas czytania. Ale uważam, że są uroczy. Niedoświadczony ksiądz oddał się w ręce Masona, hahha XD

  2. Shivunia pisze:

    Yuriko >> Wiesz, zacznę od końca. Co do takiego opowiadania to nie wiem czy było by wyzwanie. Nie było by to bynajmniej AU do IOI (ile skrótów). Nie wiem jak byśmy to miały rozegrać, ale to też jest tak, że to co wyjdzie z opowiadania, z postaci to wyjdzie. Nie można założyć z góry że będą się np kłócić. Bo to NIGDY jeszcze nam na dobre nie wyszło. Chujowo się pisało i cała zabawa szła się kochać. A i wątpię by coś pisane na siłę było przyjemne do czytania.
    Co do Alberta. To pisze go ja i muszę ci szczerze powiedzieć, że naprawdę ciężko mi się go pisze. W sensie, że nie jest postacią którą mam „we krwi”. Niejednokrotnie musiałam dłużej niż przeciętnie zbierać się aby napisać z nimi scenę.”widzę wreszcie dwóch Dorosłych Facetów przez duże F a nie gruchające gołąbki” – może ja znam dziwnych ludzi, ale nie zawsze dorośli ludzie są dorośli. A Albert z Waltem nie gruchają, bo ten pierwszy po prostu tego nie lubi. Więc Walt ma taką odgrodzoną drogę aby trochę bardziej się uzewnętrznić.
    Niemniej, cóż, nie będę się jakoś tłumaczyć. Twoje zdanie. W sumie dobrze, że w stu procentach własne. Chociaż jak już zauważyłam te są ogólnie podzielone.
    ” żebyście zarysowały jeszcze ze dwie trzy postacie poboczne (niekoniecznie pary) i fajną fabułę a później ich kłóciły, krzywdziły, seksiły i przede wszystkim zbliżały” Koh lubi krzywdzić postacie. My jesteśmy pipki i za bardzo o nie się troszczymy XD
    Nie mówię oczywiście nie. Ale… sama rozumiesz. Nie wszystko i nie naraz. W końcu nie jesteśmy J.K.Rowling ani Stephenie Meyer aby napisać coś co trafi do milionów XD

  3. Yuriko-chan pisze:

    Myślę, że takie opowiadanie byłoby dla was wyzwaniem, czy się go podejmiecie to już zależy od was :P ja się tam kiedyś pewnie pogodzę, że nie są razem i może nie będzie mi aż tak żal ;>

  4. Yuriko-chan pisze:

    co do wielkich biznesmenów którzy lubią być upodlani, właśnie lepiej bym zrozumiała jakby Walt by chciał być upodlany, on się nie nadaje na dominującego kolesia w BDSM po prostu, nie ten typ człowieka w ogóle nie widzę go w tej roli kompletnie

  5. Yuriko-chan pisze:

    Uważam, że szacunek do samego siebie warunkuje to żeby inni szanowali tą osobę dlatego właśnie uważam, że skoro Jimmy sam się nie szanuje to jego też nikt nie uszanuje. Mam wrażenie że włożyłyście w pisanie w Ala i Walta dużo więcej pracy niż w pisanie reszty opowiadań i to widać, nie wiem która z was(może razem?) pisze Ala, ale jak na razie jego postać jest fajnie zaznaczona i odnoszę wrażenie że dobrze się w niej czuje(cie?). A przede wszystkim w tym opowiadaniu widzę wreszcie dwóch Dorosłych Facetów przez duże F a nie gruchające gołąbki (kto tak robi? chyba trzynastolatki XD Oni są po 20stce, jaki facet w ogóle grucha haha) czy kolesi którzy też są po dwudziestce bliżej 30 i wracają do czasów liceum jakby wciąż mieli naście lat a nie stos problemów dorosłego życia…Walt i Al nie są infantylni i wyraźnie mają zaznaczone charaktery i zdania. Chciałabym AU z nimi, żebyście zarysowały jeszcze ze dwie trzy postacie poboczne (niekoniecznie pary) i fajną fabułę a później ich kłóciły, krzywdziły, seksiły i przede wszystkim zbliżały. :D straumatyzujcie kogoś (może niekoniecznie gwałtem, nie wiem co macie z tym i kto ma po tym normalny seks) doprowadźcie kogoś do płaczu i rozpaczy, nawrócenia, dodajcie angstu i dramy ten wątek ma taki potencjaaaał :D to się nie może tak skończyć :((

  6. Katka pisze:

    Yuriko, haha, oj, nic na siłę nie próbujemy XD Nie da się tak. Serio. Znaczy nie wiem, czy też sama coś tworzysz, ale jak się człowiek zmusza i nakłania postać do robienia czegoś, co jej nie pasuje, to to… nie wychodzi. Nie da się po prostu – pisze się źle i rzuca to po pewnym czasie. Jeśli tego nie widzisz, to Twoje spojrzenie, a ja jedynie mogę powiedzieć, że pisząc ich, pisze nam się BARDZO luźno i bez spiny, postacie idą swoim torem, więc dla nas osobiście jest to dowód na to, że takie są i to im pasuje. „a jak przychodzi do domu to ma nagle zmianę osobowości” – mogę podać za przykład chociażby dość częsty przypadek biznesmenów, w życiu zawodowym mega poważnych facetów, którzy w łóżku uwielbiają być upodlani przez kobietę, swoją panią i dominę. To na tej samej zasadzie chyba :) Da się być kimś innym tu, a kimś innym tam.
    „(jak można Jamesa szanować w ogóle?)” – to brzmi dla mnie ciut nie-empatycznie, dlatego wolę zostawić bez komentarza ;)
    A co do tego, co jest poza przytulaniem, już mówiłam. Rozmowy, o których wspominałam, wspólne spędzanie czasu na tej zasadzie itp. Z Alem Walt przeważnie sprzecza się na tematy egzystencjalne. To też można z pewnego punktu widzenia odebrać jako nudę w związku ;)

  7. Yuriko-chan pisze:

    próbuje powiedzieć: seks to tylko seks, gdzie jest w tym reszta życia? Gdzie jest prawdziwy związek w którym dwie osoby mają ze sobą zrozumienie, szacunek? (jak można Jamesa szanować w ogóle?) Nie wiem jak James mógłby zrozumieć chociaż jedną dziesiąta zachowań i uczuć Waltera, będąc tak kompletnie innym. Ludzie się wbrew pozorom w życiu dobierają nie przeciwieństwami (chyba ze z pozoru) tylko podobieństwami, bo się wtedy dobrze dogadują i rozumieją, tu nie ma dla mnie żadnej płaszczyzny niestety. Misia przytulisia można kupić – psa choćby i też dom nie będzie pusty haha ale partnera na tym samym poziomie mis przytulis ci nie zapewni.

  8. Yuriko-chan pisze:

    to co mówisz jest wszystko fajnie ze Walt pragnie bezpieczeństwa i misia przytulisia w domu, ale to tak nie jest ze ktoś jest przebojowy i lubi rywalizacje w pracy a jak przychodzi do domu to ma nagle zmianę osobowości i już nagle jest domatorem, to do Waltera po prostu nie pasuje, chociaż wydaje mi się ze na silę próbujecie go sparować z pipką żeby pisać SM. Chociaż taki rodzaj seksu też mi do Waltera nie pasuje kompletnie i nie mogę sobie wyobrazić, że postać jaką kreujecie byłaby szczęśliwa w związku z kimś takim jak James, „bo ma kogoś do opiekowania się”. To jest nie spójne i nie gra no.

  9. Katka pisze:

    Yuriko, ciężko powiedzieć, żeby związek Walta i Jima się opierał jedynie na seksie, skoro tak naprawdę Walt jeszcze w pełni nie osiągnął takiego „levelu” w byciu „masterem”, jak najbardziej lubi James. Wciąż jest delikatny i mimo że oczywiście zmierza w kierunku idealnej dla ich obu łóżkowej hierarchii, to jeszcze jej nie osiągnął. Więc mogę zapewnić, że ze strony Jamesa to nie to jest atutem wiodącym i przemawiającym za faktem, że jest z Waltem. To raczej poczucie bezpieczeństwa, bycia docenionym i takiego zwykłego ciepła domowego, jakie z nim czuje. Ze strony Walta zaś mogę powiedzieć, że ten ma to, czego potrzebował w postaci kogoś, kim może się opiekować, kto zawsze na niego czeka i z kim porozmawia na tematy niezwiązane z pracą czy tym ciągłym dążeniem do „uleczenia świata” XD Jest im przytulnie, bezpiecznie i miło i tego obaj zawsze szukali :) Że James jest pipką – nie zaprzeczę. No bo jest XD Oczywiście może irytować, czemu się nie dziwię, ale fakt, że jest mega zakompleksiony, ma masę wad, obaw i nie wierzy w siebie (a już tym bardziej to, ile zarabia) nie warunkuje tego, czy ma prawo mieć kogoś, kto go kocha czy nie. Wręcz tym lepiej, jak taka osoba znajduje kogoś, kto dostrzega w niej zalety! A Walt, uwierz, widzi ich masę :D Albert rzeczywiście jest wyzwaniem dla Walta – ale pytanie, czy Walt tego w życiu szuka. Oczywistym jest, że wtedy związek jest ciekawszy, lepiej się go odkrywa i o nim czyta, gdy się dużo dzieje. Ale Walt nie jest (a raczej JUŻ nie jest, bo w tym stadium, które się tu dzieje w IOI aktualnie zdecydowanie był) człowiekiem, który właśnie to bierze sobie za cel w życiu uczuciowym. Ma od groma wyzwań w pracy. W domu chce czuć ciepło i bezpieczeństwo, a przynajmniej na pewno ten Walt, który ma 34 lata, nie ten, który poznał Alberta. Cóż, niektórzy najwyraźniej lubią, jak po prostu mogą wrócić do domu, polenić się przy kawie i porozmawiać chociażby o gwiazdrozbiorach czy marzeniach, które nigdy się nie spełnią XD Ale też nie mogę przecież Ci wmawiać, że to, jak to odbierasz, jest błędne, wszak co czytelnik, to inne odczucia, hehe. No i sympatie do poszczególnych bohaterów też są ciekawe dla nas do obserwacji, jak są tak fajnie skrajne :) Możemy się w tej sytuacji jedynie cieszyć, że podoba Ci się czytanie o Albercie i Waltcie razem :D

  10. Yuriko-chan pisze:

    „ich relacje funkcjonują są zupełnie inne niż gdy Walt jest z Jimmym. James jest jego idealnym przeciwieństwem, dlatego właśnie w pewien sposób wydają się dopełniać. Zaś Albert ma wiele cech podobnych do Walta: jest równie uparty, trzyma się swoich ideologii, jest zacięty, pewny siebie i nie boi się wyrażać swoje zdanie. Dlatego też często między nimi dochodzi do starć. No i właśnie pytanie, na ile jest to dopuszczalne i zdrowe dla związku, a na ile jest przesadą i prowadzi do nieuniknionej porażki.”

    Walter się tak dogaduje z Jimmym (bede go od tej pory nazywać pipka, bo działał mi na nerwy od początku) bo ta PIPKA w ogóle nie ma swojego zdania, a jak je ma to go nie wyraża, co to za związek jest, tak się w życiu nie dzieje przecież, oni nie maja ze sobą nic wspólnego, nie wiem o czym rozmawiają, ani co robią ze sobą. Pipka wiecznie niezadowolona z siebie zakompleksiona siedzi na kanapie i zarabia grosze ucząc w szkole. Ktoś jak Al jest sto razy lepszym partnerem i wyzwaniem dla Masona, a w związku muszą być kłótnie i kompromisy. A nie ktoś kto się na wszystko godzi, przecież to jest nudne jak flaki z olejem, ten koles jest taki beznadziejny i depresyjny, ile osoba pokroju Walta by go pocieszała i zapewniała, zanim by sie nie znudziła? Po prostu tego nie widzę…

  11. Yuriko-chan pisze:

    To jest wasza najlepsza para. Nie wiem jak mogłyście sparować Waltera z tą pipą nauczycielem. Nie rozumiem tego jak wg was Walt pasuje lepiej do Jamesa niż do Alberta. No ale cóż :P Zwiazek Jamesa z Waltem sie opiera tylko na seksie, to przykre

  12. Katka pisze:

    Floo, biedactwo XD Musisz sobie wyobrazić, że na miejscu Alberta jest Jimmy i… nie, chociaż to chyba tak nie działa. Czuję zatem, że będzie niezły wybuch radości, jak już Walt pozna Jamesa :D Spoko, co prawda jeszcze przed Albertem i Waltem jest rok ich związku, ale staramy się odpowiednio nadawać tempo akcji, więc mam nadzieję, że nie będzie Ci się specjalnie dłużyć :* Ale opcja z atakiem niedźwiedzia urocza XD

  13. Floo pisze:

    AAAAAAAAAA!!!! Moje oczyyyy! To straszne, okropne, oślepłam! Albercik w łóżku z Waltem,… bleeeee muszę umyć sobie oczy!!!!
    Grrrrr, nie lubię gooooo >.< jestem zaborcza i wredna i nie daje mu szansy i nic mnie to nie obchodzi, Al spadaj, Mam ochotę wywalić go za drzwi i dać Willowi wystraszonego Jima i zamknąć ich w sypialni puki Walt nie zrozumie że Jimmie to jego przeznaczenie!
    No ale muszę przyznać że Wil był cuuuudny i sex też hot…. tylko mi partner nie pasuje.
    W mojej głowie jest Jim i Walt i dla Albercika, nie ma miejsca! Niech już się rozstają! O nie, a tu jeszcze będą wyjazdy do domku w lesie/górach…. boszeeee… może go jakiś niedźwiedź zje =.=

  14. Katka pisze:

    Wadera, to, jak ich relacje funkcjonują są zupełnie inne niż gdy Walt jest z Jimmym. James jest jego idealnym przeciwieństwem, dlatego właśnie w pewien sposób wydają się dopełniać. Zaś Albert ma wiele cech podobnych do Walta: jest równie uparty, trzyma się swoich ideologii, jest zacięty, pewny siebie i nie boi się wyrażać swoje zdanie. Dlatego też często między nimi dochodzi do starć. No i właśnie pytanie, na ile jest to dopuszczalne i zdrowe dla związku, a na ile jest przesadą i prowadzi do nieuniknionej porażki. Hehe, a Albercik uważa, że skoro już jest z Waltem w związku, to ma prawo decydować, w czym chce go widzieć – dla jednym faktycznie może się to wydawać rządzeniem, dla drugich ograniczaniem wolności, a dla jeszcze innych naturalne. Cieszę się, że przedstawiłaś swój punkt widzenia :) „kurde lubię ją ale ile można żyć nie?” – no teoretycznie jak najdłużej XD Biedna ciocia Wendy… Hehe, i wiedziałam z tymi wypracowaniami.

  15. wadera92 pisze:

    Ten rozdział przeczytałam tylko dwa razy, ale mogę stwierdzić z całą stanowczością że Al mi do Waltera wybitnie nie pasuje. Nie tylko ze względu na profesorka, ale na jego własny charakter, to jak odnosi się do Waltera to jak się zachowują razem. Chemia tam może i jest ale kompletnie nie widać iskry (a z Jamiem były fajerwerki ;) właściwie tej chemii też mało widać, ale sądzę, że głównie dlatego że wytworzyłyście już więź między Waltem a Jamesem i w połączeniu ich z innymi jest taka ściana (chociaż z Shanem nie zauważyłam)
    Strasznie mi się nie podoba że Albertowi wydaje się że jak jest w związku to ma się prawo rządzić drugą osobą, przynajmniej tak to odbieram, w sumie rozumiem że gość nie ma doświadczenia ze związkami ale…………..cóż to źle wróży związkowi(HA HA HA – jestem zła /rymło mi się/ XD
    Mam nadzieję, że w następnym rozdziale będzie takie „ROK PÓŹNIEJ”, kłótnia Waltera z Albertem, ich rozstanie i śmierć ciotki ( kurde lubię ją ale ile można żyć nie?) a w kolejnym wreszcie się zacznie prawdziwa akcja (bo ja chce W&J :D)
    Ale ten komentarz krótki w porównaniu do poprzedniego co? Ale tak to jest, jak chemii nie ma XD
    Co do wypracowań, to w podstawówce je uwielbiałam i miałam radochę z ich pisania (nieodpłatnie pisałam koleżankom) ale jak widać Wen mi się wtedy wyczerpał i teraz pozostaje mi czytanie :D Dlatego liczę na WAS (i nigdy się nie zawiodłam :D

  16. Katka pisze:

    Oshi, „Chociaż przyznam, że pierwszy raz Rayana i Lenny’ego.. Nie powiem nawet ile razy to czytałam xD.” – w sumie nie powinnam, ale się wyszczerzyłam XD Choć mnie osobiście bardziej się podobał ich drugi raz XD „nie dość, że zabieracie mi kawał życia przez swoje opowidaniania, to jeszcze po nocach nie będę spała!” – zaczynam mieć wyrzuty sumienia… Niby mogłabym powiedzieć, że przecież można pójść spać i przeczytać rano… ale pewnie i tak nie zadziała w większości przypadków. Jedyne pocieszenie, że czytanie to zawsze jakieś twórcze spędzanie czasu wolnego (staram się to sobie wmawiać XD). Ach, no i jakie sny będziesz miała po takich tęczowych bajkach na noc! XD

  17. Oshi pisze:

    Nie, to na prawde nie świdczy o Waszych zbereźnych upodobaniach xD. Chociaż przyznam, że pierwszy raz Rayana i Lenny’ego.. Nie powiem nawet ile razy to czytałam xD.
    Tak, tak, rysunki i zdjęcia są przydatne! Na przykład ne mogłam wyobrazić sobie za nic Alexa, ale po wrzuceniu rysunku, jakos sobie to poukładałam ;D
    Teraz będziecie dodawały notki w nocy, czyli nie dość, że zabieracie mi kawał życia przez swoje opowidaniania, to jeszcze po nocach nie będę spała! xD

  18. Katka pisze:

    Enid, tak, będzie jeszcze o Jamesie i Walcie. Akcja całego side story rozciąga się na przeszło 5 lat. Zawiera w sobie właśnie to, jak Walt „polował” na Alberta, następnie ich związek, rozpad, poznanie Jamesa i Walta oraz ich związek PO akcji w NBTS :) Zatem się doczekasz, hehe. No i fajowo, że seks się dobrze czytało. W ogóle to ten rozdział strasznie długi jest (15 stron!) i podejrzewam, że przez to większość skupiła się na scenie kulminacyjnej… a przecież ten pierwszy pocałunek nad jeziorem też był mega ważny! XD No ja wieeem, że pierwszy seks jest wow, ale buzi było bardziej romantyczne XD Dobra, nie marudzę, hehe. A co do nagród pocieszenia – tak, będą opublikowane, tylko najpierw chcemy je wszystkie napisać, a na razie mamy dwie. Ale że panuje kataklizm zwany sesją, to niestety nie mamy na razie kiedy napisać dalej :( Ale będą, będą :) Pozdrawiamy również! :*

  19. Enid Partenopajos pisze:

    Ach Walt :3 Kochany, pozytywny, otwarty człowiek xD Alberta i jego szczyptę ironii też lubię i cholernie ciekawi mnie jak to się skończy dokładnie. Bo skoro ksiądz tyle dla Waltera poświęcił, to prawnik na pewno pierwszy go ot tak nie rzuci. A seks…świetny :D Uwielbiam ten realizm u Was :) I cieszę się, że Albert nie oponuje przed byciem pasywem, nie pasowałoby mu takie marudzenie. I widzę, że wprowadzi mocną rękę, ciekawe jak wpłynie na Waltcia XD
    Mam pytanko, w tym opowiadaniu będzie jeszcze o Walterze i Jimmim? Ja ich uwielbiam i nie ważne jak mocno nie będę lubić Alberta, jeżeli on musi zginąć, żeby Walt był z nauczycielem to niech ginie xDD Hell yeah, ta moja bezwzględność \m/
    A tak z innej beczki jeśli spytać mogę…To te nagrody pocieszenia dla dziewczyn za konkurs fanfikowy będą publikowane? Jestem mega ciekawa jakie pary ostatecznie padły xD
    Pozdrawiam cieplutko w te zimowe, mroźne, śnieżne dni xD *grzeju grzeju*

  20. Katka pisze:

    Oshi, faaakt, totalny zbok a zbok to przecież dwie różne rzeczy XD Chociaż czerpanie perwersyjnej przyjemności z czytania o rozdziewiczaniu… czemu nie :D Aż się zadumałam, ile rozdziewiczań opisałyśmy XD Ryan+Charlie, Lenny+Ryan, Albert+Walt… hm… Liam+Conall… więcej grzechów nie pamiętam XD A skoro pomoce się przydały, to może powinnyśmy częściej takimi rzucać. Jak coś się znajdzie jeszcze, to pokażemy :D

  21. Oshi pisze:

    Hm, zapomniałam o opisie seksu. Całkiem nieźle Wam wyszedł ;D. Już nie wspominając o tej nieszczęsnej dziewicy XD. Nie żebyym była jakimś totslnym zbokiem, to to nie. Jestem tylko zbokiem xD.
    Już ten rozdział czyta się o niebo lepiej! A te „pomoce” w postaci rysunków Ala rozbudziły moją wyobraźnie xD.

    Fajnie dodaje się tu komentarze :3

  22. Katka pisze:

    Oshi, to mam nadzieję, że od teraz rzeczywiście będzie się czytało lżej :D Staramy się za bardzo nie rozwlekać, więc oby przynudzenia nie było :) A dziewice są fajne XD

  23. Oshi pisze:

    W sumie bardzo dobrze, że przyspieszyłyście akcje, nie rozwlekałyście jej. Przez to dużo bardziej polubiłam to opowiadanie, bo na początku czytało mi się z oporem. Niby wszystko fajnie napisane, super pomysł i postacie, ale miałam.. hm, niedosyt. xD.
    Albert dziewica (znaczy, już nie) <3 To było słodkie ;D

  24. Katka pisze:

    DaughterOfWind, „Takie delikatne, a takie piękne. Podczas gdy moje ulubione SV jest kompletnie inne…” – och, te skrajności… W sumie to na plus, że podobają się różne rzeczy. Jeden typ relacji podejrzewam, że w końcu by się znudził… Jakkolwiek np takie SV nie jest wciągające, to pewnie po 150 rozdziałach miałoby się dość XD A co do Alberta i Jamesa… Z Jamesem ciężko, niestety nie mamy żadnych zdjęć ani rysunków, jakie go mogą przypominać. Jak coś znajdziemy, to na pewno pokażemy. Na ten moment jedynie musisz sobie wyobrazić dość przeciętnego, chudego faceta z piwnymi oczami, raczej wyraźnymi kośćmi policzkowymi i ogólnie takie… zwykłego XD A Albercik.. zdjęć też nie ma XD Ale może rysunki ciut pomogą?


    Tess, haha, co nie? 3 lata polować i nie dać sobie spokoju… no cóż, jest MEGA uparty. Czasami to u niego na plus, inaczej pewnie nie dorobiłby się tego, co ma, ale dla niektórych chyba ta upartość jest irytująca XD Albert jest specyficznym facetem, no i do tego rzeczywiście dochodzi myśl trochę na zasadzie, że zabiera Walta Jamesowi… ale cieszymy się, że wzbudza jakieś emocje :D „James nigdy by nie zakazał Walterowi noszenia czerwonego garnituru!” – no właśnie! XD Hehehe, a z Jimmym w łóżku na pewno jest… więcej dostępnych scenariuszy. Cóż, co kto woli XD

  25. Tess pisze:

    Jeju! 3 lata już minęły!
    Ja podziwiam Walta za cierpliwość, choć jak widać opłacała się. „Dopiekł swego”, jak to pięknie Albert ujął, haha.
    Och no, też będę cierpliwa i poczekam na Jamesa, bo Albert, pomimo tego, że już nie jest księdzem nadal mnie jakoś tak dziwnie irytuje. Może to dlatego, że wiem, że Walt ostatecznie będzie z Jamesem…
    James nigdy by nie zakazał Walterowi noszenia czerwonego garnituru! O właśnie! I jest o wiele ciekawszy w łóżku, niż Albert… Co tam, że to dopiero był jego pierwszy raz, ja jestem w 100% przekonana, że mam rację! :D

  26. DaughterOfWind pisze:

    W sumie się nie dziwię, że jest taki przeskok w czasie, bo wygląda na to, że opowiadanie ma przybliżyć czasy początku związku Walta i Jamesa, nie Walta i Alberta (nie mniej szkoda, bo podoba mi się szalenie). Ostatnimi czasy zaskakuję siebie. Takie delikatne, a takie piękne. Podczas gdy moje ulubione SV jest kompletnie inne… Mam w sumie też małą prośbę. Bo jak sądze, drogie Autorki, jakoś sobie swoich bohaterów wyobrażacie. A ja tu mam właśnie problem, bo jak z Waltem problemu nie mam, tak Albert i Jamie… Ni cholery. Moja wyobraźnia się chyba wyczerpała. Także jakbym mogła poprosić o jakieś pomoce „naukowe” typu zdjęcie, rysunek itp. to będę bardzo wdzięczna :))

  27. Katka pisze:

    Namida, po pierwsze, dzięki za komentarz, mimo późnej pory jest jak najbardziej zrozumiały :) 3 lata zawarte w sześciu rozdziałach rzeczywiście może wydawać się bardzo szybkie, no ale jak czytałaś poniższe komentarze, to tam już mniej-więcej nas z Shiv wytłumaczyłam, hehe. Co do sceny seksu – poniekąd się nie dziwię (oczywiście, jako współtwórczyni tej jakże doniosłej chwili kopulacji byłego księdza z prawnikiem chciałabym, by się podobało XD), bo miałyśmy, w ogóle podczas pisania tego związku Walta i Alberta, takie założenie z Shiv, żeby pisać, że tam nie ma czegoś idealnego. Że jest okej, ale nie perfekt, jeśli rozumiesz, co chcę przez to powiedzieć. Walt by nie zerwał z Albertem, gdyby wszystko grało tak, jakby chciał, Więc seks też nie jest taki, który powoduje przynajmniej mentalny orgazm, hehe. Chociaż nie umniejszając tym, którzy się tym bardzo jarają, muszę też przyznać, że w pierwszych razach coś jest i bywają urocze :) No, w każdym razie rozumiem Twoje odczucia :) „W sumie szczęścia mu życzę :P” – haha, to dobrze XD W końcu facet dużo poświęcił, byłoby go szkoda, jakby potem mu się źle wiodło…
    W ogóle to jak ktoś ma troszku zbędnego czasu, to polecam poczytanie ponowne Bonusu „Last Christmas”, bo tam sporo Walt mówił, o końcu związku z Albertem również :) Dzięki jeszcze raz, Namida, za komentarzyk! :D Pozdrowionka!

  28. Namida pisze:

    No, to od początku! Czytałam z zapartym tchem, zwłaszcza scenę pocałunku :P W końcu był tak bardzo wyczekany, wytęskniony! Zastanawiałam się czy taki przeskok o trzy lata, to nie za dużo, ale przeczytałam komentarze, i w sumie muszę się zgodzić, że i w trakcie akcja leciała dosyć szybko, co kilka miesięcy, więc tu nie mam nic przeciwko. No i poza tym, trzy lata to jednak sporo czasu, żeby jednak w końcu Albert się przekonał :)
    Niestety, mówię to z ciężkim sercem, jestem nieco zawiedziona sceną seksu…. Samą siebie aż zaskakuję, ale jakoś tak, no… no mlah. Nie chodzi nawet o opis, bo ten jak zawsze mi się podobał. Wydawało mi się to troszkę… za szybkie? Wiem, że tyyyyle na siebie czekali, to się nie bawili w specjalne czułostki tylko huzia do łózia i jedziemy z koksem! Ale jakoś tak Albert jak na prawiczka wydawał się zbyyyyt dobrze znosić niedogodności związane z seksem…? Ah, późna pora, sama nie wiem w sumie, jak to uzasadnić, ale tak jakoś to w trakcie czytania (czyli rano, trochę późno się wzięłam za skomentowanie) czułam jakiś niedosyt. Ale to właściwie pierwszy raz, więc mam nadzieje, że w żaden sposób was nie zniechęcę (do swojej osoby również :P).
    Jak chyba wszyscy, zastanawiam się, co sprawi, że jednak się rozstaną i w jaki sposób Walt zejdzie się z Jimmym. Jestem za teorią, że Albert, odkrywając nową, gejową stronę życia, będzie chciał czegoś więcej i ruszy w świat! O. W sumie szczęścia mu życzę :P Tak samo, jak przyklaskuję bardzo Waltowi i Jamesowi, uważam, że urocza z nich para ^^
    No niech i tu się skończy mój dziwny, mało składny, ale mam nadzieje, że zrozumiały, komentarz. Życzę weny i mam nadzieje, że już w następnym odcinku wszystko się wyjaśni, bo aż nie mogę się doczekać! :D Pozdrawiam!!

  29. Katka pisze:

    Kruha, hehe, teoria dobra jak każda inna! :D Lubię czytać odmienne głosy, gdy jedni jednego osądzają, a drudzy drugiego. W sumie aż ciekawa jestem, czy zrobią się ostatecznie obozy, jak dojdzie do tego wyczekiwanego momentu i po której stronie kto będzie :) A może ktoś zostanie bez zdania? Och, aż się nie mogę doczekać, a równocześnie trochę się obawiam XD

  30. Kruha pisze:

    Hmmm a może zwiazek rozpadnie się z winy Alberta? Coś mi tu śmeirdzi, że mógł zdradzić Walta, albo jeden penis mu nie stykał. Chciał posmakować życia. Z drugiej strony wydaje mi się, że Walt mógł zaproponować Albertowi BDSM, a ten się zniesmaczył i stwierdził, że z takim dewiantem to on nie będzie o i tyle…

  31. Katka pisze:

    Vicious, oooj, a może aż tak źle jego żywot się nie skończy no XD Wiesz, oni się tylko rozstali, a nie umarli, hehe. A facet jest młody, przystojny i umie sobie w życiu radzić :)

    Adela, mhm, szybko na pewno nie, w końcu kochał Walta, a to raczej ciężko się tak przerzucić z uczuciem nagle na kogoś nowego. A co do jakiejś postaci… haha, oj, nie mogę nic zdradzić, wszak spoilery to zło (wiem, już nudna z tym jestem). No ale co tam z Albercikiem i jego biedną, sprowadzoną na złeee tęczowe tory duszyczką się stanie, to na pewno się wyjaśni :)

    Elis, nooo, pierwsze razy są fajne, hehe. Mają w sobie trochę takiej specyficznej magii :) Choć oczywiście nie wszystkie są idealne XD No ale Walt na szczęście doświadczony, więc umiał się nim dobrze zająć. A wychodzenie Alberta z szafy… tak, to by było jakąś osłodą na to nieuniknione rozstanie…

  32. Elis pisze:

    Wysłałam komentarz zanim go skończyłam. :/
    Chciałam jeszcze napisać, że bardzo lubię Alberta i szkoda, że się rozstaną, ale może Walt był kimś takim, kto sprawił, że Al wyszedł z szafy i chociaż się rozstali może spotkał kogoś, kto go kochał i on jego. :)

  33. Elis pisze:

    Uwielbiam pierwsze razy, a do tego Albercik nie do końca miał pojęcie co i jak tym lepiej. I jaki biedak obolały, zmęczony. *tuli* Walt już się nim zajmie. Strasznie wyczekiwałam tego jak Al w końcu ulegnie. I stało się. :)

  34. Adela pisze:

    Nie twierdze, że Albert byłby spełniony w służbie Bogu,ale raczej i tak nie żałowałby decyzji porzucenia celibatu w momencie gdy Walter go rzuci. Bo nie wydaje mi się żeby Al radził sobie w homoseksualnym flircie i szybko kogoś sobie po tym znalazł.
    Chyba że planujecie wprowadzić jeszcze jakąś postać? Co???
    Bo że pan prawnik sobie poradzi to nie mam wątpliwości, w końcu on jest taki out…

  35. vvicious pisze:

    no i masz babo placek, mogłam nie czytać. Teraz już tylko Alberta z tego opowiadania lubię, a on ma na tym wyjść jak zawsze najgorzej. aż czasem żałuję, że tak dobrze piszecie, bo mi normalnie serce łamiecie ;p

  36. vvicious pisze:

    ok, dobra to przeczytam xD i tak mi ciężko tak ze sobą walczyć, więc pewnie ciekawość by w końcu zwyciężyła ;p a z tym przeskokiem faktycznie się przeliczyłam, nie mówię, że źle, ale jakoś tak nie wiem, nie spodziewałam się tego prostu tak szybko, ale to też po części wina tego, że mózg mam tak przeciążony, że nie nadąża z analizowaniem świata i teraz dla mnie wszystko jest szybkie i gwałtowne ;p

  37. Katka pisze:

    Tigram, to nie powinno być zaskoczeniem, jeśli się dokładnie czytało bonusik :) Tam Walt jasno dawał do zrozumienia, że Albert wpierw zrzucił sutannę i dopiero potem mieli swój pierwszy raz. „I teraz szkoda mi Alberta i robię się zła na Waltera, że go zostawi.” – hehe, no niestety nie poszło tak, jak powinno. W każdym razie ciekawa jestem, jak obiektywnie do tego podejdziesz i podejdzie cała reszta czytelników, gdy już dojdzie do rozpadu. Ja mam swoje zdanie jeśli chodzi o to, czy dobrze czy źle zrobili, ale nierzadko się zdarza, że czytelnik myśli coś zupełnie odwrotnego, hehe.

    Adela, oj tam, obrzezany penis Walta to nie temat najważniejszy, ale widzę, że poczytałaś to jako dość istotną informację XD Mam nadzieję, że to nie odwróciło Twojego świata do góry nogami. Hehe, i tak, masturbacja to grzech, ale Albercik najwyraźniej nie był aniołkiem. Nie potrafił się przed tym powstrzymać. Cóż… każdy ma swoje słabości. A co do tego, czy z Walta jest dupek… no to takie nie do końca wiadome. Znaczy, wiesz, odbierasz to tak, jak to widzisz, to jasne. Z drugiej strony, pytanie, czy Albert rzeczywiście był i byłby ewentualnie spełniony w służbie Bogu, gdyby Walt go nie skusił. Czy tak naprawdę nie jest właśnie tak, jak Walt twierdził – że Albert nie jest księdzem z powodu powołania, tylko dlatego, że się kryje i boi tego, kim jest. No ale to już do Waszej osobistej interpretacji :) No i słodko zauważony brak Jamesa. On taki zawsze w kąciku niedostrzegalny przecież XD To go powinno podbudować!

    Shinu, „28 lat i prawiczek…” – haha, co nie? Nie wiem, czy to bardziej słodkie, czy seksowne, że taki duży chłopiec nie wie, jak się w łóżku zachowywać XD „Mam nadzieję, że nie będę płakać ;(” – też mam nadzieję. Mi było przykro, jak pisałyśmy tę scenę, ale… ciekawe jesteśmy, jak to odbierzecie :)

    Yaoistka, biedny, ukradziony kotlecik :( Haha, a poświecenie Alberta… nooo, widać, już dłużej nie dało się opierać takiemu facetowi jak Walt. Każdy by chyba w końcu uległ XD Ale się księżulek długo trzymał :)

    Vicious, sama nie wiem, czy bardziej radzić Ci przeczytanie, czy jednak nie. Uważam, że spoilery to straszne zło, chociaż to trochę na innej zasadzie działa… Zrobisz jak uważasz, ale chyba nawet jak przeczytasz, to ciekawość z dalszego śledzenia IOI nie powinna opaść :) A co do szybkości – to nie tak, ze tamten rozdział a ten to przeskok o 3 lata. Powiedzmy, że start (1 rozdział) był „3 lata temu”, a następne rozdziały przesuwały się co chwilę co kilka miesięcy. Więc tak jakby przedstawiłyśmy Wam po drodze jakby wyrwane scenki z całego tego długiego okresu. Nie było za bardzo co się rozwlekać nad tym budowaniem więzi, bo to działało właściwie na tym samym – wspólne wypady, kłótnie, sprzeczki i rozmowy. Aż w końcu coś w nich wybuchło i oto efekt :) A tak poza tym, to jest side story, w teorii przynajmniej, więc z założenia krótsze powinno być :) „bo aż dziwne dla mnie było że najpierw się zdecydowali na związek, a dopiero potem pierwszy raz się kochali xD” – haha, a to prawda XD Takie to staromooodne XD Nie no, żarcik, ale bawi mnie to ciut, hehe.

  38. vvicious pisze:

    Ok, dalej skrzętnie omijam komentarze żeby sobie zaspojlować, ale teraz naprawdę się waham, czy nie przeczytać tego bonusu, bo jestem cholernie ciekawa do czego to dąży. A przede wszystkim, nie rozumiem jak można wymienić takiego Alberta na Jimmiego ;/ w moim mniemaniu, musiało się przydarzyć coś naprawdę koszmarnego, no ale nie jestem zbyt obiektywna ;p
    Co do samego rozdziału to mnie bardzo zaskoczył. Strasznie szybko się to wszystko potoczyło, ten przeskok o prawie 3 lata, pocałunek i od razu, hop, siup, związek, do łóżka, wspólne mieszkanie i wszystko xD Jakoś myślałam, że dłużej się to będzie trochę ciągnąć, chociaż może i dobrze że nie jest jakoś na siłę rozwleczone…
    W ogóle to uświadomiłam sobie, jak głęboko zdeprawowana jestem, bo aż dziwne dla mnie było że najpierw się zdecydowali na związek, a dopiero potem pierwszy raz się kochali xD ale to mi się właśnie strasznie podoba, to wszystko jest jakieś takie niewinne jakby i takie urocze ^^ z zapartym tchem czekam na dalsze części, zobaczymy czy się nie złamię i nie polecę zobaczyć co jest w tym bonusie ;p

  39. Yaoistka^^ pisze:

    „Nie na razie w każdym razie” TO PO PROSTU SPOWODOWAŁO U MNIE GŁUPAWKĘ! XD nieźle ;P

    Rozdział boski *,,* Czytałam tak bardzo skupiona, że nie widziałam jak moja siostra wpieprza mojego kotleta =.= …Ale…. co do poświęcenia Ala… jestem pod wrażeniem ^^ W końcu!! Po 3 latach! ^^ Jeju dziewczyny weny!!! *tuli* ^^

  40. Shinu pisze:

    Ech, a myślałam, że Albert ulegnie jeszcze jako ksiądz, a tu proszę – on taki moralny. I nie mogę sobie tego wyobrazić – 28 lat i prawiczek… ło matko xD. Na szczęście szybko doczekałam sie seksu i to całkiem samowitego. Albercik jest naprawdę sexy ;3.
    Zastanawiam się jak oni się rozejdą, bo kurcze nie pamiętam w ogóle co mówił o Albercie Walt w NBTS. Mam nadzieję, że nie będę płakać ;(

  41. Adela pisze:

    Aj, aj, aj! A ja widziałam słodkiego Petersona w ramionach Waltera! na banerze, och jak słodko! ^^
    Walter jest obrzezany??? teraz dopiero to mówicie?! skandal! xD
    „Orgazm od czyich ust był dużo lepszy niż od reki!” – czyli jednak nasz kochany Al wcale nie był taki powściągliwy, przecież masturbacja to tez grzech według kościoła…
    Dochodze do wniosku, ze Walter do jest jednak dupek, bo w rzeczywistości na Ala tylko leci, a go nie kocha. Z natury jest osoba która musi wiecznie coś lub kogoś zdobywać i wymyślił sobie księdza. Czy Alfreda warto było sprowadzać na drogę zła i występku? Skoro i tak się rozstaną, to może lepiej dla Alfrada było by pozostanie celibacie, za to poczucie spełnienia duchowego i moralnego jakie dawała mu wiara?
    nie wiem jeszcze jaki będzie powod ich rozstania, ale powiem jedno: W tym rozdziale nie było Petersona!

  42. TigramIngrow pisze:

    Czyli że jednak Alberciątko najpierw zrzuciło sutannę, a dopiero potem się oddalo rozpuście. Hmmmmmm… Bo ja wiem? Chwalebnie dla niego, ale ja się spodziewałam czegoś innego. Nic to.
    Uwielbiam pierwsze razy! ;3
    I teraz szkoda mi Alberta i robię się zła na Waltera, że go zostawi. Uch.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s