Fire Dragon Tattoo Studio – 127 – Pogrom

Mike odetchnął i wysoko podrzucił piłkę, by od razu wycofać się w stronę trybun. Usiadł obok swojej dziewczyny i wpatrzył się w boisko, na którym piłkę na samym początku przejął Jason. Dzięki temu, że przewyższał wzrostem Ryana o około piętnaście centymetrów.
— Okej… Grają całe cztery kwarty, co nie? — upewnił się.
— Tak — przytaknął starszy z braci Grey, patrząc zimnym, kalkulującym spojrzeniem na grę. Sam nie grywał, ale coś wiedział o tym sporcie. Poza tym ufał umiejętnościom Jasona. Podobnie jak Rush swojemu kochankowi i temu, że jego zespół grał w trójkę.
Po pierwszych dwóch minutach na ławkach przy boisku zebrało się nawet trochę ludzi. Kilku przechodniów zatrzymało się, by popatrzeć. Było na co, a gra była dość nietypowa, co mogło być przyczyną takiego zainteresowania. Charlie za to wyglądał na równie zaskoczonego co gapie. Spodziewał się, że zagrają zwykłą koszykówkę ze zwykłymi zasadami. A teraz…
— Kurwa! — syknął, gdy drugi już raz przejechał się po betonie, kiedy Lenny, ominąwszy Juana, wpadł na Charliego, robiąc dwutakt pod koszem. Trafił, Charlie leżał, a Jason krzyknął:
— Dwanaście do ośmiu! — I w biegu przybił Lenny’emu piątkę.
— Dwa! — krzyknął Mulat w stronę Ryana. Nieważne, że Ryan miał już trzy wrzuty na kosz. Chciał mu przypomnieć, że deptał mu po piętach, mimo że nie działał jedynie na własną rękę i akcje kończył głównie Jason. Liczyło się delikatne zastraszenie przeciwnika, kilka trików, zwodów i sprawienie, że cała trójka nie będzie mogła się połapać, tak jak Charlie w tej chwili.
A na trybunach Rush właśnie przeżywał katusze. Mike zatrzymał go już dwa razy, kiedy ten chciał się wtrącić przez to, że znęcali się nad Charliem.
— Tam są chyba… inne zasady… — wybąkała Kate.
— Tam chyba nie ma zasad — sprostował Mike. Serce biło mu tak szybko, jakby i on grał.
Było brutalnie i ostro. Co raz na widowni rozległo się głośne, długie „uuuuuuuuuu!”, kiedy ktoś lądował na betonie. I nie był to wyłącznie Charlie. Juan zaliczył już kilka gleb i z kolana leciała mu krew, a teraz nawet Lenny upadł na plecy, gdy Ryan wyskoczył tuż obok niego, dosłownie przepychając się do kosza, po czym wrzucił piłkę.
— Dwunasty! — sapnął, patrząc z góry na kochanka. Wyciągnął do niego dłoń. Prowadził o cztery kosze, mimo że jego drużyna miała już osiem punktów mniej.
Lenny zaśmiał się i rzucił krótkie spojrzenie na jego rozporek, nim sam wstał bez pomocy chłopaka. Był napompowany adrenaliną i cholernie zadowolony. Czuł się niemal jak podczas dobrej, ostrej gry wstępnej.
— Tylko uważaj, żebym ci go nie odgryzł! — Zaśmiał się, napinając ramiona i rozluźniając je.
Juan mógł zauważyć, że jak on sam był coraz bardziej zmęczony i brakowało mu tchu, tak Lenny, im dłużej grali, tym bardziej się rozkręcał. W najgorszej sytuacji był Charlie, który był trochę z innej bajki na tym boisku. Latynosa w sumie bawiło, że zaraz po nim on najgorzej sobie radził, a tylko on tu nie był „pedałem”. Widownia pewnie byłaby tym mocno zaskoczona. Może tylko trochę bardziej niż on sam swoim odkryciem.
Jason i Lenny ponownie zaczęli grę spod kosza. Lenny, biegnąc z piłką z pilnującym go zawzięcie Juanem, usłyszał nawet gdzieś z widowni dziewczęcy pisk: „Jezuuu, Amy, widzisz, jak on się rusza?!”. Podał Jasonowi piłkę, ten obiegł Charliego, ale Ryana już nie miał jak, więc podał z powrotem do Lenny’ego. Z podaniami zdecydowanie nie miał problemu. Nawet Ryan, który był tu zaraz po nim najwyższy, nie dawał rady z blokowaniem jego rzutów. Dwa metry Jasona i jego długie ramiona robiły swoje. Jednak nie tylko wzrost był jego atrybutem. Od razu było widać, że trochę czasu spędził na boisku. Ciężko było nadążyć za zwodami, które co rusz uskuteczniał i które dekoncentrowały przeciwników. Lecz i tak najbardziej widowiskowe były jego… wsady. Teraz ponownie, po dostaniu od Lenny’ego piłki, podbiegł do kosza, wyskoczył i dosłownie wpakował do niego piłkę, zawisając krótko na obręczy.
— Richard?
— Hm?
— Wiesz o tym, że jutro do trzeciej nie będę odbierać telefonów? Żadnych. Jeśli ktokolwiek by wtedy do ciebie dzwonił, możesz spokojnie kłamać.
Rush, słysząc jego chłodny, wyważony ton, mówiący coś takiego, aż na niego spojrzał. Alex wpatrzony był w boisko z wielką uwagą. Uśmiechnął się pod nosem.
— Nie ma sprawy. Też nie zamierzam wychodzić z łóżka. — Zaśmiał się cicho.
Mike trochę zagłuszył jego odpowiedź, bo zagwizdał na palcach, ogłaszając połowę spotkania. Gracze spojrzeli w ich kierunku, a Juan wziął piłkę pod pachę. Ruszyli w stronę ławek, by odpocząć w przerwie.
— Mamy picie! — zawołała Kate, bo Marg w międzyczasie skoczyła do knajpki po butelki z wodą.
— Dzięki — rzucił Jason, podchodząc po jedną. Od razu się napił. Przy okazji skropił sobie twarz, podobnie jak reszta. — To co, ile macie do nadrobienia? — Spojrzał na przeciwną drużynę.
— Z tego co wiem, dwanaście punktów. — Juan wykrzywił usta, a Jason przytaknął z satysfakcją, siadając obok Alexa. A raczej jakieś pół metra od niego. Domyślał się, że ten nie chciał poczuć od niego potu.
Kate dopadła swojego faceta i cmoknęła go w policzek. Ten objął ją w pasie, mimo wszystko zmęczony i zadowolony z przerwy.
— Aaaa… — Kate popatrzyła po Ryanie i Lennym. Ten ostatni właśnie pił łapczywie. — Bo słyszałam, że też sobie liczycie. To kosze, co nie? Ryan wygrywa? Co będziesz musiał zrobić?
Lenny nagle poczuł, że już chciał wrócić do gry.
— Coś, o czym się nie dowiesz, Katy — odpowiedział za niego Ryan. — Ale widzę, że już spisujesz Lenny’ego na straty. Ma tylko… och, siedem do nadrobienia? — Zerknął na kochanka, uśmiechając się i mimowolnie oblizując usta. Najchętniej już teraz zabrałby go do tych toalet… Chociaż nie, chciał jeszcze pograć, bo w jego mniemaniu było genialnie. Obciąg mógł być idealnym finiszem.
W tym czasie Charlie zwalił się obok Rusha na ławeczkę.
— Ja pieprzę, to jakiś hardcore! — Zaśmiał się wymęczonym głosem i przetarł czoło rękawem koszulki. Miał na łokciu krew i zdartą skórę na lewej dłoni. W duchu dziękował, że to na nią upadł. Prawą przecież tatuował.
Rush dosunął się do niego z zatroskaną miną. Nie miał niczego, czym mógłby mu to przetrzeć, aby tak źle nie wyglądało.
— Wybacz, nie miałem pojęcia, że tak będą grać. Myślałem, że to, wiesz, zwykły kosz, a nie jakaś chora walka o piłkę.
— Spoko, może przeżyję jeszcze te dwie kwarty… Może. — Charlie zaśmiał się cicho. Oddychał płytko, kilka długich kosmyków wysunęło mu się z gumki i miał mocne wypieki ze zmęczenia na policzkach. Spojrzał po zebranych ludziach. Część opierała się o siatkowane ogrodzenie po drugiej stronie boiska, część siedziała niedaleko, a inni stali z drinkami przy palmach. — W ogóle… Wow, skąd tu się tylu ludzi zebrało?
— Przyszli w międzyczasie popatrzeć, jak gracie — wytłumaczył Rush, a Marg, która właśnie szła do Kate, na moment zatrzymała się przy nim i podała mu chusteczki.
— Zmocz je wodą i trochę możesz mu to przetrzeć — poradziła, co Grey szybko podchwycił.
W tym czasie dziewczyna doszła do Juana, by zająć się nim zamiast Kate, która była pod takim wrażeniem swojego chłopaka, że o tym zapomniała.
Jason patrzył na nich z boku, uśmiechając się pod nosem.
— Ciekawe, czy ktoś poza wami też się zakładał… — rzucił do Alexa, patrząc po zebranych ludziach. Siedział teraz z szeroko rozstawionymi nogami, opierając łokcie o kolana. Zbierał siły na drugą połowę i chociaż za bardzo nie okazywał zmęczenia, to czuł, że już nie miał tak dobrej kondycji jak kiedyś. Mimo to, jego wsady miały dużą zasługę w przewadze.
— Nie wiem — przyznał starszy Grey i dopiero kiedy to wypowiedział, spojrzał na kochanka. — Wiesz o tym, że po meczu chcę wrócić do domu albo gdziekolwiek, gdzie będę mógł cię sobie umyć, na własny użytek?
Jason aż zwrócił na niego spojrzenie i uśmiechnął się niemal złowieszczo.
— Spoko, nie mam nic przeciwko — odparł, lustrując kochanka. Zdecydowanie, mimo zmęczenia grą, na to będzie miał jeszcze siłę. — Podoba ci się mecz?
— Jest brutalny, szybki i wygrywam. Nie mam na co narzekać. — Alex uśmiechnął się kącikiem ust.
Jason zaśmiał się i spojrzał na Juana i Charliego, których „ranami wojennymi” zajmowały się ich drugie połówki.
— Nie wiem, co oni na to, ale mi też się podoba. I chyba nie tylko mi — dodał, patrząc znowu po gapiach oraz Ryanie i Lennym, którzy czekali na wznowienie meczu, zamiast usiąść.
Tymczasem Mike pilnował czasu. Kiedy już standardowy moment na przerwę minął, gwizdnął na chłopaków.
— Zbierajcie się! — zawołał, aby mogli zacząć trzecią kwartę.
Ludzie zebrani wokół boiska od razu się ożywili, kiedy zobaczyli graczy wychodzących na beton. Ci bez ociągania wznowili grę. Może i byli zmęczeni, ale duch rywalizacji rozgrzał na nowo. Po kilku minutach Charlie nawet dostał głośne oklaski, gdy jakimś cudem wyszedł mu rzut za trzy punkty. Sam był tym zaskoczony, a rzucił tylko dlatego, by nie pakować się pod kosz i tym samym znowu nie wylądować na betonie.
— Brawo, kochanie! — Ryan poklepał go po ramieniu, biegnąc na odpowiednią pozycję.
— Nie cieszcie się tak zawczasu! — Jason zaśmiał się chrapliwie i podał spod kosza do Lenny’ego, od razu wybiegając w przód. Akcja skończyła się w kilka sekund, gdy po serii zwodów i podań Lenny’emu udało się wrzucić piłkę do kosza.
Pokazał na palcach Ryanowi, ile mu jeszcze do niego brakowało, po czym wznowili akcję.
Na koniec czwartej kwarty, wszyscy byli zmęczeni i wolniej biegali, bardziej taktycznie podchodząc do niektórych zagrań. Było też czuć, że w niektórych momentach mecz był na przetrzymanie.
Wreszcie Mike odgwizdał koniec na palcach. Rush westchnął z ulgą, mimo że przegrał. Bardziej martwił się, czy Charlie już nie doznał obrażeń. Ten na szczęście wrócił na trybuny z tylko jednym, dodatkowym obtarciem, lecz niegroźnym. Uśmiechał się… choć raczej z radości, że ta rozgrywka, którą w jego mniemaniu meczem nie dało się nazwać, już się skończyła.
— Zarobiłeś drobne, co? — rzucił Jason do kochanka, podchodząc do niego ze swoją butelką wody. Oddychał ciężko, koszulkę miał przepoconą, ale aż zapomniał, jak dobrze się grało w kosza. Nim Alex zdążył odpowiedzieć, jeszcze wyciągnął dłoń do przechodzącego obok Lenny’ego. — Dzięki, spoko się grało.
— Mhm. Jak na białego, nadajesz się — odparł Mulat, ściskając jego dłoń z rozbawieniem.
Jemu samemu było bardzo daleko do koszykarza. Ale dowiódł, że sobie radzi. W oczach Juana najwyraźniej więcej niż „radzi”, bo ten nawet teraz wgapiał się w niego z podziwem. Sam dyszał jak po maratonie, a Lenny nie dość, że był niższy, starszy, to wyglądał na mniej zmęczonego niż on.
— Potraktuję to jako komplement — prychnął Jason z uśmiechem i usiadł obok Alexa.
Ludzie już się rozchodzili, z czego osobiście się cieszył, bo zaczynał się czuć jak eksponat w muzeum. Tymczasem Ryan wyrzucił pustą butelkę do kosza nieopodal i ruszył w kierunku Lenny’ego. Uśmiechał się z dala. Jego naga klatka piersiowa lśniła od potu i… nie było na niej krzyżyka, czego Ryan jeszcze najwyraźniej nie zauważył.
Mulat, kiedy zostawił Jasona i teraz w spokoju mógł przyjrzeć się nadchodzącemu chłopakowi, niemal od razu zauważył, że coś mu w jego wyglądzie nie pasowało. Ściągnął brwi.
— Wygląda na to, że będziemy musieli zrobić małą wycieczkę do kibla — rzucił Ryan, dochodząc do niego. Na widok jego miny spoważniał. — Co to za wzrok?
Lenny wskazał brodą jego klatkę piersiową, w końcu zauważając, czego brakowało.
— Chyba jednak najpierw musimy coś znaleźć.
Ryan spojrzał na swój tors i głośno wypuścił powietrze.
— Kurwa mać — zaklął i obejrzał się na boisko. Krzyżyk musiał zgubić w trakcie gry.
Nie oglądając się na nic, pospiesznie ruszył w stronę betonowego boiska, rozglądając się. Jego krzyżyk był srebrny, co zupełnie nie ułatwiało odróżnienia go od podłoża. Zaklął, wytężając wzrok.
Lenny odetchnął ciężko i krótko spojrzał na resztę towarzystwa. Każdy był zajęty drugą osobą, więc sam dołączył do kochanka.
— Nie chcę cię jeszcze bardziej rozjuszyć, ale mogłeś go zdjąć.
— Nie „rozjuszyłeś” mnie, ale te słowa nie sprawiły, że krzyżyk znalazł się w mojej kieszeni — odparł Ryan, po czym sięgnął do spodenek i pogrzebał w nich. — Nie, niestety nie ma — dodał i wznowił poszukiwania. Najwięcej szamotaniny było pod koszem, więc tam szukał. Aż czuł się nagi bez łańcuszka. Tym bardziej, kiedy już wiedział, że go nie miał.
— Szkoda, że twoja ironia nie pomaga go znaleźć. Wiesz, wzajemne przyciąganie — odparł Lenny, też wgapiając się w beton.
Ich specyficzne zachowanie jako pierwszy zauważył Mike.
— Co wy robicie?! Coś się zgubiło?!
Ryan wyprostował się i obejrzał w jego stronę, po czym rozłożył ramiona na boki.
— Zgaduj, Mikey! — odkrzyknął z wymuszonym uśmiechem.
Chłopak zrobił głupią minę, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć, za to Charlie po chwili krzyknął:
— Łańcuszek!
— Bingo! — odparł Ryan i wrócił do poszukiwań.
W tym czasie Rush zerknął to na Ryana, to na Charliego. Zwrócił się do tego ostatniego.
— To znaczy, rozumiem, że powinniśmy pomóc mu go szukać, co nie? — spytał, mimo że już wstawał, aby faktycznie to zrobić.
Marg i Mike już zresztą dołączyli do poszukiwań. Nawet Kate podbiegła, zostawiając swojego chłopaka w tyle. Tylko Jason i Alex zostali na ławkach, obserwując zmagania całej reszty.
— Aż mam ochotę rzucić „pięćset dolców dla tego, kto go znajdzie” — prychnął tatuażysta, zarówno nabijając się z całej sceny, jak i pijąc do zakładu Alexa z bratem.
— Nie mów, że szkoda ci tych pieniędzy — odparł Anglik, który, nawet jeśli chciałby pomóc w poszukiwaniach łańcuszka, uznał, że taka zbieranina na boisku na pewno znajdzie go sama. — Poza tym, jeszcze muszę jakoś wynagrodzić twoją drugą połowę. Bo z tobą… — Spojrzał w oczy kochankowi. — Wydaje mi się, że wymyślę coś, co zadowoli cię za wygraną.
Jason zerknął na niego, odwróciwszy wzrok od ośmiu osób wpatrujących się zawzięcie w beton.
— Wierzę w twoją moc twórczą — zamruczał, już spokojniej oddychając. — Jak znajdą to Ryanowe cudo, to się zmywamy?
— Popieram. Czuję od ciebie te 48 minut gry.
Jason uśmiechnął się tylko, bo nie zdążył nic dodać, gdy rozległ się okrzyk Juana.
— Mam!
Wszyscy spojrzeli w jego kierunku. Latynos stał pod jednym z koszy i właśnie machał do Ryana łańcuszkiem.
— Urwany! Musisz chyba dać do naprawy!
Ryan odetchnął głębiej i podszedł do niego. Wziął łańcuszek. Krzyżyk wciąż na nim wisiał, ale łańcuszek był uszkodzony. Wykrzywił usta i schował go do kieszeni.
— Dzięki. — Mrugnął go Juana i poklepał go po ramieniu.
— Nie ma za co. Ważne, że się znalazł — odparł Latynos pełnym przekonania głosem.
— Czyli możemy dalej odpoczywać — rzucił Charlie ze zmęczonym uśmiechem, ruszając w stronę ławek. Co raz przecierał łokieć mokrą chusteczką.
— A może… zbierzemy się już, każdy do siebie? To znaczy, ja bym chciał Charliego zabrać do domu, aby coś mu się nie wdało w te rany — rzucił Rush, patrząc po reszcie.
— No my i tak spadamy, słodziaki, więc róbcie, co chcecie — odpowiedział mu Jason, który już wstawał z ławki, by razem z Alexem udać się na parking.
— Juuuż? — jęknęła Kate. Nie była ani zmęczona, ani głodna dzięki kanapkom Charliego.
— Mhm, nie zostajecie jeszcze trochę? — dodał Mike, który również razem z Marg nie miał czym być zmęczony.
Charlie krótko zerknął na Rusha.
— No my chyba faktycznie pójdziemy — mruknął, wyrzucając zakrwawioną chusteczkę do kosza. — Możecie posiedzieć z Katy i Juanem. I… wy pewnie też zostajecie? — rzucił w kierunku leniwie zmierzających w ich stronę Ryana i Lenny’ego.
Ten drugi spojrzał na kochanka, aby on podjął decyzję.
— Siedzimy tu już od rana, kochanie. Może na moment zostaniemy, ale jestem pewien, że jak nas zabraknie, to nie zapanuje niezręczna cisza. W końcu zostaje Katy — odparł Ryan, uśmiechając się uprzejmie do dziewczyny. Bez łańcuszka na piersi wyglądał naprawdę inaczej, mimo że była to drobna rzecz.
— A… dzięki za gumkę — dodał szybko Charlie, zdejmując frotkę z włosów i podchodząc z nią do Lenny’ego.
— Nie ma sprawy. — Lenny zabrał ją i schował do kieszeni.
— Ale… tak mało — jęknęła Kate, patrząc już po czekających Alexie i Jasonie. Rush wyglądał podobnie jak oni. Jakby czekał, aż pozwoli im sobie pójść.
— Poradzimy sobie, Katy, bez nich. Jason może jest zmęczony — zasugerował Mike. Miło spędzili czas, więc wolał puścić wyczerpanych meczem kumpli.
— To spadamy — zdecydował Jason i machnął ręką pozostającej szóstce.
— No, do zobaczenia w pracy! — dodał Charlie i znowu spojrzał z grymasem na lewą rękę. Była obdarta i piekła. Tylko dlatego nie chwycił za dłoń idącego po jego lewej stronie Rusha.
Kate z niechęcią im pomachała, gdy reszta także się pożegnała.
— Zostaliśmy w mniejszym gronie — jęknęła i poprowadziła ostańców w kierunku knajpki.
Tymczasem Rush z troską poprowadził Charliego do samochodu.
— Jak się czujesz? — spytał, zamartwiając się mocno na zapas.
— Zmęczony jestem, ale żyję. Dobrze, że nie prawa. — Chłopak zaśmiał się, patrząc na kochanka. Robiło mu się cieplej na sercu, kiedy ten tak się o niego troszczył.
— Mhm, wsiadaj. W domu ci na to przykleję ładny plasterek i wycałuję, aby nie bolało. — Uśmiechnął się, otwierając mu drzwi do auta.
Charlie zaśmiał się i usiadł na miejscu pasażera. A gdy i Rush wszedł do samochodu, odpowiedział.
— Jak tak mówisz o tym całowaniu, by nie bolało, to aż żałuję, że na tyłek nie spadłem — zamruczał z głupim uśmiechem.
— A nie spadłeś? — spytał z rozbawieniem Rush, kiedy już ruszyli.
— Hm… Jak się tak zastanawiam, to chyba raz faktycznie… — Charlie udał zamyślenie. Sięgnął do pasów, by się nimi zapiąć. Syknął cicho, gdy otarł się przy tym łokciem o oparcie. — Cholera, oni serio ostro grali. Ciekawe, ile kontuzji w więzieniu mieli po takim jednym meczu…
— Nie mam pojęcia, ale… skąd Jason umie tak grać?
— Kiedyś grywał za pieniądze — wyjaśnił Charlie. — I słyszałem, że nieźle mu szło. I to też nie było do końca legalne, jak te jego dziwne powiązania z ludźmi, o których nie chce mówić. Pamiętasz, jak miał kiedyś rękę złamaną? Serio… Ma mroczną, tajną przeszłość. — Zaśmiał się krótko, a Rush przewrócił oczami.
— Zaczynam się zastanawiać, kto nie ma. Lenny, Ryan, wiadomo. Teraz Jason. Alex ma mroczną tajemnicę o swojej narzeczonej. Kto jeszcze?
— Juan robił nielegalne interesy z Lennym — mruknął Charlie, nie dodając, że jeśli on sam tamtego feralnego dnia siedziałby z Ryanem za kółkiem Testarossy, też miałby za sobą kilka lat w więzieniu. — Mike, Katy i Marg są czyści jak łza.
— Katy ma mroczną babcię. Chce, czy nie chce, jest obciążona przez rodzinę. — Rush zażartował, chociaż nie było mu do śmiechu na wspomnienie kobiety.
— Fakt. I to jej plotkowanie powinno być karalne — podchwycił rozbawiony Charlie. Przy tym wyglądał przez okno, chcąc być w domu, umyć się i położyć. Już w trakcie gry mięśnie go paliły, a teraz czuł coraz większe wyczerpanie.
— Dlatego mówię, każdy ma na swoim koncie jakieś grzeszki. Chyba tylko przyszli nowożeńcy są grzeczni. A przynajmniej wydaje mi się, że Marg jest.
— No… Taka niewinna jest. Się Mike’owi trafiło. Fajnie. Cieszę się, przynajmniej jeden z moich kumpli ma normalną drugą połówkę — mruknął Charlie, którego wciąż dręczyło to, że Ryan spotykał się z mordercą. Do tego brutalnym, co tylko potwierdził ten dzisiejszy mecz.
— A ty? — spytał zaczepnie Grey.
— Ja? Ja nie mam normalnej drugiej połówki — odparł Charlie, patrząc na niego poważnie, gdy się zatrzymali na podjeździe. — Tylko cudownego, cholernie przystojnego i kochanego księcia z bajki — skończył, zagryzając wargę.
Rush uśmiechnął się promiennie i położył dłoń na udzie kochanka, poklepując je.
— Jakiś ty słodki. Moja najcudowniejsza ptaszyna. Już niedługo poskładamy ci skrzydełka i zaopiekujemy się ptaszeczkiem, tak?
Charlie uśmiechnął się szeroko, aż zabolały go policzki.
— Jasne. — Zaśmiał się i wychyliwszy się do kochanka, cmoknął go w usta. Potem odpiął pasy i pierwszy wysiadł z samochodu. Gdy już wchodzili do mieszkania, nagle go olśniło. — Szlag, zapomniałem torby! Tam jeszcze część kanapek była…
— A coś ważnego? Wracać się? — spytał Rush, przystając.
— Nie, spoko, portfel mam w spodniach, klucze też… — Charlie pomacał się po kieszeniach w tyłku. — Dobra, napiszę tylko do Katy, żeby mi ją zabrała, to w pracy odbiorę — dodał, wyciągając telefon i przystając, by Rush otworzył mieszkanie. — Kanapki się na pewno nie zmarnują, jak Lenny i Ryan zobaczą, że zostały…
— Przyczynisz się do tego, aby dobrze zjedli — odparł Rush, zajmując się drzwiami.
— Mhm… — mruknął chłopak, pisząc smsa do dziewczyny. Gdy usłyszał szczęk zamka, wszedł do środka i wysłał. — Okej. To teraz bym się umył. — Westchnął, ostrożnie ściągając bluzkę.
— Pomogę ci — zaoferował od razu Rush, dosłownie odrzucając klucze na stolik w salonie. Podszedł do kochanka i złapał za dół koszulki. — Strasznie będzie piec pod prysznicem — nawiązał do obtarć.
Charlie spojrzał na swój łokieć i dłoń, kiedy został pozbawiony ubrania.
— Chyba nie bardziej niż robienie tatuażu, co? — mruknął.
— Nie wiem. Nie no, chyba nie — odpowiedział Rush, próbując sobie przypomnieć oba rodzaje bólu. Ale aż takiej pamięci nie miał, aby kojarzyć to, co się wydarzyło, jak kiedy był dzieckiem.
— To przeżyję. — Charlie uśmiechnął się i szybko zdjął spodenki oraz bieliznę. — A w ogóle, zrobiłeś sobie kiedyś coś poważnego? — zagadał, rzucając ubrania na fotel.
Rush odruchowo zmierzył wzrokiem ciało kochanka.
— Co poważnego? A raczej, jak bardzo?
— Na przykład jakieś złamanie? — Charlie spojrzał na niego spod rozburzonych włosów, gdy się wyprostował.
— Nie, nie przypominam sobie, abym sobie cokolwiek złamał. A ty? — Zaciekawił się.
— Raz kostkę skręciłem, gdy z Ryanem chodziliśmy po gruzach w takim starym warsztacie. — Charlie uśmiechnął się do wspomnień. — A was pewnie pilnowali jak oka w głowie? — zagadał z rozbawieniem. Powoli ruszył do łazienki.
— No nie do końca, bo Alex na przykład złamał rękę, więc nie byliśmy stale pod obserwacją — odparł podążający za nim kochanek. Usiadł na zamkniętej desce toaletowej.
— Złamał rękę? Jak? — dopytał zaciekawiony Charlie, bo nie miał pomysłu, co mógł robić Alex, by narazić się na złamanie. Równocześnie odkręcił kurek, żeby nalać wodę do wanny. Miał wrażenie, że tak łatwiej będzie kontrolował stykanie się wody z ranami.
— Spadł z konia — wyjaśnił Rush z lekkim uśmiechem. Nie było to śmieszne, ale nie mógł się powstrzymać. Tym bardziej, że było to już dawno.
— Jeździ konno…? — Charlie aż się na niego obejrzał, kiedy wchodził do wanny. Jak tak myślał, to pasowało to do niego. — Dobrze by wyglądał w bryczesach…
Rush się skrzywił.
— Nie mnie to oceniać. A poza tym teraz i tak nie jeździ.
— Nie jestem w tym obeznany, ale w Miami gdzieś by może znalazł jakąś szkółkę… — mruknął chłopak z zamyśleniem i syknął cicho, gdy zamoczył dłoń.
Rush aż się wyprostował, lekko się unosząc.
— Bardzo boli?
— Piecze — jęknął Charlie, zginając nogi w kolanach i wyciągając dłoń. Od razu na nią podmuchał.
— Dobrze byłoby ją w sumie też zdezynfekować — mruknął Grey, wiedząc, że to nie będzie przyjemne.
— Mhm — odmruknął Charlie, delikatnie myjąc obdartą dłoń namoczoną gąbką. — Lenny i Jay są pieprznięci… — dodał z grymasem.
— Trochę w tym racji. Nie grali… zbyt delikatnie. — Rush musiał przyznać Charliemu, ale gdyby nie to, że tak się o niego martwił, to uznałby ten mecz za bardzo ciekawy.
— No i… pięćset dolców straciłeś. — Charlie zerknął na niego przepraszającym spojrzeniem.
Grey wstał i zbliżył się do wanny. Pochylił się nad jej brzegiem, po czym pocałował kochanka w czoło.
— Nie szkodzi. — Uśmiechnął się czule, kucając. — Ale są też plusy. Alex chyba napalił się na Jasona, więc będę miał na niego haka, a i on będzie bardziej znośny.
— Napalił na Jasona? Stanął mu, gdy grali? — Chłopak zaśmiał się, a Rush prychnął.
— No co ty. To mistrz opanowania przecież, ale zakazał mi dziś i jutro do niego dzwonić. Chyba nawet wyłączy telefon.
Charlie uśmiechnął się szerzej.
— No to widać, że nie taki zimny facet z niego. I ciekawe, co go podjarało. Pewnie „wsady” i wyobraził sobie, jak Jason mu tam „wsadza”. — Zaśmiał się i cmoknął Rusha, zaczynając obmywać resztę ciała.
Rush pokręcił głową, nie chcąc sobie wyobrażać brata podczas seksu. To było ponad jego „upodobania”.
— Walnięty jesteś.
— Nie, ja nie wsadzałem. — Charlie śmiał się, kierując gąbkę do swojego krocza. — Szkoda, że nie grałeś z nami.
— Nie ma czego żałować. Naprawdę, koszykówka to nie mój sport — odparł i pogładził brązowe włosy chłopaka. — Myślisz, że bym się do ciebie zmieścił?
Chłopak uśmiechnął się do niego zadziornie, rozchylił nogi na boki i bardziej zgiął w kolanach.
— Teraz na pewno.
Rush wyszczerzył się i pocałował Charliego, nim zaczął się rozbierać. Nie spieszył się, cały czas patrząc na ukochanego. Ten odpowiadał głębokim spojrzeniem i kierował go co raz na idealnie zbudowane ciało blondyna. Wszystko miał cudne. Należycie wyrzeźbione mięśnie, jasne sutki, cudowne uda i… odpowiedniego penisa, który po chwili zanurzył się w ciepłej wodzie naprzeciw niego, kiedy Rush wcisnął się do wanny.
— Bardzo… kontaktowo. — Anglik uśmiechnął się szeroko.
— Mhm, tak jest przyjemniej — odpowiedział Charlie, sięgając po gąbkę, na którą wylał żel. Od razu zaczął delikatnie myć kochankowi łydki. — Nie jest niestety tak duża, jak ta wanna, w której kąpaliśmy się przed naszym pierwszym razem, pamiętasz? — Zerknął na niego z błyskiem w oku.
— Mhm. Oczywiście — odparł Rush od razu, mimo że pamiętał bardzo przez mgłę. — Ale tak też jest miło, jeśli nie milej. Pod stopami od razu czuję twoje pośladki i nawet nie muszę się wyciągać.
Tatuażysta uśmiechnął się i poruszył biodrami. Podczas mycia Rusha starał się nie moczyć za bardzo łokcia.
— Wszystko na wyciągnięcie ręki. A… Rush…? — Nieco spoważniał.
— Hmm?
— Wiesz, jak macie zamiar powiedzieć rodzicom o tym, że jesteście z nami… To chcecie zrobić to telefonicznie czy… osobiście?
Zadowolony grymas od razu spłynął z ust Rusha.
— Ech… to. Męczy cię? — spytał, zamiast odpowiedzieć, bo sam nie do końca wiedział, jak to zrobić. Aż bał się sobie to wyobrażać.
Charlie pokiwał głową, podsuwając się do niego. Miał nogi przełożone ponad udami Rusha i prawie stykał się z nim kroczem. Zaczął apatycznie myć mu klatkę piersiową, a smugi mydła tworzyły koliste kształty na piersi mężczyzny.
— Pewnie sami wiecie, jak to łatwiej rozegrać, ale boję się, że was tam dłużej przetrzyma… Albo zatrzyma — dodał ze zmarszczonymi w rozterce brwiami.
— Jeszcze nie wiemy, czy tam pojedziemy, czy… no, powiemy to im przez telefon. Chociaż to trochę, wiesz, tchórzowskie. — Rush westchnął ciężko. Czym bardziej o tym myślał, tym mniej mu się to wszystko podobało. Dłużej jednak nie powinni i chyba nie mogli ukrywać, że byli z mężczyznami.
— Trochę tak. Ale myślisz, że Alex… no wiesz, on, z tego co wiemy, nie czuje się nawet tak luźno z tym, kim jest, jak ty. I… serio odważyłby się tak przed rodzicami? — zapytał Charlie, wciąż gładząc jego skórę gąbką.
Rush odetchnął ciężko i odchylił głowę do tyłu.
— Nie jestem nim. Nie wiem, ale… podjął decyzję. A jest słownym człowiekiem. — Wzruszył ramionami. — Miejmy nadzieję, że mnie samego by z tym nie zostawił.
Charlie przytaknął, wciąż pełen niezbyt pozytywnych myśli. Z jednej strony uważał, że dużo lepiej by było, gdyby Greyowie powiedzieli rodzicom wprost. Ale z drugiej… Na myśl, że Rush wyjechałby i nie wiadomo kiedy wrócił… Coś go aż ściskało.
Odłożył gąbkę i objął kochanka.
— Mam nadzieję, że wszystko się uda. — Westchnął w jego ramię, a Rush pocałował go w czoło.
— Też. I jedną rzecz wiem na pewno.
— Mm? — Charlie zerknął mu w oczy pytająco.
— Że na pewno chcę być tu, z tobą, niezależnie od tego, co się wydarzy.
Charlie wypuścił głośniej powietrze i pokiwał głową, nawet nie wiedząc, co odpowiedzieć. Przytulił się mocno do Rusha, zupełnie ignorując fakt, że dłoń znowu zapiekła go od mydlin. Nie chciał puszczać kochanka. A gdy już będzie musiał i ten wyjedzie do Anglii, to będzie czekał na niego jak na szpilkach. Ale wierzył, że do niego wróci.

25 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 127 – Pogrom

  1. TigramIngrow pisze:

    Jako że nie uznałam rozdzielenia rozdziału 126 od 127 komentuję zbiorczo wszystko razem:

    „Moje szczypało, a nie było szczypane, nie mam czym się martwić ” – to jest dopiero filozofia życiowa, kurde.
    ” ten tylko maślanie się w nią wgapia, a zerka na innych jedynie, kiedy do niego coś mówili.” – staram się nie postrzegać don Juana jako pantoflarza, naprawdę mam dużo dobrej woli, ale … CZEMU MI TO TAK UTRUDNIACIE?!
    „[Jason] zaczesując krótko Alexowi włosy do tyłu ” ochhhh.. jak ja takie gesty lubię, noooo. Popaczeć bym chciała na coś takiego!
    A właśnie, o co chodzi z tym oburzeniem Rusha jeśli chodzi o hazard? Czyżby Alex był anonimowym hazardzistą? Bo słowo daję, Rush tak zabrzmiał, że aż mnie coś ścięło.
    Całość emocjonująca. Mecz opisany mistrzowsko, jakbym normalnie go oglądała. I ten Jason zawisający na obręczy…. uuuuu! Gorące!
    „Wiesz o tym, że po meczu chcę wrócić do domu albo gdziekolwiek, gdzie będę mógł cię sobie umyć, na własny użytek?” No i niestety, jak wiemy z kolejnych odcinków, to nie blondyn go umył, tylko Jason umył sam siebie i prawdopodobnie (!) użyje maszynki/depilatora/czegokolwiek innego na własny użytek… ust Alexa :D Buahahahahahahaha. Oł, hoł, hoł :D
    „- Zarobiłeś drobne, co? – rzucił Jason” – taaaa, drobne, kurwa -.- Na waciki styknie…
    „- Katy ma mroczną babcię. Chce, czy nie chce, jest obciążona przez rodzinę. – Rush zaśmiał się” o patrzcie, niby ostatnio przeglądałam własnie tamte rozdziały, a nie przypominam sobie,żeby Rush miał jakieś tarcie ze starszą panią. Hmmm…. Ale uwaga całkiem słuszna :)
    „Dobrze by wyglądał w bryczesach…” – oj, jestem pewna. Do tego oficerki i szpicruta, której końcówką przesuwałby po sutkach Jasona i … no dobra, zagalopowałam się.
    No, ciekawa jestem bardzo jak się wyklaruje sytuacja z rodzicami Greyów.
    I… 3 DNI! Do tego by dowiedzieć się czy Jason zdecyduje się pozbyć futerka czy niekoniecznie. Ale rude włosy łonowe… Lubię rudych ^^

  2. Shivunia pisze:

    Wadera >> Katka powiedziała już wszystko ale ahahaha Czytam: ” W ogóle jak na faceta który przez większość swego życia obracał się w nieciekawym więziennym towarzystwie i tak przyjął to zapewne zdecydowanie lepiej niż inni w jego sytuacji i myślę że duży wpływ miało na to jego platoniczne zauroczenie Lennym”
    A ja sobie w myślach „On by kurwa nawet zaakceptował Lennego jakby dowiedział się ze ten jest jednorożcem”… a pięć sekund później wyobraziłam sobie go w takim kinky stroju z białego latexu i z rogiem… To była straszna wizja
    Kat >> „Hehe, za nielubienie koszykówki Cię nie zlinczujemy, chociaż ja osobiście nie rozumiem, jak można jej nie kochać XD Ale bądźmy tolerancyjni, haha.” – ja nie lubię koszykówki. Więc… ty będziesz tolerancyjna XD

  3. Katka pisze:

    Wadera, jestem pod wrażeniem tych wszystkich komentarzy! Że Ci się chciało, że takie obszerne i w ogóle! :D Pozwól, że tutaj odpowiem Ci na wszystkie. „Alex w czarnym stroju motocyklisty ………się w sumie nie dziwię reakcji Jason, Królowa ze swej natury jest przystojna a jak go jeszcze wsadzić w taki stój ahhhhhhh” – hehehe, strój motocyklowy jest taki szpaneeerski XD Pasuje mu, hehe. Chociaż ja tam wolę Jaya w takich ciuszkach, wygląda bardziej bundowniczo. Och, a ta scenka na cmentarzu… mam wrażenie, że było to bardzo dawno! Miło wrócić do tego w komentarzach, takie nostalgiczne się wydaje.
    „Katy jest cudowna z tym wyciąganiem gejów na plaże, gdybym mieszkała w Miami i miała jakiś gejów pod ręką to też bym pewnie w to zainwestowała „ – ona to wie, jak sobie umilić czas, a przynajmniej widoki. Matko, sama myśl, że ma się paczkę złożoną z takich facetów i można się pogapić na ich nagie klaty i tyłki pod kąpielówkami, przyprawia o dreszcze XD
    Mike rzeczywiście ma najlepiej. Marg jest normalną dziewczyną, kiedy cała reszta jego znajomych jest w jakiś sposób podejrzana. Chociaż sam Mike też więcej niż powinien siedzi w papierkach, więc… no Marg nie ma różowo, ale na pewno są z tych normalniejszych. Ktoś musi XD
    „Przyznam że nie spodziewałam się propozycji Alexa widać że zależy mu o wiele bardziej niż to normalnie okazuje” – z Alexem jest ten problem, że on zawsze więcej czuje niż pokazuje. Jego zewnętrze to coś bardzo ograniczonego. Trzeba szukać między słowami i naciskać, by dostrzec, co prawdę myśli, niestety. Takie zamknięte biedactwo z niego.
    „Pantera lubi ryzyko” – prawda XD Całe to zdobywanie to dla niego dużo radochy i satysfakcji. Biedny Ryan… XD Ok, chociaż on też po cichu to lubi, hehe.”Tak Lenny zdecydowanie wie jak dbać o swoją własność” – własność? No wiesz? I teraz Ryan się obraził! XD „powinni nabyć uwarunkowań i przerzucić się na kocią karmę bo to jest zazwyczaj jedyne jedzenie (piwa nie liczę) jakie jest u nich w domu” – jak to? Piwo nie jest jedzeniem? Właśnie zniszczyłaś ich światopogląd XD
    Szlag, pierwszy akapit z komentarza pod 119 cały powinnam zacytować XD Ale że to za dużo tekstu, to tylko skomentuję. Bardzo mi się podobało, że pokazałaś w tym krótkim opisie, co ich łączy, a nie dzieli. Bo oczywiście, są swoimi przeciwieństwami, totalnie, ale mają sporo wspólnego i właśnie to coś w pewien sposób ich do siebie zbliżyło. Mimo różnych poglądów, sposobów widzenia świata, obaj przeżyli wiele i wiedzą, jak bywa i że trzeba z tym walczyć. Choć obaj robią to w różny sposób.
    „Ta chcica Lennego na kutasa była zabójcza” – bo Lenny lubi ciągnąć i umie ciągnąć XD
    Ciekawe spostrzeżenie a propos tego, że rozdział zaczynający się Mikiem jest dobrym rozdziałem. Zabawne, hehe. Mike w ogóle ma na wielu zbawienny wpływ, najwyraźniej na tekst także XD „co drugi dzień ma bliskie spotkanie trzeciego stopnia z kobietą……..od sprzątania, pewnie duży szok dla kogoś kto całe życie zajmował się wszystkim w swoim otoczeniu” – a to prawda. Jason jest strasznie zaradnym facetem, lubi sam sobie radzić z problemami i nie tylko, a tu mu się brudnych skarpetek pakuje jakaś obca babeczka. Nooo, niewątpliwie musiał przywyknąć.
    „Ach przyznam że się po Lennym tego nie spodziewałam ale widać że naprawdę się stara i chce żeby ten związek się rozwijał.” – szkoda, że czasami Ryan tego nie widzi XD Uniknęliby wielu konfliktów, no aaaale.
    A propos Rogera „Gość jest po prostu niewyobrażalnie świrnięty i moim skromnym zdaniem najlepszą karą dla niego byłoby wpakować go do więzienia (zakład że następnego dnia znaleźli by jego martwe ciało ze śladami po torturach?:)” – taa, miałby przejebane przez sam fakt, że jest gliną i podejrzewam, że żadne programy ochrony by mu tam nie pomogły. No a jego podejście do niektórych spraw na pewno by mu nie pomogło. „rim w wykonaniu Lennego to po prostu czysta wirtuozeria” – hahahaha, a to mi się BARDZO spodobało! XD Aż głośno się roześmiałam, genialne określenie XD Ryan w duchu popiera, haha. I to – „jego prywatny czekoladowy środek nasenny” – też mega słodkie <3
    „Charlie też się starał, nawet się nie spodziewałam ale to głównie on rozluźniał atmosferę” – hehehe, taaa, widać zależy mu na stworzeniu dobrych więzi. Nie lubi czuć się skrępowany.
    „Kurczę uwielbiam rozdziały kiedy wszyscy są pijani” – hahaha, to złe! Biedni, chociaż przyznam, że same mamy wtedy niezły ubaw XD Och, ludzie pijani są fajni (z małymi wyjątkami).
    „Lenny jest według niego najwspanialszy na świecie” – w sumie to zabawne, że Juan ocenia w myślach Lenny’ego lepiej niż sam Ryan. Oczywiście Ryan darzy go duuuuużo głębszym uczuciem, ale… dostrzega jego wady XD Juan za to jest wręcz zaślepiony Lenniakiem XD Zresztą ładnie to ujęłaś – „platoniczne zauroczenie Lennym”.
    „Ha te trzy kolorowe gumki Lennego przypomniały mi o trzech kolorowych gumkach M(jak on się nazywał?) i takie fajne porównanie przyszło jaka wielka między nimi różnica.” – fajne skojarzenie :D To Matt był. Nawet o tym nie pomyślałam. Ciekawe, czy Ryan tak…
    Hehe, za nielubienie koszykówki Cię nie zlinczujemy, chociaż ja osobiście nie rozumiem, jak można jej nie kochać XD Ale bądźmy tolerancyjni, haha.
    „sposób jak w kulturalny, grzeczny sposób można oznajmić że przez cały dzień będziesz się pieprzyć” – hahaha, Alex wszystko potrafi powiedzieć w sposób wysublimowany! :D Cóż… przynajmniej zrobił odpowiedni przekaz, ale nie naruszył konwenansów.
    Jeszcze raz dzięki :***

  4. Wadera pisze:

    Nie zlinczujcie mnie ale………..ja nie lubię koszykówki mimo że w wykonaniu naszych chłopaków była gorąca.
    Ciekawy był moment kiedy Ryan zgubił krzyżyk, zaczynam się zastanawiać czy wiąże się z nim jakaś specjalna historia skoro Księżniczka taka był przerażony jak go zgubił. Charlie chyba zaczyna przekonywać się do „tego mordercy” nie dość że przyjął od niego gumkę to nie podejrzewał go próbę zamachu na boisku :D
    „- Wiesz o tym, że jutro do piętnastej nie będę odbierać telefonów? Żadnych. Jeśli ktokolwiek by wtedy do ciebie dzwonił, możesz spokojnie kłamać.” – ten tekst jest po prostu rewelacyjny, sposób jak w kulturalny, grzeczny sposób można oznajmić że przez cały dzień będziesz się pieprzyć, i inni niech się odwalą i nie zawracają ci dupy XD Alex jest po prostu Mistrzem w takich tekstach z tą swoja kamienną twarzą aż nie można się szeroko nie uśmiechnąć. Oczywiście ja już wiem jaka nagrodę dostanie Jay ale……………. jestem ciekawa jaką dostanie Lenny, myślę że to co by się mu spodobało to a) samochód (ale to chyba nawet jak na Alexa trochę za wiele) b) lepszą dzienną prace (ale sądzę że wtyki Alexa kończą się tam gdzie zaczynają się kwalifikacje Lennego) c) miesięczny katering dla słoneczek (i sądzę że to by zadowoliło wszystkich;)

  5. Katka pisze:

    Elis, yey, widzę, że nadrobiłaś :D Tak, w zakładzie Ryan/Lenny wygrał Ryan, więc to Lenniaczek będzie musiał mu posłużyć ustami. Och, a wizja Ryana ujeżdżającego Lenniaka… matko, teraz przez Ciebie będzie mi to caaały czas chodzić po głowie, szczególnie, że mam na nich ostatnio jakąś olbrzymią chęć. A Ryan ujeżdżający Lena.. uch, uch. Sexy. No ale jak sama widzisz, pary mają swoją specyfikę i jak jedne preferują coś, tak inne coś innego. Ale oczywiście każdy lubi eksperymentować, więc podejrzewam, że Twoje pragnienia zdecydowanie kiedyś mogą zostać wcielone w życie :D

  6. Elis pisze:

    Mecz był zajebisty. Tylko biedny Charlie ucierpiał, ale nie będą na niego uważać. Jak ostra gra to ostra. Poza tym tu chodziło też o zakłady, każdy chciał wygrać. :D
    Teraz to ja się nie mogę doczekać co wymyślił Alex. I to jeszcze nie planuje iść do pracy i nie przyjmie telefonów. Kilkugodzinny maraton seksualny bardzo wpasowuje mi się w ten jego możliwy plan. I dlatego nie omeg się już ich doczekać.

    Mam rozumieć, że w osobistym zakładzie Ryan/Lenny zwyciężył Ryan i to Lenny ma mu zrobić lodzika? A ja chcę by Ryan to zrobił. I tak sobie myślę, nie wiem czy o tym wspominałam, że jak chodzi o ich seks to chce mi się, aby Ryan ujeżdżał Lennyego, bo najczęściej leży na pleckach. A u Alexa i Jasona właśnie tych plecków w końcu chcieliśmy. Różne postacie, różny seks i to co lubią. I dlatego kocham jak oni są tacy różni. I powoli przekonują się do wielu rzeczy. :D

  7. Katka pisze:

    Vicious, yeeeey, dzięki za taki wielki komentarz! I w ogóle, że wyraziłaś opinię o całości. Superowo, że już jesteś na bieżąco <3 No i właśnie, jak niektóre opowiadania są nastawione stricte na fabułę, na trzymanie w napięciu, jakieś inne ciekawe zwroty akcji i tak dalej, tak FDTS zdecydowanie ma rolę lekkiej lektury, która nie ma specjalnie przemęczać mózgu XD Takie wiesz… no sama czujesz, jakie to jest. Opowiastka o perypetiach grupy przyjaciół – sam ten opis nie brzmi ciężko. No i miło, że taka długość Cię nie zniechęciła, że dotrwałaś i że w Twych oczach FDTS jest na plus :) Co do błędów – och, zapewne jest ich sporo, szczególnie w pierwszych rozdziałach. Ale planuję do tego przysiąść i poprawić, co się da. Od jakiegoś czasu jednak mamy betę, która spoooro nam pomaga, więc te późniejsze rozdziały mam nadzieję już tak nie uderzały błędami po oczach :) Strasznie mi cieplutko na sercu, że Ryan wybił się na pierwsze miejsce w Twoim rankingu :D Mmm, naprawdę to miłe i mam nadzieję, że wciąż będzie powalał swoimi wypowiedziami XD A co do gołąbków – zrozumiałe. Jak już zdaje się powtarzam dość często – gołąbki albo się znosi, albo nimi bełta XD Nie ma nic pomiędzy, hehe. Taka specyfika tej pary, ale fajnie, że rozumiesz, że dla każdego musi być coś dobrego. Więc niektórzy będą ich lubić, niektórzy nie, ale to jest chyba plus wielowątkowych opowiadań, że jest dość duża paleta bohaterów i można sobie wybrać coś dla siebie :) Mmmm, jeszcze raz ślicznie dziękujemy za komentarz! ;* Wena się przyda, hehe. Pozdrawiamy świątecznie!

  8. vvicious pisze:

    A więc skończyłam czytać, co kosztowało mnie kilka zarwanych nocy, olane zajęcia i pewnie jakieś zaległości na studiach, ale co tam! Z góry uprzedzam, że to będzie dłuuugi komentarz i momentami może być zawiły (w końcu Wasz quiz ukazał mi prawdę o tym, że jestem niczym Ryan, więc mam prawo się rozgadać.)

    Ogólnie nie jestem jakąś szczególną fanką takich opowiadań, zdecydowanie ATCL bardziej mi odpowiadało, bo lubię kiedy fabuła skupia się wokół czegoś więcej niż tylko relacji między bohaterami, ale to nie zmienia faktu, że czytało się bardzo przyjemnie, takie oderwanie od wszystkiego, szczególnie że te relacje są w większości bardzo ciekawe (nie tylko romanse ale i przyjaźnie, i więzi rodzinne). Napisane jest dobrze, widać Wasze doświadczenie, pojawiają się oczywiście czasem błędy, ale raczej związane ze zwykłym przeoczeniem niż brakiem umiejętności, jedno co mi do tej pory po głowie chodzi, to że co najmniej dwa razy użyłyście złego słowa, np. gdzieś było że Rush KOMPLETOWAŁ Charliego, ale podejrzewam błąd autokorekty ;p W opisach moim zdaniem widać Wasze doświadczenie, to pokazuje że nie trzeba wypisywać jaki jest kolor ścian i gdzie stoi kanapa, opis np mieszkań jest zwykle podanych w kilku słowach, tak trochę mimochodem, a nie ma się problemów z odróżnieniem np mieszkania Ryana i Jasona :) opisy nie przynudzają, ale przynajmniej mi wystarczały, żeby dokładnie sobie wszystko wyobrazić i mieć przed oczami żywy obraz. Dialogi też na plus, naturalne i każda z postaci ma swój szczególny sposób wypowiadania się, od razu widać co mówi Alex, a co Ryan i najważniejsze, że jesteście w tym konsekwentne.

    No i najważniejsze – postacie, bo na nich właściwie całość się opiera. Są barwne, charakterystyczne, każda coś w sobie ma, może poza Marg, moim zdaniem dość płaska (w przenośni oczywiście ;p) w porównaniu do reszty. Niby nie jest ona jakaś istotna, ale dodałabym jej może jakąś szczególną cechę, żeby stała się bardziej charakterystyczna i jakaś ludzka, nawet postać Jeane była dużo lepsza, ale ledwo co się przewinęła. Ale może moja nienawiść do Marg bierze się stąd, że ostatecznie odebrała nadzieję na „nawrócenie” Mike’a? xD Moim numerem jeden jest oczywiście Ryan (jak się okazało w quizie moja bratnia dusza, a nawet ten sam partner jest nam przeznaczony, co tylko pogłębiło moją miłość do niego). Kocham jego sposób mówienia, uwielbiam tą dumę i to jak w łóżku jest jednocześnie taki uroczo nieśmiały, ale też bynajmniej nie całkiem pasywny ;) Na drugim miejsce wybił się Alex, ten chłód, duma, opanowanie no i oczywiście to jak się uroczo topi przy Jasonie ^^ A sam Jason spadł na pozycję trzecią, wolałam jak był większym sukinsynem, ale na plus jest ogólnie ta metamorfoza, ja chyba bardziej to odczułam czytając wszystkie rozdziały tak „cięgiem”, ale wyszło to w sumie naturalnie i logicznie, to że postacie są takie dynamiczne (w sumie u niego,Alexa i Rusha to najbardziej widać) jest bardzo fajne. A Lenny jest moim facetem i tyle, więcej nie trzeba dodawać ^^ Tylko gołąbków jak nie trawiłam, tak nie trawię. Są niestety nudni i mdli, czasem wręcz pomijałam ich wspólne sceny, tak bardzo mnie drażnią. Toleruję ich tylko jako tło na wspólnych wypadach całej paczki. Nie lubię takiego słodziakowania, ja sto razy bardziej wolałabym usłyszeć właśnie takie „jesteś moja” niż jakieś „ptaszynko” i żeby facet stanął w mojej obronie a nie mi dmuchał na otarcia ;] no ale z tego co śledzę komentarze, to typy się różne i to też jest bardzo fajne, bo każdy coś dla siebie znajdzie ^^

    No i nooo, chyba udało mi się powiedzieć wszystko co chciałam, tzn przynajmniej te ważniejsze rzeczy, bo jak bym wszystko chciała wypisać, to bym chyba książkę napisała, kurczę ja chyba faktycznie dużo mówię ;x ale za to jak mądrze! ;D
    W każdym razie cieszę się bardzo, że tu zajrzałam, bo Wasze opowiadanie to naprawdę miła rozrywka, chociaż fabuły niewiele to pod żadnym innym względzie nic mu nie brakuje. Teraz pewnie będę już komentować na bieżąco, miejmy nadzieję że już bez takiego słowotoku ;p
    Pozdrawiam i dużo weny życzę,
    V.

  9. Floo pisze:

    No dobra, mogę się z nim umówić na spotkanie w sprawie podpisania ugody. Powiedzmy, kawa i pączki?

  10. Katka pisze:

    Floo, jaka cwana! XD Ale jakby nas zamknęli, to już w ogóle byście nie mieli dostępu do miłości homoseksualnej w naszym wydaniu, a myślę, że Walt wziąłby to pod uwagę XD

  11. Floo pisze:

    Jesteś pewna Kat? A może stanie po drugiej stronie, jako że ograniczacie ludziom swobodny dostęp do miłości homoseksualnej, o!

  12. Katka pisze:

    Floo, oj tam od razu do sądu… XD I tak gołąbkom się mało tekstu ostatnimi czasy dostaje, więc raz na jakiś czas niech sobie pogruchają, bo jeszcze ich związek upadnie z braku czułości (taaa, jasne, w ich przypadku słowa „brak” i „czułości” nie występują w jednym zdaniu XD). Co do wygranej Ryana – no cóż, chłopak jest naprawdę nieźle wysportowany. Lenny oczywiście też, ale wiedział, że pod koszem łatwiej zostawić sprawę w rękach Jasona – jego raczej nikt nie przyblokuje XD Więc zwykle to on kończył akcje. „Jeśli w następnym rozdziale nie będzie Jasona i Alexa, ostatecznie Lenny i Ryan, to spodziewajcie się listonosza z pozwem!!” – kurcze, dobrze, że mamy w rękawie Walta, to nas jakby co w sądzie obroni XD

  13. Floo pisze:

    Ja was podam do sądu o znęcanie się!
    GOŁĄBKI!? Na co komu gołąbki!? Jason i Aleksik mieli być! To jest zbrodnia że po TAKICH słowach Alexa wy dajecie słodziachne gołąbki! Każdy sąd przyzna mi racje!
    A Rush jest bardziej naiwny niż myślałam, skoro sądził, że Charlie ma jakiekolwiek szanse przeciw Jasonowi :P
    A Jay i Lenny *o* mistrzostwooooo! Chociaż przyznaje , że wygrana Ryana mnie trochę zaskoczyła, ale bynajmniej nie rozczarowała ;]

    Jeśli w następnym rozdziale nie będzie Jasona i Alexa, ostatecznie Lenny i Ryan, to spodziewajcie się listonosza z pozwem!!

  14. Katka pisze:

    Tess, no to cieszę się bardzo, że mimo innych ulubieńców, nie pałasz nienawiścią do gołąbeczków :D „ale ja bym się na miejscu Charliego tak nie bała, Rush da sobie radę” – prawda, jeżeli ktoś z braci Greyów jest silniejszy i pewniejszy tego, kim jest, to na pewno Rush. Mimo wszystko, mimo że Alex jest bardziej dojrzały, poważny i zaradny, tak jednak Rush jest tą mocniejszą stronę. Trochę paradoks, ale cóż. Więc prawda, Jason powinien mieć większe objawy. Aczkolwiek Charliemu nie można odmówić tych obaw, cały czas praktycznie jego związek z Rushem wisiał na włosku, Rush już raz miał wyjechać na dobre i Charlie na pewno nie chce znowu czuć tego, co czuł wtedy. Mmmmmmm, w ogóle strasznie fajnie, że naszym opkom wciąż udaje Ci się poprawić humor! :DDD Naprawdę fajnie i my również jesteśmy szczęśliwe, że do nas trafiłaś ;* A a propos PS – nie możemy nic obiecać, ale też nie mówimy „nie”. Czasem nas tak nachodzi, że odgrzewamy stare wątki czy postacie, bo nas nagle coś tknie, więc kto wie, kto wie :)

    Loveless, hehe, zrozumiałe :) Zapewniam, że JA w najbliższym czasie Cię rozpieszczą :)

  15. Tess pisze:

    Pierwsze co chcę napisać to, to, że jak czytałam te wszystkie opisy, tego jak Rush się troszczył o Charliego po meczu, to miałam jednego wielkiego banana na twarzy xD Haha, oni są przecudowni… Wprawdzie może i są na trzecim miejscu w moim rankingu ulubionych par w FDTS, ale… No bo oni wszyscy są tacy świetni, i Lenny z Ryanem i Jason z Alexem. Coś wspaniałego.
    Nie mogę się doczekać tych nagród! Ja tak bardzo chciałabym mieć rację, w tym co myślę o tej nagrodzie dla Jasona, ale nie wiem, nie wiem… Pewnie przekonam się, czytając następny rozdział, więc czekam cierpliwie.
    Co do tego wyznania rodzicom prawdy. Tego w sumie też nie mogę się doczekać, ale ja bym się na miejscu Charliego tak nie bała, Rush da sobie radę, a teoretycznie rzecz biorąc, to rodzicie Rusha nie mają prawa go zatrzymywać w domu, chociaż… Dobra, wolę nie myśleć, bo wyobrażam sobie bardzo głupie rzeczy, jak widać myślenie dla niektórych osób jest szkodliwe xD
    Miałam wczoraj i dzisiaj masakryczny humor, ale kolejny raz przekonuje się, jak niewiele (a może wiele?) mi do szczęścia potrzeba. Zebrało mi się na ckliwe wyznania, więc się nie powstrzymuje i stwierdzam, że naprawdę się cieszę, że trafiłam na ten blog jakimś tam cudem, bo nawet gdybym przypadkiem weszła na tą stronę, ale nie zaczęła czytać, to wiele bym straciła. Ja to mam jednak szczęście :)

    PS. Hmm, hmm takie malutkie pytanko… Czy będzie coś jeszcze z Chrisem w tym opowiadaniu? :D Tęssssknie.

  16. Katka pisze:

    Loveless, haha, a Wy tylko o jednym… XD

    Gordon, och, meczu koszykówki nie mogłybyśmy potraktować po macoszemu. Osobiście ją uwielbiam, mój ulubiony sport, jeśli mam się przyznać, więc wiesz. Poza tym, tak jak mówisz, Jason robiący wsady… Uuuuuuch, gorąco XD Alexik nie miał prawa się nie podniecić. „Pewnie tez jestem jednym z niewielu ale miaem banana na ustach ze nareszcie dostalo sie wiecej tekstu ksiazecej parce” – <3 Serio, jak naprawdę strasznie, strasznie lubimy, kiedy jakaś para jest popularna i dużo ludków tworzy jej swoisty fanclub, to jak czasem ci cisi, mniej istotni dostają takie ciepłe słowa, to też mamy banana :D A Rush ze swoimi tekstami… przyznam, że chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać XD

  17. Gordon pisze:

    Mecz byl odlotowy! Myslalem ze pominiecie go jakos lub opiszecie w skrocie a akcja mnie trzymala w napieciu jakbym tam byl. Whoa. Sie tym ludzom zebranym nie dziwie ze tak sie jarali. Jason robiacy wsady to ostry widok. Pewnie bym zareagowal jak Alex xD Bo jego napalenie bylo zajebiste a do tego powiedzial to tonem jakby z kims umowe biznesowa zawieral xD Koles jest czasami genialny. Szukanie lancuszka i laczenie wspolnych sil, klasyka gatunku ;p Pewnie tez jestem jednym z niewielu ale miaem banana na ustach ze nareszcie dostalo sie wiecej tekstu ksiazecej parce ;p Ten fragment ze skladaniem skrzydelem i ptaszeczkiem mnie rogniotl xD sobie przypomnialem jak ubostwiam tego pieprznietego ksiecia ;p

  18. Katka pisze:

    Yaoistka, czekamy z utęsknieniem :D

    Joaś, haha, myślę, że gołąbków da się nie kochać, ale cieszę się, że Ty pałasz do nich sympatią :D Mamy czasem z Shiv mega polew, kiedy piszemy to gruchanie. Meeega zabawnie :D A Charlie wśród „męskich mężczyzn” – och, ale mu pojechałaś XD Biedactwoooo! <3 Faktycznie, dość wybijał się na tle całej reszty. Ale tak no, tylko ciut, ciut XD

    Jeniffer, hehe, niezachwiana wiara w Jasona :D Ale gdyby nie miał takiego wspólnika w drużynie jak Lenny, to mogłoby się skończyć inaczej. A co Alex dla Jasona szykuje… och, raczej łatwo się zorientować, gdzie się skończy cała akcja XD Na święta na pewno będą niespodzianki, ale niekoniecznie wcześniejszy rozdział XD Raczej powinno to być coś bardziej "special" XD

    Adela, mogli sobie dać na wstrzymanie, ale w sumie tylko Charlie tam nie grywał w taki sposób jak oni, więc… chyba nawet by nie chciał, żeby cała reszta się dla niego naginała. A przynajmniej mieli frajdę. No… z małymi stratami XD Oj, przeżyło biedactwo <3

  19. Adela pisze:

    Mój biedny Charlie :( Dlaczego to biedactwo musiało tak oberwać, Lenny i reszta mogła by sobie dac na wstrzymanie.
    Charlie i Rush są tacy słodcy… Tacy och! nie umiem się wysłowić, więc wklejam zdjęcie małej pandy czerwonej: http://zorekpl.pinger.pl/m/4439538

  20. Jeniffer pisze:

    Super rozdział, wiedziałam, że Jason wygra. :D
    No i co Alex szykuje dla Jasona? Chyba zaraz oszaleje. Nie wiem jak wytrzymam te 9 dłuuugich dni.. :(
    ( No chyba że szykujecie dla nas jakąś niespodziankę na święta w formie kolejnego rozdziału FDTS? <333 )

  21. Joaś Adamczak pisze:

    oooooo myyy gyyyyyy jakie to słodkie i urocze <3 mam na myśli gruchanie gołąbeczków, normalnie cud, miód i orzeszki. Uwielbiam tą parkę straszne niby słodziaki że aż próchnica mi się na zębach robi ale nie da się ich nie kochać, i do tego ten mecz już sobie wyobrażam biednego Charliego w zgrai tych męskich mężczyzn xD wyglądał pewnie jak taka dziewczyneczka otoczona facetami…
    A co do Alexa to normalnie szał macicy tak się podjarał grającym smokiem, chyba miłośc mu służy :D…
    juz sie nie mogę doczekać jak powiedzą rodzicom o swoich drugich połówkach :P

    weny :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s