Fire Dragon Tattoo Studio – 126 – Niczym gra na giełdzie

Charlie postukał palcami w dach BMW swojego faceta, spoglądając w stronę ganku i czekając, aż ten wreszcie wyjdzie. Westchnął i nagle usłyszał dochodzący z kieszeni w fioletowo-szarych szortach dźwięk wiadomości. Sięgnął do nich i spojrzał na komórkę.
„Jeszcze trochę, a słońce nam zacznie zachodzić, kochanie, jak się nie pospieszycie” — głosiła wiadomość od Ryana.
Charlie uśmiechnął się do siebie i odpisał: „I tak masz jakiś nadajnik naprowadzający, że wszystkie promienie na ciebie lecą, to na co nam słońce?”.
Odpowiedź dostał, nim Rush zdążył przyjść, więc przeczytał spokojnie. „Od razu nadajnik. Jakbyś tyle czasu na słoneczku posiedział, to też byś się ładnie opalił. Uwierz mi, że twoje namalowane płomyczki nie działają tak jak prawdziwe”.
Charlie pokręcił głową, widząc, że nawet w smsach Ryan nie umiał się streszczać. Nie, żeby był zdziwiony. Odpisał tylko: „Nie mądrz się tak, zaraz będziemy :*”. Wysłał i spojrzał w stronę domu, z którego akurat wypad Rush. Pod pachą trzymał torbę, a ramieniem podtrzymywał telefon.
— Tak, sprawdź mi to na poniedziałek. Jest sobota i co z tego? Chcę to na poniedziałek… Mhm… Tak. To alex-ważne. No i super, dzięki — skończył, kiedy już był przy samochodzie. Uśmiechnął się promiennie do kochanka. — Wybacz, wsiadaj — rzucił, kiedy już otworzył auto.
— To seksowne, że taki z ciebie, wiesz, poważny mężczyzna, gdy pracujesz — powiedział Charlie z uśmiechem, gdy już obaj siedzieli w samochodzie i ruszali z podjazdu.
Podbudowany Rush uśmiechnął się.
— Co nie? Czasami też mi się tak zdarza. — Zaśmiał się.
— No jak nie ty! — Charlie odpowiedział śmiechem. — Musimy się kiedyś zabawić w takiego… poważnego pana biznesmena i jego pomocnika „pod biurkiem” — zamruczał, wciąż się uśmiechając.
— W moją sekretareczkę? Czy rozmowę wstępną? — Rush zaciekawił się. Podobał mu się ten pomysł. Lubił w każdy możliwy sposób spędzać z Charliem czas.
— Oba brzmią fajnie, choć rozmowa wstępna chyba lepiej… Wiesz, musiałbym ci zaprezentować swoje atrybuty — mówił chłopak z pełnym przekonaniem, starając się jednak nie wyobrażać sobie tego za bardzo, by się teraz nie podniecić. W końcu na plażę nie mieli daleko, a nie chciałby ganiać po piasku ze wzwodem.
— W takim razie, gdy dojedziemy, będę musiał sobie wpisać to do kalendarza między rozmową z Gremaldym, a wysyłaniem sprawozdania dla Alexa — odparł Rush z rozbawieniem, myśląc jednak o tym całkowicie poważnie. Sama idea zapisania ich seksu do kalendarza jako rozmowa o pracę mu się podobała.
Charlie zagryzł wargę, uśmiechając się.
— Koniecznie — potwierdził, już zastanawiając się, jak się ubierze. — Uch, gorąco dzisiaj w ogóle, co? Twój brat będzie wniebowzięty…
— Twój współpracownik też — odparł Grey z rozbawieniem. Dobrze się stało, że wybrali późniejszą porę na spotkanie. Alex by go udusił, gdyby chcieli widzieć się w południe.
— I tak cud, że się zgodził. Męczyłem go o to cały tydzień. Nawet szantaż emocjonalny, że jak nie pójdzie, to cała ekipa rezygnuje, nie pomagał — prychnął Charlie. — No, ale w końcu się jakoś ugiął, jak widać. Uparty smok, cholera.
— Pod tym względem w takim razie jestem pewien, że się z Alexem dobrali.
— Aż dziwne, że cokolwiek ich łączy…
— Według mnie, bezpieczniejsze będzie niewnikanie w to.
Kilkanaście minut później dojeżdżali pod plażę. Trzeba było tylko znaleźć wolne miejsce oraz Ryana z Lennym.
Charlie miał ze sobą jeszcze siatkę z kanapkami. Zrobił specjalnie dużo, bo podejrzewał, że Ryan ukradnie mu co najmniej trzy.
Zabrał wszystko ze sobą i podążył z kochankiem w stronę zejścia na plażę. Ten ubrany był w krótkie, beżowe spodenki, jasne mokasyny i rozpinaną koszulę z krótkim rękawem. Miał pewność, że będzie mu w tym wygodnie, a zarazem nadal utrzyma swój styl.
— Gdzieś konkretnie się z nimi umówiliśmy?
— Ryan mówił, że będą się grzać przy tej knajpie obok boisk — odpowiedział Charlie, brnąc przez piasek. — Ale jak coś, to będziemy dzwonić. I ciekawe, czy wszyscy już są…
— Nie wiem, jesteśmy jeszcze… — Rush zerknął na zegarek, zdejmując buty, by nie nasypał mu się do nich piasek. — O, akurat o czasie.
Charlie potaknął i gdy Rush ponownie się wyprostował, złapał go za dłoń.
— Jak coś, to pierwszego zauważymy Jasona, chyba że będzie się chował w cieniu — rzucił, mrużąc oczy, bo widział już parasole knajpki przy plaży, pod którą się umówili.
Rush przytaknął i pogłaskał kciukiem wierzch dłoni kochanka.
— Będzie nas dużo. I biedny Juan, który nie ma takiego doświadczenia jak Mike. Dobrze chyba, że Kate tym razem go nie zostawiła, wrzucając na głęboką wodę.
— I Mike też będzie z Marg, więc takiej przewagi nie będziemy mieli. — Charlie zaśmiał się, przypominając sobie wczorajszą minę Juana, gdy dowiedział się o orientacji Lenny’ego.
— Mhm, będzie mu łatwiej — odparł Rush, widząc już leżących na piasku Ryana i Lenny’ego.
Tuż obok nich na kocu siedziała Kate i żywo o czymś opowiadała. Nawet nie zauważyła, że się zbliżyli. Pierwszy dostrzegł ich Ryan, akurat patrząc w tę stronę. Uśmiechnął się na ich widok i rzucił z dala:
— Uuu, brakuje tylko trawy, kwiatów i większego powiewu wiatru, ale i tak wyglądacie uroczo, tak hasając za rączki.
Kate, która również zerknęła w ich stronę, wyszczerzyła się, błyskawicznie sięgnęła po komórkę i zrobiła im zdjęcie. Rush zaśmiał się i pochylił do Charliego, całując go w policzek.
— Tylko nigdzie tych zdjęć nie wstawiaj — ostrzegł, kiedy już się zbliżyli. — Gdzie Juan?
— Poszedł po coś do picia — odparła. — Brakuje jeszcze Alexa z Jayem i naszych przyszłych państwa młodych.
— Spoko. A wy już długo się grzejecie? — Charlie wreszcie puścił dłoń kochanka i… obszedł Lenny’ego, mając zamiar rozłożyć swój i Rusha ręcznik od drugiej strony.
— My czy oni? Bo my już jakieś pół godzinki — wyjaśniła Kate.
Rush pomógł kochankowi, a Lenny nie skomentował. W końcu nie było czego. Charlie zachowywał się jak zwykle, to Juan był dziwny, bo, mimo że twierdził, że wszystko było spoko, to i tak zerkał na niego co chwila bacznie, jakby nagle miał coś odkryć.
— My jesteśmy od rana, nie licząc chwilowego wyskoku na obiad — wtrącił Ryan, a kiedy Charlie uniósł brwi pytająco, dodał: — Tak, nie poszliśmy bynajmniej do restauracji, tylko do Maca kawałek stąd.
Zarówno on, jak i Lenny leżeli obok siebie z twarzami wystawionymi do słońca. Kate za to miała na oczach okulary przeciwsłoneczne i poza tym ładny, turkusowy kostium.
— I wszystko jasne. Ale i tak zabrałem kanapki, jakby co — odparł Charlie.
— I bardzo dobrze — pochwaliła dziewczyna.
— Możesz poczęstować — dodał Lenny, unosząc się i otwierając zamknięte, a raczej zmrużone do tej pory oczy. W jasnym słońcu wydawały się jeszcze bardziej zielone.
Charlie rzucił bezgłośne „już?”, ale i tak, gdy usiadł, otworzył torbę. W środku miał dwa duże pudełka z kanapkami.
— A z czym chcesz? Mam z jakąś wędliną, serem, masłem orzechowym i Nutellą.
Ryan też zerknął na niego z większym zaciekawieniem, unosząc się na ręczniku.
— Duży wybór. Ale aby się nie zmarnowało, to daj z masłem orzechowym i Nutellą na początek — poprosił Lenny.
— Na pewno się nie zmarnuje, będzie nas dużo… — mruknął Charlie i podał mu przez Ryana dwie przekładane kanapki. Wcześniej upewnił się, czy to te, o które prosił Lenny.
W tym czasie Ryan zdążył sięgnąć do pudełka i ukraść mu jedną z szynką.
— To im już chyba więcej do szczęścia nie trzeba — zażartowała Kate.
Lenny rozłożył sobie kanapki na kolanach i przełożył górę z jednej na drugą i na odwrót. Teraz miał kanapkę z Nutellą i masłem orzechowym w dwóch sztukach.
— Jeszcze uszczęśliwiłoby mnie piwo, samochód i deska, której nie zabrałem, ale rzeczywiście, z darmowym jedzeniem i takim towarzystwem bardzo blisko szczęścia — dodał Ryan, wgryzając się już w swoje jedzenie. Trochę okruszków posypało mu się na nagi tors.
Zanim ktokolwiek zdążył dodać coś w tej kwestii, usłyszeli zza pleców „o, cześć”. Obejrzawszy się, ujrzeli Juana zmierzającego w ich kierunku z dwoma drinkami. Jeden podał swojej dziewczynie, a z drugim usiadł obok niej. Uśmiechnął się luźno i przyjaźnie do Charliego i Rusha.
— Hej. Jak tam się masz? — zagadał Rush, a nim Latynos odpowiedział, telefon w kieszeni Charliego się rozdzwonił. — Może Mike nie wie, gdzie jesteśmy.
— Mam się dobrze, tak samo jak te drinki. Polecam, bo koleś zna się na rzeczy — odparł Juan do Rusha i napił się swojego napoju.
W tym czasie Charlie pospiesznie spakował pudełka z kanapkami i odebrał telefon.
— Tak?
— To ja skoczę — rzucił w międzyczasie Rush, kiedy Charlie usłyszał w telefonie głos kumpla.
— No cześć, Charlie. Gdzie wy jesteście? Jesteśmy tu już z Jasonem i Alexem. Którym wejściem najbliżej zejść na plażę?
Charlie wyjaśnił kumplowi, jak dojść na miejsce, równocześnie podciągając sobie koszulkę.
— No i czekamy zaraz obok — skończył, a Ryan, widząc jego zmagania, uśmiechnął się z kęsem w ustach i na moment odłożył kanapkę na kolano, po czym pomógł przyjacielowi zdjąć bluzkę. Uszczypnął go na koniec w sutek i dopiero wrócił do jedzenia. — Au! To Ryan, sorry — dodał Charlie do telefonu, kiedy szybko przystawił go ponownie do ucha.
Rush na szczęście tego nie widział, ale Lenny już tak. Popatrzył najpierw na swoją kanapkę z pełnymi ustami, potem na Ryana i klatkę piersiową Charliego. Ten nie był czarny, ani nawet ciemny, a do tego zajęty i pipkowaty w jego mniemaniu. Wrócił do jedzenia.
— Nie jesteś zazdrosny? — zagadała go Kate z uśmiechem chochlika. Popijała przy tym przez rurkę różowego drinka, opierając się plecami o ramię swojego chłopaka.
Lenny przeżuł ogromny kęs w ustach i dopiero odpowiedział.
— O co?
— No, że Ryan go tak…
— Szczypie w sutek — skończył za nią temat rozmowy z udawaną trwogą. — Katy, musisz to zgłosić na najbliższym komisariacie — dodał ironicznie, a Charlie skończył rozmowę z managerem i, zupełnie ignorując rozmowę, spoglądał w stronę zejścia na plażę.
— Bo ja byłabym oburzona, gdyby Juan nie reagował, jakby jakiś facet mnie tak zaczepiał.
Latynos spojrzał na nią, robiąc duże oczy, gdy wyobraził sobie, jak jakiś facet szczypie ją w sutek.
— Nie olałbym tego na pewno — stwierdził poważnie.
— Widzisz! — Kate spojrzała wymownie na Lenny’ego.
Dopiero wtedy Charlie ściągnął brwi i skierował na nich swoje spojrzenie.
— Ej, Katy, ty jakoś celowo podburzasz Lenny’ego przeciwko mnie? A ty mnie może serio nie szczyp… — dodał z konsternacją do Ryana, bo myśl, że to on sam miałby oberwać od mężczyzny, jakoś go nie pocieszała.
Lenny uśmiechnął się pod nosem, nadal jedząc. Ta wymiana zdań była dla niego zabawna i niedorzeczna.
— Nie podburzam! Tylko niech dba o swoje — jęknęła wymownie.
— Moje szczypało, a nie było szczypane. Nie mam czym się martwić — wtrącił Lenny, a w tym czasie wrócił do nich Rush. Już z towarzystwem brakujących.
— Co, kto nie ma się czym martwić? — zainteresował się, podając kochankowi drinka z lodem i limonką. Samemu wziął sobie butelkę wody.
— Bo Ryan uszczypnął Charliego w sutek! — oznajmiła od razu Kate, zanim ktokolwiek zdążył się odezwać.
Charlie przewrócił oczami i przywitał się z całą czwórką, która zaczęła rozkładać się na piasku. Rush za to spojrzał zbulwersowanym, niezadowolonym spojrzeniem na Ryana. Wyglądał według Lenny’ego jak nabzdyczony, biały piesek. A Kate, nawet jeśli uważała podobnie, to jej bardzo to pasowało, bo szeroko się uśmiechnęła.
Alex z Jasonem w tym czasie komentowali zawartość piasku na plaży i temperaturę. A raczej Jason komentował, a Alex mierzył wszystko chłodnym spojrzeniem. Był ubrany podobnie jak brat, lecz zamiast krótkich spodenek, miał długie, lniane, teraz podwinięte do połowy łydki, aby nie były całe w piasku.
— No, to teraz się smażymy… — mruknął Jason ze średnim entuzjazmem i spojrzał po całej gromadzie.
Marg w tym czasie zdejmowała przez głowę sukienkę, pod którą miała granatowo-białe bikini. Od razu usiadła obok swojego chłopaka.
— Myśleliście o ślubie na plaży? — zapytała Kate, popatrując z zazdrością na biust koleżanki. Aż się bardziej skuliła. Teraz, kiedy miała chłopaka, czuła się dziwnie z faktem, że ten mógł sobie porównać ich atrybuty. Nie widziała albo nie zważała przy tym na to, że ten maślanie się w nią wgapiał, a zerkał na innych jedynie wtedy, kiedy coś do niego mówili.
— Rozważaliśmy kilka opcji, ale to chyba nie przejdzie. Za dużo gości mogłoby być niezadowolonych, a my aż tak nie jesteśmy miłośnikami plażowania — odparła Marg. — Ale jeszcze to rozważamy.
— Nie powiem, że mnie nie cieszy ta informacja — wtrącił Jason.
— Ja bym nie narzekał, ale tak się składa, że to nie mój ślub i wpływu nie mam — dodał Ryan, uśmiechając się wymownie. — I podejrzewam, że nigdy nie będę miał okazji tego planować, na co bynajmniej nie narzekam. Ale może nasz książę i jego ptaszek nas tym zaskoczą.
— Co najwyżej blisko plaży, ale nie na plaży — odparł Rush, niby przy okazji dosuwając się bliżej Charliego. Podświadomie zaznaczał, że ten należał do niego.
Jego brat nie miał takich zapędów i tylko przysłuchiwał się tej niedorzecznej rozmowie z lodowatym spokojem.
— A wy gdzie macie zaplanowany ślub? — Kate niespodziewanie zwróciła się do Alexa. — Znaczy, wiesz — siorbnęła z rurki — z Jeane.
— Nazwa ośrodku nic ci nie powie, ale to wynajęty na tę okazję pałacyk niedaleko jeziora, w lesie. Przeraźliwie nudny, jak śmiem twierdzić, dla takiej osoby jak ty — odparł z całkowitym spokojem.
— Pałacyk…?
— My się chyba ograniczymy do wynajętej sali. — Mike zaśmiał się nerwowo, a Marg złapała go za dłoń z uśmiechem.
— Ale… pałacyk — powtórzyła Kate niemal bezgłośnie. — Będą białe konie?
— Nie będzie żadnych koni — fuknął na nią Jason. Mając obok jakiś papierek, który po kanapce prawdopodobnie zostawił tam Ryan, rzucił nim w dziewczynę. Prosto w nos. — Pałacyku też nie.
— Ale dlaczego nieee? — zajęczała, a Juan spojrzał na Jasona z pretensją. Wtrącić się jednak przed Alexem nie zdołał.
— Bo żadnego ślubu nie będzie.
— Jednak rzucać nie musiał — upomniał się o swoje Latynos.
— Nie musiał. I skoro widzę, że zaczynają panować dziwne tematy, może rozgorzeć dyskusja o czymś, o czym przynajmniej dwie osoby nie chcą rozmawiać, to mam dla wszystkich propozycję. Oczywiście z całym szacunkiem dla pomysłodawcy siedzenia na piachu w słońcu.
Wszyscy skierowali na niego spojrzenia pełne zaciekawienia. Alex zwykle był tym, który towarzyszył Jasonowi, a nie tym, który wymyślał im atrakcje.
Wstał z koca, otrzepując się z odrazą i kontynuował.
— Gdy tu szliśmy, widziałem boisko do koszykówki, gdzie były ławeczki i trochę cienia. Moją propozycją są małe zawody. — Spojrzał na swojego brata. — I mały zakład, Richard, dla uatrakcyjnienia tego. Nasi partnerzy wybierają sobie składy. Dwu-trzy osobowe. A teraz, po więcej szczegółów, jeśli pomysł zostanie zaakceptowany, zapraszam już tam, bo jednak nie chcę dłużej tutaj siedzieć — dodał, akurat kiedy mocniejszy powiew wiatru znad oceanu zupełnie rozwiał mu starannie uczesane włosy.
Przez moment panowała cisza, gdy każdy patrzył na Alexa w zaskoczeniu.
— Na kosza ja się piszę — odezwał się pierwszy Juan, uśmiechając się szeroko. — Spoko, może być spoko, co? — Popatrzył po reszcie.
Jason zaśmiał się chrapliwie i uniósł się.
— Taa, niegłupie. Trochę nas tu jest. Jest z kim pograć — stwierdził, zaczesując krótko Alexowi włosy do tyłu, ale nie zrobił tego tak, by jakiś przechodzień mógł to dziwnie przyjąć.
Anglik tylko odetchnął ciężko, bardziej irytując się tym, że te wpadały mu do oczu, niż gestem kochanka.
— Mnie pasuje, trochę się ruszę — odparł Lenny, też się unosząc. Przeciągnął się, aż mu kości zachrupały.
— Ale, Alex. Zakład? — Rush patrzył na brata szeroko otwartymi oczami. — To hazard.
— Nie do końca. Jeśli możesz obliczyć szansę każdej drużyny, to jest to bardziej podobne do gry na giełdzie. A jeśli ta jest hazardem, to w takim razie rodzice wychowali nas na hazardzistów, już o szkole nie wspominając.
Drugi z braci otworzył usta, nie do końca wiedząc, jak na to odpowiedzieć.
— Ja się nie pisze, choć z miłą chęcią popatrzę. Nie mam na to butów — wtrącił się Mike, który miał buty bez palców, na cieniutkiej podeszwie.
— Ja też — dodała Marg.
Kate nawet nie musiała odpowiadać, bo oczy miała jak spodki z zachwytu oraz na myśl, że Juan im wszystkim na pewno pokaże, jaki był fajny.
Rush, mimo że był coraz bardziej przekonany, zwrócił się do Charliego:
— Pasuje ci to?
— No… Chyba spoko, faktycznie się poruszamy — zgodził się chłopak, unosząc się. — Ale nie mam czym spiąć włosów… — mruknął z konsternacją.
— Pożyczę ci — zaoferował Lenny, któremu opcja kosza bardzo odpowiadała.
— Większość jest na tak, więc sprawa zadecydowana — podsumował Alex. Zabrał swoje rzeczy, wcisnął Jasonowi koc w ręce i ruszył w stronę boiska do kosza. Włosy po raz kolejny znalazły się na jego twarzy.
Rush uśmiechnął się. Rywalizacja z bratem mogła być ciekawa, szczególnie że w sumie zakładali się, czyj facet był lepszy. A on wiedział, że Charlie lepiej dobierze sobie zespół, już nie wspominając, że po prostu był lepszy.
Ryan też był zadowolony. Co prawda uwielbiał się grzać na słońcu, ale wszelkie rozgrywki też były niczego sobie.
— Aż mi się przypominają czasy w pie… Och, nie, przecież w pierdlu boisko zawsze zajmowali czarni — rzucił do Lenny’ego, gdy podążyli za całą paczką do wyjścia z plaży.
Lenny zaśmiał się.
— To módl się, aby twoje kochanie nie było głupie i wybrało sobie dobrą drużynę, jeśli chce dopiec bratu swojego księcia — odparł, uważając, aby tematy ich rozmowy ich nie słyszały.
— Hm, chyba że skończy się na losowaniu. Co, kochanie, chcesz ze mną zagrać?! — rzucił głośniej, a Charlie obejrzał się na nich, gdy reszta, ta co nie grała, zaczęła rozsiadać się na niższych ławkach przy boisku.
Było ono dosyć spore. Znajdowało się przy knajpce, w której kupowali drinki. Do tego kilka drzew dających cień i kosz z piłkami przy niewielkim budynku kawałek dalej. W tym również znajdowały się takie sprzęty jak deski surfingowe do wypożyczenia.
— No, mogę — odpowiedział tatuażysta, podchodząc do nich, gdy już oddał Rushowi torbę, by ten wziął ją na ławki. — A… to masz pożyczyć gumkę? — dodał do Lenny’ego.
Ten wyciągnął z kieszeni trzy frotki. Czerwoną, żółtą i zieloną. Nie było sensu tłumaczyć, że kupił je razem z dwudziestoma siedmioma innymi w promocji. Połowę już zgubił albo zniszczył.
— Jakiś kolorek?
W tym czasie niegrający rozsiedli się na ławkach, a na boisku zostało pięć osób. Juan, Charlie, Ryan, Lenny i Jason.
— Chyba nieparzyście! — krzyknął ten pierwszy w stronę ławek, gdzie już w otoczeniu reszty siedzieli bracia Grey.
— Juan, ty nawet potrafisz liczyć — pochwalił go Ryan. Wiedział, że Jason kiedyś grywał. I wzrost działał na jego korzyść. Lenny’ego też nie raz widział na boisku w więzieniu. — Co powiecie na waszą dwójkę, na nas trzech? — zaproponował, w miarę sprawiedliwie.
Jason spojrzał na Lenny’ego, dosłownie w dół. Wzruszył ramionami.
— Dla mnie okej.
Lenny spojrzał na tatuażystę, w górę.
— Dla mnie też. — Po czym rzucił kochankowi krótkie spojrzenie. Uśmiechnął się wrednie, wskazując mu oczami Charliego gapiącego się jeszcze na braci, jak ci ustalali, czy to sprawiedliwe. Zatwierdzili.
— To może Mike jednak tu zejdzie i chociaż nam piłeczkę poda! — krzyknął Jason w stronę trybun.
— A, spoko, już idę! — odezwał się zawołany i ruszył w ich kierunku.
W tym czasie Ryan zbliżył się do Lenny’ego i pochylił do niego, by nikt nie słyszał.
— Skoro nasze blond cuda się zakładają, to zamiast być tylko ich końmi wyścigowymi, może sami też jakoś uatrakcyjnimy sobie ten mecz? Hm… Co powiesz na to, żeby ten, kto zaliczy więcej koszy, po meczu dostał obciąg w toaletach w tej uroczej knajpce? — Wiedział, że Jason i Lenny stanowili dobry duet, ale podejrzewał, że to Jason głównie będzie rzucał, a taka dodatkowa adrenalina mogła dobrze im zrobić.
Lenny spojrzał w dół ciała kochanka i przestąpił z nogi na nogę, hamując zadowolenie wypływające mu na twarz. Nie tylko na myśl o wygranej, ale o samym zakładzie.
— Pasuje. Liczymy głośno — zadecydował, po czym zrobił krok do tyłu, znowu zerkając na Charliego. Juanem się nie przejmował, ale w kwestii tego pierwszego musiał spytać: — Ale wszystko pięknie, ale jak gramy?
Mike w tym czasie zabrał od Jasona piłkę, a zdziwiony pytaniem Charlie spojrzał na Lenny’ego. Przez myśl mu przeszło „jak to jak…?”. Ten westchnął ciężko, widząc jego minę.
— Mi obojętnie. — Jason wzruszył ramionami, domyślając się, o co Lenny’emu chodziło. Spodziewał się, jak ten mógł grać, skoro siedział.
— Pytam, czy gramy normalnie, czy… jak dziewczynki? — naciskał Lenny.
Juan uśmiechnął się kątem ust, najwyraźniej również wiedząc, o co chodziło.
— Normalnie, normalnie! — Machnął ręką, stając kawałek dalej. Spojrzał na Ryana. — Jesteś wyższy, to skaczesz, okej?
Ryan zgodził się skinieniem głowy i poklepał Charliego po ramieniu z enigmatycznym „nie wystrasz się”. Następnie ustawił się na środku boiska zaraz obok Jasona.
— To tylko czekamy, aż ustalicie, ile jesteśmy warci! — zawołał w kierunku braci, obok których siedziała też Marg z Kate, wyraźnie podekscytowane. Wyjadały już kanapki Charliego.
Alex spojrzał na brata po ustaleniu dodatkowych płacowych warunków ich kontraktu. Dla zwycięzcy zakładu, poza nimi jeszcze, miała iść kasa. Alex przedłużał, czekając, aż drużyny będą gotowe.
— To ile? — spytał w końcu zniecierpliwiony Rush. Nie mniej niż Kate, która siedziała tuż obok niego.
— Pięćset. Przyjmujesz to? — odparł Alex ze śmiertelną powagą na twarzy i w głosie.
Rush uniósł wyżej brwi. Musiał przyznać, że nie przypuszczał, że brat poda taką kwotę na, bądź co bądź, głupią rozrywkę.
— Eee… zgoda — wydukał, a brat podał mu dłoń, aby zapieczętować zakład.
Kate szeroko rozchyliła usta, gapiąc się na nich w szoku. Marg nie mniej. Przecież ona sama musiała spędzić w pracy mnóstwo czasu, by zarobić taką kwotę… A oni ot tak założyli się o takie pieniądze. Kate wcześniej nawet chciała dołączyć się do zakładu, ale teraz kategorycznie zrezygnowała, bo jej dwadzieścia dolców wyglądałoby poniżająco przy ich… pięciuset.
— To ile?! — Mike wytrącił ich z szoku, stojąc jak głupi z resztą chłopaków.
— Pięćset! — pisnęła Kate, na co na twarzach całej szóstki na boisku wymalowało się skrajne osłupienie.
Ryan już zaczął to przeliczać na butelki piwa, Charlie na ołówki, a Juan niemądrze rozdziawił usta.
— Dodaj — Alex zwrócił się do Kate, bo nie chciało mu się krzyczeć — że dla zwycięskiej drużyny coś bardzo ekstra. Zgodnie z potrzebami.
Kate już otwierała usta, ale Rush zatkał je jej.
— Ode mnie tak samo — dodał nerwowo.
— To… motywację macie — rzucił Mike z nerwowym uśmiechem, patrząc na graczy i żałując, że nie miał odpowiednich butów. — Zaczynamy?! — krzyknął jeszcze w stronę braci Grey, stając już przed ustawionymi Jasonem i Ryanem.
Ci skinęli głowami, a Rush jeszcze raz zlustrował swoją drużynę. Nie wątpił w nią. Było w końcu dwóch do trzech… ale chyba nie przewidział wzrostu Jasona. Miał nadzieję, że ten tylko w szkole grał w koszykówkę.
Mike odetchnął i wysoko podrzucił piłkę.

35 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 126 – Niczym gra na giełdzie

  1. Wadera pisze:

    miłośnicy plażowania vs miłośnicy cienia, Katy jak zwykle wyjeżdża z przyszłym niedoszłym ślubem, a Alex zaskakuje wszystkich, mnie też propozycją gry w kosza i na giełdzie (ach Ci hazardziści po Oxfordzie). Ha te trzy kolorowe gumki Lennego przypomniały mi o trzech kolorowych gumkach M(jak on się nazywał?) i takie fajne porównanie przyszło jaka wielka między nimi różnica.
    Genialny był moment kiedy Jason i Lenny „otaksowali” się spojrzeniami ….w górę….w dół jak to sobie wyobraziłam to aż parsknęłam śmiechem, to musiało wyglądać zjawiskowo, tych dwóch w jednej drużynie,…..odlot
    Pięćset dolarów…………kurczę też bym chciała mieć tyle kasy żeby się takimi kwotami zakładać z bratem…………ach a i tak bez znajomości następnego rozdziału wiedziałam kto wygra, to było oczywiste i jeszcze ten prywatny zakład….nie mogę się doczekać finału (czyli za jakieś 15 min ;)

  2. Katka pisze:

    Yaoistka, niestety nie mamy przygotowanych bonusów „na już”, a że zbliżają się Święta, to i tak musiałyśmy wiele przygotować. Zatem jutro nacieszycie się FDTS, a potem będą niespodzianki :)

  3. Yaoistka^^ pisze:

    Dam rade ale jak długooooooo ??? zwiędnę do czasu następnego rozdzialiku, a może dodacie jutro taki bonus z powodu nadchodzących świąt?? i ostatniego dnia szkoły przed świętami i sylwkiem?? będę czekać jak coś XD

  4. Katka pisze:

    Yaoistka, oj tam, to już niedługo :D Choć taka tęsknota to dla nas oczywiście miłe połechtanie XD Dasz radę ;*

  5. Yaoistka^^ pisze:

    nie wytrzymam!!! ;( XD Oj ja biednaa… ;( Tak długo czekać… to przecież całe… prawie 17 godzin! No jak możecie mnie tak męczyć XD

  6. Katka pisze:

    Floo, no wiesz?! Tak drużynę Charliego wyśmiałaś! XD „Ja obstaję że nawet mały Jay ogra Charliego” – a to już totalny pojazd XD

  7. Floo pisze:

    Koszykówkowa! I oni myślą że mają jakieś szanse z dużym Jayem i Lennym, byuahahahhahahahahaaaaaaaaaa ale się uśmiałam! A Charliego to tam chyba zjedzą na tym boisku, on sobie nie da rady! Ja obstaję że nawet mały Jay ogra Charliego, no nic nie poradzę, w ogóle nie mam wiary w chłopaka.

  8. Katka pisze:

    Ania, „ja chcę już zobaczyć zmasakrowanego na boisku Charliego!” – jak okrutnie! Biedne Charliątko… No i fajnie z tym smaczkami :D Bardzo, bardzo się cieszę, że kąciki się podnosiły :D

  9. ania_niut pisze:

    Hoho. Wreszcie przeczytałam ten rozdział i… no jak można skończyć a takim miejscu??? ja chcę już zobaczyć zmasakrowanego na boisku Charliego!

    Poza tym w rozdziale było mnóstwo, mnóstwo smaczków. Niejednokrotnie kąciki ust podnosiły mi się w górę:)

    Czekam na ciąg dalszy^^

  10. Katka pisze:

    Tess, no właśnie, to nigdy nic nie wiadomo! Niby Jason i Lenny wydają się tą mocniejszą drużyną, ale nie znacie możliwości poszczególnych członków tej drugiej. Zobaczycie, zobaczycie. Najchętniej to bym zbierała zakłady XD „Mam rozumieć, że każdy członek ze zwycięskiej drużyny będzie mógł sobie wybrać nagrodę, jaką tylko będzie chciał?” – to już zależy od Alexa i Rusha, jakie tam wymyślą kryteria XD „I jak zwykle moje przypuszczenia będą się wielce mijały z prawdą” – haha, cóż za czarnowidztwo! A może jednak tym razem intuicja zadziała odpowiednio :)

    Adela, oczywiście, że się nie obraziłam! Trzeba się bardzo namęczyć, żeby mnie obrazić XD I jak już mówiłam, każda opinia jest dla nas ważna, a postacie oczywiście mają prawo irytować. Wręcz byłoby to dziwne, gdybyś wszystkie uwielbiała :) Także no stress, dziewczyny :)

  11. Adela pisze:

    Yaoistka, nie wyłapałaś chyba sensu, więc specjalnie dla ciebie napisze mniej zawile, nudzi mnie Kate, bo nie znoszę tej postaci, drażni mnie jako osoba, a to akurat nie wina autorek. (co jak wynika z komentarza Katki, dziewczyny zrozumiały) Nie pisze że mi się nie podobało opowiadanie, ale że denerwuje mnie jedna postać do tego stopnia, że nie potrafię nawet doczytać jej kwestii w dialogach.
    Co do komentarzy, po to są by wyrażać opinię, nikt nie każe ci ich czytać :P Polecam na przyszłość przeskakiwanie moich kwestii, skoro ci tyle nerwów kosztują.
    Zresztą wyraziłam też wiele pochlebnych opinii na temat tego opowiadania, więc nie rozumiem dlaczego od czasu nie mogę ponarzekać, bo akurat krytyką tego nazwac nie można. prawda jest taka że nie znoszę kate i nie lubię o niej czytać. Rozpływam się za to na rozdziałach poświęconych Alexowi i Jasonowi :P
    Hmm…. Katka obraziłaś się za mój poprzedni koment?

  12. Tess pisze:

    Ooo, aż się boję xD Ale, żeby tak w środku akcji przerywać? Nooo, ludzie! Litości…. Haha.
    Szczerze, to mam nadzieję, że wygrają Lenny i Jason, ale wiedząc z doświadczenia, to zazwyczaj pozornie słabsza drużyna wygrywa, więc… No wszystko zdarzyć się może. W końcu nie wiadomo, jak gra Juan, nie? A wzrost Jasona, wcale nie gwarantuje zwycięstwa, chociaż coś mi świta w głowie, że Jason już kiedyś miał styczność z grą w koszykówkę, pamiętam, jak przez mgłę, więc na 100% pewna nie jestem.
    Jestem bardzo ciekawa, co będzie tym „bardzo ekstra, zgodnie z potrzebami”… Mam rozumieć, że każdy członek ze zwycięskiej drużyny będzie mógł sobie wybrać nagrodę, jaką tylko będzie chciał?
    … No to już wiem, czego zażyczy sobie Jason (If you know what I mean..), a że Alex sam to zaproponował, to nie będzie mógł się wymigać.. I och! Aż wyobraziłam sobie jego minę w trakcie robienia „tego”. Tzn. W samym trakcie nie, ale przed xD Ale za bardzo ponosi mnie wyobraźnia, co? I jak zwykle moje przypuszczenia będą się wielce mijały z prawdą :^

  13. Yaoistka^^ pisze:

    Rozumiem, bo każdy komentarz cieszy, czy dobry czy zły. ^^

    A co do onestory! Wszystko przeczytam co mi dacie lub rzucicie wygłodzonemu duszkowi, czyli mnie ;P Uuuu ^^ Nowe opo ;P Mam nadzieję, że szybko się pojawi ^^

  14. Katka pisze:

    Yaoistka, tak szczerze, myślę, że jeśli już ktoś przeczyta, to wolę, by napisał komentarz niż tego nie zrobił, nawet jeśli coś mu nie gra. Każda opinia jest ważna tak naprawdę i póki nie lecą przekleństwa i wyklinanie, to bierzemy na klatę XD A nuż okaże się, że uwagi się przydadzą i będzie można coś dopracować :) Co do oneshotów – masz na myśli jakieś jednorazowe pisadła z postaciami, których nie znacie? Takie osobne historie, nie bonusy do innych opowiadań? Jeśli to pierwsze, to… hm, szczerze to nie wiem XD Nasza „szuflada” jest pełna różnych bzdetów i pewnie by się coś znalazło, ale nie wszystko nadaje się na pokazywanie światu XD Niestety. Ale jak coś, to tam zaglądamy co raz i wyciągamy do ewentualnej poprawki i wrzucenia (tu mówię bardziej o bonusach) lub odgrzewamy i naraz się okazuje, że da się zrobić z tego opowiadanie XD (tutaj piję do pewnego projektu, o którym jeszcze nic nie wiecie XD). Ale na razie na taki sticte oneshot się raczej nie zapowiada.

  15. Yaoistka^^ pisze:

    No wiem, ale jak już to nie musi tego TAK pokazywać nie? spokojnie mogła się nie kłopotać pisaniem komentarza.
    A co do Jaya z różowym irokezem. Alex by się z nim nie pokazał nigdzie! XD Wsadziłby mu na głowę papierową torbę i poszedł do fryzjera. ;) Weny ^^ a macie jakieś onestory przez siebie napisane?? Chętnie bym poczytała ;)

  16. Katka pisze:

    Adela, nie, drużyny są takie: 1 – Jason plus Lenny. 2 – Charlie, Ryan i Juan. Spoko, Katy może irytować, temu się nie dziwię :) To się w końcu albo toleruje, albo nie. Podejrzewam, że ma tyle samo przeciwników co wielbicieli :)

    Yaoistka, od razu „dziadowsko wyglądał”… XD Śmiesznie, to na pewno XD No ale nie wiem, czy by mu Alex pozwolił, nawet za cenę straty honoru, haha. A co do Adeli, to easy, każdy może wyrażać swoją opinię ;) Na pewno jak czytanie będzie nieznośne, to nie będzie czytać :)

  17. Yaoistka^^ pisze:

    Adela to nie czytaj, nie musisz dawać komentarza nawet =.= Łaski bez, dziewczyny mają wiele innych fanów, którym NIGDY nie znudzi się ten blog, więc sorry ale drzwi otwarte.

  18. Yaoistka^^ pisze:

    Katko nie! XD Będzie dziadowsko wyglądał XD Taki mroczny facet a tutaj takie różowe coś. XD Ale zgadzam się ^^ WENY ^^ I DLA MNIE ŻYCZ… jak dobrze pójdzie to niedługo bd 2 cz. mojego fanfika ;P

  19. Adela pisze:

    pogubiłam się już kto w czyjej drużynie gra. 2 do 3? Czyli Rush, Alex i Charlie kontra Jason i Ryana? A lenny? Z Ryanem, nie zgada mi się. Sorki ale nie czytałam uważnie. Nudzą mnie niemiłosiernie ostatnio dialogi . Katy jest taka głupia, że nie potrafię się zmusić do niczego. Jej pytania są takie infantylne i widzi że palnęła głupio, a ta idiotka dalej w to brnie. Nie mam siły czytać nawet tego i później uciekają mi istotne rzeczy.

  20. Katka pisze:

    Margo, hehe, komentarz 30 minut po wstawieniu, więc były duże szanse, że będziesz pierwsza :D „Strasznie jestem ciekawa jak kto gra…” – na tę chwilę wiadomo jedynie, że Jason gra zajebiście. No, chyba że mu padła kondycha przez fajki XD Co do Rusha i Alexa – fakt, szkoda, że nie grają, ale coś mi mówi, że Alex preferuje tylko jeden rodzaj sportu – pływanie (względnie seks XD). Wiesz, bo jak pływa i się poci, to i tak tego nie czuje, bo jest w wodzie. A tak, jakby grał na takim słońcu… Po pierwszej kwarcie już by go nie było i można by go znaleźć jedynie w najbliższej łazience pod prysznicem. Tak, jego inicjatywa była w dużej mierze spowodowana słońcem, ale i tak miło :) Wymyślił im przecież jakąś rozrywkę.

    Jeniffer, „Nikt nie jest lepszy od Jasona.” – haha, cóż za pewność! A może Lenniak jest lepszy? Albo Ryan ze swoją niezłą kondycją dzięki pływaniu na desce i pracy w siłowni? A może Juan pokaże jakiś ukryty talent :D Oj, wiele się może zdarzyć :D

    Loveless, nieźle muszą wyglądać obok siebie, co nie? XD Gdyby byli parą, powiedziałabym, że Lenny stoi na wysokości zadania… (matko, nie powinnam tego mówić, Shiv mnie zabije XD)

    Tigram, niestety nie jestem w stanie wywnioskować, co się kryło za „yyyy” :)

    Mocca, cwana, miałaś dwa rozdziały pod rząd! (albo ten wcześniejszy po prostu teraz komciłaś, a czytałaś wcześniej) Ale odniosę się jeszcze do tego komentarza pod 125 rozdziałem – TAK, był Lenny w bonusie w ciuszkach zgoła nie w swoim stylu! XD Och, gdyby go takim Juan widział! Zwątpiłby w istnienie jakiegoś logicznego i normalnego porządku na świecie. Pewnie by nawet nie wierzył w to co widzi i wyparłby to ze świadomości XD A propos tego „“- Może wytatuuję kutasa Samuela, dobry był… ” Już Tigram pytała. O co chodzi?” – nie, nie było w tekście takiego człowieka, więc wniosek jedynie taki, że albo Jason blefował, by wywołać pożądaną reakcję, albo wspomniał jakiegoś realnego Samuela, który był jakimś jego jednonocnym kochankiem. A już odnośnie aktualnego komentarza – yey! Jaki długi! :D „Ryan jest artystą słowa!” – roześmiałam się w głos! XD No widzisz, jak Ty to ładnie potrafisz nazwać rzeczy po imieniu XD Ryan popiera. Określenie „alex-ważne” powinno wejść oficjalnie do słowników. Ot co! Gołąbki świntuszą strasznie, to fakt. Ale może wydaje się, że bardziej, bo zwyczajnie Charlie pozbawiony jest oporów (nie jak Will z ATCL, ale jednak). No a Ryan i Lenny to bardziej w łóżku. W ogóle ta reklama z tymi facetami mnie rozbroiła! Jest „soooo gay” XD Trochę w krzywym zwierciadle, ale pasuje XD No, ogólnie fajnie, że się doczekać nie możecie, bo nam o dziwo strasznie fajnie się tę scenę z grą w kosza pisało :D

    Shinu, jak mówiłam Loveless, Lenny i Jason obok siebie to… no zdecydowanie zabawny widok XD Wyobraź sobie, otwierasz drzwi, przed nimi Jason i Lenny i tak najpierw zadzierasz głowę, by spojrzeć na Jasona, a potem ziuuum! w dół o „kilka pięter” i dopiero Lenniak XD Słodkie <3

    Joaś, hehehe, widać, że Alex potrafi zaskakiwać niemal na każdym rogu. A przecież tylko wyskoczył z grą w kosza :D I to jeszcze dla niego samego bardzo wygodną, bo sobie tylko będzie siedział na ławeczce i popatrywał, jak faceci się ruszają XD Sama bym tak chciała. Oooch, a z tą plażą to Cię doskonale rozumiem. Zazdrość bierze. I to taka abstrakcja o tym czytać w grudniu. Chyba podobnie było z czytaniem o Świętach w SV w październiku XD Hm… chociaż może to już listopad był… W każdym razie powodzenia z odśnieżaniem!

    Liviah, cwana! Normalnie tak podstępnie do nas podchodząc… Ja jak świętowałam 20 urodziny 20 10 2010 to jakoś nikt mi dodatkowego rozdziału poczytać nie dał! XD Z dodatkowym extra rozdziałem jest ten problem, że one nie są gotowe na już. Wpierw trzeba je wyciąć z całego napisanego tekstu, poprawić, wysłać do bety, odebrać, poprawić i wrzucić. Więc… no ciężka sprawa. Dlatego możemy jedynie zadowolić Cię (mam nadzieję) bonusem (bo jak teraz patrzę, znalazłam jakąś scenkę z tych "do szuflady" nadającą się), ale wrzuciłybyśmy w takim razie dopiero po północy ;* I oczywiście wszystkiego najlepszego!

    Yaoistka, lubimy zakłady XD Bardzo lubimy. Chyba widać od początku FDTS, bo nawet nie chcę liczyć, ile ich tutaj już było. Och, ale przydałby się kiedyś taki hardcorowy w stylu "Jay, jak przegrasz, farbujesz irokeza na różowo" :D

  21. Mocca pisze:

    Liviah, wszystkiego najlepszego! Dużo słodyczy, (które pójdę w cycki czy też dowolnie wybraną część ciała, względnie w niebyt) klasycznie już w tym okresie mandarynek, ciepełka i marzeń spełnienia. :D
    Popieram! Jaki to byłby piękny prezent… przy okazji dla nas wszystkich.

  22. Yaoistka^^ pisze:

    i love it! i love Jason x Alex!!! *,,* A ten zakład XD Świetnie ^^ A uszczypnięcie Charliego w sutek, bezcenny śmiech! XD WENY ŻYCZĘ i jestem bardzo ciekawa jak przebiegnie mecz! :) *.* Mrauuuuuuu ^^

  23. Liviah pisze:

    Mam apel i takie małe życzenie. Jako, że nie codziennie człowiek kończy 24 lata gdy w kalendarzu mamy 12-12-12 to Bardzo ładnie proszę o bonusowe dodanie kolejnego rozdziału FDTS w ramach prezentu urodzinowego :D
    * . * -mina Josha proszącego o spacer
    (a co mi tam szantarz emocjonalny też jest dopuszczalny gdy człowiek jest zdesperowany :))

  24. Joaś Adamczak pisze:

    normalnie mózg rozjebany…xD
    Wow wow wow hahaah po prostu padam na twarz po przeczytaniu tego rozdziało, nigdy bym sie nie spodziewała że Alex aż tak zaszaleje, normalnie szał nagich ciał.
    Ryan jak zawsze musi męczyć biednego Charliego który się Lena boi jak diabeł święconej wody…aż chce zobaczyć jak ten mecz dalej przebiegnie. :D
    Tak czytam o tym słońcu, plaży, oceanie to az mam ochotę poleżeć z piwkiem w cieniu a tu masz muszę iść odśnieżyć podwórko xD

    Weny :*

  25. Shinu pisze:

    Ahahahaha! Wyobraziłam sobie jak musieli wyglądać Jason i Lenny obok siebie xDD Toż to istna komedia.
    Byle wytrzymać dziewięć dni i dowiedzieć się co to jest to „coś ekstra” dla zwycięskiej drużyny ;D

  26. Mocca pisze:

    Muahahahaha!
    „Ci skinęli głowami, a Rush zlustrował jeszcze raz swoją drużynę. Nie, żeby w nią wątpił. Było w końcu dwóch do trzech… ale chyba nie przewidział wzrostu Jasona. Miał nadzieję, że ten tylko w szkole grał w koszykówkę.” Hahahaha! Biedny nieświadomy niczego Rush. Jeśli nie wydarzy się jakiś cud czy lądowanie kosmitów to oni ich tam przecież rozniosą! No chyba, że ja o czymś nie wiem. No ale hej! To Jay! :D
    Ale to ja może zacznę od początku, bo sobie notatkę zrobiłam. Zawsze jak piszę komentarz to zapominam o czym chciałam napisać. No to sobie w punktach wynotowałam. Znaczy się do połowy rozdziału, bo później stwierdziłam, że pierdzielę, nie mogę się skupić.
    Charlie mnie oburza wypominaniem Ryanowi, że nie potrafi się streszczać. Streszczać to się może Książę jak mu robi loda na zapleczu. Ryan jest artystą słowa!
    I hit dzisiejszego rozdziału: „To alex-ważne!” I wiadomo, że sprawa ma cholernie wysoki priorytet. Geniusz! XD
    I tak mnie dziś naszło, że nawet Ryan i Lenny vel Chodząca Seks Maszyna nie świntuszą tyle co gołąbeczki. No serio! Kefir to się chowa!
    „Sama idea zapisania ich seksu do kalendarza jako rozmowa o pracę mu się podobała. ” Taki kalendarzyk małżeński? XD
    „Mam z jakąś wędliną, serem, masłem orzechowym i nutellą.” Pomyślałam o kanapce z tym wszystkim na raz. Najgorsze, że mnie to nie obrzydziło.
    Lenny stanie się moim mentorem! Przemieszanie kanapek! Jaaaaa!
    Rozbawił mnie tymi gumkami. I to jeszcze we wszystkich odcieniach tęczy:D Ale rozumiem, rozumiem. Może nie psuję, ale gubię nagminnie. ^ ^
    Cała akcja ze szczypaniem w sutek. Jeeeeju, jak dzieci! :D I jeszcze Lenny z tym : „Moje szczypało, a nie było szczypane, nie mam czym się martwić. ” :D
    To nic nowego, ale Kats w ogóle nie ma wyczucia. Wszyscy wiedzą, że ślub to drażliwy temat, a ona wyskakuje z białymi końmi, jakby co najmniej chciała być druhną na tym ślubie i życzyć im powodzenia na nowej drodze życia.
    Ale Alexik się zaraz odezwał. :] Taaak. Jestem usatysfakcjonowana.
    Tak jeszcze na marginesie. Czytając o Lennym i Ryanie wystawionych do słoneczka cały czas miałam przed oczami panów z tej reklamy. http://www.iviewtube.com/videos/176860/gay-doritos-superbowl-commercial-ad-told-you-so This is so wrong on so many levels… Ale pasuje, cholera! :D
    Podczas przemowy Alexa kolejne głupie skojarzenie. Bo zaleciało shoujo anime. :D
    Tam też zawsze jest odcinek na plaży i granie, co prawda w siatkówkę, ale mniejsza o to. ^ ^ I zaraz widziałam Alexika jako słodką mangową dziewoję w bikini.
    Biedny Charlie chyba jedyny nie wie o co chodziło z graniem „normalnie”. I jeszcze to Ryanowe „Nie przestrasz się.” (Ha! Streścił się!) Biedaczysko.
    Loveless, tu nie ma nic do śmiania! ;D Wiesz, jakie to męczące tak cały czas z zadartą głową chodzić? Wiem z autopsji. Oj, no dobra… Też mnie rozbawiło. XD

    Kurde, no! Nie mogę się doczekać tego pogromu.

  27. Loveless pisze:

    „Jason spojrzał na Lenny’ego, dosłownie w dół. Wzruszył jednak ramionami.
    – Dla mnie okej.
    Lenny spojrzał na tatuażystę, w górę
    – Dla mnie też.”

    *padła i turla się ze śmiechu*

  28. Jeniffer pisze:

    Gra w kosza brzmi świetnie. Na dodatek Alex to zaproponował :)
    ‚ Rywalizacja z bratem mogła być ciekawa, tym bardziej, że w sumie zakładali się, czyj facet był lepszy. A on wiedział, że Charlie lepiej dobierze sobie zespół, już nie wspominając, że po prostu był lepszy.’ Nikt nie jest lepszy od Jasona. Żądam wygranej Jaya, żeby utarł nosa księciu. Innej opcji nie widzę. :D
    … 9 dni oczekiwania na FDTS to zdecydowanie za dużo. ;(

  29. Margo pisze:

    Jestem z siebie dumna – tak dawno nie udało mi się wrzucić swojego komentarza jako pierwsza:) Jejuuu :):)

  30. Margo pisze:

    Koszykówka :) fajnie i odprężająco a jednocześnie z takim wyczekiwaniem: no bo kto teraz wygra? Strasznie jestem ciekawa jak kto gra… I trochę szkoda, że Rush i Alex nie grają a tylko obstawiają zakłady. Szkoda, że nie nie przyłączą się do swoich drużyn jako ich kapitanowie. A tu wyglądają trochę jak ich trenerzy, którzy grzeją ławkę. Bardzo podobało mi się to, że Alex wyskoczył z taką inicjatywą, choć podejrzewam, że głównym czynnikiem wpływającym na jego propozycję było to, żeby nie siedzieć w słońcu. Cwana lisica z niego:) Jego stwierdzenie, że skoro gra na giełdzie jest jak hazard to rodzice wychowali ich na hazardzistów – zwala z nóg hehe :) I ten bardziej osobisty zakładziki Ryana z Lennym…hmm…to mało powiedziane, że nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s