In Out In – 2 – W łóżku z uczniem

Walter zatrzymał swoje czarne BMW na drodze przy plebanii i wysiadł. Zamknął samochód, schował kluczyki do wewnętrznej kieszeni prążkowanej, ciemnej marynarki i oparł się plecami o drzwi. Ubrany był jak zwykle elegancko. W końcu dopiero co skończył pracę. Specjalnie urwał się wcześniej, by móc tu przyjechać. Dowiedział się już, gdzie pracował ten ksiądz, Albert Feist, z którym przeszło miesiąc temu rozmawiał na temat odbierania społeczności homoseksualnej przez Kościół. Bardzo mu zależało, by pokazać mu artykuł, który dzisiaj rano ukazał się w gazecie. A raczej zależało mu, by z nim porozmawiać. Ksiądz, jak już spostrzegł, był gejem i to bardzo przystojnym. Walter oczywiście nie miał zamiaru namawiać go do grzechu, jednak miał ciężkie do wyjaśnienie ciśnienie, by z nim porozmawiać. Dlatego teraz czekał z gazetą zwiniętą w rulon i wpatrywał się w wyjście z terenu plebanii. Wiedział, że ksiądz Albert miał niedługo wyjść, by udać się do hospicjum.
W jego pracy zawsze ważne było dobre rozpoznanie i docieranie do informacji, a w przypadku księdza Alberta to na szczęście nie okazało się nawet trudne. Sam mężczyzna musiał być bardzo punktualny, bo właśnie wyszedł z budynku plebanii i w marszu jeszcze zarzucił na ramiona kurtkę, najwyraźniej spiesząc się, by zdążyć na czas. Kiedy zobaczył Waltera, przystanął w pół kroku, nim znowu ruszył w swoim kierunku.
Walt uśmiechnął się szeroko i dognił go truchtem, od razu się z nim zrównując.
— Dzień dobry, ojcze — rzucił do niego swoim pogodnym, przyjaznym tonem. Jedną dłoń trzymał w kieszeni eleganckich spodni od garnituru, a w drugiej gazetę.
Duchowny powstrzymał grymas niezadowolenia na twarzy. A już myślał, że ten temat i ten człowiek go zostawią w spokoju.
— Dzień dobry.
— Miło ojca znowu widzieć. Jak się ojciec miewa? — zagadał Walter, idąc u jego boku luźnym krokiem.
— Dobrze, dziękuję — odparł ksiądz, wychodząc z założenia, że nie ma co wdawać się w miłą dyskusję.
— Zapewne pamięta ojciec naszą ostatnią rozmowę. A skoro dzisiaj wyszedł artykuł, o którym rozmawialiśmy, pomyślałem, że zechciałby ojciec rzucić na niego okiem — dodał Walt, wyciągając do niego branżową gazetę z wielką, tęczową flagą na okładce.
Albert spojrzał na nią niechętnie, ale, mimo wewnętrznego oporu, przyjął ją.
— Pamiętam, aż za dobrze. Ale nie musiał się pan kłopotać, aby mi o niej jeszcze przypominać — odpowiedział, wertując gazetę niby z zainteresowaniem.
— Nie ma żadnego problemu. Jakby nie było, warto, by zobaczył ojciec artykuł, w powstanie którego miał ojciec wkład. Proszę się nie martwić, nie ma tam księdza nazwiska. — Walt uśmiechnął się do niego przyjaźnie.
Albert spojrzał na niego dość zdecydowanym, niemalże srogim spojrzeniem, ale to mogło się Walterowi tylko wydawać.
— To mnie bardzo cieszy — stwierdził pewnym tonem, bardziej jednak do gazety niż do prawnika. Zajrzał na spis treści i szybko znalazł konkretny artykuł.
Gdy do niego dotarł, zobaczył, że faktycznie cały poświęcony był różnym środowiskom w mieście, a kilka cytatów widniało w tekście. Również jego, o tym, że kościół, w którym służył, utrzymywał podobną opinię i podejście do homoseksualizmu jak cała reszta.
— A teraz ojciec się bardzo spieszy? — z zaczytania wyrwał go głos Waltera Masona.
— Trochę tak — odparł duchowny i zamknął gazetę, po czym oddał ją drugiemu mężczyźnie. Wyszli już chwilę temu poza teren kościoła.
— Więc nie da się ojciec zaprosić na pączka?
— Niestety nie mam w tej chwili czasu — odparł uprzejmie, nie mając nawet ochoty z nim rozmawiać, tym bardziej, że prawnik wiedział o nim więcej, niż powinien.
— W takim razie kiedy mogę ojca wyciągnąć? — zapytał Walter, patrząc na niego z ukosa spokojnie i wesoło.
— Ciężko odpowiedzieć mi na to pytanie. Obowiązki na parafii oraz w hospicjum pochłaniają prawie cały mój czas. Resztę spędzam na modlitwie, chociażby za takie beztroskie dusze jak pana.
Walt położył młodszemu mężczyźnie dłoń na ramieniu w luźnym geście.
— Zapewne, jeśli powiem, że nie jest to potrzebne, ojciec mnie nie posłucha. Choć musi ojciec wiedzieć, że na przyjemności też powinien człowiek poświecić trochę czasu. Choćby po to, by się rozluźnić i nabrać sił na dalszą pracę.
— To co robię, sprawia mi dość przyjemności — Albert powiedział już ostrzej, ale nadal zachowując ten spokojny ton, którego chyba musieli uczyć w seminarium.
Prawnik cofnął dłoń, dostrzegając to wrogie spojrzenie.
— Proszę mi wybaczyć bezpośredniość, ale jeśli boi się ojciec, że ojca uwiodę, to mogę zapewnić, że jedynie usiłuję nawiązać przyjazną znajomość. Rozmowa dwóch gejów nie musi się skończyć pójściem do łóżka, a ojciec został księdzem, wierzę, że z powołania. A w takim wypadku nie powinien się ojciec obawiać, skoro pewien jest wyznawanych przez siebie zasad i ideałów.
Albert oblizał dolną wargę, starając się zachować spokój. W końcu się zatrzymał, odwracając się do Waltera.
— Proszę mi uwierzyć, niczego się nie obawiam, bo jak pan już zauważył, wybrałem swoją drogę. Nie rozumiem jednak, czemu pan mi to mówi, skoro już odpowiedziałem, że nie mam czasu.
— Ponieważ odpowiedział to ojciec w taki sposób, jakby przeciwnie, bał się, że ojca napastuję.
— Jeszcze mam wiarę w ludzką przyzwoitość — odparł i ruszył w dalszą drogę.
— A jednak boi się ojciec pójść ze mną na pączka. — Walt ponownie się uśmiechnął, ruszając za nim. Wyglądał dziś wyjątkowo dobrze i równie dobrze pachniał. Alberta uwadze nie mogło to umknąć, ale panował nad sobą.
— Nie mówię, że nie mogę, tylko mam dużo zajęć i nawet nie wiem, kiedy mógłbym pójść na tego pączka — westchnął ciężko, niemalże zrezygnowany.
— A gdybym wyciągnął ojca w sobotę w porze lunchu? — zaproponował Walt, idąc u jego boku spokojnie. Nie wyglądał na skrępowanego towarzyszeniem osobie duchownej. W ogóle nie wyglądał na kogoś, kto potrafi czuć się skrępowanym.
Albert spojrzał na niego, trzymając dłonie w kieszeniach kurtki.
— Nie zna pan czegoś takiego jak „odpuszczenie sobie”, prawda?
Walt uśmiechnął się oczami i ustami.
— Czego? — Zaśmiał się.
— Tak myślałem — odparł Albert z rezygnacją w głosie.
— W takim razie jesteśmy umówieni, tak?
— Jeśli aż tak potrzebuje pan rozmowy z księdzem nad pączkiem, to tak. O której dokładnie i gdzie?
— Hmm… co ojciec powie na Midwest Espresso o pierwszej popołudniu? — zaproponował kawiarenkę w okolicach centrum.
Albert jeszcze chwilę się zawahał.
— Niech będzie — zgodził się jednak, czując, że wchodzi na grząski grunt.
— Wspaniale! W takim razie ja zawracam, bo zostawiłem samochód i czekam na ojca w Midwest o pierwszej w sobotę — potwierdził Walt i poklepał jeszcze księdza po ramieniu, uśmiechając się do niego radośnie.
Albert jeszcze obrócił się za nim i skinął odruchowo głową. Kiedy Walter już był kawałek od niego, krzyknął za nim:
— Bóg z tobą!
Potem odetchnął ciężko i ruszył w swoim kierunku.

*

James stał przed kawiarnią z kubkiem kawy na wynos w dłoni i poprawiał co rusz spadający szalik w paski. Miał do tego cienką kurtkę, która wcale nie chroniła przed wiatrem. Nie myślał jednak o tym, że mu zimno, tylko co jakiś czas pociągał nosem, kiedy spoglądał na zegarek na ręku.
Kiedy tak zerkał w kierunku ulicy, zobaczył, jak autobus zatrzymuje się na przystanku nieopodal i wśród wysiadających z niego ludzi dostrzegł tego, na którego czekał. Dziewiętnastoletni chłopak, którego można było posądzić o nieco inny wiek, gdyby nie jego jeszcze młodzieńcza twarz. Był wysoki i mocno zbudowany, a na pewno bardziej niż James pamiętał go jeszcze ze szkoły. Teraz ubrany był w czarne, szerokie bojówki, do których doczepione były łańcuchy i ćwieki. Do tego miał równie ciemną kurtkę i włosy zgolone na krótko. Gdy ruszył w stronę Jamesa i zobaczył go, uśmiechnął się drapieżnie.
— Cześć, psorze! — przywitał się, gdy stanął już przed nim.
James skinął mu głową i napił się swojej ciepłej kawy, nim odpowiedział.
— Witaj.
— Co tam słychać? W ogóle przejdziemy się gdzieś, czy usiąść wolisz? — zapytał Shane. Miał drapieżne spojrzenie, a uśmiech, mimo że miły, to jednak trochę zgorzkniały.
— Możemy się przejść. I tak mam kawę już kupioną na wynos. I co u mnie? Po staremu.
— To opowiesz mi, tylko se po colę skoczę. Sprzedają albo jest tam jakiś automat, nie? — spytał Shane, wchodząc już do kawiarenki.
— Sprzedają — odparł James, widząc już, jak chłopak znika w środku.
Shane wyszedł po kilku minutach z puszką Coca Coli w ręce i wskazał ręką Jamesowi drogę.
— Przez park?
— Może być — przytaknął, ruszając w tamtą stronę.
Shane szedł u jego boku, przewyższając go zarówno wzrostem, jak i budową ciała. Miał na twarzy, konkretnie na brwi, nowy kolczyk, którego wcześniej Peterson nie widział.
— Szkoda, że nie chcesz, żebym cię w szkole odwiedzał — rzucił, otwierając sobie puszkę.
— To, jak często się widujemy, byłoby dość nietypowe. Nie wydaje mi się też konieczne, abyśmy widywali się na terenie szkoły, skoro chcesz się widywać ze mną, a nie ze szkołą.
— Taa, ale to, kurwa, dobry dodatek jednak — prychnął Shane i stuknął go łokciem, w swoim mniemaniu, delikatnie, a James aż zrobił krok w bok. — Jesteś taką zajebistą namiastką.
— Dziękuję… Jeśli to był komplement.
— Był — potwierdził chłopak, gdy wkroczyli wreszcie na teren parku.
Było wietrznie, pod nogami walały się jeszcze niezagrabione liście, ale dzięki temu było klimatycznie. I nie było aż tak zimno, a obok na placu zabaw bawiła się garstka dzieci. Shane spojrzał w tamtym kierunku, na zjeżdżającego po zjeżdżalni chłopczyka, a potem zwrócił znowu wzrok na twarz swojego byłego nauczyciela.
— Jak tam młodzież w tym roku w ogóle? Spoko są, czy w kość dają?
James upił łyk kawy.
— Nie są gorsi od was. Dawałem sobie radę nie z takimi. Chociaż muszę przyznać, że nadal dziwi mnie, jak bardzo zmieniłeś się od zakończenia szkoły.
Shane wzruszył ramionami, odwracając wzrok przed siebie.
— Ludzie się zmieniają — mruknął. — A loczki miałem chujowe.
— Jeśli tak uważasz — James odparł pokojowo.
— No. Idziemy do mnie w ogóle? Chcesz się pieprzyć? — Shane uśmiechnął się do niego drapieżnie, a James aż musiał przełknąć ślinę i napić się kawy, by nie było od razu widać jego lekkiego zdenerwowania.
— Tak. Możemy — zgodził się, nie patrząc na chłopaka, tylko w swoje dłonie.
Shane uśmiechnął się i zakręcił w boczną alejkę.
— To tędy chodź, będzie bliżej. Bo dalej nie masz nikogo, co?
James uśmiechnął się smutno.
— Nie i już się raczej nie zapowiada. To i tak dziwne, że ty jeszcze w ogóle chcesz. — Zaśmiał się ze skrępowaniem do kubka z kawą, który już był prawie pusty.
— Czemu miałbym nie chcieć? — prychnął Shane i nie objął go tylko dlatego, że wiedział, że James tego nie lubi. — Podniecasz mnie. I, kurwa, nie pierdol, że się nie zapowiada. Ile masz lat? Nawet nie trzydzieści.
— A ty nawet nie dwadzieścia — odciął się James nadal pochmurnie. — I podniecam cię — niemalże wyszeptał, aby nikt nie słyszał — bo nie sprawiam problemów. Zresztą nieważne.
Shane zmarszczył brwi, nie rozumiejąc.
— Jakie, kurwa, „nie sprawiam problemów”?
James wzruszył ramionami.
— Nieważne. Powiedz mi lepiej co z pracą.
Shane jeszcze rzucił mu wrogie spojrzenie, dalej nie wiedząc, o co mu chodziło, ale potem zaburczał i odpowiedział:
— No spoko, będę miał tę w warsztacie. Jak nic nie rozpierdolę na dzień dobry, to może się na dłużej utrzymam — prychnął, podążając z nim wąską alejką w kierunku osiedla, na którym mieszkał od niedawna.
— To dobrze, aby mieć własną niezależność finansową — James pochwalił chłopaka i dopił do końca kawę, nim wyrzucił kubeczek do kosza. — Chociaż nigdy nie myślałeś o czymś innym? Jesteś zadowolony?
— Nie nadaję się na studia, dobrze o tym wiesz. — Shane wykrzywił usta. — A prawie każdy mój kumpel właśnie na studia wyjechał. Trochę chujnia. No, ale nie mam większych ambicji. Byle była kasa na żarcie, mieszkanie i płyty.
— I koncerty — przypomniał mu James, który wiedział, że dla chłopaka to było nawet ważniejsze niż zaliczony egzamin.
Shane uśmiechnął się pod nosem trochę smutno, ale kiedy zdał sobie z tego sprawę, szybko przybrał na twarz swój poważny, nieco agresywny wyraz. Choć w jego oczach i tak zawsze można było wszystko wyczytać.
— Nie byłem na żadnym od czasu szkoły. Trochę nie ma z kim. Nie lubisz rocka, co? — Zaśmiał się i znowu „lekko” go szturchnął łokciem. Jamesa więc znowu zachwiało. Przyzwyczaił się jednak do tego.
— Nie przepadam, z przykrością muszę przyznać. I nawet jeśli nie samego rocka, to koncertów. Wiesz, że nie lubię tłumów.
— Ta, spoko — odparł Shane i gdy wyszli z parku, już widać było jego blok. — A ty się nie wybierasz na jakąś wycieczkę? Wiesz, taką geograficzną.
— W najbliższym czasie nie. Nie stać mnie — wytłumaczył James, po czym spojrzał na chłopaka. — Masz zabezpieczenie?
— Kupimy po drodze w kiosku, bo chyba nie — odparł Shane, sięgając już do kieszeni bojówek po portfel.
James skinął głową, ale nie trzymał się go tak blisko jak do tej pory.
— To ja poczekam pod klatką — dodał, czując się jakoś skrępowany.
— Okej — zgodził się Shane i skręcił do kiosku.
James już nie raz był u niego, ale znowu został zderzony z faktem, że okolica, w której mieszkał Shane, naprawdę nie należała do przyjemnych. Jeszcze gorzej wyglądała wieczorem, gdy było ciemno. Teraz nawet nikt specjalnie ich nie zaczepiał, tak jak ostatnio jakieś uchlane nastolatki.
— Dobra, jestem — oznajmił Shane, gdy podszedł już z kondomami w kieszeni do kamienicy.
James skinął mu głową i grzecznie poczekał, aż gospodarz wejdzie do budynku. Zawsze w tych momentach czuł się najmniej pewnie. I najgorzej. Jak dziwka zapraszana do domu na ruchanie. Różnił się od nich chyba wyłącznie tym, że nie brał pieniędzy.
Kiedy wyszli na odpowiednie piętro i wkroczyli do mieszkania Shane’a, mężczyznę z każdego kąta zaatakowały fotografie szkolne i inne bibeloty będące pamiątkami. Widział to już i nie było to takim szokiem, jak za pierwszym razem.
— Wchodź, rozgość się — mruknął Shane, zdejmując kurtkę w przedpokoju. Pustą puszkę po coli wyrzucił jeszcze na zewnątrz. — Syfem się nie przejmuj.
— Już do niego przywykłem — odparł James, także zdejmując buty i kurtkę. — Masz jakieś… życzenia? Dziś? — spytał, czując się już lepiej za zamkniętymi drzwiami.
Shane oblizał usta jak zwierzak i gdy pozbył się butów, z dużą siłą przyciągnął do siebie za koszulę Jamesa.
— Chodź tu po prostu — zaburczał groźnie i pocałował go agresywnie, spychając w stronę swojej małej sypialni.
James stęknął cicho w usta chłopaka, zaciskając od razu szczupłe palce na jego koszulce. Poddał się mu jednak od razu.
Kiedy znaleźli się w pokoju, Shane bez zawahania pchnął swojego byłego nauczyciela na łóżko i od razu na niego wlazł, zawisając nad nim. Był bardzo pewny siebie i rozbierał Jamesa sprawnie.
— Mówiłem, że mnie podniecasz — zawarczał mu do ucha w trakcie i polizał go po szyi.
James położył mu z lekkim przestrachem dłonie na głowie i drżącymi dłońmi odepchnął.
— Matko, tylko nie zostawiaj śladów — poprosił, rozsuwając jednak pod nim nogi bez problemów.
— Spoko, nie bój się, pamiętam — mruknął Shane i kiedy zdjął z niego koszulę, od razu zabrał się za jego pasek od spodni. — Szkoda, że krawatu nie masz. Związałbym cię — zaburczał i zaczął obcałowywać jego widoczne pod skórą żebra.
— Mo… mogłeś powiedzieć, żebym założył. Jakiś jeszcze chyba mam — odparł na wydechu, obserwując go z dołu z wyczekiwaniem i poddańczą postawą.
— To następnym razem załóż — zaburczał chłopak i dosłownie zszarpnął z niego spodnie. — Zostajesz do rana? — zapytał, nim sięgnął po jego rękę i położył sobie dłoń na wypukłości w spodniach.
James przełknął ślinę w widoczny sposób. Shane, mimo że cały czas patrzył na niego jak na swojego ucznia, był taki duży. Tam też.
— Aa… zależy… Nie mam na rano, ale… wolałbym wrócić — wydusił, patrząc mu w oczy.
— Mm, jak możesz, to zostań. Zrobię ci śniadanie. — Chłopak zaśmiał się i na przekór swoim pewnym ruchom, kiedy właśnie wypinał biodra do jego ręki i równocześnie ściskał go za pośladki, popatrzył mu prosząco w oczy. — No skuś się, James.
Ten przełknął ślinę, będąc już lekko otumaniony tym przyjemnym ciepłem i pulsowaniem, jakie czuł pod palcami.
— Mm… no, dobrze. Jak tak prosisz — wydusił.
— Zajebiście! — ucieszył się Shane i pocałował go krótko w usta, wciąż miętosząc jego pośladki. — Dam ci nawet dupy rano, jak będziesz chciał. A teraz mi go wyciągnij — zaburczał i polizał go po policzku.
— Nn… nie, niekoniecznie — wydusił James, woląc już, aby Shane go znowu, drugi raz wziął rano. Aby potem cały dzień czuł się przyjemnie rozepchany, nawet w szkole, na lekcjach. Nie zastanawiał się jednak nad tym głębiej, tylko wsunął dłoń w bieliznę chłopaka i wyjął na zewnątrz jego penisa. Był taki duży i ciepły. Aż przeszły go ciarki.
Chłopak zamruczał z zadowoleniem i sam poruszył biodrami kilka razy, wsuwając się i wysuwając z jego dłoni.
— Wyciągnę gumki i żel, czekaj — mruknął i pocałował znowu Jamesa krótko, nim wychylił się mocno ponad nim, do szafki stojącej za łóżkiem, gdzie trzymał lubrykant. Przez to jego penis znalazł się dużo bliżej twarzy nauczyciela. Był naprawdę spory i dość szeroki.
James przełknął ślinę i nie mogąc się powstrzymać, wychylił się i liznął go. Chciał poczuć jego ciepło na języku. Jego smak i zapach, kiedy był tak blisko.
Shane zamrugał, zaskoczony uczuciem wilgoci na penisie. Spojrzał w dół i uśmiechnął się. Pochylił niżej biodra, opierając się jedną ręką o wezgłowie łóżka.
— Tak go chcesz? Chętna suczka z ciebie — zamruczał. — No dalej, liż.
Jamesowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Z pełnym zaangażowaniem zaczął go lizać po penisie, w końcu przesuwając pod niego twarz i całując jądra chłopaka. Tak dobrze dzięki temu czuł jego zapach.
Shane przymknął oczy na moment, poddając się jego ruchom. Znowu się przekonał, jak dobry był w tym James i strasznie go to kręciło.
— Tak dobrze liżesz, że nie wiem, czy nam się lub przyda. — Zaśmiał się, ruszając lekko biodrami i ocierając się penisem o twarz nauczyciela.
— Przyda — James wymruczał w jego penisa, po czym wziął jego jądra w usta, rozkoszując się ich smakiem i dotykiem delikatnej skóry na języku. Stęknął, wyginając się bardziej na łóżku. Jedną ręką się podpierał, a drugą sięgnął do swoich spodni, do swojego tyłka.
Shane wykręcił głowę, by to zobaczyć, po czym jednak wycofał się i trzepnął go w rękę.
— Zostaw, ja się chcę nim zająć — burknął. Miał już poślizg w ręce. Klęknął więc po bokach głowy Jamesa i opuścił biodra, by ten mógł dalej lizać jego członek, a sam rozszerzył sobie jego nogi i sięgnął do rowka.
Nauczyciel nie sprzeciwił się temu nawet nieznacznie. Rozchylił ufnie nogi, wiedząc, że Shane, mimo że agresywny, to by go nie skrzywdził. Był jednak według niego czasami zbyt konserwatywny i dobry.
Lizał dalej jego jądra, pomagając sobie teraz też dłonią przy pobudzaniu tego dużego penisa. Ten sztywniał szybko przed jego twarzą, czemu nie trudno się dziwić, skoro chłopak miał ledwie dziewiętnaście lat. Jego penis był naprawdę imponującej wielkości, a jego właściciel właśnie wylał sobie na dłoń lubrykant i pomasował nią tyłeczek Jamesa pomiędzy pośladkami.
— Rozluźnij i pokaż, jaki jesteś chętny — zaburczał. — A gumki mam w kieszeni, możesz mi założyć.
James zamruczał tylko ulegle i uniósł jedną nogę w górę, dając tym samym Shane’owi lepszy dostęp do swojego tyłka. Jednocześnie też jedną dłonią sięgnął po wspomniane kondomy. Nie przestając obcałowywać penisa na swojej twarzy, wyjął jednego z opakowania i z dużą wprawą otworzył. Nie miał też problemów z nałożeniem.
Shane zamruczał z aprobatą i pomasował jego szparkę, nim wsunął w nią powoli dwa palce. Spojrzał w dół na Jamesa, chcąc zobaczyć jego reakcje, kiedy zaczął szybko poruszać dłonią. Ten przymknął oczy i jeszcze bardziej się wyprężył do dotyku. Shane uśmiechnął się i liznął nawet jego jądra.
Robił mu palcówkę jeszcze przez moment, co raz masując i ściskając jego pośladek, ale w końcu cofnął biodra od ust Jamesa i przekręcił się tak, by być przodem do niego.
— Mam nadzieję, że jesteś gotowy, bo ja już, kurwa, czekać nie mogę, psorku — warknął, łapiąc jego ręce w nadgarstkach i unieruchomił mu je nad głową. Wciąż sam był w dużej bluzie i tylko penis wystawał mu ze spodni. — Rozkładaj nogi.
James skinął głową. Był cały uroczo zaróżowiony, co bardzo było widać przez jego jasną karnację. Rozłożył szeroko nogi, jedną nawet zginając w kolanie, aby bardziej się wyeksponować.
— Mmm, obejmij mnie nimi, pokaż jak chcesz mojego chuja — zaburczał Shane, trzymajac go wciąż mocno i na ślepo nakierowując się na jego dziurkę.
James potaknął. Wszystko było dobrze poza tym, że nie mógł zapomnieć, że pieprzy się z uczniem. Objął go jednak nogami i sam pokręcił biodrami, leżąc pod nim i nakierowując się na członek Shane’a.
Ten sapnął głucho i wreszcie, czując szparkę w odpowiednim miejscu, spojrzał w oczy mężczyzny, uśmiechnął się groźnie i pchnął mocno biodrami, nabijając go na swojego penisa. James zamknął od razu oczy i krzyknął krótko, czując raptowne rozpieranie. Nie wyrwał się, poddając temu. Lubił to. Lubił do kogoś należeć i poddawać się jego woli. A penis Shane’a był na tyle duży, że czuł go bardzo głęboko w sobie. I tak mocno, kiedy chłopak zaczął ruszać biodrami. Jego usta nawet delikatnie całowały Jamesa, a jego spojrzenie było bardzo łagodne, ale siła, z jaką wbijał się w nauczyciela, była naprawdę duża. Aż na jego pośladkach powstawały czerwone ślady.
James czerpał z tego, ile tylko się dało. Postękiwał nisko, prężąc się co jakiś czas pod chłopakiem. Podniecała go jego wielkość, ale zawsze w seksie z nim czegoś mu brakowało. Tak jak z większością facetów. Nie marudził jednak, tylko zwalał to na siebie.
W pewnym momencie chłopak zawarczał głośniej i puścił jego ręce tylko po to, by ścisnąć jego pośladki i zacząć go pieprzyć mocniej i mocniej. Widać było, że jest bliski końca.
James stęknął i szybko sięgnął do swojego penisa. Nie chciał zostać w połowie, niezaspokojony, kiedy chłopak dojdzie.
Ten jeszcze przedłużył to wbijanie się w nauczyciela o kilka minut, ale w końcu mocniej wbił palce w jego pośladki i strzelił w gumkę z niskim pomrukiem. Patrzył przy tym rozpalonym spojrzeniem na Jamesa i odtrącił jego dłoń.
— Dawaj go — burknął, zaczynając mu trzepać. Przy tym pochylił się i wcałował się w jego usta zachłannie.
Nauczyciel stęknął nisko w jego wargi, ale poddał się jego wielkiej łapie na swoim penisie. Poruszył jeszcze tylko biodrami, chcąc poczuć trochę więcej tego dużego członka Shane’a.
Chłopak uśmiechnął się w jego usta i lekko pociągnął zębami za dolną wargę, równocześnie ruszając jeszcze biodrami, by go popieścić od środka. James zamruczał i w końcu po kilku ruchach, w ogóle się nie powstrzymując, strzelił w dłoń chłopaka i na swój brzuch.
— Uch… gorąco — mruknął Shane i jeszcze raz cmoknął go w usta, nim wyprostował się. Dość niechętnie, ale było mu naprawdę już nieznośnie ciepło. Zdjął z siebie bluzę i podkoszulek, a James ujrzał jego tatuaż z pajączkami, jaki ten miał od jakiegoś roku. Wyglądały naprawdę bardzo realistycznie. Do tego dość widoczne i lekko czerwone blizny po na przedramionach. — Chcesz się pierwszy umyć? — zapytał, wysuwając z niego powoli i delikatnie. Nawet pomasował jego dziurkę, jak już wyszedł.
— Nnn… możesz iść — James odparł polubownie, leżąc spokojnie na plecach, nadal z rozsuniętymi nogami. Nie krępował się swoją nagością ani tym, że jego dziurka pulsowała i było to widać.
— Okej. Zrobię coś do żarcia potem, a ty odpoczywaj, psorku. — Shane poklepał go po udzie i wstał. Zrzucił jeszcze z siebie bojówki oraz bieliznę i dopiero wyszedł, zostawiając Jamesa samego w pokoju swojego ucznia, który właśnie go przerżnął i w otoczeniu wszystkich zdjęć szkolnych.
James nawet nie miał ochoty na nie patrzeć, bo czuł się przez nie skrępowany. Sięgnął tylko między swoje uda i wsunął w siebie palce, masując swoje mięśnie zwieracza. Zamruczał nisko. Lubił to uczucie.
Dopiero po chwili przestał się dotykać i przekręcił się na bok na łóżku, kuląc w embrion, naciągnąwszy skrawek kołdry na tyłek.

15 thoughts on “In Out In – 2 – W łóżku z uczniem

  1. Agata pisze:

    Jakoś niesamowicie śmieszy mnie te polowania Masona na tego biednego księdza XD nie rozumiem dlaczego Walter tak się uwziął akurat na duchownego, uparty typ ;-; SHANE! Po przeczytaniu NBTS serce mi się kraja gdy go „widzę”. Ale bardzo przyjemnie się czytało, zwłaszcza końcowkę ♥ XD

  2. Katka pisze:

    Tigram, nie sądzę :) W sensie wiesz, Jamesa łączy z Waltem uczucie, więc myślę, że samo zbliżenie z nim jest czymś bardzo przyjemnym, nawet kiedy uprawiają zwykły, klasyczny seks. Czego normalnie James za bardzo nie robił. No a dodatkowo ma przeświadczenie, że rozwija się ich doświadczenie w kierunku ostrego seksu, który tak lubi, więc to też w dużej mierze pomaga :)

  3. TigramIngrow pisze:

    ” zawsze w seksie z nim czegoś mu brakowało. Tak jak z większością facetów. Nie marudził jednak, tylko zwalał to na siebie.” – mam nadzieję, że podczas seksu z Waltem tak nie ma?

  4. Katka pisze:

    Floo, haha, argument z tym Shanem bardzo… mocny XD Takie „tak, bo tak!”. Słooodko. A ja na miejscu Walta prędzej bym się nie o pączka bała, a o siebie XD Że go tam zgwałcą czy coś XD

  5. Floo pisze:

    Oj, bo to dlatego że Shane to Shane!
    A ja na miejscu Walta bałabym się że one chciały by mi zabrać tego pączka XD

  6. Katka pisze:

    Floo, „Swoją drogą… niech ta ciotka już umiera” – och, jakie to słodkie XD Biedna ciotka. Serio. Takie „niech już Albert pójdzie w odstawkę, niech już ciotka umiera, byle tylko Jimmy i Walt byli razem”. Po trupach do celu, dosłownie XD Och, ile to cierpieć muszą osoby postronne, by dwójka bratnich dusz mogła się ze sobą połączyć XD I tak, zdecydowanie Shane okazuje Jimowi jakieś uczucia. Dla niego to nie jest jakiś tam facet poznany na internecie, który godzi się zrobić z nim wszystko. Tylko to jest jego profesor, facet, który samym faktem, że jest nauczycielem, przywodzi mu dobre wspomnienia, poza tym… no Shane go zna i go lubi, w przeciwieństwie do tych wszystkich facetów, z jakimi James się umawia internetowo. A w ogóle przez to, że wszyscy tak się targną na tego pączka z Waltem – aż sobie wyobraziłam, jak jest jakaś knajpka, siedzi sobie uśmiechnięty Walt, zajada pączka, a naokoło, wianuszkiem, cała grupka czytelniczek, wpatrując się w niego z iskierkami w oczach XD Uroooocza scenka! :D

    Tess, spoko, spoko, wszystko całkiem zrozumiałe. Choć nie wiem, czy to jest u Ciebie na zasadzie właśnie, że odrzuca Cię sam fakt romansu księdza z wyzwolonym gejem, czy może jednak bardziej fakt, że Walt „powinien” być z Jamesem nie przeważa w podsycaniu tego odrzucenia. Nie wiem za bardzo jak to opisać, ale same mamy podobne podejście i czułyśmy się… no właśnie, „dziwnie”, pisząc Alberta i Walta oraz Jamesa z kimkolwiek innym. To się wydaje takie… niepoprawne XD Tak, jakby to wszystko naruszało prawidłowy porządek i nie da się czerpać 100% radochy, chociaż może być intrygujące. Ale właśnie chciałyśmy pokazać ich życie „sprzed” (oraz „po”, ale do tego trzeba dojść z kolejnymi rozdziałami) i nie wymagamy, byście jakoś strasznie kibicowali Albertowi i Waltowi, ale mamy bardziej nadzieję na to, że ich losy Was jakoś zainteresują i będziecie czerpać radość z samego odkrywania tego, jak żyli wcześniej i może odkryjecie jakąś ich stronę, której nie znaliście z wcześniej :) No ale, ale, mam nadzieję, Tess, że będzie jednak w miarę rozdziałów lżej, a nie ciężej się czytało :)

    Elis, hehe, no właśnie widzę, że sporo Was ma parcie na pierwsze razy :D Ten Walta i Jima na pewno zobaczycie, więc tutaj nie ma się co martwić. Jeszcze troszeńkę do tego, ale na pewno poczytacie. Aż ciekawe jesteśmy, co powiecie :) Kurcze, choć z prawiczkami u nas dość krucho, coś zauważyłam XD

  7. Elis pisze:

    Shiv „Ale nie wiem czy się pokusimy. Na pytanie czemu, ciężko mi jest odpowiedzieć. Wybacz :(” Spoko, ale jak coś to chętnie przeczytam ich pierwszy razi jak widzę po komentarzach nie tylko ja. Ale pierwszy raz Waltera i Jamesa będzie szczególnie wyczekiwany.
    Tak się zastanawiam co my mamy z tymi pierwszymi razami, albo jakiejś pary, albo prawiczków, że tak ich żądamy. :)

  8. Tess pisze:

    Ekhem, Walter i Albert… No przykro mi to przyznać, ale ja się już przyzwyczaiłam do tego, że jest Walter i James. I średnio trawie to podrywanie księdza, serio. Ja jestem tolerancyjna i czasami wydaje mi się nawet, że za bardzo, mało rzeczy mnie odpycha. Może zdążyłyście już zauważyć, ale jestem dosyć otwarta na pewne sprawy i zanim nie będę miała z tym do czynienia, chociażby w opowiadaniu, jestem skora, by to zaakceptować. Dopiero po przeczytaniu, niektóre rzeczy mnie jednak rażą, choć to i tak bardzo, bardzo rzadkie. Jednak w tym opowiadaniu para – ksiądz gej i wyzwolony gej, mnie trochę jakby odrzuca… Nie wiem, chyba to ta hipokryzja mnie tak irytuje. Chociaż… Nie, nie wiem, naprawdę. Jakoś mnie to nie przekonuje.
    Cóż, są także i plusy, np. Shane! Och Shane… Hmm, chociaż to też tak pół na pół, bo nie ma Dawida :) A seks Shane’a i James’a… No cóż mogę powiedzieć? Jestem przyzwyczajona do tego, że Shane jest z Dawidem, James z Walterem… A teraz Albert? Nie mogę ukrywać, że wadzi mi trochę ten gość. Choć na parę Shane – Dawid nie mogę liczyć (chyba), to chciałabym chociaż zobaczyć tę drugą parę i chyba tylko ta nadzieja, że się jakoś zwiążą w tym opowiadaniu, daje mi dalszą motywacje do czytania tego.
    Ale to dopiero początek i zaznaczam! Wszystko, absolutnie wszystko w mojej opinii może się zmienić, więc nie skreślam tego opowiadania. Podoba mi się to co piszecie, więc nawet jeśli to opowiadanie mi się nie spodoba, to są inne.
    No, tradycyjnie życzę weny oczywiście!

  9. Floo pisze:

    James powinien sypiać tylko z Shanem. Znaczy dopóki nie jest z Waltem. Swoją drogą… niech ta ciotka już umiera bo chcę żeby się poznali :D
    Czegoś mu brakuje w seksie, obstawiam że jednak jakiejś namiastki uczuć z innymi a z Shanem to chyba takiego bardziej zdecydowanego i samczego seksu.Przynajmniej tak mi się wydaje. Ale i tak wole go z Shanem który okazuje mu jakiekolwiek uczucia, niż z facetami którzy łazienkę zwalniają mu na wyznaczoną ilość minut!
    Zgadzam się z wami, tez chcę iść z Waltem na pączka! Nawet nie będę go podrywać jak nie będzie chciał. Rany ale by wszystkie kumpele zzieleniały z zazdrości jakby mi z takim ciachem zobaczyły :D
    Weny laseczki, niech Walt zbałamuci już Alberta a potem zakocha się bez pamięci w Jamesie i rzuci księżulka!

  10. Shivunia pisze:

    Elis >> Też dała bym sie Walterowi wyciągnąć na pączka. No dwa. Ewentualnie siedem. Ale, potem z jego pączkowymi zalotami sama wyglądała bym jak pączek. Albert na szczęście umie też powiedzieć, nie.
    A pierwszy raz Jimma i Shane’a. Nie, chyba nie opisywałyśmy. Ale nie wiem czy się pokusimy. Na pytanie czemu, ciężko mi jest odpowiedzieć. Wybacz :(
    „Czego psorkowi brakuje w seksie? Miłości, uczuć.” nie zaprzeczę. Ale na tą chwilę myśli ze pewnej ręki i poczucia bezpieczeństwa.

    Loveless >> Z tą desperacją zabrzmiało strasznie… ale jak to już mówiłyśmy. Do niczego nie zmuszamy ;) Czytasz co lubisz. Pozostaje nam jednak nadzieje, że może kiedyś ;)

    Gordon >> Bo dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane jak to mówi przysłowie. Walter idealnie się w to wpisuje moim zdaniem. Chociaż, może są tego też plusy. Się okaże.
    „kto by sie oparl takiemu facetowi?” – na pewno nie ja. Jest jednym z moich top wymarzonych facetów. Bogaty (nie powinnam tego wymieniać jako pierwsza cechę), przystojny, inteligentny, zaradny i pełen optymizmu. Idealna partia.
    „, wszyscy tam sa zdeprawowani ” – ah, te małe grzeszki ;) I „małe” jest tu pojęciem względnym ;)

    Tigram >> Lepiej na pączka niż na lody hehehe if you know what i mean. „Dobrze że Albert jest niechętny. Dzięki temu jest bardziej wiarygodny.” – dobrze wiedzieć. Ale i tak Walter dalej swoje. Uparciuch. I wg Jimma można być zbyt dobry… dla niego. On ma poważnie zaniżoną samoocenę, wiec uważa dużo osób za za dobrych dla takiego nijakiego kogoś jak on.
    „I tak, ja też chciałabym przeczytać ich pierwszy raz. I topowanie Jamesa też.” – zobaczy się, nic nie obiecujemy. Tym bardziej, że James jest średnio skory do współpracy aby komuś wkładać. On lubi być czyjś.

    Adela >> Nooo, bardzo się cieszymy, że się podoba :D A James… bardzo wzbudza takie odczucia aby go przytulić, pogłaskać i w ogóle się nim zaopiekować. Jest pipką i pierdółka z założenia, więc chyba nieźle wychodzi opisywanie tego ;)
    „Chciałabym już żeby Peterson i Walt poznali się na ślubie, powiem szczerze, że źle mi się czyta opisy seksu Petersona z Shane, to takie nie na miejscu, przecież oni juz maja partnera!” – wieeeeeem co czujesz. Miałam podobnie jak to pisałam. W sensie, że już chciałam trochę dalej, bo to to tak niemiło jak Walter z kimś innym był, a Jimmy z kimś innym. Ale niestety jeszcze troszkę nim spotkają się na pogrzebie.
    Jeśli rozchodzi się o ten czas w NBTS, będzie trochę akcji tam się też działo, ale w ogóle w IOI są duże przeskoki czasowe cały czas, opisujemy tylko najważniejsze, takie godniejsze podzielenia się nimi z wami, momenty ich życia.

  11. Adela pisze:

    Jej nie wiem czemu ale psorek wzbudza we mnie instynkt macierzyński :P
    taka słodka pierdoła, normalnie jak ja go kocham.
    Chciałabym już żeby Peterson i Walt poznali się na ślubie, powiem szczerze, że źle mi sie czyta opisy seksu Petersona z Shane, to takie nie na miejscu, przecież oni juz maja partnera! Wiem że akcja dzieje się chronologicznie przed, ale jakoś moje poczucie moralności mi nie pozwala :P
    Co zrobicie, kiedy w powiadaniu dojdziecie do etapy związku Walta z psorkiem, który został juz przedstawiony w NBTS? powtórzycie, czy będzie tylko skok czasowy?
    i kiedy dojdziemy do tego etapu?? <3

  12. TigramIngrow pisze:

    Podryw na pączka… Yeeey, jakie pomysłowe :)
    Dobrze że Albert jest niechętny. Dzięki temu jest bardziej wiarygodny.
    A James niech nie narzeka na Shane’a. „Był jednak według niego czasami zbyt konserwatywny i dobry.” Jak można być zbyt dobrym, huh?
    I fajnie, że Shane namówił Petersona na zostanie na noc. To takie przyjemne, że to zaproponował, może James zrozumie, że naprawdę podnieca chłopaka :)
    I tak, ja też chciałabym przeczytać ich pierwszy raz. I topowanie Jamesa też.

  13. Gordon pisze:

    Zaczynam coraz bardziej uwazac ze tamto diabelskie przebranie Walta w halloweenowym bonusie bardzo mu pasowalo ;p Jak tak Albert Walta nie postrzega to ja jestem matka Teresa ;p Przejebane ma ksiezulek, kto by sie oparl takiemu facetowi? Walt jest jednym z najprzystojniejszych waszych bohaterow jak sobie ich wyobrazam. Ta scena z panem psorkiem za to mocna, z wczesniejszego rozdzialu tez. Faceta zal ale w lozku jest podniecajacy ;p I widziec mlodego Shanea calego i zdrowego, prawie bo tu wciaz jest zraniony przez Davida. Spoko sie czyta to opo, wszyscy tam sa zdeprawowani ale jest lux xD

  14. Loveless pisze:

    chyba się nie przekonam do tego opowiadania… może jak już je skończycie i będę w akcie desperacji to się za nie zabiorę ^^’

  15. Elis pisze:

    Walter nie może zapomnieć o księżulku. Też chcę pączka. Wybiorę się z nimi na niego. Podsłucham co nieco. :)

    Opisywałyście kiedyś pierwszy raz Jamesa i Shane’a? Bo nie pamiętam czy coś takiego było, a mam smaczek na ich pierwszy raz.
    Czego psorkowi brakuje w seksie? Miłości, uczuć. Teraz ma samo pieprzenie, a i tak ciągle jest niezaspokojony. Smutne jest to jak nisko ocenia siebie James. I jeszcze długo będzie to robił.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s