Fire Dragon Tattoo Studio – 123 – Rozwiążę to, Jason…

Dochodziła piąta po południu. Alexander Grey wyjątkowo był już w domu. Przyjmował jedzenie zamówione na kolację, której nie miał ani czasu, ani chęci samodzielnie gotować. Uważał, że dość zrobił, przygotowując stół na przybycie gości, a konkretnie brata i jego chłopaka.
Jason w tym czasie pakował do dużej teczki z projektami ostatnio zrobione szkice, które dotychczas spoczywały na biurku. Był już przebrany w luźny, czarny bezrękawnik ukazujący jego liczne tatuaże i wąskie spodnie tego samego koloru. Miał jeszcze lekko wilgotne włosy, ale irokez stał odpowiednio.
Zachowywał się dużo spokojniej niż kochanek, który wszystko szykował na błysk. Alex był perfekcjonistą, ale nie chciał zatrudniać od tego ludzi przy Jasonie. Trochę, chociaż odrobinę, chciał mu pokazać własną samodzielność.
Kiedy tylko zaniósł do kuchni przywiezione jedzenie, usłyszał za plecami kroki, a po chwili szczupłe ramiona Jasona objęły go od tyłu.
— Co tam? Już głodny? — zamruczał mu do ucha mężczyzna.
Grey obejrzał się na niego, nie przerywając wyjmowania jedzenia z pojemników, aby móc je wstawić do ciepłego pieca.
— Nie, nie aż tak bardzo na pewno. Zajmij się tym za mnie. Sałatki już postaw na stół, a ja pójdę się przebrać.
— Spoko — zgodził się Jason i cmoknął kochanka w szyję, po czym puścił go i zabrał się za wyjmowanie jedzenia.
Nie wyglądał na zestresowanego. Przeciwnie, czuł się dziwnie spokojnie i chyba nawet przyjemnie, że mogli z Alexem, jako para, kogoś gościć. To był w jakimś sensie kolejny etap ich związku.
Jego kochanek zniknął w sypialni, już nie komentując tej delikatnej czułości ze strony tatuażysty. Przywykł do tego stopnia, że nie musiał.
Nie zdążył skończyć wiązać krawatu, kiedy usłyszał dźwięk dzwonka. Otworzył Jason, jak się okazało, kiedy rozległy się głosy gości i jego kochanka w salonie. Szybko dokończył dopinanie mankietów koszuli. Na to założył już tylko czarną, dopasowaną marynarkę i zaczesał włosy do tyłu. Spodnie miał węższe, niż zwykle nosił i do tego z wysokim stanem. Przez to jego sylwetka nabrała bardziej pociągłego kształtu, a ramiona wydawały się szersze. W całym jego stroju brakowało tylko poszerzanych rękawów w koszuli, laseczki i złotego zegarka.
Gdy wyszedł z sypialni, zobaczył, jak Rush i Charlie już siedli przy stole, jednak gdy go zobaczyli, zatrzymali się w połowie ruchu. Obaj również byli ładnie ubrani, mimo że później mieli jeszcze z Jasonem wyjść. Charlie miał na sobie białą koszulę w kwiaty, której rękawy podwinął do łokci, a do tego szare jeansy. Włosy miał jak zwykle rozpuszczone, a na nadgarstkach kolorowe rzemyki.
— Cześć, Alex. — Uśmiechnął się do mężczyzny. Wydawał się szczery, choć widać też było, że był lekko spięty. Podszedł jednak do niego z wyciągniętą na powitanie ręką.
Alex podał mu swoją i z wyczuciem ścisnął.
— Witaj. — Uśmiechnął się do niego łagodnie i zwrócił się do brata, który też wstał i do niego podszedł. — Widzę, że zbalansowałeś strój — skomentował to, co Rush miał na sobie. Czyli proste, kremowe spodnie, a do tego prawie prześwitująca koszula w o ton jaśniejszej barwie. Wyglądał zarówno schludnie, jak i atrakcyjnie, i interesująco. Strój był wygodny.
— Postarałem się. Trochę mi to zajęło, ale widzę, że ty też wracasz do dawnych eksperymentów z ciuchami. — Zaśmiał się, poklepując brata po ramieniu.
— Nigdy ich nie zaprzestałem. Jedynie schowałem do szafy i głęboko w otchłanie swojego umysłu. Były ważniejsze rzeczy, o których trzeba było myśleć.
— A Jason tradycyjnie — skomentował Charlie, zerkając na tatuażystę, który tylko pokazał mu przez ramię środkowy palec i poszedł do kuchni po kolację. — Mógłby też czasem z czymś pokombinować. W golf by go można było kiedyś wcisnąć — stwierdził, wracając się do stołu.
— Ja nie mam zamiaru w to ingerować — odparł Alex, wskazując stół. — Rozgośćcie się. Napijecie się czegoś? Wino, kawa, herbata, woda?
— Ja poproszę odrobinę wina — poprosił Rush, wiedząc, że jeśli brat wybierał, to będzie mu smakować.
— Mi wystarczy woda — odparł Charlie, zajmując jedno z miejsc. Nie chciał teraz pić, bo wiedział, że potem będą. — A w końcu jedziesz z nami później? — zwrócił się do Alexa.
— Nie. Nie będę się czuł swobodnie, więc nie ma to większego sensu.
Charlie pokiwał głową ze zrozumieniem, a gdy Rush zajął miejsce obok niego, chwycił go za dłoń pod stołem.
— Szkoda — rzucił Jason, wchodząc do salonu z półmiskami. — I pewnie wykorzysta podstępnie naszą nieobecność, by usiąść do papierków.
— Wcześniej wyszedłem z pracy — usprawiedliwił się starszy Grey i wyszedł do kuchni, chcąc przynieść wino i wodę, o którą prosili goście. Było mu dość specyficznie, że gościł razem ze swoim kochankiem brata i jego chłopaka. Cieszył się tylko, że nie wiedział o tym nikt spoza zaufanego grona.
— Gadałeś ze swoim słonecznym kumplem, gdzie się widzimy? — rzucił Jason do młodszego tatuażysty, gdy rozłożył na stole półmiski pełne różnych ekskluzywnych potraw.
— Na nadbrzeżem. A potem do klubu, co?
— Spoko. Będzie ten jego czekoladowy kolega, od którego imienia dostajesz dreszczy? — dopytywał Jason.
Rush zaśmiał się, a jego brat wszedł do salonu i postawił na stole to, o co prosili.
— Nie wiem… — mruknął Charlie bardziej pochmurnie. Nie chciał, żeby Lenny przyszedł, ale nie mógł przecież tego powiedzieć Ryanowi. Ten nie żądał, by zjawiał się bez Rusha. — Ryan tylko mówił, że to zależy od tego, czy Lenny będzie miał w pracy na nockę. Więc… no, się okaże. I nie dostaję dreszczy — dodał z wyrzutem.
— Nie, skądże — zironizował starszy tatuażysta, siadając do stołu.
Alex też to zrobił, kiedy tylko zdjął przykrycie z zamówionej pieczeni oraz z makaronu i ryżu, które do tego były, do wyboru. Poza tym pod przykryciem znajdowały się jeszcze warzywa na ciepło. Starał się zamówić dość zwyczajne potrawy, ale i tak wszystko wyglądało jak na jakimś bankiecie dobroczynnym.
— No, dobra, ale nie gadajmy o Lennym. To trochę głupi temat — uznał Charlie, nawet nie chcąc myśleć o tym, że mieliby spędzić wieczór z tym mordercą. Dawno go nie widział i wolałby, aby tak zostało. — A i nie wszyscy będą. Mike też mówił, że ma dużo pracy. — Westchnął, odnosząc się też do Alexa.
— Czyli będzie wybitnie męski wieczór? — spytał Jason, a Alex w międzyczasie nałożył mu na talerz obiad. Zabawne w tym było to, że jednocześnie jego brat robił to samo z talerzem Charliego. Różnicą był tylko fakt, że wcześniej jeszcze ułożył sobie przyzwoitą porcję jedzenia na talerzu.
— Na to wygląda — odparł młodszy tatuażysta i cmoknął Rusha w policzek. — No i będzie Juan. Wiesz, jak Katy nam mówiła, że go wypchnęła. By się… „lepiej z nami poznał” — dodał z lekkim uśmiechem.
— I sama postanowiła się nie wpraszać? — spytał Jason i spojrzał trochę zazdrosnym wzrokiem na ten gest chłopaka. Wiedział, że teraz nie mógł tego zrobić wobec Alexa, bo po pierwsze dziwnie by to wyglądało, a po drugie zostałby spiorunowany wzrokiem.
— Tylko go do siebie nie zraźcie. Jeśli Mike’a nie będzie, będzie tam jedynym heteroseksualnym, a to nie dla każdego jest łatwe — wtrącił Alex.
— Szczególnie że Juan nie wie, że Lenny też jest gejem, z tego co wiem — dodał Jason, zabierając się za jedzenie. — Ale was i tak nic od siebie nie odlepi — zwrócił się do gości z westchnieniem.
— Jesteś bardzo uprzedzony, Jason — odezwał się Rush, jedząc powoli i staranie, aby wypaść dobrze w oczach brata, którego etykieta jedzenia i postawa przy stole była zupełnie inna niż Jasona. Nie starał się. Rush wiedział, że on już tak po prostu miał. — A jeśli nie wie, to chyba mamy też mu tego nie uświadamiać. Charlie, rozmawiałaś o tym z Katy czy Ryanem?
— Ryan nic o tym nie mówił, tylko Katy wspominała, że Lenny jej mówił, że nie jest out, więc chyba ma nie wiedzieć. W ogóle… wow, dobre jedzenie. Właśnie, jak tam u was? Gotujecie sami czy chodzicie do restauracji? Nam z Rushem nawet nieźle idzie wspólne gotowanie, co nie? — Zerknął na kochanka z uśmiechem. Choć często ich gotowanie kończyło się przerwą na lodzika. Co najmniej.
— Głównie jemy oddzielnie — odpowiedział starszy Grey.
— Bo Alex wraca późno z pracy — wtrącił Jason.
— Ale to nie znaczy, że jadamy zawsze osobno. Czasami, tak jak dziś, zamawiamy coś do domu. Nie męczę się z gotowaniem.
— A… umiesz coś zrobić? Bez urazy — dodał szybko Charlie, popijając wodą sałatkę. — Wcześniej się nie spodziewałem, a Rush robi zajebiste jajka sadzone.
— Bardzo dobre — poprawił go od razu Alex, po czym odetchnął ciężko. — A ja umiem ugotować sobie obiad, ale nie lubię tego robić. Nie przepadam za przygotowywaniem surowych składników.
— Taa, surowe mięso jest fuj — dodał Jason z rozbawieniem, świadom jednak i tego, że Alex preferował zamówione jedzenie niż to zrobione przez niego. Cóż, zwykle sam sobie gotował, więc na pewno nie miał aż tak genialnych umiejętności kulinarnych jak szefowie kuchni. — Z kawą jest chyba najłatwiej. Wystarczy wcisnąć przycisk w nowym ekspresie.
— To jest wygodne. Proste i nie zajmuje czasu. A jeśli ktoś może zarobić na tym, że dla nas, dla mnie gotuje, to dlaczego mam mu nie dawać takiej możliwości? — odparł sucho Alex, nie chcąc się jednak sprzeczać.
— Widzicie, to z dobrego serca — dodał Jason z rozbawieniem.
— A jak sąsiedzi? — zmienił temat Charlie. Naprawdę był ciekaw, jak się im teraz żyło, szczególnie że od kiedy Jason zamieszkał z Alexem, był jakiś przyjemniejszy. A kiedy chodził sfrustrowany rzadkim widywaniem kochanka, odbijało się to na atmosferze w studiu. — No… w sensie, wiedzą, że jesteście parą, nie? — Zerknął na Alexa.
— Nie są specjalnie zainteresowani, a ja nie zamierzam chodzić do nich z ciastem, jak to przedstawiają w filmach ten amerykański zwyczaj — zapytany odparł sucho, nawet nie chcąc rozważać tego, że sąsiedzi mogli o nim i Jasonie plotkować.
— Taa… A jak ktoś przyjdzie do nas, to i tak jest małe prawdopodobieństwo, że Alex będzie — dodał Jason, wiedząc, że jego kochanek późno przychodził. — O mnie i tak wiedzą — dodał ze wzruszeniem ramion. Nieraz przecież, gdy uskuteczniał seks z jednonocnymi randkami, na pewno któryś z sąsiadów go widział. — No, ale wy co, pewnie już jesteście gwiazdami okolicy?
— Umm… Nie wiem. Znaczy z jedną sąsiadką i jej mężem czasami rozmawiam, ale to tak sporadycznie. Nie robiliśmy sąsiedzkiego grilla w każdym razie — wyjaśni Rush, zerkając na kochanka.
— Mhm. I u nas jest dużo Meksykanów, wiesz, gdzie ja mieszkam. Jakoś nie zawsze im pasuje, że jesteśmy parą homo, więc nie gadają z nami — dodał Charlie, ale nie wyglądał na przejętego tym faktem.
— Byleby wam nie zagrażali w żaden sposób — wtrącił Alex, patrząc surowo to na jednego, to na drugiego.
— Dotychczas zdarzyło się tylko kilka razy usłyszeć „cioty” i tyle — mruknął Charlie, wykrzywiając usta. Zapchał policzki mięsem.
Alex skrzywił się z niezadowoleniem, ale nie skomentował i wrócił do jedzenia. Nie podobało mu się coś takiego. I nie tylko dlatego, że było skierowane do brata. Sam nie chciał czegoś takiego słyszeć. Bał się agresji skierowanej w swoją stronę, nawet słownej. Przez to źle się czuł we własnej skórze.
Jason spojrzał na minę kochanka i westchnął w duchu. Jego samego totalnie nie ruszały takie zagrywki. Było to irytujące, ale miał na tyle dystansu i godności, że nie czuł się tym upodlony. Wystarczyło odpowiedzieć coś równie miłego takiemu bohaterowi. Wiedział jednak, że jego kochanek patrzył na to zupełnie inaczej.
— No, ale, ale, i tak wyglądacie na szczęśliwe słoneczka — rzucił do gości z wrednym uśmiechem. — Prawie jak Mikey i Marg.
— Uznam to, Jason, za komplement — odparł Rush, zerkając krótko na brata. To nie było zbytnio pocieszające, ale przynajmniej był od niego lepszy w samoakceptacji.
— Jasne, blondi. To aż dziwne, że macie z nas wszystkich najdłuższy staż — odparł tatuażysta z uznaniem. Na samym początku ich znajomości nie dawał temu związkowi dużych szans. A ci naprawdę długo już ze sobą byli.
— No, musicie brać z nas przykład. — Charlie zaśmiał się.
— Nie wydaje mi się, abyśmy byli w stanie wytrzymać takie ilości cukru, jaką wy się raczycie co chwilę — odparł starszy tatuażysta z wrednym śmiechem.
— Wolicie kostki lodu, co? — zripostował Charlie, zupełnie niezrażony.
— Szczególnie do whisky — wtrącił Alex, uważając, że czas przerwać tę niedorzeczną rozmowę.
Jason tylko uśmiechnął się szerzej, a Charlie, gdy wszyscy przez moment w ciszy oddawali się jedzeniu, zapytał:
— A w ogóle… co tam wasi rodzice myślą o tej nowej firmie? Bo… no, dużo z Rushem o waszej pracy nie gadamy, ale mówił, że nieźle się powodzi. Pewnie są zaskoczeni. — Uśmiechnął się lekko, zerkając na kochanka.
Alex przełknął i dopiero odpowiedział, w sumie przyjemnie zaskoczony zasugerowanym tematem:
— Tak. Są nawet… pozytywnie rozczarowani, jak znam ojca. Nie wyraża tego jawnie, ale wypowiadał się o Richardzie w superlatywach. Z kpiącym niedowierzaniem, że jeszcze nie stracił wszystkich pieniędzy i że pewnie mu pomagam, ale nadal daje mu wolną rękę.
— Kochany tatuś — zironizował Rush, wiedząc, że właśnie tak będzie. Nie pokazywał tego po sobie, choć dotykało go takie traktowanie ze strony rodziców. To Alex zawsze był tym lepszym, tym, w którym pokładało się nadzieje. On był tylko… dodatkiem do firmy, który miał ładnie się uśmiechać i robić dobre wrażenie.
— To chujowe, że ma takie mniemanie o zdolnościach syna — wtrącił Jason neutralnie, popijając wodą mięso.
— Przynajmniej teraz zobaczy, że się mylił. Ale fajnie, że nie ma obiekcji. Przynajmniej możecie to rozkręcać — dodał Charlie.
Cieszył się, że się powodziło. Im lepiej działała firma Rusha, tym większe było ich zabezpieczenie na czarną godzinę. No i nie mówił tego głośno, ale był dumny ze swojego kochanka, że naprawdę dobrze pracował i udawało mu się, z pomocą Alexa, rozkręcać ten biznes. Wiedział, że Alex był od niego lepszy w tej dziedzinie, ale Rush też głupi nie był. Umiał sobie radzić, kiedy wiedział, że musi.
— Nie wiem, czy Richard ci mówił, ale nie wszystkie dochody idą na jedno konto. Część z nich zatajamy przed ojcem, aby nie nabrał zbyt wielu podejrzeń — dodał Alex, a jego brat tylko pokiwał głową, bo akurat miał kęs w ustach.
— Tatuś będzie miał niezłą niespodziankę — zamruczał Jason, nie cierpiąc faceta, mimo że nie widział go na oczy. Powody były raczej oczywiste. Alex, gdyby miał innych rodziców, byłby zupełnie innym człowiekiem. Nie miał pojęcia, czy wtedy trafiliby na siebie, ale… niewątpliwie miałby lżejsze życie.
— Byle niezbyt wielką. Miło by było, gdyby się z tym pogodził, a nie chciał nas zniszczyć — dodał ponuro Rush.
Zatroskany Charlie pogłaskał go po udzie pod stolikiem.
— Może się pogodzą… Ale zamierzacie czekać, aż dowiedzą się sami, czy… no, chcecie im powiedzieć? — zapytał, samemu nie wiedząc, kiedy rozmowa przeszła na tak poważny temat. Choć tak naprawdę nie zdarzało im się spotykać w takim gronie, a jakby nie było, temat dotyczył właśnie ich czwórki.
— Zobaczymy. Nie chcę jeszcze podejmować decyzji w tym temacie — odparł Alex.
— Jeszcze. Bo jeszcze jest czas, ale do przyszłych wakacji przydałoby się zdecydować — mruknął Jason, nabijając warzywa na widelec. — Masz ślub, Alex…
— Do tego czasu na pewno to rozwiążę. Nie musisz się o to martwić. Wiem, kiedy zaczynają się przygotowania do ślubu. A z sali, którą zamówiliśmy, bez strat przedpłaty możemy zrezygnować jeszcze przez cztery miesiące. Do tego czasu coś się na pewno rozwinie — odparł sucho, rzeczowym tonem.
— Ta, spoko. Byłoby jednak fajnie pójść na ślub Mike’a i Marg z facetem, który jest mój, a nie czyjś.
— Rozwiążę to do tego czasu, Jason — powtórzył Alex lodowatym tonem.
Rush nawet nie chciał się w to wtrącać, bo znowu miał wrażenie, jakby atmosferę nagle można było kroić.
— Wiem, Alex, nie naciskam. Mówię ci tylko, że mnie skręca, jak mailujesz z tą swoją — Jason wykrzywił usta w grymasie — Jeane.
Charlie tylko popatrzył na nich w milczeniu. Domyślał się, jak mógł się czuć Jason. Kiedy okazało się, że Rush go zdradzał, sama myśl, że całował się z innymi, kiedy byli „parą”, była koszmarnie frustrująca.
— Nie przestanę z nią pisać. Wiesz o tym. Tak samo o tym, że nie wszystko zależy ode mnie i nie jestem tak wolnym człowiekiem jak ty. — Alex mówił i jadł spokojnie, ale czuło się, że nie powinno mu się przeciwstawiać.
— Jak się wszystko uda z firmą, to będzie okej — dodał szybko Charlie, który sam coraz bardziej się stresował, bo nigdy nie wiedział, jak rozmawiać z tak poważnym i chłodnym Alexem. A nie chciał, by kolacja przybrała taki ton. — Weź, Jason, trochę przetrzymamy i będziemy mieć wolnych Greyów — dodał z lekkim uśmiechem, zerkając na kochanka.
Rush uśmiechnął się blado, a Alex rzucił chłopakowi nic niemówiące spojrzenie. Nie planował wprowadzać złej atmosfery, ale przecież musiał się bronić.
Na szczęście udało się skończyć ten temat. Sporo przegadali o ślubie Marg i Mike’a, kiedy Charlie wypalił, że kumpel poprosił go o bycie świadkiem. Był tym podekscytowany i dowiadując się, że Jason również się zgodził, jeszcze bardziej się zapalił. Wypomniał nawet Jasonowi, że ten będzie musiał założyć garnitur. Mężczyzna nie był tym zachwycony, ale zapewnił, że nie będzie „robił siary” i się odstrzeli. Potem temat zszedł na Anglię i jej walory pogodowe, jak mówił Alex, co Jasona osobiście bawiło. Kolacja całej czwórce wydawała się udana. Nawet Charlie nie był aż tak spięty, jak na samym początku.
— To zaraz przyjdę, tylko ogarnę ten syf, który zrobiliśmy — rzucił Jason do Rusha i Charliego, już ubierających się do wyjścia.
— Jasne. Nie spieszy się aż tak — odparł Rush, który, jak i jego chłopak, pożegnał się już z Alexem. Ten wolał zająć się sprzątaniem niż kurtuazyjną pogawędką w drzwiach i patrzeniem, jak wszyscy zakładają buty.
— To czekamy w samochodzie — dodał jeszcze Charlie i wyszedł z kochankiem z domu, a Jason wrócił do salonu, by pomóc kochankowi.
— Pomogę ci i spadam — rzucił do niego, zbierając brudne kieliszki po winie.
— Dziękuję, ale jeśli się spieszysz, to możesz to zostawić. Wiesz, co myślę o spóźnianiu się — odparł Alex, wynosząc brudne talerze. Jasonowi rzuciło się w oczy, że miał na dłoniach rękawiczki do zmywania, aby nie ubrudzić się resztkami jedzenia pozostawionymi na talerzach.
— A ja wiem, jak ty uwielbiasz sprzątanie. — Jason uśmiechnął się i wstawił do zmywarki kieliszki. Gdy i Alex to samo zrobił z talerzami, nie pozwolił mu ponownie wyjść z kuchni, tylko przyciągnął go do siebie za nadgarstki i pochyliwszy się, pocałował go. — Chyba byliśmy dobrymi gospodarzami, co?
Alex westchnął ciężko i nisko, zaskoczony tym nagłym pocałunkiem.
— Tak myślisz? — spytał z cieniem zaciekawienia i wątpliwości. Ta część wieczoru, kiedy zrobiło się sztywno, była niepokojąca.
— Taa, była chwila grozy, ale gołąbki wyglądały na zadowolone — zamruczał Jason, w tym momencie naprawdę żałując, że Alex nie jechał z nimi, bo nie chciał się odsuwać. — Nawet młody się tak ciebie nie bał — dodał ze złośliwym uśmieszkiem.
Alex prychnął i delikatnie spróbował się odsunąć, ale bez specjalnego przekonania. W duchu naprawdę lubił, gdy Jason tak go obejmował. To było dziwne, bo zwykle wolał unikać dotyku, ale to był… Jason. Z nim to było takie… odpowiednie.
— Ciekawa teoria, ale miło to słyszeć. A teraz mnie pocałuj i idź, bo każesz im czekać.
— Już — mruknął Jason, ale i tak przyciągnął go do siebie bliżej i znowu pocałował. — Masz spać, kiedy wrócę — ostrzegł poważnie.
— A jeśli nie będę i będę wyczekiwał, aż wrócisz? — zadrwił Grey z delikatnym uśmiechem w kąciku ust, a Jason spojrzał na niego sceptycznie.
— Przy laptopie, z kubkiem kawy i teczką z umowami?
— Z kubkiem bawarki.
Jason westchnął i pokręcił głową.
— Nie. Masz spać. Teraz się baw tymi papierkami, ale ja będę pewnie późno, więc masz już być w łóżku — mruknął z cieniem niezadowolenia.
Alex spojrzał wrogo na tatuażystę, lecz po chwili odpuścił.
— Dobrze. Ale daj mi znać, gdy będziesz wracać.
— Żebyś zdążył udać, że śpisz? — prychnął Jason. — Ale okej, wyślę ci smsa.
— Żebym się nie zasiedział i cię nie zawiódł — odparł poważnie mężczyzna i cmoknął kochanka w policzek. — A teraz naprawdę idź, bo będę zły.
Jason skinął głową i puścił jego nadgarstki.
— To spadam. Na razie — dodał, jeszcze krótko przyglądając się przystojnej twarzy tego seksownego blondyna, nim wyszedł z kuchni, zabrał klucze i telefon oraz opuścił dom. Widząc, że Rush i Charlie czekali na niego na podjeździe, wpakował się na tylne siedzenie. — No już, gołąbki. Jedziemy, bo nasze dzieci słońca pewnie tęsknią.

17 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 123 – Rozwiążę to, Jason…

  1. Wadera pisze:

    Rozdział taki sielski i anielski. W oczy bardzo rzuciła mi się różnica między tą kolacją, a tą u gołąbków gdzie Mike musiał robić za przyzwoitkę. Poza tym widać jak zmienił się sam Alex to jak się stara dla Jasona i dla ich związku (posprzątał po obiedzie – Alex – posprzątał po obiedzie, no same powiedzcie czy by to zrobił jakby Jasona nie kochał ;) zresztą Charlie też się starał, nawet się nie spodziewałam ale to głównie on rozluźniał atmosferę. Trochę mi szkoda Rusha, chłopak pracowity inteligentny, wykształcony (wszechstronnie), ale nie pracoholik bez dziwnych urojeń i kompleksów i jeszcze ktoś na nim psy wiesza w dodatku jego własny ojciec, jak tak można nie doceniać własnego dziecka, cóż już mu Rush udowodni że jest kimś więcej niż widzi w nim ojciec. Jason jak to Jason był Jasonowaty, widać że mimo iż zaakceptował sytuacje to cały czas uwiera go kwestia tego ślubu i najchętniej zawłaszczyłby Alexa całego dla siebie i to oficjalnie, cóż wszystko przed nimi :D

  2. Katka pisze:

    Tess, no, no, no, ulubiona para, powiadasz? Och, jak to ludzie z czasem potrafią ująć za serce XD Duży plus, fajnie, że się podobają ;) „Alex jest czasami nudny jako ta królowa śniegu, ale to może kwestia upodobania, ja nie lubię takich ludzi.” – myślę, że tak, w końcu istnieją różne gusta. Co jednych przyciąga, innych zniechęca. Więc rozumiem. Ważne, by mieć innych lubianych bohaterów w tym, co się czyta, a skoro są, to jest ok :) Charlie i Rush zawsze będą potrafili czymś zaskoczyć, zapewniam. Jak nie seksem z użyciem „mieczy Jedi”, tak na pewno czymś innym XD A co do Juana… no cóż, chłopak nie ma lekko, faktycznie. Znalazł się w świecie, którego nie rozumie i nie jest jego częścią. Więc to ciężkie czasy dla niego, ale ludzie na szczęście mają zdolność asymilacji. U niektórych jednak przychodzi ona z trudem… Zobaczymy, jak to z nim będzie.

  3. Tess pisze:

    Nie spodziewałam się, ale stęskniłam się za Lennym i Ryanem. Szok, więc czekam do kolejnej części i mam szczerą nadzieję, że jednak ta moja, obecnie (sama się zdziwiłam, ale to fakt) ulubiona para się pojawi.
    Króciutki coś ten rozdział był, no ale zadowalający :D Alex jest czasami nudny jako ta królowa śniegu, ale to może kwestia upodobania, ja nie lubię takich ludzi. Czekam… Może się kiedyś zmieni? Zmieni jeszcze bardziej niż dotychczas… Bo nie można mu zarzucić tego, że się nie poprawił. Jako wyzwolonego geja, to ja go nie widzę. Brakuje mi trochę Charliego i Rusha, nic się u nich nie dzieje takiego ciekawego ostatnio, choć znając was, to tylko kwestia czasu i za pewien czas uraczycie nas czymś tak zaskakującym i niespodziewanym, jak ten rozdział z udziałem Gwiezdnych Wojen. I zaraz przeczytam go chyba 3 raz ;>
    Zmieniając temat. Jak sobie pomyślę o tym biednym heteryku Juanie i tym stadzie gejów to aż mi go żal, biedny chłopak, serio. Nie żebym sama nie chciała być otoczona stadkiem gejów, ale… To dla niego musi być dziwne.

  4. Shivunia pisze:

    Nezu-Chan. >> Też jesteśmy dumne ;) To miło, że pod natłokiem obowiązków znalazło się tych kilka minutek na FDTS ;) „Top 3 : Jason, Alex i Lenny.” – yeeey. Pierwsza dwójka nie dziwi, ale Lenniak się załapał hie hie hie „I nie powiem.. bardzo miłą niespodzianką było spotkanie Shane’a w tym opowiadaniu.” – takie lekkie mieszanie światów ;) Dobrze że odebrane na plus. I dzięki bardzo za wenę. Postaramy się jej nie zgubić ;)

  5. Nezu-Chan. pisze:

    Yeah! Nareszcie. ~ Mimo tego, że nie miałam zbyt dużo czasu na czytanie, to nareszcie nadgoniłam to opowiadanie! :D Jestem z siebie dumna. ~ xD Więc tak.. przyznam, że bardzo, ale to bardzo wciągnęło mnie to opowiadanie. Nawet mam swoje Top 3 : Jason, Alex i Lenny. xDD Tak, bez nich żyć nie mogę. xD I nie powiem.. bardzo miłą niespodzianką było spotkanie Shane’a w tym opowiadaniu. Byłam totalnie mile zaskoczona. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam. WENY! :3

  6. Shivunia pisze:

    Tigram >> Boshe, hahaha większość komentarza się śmiałam XD Głównie z Alexa. On NIE ma logiki. To na zasadzie trochę działa jak… hmm ładne się ubieranie na noc poślubną. Strojenie się ubieranie aby się rozebrać XD. I ta jego samodzielność. Przecież nakrył do stołu i wszystko zorganizował. Jak przykładny pan domu. (nie mylić z idealną panią domu, chociaż z nią mógłby konkurować w kwestii dezynfekcji i porządku w mieszkaniu)
    „Za chooya pana nie mogę zczaić czemu Alex zakłada spodnie z podwyższonym stanem i marynarkę do kolacji ze znajomymi. Nie pojmę, ni ma bata.” – a teraz wyobraź sobie jak on się stroi i w ogóle jak jest FORMALNY jak idzie na nawet durne przyjęcie koktajlowe o kolacji nie wspomnę. Nie wiem ile książek o savoir-vivre musiała bym przeczytać aby napisać taką scenę ;/
    „Szalone postępy, panie Grey :)” – AŻ 83 odcinki. Ciekawe ile Ryanowi zajęło dojście do tego że lubi chuja Lennego hmmm
    „Ech, tylko seks Wam w głowie. :D” – i kto to mówi ;p

  7. TigramIngrow pisze:

    Hmmm… pomyśleć że jeszcze dopiero co kilkanaście godzin temu czytałam o tym jak to Charlie i Rush krzątają się po mieszkaniu, szykując się do przyjęcia Alexa, Marg i Mike’a na kolacji. Jakże sympatyczne ukazanie odwrotnej sytuacji. Nioch, nioch.
    Przytulenie Alexa od tyłu – uuuu… lubię to. I jeszcze to szeptanie do ucha. Mrrraśnie.
    A Alexik ciutkę się chyba zapętlił – „Alex był w końcu perfekcjonistą. No i nie chciał zatrudniać od tego ludzi przy Jasonie. Trochę, chociaż odrobinę, chciał mu udowodnić własną samodzielność.” I dlatego zamówił obiad w restauracji. Pozdro Alex za logikę. Yeah.
    Za chooya pana nie mogę zczaić czemu Alex zakłada spodnie z podwyższonym stanem i marynarkę do kolacji ze znajomymi. Nie pojmę, ni ma bata.
    Zatrzymanie Charliego i Rusha w połowie siadu – kurde, jaka schiza, bez kitu ^^ Normalnie wchodzi Alex to wszyscy wstrzymują oddech, poprawiają ubrania i bez mała robią rachunek sumienia, huh? :)
    „świadom jednak i tego, że Alex wolał nawet zamówione jedzenie niż to zrobione przez niego” – a to akurat jakoś tak smutnie zabrzmiało. Snif. No bo Jason mógłby coś upichcić a Alex i jego alexowatość tylko danie zmrożą i do lodówki. Uch. Nieładnie.
    „jakby atmosferę nagle można było kroić.” – wytnijmy cegły i zbudujmy igloo, yey :)
    Mała retrospekcja: odc. 40: „Jason wyszczerzył się bezczelnie i na przekór, uniósł się na kolanach na łóżku i załapał jego szczękę, wpijając się w jego usta w mocnym pocałunku. Alex momentalnie odskoczył od niego i ostentacyjnie wytarł wargi dłonią w rękawiczce.
    – Kazałem ci się położyć – syknął, wbijając w mężczyznę chłodne spojrzenie. Niczym sople lodu.” I 83 odcinki później: „A teraz już tylko mnie pocałuj i idź”. Szalone postępy, panie Grey :)
    A ja to bym chciała, żeby Alex mimo wszystko nie spał jak wróci Jason. Niech będzie nagi pod kołderką i grzecznie czekał na swojego partnera i ….
    Tylko po to by mu powiedzieć dobranoc, zboczuszki! Ech, tylko seks Wam w głowie. :D

  8. Katka pisze:

    Jeniffer, yey, to cieszymy się, że rozdzialik zaspokoił :D Kolacja nawet bardzo udana, chociaż był moment kryzysowy. Ale jak widać, rodzinka się jako tako dogaduje :) A ślub Mike’a i Marg – nie ma jeszcze ustalonej daty, więc na pewno nie w tej naj-najbliższej odległości, ale powolutku, małymi kroczkami do tego zmierzamy. Nie jest powiedziane, ile trwa narzeczeństwo i ślub nie zawsze następuje zaraz po oświadczynach :) Pozdrawiamy :)

  9. Jeniffer pisze:

    A mi się rozdział bardzo podobał, chociaż liczyłam na coś więcej z Alexem i Jason, no, ale jestem szczęśliwa, że w końcu byli oni, a nie znowu Ryan i Lenny.
    Kolacja mimo wszystko udana, chociaż Rush taki trochę nieobecny jakby. :P
    A tak w ogóle to ślub Mikey’a i Marg to kiedy ma się odbyć? ( za ile miesięcy znaczy się ) :)

  10. Shivunia pisze:

    Adela >> Hahahaha przepraszam, nie powinnam się śmiać, ale ta uwaga jest taka celna. Tylko, że my zawsze wychodziłyśmy z założenia, że to bardziej Moda na Sukces, okrojona z korelacji rodzinnych i zdrad z każdą napotkaną osobą. Aż czasami kusi aby napisać parodie, ale lękam się że za bardzo by to wyglądało na zwykły rozdział FDTS I nie mogę obiecać że nagle w kolejnym rozdziale będzie jakaś burza. Może za bardzo zwyczajnie lubimy pisać i mamy problemy z ograniczeniem ilości słów nad treścią. I pozwolę sobie zacytować – „No soki ;P”

  11. Adela pisze:

    kochane, uwielbiam wasze opowiadanka, ale musze wam jedno zrzucić, ostatnimi czasy fabuła FDTS ma rusz się jak mucha w smole. Liczyłam że po akcji tatus Ryana kontra Lenny akcja ruszy z buta, a tu zas taki zapychacz :( Lubię naszą gay-ekipę tatuażystów, ale ostatnio zaczynają mi niebezpiecznie bardzo przypominać Lubiczów z Klanu, albo jakiś Mostowiaków z M jak Miłość. No soki ;P

  12. Katka pisze:

    Joaś, to aż szok, że się okazuje, że nie tylko gołąbeczki są w stanie doprowadzić do próchnicy XD A Jason tak się nabijał z książęcej parki, że tak się do siebie migdalą, hehe. A sam by chciał. „widzę że stosunki ze szwagrem się ocieplają” – cały czas o tym zapominam, że przecież Charlie i Alex to teraz szwagrowie (tak to się piesze?). Normalnie… wow XD Rodzinka, hehe. „ale sama sobie do cukrzyłam bo jadłam nutelle” – ciesz się, że Lenny’ego nie było w pobliżu, by ci ją całą wyjadł. I… haha, dziękujemy za tą śliczną zapowiedź następnego rozdziału ATCL XD

    Yaoistka, wena jest i cieszymy się, że ich kochasz :)

    Elis, tak, niestety Charlie wciąż jest spięty przy Alexie, ale jest już coraz lepiej. Starają się obaj, więc może coś z tego będzie i wspólne kolacje nie będą już takie straszne. Hehe, nakładanie jedzenia – taaaak, to takie odruchowe w ich przypadku, zupełnie nie zwracają uwagi na to, że robią podobnie. Jakby ktoś tak patrzył z boku, faktycznie mógłby się ubawić. Podejrzewam, że jest więcej takich podobieństw, które by zauważyć, trzeba by wpierw postawić braci obok siebie i się im poprzyglądać. „Już się nie mogę doczekać, kiedy rodzice Greyów poznają prawdę o synach.” – Jason i Charlie może nie tyle nie mogą się doczekać, ile jednak by już chcieli mieć to z głowy. Także popierają!

    Liviah, „Następnym razem pójdzie na imprezę razem z nimi!!!!” – a może za jakąś dekadę wyjdzie z własnej woli na parkiet, żeby pomachać tyłkiem XD Taaa, to nadal wydaje się mało realne XD Ale niewątpliwie daje się coraz bardziej rozruszać, a Jason ma większą możliwość w zbliżaniu się do niego niż wcześniej. Jeśli chodzi o zazdrość – Alex definitywnie nie jest typem zaborczym. Na pewno NIE chciałby Jaya zobaczyć z innym facetem, ale jak widać jest spokojny o to, co jest między nimi. Ma dużo, dużo zaufania do swojego faceta. „chłopakowi się mózg ugotuje, oczy mu wypłyną, a na końcu ucieknie z wrzaskiem” – och, Liviah, czarną przyszłość mu wieszczysz! XD

    Porcelanowa, yey, super, że wyłaniasz się z cienia! :D Czyli mogę Cię oficjalnie zakwalifikować do JA-owców XD Uwielbienie do tej parki, jak widać, rośnie. Tak przynajmniej wnioskuję z tego rozkosznego „Aaaaaaaaaaaaaa! *.*”. Co do przesłodzonym gołąbeczków – jak już nie raz wspominałyśmy – rozumiemy XD Ich się albo kocha albo nienawidzi. Dalej, a propos uderzeń. Srał pies drzewo. Biedni ludzie XD I cieszę się, że żyjesz! Jeszcze byś nas nawiedzała po śmierci za to, że to przez nas. Ja kiedyś o mało przez rozmyślanie o FDTS nie wpadłam pod karetkę (na sygnale). W ogóle dziękujemy za wyrażenie szczerej opinii też o innych opowiadaniach. I w sumie z pewnego punktu widzenia to budujące, że do każdego masz nieco odmienny stosunek, niektóre są lubiane, niektóre nie, bo to nam daje sygnał, że klimaty, historie i bohaterowie się nie powtarzają. To miłe :) Wulgarność w NBTS faktycznie jest jednym z głównych wyznaczników, więc rozumiem. ATCL – mmmm, muzyka dla uszu, dzięki za miłe słowa odnośnie tego opka :D Jakoś z komentami nie zawsze pod nim jest bujnie, więc dobrze usłyszeć nową opinię. Co do Outsidera – to jedno z naszych pierwszych-pierwszych opków, rzeczywiście podział jest. Staramy się ogólnie nie dzielić na (matko, nie lubię tych określeń) „seme” i „uke”, lubimy zmieniać role i ogólnie czasem dominować co bardziej męskich, hehe. No ale nie zawsze tak można, co by nudno nie było XD SV podobnie, na pierwszy plan wysuwają się atrakcje, które nie każdego muszą kręcić. Cieszymy się zatem, ze FDTS trzyma Cię na naszej stronie! Swoją drogą argument „ale to ja” jest uroczy :D Mike i Marg – mogę jedynie zapewnić, że na pewno przy okazji ich wielkiego dnia będzie ich więcej ;) „Fizycznych i podchodzących pod słowną pornografię.” – uśmiechnęłam się. Nie wiem czemu XD Ogólnie troszkę w takim razie nie ma rady na te opisy seksu. Mam nadzieję, że nie boli Cię nader specjalnie to, że musisz je omijać. W tym wypadku to już chyba nasz taki styl, że tak je opisujemy. No ale to my (XD). „Mimo wszystko chcę, abyście wiedziały, że wciąż czytam (jakkolwiek okrojoną w moje gusta) waszą twórczość i wciąż sprawia ona, że się cieszę.” – po tych słowach na pewno nie czujemy się urażone :) Taki cel pisania i publikowania tych wypocin, by komuś sprawić radochę. Więc jeśli sprawiamy – cel osiągnięty, nasz sukces, Twoja rozrywka :D Mmmm, no mogę dodać tylko, że rozpłynęłam się z radości na widok takiego owocnego, długiego komentarza i mam nadzieję, że do następnego skomentowania ;* Pozdrawiamy również!

  13. Porcelanowa pisze:

    No to próba bycia mniej niewidzialną po raz drugi! ^^ Zanim skomentuję jak na człowieka cywilizowanego przystało, poczęstuję was moimi genialnymi reakcjami na każdy gest alexowojasonowy:
    Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! *.* <3 Jak ja ich uwielbiam… *rozpływa się jak masło w mikrofali* Nieważne, że gołąbki, czyli para bohaterów, której naprawdę nie cierpię i znieść nie mogę, bo ja za słodyczą przesadną w romansach nie przepadam, a oni są tak obrzydliwie przecukrzeni, że ja pi… No bardzo w każdym razie. xD No ale co tam, liczy się whiskey z lodem ^^ *.* Kooooooochaaaaam ich xD
    No. A teraz tam może jakoś normalniej, żebym nie wyszła na idiotkę. Och, kogo ja chcę oszukać ^^ Noale.
    Przeczytałam wracając ze szkoły do domu i byłam niezłą atrakcją dla innych przechodniów, bo szczerzyłam się do telefonu i raczej nie patrzyłam na to, gdzie idę. Wynikiem są:
    *uderzenie w drzewo x1
    *uderzenie w człowieka x3
    *niemal wpadnięcie pod samochód x1
    Drzewo milcząco obsypało mnie skruszałymi resztkami liści, jeden człowiek na mnie nawrzeszczał, jeden zignorował, jeden się roześmiał i życzył mi miłej lektury. Samochód trąbił głośno, a mnie z ulicy siłą ściągnął jakiś przerażony chłopak. Ale żyję i mam się dobrze ^^ Do rzeczy.
    Lubię FDTS. To chyba moje ulubione wasze opowiadanie. NBTS nie podobało mi się prawie w ogóle, za bardzo drażnił mnie główny bohater i jakoś nie potrafiłam czytać tak przesyconych wulgarnością dialogów, ale to ja. ATCL już mówiłam, że kocham za fabułę i zawiłości, za bohaterów drugoplanowych i genialnie stworzony świat. Bohaterowie główni są mi neutralni tak naprawdę, dla mnie są dodatkiem do całej reszty. Ale to ja. Outsider był… Nie lubię typowego podziału na "tego męskiego" i "tego ciotowatego", bo inaczej tego nie nazwę. Jest to dla mnie takie trochę… uwłaczające. Tak, pojmuję, że tacy geje również istnieją, nawet bardziej w oczach mediów, ale nie lubię, naprawdę nie lubię uogólniania, gejów "normalnych", że tak powiem, jest więcej, po prostu nie rzucają się w oczy, bo właśnie są normalni. I dlatego kiedy czytam yaoi czy slash (jak zwał, tak zwał), zwyczajnie odrzuca mnie ten podział i raczej zamykam stronę. Najczęściej. Prawie zawsze. Zawsze. Na moje szczęście, jest też zupełnie odmienne przedstawienie sprawy, pojawiające się w wielu innych historiach, więc mam co czytać ^^ Po prostu nie lubię, drażni mnie to "top/bottom" spojrzenie, choć potrafię zrozumieć, że innym się podoba. Byłabym hipokrytką, mówiąc o swojej tolerancji, a nie akceptując czyiś poglądów. Ale nieważne. W każdym razie, Outsidera nie doczytałam nawet do końca, więc może nie powinnam się wypowiadać, ale jakkolwiek… nie przepadam za nim. Ale to ja. SV ma świetny pomysł, znów genialne postacie drugoplanowe, ale z bohaterami pierwszoplanowymi jest podobnie jak w Outsiderze. Josh jest… Nie lubię, nie znoszę. Manson też nie lepszy, a tego ostatniego rozdziału nie skomentowałam, bo najzwyczajniej w świecie mnie odstraszył, nie przepadam. Łapię, że cały pomysł opiera się na relacji pan/pupil, ale jednak… chyba za dużo jak dla mnie. Ale to ja. Samo FDTS… Różnie. Uwielbiam rozdziały z Alexem i Jasonem, ale to chyba już zauważyłyście. Gołąbki mnie obrzydzają, to też już wiecie. Lenny i Ryan na początku również mnie nie podbili, ale jest lepiej, czytam ich rozdziały i zaczynam się przekonywać wraz z tym, jak oni są coraz bliżej siebie. Czyli jest lepiej i zmierza ku dobremu. Mike i Marg – Za mało mi ich trochę, ciekawie się zapowiadali, chłopiec z dobrego domu i zwykła pokojówka. Tak, wiem, że na blogu są przede wszystkim treści homoseksualne, ale jednak… Brakuje mi ich, zwłaszcza, że bardzo polubiłam obie te postacie, są takie naturalne i żywe, że trudno ich nie polubić. Kate jest sympatyczna, choć czasem i ona mnie drażni, ale też nie jest sztuczna, to drażnienie jest prawdziwe i rzeczywiste, nie potrafię być do niej źle nastawiona, a za podsunięcie jej w końcu faceta: wielkie dzięki.
    Sceny seksu. Większości nie czytam. Nie chodzi o jakąś nadmierną pruderię ani nic w tym rodzaju, choć przyznam, że czytanie tak… fizycznych i podchodzących niemal pod słowną pornografię opisów, jest dla mnie uczuciem cokolwiek dziwnym. Może i krępującym, nie będę się wstydziła tego, że jednak trochę tej pruderii we mnie jest. Właśnie. Fizycznych i podchodzących pod słowną pornografię. Ja chyba po prostu wolę czytać sceny bardziej emocjonalne. Mniej pchnięć, ruchów, dziur, penisów, sutków, palców i języków, więcej uczuć, jakie zbliżeniu towarzyszą. Nawet scenę gwałtu można opisać bez "języka medycznego" w taki sposób, że po plecach biegają ciarki. Noale. Wiem, że wielu osobom, praktycznie wszystkim, którzy was czytają (Boże, czuję się takim wyjątkiem ^^), takie podejście do opisu seksu pasuje. Ba! Podoba się bardzo. Mnie nieco obrzydza i odstrasza, więc się ograniczam i czytam wysapane "Kocham cię" wśród orgazmowych fajerwerków, pomijając samo do orgazmu doprowadzenie. Ale to ja.
    I chyba wyszło głupio. Mało zachwytów, dużo krytyki. Tak, jakby czytanie tego nie sprawiało mi w ogóle przyjemności. Uwierzcie, sprawia. Po prostu połowicznie. Piszecie dobrze, co prawda inaczej niż większość pisarzy (internetowych i papierowych), których czytuję, ubóstwiam, wielbię i czczę, ale wcale nie źle. Po prostu inaczej, a w tych powyżej wymienionych fragmentach, które do mnie nie trafiają, wychodzi, że mamy chyba odmienne podejście do pewnych spraw, że mam nieco pruderyjne wychowanie i nie przepadam za "ostrym seksem" i "soczystymi wypowiedziami" (nie, nie uważam tego za wadę, taka jestem i w życiu nie obejrzę filmu pornograficznego, bo się zrzygam, że tak powiem. Chyba dla mnie seks i uczucia (jakiekolwiek, ale nie wyrażone jedynie miarowymi stękami, jękami i pokrzykiwaniem) są zbyt nierozerwalne, chyba po prostu nie potrafiłabym spojrzeć na to inaczej, czysto fizycznie). Mimo wszystko chcę, abyście wiedziały, że wciąż czytam (jakkolwiek okrojoną w moje gusta) waszą twórczość i wciąż sprawia ona, że się cieszę. Mam więc nadzieję, że nie będziecie czuły się urażone. Bo nie było to moim zamiarem i wciąż nie jest.
    To chyba tyle, rozpisałam się niebotycznie, ale cóż. Pierwszy prawdziwy komentarz, trzeba przedstawić siebie i swoje zdanie jak najprzejrzyściej xD
    Pozdrawiam serdecznie,
    Porcelanowa

  14. Liviah pisze:

    No to kolacja się udała, mimo kilku cięższych momentów było całkiem przyjemnie. Strasznie mnie cieszy, że Alex co raz bardziej przywyka do Jasonowych czułostek. Następnym razem pójdzie na imprezę razem z nimi!!!! No bo co zrobi jeśli Jasona będzie ktoś podrywał?! Czy on o tym nie myśli?! (Ja wiem że nie myśli bo to przecież Alex…:) ) ale zawsze trzeba mieć nadzieję :P
    Biedny Juan, Katy wrobiła go w szalone gej-party… chłopakowi się mózg ugotuje, oczy mu wypłyną, a na końcu ucieknie z wrzaskiem :)

  15. Elis pisze:

    Stosunki Charlie/Alex się powoli ocieplają, ale widać, że chłopak przy Alexie czuje się spięty. Mam nadzieję, że z czasem szwagrowie będą czuć się w pełni swobodnie w swoim towarzystwie.
    Kolacja się udała i miło było. Rozbawiło mnie to, jak Alex i Rush nakładali jedzenie swoim partnerom. Ach te geny. :) Gdyby zamiast Rusha robił to Charlie mogłabym powiedzieć, że żonki dbają o swoich mężów.
    Już się nie mogę doczekać, kiedy rodzice Greyów poznają prawdę o synach.

  16. Joaś Adamczak pisze:

    przybyłam, przeczytałam i dostałam próchnicy :D
    Muszę stwierdzić że ten rozdział był taki cukierkowy i to wcale nie zasługa gołąbeczków tylko tego lofffffffff Alexa i Jasona o.O. Charlie i jego rozmowa z Alexem, no no no widzę że stosunki ze szwagrem się ocieplają czyżby Jason naprawdę spowodował globalne ocieplenie i stopienie Lodowca imienia Alexandra Roberta Grey’a :D po prostu szał macicy, tylko Rush taki jakiś mało obecny był, mało mówił, mało gruchał z Charliem :( ale sama sobie do cukrzyłam bo jadłam nutelle jak czytałam wiec poziom cukru i tak mam za wysoki xD

    Już odliczam te 3 dni do moich ukochanych chłopaków…..

    Czy William umrze? Czy Jefferson zabije swojego kochanka? Jak przebiegnie poranek dwójce naszych bohaterów? Odpowiedz na te oraz inne dręczące pytania otrzymają państwo w kolejnym odcinku „Across The Cursed Lands” już 18 Listopada o godzinie 12:00 zapraszamy :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s