Fire Dragon Tattoo Studio – 122 – Zgubnie złe pragnienie

Chodnikiem kroczył rosły mężczyzna o czarnych oczach, ciemnych, krótkich włosach i z reklamówką z zakupami w swojej dużej dłoni. Był naprawdę wysoki, a na twarzy miał naturalnie wzbudzający respekt wyraz. Również nie patrzył w stronę dwójki stojącej na przystanku, kiedy szedł, najwyraźniej w stronę parkingu znajdującego się kawałek dalej. Mogło o tym świadczyć to, że grzebał w kieszeni w poszukiwaniu kluczyków.
Pierwszy zauważył go Ryan i zamiast dodać coś jeszcze do swojej wypowiedzi do Lenny’ego, nagle zupełnie przestał oddychać, a jego całe ciało mimowolnie się spięło. Zrobiło mu się bardzo, bardzo nieprzyjemnie gorąco.
Lenny, mimo że znowu ziewał, zauważył jego wyraz twarzy i ściągnął brwi, zaniepokojony. Spojrzał w stronę, w którą patrzyły ciemne oczy kochanka. Nie poznał mężczyzny, który zbliżał się w ich stronę. Wydawał mu się jednak dziwnie znajomy.
— Kto to? Nie znam — spytał Ryana, cały czas patrząc swoimi drapieżnymi oczami na zbliżającego się mężczyznę.
Chłopak czuł, jak szybko zaczęło bić mu serce.
— Ojciec — wydusił krótko, na próżno mając nadzieję, że mężczyzna go nie zauważy.
Ten jednak ściągnął swoje ciemne brwi, stając nagle kilka metrów od przystanku i patrząc na niego. Jego wąskie usta wykrzywiły się w paskudnym, pełnym pogardy uśmiechu.
— Miami nie jest jednak takie duże, skoro mam pecha trafiać tu na ciebie — prychnął na powitanie. — Ale widzę, że trochę cię w pace nauczyli posłuszeństwa i do domu się nie zbliżasz, jak kazałem. Już pas niepotrzebny.
Ryan zacisnął szczękę, mając wrażenie, że szumiało mu w skroniach, a w klatce piersiowej aż bolało od silnych uderzeń serca. Miał ochotę mu przyjebać, co najmniej. Albo nawet wrzucić pod koła jadących ulicą samochodów.
— Idź dalej — rzucił tylko, chcąc, by to spotkanie jak najszybciej się skończyło.
Lenny nic nie powiedział, tylko patrzył na mężczyznę, trzymając dłonie w kieszeniach. W jednej chwili zrozumiał, czemu Ryan tak nienawidził swojego ojca. Facet emanował czymś, co wzbudzało agresję. Do tego jego słowa, to traktowanie syna…
Zacisnął zęby, starając się opanować. Kłopoty nie były czymś, o czym teraz marzył, więc błagał, aby mężczyzna sobie poszedł. Ale ten tylko pokręcił głową, rzucając synowi pogardliwe spojrzenie. Podobnym obdarzył Lenny’ego.
— Nie zapominasz, komu rozkazujesz? Szacunku ci jeszcze nie wbili w to dupsko? Jak cztery lata nie wystarczyły, to może ci załatwić więcej, ty zeszmaciały złodzieju?
Ryan poczerwieniał, dodatkowo czując wstyd, że Lenny tego słuchał. Nie chciał, żeby kiedykolwiek jego stosunki z ojcem i to poniżanie wychodziło poza dom.
— Odwal się, kurwa, i idź straszyć dzieciaki pijące w parku. Czekam na jebany autobus. To też cię boli? — warknął agresywnie, nie chcąc okazywać przy kochanku słabości wobec ojca.
Mężczyzna uśmiechnął się obłudnie i ruszył w stronę Ryana.
— Mnie boli? To chyba ciebie coś boli, ty mały, zepsuty gówniarzu. Tak się odzywać do ojca? — prychnął, podchodząc coraz bliżej. — Powinieneś mi lizać buty, a nie pouczać. W końcu już nie na jednego takiego jak… — urwał, bo w pewnym momencie drogę zastąpił mu Lenny. Nie dotknął go, tylko stanął między nim a Ryanem, patrząc mu w oczy swoimi wrogimi i pełnymi nienawiści. Groził mu nimi niemo.
— Proszę się nie przeliczać ze swoimi słowami — wycedził.
Ryan otworzył szerzej oczy, zaskoczony tym, co się właśnie działo. Czuł coraz bardziej ogarniający go niepokój.
Jego ojciec zmierzył wzrokiem dużo niższego od siebie mężczyznę i parsknął z pogardą.
— A ty to kto? Przydupas tego gówniarza? A może… — Zaśmiał się nagle bardzo nieprzyjemnie. — A może to ten pedał cię rżnie? Tak ci się w pierdlu spodobało cwelowanie? — zwrócił się do Ryana.
Lenny warknął pod nosem i wysunął dłonie ze spodni. Nóż przysłowiowo otwierał mu się w kieszeni.
— Dla ciebie na pewno nie pedał! — syknął i zrobił krok w przód, prawie stykając się klatką piersiową z ojcem kochanka. — Masz ty w ogóle ze sobą odznakę, czy wyszedłeś sobie poszczekać? A może… — zerknął na jego torbę z zakupami — żona z domu wywaliła, bo zauważyła, jakiego nędznego psa żywiła?
Roger Carter mocno ściągnął brwi, patrząc na Lenny’ego z odrazą i wściekłością.
— Zrób jeszcze krok, a skończysz z twarzą przy ziemi i zrobimy sobie wycieczkę na komisariat — wycedził ostrzegawczo.
W tym czasie Ryan, widząc doskonale stan obu mężczyzn, doszedł szybko do Lenny’ego i chwycił go za ramiona, odciągając do tyłu.
— Nie rób. To pies, źle się skończy — syknął do kochanka. Po tym warknął na ojca: — Spierdalaj stąd!
Lenny wyrwał się Ryanowi, cały czas wojowniczo patrząc w oczy Rogera.
— Skończę? I jedyne czym umiesz grozić to komisariatem? Cóż za waleczna postawa stróża porządku! A i ten język i poszanowanie dla obywatela… To się aż chwali. Panie policjancie po cywilu! — zakpił, uśmiechając się krzywo i bardzo podle.
— Ty masz coś jeszcze do powiedzenia, czarny szczurze? — prychnął Roger, rozkładając ręce niemal zachęcająco i podjudzająco. Był sporo większy od Lenny’ego. — Może zachowaj swoją opinię dla siebie. — Splunął mu pod nogi. — A stawanie w obronie tego gówniarza ci nie pomoże, bo jeszcze chwila i będzie cię mógł oprowadzać po pace. Tam już będziesz musiał dzielić się jego dupą — prychnął, na co Ryan aż sapnął z nienawiścią i wstydem.
— Zamknij się, kurwa! — wrzasnął na ojca i znowu chwycił Lenny’ego. Tym razem w silnym, wzmocnionym adrenaliną uścisku, nie mając zamiaru pozwolić mu na żaden ruch w kierunku jego ojca. Wiedział, jak podły ten był. Mógłby rzeczywiście ich zamknąć, a Ryan był świadom, ile się dostawało za napaść na funkcjonariusza. Poza tym obaj byli na warunkowym. Uścisk więc był wręcz bolesny.
Lenny tylko dlatego spojrzał na Ryana. Za długo, jak na zwykłe zerkniecie. Dał się odciągnąć, ale i tak znowu rzucił ostre spojrzenie starszemu mężczyźnie. Wiedział, był wręcz pewny, że ten nie miałby z nim szans. Jego nogi były słabe, kolana wyprostowane i niegotowe na atak, tak samo jak grdyka, którą ten eksponował, unosząc wysoko głowę. Oczami wyobraźni widział już, jak mężczyzna klęczy przed nim, krztusząc się i próbując złapać oddech przez zmiażdżoną tchawicę.
— Mówiłem ci, mała szmato, naucz się szacunku do ojca! — warknął Roger, a Ryan aż cały drżał z wściekłości, wstydu i strachu przed tym, że Lenny mógłby rzucić się na jego ojca. I nie bynajmniej o ojca się martwił, bo bardzo, bardzo chciałby go zobaczyć na kolanach. Chętnie oddałby go w ręce Lenny’ego, gdyby nie było konsekwencji. Ale bał się, że jego kochanek znowu poszedłby siedzieć. Na tę myśl zrobiło mu się gorąco ze strachu.
— Mówiłeś, że nie masz już syna. Więc zostańmy może przy tej pozytywnej wersji — syknął, wciąż trzymając Lenny’ego przy sobie. Ten na pewno czuł, jak sam drżał i jaki był gorący. — Odejdź po prostu.
Roger zawarczał, a kostki u jego dłoni, w której trzymał siatkę za zakupami, zbielały.
— Zepsuty, pedalski śmieć! — warknął i uniósł dłoń, jakby chciał spoliczkować chłopaka.
Ten za to poczuł, jak nagle Lenny, którego trzymał, wyrywał mu się do przodu i niemalże warczał na mężczyznę. Ruch był tak gwałtowny, że Ryanem zachwiało.
— Uderz, psie, to nie będziesz miał oczu! — wydyszał, rzucając gliniarzowi nienawistne spojrzenie, w którym ten zauważył, że nie żartował. Praca, czego jak czego, ale tego go nauczyła. Umiał odróżnić prawdziwą groźbę od czczej pogróżki.
Ryan tylko przytrzymał Lenny’ego z całych sił i zaparł się nogami na wszelki wypadek, nie zamierzając mu pozwolić na to, o czym mówił. Nie mógł.
— Zachowaj te żałosne groźby dla siebie, czarnuchu — warknął Roger, aż z jego ust wytrysnęły kropelki śliny. Rzucił synowi pogardliwe spojrzenie i cofnął się. — A ty nawet nie zbliżaj się do matki i siostry, złodzieju — ostrzegł, dodatkowo unosząc wskazujący palec w wyrazie groźby, po czym ruszył w stronę parkingu.
Lenny głośno wypuścił nosem powietrze, czując, jak gotował się w środku z niewyładowanej złości. Ten chuj nie powinien zbliżać się do swojej żony i córki, a nie zabraniać tego Ryanowi!
Nic nie powiedział, tylko patrzył na odchodzącego mężczyznę. Duży wpływ na to miały trzymające go ręce Ryana. Znowu chciał zabić. A wiedział, że było to bardzo złe pragnienie. Zgubnie złe.
Dopiero kiedy Roger zniknął im z oczu, chłopak rozluźnił obejmujące Lenny’ego i wciąż drżące z wysiłku i nerwów ręce.
— Autobus… jedzie — rzucił zduszonym głosem, widząc, że ten faktycznie nadjeżdżał. Odwrócił się więc tyłem do mężczyzny, by zabrać ich zakupy z ławki.
Lenny znowu prychnął, wydychając powietrze nosem jak rozjuszony byk.
— Mógłby, kurwa mać, przyjechać wcześniej! — syknął, także porywając torby.
Ryan zgodził się z tym tylko skinieniem głowy i wszedł do autobusu. Skierowali się na same tyły, gdzie było pusto. Usiedli na wolnych miejscach. Chłopak odetchnął cicho, bardzo powoli się uspokajając, jednak samo wspomnienie twarzy ojca sprzed chwili przyprawiało go o nieprzyjemnie szybkie bicie serca. A do tego wciąż czuł nerwowe spięcie, kiedy bał się, że Lenny rzeczywiście się na niego rzuci.
— Chyba przedstawienie cię jednemu z rodziców mam z głowy — rzucił mocno ironicznie, choć nie był w stanie nawet wymusić uśmiechu. Było mu duszno.
— Wolałbym poznać go na jego pogrzebie — wycedził Lenny.
Był spięty i Ryan doskonale widział to na jego plecach, bo mężczyzna pochylał się do przodu i opierał łokcie o kolana. Nie dość, że Roger Carter po prostu denerwował go swoją aparycją, to jeszcze to, jak się odzywał, jaki miał stosunek do swojej córki i żony… I do Ryana. Jak do niego mówił, jak wyprał mu mózg ostatnim razem, gdy ten miał nieprzyjemność się z nim zetknąć… Pragnął chociaż obić temu mężczyźnie mordę.
— Nie zaskoczę cię chyba, że też wolałbym go tak zobaczyć — odparł Ryan, w przeciwieństwie do Lenny’ego siedząc nieco obsunięty na siedzeniu i oparty o oparcie, z głową odchyloną do tyłu. — Ale nie… Kurwa. Nie zabitym przez ciebie.
— Panowałem nad sobą! — syknął od razu Lenny, mocno mijając się z prawdą. Jak rzadko. Przyzwyczaił już Ryana do tego, że nie kłamał. A teraz ewidentnie właśnie to robił.
— Och tak, oczywiście. Tak bardzo nad sobą panowałeś, że szarpałeś mi się w rękach. Cały napięty byłeś, Lenny. Zabiłbyś go tam.
— Szczegóły — odpyskował mężczyzna, rozprostowując i zaciskając palce. Starał się chociaż częściowo uspokoić. Za cholerę nie działało. Przed oczami miał tylko ciemne i jasne rozbłyski oraz wizję kwilącego o litość ojca kochanka. Nie umiał zachować spokoju, kiedy ten tak obrażał i traktował jego księżniczkę.
— Nie „szczegóły”. Morderstwo nie jest pieprzonym „szczegółem”! — syknął Ryan, znowu oddychając głębiej. Pochylił się gwałtownie i odwrócił do siebie twarz Lenny’ego. — Tak ci tęskno do pierdla? Mielibyśmy się widywać przez szybkę? Czułem, że było blisko tego i wyobraź sobie, że mi się to nie podoba — mówił zduszonym, ściszonym sykiem. — Wystarczyłoby, byś się na niego rzucił, a by cię chuj posadził. I pieprzyłbyś, kurwa, jakieś inne księżniczki — wyrzucał z siebie. Wizja tego, o czym mówił, sprawiała, że ponownie było mu nieprzyjemnie gorąco.
Lenny nadal był niespokojny. Jego oczy patrzyły groźnie i dosłownie morderczo. Słuchając Ryana, łagodniał, to znowu się spinał. W odpowiedzi i tak znów warknął. Cicho, aby ich nikt za bardzo nie słyszał.
— Mówiłem, że panowałem nad sobą. Nie rzuciłbym się na niego, aż tak głupi nie jestem. I… — Zbliżył się do chłopaka twarzą, niemalże obnażając zęby, kiedy ściągał groźnie nos. — Nie ma, kurwa, innych jebanych księżniczek, więc się, do diabła, zamknij. Nie chcę słuchać moralizatorskich przemów.
Ryan zmarszczył brwi i odsunął się.
— Służę — mruknął tylko, czując, że cały ten dzień, wcześniejsze wyjście z pracy i randkę z Lennym spieprzyło to chwilowe spotkanie z największym skurwielem na świecie, jakiego znał. Teraz chciał już tylko wrócić do domu, wziąć prysznic i wyłączyć się.
Mulat jeszcze chwilę na niego patrzył, ale w końcu tylko fuknął i wgapił się we własne splecione dłonie. Był nabuzowany, nie chciał rozmawiać, nie pomagało mu to. Jednak czym bliżej domu byli i czym dłużej Ryan milczał, zdenerwowanie na ojca chłopaka przeradzało się w złość na siebie. Nie musiał na niego warczeć. Nie odezwał się jednak, aż wysiedli z autobusu i ruszyli w stronę domu z siatami.
— Ryan? — spróbował, idąc krok za nim.
— Słucham — odparł chłopak wygaszonym głosem, patrząc na niego krótko przez ramię. Poprawił przy tym plecak. W drugiej ręce miał jedną reklamówkę. Z jego twarzy jednak ciężko było cokolwiek wyczytać. Była poważna, a nawet śladowego cienia wymuszonego uśmiechu czy… jakiegokolwiek z jego palety uśmiechów nie było widać.
Lenny skrzywił się, czując, jak zdenerwowanie na Rogera mijało mu na rzecz zakłopotania i irytacji wobec siebie. Tego nienawidził w tym całym związkowaniu. Było cholernie skomplikowane, trudne i w takich momentach kojarzyło mu się ze stąpaniem po cienkim lodzie.
— Jesteś… cichy.
— Miałem się zamknąć — odparł Ryan wymownie, znowu oglądając się przed siebie. Już byli blisko domu, który stąd widzieli.
— Umm… Bardzo dosłownie to potraktowałeś — mruknął gorzko mężczyzna.
Tym razem Ryan nic nie odpowiedział. W nieprzyjemnej ciszy doszli do celu. Gdy tylko postawili wszystkie zakupy na stole w kuchni, Ryan odwrócił się do Lenny’ego i objął go mocno. Nie tak jak wtedy, gdy przytrzymywał go przed ojcem, ale i tak… desperacko.
Zaskoczony i totalnie zmieszany mężczyzna zamrugał. Nie wiedział, co miał zrobić z rękoma. Po chwili jednak objął Ryana w pasie.
— To w ramach… ee… Dobra. Jeśli mam teraz coś zrobić, to powiedz co.
Ryan odetchnął cicho w jego ramię.
— Nic. Możesz tylko powiedzieć, że nie poszukasz go kiedyś w przypływie natchnienia i nie pobijesz na śmierć — mruknął, nie odsuwając się.
— Oczekujesz ode mnie bardzo dużo, wiesz? Tym bardziej w tej chwili.
— Możliwe, ale coś mi mówi, że nie zmienię żądania. Obiecaj — powiedział Ryan poważnie, nie puszczając go, ale odsuwając głowę od jego szyi, by spojrzeć mu twardo w oczy. Mimo że jego własne spojrzenie było zarówno wygaszone całym zajściem, jak i nalegające i rozemocjonowane.
Lenny skrzywił się, widząc jego twarz. Ciężko było mu odmówić. Cmoknął więc impulsywnie jego usta, mając nadzieję, że to rozproszy chłopaka.
— Muszę?
— Tak — naciskał, bardziej stanowczo, widząc, że się wykręcał. — Lenny, do kurwy, chyba nie wyglądam teraz, jakbym robił sobie jaja. Obiecaj mi.
— Że? — przeciągał.
Ryan zmarszczył mocno brwi i przyparł go do ściany silnym ruchem.
— Nie mam specjalnie teraz ochoty się w to bawić, Lenny. Chcę już wziąć prysznic i usiąść z tobą, położyć się, cokolwiek, ale nie, nie zrobię tego, dopóki nie obiecasz mi, że nie zbliżysz się do tego skurwysyna na odległość pięści.
Mulat westchnął ciężko i przewrócił oczami. Czasami nie lubił w sobie tego, że był słowną osobą.
— Obiecuję, że się do niego nie zbliżę — wydusił. — Jeśli ty pocałujesz mnie teraz i powiesz, że nie jesteś zły, że kazałem ci się zamknąć… — dodał trochę desperacko w swojej opinii. Może nawet żałośnie.
Ryan odetchnął z ulgą i przytaknął. Potem pochylił się do Lenny’ego i cmoknął go w usta.
— Nie jestem — odparł tylko i znowu go pocałował, tym razem dużo mocniej, głośno wzdychając i przymykając oczy.
Mulat też westchnął głębiej i przyciągnął Ryana do siebie. Te słowa go uspokoiły. Tym bardziej, kiedy wiedział, że chłopak nie odpowiedziałby tak na odczepnego.
Pogładził go nisko po plecach, nie czując dyskomfortu z bycia przyciśniętym do ściany.
Chłopak odsunął się od jego ust dopiero po długiej chwili, gdy już ciężko im się oddychało.
— Pójdę się umyć, jeśli nie masz nic przeciwko. I nakarm, proszę, Jaya — rzucił, jeszcze przez moment obejmując kochanka.
— I zostawisz mnie tu, ot tak? — Lenny westchnął i przesunął dłoń w górę jego pleców, aby położyć mu ją na karku i nakłonić do jeszcze jednego pocałunku.
Ryan jakoś nie mógł się powstrzymać, by nie odpowiedzieć na pieszczotę.
— Wiesz, że obaj też zmieścimy się pod prysznicem — zamruczał i ponownie go cmoknął, wciągając przy tym zapach mężczyzny.
Lenny złapał zębami jego dolną wargę, po czym puścił go, odsuwając odrobinę.
— Wiem, ale nakarmię futrzaka i najwyżej do ciebie dojdę. Idź.
Ryan skinął głową w podzięce i wyszedł z kuchni. Po drodze zrzucił z siebie podkoszulek na podłogę w salonie i zniknął w łazience. Nawet nie chciał myśleć o tym, co zaszło, ale kiedy stanął pod ciepłym strumieniem wody w kabinie prysznicowej, nie potrafił się od tego uwolnić. Zacisnął dłoń i oparł czoło o kafelki, na moment przymykając oczy. Pozwolił, by woda spłynęła mu po ciemnych włosach, plecach, wzdłuż kręgosłupa, po pośladkach i pomiędzy nimi, aż na opalone uda.
Chciał się wyłączyć, ale słowa ojca dobijały się do jego głowy. Do tego obraz Lenny’ego, jego pleców… Tego, jak stawał pomiędzy nim a jego, bądź co bądź, sporym gabarytowo ojcem. I nawet jeśli wiedział, że Lenny wspaniale radził sobie w więzieniu… Był taki impulsywny.
Nie chciał myśleć ani o tym, jak mógłby oberwać od ojca, jeśli ten miałby przy sobie jakąś broń, ani że mógłby pójść siedzieć za napaść. Wizja odwiedzania Lenny’ego w więzieniu, patrzenia na niego przez szybę, braku możliwości nawet dotknięcia go…
Zacisnął zęby, mając ochotę wyjść i upewnić się, czy mężczyzna faktycznie nie opuścił mieszkania. Powstrzymał się ostatkiem sił i sięgnął po żel do mycia ciała. Zaczął od dolnych partii.
Kiedy już umył swoje genitalia i tyłek, usłyszał, jak drzwi od łazienki się otworzyły.
— Nie, Jay, ty cholero, tam zostajesz. Sio, dostałeś żarcie, zapchaj się nim. — Usłyszał głos kochanka, potem miauknięcie i w końcu trzask zamykanych drzwi. — Żyjesz?
Przetarł zaparowaną szybkę w kabinie prysznicowej, by zobaczyć Lenny’ego.
— Tak, ciężko się tu utopić, mimo wszystko. Jay chciał się dołączyć?
— Chyba mu się przypomniało, że się z tobą nie witał. — Mulat rozbierał się niespiesznie. — Znajdzie się tam dla mnie miejsce?
— Z tego co wiem, ostatnio nie przytyłem. Chodź — odparł Ryan, namydlając sobie klatkę piersiową.
Lenny schylił się, aby spojrzeć na swój chudy, umięśniony brzuch z mocno zaznaczonymi kośćmi bioder i mięśniami do nich doczepionymi.
— Jak wyżej — rzucił i szybko wszedł do kabiny. Od razu objął Ryana od tyłu, a gdy woda chlapnęła mu na twarz, splunął, zamykając oczy. — Oślepłem. Mam wodę w oczach.
Ryan obejrzał się na niego i lekko uśmiechnął. Odwrócił się w jego ramionach i pocałował w usta.
— Jak nie masz tam piany, to powinieneś przeżyć. Pomrugaj.
Lenny najpierw mocno zacisnął oczy i dopiero odwróciwszy głowę tak, aby woda nie chlapała mu na nią bezpośrednio, zamrugał. Jęknął przy tym żałośnie, bo zapiekło. Może było to mało dojrzałe z jego strony, ale takich rzeczy nie wstydził się pokazywać przed Ryanem. Teraz liczyło się tylko to, żeby ten się rozluźnił i zrelaksował w jego towarzystwie.
Chłopak znowu się uśmiechnął i przesunął dłońmi po jego twarzy i powiekach.
— Żyjesz, czy trzeba je ratować przed wypłynięciem? — rzucił przy tym, obejmując go lekko. Sam wciąż miał pianę na ciele, która była powoli spłukiwana przez strumień wody ze słuchawki prysznicowej.
— A jak chcesz je ratować? — spytał Lenny, zerkając kątem jednego oka na chłopaka. Uśmiechnął się przy tym łagodnie, kładąc mu dłoń na biodrze.
— Nie znam się na tym niestety, więc chyba mogę mieć tylko nadzieję, że zostaną na miejscu. Szkoda by ich było. Nie chciałbym musieć przeszczepiać ci tych Jaya, choć są podobne — odparł Ryan i pochylił się, całując go lekko w jedną powiekę. Przysunął się przy tym bliżej do kochanka.
Lenny westchnął, symulując dodatkowo wielkie uczucie ulgi.
— Kłamiesz. Znasz się na tym, to pomogło — odparł z rozbawieniem, gładząc ciepłą dłonią biodro i pośladek chłopaka. Był taki kształtny, że nie umiał się opanować, aby go nie dotknąć, chociaż musnąć.
Od razu usłyszał głośniejsze westchnienie Ryana, który szybko ukrył to pochyleniem się do jego szyi.
— Może powinienem zacząć nazywać się cudotwórcą — rzucił, całując kochanka po skórze. Nie oponował na dotyk na pośladku, ale spiął go mimowolnie.
— Może. Ujarzmiasz nie tylko swoje nerwy, ale i moje — odparł Lenny, gładząc go dalej po ciele i nie przejmując się, że dredy nasiąkały mu wodą i coraz bardziej ciążyły. — Jesteś piękny, wiesz? — wypalił, całując go w skroń, bo akurat do niej sięgał.
Ryan był zaskoczony tą wypowiedzią.
— Chyba zależy według czyich standardów, ale jeśli ty tak uważasz, to dziękuję — odparł, głaszcząc ciepłe plecy kochanka. Dzięki tej rozmowie i bliskości przynajmniej nie myślał o tym, co zaszło na przystanku. Wolał teraz skupić się na Lennym i na tym, jak dobrze się z nim czuł.
— A zdanie kogokolwiek innego cię obchodzi? — dopytywał ciemnoskóry mężczyzna, przesuwając palce pomiędzy pośladki kochanka. Na jego rowek. Aż westchnął, gdy poczuł pod opuszkami jego zwieracz. Do tego dwie połóweczki chłopaka właśnie ścisnęły mu palec, a Ryan wyczuwalnie drgnął i mocniej przysunął się do niego.
— Zależy pod jakim względem… Ale podniecać powinienem ciebie — odparł niższym głosem, oblizując usta i marszcząc brwi na uczucie, które wywołał palec Lenny’ego.
— I wyłącznie mnie?
Lenny nie naciskał, tylko czekał, aż Ryan się rozluźnił. Dopiero wtedy znowu podrażnił palcami jego wejście. Było maleńkie, a woda, która smagała ich ciała, dodawała przyjemnych doznań.
— Z tego co wiem, to tak. Tylko ciebie — odparł Ryan ze średnim skupieniem, ale szczerze. Do tego rzeczywiście starał się rozluźnić tyłek.
Oddychał głęboko, stykając się z Lennym klatką piersiową. Sięgnął ponad nim do półki po żel i za jego plecami otworzył, by po chwili zacząć masować mu ramiona.
— A ciebie? — drążył Lenny, poddając się jego gestom. Jednocześnie stymulująco kręcił kółeczka wokół jego zwieracza, by w końcu przecisnąć się palcem do środka przez ściśnięte mięśnie.
— Nn! — wymknęło się chłopakowi, który już rumieniał na twarzy. — Coś mi… mówi, że jesteś świadom tego, jak… uch, jak na ciebie lecę — dodał, gdy był w stanie.
Zsunął dłonie na jego czekoladowe plecy. Jednak uczucie w tyłku sprawiało, że aż ciężko było mu stać na nogach. Dziwnie mu drżały.
— Jestem świadom? — podjudzał go Lenny, jedną ręką mocno trzymając go w pasie, a drugą pieszcząc odbyt. Wsunął palec głębiej, by szybko odnaleźć prostatę. Udało mu się to, zanim Ryan zdążył odpowiedzieć. Wyczuł to dobrze, kiedy ten drgnął w jego ramionach i znowu głośniej jęknął, przyciskając się do niego.
— Kurwa… — wydusił, nie mogąc się skupić na odpowiedzi.
Poruszył biodrami niby przypadkiem, a tak naprawdę wpasował się bardziej, by palec Lenny’ego dalej go tam tak dobrze pieścił. Czuł się czerwony na twarzy, bo ta aż go paliła. Nie chciał myśleć o ojcu, ponieważ wiedział, że wtedy to, co teraz Lenny mu robił, wyglądałoby jak coś złego. A przecież… było tak dobre.
— Kurwa? — spytał Mulat z przekąsem i pocałował go w policzek, odrobinę wysuwając z niego palec, aby mocniej rozmasować zwieracz. Chciał wsunąć w niego drugi i jeszcze bardziej poczuć na podbrzuszu penisa Ryana. Uwielbiał jego reakcje.
Chłopak odetchnął głębiej i oblizał usta.
— Tak, chyba ciężko nie zauważyć, że mnie podniecasz, Lenny — powiedział w końcu, przesuwając gorącymi dłońmi po jego plecach. — Masz to do siebie, że to, jak się ruszasz… Uch. Wiesz, że ciężko oderwać wzrok od twoich bioder.
Lenny zaśmiał się i skubnął zębami skórę na szyi chłopaka.
— Bioder? To ty nawet nie wiesz chyba, jak twoje hipnotyzują. Rozluźnij się — dodał, napierając od razu dwoma palcami na jego wejście.
— Nie byłoby lepiej, jakbym się odwrócił? — zapytał chłopak, ściągając brwi i starając się nie spinać. Nawet stanął nieco szerzej, by jego pośladki się rozsunęły. Nie powiedziałby tego głośno, ale samo to napięcie, które wywoływały palce na jego zwieraczu, było cholernie pobudzające. Chciał je głęboko w sobie. Już miał od tej stymulacji sztywnego penisa, a tego akurat nie dało się ukryć.
— Wolałbym nie. A przynajmniej na razie. — Lenny sięgnął do jego szczęki, ściągając ją w dół do pocałunku. Mocnego i namiętnego. Jednocześnie wsunął palce w chłopaka i naparł na jego prostatę.
Ryan zacisnął powieki i jęknął. Miał wrażenie, jakby woda, która po nich spływała, była cieplejsza niż wcześniej. Nie rozumiał, dlaczego było mu aż tak dobrze, kiedy coś go penetrowało. Nie, wierzył, że tylko z Lennym tak miał. Ten miał do tego idealne dla niego podejście. Ani przesadnie delikatne, ani nieprzyjemnie ostre. Wiedział, kiedy mocniej go pieprzyć, a kiedy zwolnić.
Chłopak nie mógł powstrzymać się przed lekkim wypięciem bioder oraz otarciem się o niego, by poczuć tego ciemnego, wielkiego penisa na swoim. A ten był sztywny i gotowy. Aż dziwne, że się w nim mieścił, skoro w tej chwili Ryan miał wrażenie, że te dwa palce ledwo w niego wchodziły.
— Kurwa, jest duży — sapnął, odnosząc się do jego penisa i lekko pocierając o niego własnym. Równocześnie miał wrażenie, że był pełny od tych jego palców. A i tak chciał więcej, głębiej i ostrzej.
— A ty gorący! — syknął mężczyzna, nagle wysuwając z niego palce i pchając go na ścianę. Od razu wspiął się na palce i wcałował w jego usta. Trzymał go jedną dłonią za włosy, a drugą chwycił jego penisa i przydusił go do brzucha chłopaka.
Ryan spiął się, a równocześnie przez jego ciało przemknął gwałtowny, przyjemny dreszcz. Uwielbiał, kiedy Lenny był taki… dominujący i władczy. Wciąż niepokoiło go, jak na to reagował, ale nic nie mógł na to poradzić. Chciał być przez niego… brany. Jakkolwiek poniżająco w tym momencie to nie brzmiało w jego myślach.
Nie odepchnął mężczyzny, tylko odpowiedział na pocałunek mocno i agresywnie, kładąc mu dłonie na ramionach. Lenny czuł, jak sztywnego i pulsującego miał penisa. I chciał go spróbować, poczuć bardziej i wyraźniej. Nie zawahał się więc nawet na moment przed tym, aby klęknąć na jedno kolano w brodziku i wziąć między wargi główkę członka. Odgarnął dłonią spadające na twarz włosy.
Ryan wiedział, że Lenny był genialny w oralu. Wpatrzył się w jego ciemne ciało, wodę ochlapującą jego plecy i w to, jak ten teraz obejmował jego penisa ustami. Było mu w nich tak ciepło. A do tego czuł dłonie na biodrach, udach i brzuchu. Jak przesuwały się, badając każdy skrawek jego ciała. Jak znowu znajdowały drogę do jego wejścia i je też pieściły. A język Lenny’ego pieścił jego żołądź, lekko zaczepiał o podstawę główki, drażniąc tylko najdelikatniejsze, najwrażliwsze miejsca.
Ryan na moment zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu na kafelki, dysząc ciężko. Para unosiła się wokół i było mu już naprawdę bardzo gorąco. Do tego, kiedy czuł język Lenny’ego, jego ciało aż niezdrowo szybko się podniecało. Pomyślał jednak nagle o tym, jak bardzo chciałby teraz poczuć go z tyłu… Zaczerwienił się do tej myśli, ale nie wiedział, jak o to poprosić, by nie wyglądało to tak, jakby brzmiał „dobierz mi się do dupy!”.
Wahał się moment i w końcu rzucił niskim od podniecenia głosem:
— Nadal obstajesz przy tym, że jeszcze nie powinienem się odwrócić?
Mulat puścił jego penisa spomiędzy warg i spojrzał na niego w górę, mrużąc oczy, aby woda ponownie mu się do nich nie dostała.
— A tam też chcesz? — spytał z wrednym uśmieszkiem.
Ryan jęknął w duchu i zacisnął zęby, nieco sfrustrowany tym, że Lenny znowu wiedział, o czym myślał. Albo raczej, że wypowiadał to na głos. To go krępowało. Nie mógł zaprzeczyć jego pytaniu. Odpowiedział więc jak zwykle pokrętnie, choć jego penis aż drgnął na myśl o pieszczeniu… dziurki językiem.
— Nie da ci się odmówić zdolności w tym względzie.
— Nie ma się czym chwalić — mruknął Lenny, jakoś nie czując się w pełni swobodnie w mówieniu głośno, że był dobry w oralnych zabawach. — Ale chcesz? Powiedz — rozkazał, chcąc odbić zażenowanie znowu na Ryana, a oddalić je od siebie.
Chłopak zagryzł wargę, mając nadzieję, że nie rumienił się tak, jak mu się wydawało.
— Pozwól, że po prostu się odwrócę — odparł tylko. Nie chciał brzmieć jak jakaś… laska prosząca o minetę. Było mu głupio.
Lenny uśmiechnął się pod nosem i dał mu pole manewru, czekając, aż ten wystawi się do niego tą cudowną, zgrabną jak jasna cholera dupcią. Od razu, kiedy ten to zrobił, złapał go mocno za biodra i kciukami rozchylił sobie jego pośladki. Liznął go po rowku przeciągle.
Ryan stęknął głośniej, niż miał w zamiarze. Oparł przy tym czoło o kafelki, a jego pośladki dostrzegalnie zadrżały. Podobnie jak uda.
— Lubisz to równie mocno, jak ja wsuwanie się w ciebie i pieprzenie cię — rzucił Lenny, po czym mocniej rozchylił mu połóweczki i końcem języka stymulująco popieścił wejście.
— Pewny siebie drapieżnik! — wydyszał Ryan w odpowiedzi, a to, jak jego wejście zapulsowało na taki ruch, mogło tylko świadczyć o tym, że Lenny miał rację. Nie miał pojęcia, co było takiego w tych pieszczotach… ale było tam przez nie strasznie gorąco. Może to po prostu Lenny wiedział, jak powinno się zajmować jego dupą.
Zaklął na siebie w myślach i schował twarz w dłoniach. Nawet własne myśli go krępowały.
Lenny zamruczał głośno i nisko, wracając do pieszczenia jego dziurki. Kiedy już język nie wystarczał, dodał do stymulacji tyłka dwa palce. Wsunął je w niego tak jak wcześniej, drażniąc prostatę i rozciągając.
Usłyszał stłumione przekleństwo z góry i poczuł, jak tyłek chłopaka znowu drgnął. Do tego ze swojej perspektywy miał na niego idealny widok. Na to, jaki był wilgotny od wody, jak ta spływała po nim strumykami, jak pośladki podrygiwały i jak dziurka to zaciskała się, to rozluźniała spazmatycznie w odpowiedzi na pieszczoty. Do tego Ryan już nie szamotał się z nim tak jak kiedyś. Nie przyznawał tego może otwarcie, nie wystawiał się chętnie, ale dawał się tam dotykać. W niby wcześniej zakazane rejony. To się Lenny’emu podobało, chociaż nie miał nic przeciwko lekkiej walce. Nie takiej jak na początku, bo była dość męcząca, ale chociaż małej szarpaninie o dominację. Lubił to. Co nie zmieniało faktu, że Ryan, taki jak teraz, cały rozgrzany i poddany jego pieszczotom, wywoływał u niego niezdrową ekscytację.
Uniósł się, nie wyjmując z niego palców i otarł się o jego pośladek.
— Chcę cię. Chcę cię ścisnąć, przerżnąć i mieć tylko dla siebie! — wydyszał mu do ucha, po czym ugryzł go mocno w ramię.
Ryan warknął, spinając się. Nie myślał teraz o tym, że znowu będzie miał po tym ślady. Za bardzo go to podniecało. Uwielbiał agresję Lenny’ego. Sprawiała, że cały seks był tak… ostry, intensywny i brutalny. Jak lubił.
— Wygląda na to, że… że seks to jednak dobry sposób na wyładowanie agresji — wydusił na kafelki, czekając w napięciu na moment, kiedy mężczyzna wsadzi w niego tego swojego wielkiego chuja. Sam tego potrzebował. Naprawdę chciał po tym cholernym spotkaniu z ojcem poczuć go mocno i móc zupełnie wyładować emocje. Rozluźnić się, bo wciąż czuł nieprzyjemne napięcie na myśl o tym, co zaszło. Było mu wstyd, że Lenny tego słuchał.
— Wyładowywanie agresji z tobą w taki sposób to sama przyjemność, ale… — pocałował go w ucho — nie spinaj się — poradził, a Ryan poczuł, jak jego wielki penis wsuwał się między jego pośladki i na razie ocierał się pomiędzy nimi, nie wchodząc dalej. Tylko dłonie Lenny’ego badały ciało przed sobą, a paznokcie czasami drapały je po bokach czy brzuchu.
— Staram się — odpowiedział zduszonym głosem, oddychając głęboko, by nie spinać ciała. Szczególnie pośladków. Czuł dreszcze przebiegające po skórze na uczucie główki penisa przy zwieraczu. Wydawała się naprawdę… szeroka. Dużo szersza niż dwa palce, które chwilę temu go penetrowały.
Lenny polizał go po szyi, po czym wylał trochę zimnego płynu do ciała na swojego penisa. Aż drgnął, ale nie tylko on. Ryan też, bo trochę znalazło się na jego rowku. Lenny ze spokojem przytrzymując go ciasno przy sobie, powoli zaczął się wsuwać. Jedną dłoń trzymał na jego piersi, a drugą na brzuchu, przygniatając do niego penisa chłopaka.
Ryan gwałtownie złapał go za przedramię rozedrganą dłonią, dysząc ciężko, gdy spory penis zaczął rozpierać go mocno od środka.
— Aa… kurw… — wydusił z siebie i jęknął głośniej. Cieszył się, że teraz nie było widać jego twarzy. Było mu w nią gorąco i duszno, choć ciężko było to porównać do tego, co czuł na dole. Tak… niezdrowo przyjemnie.
— Mów, kiedy stop — wydyszał Lenny w jego kark, nie zatrzymując się, tylko powoli się w niego wsuwając. Całował przy tym spinające się ramiona chłopaka i jego plecy. Miał szaleńcze wrażenie, że nawet teraz, pod prysznicem, czuł charakterystyczny zapach opalonej skóry.
Ryan potaknął, bo nie mógł na razie wydusić nic składnego. Syknął w pewnym momencie, gdy mocniej zabolało, ale dodał szybko:
— Mo… żesz. — Chciał go całego. Jego penis przyciśnięty do podbrzusza ani na moment nie zwiotczał, mimo lekkiego dyskomfortu. Ten był jednak przesłonięty rozgorączkowaniem i cudownym rozpychaniem.
Mulat zawarczał nisko i ciężko z podniecenia. Nie mogąc i nie chcąc się powstrzymywać, pchnął mocno biodrami do przodu i wbił się w ciasny, cudny tyłek Ryana. Jego samego przytrzymał przy sobie, żeby ten się nie odsunął. Pod palcami chciał czuć jego bijące serce i drżącego penisa.
Poza tym poczuł, jak nogi chłopaka na moment się ugięły, a on przytrzymał się mocniej jego ręki i wreszcie sam ustał, nabity na wielkiego kutasa Lenny’ego. Z jego ust dobiegło niezbyt dobrze stłumione zagryzieniem wargi jęknięcie.
— Jest jak… nnn… Lenny — stęknął znowu, nawet nie mogąc złożyć zdania przez to, co czuł na dole. Było tak niezdrowo dobrze. Tak, jakby właśnie taki seks był dla niego idealny. Jakby w takiej roli mógł doznawać najlepsze odczucia. — Jest jak… w saunie — wydyszał w końcu, samemu chcąc poruszyć biodrami, by otrzeć się o dłoń trzymającą jego penisa, ale wciąż czuł spięcie w tyłku. Musiał się jeszcze rozluźnić.
— Jak w piecu — dodał Lenny, wciąż trzymając go mocno, aby chłopakowi nie ugięły się nogi. Sam był naładowany adrenaliną, która całkiem z niego nie zeszła, dlatego czuł przepływającą przez jego ciało siłę i chęć do działania. Nie zwlekał więc i wypiął biodra do góry, zaczynając się poruszać. — O żesz… kurwa. Ryan… moja pieprzona… cudowna księżniczko! — zasyczał, przesuwając dłoń z jego klatki piersiowej na szyję. Uniósł mu głowę do góry, przytrzymując ją przy kafelkach zimnych, w stosunku do tego, co ich otaczało i co czuli.
Chłopak zawarczał przez to określenie, ale nie skomentował go. Nie tylko dlatego, że nie mógł, bo z jego ust od razu wydobyły się głośne okrzyki, gdy Lenny zaczął go pieprzyć. Ale też dlatego, że nie chciał się teraz o to sprzeczać. Chciał, by Lenny rzeczywiście brał go tak, jakby do niego należał. Mocno, wypompowując z niego powietrze i dając mu płynące od tyłka doznania.
— Kurwa! — wrzasnął znowu przez mocniejsze pchnięcie i uderzył otwartą dłonią o kafelki, jęcząc głośno. Wygiął kręgosłup, bardziej się dopasowując, choć miał wrażenie, że i tak Lenny doskonale wiedział, jak najlepiej go pieprzyć.
Robił to w takim tempie, że wydzierał z jego gardła kolejne okrzyki, nie dając czasu na głębszy oddech, który i tak był trudny do złapania przez temperaturę i parę unoszącą się wokół nich w tej ciasnej, małej kabinie. Ocierał się o niego całym ciałem, kiedy się wsuwał, dysząc mu na kark otwartymi ustami. Zielonymi oczami patrzył na skraj twarzy kochanka, jaki widział zza jego barku. Pogładził go pieszczotliwie po boku twarzy, tylko po to, aby potem chwycić go za szczękę, wygiąć mu kręgosłup do tyłu i musnąć wargami policzek.
Ryan jęknął, rzucając mu krótkie spojrzenie. Lenny doskonale widział, jakie miał zaszklone przez odczuwaną rozkosz oczy. Patrzyły na niego tak żywo, pożądliwie, jakby prosiły o jeszcze więcej. Do tego tyłek chłopaka drżał, podobnie jak całe jego ciało, a jęki mieszały się z głośnymi, niemal rozpaczliwymi próbami złapania głębszego oddechu.
W końcu chłopak sam desperacko poruszył biodrami, by mocniej otrzeć się penisem o jego dłoń. Miał wrażenie, że aż mu szumiało w uszach.
— Piękny — wydyszał mężczyzna i liznął go w szczękę. Po tym mocniej chwycił jego penisa i pociągnął mu biodra do tyłu, chcąc odciągnąć go od ściany prysznica. Zaczął go pieścić dłonią.
— Nnnnm, tak! — jęknął Ryan, czując, że tylko kilka ruchów dzieliło go od spełnienia. — Tak tam, kurwa, mocno! — dodał nieskładnie, myśląc o jego członku, który tym, jak go rżnął, tylko wzmocnił cały orgazm.
Chłopak gwałtownie strzelił na kafelki, podpierając się o nie ręką, by nie upaść, bo ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Utrzymał się na nogach, ale tym samym mocniej wypiął tyłek do Lenny’ego. Ten chętnie z tego skorzystał i nie zwolnił tempa. Wręcz przeciwnie. Przyspieszył, pieprząc go i przyciskając do siebie. Masował jeszcze, a raczej ugniatał w dłoni jego jądra i penisa.
Po kilku cudownych pchnięciach, którym towarzyszyły zaciskające się mięśnie Ryana, doszedł w nim. Nie wysunął się od razu, tylko potarł policzkiem o plecy kochanka, który oddychał z trudem i miał wyjątkowo rozgrzaną skórę. Chciał się odwrócić, objąć mężczyznę i go pocałować, ale nie miał w tym momencie siły nawet głośno wyrazić tej chęci. Dlatego wciąż opierał się o kafelki, starając się dojść do siebie. Patrzył w dół, jak woda spłukiwała jego spermę i lekko ściskał penisa, który wciąż się w nim znajdował.
Po chwili poczuł pocałunek na plecach, a na bokach smyranie mokrych, cienkich dredów. Teraz, kiedy był bardziej wypięty i pochylony, dopiero je czuł.
— Stoisz? — Usłyszał głos gdzieś na wysokości łopatek.
— Tak. Ale przyznam, że wolałbym się odwrócić — odparł w końcu i przełknął ślinę, bo z tego wszystkiego zaschło mu w ustach. Co mimo wszystko było dość zabawne, ponieważ w powietrzu było aż duszno od gorącej pary z prysznica.
— To czekaj. — Lenny położył mu dłoń na biodrze i delikatnie, powoli się wysunął. Podtrzymywał przy tym chłopaka. Na wszelki wypadek. — No już — mruknął, kiedy i po jego penisie woda mogła swobodnie spłynąć.
Ryan spiął pośladki, ale rozluźniona szparka nie zacisnęła się całkowicie. Krępowało go to, ale nie o tym teraz chciał myśleć. Wyprostował się bardziej i powoli odwrócił przodem do Lenny’ego. Skierował do niego zmęczony uśmiech i objąwszy go za szyję, pocałował go w usta z cichym westchnieniem. Mulat także się uśmiechnął, trzymając go w pasie.
— Zmęczony? — spytał, gładząc go po kręgosłupie.
— Tak i w tym znaczeniu raczej… hm, bardzo pozytywnie. Mimo tego, co się dzisiaj stało, po tym seksie nie powinienem mieć problemów ze snem. Szczególnie jeśli zostajesz — odparł Ryan, powoli uspokajając oddech, choć wciąż czuł, że miał miękko w nogach i ledwo stał.
— Nie rozmyślaj o tym. Ani nie mów o tym — warknął Lenny i sięgnął do jego ust, gryząc lekko dolną wargę. Była czerwona, nabrzmiała. Soczysta. — Opłucz się i chodźmy do sypialni. Muszę dopilnować, żebyś się wyspał, bo to twoje mantykowanie mi się nie podoba.
— Nie uwierzysz, ale mi również — odparł Ryan ironicznie, bo dodatkowo było mu głupio tak przy nim sięgać do swojego tyłka, by wypłukać z niego nasienie, którym kochanek go oznaczył. Odetchnął tylko ciężej przez nos i sięgnął dłonią do swojej rozluźnionej dziurki. Skarcił się w myślach, ponieważ wyrwało mu się krótkie stęknięcie, gdy zetknął palce z wrażliwą, naruszoną szparką.
Lenny spojrzał mu w oczy, po czym przymknął powieki, łapiąc go za szyję i całując mocno i namiętnie. Pogłębił pocałunek, wsuwając język między jego soczyste wargi. Dał mu tym usprawiedliwienie przed każdym krępującym dźwiękiem, który chłopak mógłby wydać, a dodatkowo było to przyjemne po takim seksie.
Ryan oddał pocałunek, zamykając przy tym oczy. Równocześnie wsunął sobie głębiej dwa palce. Znowu się spiął i krótko stęknął w usta kochanka, ale wypłukał się dzięki temu dokładnie. Kiedy wreszcie cofnął palce, uchylił powieki i spojrzał w oczy mężczyzny.
— Chodźmy już do sypialni. Tu nie ma już czym oddychać — powiedział, cofając się lekko. Miał nadzieję, że nie wypieprzy się na kafelkach.
Lenny skinął głową i szybko się opłukał. Zakręcił wodę i pierwszy wyszedł z kabiny. Poczekał na Ryana i podał mu ręcznik, kiedy ten stanął obok.
Chłopak szybko się wytarł i odwiesił ręcznik na haczyk. Nawet nie szukał bokserek. Chciał już położyć się z Lennym w łóżku. Czuł, że padnie po drodze na kanapie, jeśli nie zrobi tego w ciągu najbliższych trzydziestu sekund. Wciąż miał wrażenie mocnego rozciągnięcia na dole.
Lenny podążył za nim do sypialni dopiero po jakiejś minucie, kiedy wytarł się i zawiązał mokre jak cholera włosy w ręcznik. Musiały trochę w niego odcieknąć.
Po drodze minęli śpiącego na fotelu Jaya, który nawet nie raczył na nich spojrzeć. A gdy wreszcie weszli do sypialni, Ryan padł na łóżko na brzuch, licząc, że faktycznie zmęczenie przesłoni wspomnienia z dzisiejszego dnia i nie będzie musiał o nich myśleć w trakcie bezproduktywnego gapienia się na sufit.
Wyczekująco popatrzył na Lenny’ego, gdy ten do niego przyszedł. Na głowie miał śmiesznie wyglądający turban, w którym zawinięte były jego włosy. Jeszcze w nim klęknął na łóżku i pochylił się do chłopaka, całując delikatnie jeden z jego pośladków. Dopiero po tym położył się obok i objął go w pasie.
— Wiesz, że dobrze byłoby się przykryć, bo ci jajka zmarzną?
— Jak poczuję, że już przestaję je czuć, to w nocy coś naciągnę. Teraz jest gorąco i duszno po tym prysznicu. I nie tylko. — Ryan uśmiechnął się wymownie, podsuwając się bliżej mężczyzny. Ciepło jego ciała i tak mocno go ogrzewało. — Ale ty też całkiem nieźle grzejesz. I… hm, jednak nie zawiodłem się na twojej „żywotności” — dodał, odnosząc się do rozmowy w knajpie.
— Dałem radę. — Lenny zaśmiał się i pocałował go w policzek, przytulając się. — A teraz, jak już nie masz mi nic do zarzucenia, to zamykaj te ślepia i śpij. Jak się obudzisz w nocy, to najwyżej mnie obudź.
— I mam kazać ci cierpieć razem ze mną? To mało pasjonujące, wiesz? Szczególnie kiedy nie spałeś wcześniejszą noc — zauważył Ryan. Mówił już dość cicho, rzeczywiście porządnie wyczerpany. Powieki same mu się przymykały.
— Nie dyskutuj, co? — burknął Lenny i znowu go pocałował. — A teraz idź spać. Jak się obudzisz, to razem coś pokombinujemy.
Ryan nie odpowiedział, bo nie uskuteczniał kłamania, a nie zamierzał go budzić w środku nocy, skoro mężczyzna wziął ostatnio dłuższą zmianę. Liczył jednak, że po tym wieczorze nie będzie miał problemów ze snem, tym bardziej, że miał obok ciepłe ciało.
— Dobranoc — szepnął tylko i przytulił się do niego, zamykając oczy.
— Mhm — mruknął Lenny, przyciągając go do siebie i poprawiając na łóżku.
Dłuższą chwilę patrzył na chłopaka, po czym w końcu sam postanowił pójść spać, czując, że zaczynał odpływać. Zrzucił ręcznik z włosów na podłogę i odsunął mokre dredy na bok, aby tam wysychały. Ziewnął przeciągle i cmoknął kochanka w czoło, nim zamknął oczy.

31 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 122 – Zgubnie złe pragnienie

  1. Katka pisze:

    O., oooch, tak, też lubię ten rozdział XD I masz całkowitą rację, Lenny mógł postawić się w roli tego chłopca, o którym tyle razy czytano mu w dzieciństwie. Takie tyci spełnienie marzenia… chociaż sytuacja zgoła radosna nie była. Niemniej dobre jest w tym to, że wreszcie ma swoją księżniczkę, którą może w ten sposób bronić :) A to „puci puci” mnie zabiło XD So cute.

  2. O. pisze:

    Mam ogromną słabość do tego rozdziału! Spojlerując inny- Lenny sprawdza się jako rycerz z bajki którą tak lubił w dzieciństwie <3 Podoba mi się tu ten cały wachlarz jego emocji, to całe wkurwienie się na ojca Ryana, obłędna ochota zrobienia mu krzywdy, a to przecież w obronie Przystojniaka. To jak do niego (Lennyego) docierało, że źle postąpił wydzierając się na Ryana, ta chwila niepewności i potrzeba usłyszenia na głos, że Ryan nie jest zły.. Urocze!
    Scena pod prysznicem ze szczypiącymi oczyma! No widać, że czuje się ciągle sobą przy Chłopaku i wygłupiłby się pewnie bardziej (jak już wiemy to robi to bez wahania xD) gdyby Ryanowi nie przeszło!
    Rimmmmmmm <3333333333333333333333 Puci puci! Tego nigdy za wiele! Naprawdę, Rycerz Lenny się objawił xD Co nie da skrzywdzić i zadba jak tylko może o rozluźnienie Księżniczki <33
    Aż mam ochotę posłuchać piosenki z Króla Lwa – Miłość rośnie wokół nas xD

  3. Wadera pisze:

    Za każdym razem jak czytam o tym &%$^#*$& to mam ochotę mu zrobić mniej więcej to co Lenny. Gość jest po prostu niewyobrażalnie świrnięty i moim skromnym zdaniem najlepszą karą dla niego byłoby wpakować go do więzienia (zakład że następnego dnia znaleźli by jego martwe ciało ze śladami po torturach?:)
    Chociaż w przynajmniej jednej rzeczy się przydał dzięki niemu Lenny i Ryan zbliżyli się do siebie jeszcze bardziej (emocjonalnie oczywiście;) Księżniczka powoli zaczyna godzić się że jest Księżniczką (no może mu się to jeszcze nie podoba ale jak się porówna pierwotną reakcje i te teraz to jednak widać różnice) i widzi że znaczy dla Lennego więcej niż dupa do ruchania.
    Jak już wspomniałam kilka (naście) razy sex słoneczek zawsze jest niezwykle gorący ale teraz to normalnie globalne ocieplenie było, pożar i wybuch wulkanu w jednym (jeśli wziąć pod uwagę że byli pod prysznicem to nawet tsunami;) rim w wykonaniu Lennego to po prostu czysta wirtuozeria a te reakcje Ryana to mrrrrr aż się nie dziwię że tak napala Lennego. Słodkie niesamowicie było jak tak się wzajemnie krępowali Ryan że chce żeby mu Pantera tyłek wylizała (to dziwnie jakoś zabrzmiało XD a Leeny że jest w tym dobry, obaj się tak fanie krygowali że niby chcą ale na głos tego nie powiedzą (wspominałam już, że coraz bardziej ich kocham? :) Dodatkowo jak Lenny pocałował Ryana żeby ten się tak nie krępował płukaniem………..kurczę to było po prostu…… NO (tak, nie ma to jak umiejętność składnego wysławiania się gdy przychodzi sesja;)
    To walnięcie się do wyra (bo oni się nie położyli oni tam padli ;) było świetne, po takim dniu pełnym wrażeń Ryan nie powinien mieć problemów z zaśnięciem zwłaszcza że obok śpi jego prywatny czekoladowy środek nasenny (nota bene strasznie rozczulające było jak Lenny się zadeklarował że jak Ryan nie będzie mógł spać to z nim posiedzi (po nieprzespanej dobie) ach gdzie znaleźć takich facetów w wersji hetero? XD

  4. Shivunia pisze:

    cayenne42 >> Witamy ponownie po… jakimś czasie ;) żeby było śmieszniej, nie wypominam, tylko zbieżność dat jest zajebista. Ostio pisałaś 11.09, a dziś jest 9.11 XD
    Ale do rzeczy. „Jakby co, Seiridis nie była jedyną, która roniłą łzy czytając.” Oj biedaczysko. Nie płacz, będzie dobrze…. kiedyś. Staramy się nie być złymi „mamusiami”, ale np kłótnie chłopaków pisze się czasami tak cudnie ekscytująco, że nie sposób się opanować.”I… Dobranoc, Ryan.” – obiecuje, że Lenny mu przekaże ;)

  5. cayenne42 pisze:

    Zasadniczo, mogłabym się godzinami rozwodzi nad tym, jak bardzo wielbię całe FTDS, jak bardzo podoba mi się ten rozdział, jak bardzo przeżywam każdą kłótnię Ryana i Lenny’ego, ogólnie… bcuyegcyhuecnikencji. I tym podobne. Słów braknie aby opisać co myślę. Jakby co, Seiridis nie była jedyną, która roniłą łzy czytając.

    I… Dobranoc, Ryan.

  6. Katka pisze:

    Diablica, bo my lubimy dyskusje XD No i każdy zasługuje na uwagę i świadomość, że jego opinia się liczy i jest cenna dla autorów, a ci chyba mogą najlepiej to udowodnić, właśnie odpowiadając na komentarze i nawiązując jakiś tam bliższy kontakt z czytelnikami. Wiesz, od razu się czujemy (mamy nadzieję, że Wy też) mniej bezosobowo. No i jest chyba miło, jak się zostawia komentarz i inni odpowiadają :) Nie tylko my, jako autorski, ale też jak Wy odnosicie się do swoich komci. Jak się tworzy wymiana poglądów, to jest wyśmienicie :)
    „Najistotniejsze jest to, że każda ze stron jest zadowolona z rezultatów” – no i git, że tak powiem XD Buziaki ;*

  7. Diablica pisze:

    hah.. No pod tym nickiem wypowiadam się u Kasi i Agnes oraz „Zanim powiesz „kocham Cię” ” Lady Vashji ;) Ty spryciulo :D Choć K.A. jeszcze nigdy nie skomentowały mojej wypowiedzi, co jest trochę dołujące :P No ale nic, bardzo się cieszę, że wy (najczęściej ty <3 ) to robicie *.*. Odwołując się do Twojego komentarza, to nie tak, że sfera fizyczna przesłoniła mi sferę uczuciową, bardziej moim zdaniem to wy postawiłyście na pożądanie, ale to jest już mało ważne :* Najistotniejsze jest to, że każda ze stron jest zadowolona z rezultatów hihi… WENY ;)

  8. Katka pisze:

    Diablica, spoko, nick „Diabełek” jest na tyle podobny, że w sumie od razu skojarzyłam :) Chyba nawet gdzieś już się wypowiadałaś pod tym nickiem, o ile się nie mylę. Ale, ale, cieszę się, ze FDTS wreszcie zostało „dopełnione”, jak to ładnie ujęłaś. Och, i w ogóle widzę, że ta olbrzymia chemia i pożądanie Lennego i Ryana do siebie nawzajem nieźle przesłoniło ich rozwój uczuciowy. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale chyba nie ma aż tak czego żałować, skoro już widać, że chłopcy nieźle wpadli :) I ogólnie… no co mogę powiedzieć, nawet nie wiesz, jak miło jest czytać takie słowa, że nasze opowiadanie może tak cieszyć i zaspokajać różne potrzeby :D W sumie taki powinien być cel, nie? :) Więc cieszymy się, że w pewnym stopniu zostaje osiągnięty i oby tak było dalej.

  9. Diablica pisze:

    No i nie udało się być z konta Google >.< Sorki, ale mam nadzieję, że wiecie kim jestem ;)

  10. Diablica pisze:

    Świetny rozdział laski ;) Ogółem ostatnimi dwoma rozdziałami przekonałyście mnie do Ryana i Lennego, bo to oni, z par homo, najmniej mnie zachwycali, a tu taki psikus ;) W szczególności ujęła mnie, zdecydowanie coraz cieplejsza sfera emocjonalna, jaką ukazałyście w tych rozdziałach ( jeśli to ma sens :P <3 ). Bo zawsze ta dwójka kojarzyła mi się z bezuczuciowym, namiętnym zaspokojeniem żądzy, a teraz stali się bardzo emocjonalni. Generalnie już podczas pierwszej randki, coś się zaczęło tam w nich tlić, ale dopiero to co teraz napisałyście mnie przekonało. Dziękuje, bo to sprawiło, że obecnie to opowiadanie jest dla mnie kompletne. Nie ma w nim skazy, jest zaspokojeniem mojej ciekawości, podniecenia, a kiedy jestem smutna sprawia, że się śmieje lub jeżeli tego właśnie potrzebuje to pogłębia mój smutek, by po chwili go spalić. To bardzo piękne opowiadanie i z całego serca gratuluje Wam tego dzieła. :* Nie mogę się doczekać przedstawienia dalszych dziejów Alexa i Jasona, bo jak dobrze wiecie ubóstwiam ich ;) Przesyłam gorące buziaki i życzę WEENYYY ;) :* *.*
    PS. Zawsze podpisywałam się "Diabełek", ale od teraz będę Diablica z konta Google ;) czyli niewiele się zmieni ale nie chcę abyście mnie pomyliły z kimś :D

  11. Katka pisze:

    Renia Notorycznieniewyspana, „Lenny gotów byłby zabić w obronie Ryana, nic dodać, nic ująć.” – kurcze, to tak pozytywnie-negatywnie brzmi. Tak… no że warto sobie zadać pytanie, czy to tylko Ryan wpadł już po uszy :) Skoro Lenny gotów był zrobić coś, za co by poszedł siedzieć… Cóż. To o czymś świadczy :) Och, a takie „rodzynki” są urocze, czyż nie? Niby tacy twardzi faceci, mało o uczuciach mówią, ale takie „słodkie” słowa też im się wymykają. Spontanicznie i szczerze :) Hehehe, a jak napisałaś, że masz wrażenie, że jesteś przy każdej scenie seksu, to jak w przyspieszonym filmie zobaczyłam kilka scen erotycznych z różnymi naszymi postaciami i Twoją głowę wystającą gdzieś z rogu, zza okna, zza zasłonki i tak dalej XD Taki mały stalker XD Och, kto by tak nie chciał, hehe. Pozdrowionka!

    Floo, oooooch, nawet nie wiesz, jak się zgadzam z tym, że z jednej strony to dobrze, a z drugiej beznadziejnie, że Lenny się na Rogera nie rzucił. Bo to zależy, co stawiamy jako priorytet. Ukaranie ojca, czy wolność Lenniaka. Ryan stawia na to drugie, zatem można by powiedzieć, że uczucie do Lennego jest silniejsze niż nienawiść do ojca. A ta jest wielka. Zatem… pozostawiam resztę w niedopowiedzeniu :) Ale, ale! Cudowne spostrzeżenie odnośnie Jasona, Floo! Oczywiście, Jason zawsze stawał w obronie swoich przyjaciół i nie znosi braku szacunku, zatem… rzeczywiście, pewnie też nie stałby obojętnie. Ciekawie zauważyłaś, nie powiem :D A Ryanek i jego topowanie zapewniam, że nie zostało zapomniane :)

  12. Floo pisze:

    Z jednej strony to BARDZO dobrze że Ryan przytrzymał Lennego, ale z drugiej… szkoda że Pantera dała się przytrzymać. Ale Ryan wymógł na Lennym przysięgę że ten nie pójdzie szukać i pobić jego ojca ale… to się chyba nie tyczy tego jakby przypadkiem na siebie wpadli XD?
    A tak z innej beczki… chciałabym żeby kiedyś Ryan z Jasonem wpadli na tatusia. Strasznie mnie ciekawi jakby wyglądała konfrontacja Jason vs Stary Carter. Jason też nie pozwoliłby mu, od tak jeździć po Ryane, zawsze staje w obronie swoich przyjaciół :D

    Przyznam też że (pewnie nie tylko ja XD) ale czekam wciąż z nadzieją, że w kolejnym rozdziale o Leniaku i Ryanku to w końcu Ryan będzie topem XD

  13. Renia Notorycznieniewyspana pisze:

    Lenny gotów byłby zabić w obronie Ryana, nic dodać, nic ująć. Coraz bardziej go za to lubię:) Stresująca sytuacja wpłynęła też na to, że wyrwało mu się: „Jesteś piękny, wiesz?”. Uwielbiam takie „rodzynki”:D Już wyobrażam sobie, jak na takie słowa zareagowałaby każda kobieta… Tymczasem Ryan był zaledwie…zaskoczony! Ach, ci mężczyźni;) No i scena pod prysznicem opisana MISTRZOWSKO!. Czułam się prawie tak, jakbym tam była, zresztą jak w przypadku każdej opisanej przez Was sceny seksu. Swoją drogą, zastanawiam się, skąd czerpiecie inspirację…ekhm;p
    Pozdrawiam i lecę do pracy, niestety, dużo mniej ekscytującej niż Wasze opowiadania;)

  14. Katka pisze:

    Tess, oj tam, ja bym Chrisa do czarnych charakterów też zaliczyła. W końcu nie miał dobrych zamiarów. Oczywiście zależy, jak na to patrzeć, ale był złym chłopcem, który sporo namieszał, a to przecież jest domena czarnych charakterów. Ale miano tego głównego złego zdecydowanie można przypisać Rogerowi. „to jeśli by trafił do więzienia za uderzenie skurczybyka to i tak byłabym szczęśliwa” – mocne słowa. Choć podejrzewam, że skończyłoby się to bardzo źle. Ryan by nie był wcale zadowolony, że jego ojciec wreszcie dostał, na co zasłużył, a i miałby chyba do końca życia wyrzuty sumienia, że przez niego jego kochanek trafił za kratki. Znowu :( „I Lenny mi zaimponował tym, że stanął w obronie swojego chłopaka, bo Ryan, by chyba sobie z nim sam nie poradził… psychicznie.” – w końcu musiał obronić swoją księżniczkę :) Normalnie Ryan sam by sobie poradził, ale… no nie w obliczu ojca. Jak mówisz, psychicznie jest przy nim strasznie słaby, z oczywistych powodów. Hehe, a przytulenie… no cóż, Ryan jest dotykalski i jak widać potrzebował tego :)

  15. Tess pisze:

    Na początku myślałam, że to Juan i nawet pod uwagę nie wzięłam ojca Ryana, dopiero po komentarzach innych czytelników zdałam sobie sprawę, że to jednak może być on… I w sumie taka opcja jest ciekawsza. Roger Carter – francol jeden! Nie lubię jak ktoś poniża innych (może w seksie, ale to co innego) i miałam szczerą, na prawdę szczerą nadzieję, że jednak Lenny mu przypierdoli. I choć byłoby mi szkoda Lennego, bo jak wspominałam polubiłam go, to jeśli by trafił do więzienia za uderzenie skurczybyka to i tak byłabym szczęśliwa :) Jak na razie ojciec Ryana to chyba jedyny czarny charakter w opowiadaniu, pomijając Chrisa, bo z niego taki różowo-kanarkowy charakterek i nie był, aż taki zły, aby nadać mu ten „przywilej” bycia czarnym charakterem w sumie.
    Awrr, pomimo tego seksu, to jakoś tak mi dziwnie po tym rozdziale. Nie mogę zdzierżyć, że człowiek może TAK traktować drugiego człowieka i to na dodatek własnego syna…
    I Lenny mi zaimponował tym, że stanął w obronie swojego chłopaka, bo Ryan, by chyba sobie z nim sam nie poradził… psychicznie. A najurokliwszą sceną, była chyba ta, kiedy to Ryan się tak przytulił do Lennego, to było słodkie. Ja chcę więceeeeeej :D

  16. Shivunia pisze:

    Seiridis >> Biedna, nie płacz. Koleś jest chujem ale nie ma co ronić łez. A do policji trafił bo ma wysokie poczucie sprawiedliwości (zjebanej, ale to szczegół), jest dobry w wyczuwaniu zachowań innych, ma odpowiednią wiedzę. Ogólnie pomijając ostrą patologie w stosunku do rodziny jest dobrym gliną. Surowym, ale dobrym.
    A Ryan że wpadł po uszy. Mrał i w ogóle słodko. Miło się czyta takie rzeczy ;) Niesamowicie poprawiają samopoczucie ;) I to w ogóle tak pokazuje jaka ich droga już mineła…znaczy jak duzo przeszli i… hie hie hie, jak daleko zajdą

    Gordon > ” Jeden chce zajebac goscia ktory upokarzal kochanka a drugi nie chce by ten poszedl siedziec” pełen romantyzm i słodycz, co nie? Słodycz po całości. Ale też jestem z tobą, że starego Cartera to bym sama najchętniej sprała. Mimo że wątpię aby mu cos pomogło na jego uprzedzenia.
    „Jeden z bardziej hot waszych bottomow laski. Pozyczcie go na choc jedna noc ;p ” czytam sobie czytam, uśmiech jak banan na twarzy. Lenny w mojej głowie popiera… aż do momentu kiedy nie jest mowa o pożyczaniu. I nagle całkowita powaga i takie NO!

  17. Gordon pisze:

    To jednak nie Juan i nawet dobrze w jakis sposob bo mi sie zdaje ze to zdarzenie im obu pokazalo jak im na sobie zalezy ;p Jeden chce zajebac goscia ktory upokarzal kochanka a drugi nie chce by ten poszedl siedziec. Ostro xD Lennyemu sie nie dziwie i pewnie z utrzymaniem mnie Ryan tez by mial problemy ;p Choc pewnie jest ode mnie silniejszy. Ale staremu sie nalezy ostre manto, gosc jest pieprzniety. Seks wynagrodzil cala sprawe. Rimming w ich wykonaniu jest zajebisty ;p Chce sie tak rozpieszczac Ryana gdy w ten sposob reaguje. Jeden z bardziej hot waszych bottomow laski. Pozyczcie go na choc jedna noc ;p A stary niech wpadnie pod radjowoz ;p

  18. Seiridis pisze:

    Spotkanie z ojcem – popłakałam się. Serio, łzy mi leciały ciurkiem i chciałam zrobić temu zjebowi coś tak bardzo, bardzo złego. JA PIERDOLĘ jak tacy ludzie zostają policjantami… JAK?
    Ryan już ostatecznie wpadł, zakochał się po uszy. To urocze, patrzeć na tą całą przemianę.
    Lenny też już dobrze poczuł miętę. Jeden chce bronić drugiego, drugi się tak bardzo boi…
    A potem jeszcze to jak Lenny się zaczął na siebie denerwować za to, że dodatkowo zasmucił Ryana… Wpadłam, po prostu… łał.
    „Ostatnio nie przytyłem” ehehehe, odebrałam to osobiście (ostatni mój komentarz i twoja, Katko, odpowiedź) xD
    Seks… (coś mi dziś dużo wielokropków wychodzi… nieważne xD) FANTASTYCZNY. Aż zaczęłam dyszeć w którymś momencie w niezbyt przystający kobiecie sposób. Ryana już taki bardziej otwarty, to urocze jak się tak krępuje swoimi reakcjami :}

    Ok, wg. mnie to był kolejny przełom w ich relacji w pewien sposób.

    Dalej mam nadzieję, że Lenny w końcu opowie Ryanowi o sobie więcej.

    No, to tyle.
    Pozdrawian,
    Seiridis

  19. Katka pisze:

    Tigram, hehe, faktycznie, dobrze typowaliście. Albo Juan, albo ojciec. I niestety padło na tą gorszą opcję. „Ale to dla Ryana musiało być serio upokarzające i wprawiające w zażenowanie.” – bardzo :( On się palił ze wstydu, jak do niego ojciec tak mówił, będąc sam na sam, a co dopiero, gdy jeszcze ktoś to słyszy. Nie lubi o tym gadać, a co dopiero komuś pokazywać. „czyżby ktoś się zakochał?” – hehehe, może, może, kto wie… Cóż… mogę powiedzieć jedynie tyle, że Ryan jest mimo wszystko uczuciowym chłopakiem ;) Reakcje Ryana, jak mniemam, Lenniak też lubi XD Toż chce go za nie niemalże zjeść w całości <3 A Ryan się powstrzymać nie może, jak ma język Lennego tak blisko swoich najbardziej erogennych rejonów XD "Dobry odcinek, szczególnie że coś mi się pomieszało i myślałam, że będzie dopiero jutro." – czyli była niespodzianka :D Yey :D

    Yaoistka, niestety pracuje. Może jest dobry w tym co robi. A że przy okazji jest skurwysynem… cóż, takich wszędzie się da znaleźć.

    Elis, Shiv wyraziła się bardzo aprobująco a propos Twojego komentarza :D Chyba zgadza się z nim w dużej części. Ja także, szczególnie z tym fragmentem o szacunku. Niestety wiele rodziców, a szczególnie tak patologicznych jak pan Roger Carter, nie rozumie, że mimo że mają jakąś tam władzę nad dziećmi, to szacunek też powinni im okazywać. No ale, Rogerowi łatwiej wprowadzić władzę absolutną i sprawić, że syn będzie bał się mu postawić, bo za każdą próbę czegoś takiego w dzieciństwie obrywał. Samo życie niestety, a chuje są wszędzie. "Człowiek zły warczy na wszystkich." – dokładnie, nawet jak Lenniak wiedział, że Ryan tu nie zawinił, to warczy, bo po prostu rozpiera go agresja. Nienawidzi takich ludzi jak Roger, a tu jeszcze dochodzi bezsilność. To musi być mega frustrujące. "Chciałbym być facetem i wziąć Ryana." – Shiv popiera XD Pytanie, czy by Wam Lenny pozwolił, haha.

    KiNyA, niestety najwyraźniej dla Rogera fakt posiadania odznaki znaczy, że jest jakiś wyższy statusem czy coś w tym guście. "Powrót do domu był trochę gorzki ale prysznic wszystko nam wynagrodził" – oni wiedzą, jak się godzić XD Seks dobry na wszelkie zło! Tak jak czekolada. A w ich przypadku to i tak dwa w jednym, hehe. A co do kumpla i zajęcia się ojcem Ryana… hm, ja mimo wszystko pozwolę sobie zgadnąć (zgadnąć, bo Lenny jest Shiv, a nie mój), że jeśli już miałby złamać obietnicę, to wolałby sam osobiście zająć się ojcem Ryana, niż komuś to zlecać. Choć na swój sposób, tak jak mówisz, wynajęcie do tego kumpla byłoby jakimś tam zgrabnym obejściem tej obietnicy. Cwane, cwane. I dzięki za komcia, również pozdrawiamy :)

    Ania, Ty zły człowieku, tak marudzić! XD Nie no, spoko, rozumiem ból tęsknoty i tak dalej. Ale w sumie to już do wszystkich ludków, którzy tak lamentują za Jasonem i Alexem: my serio to rozumiemy, że tak chcecie o tej parce i tak dalej. I staramy się jak możemy ich nie zaniedbywać, ale zarówno fakt, że jest to opowiadanie wielowątkowe, czasami w tym przeszkadza, sporo też naszej w tym winy, bo pisanie Jasona i Alexa (którzy mają, czemu nie da się zaprzeczyć, bardzo gorzki klimat) jest niekiedy ciężkie, gdy przychodzi do ich problemów, a my jesteśmy czasem padnięte i chcemy się czymś zrelaksować. I potem powstają takie Rynny XD Ale, jak to się mówi, co się odwlecze, to nie uciecze ;) I naprawdę na złość Wam nie robimy, a JA będzie, kiedy nadejdzie czas :) Ale żebyście aż tak nie cierpieli z niecierpliwości to będą w następnym rozdziale no XD

    Jeniffer, "Widać, że bardzo zależy mu na Ryanie i zdaje mi się, że zaczyna go traktować bardziej poważnie niż na początku." – i chcąc nie chcąc, coraz bardziej to okazuje, bardziej właśnie w czynach niż w słowach :) Myślę, że Ryan to docenia, w końcu jest to jakiś dowód jego oddania :) A jeśli chodzi o Alexa i Jasona, odsyłam do tego, co odpowiedziałam wyżej, na komentarz Ani_niut :)

    Marta, ooooch, jedyna, która doprasza się gołąbków a nie Jasona i Alexa! XD Ale jak już obiecałam JA innym, to w nagrodę za takie słodkie pragnienie, zapewnię, że i dla Charliego i Rusha znajdzie się trochę tekstu XD Och, jak ja dzisiaj rzucam spoilerami…

    Enid, haha, to strasznie miło czytać, że tak się rozdzialik podobał :D Znaczy, że emocje były, a to dość istotne XD "To fajnie, że Ryan trochę zmienia nastawienie, może w końcu kiedyś Lenniak wyleczy go z fobii zapoczątkowanych przez tego gnojka." – ciężka droga przed Lennym i pewnie nie wszystko da się wyeliminować, ale na pewno w seksie jest im obu dobrze, a to ważne XD Epiteciki, jakimi ich określiłaś – rozkoszne <3 Fajnie pozytywnie na nich patrzysz, I like it XD Dzięki :***

  20. Enid Partenopajos pisze:

    Wiedziałam, że to ten skurwiel ;/ Ale, ale…DZIEWCZYNY!! GENIALNE!! OCHH ACHHHH!! Naj, naj, naj, najlepszy na świecie rozdział! Dorównuje mu tylko parę wcześniejszych o Ryanie i Lennym, ale ten…jezu! Ta troska, słodycz i seks. I ten rimming :D To fajnie, że Ryan trochę zmienia nastawienie, może w końcu kiedyś Lenniak wyleczy go z fobii zapoczątkowanych przez tego gnojka. JEJUU JEJ NO JESZCZE MI GORĄCO! :D Masterpiece! I te reakcje słodkiego Ryana i nasz ukochany, władczy, ale troskliwy Lenniak…No po prostu brak słów. Cud, miód i orgazm XDD
    Mówiłam kiedyś, że Was kocham? To mówię jeszcze raz. Bardzo, bardzo Was kocham :D

  21. Marta pisze:

    Alez mnie wkurwił ojciec ryana, ja na jego miejscu bym przyjebała,ten seksik taki gorący,kiedy Ryan dobierze się do tyłka lennego,bo doczekac się nie możemy.mam nadzieje że w następnym odcinku bedzie wiecej charliego i rusha ,uwielbiam tę parkę

  22. Jeniffer pisze:

    Podobało mi się kiedy Lenny bronił Ryana przed ojcem. Widać, że bardzo zależy mu na Ryanie i zdaje mi się, że zaczyna go traktować bardziej poważnie niż na początku. Coś czuje, że niedługo Lenny odda się swojej księżniczce. :D
    Hmm, Nie mogę jednak zaprzeczyć, że czuje się trochę rozczarowana. To trzeci pod rząd rozdział z Lennym i Ryanem, a o Alexie i Jasonie wciąż nic.. :(
    Wiem, że to pewnie trochę wkurzające, ale co ja mogę, że tak ich uwielbiam i mogę nawet 20 razy przeczytać ten sam rozdział z nimi? :D
    Więc czekam z niecierpliwością na kolejną część.

  23. ania_niut pisze:

    Tylko przejrzałam rozdział. mam sobie ficka napisać żeby się doczekać alexa? :<<<

    (konstruktywny komentarz woho!)

    P.S. ale co poradzę kiedy a) w obliczu kryzysu czytam tylko fragmenty z alexem lub jasonem, b) tęsknię za nimi!

  24. KiNyA pisze:

    To się nazywa niemiłe spotkanie
    Ten ojciec Ryana to totalny skurwysyn… Żeby tak go potraktować i to przy kimś innym. Ważny pan uważa że jak jest z policji to mu wszystko można. Ale jakim trzeba być człowiekiem żeby grozić własnemu synowi więzienie za nic – bądź za to że ten chce aby On zostawił go w spokoju.
    A Lenny… Jak On bronił swojej Księżniczki. To było słodkie takie, że chciał go tak bardzo bronić.
    Powrót do domu był trochę gorzki ale prysznic wszystko nam wynagrodził, i nie tylko nam skoro Ryan był tak zadowolony hihihi
    Choć czytając koniec już widziałam jak Lenny dzwoni do jakiegoś swojego szemranego kumpla żeby ten zajął się Ojcem Ryana. Obierał że nie zbliży się go niego ale nie wierzę że zostawi to tak w spokoju skoro tak szanuję rodzinę i w ogóle. Jestem ciekawa również co z siostrą Ryana i jego szwagrem bo ten temat się urwał a po tej akcji zastanawiam się czy i jej ojciec nie grozi.
    Wspaniały odcinek, nie mogę się doczekać ciągu dalszego z Ryanem – Lennym oraz Alexem – Jasonem i czy w końcu zrobi sobie na ciele śnieżynkę.
    Pozdrawiam

  25. Elis pisze:

    Jednak ojczulek, a nie Juan. W sumie dobrze, nawet bardzo ciekawa opcja, chociaż trochę się po wnerwiałam na tego faceta.
    „- Mówiłem ci, mała szmato, naucz się do ojca szacunku!” Ojczulek nie wie, że do swego dziecka też trzeba mieć szacunek. To działa w dwie strony i jak się czegoś nie daje to się i nie dostaje. To chory z nienawiści człowiek. A może, jemu samem u brakuje dobrego rżnięcia w tyłek. Ma na tym punkcie bzika. Och, jakby mu to ktoś powiedział, ale bym się cieszyła.
    Lenny stanął w obronie swojej księżniczki. Awww. Dobrze, chociaż, że Ryan jakoś nad nim zapanował, bo także nie chcę widzieć Lenniaczka za kratami. Łatwo mężczyzna się denerwuje i nawet warczy na Ryana. Nie można tak. Chłopaka trzeba przytulić, tak jak on sam to zrobił. No, ale rozumiem te nerwy. Człowiek zły warczy na wszystkich. Znam to.
    Ten seks na rozładowanie napięcia, agresji było po prostu taki, że ja potrzebuję zimnego prysznica. Kocham, jak Ryan się doprasza, choćby to z językiem, o to co lubi. Wstyd mu, ale chce tego. Chce wszystkiego. Kręci mnie Ryna i to bardzo. Chciałbym być facetem i wziąć Ryana. Nie przepuściłabym mu. Jako bottom jest po porstu tak strasznie podniecający, wprost rewelacyjny. A potem był taki zmęczony, słaby, taki kochany. Uwielbiam go. I mam nadzieję, że w spokoju przespał do rana. :)

  26. Yaoistka^^ pisze:

    sweet no! końcówka sweet! A co do ojca Rayana… taki ktoś pracuje w policji?? ja pitole :/ od razu powinni go usunąć :/ weny ^^

  27. TigramIngrow pisze:

    Jako, że ostatnio zapuściłam się w pisaniu komentarzy notuję wszystko systematycznie w trakcie czytania.
    Ojciec! O geeez, wiedziałam! To się nie skończy dobrze, nie…!
    O żesz kurwa.
    Jaki z niego skurwiel, no nie mogę. Ale to dla Ryana musiało być serio upokarzające i wprawiające w zażenowanie.
    Kurde, Lenny normalnie jak taki serio, serio obrońca. Mimo że taki niski, ale kurczę, gwałtowny.
    To pyskowanie w autobusie i ta rozmowa po wyjściu z niego? Tak sobie pomyślałam, że miło by było, gdyby Lenny w końcu pozwolił Ryanowi na topowanie. Może nie z łaski, ale żeby pokazać że są równymi partnerami.
    Rozmyślania pod prysznicem – czyżby ktoś się zakochał? Na to mi wygląda.
    No helooooł! Czemu Ryan nie dobiera się do tyłka Lenny’ego? Proszę Was! Chyba mu nie przestało raptem na tym zależeć?
    Mmm. Rimming w wykonaniu Lenny’ego. Lubię to, chyba głównie na realcje Ryana. Są obłędnie gorące.
    O tak, zdecydowanie lubię takie intensywne reakcje i dopraszanie się, jak u Ryana. O to mi chodziło jak kiedyś rozmawiałam z Kat :)
    Jest tak… orgazmatycznie ^^
    No. Dobry odcinek, szczególnie że coś mi się pomieszało i myślałam, że będzie dopiero jutro. Hehehe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s