Fire Dragon Tattoo Studio – 120 – Kolejny stopień wtajemniczenia

Drzwi od małego pomieszczenia otworzyły się, a Jay, który właśnie koło nich przechodził, miauknął cicho z wyrzutem, kiedy te delikatnie go trąciły. Ryan wyszedł z łazienki po prysznicu w samych bokserkach i spojrzał na swojego rudzielca.
— Ups, wybacz, mały.
Urażony kot dumnie zadarł ogon i pobiegł do sypialni. Ryan uśmiechnął się kątem ust, odprowadzając go wzrokiem, po czym przeciągnął się i ruszył do zagraconego porozrzucanymi wszędzie ciuchami salonu. Powinien tu posprzątać, ale szczególnie mu się nie chciało. Poza tym było już późno. Nawet bardzo. Obiecał sobie, że zrobi to rano albo po południu. Albo kiedyś. Na pewno nie teraz.
Zrzucił na kupkę te ciuchy, które wisiały na kanapie i położył się na niej na plecach, przymykając oczy oraz opierając wierzch dłoni na czole.
Było cicho i przyjemnie. Może nawet trochę zbyt cicho. Już jako tako przyzwyczaił się do swojego początkowo bardzo niechcianego współlokatora. Najgorsze jednak było to, że nigdy nie wiedział, kiedy będzie, a kiedy nie. Czasem znikał na kilka dni zupełnie bez zapowiedzi, aby nagle rano go obudzić i spytać, co jest na śniadanie. No i kilka jego rzeczy walało się po pokoju… W tym akurat się dogadywali, lecz Ryan nie wiedział, czy martwić się z powodu większego bajzlu w mieszkaniu, czy cieszyć, że żadnemu z nich to nie przeszkadzało.
Tak czy owak, obecnie Lenny’ego nie było i nic nie mąciłoby spokoju, gdyby z sypialni nie rozdzwoniła się komórka. Ryan westchnął ciężko i nie spiesząc się, wstał z kanapy. Gdy znalazł się w sypialni, sięgnął po telefon, od razu przykładając go do ucha.
— Słucham?
— Nie śpisz… — ktoś zamruczał niewyraźnie po drugiej stronie.
Ryan uniósł brwi. Głos był zbyt cichy i niewyraźny, żeby go rozpoznał. Nie odpowiadał chwilę, ale następne słowo, które usłyszał z telefonu, rozwiało wszelkie wątpliwości.
— Księżniczko… do cholery, mów do mnie.
— Lenny — odparł, uśmiechając się do siebie ze wzrokiem, który raził piorunami, mimo że rozmówca, tego nie widział. — Czego chcesz o tej porze?
— Ciebie… i twojego łóżka, dla ścisłości.
Zmarszczył brwi, słysząc, że głos był dość… specyficzny.
— Lenny? Czy gdybym teraz stał przed tobą, czułbym od ciebie ostrą woń wódki? — spytał uprzejmym głosem. Lenny był albo pijany, albo oberwał w szczękę. Raczej stawiał na to pierwsze.
— I tequili… i chyba piwa… Ale nadal mi staje. — Lenny zarechotał zapijaczonym głosem. — Przyjedź po mnie.
Ryan opadł ciężko na łóżko i przeczesał włosy palcami.
— Dopiero co wziąłem prysznic, a ty mnie chcesz zmusić do ubierania się? Fakt, że jeszcze mam samochód Charliego, niczego nie zmienia. Wiesz, że mogłeś tyle nie pić.
— Przyjedź nago — padła natychmiastowa odpowiedź. — A poza tym nie chcę wydawać twojej kasy na taksówkę.
— Och, jakiś ty miły — mruknął Ryan, szukając wzrokiem spodni. Niestety, nie było ich w zasięgu wzroku, a to oznaczało, że musiały leżeć gdzieś pod stertą innych rzeczy w pokoju. — Gdzie jesteś? — spytał, idąc w tamtym kierunku.
— W tym… Kurwa, pamiętasz bar, w którym ostatnio byliśmy się napić? — wymamrotał Lenny. W tle było słychać narastający rumor i pokrzykiwania o jeszcze jedną kolejką. — No, to nie tam, tylko dwie ulice dalej.
— Mam nadzieję, że w tym stanie twój zmysł orientacji cię nie zawodzi i nie będę cię musiał szukać po całym Miami — odparł Ryan i zacisnął triumfalnie pięść na nogawce, którą dostrzegł pod stertą koszulek mężczyzny.
— Nie… Jest okej. Tak samo jak chęć na loda — szepnął ostatnie słowo w słuchawkę i chyba tylko cudem Ryan mógł je dosłyszeć.
— To masz akurat dwadzieścia minut, zanim przyjadę. Może ktoś w tym czasie ci zrobi — odparł chłopak, nie chcąc sprzeczać się z pijanym Lennym. — Rozłączam się, czekaj przed barem.
— Niee… Nie mi! — Rozległ się pijacki śmiech.
— A co, masz ochotę na kutasa w ustach? — odparł Ryan, zapinając spodnie jedną ręką. Sięgnął po koszulkę i wyszedł z mieszkania.
— Mhm… Pospiesz się, póki się nie rozmyślę.
— Jesteś głupi, Lenny — stwierdził i rozłączył się.
Założył podkoszulek i już po kwadransie jechał wzdłuż ciemnej ulicy na południu Miami, wytężając wzrok oraz szukając swojego pijanego faceta. Wreszcie zatrzymał się pod jakimś barem, który w sumie mógł być tym, o którym mówił Lenny. Kiedy miał już wysiadać, telefon rozdzwonił się ponownie, więc odsunął dłoń od drzwi samochodu i wydobył go z kieszeni.
— Tak? Słucham?
— Gdzie jesteś?
— Dwie ulice za tamtym barem, gdzie ostatnio piliśmy — odpowiedział równie uprzejmie, co niecierpliwie. — A ty?
— Chyba też. Wejdź.
— Przyjechałem po ciebie. O północy, Lenny. Nie możesz sam wyjść? Czy już nawet tego nie jesteś w stanie zrobić? — odparł Ryan, otwierając Dodge’a Charliego.
— To w samochodzie? — spytał Lenny, a w jego głosie było niemal słychać pijackie rozczarowanie.
— Co w samochodzie? — Ryan nie zrozumiał. Oparł się tyłkiem o drzwi auta, by poczekać.
— Chcesz w samochodzie? Czy wejdziesz i… Kurwa mać, rozmawiam!
Ryan skrzywił się i, kapitulując, ruszył do wejścia baru.
— Nieważne, siedź tam. Wchodzę — rzucił i się rozłączył.
W barze było głośno i gwarno. Masa dymu, a czym głębiej w las, tym więcej drzew. A raczej to pewien drwal obijał pysk jednemu drzewu.
Ryan zmarszczył się, opanowując się, żeby nie zatkać nosa. Dym papierosowy zawsze działał na niego wybitnie niekorzystnie. Chcąc jak najszybciej wyjść, poszukał wzrokiem Lenny’ego.
Ten siedział z boku i przyglądał się całemu zamieszaniu z mściwym uśmieszkiem. Ujrzawszy Ryana, momentalnie wstał, lekko się zachwiał i kiwnąwszy na niego głową, ruszył jeszcze bardziej w głąb baru. Chłopak luźnym krokiem, nie pokazując po sobie niezadowolenia z miejsca, w którym przebywał, podążył przez tłumek ludzi. Wkroczył za Lennym do łazienki. Mężczyzna stał oparty o ścianę obok umywalek z założonymi na piersi rękoma. Miał mętny wzrok, ale wyglądało, że nieźle się trzymał.
Ryan spojrzał na niego sceptycznie i zbliżył się.
— Spiłeś się?
— Mhm. — Mężczyzna kiwnął głową, uśmiechając się kącikiem ust. Kilka cieniutkich dredów spadło mu na twarz.
— No i? Przyjechałem po ciebie, chodź — odparł Ryan, chwytając go za nadgarstek, ale Lenny, mimo swojego stanu, szybko się wyswobodził.
— A nie chcesz?
— Hm? Dalej chcesz mi obciągnąć? — Ryan uśmiechnął się, odrobinę rozbawiony stanem kochanka.
Ten spojrzał na niego mętnym spojrzeniem, po czym w pełni świadom, że byli sami, oblizał usta. Ryan skupił wzrok na jego wargach i odetchnął ciężej. Myślał. Aż zerknął na drzwi.
— Chcesz mi to zrobić tutaj? — rzucił i klepnął go lekko w policzek.
Lenny odepchnął go niemal brutalnie.
— Do kabiny — zarządził pijackim głosem.
— Rozkazujesz, nawet kiedy to ty masz być na kolanach? — zadrwił Ryan, lecz spojrzał na niego inaczej. Nie tak pobłażliwie jak przed chwilą, lecz bardziej gorąco. Stał tuż przed jedną z kabin.
Lenny przewrócił oczami, podchodząc do niego. Oparł się dłonią o drzwi.
— Właź, a nie pierdolisz — burknął, a chłopak bez problemu mógł wyczuć od niego alkohol.
— Hm… Skoro tak się nie możesz doczekać — zamruczał Ryan, chwytając go za szczękę i liżąc jego usta.
Na ślepo otworzył kabinę, a Lenny warknął. Byli w publicznym kiblu, gdzie każdy w każdej chwili mógł wejść. Nawet w swoim stanie był bardziej tego świadom niż Ryan.
Wepchnął go do środka i zamknął za nimi drzwi. Chłopak uśmiechnął się za to, patrząc na niego intensywnie. Położył mu dłoń na ramieniu, naciskając na nie, żeby uklęknął. Mulat spojrzał w jego ciemne oczy swoimi zaćmionymi alkoholem, po czym… uklęknął i od razu zabrał się za rozpinanie spodni. Ryan nie wiedział, co takiego było w tym mężczyźnie, że tak na niego działał, ale pomimo jego wszystkich wad, cholernie go kręcił.
Kiedy Lenny rozpiął mu pasek i rozporek, a ukazała się bielizna, Ryan wiedziony impulsem, uklęknął na jedno kolano i złapawszy jego twarz w obie dłonie, pocałował mocno, niemalże zwierzęco. Nie wiedział dlaczego, po prosto musiał. Lenny zamruczał w jego usta przez chwilę ulegle, ale nagle chwycił go mocno za włosy. W kabinie było cholernie ciasno.
Ryan rzucił mu przeszywające spojrzenie. Jego usta były zaczerwienione, a na policzkach widniały rumieńce podniecenia. Lenny szarpnął go w górę i pchnął na ściankę działkową. Chwycił go mocno za krocze, nie przerywając pocałunku. Chłopak zastękał w jego usta, a jego ręce oplotły szyję mężczyzny, niemalże rozpaczliwie. W dłoni Lenny czuł, że Ryan już był pobudzony.
— Hmm… Chyba jednak wolisz na odwrót — zachrypiał.
— Hm? — rzucił Ryan, patrząc mu z bliska w oczy. Mimo że czuć było od niego alkohol, Lenny wciąż pachniał swoim naturalnym, seksownym zapachem.
— Na kolanka, księżniczko.
— Nie sądzę — odpowiedział od razu mocno i pewnie. Do tego dość złowrogo, bo to określenie mocno go ukuło. Znowu. Wiedział jednak, że nie miał co kłócić się z pijanym mężczyzną. I tak nic by do niego nie dotarło, a sam chłopak był dodatkowo zniechęcony samym pomysłem Lenny’ego. — Nigdy nie byłem w tym najlepszy — dopowiedział szczerze, maskując uczucia lekko ironicznym uśmieszkiem.
Lenny przewrócił oczami. W sumie sam nie był przekonany. Kręciło mu się w głowie, widział niewyraźnie i wcale nie był taki pewny, czy dostatecznie by mu stanął po takiej ilości alkoholu.
Nic nie odpowiedział, tylko wyszedł z kabiny, a raczej wypadł z niej chwiejnym krokiem.
— Wiesz, że cię nie znajdę w tym tłumie, nie tylko dlatego, że jesteś niewysoki! — rzucił Ryan, wychodząc za nim i po drodze zapinając spodnie na wyraźniej wypukłości.
Lenny machnął mu zbywczo ręką i wężykiem opuścił łazienkę, a Ryan podążał za nim, nie chcąc go zgubić. Chyba tylko cudem zauważył, jak ten knypek wyszedł z baru. Ruszył za nim, starając się nie wdychać wszechobecnego dymu. A kiedy wylądował na świeżym powietrzu, podszedł do samochodu za Lennym, patrząc na jego kołyszące się plecy.
Mężczyzna niemal opadł na auto. Oparł się ramionami o jego dach, wdychając chłodne powietrze. Musiał przyznać. Spił się.
— Wsiadaj — rzucił Ryan stanowczo, otwierając drzwi. Szarpnął go za ramię, żeby go tam wsadzić.
Lenny był miękki na nogach jak galareta i zwyczajnie wpadł do samochodu. Zaśmiał się przy tym pod nosem.
— Jak zdecydowanie — zamruczał.
— Zamknij się i siedź — rozkazał chłopak, zatrzaskując za nim drzwi.
Obszedł samochód i wsiadł od strony kierowcy. Bez zbędnego ociągania, zapalił i ruszył, a Lenny rozwalił się wygodniej w fotelu.
— Nie mów, że jesteś zły. — Zaśmiał się pijacko. Sam nie wiedział, co wygadywał.
— Pierdol się, proszę — uciął Ryan, nawracając i wreszcie kierując się do domu.
Chciał już wrócić. Leciałem jak debil po tego skurwiela, a ten w takim momencie przerwał. Wiedział, że mężczyzna był pijany, dlatego nie mógł się zbyt wiele spodziewać, ale nie zmieniało to faktu, że był sfrustrowany wzwodem.
Mulat przekręcił się, opierając głowę na oparciu.
— Sam?
— Jeśli chcesz, możesz sam — odparł, otwierając okno samochodu. Na szczęście penis powoli mu mięknął.
Lenny skoncentrował na Ryanie swój pijacki wzrok. Resztki rozsądku mówiły mu, że powinien poczekać do rana z dalszą częścią tej rozmowy. Z drugiej strony był nawalony… Walić rozsądek.
— Samemu jest nudno. Nie mów, że wolisz sam sobie trzepać.
Ryan zerknął na niego, po czym niespodziewanie pocałował go mocno i agresywnie, przyciągając go do siebie. Samochód na tyle zboczył z drogi, że aż przejechał kawałek prawymi kołami po trawiastym poboczu na, na szczęście, pustej drodze. Charlie by go zabił, gdyby go rozbił.
— Nie wolę, ale zamknij się już, proszę, bo jesteś pijany i nie działa to teraz dobrze ani na mnie, ani na ciebie, ani na to, że podniecasz mnie za bardzo i najwyraźniej muszę obejść się smakiem — powiedział kierowca i znów skupił się na drodze.
Zszokowany Lenny roześmiał się, cały rozpromieniony. Pochylił się w stronę kierowcy i nim ten zdążył cokolwiek zrobić, rozpiął mu spodnie. Kręciło go to. Groziło wypadkiem, było szalone i chore. Aż ciśnienie mu skoczyło, a w głowie jeszcze bardziej zaszumiało.
— Kurwa… nie… — jęknął Ryan, patrząc na niego takim wzrokiem, jakby miał nadzieję, że Lenny za chwilę się rozmyśli, bo nie potrafiłby go sam powstrzymać.
— Kurwa, tak — zamruczał mężczyzna, odsuwając bieliznę i, pochylony nad kroczem kierowcy, pocałował czubek jego penisa.
Ryan gwałtownie wypuścił powietrze z płuc i jęknął gardłowo. Walczył wszystkimi siłami, żeby nie spuścić wzroku na Lenny’ego. Ten utrudniał mu to coraz bardziej. Czuł w ustach szybko twardniejącego, gorącego, lekko słonego penisa. Do tego te szalone myśli plączące się po głowie…
Wziął do ust czubek i zassał się na nim.
— Kurwa, przestań… albo nie, nie przestawaj… — stęknął Ryan, zaciskając dłonie na kierownicy i czując, jak wilgotniały od potu. Samochód czasem zajeżdżał lekkim łukiem, mimo że jechali po prostej drodze.
— Nie zabij nas. — Lenny zaśmiał się, zakładając za ucho spadające dredy i ponownie biorąc kutasa do ust. Oblizał go językiem, wsuwając go sobie głębiej do ust.
— Tak, wiem, Lenny, cały czas staram się na tym skupić — odpowiedział zarumieniony na policzkach Ryan. Jego penis stał już w pełnym wzwodzie, a chłopak zupełnie nieświadomie odsunął jedną dłoń od kierownicy i położył mu na plecach.
Mężczyzna, jakby tylko tym zachęcony, obciągał mu coraz bardziej energicznie.
Naraz Ryan wcisnął hamulec, a opony zapiszczały i auto zatrzymało się na poboczu. Chłopak wreszcie spojrzał w dół i przygryzł wargę mocno. Lenny z gardłowym mlaśnięciem wysunął penisa z ust i wyprostował się. Spojrzał na Ryana z cwanym uśmieszkiem.
— Nie wyrabiasz?
— Wolałbym nie mieć wypadku z chujem na wierzchu — odparł chłopak, oddychając płytko. — Lenny…
— Co?
— Skończ mnie ręką, proszę — rzucił Ryan.
Mulat zmarszczył się, średnio rozumiejąc. Alkohol nadal w pełni z niego nie wyparował.
— Ręką?
Chłopak chwycił go za dłoń i bez słowa położył ją na swoim sztywnym penisie. W publicznym miejscu, ignorując to, że właśnie obok nich przejechało auto z głośno włączonym radiem i drącymi się nastolatkami, całował Lenny’ego, tym razem w usta. Mężczyzna odpowiedział na pocałunek, napierając na niego. Zaczął poruszać ręką na jego penisie. Nieistotne było to, że sam nie był w stanie dziś dojść. Wystarczająco dużo radochy sprawiało mu pieszczenie tego słodziaka.
Ryan wcisnął się w siedzenie, ciągnąc za sobą Lenny’ego, jakoś tak nieświadomie oddając mu kontrolę nad pocałunkiem. Był jednak zbyt podniecony, by to teraz rozważać. Czuł się bliski końca. Lenny cuchnął alkoholem, jego pieszczoty nie były idealne, a do tego jego zamglony wzrok nie był taki drapieżny jak zawsze. Ale i tak było przyjemnie. I mimo tego wszystkiego, wciąż był lepszy niż niejeden trzeźwy.
W pewnej chwili Ryan skończył w jego rękę, odsuwając się od pocałunku i stękając przeciągle. Ubrudził siebie, Lenny’ego i samochód Charliego. Mulat nie wydawał się tym przejmować. Przysunął dłoń do twarzy i oblizał palce.
— Zajebię cię, jak mi to jutro wypomnisz.
Chłopak zapatrzył się na jego wilgotne palce i uśmiechnął się.
— Mmm… — Pokręcił głową z powątpiewaniem na jego słowa. — Wyglądasz seksownie. Coś mi mówi, że będę to rozpamiętywał…
— Chyba sam ze sobą i swoją ręką — prychnął Lenny i klapnął go w udo, wycierając o nie resztki spermy i śliny. — Ruszaj. Chcę spać.
— Służę.
Ryan zapiął spodnie i odpalił, kierując się do mieszkania. Był zaspokojony.

***

Kate rozejrzała się po plaży z szerokim uśmiechem na ustach. Miała na sobie dwuczęściowy kostium kąpielowy w zielono-żółte kwiaty, a do tego pareo zawiązane na biodrach. Przeciągnęła się z zadowoleniem i spojrzała na towarzyszącego jej mężczyznę. Ten niósł pod ręką deskę surfingową z namalowanym na niej rekinem, szczerzącym swoje zęby. Tło było granatowe, tak samo jak kąpielówki Juana.
— To co? Tutaj się zatrzymujemy, tak? Ryan tu miał przyjść? — zagadał dziewczynę, wskazując na charakterystyczne budki przy plaży i kobietę z czerwonym daszkiem na czole, która sprzedawała lody.
— Tak, ma tu być za jakiś czas. Pewnie się spóźni, czy coś. — Położyła swoją kolorową torbę na piasek. — Pomożesz mi rozłożyć ręcznik?
— Jasne, jasne! — Juan uśmiechnął się, kiedy odłożył swoją deskę. Gdy dziewczyna wyciągnęła ręcznik, złapali go po bokach i rozłożyli na ciepłym piasku. — Długo się tak w ogóle znacie z Ryanem?
— No, już trochę, tak… cztery miechy? — Wzruszyła ramionami, a następnie klęknęła na kolorowym materiale i sięgnęła do torby. — Chcesz się napić? — spytała, wyjmując wodę.
— Dzięki, oszczędzę na później — odpowiedział, poprawiając ciemne, przydługie włosy, kiedy zajął miejsce obok.
Wyglądał na zestresowanego, jak zawsze, kiedy miał poznać kogoś nowego, co już Kate zdążyła zauważyć. Ale starał się wyglądać na wyluzowanego. Dziewczyna osobiście uważała, że to słodkie. Przysunęła się do niego i cmoknęła go w policzek.
— Nie zje cię. Tylko co najwyżej zagada. — Miała szczerą nadzieję, że jej chłopak dogada się z Ryanem. To by wiele ułatwiło, jakby kiedyś wydało się, że Lenny, wielki autorytet Juana, też był gejem.
— Zagada? Znaczy to odnośnie tego, co wspominałaś, że dużo mówi? — zapytał, patrząc na nią swoimi dużymi, brązowymi oczami. — To chyba ułatwi, jak sam nie będę wiedział, co mówić. — Zaśmiał się.
— To na pewno, ale nie stresuj się, jak nie będziesz wiedział, co do ciebie mówi.
— Tak? Okej, okej, postaram się. — Uśmiechnął się szeroko, a dosłownie kilka sekund później usłyszeli głos dobiegający zza pleców.
— Katy, gdyby nie twoje cudowne, fioletowe kłaki, to nie wiedziałbym, gdzie was w tym tłumie szukać!
Rzeczywiście, na plaży było naprawdę sporo ludzi, a gdy Kate i Juan się obejrzeli, zobaczyli idącego w ich kierunku, wysokiego, ciemnowłosego chłopaka z deską pod ramieniem. Był już ubrany w zielono-niebieskie kąpielówki. Uśmiechał się do nich swoim typowym, nieco kpiącym uśmiechem.
— Mam w sobie to coś, co przyciąga! — zawołała do niego i od razu wstała z kocyka. — Ale, ale, poznajcie się. To właśnie Ryan. — Wskazała przybyłego. — A to Juan.
Kiedy Latynos się uniósł, a Ryan doszedł do nich, podali sobie dłonie.
— Miło mi poznać nowego chłopaka Katy, którego prawdopodobnie poznaję jako ostatni? — Ryan zerknął krótko na dziewczynę, ale uśmiechał się do Juana. — Prawdopodobnie po nieudanym eksperymencie, kiedy postanowiono mnie poznać jako pierwszego z Alexem, którego nie wiem, czy już miałeś przyjemność zobaczyć, ogólnie stwierdzono, że będę ostatni w kolejce.
— Nie znam jeszcze osławionego Mike’a — wyjaśnił Latynos, także zerkając na dziewczynę. — Więc nie jesteś ostatnim — dodał z nerwowym uśmiechem.
— Uuu, nawet chyba wiem, dlaczego Mikey jest jako ostatni — odparł Ryan, wiedząc, że Kate kiedyś była w nim zadurzona. — Ale widzę, że masz deskę i cały czas się powstrzymuję, żeby się jej nie przyjrzeć, więc jak pozwolisz, to zerknę.
Latynos pokiwał głową od razu.
— Jasne, spoko.
Ryan odłożył swoją deskę i kucnął przed tą Juana. Przesunął po niej dłonią i nawet wymienił z chłopakiem kilka technicznych uwag. Kate w tym czasie mogła się tylko przyglądać, bo kompletnie nie miała pojęcia, o czym mówili.
— Z tego co słyszałem, poznałeś Katy przez Lenny’ego? — zapytał Ryan, gdy tematy desek się skończył i wszyscy siedzieli na ręcznikach, odwróceni twarzami do słońca. Ryan jeszcze smarował się olejkiem do opalania.
Juan przytaknął i krótko, z szerokim uśmiechem spojrzał na dziewczynę. Była ładna i urocza, szczególnie kiedy się uśmiechała, a słońce rozświetlało jej włosy.
— Mhm, napisał do mnie i powiedział, że mam wpaść, a za nic nie spodziewałem się takiej miłej niespodzianki.
Ryan uśmiechnął się w duchu, domyślając się, dlaczego Lenny wysłał mu takiego desperackiego smsa.
— Widzę, że pomysł Lenny’ego opłacił się niejednej osobie — odpowiedział, patrząc na parkę, ale mając na myśli też swojego kochanka.
Kate zaśmiała się, nieświadoma jego myśli.
— No, miał dobre wyczucie.
— Jak widać, zdarza mu się. A nie wiem, czy Juan wie, skąd się znamy z Lennym. — Spojrzał na Latynosa, zakręcając buteleczkę z olejkiem, gdy nasmarował sobie ramiona.
Ten pokręcił głową i wzruszył ramionami, zerkając to na Ryana, to na Kate.
— Nie mam pojęcia.
— No, to oświeć go, jak już musisz. — Kate wcale nie była zadowolona z tego, że Ryan odkrywał przeszłość swoją i Lenny’ego, bo wcale dobrze nie brzmiało to, że miała dwóch kumpli kryminalistów.
— Nie muszę, ale Juan może być ciekaw — stwierdził Ryan. A gdy ten pokiwał głową ze szczerą, wręcz nachalną ciekawością w oczach, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o znajomych Kate i o samym Lennym, podjął: — Zarówno ja, jak i Lenny, co zapewne wiesz, mieliśmy tę przyjemność odsiedzieć swoje i pogapić się na kraty i mur pod napięciem. — Sam był ciekaw, jak ten zareaguje.
Latynos zrobił trochę większe oczy, ale w końcu uśmiechnął się szczerze.
— A… to spoko. Nigdy mi o tobie nie wspominał, no, wiesz. Kiedyś i teraz jakoś tak. Nie wiedziałem, że… — spojrzał na Katy — że tak dużo osób w twoim otoczeniu ma taką barwną przeszłość.
— No, przynajmniej nie jest nudno, ale żaden z nich nie chce wiele mówić o tej swojej przeszłości. — Westchnęła. — Ani Lenny i Ryan, ani Jay. W sumie o tobie też dużo nie wiem. Na razie. — Uśmiechnęła się jak mały chochlik, nieświadoma tego, że przeszłość Juana wiązała się z przeszłością Lenny’ego w więzieniu.
Kiedy Kate przejęła głos, Ryan oparł się rękami za plecami i wpatrzył w niebo. Zmrużył przy tym oczy, czując, jak słońce grzało jego skórę. Żałował, że Lenny nie chciał się z nim wybrać, ale jego kac po wczorajszym piciu był zrozumiałym wytłumaczeniem.
— Oj, bo nie ma w sumie, o czym mówić. Teraz trzeba żyć teraźniejszością — uznał Juan, trochę wykręcając się z tematu. Nie chciał w tym momencie opowiadać, co łączyło go z więzieniem i Lennym. A do tego przy kimś, kogo poznał kilka minut temu. Z drugiej strony, ten ktoś też siedział. Ale i tak nie miał ochoty rozgrzebywać tego przy Kate. Jeszcze nie teraz.
— Muszę przyznać, że Juan dobrze mówi. Nie zawsze opłaca się wracanie do przeszłości, Katy, szczególnie takiej, która nie jest tak kolorowa jak twoje włosy — dodał Ryan, myśląc też o tym, jak ostatnio wspomnienia związane z jego ojcem i tym, co Lenny robił w więzieniu, o mało nie zniszczyły mu związku.
— Ale z drugiej strony, dobrze jest wiedzieć, na czym się stoi, Ryan. To tak, jakby Jay nigdy o nic się nie pytał Alexa i nie mógł się przez to przygotować, że ten go zostawi dla tej całej Jeane. — Kate machnęła ręką, kiedy przedstawiła swoje racje.
— Hm, to mógłby być dla niego mały szok. Ale wspomnienie o swojej przeszłości i problemach, a wyciąganie każdego, najdrobniejszego i godnego newsa w codziennych wiadomościach smaczku to dwie różne rzeczy, Katy — odpowiedział Ryan z wyraźnym przytykiem.
Dziewczyna wydęła wargi i prychnęła pod nosem.
— Szczegóły. Ja już tak mam, wiesz, że interesuje mnie życie innych, a nie tak jak ciebie — rzuciła, aby odpowiedzieć cokolwiek kąśliwego.
— Och, czego to ja się dowiaduję o sobie! Bardzo chętnie posłucham o waszym dotychczasowym, co prawda krótkim, ale wierzę, że barwnym życiu. I co takiego Juan w sobie ma, czego nie ma Lenny, że tak łatwo wypuściłaś go z sideł dla Juana?
Kate spojrzała na Ryana wymownie.
— Już ty wiesz, czego nie ma, co ma Juan! — odparła butnie, łapiąc Latynosa za ramię i opierając o nie brodę.
Ten zamrugał, nie wiedząc, o co chodzi. Czuł się przez to jeszcze bardziej nerwowo, ale starał się mieć na twarzy wyraz uprzejmego zaciekawienia.
— Hm, na pewno jednym z tych elementów jest fakt, że Juan nie robi cierpiętniczej miny, kiedy wchodzisz mu na plecy — odparł Ryan, nie odnosząc się dokładnie do tego, co chciała mu przekazać dziewczyna.
Kate zamaszyście cmoknęła swojego chłopaka w policzek.
— Robi. I jest nawet milszy — zarzekła się od razu, jakby licytowała się z Ryanem, czyj facet był lepszy. I tylko oni mogli to tak odbierać, bo Juan nie był świadom relacji między Ryanem a Lennym.
— Miło to słyszeć… ale… — Spojrzał na Kate. — Podrywałaś Lenny’ego?
Dziewczyna zaśmiała się radośnie i pokręciła głową.
— Nie, nie miałabym u niego szans.
— Czemu? — wypalił. Był przy tym zarówno uspokojony, że dziewczyna nie startowała do Lenny’ego, ale też zaskoczony. Bo przecież jak Kate może „nie mieć u kogoś szans”?
— No… jest zajęty przecież — odpowiedziała niezgodnie ze swoimi prawdziwymi motywami, a Ryan uśmiechnął się do siebie.
— Chodzi o tę całą księżniczkę? To chyba coś tak bardziej serio, ale to jakaś straszna tajemnica, hmm? — spytał zaciekawiony Juan, patrząc po pozostałej dwójce. Z Lennym co prawda nie rozmawiali zwykle o prywatnym życiu, ale teraz, kiedy obaj byli na wolności, to przecież mógł dowiedzieć się o nim czegoś więcej.
— Eee… no, chyba nawet bardzo — odparła Kate gorączkowo, zerkając na Ryana.
Ten, słysząc to określenie w ustach kogoś innego niż Lenny, zacisnął zęby i odetchnął głęboko, mając nadzieję, że nie zaczerwienił się na twarzy. Czyli wychodzi na to, że Lenny tak o mnie mówi wśród znajomych…?
— Widzę, że zamiast cieszyć się waszym szczęściem i rozmawiać o tym, jak to miło spędzacie razem czas, wolicie omawiać prywatne życie kogoś, kogo tu nawet nie ma? — rzucił trudnym do odczytania tonem, czując się w tym momencie bardzo dziwnie i niezbyt przyjemnie.
— Bo jakoś temat zszedł na Lenny’ego — wytłumaczył się Juan, nieświadom, jak atmosfera nagle zgęstniała.
— To w takim razie pozwólmy mu odpłynąć i sami też skoczmy wypróbować dzisiejsze fale — zaproponował Ryan. Ale zanim wstał, sięgnął do kieszeni po telefon i napisał do swojego kochanka: „Przyznam, że dziwnie brzmi twoja „księżniczka” w cudzych ustach”.
Juan jeszcze obejrzał się pytająco na Kate, ale ta zbyła go machnięciem ręki, aby nie dopytywał. Chłopak więc tylko zrobił głupią minę i wstał, biorąc deskę.
— No, jasne, spoko. Możemy iść, fajne fale są. — Uśmiechnął się szeroko do Ryana.
Ten przytaknął i schował telefon do plecaka, po czym razem z Juanem ruszył w stronę oceanu.
Kiedy ich nie było, przyszła wiadomość na telefon Ryana, a Kate przeżywała katusze, bo miała dziwne przeczucie, od kogo mogła być. Dzielnie się powstrzymała, z czego była strasznie dumna, kiedy po prawie godzinie wrócili do niej Ryan i jej chłopak. Gdy tylko ich zobaczyła, krzyknęła do tego pierwszego:
— Ryan! Ktoś do ciebie pisał! Mogę przeczytać?
Chłopak najpierw ściągnął brwi i przyspieszył. Pochylił się nad dziewczyną i cmoknął ją w policzek.
— Nie. — Uśmiechnął się przy tym uprzejmie, po czym usiadł na ręczniku i sięgnął do plecaka.
Od razu otworzył wiadomość tekstową. Była krótka i treściwa. Jak zwykle te od Lenny’ego. Nawet nie spodziewał się zawiłego tłumaczenia. „Juan? Nie było jak inaczej tego wyjaśnić”.
Czując zarówno wzrok Kate, jak i Latynosa, nie pokazał niczego po sobie, za to z lekką irytacją odpisał: „Bingo, Juan. I wciąż nie podoba mi się, że Katy wie, o kogo chodzi. A jak Katy wie, inni też”.
— Czemu on cię pocałował w policzek? — zapytał tymczasem Juan szeptem swojej dziewczyny. Również nie wiedział, że Ryan był gejem, więc ten gest wyglądał w jego mniemaniu bardzo dziwnie.
Dziewczyna uśmiechnęła się i sama go pocałowała, ale nie w policzek, a w usta.
— Taki tam szczegół. Nie masz czym się przejmować. Ryan też… — Zerknęła na niego pytająco, czy mogła powiedzieć. Czy jego miała też kryć, jak Lenny’ego. Wolała być szczera, ale ta dwójka miała dziwne zwyczaje.
Chłopak wykrzywił usta w specyficznym uśmiechu i spojrzał na Juana.
— Chyba nie ma się co kryć i skoro twój uroczy chłopak nie uciekł po poznaniu Charliego i Rusha, to nie stracę wiele w jego oczach, jeśli powiesz mu, z kim chwilę temu surfował po falach.
Kate skinęła głową i zwróciła się do swojego chłopaka, nie przejmując się ironią Ryana. Przywykła do niej.
— No, bo Ryan też jest gejem. Więc nie musisz się przejmować jego buziakami. On już tak ma — wytłumaczyła, jakby ten nie siedział tuż obok nich.
Juan zrobił duże oczy, chwilę nie wiedząc, jak zareagować. Obejrzał się nawet na Ryana tylko po to, by zobaczyć, jak ten uśmiechnął się do niego krótko, po czym zerknął na swój telefon.
— Też? — wydusił w końcu. — Znaczy… Spoko. A Lenny o tym wie? — wypalił na koniec.
— Podejrzewam, że coś takiego przed takim mężczyzną jak Lenny, miałoby małe szanse się uchować — odpowiedział Ryan, gdy jeszcze nie doszła do niego zwrotna wiadomość. Nawet nie wiedział, czy spodziewać się jakiejś. Na szczęście dzięki godzinnemu surfowaniu trochę ochłonął.
— A poza tym Lenny chyba nie ma z tym problemu, co nie? — rzuciła Kate w przestrzeń, nie kierując tego pytania do żadnego z towarzyszy.
Ryan w tym czasie otrzymał wiadomość od tematu ich rozmowy: „Może nie wygada. Myślę nawet, że bardziej trzymam za to kciuki niż ty”.
— Nie? — dopytał Juan. Był zarówno ciekaw tego, jak rzeczywiście ktoś taki jak Lenny Tunder mógł podchodzić do takiego towarzystwa, jak i nieco zdziwiony odpowiedzią Kate. W więzieniu nie lubiło się gejów. Z zasady.
— Z tego, co mi wiadomo, nie stosuje obecnie wobec nas szczególnych… hm, oznak nietolerancji — odpowiedział Ryan, specjalnie nie używając słowa „przemoc”, bo nie raz Lenny’emu zdarzało się choćby przyszpilić go do blatu czy ściany.
Zaraz potem odpisał kochankowi na wiadomość. „Nie jestem pewien, czy bardziej, ale miejmy nadzieję, że się powstrzyma. Wybacz, kończę, bo rozmawiamy z Juanem o twoim podejściu do gejów. Tak, ja nie wygaduję o tobie dziwnych rzeczy ludziom…” — dopisał na koniec, odnosząc się do tej księżniczki. Nie chciał jednak teraz o tym myśleć. Czuł się ostatnio zmęczony, ale wciąż rozsierdzony tym określeniem. Prześladowało go za często i zbyt wiele sporów o to z Lennym już toczył.
Nim Juan, który nadal patrzył się na Ryana i Kate dużymi oczami, nie wierząc, jak jego świat z „nie znam żadnych gejów” zmienił się dzięki jednej dziewczynie w świat „otaczają mnie geje”, telefon Ryana znowu zawibrował.
„Też nie” — brzmiała wiadomość.
Kate nieco się strapiła, widząc szok swojego chłopaka.
— Ale spoko, oni wszyscy już mają swoich facetów. Nie będą próbowali mi ciebie odbić. — Zaśmiała się radośnie, a Ryan schował telefon do plecaka.
— Nie żeby coś, ale faktycznie wolałbym zostać oszczędzonym, chociaż… ten cały Mike też jest gejem? — spytał Juan niemalże ze strachem w oczach, mimo że Jason upewniał go, że nie był.
— Nie, jest heretykiem. I ma narzeczoną.
— Bardzo uroczą narzeczoną i coś mi mówi, że chętnie będzie wymieniał z tobą swoje uwagi na temat kobiecych atrybutów… Bez urazy, Katy, ale chyba każdy heteryk tak robi — wtrącił Ryan, wystawiając twarz do słońca. — I na pewno odnajdzie w tobie bratnią duszę, kiedy dowie się, że podobnie jak on, czujesz się przytłoczony nadmiarem gejów w okolicy — skończył z uśmiechem.
Juan zamyślił się, po czym uśmiechnął się szerzej, jakby coś odkrył.
— No, ale tak czy inaczej, w całym towarzystwie jest po równo, przynajmniej o tych osobach, o których słyszałem.
— Znaczy? — zaciekawiła się Kate.
— Licząc i facetów, i dziewczyny, z tych osób, o jakich mi mówiłaś, razem z nami, jest pięć na pięć hetero i homo.
— Chyba że się rozdrabniać i policzyć księcia Rusha w obu kategoriach, skoro to śliczne blondi lubi zarówno kobiece kształty, jak i kutasy — wtrącił Ryan, a Juan lekko się skrzywił na samo wyobrażenie, że mając możliwość wyboru, można było być z facetem, a nie z dziewczyną. A z wyglądem Rusha, nie wierzył, aby ten nie miał powodzenia.
— No, ale Rush teraz jest z Charliem, to liczymy jako homo. Chociaż i tak wiadomo, kto komu wsadza. — Kate zachichotała, na co Ryan wyciągnął do niej dłoń ponad ramieniem Juana i pstryknął ją palcem w nos.
— A ty jak zawsze uwielbiasz podkreślać swoją błyskotliwą wiedzę na temat prywatnego życia innych ludzi. Jakże przewidywalnie.
Latynos zaśmiał się i objął ramieniem dziewczynę.
— Taki jej urok! — Uśmiechnął się i pocałował ją mocno w usta, nie przejmując się obecnością Ryana.
Ten tylko wykrzywił usta i opadł na swój ręcznik, po czym przymknął oczy, czując, jak słońce go raziło. Kate też postanowiła nie odnosić się do jego uwagi i zająć się Juanem, z którym zaczęła gadać na temat jej własnych wdzięków. Co, jak już dało się zauważyć, było bardzo dla niej typowe. Ryan nie dziwił się, że niemalże olała go na rzecz osoby, która całą swoją uwagę poświęcała jej. Było to dobre, ponieważ nie dociekała, nie wyciągała i nie ujawniała sekretów innych osób.

16 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 120 – Kolejny stopień wtajemniczenia

  1. Wadera pisze:

    Nie ma to jak odholowywanie swojego zalanego faceta do domu, dobrze że przynajmniej Ryan miał samochód, bo inaczej było by ciężej.
    Ta chcica Lennego na kutasa była zabójcza aż mi się gorąco zrobiło jak o tym czytałam,. Oczywiście nie mogło obyć się bez Focha ale to może i lepiej bo zamiast w śmierdzącej toalecie Ryan miał obciąganko w pachnącym samochodzie (no Charliego w końcu, musi być pachnący nie? ;) W sumie cieszę się że się nie zabili bo strasznie by mi ich brakowało chociaż zginąć w taaakim momencie….chyba nie najgorsza śmierć XD
    Juan coraz bardziej świadomy, i gdybym pisała ten komentarz kilka tygodni wcześniej napisałabym że już się nie mogę doczekać aż będzie uświadomiony w pełni. Katka uroczo szczęśliwa, nie dość że jej facet jest miły przystojny, daje sobą manipulować to jeszcze jest tolerancyjny i HETERO no czego można chcieć więcej :D

  2. Shivunia pisze:

    Tigram >> Powiem tak, opowiadania i w ogóle szeroko pojęte słowo pisane ma to do siebie, że jeśli o tym nie wspomnisz, to od razu nie widzisz kotów latających po podłodze i futra na ubraniach. I tylko współczuje Ryanowi bo to on jest tam fanem czarnych koszul. Biedny. Ale przypuszczam, że jak nie wie co to odkurzacz, to wie co to rolki na sierść z ikei.
    „Nioch, nioch, szybkie obciąganko w toalecie, so cute! Szczyt romantyzmu i oddania!” – no, męsko co? Była potrzeba chwili
    „Gdyby tylko Lenny nie kłapał tak tą swoją paszczą, ” – dziwne czytać takie zdanie o Lennym a nie Ryanie.
    „A tak w ogóle to Ryan nigdy nikomu nie obciągał?” – neee, obciągał, tylko to nie jego pasja. To tak jak ja mogę wypić tonik, ale jeśli jest COKOLWIEK innego, wybiorę to cokolwiek innego. Ryan ma podobnie a za te „ździebko to kobiece” śmiem twierdzić że mogła byś mieć nieprzyjemności. I czuć się szczęśliwa ze jesteś kobietą. Dzięki temu byś nie straciła ząbków. Boshe, aż nie chce sobie wyobrażać jego reakcji…. uuuuch
    A hetero sex i hetero związki… ok. To moim zdaniem tu jest tak. Że one są, ale to jak homo związki w polskich serialach. A hetero sexu nie będzie… no może będzie… ale nie… weź. Nie naciskaj. Bo się w sobie zamknę i co będzie.
    „“jego świat z „nie znam żadnych gejów” zmienił się dzięki jednej dziewczynie w świat „otaczają mnie geje”” – good point!” – Si!

  3. TigramIngrow pisze:

    Ubrania leżą wszędzie gdzie popadło… Dobrze chociaż że mają dywan a nie gołą podłogę chociaż i tak jestem w stanie sobie wyobrazić jak wyglądają takie ciuszki gdy w domu mieszka kot. Miauł! Miałam kiedyś jamnika krótkowłosego, niby uśpiliśmy go w 2008 a do tej pory wciąż na fotelu i pufach jest jego sierść. Niech Ryan się strzeże….
    A to znikanie Lenny’ego też jest jakieś dupne. Chyba by mu włos z głowy nie spadł jakby łaskawie powiedział kiedy wychodzi i kiedy wróci. Ech…
    Lubię takich podpitych gości. Nie takich schlanych w trzy dupy, ale takich którzy stracili wszelkie opory i dzwonią do tych na których im zależy, albo dostawiają się do pierwszej, potencjalnie zainteresowanej jednostki. Tu Lenny elegancko kontaktuje się z Ryanem, więc to mu przypisuję na plus.
    „- W tym… kurwa, pamiętasz gdzie ostatnio byliśmy się napić? – (…) – No, to nie tam, tylko dwie ulice dalej.” – hahahahaha, dobre. To tak jakbym powiedziała „Kupiłam sobie taką samą sukienkę, tylko inną”.
    Nioch, nioch, szybkie obciąganko w toalecie, so cute! Szczyt romantyzmu i oddania!
    .
    .
    A nie, sorry, fałszywy alarm. Ojejciu, jaka szkoda. Gdyby tylko Lenny nie kłapał tak tą swoją paszczą, tylko wziął się normalnie do roboty nie było by zawiedzionych oczekiwań.
    A tak w ogóle to Ryan nigdy nikomu nie obciągał? Tak nigdy – nigdy czy raz i więcej nie? A może był do tego przymuszany w więzieniu? Eeee, chyba nie, bo przecież nikt nie wiedział że był homo. Chyba że zmuszali go jako heteryka w co jednakże takowoż wątpię. Nie dałby się. Hmm.
    Ha! Lodzik w pędzącym aucie. Ho, ho, ho, ktoś tu lubi seks doprawiony adrenaliną. Nie, nie patrzcie na mnie! :D
    „- Kurwa, przestań… albo nie, nie przestawaj… – stęknął Ryan, zaciskając dłonie na kierownicy i czując, jak wilgotnieją od potu.” no to fajnie zostało napisane. Aż sobie wyobraziłam jak Ryan wciągnął brzuch, napiął mięśnie, wierzgnął biodrami i lekko przymknął oczy na taką pieszczotę. Ach, magia wyobraźni :)
    I jednak Ryan nie chciał skończyć w ustach pantery tylko się zatracić w pocałunku. Hym, hym. Zaiste, ździebko to kobiece :)

    Fajnie, fajnie. Wszyscy wszystkich znają. No, prawie. Albo mi się wydaje albo Katy na jakiś dziwny sposób imponuje don Juanowi, albo to tylko takie wrażenie: „Była taka ładna i urocza, tym bardziej kiedy się uśmiechała, a słońce rozświetlało jej włosy.”, „Bo przecież jak Katy mogła “nie mieć u kogoś szans”?”
    Ja serio chciałabym ciutkę więcej Katy i Juana, tak samo jak Anny i Eliota. Pamiętam co prawda, że Shiv nie lubi pisać heteryckiego seksu, ale jakaś ostrzejsza gra wstępna też by zaspokoiła moje chucie i żądze ]:->
    A przed don Juanem kolejny gej. Ojejejej. W końcu siłą rzeczy zacznie podejrzewać o homoseksualizm Lenny’ego. I nareszcie się wyda. Ciekawam reakcji.
    „jego świat z „nie znam żadnych gejów” zmienił się dzięki jednej dziewczynie w świat „otaczają mnie geje”” – good point!

  4. Shivunia pisze:

    Adela >> No nasze gratulacje za przebrniecie przez 120 rozdziałów. Ja bym się nie podjęła a na pewno nie dokonała tego w takim czasie. A telegraficzny skrót
    – hie hie hie, dobrze jak ktoś podziela własne przypuszczenia (BARDZO nieskromnie mówiąc)
    – Bo Alex się tak uczy wszystkiego. Plus, to go bardziej podnieca. Jest spokojnym człowiekiem. Tak czy inaczej cieszy nas to ;)
    – no Katy w końcu musiała kogoś dostać. A traktowanie czegoś po macoszemu za bardzo… no nie wypadało.
    – Powinien, ale osobiście nie wiedzę go hasającego za raczki z partnerem po plaży w tęczowych gatkach
    – Bo dużo mówi… XD ale na pewno nie jesteś sama która chciała by ja zakneblować
    – Awwww słodko to słyszeć. Ale to chyba trochę nasza winna. Znaczy, my czasami ich nie traktujemy poważnie w 100%. Ale oni są ze sobą w 100% tylko… trochę za bardzo roztaczają chyba cukier i lukier… albo to nasza opinia bo jesteśmy zgorzkniałe XD
    – :D w pełni się zgadzam z tym punktem!
    – Ryan nie czeka. Ale ja nawet popieram XD
    – No co ty nie powiesz XD Wybacz, ale zarówno Jason jak i Charlie na pewno podzielają w pełni twoją opinię. I wydaje mi się, że nie tylko oni ;)

  5. Adela pisze:

    no i dobrnęłam! jestem na bieżąco. Zrezygnowałam ze znaczenia poszczególnych rozdziałów, bo czytałam ciągiem i nie chciało mi się rozdrabniać :>
    W telegraficznym skrócie może podsumuje moje odczucia.
    – Ryan i Lenny mają świetny seks
    – uwielbiam czułostki Alexa i Jonsona, są takie nie śmiałe
    – wątek Katy i jej lowelasa nudzi mnie nie miłosiernie, acz zabawne jest jego uświadamianie
    – Lenny powinien być out
    – Katy mnie drażni, może ją auto przejechać, zajmuje za dużo miejsca w dialogach
    – Rusch i Charlie są prze-kochani i drażni mnie że nikt nie traktuje ich poważnie
    – Chce żeby gołąbki wzięły ślub, bo to takie słodkie
    – Czekam na jakiś dramatyczny rozwój wydarzeń z ojcem Ryana w roli głównej
    – kiedy wreszcie Bracia Greyowie każą się odpierdolić rodzicom? To trwa już zdecydowanie zbyt długo.

  6. Shivunia pisze:

    Renia Notorycznieniewyspana >> nie wiem czy ci to mówiłam, ale uwielbiam twój nick. Szczególnie „Notorycznieniewyspana” XD Wydaje mi się to takie…. bliskie memu sercu. Ale ale… konkrety. Baaaardzo się cieszymy, że lubisz Lennego i Ryana. Oni są naszą ukochaną parką, więc tym bardziej nas to cieszy. Są tacy… nieprzewidywalni. A Juan. hie hie hie. On uważa Lennego za takiego męskiego faceta. Sto procent pewności, że jest lepem na kobiety i w ogóle och ach i po całości. A opcja, że może… oddawać się facetowi innemu? Hehehe zapewniam, że będzie ciekawie

  7. Renia Notorycznieniewyspana pisze:

    Zdecydowanie Ryan i Lenny to moja ulubiona para. Pewnie dlatego, że taka inna, nietypowa…Nadal nic nie wiadomo na pewno. Żadnych deklaracji, zapewnień, wyznań, a jednak wracają do siebie ciągle i ciągle, i chyba im to odpowiada…
    Z innej beczki – nie mogę się doczekać reakcji Juana, kiedy dowie się, że księżniczką Lenny’ego jest Ryan. Przeraził się przecież na myśl, że Mike też może być gejem. Jednak, biorąc pod uwagę jego reakcję na inne pary gejowskie, jestem dobrej myśli – zaakceptuje Lenny’ego takim, jakim jest, choć jego świat chyba stanie na głowie…
    Pozdrawiam ciepło i życzę nieustającej weny:)

  8. Katka pisze:

    Elis, „Uwielbiam jak Mulat działa na Ryana.” – hehe, oj bardzo na niego działa. Aż niezdrowo. Choć ze wzajemnością. „Szkoda, że Lenny nie przyszedł na plażę.” – Ryan też żałuje :( No ale w sumie Lenniak ma rację, co on tam miałby robić, jakby Juan i Ryan już sobie poszli pływać? Zostałyby mu ploteczki z Katy, a to niestety już tak nie cieszy jak możliwość pogapienia się na swojego kochanka na słońcu. Hehe, a tak, Katy jest jak dziecko. Ona już tak ma XD

    Marta, to, jak ktoś pisze, że pragnie słodkich do porzygu gołąbków nieraz szokuje mnie na równi z tym, jak baaaardzo JA są uwielbiani XD Ale to oczywiście na plus :D Jakieś miejsce i dla gołąbków się w tekście znajdzie :)

  9. Marta pisze:

    A mi brakuje goląbków charliego i rusha .bardzoo dawno o nich nic nie było,brakuje mi tego lukru i słodyczy az do porzygu XD

  10. Elis pisze:

    Podobała mi się ta chętka Lennyego na obciąganie Ryanowi. I co on się tak spił? Ale słodki był. Uwielbiam jak Mulat działa na Ryana. Jeden dotyk i ten jest gotów. :)

    Szkoda, że Lenny nie przyszedł na plażę. Bardzo mnie ciekawi jak by się zachowywał będąc w towarzystwie Ryana i Juana jednocześnie. Dziwi mnie czemu Leniaczek tak chce ukrywać przed Latynosem swoją orientację. W końcu poznamy rozwiązania tej zagadki i tego dlaczego Ryna jest księżniczką. :)
    „- Ryan! Ktoś do ciebie pisał! Mogę przeczytać?” Jak dziecko. :))

  11. Katka pisze:

    Seiridis, „Ryan pojechał po Lenny’ego, Lenny mu obciągnął i… co? Nic z tego nie wynika xD” – no tak to już jest, że jednak na opowiadanie mające ponad 100 rozdziałów, nie da się każdej sceny pisać jako takiej, która ma wiele konsekwencji i znaczeń. My też czasem chcemy po prostu napisać scenę ot tak XD Dla samej radochy. A mimo wszystko szkoda nie wstawić sceny, jak już jest napisana, tylko dlatego, że wiele nie wnosi :) No więc mimo że nie była wielkim przesłaniem, to jednak mamy nadzieję, że choć trochę rozrywki przyniosła i pokazała jako tako Ryana i Lennego w jakiejś sytuacji, w jakiej jeszcze nie byli. Haha, no i tak, pamiętam, że katy to nie Twoja ulubiona postać, więc rozumiem ;)

    Natalia, to miło :D Oby się podobał :)

    Yaoistka, jeszcze na nich nadejdzie czas :) Dziękujemy za wenę ;*

    Lśniący, oooch, dziękujemy :D No a cudowna moc Alexa i Jasona to duży plusik, skoro potrafią poprawić Wam humorki i w ogóle :) „Ja sam chciałem napisać o obciąganiu podczas jazdy, ale to nie pasowałoby do stworzonej przeze mnie postaci” – hehehe, bo obciąganie w czasie jazdy jest fajne XD Jak kierowca tak usilnie stara się zachować kontrolę, a partner robi mu coraz lepiej i lepiej… :D Hehe, to ciut złeee i okrutne, ale i tak dobre XD

    Enid, spoko, zapewniamy, że więcej Ryana i Lennego będzie. A nawet WIĘCEJ XD No ale staramy się też poświęcać czas innym, choć jak widać największe parcie jest na JA XD Ale takie jednostki jak Ty nas też cieszą bardzo, bo widać, że nie robimy Wam krzywdy scenami z innymi postaciami XD

  12. Enid Partenopajos pisze:

    Co jak co, mnie ten rozdział także nie nasycił. Wręcz wzmógł już ciągle buzującą we mnie potrzebę Lennego i Ryana. JA CHCE ICH WIĘCEJ!! XDD Ładnie proszę…to jest dla mnie jak czekolada, bez tego czuję się taka…pusta XD i pomyśleć, że na kolejny rozdział tyle czekać będę musiała…nie wyrobię *chlip chlip*. W tym momencie muszę zgodzić się z komentarzem Seiridis, chociaż jeszcze tego nie skreślam i mam nadzieję, że ten rozdział był taki po to, żeby mogło zacząć się coś wielkiego! Pełnego seksu, namiętności, dominacji, a przede wszystkim, pełnego Ryana i Lennego!!

  13. Lśniący. pisze:

    Jestem spragniony Jasona i Alexa! Jak czytam o nich to automatycznie mój humor znacznie się poprawia, jakby nagle rzucono zaklęcie ;-D Muszę wam przyznać w końcu jakąś nagrodę, słowną, bo słową, ale.. tak samo cieszy, prawda? A więc wędruje do was nagroda za wspaniałomyślność! Ja sam chciałem napisać o obciąganiu podczas jazdy, ale to nie pasowałoby do stworzonej przeze mnie postaci. Gratuluję, całuję i w policzki po dwa razy i oby tak dalej! ;-D

  14. Seiridis pisze:

    „Było to dobre, bo nie dociekała, nie wyciągała i nie ujawniała sekretów innych.” Zaprawdę powiadam wam :D Przepraszam, ale idę się dalej śmiać z tego zdania XDDD
    A tak w ogóle to mam trochę ambiwalentne podejście do tego rozdziału, Ryan pojechał po Lenny’ego, Lenny mu obciągnął i… co? Nic z tego nie wynika xD
    Resztę rozdziału, poza tym ostatnim zdaniem, przepraszam, ale ominęłam :D Wolę się na dzień dobry nie denerwować przez Katy :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s