Savage Virus – 32 – Lekcja pokory

Mason podał kurtkę, bluzę oraz szalik Robertowi, po czym schylił się, by zdjąć ciepłe buty. To całe ubieranie i rozbieranie go męczyło, ale na szczęście nie było aż tak zimno jak zapowiadali ani nie padało.
— Podać coś panu? — zapytał Robert, a pan domu pokręcił głową.
— Nie, niedługo znowu wychodzę. Gdzie jest Josh?
— Ostatnio go widziałem w siłowni, proszę pana. Podejrzewam, że wciąż tam jest.
— To w takim razie możesz za jakieś pół godziny podstawić samochód — odparł i ruszył w stronę siłowni. Zszedł po schodach na dół i zajrzał do środka.
Ujrzał Josha leżącego na niebieskiej macie, w samych krótkich, sportowych spodenkach. Unosił się i opadał rytmicznie, robiąc brzuszki. Szło mu nawet dobrze, widać było, że nie ma zadyszki, a mięśnie na jego brzuchu z każdym ruchem ładnie się spinały.
Mason oparł się o framugę drzwi, tylko go obserwując. A był to zdecydowanie przyjemniejszy widok niż te, które doświadczał na siłowni, kiedy sam ćwiczył z innymi zdrowymi. Co prawda było tam kilku, którzy wyglądali nawet lepiej niż on, ale to, co miał teraz przed oczami, dostatecznie mu się podobało.
Josh najwyraźniej jeszcze nie zorientował się o jego obecności. Nadal robił brzuszki i dopiero po kilkunastu kolejnych zatrzymał się nagle, pociągnął nosem, jakby węszył, po czym odwrócił głowę w kierunku wejścia. Momentalnie uśmiechnął się szeroko.
— Mason!
— Jak pies, doprawdy — odparł mężczyzna, mimowolnie się uśmiechając. — No, chodź przywitać swojego pana. — Zaśmiał się, pochylając się i klepiąc w uda, jakby właśnie przywoływał zwierzaka.
Josh zaczerwienił się i odruchowo spuścił wzrok, ale uśmiech nie zszedł mu z twarzy. Wstał, sięgnął jeszcze po ręcznik i przewiesiwszy go przez ramię, ruszył szybko do Masona.
Mężczyzna uśmiechnął się szerzej i nawet pozwolił sobie przygryźć dolną wargę. Kiedy chłopak był już dość blisko, chwycił go za rękę, pociągnął na ścianę i pocałował mocno. Josh jęknął z zaskoczenia i cały zadrżał. Jednak odpowiedział na pocałunek chętnie i mocno, zamykając przy tym oczy. Złapał Masona za bluzkę, ściskając jej skraj.
Mężczyzna objął go jednym ramieniem za szyję, a drugą dłoń położył mu na spoconym brzuchu. Całował go przy tym dalej. Mocno i zdecydowanie. Josh odruchowo spiął mięśnie brzucha i miał nadzieję, że mężczyzna doceni jego wysiłki. Czuł, że może nie ma jakichś wielkich postępów, ale miał nadzieję, że jakiekolwiek były.
Mason zaburczał w jego usta i ukąsił go jeszcze w dolną wargę, nim się odsunął. Spojrzał na ciało chłopaka i poklepał go po brzuchu.
— Pewnie czekasz na jakąś pochwałę, co?
Josh uśmiechnął się i sam spojrzał w dół.
— No, powiedz, że jest lepiej — odparł, znowu unosząc na mężczyznę spojrzenie.
Mason wsunął dłonie w kieszenie spodni, przyglądając mu się. W końcu zerknął mu w oczy.
— Tak myślisz?
Chłopak tylko pokiwał twierdząco głową, cały czas patrząc na niego intensywnie i wyczekująco. Ćwiczył nie tylko dla siebie, ale i w dużej mierze dla Masona. Chciał dobrze wyglądać i już nie chudnąć, by mu się podobać.
— Hm… — mruknął Mason. — No może — zgodził się z nim, podpuszczając go. Widział, że mięśnie brzucha są bardziej wyraźne niż jakiś czas temu. Tak samo ramion.
Josh oblizał nerwowo usta.
— Na pewno… trochę chociaż — rzucił. Wolałby coś więcej niż „może”. Przecież spędzał tu każdy ranek i ćwiczył kilka godzin! — Dużo ćwiczę… nie tylko mówienie niegrzecznych rzeczy z pornosów — dodał z lekkim uśmiechem.
Rozbawił Masona tą uwagą.
— I jak ci to idzie, to ostatnie? Lepiej niż hodowanie tego małego sześciopaka? — Zaśmiał się i pogładził go znowu po brzuchu. Przechylił się też do jego twarzy i pocałował w policzek, tuż pod okiem.
— No… nie idzie… Oni wiecznie tylko krzyczą „pieprz mnie mocniej” i takie tam… — mruknął chłopak, lekko się czerwieniąc.
Mason wyciągnął dłoń i pogłaskał jego zarumienioną twarz.
— A ty co byś zamiast tego chciał krzyczeć?
— Nie wiem… Mason, miałeś powiedzieć o moich efektach z treningów — jęknął Josh, tylko bardziej się pesząc przez tę rozmowę.
Mason pogładził go jeszcze po policzku kciukiem, rozkoszując się jego zawstydzeniem.
— Zadałem ci pytanie.
— Ale ja nie wiem, co bym chciał krzyczeć — mruknął Josh, patrząc na jego klatkę piersiową zamiast w oczy. — Nie, że mocniej, bo i tak mnie… no, mocno pieprzysz… — Kurwa, pomyślał, chcąc już skończyć tę rozmowę, bo czuł się idiotycznie. — Tylko tak, wiesz… po prostu krzyczeć, bo to znaczy, że tam trafiasz… gdzie trzeba.
Mason odetchnął ciężej, czując ten charakterystyczny, przyjemny ścisk ekscytacji gdzieś w środku. Pochylił się znowu do chłopaka i liznął go po płatku ucha.
— Grzeczny. Tak mi możesz mówić — pochwalił i pogładził go po brzuchu. — A do tego tak o siebie dbasz, aby mi się podobać. Będzie nagroda.
Na te słowa Josh od razu uniósł na niego spojrzenie, a jego oczy wydawały się błyszczeć.
— Nagroda? — dopytał się, oblizując usta.
Mason skinął głową i cmoknął go jeszcze raz w tę roześmianą twarz, nim się odsunął.
— Tak, więc idź na górę, weź prysznic i się przyzwoicie ubierz.
Josh jeszcze się zawahał, czy nie dopytać o szczegóły, ale w końcu tylko przytaknął i wyszedł szybko z siłowni, uśmiechając się przy tym do siebie.
Mason obejrzał się jeszcze na pomieszczenie, uśmiechnął pod nosem i wyszedł za nim. Poszedł wpierw do kuchni, by napić się kawy, nie licząc na nią, kiedy już wyjdą.
Zastał tam Annę, która od razu zrobiła mu ten aromatyczny, czarny napój i kiedy mężczyzna powoli go sączył, wróciła do wcześniej przerwanej czynności. Czyli usiadła również przy stole i skreślała z dużej listy zakupów produkty, które już miała kupione na święta. Nie myślała zupełnie o badaniach lekarskich, które miały odbyć się lada dzień. Bardziej jej głowę zaprzątało, jak sprowadzić do domu choinkę, żeby Mason się nie dowiedział i miał niespodziankę.
Pan domu nie przeszkadzał jej, nie zagadywał, tylko czekał na Josha. Minęło jeszcze kilka minut, nim ten wreszcie pojawił się w kuchni. Był umyty i miał na sobie jasne jeansy oraz ciepłą, granatową bluzę z kapturem. Spojrzał na Annę, a potem na Masona.
— Już — oznajmił, jakby nie było widać.
Mason obejrzał go od góry do dołu.
— Masz coś pod tym? — spytał, wstając już ze stołka i przy okazji dziękując dziewczynie za kawę.
Anna tylko potaknęła, całkowicie skupiona na swojej liście zakupów. Josh natomiast podwinął bluzę, ukazując Masonowi jeszcze bluzkę z długim rękawem, którą miał pod spodem.
— Mhm, tę co mi Anna kupiła ostatnio.
Mason skinął głową i ruszył w stronę drzwi wyjściowych.
— Przejedziemy się kawałek jeszcze — dodał, kiedy już zakładał buty.
Josh od razu uśmiechnął się do siebie i założył zimowe buty i kurtkę. Spacer. Wow, o tym nie pomyślał. Dawno nie był nigdzie z Masonem. A kiedy wyszli, przed wejściem do rezydencji czekał samochód. Kierowca od razu wysiadł, aby otworzyć im drzwi. Na to Josh nieco uniósł brwi, ale wszedł z Masonem do czarnego samochodu.
— Gdzie jedziemy? — zapytał od razu, kiedy tylko kierowca zamknął za nimi drzwi.
— Na Brooklyn — wyjaśnił Mason, wyjmując jeszcze telefon z kieszeni i coś na nim pisząc. Schował go od razu, jak tylko wysłał wiadomość.
— Po co? — spytał Josh, wyglądając za okno na zimowy krajobraz ulic Manhattanu.
— Na ten twój wymarzony, wybłagany i wymęczony spacer i w odwiedziny. Zresztą zobaczysz.
— Okej — odparł Josh, odchylając się wygodniej w fotelu i spojrzał z uśmiechem na Masona. — Fajnie, że święta idą, co? Wieczorem super wyglądają te światełka na drzewach — dodał odnośnie lampek zawieszonych na drzewach, które rosły w równych odległościach wzdłuż głównej drogi.
— Mhm — przytaknął Mason, obserwując chłopaka, a nie widoki za oknem. Te lub podobne mijał codziennie.
— A potem Sylwester… — Josh uśmiechnął się do siebie lekko na wspomnienie tamtego Sylwestra, kiedy całował się z Masonem. — Masz jakieś plany…?
— Nie. Na pewno nie wybieram się do żadnego klubu.
— Eliot i Anna coś mówili, że by chcieli gdzieś wyjść… Jak im pozwolisz.
— Gdzie niby? — Zaintrygowany Mason od razu spiął się. Że też o czymś dowiaduje się później.
— No… Anna coś mówiła, że chcieliby sobie zrobić taki, wiesz… romantyczny spacer i popatrzeć na sztuczne ognie z Central Parku. Na pewno coś będzie organizowane.
Mason skrzywił się ze sceptyczną miną.
— Romantyczny spacer. Też coś. — Machnął ręką. — Ale niech se idą, byleby potem nie było z tych ich romantycznych spacerków i całej reszty problemów.
— Nie powinno — odparł Josh, co raz wyglądając przez okno, by zobaczyć, gdzie jadą. — Ale powiedz jeszcze, po co jedziemy na Brooklyn? — spytał ponownie, podsuwając się do mężczyzny i łasząc policzkiem do jego ramienia.
— Nie mówiłem ci już? — spytał Mason, a po chwili obaj usłyszeli dźwięk nadchodzącej wiadomości, więc mężczyzna wyjął komórkę i odczytał ją. Josh jednak nie mógł nic zauważyć. Mimo że próbował, zaglądając mu przez ramię.
— Mason…
— Hm?
— No… powiedz.
— Co?
— Po co jedziemy — męczył go Josh, kładąc mu podbródek na ramieniu. Nie przejmował się kierowcą, który i tak skupiony był na drodze.
— Na spacer i w odwiedziny. Już ci mówiłem. Ile razy mam się powtarzać?
Josh wykrzywił lekko usta, patrząc na niego z bliska. Mason był taki… taki przystojny i miał w sobie ten drapieżny, niebezpieczny pierwiastek. Strasznie go to kręciło.
Mruknął tylko potakująco i tak czując, że nic więcej nie zyska. Mężczyzna też już nic nie dodał, aż kierowca nie zatrzymał się po jego prośbie. Byli niedaleko małego, miejskiego skweru, udekorowanego już na święta.
Mason wyszedł z samochodu, nie czekając, aż ktoś mu otworzy drzwi. Josh podążył za nim i wsadził dłonie w kieszenie kurtki, gdy mocniej zawiało. Na szczęście ścieg nie padał, więc mógł swobodnie rozejrzeć się po okolicy.
Niewielki, miejski skwer, z ławeczkami, kilkoma drzewami na krzyż i wysoką choinką na środku musiał wyglądać jeszcze piękniej, kiedy było zupełnie ciemno. Teraz wydawał się też niemal bajkowy w porównaniu z wysoką siatką z drutem kolczastym po drugiej stronie ulicy.
— Przejdziemy się? — Mason spytał chłopaka, wskazując uliczkę kolorową od witryn sklepowych, rozpościerającą się zaraz za skwerkiem.
— Mhm — Josh poparł go, uśmiechając się mimowolnie. Ruszył u boku Masona rozglądając się i co raz podchodząc do jakiejś witryny sklepowej. W sumie nawet nie mógł marzyć o jakiejkolwiek z rzeczy wystawianych na wystawach, bo już od dawna nie miał swoich pieniędzy. Miło jednak było popatrzeć.
Jego pan w tym czasie szedł środkiem, obserwując go z mimowolnym, rozleniwionym uśmiechem. Czasami, w takich momentach jak ten, Josh kojarzył mu się z takim szczeniakiem biegającym od jednego interesującego miejsca do drugiego. Z merdającym ogonem rzecz jasna.
Josh tymczasem uśmiechnął się na widok kalendarza z artystycznymi zdjęciami męskich ciał, jaki wystawiony był na jednej z witryn. Potem obejrzał wystawę zabawek dziecięcych, na dłużej zatrzymując wzrok na miniaturowej kolejce górskiej, a potem zupełnie się zatrzymał, gdy stanął przed sklepem zoologicznym, na którego wystawie widać było głównie klatki z ptakami. Te zaczęły skrzeczeć rozpaczliwie po dłuższej chwili wgapiania się w niego, a Josh zmarszczył groźnie nos.
Mason podszedł do niego, kiedy chłopak został w tyle. Spojrzał na ptactwo.
— Chyba cię nie lubią — zawyrokował.
— Może czują zwierzę, a nie człowieka. — Josh zaśmiał się gorzko, cofając się krok od witryny, ale nie spuszczając oczu z wielkiej, skrzeczącej papugi.
— Przez szybę? Mało prawdopodobne — odparł Mason, nadal trzymając dłonie w ciepłych kieszeniach kurtki. Pod szyją był opatulony grubym szalikiem.
Josh spojrzał na niego i wzruszył ramionami.
— Może… Idziemy dalej, hm?
Ten skinął głową, ruszając na powrót wzdłuż ulicy.
— W ogóle… — zaczął, patrząc na chłopaka. — Chcesz coś na święta?
Josh aż uniósł brwi, zaskoczony tym pytaniem. Przez moment tylko patrzył na Masona, jakby analizował, czy się nie przesłyszał.
— Pre… zent w sensie….? — musiał dopytać.
— A co innego?
Josh zaczął myśleć gorączkowo, co by mógł chcieć dostać. Szedł przy tym u boku mężczyzny, ze skupionym spojrzeniem wbitym w śnieg pod nogami.
— Nie wiem… Rolki może, mówiłem ci, że kiedyś jeździłem. Albo byś mi pozwolił sobie poddasze jakoś fajnie zaprojektować… Albo nie, może telefon taki mój? Albo byś mnie na basen zapisał? Nie wiem, muszę pomyśleć! — jęknął.
— To pomyśl — odparł mężczyzna, aż trochę zaskoczony ogromem pomysłów, jakie miał chłopak. Wolałby jednak, aby to, co Josh sobie wyduma, ograniczało się do niebycia samemu bez opieki. — A telefon ci raczej niepotrzebny, skoro byś miał tam może trzy kontakty.
Josh zagryzł wargę, musząc przyznać mu rację.
— No… Chociaż wiesz, jak wyjdę sam i mnie na przykład coś zatrzyma po drodze, to jakby się Robert… albo Anna martwili gdzie jestem, to tak na wszelki wypadek… — odparł z wahaniem, nie insynuując, że Mason mógłby się o niego martwić.
Mężczyzna zatrzymał się i spojrzał an Josha srogo.
— Co? — syknął, nie wierząc, że jego intencje są źle odbierane. Nadal. — Pomyśl jeszcze raz nad tym, co powiedziałeś i się popraw.
Josh zamrugał, nie wiedząc, o co chodzi. Również przystanął.
— Ale…
— Co „ale”? — Mason wyglądał na poirytowanego. — Anna i Robert?! — fuknął. — Bo ja cię pilnuję jak złotej kury, a ty, kurwa, Anna i Robert. Może jeszcze Eliot, którego wpierw nawet nie chciałeś widzieć i wolałeś, aby zdechł pod mostem, niż by z nami mieszkał?!
Josh najpierw zacisnął usta nerwowo, widząc, że go zdenerwował, ale potem jakoś tak nie mógł powstrzymać się przed lekkim uśmiechem. Mason się martwił. Oczywiście wiedział to, ale w tym kontekście brzmiało jakoś… cieplej.
— Przepraszam — odparł więc tylko, zagryzając wargę, by się za bardzo nie uśmiechać.
Mężczyzna fuknął pod nosem i tylko pokręcił głową, ruszając znowu wzdłuż ulicy. Do Josha nawet nie zwrócił się w żaden sposób.
Chłopak szybko podążył za nim i po drodze nie mógł się powstrzymać, by nie wychylić się i nie pocałować go w policzek. Nie zwracał specjalnie uwagi na przejeżdżające samochody ani nawet, tak bardzo jak zwykle, na wojskowych. W końcu szedł z Masonem, nie mogli go zatrzymać.
Mężczyzna zerknął na niego i widząc jego beztroski uśmiech, prychnął pod nosem.
— No i co się tak cieszysz?
— Bo mój pan się o mnie martwi — odparł Josh, wciskając ręce w kieszenie kurtki i patrząc na niego bokiem z lekkim uśmiechem.
— Geniusz dedukcji. Doprawdy, geniusz — prychnął Mason, po czym niespodziewanie objął go w pasie, przyciągając do siebie. — Jesteś głupi czasami, mówiłem ci to kiedyś?
— Mhm. Wiele razy — odparł Josh, mimo to nadal się uśmiechając. Patrzył tylko na obejmującą go rękę i nie przeszkadzało mu zupełnie, jak władczo to robi. Wręcz przeciwnie, chciał być jego. Należeć do niego.
Mason już nie skomentował, tylko poprowadził chłopaka jeszcze kawałek, po czym skręcił w jedną z uliczek. Minął trzech żołnierzy, którzy stali na rogu i truchtali w miejscu, najwidoczniej starając się rozgrzać. Nie obejrzał się na nich, tylko po kilku metrach stanął pod drzwiami apartamentu przerobionego ze starego budynku. Zadzwonił do domofonu z kamerą.
Josh zmarszczył pytająco brwi, patrząc to na Masona, to na budynek. Nie miał pojęcia, co mogą robić w takim miejscu.
Po chwili na ekranie pokazała się twarz mężczyzny z wąsami.
— Tak? — spytał uprzejmym tonem.
— Byłem umówiony. Mason Awordz.
— Tak jest, proszę pana. Już otwieram i zapraszam do środka — zachęcił, a drzwi frontowe, przy których stali, faktycznie się otworzyły. Mason pociągnął do nich Josha, wprowadzając go do środka, gdzie powitał ich ten sam mężczyzna co przed chwilą w interkomie.
Ubrany był bardzo elegancko, w dwuczęściowy garnitur i muszkę pod szyją. Siwe włosy zaczesane miał do tyłu. Od razu skojarzył się Joshowi z Robertem i jak się okazało, słusznie, bo zapewne pełnił tę samą rolę.
— Mogę wziąć panów odzienie wierzchnie? — zapytał uprzejmie, a Josh odruchowo cofnął się o krok, widząc, że są u innego zdrowego. Nie wiedział, czego się spodziewać. Zerknął więc pytająco na Masona.
Ten tylko zdjął kurtkę i podał ją mężczyźnie, po czym spojrzał na Josha, tak samo jak lokaj. Chłopak więc również oddał swoją kurtkę i stanął bliżej swojego pana.
— Zapraszam panów do salonu — powiedział lokaj, wskazując im wejście do gościnnego pokoju, równocześnie odwieszając ich ubrania na wieszak obok.
Mason ruszył przed siebie, nie kłopocząc się tym, aby lokaj ich poprowadził. Z obojętną miną mijał bogaty wystrój przedpokoju i dość wyuzdane obrazy wiszące na ścianach w ozdobnych ramach. Wszedł też bez pukania do salonu, który znajdował się za dwuskrzydłowymi drzwiami.
Cały był zaprojektowany w ciemnoczerwone kolory. Nad wysokimi oknami zawieszone były bordowe, ciężkie zasłony. Dywan był miękki i podobnego koloru. W wielu miejscach stały lampy z kloszami z frędzelkami, no i kanap też nie było mało. Do tego jeszcze ekskluzywny barek i kolejna porcja obrazów i luster. Josh aż nie mógł oderwać wzroku od całego wystroju i był nim tak zafascynowany, że nawet nie zauważył, jak z drugich, szklanych drzwi wchodzi do salonu przeszło czterdziestoletni, elegancki mężczyzna. Miał bardzo ciemne, choć nie tak jak Mason, spojrzenie i pociągłą, może nieco przypominającą drapieżnego ptaka, ale bardzo poważną twarz. Ubrany był też nienagannie, w stalowoszary garnitury.
— Witam, panie Awordz. Widzę, że przybył pan z osobą towarzyszącą — odezwał się, podchodząc do nich, a Josh od razu skierował na niego spojrzenie, na razie nic nie mówiąc, bo nie miał pojęcia, co tu robią. No i Mason powinien wykonać pierwszy ruch.
— Ta, zabrałem Josha ze sobą. Jest mój — powiedział mężczyzna i podszedł do gospodarza, by podać mu dłoń. — Więc nie musisz być tak formalny — dodał i nie kłopocząc się, aż miejsce zostanie mu wskazane, usiadł na szerokiej, miękkiej, pikowanej kanapie. Poklepał miejsce obok siebie, zerkając na Josha, który rzucił gospodarzowi krótkie „dzień dobry” i usiadł obok Masona.
— Dobrze. Napijecie się czegoś? — zapytał najstarszy z zebranych, siadając na fotelu naprzeciwko nich.
— Nie mam co liczyć na kawę? — spytał Mason i spojrzał znowu na Josha. — A jemu… sok? Wodę?
Gospodarz przytaknął i pstryknął palcami, a zza progu do salonu sekundę później wkroczył ten sam lokaj, który ich wpuścił do domu.
— Przynieś kawę dla pana Awordza i sok dla naszego drugiego gościa.
Kiedy lokaj przytaknął i się ulotnił, mężczyzna znowu spojrzał na Masona.
— Więc… przyszedłeś go zobaczyć? — Uśmiechnął się pod nosem dość specyficznie.
— Można tak powiedzieć. To taka… mała przestroga dla Josha i chyba jeszcze dla niego — odparł Mason i spojrzał na siedzącego obok niego chłopaka. — Pamiętasz twojego ukochanego przyjaciela z Internetu? Tego całego Kapera… Kaprana, czy jakoś tak?
— A dokładniej Percy’ego Thorntona — uściślił gospodarz, obserwując ich spokojnie.
Zdumiony Josh popatrzył po nich.
— Pamiętam… Ale… co z nim? — dopytał się, jeszcze mniej rozumiejąc z całej tej sytuacji. Nie umiał, nawet jakby chciał, zapomnieć tego chuja z forum dla zainfekowanych.
— John. — Mason wskazał głową mężczyznę, którego odwiedzili. — Jest jego szefem, właścicielem… Jak ty to mówisz? — zwrócił się do gospodarza na koniec.
— Nazywanie tego nie jest istotne. Ważne by wiedzieć, że Percy alias Kapran dla mnie pracuje.
— Ale on mówił, że nie ma pana… i że jest kurierem, i ma dziecko… — wtrącił się Josh z oszołomieniem.
— Jak widzisz, tak można wierzyć ludziom z Internetu — wtrącił Mason. — Spisałem jego IP, dałem to do sprawdzenia i okazało się, że ten zarejestrowany jest pod adresem mojego dobrego znajomego. — Znowu skinął głową do Johna. — Ten zrobił małe dochodzenie wśród swoich pracowników i okazało się, że uhodowała mu się kanalia pod jego własnym dachem.
Gospodarz pokręcił głową z ciężkim westchnieniem, a do salonu wszedł lokaj z tacką z filiżanką kawy, mleczkiem w osobnym kubeczku, cukrem oraz wysoką szklanką z sokiem pomarańczowym z rurką. Kiedy stawiał wszystko na stoliczku pomiędzy kanapą a fotelem, John podjął:
— Czego to się można spodziewać po własnych pracownikach. Percy działał na szkodę zdrowych ludzi i podkopywał moje morale. Bardzo mi się to nie spodobało.
— A żeby było zabawniej… — Mason zaśmiał się, najwyraźniej rozbawiony całą historią. Sięgnął po kawę i mleczko do niej. — Koleś pracował u Johna jako pan do towarzystwa dla co wybredniejszych klientek. Aby, nie mając męża, mogły sobie takiego przydupasa wynająć, aby ten im towarzyszył i cały dzień pochlebiał. A może i potem się nimi zajął, jeśli wyrażą taką ochotę.
— Dosyć lekka i przyjemna praca. Do tego prowadził dla mnie spis moich… podwładnych. — John uśmiechnął się wymownie, zerkając na oszołomionego, pijącego sok Josha. — Prowadzę ekskluzywny dom publiczny. Dlatego potrzebowałem ludzi, którzy będą dla mnie ogarniać szczegóły mojej pracy. Percy właśnie był kimś takim.
Josh spojrzał na Masona, jakby upewniał się, czy to, co słyszy, to prawda. Był w szoku. Kapran przedstawiał się za kogoś zupełnie innego.
— Ale… „był”, czyli… co się teraz z nim stało? — dopytał się.
— Za oszustwo, pracowanie na dwa fronty, do tego jeszcze dla twojego ukochanego przyjaciela Solomona, aby chyba nachapać się jeszcze więcej pieniędzy, spotkała go zasłużona kara — odparł Mason, popijając kawę z rozleniwionym uśmieszkiem na ustach.
— Może zaprosimy Percy’ego, żeby Josh mógł sam zobaczyć — zaproponował John i ponownie pstryknął, a do pokoju wszedł lokaj. — Przyprowadź Percy’ego. Jak wciąż robi to, co mu kazałem wcześniej, ma przerwać i przyjść.
Lokaj pochylił się lekko i skinął głową.
— Tak, proszę pana — odparł usłużnie i wyszedł z salonu.
Josh siedział cały spięty, ciesząc się, że ma swój sok, bo aż mu zaschło w gardle. Jaka mogła być kara dla Kaprana?
Spojrzał jeszcze na swojego pana. Do tego dziwnie się czuł, siedząc w czyimś burdelu. Wzdrygnął się, kiedy przez myśl mu przeszło, że mógł w takim skończyć. Jednak bycie dziwką Masona był lepszym wyjściem. I to nawet przyjemnym. Z drugiej strony, tutaj wydawało się na swój sposób przytulnie, jeśli można było tak powiedzieć o takim miejscu. Wszędzie było czysto i czuć było swoistą klasę tego miejsca.
Po krótkiej wymianie niezobowiązujących informacji między Masonem a Johnem, lokaj zapukał i otworzył drzwi, wchodząc do salonu.
— Wedle pana rozkazu — zwrócił się do gospodarza, przepuszczając w drzwiach skuloną postać.
Josh odwrócił się w kierunku wejścia, podobnie jak pozostali dwaj mężczyźni. John wyciągnął rękę w zapraszającym geście.
— Wejdź, Percy, nie krępuj się.
— Tak… tak jest — odpowiedział mężczyzna, który wszedł bardziej do środka.
Miał ciemne, czarne włosy zaczesane do tyłu, dobrze zarysowaną linię szczeki, bardzo męskie rysy i przyjemne dla oka umięśnione ciało. Jednak nie jego twarz przykuwała uwagę, a to, w co był ubrany. Głównym elementem jego stroju były mocno wycięte, czarne, lateksowe stringi, opinające jego przyrodzenie. Do tego w talii miał skórzany, mocno ściągnięty, męski gorset. Jego szyję zdobiła obroża z kółeczkiem na karabińczyk. Na nadgarstkach i na kostkach miał podobne opaski, także z miejscami do upięcia. Do jego sutków przyczepione były czarne kolczyki, a na jednym udzie miał coś na kształt podwiązki, połączonej z jego skromną bielizną.
Josh na ten widok rozszerzył powieki, nawet nie będąc w stanie nic wykrztusić. To naprawdę był Kapran789? Ten sam homofob, który kpił z niego, że daje dupy? Że ma swojego pana? Nie mógł uwierzyć!
John natomiast uśmiechnął się specyficznie i skinął na niego, by stanął bliżej.
— Stań przed naszymi gośćmi, by dobrze cię widzieli. I powiedz, czy pamiętasz tego chłopaka, z którym rozmawiałeś na czacie? Jak to było…? — zamyślił się, zerkając pytająco na Josha, który cudem wykrztusił swój nick.
— JMcM21….
— O właśnie. Percy? Pamiętasz?
Mężczyzna spojrzał na swojego pana, otwierając szeroko oczy.
— Tak… Tak, pamiętam — wykrztusił, zaciskając zęby i blednąc okropnie. Los dla niego okazał się w tej chwili aż za bardzo przewrotny. Zakpił sobie z niego i poniżył go. Nie było już jednak czasu na złość.
Mason uśmiechnął się i uniósł nogę, przesuwając skrajem buta po udzie mężczyzny.
— Fajnie to wymyśliłeś, John — pochwalił gospodarza. — Co nie, Josh? Ma to, o co sam prosił.
Josh dopiero się zorientował, że nie oddycha, więc nagle wypuścił głośno powietrze, lustrując Kaprana z góry na dół. Nie spodziewał się z jednej strony, że jest to tak… atrakcyjny mężczyzna, a z drugiej, że teraz będzie ubrany w taki sposób.
— Powiedz nam, Percy, co dzisiaj robiłeś — zachęcił go John, z wyraźnym zadowoleniem w głosie. Siedział spokojnie na swoim fotelu i obserwował całą scenę ze stoickim spokojem oraz delikatnym uśmieszkiem.
Percy znowu na niego spojrzał, po czym spuścił wzrok. Miał ciemne oczy, w których jednak było widać niebieskie przebłyski.
— Pomagałem Peterowi z lewatywą, a wcześniej robiłem za stolik u panny Dooster, kiedy kochała się z Michaelem — odparł twardo, starając się nie patrzeć na nic innego niż na skraj kanapy, na której siedział Josh i Mason.
Ten ostatni uśmiechnął się na jego słowa i spojrzał na Johna.
— To i tak łaskawie się z nim obszedłeś. Myślałem, że będzie ci buty z błota wylizywał po tym, jak cię zobaczyłem, gdy się dowiedziałeś.
— To prawda, byłem bardzo… zirytowany postępkiem mojego pracownika — odparł John nieco zimniej, wychylając się na swoim fotelu, po czym zahaczył palcami o paseczek ze stringów Kaprana i strzelił mu nim w tyłek. — Ale jak powiedziałeś, w jaki sposób obszedł się z twoim podwładnym, zapewniłem mu pracę w takim środowisku, jakim gardzi. I to bliżej niż dotychczas. Prawda, Percy?
Mężczyzna karnie skinął głową.
— Tak, proszę pana — odparł, tylko na chwilę przymykając oczy, kiedy poczuł szczypanie od uderzenia bielizny. Była zdecydowanie za ciasna.
— Aż się prosi, aby coś mu zrobić — dodał Mason, lustrując mężczyznę, po czym szturchając Josha pod żebra. — I co? Planujesz dalej marudzić, że tak ci źle i tak niedobrze? I przyjrzyj się. Dla niego to kara, nie podnieta — pochylił się do chłopaka, aż dotykając wargami jego ucha — jak dla ciebie. Uwierz, że ja też umiem znaleźć odpowiednie kary za kłamstwo.
Josh zbladł nieco i pokiwał głową, bardzo nie chcąc kiedyś znaleźć się na miejscu Kaprana. Do tego fakt, że Mason miał takich znajomych, jakoś go niepokoił.
— Będę posłuszny — obiecał na wydechu, a John siedzący naprzeciwko znowu lekko się uśmiechnął.
— Zawsze znajdzie się zasłużona kara. Ta jest wyjątkowo ironiczna dla Percy’ego.
— A myślałeś w ogóle o tym, że jakby był Solomon jeszcze, to aby jemu go odsprzedać? — spytał, a Percy dalej stał, jak stał. Nie śmiał nawet się ruszyć, czy poprosić, czy może wyjść. Ta rozmowa jednak bardzo go niepokoiła. Rzucił nawet krótkie, niepewne spojrzenie na Josha.
Ten również spojrzał na jego twarz i mimo że sytuacja była bardzo krępująca i dziwna, musiał przyznać przed sobą, że poczuł satysfakcję. Sam był ubrany, siedział na wygodnej kanapie i pił sok, a ten mężczyzna stojący przed nim był zupełnie bezbronny i pozbawiony godności. Jedyna nieprzyjemna myśl, jaka dotknęła Josha, to że sam teraz patrzy na Kaprana okiem, jakim musiał nie raz patrzeć na niego Mason. Na szczęście satysfakcja przeważała.
— Przeszło mi to przez myśl może przez chwilę — tymczasem John odpowiedział Masonowi. — Ale wolę jednak patrzeć na własne oczy, jak Percy zdobywa cnotę pokory. Ale nie sprzedaję jego dupy. Wystarczającą karą jest to, że przygotowuje innych chłopców do ich pracy i czasami im przy tym towarzyszy, wykonując pomniejsze zadania. Prawda, Percy? Upodobałeś sobie bardzo poszerzanie kolegów, kiedy przychodzą bardziej wymagający klienci, czyż nie?
Mężczyzna znowu pobladł, najwyraźniej przypominając sobie co mniej przyjemne i krępujące sytuacje.
— Tak, tak, proszę pana. Wykonuję teraz całkowicie swoją pracę i tylko swoja pracę — odparł z pokorą, spuszczając po chwili wzrok z twarzy swojego pana na jego nogi i buty. Sam nie wiedział, czy nie wolałby być nędznym pomiataczem, czy nawet nie lizać jego butów, byle tylko nie stać tu prawie nagi z bielizną wżynającą mu się w rowek i świadomością, że zaraz będzie musiał wrócić do swoich zadań, które go obrzydzały.
— Widzisz, Mason. Uczy się pokory — podkreślił John, rozpierając się na swoim fotelu i zakładając nogę na nogę.
— Ta, może nawet kiedyś coś na nim zarobisz. A sprowadziłeś kogoś nowego od spraw administracyjnych, czy tylko dałeś to jakiejś bardziej zaufanej… dziwce? — spytał, ostatnie słowo ważąc, bo już kiedyś John wypowiadał się przy nim, że nie prowadzi burdelu, jak Solomon, tylko dom rozkoszy. Nie dyskutował, mimo że różniła ich tylko klasa i to że John zachowywał faktycznie duży poziom, zarówno usług, jak i tego, w jakich warunkach żyli jego pracownicy.
— Mam od tego nowego człowieka. Wiesz, jak Solomon zniknął, ludzi z jego burdelu posprzedawano. Widać wszyscy już zakładają, że facet się nie odnajdzie — odpowiedział mężczyzna, a Josh przełknął dyskretnie ślinę. Był pewien, że nikt już Tuckera nie znajdzie. Resztki jego ciała albo zostały zjedzone przez dzikich, albo zgniły bądź zamarzły w starym budynku. — Więc kupiłem jedną dziewczynę. Pracowała u niego ciałem, a okazało się, że całkiem inteligentna. Percy przekazał jej wszystkie swoje prace i z ochotą oddał się nowym zadaniom. Prawda, Percy? — John zwrócił się do stojącego Kaprana.
— Tak proszę pana. Susan bardzo dobrze sobie od razu poradziła z pracą, w której ja zawiodłem — odparł znowu usłużnie. John najwidoczniej nie tylko dał mu nowe zadania, ale też nauczył go dużej ilości posłuszeństwa. Zdusił go, jak tylko było to możliwe.
Mason mruknął pod nosem, dopijając kawę.
— A zmieniając temat na przyjemniejszy. Jakieś plany na komercyjne święto ze starym dziadem z brodą? Będziesz bawił się w Hef’a? — Zaśmiał się, odnosząc się do kiedyś żyjącego Hugh Heffnera, który zmarł, kiedy jedna z jego dziewczyn z rezydencji przegryzła mu tchawicę.
— Hm… Jeszcze nie wiem, choć moi chłopcy planują coś bez mojej wiedzy — odpowiedział gospodarz z lekkim uśmieszkiem. Mogło to znaczyć jedynie to, że jego pracownicy dostali przyzwolenie, a raczej rozkaz zrobienia mu „niespodzianki” i faktycznie mogła szykować się jakaś większa zabawa z udziałem jego pracowników i samego Johna. Mason był świadom, że John, mimo swojego wieku, lubił się zabawić. — Ale w takim razie, jak rozmawiamy już luźno, pozwolimy Percy’emu wrócić do swojej pracy. Z tego co wiem, dzisiaj przychodzi klient do Clinta, więc powinien się nim zająć. Powiedz ładnie dowidzenia i wyjdź, Percy — John zwrócił się do swojego podwładnego, ale zanim ten zdążył cokolwiek zrobić, gospodarz jeszcze zwrócił się do Masona: — Chyba, że jeszcze życzysz sobie coś od „Kaprana”? Przeprosin może?
Mason wzruszył ramionami, ale spojrzał na Josha. Nawet jeśli kazałby teraz temu facetowi cóż zrobić, nie byłoby dla niego to tak upokarzające, jak usłyszenie tego od chłopaka.
Josh za to, widząc spojrzenie Masona, nie bardzo wiedział, co zrobić. Potem jednak przeniósł wzrok na Kaprana i wstał.
— Niech klęknie, pocałuje mnie w dłoń i przeprosi — powiedział ze ściśniętym gardłem.
John wyglądał na usatysfakcjonowanego tą prośbą. Najwyraźniej rozumiał, że to będzie doskonała kara dla tego zdrajcy.
— Słyszałeś, Percy.
Mężczyzna przełknął ślinę i krótko spojrzał na najstarszego mężczyznę.
— Tak, proszę pana — wydusił i przełykając dumę, uklęknął przed Joshem. Miał ochotę go za to, jeśli nie zadusić, to co najmniej przywalić mu z pięści. Wiedział, czuł, że to jego wina. Wszystko jego wina i tego, jak podlizał się swoją dupą Awordzowi. Ujął jednak dłoń Josha i pocałował ją w wierzch. — Przepraszam.
Josh aż wciągnął głębiej powietrze i jeszcze chwilę patrzył na Kaprana, nim usiadł z powrotem na kanapie, bardzo blisko Masona. Nie spojrzał jednak na swojego pana.
— Możesz odejść, Percy — tymczasem John zwrócił się do podwładnego.
— Dobrze, proszę pana. Dziękuję, proszę pana — odparł ten, kiedy wstał i skłonił mu się grzecznie. Zrobił jeszcze kilka kroków tyłem i dopiero odwrócił się, pokazując im swoje spięte pośladki. Wyszedł.
John znowu przeniósł spojrzenie na gości i uśmiechnął się.
— Mam nadzieję, że spektakl się podobał. A co do świątecznych planów… Ty coś planujesz, Mason? Może cię zaprosić?
— Możesz zaprosić, ale nie wiem, czy przyjdę. Najpewniej spędzę ten dzień jak każdy normalny — odparł, odstawiając w końcu kubek po wypitej kawie.
Josh spiął się nieco. Świadom był planów, jakie robiła Anna. Wszyscy mieli nadzieję, że uda się je zrealizować. Że będzie choinka i duży, pyszny obiad, który dziewczyna zamierzała przygotować i zmusić do jego zjedzenia Masona, mimo jego zakazów. Uznała, że na święta każdy zdrowy powinien móc jeść, co będzie chciał.
— W takim razie czuj się zaproszony — rzucił John, a Josh nie wtrącił już ani słowa. Chciał, by niespodzianka została niespodzianką.
— Dzięki. Ale wiesz, cały czas myślę… Myślisz, że w końcu ktoś go dopadł albo sam ze sobą skończył? Bo bądźmy szczerzy, John, ten facet ot tak by sobie nie zniknął. Nie pojechał w końcu w góry na spacerek — zakpił Mason, siedząc na kanapie z założonymi ramionami na piersi, wygodnie oparty.
John również lekko się zamyślił, nawet nie zauważając, że Josh tylko patrzy na nich niby spokojnie, choć myśli mu szalały.
— Myślałem jakiś czas, że ktoś porwał Solomona. Facet zniknął z domu i nikt nie wiedział, gdzie się udał. Więc… to wydawało się logiczne. Ale żądania okupu jak nie było, tak nie ma.
— A za jego zawszoną dupę mogliby dużo żądać. Nie wiem, dla mnie się to kupy nie trzyma, jednak płakać po nim nie będę. Mogliby go tylko w kawałku znaleźć, to by go rozkroili i sobie porobili jakieś eksperymenty na nim, a nie znowu kombinują z nowymi lekami — fuknął Mason.
— Właśnie. — John uniósł dłoń, jakby sobie coś przypomniał. — Były u ciebie te badania już? Ja mam termin za dwa tygodnie. Nie wiem, jak oni zamierzają w jeden dzień zbadać wszystkich moich pracowników.
— Ja mam na szczęście łatwiej, mam ich tylko trójkę i to to. — Mason skinął głową na Josha. — Ale mają przyjść już pojutrze, a jak słuchałem, to jeszcze u nikogo od nas z grupy właśnie nie byli. Nie mam pojęcia, co oni będą, kurwa, sprawdzać? Czy im kły albo rogi nie rosną, to sam mogę im powiedzieć.
— Uwierz mi, Mason, sam nie wiem. — John westchnął, przesuwając szczupłym palcem po drewnianym podłokietniku w swoim fotelu. — Jedyne co dotarło do mnie z przecieków, to że mają zbadać ich ogólny stan, zrobić dodatkowo wywiad a propos pracy i nas, pracodawców, oraz podać im jakąś eksperymentalną dawkę czegoś tam… Ale ile w tym prawdy, to ci nie powiem.
Mason ściągnął brwi i wyglądał przez to na bardziej zezłoszczonego niż zafrasowanego.
— Podawać im coś mają? Co niby, kurwa? I kto za to ma znowu płacić? Zapewne my, co?
John rozłożył ramiona i zapiął guzik swojej marynarki.
— Zapewne. Dowiesz się w każdym razie prędzej niż ja. Mam nadzieję, że nie będzie skutków ubocznych. Ani psychicznych, ani fizycznych.
Josh wykrzywił usta, spinając się lekko. Coraz bardziej nie podobał mu się pomysł tych głupich badań. John za to, widząc jego poruszenie, uśmiechnął się specyficznie.
— W każdym razie na pewno nie będą gorsze niż kara Percy’ego. Powinna być to dla ciebie dobra przestroga — zwrócił się do niego.
Mason spojrzał na chłopaka siedzącego obok i, nie mogąc się powstrzymać, poczochrał mu włosy.
— Mam taką nadzieję. Jeśli nie, to ci go najwyżej wyślę na przeszkolenie. Bardzo dobrze sobie z tym radzisz — pochwalił Johna z niezmąconym spokojem w głosie.
— Chętnie posłużę pomocą — odpowiedział gospodarz niemal wibrującym głosem, skupiając wzrok na Joshu, który, mimo że miał na sobie spodnie, bluzkę i jeszcze grubą bluzę na to, poczuł się dziwnie nagi.
— Nie, chyba nie będzie potrzeby — odpowiedział od razu i spojrzał z wyrzutem na Masona.
Ten prychnął i położył mu dłoń na twarzy, odsuwając go od siebie jak namolnego psiaka. Nie było w tym złej woli, tylko rozbawienie.
— Więc niech ci się nie chyba, bo ci się przewróci — zadrwił z niego i przewrócił go na bok na kanapę.
Josh stęknął, zbierając się do wyprostowanej pozycji, a John roześmiał się głośno, mrużąc swoje ciemne oczy.
— Naprawdę, zazdroszczę ci go, Mason. Musi mu być do twarzy w lateksie. Choć nie… ty chyba się w to nie bawisz, z tego co wiem — rzucił wciąż z uśmiechem.
Josh, jak na zawołanie, zaczerwienił się, przybierając barwę co najmniej zasłon. I miał się ochotę za jedną schować. Do tego jakoś mimowolnie słowa Johna sprawiły, że w myślach pojawił mu się obraz jego samego w jakichś lateksowych, wyjątkowo dziwkarskich ubraniach i wręcz musiał stłumić jęknięcie zażenowania dłonią. Mason usłyszał to i zerknął na niego.
— No, lateks i skóra mnie nie kręcą, ale związany ładnie wygląda, nie zaprzeczę. — Uśmiechnął się do chłopaka, przyciągając go do siebie za szyję. — Ale co do zazdroszczenia, to bym dyskutował. Po Solomonie mogłeś odkupić jakichś ciekawych. Miał chyba on tego trochę, ale ze stanem ich ciała to chyba ciężko, co?
— Dlatego kupiłem tylko tę dziewczynę i poszła do papierów, nie pieprzenia — odpowiedział poważnie John. — Resztę też posprzedawali do innych robót. Solomon beznadziejnie się z nimi obchodził.
— Bo to chuj był — wtrącił się, wciąż czerwony na twarzy, Josh.
— Znałeś go? — spytał mężczyzna chłopaka, ale nie czekając na odpowiedź, zwrócił się do Masona: — Odkupywałeś go od niego? Nie wygląda.
— Nie. Znali się jeszcze sprzed dwunastego. Długa historia. — Machnął na to ręką, puszczając chłopaka i znowu wracając do swojej wygodnej pozycji z założonymi rękoma.
— Skoro tak mówisz… — John mierzył chwilę Josha spojrzeniem, a ten coraz bardziej gorączkowo zaczął się zastanawiać, czy skoro Annę Mason ma od Tucka, to czy ona… nie pełniła tam właśnie funkcji… seksualnej. — W każdym razie dla nas wszystkich będzie lepiej, jak Solomon się nie odnajdzie. Twój proces umorzyli?
— Tak. Chociaż adwokat mi zapowiedział, że jak skurwysyn się znajdzie, to go wznowią, ale zaczynam już w to wątpić.
Josh uśmiechnął się pod nosem. Wciąż gdzieś w środku męczyły go wyrzuty sumienia, że spowodował śmierć człowieka, jednak widział, że nie tylko dla jego współdomowników wyjdzie to na dobre.
— Może go jakiś chory porwał, zamknął gdzieś i sobie produkuje leki z jego krwi — odparł John z lekko okrutnym, pełnym satysfakcji uśmiechem.
— Musiałbym mu chyba wtedy osobiście pogratulować pomysłu — odparł Mason, rozmawiając jeszcze długo z Johnem o prawie wszystkim. Obaj napili się jeszcze herbaty, a po jakiś dwóch godzinach Mason zdecydował, że będą wychodzić.
Josh już na tyle zgłodniał, że myślał o obiedzie, jaki musiała już przygotować Anna, kiedy żegnali się z gospodarzem domu rozkoszy. Ten jeszcze powtórzył zaproszenie na święta, a gdy drzwi się za nimi zamknęły, Josh wcisnął ręce w kieszenie ciepłej bluzy. Zrobiło się chłodniej.
Mason ruszył w dół ulicy, wyciągając telefon z kieszeni i dzwoniąc po samochód. Nie miał ochoty bardziej i dłużej marznąć, niż to konieczne. Niedługo po tym więc jechali już do domu, gdzie pojutrze już miały odbyć się badania na chorych, o których nikt prawie nic nie wiedział.

13 thoughts on “Savage Virus – 32 – Lekcja pokory

  1. Katka pisze:

    Adela, o kurcze, nawet nie zauważyłam z tym myciem się… A o Kapranie nie zapomniałyśmy, jak widzisz, hehe. Na każdego zawsze przychodzi czas XD

  2. Adela pisze:

    kurcze zauważyłam, że co Manson wita się z Joshem to zawsze każe mu isć się umyć. Taki mały schemacik wam sie wkradł :P

    Już miałam zapytać, jak zemścicie się na tym internetowym kolezku i czy aby o nim nie zapomniałyście :P

  3. Shivunia pisze:

    Renia Notorycznieniewyspana >> Ckliwe sceny mrrr :3 Fajnie. I fakt. Josh to taka „złota kura”. To strasznie mnie w sumie bawi. Że to co jest najważniejsze chroni się za wszelką cenę i w pewien sposób zawsze krzywdzi. Tak na przykład jak są córusie tatusiów. Zawsze pilnowane za wszelką cenę, niby rozpieszczane a jakoś nieszczęśliwe. No Josh nie był rozpieszczany, ale na pewno trzymany w złotej klatce.
    Co do badań to wszystko się okaże, co do Salomona… może też. Chociaż nie chce niczego zdradzać. I to tak fajnie brzmi „kolejny odcinek”. Niczym serial :D yeeey

  4. Renia Notorycznieniewyspana pisze:

    No to Josh ma kolejny dowód na to, że ludziom nie można ufać – mam na myśli Percy’ego…Tak naprawdę polegać może tylko na Masonie, który pilnuje go jak „złotej kury” (to mi się bardzo spodobało) oraz na innych domownikach. Są jak prawdziwa rodzina, która się kocha i wspiera, dlatego liczę na jakieś ckliwe sceny podczas świąt;P Martwię się tylko tymi badaniami…I jeszcze jedno, zastanawiam się, jaka byłaby reakcja Masona na wieść, że to za sprawą Josha zniknął Solomon. Czy kiedyś w ogóle się o tym dowie? Pewnie odpowiedź znajdziemy w następnych rozdziałach, pozdrawiam więc i czekam z niecierpliwością, co przyniosą kolejne odcinki:)

  5. Katka pisze:

    Floo, „Ten rozdział był… słodki!” – ciekawe podejście XD I całkiem na plus, hehe. Masonek potrafi być… uroczy, choć nie wiem, czy to najlepsze słowo go określające. „Kara świetną, i chyba faktycznie, nawet leprze niż gdyby zrobić z Perciego dziwkę” – prawda? John wie, jak najbardziej ugodzić, by było skutecznie… Facet ma smykałkę do „interesów”. No i jak już pisałam, jesteśmy meeeega zadowolone, że udaje się takie napięcie stworzyć :D Mam nadzieję, że bez względu na rozwinięcie, będziecie usatysfakcjonowani :)

  6. Floo pisze:

    Ten rozdział był… słodki!
    Mason strasznie mi się podobał, nawet jak niby powiedział że odda Josha do Johna na nauki,
    Kara świetną, i chyba faktycznie, nawet leprze niż gdyby zrobić z Perciego dziwkę XD
    Martwi mnie ro wstrzykiwanie chorym tego eksperymentalnego czegoś :(
    Ale przyznaję umiecie budować napięcie, aż tak żer już mam dość. Mam nadzieję że w następnym rozdziale będą już te badania. Nie lubię się za długo męczyć!

  7. Shivunia pisze:

    Gordon >> Niuch niuch. Bo z Josha to taki psiak. A ja czuję, że się powtarzam z tym argumentem. Trudno. On za dużo czuje przez wirusa, a jeszcze Mason zrobił mu pranie mózgu, a raczej taką malusią tresurkę i teraz Josh jest takim „szczeniaczkiem”. I nie sika na dywan, tylko grzecznie czeka aż jego pan go wyprowadzi na spacerek :3
    „Sa zajebisci, nigdzie sie nie da takich relacji uswiadczyc. Dobra jak sa to naciagane jak cholera a tu wszystko ma swoje podstawy. ” – dzięki, dobrze to słyszeć. Uspokajająco ;)
    „Troche podladowalyscie moja ciekawosc jak John zaczal proces karania faceta” – pozostawimy to w sferze domysłów, ale jednocześnie jesteśmy ciekawe domysłów :D

    Tess >> Dziś upiekło się Joshowi i kto inny był „zabaweczką” w rękach zdrowych. Chociaż dla Josha to też była jakaś nauczka. Zobaczył co może go spotkać jak będzie niegrzeczny. Że może pójść do Johna. A on chce aby tylko Mason był jego panem. Wydaje mi się, że wyłącznie w stosunku niego jest taki uległy a jakby ktoś inny miał go dotknąć to by pokazał ząbki.
    „Dziwny z niego człowiek, więc i dziwnie kocha.” – zgadzam się. całkowicie się z tym zgadzam ;) Szkoda tylko że chyba Josh nie zawsze to łapie. No, ale. Co poradzić, Mason nie był dobrym panciem od samego początku… teraz chyba też nie jest XD szczegóły
    A co do świąt, wirusa, przyjaciółki… no cóż. Każda moja odpowiedz mogła by być mocno interpretowana, więc dyplomatycznie wstrzymam sie od komentarza.

  8. Tess pisze:

    Och, a ja głupia myślałam, że Josh pokaże swoje miłosierdzie, wybaczy temu mężczyźnie, a tu co? Okrutny jest… :D
    Co do tytułu – „Lekcja Pokory”, myślałam, że to Josh będzie jej doświadczał. Awrr coraz mniej podoba mi się sytuacja, kiedy Mason traktuje go jak psa, serio. Jeszcze bardziej to, że Josh mu się nie stawia w ogóle. Może to dlatego, że lubię takie przymuszanie kogoś do czegoś? Kto wie.. (sadystka). No i bunt oczywiście, nie lubię kiedy ludzie, czy nawet postacie z opowiadań dają sobą pomiatać i upokarzać się, choć Josh się chyba już do tego przyzwyczaił i traktuje to w nieco inny sposób. Mam wrażenie, nie… właściwie to pewne, że Mason go kocha. Dziwny z niego człowiek, więc i dziwnie kocha.
    Mam nadzieję, że w następnej części będą już te badania. To jest strasznie interesujące, aż wkurzająco interesujące. Tak bardzo interesujące, że zamiast uczyć się do testów, będę zastanawiać się o co w tym biega… Każda wymówka dobra, aby się nie uczyć xD To przerażające.
    No i nie mogę doczekać się świąt. Aa i w ogóle wszystkiego! Jestem ciekawa skąd ten cały wirus i czy ma jakiś większy związek z tą przyjaciółką Masona. Szczerze? Mam nadzieję, że nie pozostawicie nas z dwuznacznym końcem (przynajmniej dla mnie było ono dwuznaczne, nie wiem jak dla innych) i nie trzeba będzie się samemu domyślać. O tak, piję tu do NBTS xD Mam chyba jakąś traumę po tym, bo teraz, kiedy w jakimś opowiadaniu jest zaskakująco dobrze, od razu przypominam sobie o zakończeniu Never Be The Same.
    I na koniec tylko dodam, że bardzo szanuje was za to, że dodajecie notki regularnie. Można się poczuć takim bezpiecznym… :D I to uczucie ekscytacji w dniu, kiedy ma się ukazać kolejny rozdział, niewyobrażalne.

  9. Gordon pisze:

    Moj ulubiony moment w tym rozdziale to jak Josh wyweszyl Masona w silowni xD Koles serio ma w sobie duzo ze szczeniaka a to przywolanie go przez Masona brzmialo jak ”do nogi” ;p to sie powinno nazywac ”psi rozdzial” albo cos jak jeszcze Mason wzial Josha na spacerek a ten sie cieszyl jakby mu zaraz mial ogon wyrosnac xD Sa zajebisci, nigdzie sie nie da takich relacji uswiadczyc. Dobra jak sa to naciagane jak cholera a tu wszystko ma swoje podstawy. Serio serio umiecie pisac laski ;p Dobra ja tu pieprze a trzeba sie nacieszyc kara dla tego internetowego homofoba ;p Nalezalo mu sie buahahahahaha ]:-> Troche podladowalyscie moja ciekawosc jak John zaczal proces karania faceta. Odlot po calosci, mialem wiele satysfakcji. I Josh dostal przestroge ;p Wyjdzie im na dobre. Tylko Mason teraz powinien dostac zakaz wychodzenia z domu na swieta ;p

  10. Katka pisze:

    Illita, bardzo, bardzo nas satysfakcjonuje to, że napięcie odpowiednie udaje się stworzyć! :D No już gorzej z tym, że brzuch Cię zaczął boleć, mamy nadzieję, że szybko przeszedł. W każdym razie to cudownie, że się wczuwasz i że się da wczuć :D „I niech Mason zostanie na święta , posiedzi z nimi zamiast się po , za przeproszeniem , burdelach włóczyc” – Właśnie! Josh popiera! Toż to święta powinno się spędzić z najbliższymi, a nie z jakimiś obcymi dziwkami :( No i my Was też kochamy za komcie, więc miłość jest odwzajemniona XD

    Enid, „To nie tak, że się nie cieszę, ale…wolałabym już wiedzieć, że mimo wszystko, mimo tych badań będzie ok…” – spoko, nie dziwię się, mnie pewnie na Waszym miejscu też już szlag trafiał XD Ale już obiecuję, że niedługo wszystko się wyjaśni. Czy na złe, czy na dobre, to się okaże. Wszystko może się zdarzyć. No i to nieszczęsne traktowanie Josha jako pupila… Och, widzę, że wielu to spędza sen z powiek. Jak już chyba nie raz mówiłam, trzeba sobie zadać pytanie, czy to już nie jest ten ich… najwyższy etap, że już na inną płaszczyznę przejść nie mogą. Cóż, świat mimo wszystko jest jaki jest i okoliczności zmuszają ich do traktowania siebie tak, a nie inaczej. Ale „Zastanawiam się, czy jest jeszcze czas na to, żeby Mason zaczął traktować Josha jak człowieka, ale chyba tak już nie będzie” – no skłaniałabym się jednak do potwierdzenia, ale mi nic nie wolno mówić, jeszcze do końca troszkę jest :) „A SV inspiruje mnie na tyle, że pisze sobie do szuflady ficka opartego na zasadach tego świata” – ooooooooch, a to jest MEGA słodkie! :D Naprawdę super sprawa, że tak się świat podoba, że chcesz cokolwiek do niego pisać :D Ach, no i jeszcze a propos tego „To było takie…odpychające. No ale cóż, rzeczywistość, kto by się nie odegrał mając szanse?” – podoba mi się, jak to ujęłaś. W sensie, że wydało się odpychające i w ogóle niezbyt fajne, ale że widzisz, że w takiej sytuacji aż ciężko byłoby się opanować, by nie wykorzystać okazji na odegranie się za wcześniejszą krzywdę. Sooo true :)

    Elis, „Ja już zapomniałam, że mason spisał numer IP tego Kaprana” – haha, bo sama zauważyłam, że podświadomie lubimy tak nagle przywołać coś z kilkudziesięciu stron wstecz i przyładować XD No i fajowo, że lekcja usatysfakcjonowała. Na pewno dało to Kapranowi do myślenia. Choć jak widać wciąż jest przesycony nienawiścią, ale cóż… przynajmniej został ukarany. „Boje się też o co chodzi z tymi badaniami i co ma zostać chorym podane. Tym bardziej mój strach wzmaga się, bo SV dobiega końca” – no właśnie, właśnie, te badania mogą być kluczowe dla samego finiszu. Och, ciekawe jesteśmy, co powiecie na zakończenie :) Ale to jeszcze troszeczkę :)

  11. Elis pisze:

    Ja już zapomniałam, że mason spisał numer IP tego Kaprana. I wyszło szydło z worka. Okazało się jak facet kłamał. Tak, niech uczy się pokory. Podoba mi się jego kara i nawet nie oburzyło mnie, że Josh kazał się pocałować w rękę i przeprosić, bo Kapran, jakby mógł, to by nie tylko Josha zwyzywał, ale obdarł ze skóry. Facet jest chory z nienawiści do gejów i kara mnie satysfakcjonuje. :))
    Za każdym razem, jak jest wzmianka o Solomonie to się boję, że facet jednak przeżył. Oby już się nie pokazał.
    Boje się też o co chodzi z tymi badaniami i co ma zostać chorym podane. Tym bardziej mój strach wzmaga się, bo SV dobiega końca, a Wy różne rzeczy mogłyście wymyślić. Pozostaje mieć nadzieję, że nic złego się nie zdarzy, ale ten spokój teraz w opowiadaniu, to jak cisza przed burzą. :)

  12. Enid Partenopajos pisze:

    Jesteście okrutne! Tytuł mnie zaniepokoił i pierwszą myślą było „ku*wa, to już koniec, stanie się coś złego” a tu nic takiego, jeszcze badań nie ma! To nie tak, że się nie cieszę, ale…wolałabym już wiedzieć, że mimo wszystko, mimo tych badań będzie ok…Zastanawiam się, czy jest jeszcze czas na to, żeby Mason zaczął traktować Josha jak człowieka, ale chyba tak już nie będzie. To słodkie, że się martwi, jak na Masona to już dużo te teraźniejsze zachowanie, ale nic nie rusza do przodu w ich relacjach. Mam wizję pięknego happy endu, kiedy to te badania to zwykła farsa, a w ostatnim rozdziale Mason choć trochę pokaże Joshowi, że traktuje go jak PARTNERA, albo, że jakimś cudem udało się wyleczyć Josha, ale ich miłość przetrwa! Chociaż nie wyobrażam sobie Masona mówiącego „kocham cię” do Josha X.x” Abstrakcja. Bardzo nie spodobało mi się zachowanie Josha względem Perciego. Zachował się tak jak Mason na początku. Rozumiem to ze względu na to co się stało, ale…no mi to nie pasowało. To było takie…odpychające. No ale cóż, rzeczywistość, kto by się nie odegrał mając szanse?
    A SV inspiruje mnie na tyle, że pisze sobie do szuflady ficka opartego na zasadach tego świata, więc to nie dziwne, że później nawet Jason czytam jako Josh XDD
    Tak czy inaczej sprawiłyście mi nie lada radochę tym rozdziałem i już odliczam dni do kolejnego i do FDTS :D
    Pozdrowionka i *tuuuli* (jeszcze kilka komentarzy i zostaniecie zatulone na śmierć XD)

  13. Illita pisze:

    Budujecie napięcie że aż mnie brzuch rozbolał , boję się tych badań strasznie D: Co to za eksperymentalny syf , a jak im się coś stanie ? Tyle emocji ;_; A lekcja była … bardzo wymowna . Nie powiem , należało się mu , a Josh na pewno zapamięta to na długo . I niech Mason zostanie na święta , posiedzi z nimi zamiast się po , za przeproszeniem , burdelach włóczyc … Dziewczyny , ja was tak strasznie kocham za to wszystko co się teraz dzieje w waszych opowiadaniach , nie wrzucajcie na razie w to angstu ;_;

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s