Fire Dragon Tattoo Studio – 118 – Miejsce dla Królowej Śniegu

Lenny grzebał wykałaczką między zębami, siedząc na parapecie i przyglądając się, jak Ryan przygotowywał kolację. Innymi słowy, jak czytał instrukcję, jak odgrzać mrożoną lasagne. Czuł się przyjemnie spokojny. Chłopak cały czas go kręcił. Nie wiedział nawet, czy jeszcze bardziej mu się to nie nasilało. Kolejnym plusem było to, że ostatnio miał luźniej w pracy. No i Kate, jakkolwiek ją lubił, była teraz problemem kogoś innego.
— Prawie godzina… — rzucił Ryan, ze skupieniem przyglądając się opakowaniu. — Niech to powiedzą mojemu żołądkowi — dodał i wreszcie wstawił lasagne do piekarnika, nastawiwszy uprzednio odpowiednią, jak miał nadzieję, temperaturę.
— Mhm, ale podobno to wzmaga apetyt — odmruknął mężczyzna, mając teraz apetyt na coś innego niż lasagne.
— Niewątpliwie, choć na razie proponuję zaspokoić się piwem. — Chłopak podszedł do lodówki, nie martwiąc się, że nie znajdzie tam butelki. I jak się spodziewał, półki były pełne piw. — Też ci podać?
— Nie pogardzę.
Lenny nie spuszczał z niego przeszywającego spojrzenia. Nawet wzrok Jaya, kiedy chciał jeść, nie był tak natarczywy. Ryan już się do tego przyzwyczaił, choć czasem było to niepokojące. Lecz na tyle często zasypiał, będąc pod obserwacją podobnego spojrzenia, że nie czuł się tym zażenowany.
Podszedł do mężczyzny z zimną butelką i podał mu ją.
— Proszę.
— Weź się zbliż.
Ryan spojrzał na niego pytająco. Wciąż w jednej ręce trzymając swoją butelkę, podsunął się na tyle blisko mężczyzny, że poczuł jego zapach.
— Hm?
Mulat mruknął coś pod nosem i wychylił się do niego. Oparł mu dłoń na ramieniu, po czym dotknął jego warg swoimi, kiedy rozdzwonił się telefon Ryana.
— Sz… kurwa — syknął Lenny.
Chłopak spojrzał w dół, na swoją kieszeń, a potem na kochanka. Uśmiechnął się do niego czarująco, pocałował krótko w usta i wyciągnął telefon.
— Hm, to się nazywa kiepskie wyczucie czasu — stwierdził, przeprosił i odebrał: — Słucham?
— Cześć, Ryan. Co tam? — Od razu usłyszał po drugiej stronie Kate. Roześmianą i wesołą. Sadząc po tonie, coś kombinującą.
— Och, jakże dyplomatyczne rozpoczęcie negocjacji. Ale dobrze, odpowiem. U mnie wszystko będzie w porządku, jeśli okaże się, że pożywienie, które kupiłem, to lasagne, a nie sztuczny wytwór tylko tak się nazywający i uda nam się go nie spalić. A u ciebie co słychać? Tak, wiem, czekałaś na to pytanie, odkąd zacząłem mówić.
Lenny mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Bawiły go te monologi. A poza tym chłopak się nie odsunął, więc znowu mógł pochylić się do niego i pocałować chociaż w obojczyk.
— A dobrze, dziękuję. Jestem właśnie z Juanem na plaży, na spacerze. I tak sobie gadamy… Bo dobrze pamiętam, ty surfujesz, co nie? Nie chciałbyś… Hahaha, no nie szturchaj mnie, załatwiam ci kumpla! — Kate zachichotała, koniec wypowiedzi zapewne kierując do Latynosa, z którym była.
— Juanem? — Ryan najwyraźniej tym razem nie był w temacie. Położył przy tym dłoń na kolanie Lenny’ego. — I rozumiem, że skoro Juan cię szturcha i reagujesz na to typowym, kobiecym „nie”, które w rzeczywistości znaczy „tak”, to Juan jest jakimś seksownym Latynosem?
Kate roześmiała się do telefonu.
— No, można tak powiedzieć. Ostatnio, co z Lennym byłam, to nas sobie przedstawił — wyjaśniła, nie dodając, że była trochę zawiedziona, że on mu o tym nie powiedział.
Lenny w tym czasie zsunął koszulę z ramienia Ryana, wciąż niespiesznie całując jego ciało i wdychając zapach. Powoli mieszał się z zapachem piekącej się lasagne.
— Och, więc to Lenny ci załatwił towarzystwo. Ciekawe dlaczego. — Ryan uśmiechnął się do siebie, patrząc na kochanka i poddając się jego pocałunkom. Ścisnął jego kolano. — I dzwonisz, żeby mi się pochwalić, jaki jest cudowny?
— Nie no, dzwonię z pytaniem, czy nie chciałbyś się z nami umówić na wypad na deskę. Ja bym popatrzyła, ale Juan też pływa i pomyślałam, że fajnie by było, gdybyście… no, razem. Wiesz, bo byłam dziś w studio i byli prawie wszyscy — mówiła dalej, chichocząc co chwila i najpewniej przekomarzając się z Juanem.
— No proszę, więc wreszcie znalazł się ktoś, kto nie gardzi falami i wie, jak najlepiej je wykorzystać? W takim razie możesz powiedzieć Juanowi, że chętnie się z nim wybiorę, skoro jest okazja, by nie tylko samotnie popływać.
— Czyli mogę mu dać twój numer? — spytała z zapałem, a Lenny zsunął koszulę z drugiego ramienia kochanka i dłonią przytrzymał mu telefon przy uchu, aby móc go rozebrać.
Ryan spojrzał czujniej na mężczyznę, ale zdjął koszulę, która od razu upadła na podłogę.
— Tak, myślę, że możesz. Choć podejrzewam, że skoro poznałaś go przez Lenny’ego, to mógłby się przez niego ze mną skontaktować.
Kate na moment zawiesiła się, najwyraźniej zastanawiając się, jak to rozwiązać i dobrze odpowiedzieć, mimo że miała obok siebie nieświadomego Latynosa. I że Lenny zabronił jej mówić o tym, z kim się spotykał.
— Ale akurat ze mną gadał o tobie, to przy okazji zadzwoniłam, żeby spytać. Nie będziemy przecież teraz dzwonić do Lenny’ego, żeby się z tobą skontaktować.
— Coś mi mówi, że dałoby to podobny wynik do tego, który właśnie osiągnęłaś, bo tak się składa, że Lenny jest dość blisko — odpowiedział chłopak, głaszcząc mężczyznę po udzie. — Ale jeśli tak bardzo zależy Juanowi na bezpośrednim kontakcie ze mną, to się nie krępuj i rozporządzaj moim numerem.
Lenny spojrzał karcąco na chłopaka. Wychylił się w górę do szyi, a następnie do drugiego ucha Ryana.
— Ma nie wiedzieć — wyszeptał, po czym polizał go po płatku.
— Och… — wydusiła Kate. — To… No, w każdym razie, to przekażę mu twój numer, to jak będzie miał czas i ty też, to się jakoś umówimy. Co nie?
Ryan rzucił Lenny’emu bardziej uważne spojrzenie i podsunął się jeszcze bliżej, obejmując go w pasie i lekko przytulając.
— Tak, Katy, niech do mnie uderza. W tym tygodniu na oceanie nie było luksusów, ale wierzę, że skoro mam się zapoznać w tak twórczy sposób z twoim nowym chłopakiem, to los się zlituje i będą lepsze fale.
— No, ja mam nadzieję. Chcę na was popatrzeć. Będzie na co… Aaa… Hahaha! — pisnęła na koniec i zaśmiała się.
— Jeśli mowa o patrzeniu, to w tym momencie muszę przyznać, że cieszę się, że tylko was słyszę. W każdym razie chyba Juan dobitnie stara się pokazać ci, żebyś jednak jemu poświęciła więcej uwagi. Jeszcze na wstępie zostanę spisany na straty przez to, że mu ciebie właśnie połowicznie zabieram. Więc jeśli nie masz więcej dobrych wieści, to możemy się pożegnać, a ty grzecznie zajmiesz się swoim Latino, hm?
Kate roześmiała się do telefonu, a Lenny skubnął zębami płatek ucha chłopaka, jednocześnie kładąc mu dłoń na biodrze. Nisko na biodrze.
— Jasne, jasne, Ryan. Ty te… Aaa, haha! Ty też. Już nie łaskocz mnie. No pa! — zawołała i rozłączyła się.
Ryan wreszcie mógł odłożyć telefon na parapet obok Lenny’ego i uśmiechnąć się do niego.
— Jedzenie mamy w piekarniku. Nie musisz mnie zjadać. A piwa nadal nie wypiłeś — rzucił, sięgając po swoje, które odłożył na rzecz rozmowy z Kate.
Mulat tylko zamruczał i kiedy chłopak miał jeszcze pełne policzki, wyciągnął się i cmoknął go w usta.
— Zaraz wypiję. Nie mogłem przegapić takiej okazji — oświadczył, patrząc mu w oczy i w końcu się odsuwając. Sięgnął po swój alkohol.
— Takiej, kiedy nie mogę się odsunąć, bo jestem zajęty rozmową z Katy, która brzmiała na wyjątkowo zadowoloną z faktu, że towarzyszy jej Juan. O którym, chciałbym zauważyć, nic nie wspominałeś — spostrzegł Ryan, odwracając się bokiem i opierając tyłkiem o parapet, na którym siedział Lenny. Koszuli z podłogi bynajmniej nie podniósł.
— Umknęło mi? — Ten podparł łokieć na zgiętym kolanie. Uwielbiał szerokie parapety.
— Najwyraźniej. To jakiś dawny znajomy?
— Mhm. Ale nie siedział. Był tylko wtyczką na zewnątrz. Zawsze wydawał mi się spoko chłopakiem. Teraz prowadzi z kumplem klub czy bar i, jak widać, dogaduje się z Katy, która jest bardziej zajęta nim niż sprawami innych.
— Można powiedzieć, że jestem w szoku, że komuś udało się to sprawić. I przez to tylko bardziej ciekawi mnie, co Juan w sobie takiego ma. Ale, jak rozumiem, nie jest świadom, że mężczyzna, dla którego pracował, lubił pogapić się w pierdlu na męskie tyłki pod prysznicem? — Ryan uśmiechnął się krzywo, popijając piwo, które szybko znikało z butelki.
Lenny przewrócił oczami, samemu sącząc swoje.
— Na razie nie musi wiedzieć.
— Więc podczas naszego wypadu na deski nie wybierzesz się z nami? — zapytał chłopak, co raz zerkając w stronę piekarnika. Wiedział, że zostało mnóstwo czasu, ale wolał uważać, żeby się nie spaliło.
— Nie wiem. W końcu nawet nie wiem, kiedy będziecie szli.
— Ja jeszcze też nie, choć przyznam, że miło byłoby wybrać się razem. Dawno nie byliśmy wspólnie na plaży.
— I siedziałbym na niej z Kate, kiedy wy pływalibyście na desce? — Lenny był sceptyczny. Oblizał się, czując, że zaczynało mu burczeć w żołądku. — Myślisz, że jeszcze długo?
— Podejrzewam, że tak — odparł Ryan, również zerkając w kierunku piekarnika. Dopił piwo i odsunął się od parapetu, by odstawić butelkę na stolik. Poczuł przy tym, jak o łydkę ociera mu się coś puszystego, a kiedy spojrzał w dół, uśmiechnął się i kucnął przy Jayu. Przez to Lenny miał dobry widok na jego opalone, nagie plecy. — Co, futrzaku? Też przyszedłeś po lasagne? Lenny, mamy Garfielda w domu.
Mulat uśmiechnął się i napił z butelki. Podobało mu się tak, jak było w tej chwili. Lasagne mogłaby by być już tylko gotowa.
Po chwili głaskania mruczącego kota Ryan wstał i podszedł do parapetu, gdzie leżał jego telefon.
— Rozmowa z Katy przypomniała mi, że powinienem z jeszcze jedną z zapisanych na telefonie kobiet nawiązać kontakt. Moja urocza siostra pewnie wciąż uważa, że wykląłem ją za nasze ostatnie feralne spotkanie — rzucił przy tym i włączył utworzenie wiadomości tekstowej, by napisać do Rose i dopytać, jak przebiegała ciąża.
Lenny skinął głową, ale spytał:
— A ty jak się czujesz?
— Hm? — Ryan spojrzał na niego, gdy wysłał wiadomość. — Nie mów, że wciąż mam wory pod oczami? Bo podejrzewam, że poza tym wyglądam na całkiem zdrowego.
— Wyglądasz. Nawet całkiem dobrze, piękny. Pytam, jak się czujesz… powiedzmy, że ogólnie. — Lenny wzruszył na koniec ramionami.
— Ogólnie to bardzo… ogólne określenie. — Ryan uśmiechnął się drwiąco. — Jeśli pytasz, jak się czuję w stosunku do ciebie, to fakt, że teraz tylko myślę o tym, by wreszcie usiąść z tobą w salonie i razem zjeść kolację, znaczy, że na razie jest w porządku.
Lenny położył dłoń na sercu i westchnął teatralnie.
— Kamień spadł mi z serca. — Zaśmiał się krótko, po czym zgrabnie zeskoczył z parapetu. Podszedł do piekarnika, kucając przed nim. — I głodny jestem. Za bardzo pachnie. Nawet ten pchlarz przylazł.
Ryan schował telefon do kieszeni, w duchu mając nadzieję, że Rose jednak nie miała poczucia winy. Chciał, by oboje zapomnieli o tamtym dniu.
Teraz, nie myśląc o tym, podszedł do szafki i z zaskoczeniem znalazł czyste talerze.
— Mam nadzieję, że zaraz będzie gotowa, więc możesz włączyć telewizję i znaleźć coś ciekawego. I, znając życie, zanim ci się ten wyczyn uda, lasagne zląduje już na talerzach.
Lenny spojrzał na niego z dołu i skinął głową.
— Myślę, że zanim mi się ten „wyczyn” uda, to już ją zjemy — odparł i nim wyszedł z kuchni, przesunął dłonią po pośladkach chłopaka oraz cmoknął go między łopatkami.
Ryan mimowolnie zacisnął tyłek i spojrzał za nim z lekkim rumieńcem. Nie skomentował tego gestu. Poszukał sztućców i kilkanaście minut później nakładał, o dziwo nieprzypaloną, lasagne na talerze. Pachniała wyśmienicie.

***

Najpierw miał zamiar samemu wytaszczyć pudła z sypialni. Były jednak duże i było ich sporo, a mimo wszystko nie był w stanie zrobić tego samemu. Nie chciał Alexa w to mieszać, bo doskonale wiedział, jak ten był nastawiony do wszelkiego brudu. A część pudeł była zakurzona. Dlatego zadzwonił wcześniej do Ryana z pytaniem, czy może za bardzo im się nie nudziło i nie wpadliby z Lennym mu pomóc.
Teraz już tylko czekał, aż przyjadą. Na szczęście nie autobusem, bo Ryan zapewnił, że wpadną po drodze do Charliego i ukradną mu samochód. Jason szczerze miał nadzieję, że „ukradną” w ustach Ryana w tym momencie nie było dosłowne. Nie wnikał i w oczekiwaniu na kumpli pakował do pudeł stare ciuchy, których już nie nosił, a które zajmowały cenne miejsce. Wiedział, że garniturów Alex przywiezie sporo, dlatego musiał im zrobić miejsce.
Kiedy już myślał nad przerwą na papierosa, usłyszał, jak pod dom podjechał samochód, by po chwili do drzwi ktoś zadzwonił. Poszedł otworzyć, a gdy to zrobił, skinął gościom na powitanie.
— No cześć, wchodźcie.
— Witaj, Jay. — Ryan uśmiechnął się do niego, natomiast Lenny tylko skinął mężczyźnie głową i wszedł zaraz za kochankiem do mieszkania.
— Dużo pudełek. Jaka nowość — mruknął do siebie, odnosząc się do swojej pracy.
— Tylko ja wam piwem zapłacę — zachrypiał Jason z uśmieszkiem. — Wiem, że wolicie taką walutę.
— Jay, wreszcie weszliśmy na ten poziom znajomości, że czytasz mi w myślach — zażartował Ryan, klepiąc go w ramię. — Gdzie to przenosimy? I rozumiem, że twoja królowa przyjedzie na gotowe do twojego uroczego pałacu?
— Wolę to, niż słuchać o kurzu, jak od ciebie o dymie papierosowym — odparł Jason, prowadząc ich do małych drzwi składziku. Otworzył klapę w podłodze, pokazując im schody na dół. — Nieużywana, ale sprawdziłem. Nic tam raczej nie zgnije.
Ryan spojrzał do środka i przytaknął.
— Więc pozwól, że zejdę i zapalę światło, bo nie chciałbym jednak złamać tam jakiejś kończyny. Wiesz, pracujemy fizycznie na nasze wyposażenie lodówki. A właśnie, jak już o tym mowa, to… wspominałeś coś, że masz piwo? Podaj, jak możesz. Będzie się lepiej pracowało — poprosił z uprzejmym uśmiechem i zszedł po schodkach w dół, by znaleźć włącznik.
Jason nie skomentował, że praca po piwku bardziej przybliża do złamania kończyny.
— Weź dwa — dodał Lenny, patrząc za kochankiem z dłońmi w kieszeniach.
Kiedy Jason jeszcze zerknął na niego pytająco, a ten odpowiedział mu wyczekującym spojrzeniem zielonych ślepi, tatuażysta machnął ręką i poszedł po piwo. Lenny skorzystał z okazji i związał włosy, kiedy zauważył, że Ryan znalazł światło. Leniwym krokiem ruszył do salonu, aby zabrać się za noszenie pierwszej partii kartonów.
Ryan dołączył do niego i wskazał na te większe pudła, które lepiej było przenieść w dwie osoby.
— Proponuję zacząć od tych — zwrócił się do kochanka.
— Spoko. I szczerze… Poza piwem nie pogardziłbym obiadem — odparł z wymownym spojrzeniem rzuconym w stronę kuchni, która aż przerażała go czystością.
Samodzielnie uniósł karton bez większego wysiłku. Od razu ruszył z nim w stronę piwnicy, a Ryan zapatrzył się za nim. Podobało mu się to, jak silny był Lenny. Może czasami wybitnie to irytowało, gdy nadużywał tej siły przeciwko niemu, ale w każdej innej sytuacji było to seksowne.
Pochylił się i dźwignął jedno z pudeł.
— Przyznaj się, Jay, że schowałeś tu jakieś seks zabawki, by królowa nie uciekła, gdy zobaczy, w co jej śmierdzący smok lubi się bawić! — rzucił w kierunku kuchni, ruszając z pudłem za kochankiem.
— Byłoby dobrze. Oddałbym ci je wtedy, ale wydaje mi się, że stare szkicowniki cię jednak nie zainteresują! — odparł Jason, wracając do pakowania ubrań, noszenie zostawiając gościom.
Kiedy Ryan dotarł do schodów, Lenny zabrał mu pudełko i po kilku zwinnych zeskokach po schodach odstawił je na podłodze piwnicy. Przyzwyczajenia z pracy były aż nadto wyraźne. Chłopak więc wrócił do salonu po następne pudło i zastał na stoliku dwie otwarte butelki piwa, a do tego miseczkę z krakersami.
— Mnie na pewno nie, ale coś mi mówi, że z uwielbieniem Charliego do ciebie, to on by z twoich szkicowników zrobił całkiem niezły użytek. I dziękuję za piwo — rzucił, napił się trochę i sięgnął po pudło.
— A powiedz mi jeszcze, Ryan, kto potem odstawi samochód Charliego? — spytał Jason, widząc, jak Lenny tylko na moment zawinął i wypił kilka łyków, aby po chwili zabrać na raz dwa pudła i wynieść je do piwnicy.
— Sądzę, że jedno piwo nie dyskwalifikuje mnie w ramach roli kierowcy.
— Ja jednak myślę, że dobrze by było, gdybyś go nie pił. Nie martwi cię, że któregoś pięknego razu zabiorą ci prawko za prowadzenie pod wpływem? — ciągnął Jason, niezbyt przekonany. Z drugiej strony nie chciał się mądrzyć.
— Najpierw musieliby mnie zatrzymać, a coś mi mówi, Jay, że musieliby mieć do tego podstawy. A jedno piwo nie sprawi, że zacznę radośnie pokonywać drogę slalomem — odpowiedział Ryan, napił się piwa i ruszył do klapy z kolejnym pudłem. — Hm, choć fakt, nie każdy pies jest z tych poprawnych, a nawet bym powiedział, że to wyjątki. Liczę jednak, że na żadnego chuja na drodze nie wpadniemy.
— Też bym wolał. Nie przepadam za kłopotami, Ryan, a i z buta stąd mi niespieszno wracać — mruknął Lenny, który chyba z przyzwyczajenia uwijał się jak mała mrówka. Jason niemalże nie wyrabiał się z pakowaniem rzeczy.
— Spokojnie, dojedziemy czterema kółkami — zapewnił Ryan.
Po kilku minutach znieśli wszystkie stojące w salonie pudła. Poszedł więc do sypialni Jasona, by wziąć stamtąd kolejne. Zapewne z zapakowanymi ubraniami, których gospodarz nie używał.
— Och, Jay, i jeszcze ci nie pogratulowałem tego kroku, który z Alexem robicie. U nas było trochę odwrotnie. — Spojrzał z wymownym uśmiechem na Lenny’ego już unoszącego dwa mniejsze pudełka. — Ale wasza kolejność jest chyba bardziej prawidłowa i znaczy, że, mimo przepracowania królowej, idziecie do przodu, a nie do tyłu, hm?
— Czy sugerujesz, że my idziemy do tyłu? — spytał Lenny, mijając go w progu.
Jason spojrzał na nich znad komody. Pamiętał, że jeszcze niedawno Ryan przesiadywał u nich w studiu godzinami przez jakąś awanturę, której natury nadal nikt tak naprawdę nie poznał. Teraz znowu wyglądało, jakby było między nimi w porządku.
— Nie, Lenny, jedyne co sugeruję, to że kolejność nam się trochę popierdoliła po drodze — odpowiedział chłopak. — Och, nie… Tak właściwie to już gdzieś na początku.
— Bo kolejność jest najważniejsza! — odkrzyknął Lenny od strony schowka. Na razie zostawiał tam pudełka i szybko wracał do sypialni.
— Wam służy spontan — wtrącił Jason, składając ciuchy do jednego z ostatnich pudeł. — Z Alexem to tak nie działa. Wiecie, raz upuszczę jajko, to rozbije się skorupka. U was chyba są inne zasady.
Lenny zatrzymał się w połowie pokoju, patrząc na Jasona, a następnie na Ryana.
— Jajko? Skorupka? — spytał z wykrzywionymi ustami. — Ze mną coś jest nie tak, że nie rozumiem metafory?
— Zapewne Jay ma na myśli to, że z Alexem trzeba się obchodzić bardzo, bardzo delikatnie — wyjaśnił Ryan, mijając Lenny’ego z ostatnim pełnym pudłem. — Więc rozumiem twój brak zrozumienia, skoro ty postępujesz… zupełnie odwrotnie.
— Bo nie jesteś jajkiem. — Odwrócił się za nim. — Nawet nie wyglądasz na takie — zakpił na koniec, przewracając oczami i podchodząc do swojego odstawionego piwa. Wyjątkowo szybko poszło.
Jason uśmiechnął się pod nosem i zamknął pudło, po czym zakleił je szarą taśmą. Zaniósł je pod sam schowek i wrócił do swoich gości zwilżających gardła zimnym alkoholem.
— Choć smaży się ładnie na słońcu, jak na patelni — rzucił.
— Dzisiaj jeszcze nie miałem okazji, ale dzięki, Jay, za tę uwagę — dodał Ryan i wskazał na pudło pod drzwiami schowka. — Ostatnie?
— Tak. I przyznam, że jestem zaskoczony zarówno tym, ile tego było, jak i tym, jak szybko się z tym uwinęliście — pochwalił Jason, kiedy Lenny zabrał ostatni karton.
— Więc chyba możesz sobie pogratulować dobrego wyboru taniej siły roboczej — uznał Ryan ze specyficznym uśmiechem i poszedł zajrzeć za kochankiem.
Jason popatrzył za nimi, kręcąc głową z rozbawieniem. Zawołał:
— Nie powiem, na pewno sobie lepiej poradziliście niż blondi i młody!
— A jak zareagował książę, kiedy dowiedział się, że jego sterylny braciszek postanowił opuścić bielusieńkie progi hotelu i zamieszkać w smoczej jamie? — zapytał Ryan, gdy wyszedł ze schowka razem z Lennym i podszedł do resztek piwa stojących na stoliku w salonie.
— Nie wiem. Nie mam też pojęcia, czy Alex mu w ogóle mówił — odparł Jason, siadając na fotelu. Cieszył się, że tak szybko poszło i już mieli spokój.
— W takim razie będę musiał Charliego zapytać — stwierdził Ryan, siadając z Lennym na kanapie. Odruchowo objął go za szyję i przesunął palcami za jego uchem. — Ale wspominałeś, Jay, że Alex ma to do siebie, że jego miejsce zamieszkania często równa się z biurem. Nie boisz się, że będziesz miał tu biuro nieruchomości?
— Nie boję się. Ja to wiem. — Tatuażysta uśmiechnął się krzywo z brakiem zadowolenia. Jedynym plusem tej sytuacji był fakt, że będzie miał Alexa pod ręką.
Lenny specjalnie się nie przysłuchiwał i tylko sączył piwo oraz podjadał krakersy. Lecz kiedy poczuł palce Ryana w tym konkretnym miejscu, tuż za uchem, o mało się nie zakrztusił. Sięgnął do jego dłoni i przesunął ją niżej. Ryan popatrzył na niego krótko, z lekkim zdziwieniem, ale głaskał go dalej. Zwrócił się do Jasona:
— Więc przynajmniej nie będziesz miał specjalnego zaskoczenia, ale mam nadzieję, że jednak będzie się dało znaleźć cię spod sterty papierów. Nie tylko idąc śladem dymu papierosowego.
— Powiedzieć wam pewną ciekawostkę? — Jason spojrzał po nich, ale nie czekał na odpowiedź i kontynuował. — Jak was łączy bałagan, to nas porządek. Więc nie, nie zginę pod stertą papierów.
— Jay, skoro tak bardzo łączy was porządek, to w zamian za naszą pracę przy znoszeniu kartonów powinieneś przyjść i posprzątać nam ciuchy z podłogi i… co my tam jeszcze mamy, Lenny? — Ryan spojrzał na kochanka, wciąż go głaszcząc, ale zanim ten odpowiedział, sam udał olśnienie. — Och tak! Opakowania po chipsach ostatnio widziałem pod swoimi jeansami i kilka niezidentyfikowanych przedmiotów, które prawdopodobnie mały Jay zniósł do nas z okolicy.
Jason z każdym słowem chłopaka krzywił się coraz bardziej.
— Doróbcie się kiedyś i zatrudnijcie sprzątaczkę — poradził z całkowitą powagą.
— Nie, myślę, że jako osoba trzecia wystarczy nam kocur — odparł Ryan. Wolał nie wyobrażać sobie, że ktoś miałby im chodzić po mieszkaniu, kiedy Lenny należał do osób, które w nieprzewidywalnych momentach stwierdzały, że miały ochotę na seks. Spojrzał nawet na mężczyznę i ręką, którą go obejmował, sięgnął do jednego z nieznajdujących się w koku dredów.
— Chociaż nadal twierdzę, że miło by było… — zaczął Lenny, po czym jednak urwał, dochodząc do wniosku w połowie wypowiedzi, że i tak będą mieli syf. — To chociaż zmywarka.
— Tak, można powiedzieć, że po samochodzie jest to druga maszyna, która najbardziej by się nam przydała — zgodził się Ryan, a Jason prychnął pod nosem.
— Serio, wy się chyba boicie kuchni. Nie wierzę, że w więzieniu nie kazali wam chociaż raz czegoś umyć.
Lenny spojrzał na Ryana, po czym pokręcił głową.
— Nie. A nawet jeśli, miałem od tego ludzi — odparł swobodnie.
— Tak, Lenny miał to szczęście. Ja za to miałem niewątpliwą przyjemność najczęściej pracować przy roznoszeniu paczek, więc ominęło mnie szczęście mycia naczyń — dodał Ryan z wymownym uśmiechem.
— I tutaj zrobili błąd — zakpił Jason z typowym sobie, wrednym uśmiechem. — Nie przystosowali was odpowiednio do życia na wolności.
— Mało co nas tam do tego przystosowało — skomentował Lenny, kończąc piwo i odstawiając je na stolik. Zjadł jeszcze kilka krakersów. — Jedynie jak sobie radzić, kiedy ktoś chce ci władować kosę pomiędzy żebra.
— Jednym się nawet udało i nie było to najmilszym doświadczeniem — wtrącił Ryan, wspominając, jak Luke Walker sprawił mu dwie blizny na żebrach. — Ale dziękujemy za piwo, Jay. Będziemy się zbierać — dodał, odstawiając pustą butelkę.
Lenny zerknął na chłopaka, zdając sobie sprawę, że ten nie upomni się o obiad. Cieszył się jednak, że była słona przekąska i piwo. A i tych kartonów na dwóch nie było aż tak dużo, jak się spodziewał.
— Nie ma sprawy. To ja dziękuję za pomoc i odwiedziny. Choć nadal uważam, że kretyńsko robisz, prowadząc po piwie — dodał Jason.
— Mam do ciebie zadzwonić, gdy bezpiecznie dojadę, Jay? — Ryan uśmiechnął się do niego kpiąco i wymienił z nim jeszcze uścisk dłoni. — Pozdrów swoją królową, gdy już przyjedzie. I do zobaczenia — mrugnął jeszcze do niego, ruszając do wyjścia.
— Nie zaszkodzi, abyś zameldował się starszemu — zakpił Jason, odprowadzając ich do drzwi.
Kiedy się z nimi pożegnał, a Ryan z Lennym wsiadali do samochodu, ten drugi spytał chłopaka:
— Ile on ma w ogóle lat?
— Jay? Z tego, co mnie poinformowano, jest w twoim wieku albo rok młodszy — odpowiedział Ryan, odpalając Dodge’a Charliego.
— To z dwojga złego możesz mi się zameldować — uznał Lenny z wrednym uśmiechem, rozsiadając się wygodnie na fotelu pasażera.
— Nie omieszkam — odparł Ryan i gdy zatrzymał się na pierwszych światłach, wychylił się do niego i pocałował go krótko w usta. — Smakujesz piwem.
Lenny zaśmiał się i oblizał popisowo.
— Też mi nowość. Ty też.
Ryan odpowiedział uśmiechem i nacisnął pedał gazu. Zdecydowanie lubił prowadzić.

***

Alexander Grey stał na skrzyżowaniu w swoim białym Bentleyu i wpatrywał się w zapalone czerwone światło, czekając, aż się zmieni. Był w takim stanie, że nawet w nim widział wskazówkę, że robił źle i niewłaściwie, jadąc do Jasona ze swoimi rzeczami, aby tam… pomieszkać. Oczywiście w bagażniku w walizce nie miał wszystkich rzeczy i z hotelu wcale się na stałe nie wymeldował. Miał w końcu na to doskonałe wytłumaczenie — pracował tam. Teraz jednak jechał do kochanka, aby z nim kłaść się spać i z nim wstawać rano. Aby dzielić z nim łazienkę i jego mieszkanie. Miał poważne wątpliwości co do tego wszystkiego.
Gdy światła się zmieniły, był zmuszony ruszyć w dalszą drogę do mieszkania Jasona. Liczył jeszcze na jakieś dosadne znaki na to, że nie powinien tam jechać. Mimo tych nadziei, droga do odpowiedniej dzielnicy i pod dom kochanka minęła mu bez problemów. Było już ciemno, gdy dotarł na miejsce, a w oknach w salonie paliło się światło.
Wystarczyło, że tylko otworzył drzwi od samochodu, a usłyszał, jak te od mieszkania otworzyły się. W progu stał Jason.
— No hej — rzucił w stronę Anglika. Między palcami miał tlący się papieros, na sobie wąskie, ciemne spodnie, a klatkę piersiową nagą.
Alex odruchowo zmierzył jego wytatuowane ciało spojrzeniem. Cały czas był pod wrażeniem tego, jak wyglądało, jak ozdobione było licznymi wzorami i jak szczupłą miało budowę.
Dyskretnie przełknął ślinę i skinął mu głową.
— Wybacz, że tak późno.

14 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 118 – Miejsce dla Królowej Śniegu

  1. Wadera pisze:

    Scena, w kuchni była taka sielska, domowa i cieplutka że aż się miło na duszy zrobiło. Dwóch zapatrzonych w siebie facetów, robiących obiad (trochę duże słowa) obcałowujących się w między czasie, a obrazku dopełniał puchaty kot ocierający się im o nogi. Jak przeczytałam o tym jak Ryan kucną żeby pogłaskać Jaya, a Lenny mu się przyglądał to miałam na twarzy takiego banana że pod koniec rozdziału bolały mnie policzki (serio, miałam trudności ze zjedzeniem obiadu;)
    Przeprowadzka już prawie uskuteczniona, stare szkicowniki w piwnicy (w sumie mnie naszło że można by je ukraść i po śmierci Jasona sprzedawać po kilka milionów dolarów -względnie euro XD ) Ryan i Lenny szczęśliwi bo mają darmowy zapas piwa w lodówce ( ja uważam że oni powinni nabyć uwarunkowań i przerzucić się na kocią karmę bo to jest zazwyczaj jedyne jedzenie (piwa nie liczę) jakie jest u nich w domu)
    Dla Alexa otworzył się właśnie nowy rozdział w życiu, aż chce się dalej czytać i pragnie się kolejnego odcinka (i tak nawiązuje do końcówki rozdziału 128 ;)

  2. Katka pisze:

    Tigram, „Czemu seks i jedzenie są ze sobą tak nierozerwalne?” – też się nad tym nie raz zastanawiam! Można by na ten temat dłuuugo dywagować, jak podejrzewam :D Mrrr… A Lenniak akurat bardzo, bardzo lubi „zjadać” Ryana. I tak, to takie „mrrr”, takie delikatne pieszczoty, czułe i w ogóle :) Sielankowo wręcz się zrobiło. Co tam Juan uskutecznia z Katy… no cóż, faktycznie spokojnie można by napisać, ale jest jedno wielkie „ale”. Potem byście marudzili, że tekst poświęcony innej parze niż JA i wręcz HETERO, który zabiera miejsce dla Waszych ulubieńców XD Więc może to i lepiej, że to ograniczyłyśmy, hehe. „Jason mi cholernie pasuje do gościa który potrafi utrzymać porządek w domu bez latania z miotełką do kurzu i z mopem.” – prawda. Nie musi się specjalnie wysilać. On po prostu nie zostawia wszystkiego byle gdzie, jak zje, to nie odkłada naczyń do zlewu, tylko je myje, jak wstaje, to nie czeka kilku godzin, by pościelić łóżko, a robi to od razu. Więc… no nie ma się jak zrobić syf tak naprawdę. I myślę, że Alex bardzo to docenia :) „Ki czort? Popisowo to on rimm robi :D” – Ryan by powiedział jedno wielkie „TAK”, gdyby się nie wstydził XD

  3. TigramIngrow pisze:

    Czemu seks i jedzenie są ze sobą tak nierozerwalne? Ot, zagwozdka.
    Ładne rzeczy. Tu sobie Ryan spokojnie rozmawia,m a tu Lenny go sobie głaskota, dotyka i pieści. Fajne to. Takie domowe i miłe. Spokojne w sensie. Dotyk, ciepło drugiej osoby. Yami.
    „- Jeśli mowa o patrzeniu, to w tym momencie muszę przyznać, że cieszę się, że tylko was słyszę. „- no ja to tak nie bardzo. Popatrzyłabym co tam don Juan uskutecznia z Katy. Albo chociaż poczytała, dla mnie to prawie to samo, zwłaszcza dzięki Waszym bardzo plastycznym opisom na których się prawie nigdy nie zawiodłam.
    Okay, macanie w toku, ale nie było lodzika przed obiadkiem. Hmm…

    Jason szykuje się na wprowadzkę Alexiątka. No nareszcie! A co do porządku… Jason mi cholernie pasuje do gościa który potrafi utrzymać porządek w domu bez latania z miotełką do kurzu i z mopem. Po prostu porządek musi być i jest. Finito.
    A co do sprzątaczki i Ryana i Lenny’ego… pragnę bonusu z epizodyczną rólką jakowejś dziewoi która by im sprzątała, gotowała i … obserwowała ^^ Nie szykujecie się do napisania czegoś takiego? Mogłabym się wcielić w takową dziewoję ^^
    I zobaczyć popisowe oblizywanie w wykonaniu Lenny’ego… Ki czort? Popisowo to on rimm robi :D

    I nareszcie Alex na swoim miejscu. Prawidłowo :)

  4. Shivunia pisze:

    Mocca >> Przyznaje się pokornie i bez bicia. Ja piszę Lennego i chyba mam przeciwieństwo syndromu Katki. Ona zapomina słowa „nie”, a ja wrzucam je za często i za dużo. Poprawiłam to zdanie aby było logiczniejsze “Nie będzie to prawdą, jeśli powiem, że nie było okazji mu się wyspowiadać”. Za dużo nie. czyli klasyczne „mogłem, ale nie chciałem tego robić”
    „Dystyngowany romantyk i utalentowany szef kuchni.” – co nie? Rozwaliło mnie to zupełnie :D Cudne określenie
    „Ale on musi mieć zajebiste biceeeeee!” – noooo może. Na pewno nie BUŁY. On ma taką budowę… ścisłą. Daleko mu raczej do „najpierw masa potem rzeźba” czy jakoś tam XD
    „I znamy nowy punkt erogenny Lenny’ego? Wykorzystaj to Ryan!” ciekawe czy Ryan zauważył… hmmm
    „Za mało Jaya i Alexa! Za mało powiadam!” – będzie więcej… my po prostu jesteśmy „tyć” uzależnione od Lennego i Ryana. Wybaaaczcie

  5. Mocca pisze:

    „Lenny grzebał sobie wykałaczką między zębami, siedząc na parapecie i przyglądając się, jak Ryan przygotowuje kolację. Innymi słowy, jak czyta instrukcję, jak odgrzać mrożoną lasagne.” Czyż mogli lepiej się dobrać? Dystyngowany romantyk i utalentowany szef kuchni.
    Juan dzielnie przetrzymał zmasowany homoatak, także nie będzie chyba problemów z Lennym. ;)
    A Ryan paskuda chciał zostawić dredziątko samo z Katy. Okrutniiik.
    Lenny zdominował całą pracę. I tak mnie jakoś naszła myśl: Ale on musi mieć zajebiste biceeeeee!
    I w ogóle jak się tak smyrali przy Jasonie… Mruuuu. I znamy nowy punkt erogenny Lenny’ego? Wykorzystaj to Ryan!
    Za mało Jaya i Alexa! Za mało powiadam!
    I czemu Alex doszukuje się złego w swojej decyzji? :( Toć cudnie będzie. Chociaż podejrzewam, że to jest część większego spisku i planujecie kłótnię przez duże K.
    Hihi, biedny Jay ze świadomością zamiany mieszkania w biuro… ;D
    Dziewczyny, która odpowiada za Lenny’ego? (Wiem, że była rozpiska, ale nie chce mi się szukać. ^^) Bo ciągi myślowe to miał chwilami zawiłe niczym Ryan… „Kto z kim przystaje..”? :D
    „Nie będzie to prawdą, jeśli nie powiem, że nie było okazji mu się wyspowiadać”
    O! Jeszcze nie ogarniam tego zdania.

  6. Katka pisze:

    Elis, „Cieszę się, że Jason jest tak poukładany i młodszego kolegę uczy, ale jak widać chłopak go nie słucha.” – Ryan w ogóle ma w zwyczaju nie słuchać ludzi i robić wszystko po swojemu, szczególnie, kiedy „wie lepiej”. Niestety. Hehe, a Jasonek mimo wszystko nie czuje się mentorem, choć jak widać, wychodzi czasem, że jest tam faktycznie jednym z najrozsądniej myślących facetów XD Aż dziw, patrząc na to, jak kiedyś był „złyyyy”. „I co to było to miejsce na szyi?” – hehehe, cieszę się, że ktoś na to zwrócił uwagę XD Spostrzegawczość, Elis, dobra rzecz… :) No i oczywiście jasna sprawa, wspólne mieszkanie to jedna wielka zagadka. Albo im podejdzie, albo będą chcieli się po trzech dniach zamordować XD Och, biedactwa. Ale przynajmniej próbują i robią następne kroki :)

  7. Elis pisze:

    Nie ukrywam, że spodziewałam się zamieszkania Alexa i Jasona, a tu dopiero przygotowania do jego przyjęcia były. I Ryan niech nie będzie taki mądry z piciem i jeżdżeniem samochodem. Znam taką sytuacje z życia u znajomego. Zawsze mówił, to co Ryan i miał problemy, a wydawał się taki mądry. Cieszę się, że Jason jest tak poukładany i młodszego kolegę uczy, ale jak widać chłopak go nie słucha.
    A Lenny to mi się wydaje, że z dnia na dzień ma coraz większą ochotę na Ryana. I co to było to miejsce na szyi? Czuły punkt Leniaczka? Mam nadzieję, że Carter to jeszcze wykorzysta. :))
    Biedny Alex ma takie wątpliwości, że nawet czerwone światło każe mu zawracać. Ciekawa jestem tego ich mieszkania razem. Zawsze wtedy jest inaczej niż przy takim spotykaniu się. Mogą sobie działać na nerwy lub nawet oczekiwać po tym czegoś innego. W sumie to może być taka próba ich związku. I też zastanawiam się czy Rush wie, że jego braciszek zamieszka ze swoim facetem. :)

  8. Katka pisze:

    Yaoistka, spoko, najwyższy czas na Alexa i Jasona, więc mogę chyba o nich zapewnić :) A Lenny… pytanie, czy w ogóle powie… XD

    Alex, oj, no niestety albo stety to opowiadanie wielowątkowe, więc czasem trzeba troszku poczekać. Ale staramy się i następny rozdział powinien usatysfakcjonować :)

    Floo, „Jeśli możesz z kimś mieszkać to TYLKO z Jasonem!” – hehe, bo nie ma innego, który tak cierpliwie znosiłby jego dziwactwa XD No Jasonek daje mu sporo oparcia, pewnie dlatego Alex nie uciekł mimo tego czerwonego światła XD Choć pytanie, czy Jason faktycznie przetrwa w jednym domu z królową XD A czemu Cię dziwi, że Ryan tak na spokojnie przyjął tą informację… Hm, Ryan sam nie jest specjalnie out, wiedzą o nim jego przyjaciele, na zewnątrz też nie stara się chorobliwie grać heteryka, ale nie jest w tej kwestii otwarty, więc nie oczekuje tego od Lennego. Dlatego nie był specjalnie zdziwiony i przejęty, bo Lenny ma do niego bardzo podobne podejście w tej sprawie :)

    Marta, hehe, cieszę się, że ktoś to przedłużanie docenia XD A Juan… no można sobie tylko wyobrażać, w jakim szoku może być, jeśli się dowie XD

    Enid, Lenny i jego wieczny apetyt na seks… Hehe, i jak tu się dziwić, że nie potrafiłby raczej wytrzymać tyle co Ryan w więzieniu bez seksu XD Choć kto wie… no ale jak nie musiał, to w sumie po co XD No ale, Ryan działa na niego dość… pobudzająco. Czasami mam wrażenie, że Lenniak go zjeeee. No i widzę, że mordercze skłonności wobec ojca Ryana masz XD W sumie jak sama o nim myślę, to też mnie aż ściska. W końcu mam w swojej głowie Ryana, a on zdecydowanie nie przepada za tym człowiekiem… No ale, czy coś jeszcze z nim będzie… Może, może… XD Jason oczywiście jest świadom tego, że Alex nie leci do niego na skrzydłach, z lekkim sercem, więc na pewno się postara, by się zadomowił :) A uczenia się o I wojnie współczuję. Nie lubiłam tego nigdy.

    Seiridis, „NIE ROZUMIEM czemu tak robi i jakie ma logiczne wyjaśnienie na to.” – nie zawsze istnieje logiczne wyjaśnienie XD No ale, ale, jak nie chcesz tłumaczenia w stylu „tak się wychował, takie środowisko” itp. to więcej nie mogę nic dodać. Może jak dowiecie się o nim więcej, to Twoja wątpliwość w satysfakcjonujący sposób zostanie rozwiana, a ciekawość zaspokojona :) Póki co musisz się zadowolić faktem, że Lenny ma sobą takie, a nie inne życie, w którym rządziły niezdrowe reguły i wartości, więc trudno, by jego zachowanie mieściło się w „normach” (uch, jak ja nie lubię tego słowa). A piwo… oj, bez przesady, nie piją go do każdego posiłku XD I do alkoholizmu im daleko, a o ich brzuszki się martwić nie musisz :) Styl życia pozwala im zachować formę, no i młodzi jeszcze są :) Co do Alexika… hehe, no czasem z niego mega pesymista wychodzi, ale można mu chyba pogratulować, że brnie dzielnie naprzód! Mimo czerwonych świateł XD

  9. Seiridis pisze:

    1)”Lenny, który chyba z przyzwyczajenia uwijał się jak mała pszczółka” Awwww :D Jak słodko.
    2)Jednakowoż samo wspomnienie Lenny’ego, używającego przemocy wobec Ryana mnie wkurwia. I tego, że Lenny go nie słucha. Pusty czerep, cholera. Lubię go, ale to ćwok. NIE ROZUMIEM czemu tak robi i jakie ma logiczne wyjaśnienie na to. BARDZO chciałabym wiedzieć, bo nigdy nie będę usatysfakcjonowana odpowiedzią w stylu: Lenny taki już jest, albo: Doświadczenia sprawiły, że taki się stał, więzienie zrobiło z niego twardziela-trochę-badassa. NIE, NIE i jeszcze raz NIE. Ja chcę wiedzieć co, gdzie, kiedy, jak, dlaczego i dlaczego nie słucha Ryana w ogóle. Jak jest miło, to jest miło, a jak się pierdoli, to jest uparty jak chuj. Nic do niego nie dociera. Wkurwia mnie to, no sorry.
    3) BORZE WSZECHLISTNY, ile oni tych piw żłopią. Nawet ze swoim zapierdalaniem, kondychą, ćwiczeniami i innymi rzeczami w końcu się dorobią bębna. Piwo do śniadania, piwo na obiad, piwo na kolację, piwo zastępuje im każdy napój prawie. A jak nie piwo to inny alkohol. Ciekawe, czy potrafili by się bez niego obyć tydzień. „Mogliby, ale nie chcą” to nie argument, tak mówią alkoholicy i inni nałogowcy :D
    4) LICZĘ BARDZO NA TO, że Lenny się jednak trochę bardziej wyzewnętrzni i zakoduje w tym pustym łbie, żeby słuchać czasem Ryana. Też mi się nie podoba nazywanie go księżniczką (czego ku mej wielkiej radości w tym rozdziale nie było i mam nadzieję że nie będzie) i mam nadzieję, że zniknie to. I wtedy będę chciała wiedzieć co skłoniło Lenny’ego do uszanowania prośby Ryana, jaki jest tego powód, kiedy to się stało i dlaczego akurat wtedy… Ogólnie wszystko.

    Alex, hahaha, dobry gościu. Jak mama będzie mnie zawozić do szkoły jeszcze kiedyś to jej powiem: mamo, zawracaj, czerwone światło, zły omen. Wszechświat nie chce, żebym była dzisiaj w szkole.

    Jason: Miły gościu. Odpowiedzialny i w ogóle. No.
    Katy: … … … … … … … .
    Katy 2: Wkurwia mnie mimo wszystko. No cholera, ma chłopaka to niech się nim zajmie, a nie takie coś. Ona to zawsze musi coś mieć do powiedzenia, erchhh… Ale wiem, że jest miła, itd. ale i tak to do mnie nie przemawia.

  10. Enid Partenopajos pisze:

    JEEEEJ! ^^ rozdział, który zaczyna się od słowa „Lenny” to skuteczny rozweselacz! :D Jakże niepomiernie się cieszę, że znowu w rozdziale gościła moja ukochana parka! ^^ Łiiii!
    Lenny i ten jego wieczny apetyt na seks…cud, miód i orzeszki! No i Ryan zaczyna się coraz bardziej przyzwyczajać…aż mnie ciekawi co będzie dalej :D i ciekawi mnie czy jeszcze spotka swojego ojca. Mroczna strona mej duszy pragnie spotkania: Ryan, Lenny, ojciec Ryana i sprania tego skur*** na kwaśne jabłko <3 Ale wiem, że wtedy mulat miałby kłopoty ;/ tak czy inaczej o tym marzę! :D
    Alexik taki niepewny…Jason będzie go musiał przekonać do swojej smoczej jamy i ja w zakamarkach mojego perwersyjnego umysłu już widzę parę sposobów, na oswojenie królowej z jej wieżą XD I w sumie co rawda to prawda – para Jason x Alex i Ryan x Lenny to takie przeciwieństwa jak lód i ogień, ale obydwie pary mają w sobie to COŚ. No i z niecierpliwością oczekuję na moment kiedy to bracia przyznają się rodzicom do swej orientacji! <3
    Ach, kochane, uzależniające, FDTS. Odprężające i rozweselające. Uwielbiam Was dziewczyny za te opowiadanie, na prawdę miła odmiana od prania sobie mózgu rewolucją lutową i I wojną światową…

  11. Marta pisze:

    och przedłużacie tą przeprowadzkę ,ale dobrze przynajmniej jest napięcię .Nie mogę sie doczekać miny Juana gdy Lenny mu wyzna ze jest z Ryanem

  12. Floo pisze:

    Ojeeej Alexik, nie poddawaj się! To tylko takie strachy na lachy, ale zobaczysz będzie dobrze! Jeśli możesz z kimś mieszkać to TYLKO z Jasonem!

    Ryan trochę mnie zaskoczył swoją spokojna reakcja na to że Juan nie wiem że Lenny jest gejem, chociaż, przyznam szczerze, nie mam pojęcia dlaczego mnie to dziwi. To jest chyba normalne dla Ryana. Jak na razie wnerwiał się tylko jak Lenny sę do niego na siłę dobierał… właśnie Ryan jest jakiś za spokojny.

  13. Yaoistka^^ pisze:

    mrau ^^ ale fajnie *.* mam nadzieję, ze w następnym rozdziale będzie troszkę ykhym między Jasonem a Królową. ^^
    Ciekawe kiedy Lenny powie koledze, że Rayan to jego facet ^^ weny!! ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s