Fire Dragon Tattoo Studio – 116 – Podwójna frustracja i brak obciągu

Jason z rękami w kieszeniach przeszedł na drugą stronę ulicy, niedaleko Uniwersytetu. Wkroczył na teren parku, w którym umówił się ze świętą trójcą, czyli swoim szefem, młodszym tatuażystą i ich kumplem z dzieciństwa. Starał się wybierać bardziej zacienione ścieżki, gdy zmierzał pod charakterystyczną, największą w parku fontannę.
Słońce było tej soboty bardzo ostre, co wybitnie mu nie pasowało, choć nie okazywał tego niczym więcej jak grymasem, gdy przechodził przez oświetlone promieniami słonecznymi odcinki.
Po dotarciu na miejsce spostrzegł, że był pierwszy. Przysiadł więc na murowanym skraju fontanny i czekał. Po pięciu minutach zaczęło mu się nudzić, po dziesięciu zaczął myśleć o wyjęciu papierosa, a po kwadransie ostatecznie wyciągnął telefon i wybrał numer Alexa. Na odpowiedź kochanka nie musiał długo czekać, ale ta nie należała do słodkich i uroczych wyjątków, kiedy Alex bardzo się cieszył, że dzwonił. Teraz po jego tonie Jason mógł wnioskować, że był tylko mile połechtany, że o nim pomyślał.
— Słucham? Co chcesz? Byle zwięźle, bo właśnie tłumaczę Richardowi kilka kwestii, których nie może od pół godziny pojąć.
— To daj mu przerwę na odświeżenie umysłu. Niech się pogapi na ocean z balkonu, a ty ze mną pogadaj — odpowiedział spokojnie, już przyzwyczajony do takich słów ze strony kochanka.
— On cały czas sobie ten umysł odświeża. Musi tam panować niezwykły przeciąg, skoro nic w nim nie zostaje. Ale lepiej mi powiedz, po co dzwonisz. Nie miałeś dzisiaj czegoś w planach?
— Czekam na chłopaków. Jest kurewski upał. Nie dziwię się, że im się nie spieszy — mruknął, wyciągając rękę do tafli wody.
Alex westchnął ciężko w telefon.
— To dlaczego tak wcześnie przyjechałeś?
— Bo sądziłem, że reszta ptaszków również zleci się na czas. Zapomniałem, że Ryan wozi się komunikacją miejską, a Charlie nie ma w zwyczaju przychodzić punktualnie.
— I żeby zabić czas, zadzwoniłeś do mnie? Cieszyłoby mnie to bardziej, gdybym miał czas na niezobowiązującą rozmowę o niczym. Będziecie pić?
— Nie wiem. Nie wziąłem motoru na wszelki wypadek — odparł, mrużąc oczy i wypatrując kumpli w parkowej alejce. Na razie widział tylko kobietę z dzieckiem w wózku i jeszcze jednym, biegającym wokoło i puszczającym bańki mydlane. — A wy tak będziecie do wieczora pracować nad umysłem blondiego?
— Nie tylko. Kiedy skończymy, na pewno dowiesz się albo przez Charliego, albo ja zadzwonię.
— Tak teraz będziecie zapierdalać z papierkami non stop? — zapytał już mniej luźnym tonem. Nie był specjalnie rad z tego, ile czasu w pracy spędzał jego facet. Liczył, że gdy zaczną już prowadzić drugą firmę, to będzie lżej.
Alex westchnął ciężko.
— Jason, już z tobą na ten temat rozmawiałem. Nie chcę tego powtarzać i do tego przez telefon.
— Nie rozmawiałeś. Unikasz tego tematu za każdym razem, tak jak teraz — mruknął tatuażysta.
— Bo nie ma o czym mówić. Taka jest sytuacja. Zgodziłeś się na to — odparł surowo Alex, a Jason usłyszał poza jego głosem sygnał przychodzącego smsa.
— Dlatego pytam, kiedy to się skończy — odparł zirytowanym tonem. — Alex, do cholery, nie jesteś maszyną.
— Mam ci podać datę i godzinę? A nie, przepraszam, nie jestem maszyną, nie umiem tego wykalkulować — odparł Anglik ironicznie i chłodno.
— Dobra, pogadamy potem — odmruknął Jason, widząc, że tak mogli się sprzeczać do usranej śmierci. — Pozdrów blondiego i niech nie myśli o dziurze młodego, tylko też zapierdala — dodał i rozłączył się.
Sytuacja między nimi znowu była napięta przez pracę. To zaczynało być monotonne. Tym razem jednak nie miał wiele czasu na rozmyślania, bo pojawiła się wreszcie jedna z osób, z którymi umówił się w tym słonecznym parku. Aż dziwnie nieracjonalnie słonecznym w porównaniu do lodowatego tonu Alexa sprzed chwili.
— Gdzie indziej można szukać Jaya, jak nie w jedynym, małym, zacienionym skrawku na powierzchni całej fontanny? — Usłyszał głos z boku. Nie musiał nawet się oglądać, by zgadnąć, że był to Ryan.
Wyglądał na, w przeciwieństwie do Jasona, zadowolonego z pogody. Pod rozpiętą koszulą widać było jego nagą klatkę piersiową, zaś na włosach miał okulary przeciwsłoneczne.
— A ja od kogo innego mógłbym dostać widok gołej klaty, jak nie od zaspanego Ryana? — odparł Jason z krzywym uśmiechem, już żałując, że zadzwonił do Alexa, a nie zapalił.
— Myślę, że od swojej królowej na przykład, choć niekoniecznie w środku miasta w parku. Zdążyłem zauważyć, że Alex preferuje czasem nawet przy takich temperaturach co najmniej marynarki — odparł chłopak, siadając obok niego na murku.
Jason spojrzał na niego ze zobojętnieniem.
— Przyłapałeś mnie na niedodaniu tej znaczącej części. W środku miasta.
Ryan uśmiechnął się, ale po chwili rzucił:
— A ty, Jay, albo tak bardzo nie lubisz słońca, albo również się dzisiaj nie wyspałeś, albo coś innego sprawiło, że nie tryskasz życiem. Tak, wiem, ty nigdy nie tryskasz życiem, czemu nie ma się co dziwić, skoro tak często zatruwasz dość znaczącą część swojego ciała — po tych słowach poklepał go dłonią po chudej klatce piersiowej — ale coś chyba jest nie tak.
Jason zerknął na niego sceptycznie.
— Nikt ci nie mówił, że za dużo mówisz? I jeśli coś jest nie tak, to tylko od słońca i mojego „zatruwania się” — odparł, nie mając ochoty tłumaczyć się Ryanowi ze swojego podenerwowania. Tym bardziej, że duży wpływ na nie miało właśnie słońce.
— Cieszę się, że zdajesz sobie z tego sprawę. — Ryan chciał pociągnąć myśl, lecz rozległo się głośne „hej!” z alejki prowadzącej do fontann.
Kiedy spojrzeli w tamtym kierunku, ujrzeli Charliego i Mike’a idących w ich stronę. Jason uniósł dłoń w stronę przybyłych, pozdrawiając ich.
— Sorry za spóźnienie! — rzucił na wstępie Mike. — Długo czekacie?
— Ja nie, choć Jay na tyle, że zdążył nabawić się złego humoru — odpowiedział Ryan, wstając z murku. Mrugnął Charliemu na powitanie.
— To chodźcie się przejść i może na jakieś piwo, to się poprawi, co? — zaproponował najmłodszy z zebranych.
— Mnie pasuje — odparł Jason, nie mając ochoty tu kwitnąć. Jeśli miał okazję, by wypić, to zamierzał z niej skorzystać.
— To idziemy — zdecydował Mike, po czym podążyli całą czwórką w kierunku knajpki z wystawionymi na zewnątrz parasolami. — A ty czemu masz zły humor? — zagadał po drodze Jasona, który ściągnął brwi i spojrzał na chłopaka z pretensją.
— Czy to tak widać, czy kierujesz się tą nikłą sugestią Ryana?
— W sugestiach Ryana zawsze trzeba doszukiwać się większej głębi — wyjaśnił Mike rozbawionym głosem.
— Bingo, Mikey — poparł go kumpel, idąc z ręką zarzuconą na szyi Charliego. — Dlatego, wbrew temu, co niektórzy twierdzą, warto mnie słuchać. Nie tylko pobieżnie.
— Szkoda tylko, że jeszcze nie oferujesz z tego streszczenia — odparł kąśliwie Jason, nie mając ochoty, aby to na niego i jego problemy schodziła rozmowa.
— Oj, aż tyle nie gada. Albo ja się już przyzwyczaiłem — rzucił Charlie ze śmiechem.
— Raczej to drugie. Ale teraz piwo. — Mike przerwał tę radosną wymianę zdań, gdy dotarli pod knajpkę.
Nikt nie sprzeciwił się temu pomysłowi i już po pięciu minutach siedzieli przy podłużnym stoliku, mając przed sobą po piwie.
— Jak tam Marg, Mikey? — zagadał Ryan, sącząc swój napój i siedząc luźno obok Charliego. Wolałby wyjść na zewnątrz, gdzie było cieplej. Wnętrze knajpy klimatyzowano. Niestety został przegłosowany. — Było już oficjalne oznajmienie rodzicom, że się pobieracie?
— Tak. Była już kolacja u moich rodziców, u jej rodziców, była też wspólna przyszło-rodzinna kolacja. I jak na razie wszystko się układa i każdy jest na tak. Aż podejrzane, ale nie narzekam — odparł manager, siedząc wygodnie, rozparty obok Jasona.
— Widzisz, twoim starszym zależy na twoim szczęściu — rzucił Charlie. — Moi by zawału dostali, gdybym powiedział, że wychodzę za Rusha.
— Kochanie, sprawiasz, że aż chciałbym ujrzeć zainscenizowaną sytuację i zobaczyć ich miny — wtrącił Ryan, samemu woląc sobie nie wyobrażać, co zrobiliby jego rodzice, gdyby wyskoczył z takim pomysłem. Na szczęście nie miał podobnych wizji przyszłości. Lenny też nie wydawał się osobą, która pewnego pięknego dnia wyskoczy i obwieści mu, że chce się z nim pobrać. A nawet jeśli, nie byłoby to możliwe.
— A dodatkowo, Charlie, nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale to trochę inna sytuacja. Wydaje mi się, że moi też źle by zareagowali na taką nowinę ode mnie.
— Naprawdę? — wtrącił się Jason z wrednym uśmieszkiem. — Nie ucieszyliby się, gdybyś przyprowadził do domu jakiegoś fagasa z bukietem róż, który poprosiłby twojego ojca o twoją rękę? — Nic na to nie mógł poradzić, że kiedy miał zły humor, to bywał złośliwy.
— Wydaje mi się, Jason, że ja też bym się nie ucieszył, gdyby ktoś prosił o moją rękę. Do tego mojego ojca — odmruknął Mike. — Tym bardziej, jakby był „fagasem”.
— Wolałbyś, żeby to Charlie zrobił, gdy jeszcze się w tobie bujał? — odparł rozbawiony Jason znad swojego kufla.
— Ej! — Chłopak oburzył się i stuknął go pod stołem w łydkę. — Może nie wracajmy do tego, co?
— Nie, Jason. Wolałbym, żebyś ty to zrobił — odparł sarkastycznie Mike. — I Charlie ma rację. Możemy do tego nie wracać.
Najstarszy mężczyzna tylko wzruszył ramionami i wrócił do picia. W pomieszczeniu poza nimi znajdował się jeszcze tylko barman i trzech gości, siedzących razem w rogu. Wyglądali na biznesmenów, którzy w przerwie w pracy przyszli na kawę. Ich widok tylko bardziej irytował Jasona. Domyślał się, że Alex nie robił sobie przerw na kawę i pił ją w trakcie przewracania kolejnych dokumentów w teczkach bądź wystukiwania jakichś zleceń na komputerze.
— Jest to co najmniej dla dwójki z nas krępujące. Dla pozostałej dość zabawne, choć muszę się zgodzić, że czasem nie warto wracać do przeszłości — wtrącił Ryan z wymownym uśmiechem. Rozwalił, nie pierwszy raz w ciągu tych kilkunastu minut, fryzurę Charliemu. — Tym bardziej, jak przyszłość Mike’a zaczyna wyglądać prawie tak samo uroczo rodzinnie jak mojej siostry.
— A to w takim razie dyskretnie zmieniając temat. Co u niej? — spytał Mike, trochę nabijając się swoim sposobem mówienia z Ryana, ale i Jasona.
Ten drugi tylko prychnął i pokręcił głową, a Ryan odpowiedział kumplowi:
— Ostatnio widzieliśmy się w dość drastycznych okolicznościach, ale pozwólcie, że nie będę wnikać w jakich. Choć z rozmów telefonicznych wygląda na to, że dziecko jest zdrowe i niedługo będę wujkiem. I to zanim ty, Mikey, będziesz mężusiem.
Mike pokręcił głową z niedowierzaniem.
— Nawet nie wiesz, jak bardzo nie mogę sobie wyobrazić ciebie z dzieckiem na rękach.
— Ja też nie, więc wiesz, Ryan, może… tak odczekaj z trzy miesiące z odwiedzinami, aż dziecko już będzie się umiało bronić — wtrącił Charlie z uśmiechem.
— Spokojnie, nie mam zamiaru go zabić. W końcu to w jakimś stopniu moja krew. Co prawda nazwisko nie to, ale jednak.
— Twoja krew. I zabawnie będzie, jak za rok się spotkamy w tym samym gronie, a Ryan będzie miał ze sobą takie małe, wrzeszczące coś pod opieką — dodał Jason.
— Miejmy nadzieję, że nie będzie wrzeszczące. Wierzę w zdolności wychowawcze mojej kochanej siostry.
— Tak? Ciebie też temperowała, kiedy byliście mali? — wtrącił Charlie z zaciekawieniem.
— Kiedy byliśmy mali, kochanie, to żarliśmy się jak każde rodzeństwo. Jej przewaga czterech lat nie miała nic do rzeczy. Podejrzewam, że twój książę i twoja królowa — spojrzał na młodszego kumpla i Jasona — też nie należeli do wyjątków w tej kwestii.
— Nigdy nie dopytywałem o ich relacje w dzieciństwie. Nie wiem jak ty, młody? — Jason spojrzał na Charliego pytająco. Greyowie nie wydawali się zgranym rodzeństwem, ale nigdy nic nie było wiadome.
— Niespecjalnie — odparł chłopak z głębszym zamyśleniem. — No, z tego co wiem, to blisko nie byli, ale ciężko powiedzieć. Teraz się na pewno socjalizują nad papierkami — mruknął z mniejszym entuzjazmem, przesuwając palcem po zimnym skraju kufla.
Jason skrzywił usta. Nie tylko on miał problem ze swoim facetem i jego pracą. W tej chwili miał czystą sytuację, aby jednoczyć się z Charliem.
— Aż za bardzo.
— No, to trochę wkurzające, a dopiero się zaczęło. Na dłuższą metę chyba bym tak nie mógł. Ostatnio, jakbym się nie przebudził, kiedy przyszedł już prawie w nocy, a potem jakby mnie rano nie pocałował przed wyjściem, to bym nawet nie wiedział, że był w domu.
— Ty się lepiej ciesz, młody, że razem mieszkacie — odburknął Jason, popijając swoje piwo.
— Hm? To kiedy się ostatnio widziałeś z Alexem? — zapytał Mike.
Najstarszy mężczyzna sięgnął po paczkę papierosów do kieszeni.
— Cztery dni temu. Dziś jest piąty — odparł, wstając. Chciał zapalić. Już.
Mike ściągnął brwi i odstawił swój kufel.
— Czekaj, idę z tobą — oznajmił, a Ryan oparł się plecami o oparcie, patrząc na nich sceptycznie, choć nie skomentował. I tak wiedział, że będzie od nich śmierdzieć po powrocie.
Jason wyszedł przed budynek, gdzie od razu odpalił papierosa. Mike’owi podał opakowanie razem z zapalniczką, kiedy ten do niego dołączył.
Kumpel obserwował go czujnie, choć nie chciał być nachalny. Wiedział, że gdy Jason był nie w humorze i chciał pogadać, to sam mówił.
— Gadałeś z nim dzisiaj? — zapytał tylko, kiedy już odpalił sobie szluga i oddał mu paczkę. Przed knajpą było więcej ludzi niż w środku. Widocznie większość znajdowała przyjemność w siedzeniu pod parasolami w cieniu niż w klimatyzowanym wnętrzu.
— Tak. Ale szkoda gadać. Pracuje. A to przecież najważniejsze — burknął, zaciągając się i wydychając dym nosem, jak smoczysko.
— Jak cię to pocieszy, często widzę w podobnym stanie irytacji Marg, gdy kończę późno pracę — odparł Mike z lekkim uśmiechem. — Choć wiem, że jestem raczej wersją „light” Alexa co najwyżej.
Jason prychnął pod nosem, po czym spojrzał z góry na kumpla.
— To wiesz, ja mam pomysł. Zamienię się z Marg na tydzień facetami. Co ty na to?
— Nie, podziękuję. I wiesz, już nawet nie dlatego, że miałbym z tobą spać w jednym łóżku, ale Marg wróciłaby wściekła jak osa od Alexa — zażartował Mike i oparł się plecami o murowaną ścianę knajpki, paląc leniwie. Domyślał się też, że w środku Ryan robił busz na głowie Charliego albo co najmniej męczył go tak, że Rush dostawałby białej gorączki, gdyby wiedział.
Jason pokręcił głową, bynajmniej nie myśląc o bracie swojego kochanka.
— Dobrze, że się tego domyślasz. Nie mam zamiaru brzmieć jak Charlie, ale zaczyna mnie to irytować. A jeszcze w ogóle nie da się z nim o tym porozmawiać.
— To nie daj mu zbyć tematu. Jason, wiem, że jak się uprzesz, to i tak dopniesz swego. Pojedź do niego po prostu i pogadaj, a nie przez telefon — poradził mu Mike poważnie.
— Mike dobra rada. Lepiej sam nie wkurzaj Marg, bo zerwie oświadczyny.
— Staram się. Właśnie, muszę z Ryanem pogadać o tej siłowni. Wiesz, że myślałem nawet o rzuceniu palenia? Ale to chyba już przesada i za dużo na raz. — Mike uśmiechnął się kątem ust, przytykając szluga do warg.
— Za dużo i niezdrowo, szefuńciu. Jeszcze będziesz wyjątkiem od reguły i zmienisz się po ślubie — odparł Jason, kończąc papierosa. Chwilę się zawahał, czy wziąć kolejnego, lecz ostatecznie zrezygnował.
Mike też już skończył, więc nie skomentował słów tatuażysty, tylko ruszył z nim do knajpki. Powitał ich przyjemny chód oraz widok Ryana i Charliego ruszających do ich stolika z drugą kolejką piwa.
— Jednak plotki nie potrwały tyle, ile się spodziewałem — rzucił Ryan na ich widok.
— Niestety nie. Mike jest zbyt nudny, aby coś z nim plotkować — odparł Jason, siadając naprzeciwko Ryana. — A wy co? Kolejne piwo? Wiecie, że tak nic z tego nie będzie?
— Nie jesteśmy samochodem, więc można — stwierdził Charlie, siadając na swoim miejscu. — Poza tym upał straszny dzisiaj…
— Dlatego powinniśmy siedzieć na słońcu. Jay, jesteś pewien, że urodziłeś się w Miami? Czy może ten twój upór, by nie spotykać się na plaży, to tak z zasady? — zagadał Ryan. Widział, że mężczyzna miał podły nastrój, więc nie chciał dopytywać specjalnie, bo domyślał się, z autopsji, że jednak wyciąganie z kogoś na siłę problemów wcale nie prowadziło do polepszenia sytuacji.
— Jestem pewien, że urodziłem się w Miami, ale to nie znaczy, że lubię się grzać na słońcu. I jeśli planujecie pić piwo na słońcu, to przestrzegam, piasek między zębami, jak zaczniecie zgonować, wcale nie jest smaczny — odparł, nie wkładając w wypowiedź emocji.
— Twoja troska, Jay, jest urzekająca. — Ryan uśmiechnął się do niego czarująco. — Może też masz ochotę na jeszcze jedno?
Mężczyzna zastanowił się nad tym, po czym mentalnie machnął ręką na swoje wątpliwości i skinął głową.
— A co, czasami można zaszaleć.
Ryan uśmiechnął się i wstał.
— Więc pozwól, że ci przyniosę. Mikey? — zwrócił się do kumpla, a gdy i ten poddał się presji spojrzeń, Ryan podążył do baru po kolejne dwa kufle.
— Albo dostał wczoraj wypłatę, albo znalazł na ulicy walizkę z pieniędzmi — rzucił Charlie z rozbawieniem, podążając wzrokiem za Ryanem.
— Możesz go o to spytać, kiedy wróci — odparł Jason. I tak miał zamiar oddać Ryanowi za swoje piwo.
Charlie pokiwał głową i bystrzej spojrzał na Jasona. Potem na Mike’a, nie wiedząc, czy ma się odezwać, ale w końcu zwrócił się do kumpla po fachu.
— Nie zamulaj, Jason. Dzisiaj Rush obiecał, że postarają się wcześniej skończyć, bo jest sobota, to Alex też pewnie wróci wcześniej.
Jason ściągnął brwi. Nie miał ochoty na ten temat rozmawiać. Był rozdrażniony, a to wracało jak przeklęty bumerang.
— To niech się stara bardziej. A tak poza tym, to martw się o swojego Greya — burknął pod nosem, patrząc na młodszego kolegę mało przyjemnie.
Charlie zmarszczył się. Niby był przyzwyczajony do humorów Jasona, ale i tak było to czasem irytujące.
— Tak, nie ma za co, że staram się z tobą zbratać — odparł ironicznie, akurat w momencie, gdy Ryan wrócił do stolika i postawił przed dwójką kumpli po piwie.
— Proszę — powiedział, a dosłyszawszy słowa Charliego, dopytał: — I czego to bratanie się dotyczyło?
— Jason się wkurwia znowu. Obciągu mu brakuje — wyburczał Charlie z irytacją.
— Bo ty na pewno masz go teraz pod dostatkiem — odsyknął Jason, patrząc na niego wojowniczo. Podsycił to jeszcze fakt, że nikt mu nie obciągał od… dawna. Alex nawet nie przepadał za braniem go w dłoń.
— No to, cholera, mówię ci, że mamy podobną sytuację, a ty się wkurwiasz, jak pogadać normalnie chcę. — Charlie miał równie niezadowoloną miną co starszy mężczyzna. Miała na to duży wpływ frustracja tym, że sam dawno nie miał w ustach kutasa Rusha przez to jego zapracowanie.
— O czym? O braku seksu? O tym, że przez Alexa nie widujesz Rusha? Czy może wolisz o tym, jak to obu nam jest niedobrze, a na starość utrzymywać będą nas nasi faceci? Charlie, zrozum, nie gadam o tym, bo nie chcę gadać. Czy to nie jest logiczne dla ciebie? — wycedził Jason, po czym napił się kilka głębszych łyków piwa, aby się ostudzić.
— To może ja chcę pogadać, jak wiesz, jak jest? A ty zawsze musisz wszystko za wścibskość brać! Ja ci Katy, cholera, przypominam?
— Bardzo daleko ci, kochanie, do Katy, a szczególnie, kiedy tak uroczo się wkurzasz, ale proponuję, byś wziął przykład z Jasona i napił się piwa, bo widzę, że zostajesz w tyle — przerwał im Ryan, a Charlie tylko prychnął pod nosem, ale faktycznie upił ze swojego kufla.
— Ryan, ostoja spokoju. Kto by przypuszczał? — wciął się Mike, nie chcąc komentować tej dość specyficznej wymiany zdań pomiędzy tatuażystami. — A właśnie — dodał, zanim jego kumpel zdążył się odezwać. — Wpadnę do ciebie kiedyś na siłownię poćwiczyć, tylko daj mi znać, w jakich godzinach jesteś.
— Teraz tobie trzeba pogratulować dyskretnej zmiany tematu, Mikey — zauważył Ryan z uprzejmym uśmiechem, odnosząc się do jego wcześniejszych słów. — Ale co do siłowni, to miło będzie, jak urozmaicisz mi bezcelowe przypatrywanie się i instruowanie nieraz mało doświadczonych nawet w podnoszeniu ciężarków klientów. Godziny ci napiszę smsem, bo jeszcze twoja zajęta rozmyślaniem o pracy i starzeniu się z Marg głowa wyprze te informacje.
— Dzięki ci bardzo. Za troskę o moją głowę najbardziej. — Mike uśmiechnął się pod nosem.
— Służę. — Ryan wzniósł kufel piwa. — W takim razie za już prawie usidlonego Mikey’ego. Powiedziałbym, że za to, by braciszkowie z królewskiego rodu wrócili dzisiaj wcześniej do domu, ale coś mi mówi, że mało kto chce wracać do tego tematu — dodał i napił się zdrowo.
Sam czuł się dzisiaj wyjątkowo luźno, niestety w przeciwieństwie do tatuażystów. Ostatnio jednak ograniczał się do pracy i odsypiania nieprzespanych nocy. I mimo że jego kontakty z Lennym, co prawda bardzo powoli, ale wracały do jakiejś normy, to nie udzielał się specjalnie towarzysko, zaś na plażę nie miał nawet czasu pojechać. Tak spędzone popołudnie mimo wszystko było relaksujące.
Kiedy reszta chłopaków bardziej lub mniej szczerze wzniosła z nim toast, poczuł w kieszeni delikatną wibrację. Przeprosił ich więc, odsuwając kufel od ust i sięgnął po telefon. Odczytał wiadomość od Lenny’ego.
„Mam na wieczór żarcie.”
Była krótka, ale treściwa. Niosła też dwie, ważne informacje. Pierwsza, co było oczywiste, że będzie wieczorem obiad. Druga zaś, że sam mężczyzna będzie w domu wcześniej, a nie dopiero rano.
Ryan uśmiechnął się do siebie i odpisał: „Uważaj, by Jay nie zjadł. Będzie szkoda, a ja samą czekoladą nie wyżyję”.
Na odpowiedź nie musiał długo czekać. „Wyżyjesz. Będę po siódmej”.
Odpisał więc jeszcze tylko: „Ja też coś koło tego. Do zobaczenia”. Po tym schował telefon i spostrzegając, że rozmowa zeszła na tegoroczne rozgrywki futbolowe, wtrącił się do tematu.

***

Jason wyszedł spod prysznica, przewinął się ręcznikiem w biodrach, po czym ruszył boso do salonu. Nie kłopocząc się ubieraniem, usiadł na kanapie. Sprawdził komórkę, lecz nie widząc żadnych wiadomości ani połączeń, włączył telewizor. Postanowił nie dzwonić do Alexa, skoro ten i tak cały czas był zajęty. Uznał, że ten sam zadzwoni, kiedy będzie miał ochotę. Nie chciał być debilnie nachalny jak zakochana nastolatka. Wciąż zresztą był zirytowany tym nawałem pracy, jaki narzucał sobie jego facet. Postanowił więc teraz oddać się odmóżdżającemu oglądaniu telewizji. Przynajmniej jedna ze stron w tym związku będzie mogła chwilę nie używać kluczowego narządu.
Ostatnio nawet w studiu panowała napięta atmosfera. Pomiędzy nim a Charliem wciąż było niezdrowo. Obaj byli zmęczeni i zirytowani zapracowaniem swoich partnerów i przez to nieustannie kłócili się w pracy. Nawet Kate, która z początku strasznie dużo mówiła o swojej sobotniej randce z Juanem, wreszcie zrezygnowała z dalszych prób nawiązania z nimi rozmowy i każdy siedział w swojej pracowni. Aż ciężko było uwierzyć, że na chwilę obecną osobie, która była wiecznym singlem wśród par, najlepiej się powodziło.
— A znad oceanu w najbliższych dniach napłynie… — mówiła wychudzona spikerka, omawiając pogodę na kolejne dni, kiedy nieznacznie zagłuszył ją dźwięk silnika samochodu parkującego pod domem Jasona.
Mężczyzna ściągnął brwi i wyciszył telewizor, by upewnić się, czy rzeczywiście pod jego mieszkaniem coś się zatrzymało. Nie chciało mu się wstawać, by spojrzeć przez okno. Na szczęście okazało się, że nawet nie musiał tego robić, bo wyraźnie usłyszał dźwięk przekręcanego klucza od drzwi wejściowych. Musiał być to w takim razie Alex, bo tylko jemu dawał w ostatnim czasie klucze.
Spojrzał w kierunku wejścia do salonu, czekając, aż jego przystojny kochanek się tam pojawi. Ten dosłownie po chwili wszedł do pokoju, już bez butów i marynarki. Uśmiechnął się słabo do Jasona.
— Wybacz, że nie zadzwoniłem. Nie przewidziałem, że rozładuje mi się telefon.
— Spoko, przynajmniej mam niespodziankę. — Jason wykrzywiał usta i wyciągnął do niego dłoń, by podszedł.
Alex chwilę się wahał, ale w końcu odłożył obok kanapy teczkę i podał mu dłoń.
— Chciałem być wcześniej. Nie wyszło.
— Jak zwykle — prychnął Jason i ściągnął go sobie na nagie kolana.
Alex spojrzał na niego chłodno, po czym się rozluźnił i tylko oparł o jego ciało. Nic nie odpowiedział. Nie miał co.
— Nie patrz na mnie tak, jakbym cię obraził. Wiesz, że mam rację — rzucił tatuażysta, kładąc mu dłoń nisko na plecach.
— Wiem. — Nie patrzył na twarz mężczyzny. — Dlatego nic nie odpowiedziałem.
Jason mruknął coś na potwierdzenie i powoli przesunął palcami po jego plecach.
— Chcesz kawy? — zapytał po chwili.
— Nie. Już piłem ich dziś za dużo. A tobie jak minął dzień?
— Tak jak ostatnio każdy. Na pracy i staraniu się przeżyć z Charliem w jednym pomieszczeniu. — Jason wykrzywił usta prześmiewczo.
— Nie dogadujecie się? Myślałem, że to chwilowe.
— Tak samo jak twoje podwójne odwalanie roboty? — Jason odbił piłeczkę, patrząc na niego wymownie.
Spojrzenie Alexa znowu zrobiło się srogie.
— Mówiłem ci, że nie potrwa to tygodnia czy dwóch. Takie sprawy trwają, więc nie rozumiem twojego rozdrażnienia. Nie ty musisz przecież pracować.
Jason zrobił zblazowaną, zirytowaną minę.
— Tylko mój facet, którego widzę raz na kilka dni.
Alex westchnął ciężko.
— Nic na to nie poradzę. Wiedziałeś od początku, z kim się spotykasz.
— Nie w tym problem, Alex — mruknął Jason. — Zakładacie teraz nową firmę, tak? Skupiasz się na niej, Rush też. Spoko. I co potem?
— Richard prowadzi własny biznes, a w razie sytuacji, jak rodzice nas wydziedziczą, przyjmuje mnie do pracy — odparł z całkowitym spokojem.
— Ta firma już istnieje? — dopytywał dalej Jason, bo tak naprawdę nie wiedział nic. Nie widywał się z Alexem ostatnio często, a jak już udawało się spotkać, nie rozmawiali o ich biznesie.
— Tak.
— To chyba wystarczy, jak jej będziesz poświęcał większość swojego czasu, skoro stanowi wasze zabezpieczenie — zauważył Jason grobowo.
— Nie mogę ot tak sobie zostawić tamtej pracy. To nie wyglądałoby ani naturalnie, ani nie byłoby dobre.
— Nie, ale nie musisz zapierdalać na dwa fronty jak nawiedzona fretka po kilku filiżankach espresso — mruknął mężczyzna, a Alex westchnął ciężko i wstał z jego kolan.
— Idę zrobić herbaty. Chcesz? I skąd możesz wiedzieć, co muszę, a czego nie muszę? Zależy mi na tym, Jason.
— Nie chcę. I zależy ci na czym? Żeby ci się tyłek przyssał do fotela w biurze?
— Nie. Na istnieniu i dobrej prospericie tego, na co pracowałem swoje dotychczasowe życie — wyjaśnił Alex i wyszedł do kuchni.
— Pracowałeś dla faceta, który wydziedziczy swojego syna, bo ten chce być szczęśliwy — mruknął za nim Jason, ale tak, by Alex słyszał. — Pomyśl o sobie.
Po kilku dobrych minutach Alex wrócił z kuchni i usiadł naprzeciwko gospodarza na fotelu.
— Może nie wydziedziczy. Wtedy chcę też coś z tego mieć, a nie jak zawsze pracować na kogoś. Nie interesuje mnie praca dla samej pracy.
— Okej… — Jason przetarł twarz dłonią i spojrzał na niego poważnie. — Więc kiedy zamierzacie powiedzieć rodzicom o tym, że nie spłodzicie im wnuków?
— Za jakieś dwa miesiące, trzy?
— I wtedy wreszcie ukierunkujesz się na jedną z firm? — upewnił się, w duchu już myśląc o tym, jak w ogóle przeżyje dwa miesiące z takim natężeniem spotkań z Alexem.
Anglik napił się łyka gorącej herbaty, o mało się nie parząc.
— Tak. Oczywiście na początku będzie koszmar, jak ojciec się wścieknie, ale potem mam nadzieję, że wszystko się ukierunkuje. Znajdzie swoje tory.
— A do tej pory mam czekać na te nieliczne chwile, kiedy znajdziesz na mnie czas — skończył za niego Jason.
Alex mocniej zacisnął szczękę, po czym przymknął oczy, wszystko sobie kalkulując.
— Mam być tu częściej? Czy w ogóle chcesz ze mną mieszkać? — spytał na ściśniętym gardle, a Jason zaciął się na moment, zdumiony tym nagłym pytaniem.
— Mieszkać…?
Alex od razu spojrzał w swój kubek herbaty.
— Tak, mieszkać. Bo z tego co zrozumiałem, chcesz… mnie częściej widywać. A… a tak byłoby łatwiej.
— Byłoby… Więc… zostawiłbyś swój pięciogwiazdkowy hotel i się tu przeniósł?
Alex na samą myśl mentalnie się skrzywił. Spojrzał jednak wyważonym wzrokiem na kochanka.
— Jeśli opcja, że ty byś się do mnie przeniósł, by odpadała, to chyba tak.
Jason aż pokręcił głową i nie powstrzymał się przed uśmiechem.
— Dobry z ciebie biznesmen. Umiesz znaleźć kompromis — powiedział i uniósł się z kanapy. Zbliżył się do Alexa i pochyliwszy się do niego, położył ręce na oparciu fotela po bokach jego głowy. — To kiedy się wprowadzasz?
Alex uniósł dłoń na znak, by poczekał. Wyjął z kieszeni telefon i sprawdził w kalendarzu swoje plany.
— Mogę… pojutrze najwcześniej? — Spojrzał z dołu na Jasona, który uśmiechnął się kątem ust i potaknął z niskim pomrukiem. Pochylił się do jego ucha i polizał je.
— Może być. Odkurzę.
Po plecach Alexa od razu przebiegły dreszcze.
— I… i wywietrz.
— Mhm… — Jason zamruczał mu przy szyi, po czym wpadł mu do głowy pewien pomysł. A raczej głupie pragnienie. Jeszcze chwilę je analizował, przesuwając koniuszkiem języka po skórze kochanka, nim wrócił ustami wyżej i dodał zachrypniętym głosem: — Będziesz chciał mnie wtedy przelecieć?
Alex wyraźnie zdrętwiał na całym ciele, po czym raptownie odwrócił się do Jasona. Otworzył nawet usta, ale nic się z nich nie wydobyło. Miał tylko pytającą minę. Jason również spojrzał na niego podobnie. Wciąż wisiał nad nim, podpierając się na chudych ramionach i stojąc w samym ręczniku na biodrach.
— Hm? Podobało ci się ostatnio? — dopytał.
— Eee… tak. Chyba tak.
— Poradziłeś sobie — przypomniał mu i pocałował go w policzek. — Mnie też się podobało.
Alex przełknął ślinę.
— W takim razie… jeśli byś chciał — odparł, na samą myśl czując delikatne dreszcze. Ich pochodzenia jednak nie umiał określić.
Jason uśmiechnął się do niego pokrzepiająco, samemu czując się specyficznie z myślą, że wychodził z tą inicjatywą. Ale nie mógł zaprzeczać, że penis Alexa mu się podobał.
— To ustalone. I chyba muszę udostępnić ci półkę w łazience — dodał, odsuwając się i wreszcie ruszając do kuchni, by i sobie przynieść coś do picia.
Alex odprowadził go spojrzeniem. Nadal czuł się dziwnie z tym, co zaproponował Jasonowi. Ale może dzięki temu będzie im obu łatwiej. Wiedział, że Jason postara się, by było im dobrze. I ciężko było powiedzieć, czym się teraz bardziej stresował. Czy przeprowadzką do tatuażysty, czy zapowiedzianym seksem.

17 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 116 – Podwójna frustracja i brak obciągu

  1. Katka pisze:

    高島惺子, och, Alex i tatuaż to jednak ryzykowne połączenie i chyba jeszcze na to poczekamy, o ile w ogóle kiedyś nastąpi. A co do tych imion… jakże mnie to bawi, że dla nich takie imiona wydają się egzotyczne XD Nazwanie psa Richard jest mega zabawne XD Tak masakrycznie… nie pasuje, haha. Niemniej, uroczo i czuję, że musiałaś mieć z tego naprawdę niezły polew :D

  2. 高島惺子。★★★ pisze:

    Wow, Alex bierze przykład z młodszego braciszka i podejmuje poważne decyzje, słodko;3 chyba totalnie już wpadł, może wytatuuje sobie gdzieś małego smoka? ;)
    Swoją drogą… oglądałam wczoraj film i padł tekst: „założę się, że jesteś gejem, bo rodzice nie poświęcali Ci uwagi. Wychowałeś się w Anglii, więc napewno miałeś własnego lokaja i długowłosego harta o imieniu Alexander”. Przez jakiś czas nie mogłam się uspokoić, jak wyobraziłam sobie Alexa na smyczy prowadzonego przez wytatuowanego mężczyznę (xd), a kiedy już Shizu wydusił ze mnie powód mojego rozbawienia, okazało się, że japończycy często nazywają zwierzaki takimi imionami, jak Alexander, James czy Richard, bo wydają im się egzotyczne ;) o ile potrafią je jeszcze wymówić to pół biedy, ale zwykle brzmi to mniej więcej: Arekusandoru. Chyba już lepsze są imiona z rodowodu xd

  3. Wadera pisze:

    Jak po raz pierwszy przeczytałam tytuł to prychnęłam herbatą na klawiaturę ze śmiechu (dobrze że na stary laptop i nowy nie ucierpiał;) świetnie oddaje treść rozdziału.
    Biedna Katy ja sobie nie wyobrażam pracować z dwoma sfrustrowanymi seksualnie (i nie tylko) samcami, którzy w dodatku obwiniają siebie nawzajem (bo kogoś muszą a braci pod ręką nie ma)
    Przyznam że nie spodziewałam się propozycji Alexa widać że zależy mu o wiele bardziej niż to normalnie okazuje, i właśnie po takich żadkich ale znaczących gestach to widać :)
    Sam fakt że Alex jest w stanie przeprowadzić się ze swoich luksusów ze służbą na każde zawołanie, do mieszkanka Jasona mówi jak mu na nim zależy.
    P.S.: Swoją drogą jestem ciekawa czy angielska pogoda bardziej by Jasonowi odpowiadała ( w końcu poleciał na tamtejszego faceta;)

  4. Katka pisze:

    Marta, już bardzo niedługo :) Alex nie wycofuje się raczej z danego słowa, no i cieszymy się, że ten moment jest wyczekiwany :)

  5. Marta pisze:

    Już nie mogę się doczekać momentu, gdy alex i jason zamieszkają razem. oraz alexa na górze <3

  6. alex pisze:

    Nareszcie Alex i Jason razem, co prawda dość krótka, ale mam nadzieję, że następne rozdziały to nadrobią. :D

    Alex znowu na górze! :D :D
    No i przeprowadzka, już nie mogę się doczekać.

  7. Katka pisze:

    Yaoistka, hehe, faktycznie, nawet nie zauważyłam XD

    Floo, spoko, też byłam w szoku, kiedy to Alex zaproponował :D Jak widać, Jason nie w mniejszym. No tylko teraz pytanie, czy wyjdzie to na dobre, czy okaże się totalną katastrofą XD „Aleksik nam dorasta, chlip.” – to zadziwiające, że ma 26 lat, a jeszcze tyyyyle musi się nauczyć XD A co będzie w następnym rozdziale… hm, w sumie sama jeszcze nie wiem, bo nie robiłam szkicu, więc nie mogę nawet rzucić jakiejś dwuznacznej wskazówki XD Oj, ale zawsze prędzej czy później na Jasona i Alexa nadchodzi czas :)

  8. Floo pisze:

    Po 1) Nareszcie Jason i Alexik, razem, w jednym rozdziale, w jednym mieszkaniu! NARESZCIE!!!!
    Po 2) Ale SZOK @-@! No ja nie powiem spodziewałam się w końcu tej propozycji, jednak obstawiałam że wyjdzie ona raczej od Jasona i będzie on musiał Alexa namawiać. A tu nie dość że nie musiał go namawiać to jeszcze Alex sam wyszedł z tą inicjatywą! Och na złote gacie Zeusa, Alex, jaka ja jestem z ciebie dumna!!! Ty się tak bardzo zmieniłeś! Aleksik nam dorasta, chlip. I jeszcze będzie na górze, mrrrau!
    Jestem po prostu zachwycona!
    Po 3) tak jak się ucieszyłam z przeprowadzki, tak też się oburzyłam. Koniec?! A gdzie namiętny dziki seksik, po którym Alex , wprowadził by się z samego rana dnia następnego?? No dziewczyny zawiodłam się! Powinni już, zaraz, natychmiast uczcić i przypieczętować tą decyzje! A znając waszą złośliwość następny rozdział będzie o gołąbkach ;/, żeby nie dać mi tych słodziaków dwóch :<

    Reasumując, jestem zachwycona i oburzona! Weny laseczki :D

  9. Katka pisze:

    Yaoistka, co do tych przypuszczeń i przemyśleń, to my nawet jak nie rozumiemy, to się cieszymy :) Bo to fajnie wiedzieć, że jakieś macie, a i nawet jak są mocno zakręcone, to jeszcze bardziej na plus :) Więc bez krępacji. Hehe, no i fajnie słyszeć, że Rush i Charlie interesują. Bo tak sobie ostatnimi czasy w tle sielankowo egzystują :)

    Tigram, „Niby seks jest cudny, ale i tak co nerwy to nerwy.” – co nie? I to nawet spore nerwy. Ostatnio jakoś, jak ich piszemy, to sama coraz bardziej to zauważam, że Jason naprawdę… dużo musi przecierpieć w tym związku. Jest męczący. No ale… ważne, że jest z osobą, którą kocha :) No i widzę, że nie opuszczają Cię wizje o zdradzie. Sprawa lodzika na pewno jeszcze nie raz się pojawi, to zapewniam, że w zapomnienie nie uleci. Ale Twoje teorie są fajne, może pomyśl o fanfiku? :) Zawsze to jakieś wcielenie ich w życie :)

    Kruha, no właśnie! A on też przeżywa swoje :(

  10. TigramIngrow pisze:

    Ładnie, Jason, ładnie. Toś się umoczył i to porządnie. Związać się z pracoholikiem. Niby seks jest cudny, ale i tak co nerwy to nerwy.
    „– I czego to bratanie się dotyczyło?
    – Jason się wkurwia znowu. Obciągu mu brakuje – wyburczał Charlie pod nosem z irytacją.
    – Bo ty na pewno masz go teraz pod dostatkiem – odsyknął Jason, patrząc na Charliego wojowniczo. Podsycił to jeszcze fakt, że nikt mu nie obciągał od… dawna. Alex nawet nie przepadał za braniem go w dłoń.” Ten fragment mi się wybitnie spodobał, a nawet nie wiem czemu. Jakiś taki jest może nie tyle smutny, ile wywołuje u mnie chęć przytulenia Jasona. Chociaż on jak czytamy najwyraźniej potrzebuje czegoś innego. Ciekawa jestem jak to się potoczy, oj ciekawa. Czyżby jednak zdrada? A może załatwi sprawę na własną rękę? Albo zupełnie niezobowiązujący seks z również tęskniącym za swoim partnerem Charliem? A nie, to też podchodzi pod zdradę. Oj tam, oj tam. Konie w dłoń, panowie! Ekhem, ekhem…
    To lizanie na końcu! Ach! I po uchu na dodatek i ten koniuszek języka na skórze. Uwielbiam! I przeprowadzka Alexa – so nice :)

  11. Yaoistka^^ pisze:

    Jeju… myślę teraz o tak wielu sprawach, że gdybym napisała tutaj swoje przemyślenia to by autorki nic nie zrozumiały. xD Więc wolę się powstrzymać i zostawić te wszystkie przemyślenia i przypuszczenia. xD

    Już się nie potrafię doczekać, kiedy Ale zamieszka u Jaya! ^^ I jak będzie wyglądało ich zbliżenie! xD kOCHAM TĄ PARĘ! ^^ Ale też ostatnio zaczęłam się interesować Rushem i Charlim. ^^

    WENY!!!!!!! *TULI*

  12. Katka pisze:

    Elis, Jason i Charlie oczywiście wiedzą, że to wszystko dla ich dobra, ale jak widać, frustracja robi swoje :( Dużo wyrzeczeń i niestety nie trwa to kilka dni… „Takie napięcie nie służy nikomu.” – prawda. Muszą być cierpliwi, ale jak widać o to ciężko. Choć przyznam, że sama bym na ich miejscu już cholery dostawała XD Takie oddalanie się od siebie i rzadkie spotkania też związkom dobrze nie robią. No ale, ale, w końcu się to wszystko rozwiąże. Pytanie tylko jak :)

    Enid, kurcze, jaką Ryanek dostał od Ciebie mowę pochwalną :D Normalnie aż się szczerzę. Faktycznie, już zapomniałam nawet, że zanim się pojawił, to niemało o nim było wspominek. A skoro nie zawiódł swoim pojawieniem się, to jestem tym szczęśliwsza. I, haha, domyślam się, że inni też nie spodziewali się, że będzie akurat taki. Fajowo, że zaskoczył na plus :) „i czekam na ich ślub!” – haha, a to było urocze :D I zgadzam się, że kto jak kto, ale gołąbki do ślubu pasują XD Nie jest trudno wyobrazić ich sobie przed ołtarzem. No i oczywiście my również dziękujemy za komentarze :) Bardzo nas cieszy, że udaje się trafić w gust i oby było tak dalej :)

  13. Enid Partenopajos pisze:

    Uwielbiam Ryana :D Cicho liczyłam na to, że będzie w tym rozdziale kontynuacja o nim i o Lennym, którego też kocham…ale skoro Alex chce się wprowadzić do Jasona, to ja nie mam nic przeciwko takiemu obrotowi spraw :D I to jak się rozkosznie zacinał jak to proponował, awww ;3 Słodziutko :D
    Charlie też biedny, że się ze swoim książątkiem prawie nie widzi ;< takie papużki nierozłączki musi to bardzo boleć, ale ja sobie cały czas powtarzam "później będą mogli być oficjalnie" i czekam na ich ślub! :D
    A co do Ryana jeszcze, to jest to postać na którą czekałam od kiedy zaczęłam czytać, z każdą wzmianką o nim to się wzmagało, a jak się pojawił…nie był tym kogo się spodziewałam ale całkowicie zdobył moją sympatię i w sumie jest niepokojąco podobny do mnie…a jego związek z Lennym! *O* to coś nie idealnie idealnego! Po kilku rozdziałach o nich przez cały dzień miałam w głowie ich obrazek! :D I jeszcze ta zaborczość Lennego mhrauu…
    Ogólnie bardzo dziękuję Wam, drogie autorki za to co piszecie i za to jak piszecie :) W mój gust bardzo trafiacie :D
    Weny! ;3

  14. Elis pisze:

    Alex stresujący się seksem z Jasonem, bo ma być topem (czekam na to teraz niecierpliwie) musiał mieć niezłą minę. A z mieszkaniem to świetny pomysł. zawsze to spędzą ze sobą chwilę czasu. Jay i Charlie wiadomo, że tęsknią za swoimi mężczyznami, ale muszą wytrwać. To jest robione również dla nich. By byli razem i nie żyli o kilku dolcach w kieszeni. Nie wiadomo, czy bracia zostaną wydziedziczeni czy nie, ale trzeba dmuchać na zimne. Kocham Alexa i Jasona razem. :)
    A spotkanie było genialne. Biedny Mikey w pewnych typu rozmowach ma przerąbane. :) Niech się zamieni ze mną. :)
    A Jason wiadomo, że był zły, ale Charlie chciał tylko pogadać z kim kto zna sytuację i czuje to samo, a ten zaraz napada na niego. Przykre, że nawet w pracy się kłócą. Zawsze byli blisko siebie, a teraz się oddalają. Takie napięcie nie służy nikomu.

    „Szkoda tylko, że jeszcze nie oferujesz z tego streszczenia (<3)"

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s