Fire Dragon Tattoo Studio – 111 – Poczuj Moc!

Wieczorem, jeszcze nie tak późnym, choć i tak po godzinach pracy Charliego, Rush, siedząc w domu, usłyszał wreszcie dość głośny dźwięk Dodge’a swojego kochanka. Po chwili ten ucichł i niedługo w domu rozległ się głos tatuażysty.
— Już jestem! Wybacz, że tak długo! Zasiedzieliśmy się z Ryanem przy piwie!
Rush odetchnął ciężko.
— Mogłeś zadzwonić. I mam nadzieję, że tylko on pił! — odkrzyknął z salonu znad książki, której treść mogła zainteresować co najwyżej Mike’a albo Alexa.
— Tak, tak, znaczy, wziąłem od niego kilka łyków, ale tak to soczek — odparł Charlie, wchodząc do salonu. Miał na sobie zielony bezrękawnik i jasne, luźne jeansy, a długie włosy, które ostatnio leciutko przyciął, spływały mu na ramiona. — Zeszło dłużej, bo go odwiozłem — dodał, podchodząc do kochanka i całując go w policzek.
— To dobrze. Szkoda byłoby, jakby ktoś go porwał, co nie, „kochanie”? — Zaśmiał się przyjaźnie, wyciągając do niego rękę.
— No, byłoby szkoda. — Charlie złapał go za dłoń, po czym usiadł mu na kolanie. — A tobie jak minął dzień?
— Zaskakująco… męcząco.
— Hm? W sensie?
W ich mieszkaniu, a raczej domu Charliego, w którym teraz ten mieszkał z Rushem, niewiele się zmieniało na przestrzeni ostatnich miesięcy. Jedynie co, to różne szkice Charliego walające się po biurku i stoliku, ale cała reszta na tyle im odpowiadała, że niczego nie chcieli zmieniać. Żyło im się dobrze, spokojnie i wręcz sielankowo. Rush też nie ściągał do domu drogich zabawek. Pomijając sprzęt do gier i trochę lepszy telewizor. Ograniczał się.
— Nie mówiłem ci, ale… ostatnio rozmawiałem z Alexem o rodzicach i cały czas o tym myślę. I pracuję za dwóch.
— O… — Charlie zawiesił się z ręką na karku kochanka. — I… co z tej rozmowy wyszło?
— No… jest dobra i zła wiadomość. I dlatego, że jest zła, Alex kazał mi z tobą pogadać i zapytać, czy się na to zgodzisz — zaczął, powoli badając grunt.
Charlie, słysząc taki komunikat w tak poważnym tonie, nabrał czujności.
— To czekaj, przyniosę sobie jakiś sok, bo już mi w gardle zaschło. — Zaśmiał się nerwowo i zszedł z kolan Rusha, po czym ruszył do kuchni.
Rush chciał, żeby Charlie się zgodził, dlatego musiał mu to dobrze wyłożyć. Po chwili wrócił jego kochanek ze szklanką soku pomarańczowego z rurką i usiadł na kanapie. Pociągnął ze słomki i spojrzał na Rusha wyczekująco.
— Hmm… Od czego by tu…? — Wypuścił powietrze ustami, wydymając je po tym na chwilę. — Rozmawialiśmy o tym, co by było, gdyby ojciec z matką się o nas dowiedzieli — zaczął.
— Mhm… Wydziedziczyliby was? — dopytał Charlie ostrożnie, pamiętając, że Rush nie raz mu o tym mówił.
— Właśnie. Ale nawet jeśli to nie byłoby najgorsze, to boimy się, że chcieliby nam skutecznie utrudnić życie i znalezienie nowej pracy. W tym zawodzie plotki są dość nieprzyjemne, a co dopiero bardzo zła i wpływowa opinia.
Charlie pokiwał głową ze zrozumieniem. Co prawda totalnie nie ogarniał się w świecie zawodowym Rusha, ale dostatecznie nasłuchał się od niego na ten temat, żeby mniej więcej znać zagrożenia. Teraz jednak bał się, że ogrom tych zagrożeń mógł doprowadzić braci Grey do jakichś niefortunnych dla ich związku wniosków.
— Więc… coś wymyśliliście?
— Wymyśliliśmy, że zrobimy przed ojcem scenę. On nigdy nie pokładał we mnie takich nadziei jak w Alexie, więc… — W dużym skrócie opowiedział Charliemu cały plan brata. Wytłumaczył mu, dlaczego ojciec miałby tak do tej sprawy podejść i jaki byłby w tym wkład obu braci. — Tylko że… To się też wiąże z tym, że faktycznie teraz musiałbym zacząć pracować, tak jak powinienem od początku. — Westchnął ciężko, mając nadzieję, że Charlie zrozumie, co miał na myśli i na co on miał wyrazić zgodę.
Chłopak słuchał go w skupieniu i na koniec odetchnął. Dopił do końca sok, odstawił szklankę na stolik i spojrzał na kochanka.
— I jeśli to wszystko by wypaliło, to dla nas… w sensie dla mnie i Jasona, bylibyście gotowi odciąć się od rodziny i żyć na własny rachunek?
Rush chwilę patrzył w oczy chłopaka. Skinął głową.
— Tak. Na to wygląda.
Charlie wypuścił z płuc powietrze i uśmiechnął się.
— To chyba trzeba spróbować. — Zaśmiał się, czując, że to może być bardzo ciężki okres.
Rush też odetchnął i bez problemu dało się po nim zobaczyć, że kamień spadł mu z serca.
— To… to jeszcze Jason musi jakoś przeżyć to, że Alex popadnie w jeszcze większy pracoholizm… i… no chyba tak. — Niespodziewanie złapał Charliego za boki twarzy i pocałował.
Chłopak uśmiechnął się w jego usta i chętnie odpowiedział na pocałunek. Zamruczał nawet z zadowolenia tą pieszczotą.
— Wiesz, może jakoś sobie zapełnię czas, gdy cię czasem dłużej nie będzie. Z takim kolesiem od graffiti mailuję jakiś czas i obiecał mnie trochę wdrożyć. Wiesz, to niby inna metoda, ale też sztuka i chciałbym trochę spróbować.
Rush, mimo entuzjazmu Charliego, lekko się skrzywił.
— Nie żebym ci nie ufał. Ale… jakim kolesiem? Dość już, że kręcisz się z Ryanem. Jakby on, kurcze, nie miał tego swojego — burknął, ale bez pretensji w głosie. Było to bardziej użalanie się nad sobą.
— No, takim jednym, nie znasz. Kiedyś go tatuowałem, a potem, kiedy trafiłem przypadkiem na jego stronę, to się zgadaliśmy. Po trzydziestce już jest, nie stanowi zagrożenia. Nawet nie wiem, czy jest gejem. A Ryan się pożarł z Lennym, więc musiałem z nim trochę czasu spędzić, Rush.
— Pożarł się? — zainteresował się. — I fakt, że koleś jest po trzydziestce, nie znaczy, że coś jest z nim nie tak. Ale faktycznie. Nie może stanowić zagrożenia — zamruczał nisko i cmoknął Charliego. Tym razem w policzek.
Charlie westchnął i przymknął na moment oczy.
— Ryan nie mówił o co, ale coś jest na rzeczy. A ty po tych powrotach z pracy, jak już tak dużo będziesz pracował, będziesz musiał się bardzo… bardzo postarać, żeby mi dogodzić i żebym nie myślał o moich trzydziestoletnich kolegach po fachu — drażnił się z nim.
Rush wydął wargi i znowu pocałował kochanka, tym razem w szczękę.
— Myślę, że stanę na wysokości zadania.
Charlie oblizał usta.
— Mhm… Na pewno staniesz. — Uśmiechnął się kusząco, sięgając bez skrępowania do jego krocza. Ścisnął je przez spodnie. Od razu poczuł, że kochanek nie jest już tam taki zupełnie mięciutki.
— Mmm… Jak we mnie wierzysz. I tak ma być — zamruczał Rush i jeszcze odgarnął włosy, nim pocałował kochanka w szyję. Jedną dłonią trzymał go za bok twarzy.
Przez ciało młodszego chłopaka przeszedł przyjemny dreszcz, a jego dłonie od razu zaczęły na ślepo pracować przy rozporku Rusha.
— Bo uwielbiam twojego kutasa. — Westchnął, chcąc go zobaczyć.
Grey zaśmiał się i polizał tatuażystę po szyi. Podwinął mu koszulkę i pomasował po brzuchu.
— Takie śmiałe słowa z tak ślicznych ust. — Cmoknął go w wargi z pasją.
Chłopak uśmiechnął się i wreszcie poczuł w dłoni penisa kochanka, kiedy wyciągnął go na zewnątrz. Wciąż całując się z Rushem, zerknął w tamtym kierunku i odetchnął głębiej. Westchnął, podniecając się coraz bardziej, mimo, jak na razie, dość leniwego tempa.
— Bo serio jest taki genialny, Rush.
— Czemu? — spytał Anglik i na moment odsunął jego dłonie od swojego krocza, żeby zdjąć mu koszulkę. Kiedy to zrobił, pocałował go w mostek.
— Bo jak mnie nim pieprzysz, to tak idealnie mnie masuje od środka — stęknął Charlie, wracając jedną ręką w kierunku jego krocza, a drugą wsunął mu we włosy z tyłu głowy.
Rush uśmiechnął się szeroko i czubkiem języka trącił sutek kochanka.
— Bo tak idealnie go obejmujesz. Zawsze czuję, jak mnie przyjemnie zasysasz, jakbyś chciał, żebym był jeszcze bliżej — zamruczał, pieszcząc jego klatkę piersiową.
— O tak, bo chcę!
Charlie odetchnął i zacisnął zęby na dolnej wardze, czując język kochanka na sutkach. Aż zakręcił się niecierpliwie na miejscu i odchylił głowę, a jego wzrok padł na biurko, gdzie wśród masy różnych bibelotów leżało pudełeczko z gumkami, które niedawno z Rushem kupili. W sumie trochę impulsywnie, bo kiedy tylko je zobaczyli, nie mogli sobie darować. Były, jakby nie patrzeć, dość specyficzne.
— Rush? — Zaśmiał się.
Grey uniósł spojrzenie niebieskich oczu na twarz kochanka, nadal trącając językiem jego sztywne sutki. Miał na nie dziś jakąś dziwną ochotę.
— Hmm?
Charlie aż się na moment zawiesił, widząc go takiego. Rush potrafił być słodki. Chłopak jednak szybko się zreflektował i ponownie się uśmiechnął.
— Pamiętasz te… no, te gumki, które ostatnio kupowaliśmy?
Anglik popatrzył w stronę biurka, gdzie ostatnio zerkał Charlie. Zmarszczył brwi. Moment nie mógł skojarzyć, o czym mówi tatuażysta, ale w końcu roześmiał się.
— A nie jest na to za jasno? I za mało klimatycznie? Mieliśmy obejrzeć sobie do tego film. — Ugryzł go w lewy skutek. — Wiesz jaki… — zamruczał nisko, uśmiechając się niczym chochlik.
— Ale można zgasić światło, jest późno — odparł Charlie ze śmiechem, aż musząc zagryźć wargę, by nie śmiać się głośniej. Nic nie mógł poradzić na to, że go to bawiło, lecz też podniecało na swój sposób. — Ale możemy sobie do tego soundtrack puścić!
Rush aż się szerzej uśmiechnął i uniósł się. Pocałował z rozpędu kochanka i wstał.
— To idę włączyć! A ty, młody Jedi, się przygotuj! — zawołał.
Charlie roześmiał się głośno i również wstał z kanapy.
— To zaraz wracam, a ty zrób nastrój. — Uśmiechnął się kusząco do mężczyzny i zniknął w łazience na tyle podekscytowany, że w jego jeansach już odznaczał się spory wzwód.
Rush w tym czasie zabrał opakowanie prezerwatyw i przeszedł do sypialni. Zasłonił jeszcze okna, włączył soundtrack z Gwiezdnych Wojen na swoim ipodzie podłączonym do kolumn i zaczął naświetlać pod lampką świecące w ciemności prezerwatywy, które ostatnio kupili z Charliem. Mieli z tego masę śmiechu, a Rush nawet teraz kręcił głową, nie dowierzając, że serio mieli to zrobić.
Po kilku minutach usłyszał kroki bosych stóp. Ujrzał zarys sylwetki kochanka w progu. Był już nagi, z luźno puszczonymi na ramiona włosami.
— To będzie najdziwniejszy seks, jaki będziemy uprawiać — rzucił z uśmiechem w kierunku Rusha, a ten oblizał się łakomie.
— To będzie dla ciebie kolejna lekcja, żeby uwierzyć w swoją moc, młody padawanie — odpowiedział, starając się być poważny, ale nie wychodziło mu to za bardzo.
— Najpierw musisz mi pokazać, jak ona działa, mistrzu — odrzekł Charlie równie teatralnie, podchodząc powoli w stronę Rusha, który złapał go pewnie w pasie. Jeszcze był ubrany, pomijając wystającego mu ze spodni penisa.
— W takim razie krok po kroku. — Pocałował go w obojczyk. — Najpierw możesz mi pomóc się rozebrać.
— Dobrze, mistrzu — odparł pokornie chłopak, próbując udawać dobrego ucznia, jednak co raz zerkał na jego krocze i oblizywał usta z podniecenia. Sięgnął do koszuli kochanka i zaczął mu ją rozpinać.
Rush czekał spokojnie, aż chłopak całkiem go rozbierze. Pożerał go przy tym wzrokiem. W końcu Charlie klęknął przed nim i zsunął mu w dół bieliznę oraz spodnie. Kiedy pozbawił ich Rusha, uniósł się.
— Będę mógł dotknąć miecza, mistrzu? — zapytał, hamując uśmiech, który chciał mu wypłynąć na usta. I mimo że sytuacja była abstrakcyjna, jego własny penis już osiągnął pełny wzwód.
— Jeśli się go nie lękasz. Pokażę ci jego prawdziwą moc — odparł Rush, ale jeszcze nie pozwolił Charliemu dotknąć penisa, bo wziął jedną ze święcących prezerwatyw. Odwróciwszy się na moment tyłem do Charliego, nałożył ją i zgasił światło.
Teraz tylko niewielka jego ilość dobiegała z pokoju, a chłopak mógł zobaczyć penisa swojego kochanka w świecącej otoczce. Zagryzł z całej siły wargę, żeby się nie roześmiać. Nie wierzył, że to robili. Odetchnął kilka razy i zapatrzył się na „miecz świetlny” Rusha, który stał sztywno.
— Jest… duży — wydusił i podszedł do niego powoli. — Mogę dotknąć?
— Tak — odparł Rush z pełną powagą, ale na moment, zaraz, gdy to powiedział, musiał się odwrócić, bo prawie wybuchnął śmiechem. — Tak, możesz. Wiem, że jedynie ty możesz to zrobić bez trwogi — dodał, prawie krztusząc się tłumionym śmiechem.
Charlie spuścił wzrok, bo kiedy patrzył na powstrzymującego śmiech Rusha, sam czuł, że zaraz nie wytrzyma. Wyciągnął dłoń niby z wahaniem i ujął jego ciepłego penisa.
— Och, mistrzu… jest taki gorący — wydusił. Przytulił się przy tym do niego, chowając twarz w jego ramieniu oraz tłumiąc tam śmiech.
— Jest — odparł Rush poważnie, łapiąc go za tyłek jedną ręką, a drugą ujął mu brodę. Uniósł twarz chłopaka i pocałował go mocno. — Teraz pora, abyś i ty użył swojego świetlnego miecza.
Charlie przełknął ślinę i przytaknął z powagą.
— Pomożesz mi, mistrzu?
— Młody padawanie. Sam musisz znaleźć w sobie siłę, aby rozświetlić swój miecz i móc go używać.
Charlie przytaknął znowu i odsunął się od kochanka, po czym podszedł do szafki po prezerwatywę. Uśmiechał się do siebie cały czas, wiedząc, że teraz Rush nie widzi jego twarzy. Nałożył ze skupieniem zieloną, świecącą gumkę i odwrócił się w stronę kochanka.
— Dobrze, mistrzu?
Anglik zacisnął usta i tylko pokiwał głową, bo jakby miał się odezwać, to by się roześmiał. Podszedł do Charliego, dając sobie chwilę na ochłonięcie.
— Uważaj, młody padawanie. Zawsze miej się na baczności. — Zaśmiał się i tracił jego penisa swoim.
Charlie musiał zatkać sobie usta dłonią, ale i tak dobiegł zza niej tłumiony śmiech.
— A co zrobisz, mistrzu, jak zrobię… to…? — rzucił, po czym pchnął Rusha na łóżko, a potem sam od razu na niego wlazł i otarł się świecącym kroczem o jego penisa.
Rush aż otworzył usta szerzej i stęknął dość głośno.
— Uznam to za przydatną lekcję, że nigdy nie można nie doceniać swojego padawana — odparł z szerokim uśmiechem i wyciągnął dłoń do karku chłopaka. Przyciągnął go do siebie i pocałował mocno w usta.
Charlie odpowiedział na pieszczotę zażarcie, a następnie obsunął się nieco do przodu, by tym razem otrzeć się rowkiem o penisa kochanka. Stęknął głucho, czując go na swojej szparce. Przeszło mu przez myśl hasło „pozwól mi być pochwą dla twojego miecza”, ale stwierdził, że nie przestaną się śmiać, jeśli to powie. Pogłębił więc tylko pocałunek, wciąż się ocierając.
Rush masował zuchwale plecy chłopaka, słysząc w tle „Imperial March”. Podrygiwał biodrami na co wyraźniejsze akcenty w muzyce.
— Och… — wyszeptał, kiedy muzyka lekko przycichła. — Musisz… musisz uważać, żeby nie zostać nim przebity przez kogoś z ciemnej strony mocy. Nie możesz zbłądzić z tej — dotknął palcami pośladków Charliego i lekko je rozchylił, ocierając się o jego szparkę czubkiem święcącego penisa — ścieżki, mój uczniu.
Charlie jęknął, a Rush poczuł, że był już tam nawilżony, więc pewnie przygotował się w łazience.
— Och tak, mistrzu, nigdy nie zboczę na ciemną stronę. Tylko ty potrafisz tak dobrze władać mieczem — stęknął, kręcąc tyłkiem i dopraszając się o więcej pieszczot. Chciał go już w środku.
Rush oblizał usta i jeszcze mocniej rozchylił pośladki kochanka.
— W takim razie pokaż mi, jaki jesteś gotowy na prawdziwą Moc Jedi. Przyjmij ją.
Charlie pokiwał żywo głową, czując, jak policzki palą go z podniecenia, a wargi pieką od zagryzania ich. Wyprostował się bardziej i sięgnął pod siebie, ustawiając sobie w pionie świecącego penisa Rusha. Jego własny lekko chybotał, bijąc zielonym blaskiem.
Powoli opuścił się na dół, z głuchym jękiem nasuwając się na członek kochanka.
— Mistrzu! Gorąca!
— Tak… poczuj Moc. Poczuj, jak przez ciebie przepływa — odparł Anglik na wydechu, nie pospieszając chłopaka.
Patrzył na jego ciało, na jego święcącego dzięki fluorescencyjnej prezerwatywie penisa. I był już bardziej napalony niż rozbawiony. Widział też, że Charlie był nie mniej podniecony. Oddychał ciężko i stękał cicho, kiedy opuszczał się coraz niżej, aż wreszcie usiadł Rushowi na biodrach, w całości wypełniony jego penisem.
— O… Uch… — wydusił i zaczął powoli unosić się w górę i dół. Czuł, jak czubek członka kochanka pieści jego prostatę tak, jak lubił. — Tak mi z nią dobrze… i czuję ją tak głęboko… taki jej pełny…!
— Właśnie… tak. Poczuj to. Niech cię przepełni — wydyszał Rush, trzymając kochanka za biodra. Pomagał mu, unosząc swoje raz za razem.
— Tak… tak jest… — wyjęczał chłopak. Chciał jeszcze dodać coś do tego, ale nie mógł się już specjalnie skupić. Uwielbiał kutasa Rusha i biorąc go w siebie, był w stanie tylko to wydusić: — Kocham twojego chuja, Rush!
— Ja ciebie też… Całego — odparł jego kochanek, łapiąc w końcu świecącego penisa Charliego, aby zacząć go pieścić.
Chłopak zamruczał z zadowoleniem, chętnie unosząc się na jego członku. Było mu dobrze i nawet dosyć specyficzny jak na seks podkład muzyczny nie gasił jego podniecenia.
W końcu, po kilku długich minutach zaczął coraz bardziej gorączkowo się unosić, chociaż czuł już niezłe zmęczenie w udach. Pochyliwszy się, oparł dłonie o ramiona Rusha i wydyszał:
— Mistrzu… mogę na plecy? Chcę poczuć, jak władasz tym twardym… rozgrzanym… sztywnym mieczem.
Rush stęknął nisko. Te słowa jeszcze bardziej go nakręciły, jeśli w ogóle była taka możliwość. Chwycił mocno Charliego w pasie i razem z nim przekręcił się tak, że teraz to chłopak był na dole.
— Nogi w górę — poprosił jeszcze, wysuwając się z niego na chwilę.
Chłopakowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Złapał się pod kolanami i podciągnął do siebie nogi, eksponując tym samym wilgotną, lekko otwartą szparkę, która tylko czekała, żeby Rush znowu się w nią wbił.
— Mm, już. Pusto mam. — Zaśmiał się półprzytomnie, czując się bliski spełnienia.
Rush nie wbił się w niego od razu, tylko pochylił między jego nogami. Penisem dotknął członka kochanka, a jego szparkę pomacał palcami. Była bardzo delikatna.
— Och… Jesteś tam rozgrzany. Taki… — Nawet nie umiał znaleźć słowa. — Śliczna, mała dziureczka — zamruczał, spoglądając tam i przystawiając do niej swojego penisa. Kiedy zaczął się wsuwać, widział, jak delikatny poblask prezerwatywy ginął w gorącym tyłku kochanka.
Charlie zaburczał z rozkoszy, wyginając się na łóżku i zaczynając płycej oddychać. Zacisnął przy tym mocno palce na swoich nogach.
— Idealna dla twojego kutasa — wydyszał i dla zachęty poruszył biodrami.
Rush zaburczał, po czym zaczął płynnie wbijać się w Charliego. Jego lekko przydługie włosy spływały mu po bokach twarzy, a on wpatrywał się w kochanka, jakby chciał go zjeść. Było w tym sporo prawdy, bo uważał go za najsłodszą i najbardziej gorącą osobę, jaką w życiu spotkał.
— Och… nawet… nawet nie wiesz, jak mi z tobą… dobrze.
— Ale czuję! — Zaśmiał się chłopak, bujając się wraz z nim na łóżku, mając ze swojej nowej pozycji niezły widok na Rusha. Uwielbiał go takiego. Gdy wchodził w niego, posiadając go dla siebie całego.
To wszystko sprawiło, że jego podniecenie w końcu osiągnęło apogeum i Charlie z głuchym jękiem doszedł w zieloną, fosforyzującą gumkę.
Rush przyspieszył, czując, że kochanek zaciska się na nim. Jego ruchy były mocne i zdecydowane. Na tyle, że dużo czasu nie zajęło mu dojście. Kiedy to się stało, opadł na Charliego i objął go od razu.
— Mmm… Uwielbiam cię, mój ty Jedi. — Zaśmiał się i cmoknął go na wysokości serca.
Charlie też roześmiał się słabo, przytulając się do mężczyzny.
— Tak? Sprawdziłem się, mistrzu?
— Bardzo. Ponad wszelką normę.
— Mm… Ale teraz proponuję pozbyć się naszych mieczy świetlnych.
Rush skinął głową i wysunął się z kochanka. Zdjął zarówno swoją, jak i Charliego prezerwatywę.
— To pójdę je wyrzucić i przynieść świeczki. Otworzysz okno? — spytał, wstając z łóżka. Przełączył album w ipodzie z tego z Gwiezdnymi Wojnami na jakiś bardziej łóżkowy i romantyczny.
— Mhm, spoko — odparł Charlie, zsuwając się z łóżka. Czuł to przyjemne rozciągnięcie na dole, które bardzo lubił po seksie. Aż uśmiechnął się do siebie, kiedy otwierał okno, by trochę przewietrzyć sypialnię.
Rush wrócił do niego po kilku minutach. Poza świeczkami miał jeszcze dwie szklanki i butelkę zimnej wody.
— Nie miałbyś ochoty na coś dobrego po tak wyczerpującej walce o dobro wszechświata? — zażartował.
— Chyba nie jestem głodny — odparł Charlie, siedząc już na łóżku nago. — W ogóle to było szalone.
— Było. Tak naprawdę, kiedy je kupowaliśmy, nawet nie przypuszczałem, że serio ich użyjemy. A tu taka niespodzianka. — Rush uśmiechnął się i nalał im wody do szklanek. Rozstawił też świeczki i pozapalał je. Od razu w pokoju zrobił się bardziej romantyczny klimat. — Na pewno nic nie chcesz zjeść?
— Chyba nie. Jedliśmy nachosy z Ryanem do tego piwa i jakoś nie jestem głodny. Ale chyba odzwyczaiłem się od gumek. — Uśmiechnął się pod nosem.
— Hmm… nawet na lody czy coś słodkiego? A co do prezerwatyw to jest właśnie jeden z plusów słodkiej wierności i jednego partnera. — Rush cmoknął go w nos.
Charliemu nagle przez myśl przeszło, że kiedy zaczynali, Rush bynajmniej jednego partnera nie miał. Na szczęście teraz się o to nie obawiał. Ufał mu.
— Woda mi wystarczy. I tak, to duży plus. Nie lubię gumek, ale te akurat były genialne.
Rush uśmiechnął się promiennie i z racji, że w końcu nie szedł po nic na ząb, położył się obok kochanka.
— Nie są najlepsze, ale czasami, jak się okazuje, mogą być fajną zabawą.
— Fajne urozmaicenie. Chociaż ja się z tobą nigdy nie nudzę. — Charlie pocałował Rusha w ramię. — I lubię, kiedy robimy to długo…
— Tak? A teraz było za krótko?
— Nie, było idealnie. — Pocałował go znowu i dodał ze śmiechem: — Mistrzu.

***

Lenny ze znudzoną miną czytał etykietkę na opakowaniu szamponu do włosów. Był zły na Ryana, bo przez niego musiał to robić. No, może nie bezpośrednio przez niego, bo tym razem kupował szampon matce. Ta wpadła na pomysł, że wykorzysta jego ostatnio częstszą obecność w domu i wyśle go na zakupy. Nie śmiał marudzić, ale wcale go to nie cieszyło. Miał już wybrany szampon dla siebie, a teraz miał znaleźć jakiś inny. Bez czegoś tam w składzie. Silikonu czy czegoś takiego. Zapomniał pięć minut po wyjściu.
W końcu wrzucił chyba właściwy produkt do wózka sklepowego i ruszył na dalsze zakupy. Market, w którym był, znajdował się zarówno najbliżej jego pracy, jak i, o niespodzianko, najbliżej domu Ryana. O tyle dobrze, że teraz miał chociaż pożyczony samochód.
Kiedy tak szedł przez nieznane tereny pomiędzy półkami i odruchowo obejrzał się w kierunku lodówek z piwem, zobaczył tam znajomą postać. Ta przekładała zawartość lodówki do koszyka, w którym poza butelkami piwa znajdował się tylko chleb tostowy.
Zawahał się, lecz w końcu westchnął ciężko i poszedł. Też musiał przecież kupić piwo.
Kiedy stanął obok, Ryan dostrzegł go i uniósł brwi.
— Widzę, że i ciebie przyciągnęła lodówka w tak upalny dzień.
— Pokusa była silniejsza — odparł, spoglądając na niego, nawet kiedy wyjmował sobie zimne piwo.
Ryan za to zerknął na butelkę i uśmiechnął się specyficznie.
— Nie wiem, czy zauważyłeś, Lenny, ale w moim koszyku jest już kilka podobnych, więc nie ma potrzeby, byś dokupował jeszcze jedno. Chyba że tym razem fakt, że robisz zakupy w mojej okolicy, jest przypadkowy i jednak nie wracasz do nas, tylko do matki.
Lenny popatrzył na niego z dystansem.
— Ostatnio dałeś mi dość jasno do zrozumienia, że nie chcesz mojej osoby zbyt blisko siebie, więc… tak, wracam do matki — odmruknął, czując ścisk w podbrzuszu przez tak bliską obecność chłopaka. Stęknął więc ciężko i nim Ryan zdążył się odezwać, odwrócił się do niego, patrząc mu w oczy. — Bo nie oczekuj, że jak będziemy obaj w domu, to będę siedział i oglądał telewizję.
Spojrzenie chłopaka pociemniało, chociaż i tak poczuł gdzieś w środku to już znajome pragnienie, by bardziej zbliżyć się do Lenny’ego. Szczególnie kiedy ten tak na niego patrzył. Odpowiedział jednak zgodnie z wątpliwościami, które ostatnio cały czas go dręczyły i przez które między nim a Lennym powstał mur.
— Bo oczywiście moja obecność sprowadza się do tego, byś mógł się spuścić? — zironizował dość wyraźnie, ale cicho, bo, jakby nie patrzeć, wokoło kręcili się ludzie.
Lenny przewrócił oczami.
— A moja, by pobawić się moimi włosami — odparł kąśliwie, a Ryan odruchowo zerknął na jego dredy.
— Powstrzymałbym się, gdybyś mnie poprosił. Nie uwierzyłbyś, ale ludzie czasami tak potrafią.
Lenny oblizał wąskie wargi, dusząc w sobie słowa.
— Czyli co? Chcesz, żebym cię nie dotykał? Może jeszcze mam się nie odzywać i na ciebie nie patrzeć?
— Och, oczywiście od razu musisz uogólniać. — Ryan uśmiechnął się krzywo, bez specjalnej radości, znowu się irytując. Nie podobało mu się, że toczyli tę rozmowę w miejscu publicznym. — Nie wmówisz mi, Lenny, że nie wiesz, o co mi chodzi. Zwykle staram się dość jasno przekazać, co mi nie odpowiada i coś mi mówi, że tym razem, mimo tego jak uwielbiasz mnie słuchać i sprawiać, że połowa moich słów przelatuje szerokim łukiem obok twoich uszu, to wiesz, co mam na myśli.
— Oczywiście — odparł mężczyzna i jeszcze zajrzał do swojego koszyka, upewniając się, czy ma wszystko. — To na razie. Jak ci trochę przejdzie albo wręcz przeciwnie, to daj znać — dodał dużo krócej niż Ryan i pociągnął wózek w którąkolwiek stronę. Nie mógł z nim rozmawiać, cały czas wgapiając się tak w niego i coraz bardziej się nakręcając.
Ryan zacisnął zęby i podążył za nim, uprzednio lustrując jego bujające się ciało. Czemu ten skurwysyn jest taki seksowny?!
— Jeśli masz na myśli to, że kiedyś uznam twoje pieprzone księżniczkowanie za coś całkiem w porządku, to obawiam się, że nie doczekasz się, aż mi „przejdzie”.
Lenny spojrzał na niego z dołu, lecz jego wzrok i tak wbijał w podłogę.
— To może doczekam się tego momentu, kiedy zrozumiesz, że masz ciśnienie na seks tak duże, żeby chociaż na chwilę schować w kieszeń te swoje teorie z kosmosu.
— Och, jak uroczo nazywasz to, że oczekuję od ciebie normalnego traktowania. A seks… — Ryan uśmiechnął się wymownie, a w duchu aż go ściskało z frustracji, że ostatnio trzepał sobie do wspomnień z ich ostatniego pieprzenia. — Cztery lata z ręką wytrzymałem, więc teraz też nie powinno być tak trudno, jak może się wydawać — skończył, specjalnie dodając „nie powinno być”, a nie „nie jest”. Bo zdecydowanie łatwo nie było, kiedy czuł obok siebie mężczyznę, który kręcił go jak żaden inny.
Lenny ponownie spojrzał srogo na chłopaka.
— W takim razie życzę powodzenia. Bo ja nie widzę tu swojej winy — odparł krótko i przyspieszył, idąc do kas. Nawet jeśli czegoś zapomniał, to skoczy do innego sklepu.
— Zdążyłem zauważyć, ale nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale nie zmienia to faktu, że to teraz nie ulegnie zmianie — odparł Ryan, aż czując, jak serce mu bije szybciej z frustracji, irytacji i obaw wobec tego, jak to się może skończyć. — A podejrzewam, że długo tak nie wytrzymamy i będzie trzeba coś z tym zrobić. I, muszę to powiedzieć, że lecę na ciebie, Lenny, jak cholera, ale nie mam zamiaru tkwić w czymś, co sprowadza mnie do przedmiotowej roli.
Mulat zatrzymał się, bo już za bardzo zbliżali się do kas, a przy nich i wśród ludzi stojących w kolejce nie miał zamiaru rozmawiać.
— Cholernie miło to słyszeć. Ale powiem to po raz kolejny. Nie wiem, skąd se to, do cholery, wydumałeś. Nie ma w tym mojej winy. I teraz chcę tylko prostej odpowiedzi. Mam jechać do matki czy nie? — Jego spojrzenie, kiedy to mówił, było zdecydowane i nawet groźne.
Ryan aż na moment się zawiesił, czując, jak przez ten wzrok coś go w środku ścisnęło. Nie tylko z pożądania i potrzeby poczucia na sobie dłoni, ust i nawet zębów Lenny’ego. Gdzieś wewnątrz nie chciał mu teraz kazać zniknąć, bo obawiał się, że to znaczyłoby, że nie mieli już szans na bycie razem. A chciał być z nim. Tylko wciąż słowa ojca oraz to, co podejrzewał, że myślał o nim Lenny, wszystko psuło.
Rzucił mu w końcu pewniejsze spojrzenie, ale zamiast odpowiedzieć, pokręcił tylko przecząco głową, jeszcze nie wiedząc, czy będzie tego żałował.
Mulat jeszcze chwilę patrzył mu w oczy.
— Dobra. W takim razie idź skończyć zakupy i weź coś do żarcia poza tym piwem — mówiąc to, przełożył butelki ze swojego koszyka do koszyka chłopaka. — Ja skoczę to odwieźć i będę za jakieś dwie godziny. Posiedzieć przed telewizorkiem — zawyrokował krótko z kpiną na końcu, po czym podszedł do kas.
Ryan spojrzał za nim ostrym wzrokiem i zawrócił w głąb sklepu. Nie miał pojęcia, jak to się skończy, ale Lenny miał rację. Ciśnienie na seks miał olbrzymie. A do tego wzmogło się, gdy tylko go zobaczył. I bynajmniej nie myślał o wsadzaniu. Zaczerwienił się do swoich myśli, po raz któryś zastanawiając się, co Lenny mu takiego zrobił, że myślał o dawaniu dupy.
Zaklął w myślach i postarał się skupić na znalezieniu dobrej wędliny.

26 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 111 – Poczuj Moc!

  1. Katka pisze:

    Omega, no właśnie, tutaj jest dość istotne, żeby Lenny pokazał mu, jak dla niego jest ważny. Bo póki co Ryan rodzi sobie w głowie te swoje chore teorie, mimo że może podskórnie czuć, że Lenny jednak chce go całego, a nie tylko jego dupy. Ale zgadzam się, tatuś Ryana powinien kiedyś ostro oberwać od kogoś… No i super opcja z Katy! Haha, podoba mi się Twoje historia :D Normalnie mam ochotę zrobić z tego jakąś alternatywną wersję XD Taka para Jeane – Kate byłaby genialna XD Nie wiem tylko, czy wspólnie nie stanowiłyby jeszcze większego zagrożenia niż osobno XD

  2. Omega pisze:

    Domyślam się, że Ryan nie chce wierzyć w słowa ojca, ale zostaje to niestety w jego podświadomości… (mam ochotę takich ludzi jak jego ojciec mordować, ale wolę nie iść za takiego siedzieć, więc sobie odpuszczę), a Lenny no niestety musi to przetrwać i jakoś oswoić Ryana z myślą, że nie jest dla niego tylko kimś, z kim może się przespać i że nie powinien wierzyć takiemu skurwi… Ech… Ale chcę dla nich jak najlepiej, tak w ogóle, to w tym opowiadaniu chyba nie ma żadnej pary, której nie życzyłabym szczęścia (no może poza Alexem i jego narzeczoną :) W sumie nie wiem czemu, ale fajnie by było gdyby Katy znalazła se dziewczynę… Tak, dziewczynę, bo jej szczęście do facetów kończy się tym, że przystojni heterycy są zajęci a równie przystojna reszta okazuje się gejami (Przykładem jest Rush, który wolał swoją ptaszynę od Katy <3 Choć nie dziwię mu się tego wyboru :P) Gdy w Miami zawitała narzeczona Alexa to miałam taką myśl, żeby jak przyjedzie jeszcze kiedyś (choć biednym braciom Grey nie życzę ponownego spotkania z tą kobietą), to mogłaby przypadkiem wpaść na Katy (Na przykład podczas zakupów) i bum. Oczywiście nie tak od razu, ale mogłoby się sobą zainteresować, a narzeczona nie robiłaby problemów z tym, że Alex odwoła ślub (bo to zrobi, prawda? :) ) i mogłoby być z tego całkiem ciekawe połączenie, choć jeśli znalazłaby się osoba, która zniosłaby charakterek tej dziewczyny i nieco nad nią zapanowała, to byłoby super, a chłopcy nie byliby zagrożeni na wspólnych wyjazdach tym, że samotna, pijana Katy wkroczy do ich sypialni w najlepszym momencie :P

  3. Katka pisze:

    Omega, uwielbiam ten rozdział XD Był tak pogrzany, że masakra i wciąż pamiętam, jak to było go pisać. To było tak głupie, że aż zawstydzające XD I genialnie wyciągnęłaś najlepsze kawałki, hehe. No cóż, chłopcy na pewno się rozkręcą i powinniście móc jeszcze kiedyś poczytać o ich szalonych pomysłach na igraszki. A co do Ryana – to się łatwo mówi, że nie powinien brać słów ojca tak do serca, ale niestety on nie ma na to takiego wpływu, jaki by chciał. To się samo dzieje w jego głowie i Lenny musi w jakiś sposób z tym walczyć :(

  4. Omega pisze:

    Uśmiałam się przy tym rozdziale jak jeszcze nigdy xD Te teksty mnie powaliły :D
    „— Jest… duży — wydusił i podszedł do niego powoli. — Mogę dotknąć?
    — Tak — odparł z pełną powagą Rush, ale na moment, zaraz po tym jak to powiedział, musiał się odwrócić, bo prawie wybuchnął śmiechem. — Tak, możesz. Wiem, że jedynie ty możesz to zrobić bez trwogi — dodał, prawie krztusząc się tłumionym śmiechem.”
    „— Och tak, mistrzu, nigdy nie zboczę na ciemną stronę. Tylko ty potrafisz tak dobrze władać mieczem”
    „pozwól mi być pochwą dla twojego miecza” – faktycznie, gdyby jeszcze do tego wszystkiego to powiedział to turlaliby się ze śmiechu i do poczucia mocy mistrza w jego tyłku raczej by nie doszło xD Wiem że to, co napiszę to tak kompletnie z dupy, ale czułam, że Charlie weźmie zieloną prezerwatywę :) Cóż… żaden z gołąbków nie przeszedł na ciemną stronę mocy i jak widać mimo trudnych momentów (tłumienia śmiechu xD) sprawili, że ich życie łóżkowe stało się bardziej kosmiczne :P Jestem ciekawa, co w przyszłości wymyślą *^*
    Ryan… Rozumiem, że ma problemy z zaakceptowaniem tego, że lubi być na dole, ale znowu przerabiają to, co na początku… (tak, wiem że to głównie przez ojca, ale nie powinien brać jego słów aż tak bardzo do związku jego i Lenny’ego. Niech się wezmą w garść, bo jednak na razie jest między nimi cholernie niezręcznie .-. Ale cóż… mam nadzieję, że tym razem Lenny przemówi swojej księżniczce do rozumu, żeby zrozumiała, że nie jest taka jak wszystkie inne i że naprawdę mu na Ryanie zależy :)

  5. Katka pisze:

    Haha, nie można przejść obok tego seksu obojętnie, jak widać XD To dobrze, choć nie jestem pewna, czy był on zdrowy dla Waszych mózgów, no aaaale XD

  6. Tess pisze:

    Nie wiem co napisać, ale po prostu czuję, że muszę! To było takie, takie… Dziwne :D
    I zabawne, oryginalne… Zatkało mnie. Rush i Charlie mają świetne pomysły na urozmaicenie sobie życia seksualnego xD
    Awrr

  7. Katka pisze:

    Floo, “Gejtopia, zmarła zanim powstała” – zabijasz mnie XD Ale fik może taki powstać, by się o to nie obrazimy XD „Ona umie mówić normalnie” – hahaha, a to taki dyskretny, uroczy przytyk w stronę Ryana, jak rozumiem.

  8. Floo pisze:

    No a Jason pasuję na inną postać niż wielki latający pies? Smoków tam nie było :P

  9. Floo pisze:

    No mówię wam! Niech Rose przybędzie z odsieczą niczym rycerz na białym psie.. tfu koniu! Ona umie mówić normalnie, i Lenny jej słucha, jak zauroczony (o ile dobrze pamiętam, był zachwycony jej obecnością, gdy się poznali :D)

  10. Floo pisze:

    *siedzi na cmentarzu, ubrana na czarno i układa kwiaty na niewielkim grobie* a ja i tak, mam nadzieję że kiedyś powstaniesz *głaszcze czule napis na grobie, „Gejtopia, zmarła zanim powstała”*

  11. Katka pisze:

    Floo, „a Lenny zgubi wątek już na początku” – to jest skutek gwarantowany. No ale wszyscy już wiemy, jakie są zdolności zapętlania wypowiedzi przez Ryana, więc nie będziemy już tego podkreślać. No ale teoria z przybyciem Rose – ciekawa. Rzeczywiście mogłaby wnieść dużo zmian i może faktycznie postawić sprawę jasno. Nie zdradzimy oczywiście, jak to się skończy, ale fajnie kombinujesz :D I potwierdzam słowa Tigram – Jason jako latający piec – <333

    Marta, "dziwne" to dobre słowo, a "kretyni" a propos Ryana i Lennego – okrutne, ale… no w sumie kłócić się nie będę XD

  12. Marta pisze:

    haha mieczyki rozwaliły mnie ,nie mogę przestać się śmiać,to było takie dziwne.Mam nadzieje że ci kretyni Ryan i Lenny wreszcie sie pogodzą

  13. Floo pisze:

    No dziękuje bardzo! BARDZO!!!! Ja teraz przez was nie będę mogła oglądać Gwiezdnych Wojen!!!!! Już was nie lubię, o.
    Ja jestem ciekawa kiedy Ryanowi uda sie wytłumaczyć Lennemu, że czuje się traktowany przez niego jak przedmiot….Chociaż…. znając Ryana i jego sposób wypowiadania się, będzie to baaaardzo długo trwać, a Lenny zgubi wątek już na początku XD.
    No weźcie niech Rose przyjdzie, martwiąc sie o brata, i niech z nim o tym rozmawia a Lenny niech to podsłucha. Bo inaczej to będzie trzeba zmienić tytuł na „The Neverending Story”
    I Jason zostanie latającym psem XD.

    (dobra kończę i sorry za wszystkie głupoty odbija mi, ciężka zmiana;/)

  14. Katka pisze:

    Elis, „Możemy za to kombinować, domyślać się wszystkiego, denerwować i powoli go odkrywać” – na razie widzę w dużej mierze to „denerwować się” XD A tak serio, to cieszę się, że taki sposób poznawania Lennego jest ok :)

    Tigram, „Dorośli faceci i takie głupoty im w głowie” – no do dojrzałości Alexa i Jasona to im jeszcze bardzo daleko, ale fakt, jakby nie patrzeć dorośli są, ale co tam. Urozmaicenia są ważne XD Ale zgadzam się z tym, że pozostałe dwie pary mają jeszcze wiele przed sobą, natomiast oni, o dziwo najmłodsi, są już w dużym stopniu ustatkowani. Wciąż wisi nad nimi widmo wyjazdu Rusha do Anglii, ale na ten moment można rzeczywiście powiedzieć, że są szczęśliwi. Ale jak długo ze sobą są… Długo XD Ale nie jestem w stanie dokładnie powiedzieć ile. Może kiedyś przy poprawianiu całości uda mi się to jakoś podliczyć :)
    „Zmiana scenerii, pojawiają się burzowe chmury, błyska piorun i grzmi. Rynna. Wrrr…” – uroczo to zabrzmiało XD „I Ryan pakuje się w ten związek wiedząc już jak może to wyglądać.” – no właśnie, pakuje się świadomie, ale nie do końca wie, że nic się na dobre nie zmieni. Gdyby był pewien, że Lenny zawsze będzie go zeszmacał (co wydaje mu się, że cały czas robi, a pytanie czy to prawda… no to subiektywne dość), to nie wchodziłby w to, nie miotałby się tak. Ma nadzieję, że uda mu się utworzyć z nim zdrowy związek. Z tego co się nie mylę, było to nawet wspomniane w jego myślach gdzieś wcześniej. Zwyczajnie nie umie się z nim porozumieć, ale próbuje. Na swój sposób XD „Lenny! Czemu ty masz Ryana w dupie, ale nie tak jak Ryan by chciał?” – hahaha, a to jest prawda, przynajmniej z tym, że nie ma go tak, jak Ryan by chciał. Ooooch, bardzo by chciał.

    Shinu i Kruha, spoko, zdziwiłabym się, gdyby ten seks nie wywołał różnych opinii, nie tylko rozbawienia XD Charlie i Rush miewają głupie pomysły, nie każde muszą cieszyć.

    Shinu, właśnie tak pomyślałam, składając rozdział, że dla tych, którzy jednak gołąbków nie lubią, może on być… dość bolesny XD W ogóle fajnie, że jako jedna z nielicznych osób, stwierdziłaś, że tutaj był jakiś maleńki przełom i potrafili ze sobą pogadać. W końcu nie skończyło się kłótnią, a wręcz przeciwnie – coś razem ustalili. Wow, co XD „zwykłe “lubię cię” tylko bez księżniczki. Może wtedy Ryan by zrozumiał, że nie jest tylko pojemniczkiem na spermę.” – oooch, no właśnie. Jemu brakuje takiego potwierdzenia, a wszystkie chore teorie wciąż mu się kłębią w głowie. Uch, uch.

  15. Kruha pisze:

    Katka to nie było paczące ;d! Mnie już nic nie pomoże…
    Już od jakiegoś czasu czekałam na sex tej pary, bo obydwaj są naprawdę fajni i sądzę, że z Charliego można wydostaćniezłą bestię …. ale w tym rozdziale to ani nie było śmieszne ani ekscytujące… rozczarowałam się…. i tyle… wybaczcie :D

  16. Shinu pisze:

    Co do seksu gołąbków – ja wiem, że chciałam jaki ich seks, bo dawno nie było, ale do jasnej cholery! Co to było?! o_O Jestem przerażona, wstrząśnięta, obrzydzona i w ogóle… trzy razy nie, dziękujemy xD Gdyby to był pornos i bym go oglądała, moje oczy zaczęłyby krwawic i dostałabym jakiegoś ataku padaczki. Ja rozumiem, że urozmaicenie i takie zabawy są ciekawe i o takich świecących gumkach też słyszałam, ale po prostu nie mogę o czymś takim czytać. Błagam, nigdy więcej o_O

    Dobrze, że była ta wstawka z Lennym i Ryanem, bo inaczej to bym chyba nie przeżyła tego rozdziału xD Cieszę się też, że potrafili jakoś w miarę(jak na siebie) ze sobą pogadać, mimo iż w supermarkecie, ale liczą się chęci. Strasznie kocham ten tekst Ryana „I, muszę to powiedzieć, że lecę na ciebie, Lenny, jak cholera, ale nie mam zamiaru tkwić w czymś, co sprowadza mnie do przedmiotowej roli.” bo w końcu Ryan się jakoś ogarnia z tym swoim przewrażliwieniem, ale tez nie daje sobą pomiatać. Gdyby jeszcze Lenny jako-tako poszedł na kompromis i po prostu powiedział Ryanowi zwykłe „lubię cię” tylko bez księżniczki. Może wtedy Ryan by zrozumiał, że nie jest tylko pojemniczkiem na spermę.

  17. TigramIngrow pisze:

    No! Bo się chyba nigdy nie zabiorę do pisania tego komentarza, a mam sporo do powiedzenia. Otóż… Charlie i Rush! O mamciu, jakże mi ich brakowało. Oni są tacy czuli, tacy dobrani, zakochani i szczęśliwi. Umieć się bawić w łóżku to naprawdę fajna sprawa. Pomysł na ich seks mnie totalnie rozbawił. Dorośli faceci i takie głupoty im w głowie ^^ Ha! Mają dystans do siebie, oj mają. I to tłumienie śmiechu. Jakby mi coś fosforyzowało w czasie seksu to chyba bym się powstrzymać nie umiała :D Ja to ogólnie Charliego lubię, bo był tu, w tym opowiadaniu, pierwszy i jest naprawdę przyjemnie o nim czytać. Poza tym oni z Rushem mieli już swoje przeboje i teraz już tylko się docierają i to jest takie odprężające. Pozostałe pary mają jakieś tam swoje problemy, opory, bariery i ograniczenia a oni już nie. Są taką parą gdzie wiadomo, że wszystko może być już tylko lepiej. I to jest serio miłe. Ciekawa jestem jak będzie wyglądała ich rocznica ^^ A tak w ogóle…. to ile oni już razem ze sobą są?

    Zmiana scenerii, pojawiają się burzowe chmury, błyska piorun i grzmi. Rynna. Wrrr…
    „Lenny spojrzał na niego z lekkim dystansem.
    – Ostatnio dałeś mi dość jasno do zrozumienia, że nie chcesz mojej osoby zbyt blisko siebie, więc… tak, wracam do matki” – odmruknął, czując i tak ścisk w podbrzuszu na tak bliską obecność chłopaka. Stęknął więc ciężko i nim jeszcze Ryan zdążył się odezwać, odwrócił się do niego, patrząc mu w oczy. – Bo nie oczekuj, że jak będziemy obaj w domu, to będę siedział i oglądał telewizję.”
    1) No tak, bo w telewizji nic nie ma, ustalił to ostatnio ^^
    2) Ryan Cię podnieca, ale ty jesteś tak ograniczony, że zamiast ustąpić mu choć w jednej kwestii wolisz wrócić do mamusi i kupować jej kosmetyki. Yeey, cudna hierarchia wartości.
    I teraz to o czym mówiłam na czacie – A ja bym po staropolsku wzięła patelnię i przypierdoliła Ryanowi w ten jego pusty, rozemocjonowany łeb. Pytanie – dlaczego Ryanowi? Bo Lenny jaki jest Ryan widzi. I widzi nawet w tym samym momencie w którym z nim rozmawia. Lenny nie poczuwa się do żadnej winy, on jest w porządku, jemu jest dobrze i on niczego zmieniać nie chce. I się nie zmieni! (Matko, obym nie miała racji). I Ryan pakuje się w ten związek wiedząc już jak może to wyglądać. I to jest według mnie mało rozsądne. Szczególnie, że jeszcze trochę rozłąki i może Lenny poszedł by po rozum do głowy?
    Zaznaczam – nie mam nic do nich jako do pary. Osobno są całkiem do strawienia. Każdy z nich ma swoją rację – Ryan – „księżniczka” kojarzy mu się z cwelami w więzieniu, a Lenny – pewnie też ma swój powód, dla którego tak go nazywa, ale co mu szkodzi powiedziec dlaczego to musi być akurat księżniczka? No nie mogę…

    Lenny! Czemu ty masz Ryana w dupie, ale nie tak jak Ryan by chciał?

  18. Elis pisze:

    I to, że niewiele wiemy o Lennym, o tym co on myśli o Ryanie jest bardzo wkurzające, ale i fajne. Możemy za to kombinować, domyślać się wszystkiego, denerwować i powoli go odkrywać. :)

  19. Katka pisze:

    Yaoistka, „Miecze świetlne, ale coś takie małe” – oj tam, od razu małe XD Chodzi o symbolikę. A Ryan i Lenny… no nie całkiem od początku, jakby nie patrzeć coś niecoś już o sobie wiedzą. Ale… no niewątpliwie wciąż się siebie uczą. Na razie z marnym skutkiem XD

    Elis, właśnie, ja nie wiem, jak oni się powstrzymali od śmiechu. Ja bym nie wytrzymała i bardzo fajnie, że Cię rozśmieszyło, taki był plan, hehe :D Miałyśmy meeega polew, pisząc to. „Obaj mają trudne charaktery, są uparci, każdy stawia na swoim.” = to jest chyba kluczowy problem. Dodatkowo nie chcą za dużo powiedzieć o sobie z różnych powodów, a to wszystko podsyca nieporozumienia. I tak jak mówisz, widać, że Ryanowi zależy, inaczej nie zachowywałby się w taki sposób. Pytanie, czy Lenny jest wobec niego obojętny czy również coś tam do chłopaka czuje i może dlatego tak właśnie reaguje. Cóż, na razie wiele o nim nie wiadomo i ciekawe jesteśmy, jak na tą sytuację będziecie patrzeć, jak poznacie go lepiej :) Razem z Ryanem, hehe.

    Ania_niut, „wielka schiza” – dwa słowa, a idealnie określają seks gołąbków XD No i Ty wieeesz, że my lubimy robić cliffhangery, bo to takie fajne, jak powodują tak żywe reakcje :D Łącznie z chęcią powieszenia nas na suchej gałęzi, ale co tam :) Dzięki za komciaka ;*

    Gordon, my nic nie brałyśmy XD To chyba była inspiracja wywołana jakimś rysunkiem, nie pamiętam nawet dokładnie. Ważne, że odniosła sukces, skoro tak rozbawiła XD Nie dałoby się tego brać na poważnie, nawet jak oni by zachowali śmiertelną powagę XD I taaaak, Lenny i Ryan mają spore zakłócenia, jeśli chodzi właśnie o takie sprawy jak emocje, przywiązanie i uprzedzenia, ale na szczęście poza tym doskonale zgrywają się w seksie, obaj podobnie lubią spędzać czas i mają podobną przeszłość. To pomaga. A bez tego pewnie już dawno by odpuścili przez takie nieporozumienia. Haha, i my też lubimy Ryana na dole XD Nie jesteś sam.

    O., „Dziękuję za oplucie laptopa wodą z sokiem” – uch, wybacz XD Biedny laptopik, mam nadzieję, że nic złego mu się nie stało. Jeszcze byś pogoń wysłała za gołąbkami :) A co do Lenny’ego i Ryana – oooch, miło nam strasznie, że są Twoimi faworytami i tak im kibicujesz! Na pewno się przyda, może pod naporem nacisku czytelników zmuszą się do tego, by jakoś się pogadać, hehe.

    Kruha, mam nadzieję, że poza tym, że straszny, nie tak bardzo paczący XD Chociaż kto wie… Potem już ciężko oglądać Gwiezdne Wojny bez głupich skojarzeń. A Lenniaczek miał duży problem z szamponem! To wcale nie jest takie zabawne! XD

  20. Kruha pisze:

    Ten stosunek był straszny…

    Moja ulubiona scena w tym rozdziale – Lenny kupujący szampon bez silikonów! Wyczuwam włosomaniactwo ;d!

  21. O. pisze:

    Dziękuję za oplucie laptopa wodą z sokiem xD Nie mogłam się powstrzymać czytając opis stosunku Gołąbków <3
    "Niech cię przepełni" z pewnością będzie mi się śniło po nocach xD

    A co do Lenny'ego i Ryana..Trzymam za nich kciuki! W końcu to moja ulubiona para, więc mam nadzieję,że w końcu Ryan powie o tej rozmowie z ojcem, przecież Lenny na bank to zrozumie aż takim sukinkotem to on nie jest..

  22. Gordon pisze:

    Coscie braly laski? XD buahahaha mialem polew jakbym kabaret ogladal a nie opis pieprzenia sie. Teksty byly zajebiste i chyba tylko oni sie umieja tym podjarac. Jak mlody zostal napelniony moca prawie lezalem na podlodze ze smiechu. Odlot po calosci. Tematyczny pornuch by z tego mogl powstac ;p No a Lenny i Ryan jak zwykle maja zaklocenia na poziomie transmisji mysli. Ale ja tu widze i tak krok w przod skoro obaj doszli do tego ze chca spedzic ze soba czas nie? Byle nie skonczylo sie kolejna klotnia. Moze seksem bo mam chec na Ryana pod Lennym ;p Chyba sie uzaleznilem.

  23. ania_niut pisze:

    Dobra laski, Wy już znacie moją reakcję, ale skomentuję – co mi tam!
    Przy czytaniu tego seksu nie mogłam przestać się śmiać – to oczywiste. To była tak wielka schiza, że byłam pewna, iż moja śmierć zbliża się nieuchronnie. Wizja Charliego wypełnionego mocą była tą, która przeważyła szalę głupawki. Ale trzeba było się opanować i nie dać ponieść emocjom;)

    Nie zlitowałyście się jednak nad czytelnikami, o nie. Trzeba było udupić nas – biednych wyczekujących. Co tam, ze każdy chce wiedzieć co się stanie z Ryanem i Lennym. NIE! Rzućmy im jakiś ochłap! Niech nie myślą, ze tak prędko dowiedzą się co się stanie. Cliffhangery to to, co tygryski lubią najbardziej przecież.

    No cóż, mnie pozostaje się już tylko uśmiechać samej do siebie;)

  24. Elis pisze:

    Łzy mi lecą z oczu ze śmiechu. Miałyście dobry pomysł z tymi mieczami świetlnymi. Jak oni założyli te gumki, to co mówili… Pierwszy raz czytałam opis seksu i się śmiałam. Cud, że oni się przed tym powstrzymali. Ledwie co, ale dali radę, bo inaczej pewnie na śmiechu by się skończyło.

    Lenny i Ryan. znów nie potrafią się dogadać. Mam ochotę walnąć pięścią w stół. Lenny słuchaj co się do ciebie mówi. Przecież Ryan wyraźnie mówi o co mu chodzi. Dobra, dla mnie wyraźnie, bo znam jego myśli, wiem więcej od Mulata. Tylko że Lenny niech trochę pomyśli, a Ryan wyjaśni mu wszystko jak małemu dziecku. I po ludzku do cholery. Niech nie buduje długich historii, tylko powie, że jest tak i tak. Co by mu szkodziło powiedzieć prawdę o ojcu, to co mówił i jak odbiera słowo „księżniczka”, które z jakiegoś powodu jest tak ważne dla Tunder’a. A Lenny niech słucha i zatrzyma to w głowie, a nie wpuszcza jednym uchem i wypuszcza drugim. Obaj mają trudne charaktery, są uparci, każdy stawia na swoim. Myślcie chłopcy, bo daleko tak nie zajdziecie. A wyraźnie widać, że Ryanowi zależy. Może sobie wmawiać, że tak go pożąda, ale jakaś mała cząstka w nim tęskni za Lennym i coś czuje. Chce z nim być. Nie tylko uprawiać seks, ale zwyczajnie być.
    Długa droga przed nimi, ale wierzę, że z czasem się dogadają, a Lenny zrozumie o co chodzi Ryanowi. :)

  25. Yaoistka^^ pisze:

    Jestem pierwsza! ^^ Super rozdział, ale kurde jak czytałam tę zabawę Rusha i Charliego! XD Miecze świetlne, ale coś takie małe ;P A co do Rayana i Lennego… ja nie wytrzymam znowu zaczynają od początku? =.=

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s