Fire Dragon Tattoo Studio – 110 – Braterska burza mózgów

Alex potarł nasadę nosa. Odłożył długopis na skórzaną podkładkę. Leżał na niej mały plik kartek, które skrzętnie zapisywał równym, eleganckim pismem. Do tej pory. Z każdym kolejnym słowem coraz bardziej nie mógł się skupić na tym, co pisał, a myśli samoistnie odpływały mu do rozmowy, którą odbył z kochankiem kilka dni temu. Mimo najszczerszych chęci, nie mógł się pozbyć wielu myśli. Do tego, jak pokazywała wskazówka jego Schaffhausen, Richard miał niedługo przyjść do niego, do pokoju hotelowego, gdzie już głównie pracował, a coraz mniej sypiał. Jason chciał, żeby porozmawiał z nim o firmie, a raczej o ich rodzicach. Dla Alexa jednak to było zbyt ściśle ze sobą powiązane, aby tak łatwo dało się to rozgraniczyć.
Ponownie wziął w dłoń długopis i nawet przystawił jego koniec do papieru, ale nie wiedział, co ma napisać. W tej chwili był nawet niemalże zły na kochanka. Robił mu papkę z mózgu i utrudniał pracę.
Postukał kilka razy długopisem o biurko, lecz w końcu wstał i poszedł do salonu. Nalał sobie lampkę wina i usiadł na fotelu, czekając na brata.
Rush pojawił się jak zwykle po czasie. Wparował do środka i sądząc po dźwięku kroków, nawet podbiegł, może by zrobić lepsze wrażenie albo zaoszczędzić kilka sekund. Gdy zobaczył Alexa kątem oka, zatrzymał się, a głupawy uśmiech wypłynął mu na twarz.
— O… Cześć. Chwilowa przerwa w pracy? — zagadał i przestąpił z nogi na nogę.
Alex wskazał mu drugi fotel.
— Usiądź.
Młodszy z braci chwilę się wahał, ale podszedł do fotela i rozpiął kremową marynarkę. Jak Alex siedział luźno oparty o oparcie, z jedną nogą na drugiej, tak Rush przycupnął na samym skraju siedziska, pochylając się do przodu i wychylając do brata.
— Umm. Co jest? Coś się stało? Mamy jakieś straty? — dopytywał, denerwując się coraz bardziej. Spokojny, nic niemówiący Alex był tragiczny w odbiorze, ale Rush znał go nie od dzisiaj, dlatego wiedział, że jest czymś zafrasowany. — Ej, Alex.
— Czekaj. Myślę — syknął w końcu starszy Grey, wciąż rozważając, czy dobrze robił. Z drugiej strony obiecał, a nie był z tych, którzy łamią obietnice. Aż tak często. I jeśli okoliczności do tego nie zmuszają. — Chciałem z tobą porozmawiać — podjął po dłuższej chwili milczenia.
Rush tylko pokiwał głową, wiedząc, że na razie powinien zachować milczenie, szczególnie że już raz został uciszony. Nie miał zamiaru dopraszać się szorstkiego tonu u Alexa.
— O czymś, co dotyczy ciebie i mnie. I pośrednio też firmy, a co za tym idzie naszych rodziców.
Rush ściągnął brwi, zastanawiając się, o czym mogła być mowa. W tej chwili nic mu nie przychodziło do głowy poza wielkim krachem na giełdzie i mocnym uszczupleniem ich funduszy.
— Nie mów, że tracimy pieniądze? Ta umowa ze stycznia, co ojciec podpisywał, nie wypaliła? — spytał niemalże trzęsącym się głosem. Nie, żeby nie był przygotowany na gorsze warunki życia, ale kiedy takie sytuacje przydarzały się u nich w rodzinie, źle się działo. Jeszcze gorzej niż zazwyczaj. Dużo gorzej.
— Nie — uspokoił go Alex, jeśli lodowate burknięcie można było nazwać uspokojeniem. — To też… — Urwał i upił łyka czerwonego wina. Nie patrzył na brata, a w ciemny płyn. — To też dotyczy naszych partnerów.
Rush zrobił większe oczy, po czym jeszcze bardziej zsunął się na skraj fotela.
— Naszych partnerów? Masz na myśli… że chcesz rozmawiać o Charliem i Jasonie? — odważył się spytać, a Alex z łaską na niego spojrzał.
— Myślałem, że ty jesteś bardziej na to otwarty ode mnie, więc nie rozumiem twojego zdziwienia.
— Nie no… dla mnie spoko. Tylko… Dziwisz się, że jestem zdziwiony? — wypalił i zaśmiał się pod nosem. Z nerwów. Nie było mu bynajmniej do śmiechu.
— Nie.
— To… To co? — spytał ponownie, przełykając ciężko ślinę. — Jeane znowu przyjeżdża? A może… matko. Matka? — spytał już ledwo słyszalnie, blednąc.
Alex westchnął ciężko i wstał z fotela. Odstawił swój kieliszek na stolik stojący między fotelami, które zajmowali. Podszedł do barku, bez słowa nalał bratu wina i podał mu.
— Nie. Ani matka, ani Jeane, ani, co gorsza, ojciec nie mają zamiaru składać nam zapowiedzianych wizyt. W firmie też dobrze, a i mam nadzieję w naszych związkach także. Jednakże wiesz o tym, że kiedyś nastanie ten moment, że będziemy musieli wrócić do domu.
Rush, jak jeszcze patrzył przez całą wypowiedź brata na jego twarz, tak po ostatnim zdaniu spuścił głowę i upił łyk wina.
— Wiem.
— I właśnie o tym chciałbym z tobą porozmawiać — dodał starszy z braci, wracając na swój fotel. — Dobrze by było, gdybyśmy byli na to przygotowani. I nie wiem, czy nie powinniśmy ich na to jakoś… przygotować. Jeśli to słowo jakkolwiek obejmuje skalę problemu.
Rush popatrzył na brata grobowo.
— Myślisz, żeby im powiedzieć, że jesteśmy z facetami? Wiesz, że ojciec nas wypisze z rodziny? To szalone, Alex.
— A co masz zamiar zrobić, kiedy zostanie za nas zdecydowane, że mamy wracać do domu albo że teraz czas na przeprowadzkę, chociażby do Kanady czy jeszcze gdzieś indziej? — spytał srogo, a Rush tylko wzruszył ramionami. Nie myślał o tym i nie chciał myśleć.
— Nie mam pojęcia. Znaczy, rozumiem, o co chodzi. Chcę być z Charliem. A teraz nawet… — Ponownie westchnął ciężko, patrząc uparcie w kieliszek wina. — Teraz, kiedy Mike oświadczył się Marg… Kurcze. To strasznie fajne. Sam bym chyba tak chciał.
Alex tylko dzięki swojemu zwykłemu lodowemu stoicyzmowi zachował spokój i nie skrzywił się. Jego brat wchodził na nowe wyżyny, a nie myślał o barierach, które ograniczały go w marzeniach. Czuł się znowu wykorzystany, że to on musiał o tym wszystkim za niego myśleć.
— Nie pora na to. Chyba że chcesz to zrobić w Connecticut czy Massachusetts, tam na północy nikt tego i tak nie zauważy, a wy może zamarzniecie i wyjdzie wam to z głowy.
Rush momentalnie się skrzywił.
— To było tak tylko w fazie pomysłu. Czystej chęci. Nie mów, że ty nie chciałbyś jakoś zalegalizować swojego związku z Jasonem za jakiś czas.
— Richard! — syknął Alex. — Ja jeszcze nawet nie chcę pokazywać się z nim publicznie. Jak miałbym według ciebie w takiej sytuacji myśleć o ślubie? I po raz kolejny, nie o tym mieliśmy rozmawiać, a ty usilnie zbaczasz z tematu.
Rush jęknął ciężko.
— To, że się boisz, to nie jego wina. Ty masz ze sobą jakieś problemy. Ojciec cię tu nie zobaczy — bąknął do kieliszka.
Alex zacisnął zęby, aby nie wybuchnąć.
— Nic nie wiesz — wysyczał. — I możemy wrócić w końcu do tematu naszych rodziców i faktu, że sypiamy z mężczyznami, a nie do twoich planów na przyszłość i twoich teorii co do mnie?
Rush wzruszył ramionami i wstał z fotela, chcąc dolać sobie alkoholu.
— No dobra. Możemy do tego wrócić. Ale powiedz, jak zamierzasz to rozwiązać. Wiesz, że skończy się to nie tylko wydziedziczeniem, ale też tym, że będziemy musieli opuścić firmę, a po mniej niż tygodniu każdy w branży dowie się, że jesteśmy gejami.
— Ja jestem gejem, ty miałeś szczęście być biseksualny — burknął pod nosem starszy z braci, a zszokowany Rush aż otworzył usta.
— Co…?
— Nie wierzę, że nie słyszałeś.
— Słyszałem, aż za dobrze, ale co to ma do tej rozmowy?
— To, że ty miałeś wybór — dodał Alex już znacznie ciszej.
— Wybór? — Rush aż nie wierzył. Stał przed Alexem z oczami jak spodki. — O czym ty bredzisz? Nie chcę brzmieć patetycznie, jak dzięki matce mam w zwyczaju, ale miłości się nie wybiera.
Alex przemielił w ustach kilka słów, nie odzywając się dłuższą chwilę. W końcu jednak odpowiedział, patrząc chłodnymi oczami na Rusha.
— To nie zmienia faktu, że dla ciebie narzeczeństwo na siłę byłoby jednak mniej męczące.
— Jak chociażby wkładanie? — Rush nie wytrzymał i zadrwił dość okrutnie.
Na to starszy z Greyów nie wytrzymał i poderwał się z fotela. Dotknął go palcem wskazującym w tors i wysyczał mu w twarz:
— Nie prowokuj mnie. Chroniłem twoją osobę dość długo, żeby móc żądać w tej chwili szacunku.
Rush od razu przełknął ślinę, widząc jego minę, a także nagłą zmianę, jaka w nim zaszła. Uniósł nawet dłonie w obronnym geście. W jednej wciąż trzymał kieliszek czerwonego wina.
— Spokojnie. Już nic nie powiem na temat Jeane. Rozumiem, że to temat tabu.
— To temat, na który nie dość, że nie chcę rozmawiać, to jeszcze taki, w którym nie mam zamiaru dawać ci taryfy ulgowej tylko dlatego, że nigdy nie wyrośniesz ze swojej beztroski.
Rush ponownie zmarszczył brwi, patrząc na brata pytająco.
— Znowu coś? Ile ty jeszcze w sobie chowasz?
— Dostatecznie dużo — odparł Alex po chwili wymieniania się spojrzeniami. Jego ton był spokojniejszy, niemalże uległy, jakby się poddał. Potwierdzeniem tego było to, że znowu usiadł na fotelu i założył nogę na nogę.
Młodszy z braci odstawił swój kieliszek na stolik między fotelami, po czym kucnął przed Alexem. Położył mu dłoń na kolanie.
— Wiem, za kogo mnie masz, a ty wiesz, że ja mam cię za sopel lodu… Ale kurcze, Alex. W końcu po tylu latach zacząłeś się roztapiać. — Uśmiechnął się ciepło, na co otrzymał tylko chłodne spojrzenie brata. Nie zraził się nim jednak. — No i dowiedziałem się o tobie więcej niż przez pierwsze kilkanaście lat życia. Czuję, że mamy ze sobą więcej wspólnego, nawet jeśli to tylko uwielbienie do dobrych garniturów, białych samochodów i męskich ciał.
— Które nota bene bardzo się różnią — wciął się Alex, jednak na jego twarzy nadal nie było widać poprawy nastroju.
— A to prawda. Chociaż i tak mam wrażenie, że ja więcej zalet widzę w Jasonie niż ty w Charliem. Chociażby jedną podstawową. Ten kopcący smok w końcu trochę cię znormalnił. — Rush zaśmiał się radośnie całą twarzą, a Alex tylko wygiął w górę kącik ust.
— Nie brzmiało to jak komplement. I nie załatwiła ta rozmowa, jakże szczera z w twojej strony, naszego problemu z rodzicami i zapewne nieuniknionym powrotem do Anglii.
Rush psyknął pod nosem i uniósł się, biorąc znowu swoje wino. Poruszał nim kilka razy w kieliszku, nim upił odrobinę.
— Szczerze? Nie mam pojęcia. To znaczy… Myślisz, że można byłoby najpierw coś… — Przełknął ślinę, czując się niepewnie i bojąc się, że palnie coś głupiego. — Tak porobić na lewo? A potem, kiedy się spieprzy, jak im powiemy, to już mieć jakieś swoje podstawy?
Starszy z braci nie wyglądał ani na przekonanego, ani na zadowolonego.
— Wiesz, że to zarówno podkopywanie autorytetu naszego ojca, naszej firmy, jak i zdrada? Nie wspomnę już o tym, że wiązałoby się to z podwójną ilością pracy, żeby nic nie zauważył.
Rush wydął usta, mniej zachwycony. W ogóle był mniej zachwycony tym wszystkim, o czym rozmawiali, odkąd wszedł do tego pokoju.
— Podwójną mówisz…
— Tak. Czyli taką, gdzie ty też pracujesz więcej, nie tylko ja. I myślę, że… — Alex zawiesił się na moment, myśląc o czymś. Było to nawet w tej chwili widać na jego twarzy.
Rush czekał dłuższą chwilę na jego reakcję, aż w końcu starszy z braci wstał i niemalże wcisnął mu w dłoń swój kieliszek, przechodząc szybko do biura. Rush, niewiele myśląc, odstawił wino i poszedł za nim.
— Myślę, że dałoby się nawet nie w tajemnicy przed ojcem założyć na ciebie oddzielną firmę — rzucił Alex, sprawdzając równocześnie coś w kolejnych teczkach. — Moglibyśmy to podciągnąć pod to, że, co dość oczywiste, gorzej sobie radzisz. Jednocześnie jednak musiałbyś też porozmawiać z ojcem i zarzec się, że nie jesteś taki w ciemię bity i że mnie szczerze nienawidzisz, że cię upokarzam i że pokażesz mi, kto lepiej umie prowadzić firmę. Na pewno po cichu by cię wyśmiał. Może nawet nie po cichu, ale dostałbyś wsparcie na start — mówił, a Rush tylko go słuchał i miał coraz większy szacunek do brata. To zaczynało mu się podobać.
— A ty wcale nie byłbyś tak wierny ojcu, jakbyś mówił — spróbował się wciąć.
Patrzył, jak Alex wyjmuje plany gruntów, o które od dawna się ubiegał.
— Dokładnie. Tym samym, z jego i moją pomocą jednocześnie, udowodnilibyśmy, że nie jesteś aż tak głupi, za jakiego cię uważa. A z drugiej strony załatwilibyśmy sobie pewien kapitał. Trudność z założeniem nowej firmy, po tym, jak zostalibyśmy wyrzuceni z rodziny, nie stanowiłaby już wtedy problemu, bo już byś ją miał. I nowego pierwszego pracownika na sam start.
Rush aż się głupio wyszczerzył.
— I pamiętam tego kolesia. — Wskazał palcem na dokumenty, które Alex trzymał.
— Tak właśnie myślałem. Bo ostatni raz, gdy z nim rozmawiałem, pytał o ciebie.
— Nie dziwię się. Jak z Charliem ostatnio byliśmy w klubie, to go widzieliśmy — odparł młodszy braci z pełnym uśmiechem na ustach.
— Właśnie. Dlatego na razie go sobie odpuszczę, a potem… będzie twój. — Na ustach Alexa pojawił się cień bardzo nieprzyjemnego uśmiechu maklera. — Tylko jest jeszcze jedna sprawa.
— Mianowicie?
— Będziesz musiał naprawdę ciężej zacząć pracować. Innymi słowy, dobrze byłoby, jakbyś z Charliem o tym porozmawiał.
— Mhm… najwyraźniej. Ale… — zaśmiał się — wiesz, że ten zły plan jest naprawdę dobry? Gdy będziemy czuć się na siłach, a ty w końcu pochodzisz za rękę po plaży z Jasonem, to powiemy rodzicom i albo nas zrozumieją, albo będziemy mieli na czym stanąć.
Wydawał się naprawdę zadowolony. Alex trochę mniej, ale czas i uczucia do kochanka przeważyły nad jego poczuciem przynależności do rodzinnej firmy i wierności dla niej.
— Powiedzmy. I nawet jeśli… To nie po plaży, Richard. Nie po plaży. — Westchnął, po czym sięgnął po inny plik dokumentów. Konkretnie ten, którego nie skończył wypełniać. Wcisnął go w ręce Rusha. — A teraz już nie gadaj, tylko bierz się do roboty. Do ojca zadzwonimy jeszcze w tym tygodniu, jeśli Charlie poprze ten pomysł z tą całą szopką. Nie chcę przedłużać. Jeszcze się któryś z nas rozmyśli.
Rush przewrócił oczami, ale skinął głową.
— To ja idę już brać się do pracy, której niby nie wykonuję — zakpił, lecz zabrał dokumenty i poszedł do swojego biurka.
Alex w tym czasie wyszedł na chwilę, chcąc odetchnąć i dopić wino. Niby teraz on powinien trochę zwolnić tempo w rodzinnej firmie. Jakoś sobie tego nie wyobrażał. Już bardziej pracowanie na konto rodziny i brata jednocześnie. Jason nie będzie ucieszony…

***

Na ekranie laptopa, który stał na kontuarze, Ryan oglądał powtórkę z ostatniego wyścigu F1. Robiło się coraz później, ale on nie spieszył się do domu. W studiu zresztą zwykle panowała dość miła atmosfera, ludzie co chwilę się tu kręcili, a dzisiaj nawet pokonwersował z jakimś klientem pół godziny na temat desek surfingowych, zawodów i tego, jak dobrze byłoby kiedyś móc wybrać się na drugie wybrzeże Stanów, by zakosztować tamtejszych fal.
Teraz było spokojniej, zapewne z uwagi na godzinę, a on raz po raz popijał znalezioną na zapleczu colę i uśmiechał się, kiedy ktoś z drużyny Ferrari, której kibicował, podnosił swoją pozycję.
Oglądanie przerwał mu Jason, który pochylił mu ekran komputera, gdy tylko się do niego zbliżył.
— Zamierzasz tu zamieszkać? — zażartował przyjacielsko. Przed chwilą wyszedł jego ostatni klient.
Ryan uniósł na niego spojrzenie i napił się coli.
— Macie WC… macie całkiem wygodną kanapę… i lodówkę lepiej wyposażoną niż moja… Nawet żyje tu jeden rudy, choć co prawda nie puchaty, Jay, więc warunki są nawet sprzyjające. Może powinienem o tym pomyśleć — odparł z uśmiechem.
Zrezygnowany Jason pokręcił głową.
— Zgniły wam jaja w lodówce i nie ma kto ich wynieść? — zakpił, nie znając prawdziwego powodu nagłego zainteresowania Ryana ich studiem.
— Nie, Jay, nasze jaja mają to do siebie, że jak już znajdą się w lodówce, to następnego dnia lądują na patelni w mniej lub bardziej przypalonej formie. Ale dziękuję za troskę.
— To czemu tu tak koczujesz? Wiesz, że już zamykamy, a Charlie już dawno się zmył.
— Tak, zdążyłem zauważyć. A wyjdę w takim razie, jeśli pozwolisz, jak już zamkniesz. Chyba że potrzebujesz jeszcze chwili sam na sam z ołówkiem, byście mogli stworzyć jakiś tajny projekt — odpowiedział Ryan, dopijając napój i wyłączając wyścig, bo zauważył, że zostało już tylko nagrodzenie zwycięzców.
— Nie, pracuję nad takimi rzeczami w domu — odparł Jason, patrząc jednak na chłopaka podejrzliwie. — I Ryan… nie jestem z tych, co się wtrącają, ale wcześniej tak często nas nie odwiedzałeś. A teraz to już drugi raz.
Chłopak ponownie na niego spojrzał, nieco poważniej, choć po chwili znowu uśmiechnął się uprzejmie.
— Jednak oglądanie mnie w takim nasileniu jest ciężkie do zniesienia? I, Jay, jeśli chcesz ze mną toczyć tę przyjemną rozmowę, to usiądź, proszę, bo muszę przyznać, że twój wzrost w połączeniu z tym, że stoisz, a ja siedzę, daje dość osobliwe wrażenie.
— Daje do myślenia, to na pewno — odparł z rozbawieniem na twarzy, przysuwając sobie taboret i siadając obok.
— Widzisz, od razu lepiej. Więc kiedy mnie wyrzucisz?
— Kiedy okaże się, że nie masz mi nic do powiedzenia i siedzimy tu, po zamknięciu, kolejne minuty tylko po to, abyś mógł lawirować między słowami — odparł tatuażysta. Miał chyba za dużą styczność z osobami, które nie mówiły jasno, o co im chodzi.
Ryan uśmiechnął się i oparł głowę na pięści, a łokieć na kontuarze. Patrzył przy tym chwilę na Jasona, aż w końcu odpowiedział:
— Rozumiem, że trudno się domyślić, że chwilowo nie spieszy mi się do domu, a tu jest na tyle… hm, przyjaźnie, że nie mam nawet nic przeciwko słuchaniu pisków bólu co wrażliwszych klientów i trajkotania Katy, by móc spędzić tu chwilę?
— Kilka godzin — uściślił Jason.
— Trafnie… Ale nie jestem pewien, czy moje spięcia z Lennym są na tyle gorącym tematem, by zaprzątać nim wasze twórcze głowy.
Jason uniósł brwi z zainteresowania.
— Pokłóciliście się? Ale chyba nie doszło do rękoczynów, że z tego powodu nie chcesz wracać do domu? Bo wiesz, jak to jakiś większy problem, to możesz zawsze u mnie przenocować.
— Dzięki za propozycję, ale ktoś musi nakarmić mojego kota, a obawiam się, że jeśli Lenny wpadł na podobny pomysł i zniknął na dłużej, to mały Jay może mieć mi za złe, że ma pusty żołądek. A co do rękoczynów… hm… jeśli nie liczyć krótkiej szarpaniny, to odbyło się to dość bezkontaktowo — odparł Ryan z wymuszonym uśmiechem.
Na samo wspomnienie kłótni z Lennym coś go ściskało. Podobnie było, kiedy przypominał sobie powód tej kłótni, ale obraz Rogera Cartera był jeszcze bardziej nieprzyjemnym wspomnieniem.
Jason nawet nie próbował się uśmiechać. Położył upartemu rozmówcy dłoń na ramieniu.
— Słuchaj, jeśli ci groził i… nie chcesz wracać do domu — przybrał tę formę, żeby nie powiedzieć niechcący, że Ryan boi się wracać do domu — to możesz dać mi klucze, ja pojadę nakarmić kota. Jeśli to jest jedyny powód, dla którego chcesz wracać. Możemy go nawet wziąć do mnie, a z Lennym się pogada za dzień czy dwa i powie, żeby się wyprowadził, jeśli to tak poważna kłótnia. To twoje mieszkanie przecież.
Ryan ściągnął brwi i pokręcił głową.
— Zapewniam cię, Jay, że gdyby było na tyle poważnie, że obawiałbym się o swoje życie i jego ukrócenie z rąk Lenny’ego, to nie siedziałbym spokojnie przy waszym kontuarze i nie oglądał formuły. Powodem naszej kłótni był trochę inny brak szacunku ze strony Lenny’ego niż ten z rodzaju ignorowania faktu czy istotne jest to, że żyję czy nie.
Jason wyglądał na coraz bardziej zafrasowanego.
— To w takim razie o co poszło? Wyzywał cię czy co?
Ryan odetchnął w duchu, zdecydowanie nie chcąc mówić Jasonowi, że Lenny odnosi się do niego i bierze jak cwela. Może teraz już mniej… dosadnie niż wcześniej, lecz wciąż czuł się częściowo pozbawiony godności. Co prawda dopiero zauważył to po spotkaniu z ojcem, ale coś w tym przecież musiało być.
— Można powiedzieć, że odnosi się do mnie nie tak, jakbym tego chciał. Coś mi mówi, że pora i nasz ogólny stan niewyspania mógł być powodem tego, jak… gwałtownie ta sprzeczka przebiegła, więc potrzebuję tylko czasu, Jay. Nie musisz mi robić terapii, zapewniam. — Mrugnął do niego i spojrzał na zegarek. — I domyślam się, że sam marzysz o powrocie do domu, więc może nie będziemy przedłużać tego wyczekanego momentu.
Jason nie był przekonany tą przemową, ale niechętnie skapitulował.
— To przynajmniej cię odwiozę, skoro mówisz, że to nie jest coś aż tak strasznego. Z drugiej strony… — wstał, żeby wziąć zarówno kurtkę na motor, jak i zapasowy kask, który w końcu kupił — jakby nie było, to nie siedziałbyś tu tyle czasu, tylko się z nim pogodził. Wydawało się, że nieźle się dogadujecie.
— Podejrzewam, że każdej parze zdarzają się pozytywne i te mniej przyjemne momenty, więc nie trudno się tak dziwić. A z podwózki chętnie skorzystam, dziękuję — odparł Ryan, wstając dość niechętnie, choć nie pokazywał tego po sobie.
— Tylko że na przykład nasze mniej przyjemne momenty nie kończą się separacją i unikaniem siebie nawzajem — odparł Jason trochę uszczypliwie i podał chłopakowi kask. Zabrał jeszcze swój i ruszył do wyjścia ze studia.
— Tylko pogratulować — podsumował Ryan z czarującym uśmiechem, ucinając temat. Dla podkreślenia po drodze do motoru Jasona założył już na głowę kask.
Jason prychnął pod nosem z rozbawieniem. Sam się ubrał i usiadł na motocyklu, podtrzymując go nogami. Poczekał, aż Ryan usiądzie za nim.
— Tylko się trzymaj — poradził mu, nim odpalił silnik.
Ryan objął mężczyznę w pasie, a kiedy ruszyli, jego myśli samoistnie i zdecydowanie wbrew jego woli podążyły w te niezbyt pozytywne rejony, o których przed chwilą rozmawiał z Jasonem. Czuł się fatalnie, że w ogóle między nim a Lennym tak się spieprzyło, bo momentami było mu z nim naprawdę dobrze. Lecz czasami aż ogarniała go furia, kiedy dostrzegał jego przedmiotowe podejście. Nie chciał być dla niego kimś gorszym. Chciał być w normalnym, w miarę zdrowym związku.
Na takie mało pozytywne rozmyślania miał nawet sporo czasu, ponieważ podróż trwała kilka minut. W końcu jednak rozpoznał swoją ulicę, a później dom, pod którym się zatrzymali. Jason, nie gasząc silnika, otworzył kask i odwrócił się do Ryana.
— Jesteśmy na miejscu. Na pewno nie chcesz, żebym wszedł z tobą czy coś? — upewnił się.
Ryan zdjął kask, a kiedy zsiadł z motoru, pokręcił głową.
— Nie, Jay, jestem pewien, że gdy wejdę sam, to nasze następne spotkanie nie odbędzie się już w życiu pozagrobowym, a jutro jeszcze będziesz miał okazję… ucieszyć się z mojego widoku. Dzięki za podwózkę i możesz pozdrowić Alexa, jeśli będziesz się z nim widział.
— Jak chcesz. A Alexa pozdrowię, ale telefonicznie. — Westchnął ciężko. — Pogódź się z nim lepiej szybko i korzystaj z tego, że nie masz faceta pracoholika — dodał jeszcze, cofając się powoli z podjazdu. Naprawdę dobrze wyglądał na tym Triumphie.
Ryan pomachał mu, a kiedy Jason zniknął za zakrętem, obejrzał się w stronę domu. Kot na pewno już się niecierpliwił, więc, chcąc nie chcąc, ruszył do drzwi, wyciągając klucze z kieszeni. Drzwi wejściowe okazały się jednak otwarte. Aż zawahał się chwilę z ręką na klamce.
Wszedł do środka i rzucił plecak na podłogę. Zdjął jeszcze buty i wszedł głębiej, chcąc dać jeść Jayowi. Ten przywitał go, gdy tylko ruszył w stronę kuchni. Zamruczał radośnie, ocierając mu się o nogi.
— Co tam, mały rudzielcu? Nie jesteś zły, hm? — Ryan pogłaskał kota po grzbiecie i wyciągnął z szafki w kuchni puszkę z tuńczykiem w galarecie. Sam był dość głodny, dlatego jedzenie pachniało mu aż za dobrze. Mimo że kocie.
Przełożył całą zawartość do miseczki i dopiero sam zaczął grzebać w poszukiwaniu chleba. Nie znalazł go, więc istniało prawdopodobieństwo, że albo Lenny go wyjadł, albo sam to zrobił i już nawet o tym nie pamiętał. Kiedy zajrzał do lodówki, zobaczył tam jednak coś… niezwykłego. Na środkowej półce leżało plastikowe opakowanie na jedzenie. Kot, widząc, że jego pan może szuka sobie czegoś lepszego do jedzenia, znowu otarł się o jego nogi. Nie był specjalnie zainteresowany swoją karmą.
Ryan zignorował tym razem swojego puszystego pupila i wyciągnął pudełko. Spojrzał w kierunku wejścia do kuchni, po czym z zaintrygowaniem otworzył opakowanie. W środku była potrawka z mięsa i warzyw. Wyglądała trochę jak leczo. I było tego dużo. Zastanawiające było tylko to, co ona robiła w jego lodówce.
Myślał chwilę, by następnie wyjść razem z pudełkiem w poszukiwaniu Lenny’ego. Po obszukaniu domu zobaczył go w sypialni, leżącego w ubraniach na skraju łóżka ze skrzyżowanymi rękoma pod głową, śpiącego. Niedaleko leżała jego komórka. Zapewne miał na niej nastawiony budzik, aby nie zaspać.
Na chwilę Ryan zapatrzył się na jego postać. Niewysoki, ale tak sprężyście zbudowany, z długimi, cienkimi dredami i teraz spokojnym wyrazem twarzy. Chłopak skrzywił się, kiedy przypomniał sobie, jak zlewczy potrafił być ten seksowny mężczyzna.
Nie zamierzając go budzić, wrócił z nieswoim jedzeniem do kuchni i przełożył połowę tego zimnego, ale niewątpliwie dobrego żarcia na talerz. Resztę schował, a z tym, co przejął, usiadł do stołu i zaczął jeść. Kot usiadł przed nim, wpatrując się w niego.
Kiedy Ryan już prawie kończył, usłyszał budzik z sypialni, a po dosłownie chwili w futrynie pojawił się nie kto inny jak Lenny, ziewając głośno. Nie zatykał przy tym ust. Kiedy zobaczył Ryana, spojrzał na niego swoimi przenikliwymi, zielonymi ślepiami. Nic jednak nie powiedział, tylko zajrzał do lodówki i wyjął to samo opakowanie, które znalazł chłopak.
Ryan obserwował go w milczeniu cały czas, nabijając na widelec kawałki mięsa. Nie był pewien, czy chce cokolwiek mówić, ponieważ spodziewał się, że mogłoby się to skończyć kolejną kłótnią. Lenny też był mniej gadatliwy niż zwykle. Usiadł tylko naprzeciwko chłopaka, zaczynając wyjadać potrawkę z pudełka, bez przekładania jej na talerz. Nie było sensu go brudzić.
— Będziesz oczekiwał połowy należności za to cudo, które ci zabrałem? — rzucił wreszcie Ryan dość bezosobowym tonem, kiedy wyjadał już same resztki.
— Nie — padła krótka odpowiedź. Albo Lenny nadal był zły, albo wychodził z podobnego założenia co Ryan, że każda ich rozmowa teraz skończy się kłótnią.
Chłopak uznał, że lepiej będzie, jak i on już nic nie doda, dlatego tylko przytaknął i wstał od stołu. Odstawił brudny talerz do zlewu i bez słowa wyszedł z kuchni. Dopiero za ścianą zatrzymał się i przetarł twarz dłonią. Czuł się dziwnie zmęczony dzisiejszym dniem oraz tym, że za dużo myślał i analizował.
Po drodze do łazienki zrzucił z siebie na podłogę koszulkę i poszedł wziąć prysznic.
Lenny został w kuchni i zapychał się jedzeniem, mając wrażenie, że staje mu w gardle. Atmosfera była koszmarna. Niemalże się cieszył, że zaraz wychodził do roboty. Nie umiał rozmawiać o takich sytuacjach, a nie chciał, by znowu go poniosło.
Kiedy skończył jeść, usłyszał, jak Ryan wychodzi z łazienki, a potem rozległ się dźwięk telewizora i jakiegoś kanału informacyjnego, który chłopak zapewne oglądał z braku laku, a nie z faktycznego zainteresowania polityką na świecie.
Jeszcze chwilę dumał nad tym, co powinien zrobić. Czy przesiedzieć kolejną godzinę w kuchni, czy jednak spróbować pogadać z chłopakiem. W końcu zebrał się w sobie i poszedł do salonu. Oparł się łokciami o oparcie kanapy i przesunął nosem po włosach Ryana. Chłopak drgnął i obejrzał się za siebie. Miał na sobie już tylko czarne slipy, a jego skóra była lekko wilgotna. Rzucił mu ciężkie do odczytania spojrzenie.
— Hm? — mruknął.
— Kręcisz mnie — wypalił mężczyzna niespodziewanie nawet dla samego siebie. W planie miał powiedzieć zgoła co innego. Coś, że powinni porozmawiać jak dorośli ludzie, czy coś takiego. Przez Ryana, samego w sobie, uleciało mu to jednak z głowy i powiedział to, co myślał.
Ryan uniósł ledwo dostrzegalnie brwi, nie spodziewając się teraz tych słów. Co zaskakujące dla niego samego, nawet nie wiedział, co odpowiedzieć. Czuł, jakby atmosfera była tak ciężka, że aż było duszno.
— Przyszedłeś mi to powiedzieć? — rzucił wreszcie.
Lenny chwilę milczał, patrząc mu tylko w oczy. W końcu jednak wychylił się i wiedziony przymusem własnych pragnień, pocałował lekko Ryana w usta. Ten przełknął ciężko ślinę, nie wiedząc, jak zareagować. Chciał jego ust, jego bliskości, ale nie chciał znowu ulegać. Ale może na chwilę…
Poruszył wargami, wyciągając do niego głowę. Mulat od razu odpowiedział na pocałunek mocniej. Wpił się w jego wargi, jednocześnie przytrzymując sobie głowę chłopaka, jakby ta chciała nagle uciec. Zamruczał przy tym nisko, patrząc w ciemne oczy przed sobą.
Ryan sapnął głucho, a serce mocno zabiło mu w piersi. Zacisnął dłoń na swoim udzie, nie wyszarpując się, tylko kontynuując pocałunek. Także odpowiadał mocnym, intensywnym spojrzeniem, chcąc mu przekazać, że tego chce, ale też że to, co powiedział w trakcie kłótni, było ważne.
Lenny mruknął coś w jego usta, nadal je pożerając. Trzymając Ryana mocno, przełożył nogę nad oparciem kanapy i wszedł na nią, a jednocześnie na chłopaka, którego przyszpilił swoim szczupłym ciałem do siedziska.
Chłopak stęknął i objął go za szyję. Szalały w nim sprzeczne emocje. Był w głębi wściekły na Lenny’ego, miał do niego olbrzymi żal, ale w tym momencie nie chciał niczego innego poza ciepłem jego ciała. Widać było jednak dystans w jego oczach. Nie chciał zajść za daleko. Lenny mimo to nie planował nagle zaprzestać. Ciało pod nim było zbyt kuszące, więc po chwili wargi z ust chłopaka przesunęły się na jego szyję, a następnie na obojczyki.
Ryan jęknął niekontrolowanie, ale wreszcie wsunął dłoń w dredy na karku mężczyzny i odsunął mu głowę.
— Nie rozkręcaj się, proszę — rzucił, samemu i tak nie oddychając już tak spokojnie jak jeszcze kilka minut wcześniej.
— Nie? — Lenny ściągnął brwi w pytającej i trochę srogiej minie. Nie chciał przerywać.
— Nie — potwierdził Ryan krótko, patrząc mu z napięciem, bardzo intensywnie w oczy. Czuł się równocześnie spięty, będąc przy nim po tamtej sprzeczce, jak i aż za dobrze i stosownie.
— Czemu? Ja chcę ciebie, ty chcesz mnie. — Lenny pociągnął głową do przodu, aby znowu dobrać się ustami do seksownego ciała. Jego dłonie nie pozostawały bezczynne.
— Chcesz mnie nie tak, jak chcę, byś mnie chciał — sapnął Ryan, aż zaciskając palce na jego skórze. Było mu tak gorąco i podświadomie chciał tego co Lenny, ale nie chciał nawet samemu sobie tego uświadomić. To było poniżające. — Lenny, kurwa…
Mulat westchnął ciężko.
— Co znowu? Co „Lenny, kurwa”? — syknął, odsuwając od niego głowę i patrząc na Ryana oczami jak u polującej pantery. Drapieżnymi, ale hipnotyzującymi. — Nadal nie wiesz nawet, czego chcesz! — fuknął, puszczając go i wstając z kanapy. Czuł się głupio pokonany.
— Mówiłem ci ostatnio, czego chcę. Nie pamiętasz już, o co toczyliśmy ostatnio… rozmowę? — Ryan lekko zironizował, patrząc na niego z kanapy i przeczesując włosy palcami.
— Pamiętam. Ale nie widzę w tym swojej winy. Teraz tym bardziej nie! — syknął, wskazując dłonią na Ryana. — Bo ty musisz robić problem nawet z tego, że mam ochotę na seks z tobą — dodał jeszcze i udał się do łazienki, chcąc pobyć tam chwilę sam na sam ze sobą. Za bardzo się nakręcił. Wystarczyło tylko kilka dni, żeby nie mógł się powstrzymać. Ten chłopak źle na niego działał. Nie umiał przy nim trzeźwo myśleć. A to było na swój sposób niepokojące.
Chłopak skrzywił się, patrząc na drzwi do łazienki. Sytuacja ani odrobinę się nie poprawiła. Lenny w dalszym ciągu nie rozumiał, co było nie tak, a on nie umiał bardziej dosadnie tego wytłumaczyć. Był wściekły. Na Lenny’ego, na siebie, na ojca…
Rzucił ze złością pilotem na stolik i przewalił się na bok na kanapę, wpatrując się uparcie w ekran telewizora oraz reklamę wybielacza do ubrań.
Po jakimś czasie Lenny wyszedł z łazienki, przeszedł do sypialni, przebrał się i zabrał swoje rzeczy.
— Wychodzę — rzucił jeszcze i nim Ryan cokolwiek mógł dodać, opuścił dom, trzaskając drzwiami. Nie umiał z nim porozmawiać, nie rozumiał go na wylot, a do tego strasznie chciał jego bliskości. Siedzenie w domu byłoby więc czystym katowaniem siebie. Chyba był nie z tej bajki.

20 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 110 – Braterska burza mózgów

  1. Katka pisze:

    Yaoistka, umiem jeździć, ale dawno tego nie robiłam, więc małe przypomnienie by się przydało :) A rozdział będzie, ale tym razem nie FDTS, a ATCL :)

  2. Yaoistka^^ pisze:

    Floo – dziękuję ;)
    Katka – No musiałabyś przyjechać na śląsk do Gliwic i z Gliwic do mojego ukochanego Knurowa! ;) Bym Cię nauczyła jeździć, jeśli nie umiesz. ;) Chciałabym stworzyć taką małą stadninkę z 3 konikami i prowadzić, tak jak kiedyś, jak byłam mała, prowadził jazdy konne mój dziadek i moja mama. ;)
    PS: Czekam na rozdział! ^^ Będzie jutro? :)

  3. Katka pisze:

    Seiridis, yey, dzięki, że piszesz. Bo dużo ludków nie czyta, bo tyle fanów AC a raczej zgejonych wizji do AC nie ma (a przynajmniej na polskim rynku, a nawet jak są to ciężko dotrzeć do fików), więc komentarzy też nie jest jakaś wielka liczba. Fajnie, że się podoba i bardzo polecamy grę!

  4. Seiridis pisze:

    Macie bardzo fajne opowiadanie, dziołchy :D Chodzi mi o tego ficka do AC. Chociaż w grę nie grałam to czuję się wciągnięta :D

  5. Katka pisze:

    Floo, widzę ogólną bulwersację sceną z Lennym i Ryanem XD No w sumie nie ma się co dziwić. Tłumacz by im przydał, a raczej zdolność czytania w myślach. „Nawet jakby mu to obwieścił przez telefon w przerwie w spotkaniu biznesowym, najbardziej lodowatym tonem na jaki go stać, to i tak bym się popłakała i twierdziła że to “najromantyczniejszy ich moment”” – haha, sądzę, że Jasona by delikatnie mówiąc zatkało XD Och, ale ucieszyłby się z takiego wyznania, by wiedział, że to zimne, aleksiowe serduszko dla niego bije :)

    Kohaku, jasna sprawa, powinni się wspierać, ale na razie mają za dużo niesnasek pomiędzy sobą, by aktualnie było między nimi na tyle bezpiecznie, by mogli mieć pewność o wzajemnym wsparciu. Długiego stażu związku na razie nie mają, a większość tego czasu jest dość burzliwa. Ale masz rację, skoro chcą stworzyć związek, to powinni dążyć do tego, by mieć to wzajemne wsparcie.

  6. kkohaku pisze:

    „Ryan się przy nim dobrze czuje na ogół. Do czasu, aż nie przypomni sobie niektórych przykrych rzeczy. Pytanie, czy powinien je drążyć, czy olać i spokojnie móc być z Lennym.” Wydaje mi się, że nie powinien tego olewać, bo niby taka debilna drobnostka, będzie w nim siedzieć cały czas, jak kolec dźgający go od czasu do czasu :/ A przecież skoro Ryanowi źle kojarzy się określenie ”księżniczka”, to nawet jeśli dla Lennego nie ma to takiego zabarwienia typu właśnie cwel, poniżanie, brak szacunku, to właśnie przez to, że już nie podoba się Ryanowi mija się to z celem, że ma ono być miłe i pieszczotliwe. I tutaj nie rozumiem czemu Lenny tak strasznie się upiera przy tym :/ Bo jakby nie patrzeć, moim zdaniem sprawy by nie było jakby Lenny tak się nie upierał, tylko zrozumiał, że dla kogoś naprawdę może źle się to kojarzy i tyle. A do tego doszła sprawa z ojcem i kłótnia gotowa. Wiadomo, ze ”księżniczka” tylko stała się zapalnikiem do wywołania czegoś gorszego.
    Ech mam nadzieje, że pogadają i ta idiotyczna sprawa z ”księżniczką” w końcu się skończy bo jakby nie patrzeć powinni raczej się wspierać w tej drugiej sprawie jaką jest ojciec Ryana. Takie drobne, idiotyczne na pozór rzeczy potrafią urosnąć do rangi poważnych spraw i zakończyć związek :/

  7. Floo pisze:

    Rany nooooooooooo…….!!!!!!! Jason ratuj ich! Weź im załatw jakiegoś tłumacza bo oni inaczej nigdy się ze sobą nie dogadają! Albo może lepiej by było żebyś z Lennym pogadał w cztery oczy i uświadomił temu bęcwałowi co robi ŹLE! A Ryanowi trzeba załatwić jakieś proszki na uspokojenie, i niech w tedy rozmawiają może nie skończy się bójką!

    Alex jestem z ciebie dumna! Biedny Jason będzie miał cię dla siebie jeszcze mniej, ale na pewno jakoś to wytrzyma, byle tylko mieć cię potem TYLKO dla siebie :). Mam nadzieję że plan z firmą dla Rusha wypali, i że starzy się nie przyczepią o nic. Nie mogę się doczekać, kiedy Alex przyzna się sam przed sobą, że kocha Jasona na zabój, i kiedy mu to wyzna. Nawet jakby mu to obwieścił przez telefon w przerwie w spotkaniu biznesowym, najbardziej lodowatym tonem na jaki go stać, to i tak bym się popłakała i twierdziła że to „najromantyczniejszy ich moment” XD. Ale strasznie chcę, żeby Alex to przyznał, chociażby tylko przed sobą. :D

    Wena, wena, wena, wena i jeszcze więcej wenów dziewczyny!!!!!!! Ja już chcę kolejny rozdział :D

    Yaoistka GRATULUJEEEEEEEE :* wielki kiss dla ciebie ^^

  8. Katka pisze:

    Yaoistka, no minimum 12 godzin. W końcu państwo musiałoby idealnie prosperować, w to trzeba włożyć pracę. Alex ma duże ambicje XD A dostania się do technikum gratuluję :) Fajna sprawa koniki <3 Przyjadę do Ciebie na przejażdżkę kiedyś w takim razie XD

  9. Yaoistka^^ pisze:

    Katka :) A wiesz, że nie pomyślałam o tym, że wszyscy będą pracować 12 godzin? xD Tylko o tym, że Alex nie będzie miał czasu dla Jasona! XDDDDD No ale jednak nie chce, żeby moja mama pracowała 12 godzin! xD Ja sama mam 16 lat i kurde nie uśmiecha mi się za 4 lata taka robota :/ xD
    Ps: Ide do Technikum
    PSPSPSPS: Jeszcze nie obwiesiłam tutaj takiej super informacji, że dostałam się do szkoły ponad gimnazjalnej więc…. DOSTAŁAM SIĘ DO TECHNIKUM ROLNICZEGO NA TECHNIK HODOWCA KONI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ^^ A ok 19 roku życia mama powiedziała, że konika z schroniska wezmę. ^^
    PSPSPSPSPS: Bo ja miałam kiedyś konie ale trzeba było sprzedać.
    PSPSPSPSPSPS: Ale ciiiiiii :)

  10. Katka pisze:

    Kohaku, dojrzała i konkretna, bo w końcu trzeba było dojrzale i konkretnie pogadać :D „jest tyle plusów jak są razem, a przynajmniej można to dostrzec jak Ryan się zachowuje przy nim.” – bo Ryan się przy nim dobrze czuje na ogół. Do czasu, aż nie przypomni sobie niektórych przykrych rzeczy. Pytanie, czy powinien je drążyć, czy olać i spokojnie móc być z Lennym. Haha, a co do seksu na kłótnię – oooj, bo to bardzo dobry sposób przecież XD Ale fakt, w ich przypadku sam seks by wiele nie załatwił.

    Gordon, „chce by ktos im zrobil cos w stylu ‘and now… kiss’ tylko ‘a teraz… pogadajcie kurwa’.” – to było genialne XD Haha, ale coś w tym jest, tylko pytanie, czy jakby się ich zamknęło i zamierzało nie wypuszczać do czasu, aż się dogadają, to nie czekałoby się w nieskończoność bądź nie znalazło zwłok po jakimś czasie. Ale eksperyment niewątpliwie byłby ciekawy XD No i fajniutko, że wywołało emocje :D I u braciszków faktycznie Charlie i Jason zamieszali, cóż… co to miłość robi z ludźmi :)

  11. Gordon pisze:

    Jestem pod wrazeniem tego planu braciszkow. Alex ma leb do interesow i zajebisty plan wymyslil. A najlepsze w tym wszystkim jest to ze robia to dla Charliego i Jasona ;p Bajka o tym jak to dwojka tatuazystow zamieszala w zyciu Greyow. To teraz rodzice im beda mogli naskoczyc. Niby wiecej roboty ale jak beda miec zaplecze to spokojniejsi beda. Wyjdzie im wszystkim na dobre. A ja lubie jeszcze jak Alex i Rush sie dogaduja ;p Starszy go niby nianczy i jak szef traktuje ale ksiaze bardziej wyluzowany i umie widac okazac mu uczucia. Dobra ale potem jaka genialna scena! Whoa jestem na nich tak wkurwiony co chce by ktos im zrobil cos w stylu ‚and now… kiss’ tylko ‚a teraz… pogadajcie kurwa’. Ich sie zamknac powinno i nie wypuscic poki nie pogadaja. Wstep sceny wogole genialny, bo lubie Jasona i Ryana razem. Rozdzial lux, duzo emocji, tak trzymajcie laski.

  12. kkohaku pisze:

    Jestem pełna podziwu dla braci :) Chociaż bardziej dla Alexa, bo nie wiem czy Rush sam wpadł by na to xD A jak wynika z ich rozmowy, nadal żył by marzeniami i próbował nie myśleć o dniu kiedy będzie musiał wracać. Fajna rozmowa, taka dojrzała i konkretna :) Między nimi to chyba i tak przełom, ale super, że razem będą w tym siedzieć ;)

    Hmm…co do drugiej parki, to z jednej strony chciałabym oszczędzić Ryana, bo podejście Lennego mnie nie cieszy, ale z drugiej strony…ech jest tyle plusów jak są razem, a przynajmniej można to dostrzec jak Ryan się zachowuje przy nim. Czekam na jakąś rozmowę, zmianę w relacjach ich obu, bo niestety każdy z nich musi coś zrozumieć, coś zakceptować, aby przyszłość tego związku miała ręce i nogi. I dobrze, że się nie przespali ze sobą, bo to było by takie typowe, że seks na kłótnie najlepszy xD

  13. Katka pisze:

    Seiridis, „tą duszność, tą desperację” – ja to czułam, jak pisałyśmy tą scenę, więc chyba dobre odczucia. Ich po prostu do siebie strasznie ciągnie, mają mega chemię i wiedzą obaj, że chcą, ale mają jakąś taką głupią barierę :( No a oni po prostu nie potrafią normalnie rozmawiać. Ryan – bo jest (o ironio) bardzo skrytą osobą. Mówi dużo, ale rzadko kiedy o własnych, prywatnych sprawach. Może właśnie to jego gadulstwo to taka trochę poza, by unikać mówienia o sobie. No jest dość zamknięty w sobie. I Lenny – bo on z kolei po prostu nie jest rozgadany, a w więzieniu też nie nauczył się otwartości. No, a ta „rozmowa” z kumpelą, hahaha XD Mówi wszystko XD

    Yaoistka, jakby Alex był prezydentem, to każdy obywatel kraju musiałby pracować co najmniej 12 godzin dziennie XD Za duży z niego perfekcjonista na takie stanowisko. To jednak wada czasami XD I tak, Lenny i Ryan powinni obaj zmądrzeć.. ale cóż, może kiedyś dostaną jakiegoś kopa w dupę i się opamiętają :)

    Elis, „Ryan spotykał się z Charlim, ale to był tylko seks, a potem było wiezienie. Lenny pomimo swoich lat, też nie wie co to znaczy być z kimś tak na dobre i złe. On jest nauczony czegoś innego.” – pięknie wywnioskowane. Więc ja się nie dziwię, że spora część czytelników może się czuć sfrustrowana bądź zirytowana tym ich ciągłym i czasami bezowocnym docieraniem się. Ale nie chcemy ich cisnąć do siebie na siłę, a… no mi np. jak Ryan się rozgada i zacznie wyciągać te wszystkie głupie wnioski, to nie jestem w stanie go kontrolować. Trzeba poczekać, aż sami do czegoś dojdą. Ale jak mówisz, Elis, muszą nauczyć się żyć z drugą osobą. Więc może po prostu potrzeba im czasu :) „Miałam nadzieję, że opiszecie rozmowę braci i się nie zawiodłam.” – hehe, a tutaj brawa dla Shiv, w końcu braciszkowie w pełni należą do niej :)

    Raya, hehe, oświadczyny nr 2, matko, to naprawdę byłyby najbardziej przesłodzone, zalane tonami lukru oświadczyny w historii opowiadań yaoi XD Albo ja się lepiej zamknę, bo jeszcze czytelników zniechęcę i ze strachu przed tym historycznym wydarzeniem przestaną czytać FDTS XD Ale faktycznie, może niedługo będą mogli wziąć ślub na Florydzie :D Oby, oby!

    Hanabis, och, och, miło nam słyszeć, że jest jeszcze jakaś fanka Lenny’ego i Ryanka :D Naprawdę, bo widzę, że opinie są bardzo podzielone XD Więc to cieszy, hehe. No i TAK, Lenniak to zwierzak XD To w nim z Ryanem kochamy.

    Tigram, cudaśny, długi komentarz ;* I nawet nie wiesz, jak się wczoraj uśmiechałam, jak zgadłaś, że będzie Alex i Rush XD Przyznaj się, że masz tam jakąś kryształową kulę. I widzę, że marzysz o przeprowadzce Alexa do Jaya <3 No cóż, faktycznie powinno to w końcu nastać. Pytanie tylko, jak Alex by przeżył bez służby? Bez kucharki? Ale może się przekonamy :) Haha, no i tak, Charlie byłby do tego zdolny, by wpaść do Rusha do biura na seks, jakby miał ciśnienie XD Jeśli chodzi o Lenny'ego i Ryana – rozumiem w pewnym sensie, bo jestem podobnego zdania, że jakby się rozstali na dłużej, to by im się może coś w głowie poukładało i faktycznie zobaczyliby, jak bardzo chcą być ze sobą. Ale właśnie, tu jest ten problem… że ich do siebie za bardzo ciągnie i trochę nie potrafią się od siebie odsunąć. Tutaj zresztą było widać, ile ich to wysiłku kosztuje. No ale kto wie, może jednak jakaś siła wyższa ich zmusi do dłuższego rozstania… a nuż Ryan coś przeskrobie i znowu pójdzie siedzieć…?

    Shinu, hehehe, tak, widać, że braciszkowie faktycznie już wpadli, skoro takie przyszłościowe plany robią :) Po Alexie rzeczywiście nie można się tego było spodziewać – a raczej można było mieć wątpliwości czy jest już w stanie stwierdzić, że faktycznie CHCE być z Jayem :) Haha, a przesłodzony Rush – oczywista oczywistość, bez tego chociaż małego grama słodyczy nie byłoby mowy o prawdziwej scenie z prawdziwym Rushem XD Ok, a brak wypowiedzi odnośnie Lenny'ego i Ryana wybaczam XD Nie dziwię się w sumie, że niektórych wkurza ich brak zdolności porozumienia się.

  14. Shinu pisze:

    Nawet sobie nie wyobrażacie jaka jestem szczęśliwa, że Alex i Rush zaczynają myśleć jakoś w przyszłość i że łączą ja z Charliem i Jasonem! Brak słów po prostu! Aż się łezka w oku kręci, bo tak jak się spodziewałam tego po Rushu, tak myślałam, że Alexowi jeszcze dużo czasu zajmie podjęcie takiej decyzji o jakimś „zapleczu” finansowym tak na wszelki wypadek. Jestem z niego dumna!
    I oczywiście nie mogło się obejść bez przesłodzonego zachowania Rusha, który dowalił z tym ślubem. Zostawię to bez komentarza xD Jednym słowem – cały Rush :33

    Do Ryana i Lennyego się nie wypowiadam, bo tylko się wkurzę znowu. Serio, kocham ich, ale obaj zaczynają odwalać jak jakieś primadonny. Jeden mądrzejszy od drugiego. Niech se radzą sami, bo już irytują po trochu.

  15. TigramIngrow pisze:

    Wiedziałam, że będzie rozmowa braci! Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam :D Ha! Geniusz zbrodni ze mnie :D Podobało mi się zaniepokojenie Rusha, jak myślał, że coś nie tak z firmą. Plan ciekawy, ale już widzę jak Jason wzdycha ciężko na wieść o dodatkowej pracy Alexa, ale chyba i tak powinien być zadowolony, skoro jego kochanek podjął pierwsze kroki do tego by odciąć się od rodzinki i firmy. Już nie mogę się doczekać kiedy Alex wprowadzi się do domu Jasona. No bo mam nadzieję, że się wprowadzi! Ileż można mieszkać z hotelu? Poza tym skoro i tak kupił dla siebie ekspres to chyba oznacza, że się zadomawia, nie? Szczególnie, że Jason potrafi dobrze sprzątać i nie zagraca mieszkania :D Kuuurczę, teraz to już może być u nich tylko lepiej ^^ *puka w niemalowane drewno i pluje przez lewe ramię* (Ja sobie zaplanuję, że wszystko będzie dobrze a tu Jason zejdzie na raka krtani, albo Alexowi się coś przypałęta -.-)

    Rush musi się wziąć za prawdziwą robotę, co raczej nie zadowoli Charliego, ale juź wyobrażam sobie szybki seks w toalecie, gdy młody wpadnie do kochanka w czasie przerwy na lunch :D

    Lenny i Ryan. Ha! Może coś z tego będzie a może nie. Ja jestem za tym, by się rozstali. To czy tylko na jakiś czas czy na zawsze jest już mniej istotne. Grunt, żeby jeden i drugi sobie trochę pomyśleli. Nikt nie jest bez winy – o Lenny’m już mówiłam w ostatnim komentarzu, nie będę się powtarzała, Fajnie, że już jest ociupinkę tego co sobie przedumuje Lenny. Popieram i jestem mega zadowolona. A Ryan… no cóż. Widział niejednokrotnie zazdrosnego Lenny’ego więc wie, że mulatowi zależy na nim. To że wciąż mu powtarza „mój, mój” też o czymś świadczy. Zostaje ta nieszczęsna „księżniczka”. Rozumiem, że Ryan nie chce być sprowadzony do roli „kobiety” w tym związku, ale i tak uważam że nico zbyt mocno reaguje. Bo jemu się kojarzy z tym jak Lenny nazywał innych więźniów których dupczył. Więc niech Lenny raz a dobrze wytłumaczy Ryanowi czemu to jest dla niego takie istotne! Dodatkowo Ryan dużo mówi, ale nie mówi o czym mówi! Też mota niesamowicie. Hmmm…

    Obaj siebie pożądają. Fajnie, jest między nimi namiętność, chemia i co tam jeszcze. Czy miłość? Jeszcze chyba nie, ale jest szansa. Gdyby tylko obaj nie byli takimi uparciuchami! Nie życzę im źle, ale po prostu wydaje mi się, że potrzebują przerwy. Uchh… brakuje mi słów by opisać to co o nich myślę.

  16. Hanabis pisze:

    Ja tam najbardziej lubię właśnie Lenny’ego i Ryan’a .
    Nie ważne co się dzieję, czy się kłócą , czy kochają, czy też leniuchują albo rozmawiają. Uwielbiam ich po prostu. Mam nadzieję, że się w końcu dogadają i wszystko będzie jak dawniej. Musi być .
    Lenny to taki zwierzak xD.

  17. raya pisze:

    nie lubię Lenny’ego i generalnie Ryana z Lenny’m i części o nich omijam, więc nie skomentuję. Natomiast co do braci Grey, to się wzruszyłam tym mysleniem Rusha, żeby wyjść za Charliego….jaaaa^^ Teraz będę jak głupia czekac na oswiadczyny nr.2. Zwłaszcza, ze mozliwe jest, ze w niedalekiej przyszlosci zmienią się przepisy na Florydzie, gdzie coraz więcej osob jest za malzenstwami homoseksualnymi…;) Hope so;)

  18. Elis pisze:

    Mnie też jest smutno z powodu Ryana i Lennyego. :( Będzie cud, jako oni w końcu sobie wszystko wyjaśnią i to na spokojnie bez kłótni, większej agresji. I przede wszystkim uświadomią, że jest między nimi coś więcej niż tylko czysta chemia. Obaj muszą sie nauczyć żyć z druga osobą, tym bardziej w związku. Żaden tego nie potrafi. Ryan spotykał się z Charlim, ale to był tylko seks, a potem było wiezienie. Lenny pomimo swoich lat, też nie wie co to znaczy być z kimś tak na dobre i złe. On jest nauczony czegoś innego. Dlatego obaj metoda prób i błędów muszą dojść do czegoś więcej. Wierzę, że im się uda, bo nie widzę ich już z kimś innym. :)

    Alex ma głowę na karku. Dobrze myśli. Niech tak trzyma i działa. A Rush niech weźmie się za robotę. Minus w tym, że będą mniej czasu spędzać ze swymi facetami, ale tu chodzi o ich wspólną przyszłość. Miałam nadzieję, że opiszecie rozmowę braci i się nie zawiodłam. :)

  19. Yaoistka^^ pisze:

    Ta Lodowa Królowa kocha tego Kopcącego Smoka i kurde tylko czekać, aż Alex to sobie uświadomi DOGŁĘBNIEJ ! ^^ Na razie dopuszcza do siebie połowę myśli, a i cieszę się, że jednak podjął w końcu jakieś kroki. :) <3 Alex na prezydenta! XD …nie bo by czasu nie miał dla Jasona! XD Wycofuję się! xD

    A co do Raya I Lennego … kurde niech Lenny zmądrzeje! Rayanowi też by się przydało troszkę. :P
    WENY! <3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3 ^^
    PS: Cieszę się, że rozdział tak szybko! ^^

  20. Seiridis pisze:

    :ccc Smutno mi z powodu tego, jak potoczyło się między Lennym a Ryanem. Może ze względu na muzykę, jakiej słuchałam, czułam tą sytuację, widziałam kanapę, półmrok, księżyc i światła latarni przeświecające przez żaluzje, widziałam to wszystko i czułam tą duszność, tą desperację, tą atmosferę czułam…
    Oni są idiotami :( Czy to naprawdę aż tak trudno porozmawiać i kurwa spróbować się porozumieć i zrozumieć trochę bardziej, niż 1 próba, nie udało się, lejemy się po mordach ALBO 1 próba, nie udało się, angstangstangst? :|

    Co do tego przekazu spojrzeniem. J – Ja. K – kumpela.
    J:…
    K:?
    J:…
    K:Co tak patrzysz?
    J:…
    K:No weź, o co ci chodzi?
    J:Próbuję ci przekazać głębię moich odczuć związaną z odbytą jakiś czas temu rozmową.
    K: Jaką, kurwa, rozmową?
    J:No… czytaj w moich oczach, tak? Książek nie czytałaś?
    K:Ja pierdole… Jedyne co mogę zobaczyć, to twoje tępe spojrzenie =.=
    J:…
    K:O! Ale teraz widzę, że się chyba troszkę wkurzyłaś.

    Świetny plan działania, Alex, tak trzymaj!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s