Fire Dragon Tattoo Studio – 109 – Pranie mózgu

— Pogoda w Miami będzie się poprawiać. Najbliższej nocy jednak przewidywane są przelotne de… — mówiła chuda pogodynka w telewizji, a Lenny nawet nie pozwolił jej skończyć zdania, bo zmienił kanał.
— Nic. Nie. Ma — jęknął.
Leżał na kanapie z głową na siedzisku, a nogami zarzuconymi na podłokietnik. Był w dresowych, czarnych alladynkach i w białej podkoszulce, ale wygoda wcale nie uprzyjemniała mu czasu wolnego. Nudził się.
— Skoro jest tak fatalnie, może powinieneś wybrać się do kina? — zasugerował Ryan, którego widać było przez otwarte drzwi w sypialni. Stał przy szafie i co raz wyrzucał z niej na łóżko jakiś ciuch. Szukał koszuli. Wiedział, że tam była. Przynajmniej kilka miesięcy temu. — Ja za to zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem ktoś z Narnii nie podpierdala mi ubrań.
— Nie pójdę do kina sam. To głupota! — odkrzyknął Lenny. — A czego nie masz?
— Czarnej koszuli, a jestem pewien, że nie ubierałem jej ostatnio, więc sądzę, że powinna być tam, gdzie ją zostawiłem. A zostawiłem ją w szafie — odparł Ryan i rzucił na łóżko dwie bluzy, usiłując dokopać się do dalszych i nieznanych zakątków na półkach.
— Nie widziałem. Nie zakładałem. Nie prałeś jej, czy coś? Albo na jakąś kolację nie zakładałeś? — pytał dalej Lenny, przełączając kolejne kanały. — I na co miałbym iść do kina?
— Niestety nie jestem na bieżąco z repertuarem, więc ci nie pomogę. I rozumiem, że to jednak rozważasz? — dopytywał chłopak, irytując się coraz bardziej. Musiał mieć tę koszulę.
— Myślę. Ale i tak na noc wychodzę… Chyba mi się nie chce.
— O proszę. Schowała się na ostatniej półce, którą przeszukałem. Złośliwość rzeczy martwych bywa okrutna. — Ryan wreszcie dorwał ubranie, o którym cały czas myślał. Wrócił z nim do salonu. Miał na sobie tylko jeansy, więc teraz, przystając obok kanapy, zaczął zakładać koszulę na nagie ramiona. Spojrzał na Lenny’ego. — A na noc wychodzisz do pracy?
— Mhm. Nie chce mi się jak jasna cholera — stęknął i zgasił telewizor. — Ale będziesz rano?
— Tak, na całe szczęście bądź nieszczęście, moja rodzina nie mieszka poza granicami Miami, więc nie będę zmuszony do nocowania w moim rodzinnym domu. Nie mam zresztą w planach spędzić tam dużo czasu. Wszystko zależy od tego, jak mnie mama przyjmie i czy się nie rozgada — odpowiedział chłopak, zapinając od dołu kolejne guziki. Koszula miała długie rękawy i wyglądała bardziej formalnie niż te, które zwykle nosił.
— Mhm… — zamruczał mężczyzna leżący na kanapie. Wyciągnął się, obejmując nogami uda chłopaka. Przyciągnął go o krok do siebie. — Seksownie wyglądasz.
Ryan uśmiechnął się i zostawiwszy jeden niedopięty guzik, pochylił się do Lenny’ego.
— Mam nadzieję, że nie tylko seksownie, ale też w miarę reprezentatywnie. Sam wiesz, chcę zatrzeć obraz siebie w pasiaku, jaki może się jawić w oczach mojej mamy — rzucił z ironią i cmoknął kochanka w usta.
Lenny objął go za kark i pogładził po nim palcami.
— Mmm… — zamruczał w jego usta jak kocur. — Ale twoja matka chyba nawet nie przyszła do pierdla? — Już pominął fakt, że w więzieniu nie nosili pasiastych strojów.
— Nie. Odwiedziny zapewniała mi tylko siostra. — Chłopak oblizał usta. Zapach mężczyzny był bardzo przyjemny i dobrze wyczuwalny z bliska.
— I nie widziałeś się z nią już… ile lat?
— Jeśli dobrze pamiętasz, widok na kraty miałem cztery lata. Do tego kilka miesięcy od wyjścia i już masz wynik — odpowiedział i wreszcie wyswobodził się z objęcia, po czym usiadł obok Lenny’ego. Miał jeszcze chwilę czasu.
— Krótkie cztery i trochę by wystarczyło, wiesz? — Lenny zaśmiał się, zsuwając nogi na ziemię i już normalnie siadając na kanapie.
— Och, znowu przynudzam twoim zdaniem?
— Nie. Niespecjalnie nawet.
— No proszę. Zaczynam żałować, że muszę wyjść, skoro tym razem chętnie mnie słuchasz. — Ryan uśmiechnął się do niego i zerknął na zegarek. — I gdyby nie brak samochodu, pewnie mógłbym jeszcze więcej poopowiadać, ale jednak autobusy mają to do siebie, że na nikogo nie czekają, a gdy już się je dopadnie, to podróż tymi fascynującymi środkami transportu wcale nie jest krótka.
— Więc już mnie zostawiasz? A o czym byś chciał poopowiadać? — spytał Lenny dość bezuczuciowym tonem. Jego oczy jednak tłumaczyły ten stan. Był po prostu zbyt zajęty wgapianiem się w chłopaka, a po chwili też zbliżaniem się do niego. Pocałował go w szyję dość nagle.
Ryan od razu wciągnął głębiej powietrze i położył mu dłoń na kolanie.
— Zależy, o czym byś chciał posłuchać i… o dziwo, wolę prowadzić dialog niż monolog.
— Tak? Co za zaskoczenie! — mężczyzna zakpił lekko, patrząc Ryanowi w oczy. — Przystojny.
Chłopak uśmiechnął się i musnął jego dolną wargę.
— Dziękuję za komplement… ale niestety już muszę wyjść, by spotkać się z jedną z osób, która zapewniła mi w genach to, na co możesz teraz popatrzeć.
Mulat zaśmiał się, pokazując swoje równe, białe zęby, które przez koloryt jego skóry wydawały się jeszcze jaśniejsze.
— Spoko, baw się dobrze. — Klepnął go w ramię, kiedy sam wstał z kanapy, chcąc pójść do sypialni i zdrzemnąć się przed pracą.
Kilka minut później Ryan wyszedł z domu, nie kłopocząc się pożegnaniem, bo założył, że Lenny’emu udało się zasnąć. Zamknął dom i ruszył na przystanek, żeby około pół godziny później znaleźć się na ulicy, na której mieszkał dziewiętnaście lat. Już po drodze zaczynał się stresować, choć starał się sprawić, żeby nie było tego po nim widać. Nawet nieźle mu to wychodziło. Szedł luźno, ze spokojną miną, wciąż jednak myśląc o tym, jak mogła teraz wyglądać jego matka, co o nim myśleć i czy będzie potrafił normalnie z nią rozmawiać.
Wreszcie stanął przed świeżo pomalowanym płotkiem ogradzającym ogród i dom od ulicy. Niewiele poza nim się zmieniło, przynajmniej z zewnątrz. Dom był jednopiętrowy i dość surowy.
Chłopak odetchnął i przeszedł przez furtkę. Pokonał krótki, kamienisty chodnik i stanął przed drzwiami. Zadzwonił dopiero po dobrej minucie, kiedy przechodnie mogli już zacząć się zastanawiać, czy coś z nim było nie tak.
Usłyszał głośne kroki za drzwiami, które po chwili otworzyły się i ramiona jego siostry objęły go za szyję.
— No, jesteś! Wchodź. Mama jest w kuchni. — Rose złapała go za rękę i dosłownie wciągnęła do domu.
Ryan odchrząknął i wymusił uśmiech.
— Chcesz mnie udusić, Rosie? — rzucił, zamykając za sobą drzwi i mimowolnie rozglądając się po przechodzącym w salon przedpokoju. Wszystko było tak znajome. Od kołeczków na klucze w kształcie gałązek, przez wypastowany, jasny parkiet, po żyrandol z kwiecistym wzorem.
— Zawsze. Ale już chodź. Mama siedzi jak na szpilkach, a raczej chodzi. Bo krząta się po kuchni strasznie. Zrobiła ci chili con carne. Fajnie, co? W więzieniu tego nie miałeś! — Zaśmiała się i szturchnęła go w bok.
Ryan wykrzywił usta.
— Dzięki, siostrzyczko, że to zaznaczyłaś. Jakbym wcale do tego nie tęsknił. Ale przyznam, że już po zapachu poznałem.
— Pies na żarcie. — Dziewczyna dotknęła opuszkiem palca jego nosa. — To chodź, przywitasz się z mamą. I od razu pochwal jej kolor włosów, bo jej nie wyszedł, a dziś nie zdążyła przefarbować.
— Jeszcze była szansa, że uznałbym przeciwnie i nie musiałbym kłamać. — Ryan uśmiechnął się krzywo i podążył za siostrą. Przed wejściem do kuchni odetchnął głębiej.
Zapach był naprawdę cudowny. W porównaniu do tego, jaki unosił się w więziennej stołówce albo nawet kiedy Lenny przynosił jedzenie z jakiegoś fast fooda, ten sprawił, że od razu bardziej zgłodniał. Wręcz zapomniał, że jedzenie może tak dobrze pachnieć. Jednak nie to teraz zajmowało jego myśli, tylko widok matki, gdy wszedł do kuchni.
Kobieta stała do niego bokiem, wstawiając duży dzbanek z sokiem do lodówki. Kiedy usłyszała swoje dzieci, odwróciła się do nich i uśmiechnęła szeroko. Tak jak u Ryana, lecz ciężko było powiedzieć, czy był to szczery uśmiech.
— O mój Boże! — Westchnęła, składając dłonie jak do modlitwy. — Ale wyrosłeś! — to były jej pierwsze słowa, nim podeszła i objęła syna.
Była szczupłą kobietą, może nawet trochę za szczupłą, szczególnie na dłoniach. Miała długą szyję, ale mocno zarysowaną szczękę, przez co jej głowa wydawała się większa. Bordowo-rude włosy, które miała krótko ścięte i mocno skręcone, jeszcze to potęgowały.
Ryan na moment zesztywniał w jej objęciu, ale w końcu sam odpowiedział na gest i lekko ją przytulił.
— Chwała ćwiczeniom. Ty za to niewiele się zmieniłaś i… naprawdę ładnie wyglądasz — powiedział, na tyle skrępowany w tym momencie, że nie wiedział za bardzo, co mówić. Z jednej strony ogarnęło go dziwne uczucie ciepła na jej widok, ale pomieszane było z żalem i odczuciem obcości.
— Och, dziękuję ci, kochanie. — Pocałowała go w policzek, trzymając go po bokach twarzy szczupłymi dłońmi. Lekko pomarszczonymi i zniszczonymi, ale ciepłymi i suchymi. — Zgłodniałeś pewnie. I… może chciałbyś z nami porozmawiać, powspominać, czy poopowiadać. Czyż nie, Rose? — zwróciła się do córki.
— Jasne. Trzeba trochę poobgadywać stare czasy i co u ciebie teraz.
Ryan rzucił siostrze krótkie spojrzenie, które jednak szybko ponownie ulokował na twarzy matki. Doszukał się w niej więcej podobieństw do Rose niż siebie samego. Był świadom, że wizualnie bardziej przypomina ojca.
— Rosie już mi zdążyła zdradzić, co zrobiłaś na obiad, więc jestem bardzo za tym, by porozmawiać przy jedzeniu. Takich zapachów nie doznałem od ostatniego pobytu w domu.
Kobieta od razu szerzej się uśmiechnęła.
— W takim razie bierzcie z Rose talerze i sztućce, a ja zaniosę jedzenie. Będziemy mieli dużą porcję! — Zaśmiała się nawet radośnie. W jej oczach oprócz zadowolenia, że widzi syna, było coś jeszcze. Coś czego Ryan nie mógł wyłapać.
Odsunął od siebie tę myśl, kiedy podążył z siostrą do salonu i zaczął rozkładać widelce na dużym, nakrytym kremowym obrusem stole.
Salon był bardzo obszerny, o masywnych meblach i ciemnych ścianach. Sprawiał przez to dość ciepłe wrażenie, jednak brak typowych w każdym domu bibelotów na półkach nieco to tłumił. Wszystko było surowo urządzone, zdjęć była znikoma ilość, a czystość i porządek aż raziły w oczy.
— Niewielkie zmiany zaszły, jak widzę, od mojego pamiętnego opuszczenia świata wolnych ludzi — zauważył Ryan, rozglądając się z dystansem po otoczeniu, kiedy już zasiadł do stołu.
— Nie musisz cały czas tego mówić. — Matka chłopaka westchnęła ciężko, nakładając mu jedzenie na talerz. — Więzienie, świat wolności. Każdy wie, że siedziałeś. — Nie wydawało się, jakby mówiła specjalnie te słowa, ale same wydobywały się z jej ust.
— Mhm, dlatego możemy pomówić na przykład o dziecku. Niedawno byłam na badaniach — wtrąciła Rose, czując, że musi panować nad sytuacją przy stole.
Ryan rzucił matce krótkie, pełne dystansu spojrzenie, ale nie skomentował jej słów. Zwrócił się za to do siostry, walcząc z chęcią zabrania się za jedzenie, zanim każdy dostanie swoją porcję.
— Właśnie, Rosie. Już wiesz, czy będę miał siostrzeńca czy siostrzenicę? — zapytał, zerkając na jej już dość widoczny brzuszek. Siedziała obok niego, więc nawet sięgnął dłonią i dotknął go delikatnie.
— Wiadomo. A jak myślisz? — spytała brata, mamę prosząc, żeby nic nie mówiła. Ta akurat skończyła nakładać na talerze i usiadła naprzeciwko nich.
Ryan udał głębokie zamyślenie, wciąż trzymając dłoń na brzuchu siostry.
— Hmmm… nie okłada pięściami twojego brzucha, więc albo to dziewczynka, albo to będzie jakiś mały, zrównoważony kujonek — oznajmił z rozbrajającym uśmiechem.
— Oj, z takim wujkiem nie wiem, czy będzie taki zrównoważony — odparła dziewczyna, patrząc ciemnymi oczami na brata, a uśmiech na jej twarzy samoistnie się powiększał.
— Ale w tym całym szczęściu, kochani, jedzcie. W końcu po coś stałam tych kilka godzin w kuchni.
Ryan spojrzał ponownie na swoje jedzenie i chętnie się za nie zabrał.
— Więc jednak chłopiec. Mam nadzieję, że jesteś zadowolona — rzucił, a gdy przełknął pierwszy kęs, zamruczał z rozkoszy i dodał do matki: — Mogę z ręką na sercu przyznać, że opłaciło się to stanie w kuchni. Na wynos takiego dobrego nie robią.
— I tak ma być. — Kobieta uśmiechnęła się, dumna z siebie. — Matka zawsze najlepiej zadba o swoje dziecko. I nawet nie chcę wiedzieć, jakim świństwem się teraz sam żywisz. Masz chociaż dobrą pracę?
— Nie wierzę, że Rose nie wypaplała do tej pory. Ale pracuję w siłowni, więc płacą mi na tyle dobrze, bym nie musiał dorabiać na boku. A ty? Dobrze ci się powodzi? — zmienił temat, zajadając się swoją ulubioną potrawą. Nie czuł się specjalnie luźno, ale sądził, że to zniesie.
— Tak — odparła od razu. Może nawet trochę za szybko. — Wszystko jest dobrze i pod kontrolą. Rose nie sprawia kłopotów — dodała, dając w lekkim podtekście do zrozumienia, że on je sprawiał.
Uśmiechnął się krzywo do siebie. W końcu była to jego matka, więc doskonale rozumiał, co miała na myśli. A użycie sformułowania „pod kontrolą” nie chciał nawet komentować. Było aż nazbyt trafne.
— Rose żyje na swoim, z tego co wiem, więc ciężko by nawet było, by jakiekolwiek problemy sprawiała — zauważył. — Och, podobnie jak ja. Mniej bodźców do niezadowolenia, kiedy nie ma dzieci w domu, hm?
— Coś sugerujesz? — spytała od razu, mierząc syna ciężkim do odczytania wzrokiem.
— Mógłbym zapytać o to samo — odpowiedział podobnym spojrzeniem, ponownie zanurzając widelec w swojej mięsno-warzywnej papce.
Matka chłopaka wzruszyła ramionami i ukradkiem zerknęła na zegarek wiszący na ścianie.
— W takim razie ja nic nie miałam na myśli. Chociaż wiesz, Ryan, to jednak straszna szkoda, że nie przyszedłeś do nas spotkać się wcześniej. Z nami wszystkimi. To strasznie niegrzeczne, że przez Rose wymusiłeś na mnie spotkanie, kiedy ojca nie ma w domu.
— Wybacz, mamo, ale chciałem, żeby nasze pierwsze spotkanie po latach było miłe. A pierwszym i podstawowym warunkiem, by tak właśnie było, jest nieobecność ojca — odparł Ryan z bardzo wymuszonym uśmiechem, irytując się przez sam temat rozmowy. Czy serio musimy o tym rozmawiać? Po przeszło czterech latach niewidzenia się?
— Och, bo ty znowu masz do niego złe podejście. On robił tylko to, co musiał i to, co dla was najlepsze — odparła od razu jak nakręcona katarynka. Jadła przy tym spokojnie i niemalże z wdziękiem.
Ryan zacisnął zęby, a dłonie na chwilę schował pod stołem, bo zaczęły mu drżeć.
— Wybacz, ale nie przyszedłem tu słuchać o chwalebnych dokonaniach ojca. — Przez ostatnią rozmowę z Lennym, o mało nie powiedział „dawcy spermy”. — Więc albo przestań o nim mówić w samych superlatywach, albo nie mów o nim w ogóle, proszę. Jestem pewien, że jest bardzo dużo ciekawych tematów i ograniczanie się do takiego, który psuje nawet smak tego mięsa, nie jest konieczne.
Kobieta zmarszczyła nos, odkładając widelec na talerz.
— Jestem w stanie wiele zrozumieć, ale bądź tak miły i uważaj, jak mówisz o ojcu. I jedz — pogoniła go, a Rose popatrzyła na nich z trwogą.
— A wiecie, że ostatnio były niesamowite przeceny w Gapie i kupiłam sobie kilka fajnych bluzek? — rzuciła, desperacko chcąc zmienić tok rozmowy.
Tym razem jednak Ryan nawet nie podjął jej tematu. Rzucił tylko matce grobowe spojrzenie i wrócił do jedzenia swojego obiadu, który zaczynał być chyba jedynym pozytywnym elementem tego spotkania. Nie wiedział, jak się pomylił w tym myśleniu. Przekonał się dopiero po chwili, kiedy nagle usłyszał szczęk kluczy w zamku. Totalnie znieruchomiał, jeszcze nie zdając sobie sprawy z tego, co się dzieje. Wbił spojrzenie w wejście do salonu.
Tam, jak w jakimś filmie, zobaczył, jak pojawia się ojciec. Mężczyzna bardzo podobny do niego, lecz o tych kilkanaście lat starszy. Nadal dobrze zbudowany, nadal z ciemnymi włosami na głowie i czarnymi, błyszczącymi oczami.
— A jednak mała łajza przypełzła do rodzinnego gniazda. Proszę, proszę, nie spodziewałem się — zachrypiał mocnym barytonem, zakładając ramiona na piersi.
Ryan był tak zaskoczony jego widokiem, że przez chwilę nie był w stanie zareagować. Potem nagle zerwał się z krzesła, szurając nim mocno po podłodze. Serce zaczęło mu bić szaleńczo w piersi, jakby zaraz miało się z niej wyrwać. Spojrzał krótko na Rose wzrokiem pod tytułem „wiedziałaś?!”, ale ona wyglądała na równie zaskoczoną. Potem rozejrzał się, mając wrażenie zamknięcia w klatce. To wszystko wydawało mu się ciągnąć w nieskończoność, chociaż naprawdę trwało zaledwie kilka sekund.
Gdy ponownie spojrzał na ojca, zacisnął mocno pięści, czując, że poza lękiem i strachem, zaczyna wrzeć w nim agresja.
— To jest nas dwóch, bo nie spodziewałem się, że będę miał… przyjemność usłyszeć cię jeszcze kiedykolwiek. Nie, żebym tego namiętnie wyczekiwał. — Wykrzywił usta, starając się opanować drżenie ciała.
— Ooooch… „namiętnie”. — Mężczyzna posmakował tego słowa z niezłą obłudą. — Aż tak ci to pedalstwo odbiło do łba, że nawet głos ojca cię tak kreci? Obleśne i ohydne. Że też pozwoliłaś mu wejść do naszego domu. — Spojrzał mściwie na żonę, wchodząc przy okazji głębiej do domu.
Kobieta spuściła wzrok. Ryan za to poczerwieniał na twarzy. Czuł się cholernie słaby w obliczu ojca. Nieświadomie nawet cofnął się o pół kroku.
— Zdefiniuj może to „pedalstwo”, bo nie wiem, o którym mówisz, a słowa poparte jedynie żałosną próbą pokazania swojej pozycji są dość bezcelowe — wycedził przez zaciśnięte zęby.
— To, które ci wbili w dupsko w pierdlu. Taki chłystek i gówniarz niewdzięczny jak ty na pewno był kurwą wszystkich. — Roger zarechotał, podchodząc do chłopaka coraz bliżej i bliżej. Górował nad wszystkimi swoją postawą. — No powiedz. Przyznaj się. Zbezcześciłeś nazwisko Carterów nie tylko kradzieżą, ale i też dziwkarstwem?
— Nie! — syknął gwałtownie, cofając się o krok, za co od razu przeklął się w myślach. Powstrzymał się, by nie wycofać się bardziej. Patrzył twardo w oczy ojca, chociaż miał wrażenie, że ogarnęła go gorączka ze wstydu. Był świadom tego, jak czerwone ma policzki i jak bardzo teraz chce stąd wyjść, mimo że nie chciał uciekać. Tylko by potwierdził słowa Rogera. — Jak cię tak interesuje ten temat, to może sam powinieneś spróbować, co? — odpyskował, zaciskając z całej siły pięści, by nie było widać drżenia jego dłoni.
Mężczyzna prychnął pod nosem i pchnął syna w pierś.
— Nawet nie zaczynaj, gnojku, bo sprawdzimy, jak bardzo cię rozjebali w tym pierdlu. A może i teraz też? Hm? Siłownia, też coś prę…
— Tato… — Rose nie wytrzymała i weszła mu w słowo, za co została spiorunowana spojrzeniem.
— Zamknij się i nie wtrącaj się. Nie masz tu nic do gadania. Obie z matką do kuchni!
Starsza kobieta od razu poderwała się i niemal podbiegła do córki, łapiąc ja za ramię i wyciągając z salonu. Rose w drodze spojrzała na Ryana panicznie. Nie wiedziała, że ojciec wróci. Matka obiecała jej, że będzie w pracy. Czuła się koszmarnie winna.
— Na czym to ja…? — Roger zamyślił się, kiedy kobiety już zniknęły mu z oczu. Spojrzał na syna z ewidentną pogardą.
— Na pieprzeniu tego, co ci ślina na język przyniesie — odparł Ryan, niemal mordując go wzrokiem.
Miał w tym momencie ochotę zwyczajnie poderżnąć mu gardło, jak miał okazję zobaczyć w więzieniu, gdy jeden z jego współwięźniów na stołówce podciął tętnicę innemu. Nie potrafił się jednak nawet zmusić do tego, by odpowiedzieć na wcześniejsze szturchnięcie.
— Ach, tak. Pieprzeniu. — Mężczyzna pokiwał głową, udając zrozumienie. Wsunął jedną dłoń w kieszeń. — To co? Nadal oddajesz się jak jakaś panienka spod latarni? Bo to, że więzieniu to robiłeś, to jestem pewien. Jesteś małym, słabym i nic niewartym gównem, którego nawet nie powinno być w moim domu — syknął i znowu go pchnął, tym razem mocniej. Dużo mocniej. Na tyle, że chłopak o mało nie upadł.
— Nie jest tylko twój, ty pierdolony despoto! — krzyknął, co na pewno było słychać w kuchni. Jego myśli szalały, podobnie jak emocje. Miał ochotę zniknąć, bo czuł, że zaraz wybuchnie.
— Ależ oczywiście. — Roger ewidentnie sobie kpił, zbliżając się znowu do syna i patrząc na niego jak na wyrzutka, jak na śmiecia. — Nie jest jednak też na pewno twój. Więc zabieraj stąd swoją rozepchaną kijem od szczoty dupę i niewyparzoną gębę. Nie chcę cię tu więcej ani widzieć, ani słyszeć. Masz się też nie zbliżać, podły złodzieju, do mojej córki, rozumiemy się?! — syknął, nagle łapiąc chłopaka za przód koszuli. Materiał aż zatrzeszczał i chyba gdzieś pękł. Na podłogę na pewno spadł urwany guzik.
Ryan za to dyszał ciężko i aż czuł, że ledwo może złapać oddech z nerwów. Szumiało mu w głowie, a to, jak teraz strasznie blisko był jego ojciec, sprawiało, że poczuł się co najmniej kilka lat młodszy i kilka centymetrów mniejszy. Mimo to nagle odepchnął od siebie Rogera z dużą siłą i pospiesznie ruszył do wyjścia. Nie mógł tu być ani chwili dłużej, bo czuł, że albo go zajebie, albo… Sam nie wiedział.
— I nie wracaj tu, przebrzydła szmato! — wydarł się za nim mężczyzna, a nim chłopak wyszedł, tuż obok jego głowy roztrzaskał się rzucony przez ojca talerz. Kiedy tylko drzwi trzasnęły, Roger znowu krzyknął. Tym razem w stronę kuchni. — Posprzątać mi tu! Co to miało być?!
Ryan przez chwilę nawet nie wiedział, gdzie szedł. Przebiegł jedną przecznicę, nim zwolnił. Nie zważał na to, że ma porwaną koszulę, wzrok rozbiegany i cały się trzęsie. Zatrzymał się nagle, by wziąć głębszy oddech, bo niemal się dusił.
Wyszeptał do siebie ciche „skurwiel, skurwiel jebany” i znowu spojrzał na ulicę, na której się znajdował. Było mu wstyd. Czuł się potraktowany jak pies, jakby nawet odrobina szacunku mu się nie należała. A matka? Jak mogła mnie tak zdradzić?! Musiała wiedzieć, że ojciec wróci.
Nie powinien w ogóle iść do tego domu. Jedyne czym się to skończyło, to koszmarnym poniżeniem.
Przetarł twarz ręką i niespodziewanie poczuł na skórze wilgoć. Spojrzał na dłoń, jakby ze zdziwieniem i poczuł się jeszcze gorzej niż przed chwilą. Mając nadzieję, że nikt na niego nie patrzy, wcisnął ręce w kieszenie i pospiesznie ruszył dalej.

***

Ciemnoskóry mężczyzna wysiadł z auta na jednym ze skrzyżowań i pożegnał się z kumplem z pracy, który podrzucił go kawałek. Po tym ruszył spacerowym krokiem w stronę domu, w którym pomieszkiwał ze swoim kochankiem. Jeszcze sprawdził godzinę na wyświetlaczu telefonu i ziewnął głośno.
Po kilku minutach już grzebał w torbie przewieszonej przez ramię w poszukiwaniu kluczy. Starając się nie robić za dużo hałasu, wszedł do mieszkania i nie zapalając światła, odłożył rzeczy na podłogę oraz zrzucił buty. Był zmęczony, dzięki czemu też już spokojniejszy. Dzisiejsza noc nie należała do miłych, dlatego wyjątkowo się cieszył, że zaraz będzie mógł wsunąć się na łóżko i przytulić do ciepłego ciała.
Jaka więc zastała go niespodzianka, kiedy zobaczył, że w kuchni pali się światło. Równocześnie rudy kocur podbiegł do niego i z przeciągłym miauknięciem otarł się o jego łydki. Zmarszczy brwi i kucnął. Pogłaskał kota po grzbiecie i dopiero potem zajrzał do kuchni. Zobaczył tam Ryana, który siedział na krześle bokiem, oparty plecami o ścianę, a w dłoni trzymał butelkę piwa. Miał na sobie tylko czarne bokserki, a oczy nieco podkrążone. Odwrócił głowę w kierunku wejścia i rzucił:
— Hej.
— Hej? — Zdziwienie na twarzy Lenny’ego było coraz bardziej widoczne. — Co tu robisz? — spytał, podchodząc do niego. Kucnął przed nim i oparł złożone ramiona o jego kolana.
Ryan rozejrzał się po kuchni, spojrzał na swoje piwo, a potem znowu w zielone oczy kochanka.
— Siedzę w kuchni i piję piwo — odpowiedział zmęczonym głosem. — Uprzedzę od razu twoje pytanie: tak, nie mogę spać.
— Bo? — Padło kolejne pytanie, a Lenny pogładził delikatnie udo chłopaka.
Ryan milczał chwilę, odpowiadając spojrzeniem, ale nie zareagował na czuły gest. Napił się tylko piwa, żeby dać sobie czas na odpowiedź. Nie miał zamiaru mówić, dlaczego nie może spać. Nie chciał w ogóle wspominać o feralnych odwiedzinach w domu. Wystarczało mu, że cały czas myślał o tym, co powiedział ojciec, jak go nazwał i jak bardzo sprawił, że czuł się jak szmata. A co gorsze, kiedy patrzył na Lenny’ego i myślał, na jakich zasadach działa i jak powstał ich związek, robiło mu się mdło.
— Mało istotny jest powód, a rozmawianie o nim na pewno nie zadziała jak środki nasenne — odparł wreszcie z bardzo wymuszonym uśmiechem.
Lenny skrzywił się, po czym wstał i nadal opierając się dłońmi o nogi chłopaka, pocałował go w usta.
— To przez tę wizytę? — wyszeptał, dotykając dłonią jego twarzy i siadając mu na kolanach. Pogładził kciukiem jego skroń. — Mogę ci pomóc o niej nie myśleć, księżniczko — zaproponował łagodnym tonem, ponownie go całując.
Ryan momentalnie drgnął i spojrzał na twarz Lenny’ego ciężkim do odczytania wzrokiem. Poczuł strasznie nieprzyjemne ukłucie gdzieś w środku, a na twarz wstąpił mu silny rumieniec.
— Nie jestem… twoją… księżniczką! — krzyknął, zaczynając ciężko oddychać. Odstawił z głośnym trzaskiem butelkę na stół i zepchnął z siebie Lenny’ego, momentalnie samemu się unosząc. — Nawet się, do kurwy nędzy, nie waż porównywać mnie do swoich szmat w pierdlu!
Mulatowi udało się nie upaść na podłogę chyba tylko dzięki swojej zwinności, ponieważ pchnięcie Ryana nie należało do delikatnych. Od razu też w jego oczach pojawiły się niebezpieczne iskry.
— A tobie co, kurwa, nagle odbiło?!
— Nagle? Nagle?! Ile ci razy mówiłem, że masz mnie nie uważać za swojego cwela?! Obawiam się, że fakt, że nie ma tu ani krat, ani tych jebanych niebieskich, nie sprawia, że będę się cieszył i skakał z radości na taki stosunek! Nie dam sobie wmówić, że tylko dlatego, że razem oglądamy mecze i jeździmy na plażę, bierzesz mnie za kogoś na swoim poziomie! — warknął, patrząc na Lenny’ego morderczo. Aż go skręcało, kiedy zdawał sobie sprawę, do kogo Lenny go porównywał i jak mało szacunku tak naprawdę mu okazywał. A on zasługiwał na szacunek, cokolwiek by ojciec nie mówił. — Bo jak tylko masz, kurwa, ciśnienie, to mnie bierzesz jak swoją zabawkę! A ja nie jestem, kurwa mać, twoją zabawką!
Lenny patrzył na Ryana z coraz większym grymasem na twarzy.
— Ćpałeś coś? — spytał, nie wiedząc, co chłopakowi nagle odbiło, że zachowywał się jak poobijany. Wcześniej aż tak negatywnie nie odnosił się do ich relacji. Przynajmniej po tym, jak już wyrównało się między nimi.
— Och, to już takie nienormalne, że przypominam, że nie chcę być tym, za kogo mnie bierzesz? — zironizował chłopak i zbliżył się do niego, patrząc mu w oczy ze złością.
— A za kogo ja cię niby biorę, hmm? — Lenny założył ręce na piersi i mimo że był niższy, patrzył na Ryana z góry.
— Za jedną z tych swoich pieprzonych księżniczek, które dymałeś w pierdlu. Nie jestem jedną z nich i masz się tak do mnie już więcej nie odnosić! — warknął chłopak. Lenny widział, jaki był pobudzony mimo późnej pory. Jakie miał rumieńce, jak zaciskał zęby i jak dłonie mu drżały ze zdenerwowania.
— Tak? A jeśli będę cię dalej tak nazywać? Co mi zrobisz?! — fuknął, coraz bardziej nakręcony. To, że był zmęczony, wcale nie pomagało mu się uspokoić i normalnie porozmawiać z chłopakiem. Wręcz przeciwnie. Chciałem być miły, a ten co? Znowu ma jakieś wydumane problemy!
Ryan zacisnął zęby i niespodziewanie pchnął go mocno w klatkę piersiową, aż Lenny z dużą siłą uderzył plecami w lodówkę.
— To na przykład! Masz szanować moje zdanie, bo, o dziwo, ono też się liczy! Rozumiesz?! W związku każda strona ma się szanować, a ty masz mnie w dupie, jakbym był… — Nie skończył zdania, bo przychodziły mu do głowy tylko określenia, jakimi uraczył go ojciec. — Nie jestem słaby.
Lenny zawarczał, aż obnażając zęby. Nie miał zamiaru dawać tak sobą pomiatać.
— Opanuj się! — zasyczał, patrząc na Ryana spode łba. Jego oczy, jak jeszcze chwilę temu nawet spokojne, teraz przepełniały się coraz mniej kontrolowaną agresją.
— To mnie nie wkurwiaj! I pierdol się z tą księżniczką!
— Hm, zamierzałem — prychnął, podchodząc do niego i łapiąc go niespodziewanie szybko i mocno za szczękę.
Ryan wyszarpnął się momentalnie i odpowiedział dużo brutalniej, ciosem z łokcia w szczękę.
— Spierdalaj! Nie jestem twoją dupą!
Na odpowiedź Lenny’ego nie musiał długo czekać, bo ten w sekundę złapał go za rękę, wykręcił mu ją na plecach, a twarz Ryana uderzyła głośno o szafki, do których chłopak został przytrzaśnięty.
— Uderz mnie jeszcze raz, a następnego dnia się nie podniesiesz! Co ci odpierdoliło? Nawąchałeś się czegoś?
Chłopak dyszał ciężko i szarpnął się z wściekłością. Serce łomotało mu jak szalone. Świadomość siły Lenny’ego nie była przyjemnym doznaniem.
— Puść mnie!
— To się opanuj, do kurwy nędzy! — zawarczał jeszcze ciemnoskóry mężczyzna, lecz faktycznie go puścił. Starał się nad sobą panować, ale niezrozumiała dla niego złość Ryana doprowadzała go do szaleństwa.
Chłopak wyprostował oraz spojrzał mu krótko i mściwie w oczy, po czym nagle wyszedł z kuchni. W przedpokoju na podłodze wciąż leżała jego czarna, porwana i pozbawiona dwóch guzików koszula. Zignorował ją i tylko wciągnął na tyłek jeansy, a potem podkoszulkę. Sięgnął po buty i zaczął je szybko wiązać.
Lenny wybiegł za nim z kuchni i szarpnął go za ramię.
— A ty gdzie?! — syknął, mierząc go spojrzeniem.
— Teraz będziesz mnie kontrolować? Tam, gdzie chcę, a tobie w tym momencie nic do tego! — odwarknął Ryan, odpychając go od siebie i znowu pochylając się do buta.
— Tak, oczywiście, bo mnie to w ogóle nie obchodzi, gdzie chodzisz, co robisz, ani nic takiego, tak? — prychnął, znowu zakładając ramiona na klatkę piersiową. — Jest, kurwa, środek nocy, Ryan. Gdzie chcesz iść? Na nabrzeże schlać się?
— Och, teraz „Ryan”. Cóż za zaszczyt mnie kopnął — zironizował i wziął z szafki swoje klucze. Nie dodając nic więcej, wyszedł z mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami.
Lenny odetchnął dwa razy, ale w końcu nie wytrzymał i trzasnął pięścią w ścianę.
— Kurwa! — wydarł się, kiedy ból przeszył jego rękę. Czuł, że kiedyś zatłucze tego chłopaka albo zwiąże i zaknebluje, gdy będzie go tak wkurzał.
Szybkie oddechy jeszcze długo nie pomogły mu się uspokoić. Prysznic w sumie też nie. A kot gapiący się na niego, kiedy siedział na kanapie, zaczynał go wręcz niezdrowo irytować. Bojąc się, że może się zacząć wydzierać na biedne zwierzę, zabrał swoją torbę, kilka rzeczy i wyszedł z mieszkania. Napisał jeszcze do Ryana krótkiego smsa, że wyszedł, by następnie pojechać porannym autobusem na drugi koniec miasta.

32 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 109 – Pranie mózgu

  1. Katka pisze:

    Vicious, ale to bardzo dobrze, że tak analizujesz! To jest ogólnie ciekawa sytuacja z rodziną Ryana i staramy się właśnie jakoś to realnie prowadzić, żeby wszystko miało swoją przyczynę i skutek, a więc psychologicznie jak najbardziej można do tego podchodzić. „często właśnie w takich przypadkach jak rodzic cały czas powtarza, że jest beznadziejny i słaby, to taka osoba się podporządkowuje partnerowi i daje sobą pomiatać bo w końcu “tylko na to zasługuje” i to się ciągnie” – no i właśnie prawda, tak bardzo często bywa. Ale też zależy wszystko od osobowości. Nie chciałam jednak tworzyć stricte szablonowej postaci chłopaka, nad którym znęcał się ojciec fizycznie i psychicznie, przez co ten potem zachowuje się tak, jak opisałaś. Ryan ma swoje odpały i na pewno część jakichś tam skutków takiego a nie innego traktowania przez ojca się ukazuje w jego zachowaniu. Chociażby to, jak Lenny na początku go traktował, a Ryan nie zamierzał nikomu się z tego zwierzać i „zamykał problem”. Na szczęście to nie jest na zasadzie osoby wykorzystywanej i tej co wykorzystuje, bo związek Lenny’ego i Ryana mimo że oparty na gwałtowności, to jednak nie jest toksyczny. Tu się raczej ukazują po prostu ich wybuchowe charaktery i inne normy niż ludzi „niekaranych”. Ryan na szczęście ma upór i dumę zapisane głęboko w genach, więc raczej walczy z przeszłością, a nie daje jej nad sobą zapanować :) Och, kurcze, to jest temat rzeka, ale miło mi, że mogłam chociaż trochę na ten temat podyskutować z Tobą :) Ciekawie się analizuje takie osobowości :)

  2. vvicious pisze:

    Ano, ja już jak się za coś wezmę to pozamiatane, będę męczyć do utraty tchu xD
    Ja też trochę się już na studiach nasłuchałam o takich rodzinach, ale tu przynajmniej szczęście w nieszczęściu, że Rose i Ryan (przynajmniej częściowo) wyszli na ludzi, oby właśnie to z Lennym się nie przerodziło w coś niezdrowego, często właśnie w takich przypadkach jak rodzic cały czas powtarza, że jest beznadziejny i słaby, to taka osoba się podporządkowuje partnerowi i daje sobą pomiatać bo w końcu „tylko na to zasługuje” i to się ciągnie. Ale chyba za bardzo wszystko analizuję, może już mi stres przedsesyjny się uruchomił i wszędzie psychologię widzę xD także już nie mędrkuję, tylko idę czytać dalej ;]

  3. Katka pisze:

    Vicious, yey, fajnie, że podążasz dalej! :D Hehe, no i jak zobaczyłam, pod jakim rozdziałem skomentowałaś, aż oddech wstrzymałam XD Też we mnie wzbudzało jego pisanie sporo emocji. Matka Ryana rzeczywiście jest typowym przykładem tego, jak funkcjonują kobiety w takich związkach. To trochę beznadziejne, bo tak naprawdę można je odbierać zarówno jako ofiary, jak i katów, niemalże na równi ze znęcającym się ojcem. Na którychś zajęciach na studiach babeczka opisywała nam dokładnie taką właśnie sytuację (jak się komuś nie chce czytać, niech oleje, ale uzewnętrznię się trochę psychologicznie XD). Otóż, oczywiście taka kobieta JEST ofiarą tego związku, bo i na niej mężczyzna się znęca, jest absolutnie stłamszona i tak dalej, i tak dalej… ALE. Spójrzmy na jej podejście do dziecka. Każda normalna matka zrobiłaby wszystko, żeby jej dziecku nie stała się krzywda, to jest zapisane w instynkcie macierzyńskim, by bronić swojego dziecka, bo się je kocha. A taka kobieta, która nie robi totalnie nic, by je uchronić, jest równie winna tego znęcania jak sam sprawca, ponieważ myśli w tym momencie o sobie, a nie o dziecku. Zatem jest to wręcz skrajny egoizm. Kwestia sporna, bo takiej kobiecie można współczuć, ale i trzeba pamiętać, że zdrowo to ona do całej sprawy nie podchodzi i jest dla swojego dziecka podobnym katem. Bo w takim wypadku to też dziecko musi się jakiś sposób opiekować matką (i w wielu przypadkach nie rozumie ono, że powinno być bronione przez matkę, a wręcz czuje się winne, że przez niego i matce dzieje się krzywda).
    A już wracając do Twojego komentarza… XD Miło mi czytać, że Ryanek jest Twą ulubioną postacią <3 Mrrr, a Lenniak też raczej życzy mu jak najlepiej, w końcu czuje do niego… coś ciepłego :) Ale… sama widzisz, jak ciężko u nich z dogadaniem się ze sobą.

  4. vvicious pisze:

    Dawno nie komentowałam, ale ten rozdział był naprawdę emocjonujący, aż mi serce zaczęło walić z nerwów xD postać matki Ryana dobrze pokazuje jak funkcjonują takie toksyczne związki, facet nią pomiata, a ona i tak tylko „zrobił co musiał” i złego słowa nie powie, zawsze mnie to strasznie denerwuje, ale niestety taka jest prawda. No i żal mi strasznie Ryana, Lenny niby nie wiedział o co mu chodziło, ale kurde mógłby się czasem trochę wysilić żeby zrozumieć swojego, jakby nie było, kochanka. Liczę, że się jakoś to ładnie ułoży, bo to teraz moja ulubiona para, a Ryan jest od jakiegoś czasu moją absolutnie ulubioną postacią, więc mu życzę jak najlepiej ;)

  5. Katka pisze:

    Kohaku, „Lenny w końcu zrozumie, że może i on nie przywiązuje wagi do znaczenia tego słowa” – hehe, a może jednak przywiązuje, tylko tak, że nikt o tym nie wie :) W każdym razie upokorzenie Ryana faktycznie było straszne. Widać zresztą, jak bardzo go to zabolało po tym, jak potem reagował :(

  6. kkohaku pisze:

    Jej jak strasznie żal mi Ryana .___. to jak został upokorzony było straszne. I niby przełożyło się to potem na relacje z Lennym i niewinne słowo ”księżniczka”, co spowodowało awanturę. W sumie mam nadzieje, że po tym Lenny w końcu zrozumie, że może i on nie przywiązuje wagi do znaczenia tego słowa i dla niego ono już ma inny charakter, ale Ryanowi naprawdę źle się to kojarzy, a teraz tym bardziej i w końcu przestanie używać go :C

  7. Shivunia pisze:

    Seiridis >> za te większe cycki to ja podziękuje, ale resztę… taa, cukier który odchudza :D
    Lennego nie chce go tłumaczyć… ale cóż, taka już natura. Ryan tez spokojnym człowiekiem nie jest wiec ich „rozmowy” tak wyglądają. A sex. Oj, bo to nie tylko wokół tego się kreci… prawda?

  8. Seiridis pisze:

    A, Shiv, jako że mam dzisiaj internet to spóźnione STO LAT STO LAT NIECH ŻYJE ŻYJE NAAAAAM! xD Dużo cukierków, większych cycków (lololo :D), szczęścia, zdrowia, kasy, weny, żeby cukier i fast foody cię odchudzały i ogólnie wszystkiego naj :D

  9. Seiridis pisze:

    Mnie zirytował moment, w którym Lenny w taki ignorancki sposób potraktował Ryana. A spotkanie zdenerwowało. A najbardziej matka debilka.
    Ale rozdział fajny ;p
    (Co mnie najbardziej dziwi, to że w żadnym z trzech nie było seksu! xD)

  10. Shivunia pisze:

    Wadera >> Dziękuje bardzo za życzonka. A rozdział… Tekst z Narni jest chyba jego hitem. Ryan czasami ma urocze porównania… i bałagan. Sama wizyta w domu rodzinnym to faktyczna katastrofa. Matka jest strasznie zastraszona przez męża, a przecież to jeszcze policjant, wiec „jak śmiała bym mu się przeciwstawić”. Jedynie tam dzieci mają swój mózg. Chociaż Rose była zupełnie inaczej też traktowana niż Ryan. A ojciec. Jemu szczerze naprawdę życzę pobytu w wiezieniu. tam naprawdę bardzo bardzo by go nie polubili. ‚Ryan po wszyskim strasznie wyprowadzony z równowagi nie dziwie mu się, ale w porównaniu do większości nie cieszy mnie że sie postawił. Nie dlatego, że nie powinien, ale dlatego, że zrobił to w wybitnie w nie odpowiedni sposób, pod wpływem emocji, a to nigdy nie wychodzi na dobre.” – nie wychodzi i nie wyszło. Taki mały kontrast tego co na początku rozdziału było a na końcu. Jak może być jak sobie przypomni o czymś o czym wcześniej aż tyle się nie myślało. Dzięki za komentarz ;)

  11. Wadera pisze:

    Na początek chciałam złożyć spóźnione życzenia: Shiv, Wszystkiego Najlepszego, Duuuuużo Szczęścia, Zdrowia, Pomyślności, nieprzemijającej radości pisania, Wena na zawołanie i spełnienia Wszystkich Marzeń i marzeń. :D
    Co do rozdziału: Na początku zalatywało wreszcie taką fajną normalnością związkową, gadali sobie w co się ubrać co obejrzeć (tekst o Narni genialny cała moja rodzina się z tego śmiała;), a potem się zaczeło. Przyznam że od początku miałam złe przeczucia jeśli chodzi o te odwiedziny. Rose jest fajna widać, że się stara żeby ta cała i tak już pseudo rodzina nie rozleciała się w cholerę, ale pytanie czy warto. Jak dla mnie matka Ryana ma wybitne początki syndromu sztokholmskiego, strasznie zastraszona przez męża, do tego stopnia, że nawet wygrywa to z instynktem macierzyńkim. Jak dla mnie trzeba jej zaawansowanej terapii. Co do ojca, cóż…………. tu już żadna terapia nie pomoże, jesli chodzi o moje zdanie to go powinni zamknąć w więzieniu (jako glina pewnie i tak nie siedział by dłużej niż tydzień i nie mam na myśli zwolnienia). Ryan po wszyskim strasznie wyprowadzony z równowagi nie dziwie mu się, ale w porównaniu do większości nie cieszy mnie że sie postawił. Nie dlatego, że nie powinien, ale dlatego, że zrobił to w wybitnie w nie odpowiedni sposób, pod wpływem emocji, a to nigdy nie wychodzi na dobre. Mam nadzieję, że oni to sobie jeszcze z Lennym poukładają i nie spierdolą tego co do tej pory wypracowali. Jak zawsze czekam na ciąg dalszy *mam straszną ochotę na rozmowę Braci o przyszłości – mam nadzieję, że jest w programie :D

  12. Shivunia pisze:

    Elis >> Masz dużo racji. Każdy reaguje inaczej, a Lenny cóż. Niestety nigdy nie ma nawet połowy takiego obycia jak mają np bracia Grey. Inne środowisko inne normy. ” I wierzę, że najpierw musi być źle, aby było dobrze.” – nie zawsze tak jest, ale może w tym przypadku… ;) A starego Cartera też z chęcią bym…. wsadziła do pierdla, minimum. Ta by mu się odpłacili. A myśli Leniaka… postaram się. Ale on już taki jest i ta tajemniczość to taka jego cecha jak Ryana gadulstwo.

  13. Elis pisze:

    Wysłałam komentarz zanim skończyłam dopisywać jedno zdanie. :/
    Liczę też, że Lenny pozna powód ataku Ryana.
    I dopiszę jeszcze przy okazji, że też jestem za myślami Leniaczka. Trudno określić co się dzieje w jego głowie. Czego on chce i jakie ma zamiary. Chociaż w ten sposób jest bardzo tajemniczy. :)

  14. Elis pisze:

    Właśnie Lenny nie wychował się w normalnym środowisku. Nauczył się, że na agresję odpowiada się tym samym. Nie umie wziąć pod uwagę, że Ryan miał poważny, do tego bolesny powód swojego zachowania. Ja chcę, żeby byli razem. I wierzę, że najpierw musi być źle, aby było dobrze. Liczę też, że Lenny pozna powód
    I ojczulek sprawcą tego, że Ryan tak bronił swoich tyłów. Nadal mam ochotę rozszarpać Rogera. Matkę też.

  15. Katka pisze:

    Marta, ojcu powinien na pewno. Ale nie wiadomo, jak by to się mogło skończyć. Może jeszcze gorzej :(

    Tigram, Ryan jest świadom, że cała ta szopka była za sprawą matki. Wie, że to ona zapewniła Rose, że ojca nie będzie i że specjalnie tak ustawiła spotkanie, by jednak na siebie wpadli. Kto wie, może w głębi miała naprawdę nadzieje, że syn z ojcem się pogodzą. W każdym razie Ryan nie obwinia Rose. Widział zresztą, że była równie zaskoczona jak on. Więc raczej odbiera to jako niezbyt dobry pomysł, który nigdy nie powinien zostać wcielony w życie. No i nad przemyśleniami Lennego w takim razie pomyślimy :)

  16. TigramIngrow pisze:

    Kat, Tak, nie ma w Rosie winy i od razu to podkreśliłam. Ale postawmy się w miejscu Ryana(taaa, mówię to do osoby która stworzyła tę postać, jak mądrze ^^) – to ją prosił by pośredniczyła, by upewniła się, że nie będzie ojca – i ona to zapewniła. Ale jak bardzo musiał poczuć się oszukany gdy ten jednak się pojawił? Więc w sumie poniekąd może czuć się oszukany przez nią. Inna sprawa że czułby to niesłusznie, ale… ja to tak odbieram, ale męska psychika pewnie działa nieco inaczej.
    A co do przemyśleń Lenny’ego – jestem jak najbardziej za. Niby go lubię, ale… Właśnie, jest wciąż jakieś ale. :)

  17. Marta pisze:

    Ryan powinien wpierdolić ojcu i Lennyemu .tego starego to bym rozjebała.Shiv wszystkiego najlepszego!

  18. Katka pisze:

    Tamiya, to mam nadzieję, że nie nastanie nic katastrofalnego, co zaburzy to „na całe życie” XD Chociaż czasami i tak fajnie się czyta, jak niektórzy czytelnicy pomstują na tą czy inną postać. Jak to się mówi, nieważne jak mówią, byle mówili :)

  19. Tamiya pisze:

    Ach. To dlatego Ryan miał takie opory przed byciem na dole! No taaaaaak. Teraz to ma sens. Jak ja wolno kojarzę dzisiaj xDD matko.
    Hahaha, uwaga z Lennym mnie rozbawiła. Ale w sumie to racja, nie pomyślałam o nim xD Leniak i jego odnoszenie się do kobiet z taką potulnością, delikatnością, no tak, to ma sens 8D
    No… jak się zostaje fangirlem to na całe życie 8D

  20. Katka pisze:

    Raya, no tatusia Ryan nie ma najmilszego, dlatego tak się stara od niego izolować. Jak widać chęci to nie wszystko. Natomiast co do księżniczki – hehe, tak, zwykle sie wkurza, ale tak, że da się to zbyć, a tutaj… no troszku mu tatuś w głowie namieszał i sprawił, że łatwo było przejść granicę, gdzie jego poczucie godności mogło być naruszone.

    Yaoistka, dokładnie, powinien dać mu w ryj, ale tak już jest, że jednak to poczucie dominacji i siły takiego despoty zostaje w głowie i nie jest się w stanie postawić. Ojciec za bardzo zdaje sobie z tego sprawę niestety.

    Tigram, „I na miejscu Ryana bym już nawet nie reagowała na próby podjęcia kontaktu przez Rosie” – a to ciekawe podejście w sumie. Bo jakby nie patrzeć, w niej nie ma winy w tej sytuacji. Ojca by nie przegadała, ba, ten jej nawet zdania dokończyć nie dał. A jest to jedyna rodzina Ryana, która ma z nim zdrową więź, więc podejrzewam, że lepiej dla niego, jakby jednak z siostrą kontakt utrzymał. „A ta jego matka też jakaś niedorobiona” – z tym się zgodzę w stu procentach. Kobieta jest egoistyczna, skoro nie jest w stanie bronić własnego dziecka i woli ratować własną skórę pokorą wobec męża. Zaś co do Lennego… Hehe, rozkminiałyśmy z Shiv, czy może jednak nie powinno być więcej jego myśli. Bo widzę, że jest nie raz pokrętnie odbierany. Ale co się nie wyjaśni teraz, wyjaśni się potem :) Za to rozwiązania siłowe… no cóż, więzienie nie uczyło niestety dyplomacji słownej.

    Elis, no właśnie, najgorsze jest to, że Roger wie, że ma władze w tym domu I każdy boi sie mu postawić. Więc to wykorzystuje i pokazuje na każdym kroku. A potem takie kwiatki wychodzą i Ryan ma mętlik w głowie. „Ma go szanować, a nie traktować jak własność, z którą może zrobić wszystko” – tutaj pytanie, czy on go tak naprawdę traktuje, czy to tylko i wyłącznie krzywe postrzeganie Ryana. Sporo tutaj jest napisane głównie okiem Ryana, który jest przekonany o tym, jak Lenny go odbiera. Lenny z kolei jest raczej milczącym typem, który nie pokazuje po sobie specjalnie to co myśli. No i trzeba wziąć poprawkę na to, że nie wychowywał się w zdrowym środowisku i może nawet tak nie umie. Ale, ale, to już pozostawiamy Waszym analizom i ciekawi mnie strasznie takie podejście do sprawy :D

    Shinu, widzę ogólną irytację na Lennego XD No co ja mogę powiedzieć? Jakby nie patrzeć Ryan też nie ułatwił sprawy, wyskakując z tymi oskarżeniami – więc Lenny poczuł to jako atak na jego osobę, więc nie ma się co dziwić jego skonfundowaniu, kiedy najpierw jest różowo, a kilka godzin później ni stąd ni zowąd okazuje się, że beznadziejnie. Domyśleć się mógł, to prawda. Ale oni już tak mają. Nic wprost, wszystko muszą obejść naokoło :( „Jego słabością jest jego stary” – niestety tak :/ Jak zresztą zauważyłaś jego zachowanie tylko wzmacnia to Ryanowe podejście do bycia na dole jako do czegoś deprymującego. „Mam ochotę ich wziąć i walnąć w jaja” – auć XD

    Gordon, „ich związek zajebiście cierpi przez Rogera” – prawda. Można powiedzieć, że on jest sprawcą większości uprzedzeń Ryana, więc ciężko się mu dogadać z Lennym na pewnych płaszczyznach. A metafora z żółtkiem i białkiem… jakkolwiek faktycznie dość zabawna, to jednak cholernie trafna. Im ciężko z siebie wykrztusić to co w nich naprawdę siedzi i tylko spierają się nie o to, co jest źródłem problemu :(
    Shin, tak, to ten typ, co uważa, że mężczyzna jest królem w domu.

    Tamiya, witaj w klubie, przyznam, że z początku też podchodziłam z pewną dozą ekscytacji i ciekawości, jak to spotkanie Ryana i ojca po latach przebiegnie. I równie szybko mi przeszło, kiedy zaczęła się awantura. Cóż, mam Ryana w głowie, więc nie mogło być inaczej XD „Ryan może sobie nienawidzić ojca, i wszystkim wokół wmawiać, ze go nie obchodzi, co on o nim myśli, ale tak naprawdę to się tym przejmuje” – trafiłaś w sedno, Tamiya. Chociaż troszkę bym to zmodyfikowała. Ryan sam wierzy w to, że go nie obchodzi co on mówi, w końcu ojciec to przecież taki chuj, nie da sie sterować takiemu człowiekowi. Zwyczajnie sobie sprawy nie zdaje, że te wszystkie chore uprzedzenia i nadmierna wrażliwość na punkcie swojej dumy to przez to, co mu ojciec natłukł do głowy. Ale to pewnie jeszcze będzie bardziej widoczne z czasem, więc nie paplam już za dużo :) I ładną reakcją sie wykazałaś na temat traktowania kobiet przez Rogera XD Podejrzewam, że jakby Lenny tam był i zobaczył, jak on je traktuje, to byłby równie (albo i bardziej) wkurwiony jak Ty i mu zrobił z mózgu tego faceta nową tapetę :) No i jak mi się podoba zmiana Twojego nastawienia do Lennego :D Fajnie czytać, jak ktoś chce by byli razem <3

    Floo, „czytając ten rozdział miałam ochotę kogoś zabić” – ok, to my też się cieszymy, że klienta żadnego nie miałaś, bo byśmy miały na sumieniu jego życie i Tobie byśmy musiały wysyłać paczki do więzienia XD Lenny faktycznie, potwierdził jego podejrzenia, choć nieświadomie. Cóż, nie miał pojęcia, co się stało, a Ryan… Ryan w tym momencie, bo takim praniu mózgu wszystko słyszy tak, jak (nie)chce słyszeć :( No i ślicznie zauważone – Rose jest dla Ryana bardzo ważna, traktuje go tak, jak powinna i mimo że często się nie widują, to jednak się kochają i myślę, że w obliczu tego, jaka jest reszta ich rodziny, jest to dla nich bardzo ważne. Trzeba też pamiętać, że Rose jest jedyną osobą, która odwiedzała Ryana w więzieniu :)
    No i widzę, że hasło z Narnią zrobiło furorę XD Ach, Ryan i jego moc słowa.

  21. Floo pisze:

    A i nienawidzę was za zakończenie rozdziału w takim momencie!!!!

    „Ja za to zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem ktoś z Narnii nie podpierdala mi ubrań.”-BOSKIE HASŁO!!!!!!!! Kocham je :D

  22. Floo pisze:

    Rozumiem Ryana, tą jego wściekłość. Czytając ten rozdział miałam ochotę kogoś zabić… (dobrze że nie miałam akurat żadnych klientów).
    Ale się porobiło. Biedny Ryan. Lenny też jest biedny, ale mniej niż Ryan. Niestety Lenny zjebał sprawę! Niestety, przynajmniej słownie, potwierdził w pewnym momencie, oskarżenia Ryana i strasznie mnie to ubodło. A Ryana musiało strasznie zaboleć. Ale wiem że Lenny, jakby wiedział co Rynaowi powiedział ojciec, kopnął by się w tyłek za to wszystko co powiedział. Przydała by się teraz Rose żeby mu powiedzieć!
    Staruch mnie wkurwił najbardziej tym „Nie zbliżaj się do mojej córki” Nosz kurwa, to jego siostra, i jedyna rodzina która się na niego nie wypięła! Matka Ryana też była wredna, pomijając to co mówiła, ona wiedziała że mąż będzie, i nic nie zrobiła żeby chronić dziecko! Jak tak można, co za wyrodna matka!!!!!
    Jedyna rodzina która kocha Ryana to Rose, i jestem pewna że ona go nie odtrąci. Mam tylko nadzieję że ten psychopata nic jej nie zrobi!

  23. Tamiya pisze:

    Hahaha. Spodziewałam się ojca Ryana. Jak wczoraj Shiv wspomniała, że „poznamy nową postać”. A jak na początku Ryan oznajmił, że idzie na rodzinną kolację, to już wiedziałam, kim jest owa nowa postać. O taaak. Na początku spokojnie, fajnie, przyjemnie, myślę sobie „taka cisza przed burzą :I”. Tu sobie Ryanek gada z Leniakiem, słodko i wgl, rozmawiają, śmieją się. Potem Ryanek wchodzi do domu i ja wstrzymuję oddech, oczekując ojca nagle wyskakującego zza ściany z „kogo my tu mamy?” i szyderczym uśmiechem. No i nic. Dobra, wraca mi oddech. Jadę sobie dalej tramwajem (bo w końcu z rana czytanie zaczęłam od tego). Jest Rose, jest matka. W salonie nikogo. Uff. Ale i tak coś mi nie gra, na pewno ojciec wpadnie. Może zejdzie z góry po odespaniu nocnej zmiany? A może nagle wróci z ogrodu? Z pracy? I czy to będzie ukartowane przez matkę (Rose nie podejrzewałam, bo ona wie jaki jest ich ojciec i skoro Ryan nie chciał, to by nie zrobiła nic wbrew jego woli, by nie stracić jego zaufania) czy może niespodziewany obrót sytuacji? No, adrenalinka jest. Ładnie, z samego rana, przynajmniej się obudziłam. Gadają, jedzą. Ryan powstrzymujący swój cięty język, hahaha piękne, chyba się nawet do tego szczerzyłam jak głupia. No i, ba-dum tsssss. Wchodzi nasz główny punkt programu! Dobra, przyznaję się do sadystycznych skłonności – na początku się ucieszyłam na konfrontację po latach (w niewielkiej części licząc na to, że ojciec nie jest takim złym wilkiem, jak go piszą i się w jakiś tam sposób pogodzą, pójdą na kompromis). Szczerzę się przez chwilę i szczerzę, czytając tę rozmowę. I coraz bardziej rzedła mi mina. Co za chuj. Poczułam złość. I współczucie dla Ryana. Najgorsze, że jak już zaczynałam być bardziej przerażona niż zadowolona z ich spotkania, to uderzyła mnie myśl „pranie mózgu… Ryan może sobie nienawidzić ojca, i wszystkim wokół wmawiać, że go nie obchodzi, co on o nim myśli, ale tak naprawdę to się tym przejmuje. To jego ojciec. Mimo wszystko, mimo tego, co mu zrobił… Boże, Ryan, błagam, nie załam się”. Naprawdę miałam ochotę go przytulić. A ojca poszlachtować dużym, rzeźniczym tasakiem, na cienkie plasterki. UCH. CHUJ, CHUJ, CHUJ. Z góry przepraszam za wszystkie przekleństwa, te już napisane i te, które jeszcze napiszę, ale jak jestem zła, to nie myślę nad wyszukanym słownictwem i używam, jak to mój dziadek mawia, „łaciny furmańskiej” 8D Och tak, kocham to sformułowanie. No ale do rzeczy. Jak go ojciec pchnął to mi stanęły przed oczami sceny z tych wszystkich filmów i książek, gdzie ojciec dosłownie „wybija” synowi „pedalstwo” z głowy. Przeraziłam się i modliłam, żeby Ryan natychmiast stamtąd uciekł. A matka? Matka spieprzyła do kuchni. Ciągnąc za sobą Rose. No i obrona poszła się jebać. Zresztą… Co to za facet, co nie respektuje własnej żony. Uch, ja bym tak nie dała sobą pomiatać. Ten człowiek to agresywny, niezrównoważony chuj D< I to ma być policjantem? No proszęęę. I czemu matka Ryana z nim jest. Nie wiem jaki jest na co dzień, ale nie wydaje mi się, żeby to była jakaś drastyczna zmiana w zachowaniu. Niereformowalny człowiek. Jak można potraktować tak własne dziecko? Nigdy tego nie rozumiałam i chyba nie zrozumiem. A Ryan… Biedny, w końcu udało mu się wyjść. Został upokorzony, zwyzywany, nawet talerz poleciał w jego stronę (a kobiety miały posprzątać. Budzi się moje feministyczne „ja”, JA CI DAM POSPRZĄTAĆ. Nie żebym była jakąś bezwzględną feministką, ale jednak uważam, że kobieta to PODMIOT, nie przedmiot. I nie jesteśmy od siedzenia w kuchni, pardon, ale czasy średniowiecza dawno przeminęły ==* ciii, nie wspominajmy, że tak było do jakiegoś XXw, bo to mi psuje przemowę XD). No, ale potem. Sądziłam, że opowie Leniakowi. I on go przytuli, pocałuje i pozwoli się przelecieć, żeby Ryan mógł uspokoić się i zapewnić go, że traktuje go jak równego sobie. Ale oczywiście nic nie idzie po mojej myśli, bo się pożarli. Ostro pożarli. Ryan niby nie przejmuje się, ale tak naprawdę się przejmuje i to bardzo, tylko stara się udawać. Ryan, moje kochanie D: Gdzieś ty poszedł. Lenny wyszedł. Uch, macie mi się natychmiast pogodzić D: A ty, Lenny, masz go pocieszyć. I odprać mu ten mózg. Hahahhaha, jak już polubiłam Lenny’ego, to teraz się denerwuję, że im się nie układa, a jeszcze jakiś czas temu bym się śmiała. No cóż, ironia losu.

  24. Shin pisze:

    Ojciec Ryana jest pojebany żeby syna nazywac dziwką ?! a baby do kuchni :/ jeszcze ten tekst : „posprzątać tu. Co to miało być głupie baby ?” ale się zbulwersowałam … :/

  25. Gordon pisze:

    Jakiego on ma chuja ojca O.O Matka nie lepsza jak zamiast syna bronic to robi co maz kaze. Wkurwilem sie normalnie. Ojciec wielki macho co ludzmi pomiata, powinien ktos mu tylek przeorac. Tytul rozdzialu jest perfekcyjny laski lepiej w slowach tego sie ujac nie da bo teraz widac co Ryan ma w glowie. I sie Lennyemu oberwalo ;p Troche mu wspolczuje i Ryanowi tez bo ich zwiazek zajebiscie cierpi przez Rogera. Debilnie tylko ze oni sie porozumiec wcale nie moga bo sie spieraja o bialko jak to zoltko jest zgnite. Sorka, taka mamina metafora ale mi spasowala ;p Jestem w poparciu dla slow Shinu ze im trzeba przywalic by sie opamietali i dogadali. Lux rozdzial, wszystkie trzy swietne.

  26. Shinu pisze:

    Po pierwsze… kurcze, Lenny w alladynkach! Ja to chcę zobaczyć! ;333
    Kurcze, nie wiem, czy zdążę przeczytać dwa pozostałe rozdziały, ale co tam, jakoś nadrobię.
    Co do tego rozdziału to tak, miałabym w chuj dużo do napisania i rozgadania i zaczęła pierdzielić jaki to ten Ryan biedny, jaki ojciec zły, ale po co jak to już wszyscy wiedzą?
    I Lenny mnie wkurwił, bo jak widzi, że Ryan odpierdziela, to znaczy, ze coś się stało na tym spotkaniu z matką i jest po prostu roztrzęsiony i próbuje się wyładować na Lennym, ale nie, na chuj trochę pomyśleć i połączyć ze sobą fakty, żebym potem odbyć jakąś ludzką rozmowę, lepiej też się wkurwić, bo przecież „Na Lennyego nie można krzyczeć, tylko Lenny ma na to monopol.” Ogólnie to się zawiodłam, Lenny, myślałam, ze bardziej ogarniasz, szczególnie po takim czasie z Ryanem.
    Ryana raczej o nic nie obwiniam, bo nie ma o co. No tak, jego słabością jest jego stary i po takich tekstach jakie rzucał mu własny ojciec, w dodatku z jego nie-do-końca-to-akceptuje podejściem do bycia na dole, to się nie dziwię, że go wkurwiła ta księżniczka. Sama bym tam chyba coś rozniosła, jakbym była w takim stanie jak Ryan. W prawdzie mógłby też powiedzieć Lenny’emu, że ojca spotkał i to nie było miłe, ale Ryan to Ryan i woli zachować wszystko dla siebie.
    Kurwa. Trafił swój na swego.
    Mam ochotę ich wziąć i walnąć w jaja, może by się trochę ogarnęli.

  27. Elis pisze:

    Wiedziałam, że będzie ojczulek. Co to niby za matka, że tak Ryana wrobiła. Babsztyl jeden. Do tego zastraszony przez męża, któremu wydaje się, że może rządzić całym światem. Jak on mógł mówić do Ryana takie rzeczy? Co za…. wrrrr. A może on ma jakąś manię. Jakieś ciche pragnienia i sam marzy by zostać przerżnięty? Co za bydlak. Dajcie mi go w moje ręce. Nie ucieknę do kuchni jak Rosie czy jego żońcia. Każdy mu ulega i facet czuje siłę. Najgorzej, że Ryan ponownie poczuł w sobie strach do tego faceta. Faceta, który nie powinien nazywać się jego ojcem. Biedny Ryan. *tuli go*
    Co do Lennyego to super, że Ryan mu się postawił. Niech Mulat wie, że Carter nie jest zabawką, która może pieprzyć kiedy tylko zechce. Ma go szanować, a nie traktować, jak własność z którą może zrobić wszystko. Gdyby nie zaczął z tą księżniczką, może w spokoju by pogadali. Ha i usiadł na jego kolanach. :) Mam nadzieję, że dowie się co zaszło w domu Ryana. Szkoda, że nie zobaczył tej koszuli.
    Rozdział cudowny. :)

  28. TigramIngrow pisze:

    I w końcu bardzo dobrze! Ryan się postawił Lenny’emu i się od niego odciął! I tak ma być! Prawidłowo! Jestem całym serduchem za Ryanem. Jeśli nie widać innych opcji najlepiej zniknąć gdzieś na jakiś czas. Podejrzewam, że Ryan udał się albo do Charliego albo Mike. Obstawiałabym jeszcze Jasona, no ale… I ja na miejscu Ryana bym już nawet nie reagowała na próby podjęcia kontaktu przez Rosie. Tak, tak. Nie ona winna, ale to poniekąd przez nią Ryan zgodził się na tę wizytę. I przez Lenny’ego, więc podwójne wrrrrrr *kłapnięcie szczęką*.
    A ta jego matka też jakaś niedorobiona. Nie zna swojego męża? Nie wie jak traktuje jej syna? I co? I tak pozwoliła Ryanowi tkwić w nieświadomości, samej tylko spoglądając na zegarek? Oż ty…. Wcale się Ryanowi nie zdziwię, jeśli już nigdy więcej nie będzie podejmował kontaktów z rodziną. Bo to jest jakieś…. chore.
    A Lenny.. chuj mnie strzeli przez niego. Idiota. Mało zna Ryana? Zamiast go jakoś ugłaskać (zaczął dobrze) to wyleciał z tą księżniczką jak Filip z konopi. Ale teraz się chociaż wyjaśniło, skąd Ryanowi wzięła się ta obsesja na temat tyłeczka. I popieram go, jeśli teraz przez jakiś czas odetnie się od Lenny’ego. Szlag, szlag, szlag. Jak było dobrze, to było dobrze. Ale jakby mieli sobie zrobić dłuższą przerwę lub nawet się rozstać to bym nie płakała. Szczerze powiem, że wątpię czy Lenny by się tym jakoś mocno przejął.(w sensie potencjalnym rozstaniem) No bo czasem – a nawet bardzo często – człowiek ma wrażenie, że Lenny’emu to naprawdę wszystko zwisa. Mieszkanie blisko pracy, seks na wyciągnięcie ręki… Zbywa Ryana na każdym kroki, nic mu nie mówi… To faktycznie, na co komu taki związek? A jak jeszcze mu coś nie pasuje to wybiera rozwiązania siłowe. To nie świadczy o nim dobrze, w nawet najmniejszym stopniu. Uch, zdenerwowałam się z samego dnia.

    P.S – „– Ja za to zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem ktoś z Narnii nie podpierdala mi ubrań. ” – Ahahahahha! Dobre, dobre!

    I Shiv – wszystkiego najlepszego! Spełnienia marzeń, stu lat życia i czego sobie jeszcze zamarzysz! :*

  29. Yaoistka pisze:

    rozdział boski, ale przyprawił mnie kilka razy o zatrzymanie pracy serca! xD Rayan powinien ojcu dać w ryj i wyjść, a nie :/ Biedny <przytula niewidzialnego Rayana) A co do Lennego…sama nie wiem, ale jasna sprawa, mulat nie za dużo liczy się z słowem Rayana i rozumiem, że wybuchnął, a na dodatek potęguje u niego te"spotkanie" rodzinne :/ WENY!

  30. raya pisze:

    „Ja za to zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem ktoś z Narnii nie podpierdala mi ubrań.” – NIE. MOGĘ. LMAO
    Wspólczuję Ryanowi ojca, naprawdę ma przerypane.
    Natomiast podoba mi się, że Ryan w koncu się postawił Lenny’emu z tą całą „księżniczką”! Fuck yeah!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s