Fire Dragon Tattoo Studio – 107 – Abyśmy wszyscy byli jak rodzina

Słońce nie było już tak ostre jak za dnia. Jason niespiesznie szedł przez molo w stronę łodzi z napisem „Lone Ranger” na burcie. Poprawił torby na ramionach i wszedł po schodkach. Nie spodziewał się, że na pokładzie już kogoś zobaczy, ale widocznie nie był tu pierwszy. W końcu tyłka Kate nie dało się nie poznać. Była wypięta akurat w stronę wejścia na łódź i wychylała się za burtę, trzymając coś w dłoni. Poza nią kawałek dalej na kanapach siedzieli Mike i Marg.
— Nie pytaj — zaczęła dziewczyna, kiedy zobaczyła tatuażystę.
Jason wszedł na pokład i zbliżył się do niej, rzuciwszy wcześniej torby na deski.
— Co jest? — zagadał.
— Łowię — odparła i dopiero się wyprostowała. — A tak serio, zobacz. Tam są takie rybki, co skubią łódź. Słodkie, co?
Jason pochylił się i oparł przedramiona o barierkę. Z umiarkowanym zainteresowaniem spojrzał w stronę wody.
— Ta… — mruknął.
— Wiedziałam, że cię to nie zainteresuje. Gdzie reszta? — Zmieniła od razu temat. Włosy miała zgarnięte opaską. Na sobie jeszcze krótkie spodenki, japonki i kolorową tunikę.
— Alex koresponduje ze swoją przyszłą żoną — odpowiedział Jason, nawet nie patrząc na dziewczynę. — A reszta… — zmrużył oczy, widząc zarys sylwetek wyłaniający się spomiędzy budynków — tam.
Kate od razu spojrzała w stronę, którą wskazał Jason. Uśmiechnęła się radośnie. Tatuażysta chciał coś dodać, kiedy Mike klepnął go w ramię po tym, gdy do niego podszedł.
— Jason, póki wszystkich nie ma, mogę cię na słówko?
— Hm? No, jasne — odparł, prostując się.
Zignorował ciekawskie spojrzenie Kate i odszedł kawałek z szefem. Wsadził ręce w kieszenie swoich wąskich, czarnych spodni, które nosił nisko na biodrach.
Mike jeszcze upewnił się, czy Marg jest zajęta odpisywaniem koleżance z pracy na smsa. Zobaczył też, jak Kate krzyczy głośno na widok Lenny’ego, kiedy ten z Ryanem weszli na podest.
— Słuchaj… jest taka sprawa. Byś mi… trochę pomógł — zaczął Mike dość niepewnie, nie wiedząc przy tym, gdzie podziać oczy. — Bo… tego… — Pogrzebał w kieszeni spodni i wyjął małe pudełeczko. Prostokątne i dość płaskie, ale z uroczą kokardką. Złapał tatuażystę za dłoń i wcisnął mu je w nią. — Tylko niech ci nie wypadnie. I ten… Powiedz, co myślisz?
Jason spojrzał na pudełeczko z głupią miną, a potem na twarz kumpla.
— Co? Co to jest?
— Otwórz — zachęcił go Mike, zerkając za siebie.
Tatuażysta zamrugał, nim otworzył pudełeczko. Słyszał gdzieś w tle, jak Kate pokazuje Lenny’emu te same rybki, którymi i jego chciała zainteresować. Skupiony był jednak bardziej na tym, co zobaczył wewnątrz pudełka. Tam na delikatnym, lekko meszkowatym materiale w czerwonym kolorze leżał pierścionek. Był srebrny, ale na pewno nie ze srebra. Jason szybko się domyślił, że było to białe złoto, a kamyczek na szczycie nie był cyrkonią a diamentem. I to całkiem sporym diamentem.
— I co sądzisz?
Gapił się głupio na pierścionek, po czym spojrzał na Mike’a i uśmiechnął się w przegięty sposób.
— Awwww, Mikey, myślałem, że nigdy nie zapytasz. A tak serio, szefuńciu… myślę, że to strzał w dziesiątkę — dodał już normalnie i z uśmiechem poklepał kumpla po ramieniu.
Mike odetchnął ciężko. Bardzo ciężko. Wyciągnął rękę po pudełko.
— To oddawaj. — Zabrał mu swoją własność. — Myślę, żeby ją poprosić, gdy będziemy już na oceanie? Hm? Alex zatrzymałby łódkę i tak przy wszystkich… Czy… to kiepskie?
— Najwyżej będzie większa siara, jak powie „nie”. — Jason zaśmiał się, przypatrując mu się jednak z sympatycznym błyskiem w oku. — Reszta wie?
— Nie. Reszta nie wie, więc ty też masz udawać zaskoczonego. Weź, jakby Katy wiedziała, każdy by wiedział. Nawet Marg — prychnął Mike, chowając pudełeczko.
— Ale Alexowi mam szepnąć słówko, żeby zatrzymał jacht, tak? — Jason upewnił się, zerkając przy okazji w stronę molo. Czekali już tylko na Charliego i braci Grey.
— Chyba nie będzie to problemem, co?
— Spoko, zrobi się. No, no, Mike… Serio pogratulować. Uścisk dostaniesz potem, bo już się nam nasza słodka pani przypatruje — dodał Jason, czując na sobie spojrzenie Kate, która, mimo że dręczyła Lenny’ego, zerkała w ich stronę. W sumie cieszył się z obecności mężczyzny. To na nim głównie wisiała Kate, dzięki czemu on mógł spędzać więcej czasu z Alexem. Ten akurat się zbliżał, idąc ze swoim bratem i jego chłopakiem.
Kilka minut później zrobiło się na tyle dużo szumu z wypłynięciem z portu, że Kate zapomniała o tajemniczej rozmowie Mike’a z Jasonem i ekscytowała się rejsem. Reszta ze słabo skrywaną tęsknotą zerkała w stronę wyspy. Jakby nie patrzeć, całe trzy dni spędzili przyjemnie luźno, a powrót do codzienności nie był pasjonujący. Mimo to, byli wypoczęci.
Marg siedziała ze swoim chłopakiem na kanapie, trzymając go za rękę, Rush i Charlie sprzeczali się o wyższość Fantastycznej Czwórki nad Avengersami i odwrotnie, a Jason leniwie palił szluga, obejmując stojącego przy sterze Alexa. Lenny i Ryan za to grzebali w lodówce, poszukując czegoś gazowanego. Niepocieszeni, że znaleźli tylko wodę, zajęli dziób łodzi, gdzie obaj zaczęli się wygrzewać jak koty. Aż w pewnym momencie jacht odpłynął dostatecznie od wyspy, zwolnił i zatrzymał się. Obejrzeli się pytająco w stronę steru i dostrzegli na ustach Jasona uśmieszek. Skomentować nie zdążyli, bo pierwsza jęknęła Kate.
— Nie mówcie, że brakuje paliwa!
— Właśnie, co się dzieje? — Kolejny głos należał do Rusha, a już w następnej chwili na pokładzie zrobiło się małe zamieszanie. Towarzystwo jednak szybko uspokoił Jason.
— Ej, już! Nie toniemy. Póki jesteśmy tu wszyscy razem, mam kilka ogłoszeń parafialnych.
— Mamy — poprawił go stojący obok Alex.
Kate skrzyżowała ręce pod biustem, wpatrując się w nich świdrująco, Mike przełknął dyskretnie ślinę, a Jason podjął:
— Dzięki wam wszystkim za to, że znaleźliście czas, by wybrać się z nami na wyspę, że nie pożarliśmy się na niej i w sumie fajnie nam ten weekend zleciał. Mimo głupiej zabawy w butelkę — prychnął z uśmiechem. — No i chyba nawet już wszyscy zapomnieliśmy o pobycie Jeane w Miami, a zabawa w wielką, szczęśliwą rodzinkę dobrze nam idzie.
— A żeby dać dobry początek jeszcze większemu zjednywaniu się i temu, abyśmy byli wszyscy jak rodzina… — Mike wstał ze swojej ławki i popatrzył po przyjaciołach. Na końcu skupił wzrok na Marg, która zamrugała, zdziwiona tym, że jej chłopak wstał. Otworzyła nawet usta, kiedy ten sięgnął po coś do kieszeni, a następnie klęknął przed nią. — Margareth Whisper, jesteś największym szczęściem mojego życia. I mimo że nie sypię ci teraz pod nogi płatków róż, mimo że nie siedzimy w najlepszej restauracji, to otaczają nas teraz nasi przyjaciele, przed którymi, jak i przed tobą, przysięgam ci swoją miłość i całkowite oddanie. Kocham cię z całego serca. Na dowód tego mógłbym wytatuować się bardziej niż Jason. Budować dłuższe i zawilsze zdania niż Ryan oraz więcej i przy każdej okazji chwalić i paplać o tym jak Charlie o sztuce, ale… pozwól, że jako dowód mojej miłości podaruję ci ten drobiazg — otworzył pudełeczko i wyciągnął je w stronę dziewczyny — do którego przywiązane jest moje serce, Marg. Czy zgodzisz się wyjść za mnie?
Na dłuższy moment nastała całkowita cisza. Każdy tylko wpatrywał się w Mike’a dużymi oczami w szoku, a Marg chyba największymi. Dopiero po chwili Kate pisnęła cienkim głosem „o Jezu!”. Marg za to zaczęła gwałtownie czerwienieć na twarzy, potem poderwała się z kanapy, popatrzyła gorączkowo po twarzach wszystkich osób na pokładzie i nagle się rozpłakała.
— O Boże, Mike, tak! — zawołała zza dłoni, którą zasłoniła sobie usta.
Chłopak zaśmiał się, niesamowicie szczęśliwy. Serce łomotało mu w piersi, kiedy wstał z klęczek, objął narzeczoną i pocałował ją mocno. Reszta towarzystwa zaczęła klaskać i gwizdać.
Gdy już założył na palec Marg pierścionek, pierwsza dopadła dziewczynę Kate. Kiedy ta umierała pod uściskiem kolorowej koleżanki, na plecy Mike’a niemal wskoczył Charlie.
— Czemu mi nie powiedziałeś?! Ale jazda, stabilizujesz się!
— Bo to miała być niespodzianka — odparł Mike, cały czas jednak patrząc się na swoją dziewczynę. Była śliczna. Teraz nawet bardziej z tymi rumieńcami.
— I tak draństwo! — Charlie zaśmiał się, a kiedy po chwili składał gratulacje Marg, Mike’owi uścisnął dłoń Ryan.
— No, Mikey… Można było przewidzieć, że to ty pierwszy z naszej kochanej trójeczki staniesz przed ołtarzem. I nie ma z tym nic wspólnego fakt, że pozostała dwójka woli chuje. — Uśmiechnął się i uścisnął kumpla. — Możesz zacząć przygotowywać się psychicznie na wieczór kawalerski — dodał mu szeptem do ucha i dopiero się cofnął.
— Oj nie, Ryan. Od razu wybij to sobie z głowy.
Ten tylko uśmiechnął się szerzej.
— Nie powiesz mi, że nigdy nie marzyłeś o wieczorze kawalerskim. A jestem pewien, że nikt ci go lepiej nie zorganizuje.
— Właśnie, szefuńciu, nie daj się prosić i nie smęć. — Jason pojawił się tuż obok i bez pytania uścisnął chłopaka, klepiąc go przy tym po plecach. — I ty lepiej się nie tatuuj bardziej niż ja. Nie ten typ urody — zakpił z uśmiechem.
— Znawca — prychnął Mike, dając się przytulać i co raz zerkając na Marg. Ona też dostawała kolejne gratulacje i podziwiała pierścionek. — A Ryana zdolności organizacyjnych się boję i… możemy już skończyć tulanie?
— Nie! Jeszcze ja! — pisnęła Kate, która najwyraźniej również się popłakała. Nie zdążyli jednak przyjrzeć się jej rozmazanemu makijażowi, kiedy objęła Mike’a za szyję.
Jason uśmiechnął się do siebie i pokręcił głową. Aż przez myśl mu przeszło, jak musiały wyglądać zaręczyny Alexa i Jeane, ale coś mu podpowiadało, że nie były takie ciepłe i czułe. A nawet jeśli były uściski, to nie chciał ich sobie wyobrażać.
— Możemy? — spytał w końcu starszy z braci Grey, który stał niedaleko, ale nie w największym tłumie.
— Tak, już koniec, bo robi się krępująco — poparł go Mike, wyswabadzając się z uścisku Kate.
Wreszcie dotarł do swojej narzeczonej, którą mógł już w spokoju objąć i pocałować. Mogli więc teraz ruszyć w dalszą drogę w stronę Miami.
— Zobacz. — Rush, który siedział tuż obok Charliego, niedaleko Ryana i Lenny’ego, pocałował kochanka w policzek. — Prawdziwe, szczęśliwe narzeczeństwo. Jeszcze trochę i będzie ślub, dziecko i wspólny dom. Pięknie, co nie? — spytał, obserwując nieprzejętych tym Mike’a i Marg.
Charlie uśmiechnął się pod nosem. Mike i Marg nie mieli żadnych komplikacji ze strony swoich rodzin, byli hetero i faktycznie mogli zrealizować to wszystko, co powiedział jego kochanek.
— No, aż dziwnie będzie być na ślubie kumpla, z którym się jeszcze niedawno do szkoły chodziło.
— Och, do ślubu pewnie jeszcze daleko. Trzeba wszystko zorganizować, to potrwa, ale i tak… Może będziesz drużbą. — Grey zaśmiał się, a lekki wiatr rozwiał mu włosy.
Chłopak uśmiechnął się szerzej i obejrzał się w stronę Kate, którą Jason zwerbował w stronę steru, nie chcąc, by przeszkadzała Mike’owi i Marg w umizgiwaniu.
— To następna powinna być Katy — rzucił ze śmiechem.
Siedzący obok Lenny’ego i obejmujący go za szyję Ryan zwrócił się w ich stronę.
— Katy na razie nawet nie ma swojej drugiej połówki, kochanie, więc, szczerze mówiąc, stawiałbym prędzej na was.
— A kiedy to nastanie, to jako prezent ślubny poproszę cię, Ryan, żebyś nie mówił do Charliego per kochanie — odparł za swojego chłopaka Rush z nawet miłym uśmiechem.
— W taki wyjątkowy dzień będę mógł dla ciebie, książę, dokonać tego wyjątku — odpowiedział mu Ryan z równie czarującym uśmiechem.
— Nie dzień. To takie… wiesz… dożywotnie życzenie.
— Och, ciężko jest walczyć z nawykami, więc to by wymagało bardzo dużo wysiłku.
— Ale to byłby w końcu prezent ślubny. Dostaje się je raz, więc nie zaszkodziłoby, gdyby był wyjątkowy — ciągnął dalej Grey, starając się patrzeć w ciemne oczy Ryana. Miały taki pewny siebie wyraz, a wraz z tym specyficznym uśmiechem nieraz zbijały z tropu.
— Powinien też być niespodzianką, więc może wymyśliłbym nawet coś, co bardziej by ci się spodobało niż zaniechanie nazywania mojego uroczego kumpla takim słodkim mianem — odpowiedział Ryan, głaszcząc bezwiednie Lenny’ego po zgięciu szyi.
— Zauważyłem, że to wasz ulubiony wspólny temat — wtrącił się wreszcie Charlie z dość wymowną miną.
— Bo znaczący — odparł Rush. — Przynajmniej dla mnie.
Lenny tylko się przysłuchiwał. W przeciwieństwie do kochanka, nie był gadułą. Charlie za to westchnął i zwrócił się do kumpla.
— Ryan, to naucz się, jak mam na imię.
— Imię? Oj… czekaj, umknęło mi gdzieś pomiędzy „ko”, „cha” i „nie”. — Ryan uśmiechnął się do niego rozbrajająco, a tatuażysta uniósł wzrok do nieba, chociaż nie bez rozbawienia.
— Głupi jesteś.
— Też cię kocham… Charlie. — Ryan patrzył już na Rusha, gdy wypowiadał ostatnie słowo.
Ten westchnął ciężko, kręcąc głową z bezsilnością.
— To brzmiało jeszcze gorzej — jęknął, opierając czoło na ramieniu tatuażysty w geście załamania.
Charlie zaśmiał się i pogłaskał Rusha po jasnych, przyjemnie miękkich włosach, przy okazji układając mu je, bo wiatr zdążył je rozwiać.
W tym czasie Ryan zerknął na milczącego dotąd Lenny’ego.
— Przyznaj, że cieszysz się, że wracamy — rzucił, a ten wzruszył ramionami.
— Nie tęsknię za pracą.
Ryan przyjrzał mu się czujniej. Miał nadzieję usłyszeć, że wyjazd mu się podobał. Nie był pewien, czy mógł na to liczyć, ponieważ z jednej strony tak właściwie nie wiedział, jak Lenny się czuł jako totalny outsider w ich grupie. Ale nie chciał, żeby dla jego własnej przyjemności zachwalał cały weekend spędzony na wyspie.
— Podejrzewam, że nikt z nas chętnie do niej nie wraca. Mnie też nie pociąga myśl, że od jutra znowu będę przez kilka godzin słuchał dźwięku maszyn, hantli i tej samej playlisty puszczanej z głośników do znudzenia.
— Mmm… — Mulat zamruczał, przymykając oczy i wystawiając twarz do słońca. — Ale wiesz, było bardzo miło. Mimo tego dupka.
— Dupka…? Och… Masz na myśli gorzką czekoladę?
— Ta.
Ryan uśmiechnął się i przytaknął. Odchylił głowę na oparcie białej kanapy.
— I mimo że nie musiałeś się aż tak z jego powodu irytować.
— Tak jak ty tak delikatnie go traktować. Jakbyś to ujął, tak przyjacielsko.
— Bingo! Przyjacielsko. — Ryan przekrzywił głowę, zerkając na niego.
— Będziemy za kwadrans! — Usłyszeli nagle okrzyk Kate, która najwyraźniej przykazywała wiadomości ze strony dowodzenia przy sterze.
Lenny uchylił powiekę. Słów kochanka już nie skomentował. Chciał się już tylko cieszyć pogodą.

***

Naprawdę wyjątkowo nie chciało mu się jechać do pracy. Białe cumulusy wcale nie wyglądały tak pięknie. Podobnie jak puste wnętrze lodówki rano, aktualny hałas na ulicy i czekanie na autobus na przystanku, na którym jakiś szczyl popalał papierosa. Ryan musiał stanąć stosowny kawałek dalej, by nie irytować się smrodem dymu.
Dopiero wczoraj wrócili z wyspy, więc pierwszy dzień powrotu do monotonii i rutyny nie był zachęcający. Z drugiej strony nie miał co narzekać, kiedy przypominał sobie prawdziwą, męczącą rutynę każdego dnia w więzieniu. Na samą myśl stwierdził, że czekanie na tę czerwoną puszkę, która miał go zawieźć do pracy, nie było wcale takie złe.
Sięgnął w akcie desperacji po telefon do kieszeni. I tak musiał od siostry odebrać małego Jaya. Wybrał więc numer Rose i przyłożył telefon do ucha, opierając się plecami o znak drogowy. Po odsłuchaniu nieznanej mu melodyjki, którą miała ustawioną zamiast nudnego pikania, w końcu usłyszał głos siostry.
— No, patrzcie, patrzcie, kto do mnie dzwoni! Co tam?
— A nie uwierzysz. Wróciłem cały i zdrowy. — Uśmiechnął się do siebie, spoglądając w stronę zakrętu, zza którego niedługo powinien wyłonić się jego transport. — A jak się miewa mój mały potwór i mój nienarodzony siostrzeniec?
— Zarówno potworek, jak i drugi potworek w moim brzuchu mają się dobrze. Tylko… tobie Jay też tak włazi do łóżka? Strasznie się przy tym tuli, a potem rano miauczy. I żeby to było rano, brat. To jest piąta rano. A nie uwierzę, że wstajesz o piątej.
— Tego, że mój kot miauczy, to jestem pewien. W końcu to kot, Rosie. Koty tak mają. Chociaż nie powiedziałbym, że miauczy o piątej rano. Myślę, że coś z tym wspólnego może mieć fakt, że mam dość twardy sen, jak już uda mi się zasnąć. Za to wchodzenie do łóżka to jego naturalne zachowanie. Podejrzewam, że polegiwanie na ludziach to jego hobby.
— Ale Ryaaaan! — przeciągnęła żałośnie. — Czemu o piątej? I kiedy w ogóle po niego przyjedziesz?
— Dzisiaj po pracy mogę go odebrać, jeśli ci to nie wadzi. Poza tym mam pewną propozycję, a raczej… chciałbym najpierw usłyszeć od ciebie zdanie na jej temat, nim postanowię ją wcielić w życie — rzucił do telefonu dość luźno, chociaż to, co zamierzał powiedzieć, wcale nie sprawiało, że czuł się swobodnie.
— A o której kończysz?
— Czwartej po południu.
— To wpadaj śmiało, już będę w domu. I o co chcesz się spytać swojej genialnej, cudnej siostry?
— Och, to mam jeszcze jedną? — Uśmiechnął się szerzej i widząc, że nadjeżdża autobus, zbliżył się do wcześniej okupowanego przez palacza przystanku. — Ciekaw jestem, czy cię zaskoczę, jeśli powiem, że chyba wreszcie dojrzałem do tego, by spotkać się z naszą mamą.
— O mój Boże… — Usłyszał w telefonie zdziwienie Rose. — Uprzedzaj. Usiadłabym. Ale matko, co się stało? To znaczy, jestem bardzo, bardzo zadowolona tym, co mówisz, ale wow. Coś się wydarzyło?
Chłopak odetchnął cicho i wszedł do autobusu. Wszystkie miejsca były pozajmowane, więc stanął przy barierce i oparł się plecami o okno.
— Hm… Można powiedzieć, że okazuje się, że twój cyniczny, bezduszny brat jest przesadnie podatny na wpływy otoczenia i rodzinna, urocza atmosfera oraz opowiastki o więziach krewnych na wyjeździe dały mi się we znaki.
— Czyli… że co? Ktoś wspominał swoją rodzinę w superlatywach czy coś? Naoglądałeś się jakichś programów? — Rose najwidoczniej wyjątkowo za nim nie nadążała.
— Rosie, czy naprawdę większe znaczenie ma to, z jakiego powodu postanowiłem spotkać się z matką, niż sam fakt, że tego chcę? — odpowiedział pytaniem, nie chcąc już wnikać, że tak na niego zadziałała głównie rozmowa z Lennym o jego rodzinie.
— Och, Ryan, wiesz, że jestem kobietą, a kobiety są z natury ciekawskie. Tak jak ty jesteś gadatliwy. Opowiesz mi wszystko, gdy do mnie przyjedziesz. Wiem to! — Zaśmiała się.
— Tak, też tak czuję, bo podejrzewam, że albo mnie nie wypuścisz z domu, póki się nie wyspowiadam, albo nie oddasz mi mojego rudego kudłacza. Ale mam rozumieć, że popierasz mój pomysł? I że nie odmówisz, jeśli poproszę cię, żebyś sprawowała funkcję ewentualnego mediatora?
— Ryan, zdobyłeś się na coś takiego. Jestem pod takim wrażeniem, że zabrakło mi aż słów, aby ci odmówić.
— Jeszcze trochę, a mnie zawstydzisz — zironizował, chociaż cieszył się, że siostra zgodziła się być przy tym obecna. Czułby się dziwnie, samemu rozmawiając z matką. — Ale przydałby się pomysł, gdzie możemy się spotkać i kiedy — dodał, zerkając za okno, by kontrolować trasę.
— Jak to gdzie? W domu. Mama na pewno z chęcią coś upiecze, czy ugotuje. — Rose brzmiała na w pełni o tym przekonaną. Ryanowi jednak było do tego bardzo daleko.
— Mówiłem o mamie, siostruniu. Nie o obu rodzicach.
— Tata dużo pracuje. Możemy się spotkać, kiedy będzie miał jedną z tych swoich… misji czy nalotów. Oj, wiesz, o czym mówię.
Ryan milczał dłuższą chwilę, myśląc usilnie nad słowami siostry. Nie był przekonany, gdzieś podświadomie czując lęk przed powrotem do domu. Z drugiej strony powiedział sobie, że spotka się z matką, więc nie mógł robić z siebie jakiegoś mięczaka i rezygnować tylko dlatego, że miejsce mu nie pasowało. Nie miał zamiaru też przyznawać dlaczego.
— Dobra — zgodził się w końcu. — Byłbym wdzięczny, gdybyś ustaliła coś z mamą i dała mi znać.
— Zadzwonię do niej jeszcze dziś i kiedy będziesz u mnie po pracy, to ci wszystko powiem, tak? A ty opowiesz mi wyjazd? Rozumiemy się?
— Na taki mrożący krew w żyłach ton nie mogę chyba odpowiedzieć inaczej niż „niech będzie”.
— No i to ja rozumiem! — Zaśmiała się wesoło. — To do wieczora, tak?
— Tak jest, do zobaczenia — pożegnał się, poczekał na odpowiedź i rozłączył się. Sam nie wiedział, czy to wyjdzie mu na dobre, ale chyba rzeczywiście chciał zobaczyć matkę…

***

Charlie czujnie mrużył oczy, patrząc na ekran stojącego na kontuarze laptopa. Siedział w holu jako jedyny, bo po weekendzie Jason i Kate mieli sporo roboty w swoich pracowniach. Dziewczyna przebijała sutki klientce, a Jason pracował nad wykańczaniem dużego tatuażu na plecach pewnego karczka. Z tego co Charlie wiedział, była to już czwarta sesja, ponieważ wzór był naprawdę skomplikowany. Chłopak za to zajęty był wstawianiem w galerię na ich stronie internetowej swoich nowych szkiców, które na wyjeździe pokazywał Jasonowi. Oczywiście nie wszystkie publikował, tylko te kilka zaaprobowanych przez starszego tatuażystę. Ogólnie, mimo powrotu do pracy, było przyjemnie. W studiu leciała skoczna muzyka, a pogoda nie psuła samopoczucia.
Uwagę chłopaka od komputera oderwał dźwięk parkującego przed studiem białego samochodu. Nie mógł go pomylić z żadnym innym, tak jak mężczyzny, który z niego wysiadł.
— Witaj, Charlie. — Alex przywitał się uprzejmie. — Rozumiem, że Jason jest zajęty?
— O… cześć. — Charlie był poważnie zaskoczony odwiedzinami starszego Greya. — Tak, jest w swojej pracowni. Zawołać go?
— Nie. Nie trzeba — odparł gość, opierając się o kontuar. — Ty mi wystarczysz. — Skinął na niego głową, żeby wyszedł z nim ze studia.
Charlie rozchylił szerzej powieki, ale zgodził się. Zapisał zmiany w galerii, nim wyszedł zza kontuaru i podążył za Alexem.
— Zablokuj jakoś drzwi, żeby się nie zamykały — poprosił go mężczyzna, otwierając samochód i bagażnik.
— A… po co? — zapytał chłopak, ale wykonał prośbę i dopiero do niego podszedł.
Alex spojrzał na niego wymownie i wskazał zawartość bagażnika. Była tam duża, prostokątna skrzynka.
— Żeby nam się nie zamknęły, gdy będziemy to przenosić — wyjaśnił, wyjmując parę materiałowych rękawiczek z przegródki w bagażniku. Materiał był gruby, a po wewnętrznej stronie pokryty gumą.
— Co to jest? — Charlie popatrzył to na skrzynkę, to na Alexa. — Niczego nie zamawialiśmy, a ty chyba też nie zmieniłeś branży na kurierską. — Zaśmiał się.
— Nie. To drobny — odkrząknął — prezent, którego przyjęcia nie udało mi się odmówić. Od jednego z klientów. Sejf. Wam się może przydać.
— Wow, dostajesz sejfy od klientów? My co najwyżej czekoladki. — Charlie uśmiechnął się nerwowo.
— Uwierz, wolałbym je. — Alex skrzywił się z niesmakiem, patrząc na skrzynię w swoim bagażniku. — Jest ciężki, więc bądź tak miły i mi pomóż — zażądał, łapiąc skrzynkę z jednej strony.
— Jasne.
Charlie pochylił się do bagażnika i chwycił z drugiej strony, po czym obaj unieśli opakowany sejf. Faktycznie, do najlżejszych nie należał, ale udało im się zanieść go do studia.
— To na razie może na stół — zaproponował chłopak, kierując się tam z Alexem i sejfem.
Mężczyzna skinął głową i postawili ciężką skrzynię na stole.
— Wy już zajmiecie się resztą. Ja czuję się zwolniony z obowiązku.
— Spoko. Dzięki w ogóle, powinno się przydać. Niby mamy alarm, ale sejf to w sumie fajna rzecz — odparł Charlie, zginając i rozprostowując palce.
— W takim razie już nie zajmuję czasu.
— No, jeszcze raz dzię…
Charlie nie zdążył skończyć zdania, kiedy rozległy się kroki. Obejrzeli się i zobaczyli rosłego mężczyznę, wyciągającego portfel z kieszeni.
— Jason powiedział, że mnie skasujesz — rzucił do chłopaka dość wysokim, jak na takiego wielkiego faceta, głosem. Miał krótką bródkę i kilka dziar na przedramionach.
Zaraz za nim wyłonił się tatuażysta, który zdejmował czarne, gumowe rękawiczki. Widząc Alexa, uniósł brwi, po czym uśmiechnął się.
— Kogo ja widzę…
Starszy z braci Grey wsunął dłonie w kieszenie jasnego garnituru.
— Byłem w okolicy — wytłumaczył, patrząc z lekkim uśmiechem na Jasona.
— Młody, skasuj Roba. — Tatuażysta zwrócił się do Charliego i poklepał klienta po ramieniu. — Jakby się coś pieprzyło, to dzwoń. — A potem znowu spojrzał na Alexa i skinął w stronę zaplecza. — Chodź do mnie.
Klient sięgnął po portfel i podał Charliemu kartę kredytową. Alex za to spojrzał za nimi, lecz faktycznie udał się za kochankiem na zaplecze.
— O czymś chcesz porozmawiać?
Jason obejrzał się na niego z rozbawieniem.
— To ty przyjechałeś, więc nie wiem, czy nie masz jakiegoś ukrytego motywu. Chcesz kawy? — zapytał, podchodząc do stojącego na szafce ekspresu. Wszędzie walały się batony, rogaliki w opakowaniach, a na szafkach stały kubki i kilka łyżeczek.
Alex rozejrzał się po pomieszczeniu i w końcu z lekkim wahaniem usiadł na krześle. Jedynym na zapleczu.
— Jeśli uważasz, że nadaje się do wypicia, to tak, poproszę. A ukryte zamiary… Przywiozłem sejf, który dziś dostałem od wyjątkowo rozgadanego klienta, który szuka sobie nowej posesji i ma dziwne wymagania.
— Sejf? — Jason obejrzał się na niego i zaczął przygotowywać dwie kawy. Stał przy tym tyłem do Alexa, dając widok na swoje wytatuowane ramiona i łopatki, które było widać częściowo pod czarnym bezrękawnikiem. — Przyda się, dzięki. Chociaż nie powiem, osobliwy podarek.
— Też wolałbym czekoladki albo chociaż bon rabatowy, a nie sam sejf. — Alex westchnął ciężko. — A tobie jak mija dzień?
— Dużo roboty, ale to norma. Od czasu konwentu nam się powodzi i pieniążki przybywają — odpowiedział mężczyzna i podstawił filiżankę pod ekspres. — Nawet niedługo mógłbym ci oddać za motor — rzucił luźno.
— Proszę cię. Nawet nie zaczynaj tego tematu. Dość się dokładałeś, płacąc za prezerwatywy. — Alex spróbował zażartować z delikatnym uśmiechem na ustach. Nawet w takim malutkim, zagraconym pomieszczeniu wyglądał dystyngowanie.
Jason uśmiechnął się i już po chwili podał mu jego kawę. Sam oparł się tyłkiem o szafkę, sącząc swój czarny napój.
— Fakt, gumki i poślizg nie są tanie. Ale, ale, możemy uznać, że nie będę wracał do płacenia za motor pod jednym warunkiem…
— Jakim? — spytał Alex całkiem poważnie, biorąc filiżankę w dłonie.
— Przejedziesz się nim ze mną.
Alex na moment zamarł, po czym upił ze spokojem łyk napoju.
— Dobrze. Będzie trzeba kupić drugi kask.
Zaskoczony Jason zamrugał.
— Mmm, jaki uległy. Podoba mi się — zamruczał wreszcie, oblizując się lubieżnie z wyraźnym rozbawieniem.
— Nie nazwałbym tego tak. Postawiłeś tylko warunek, który mi odpowiada. Naturalne więc, że się na niego zgodziłem — odparł Alex, patrząc mu w oczy swoimi błyszczącymi jak kostki lodu.
Tatuażysta upił łyk kawy, nim odstawił filiżankę na szafkę i zbliżył się do kochanka. Pochylił się, opierając dłonie o jego kolana, by następnie cmoknąć go w kącik ust.
— Może… ale i tak lubisz mi ulegać.
— Taki jesteś tego pewien? — spytał Grey, nie odsuwając się i twardo patrząc mu w oczy.
— Mhm… — Jason odpowiedział pewnym spojrzeniem. Przysunąwszy się bliżej, pocałował go delikatnie tuż pod uchem.
— Pyszałkowatość. — Alex zaśmiał się pod nosem i złapał Jasona za nadgarstek, podając mu swoją kawę. — Odstaw.
Tatuażysta uśmiechnął się kątem ust i wyprostował się. Odstawił filiżankę Alexa obok swojej i odwrócił się w jego stronę. Ten już stał, a kiedy Jason ściągnął brwi w pytającej minie, położył mu dłoń na klatce piersiowej i delikatnie pchnął, prowadząc go, aż tatuażysta oparł się plecami o ścianę. Wtedy jego kochanek wspiął się na palce i pocałował go w usta. Długo i namiętnie.
— A teraz wybacz, pójdę już. Następnym razem przyniosę swoją kawę. — Uśmiechnął się chłodno, ale kusząco. — Do wieczora.
Jason westchnął teatralnie i przechylił ciężar ciała na jedną nogę.
— A już miałem nadzieję na numerek na zapleczu. Okej, to wpadniesz do mnie, mm?
— Tak — odparł Alex i niespodziewanie, nawet dla siebie, przesunął opuszkami palców po rozporku Jasona. Po czym bez zbędnych słów wyszedł.
Tatuażysta odprowadził go spojrzeniem, aż kręcąc głową na myśl, że Alex takim drobnym gestem potrafił sprawić, by jego penis drgnął mu w wąskich spodniach. Niemożliwie na niego działał.
Myślami będąc już w domu po godzinach pracy, ruszył do swojej pracowni, żeby posprzątać.

29 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 107 – Abyśmy wszyscy byli jak rodzina

  1. Katka pisze:

    Wadera, jak widać Mike z Jasonem się naprawdę zżyli. I to nawet nie tylko od strony Mike’a, ale też Jason przecież nie raz mu się zwierza. No to tacy dobrzy kumple teraz, obaj raczej poważni (mówię raczej, bo Jason czasami się zachowuje jak pięciolatek… ale tylko czasami XD). Więc mają do siebie sporo zaufania. Tak to jakoś wyszło :) A Mike jak długo jest z Marg…? No z rok myślę, że już będzie mimo wszystko :) Cóż, ja mam kumpelę, której rodzice pobrali się po 6 miesiącach znajomości. Uznałam więc to za prawdopodobne XD Haha, natomiast reakcja rodziców pary młodej na natłok par homo na weselu… mogą mieć mały szok XD A Mike na pewno nie będzie w tym momencie zmuszał kumpli, by udawali heteryków. Będzie chciał na pewno luźno ten dzień świętować :)

  2. Wadera pisze:

    Postanowiłam ponadrabiać trochę komentarze więc:
    Wielka szczęśliwa rodzina Achhhhhhhhhhh
    W tym rozdziale zaciekawiło mnie kilka faktow:
    mianowicie Mike, który wydaje się mieć najbliższe relacje z Jasonem, mimo iż tutaj musiał mu powiedzieć żeby zatrzymać jacht ale ogólnie zauważyłam, że własnie z Jasonem najczęściej gada co jest trche dziwne z uwagi że ma dwóch bardzo starych kumpli no jeszcze z dzieciństwa tak? i Jasona ktorego zna ile? dwa lata?
    No ale i tak się czasami układa dobra,
    oświadczyny, naprawdę niespodziewałam się tego tak wcześnie (właściwie to ile oni są ze sobą? od wypadu na jacht to przecież jakoś tak niedawno było- chyba że mi się czas plącze;)
    zastanawia mnie czy do ślubu bracia uregulują swoją sytuacje rodzinną bo przecież na ślub będą raczej zaproszeni ze swoimi facetami tak czy nie
    poza tym jestem strasznie ciekawa reakcji rodzin pańswa młodych na taką ilość par par homo. No cóż na pewno będzie ciekawie.

  3. Yaoistka pisze:

    Kurde jutro o 7.15 mam się wstawić na zbiórkę, więc mam ogromną nadzieję, że rozdział będzie ok 5-6 ;P

  4. Tamiya pisze:

    To ja powinnam dziękować wam, że mam, co czytać XD I mam z czego się śmiać. I powód, żeby histerycznie śmiać się w autobusie (tak, tak, nie podaruję tych ziemniaczków, karofelków i puree XDD). Tak, kolega bardzo wyrozumiały :3 Ja też ogólnie nie gadam o homoerotyce (głównie rozmawiam z osobami, które też takie rzeczy lubią), bo jednak ludzie nie podchodzą do tego pozytywnie, a wręcz przeciwnie. Ale jak kogoś znam lepiej i ten ktoś zezwala na takie tematy, to od czasu do czasu why not xD

  5. Shivunia pisze:

    Tamiya >> „Wątpię, żeby Lenny teraz spadł z pozycji XD” i git :D Tym bardziej, że powrotu mój „chłopiec” nie planuje za kraty ;) I w końcu mi się udało tez dodbrnąc do komputera i tez podziękować ci za śliczneeee komentarze. Trochę zajęło mi ich przeczytanie ;) A Kolega musi być spoko, że taki wyrozumiały ;)Ja staram się ograniczać w gadaniu o homoerotyce ogólnie.

  6. Tamiya pisze:

    Wątpię, żeby Lenny teraz spadł z pozycji XD Jak ja już raz polubię, to trudno potem „odlubić” xD Musiałby chyba zabić Ryana. Albo Alexa. Albo Jasona. Nie daj boże ich wszystkich. Ale to raczej niemożliwe XD (Na wszelki wypadek: Lenny, nawet nie próbuj, dorwę cię w tym Miami ze zbrojną kawalerią!)
    Hahahahha. Ja, nawracająca krypto na właściwą drogę! Zadanie godne poszanowania! Ale… Wystarczy, że mój kolega musi znosić moje gadanie na ten temat (o dziwo, zawsze rozmawiamy normalnie i jakoś nam schodzi na gejów… A może to ja wszystko do tego sprowadzam….?) i moje wmawianie „eeee, taaaam, na pewno jesteś krypto~” XDD Dobrze, że ma dystans i wie, że nie można mnie brać na poważnie, inaczej by mnie znienawidził xD Ja to raczej nawracam niewinne dziewczątka na gejaszków xDD Filmy, seriale, książki, mangi, opowiadania, etc. Etapik po etapie XD
    Dobrze sobie od czasu do czasu pogadać głupoty xD

  7. Katka pisze:

    Tamiya, „Był na przegranej pozycji, już jakiś czas temu spisałam go na straty, a tu taki psikus” – widać, Lenny ma to do siebie, że zaskakuje. Chwała mu za to XD Teraz tylko liczyć, żeby nic nie spieprzył i znowu nie spadł na poziom stratny XD A czemu sceny seksu przypadają na czas czytania w autobusie – może to jakaś specjalna, bardzo złośliwa sprawka jakiegoś małego potworka zwanego „los”, który lubi utrudniać życie znudzonym heterykom jadącym sobie spokojnie do pracy i podsuwa im pod nos takie grzeszne teksty. A nuż któryś krypto poczyta, stwierdzi, że jednak go to tak jara, że więcej kryć się nie zamierza i się nawróci na jasną stronę mocy. To by było nawet lepsze niż nowy czytelnik! Ok, zaczynam bredzić przez Ciebie XD

  8. Tamiya pisze:

    Brak fanatycznych pisków na Alexa i Jasona? Kaat, ale ty przecież wiesz, że to mission impossible XD Zresztą nie czytałam ich 3 miesiące, mam specjalny przywilej na piszczenie po takiej rozłące!
    W zasadzie… Ja też się nie spodziewałam, że kiedykolwiek przekonam się do Lenny’ego. Był na przegranej pozycji, już jakiś czas temu spisałam go na straty, a tu taki psikus XDD
    A co do ludzi czytających przez ramię… Czemu zawsze sceny seksu przypadały na czas, gdy w autobusie był największy tłum? XDD Nie rozumiem, to jakieś przyciąganie gejomagnetyczne? Kto wiee. A ja i tak czytałam dalej xD Jak załatwiłam przy okazji czytelnika to się cieszę XDD

  9. Katka pisze:

    Tamiya, ha! No nie sądziłam, że w końcu się przekonasz do Lenniaka, ale jak widać się da XD I to bardzo, bardzo dobrze, bo my same ich za bardzo kochamy i scen z nimi będzie jeszcze sporo. Byłoby szkoda, jakby irytowały XD Nazwa „dzieci słońca” a jakże pasuje – w końcu nikt tak jak oni nie kocha się smażyć i piec na piasku, wystawiać twarz do słońca… czego ja w tym momencie kompletnie nie rozumiem, bo jest tak masakrycznie gorąco! A oni by z radochą na to słońce wybiegli. „Hahahha, Charlie, rybeńko, za dużo filmów XD” – haha, dokładnie. Ryan i Lenny popierają Twe słowa, a Charlie wciąż uważa, że on ma podstawy, by tak twierdzić i już. W końcu zna Ryana! I wie, co zrobił kiedyś Lenny, więc w jego głowie wszystko składa się w logiczną całość – a mianowicie, nie ma innej możliwości, niż żeby Lenny Ryana szantażował.
    A co do parki Jason x Alex – ok, brakowało mi mimo wszystko tego uroczego, fanatycznego „pisku” XD I ciekawa jestem, co faktycznie by myśleli ludzie, jakby rzeczywiście Ci czytali przez ramię. A nuż nowego czytelnika nam tym załatwiłaś XD Spite Alexiątko faktycznie dużo bardziej dotykalskie, a to może świadczyć tylko o tym, że podświadomie bardzo chce takiej bliskości :) Więc Jasonowi zostało tylko przełamanie tych jego oporów i spełnianie jego podświadomych pragnień XD

  10. Tamiya pisze:

    Okeeej. To przechodzimy do FDTS. Z tym chyba byłam najmniej w tył (nie licząc NBTS, bo tam mi został ostatni rozdział). Chyba w końcu mogę szczerze powiedzieć, że przekonałam się do Lenny’ego! Och tak, jest mi jakoś tak wesoło jak o tym pomyślę, ile to ja się nie nagadałam jak bardzo go nie znoszę xD Ba, ja wam powiem, że to LennyxRyan to gdzieś wskoczyło na miejsce zaraz po Shanie i Davidzie, którzy mają miejsc e drugie XDD Nie wiem skąd taka zmiana, chyba zaczęłam w nim widzieć człowieka. Poza tym, oni są tacy słodcy. Obaj myślą o tym samym, obaj chcą czegoś poważnego, a nie dają tego po sobie poznać. Hahaha. Poza tym rozbawiło mnie określenie „dzieci słońca”, zacne xD I ta zazdrość Lenny’ego o „czekoladkę”. I ten seks potem, oooooch, taaak, to tygryski lubią najbardziej. Ryan cały naznaczony malinkami i tak krzyczał, to wszystko słyszały gołąbki! Hahahaha. Zacnie, zacnie. I potem ten seks na łodzi. I to, że Ryan to zaproponował. I tak chętnie wypina dupcię, mimo że dalej się tego wstydzi. Ryan, jesteś słodki jak cukiereczek w takich momentach, nie dziw się, ze Lenny nazywa cię księżniczką~ I ten strach Charliego przed Lennym. I troska o Ryana XDD Nie pamiętam jak to szło, ale coś, że Ryan nigdy nawet nie dał się dotknąć za tyłek, a teraz jest na dole i do tego tak jęczy, to na pewno znaczy, że Lenny przystawia mu nóż do gardła i każe wystawiać tyłek albo go szantażuje. Hahahha, Charlie, rybeńko, za dużo filmów XD
    No, ale, ale… Zostawmy dzieci słońca, przejdźmy do mojej ukochanej parki – Śnieżna Królowa i Smok. OCH, TAK. TO ZA NIMI NAJBARDZIEJ TĘSKNIŁAM. Hell yesssss, jak cudownie było o nich poczytać. I było dużo. Aleksiątko moje ty kochane, jakbym cię mogła tak wyściskać c: Spity Alex, no nie wierzęęę.. To było takie… HOT. I potem ten ich seks. Ich seks jest zawsze dobry, mimo tego, że dziwny. Ale dobry. Kocham ich. Jak bardzo ich kooooocham. Wgl ja sobie jadę autobusem (bo prawdę mówiąc nadrabiałam czytając jak gdzieś jechałam, bo w domu czasu nie było XDD Więc wszystko w autobusie albo tramwaju) i robię miny do wyświetlacza telefonu. Hahhah. Ale miałam fajniejszą historię, ale to opowiem przy okazji komentowania ACTL. Także szczerzyłam się do ekranu, powstrzymując się, żeby nie zacząć wzdychać, jak sypali sobie tekstami. Wgl zdziwiłam się jaki Alex był dotykalski. To łapka na udzie Jaya, to łapka na piersi, to na szyi, to smyra go po ramieniu, Aleeeex, słodzizno! I lubi się przytulać po seksie! Awwww. Spróbujcie tylko doprowadzić do skutku ślub z Jane, a zorganizuję na was zbrojny najazd <3 Ja tak sobie prawdę mówiąc mogę wzdychać do nich non stop, opiewając ten słodki chłód Alexa, którego tak skutecznie potrafi roztopić nasze śmierdzące fajkami Smoczysko. No boskooo. I wgl jak wszyscy mówili, że Jay i Alex to tylko ciągle gdzieś się zaszywają sami i się miziają. Hahahah. Drugie gołąbki, wersja doskonalsza. Nie żebym nie lubiła Rusha i Charliego, ale… No lubić, a kochać, to jednak co innego. A J&A to jednak miłość na wieki wieków <3
    Na koniec dodam: Mikey! Jak słooooodkoooo. Oświadczyć się dziewczynie na środku oceanu. I jak uroczo się denerwował, pytając Jasona czy to nie żałosne XDD I tekst Jasona, jak zobaczył pierścionek „myślałem, że już nigdy nie zapytasz, szefuńciu!” xDDD Umarłam.

  11. Katka pisze:

    Tigram, oj tam, na pewno jakby Jasonowi zabrakło na gumki, to Alex postarałby się o duży zapas na najbliższy rok co najmniej XD A rękawiczki.. No to chyba tylko świadczy o tym, że Jason mu totalnie w głowie zawraca, skoro o nich zapomina :)

  12. Tigram Ingrow pisze:

    Dużo pieniędzy na prezerwatywy, huh? To może najwyższa pora i czas by zacząć się kochać bez? Bo o rękawiczkach wydaje mi się, że Alex zapomniał….

  13. Shivunia pisze:

    Floo >> Oj, oj, bo sobie nie może pozwalać. Jason za bardzo przejmował kontrole, a to on jest tu „szefem” XD Gadam bzdury, nie nieważne. Ja udaje, że w to wierzę. I w to że kiedyś Alex w pełni przejmie inicjatywę. Pchnie Jaya, na łóżko i zrobi mu taką obsługę że uh! „Może mama zaopatrzy was w jakieś jedzenie XD” – może. Jeszcze zmywarka by się przydała.

  14. Floo pisze:

    Aaaa, bo zapomniałam. Lenny możesz być z siebie dumny. Dzięki tobie Ryan idzie zobaczyć się z mamą! Może mama zaopatrzy was w jakieś jedzenie XD. No i Ryan wisi ci wielki słoik Nutelli!

  15. Floo pisze:

    O jaaaa Alexik nam się rozbestwia ;] Ale brawo brawo, aż sama nie wiem co bardziej mi się spodobało, ten zdecydowany pocałunek czy ta pieszczota na koniec. Ach, chciałabym by kiedyś w sypialni, tak sobie wziął Jasona, mrrrr ;]

  16. Katka pisze:

    Marta, oj tak, Jasona bardzo raduje, kiedy królowa się roztapia :D

    Gordon, nooo, czasem tak fajnie jest wrócić do początków i zobaczyć, jak inaczej było, kiedy nie mieli jeszcze swoich drugich połówek. Naprawdę się pozmieniali :) I zaczyna się robić poważnie XD To już nie jakieś tam miłostki, hehe. A właśnie mi uświadomiłeś, że jeśli Rush faktycznie planowałby ślub z Charliem, to noc poślubna mogłaby być naprawdę… BARDZO romantyczna. Ale tak bardzo, bardzo. Może nawet „zbyt” XD

  17. Gordon pisze:

    To mnie Mike niezle zaskoczyl! Buahahaha a on jeszcze nie wie co go czeka na wieczorze kawalerskim ]:-> Bylyby jaja jakby to Jason i Ryan organizowali. Mieliby wiecej uciechy niz sam zainteresowany ;p Ale odlot ogolnie jak se przypomne jacy z nich wszystkich wolni strzelcy byli. Whoa pozmienialo sie ;p Mogli by podwojne wesele zrobic jeszcze z Rushem i mlodym. Ksiaze by mogl zrobic full romantic z nocy poslubnej ;p I Ryan zadzwonil do mamusi ale czuje w kosciach ze nie bedzie teczowo i mam zagwozdke czy ona wie o jego orientacji. Ale zajebiscie bedzie zobaczyc jak Ryan sie zachowuje przy rodzince i czy moze troche powstrzymuje swoj jezyk xD rozdzial zajebisty jak zawsze

  18. Marta Mędrek pisze:

    Lodowa królowa zaczyna sie roztapiać ku uciesze Jasona i nas . ,juz się moge doczekać przejazdzki moze byc ciekawa.oświadczyny były mega słodkie

  19. Katka pisze:

    Liviah, aww, Alexik jako kociątko, haha, takie bardzo dumne i dostojne chyba, hehe :D

    Yaoistka, do ślubu jeszcze troszkę, w końcu trzeba wszystko pięknie zaplanować, ale kroki podjęte do stworzenia rodziny zostały XD

    Kruha, haha, Mike ma gadane, jak widać XD Emocje tutaj chyba pomogły. A weselisko… oj, na pewno będzie się działo :D

    Elis, co do Ryana, mam nadzieję, że się nie zawiedziecie, bo spotkanie powinno być interesujące, a Alex… hehehe, no widać on też miewa czasami duże ciśnienie XD

    Raya, niestety nie ma, ale na szczęście dla dobra opowiadania mogłyśmy, a raczej Mike mógł popłynąć XD A Charlie i Rush – och, tak, to by było najbardziej romantyczne i przesłodzone wesele w kosmosie XD

    Alex, tak, przejażdżka motorem wreeeszcie pojawiła się jako pomysł w głowie Jaya :) Ach, ten Alex przytulony do jego pleców :)

  20. alex pisze:

    Cudowny rozdział. :D
    Przejażdżka motorem? Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału. ;))))

  21. raya pisze:

    hahah oświadczyny jak z amerykanskiego filmu:P w prawdziwym życiu tak dobrze to jednak nie ma:)
    teraz to czekamy na Rusha i Charliego…:P awww

  22. Elis pisze:

    Oświadczyny były wzruszające. Czułam się, jakbym tam z nimi była. Mike wspaniałą decyzję podjął. :)
    Ryan dorósł do spotkania z matką. Jestem tego bardzo ciekawa, a najbardziej sytuacji, kiedy spotka się z ojcem.
    A Alex, ojejku, kocham cię. Bierz Jasona. Bierz go, chłopie. Mrauu. I to jak przejechał opuszkami palców po jego rozporku było cudne. Rozpływam się.

  23. Kruha pisze:

    „Margaret Whisper, jesteś największym szczęściem mojego życia. I mimo że nie sypię ci teraz pod nogi płatków róż, mimo że nie siedzimy w najlepszej restauracji, to otaczają nas teraz nasi przyjaciele, przed którymi, jak i przed tobą przysięgam ci swoją miłość i całkowite oddanie. Kocham cię z całego serca. Na dowód tego mógłbym wytatuować się bardziej niż Jason. Budować dłuższe i zawilsze zdania niż Ryan i więcej i przy każdej okazji chwalić i paplać o tym jak Charlie o sztuce, ale… pozwól, że jako dowód mojej miłości podaruję ci ten mały drobiazg – otworzył pudełeczko i wyciągnął je w stronę dziewczyny – do którego przywiązane jest moje serce, Marg. Czy zgodzisz się wyjść za mnie?”

    Omg ale Mike popłynął :D! W życiu bym tyle nie wymyśliła bez jakichkolwiek przygotowań, a powiedzieć……. bez ściągi nie dałoby rady ;d! SCENA MEGA :D!!!!!!! Czekam teraz na mega weselisko :D!

  24. Yaoistka^^ pisze:

    U ^^ Rodzinaka się nam kroi. A Alex bardzo się zmienił! ^^ I jest szczęśliwy z Jasonem. ;) Jestem ciekawa kiedy będzie ślub Mary i Mike. ^^ WENY! ^^

  25. Liviah pisze:

    Rodzinnie się jakoś zrobiło:D
    Z Alexa zaczyna wyłazić lodowe kociątko (jeszcze nie pantera bo do Leny’ego to laaata świetlne jeszcze, nawet nie kot, bo to wciąż za mało) ale pazurki powoli zaczynają kiełkować. Jayson się cieszy, a ja razem z nim :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s