Fire Dragon Tattoo Studio – 106 – Jak kumpel z kumplem

Dwie brudne bluzki Charliego wylądowały w torbie postawionej na łóżku, a chłopak znowu schylił się i wpakował jeszcze do środka buty. Aż mu było szkoda opuszczać tę sypialnię. Była większa i bardziej luksusowo wyposażona niż ta w jego domu. Nic nie skrzypiało, dywan był przyjemnie miękki, a okno wielkie, ze wspaniałym widokiem na ocean.
— Dobra, chyba nic nie zostawiłem. Rysunki też są. — Upewnił się, zerkając do swojego bagażu. — A tobie jak idzie?
— Chyba też wszystko. Teraz mamy czas tylko dla siebie. — Stojący w drzwiach łazienki Rush uśmiechnął się promiennie.
— To chyba trzeba go jakoś dobrze wykorzystać… — odpowiedział tatuażysta, zawieszając głos i patrząc na niego kusząco. Wcisnął przy tym dłonie w kieszenie jeansowych spodenek, niby przypadkiem obsuwając je niżej na biodrach.
— Och, niegrzeczny chłopiec. — Rush zaśmiał się, podchodząc bliżej. — Ale nie myślisz, żeby jakoś wykorzystać wyspę?
— Mhm… Ale chyba przed wykorzystaniem wyspy zdążysz wykorzystać jeszcze mój tyłek, hm? — Charlie uśmiechnął się do Rusha, wychylając się i cmokając go w usta.
— A może by to połączyć? — Grey przygryzł wargę i złapał chłopaka za tyłek.
Ten sapnął głucho i objął Rusha za szyję. Oblizał usta, patrząc na niego z iskierkami w oczach.
— Chcesz mnie wziąć gdzieś w krzaczkach? — Zaśmiał się w momencie, kiedy do drzwi pokoju ktoś zapukał.
Rush obejrzał się w tamtą stronę, nieznacznie odsuwając się od Charliego. Jedną dłoń jednak zostawił na jego biodrze. W końcu drzwi się otworzyły i w progu pojawił się Ryan. Uśmiechnął się rozbrajająco i pomachał dwiema puszkami piwa.
— Dzień dobry, gołąbki. Rush, książę, miałbyś coś przeciwko, żebym ukradł twoją ptaszynę na kilka minut… hm, no, może kilkanaście?
— Umm… No, chyba nie ma problemu. Chociaż mieliśmy… pewien plan — wykrztusił. Nie był zachwycony, że Ryan im przeszkadza. — A to coś ważnego?
— Sprawa życia i śmierci… naszych dobrych stosunków. Od razu zaznaczam, że wcale nie chodzi o takie stosunki, o jakich pomyślałeś — odpowiedział Ryan, wyciągając równocześnie jedną puszkę zachęcająco do Charliego, jakby go kusił.
Ten tylko prychnął pod nosem i pocałował Rusha w policzek, nim podszedł do Ryana i zabrał mu piwo.
— No to chyba możemy pogadać. Będę niedługo, okej? Jeszcze powinien być czas na… zwiedzanie — zwrócił się do Rusha i tylko tak, żeby on widział, wypchał delikatnie i bardzo sugestywnie językiem wnętrze policzka.
Rush od razu przygryzł wargę i wsunął dłonie w kieszenie.
— No… no, okej — wydukał w końcu. — Będę czekał.
— To chodź. — Charlie wreszcie spojrzał na kumpla i wyszedł z nim z sypialni. — Wychodzimy gdzieś z tym piwem?
— Czytasz mi w myślach, kochanie. Wypijemy na plaży — odpowiedział Ryan, po drodze otwierając swoją puszkę i stukając nią w tę przyjaciela.
Wypili po pierwszym łyku, kiedy wyszli z domku. Było jeszcze dość wcześnie, dzięki czemu nie musieli się za bardzo spieszyć. Tym bardziej, że Alex zapowiedział, że zbierać się będą dopiero około zachodu słońca. Poza tym, Kate jeszcze wyciągnęła połowę ekipy w głąb wyspy, więc nie było raczej mowy, by wrócili wcześniej niż za dwie godziny. Jak zgłodnieją.
— To… — Charlie spojrzał na Ryana, kiedy ruszyli po miękkim piasku, popijając leniwie piwo. — No, chciałeś ogólnie pogadać, czy o czymś konkretnym?
Ryan spojrzał w stronę nieba, zastanawiając się, jak w miarę luźno zacząć rozmowę.
— Charlie, wiesz, że cię kocham…
— Ano wiem. — Chłopak zaśmiał się. — Na szczęście nie tak, żeby Rush serio musiał się martwić o nasze… stosunki.
W odpowiedzi od razu zobaczył uśmiech, a Ryan roztrzepał mu, i tak rozburzone przez wiatr, włosy.
— Mogę nawet powiedzieć, że jesteś jednym z nielicznych, którzy są tego pewni.
— Ale dziwisz się? Nie możesz sobie darować takich durnych dodatków, jak z tymi stosunkami?
— Kochanie, ale ja chciałem tylko upewnić Rusha, że nie zamierzam nic niecnego w stosunku do ciebie.
— Wmawiaj to sobie. Chciałeś mu dopiec. Znowu. Ale chyba nie o tym… no, mieliśmy gadać — dodał nieco poważniej, popijając piwo i zerkając na Ryana niemal niewinnie.
Ryan przytaknął i wreszcie wskazał Charliemu miejsce przy brzegu. Podążyli tam i usiedli na mokrym piasku. Ryan zdążył już wziąć prysznic, niemalże godny tych, jakie brał zwykle po seksie Alex.
— Nie chcę się odnosić specjalnie do tego, co mogłeś… przedwczoraj niechcący usłyszeć — zaczął z wymownym uśmiechem, chociaż nie było mu do śmiechu. Chciał jakoś załagodzić swoje, ostatnio nieco napięte, stosunki z Charliem. Między nimi od czasu wejścia Lenny’ego w jego życie zaczęło robić się krępująco, a to było ostatnie, czego by chciał.
— No, okej — zgodził się chłopak ostrożnie, czekając na rozwinięcie tematu.
— Ale widzę, że obecność Lenny’ego z jakiegoś nieznanego mi powodu wydaje się odsuwać cię ode mnie… Chociaż nie, zapewne ma z tym coś wspólnego fakt, że kiedyś dokonał chwalebnego czynu…
— Oż, weź Ryan, nie ironizuj tego. Koleś, cholera, kogoś zamordował, a ty sobie z nim mieszkasz! — Charlie nie wytrzymał i przerwał mu. Wkurzało go, że Ryan tak lekko mówił o zbrodni Lenny’ego. A raczej mówił tak, jakby w ogóle nie przejmował się tym faktem.
— Charlie, kochanie, jeśli martwisz się tylko tym faktem… i nie, nie przerywaj mi, proszę — Ryan zmienił zdanie w połowie, widząc, że chłopak znowu zamierza się wtrącić.
Charlie wydął wargi i posępnie czekał na dalszy ciąg przemowy kumpla. Ten, widząc, że ma możliwość rozwinięcia myśli, podjął temat:
— Jeśli martwisz się o moje bezpieczeństwo, co muszę zaznaczyć, że jest bardzo urocze z twojej strony, to mogę cię zapewnić, chociaż pewnie i tak mi się to nie uda, sądząc po tym, jak teraz na mnie patrzysz, że nic mi nie grozi. Lenny nie nosi przy sobie żadnej spluwy, nie przynosi do domu martwych zwierząt i… no, nie uwierzysz, ale nie wiem nic o żadnym jego mandacie za złe parkowanie.
— Bo nie ma samochodu pewnie…
— To mało istotne w tym momencie, kochanie.
— Ale, Ryan, no… ty… — Charlie zamachał ręką nerwowo, nie mając akurat przy sobie breloczka, żeby się nim bawić w trakcie. Przypadkiem wylał trochę piwa na piasek. Zaklął i upił pianę. — Zmieniasz się przy nim i ja serio nie wiem, czy to nie dlatego, że on ci coś… no… robi!
Ryan tym razem zmierzył go ostrym spojrzeniem, widząc, że rozmowa wcale nie przebiega tak dobrze, jak sobie zaplanował.
— Uwierz mi, kochanie, że nie jestem z tych osób, które z uśmiechem na ustach będą tkwić w związku z kimś, kto nie daje im tego, czego od związku oczekują.
— No ja nie wiem… — mruknął kwaśno Charlie, ale nie patrzył na kumpla, a na puszkę swojego piwa.
— Hm? Uściślij, proszę, co tam mruczysz?
— No… twój stary na przykład, to co niby?
Ryan momentalnie ściągnął brwi i odpowiedział kpiną, którą chciał zatuszować swoje prawdziwe emocje:
— Wiesz, kochanie, że nie byłem w związku ze swoim ojcem.
— Oż, wiesz, o co mi chodzi. To czasem nie takie łatwe, żeby się wydobyć z czegoś, co… no, jest toksyczne i…
— Przestań, kurwa. — Ryan wreszcie mu przerwał i szybko dopił piwo. — Nie baw się w psychologa, Charlie.
— Nie bawię się, tylko, cholera, martwię się o ciebie! Może nie umiesz się przeciwstawić! A potem my mamy się gapić wszyscy, jak się, kurde, tłamsisz…
— Nie mów do mnie jak do jakiejś ofiary przemocy! — Ryan już był absolutnie rozsierdzony. Ręka zacisnęła mu się na puszce. — Skąd ty bierzesz te chore teorie? I powiedz mi, gdzie masz jakiś dowód na to, że jestem stłamszony, będąc z Lennym, hm? Bo albo jestem ślepy, albo mi odbija, ale przypominam ci, że nie siedziałem na oddziale zamkniętym dla psychicznie chorych, tylko dla ludzi, którzy złamali prawo. To jest drobna różnica.
Charlie wywrócił oczami przez ten potok słów. Do tego niedorzecznych.
— No, teraz to sobie filozofię dorabiasz — mruknął.
— Naprawdę? Bo ja bym powiedział to samo o tobie.
— Ryan… ale ty w ogóle widzisz, jak on na ciebie patrzy? Jakoś tak… no, nie znam kolesia, ale tak… przedmiotowo. I ten seks ostatnio…
— Czekaj, czekaj, kochanie, bo się zapędzisz, a nie wiem, czy pamiętasz moją początkową prośbę?
— Tak, ale nie da się tego nie zauważyć, jak wcześniej nawet się tam dotknąć nie dałeś! — krzyknął Charlie, a przechodząca nieopodal para od razu spojrzała w ich kierunku z zaciekawieniem.
Ryan momentalnie obejrzał się na nich. Zaklął w duchu, odstawił pustą puszkę na piasek i pochylił się do Charliego. Przyłożył mu palec do ust, patrząc w oczy bardzo, bardzo poważnie.
— Poproszę jeszcze raz, na razie dość grzecznie. Nie odwołuj się do tego, co słyszałeś. To nie ma w tym momencie nic do rzeczy. Nie przepadasz za Lennym, bo zrobił kiedyś coś, hm… nie do końca dobrego moralnie i boisz się o mnie. Okej, naprawdę, uwierz, ja to wszystko bardzo dobrze rozumiem. Ale właśnie staram się przekonać cię, że… mimo to, że on jest w pobliżu, nie musisz się ode mnie odsuwać. I na tym skupiamy rozmowę, okej?
— Okej, okej… Nie wkurwiaj się. Ale i tak mogę myśleć swoje, nie? — mruknął chłopak, odpowiadając dość zirytowanym spojrzeniem. Wiedział, że pójście w tamten temat i tak nic by mu nie dało.
— Możesz. Niestety do głowy ci nie wejdę. — Ryan cofnął się. — Więc… powiedz mi, proszę, czy istnieje jakiś sposób, żebyś nie czuł się przy nim skrępowany albo jakieś słowa, które przekonają cię, że nawet gdy do mnie bliżej podejdziesz i dasz się objąć, to Lenny cię nie wykastruje?
Charlie prychnął pod nosem, chociaż w duchu wcale nie był pewien, czy Lenny nie zrobiłby mu czegoś złego, gdyby za bardzo się spoufalał z Ryanem.
— Nic robić nie musisz… Tylko serio się dziwnie przy nim czuję, ale może to kwestia poznania faceta… czy coś — odparł ze średnim przekonaniem. — Nie miałem z nim i tak dużo do czynienia dotychczas.
— Nie miałeś — przyznał Ryan. — I muszę ci powiedzieć, że, przynajmniej w moich oczach, pierwsze wrażenie o Lennym, jakiego miałem okazję doświadczyć za kratkami, diametralnie różni się od tego, jak teraz go postrzegam. I oczywiście jakkolwiek nierealne mi się to teraz wydaje, tak mam nadzieję, że jednak ty również się do niego z czasem przekonasz.
— Z czasem? Czyli… myślisz o nim poważniej jednak? — dopytał Charlie i niestety nie dało się w jego głosie wyczuć pozytywnej nuty.
Ryan tym razem nie odpowiedział od razu. Najpierw ponownie spojrzał na ocean i wsłuchał się w jego szum, tak samo jak w stłumione rozmowy innych plażowiczów. Gdzieś z boku mignęła mu kolorowa, dmuchana piłka, którą bawiły się dzieci, a na horyzoncie przepływał biały jacht.
— Wiesz, że dopiero zaczynam z Lennym, a teraz trudno mi przewidzieć, jak to się skończy. Sam widzisz, że nie przypominam wróżki. — Uśmiechnął się krzywo. — Ale jakby to ładnie powiedzieć… daję temu szansę.
Charlie westchnął ciężko i oparł głowę na jego ramieniu.
— Okej… To chyba muszę zacząć się do niego przyzwyczajać, nie? — Zaśmiał się niezbyt radośnie.
— Tak, kochanie, myślę, że to najwyższy czas — przytaknął Ryan, ale i tak widział, że w nastawieniu kumpla wiele się nie zmieniło.
Charlie wydął wargi i znowu pożałował, że nie ma przy sobie przeklętego breloczka. Aż zaśmiał się do siebie, kiedy zauważył, jak bardzo był mu on niezbędny.
— Cholera… Jason ma swoje fajki, a ja właśnie się zorientowałem, że też jestem od czegoś uzależniony — rzucił.
— Hm? Mam nadzieję, że nic nie jarasz. Nie jestem pewien, czy jakikolwiek dym byłby dla mnie znośny.
— Nie, nie jaram. I to przez ciebie. Ten breloczek, wiesz… z Ferrari. Kiedy nie mam go przy sobie, to mnie szlag trafia. — Chłopak zaśmiał się, unosząc wreszcie głowę i patrząc na Ryana z lekkim uśmiechem.
— Och, breloczek… Niestety, nie czuję się winny. Przynajmniej kojarzysz go ze mną — odparł i cmoknął go w policzek. — A Lenny’ego się nie bój. Nic ci nie zrobi, kochanie.
— No wiem… Ale tobie może…
— Znowu zaczynasz? — Ryan zwęził oczy, a Charlie pokręcił głową i wstał z piasku.
— Nie no, okej, wiem. Mam przyjąć do wiadomości, że z nim jesteś. Przyjmuję i mam nadzieję, że serio to nie jakiś… no, za bardzo walnięty koleś — mruknął i wskazał na leżącą obok puszkę. — Nie śmieć i chodźmy już. Rush czeka.
— Tak jest, mamo — odpowiedział Ryan z ironicznym uśmieszkiem. I zabrawszy z piasku swoją puszkę, również się uniósł. Kiedy ruszyli w stronę domu, dodał: — A książę albo poradził sobie ze wzwodem ręką, albo da radę drugi raz. Widać, że zdrowe blondi z niego.
— Ej, skąd niby myśl, że miał wzwód?
— Nie wierzę, kochanie, że stojąc tak blisko swojej wielkiej, bajkowej miłości nie trułeś mu do uszka jakimiś słodkimi tekstami rodem z pornosów, hm? Za dobrze cię znam.
— Bez przesady z tymi pornosami… Jestem ponad to. — Charlie zaśmiał się luźniej, chociaż i tak miał obawy, których ta rozmowa w żadnym stopniu nie rozwiała.
— Oczywiście. Więcej seksapilu i finezji masz na pewno… Nadal pamiętam. — Ryan uśmiechnął się, obejmując go za szyję ramieniem, kiedy szli dalej po miękkim piasku. Po drodze wyrzucili do kosza puste puszki.
— No, ja myślę! — odparł Charlie ze śmiechem. Tuż przed wejściem do domu wywinął się z objęć kumpla. — Ale ani Rush, ani Lenny nie byliby zachwyceni, gdybyśmy tak weszli do środka. Mamy mokre od wody dupy. Jeszcze by stwierdzili, że od czego innego.
— Hm, więc w takim razie faktycznie lepiej nie dawać im do tego powodu — odparł Ryan i uśmiechnął się lekko, nim wszedł za Charliem do domku. Widział, że rozmowa wiele nie zmieniła, ale cieszył się, że chociaż pogadał z kumplem. Miał nadzieję, że może jest to początek naprawy ich stosunków.

***

Mike zmrużył mocniej powieki, kiedy odpalał papierosa od zapalniczki Jasona. Zaciągnął się i wyprostował na wiklinowym krześle. Spojrzał na luźno siedzącego tatuażystę, samemu będąc bardzo zrelaksowanym. Już spakował się na powrót, a Marg z Kate jeszcze wyszły na ostatni spacer po wyspie. Miał więc chwilę na papierosa z Jasonem, który również się ogarnął. Siedzieli teraz obaj w ogródku za domkiem, w którym poprzedniego wieczoru robili grilla. Wszystko było ładnie posprzątane, bez śladu po ich niewielkiej imprezie.
— Że też Alex cię puścił. Myślałem już, że będziecie gruchać jak Charlie i Rush. — Zaśmiał się uszczypliwie do Jasona, który wykrzywił usta i pokręcił głową.
— Już nas tak skreślasz, szefuńciu? Poza tym gołąbki też nie gruchają. Rush przyszedł do naszego pokoju, bo podobno młody jeszcze chciał uchwycić na papierze ich widoczek z okna, więc się nudził. Niech sobie braciszkowie plotkują.
— Czyli ktoś jeszcze został razem, czy wszyscy w separacji? — Mike ciągnął temat, wolno paląc.
— Nasze dwa słoneczka chyba się pakują. — Jason wzruszył ramionami, również zanieczyszczając powietrze wydmuchiwanym z ust dymem. — Mówiłem ci, że na nich wpadliśmy na jachcie?
— Nie. — Mike zainteresował się. — I?
— I nici z romantycznego rejsu po zatoce. — Jason wychylił się do popielniczki.
— Oj, nie wierzę, żebyś tak się martwił. A jeśli nawet… to nadrobicie.
— Ta, pewnie tak. Jak nie na jacht, to na motor go zabiorę.
— Jeszcze go nie wyciągnąłeś? — zdziwił się Mike.
— Jakoś się nie złożyło. Nadrobimy. Mamy czas. Do przyszłych wakacji — dodał Jason z krzywym uśmiechem, splatając w kostkach wyciągnięte nogi.
— Czemu akurat taki termin? — dopytał manager studia, nie skupiając się za bardzo. Lubił czasami tak zupełnie się wyłączyć. Teraz też usilnie starał się to właśnie robić i nie myśleć o następnym dniu w pracy.
— Bo wtedy Alex się hajta.
— Ach — odparł głupio. — Ale nie wierzę, żeby do tego doszło. Ten facet już zachowuje się inaczej niż na początku. Nie wydaje mi się, żeby w końcu zdecydował się na ślub.
— To oby twoje podejrzenia się sprawdziły, Mikey. Ale, ale, nie popadajmy w taki nastrój. Nie po tu przyjechaliśmy.
Chłopak pokiwał żywo głową, gasząc papierosa na trawniku. Niedopałek jednak zostawił w palcach, by wyrzucić go do kosza.
— Aż się nie chce wracać, co?
— Ta… ale mam kilka fajnych projektów do wykonania w robocie, więc może nie będzie źle. — Jason wzruszył ramionami. Co by nie mówić, Mike wiedział, że lubi swoją pracę. Na ich wszystkich szczęście. Dzięki jego talentowi studio dużo zyskiwało.
— Tylko nie gadaj jak Charlie — zakpił, wstając.
— Młody sika po nogach, gdy dostaje tatuaż na całe plecy. — Jason zaśmiał się, wyciągając się jeszcze, by zgasić niedopałek.
— Ważne, że się rozwija. — Mike zbagatelizował nieznacznie i ruszył w stronę wejścia do domku.
Jason mruknął coś na potwierdzenie i wszedł za nim. W środku pożegnali się na chwilę, kiedy starszy mężczyzna oznajmił, że musi jeszcze sprawdzić, czy czegoś nie zostawił. Kiedy Mike także ruszył do swojej sypialni, Jason wszedł do pokoju, który dzielił z Alexem. Tam zastał kochanka siedzącego w kącie na fotelu z komputerem na udach.
— Wróciłeś — oznajmił Grey swoim zwykłym głosem bez emocji, kiedy zwrócił na tatuażystę wzrok na mniej niż sekundę.
Jason uniósł wysoko brwi, przystając w progu i patrząc na laptopa.
— Pracujesz? — spytał podejrzliwie.
— Korzystam z komputera.
— Czyli pracujesz — skwitował, patrząc wrogo na sprzęt. Zbliżył się z rękami w kieszeniach. — A mówiłeś, że nic ze sobą nie zabrałeś.
— Pytałeś, czy wziąłem jakieś dokumenty. Nie wziąłem żadnych papierowych dokumentów.
— Cwaniak. — Jason zaśmiał się mimowolnie i usiadł na oparciu fotela Alexa. Bez skrępowania zajrzał na ekran komputera, gdzie zobaczył stronę poczty elektronicznej i tylko mignęło mu, jak Grey zamknął jedną z wiadomości. — I serio by żaden z pracowników nie przeżył jeszcze kilku godzin, nim odpisałbyś rano? — spytał z powątpiewaniem.
Alex niemalże łaskawie na niego spojrzał.
— Przeżyłby, ale niektórych rzeczy nie można przekładać.
— To daruję ci, jeśli to teraz zamkniesz i powiesz, czy już się spakowałeś.
— Mogę od razu powiedzieć, że się spakowałem, ale jednocześnie muszę odmówić zamknięcia laptopa, bo mam maila do odpisania.
— I kto jest ważniejszy ode mnie? — prychnął Jason, ale bez specjalnego wyrzutu. I tak mieli jeszcze trochę czasu do wypłynięcia.
— Wyjątkowo podchwytliwe pytanie. — Alex uśmiechnął się chłodno, niemalże z wyrachowaniem.
— I zgrabne uniknięcie odpowiedzi — zauważył złośliwie Jason, zakładając ręce na piersi.
— Ponieważ jest to pytanie, na które nie da się jednoznacznie odpowiedzieć przy zachowaniu swoich racji i nieurażeniu drugiej strony.
Jason aż uśmiechnął się kątem ust i pochylił do Alexa. Musnął jego usta.
— Czyli się nie dowiem?
Anglik westchnął bardzo cicho, odchylając się nieznacznie do tyłu.
— Nawet… nawet nie chciałbyś.
Na tę odpowiedź Jason nieco spoważniał.
— Mm? Czemu?
— Bo to ten element naszego związku, którego najbardziej nie lubisz. A muszę jej odpisać w czasie krótszym niż dwanaście godzin, bo pomyśli, że umarłem.
— Jeane. — Jason uśmiechnął się krzywo. — To pisz. Poczekam na swoją kolej.
Alex popatrzył na kochanka chłodno.
— Niezbyt pocieszające podejście, ale dziękuję — odparł i faktycznie ponownie otworzył wiadomość od narzeczonej.
Jason nie skomentował, ale bez skrępowana zajrzał na ekran. Dostrzegł fragmenty o spotkaniach biznesowych, na których Jeane była z rodzicami Alexa, coś o nowej kolekcji ubrań, w jakiej się zakochała i o tym, że bardzo tęskni za ich wspólnym oglądaniem filmów oraz hipnotyzującym spojrzeniem Alexa. Aż wykrzywił usta w grymasie.
— „Hipnotyzujące spojrzenie”? — rzucił z kpiną w głosie. — A myślałem, że jest albo lodowate, albo rozkosznie słodkie, gdy się napalasz.
— Kwestia nazewnictwa — odparł Anglik, nie przerywając szybkiego przebierania po klawiaturze.
Jason wyciągnął dłoń do jego karku i przesunął palcami po włosach i skórze.
— A ty jakie jej komplementy prawisz, hm? — Sam nie wiedział, czemu się z nim drażnił.
— Że ma delikatną skórę i piękne włosy. I chwalę dobór dodatków do sukienki. — Alex nie dał się wyprowadzić z rytmu ani opanowania.
Jason zacmokał i przesunął opuszkami palców za jego kołnierzykiem.
— To lubisz delikatną skórę? Chyba odpadam w przedbiegach — zachrypiał z uśmieszkiem.
— Mnie odpowiada.
— Hm? Delikatna skóra?
— Nie. — Alex westchnął ciężko i na moment przestał pisać. Jego spojrzenie odkleiło się od monitora i spoczęło na twarzy kochanka. — Twoja skóra. Twoje włosy, twoje ciało i nawet twój przesączony papierosami zapach — odparł ze śmiertelną powagą i pocałował go w policzek. — A teraz mogę skończyć pisać ten mail?
Jason uśmiechnął się, już inaczej niż wcześniej. Cofnął dłoń.
— Możesz. Nie chcemy, by twoja narzeczona pomyślała, że już jej nie chcesz. A ja wezmę nasze bagaże na jacht — zakomunikował, wstając z fotela i podchodząc do leżących na ziemi toreb. Przerzucił je sobie przez chude ramiona.
Alex skinął mu głową w podziękowaniu i z ciężkim westchnieniem wrócił do odpisywania Jeane.

19 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 106 – Jak kumpel z kumplem

  1. Katka pisze:

    Floo, świat byłby cudowny i… taki nudny XD Nie byłoby przecież nawet miejsca dla takiego Chrisa np! A to taka kolorowa postać.

    Tigram, spoko, nikt nie chce zabijać Lennego. Znaczy Ania chce, ale my go bardzo kochamy. Znaczy autorki na pewno. Jeszcze pożyje i powkurwia XD

  2. Tigram Ingrow pisze:

    Ej, weźcie…. Jakie zabijcie Lenny’ego? I jeszcze ten fanfik Ani_niut…. No weźcie! Lenny to skurwiel, nie mówię że nie, ale kurczę… Jedyne trzy osoby których byłabym w stanie przeżyć śmierć w tym opowiadaniu to rodzice Greyów i narzeczona Alexa.

  3. Floo pisze:

    Kat, wydaje ci się! To tylko takie złudzenie optyczne. Było by wspaniale jakby umierali tylko ci źli! Stwórzcie idealny świat!

  4. Katka pisze:

    Floo, o ja, to myśmy musiały źle zrozumieć XD Ale to by było dziwne, jakby sami źli umierali. Takie ciut… podejrzane XD

  5. Floo pisze:

    Zabroniliśmy uśmiercania głównych i lubianych bohaterów, a nie osoby na której pogrzeb, każdy przyniósł by wieniec :P

  6. Shivunia pisze:

    Floo >> Hahahaha, I w międzyczasie reklama Pervola, albo podpasek XD Yeeey, wyobraziłam to sobie. A my jesteśmy niewinne. No bo… no sami zakazaliście nam uśmiercania XD

  7. Floo pisze:

    Hmmm ten rozdział to jakiś taki… przerywnik… Mam wrażenie że tu byłaby przerwa na reklamy, jakby to leciało w TV XD
    Bo oczywiście jak coś się dziać zaczęło to dały koniec. Wstręciuchy.
    No Alex pociesze cię, nie tylko Jason nie lubi tego aspektu waszego związku. Czytelnicy też jej nienawidzą! Ale cierpisz przez Kat i Shiv, bo to one nie chcą jej uśmiercić w jakimś wypadku!

  8. Katka pisze:

    Gordon, haha, cudowne podkreślenie znajomości Mike’a i Jasona XD Oj, zbliżyli się do siebie po jakimś czasie i udało się zapomnieć dawne żale XD A to głośne „nie!” – nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to bardziej w stylu gołąbków, ale kto wie, co by Jason zrobił faktycznie w chwili kryzysu :)

    Sei, spoko XD ;*

  9. Gordon pisze:

    Kumpelskie relacje tam wszyscy maja ciekawe ;p Ryan usiluje na sile nauczyc Charliego ze dzikich kotow sie nie trzeba bac a Mike jest najlepszym kumplem goscia ktory kiedys chcial mu loda zrobic po pijaku xD Jak ich nie kochac nie? Dolaczam sie do wczesniejszych wypowiedzi, te zagrywki Charliego sa zajebiste, jest niewyzyty. Ryan bierz przyklad z wyluzowanego kumpla ;p A i wyszla tajemnica Alexa z zabraniem kompa. Nie dziwne ze chcial ukryc jak do narzeczonej pisze. Za rok Jason wpadnie do kosciola z glosnym ”nie”, zeby sie Alex nie zdziwil ;p

  10. Katka pisze:

    Shinu, „Matko, jaka z Charliego jest mała ździra z niewyżytym tyłkiem” – hahaha, oj jest, i to jak bardzo czasami XD Mimo że sama go piszę, to jak czasem długo ich nie ma, a Charlie nagle z czymś wyskakuje, to zadaję sobie pytanie „och, Charlie, dlaczego z ciebie taka dziweczka?” :) Tak, lodzik w plenerze to byłby taki powrót, ale… haha, w moim mniemaniu oni wchodzą na wyższy level, więc pewnie i Was zaskoczą czymś niedługo XD A co do Ryana, Charliego i Alexa i ich rozmów o lubrykantach… czuję, że tylko Charlie byłby skłonny na to pójść XD

    Elis, dla gołąbeczków nadejdzie jeszcze czas :) Nie zapomnieliśmy o nich :D

    Yaoistka, seks na motorze, hehehe, no brzmi fajnie, ale to chyba jednam awykonalne XD I to bynajmniej nie z powodu oporów Alexa, ale czuję, że mogliby się z niego zwyczajnie… wyjebać XD Mało to stabilne XD

    Kruha, i bardzo dobre spostrzeżenie. Niestety co jak co, ale Alexowi seks w plenerze nie pasuje, bo gdzie on się potem umyje? :(

    Raya, jak mówiłam, i dla Charliego i Rusha nadejdzie niedługo czas :)

    Seiridis, jakże uroczy pojazd po Ryanie XD Nie będę go bronić, bo ja sobie aż za dobrze zdaję sprawę, jakie on ma problemy ze sobą XD Większość sprowadza się do „moja duma!”. No potem takie kwiatki wychodzą. Haha, a Charlie i wypychanie językiem policzka – bardzo w jego stylu takie tradycyjne, zadziorne, zboczone zagrywki XD Dzięki za taką wypowiedź długą w ogóle, Sei :D Mimo że się Ryanowi dostało XD

    Ania, och tak, Ty go tak kochasz XD

    Alex, ooch, czułe gesty w ich wykonaniu faktycznie są urocze i miło się pisze :) A o dziwo, mimo że zarówno Alex jest chłodną osobą (zwykle) i Jason też do najcieplejszych ludzi pod słońcem nie należy, to jednak im się często w swoim towarzystwie aktywuje tryb czułości :) A jak to się podoba, to się cieszymy :)

  11. alex pisze:

    Ja chcę już przejażdżkę Alexa i Jasona na motorze. :)
    Chociaż pewnie nie będzie dużych szans na seks jeśli w pobliżu nie będzie prysznica. Mimo wszystko i tak wolę ich czułe gesty wobec siebie niż seks. :D

    A co do rozdziału, no to miałam nadzieję, że już wrócą i nie jestem zwolenniczką Charliego, a Ryana tak średnio lubię więc akurat ten rozdział nie przypadł mi do gustu.

  12. Seiridis pisze:

    Ryan mnie wkurzył. Idiotycznie się zachował. Chce na siłę zmienić podejście Charliego do Lenny’ego, jednocześnie też nie będąc z nim szczerym, kryjąc się ze swoimi – normalnymi – potrzebami, nie chcąc z nim rozmawiać o sobie… Może na początek, skoro jest taki mądry i cool i wyluzowany, to niech przestanie się zachowywać jak kryptohomos, któremu wadzi, że lubi być na dole… Macho od siedmiu boleści, a sam wtyka Charliemu i wciska jakieś komentarze i w ogóle…
    Akurat teraz rozczarowałam się na nim i mam wrażenie, że w tej chwili jest z niego taki przerost formy nad treścią. On czasami serio albo powinien się ogarnąć ze sobą i tymi swoimi jakimiś z dupy wyjętymi pretensjami, a czasami powinien się zamknąć i po prostu darować, bo chce wyjść na mądrego, a wychodzi na idiotę (jak np. rozmowa jego i Alexa).
    Tyle mam do powiedzenia.
    P.S. Podobał mi się fragment ze zwiedzaniem (jak Charlie wypchał sobie językiem policzek) zobrazowałam to sobie. To było takie legendarne, haha. :D

    Pozdrawiam
    Seiridis

  13. Kruha pisze:

    Yaoistak: sex, motor, las? To chyba będzie ciężkie w wykonaniu Alexa i Jasona. Chyba, że będą mieć przenośny prysznic XD

  14. Yaoistka^^ pisze:

    Łoł… Całkowicie w pewnym momencie zapomniałam, że Alex ma narzeczoną…:/ Aż miałam łzy w oczach przy końcu.
    Alex sam od siebie dał buziaka Jay’owi! ^^ Ray i Charlie znów z sobą rozmawiają… A ja chce szybko przeczytać o tym jak Jason kocha się z Alexem na swoim motorze! :d Gdzieś w lesie. ^^ WENY! ^^

  15. Elis pisze:

    Nie było seksu gołąbeczków, a po tym początku miałam nadzieję. :(
    Charlie nie prędko przekona się do Lennyego.
    Fajne kumpelskie rozmowy i poczułam, jak brak mi gadki Jasona z Mikem. :)

  16. Shinu pisze:

    Eeeh… a ja myślałam, że coś się będzie działo, no ale cóż, nie można mieć wszystkiego.
    Matko, jaka z Charliego jest mała ździra z niewyżytym tyłkiem xD I to jest chyba jego najlepsza cecha, a przynajmniej to najbardziej w nim lubię ;D Swoją drogą ciekawie by było znowu zobaczyć gołąbeczki w akcji, ale tym razem w plenerze. Taki lodzik w krzakach to prawie taki powrót do przeszłości dla nich jak się ukrywali przed Alexem xDD
    Czekam na moment kiedy Ryan, Charlie i Alex spotkają się na piwie i pogadają jak prawdziwi kumple od dawania dupy xDD Tak, wiem, że to nigdy nie nastąpi xD Ale i tak fajnie by było jakby Ryan się coraz bardziej oswajał z tym swoim upodobaniem, że tak to nazwę, i był bardziej otwarty przed kimś innym niż przed Lennym tylko. Mogliby sobie z Charliem pogdać o najlepszych lubrykantach… chociaż nie, przecież Ryan i Lenny ich w ogóle nie stosują, wiec po kiego? xDD
    Nie moge sie już doczekać tych „wakacji” i tego ślubu. Oj, coś czuję, że będzie niezła akcja i drama i w ogóle wszystko na raz ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s