Fire Dragon Tattoo Studio – 105 – Nie całkiem prywatny rejs

Zamruczał, czując silniejsze bujanie. Władczym gestem przyciągnął do siebie Ryana, na którym i tak połowicznie leżał. Ale kiedy usłyszał kroki nad sobą, od razu otworzył oczy i zaklął pod nosem.
— Ryan. — Pochylił się do ucha kochanka, szepcząc mu do niego.
Chłopak odmruknął coś przez sen i mocniej się do niego przytulił, chyba zamierzając spać dalej. Lenny przewrócił oczami i poruszył nim mniej delikatnie.
— Ryan, cholera. Obudź się, śpiąca królewno.
Chłopak momentalnie otworzył oczy. Nie dość, że były zaspane, to jeszcze patrzyły na mężczyznę morderczo.
— To nie jest najlepsza pobudka, jaką chciałbym… — Urwał, kiedy usłyszał kroki od strony pokładu. Spojrzał szybko w górę, a łodzią znowu mocniej zabujało. — Kurwa.
— Właśnie. Nie było czasu na słodkie gruchanie. Na kogo stawiasz? — spytał Lenny, patrząc w sufit. Po tym powoli, cichcem zsunął się z łóżka, żeby sięgnąć po ubrania.
— Kto mógł pomyśleć o porannym rejsie? Obstawiam gołąbki — odpowiedział Ryan, mając nadzieję, że nie wpadną tu ich niespodziewani goście z góry. Zsunął się z łóżka i rozejrzał. — Lenny… czy wiesz może o jakiejś łazience na terytorium tego uroczego jachtu?
Mulat, który akurat schylał się po swoje bokserki, zrobił głupią minę, ściągając usta w dzióbek. Pokręcił głową, wiedząc, że ta odpowiedź nie zadowoli Ryana, który w nocy przyjął dwa jego spusty i na pewno chciał się umyć.
Ryan zacisnął zęby, stojąc przed łóżkiem w delikatnym rozkroku. Nie powiedział nic, tylko uśmiechnął się wymuszenie, nieco zawstydzony. Nie wiedział, co zrobić, więc jedynie schylił się po swoje rzeczy, klnąc w myślach.
Lenny jeszcze zlustrował jego ciało i zdążył naciągnąć gacie na tyłek, kiedy obaj usłyszeli, że łódka ruszyła z przystani. Ryanem aż bujnęło. Upadł z powrotem na łóżko, a Lenny w ostatniej chwili przytrzymał się ściany.
— Chyba… nie mamy już drogi ucieczki — rzucił półszeptem.
— Zawsze można wracać wpław. — Ryan uśmiechnął się krzywo i odruchowo zacisnął pośladki. Aż trochę pożałował swojego wczorajszego pomysłu na seks w takim miejscu.
Zaczął szybko wciągać na tyłek bieliznę, nie czując się dobrze z faktem, że nie ma się gdzie umyć. Nim zdążył podnieść podkoszulkę, a Lenny chociażby zanegować jego pomysł, obaj usłyszeli kroki na schodkach prowadzących pod pokład.
Ryan momentalnie spojrzał w stronę drzwi. Wciąż miał na sobie tylko białe slipki. Zaklął w duchu, sprawdzając, czy ma jakieś ślady. Oczywiście, że miał. Od razu rzucił ostre spojrzenie Lenny’emu, który tylko wzruszył ramionami.
Nie miał czasu na tłumaczenia, bo do pomieszczenia wszedł… Jason. Zastygł, widząc niespodziewanych współpasażerów.
— A wy tu… kiedy?
Ryan też uniósł brwi na widok Jasona, a nie Charliego albo Rusha.
— Uuu, Jay, ty i słońce? Czy może rozłożyliście sobie tam parasole albo zbudowaliście schron? Bo rozumiem, że twoja lodowa królowa, którą, nadmienię, strzeżesz przed roztopieniem, też tu jest? A my tu zawitaliśmy wczoraj i miałeś tę przyjemność zbudzić nas swoim pomysłem na wycieczkę po oceanie — odpowiedział, sięgając w tym czasie po spodnie i szybko naciągając je na tyłek.
Jason ściągnął brwi.
— Ta. Mieliśmy ochotę na sam na sam na łodzi. Widać, że się przeliczyliśmy — mruknął, wsuwając dłonie w kieszenie krótkich spodenek, które odsłaniały jego chude, blade nogi. — I że nie da się też skorzystać z tej sypialni bez uprzedniego wietrzenia i zmiany pościeli.
— Jakże spostrzegawczy. — Ryan uśmiechnął się krzywo i zapiął jeansy. — Jest chociaż nadzieja, że przynieśliście ze sobą śniadanie?
— A jest nadzieja, że jak zapalę, to uciekniesz wpław? — odparł Jason zgryźliwe. Liczył na trochę sam na sam z Alexem. A tu proszę, taka niespodzianka.
— Nie musiałby, gdybyście nas odstawili do portu — wtrącił Lenny, drapiąc się leniwie po brzuchu.
— Zawracać całą drogę… Nieee — zamruczał Jason, bez krępacji się przyglądając.
Ryan zarzucił jeszcze koszulkę i podszedł do tatuażysty. Trzepnął go w chudy brzuch.
— Kto by pomyślał? Romantyczny rejs o wschodzie słońca… Jesteś pewien, że na górze jest Alex, a nie Rush?
Jason przyłożył dłoń do ust.
— Och. Nakryłeś mnie — zadrwił, nawet nie starając się dobrze tego zagrać.
— Czyli jeden słodki blondi to za mało. Jakiś ty zachłanny. — Ryan uśmiechnął się i ponowił pytanie: — To teraz zdradź mi, co z naszym wspólnym śniadaniem?
— Nie ma. Zjedliśmy przed wyjściem. A wy ubierzcie się jako tako. — Tatuażysta zmierzył ich spojrzeniem. — A ja ostrzegę Alexa. — Westchnął ciężko, wracając już do schodków.
— Mam nadzieję, że długo nie będą pływać. Albo że jest tu chociaż coś do picia — mruknął Lenny z ciężkim sercem, zakładając spodnie.
— Do picia powinno być, chociaż już zaczynam myśleć o zawartości naszej lodówki w domku. Co by nie mówić, jest bardziej pełna od tej naszej — zauważył Ryan, czekając już na niego w progu, sam cały ubrany.
Lenny psyknął między zębami, zapinając spodnie. Zignorował prośbę Jasona i darował sobie ubieranie koszulki. Podszedł do Ryana i objął go w pasie.
— To było dobre.
— Hm? Co konkretnie? Wpadnięcie złego smoka do jamy, wczorajszy seks, czy coś, co jeszcze nie zdążyło mi przyjść do głowy? — zapytał chłopak, schylając się i krótko całując go w usta.
— To przed chwilą i wczorajszy seks — odparł mężczyzna i skubnął go zębami w dolną wargę. Następnie odsunął się i klepnął go w pośladek. — A teraz chodź, bo pomyślą, że znowu cię złapałem i zjadam.
Ryan zmarszczył się na tego klapsa i wyszedł przodem.
— A wiesz, że ruszyłbym, gdybyś mnie nie trzasnął? Niesamowite, co?
— Ta, niesamowite — zadrwił Lenny, mimo że i tak z chęcią jeszcze raz by go klepnął. Ryan miał jędrne pośladki. Do tego jeansy seksownie je opinały.
Kiedy wyszli na pokład, powitało ich ostre słońce. Gdzieś dalej już słyszeli chrapliwy głos Jasona. Zobaczyli go stojącego przy Alexie i obejmującego go luźno w pasie nieopodal steru. Jednak nie tylko oni byli miłym widokiem, bo cała zatoka i błyszcząca się w porannym słońcu tafla oceanu urzekała. To był widok, który na pewno się nie nudził.
— Dzień dobry, Alex — przywitał się Ryan, zbliżając się.
— Witam niespodziewanych gości — odparł Grey, odwracając się do nich.
— Dobry — mruknął Lenny, głęboko wciągając powietrze.
Alex powoli zwolnił, żeby w końcu zatrzymać łódź i zupełnie się do nich odwrócić. Jason zabrał ręce, stając za swoim kochankiem niczym jego ochroniarz. Ubrany w jasne ciuchy wyglądał zupełnie inaczej niż na co dzień. Ale najwyraźniej nawet on uległ słońcu.
— Rozumiem, że w nocy się nudziliście, bo nie wierzę, żebyście wstali z samego rana.
— Nie. Mieliśmy nadzieję ewentualnie z samego rana… albo gdzieś w południe… hm, może na obiad wrócić. — Ryan uśmiechnął się do niego czarująco, pomijając temat nocy. Usiadł na jednej z ławeczek na pokładzie. — A wy również zwinęliście się cichcem, by żadne kolorowe stworzenie, zwane Katy, was nie zatrzymało albo… co gorsza! Nie poszło za wami?
— W przeciwieństwie do co poniektórych śpimy w nocy, a rano wstajemy — odparł Anglik dość sucho. Był ubrany w kremowe, materiałowe spodnie i białą koszulę. Lekko prześwitującą i na pewno bardzo przewiewną, mimo że z długim rękawem.
— Inny tryb pracy — wtrącił Lenny, krzątając się po pokładzie. Szukał czegoś do picia.
— Tam — mruknął Jason, wskazując mu lodówkę, której drzwiczki zrobione były tak, by przypominały zwykłą szafkę. — A Ryan wspominał, że pracujesz w porcie?
Lenny kucnął przy lodówce i wyciągnął z niej dwie butelki czystej, zimnej wody.
— Mhm — odmruknął, prostując się i patrząc Jasonowi bez krępacji w oczy. — Na noce. Dlatego tak już przywykłem. — Podał jedną wodę kochankowi, kiedy do niego podszedł.
— Dziękuję — odparł Ryan, otwierając butelkę. Od razu się napił.
Jason uśmiechnął się specyficznie.
— To się zgrywacie. Bo coś mi twój chłopak wspominał, że nie zawsze nocki przesypia, hm?
— Jay, masz lepszą pamięć niż ja, bo nawet nie wiem, kiedy ci się z tego zwierzałem — zauważył Ryan. — Aż mi to pochlebia.
— Kiedy nieudolnie próbowałeś się upić.
— Uuu… — Lenny psyknął między zębami. — A mnie przy tym nie było. Wiele straciłem. — Zaśmiał się kpiąco. — I co do twojego pytania… Jeśli masz dla mnie inną robotę za te same albo lepsze pieniądze w dzień, to ja mogę już ją zmienić.
— Ciężka sprawa. — Jason zacmokał i uśmiechnął się złośliwie. — Proponowałem Ryanowi pracę sekretarki u nas, ale mu chyba nie podeszło. — Zaśmiał się chrapliwie i odruchowo pogłaskał swojego kochanka po plecach. — Jak chcesz, to na ciebie czeka.
Lenny zmarszczył nos zabawnie, kręcąc głową po wzięciu łyka wody.
— Nie. Mini mi nie pasuje. Nie mam do tego nóg.
Alex prychnął pod nosem, przysłuchując się temu. Nawet nie chciał sobie tego wyobrażać. Ryan za to skrzywił się po tych słowach, a Jason roześmiał się głośniej i sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów. Zignorował ostre spojrzenie Ryana i odpalił szluga.
— Palisz w ogóle? — zagadał Lenny’ego, który od razu pokręcił głową.
— Szkoda na to kasy.
— A ja bym dodał, że nawet zdrowia, ale chyba ten argument do ciebie, Jay, nie przemawia — wtrącił Ryan, pijąc powoli i ciesząc się, że na wietrze nie czuł dymu.
— Już ci, Ryan, mówiłem. Od czegoś trzeba umrzeć. A to jest na tyle popularne, że będę miał kolegów na oddziale — zachrypiał rozbawiony Jason.
— Przestań — syknął Alex. — To jego decyzja, co robi, więc, Ryan, bądź tak uprzejmy i teraz, jeśli ci to nie wadzi, nie komentuj.
— Służę — odpowiedział chłopak z krzywym uśmiechem.
Lenny popatrzył po nich wszystkich, nie mając specjalnie jak się wtrącić. Napił się więc wody i dopiero zauważył, że opróżnił butelkę.
— To zmieniając temat — mruknął w końcu, kiedy nikt nic nie mówił. — Wybraliście się na taki mały rejsik w jakimś celu, czy tylko by podryfować sam na sam?
— Podryfować sam na sam… Choć brzmi to bardziej w stylu gołąbków — odparł Jason, ciągnąc Alexa za dłoń do kanapy naprzeciwko tej, na której siedział Ryan z Lennym.
— Dlatego wspomniałem Lenny’emu, że spodziewam się raczej gołąbków. Dlatego zaskoczyło mnie, Jay, że to ty — wtrącił Ryan, przy okazji nieświadomie bawiąc się dredem Lenny’ego, kiedy objął go za szyję.
Nie umknęło to uwadze Alexa, ale nic nie powiedział, samemu siadając obok kochanka w przyzwoitej odległości. Sam nie chciał być tak obejmowany w towarzystwie. W pasie, kiedy stali, było to o dziwo dla niego zupełnie czymś innym. A teraz czułby się jak dziwne lustrzane odbicie.
— Oni najpewniej jeszcze śpią.
— Gdybym wiedział, że skończy się to grupowym rejsem, to zaprosiłbym też Charliego i jego słodkiego księcia. No i nasza skromna grupka heteryków też by nie zawadziła — odpowiedział Ryan, wystawiając twarz do słońca. Unosiło się coraz wyżej, zaś przyjemny wiatr od oceanu był bardzo relaksujący.
— Ty byś zaprosił? — Jason rozparł się wygodnie na kanapie, ale że Alex nie wykonywał w jego stronę żadnego gestu, sam postanowił sobie darować. Przynajmniej na razie. Dopóki Alex wpatrywał się chłodno w umizgi, jakie serwował włosom Lenny’ego Ryan.
— Hm… może na początku bałbym się, że wchodząc do sypialni Rusha i Charliego, zastałbym ich w dość jednoznacznej sytuacji, a nie jestem pewien czy od czasu, kiedy moje kontakty z Charliem ograniczają się do kumpelskich, chciałbym widzieć go z pełną dziurką… nieważne którą. Więc może skończyłoby się na telefonicznym zaproszeniu, nawet jeśli dzieliłaby nas tylko ściana.
— Obawiam się, śliczny, że chodziło raczej o to, że to ty zwędziłeś kluczyki i mamy małe prawa, aby kogoś zapraszać na tę łódkę. Tak bez pytania — mruknął w końcu Lenny, obracając w dłoniach butelkę i obserwując czujnie swoich rozmówców. Wydawał się specyficznie spokojny. Niepokojąco spokojny. Ale może było to tylko wrażenie.
— Zależnie czy byłby to nasz pomysł, bo jeśli tak, to zaproponowanie go można przy dużej ilości dobrej woli nazwać zaproszeniem na rejs. Och, Jay, ale jeśli fakt, że zszedłeś na dół do kajuty z łóżkiem, miał podstawy… erotyczne, to nie musicie się krępować. Możemy posiedzieć na pokładzie odpowiednio długo — dodał z uśmiechem do tatuażysty i Alexa, który uśmiechnął się przez ostatnią uwagę kącikiem ust. Bardzo nieprzyjemnie.
— Możecie równie dobrze wystarczająco długo posiedzieć na dole. W końcu tam nikt poza nami was nie usłyszy, czyż nie, Ryan? My możemy zostać na górze. Nie narobimy tu przynajmniej takiego bałaganu. Ach, i bym zapomniał. Bądź tak miły i zachowuj się, jeśli nie chcesz słyszeć tego, co dla ciebie może okazać się niemiłe — odparł nad wyraz uprzejmym tonem, od którego robiło się chłodno, mimo bezchmurnego nieba.
Jason nawet spojrzał na Alexa większymi z zaskoczenia oczami. Nie spodziewał się, że kochanek zagra tak wysokimi kartami. Lenny najwyraźniej też, bo ściągnął brwi. Ryan za to zogniskował wzrok na Alexie.
— Och, a co takiego mogłoby się okazać dla mnie niemiłe? Coś bardziej niż to, że pewien uroczy, dobrze ubrany kochanek mojego kumpla usiłuje wcielić się w rolę mojego ojca i każe mi się, jak to ładnie i, chciałbym zauważyć, przesadnie protekcjonalnie jak na swój wiek i zażyłość stosunków ze mną, „zachowywać”?
Alex nie pokazał po sobie nic, a zarówno Jason, jak i Lenny obserwowali tę rodzącą się wymianę zdań z zaciekawieniem i niepokojem.
— To, ile mam lat, nie ma nic do tego. Proszenie ciebie o to, żebyś panował nad swoimi uwagami, jest tylko delikatną sugestią z mojej strony, abyś czasami starał się postawić w cudzej sytuacji. Pozwolę sobie nawet napomknąć, aby konwersacja nie sprowadzała się po niespełna pięciu minutach do kwestii poruszających naszą seksualność.
— Wasza seksualność rozumiem to temat tabu? — Ryan uśmiechnął się do Alexa czarująco, wciąż siedząc luźno w przeciwieństwie do Lenny’ego i Jasona. Nadal też bawił się dredami swojego faceta. — No to muszę przyznać, że niestety nie zostałem w tym uświadomiony, a obraz dużego Jaya wparowującego do sypialni nie skojarzył mi się z niczym innym, jak waszym pomysłem na baraszkowanie w łóżku. Przykro mi, że zostałem źle zrozumiany, ale nie możesz mieć mi za złe, że chciałem wam dać delikatny sygnał, że nie mielibyśmy nic przeciwko, gdybyście zapragnęli trochę prywatności. Prawda, Lenny?
— Hm… Nie. Mnie w to nie mieszaj. — Ten odciął się od razu. Nie czuł się na siłach, aby się w to pakować. W jego mniemaniu Ryan aż nazbyt dobrze sobie radził.
— Nawet jeśli bym chciał „pobaraszkować w łóżku”, Ryan, to miło byłoby z twojej strony, abyś czasami zachował chociaż śladowe ilości dyskrecji. Jeśli już oczekujesz jej od innych — mruknął Jason. Ślady na ciele Ryana były aż nazbyt widoczne.
Chłopak spiął się i dopił do końca wodę.
— Tak, Jay, bo przecież właśnie nagrywam nas wszystkich i w ogólnokrajowej stacji radiowej rozgłaszam, że moglibyście mieć ochotę na… och, może ściszę głos, bo to takie niedopuszczalne… — urwał i skończył ironicznym szeptem — seks. Postaram się pamiętać następnym razem, że w grupie czterech gejów, z których dwójka się kumpluje, nie mówi się o takich rzeczach — skończył z wybitnie kpiącym wyrazem twarzy, cofając rękę z szyi Mulata.
Ten zerknął na niego krótko. Wiedział, że Ryan sobie doskonale poradzi, jednak trochę żałował, że w tym wszystkim się od niego odsunął.
— Nie musisz ironizować, Ryan. Nie mogę cię nawet prosić jak kumpel, aby… — Jason niespodziewanie urwał, bo Alex chwycił go za dłoń, samemu wstając.
— Chodź. Przemyślałem sobie to wszystko, co Ryan miał okazję w specyficzny dla siebie sposób wygłosić. Nie musisz się z nim sprzeczać o taką błahostkę. W końcu nie zna mnie aż tak dobrze, aby być świadomym tego, że nie jestem własnym bratem i mam inne podejście do „tych spraw”. Zawsze możemy zmienić pościel i spróbować wywietrzyć, chociaż i tak wątpię, abyś miał teraz jakiekolwiek szanse na seks ze mną — zwrócił się uprzejmie do Jasona i pociągnął go w górę. Skinął jeszcze głową Lenny’emu i Ryanowi, przepraszając ich na chwilę.
Jason uniósł brwi, patrząc na kochanka, ale rzucił jeszcze krótkie spojrzenie Ryanowi, nim dał się pociągnąć na bok. Nie słyszał też, czy Ryan cokolwiek jeszcze dodaje, ponieważ oddalił się z Alexem.
— Wkurwiony jesteś? — rzucił, chcąc wybadać teren.
Grey nie odpowiedział, dopóki nie doszli na skraj łodzi. Tam puścił rękę kochanka i w dość ostentacyjny sposób wytarł obie dłonie o spodnie na pośladkach.
— Nie. Jest mi niedobrze — przyznał szczerze. — Na myśl, że w ogóle… po kimś… w tym samym… Wolałem urwać ten temat.
Jason odetchnął ciężko i oparł się tyłkiem o barierkę.
— Spoko. Pogadam z nim potem, żeby przyhamował z takimi tekstami.
Alex spojrzał na kochanka zdystansowanym wzrokiem.
— Nie musisz mnie bronić. To ja mam problem ze sobą. Ty tylko musisz się do tego dostosowywać. Nie musisz jednak zmuszać innych. Jeśli już ktoś ma z nim rozmawiać, to ja. Nie uważasz?
— I mam wam pozwolić toczyć wojnę na słowa? — prychnął tatuażysta. — Dzięki.
— A chcesz się w nią wplątać? Bez sensu, Jason.
— To co? Chcesz zejść na dół, czy udawać, że Ryana i jego faceta tu nie ma?
— Nie chcę schodzić na dół. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak tam musi śmierdzieć — stęknął Anglik, zakładając skrzyżowane ramiona na klatce piersiowej.
Idąc śladem kochanka, też oparł się o barierkę. Nie przebierał w słowach. Chciał być tu sam na sam z Jasonem, a okazało się, że może teraz o tym pomarzyć. Jego kodeks moralny też nie pozwalał mu iść na mostek i odwieźć Ryana i Lenny’ego z powrotem do portu. Byłoby to zbyt nieuprzejme.
Tatuażysta wyciągnąć rękę i objął go za szyję. Pochylił się i pocałował go w policzek.
— To postoimy tu — odparł, mimo że uważał to za strasznie głupie, kiedy jedna para siedziała na jednym końcu niewielkiego pokładu, a druga stała kilka metrów dalej. — No i możemy w sumie wrócić wcześniej do portu.
Alex odetchnął ciężko. Oparł na krótko głowę o jego obojczyk.
— Możemy. Ale nie musimy tu stać. Nie mogłem po prostu przy nich rozmawiać. Chociaż i tak to, że tak odeszliśmy, było bardzo niekulturalne. Możemy porozmawiać. W końcu Ryan jest twoim… kumplem — dodał po chwili, kiedy już znalazł w głowie odpowiednie słowo.
— Można tak powiedzieć — przytaknął Jason i odruchowo przesunął nosem po jasnych włosach kochanka. Dobrze pachniały i były naprawdę miękkie. — Ale nie zmuszaj się. Zawsze możemy postać przy sterze. — Uśmiechnął się. Sam jednak nie zamierzał długo rejsować, bo długie stanie na mocnym słońcu nie było jednym z jego ulubionych zajęć. I tak już naładował na siebie za dużo olejku ochronnego.
— Tak. Zamiast tutaj. Wielka różnica. — Alex westchnął ironicznie. — Wróćmy lepiej do nich, a potem faktycznie do portu. Najwidoczniej moje pomysły na urozmaicenie nam wyjazdu są dość niefortunne.
— Ten był bardzo dobry… — zamruczał Jason, pochylając się bardziej do jego ucha. — Tylko niefortunna była chcica tamtej dwójki.
Alex wydął usta, już nie komentując. Skinął głową na Jasona, udając się z powrotem na górny pokład, gdzie zostawili niespodziewanych towarzyszy podróży. Ryan, widząc ich na horyzoncie, obrzucił Alexa trudnym do odczytania spojrzeniem.
— Nasza obecność jest do zniesienia, czy przyszliście powiedzieć nam, że pora wyskakiwać za burtę?
— Nawet jeśli ta druga opcja, to byłaby ona zbyt nieuprzejma. Zmuszony jestem więc odpowiedzieć, że jednak jesteście „do zniesienia” — odparł Alex, stając kawałek od Ryana z dłońmi w swoich materiałowych spodniach. Wydawał się rozluźniony. Jak na siebie.
Jason wywrócił oczami i usiadł na kanapie.
— No dobra, to chociaż się nie żryjcie. Zaraz i tak zawracamy.
Ryan przytaknął, w duchu zadowolony, bo sam nie czuł się specjalnie komfortowo, siedząc tak i gadając sobie, kiedy sam miał świadomość, że wczoraj przyjął dwa ładunki i jeszcze nie zdążył się umyć.
— A jednak? — wtrącił się Lenny, a widząc na sobie spojrzenia reszty, westchnął w duchu. — To w ogóle… długo się znacie? — rzucił byle co i byle jak, żeby tylko Ryan nie wpadł na pomysł jakiegoś monologu, który znowu mógł coś zepsuć. Milczący Alex dawał nadzieję, że też będzie ważył słowa.
— Znacie w sensie ja i Alex, ja i Ryan, czy Ryan i Alex? — dopytał Jason, walcząc z pokusą sięgnięcia po szluga.
— Obojętnie. Każda odpowiedź mnie zadowoli.
— Ja z Alexem znamy się… sam nie wiem, prawie cztery miesiące. Z Ryanem, od kiedy pojawił się z powrotem wśród nas, wolnych ludzi. — Wykrzywił usta, a Ryan odpowiedział mu uśmiechem. — To chyba było na krótko przed świętami.
— A ja miałem okazję się z nim poznać jako część mojej terapii — dodał Alex. Lenny spojrzał na niego pytająco. — Kolokwialnie mówiąc — podjął — związek między mną a Jasonem za wszelką cenę starałem się utrzymać w całkowitej tajemnicy. On jednak uznał, że przyda się nam otworzyć przed innymi.
— I dzięki temu jesteśmy tu wszyscy razem, niczym wielka, pedalska, szczęśliwa rodzinka — zakpił Jason.
— Uuu, jak możesz Jay? Mikey’ego i dziewczynki też nam chcesz „spedalić”? — wtrącił Ryan.
— Oczywiście. Marg ma gust porządnego geja, a Mike… No, z nim jest gorzej. Ale możemy roboczo nazwać go lesbijką — zachrypiał tatuażysta z uśmiechem, a Ryan roześmiał się, wyobrażając sobie minę kumpla, gdyby to usłyszał.
Lenny był niemal dumny z siebie, że rozmowa była tak niezobowiązująca.
— I mówisz to wszystko ze świadomością, że Mikey prawdopodobnie zabiłby cię wzrokiem za te słowa? — Ryan śmiał się. — Ale została nam jeszcze Katy. Więc jakie masz dla niej usprawiedliwienie?
Jason uśmiechnął się wrednie i sięgnął po papierosy. Jednak kiedy tylko znowu spojrzał na Ryana, zabrał rękę z powrotem.
— Ona… ona… — Zamyślił się i na chwilę zawiesił, kiedy Alex bez słowa poszedł na mostek, aby dopłynąć do portu. — Ona jest wyjątkiem od reguły. W każdej rodzinie musi być czarna owca.
— Coś mi mówi, że też nie byłaby zachwycona tą odpowiedzią. Jako chociażby singielka pełni już tę zaszczytną rolę — zauważył Ryan. — Ale czekaj… mnie doszły słuchy, że niegdyś ty, Jay, próbowałeś… może nie tyle zrobić z Mikey’ego geja, co włączyć go w gejowskie zabawy.
— Pewnie Charlie ci doniósł, co? Ale fakt, chciałem go sprawdzić.
— Rozumiem, że zapytać nie wystarczyło? — Ryan uśmiechnął się, rzucając przy tym krótkie spojrzenie na Lenny’ego. Ten też go sprawdzał, ale on, w przeciwieństwie do Jasona, otrzymał pozytywny wynik.
— A wiesz, że niektórzy mają tak, że nawet przed sobą się nie przyznają do swoich preferencji, a co dopiero powiedzieć komuś, że lubią dawać dupy? — Jason nie wydawał się, mówiąc to, odnosić do Ryana. A przynajmniej celowo.
Chłopak jednak na moment się speszył, ale widoczne było to tylko przez chwilę. Potem na jego ustach znowu pojawił się specyficzny uśmiech.
— Na całe szczęście Mikey do takich nie należy. Charlie byłby załamany, gdyby ktoś inny sprzątnął mu jego wielką miłość sprzed nosa, a ty pewnie nie wpakowałbyś się w ten uroczy związek ze swoją królową.
— „Wpakowałbyś się”. Jak pięknie to określasz, Ryan — zakpił Jason z dobrotliwym uśmieszkiem. Sam był bardzo zadowolony z takiego „wpakowania się”. W życiu by się nie spodziewał, że tak może zacząć się jego związek. Od debilnej zaczepki na parkingu przed studiem.
Lenny obserwował czujniej Ryana, zauważając jego chwilową zmianę na twarzy. Na swój sposób go zaciekawiła i może nawet ucieszyła. Tym bardziej, że była wywołana tak interesującą uwagą.
— No, nie potrafię inaczej. — Ryan odpowiedział rozbrajającym uśmiechem. Wychylił się i spojrzał na Alexa przy sterze. — No i widzę, że twoja królowa prowadzi nas z powrotem do portu… Przynajmniej mam nadzieję, bo nie chciałbym skończyć w jakiejś ciemnej komnacie z lodowymi ścianami tylko dlatego, że zasugerowałem coś niestosownego. Ale powiedz mi, Jay, kiedy wracamy z wyspy? — zapytał na koniec, opierając się znowu o oparcie i obejmując Lenny’ego za szyję. Przy tym odruchowo pocałował go w odkryte ramię, patrząc jednak cały czas na tatuażystę.
— A nie wieczorem? — odparł Lenny. Pamiętał, że ktoś coś o tym wspominał swego czasu. Do tego mimowolnie chciał skupić na sobie uwagę chłopaka, a takie czułe gesty z jego strony jeszcze bardziej go do tego zachęcały.
— No tak, trzeba jak najdłużej wykorzystać niedzielne popołudnie i niekoniecznie na gapieniu się na telewizor czy rozpakowywaniu — przytaknął Ryan, zerkając na Lenny’ego i odruchowo przesuwając palcami po jego ramieniu. Było nagie i ciepłe od słońca, a chłopak uwielbiał jego czekoladową skórę. Przez nią Lenny był czasami przyjemnie nagrzany.
— Ta… — mruknął Jason, patrząc na nich dość podejrzliwie. — To macie jeszcze jakieś plany?
— Na chwilę obecną nie, ale na pewno Katy ma w głowie już ich tyle, że jakiś jeden z całej gromady może uda się wybrać i nie będzie on niebezpieczny. Chociaż przyznam, że chciałbym dorwać wreszcie Charliego dla siebie, bo coś mi umyka ostatnimi czasy. A wy, Jay? Poszukacie jakiegoś miejsca, które będzie pewniejsze pod względem… prywatności?
— Myślę, że poczekamy już do powrotu. A o czym chcesz gadać z Charliem? — spytał tatuażysta. Palce aż go świerzbiły, żeby sięgnąć po fajki.
— Hmm… O naszych problemach na przestrzeni braku porozumienia w pewnych kwestiach, których Charlie może nie akceptować — odpowiedział pokrętnie Ryan, lekko odchylając na bok nogę i stykając łydkę z łydką Lenny’ego.
— „Pewnych kwestiach, których nie może zaakceptować”? — ten zagadnął kochanka. — Czy raczej pewnych osobach, których nie może zaakceptować?
— Tak, to też. Zobaczymy, czy uda nam się dojść do jakiegoś kompromisu — odparł Ryan. A gdy po kilku minutach zauważył, że dopływają do portu, wstał, puszczając wreszcie Lenny’ego. — Idziemy na dół zabrać resztę rzeczy?
— Mogę iść sam. Dużo tam tego nie jest. — Lenny uniósł się z kocią gracją.
— W takim razie poczekam z Jayem — zgodził się Ryan i znowu usiadł na kanapie, ale tym razem po stronie tatuażysty.
Lenny w tym czasie zszedł pod pokład po ich rzeczy, a Alex przybił do pomostu. Było wcześnie, więc mieli jeszcze dużo czasu na spędzenie miłego dnia na tej urokliwej wyspie.

12 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 105 – Nie całkiem prywatny rejs

  1. Katka pisze:

    Floo, haha, oj Ryan nie był świadomy, że jak powie do innego faceta, że jak chce, to może się iść pieprzyć, to ten się tak zachowa XD Ale rozumiem bulwers, w końcu ten rejs wcale nie musiał się tak niefortunnie skończyć dla Jasona i Alexa, a wręcz bardzo gorąco. Ale niestety ktoś już im zajął miejscówę… XD

    Alex, spoko, i dla nich będzie dłuższe pięć minut. Staramy się jakoś sprawiedliwie rozdzielać tekst, coby każdy fan miał chwilę radości :D

  2. alex pisze:

    Ja też jestem zła, chciałam sobie poczytać o ich romantycznej wyprawie a tu co? :(
    Ja chcę jeden cały rozdział tylko o Alexie i Jasonie. :D

  3. Floo pisze:

    No i po co musieliście iść się bzykać na jacht!? * wyrzuca Ryana za bortę * trzeba było wracać w pław! Ale3x nareszcie wykazał jakąś inicjatywę żeby być z Jasonem sam na sam, a wy tam byliście!!! I co najgorszeeee…. * morduje Ryana wzrokiem * nie umiesz trzymać gęby na kłódkę… grrrr masz minusa jak stąd do Bangladeszu!
    Jestem wyjątkowo zła na Ryana! Przecież on wiedział jak Jason sie musiał namęczyć żeby jakoś oswoić Alexa a ten… nosz normalnie dziś to bym go chyba zamordowała!!

  4. Katka pisze:

    Elis, a jak długo seksu nie ma, to i tak nas chcecie zabić XD W sumie zrozumiałe, haha.

    Kohaku, i fajnie, że stoisz po stronie Alexa. Czasem jedna strona ma rację, czasem druga. Choć okoliczności modyfikujące zachowania są różne, a tutaj niewiedza Ryana dużą rolę odegrała, podobnie jak przewrażliwienie Alexa na ten konkretny temat :) A Jason i Ryan – oni się na tyle lubią, że nawet docinki wzajemne dają im więcej frajdy niż irytacji XD

  5. kkohaku pisze:

    Oj tam rozmowa między Jasonem i Ryanem są zawsze zabawne :D Może dlatego, że Jason nigdy się nie obraża i umie odeprzeć atak Ryana ;D Powinni kiedyś jakiś turniej stworzyć xD Jestem ciekawa, który by odpadł haha :D
    Co do samej kłótni, to muszę przyznać rację Alexowi ;) Ryan zachował się trochę nietaktowanie, a jak dla mnie mało dojrzale ;) W końcu nie każdy lubi wszystko nazywać po imieniu, nawet jak wiadomo o co chodzi. Nie wynika to raczej z niechęci, którą ma w sobie Alex, bo i bez niej niektórzy po prostu nie przepadają za takim mówieniem o seksie. Przecież logiczne było to co będą chcieli robić.
    Dziś jestem za Alexem xD

  6. Elis pisze:

    Katka, „Ale mamy nadzieję, że jednak nadejście Alexa zrekompensowało, hehe.” I to jak zrekompensowało. :)
    I Tigram masz rację. Alex miał tyle planów, ale wszystko sobie z Jasonem zrekompensują i to podwójnie. Przecież czekanie wzmaga apetyt. Nasz też. :)

  7. Katka pisze:

    Shinu, „Nachodzi mnie myśl, że stworzyłyście do FDTS gościa z dredami, żeby inny gość mógł się nimi bawić przy każdej okazji” – haha, oj, to prawda, że Ryan jak tylko znajduję się przy Lennym, to go maca, ale Lenny nie ma nic przeciwko XD Ryan zawsze był dotykalski, chociaż faktycznie, dredy Lennego dostają aż nadmiar uwagi z jego strony. A zamknięcie Charliego i Lennego w jednym pomieszczeniu – biedny Charlie, wyszedłby blady jak ściana. W końcu kto wie, czy Lenny byłby taki grzeczny… XD

    Yaoistka, „Dobrze, że chociaż Jay i Alex są normalni” – tu bym się kłóciła, bo akurat takiemu Alexowi do normalności bardzo, bardzo daleko XD Chociaż normalność jest względna, więc kto wie :)

    Elis, by Ryan i Alex się dogadali to ciężka sprawa. Chociaż jak nadchodzi temat samochodów to nie ma problemów XD Och, a Ryankowi faktycznie najpierw trzeba było pokazać, jak lubi dawać dupci. Co prawda daleko mu do zaakceptowania tego, ale niewątpliwie Jason miał rację w swoich słowach. No i odwieczna tęsknota Jason x Mike XD Och, czuję, że wielu zawiodłyśmy takim a nie innym rozwiązaniem tej sprawy XD Ale mamy nadzieję, że jednak nadejście Alexa zrekompensowało, hehe.

    Gordon, oj tak, na Lenniaka na pewno działają rumieńce Ryana. Gdyby tak nie było, to by go do nich nie prowokował tak nader często XD A co do mediatora – czuję, że przydałby się wielu naszym parom, ale chyba rzeczywiście dla Lennego i Ryana byłby najlepszy. U nich porozumienie znajduje się gdzieś daleko na dnie świadomości. Uwielbiają się żreć. Natomiast skojarzenie z kotem trafne XD W końcu Lenny to taka dzika, ale rozleniwiona momentami pantera, którą trzeba popieścić za uszkiem :)

    Tigram, hehe, słuszne spostrzeżenie i wczucie się w Alexa. Dla niego serio to nie była łatwa rozmowa, a Ryan oczywiście nie wie, że ma taki a nie inny problem, więc gdyby Alex nie odpuścił, mogłoby się to źle skończyć. I tak, nadzieje Alexa na miły rejsik poszły się kochać. I to nie tak, jak by chciał. Ale kiedyś nadrobią, w końcu nie spieszy mu się do Anglii :)

  8. TigramIngrow pisze:

    Ale ludki, Wy na to patrzycie z zupełnie złej strony! Wyobraźcie sobie co musiał czuć Alex – chciał zabrać swojego partnera na prywatny rejs, poseksić się bez obecności znajomych dookoła – tylko woda, jacht i twardy penis Jasona w jego ciasnej dupci a tu taki zonk! To rozczarowanie! Napalił się człowiek, snuł plany – myślał zapewne w jakiej pozycji to zrobią, czy Jason go czymś zaskoczy…A tu się okazuje, że ma się pasażerów na gapę. Uchhhh. Nie wiem jak Alex ale ja się czuję sfrustrowana. No i Jason… też pewnie chciał się podroczyć nieco ze swoją królową, trochę pomęczyć seksualnie, a tu porażka. Smutne to…. I czekać z seksem aż do powrotu do domu czyli cały długi dzień, a i to nie wiadomo czy na wieczór Alexowi ochota na igraszki wróci (oby wróciła ^^), no ale jakby nie było – czekać musi Alex, Jason i Czytelnicy. Buuuu…
    Mizianie Ryana i Lenny’ego było miłe, ale to nie jest to co tygryski lubią więc… ech, ech. No ale brakiem łazienki Ryan się musiał poczuć bardzo niekomfortowo. Aż dziw, że jacht wynajmowany przez braci Grey takowej nie posiadał…

  9. Gordon pisze:

    Tez mi sie podobalo to zdanie “A wiesz, że niektórzy mają tak, że nawet przed sobą się nie przyznają do swoich preferencji, a co dopiero powiedzieć komuś, że lubią dawać dupy.” mwahaha lubie jak sie Ryan czerwieni ]:-> pasuje mu to a na Lennyego tez to pewnie dziala. Ogolnie spoko rozdzial bo byla konfrontacja ;p Zajebiscie jest czytac o nich w parach ale jak sie potem kazdy ze soba socjalizuje to takie kwiatki wychodza. a Alex i Ryan obaj maja gadane ich mozna by sluchac w nieskonczonosc. Mediator w ich przypadku jest konieczny ;p W przypadku Ryana i Lennyego tez by sie przydal bo mi sie czasem wydaje ze sie pozabijaja ;p A niespodzianka z rana i ubieranie sie na szybko – odlot! Tym bardziej ze Ryan nie mial sie jak umyc po namietnym seksie ;p Wogole jest cholernie dotykalski on co chwile Lennyego mizia i cos mi mowi ze ten nie ma nic przeciwko. A mi sie kojarzy z Jayem kotem, pewnie jego tez Ryan tak glaszcze. ma dwa ;p

  10. Elis pisze:

    Starcie Alex/Ryan było megaśne. Strasznie mi się podobało. Cóż, Alex jest wrażliwy na pewne tematy, brzydzi się innymi, a jak ktoś nic o nim nie wie, wychodzą takie małe perełki. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zmierzą się na słowa ze sobą, a w przyszłości dogadają. Aż muszę sobie przypomnieć ich pierwsze spotkanie. :)
    Uwielbiam, jak Ryan bawi się warkoczykami Lennyego.
    „A wiesz, że niektórzy mają tak, że nawet przed sobą się nie przyznają do swoich preferencji, a co dopiero powiedzieć komuś, że lubią dawać dupy. ” Hahaha, dokładnie opisał Ryana. I Jay, ma rację czasami trzeba kogoś sprawdzić, bo inaczej ktoś nie wie, że coś lubi. Pamiętam, jak chciałam połączyć jego i Mikea, ale dobrze, że tamten jest hetero, bo teraz Jason ma idealnego partnera dla siebie. Trudnego, z problemami, ale idealnego.
    Obie moje ukochane parki razem, to był smakowity kąsek. Dzięki dziewczyny. :)

  11. Yaoistka^^ pisze:

    Rozdział boski wręcz! Alex zmieniasz się! :d No i wgl Lenny i Rayan są specyficznie dobraną parą, obaj irytujący XD Dobrze, że chociaż Jay i Alex są normalni xD Ale teksty o Marg jako „gej” i Mike „Lesbijka, oraz Katie „Czarna owca” XD WENY! ^^

  12. Shinu pisze:

    Ja poproszę więcej takich kłótni między Ryanem i Alexem, oni są genialni po prostu <33
    Nachodzi mnie myśl, że stworzyłyście do FDTS gościa z dredami, żeby inny gość mógł się nimi bawić przy każdej okazji xD
    Lenny zamienia się w rewolwerowca, najpierw dwa spusty, potem dwa ładunki… ^_^
    Mam nadzieję, że stanie się coś takiego… bardzo fajnego w następnym rozdziale, i szkoda, że już wyjeżdżają z wyspy, niby wiem, że to tylko weekend był, ale kurcze, fajnie było o nich wszystkich razem poczytać(chociaż nie tak dużo integracji było jakbym chciała) xD
    Ryan powinien zrobić Charliemu jakąś terapie. Niech go zamknie w pokoju z Lennym, to może się chłopak oswoi w końcu… chociaż prędzej dostałby zawału xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s