Fire Dragon Tattoo Studio – 102 – Wieńce, alkohol i martwy drób

Na surfowaniu zeszło im trochę czasu. Dlatego kiedy kierowali się w stronę domków, zrobiło się już późno. Jak się okazało, do nich wrócili już wszyscy. Obwieściła im to Kate, wybiegając im naprzeciw z różnokolorowym czymś, co przy bliższym przyjrzeniu okazało się być kwiatowymi wieńcami.
— No, wreszcie! Ile można czekać?! Myśleliśmy, że się utopiliście! — zawołała i doskoczyła do Lenny’ego. Bez pytania zarzuciła mu na szyję dwa wieńce.
Mulat zamrugał, patrząc na kwiatki.
— A… a to co? Impreza tematyczna? — spytał sceptycznie, ale bez nuty sprzeciwu na takie ozdabianie.
— Oj no, ładne są. Tak tylko kupiliśmy. Masz też swoje. — Dziewczyna zwróciła się do Ryana i jego też odziała w wieńce. — Bo fajne są, widzicie? Ładnie mi? — zapytała głównie Lenny’ego, okręcając się wokół własnej osi. Sama miała na sobie ozdobę.
Mężczyzna skinął głową zgodnie z tym, co myślał.
— Bardzo. Tylko nie wiem, czy nam też tak ładnie. — Uśmiechnął się delikatnie, bawiąc się w palcach płatkiem jednego z kwiatków.
— Cudnie nawet!
— Tylko nie oczekuj, że będziemy w tym tańczyć, Katy — dodał Ryan, wciskając ręce w kieszenie.
— Marudzisz. — Wytknęła do niego język. — To idźcie się ogarnąć czy coś, bo nim słońce zajdzie, chcemy ognisko rozpalić.
— I jak rozumiem, mamy kategoryczny zakaz zdejmowania tych… kwiatków? — upewnił się jeszcze Lenny.
— Oczywiście! — odparła stanowczo, po czym zachichotała. Dodała szatańsko: — A ty i tak będziesz musiał ze mną zatańczyć.
Lenny uśmiechnął się sztucznie, ale nie miał wyboru. Nie mógł odmówić.
— No — rzuciła Kate z satysfakcją i okręciwszy się na pięcie, weszła do domu, który zajmowała z jedyną heterycką parą oraz osobnikami powszechnie znanymi jako królowa i smok.
Ci ostatni akurat zajmowali się w kuchni przyrządzaniem szaszłyków pod dyktando Marg.
— Nie mogę uwierzyć, że nie mogliśmy po prostu zamówić już przygotowanych. — Alex westchnął, nabijając na patyczek pieczarki, cebulę, kurczaka i inne składniki ułożone w oddzielnych miseczkach na blacie kuchennym.
Oczywiście nie uchowali się przed Kate i jej nową bronią — kwiatowymi wieńcami. Skończyło się na tym, że musieli przygotowywać wszystko z dość przeszkadzającymi przy tym kwiatami. Jason zdążył zrobić na złość dziewczynie i przypalić jeden ze swoich kwiatków papierosem. Teraz jednak grzecznie kroił kurczaka na kawałeczki.
— Ktoś uznał, że tak będzie ciekawiej. Szkoda, że ten ktoś uznał też, że szaszłyki zrobi kto inny — odpowiedział Jason, bo wiedział, że był to jeden z genialnych pomysłów Kate.
— Chociaż to i tak lepsze niż bawienie się w rozpalanie tego ogniska — dodał Alex, który wcale nie chciał być okopcony podczas rozpalania. Tak jak jego brat i Mike.
— Nie marudźcie. Będzie fajnie. No i jak zameldowała Katy, chłopcy wrócili, więc wam pomogą. — Marg uśmiechnęła się, krojąc inne składniki. Nie była świadoma zdolności kulinarnych Lenny’ego i Ryana.
Jason spojrzał na dziewczynę sceptycznie i pokręcił głową, samemu aż podejrzanie sprawnie radząc sobie z mięsem.
— Nie widzieliście chyba kuchni, a raczej lodówki Ryana. On umie otworzyć piwo i na tym kończą się jego zdolności — rzucił.
— A Lenny? — Zainteresowała się, trochę zgaszona tym, co powiedział tatuażysta.
— Tego nie wiem. Zobaczymy, gdy przyjdą — stwierdził Jason.
Wrzucił mięso do odpowiedniej miski, po czym podszedł do Alexa i sięgnął po jeden z patyczków, na które nabijali składniki. Anglik spojrzał na kochanka, ale nic nie powiedział. Najchętniej by się z nim stąd ulotnił, a nie nadziewał martwy drób na patyczki.
— Może on nam pomoże. — Marg zamyśliła się, a Kate w tym czasie wbiegła do nich.
— I jak wam idzie? A Lenny i Ryan może mogliby skoczyć po coś do picia, co nie, Jay?
— No, mogliby. Ktoś musi, a tobie nie sprzedadzą, jak tak będziesz hasać jak pięciolatka — odparł z wrednym uśmiechem. Następnie mało dojrzale rzucił w nią kawałkiem surowego kurczaka. Ten trafił w jej policzek, a dziewczyna wydarła się głośno.
— Fuuuj! Fuj, fuj! — krzyczała, otrzepując zimne mięso kurczaka, które przykleiło się jej do twarzy.
— To było bardzo głupie — syknął Alex do kochanka, zdegustowany aferą i hałasem, jaki wywołał idiotyczny pomysł Jasona.
Tatuażysta tylko śmiał się chrapliwie z miny Kate, dumny ze swojego genialnego zagrania.
— To martwy kurczak, Katy. Gdyby był żywy, to mogłabyś tak panicznie wrzeszczeć — rzucił, obserwując dziewczynę bez krztyny wyrzutów sumienia.
Kate w końcu odetchnęła i pochyliła się do ziemi, gdzie upadł kawałek kurczaka. Niewiele myśląc, cisnęła nim w tatuażystę. Kiedy ten zasłonił się przed nim, a drób spadł na blat, odpadając od jego ramienia, nagle wszystko zamarło, bo Alex uderzył dłonią o stół.
— Dość! — syknął. — Nie ma rzucania się jedzeniem. Jason! — wycedził do kochanka całkowicie opanowanym, ale lodowatym głosem. — Opanuj się i nie zachowuj jak dziecko — skarcił go, po czym spojrzał na Kate. — A ty idź i sprowadź tu Ryana i Lenny’ego. Niech zajmą się alkoholem, a nie rozrzucasz zarazki na martwym kurczaku.
Kiedy skończył, przez chwilę w pomieszczeniu panowała zupełna cisza przerywana tylko odgłosami branych z miski składników, gdy Anglik wrócił do nabijania szaszłyków. Jakby nic się nie stało. Nawet Marg patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, nie wspominając o pozostałej dwójce.
Urażona Kate zaburczała coś pod nosem i wymaszerowała z kuchni, rzucając przy tym mordercze spojrzenie Jasonowi. Ten za to chwilę patrzył na Alexa w osłupieniu, po czym pochylił się do jego ucha i zamruczał:
— To było gorące.
Alex spojrzał na niego chłodno. To, co usłyszał, było miłe, ale nie taki efekt chciał uzyskać.
— Wyrzuć ten kawałek, umyj ręce i wracaj do nabijania tych nieszczęsnych składników.
— Się robi — odparł Jason z uśmieszkiem i wypełnił polecenie. Po chwili wrócił do nabijania składników, popatrując na Alexa. Nic nie mógł poradzić na to, że kręciła go jego lodowata osobowość, pod którą krył się gorący mężczyzna. — A zapalić mogę? — dopytał, trochę rozbawiony jego władczym podejściem.
— Tu? Teraz? Nie — odparł Alex, nie chcąc nawet wyobrażać sobie, że popiół z papierosa mógł spaść na jedzenie. I tak wiedział, że jeśli szaszłyki nie będą pieczone na tackach, to ich nie tknie.
— Alex ma rację — wtrąciła Marg stojąca tuż obok Jasona i przysłuchująca się im.
— I ty przeciwko mnie. — Jason pokręcił głową z uśmiechem, ale grzecznie tworzył szaszłyki. — W ogóle my będziemy z tym chodzić po ulicach i żywić każdego turystę na wyspie? — dopytał, patrząc z powątpiewaniem na górę jedzenia, która sukcesywnie zapełniała blat.
Marg również była zatroskana. Poza masą szaszłyków, były jeszcze kiełbaski, już przygotowane w oddzielnej misce.
— Ktoś to zje. Jest nas dużo. — Westchnęła ciężko, zastanawiając się, kto sprawi, że całe jedzenie zniknie.
— To zaniosę to, co jest i zobaczę, czy tylko my zapierdalamy — odparł Jason, biorąc miskę z pierwszymi szaszłykami oraz wychodząc z nią na zewnątrz, przed dom.
Trzeba było przejść przez mały, ale bardzo ładnie zagospodarowany ogródek, by dostać się do prywatnego miejsca otoczonego niskimi drzewami i innymi roślinami. Na jego środku było ognisko, wokół którego stały ławeczki. Był też stolik. Przy nim stał Rush i Mike, którzy dyskutowali, jak zamontować grill, a konkretnie, na jakiej wysokości. Drewna już się paliły, przyjemnie trzaskając. Wokół ławek, przy dróżce do domu, stały specjalne pochodnie, jeszcze niezapalone.
— No proszę, jednak się nie opierdalaliście — rzucił Jason, podchodząc do stolika i stawiając na nim miskę z szaszłykami.
Obok siedział Charlie. Kiedy „poważni” mężczyźni dyskutowali o zamieszczeniu grilla, postanowił samemu zacząć go skręcać, najwyraźniej uznając, że zanim oni do czegoś dojdą, szybciej sam skończy.
Mike spojrzał na starszego tatuażystę ze zdegustowaniem.
— Bez przesady. Mieliśmy rozpalić ognisko i wszystko tu przygotować. Myślałeś, że sobie nie poradzimy… bardziej niż ty z szaszłykami? — spytał, a Rush gorliwie przytaknął.
— Katy nam przeszkodziła, ale to, co widzicie, to mała część tego, co powstało — odparł Jason i jeszcze chciał coś dodać, kiedy nagle Charlie wstał, trzymając skręcony grill.
Wszyscy zamrugali, podążając za nim wzrokiem, kiedy ten podszedł do ogniska i ustawił nad nim całą konstrukcję. Wysokość była idealna.
— No, to gdzie wszyscy? — rzucił, oglądając się na nich.
Rush i Mike wydęli usta. Nie byli zachwyceni, że ich wysiłek został właśnie tak ośmieszony przez Charliego. To miał być ich triumf. Rush jednak wpadł jeszcze na jeden pomysł i poszedł zapalić pochodnie.
— Katy prawdopodobnie poszła z Lennym i Ryanem po alkohol, a reszta w kuchni — odparł Jason, rozbawiony tą konkurencją panującą przy ognisku. Jak pierwotni mężczyźni chwalący się umiejętnością wykrzesania płomienia.
Charlie przytaknął i usiadł na ławce, uznając, że zrobił swoje.
— No, to chyba zostaje nam poczekać — rzucił, a Mike zaburczał coś pod nosem i poszedł przynieść talerze, żeby nie jedli w rękach.
Jason odprowadził go wzrokiem, po czym sam też wstał.
— Pilnujcie waszego ognia miłości — zadrwił i ruszył do domku, chcąc przynieść resztę rzeczy i zobaczyć, czy Alex już zamordował wzrokiem wszystkie bakterie na swoich dłoniach.
Kiedy wyszedł z ogrodu i przez werandę chciał wejść do domu, zobaczył w oddali trójkę znanych sobie osób. Jedna z nich, najwyższa, trzymająca w ręce siatkę z butelkami, pomachała do niego.
— No chodźcie, już wszystko prawie gotowe! — rzucił do nich Jason i wszedł do domku.
— To mogę spokojnie powiedzieć „hura”, że nie musieliśmy brać udziału w przygotowaniach. — Ryan zwrócił się do towarzyszy, kiedy już zbliżali się do alei ogrodowej, którą mogli dostać się do ogniska.
— Głównie, że nie zaciągnęli nas do kuchni — podchwycił Lenny.
— I nie dostaliście martwym kurczakiem — prychnęła Kate. Postawiła siatkę pełną butelek piwa na stoliku, obok surowych szaszłyków.
Rush skinął im na powitanie. Właśnie odwrócił grill i nakładał na niego pierwszą aluminiową tacę pełną szaszłyków.
— I co tam kupiliście? — zapytał Charlie, który podziwiał tyłek swojego kochanka, nim Kate przyszła z zaginioną dwójką.
— Wódkę, piwo i zapitkę, kochanie — odpowiedział Ryan, stawiając swoją siatkę na stoliku. Spojrzał na górę szaszłyków i uśmiechnął się.
— I jeszcze wino dla grzecznych dziewczynek — dodała Kate.
— I chyba dla Alexa — wtrącił Rush, przesuwając grill nad ogień. Obawiał się jednak, że wino, które kupiła Kate, okaże się niegodne jego brata.
— Chyba że Jason go jakoś przekona, jak ostatnio — wtrącił Charlie.
Zapach z ogniska aż wzmagał apetyt, a butelki na stoliku kusiły.
— To może przyniesiemy jakieś szklanki, żeby z gwinta nie pić — zaproponowała Kate i spojrzała na Ryana i Lenny’ego, jakby tamto „przyniesiemy” znaczyło „idźcie przynieść”.
— Nie trzeba. — Usłyszeli zza siebie, bo na ścieżkę właśnie wkroczył Jason, Mike i Alex, którzy nieśli talerzyki, sztućce oraz szklanki.
Za nimi podążała Marg z ostatnią porcją szaszłyków, których powstało naprawdę bardzo dużo. Kiedy wszystko zostało postawione na stoliku, a pierwsze szaszłyki piekły się ładnie, co raz obracane przez Rusha na drugą stronę, całą dziewiątką usiedli na ławeczkach wokół ogniska. Wieczór był chłodny, więc płomienie przyjemnie ogrzewały powietrze.
— Otwieramy? — wypalił Charlie, zerkając na butelki.
— Ale tak na pusty żołądek? — rzuciła nieśmiało Marg, mając nadzieję, że jednak wieczór się przedłuży. Nie chciała, żeby wszyscy padli po pierwszej godzinie i umierali gdzieś po kątach.
— Szaszłyki zaraz będą, więc można chwilę zaczekać — zasugerował Rush z promiennym uśmiechem.
Każdy miał na sobie wieniec z kwiatów, a ten Rusha czasem niebezpiecznie zbliżał się do ogniska, kiedy blondyn pochylał się, by przewrócić szaszłyki. Charlie wolał sobie nie wyobrażać, co by było, gdyby zajął się ogniem. I czy Kate krzyczałaby „Pożar!” czy „Moje wieńce!”.
Tymczasem Jason odpalał sobie i Mike’owi papierosa, a kiedy się wyprostował, objął jedną ręką Alexa.
— Teraz mogę, co? — rzucił do niego z lekkim uśmiechem, odnosząc się do wcześniejszego zakazu palenia w kuchni.
— Tak — odparł Alex, zerkając trochę niepewnie na jego rękę. Kiedy usłyszał, jak jego brat woła swoją „ptaszynę”, aby podała mu talerzyki na pierwsze szaszłyki, trochę się rozluźnił. W końcu wszyscy tu byli mu… im przychylni.
Jason zaciągnął się z lubością i zrobił dymem kilka kółek w powietrzu. Katy siedziała po drugiej stronie ogniska, wciąż obrażona za martwego kurczaka, którym w nią rzucił. Męczyła więc Lenny’ego, wyciągając właśnie jeden kwiatek z jego wieńca i usiłując wepchnąć mu go w dredy.
— Bo nie masz żadnej spinki? — rzuciła do niego ze skupioną miną.
Lenny niemal z przestrachem na nią spojrzał. Był cierpliwy w stosunku do kobiet, ale wizja jego włosów udekorowanych kwiatami zaczynała go poważnie przerażać.
— Nie — jęknął.
— Przecież ty masz, Katy — rzucił Charlie luźno, widząc, że Lenny’emu to nie w smak. A jakoś nie miał wyrzutów sumienia, by pomóc w tym niecnym planie udekorowania jego głowy.
Dziewczyna uniosła palec wskazujący. Ryan roześmiał się głośno, a Kate wyciągnęła z włosów wsuwkę, przy pomocy której umieściła jeden kwiatek w dredach Lenny’ego tuż nad uchem.
Lenny tylko spojrzał wrogo to na Ryana, to na Charliego. Czuł się jak idiota, ale nie śmiał zwrócić się do dziewczyny, żeby przestała robić z niego swoją laleczkę.
Mike obserwował całą scenę z lekką konsternacją. Chyba jako jedyny uważał, że dziewczynie trzeba zwrócić uwagę.
— Katy, daj spokój. Na wygłupy będziesz miała czas po alkoholu.
— Oj tam. Przecież Lenny nie protestuje. — Machnęła ręką na uwagę kolegi.
— Bo stara się być grzeczny — odparł Mike, wywracając oczami na nietakt dziewczyny.
— To bierzcie po talerzu, bo nasza gosposia podaje jedzenie — wtrącił się Jason.
W tym czasie Rush z pomocą Charliego przekładał szaszłyki na talerzyki. Marg, która też wstała, układała na nich sztućce i podawała każdemu po kolei. Kiedy Alex dostał swojego, powstrzymał z niemałym wysiłkiem grymas cisnący mu się na twarz. W przeciwieństwie do niego, Ryan i Lenny od razu zabrali się za jedzenie.
— Mmmm, wyszły pyszne! — ucieszyła się Marg.
— Ilościowo również — zauważył Ryan, który na swój i Lenny’ego talerz przemycił od razu dwa. Nie chciał czekać na kolejną porcję, która musiała się upiec.
Mulat skinął tylko głową, od razu zabierając się za jedzenie. Kiedy już był w połowie pierwszego, wstał i nadal przeżuwając duży kęs, poszedł po piwo. Po drodze zobaczył, że Alex skubie dość niechętnie swojego szaszłyka. Reszta na szczęście była, w jego mniemaniu, normalniejsza i jadła z zapałem.
— Niedobre? — zapytał Jason, widząc, jak jego kochanek je.
— Nie. Dobre, ale nie jestem do tego przyzwyczajony. I jedzenie na kolanie? Ale nie musisz się przejmować. Zjem.
— I napijesz się, co nie? — rzuciła Kate, która po zjedzeniu swojego pierwszego szaszłyka podeszła do butelek, żeby nalać sobie i Marg wina.
Ryan i Lenny już mieli po piwie, a Charlie właśnie otwierał wódkę. Jason zainteresował się tą ostatnią, przepraszając kochanka. Ten zaś niepewnie spojrzał na Kate.
— Wolałbym jednak odmówić.
— Chociaż lampkę wina? — rzuciła dziewczyna z nadzieją, podchodząc do Mike’a, bo był najbliżej. Wcisnęła mu w rękę butelkę, żeby otworzył.
— Nie będę wypijać waszego wina — starszy z braci Grey spróbował w tę stronę.
— Oj, nie ma problemu. — Dziewczyna machnęła ręką, a Mike sprawnie zaczął otwierać butelkę. Sam wolał wódkę.
— I tak chyba sobie daruję. — Alex uśmiechnął się do niej uprzejmie, mimowolnie zastanawiając się, ile musiało kosztować to wino.
— No okej… — mruknęła z zawodem i zabrała od Mike’a alkohol.
Chwilę później każdy, z wyjątkiem Alexa, miał procentowy napój w dłoni. W oczekiwaniu na upieczenie drugiej porcji szaszłyków, wznieśli toast.
— Za wspólny wyjazd, za piękną pogodę i fakt, że jesteśmy tu wszyscy razem — rzucił Rush, kolejny raz tego wyjazdu. Dobrze mu się spędzało czas w towarzystwie bliskich mu osób.
Wszyscy potaknęli i napili się.
— I za to, by Jay nie wpadł na pomysł, by zapalić tu kolejnego szluga — dodał Ryan mimochodem, kiedy już przełknęli.
Lenny, korzystając z nieobecności Kate, która poszła poplotkować z Marg, zdjął kwiatek z włosów. Dowodu pozbył się wrzuceniem go do ogniska. Ozdoba szybko się spaliła, a Rush zaśmiał się na ten widok.
— Cwane, ale więcej masz jeszcze na szyi — zauważył, popijając piwo i pilnując szaszłyków.
Lenny wzruszył ramionami.
— Ja chociaż ich nie kupowałem. — Westchnął, nieświadomy, że właśnie rozmawia ze sponsorem swojego kwiatowego cierpienia.
— No i te na szyi nie są tak poniżające, jak kwiaty we włosach — dodał Ryan, obok którego nagle pojawił się Charlie, który usiadł ze swoim drinkiem tuż przy nim. — O, Charliemu by bardziej pasowały.
— Co by mi pasowało? — dopytał chłopak i napił się wódki zmieszanej z sokiem pomarańczowym w proporcjach pół na pół.
— Kwiaty we włosach, kochanie. — Ryan uśmiechnął się, zakładając mu za ucho kosmyk włosów.
Rush, który stał kawałek dalej, zaśmiał się, słysząc całą rozmowę.
— Różane płatki naprawdę mu pasują. — Uśmiechnął się całą twarzą, od razu wyobrażając sobie Charliego na białej pościeli, obsypanego kwiatami.
Młody tatuażysta także się roześmiał i objął Ryana za szyję.
— No właśnie, różane. I płatki, a nie całe kwiaty. Wiesz, Ryan, jednak nie jestem laską.
— Och… mój światopogląd się zawalił — zakpił jego kumpel z uśmiechem.
— Głupek.
Lenny prychnął pod nosem, słuchając ich. Gdyby on coś takiego powiedział Ryanowi, to w najlepszym przypadku by oberwał, a w najgorszym chłopak by się śmiertelnie obraził. Rush w tym czasie obserwował, jak jego chłopak spoufala się ze swoim przyjacielem, zamiast pilnować szaszłyków.
— I co, blondi, spalisz nam jedzenie? — Usłyszeli zachrypnięty głos Jasona, który w jednej ręce trzymał szklankę z drinkiem, a drugą przekręcał szaszłyki na grillu.
— Nie spalę — oburzył się Rush, szybko przewracając szaszłyki, bo faktycznie trochę o nich zapomniał. Ten najbardziej spalony zamierzał sprezentować Ryanowi.
Kolejna porcja szaszłyków chwilę później wylądowała na talerzach. Najszybciej pałaszowała Kate, prawie że połykając wszystko w kawałkach.
— Ale wiesz, Katy, że nikt ci tego nie zwinie z talerza — skomentował Jason.
— Wiem, ale jak zjemy, gramy w butelkę! — wyburczała, jakby było to postanowione i każdy powinien o tym wiedzieć.
— Gramy? — spytał z powątpiewaniem Jason. — Na trawie? — podważył z szatańskim uśmiechem jej genialny plan. Nie miał zamiaru ukrywać się z faktem, że wolałby, jak dojrzały człowiek, w spokoju posiedzieć przy ognisku, pijąc, jedząc i rozmawiając na tematy, których nawet nie pamięta się następnego dnia.
— Stolik się dosunie — odburknęła Kate, od razu patrząc na niego koso, jakby ten już zamierzał zepsuć jej cudowny plan. — I za tego martwego kurczaka na mojej twarzy ty będziesz go przysuwał.
Jason zaśmiał się chrapliwie.
— Jasne. Już pędzę — zakpił, najwyraźniej nawet nie zamierzając się ruszyć.
Siedzący obok niego Alex postanowił nie wtrącać się słownie, tylko trącił kochanka łokciem, aby nie zachowywał się jak świnia. Jason wywrócił oczami i wpakował do ust kurczaka.
— Zjem najpierw chociaż. Nie pali się — burknął.
Kate uśmiechnęła się, dumna z siebie i z tego, że to na nim wymogła. Teraz zostało jej tylko zebranie wszystkich w kółko.
Mike postanowił pomóc Jasonowi w przenoszeniu stolika. Potem wszyscy się dosunęli, rozlano kolejną kolejkę i dopiero wtedy Kate mogła przejąć dowodzenie. Zaklaskała, chcąc zwrócić na siebie całą uwagę. Kiedy wszyscy już na nią spojrzeli, odkaszlnęła teatralnie i zaczęła mówić.
— Zebraliśmy się tu w takim towarzystwie zacnym… — Marg zaśmiała się ramię swojego chłopaka, słysząc jej ton — aby nie tylko biesiadować razem, ale i zacieśniać więzi. A więzi tajemnice zacieśniają najbardziej. — Zachichotała, zadowolona z ogólnego rozbawienia, jakie wywołała jej przemowa. — Zagramy więc, drodzy mi zebrani, w butelkę! Aby tradycji naszych spotkań stała się zadość.
— A teraz wszyscy się modlimy, żeby nigdy nie padło na Katy — szepnął Charlie do ucha Rusha, doskonale wiedząc, że dziewczyna nie miałaby skrupułów w wymyślaniu najbardziej drażliwych pytań.
Blondyn skinął głową, świadom zagrożenia.
— A jak ktoś nie będzie chciał odpowiedzieć na pytanie? — spytał, zanim zaczęła się zabawa.
Kate zmarszczyła się.
— Jak to nie będzie chciał? — spytała, jakby to było coś niezwykłego. — Będzie zadanie! Wymyślone przeze mnie.
— Nie. Będzie inne pytanie. Nie jesteśmy tu tacy wredni, Katy — upomniał ją Jason.
Dziewczyna od razu zrobiła smutną minę, próbując w taki sposób wzbudzić współczucie.
— Jason ma rację, ma być miło. — Mike poparł tatuażystę.
— Dobra, ale ja zaczynam — skapitulowała, w końcu biorąc butelkę i kręcąc nią.
Każdy wstrzymał oddech, wiedząc doskonale, że pytanie od Kate może być najbardziej pogrążające. Butelka kręciła się, wszyscy wpatrywali się w nią w napięciu. Kiedy jej koniec zatrzymał się na Ryanie, ten wypuścił głośno powietrze i zaklął w duchu. Po czym wymusił uśmiech.
Ucieszona Kate zapiszczała. Przygryzła wargę z radością. Tyle pytań przechodziło jej przez myśl, ale nie mogła zdecydować się na żadne. Wszystkie były kuszące.
— Och, och… O co by cię tu spytać…? — zadumała się, przedłużając chwilę. — Okej. To… nie mam pomysłu na nic oryginalnego na razie, więc powiesz nam swoją największą fantazję łóżkową. Ale taką związaną z seksem, Ryan. Z seksem, w którym ty uczestniczysz.
Chłopak aż odetchnął, czując, że się czerwieni. Miał ochotę w tym momencie poprosić o zmianę zestawu pytań. Do tego każdy w patrzył prosto na niego. Charlie nieco strwożony, Mike wybitnie zirytowany, że pierwsze pytanie dotyczy seksu, a Jason rozbawiony.
— Nie mogliśmy się przecież spodziewać, że chociaż „rozgrzewka” będzie subtelna, nie Katy? — Ryan uśmiechnął się do niej drwiąco. — Fantazja łóżkowa… Muszę cię zawieść, bo nie mam jednej największej, o której marzę dniami i nocami. Chociaż jest jedna, którą chciałbym kiedyś jakimś trafem zrealizować, ale nie ma nic wspólnego z łóżkiem. Nie wdając się w szczegóły, seks w Ferrari mógłby być bardzo gorący. W czerwonym Ferrari dla ścisłości. I z nim. — Wskazał na Lenny’ego.
Mulat nagle poczuł uderzenie gorąca, które nim wstrząsnęło. Jakby mógł, zabrałby teraz Ryana gdzieś z dala od tej zgrai i wbił się w jego usta, a może i w coś jeszcze. Aż oblizał usta. Podobała mu się ta odpowiedź, a szczególnie jej koniec.
Katy za to nie wydawała się usatysfakcjonowana.
— Ta… mogłam bardziej sprecyzować — jęknęła. — Teraz ty kręcisz.
Ryan przytaknął i najpierw napił się piwa, nim chwycił za butelkę i mocno okręcił ją w miejscu. Ta chwilę wirowała, powolutku zwalniając, aż jej gwint zatrzymał się prosto na Lennym. Chłopak od razu uśmiechnął się, niemal nie wierząc w swój fart. Przecież nigdy nie był w stanie wydobyć nic konkretnego z tego mężczyzny.
— Uuu, muszę przyznać, że mam duże szczęście.
— Ta, to twój szczęśliwy wieczór — zakpił mężczyzna, domyślając się, czemu chłopak jest taki zadowolony. Miał nadzieję, że nie spyta o nic, o czym nie chciałby mówić na forum.
Ryan myślał chwilę, obserwując Lenny’ego. Wiedział, że musi ważyć słowa i zadać pytanie tak, żeby Lenny musiał na nie odpowiedzieć. Wreszcie coś wpadło mu do głowy. Coś, co dręczyło go do tej pory, a odpowiedź nie nadchodziła.
— Myślę, że tak. Powiedz mi, gdzie spędzasz noce, kiedy nie ma cię u mnie w domu, ani nie pracujesz.

22 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 102 – Wieńce, alkohol i martwy drób

  1. Wadera pisze:

    Ha, reakcja Aleksa na rzucanie zarazkami (znaczy się kurczakiem;) naprawdę seksi.
    Alex jest wspaniały, ma w sobie tyle sprzeczności, że aż dziw że to wszystko może być w jednej osobie.
    Ha Rush i Mike po męsku sprzeczali się o grill a Charli wziął i go ustawił, aż wyobraziłam sobie ich miny. I to zadość uczynienie Rusha kiedy zapalał pochodnie…po prostu epickie:)
    Seks w czerwonym Ferrari-gorąco, seks w czerwonym Ferrari z Lennym-spalam się ;) Nie dziwię sie reakcji Lennego, nie można zaprzeczyć, że oboje już wpadli. Tylko ciekawe, który pierwszy się złamie i zamiast mój i twój powie to właściwe strwierdzenie. Nie mogę się tego doczekać zwłaszcza w wykonaniu Lennego.
    Co do ostatniego pytania, nie czekałam ze zniecierpliwieniem na odpowiedź bo domyślałam sie jej od dawna, za to byłam bardzo ciekawa JAK to powie.
    Idę komentować nastepny rozdział. ;P

  2. Shivunia pisze:

    MarsKiller, „Przedstawiłyście go świetnie, charakter został bardzo dobrze opisany, ale go nie lubię uch..” – chyba nie powinnyśmy marudzić, skoro mimo antypatii Alex jest skonstruowany poprawnie :) Więc spoko, chociaż mam nadzieję, że jednak nie czyta się scen z nim jakoś strasznie ciężko. Skoro Jasona lubisz, to zapewne jakoś to rekompensuje :) I cieszy nas i taki komentarz, ale jak będzie dłuższy, to nie pogardzimy XD

  3. MarsKiller pisze:

    Jak można przerywać w takim momencie?! Uch, no może jakoś dotrwam do następnego rozdziału. Już po egzaminach, więc podczas czekania przeczytam wreszcie Portret Doriana Graya.
    Kurde, nie mogę jakoś przekonać się do Alexa. Przedstawiłyście go świetnie, charakter został bardzo dobrze opisany, ale go nie lubię uch..
    Za to Jasona uwielbiam :D
    Pod następnym rozdziałem zostawię jakiś dłuższy komentarz :3 Nareszcie mam na to czas :D
    Yaoistka – według mnie wersja rozszerzona z angielskiego była prostsza od podstawowej o.O Liczę na maxa… Dla mnie historia to była porażka. Za to polski prościutki, z zamkniętych mam maxa, a rozprawka była łatwa, więc może będzie 95%.

  4. Katka pisze:

    Yaoistka, spoko, trzymamy kciuki, byś się dostała, gdzie chcesz ;) A z Alexem załapałam, a jak się nie da pocałować, to Jason sam sobie weźmie XD

    Tanikis, i kolejna osoba, którą zirytowała biedna Katy XD Och, dziewczyna zdobywa minusy :)

    Kohaku, spoko, powtórzenia faktycznie mogły być, bo chwilowo beta nam nie sprawdza, z uwagi na matury, ale jak widzisz powtórzenia, to śmiało cytuj, przynajmniej będę mogła poprawić :) I cieszę się, że ktoś jednak broni Katy XD W jakiś sposób rzeczywiście nakręca ona ten cały chaos :)

  5. kkohaku pisze:

    Kocham jak są wszyscy razem *___* Wiem, mówię to za każdym razem, ale cała ta banda jest taka zabawna kiedy ze sobą przebywają xD Oj tak marudzą na Katy, a ja uważam, że bez niej było by nieco nudno ;p W końcu to ona rozkręca wszystkich, a na pewno nie widzę, żeby ktoś inny proponował butelkę, jako formę rozrywki ;D Dajcie jej tego faceta, bo dziewczyna coraz bardziej szaleje :D Chociaż na miejscu jej partnera troszkę bym się bała xD
    Ach Jasonek, Jasonek, Ty uważaj, żebyś nie podpadł Alexowi xD Chociaż kto wie jakby wyglądała bitwa między nimi na jedzonko ;p Zaznaczające, że byli by sami oraz, że nie mięsem by się posługiwali, ale np …czymś bardziej seksy xD Nie, zimny kurczak mało jest podniecający xP Och! Jasonek mógłby lodami się posłużyć, albo truskawkami :D Na pewno Jason już by coś wymyślił :P
    Rozdział pięknie się czytał…lecz…strasznie dużo powtórzeń było :(

  6. Tanikis pisze:

    Wizja Alexa mordującego wzrokiem bakterie rozłożyła mnie na łopatki :D
    A gdyby mój wzrok mógł zabijać Katy została by zasypana wieńcami ale pogrzebowymi… Wrrrrr

  7. Diabełek pisze:

    Podzielam wypowiedź Yaoistki^^ ico do Alexa, ale i również co do egzaminu gimnazjalnego w środę, był g****any >.< Natomiast angielski jak dla mnie był lajtowy. To dziwne ale moim zdaniem dużo prostszy był rozszerzony od podstawowego, bo w tym drugim miałam momenty rozkminy, a w rozszerzonym prawie w ogóle. ;) Pozdrowienia dla mojej rówieśniczki :-*

  8. Diabełek pisze:

    Jak zawsze rozdział rewelacyjny ;-) Czy ja już może mówiłam, że was kocham? Chyba nie, no ale zdaję mi się, że zaczynam się zakochiwać o.O Dramat. Nie mogę się doczekać odpowiedzi Lennego :D hihi… Alex- moje kochanie się brzydzi… oww… Jason- smok jak zawsze jest bezkonkurencyjny *-* A pozostali są po prostu kochani :D Katy ty suczi :-* Zawsze uważałam, że gra w butelkę jest najlepszą grą, a dziś dostałam potwierdzenie :D Życzę weny i wiielee uśmiechu!! Weronika

  9. Yaoistka^^ pisze:

    egzaminy w śr były do **** :/ Mata zrąbana, i przyrodnicze też. Dziś angielski podstawowy był fajny, a rozszerzony do bani!! Ani się nie dało zrozumieć co facet gadał na płytce nie dość że szybko to jeszcze nie wyraźnie. =.= bd szczęśliwa jeśli dostane się na mój wymarzony profil w technikum….
    A jeśli chodzi o ten tekst, żeby Alex się poczuł lepiej to chodzi mi o to, żeby się rozluźnił. ;) Żeby nie siedział jak struna ale pozwolił się pocałować Jayowi. ;) Ok spadam pa :D

  10. Katka pisze:

    Gordon, tak, Jay zdecydowanie potrafi się czasem szczeniacko zachować XD Chociaż nie ma się co dziwić, jak pracuje z taką dwójką, z jaką pracuje. Chociaż na pewno jest to jednak jakaś część jego osobowości :) I fajnie, że ustawianie grilla alias wykrzesanie ognia przez pierwotnych mężczyzn się spodobało XD Same miałyśmy z tego niezły ubaw. A teoria… bardzo ciekawa i jak zwykle nie powiem czy trafna, ale podoba mi się, że jakąś masz :D

    Seiridis, Twoja miłość do Katy aż bije po oczach! XD No nie da się wszystkich lubić, to jasne, a może nawet pożądane, by jakiś mały zgrzyt był. W każdym razie cieszy mnie, że o tym mówisz, chociaż widzę, że faktycznie mocno nadszarpnęła tym razem Twoje nerwy. A Rush i Charlie – oni już tak mają, że jak nie ma ich dużo, to potem przywalą słodyczą niczym obuchem XD

  11. Seiridis pisze:

    Ogólnie tak
    Katy – wkurwiające dla mnie jak zawsze, „ja chcę, niech każdy mnie wyręcza, bo się jeszcze obrażę, nie chce mi się nic robić i ruszyć dupy, rozstawiam każdym po kątach i jestem jakąś cholerną księżniczką i ogólnie foch i padajcie mi do kolan, bo co ja powiem to ma być i koniec kropka” wrrrrrrr, żebym choć na chwilę mogła wejść do opowiadania, to bym ją na początek wysłała do szpitala na drugim końcu świata w środku dżungli
    Jason – kocham go za bycie wrednym dla dziewczyneczki
    Lenny – mógłby się trochę ogarnąć z tą swoją biernością, już bez przesady :|
    Ryan – wiedziałam, że zada to pytanie… xD
    Mike – poza sytuacja przy ognisku to był spoko :D
    Alex – brawa za opierdolenie Katy :D
    Marg – taka dobra kobiecinka :D
    Rush – wkurzył mnie (z Mikiem) przy sytuacji z ogniskiem, kiedy Charlie wszystko zrobił za nich, wielkich myślicieli od ogniska i kiedy pomyślał, że najbardziej przypaloną kiełbaskę da Ryanowi. I jeszcze wkurza mnie, że się musi zaprzeczać nawet przy czymś takim jak to, że szaszłyków nie dopilnował
    Charlie – eerm…
    Charlie i Rush – za dużo słodyczy z tymi płatkami :|

  12. Seiridis pisze:

    A mi tam pasuje takie zakończenie, wcale nie czuję rozczarowania xD. Kiedy będę? Kiedy rozdział urwie się w momencie jak ktoś zgasi/dopiecze/da w końcu nauczkę tej dziewczyneczce :C

  13. Seiridis pisze:

    ((%$*, ale mnie denerwuje to dziecko słońca… Katy zepsuła mi cały rozdział, nienawidzę o niej czytać. Jest zdziecinniała, kapryśna, nietaktowna i czasem normalnie głupia :c

  14. Gordon pisze:

    Juz to slyszalyscie ale sie dolacze ze to dranskie zakonczenie jest ;p ale rozgniotla mnie walka kurczakiem buahahaha! Jak z Jasona wyjdzie czasem taki wewnetrzny szczyl to nie moge, jest zajebisty. Jego zlosliwosc przejdzie kiedys do legendy ;p i sie nie zdziwilem jak go podniecil zdecydowany ton Alexa bo chyba na to tez polecial na samym poczatku. A jak mlody ponizyl Rusha i mikea tym ustawieniem grilla xD scena jak dla mnie najbardziej komiczna z calego rozdzialu. Odjazd! Gra w butelke jak zawsze zwiastuje duzo emocji to teraz tez sie nie zawiodlem a Ryan z tym ferrari rozpalil atmosfere ;p lenny pewnie juz to ujrzal w glowie. Ubostwiam ta pare ;p teraz jeszcze trzeba wynajac jakiegos tajnego szpiega ktory z was wyciagnie odpowiedz na ostatnie pytanie bo do 9 dni zdechne z niecierpliwosci ;p ale moja teoria to ze wtedy mieszka z rodzina. Nie ma moim zdaniem ”drugiego Ryana”.

  15. Katka pisze:

    Yaoistka, mam nadzieję, że dobrze poszły egzaminy! Pochwal się, jak będą wyniki ;) „Niech Alex chwyci piwo, wódkę czy co tam mają. ;P Chce, żeby się Królewna w końcu poczuła lepiej.” – haha, a to brzmi, jakby tylko alkohol mógł sprawić, by poczuła się lepiej XD Oj, nawet jak Alexik nie okazuje, to mu dobrze, jak ma blisko Jasona i to w dużej mierze wystarcza :)

    Margo, o tak, Ryanowi gra w butelkę spadła z nieba, bo faktycznie, inaczej ciężko by było z Lennego coś wyciągnąć. A jednak Ryan nie darował sobie wykorzystania sytuacji i czy to się Lennemu spodoba czy nie – musi odpowiedzieć XD „Przyjemna atmosfera, zacieśnianie więzi, wszyscy razem.” – no właśnie, właśnie, bo mimo że jest to już 102 rozdział, to jednak wszyscy nie są ze sobą zżyci. Alexa jeszcze trzeba przyswoić, Ryan i Lenny też dotychczas na uboczu, więc jeszcze jest co scalać :) Och, i bardzo się cieszymy, nawet nie wiesz, Margo, jak bardzo, że FDTS jeszcze nie nudzi XD W końcu już trochę tych rozdziałów jest XD

    Tigram, jakże soczysty komentarz! <3 Co do początku – my lubimy się znęcać. Gdybyś Ty słyszała mój maniakalny chichot, kiedy urywam rozdziały w takich momentach XD A Alex i jego lodowate ja… fakt, przy Jasonie on się wyjątkowo roztapia – co jest tylko dowodem tego, jak na niego leci, jak duże ma do niego zaufanie i jak swobodnie się przy nim czuje. Ale jak widać wystarczy go postawić w obliczu innych ludków i trochę mniej intymnej atmosfery i już z Alexa wychodzi lodowa królowa :) Haha, no i widzę, ze trapi Cię Lenniakowa słabość do kobiet. No cóż, skądś się ona wzięła… :)

    Elis, widzę, że i Ciebie poruszyło alexowe uderzenie dłonią w stół XD Och, gdybyś Ty widziała, jak mnie samą wtedy wcięło, jak Alex to zrobił. Mrrr, Jason to lubi. Mimo że jest typem dominującym, to jednak podnieca go to w Alexie. Pewnie sam się sobie dziwi :) A co do Katy i jej abstrakcyjnych pomysłów: sukienka dla Lennego – to już by była i w mniemaniu Ryana przesada, więc na pewno by do tego nie dopuścił, chociaż jestem pewna, że Lenny już na to by sobie nie pozwolił XD "Dziewczyny napisałyście to tak, że czułam się, jakbym tam z nimi była, pomagała w przygotowaniach i siedziała przy ognisku." – dzięki, Elis, to naprawdę miłe! :*

    Floo, hahaha, aż się boję, że jakbyśmy się kiedyś spotkały, to byś nas faktycznie powiesiła za te częste kończenie w najmniej odpowiednim momencie XD "A efekt jaki Alex osiągnął uważam że jest o niebo lepszy od zamierzonego" – masz pełne poparcie Jasona, hehe.

    Nela, sztywny, sztywny, bo biedactwo musiało użerać się z martwym drobiem! Ile tam przecież było bakterii! XD Och, a o pytania ciekawe się starałyśmy, ale muszę zaznaczyć, że same nie wybierałyśmy postaci, którym inne mają zadać pytanie, tylko zrobiłyśmy sobie karteczki z ich imionami i zwyczajnie losowałyśmy XD Więc kto komu to już zależało od farta, hehe. Fajnie się to pisało :)

  16. nela pisze:

    Noż kurde! Jak ja mam teraz wytrzymać te 9 dni? :(
    Jestem okropnie ciekawa co robi Lenny i jak potoczy się dalsza gra w butelkę ( mam nadzieję, że będą ciekawe pytania do Alexa i Jasona ).
    Poza tym Alex był jakiś bardziej sztywny niż dotychczas. Chętnie zobaczyłabym go jeszcze raz pijanego. :D

  17. Floo pisze:

    Ja. Was.Kiedyś. Zabiję!!!!!!
    No jak śmiałyście bezczelnie skończyć w takim momencie?! To zbrodnia!!! Kryminał!!! HORROR!!!
    Rozdział przedni! I niech się Alex Jasona nie czepia, akcja z kurczakiem było świetna :D Przynajmniej trochę się rozruszali :D A efekt jaki Alex osiągnął uważam że jest o niebo lepszy od zamierzonego :P
    Katy zawsze musi postawić na swoim ale Lenny z kwiatami we włosach…? Neeeee! Ma Ryan racje, niech Charliemu wepnie, temu będzie lepiej.
    I popieram Yaoistke. Niech Alex sobie golnie od serca XD ja wiem że on nie pije ale niech tak na przykład przez przypadek XD
    Ja już chce następny rozdział i obecnie jestem zła na wszystkie inne postaci że się wcisną przed!

  18. Elis pisze:

    Tak się nie robi, mam na myśli przerywanie w takich momentach. I ja mam teraz czekać dziewięć dni na ciąg dalszy? Tortury to Wasza specjalność. :)

    Aż mnie ciarki (te takie przyjemne) przeszły, kiedy Alex uderzył dłonią w stół, chcąc uspokoić dwoje rozwydrzonych dzieciaków, a tu wyszło trochę coś innego w mniemaniu Jasona (moim też). „Nic za to nie mógł, że kręciła go ta jego lodowata osobowość, pod którą wiedział, że kryje się strasznie gorący mężczyzna.” Nie jesteś sam Jay w tym uczuciu. :) I Alex siedzący w kuchni, robiący szaszłyki, to dla mnie abstrakcja. Chociaż większą by byli Ryan i Lenny, którym udaje się coś dobrego do jedzenia zrobić.

    Rush i Mike doskonale pasowali do pierwotnych mężczyzn, którzy dwie, godziny debatują nad czymś co zajmie im pięć minut, aż ktoś inny musi sam wziąć się do roboty. „To miał być ich triumf.” Miał być, ale nie był. Gdyby nie Charlie, to do rana nic by z tego nie wyszło. :)

    Kary mnie zirytowała w stosunku do Lennyego. Normalnie, jak wspomniał wcześniej Jason, taka pięciolatka. Oj, Lenny, Lenny, jak to nie śmiesz zwrócić jej uwagi? Uważaj, bo jeszcze w sukienkę cię ubierze, a Charlie jej w tym pomoże. Na szczęście Mike, zachował rozsądek. I duże brawa dla niego.
    „Mike wybitnie zirytowany, że pierwsze pytanie dotyczy seksu,” Haha, biedaczysko. :)

    I nareszcie upragniona butelka, i wyznanie Ryana „W czerwonym Ferrari dla ścisłości i z nim.” I roztopiłam się. Mam nadzieję, że to przekonało Leniaczka, do tego, co czuje Ryan. Nie bierze innej osoby pod uwagę, tylko jego. Awwwwwwwwww.

    Nie moge doczekac się odpowiedzi Lennyego na pytanie swojego faceta, a także jakie pytanie dostanie Alex. :)

    Dziewczyny napisałyście to tak, że czułam się, jakbym tam z nimi była, pomagała w przygotowaniach i siedziała przy ognisku. Dla mnie to było stanowczo za krótko. :)

  19. Tigram Ingrow pisze:

    Nie wiem co ja Wam kiedyś zrobię za kończenie rozdziałów w takich momentach. Wiecie, że to podlega pod paragaf dotyczący psychicznego znęcania się?
    Okay, lecimy tekstem ^^:
    Zaintrygowało mnie: „Nie miał wyboru. Nie mógł odmówić.” – Złożył jakieś śluby czy jak? Bo to już się zaczyna robić takie frustrujące, że on jest taki miły dla dziewczyn a my nie wiemy dlaczego.
    Martwy drób związany w przygotowywaniem szaszłyków – to prawie to samo co kurczak z różna (a prawie robi wielką różnicę) ^^ W sensie, że chodzi o jedzonko a nie o jakieś zwłoki – ulga :)
    Moja perełka: „nagle wszystko zamarło, kiedy Alex uderzył dłonią o stół.
    – Dość! – syknął na obojga. – Nie ma rzucania się jedzeniem. Jason – syknął na kochanka całkowicie opanowanym, ale lodowatym głosem – opanuj się i nie zachowuj jak dziecko – skarcił go, ” Alex jest taki hoooooot gdy pokazuje swoją stanowczość Brakuje mi tego w ich relacjach na co dzień, bo Alex po prostu topi się jak wosk w towarzystwie Jasona, a czasem mógłby wyjść z inicjatywą czy coś. Na początku, jak dyrygował Jasonem to było bardzo podniecające, później się już nieco rozluźnił i jakby powierzył się totalnie Jasonowi. Dobrze zobaczyć, że jeszcze potrafi pokazać pazurki :D
    „Jak pierwotni mężczyźni chwalący się umiejętnością wykrzesania płomienia.” – taaak, nasi chłopcy lubią się popisywać ^^
    „zadrwił i ruszył do domku, aby przynieść resztę rzeczy i zobaczyć czy Alex już zamordował wzrokiem wszystkie bakterie na swoich dłoniach.” -Jason, Ty złośliwcze, jesteś paskudny!
    „W końcu wszyscy tu byli mu… im przychylni.” – no w końcu zrozumiał! Długo mu zeszło, a niby taki mądry facet…
    „Lenny niemal z przestrachem na nią spojrzał. Był cierpliwy w stosunku do kobiet, ale wizja jego włosów udekorowanych kwiatami zaczynała go poważnie przerażać.
    – Nie – jęknął.”- nareszcie Lenny pokazał, że zbytnia atencja Katy daje mu nieco we znaki. I kuuuurde, pragnę się dowiedzieć skąd mu się bierze ta cierpliwość, bo domyślać się to jedno, a wiedzieć to drugie.No i znowu „Czuł się jak idiota, ale nie śmiał nawet zwrócić się do dziewczyny, aby przestała robić z niego swoją laleczkę.” – Lenny, człowieku, what’s up? Gdzie Twój instynkt samozachowawczy człowieku? No weźże powiedz coś tej rozwydrzonej pannicy by Ci dała spokój bo inaczej zajeździ Cię na śmierć! I to spalenie kwiatka podczas nieuwagi dziewczyny – no, to było prawidłowe ^^
    „W czerwonym Ferrari dla ścisłości i z nim. – Wskazał na Lennego.
    Mulat nagle poczuł uderzenie gorąca, które nim wstrząsnęło. Jakby mógł, to zabrałby teraz Ryana gdzieś z dala od rej zgrai i wbił się w jego usta, a może i w coś jeszcze.” O rety, rety, rety! No jak te słowa nie poruszyły czegoś w rozumku u Lenny’ego to się rozczaruję. Przecież to jawna deklaracja! Może w końcu dotrze do zakutego łebka, że Ryan chce z nim być i nie w głowie mu żadne zdrady!
    I to wracamy do urywania tekstu w najciekawszych momentach. Zwiększanie napięcia, huh? Ja Wam kiedyś dam….

  20. Margo pisze:

    – Myślę, że tak. Powiedz mi, gdzie spędzasz noce, kiedy nie ma cię u mnie w domu ani nie pracujesz. –
    Łoj! To się nazywa trafne pytanie! Ryanowi ta gra w butelkę z nieba spadła. Przecież w innych okolicznościach Lenny możliwe, że znowu migałby się od odpowiedzi. A tak tu proszę nie ma przeproś, jak się bawić to wszyscy. Zasady gry w butelkę zawsze mi się podobały. Chociaż przyznam, że gdybym ja dostała pytanie, na które nie chciałabym za bardzo odpowiedzieć to nie wiem jak bym się zachowała….
    Ogólnie bardzo mi się podobało. Przyjemna atmosfera, zacieśnianie więzi, wszyscy razem. Fajnie, że mają taką wyskocznię od tego wszystkiego, kłopotów, pracy, itd.
    I coraz bardziej lubię parę Ryana i Lennego. To jak się poczuł Lenny, jak Ryan opisał swoją fantazję „Ferrari” z Lennym w roli głównej – cud, miód i fistaszki! hehe :))))))))))))
    Dziewczyny jak zwykle umiecie wciągnąć w klimat i nie ma mowy, żeby się nudzić czytając Wasze teksty! :D

  21. Yaoistka^^ pisze:

    W końcu! Ile czekałam! ^^ I dziś mam ostatni dzie egzaminów gimnazjanych! ^^ Angielski podstawę i rozszerzenie :/
    Rozdział boski! Cudowny! No kurde nie ma się tego opowiadania nigdy dość! Najlepiej bym czytała, czytała i czytała XD Jestem bardzo zadowolona z rozdziału! ^^ Podbudował moją wiarę w siebie XD
    PS: Niech Alex chwyci piwo, wódkę czy co tam mają. ;P Chce, żeby się Królewna w końcu poczuła lepiej. ;)
    WENY!!! ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s