Fire Dragon Tattoo Studio – 100 – Tylko ten ślub mi trochę nie w smak

Kiedy Jason z Alexem przeszli przez salonik w stronę werandy, żeby zjeść tam śniadanie, zobaczyli już siedzących przy stoliku, na wiklinowych fotelach, Mike’a, Marg i Kate. Chłopak smarował sobie dżemem świeże bułeczki, a dziewczyny popijały kawę i zajadały się rogalikami.
Pogoda była idealna. Poranne słońce świeciło z tej strony domku, grzejąc przyjemnie. Do tego wiatr był dość mocny, więc mając widok na zatokę, mogli podziwiać wysokie fale i kilku surferów, którzy korzystali z okazji. Liście palm poruszały się, drewniana posadzka werandy była nagrzana, a wystrój przyjemny dla oka.
— Smacznego i dzień dobry. — Alex przywitał się ze wszystkimi obecnymi. Był już ubrany w lniane spodnie, taką samą koszulę i półbuty. Bardzo pasował do ekskluzywnego miejsca.
— No sieeemka — odparła Kate, lustrując Alexa i pakując do buzi rogalik.
Jason usiadł na wolnym fotelu obok niej i nacisnął palcem na jej wypchany policzek.
— Widzę, że już ucztujecie. Nieładnie tak nie poczekać — rzucił, sięgając po jedną z bułeczek na drewnianym talerzu.
— A szkąd mieliszmy — przełknęła — mieliśmy wiedzieć, ile będziecie wstawać? Drugie gołąbki nam się szykują. — Zaśmiała się.
Mike uśmiechnął się, odkładając nożyk.
— Bez przesady. Do Rusha i Charliego im jeszcze daleko. Ci pewnie jedzą właśnie w łóżku.
— Bo Charlie się chowa przed Lennym? — Kate zachichotała.
Alex w tym czasie ze spokojem przysłuchiwał się rozmowie, krojąc sobie bułkę. Nalał już do wysokiej szklanki soku pomarańczowego. Wyglądał na świeżo wyciskany, czyli taki, jaki zażądał. W końcu niemało pieniędzy wydał na ten wyjazd, dlatego oczekiwał, że wszystko będzie idealne. Włącznie ze świeżym pieczywem.
— Ale przecież on jest strasznie miły — rzuciła Marg oczywistym tonem, nie rozumiejąc Charliego.
— Ale jest morderrrrcą — zamruczała groźnie Kate. — Może się boi, że go potnie czy coś.
— Trochę schizuje — przyznał Mike. — Ale nie wiem, może ma jakieś podstawy. Ale nawet jeśli, to w grupie nic mu nie grozi. W ogóle kawa jest, jak chcecie — dodał, stukając w duży dzbanuszek, z którego ulatywała para.
— Wolę soczek — odparła Kate. Tak samo jak Marg, była ubrana w lekką, zwiewną sukienkę. Jej była różowa, z żółtymi kwiatkami i większą ilością ozdób, zaś Marg delikatnie błękitna u góry, a u dołu ciemnoniebieska.
— A co do Lenny’ego, to przypuszczam, że wy, dziewczęta, odnosicie się do niego inaczej, bo on też inaczej się przy was zachowuje — przedstawił swoje spostrzeżenia Alex.
— No fakt, was nie nosi na barana. — Kate wyszczerzyła się.
— Dużo wyżej niż normalnie nie byłaś, siedząc mu na plecach — odparł Jason, uśmiechając się do niej złośliwie.
— To ty byś mógł się zrewanżować i pokazać, co to znaczy wysoko.
— I robić ci za konika? Nnn, mało kuszące…
— To nie bądź uszczypliwy — syknęła i wbiła mu palec pod żebro.
Jason zmarszczył nos i zamoczył swoją bułeczkę w jej górce z dżemu, którą nałożyła sobie na talerzyk.
— Ta, spoko.
Alex postanowił tego nie komentować. Chciał w spokoju zjeść śniadanie po tak… ciekawym poranku.
Kiedy zapanowała cisza, w trakcie której wszyscy zajęli się swoim jedzeniem, Mike postanowił się odezwać. Głaszcząc pod stołem kolano swojej dziewczyny, zwrócił się do Alexa:
— Jak tam w ogóle po wyjeździe Jeane? Nie spodobało się jej za bardzo Miami? — Wolał dopytać, czy narzeczona Alexa nie miała zamiaru częściej ich odwiedzać. To byłoby straszne.
Alex spojrzał na managera swoim zdystansowanym spojrzeniem i napił się soku, nim odpowiedział.
— Spodobało jej się, ale chyba nie planuje w najbliższym czasie znowu mnie odwiedzać. Ma wystarczająco dużo na głowie w domu.
— Znaczy… że co niby poza sesjami zdjęciowymi? — spytała Kate, która miała im trochę za złe, że nie mogła brać udziału w całym tym przedstawieniu.
Alex odetchnął ciężko.
— Musi dbać o wizerunek, pokazywać się na prestiżowych imprezach i zajmuje się jeszcze rzeczami związanymi z domem i przyszłością — odparł dość ogólnie.
— Mówiła, że jest jeszcze dużo do zaplanowania w związku ze ślubem — wypaliła nieco niemądrze Marg.
A Jason zmarszczył brwi i, na razie nie patrząc na Alexa, zwrócił się do niej:
— Zaplanowania? Na kiedy niby?
— No… — Marg spłoszyła się, rzucając Alexowi krótkie spojrzenie. Nie wiedziała, czy Jason wie. — No… na przyszłe wakacje.
— Formalność — mruknął Alex, najwyraźniej bagatelizując problem albo nie chcąc, żeby stał się teraz głównym tematem rozmowy.
Tatuażysta jednak zwrócił na niego spojrzenie.
— Mogłeś mi chociaż powiedzieć, że jest za rok — mruknął.
— Ten fakt nie wydał mi się specjalnie istotny i cokolwiek zmieniający w naszych relacjach. O samym ślubie wiedziałeś. Co zmieniłaby informacja, że to za rok czy dwa? — odparł w pełni opanowanym głosem, chociaż to, że mieli prowadzić tę rozmowę przy wszystkich, przy śniadaniu, napawało go nerwowością.
Kate patrzyła to na jednego, to na drugiego z rogalikiem w połowie drogi do ust. Mike milczał. A Marg biła się w myślach, że palnęła coś niestosownego. Jason za to był coraz bardziej zirytowany.
— Nic, chyba że ty też poczynasz jakieś przygotowania do ślubu, o których nie wiem.
— Wszystko leży w gestii Jeane. W żaden sposób nie szykuję się do ślubu, wręcz przeciwnie — odparł Alex, odkładając kanapkę na talerz i patrząc na kochanka z pozornym spokojem.
Jason westchnął cicho i najpierw przeżuł bułkę, nim odpowiedział.
— Wręcz przeciwnie, czyli…?
— Czyli myślę o tym, jak tego uniknąć — wyjaśnił Alex lodowatym tonem. Czuł się poirytowany faktem, że Jason niemal wciskał mu, że chce się żenić z Jeane. Jakby tak było, to nie byłby teraz tu z nim, a już dawno w Anglii.
Jason jeszcze patrzył na niego ze zmarszczonymi brwiami, upewniając się w tym, co Alex powiedział. Wreszcie sięgnął po dzbanek z kawą. Nic nie dodał, tylko wciąż z poważną miną, sięgnął pod stołem do uda Alexa i ścisnął go lekko. Chciał mu tym powiedzieć, że jest jego.
Kochanek z ulgą odebrał ten gest. Odetchnął cicho, wracając do jedzenia i tylko przysunął nogę bliżej Jasona jako odpowiedź. Mógł z nim o tym porozmawiać, ale nie przy wszystkich.
Nim skończyli śniadanie, do ich domku przyszedł Charlie z naręczem różnych szkiców i bez wahania dosiadł się do Jasona, żeby zmusić go do wydania opinii. Alex więc na rozmowę z kochankiem musiał jeszcze poczekać. Zobaczył jednak dzięki temu, że pracownicy Fire Dragon naprawdę dobrze się dogadywali i ich kontakty nie miały nic wspólnego z jego kontaktami z pracownikami w firmie. Nie było w tym może nic dziwnego z uwagi na różne profesje i to, że studio założył Mike z przyjaciółmi. Atmosfera była przyjemnie zaraźliwa i nawet miło było popatrzeć, jak Kate nabijała się ze wzorów Charliego, a potem poproszona przez niego o narysowanie podobnych, nie potrafiła tego zrobić. Naburmuszyła się tylko bardziej, gdy Mike i Marg chichotali. A Charlie aż zarumienił się z zadowolenia swoim postępem.
— Jak tak patrzę, z jaką nabożnością Charlie podchodzi do opinii Jasona o swoich szkicach, to uśmiech sam wypływa na usta. — Rush zwrócił się do brata, obok którego usiadł. Przyszedł razem z Charliem, ale ten tak zaraził wszystkich swoim zaaferowaniem szkicami, że pojawienie się mężczyzny było prawie niezauważalne.
— Jest bardzo energiczny.
— Choć z początku nie byłem przekonany, czy to w porządku, tak wiesz… męczyć Jasona o to na wyjeździe. Ale jak widzisz, nie tylko ty zabierasz ze sobą pracę nawet na urlop. — Rush zaśmiał się beztrosko.
— Skąd przypuszczenie, że wziąłem ze sobą pracę na ten wyjazd? — spytał Alex z cieniem uśmiechu, pamiętając, że Jason też się do tego odnosił.
— Alex, znam cię. Jak nie masz neseseru z papierami, to chociaż laptopa — odparł Rush ze wzruszeniem ramion.
Starszy Grey uśmiechnął się pod nosem, nieprzejęty tym, że jego plan został rozpracowany.
— To drugie, ale nie mów Jasonowi.
Rush zaśmiał się, zerkając w kierunku dwójki tatuażystów, którzy dyskutowali na temat cieniowania w przypadku jakiegoś tatuażu.
— Takie rzeczy przed nim kryjesz? Ale chyba się czegoś domyśli, gdy wyciągniesz laptopa.
— Faktycznie, nie usprawiedliwię tego, jak ty, graniem w jakąś głupią grę. Ale szczerze, na razie nie planuję go wyciągać. Zabrałem go na wszelki wypadek, bo nie wszystkie rzeczy można załatwić za pośrednictwem telefonu z dostępem do internetu.
— Ale mamy urlop, Alex — jęknął Rush, wyciągając się na fotelu. — Ciesz się i korzystaj, póki możesz. Wczoraj nawet ci to nieźle szło — dodał ze śmiechem, pijąc do jego stanu po alkoholu.
Alex spojrzał na brata chłodniej, ale nie karcąco.
— Dziękuję. Wierzę, że tobie też przyjemnie minął wieczór — odparł, nie dając się sprowokować.
— Ale ja serio mówię. Nie wiedziałem nawet, że tak umiesz — odparł lekko Rush.
— To w takim razie jeszcze wiele o mnie nie wiesz.
— Zaczynam się o tym przekonywać od czasu, kiedy się dowiedziałem, że też lubisz facetów — dodał nieco poważniej młodszy z Greyów.
— Chyba nie planujesz teraz do tego wracać? — Alex prawie wycedził.
— Nie — jęknął od razu Rush. — Alex, no, nie spinaj się. Rozmawiam z tobą jak z bratem… Chociaż teraz, kiedy wiem więcej, to fajnie byłoby tak, wiesz… szczerzej?
— Więc rozmawiamy szczerzej. Nie wiem, co mam ci powiedzieć, Richard? Przyjemnie spędziłem wieczór, potem było jeszcze przyjemniej i chyba to tyle, ile mogę ci przekazać.
— Ja nie chcę szczegółów z tego, co było potem, spoko. — Rush zaśmiał się nerwowo. — Tylko… tak ogólnie mówię…
— Spokojnie. Rozumiem — odparł Alex i ponownie zwrócił spojrzenie na Jasona, który już niemalże odganiał Charliego ręką, kiedy ten pokazywał mu kolejne szkice.
Rush również tam spojrzał i uśmiechnął się do siebie. A po kilkunastu kolejnych minutach, kiedy kawa zupełnie wystygła, zaś słońce było wyżej, Charlie zebrał swoje rysunki do teczki.
— Dzięki, Jason — rzucił do starszego tatuażysty. Podszedł do Rusha i usiadł mu bokiem na kolanach. — Podobały się — powiedział z uśmiechem.
Kochanek objął chłopaka w pasie i pocałował w policzek.
— Mówiłem, że się spodobają, a nie chciałeś wierzyć.
Charlie spojrzał krótko na siedzącego obok Alexa, ale odpowiedział:
— Bo nie wiedziałem, że serio jest tak dużo lepiej. Udzielił mi się ten tydzień, kiedy cię nie było.
Rush uśmiechnął się, lecz odparł, udając smutnego:
— Czyli za specjalnie nie tęskniłeś, hmm?
Charlie zaśmiał się i pogłaskał go po karku.
— Hm… No, ciężki wybór: ty czy sztuka… Ale chyba to, że wcześniej nie było postępu, bo nie mogłem się od ciebie odlepić, mówi samo za siebie.
— To co? Powinienem częściej cię zostawiać sam na sam z kredkami, żeby mi się mój zdolny chłopak rozwijał? — gruchał Rush, nie zważając na Alexa, który zerkał na nich, aż nie wierząc, że można tak się do siebie publicznie umizgiwać.
— Byle nie na tak długo jak teraz… Bo kolejnego tygodnia nie wytrzymam.
Jason, który w tym czasie przeciągnął się, że wręcz zatrzeszczało mu w kościach, podszedł do nich. Wyjął paczkę papierosów z kieszeni.
— Taa, ale jak zaczniesz znowu się opuszczać, to żeby nie było, że to ja ci nie pomagam — mruknął, a chłopak obejrzał się na niego i uśmiechnął się.
— Spoko, będę po prostu więcej rysował w przerwach w pracy.
— Czyli na mnie spadnie znowu cała zabawa z papierkami — mruknął Jason wcale nieucieszony. Zerknął na Mike’a. — Szef powinien się tym zajmować.
— Ja robię, co do mnie należy — zastrzegł sobie chłopak, wstając i łapiąc Marg za dłoń. — W ogóle my idziemy przejść się po wyspie. Dziewczyny chcą na spacer. Bierzecie się też?
— Mhm, możemy się przejść — odparł Rush, klepiąc Charliego w bok.
Chłopak zszedł z jego kolan.
— To ja jeszcze skoczę odnieść teczkę i możemy iść.
— To zapytaj może Ryana i Lenny’ego, czy też się z nami zabiorą — dodał Mike, a zniecierpliwiona Kate pociągnęła Marg za rękę do wyjścia.
Charlie tylko przytaknął i szybko wrócił do domku.
Kiedy Rush i Mike podążyli za dziewczynami, Jason podszedł do drewnianej barierki ogradzającej werandę przy schodkach i oparł się o nią tyłkiem. Zapalił papierosa i zaciągnął się, unosząc spojrzenie na Alexa. W słońcu jego jasne włosy wyglądały jeszcze lepiej niż zwykle. No i naprawdę pasował do takiego luksusowego otoczenia.
Tatuażysta nic nie powiedział, tylko przyglądał mu się i delektował się dymem w płucach. Anglik za to patrzył za odchodzącymi wzdłuż plaży towarzyszami. Jasonowi w niektórych momentach było ciężko uwierzyć, że taki facet jak Alex związał się z nim. Był tak inny od wszystkich, z którymi do tej pory się spotykał. Opanowany, spokojny, planujący niemal wszystko, co mówił. I gdyby nie te komplikacje z jego rodziną, wydawał się bardzo stabilny. A do tego bardzo przystojny. Symetryczna twarz, prosty nos i pełne, ale nie wydatne usta. Był niemal zbyt idealny. Jason jednak nie chciał myśleć, że był dla niego za dobry, bo co Alex rekompensował wyglądem, to mimo wszystko miał dość trudny charakter, z którym nie każdy mógłby sobie poradzić. Lecz według mężczyzny ten też był uroczy. Tylko gdyby Alex chciał trochę bardziej się na niego otworzyć i zaufać mu…
Postanowił teraz oddać mu pierwszemu głos, samemu leniwie kontemplując jego twarz. Nie oczekiwał jakiejś odpowiedzi na swoje „kocham cię”, lecz uważał, że jasno pokazał tym swoje zaangażowanie i gotowość na więcej. Teraz następny krok należał do Alexa. Wiedział z drugiej strony, że ten na swój sposób potrzebował opieki i oparcia, co zamierzał mu dać. Chciał jednak zobaczyć, jak mężczyzna idzie naprzód, nie tylko ciągnięty przez niego, ale też samemu robiąc następne kroki.
Alex spuścił wzrok z horyzontu, kiedy ich towarzysze zniknęli z pola widzenia. Wstał i poprawiwszy włosy, które rozwiewał silny wiatr, podszedł do Jasona. Nie unosząc zbytnio wzroku, położył mu dłoń na biodrze. Nie wymienili ze sobą żadnego zbędnego zdania od momentu niefortunnej rozmowy o ślubie podczas śniadania.
— Gniewasz się na mnie? — spytał, kryjąc niepokój za maską obojętności.
Jason odchylił głowę na bok i wypuścił dym z płuc.
— Nie — mruknął. — Jeśli serio myślisz, jak tego uniknąć.
— Chcę — odparł Alex szczerze, zbliżając się do kochanka. Drugą dłoń położył mu na klatce piersiowej. — Nie chcę się z nią żenić, ani w żaden sposób wiązać, jednak z drugiej strony… nadal nie umiem oprzeć się tej presji.
Jason westchnął i wychylił się nieco na bok.
— Czekaj — mruknął i wyciągnął się bardziej, by zgasić peta na serwetce. Dopiero potem wyprostował się i odsunął mu z czoła kosmyk włosów. — Tego się właśnie obawiam.
Alex westchnął ciężko i przysunął się do niego. Oparł się o barierkę plecami i założył sobie rękę Jasona na ramiona.
— Że jak przyjdzie co do czego, to zachowam się jak Judasz i się wyprę? Wysoce prawdopodobne.
Jason prychnął pod nosem i pogłaskał go po ramieniu.
— To mnie miało pocieszyć? — Zaśmiał się krótko.
— Raczej nie — przyznał Alex, opierając głowę o jego ramię. — Zawsze uważałem, że lepiej być przygotowanym na najgorsze niż się rozczarować.
Jason spojrzał na niego z góry, kierując dłoń do jego włosów i leniwie je głaszcząc.
— Może… Tylko nie chcę nic mówić, Alex, ale trochę wpadłem.
Anglik uśmiechnął się blado.
— Nie ty jeden. Tkwimy w tym razem — odparł, odwracając wzrok, speszony. — Tylko jakbym miał to rozwiązać kategorycznie i zerwać kontakt z rodziną, to musielibyśmy się z Richardem do tego przygotować.
Jason zacmokał i przechylił głowę nieco w dół, chcąc na niego spojrzeć.
— Nie każę ci od razu zrywać z rodziną. Tylko ten ślub mi trochę nie w smak. — Uśmiechnął się krzywo.
Alex sam uśmiechnął się podobnie, chwytając Jasona za dłoń, którą ten miał założoną na jego ramiona. Lubił być tak przez niego obejmowany. Takie ciepło od niego bijące było bardziej relaksujące niż masaż.
— Tylko że to dość jednoznaczne. Kiedy spytają mnie o powód, dla którego chcę odwołać ślub, już nic nie uda się utrzymać w tajemnicy. Idąc dalej tym tropem, rodzice sami zerwą kontakt, bo nie wierzę w ich cudowną zmianę stosunku do homoseksualizmu.
— Mm… Wiesz, nie znam ich. Więc jak uważasz, że serio nie mieliby dla was zrozumienia, to może nie warto się w tym w ogóle babrać — zauważył Jason, patrząc na niego uważnie. — To trochę chujowe, kiedy starasz się dla kogoś, komu nie zależy.
Alex westchnął ciężko, bijąc się ze sobą w myślach. To wszystko było strasznie sprzeczne.
— Jason, ja rozumiem twoje argumenty, ale uwierz, że to nie jest takie łatwe. Po pierwsze, to nadal moi rodzice. Po drugie, coś im jednak zawdzięczam i czuję się zobowiązany. Po trzecie, jeśli całe życie ktoś by ci mówił, że białe jest czarne, to w końcu albo w to uwierzysz, albo będziesz widział chociaż szarość zamiast bieli.
Jason odetchnął ciężej, mając ochotę sięgnąć po następnego papierosa. Powstrzymał się jednak i tylko pogłaskał dłoń, którą Alex go trzymał.
— Ale wiesz, że nikt za ciebie życia nie przeżyje? To twoje decyzje. I w dużym stopniu mnie się teraz tyczą.
Alex potarł nasadę nosa.
— Wiem. Porozmawiam po powrocie z Richardem i coś ustalimy. I wybacz za ten cały tydzień, kiedy była Jeane.
— Spoko, przeżyliśmy. I teraz się rozluźnij, a poważne rozmowy to na potem, okej? — mruknął Jason, zwracając do siebie jego głowę.
Alex mruknął potakująco i wychylił się delikatnie, całując go w usta. Pocieszało go, że Jason był taki opanowany. Dzięki temu sam umiał trzeźwiej myśleć i podejmować decyzje. Wiedział, że nie dałby rady tworzyć jakiegokolwiek związku z kimś, kto jest niekonkretny i kłopotliwy jak on sam.
Tatuażysta zamruczał, pogłębiając pocałunek.
— Już ich chyba nie dogonimy… więc masz pomysł, co porobimy? — spytał po chwili, gdy oderwał się od jego ust.
Alex oblizał wargi, po czym wyciągnął dłoń do szyi Jasona i przyciągnął go sobie do kolejnego pocałunku. Chyba stan, w jakim właśnie był, można było określić jako „w nastroju”.
Starszy mężczyzna uśmiechnął się przez to i przekręcił się, łapiąc kochanka w pasie. Pochylił się jeszcze niżej, pogłębiając pocałunek i chcąc na razie zapomnieć o tych poważnych decyzjach, które musieli, a raczej w większej mierze Alex musiał podjąć.
Starszy Grey stęknął, obejmując Jasona już obiema rękami za szyję. Nie chciał myśleć, że ktokolwiek może ich w tej chwili widzieć. Pogłaskał tatuażystę po tyle głowy, przywierając do niego.
— To chodź do środka, bo tutaj cię nie rozbiorę — zamruczał Jason, trzymając go blisko przy sobie.
Alex skinął głową, łapiąc Jasona za rękę i prowadząc do domu.
— Nie byłby to za mądry pomysł… I… — Zatrzymał się i pocałował go ponownie, tym razem w szczękę. — Teraz po mojemu. — Uśmiechnął się, już oddychając ciężej. Zdecydowanie wczorajsze wyznanie Jasona bardzo go ośmieliło. Gdy tylko o tym myślał, czuł niemalże falę podniecenia przepływającą przez jego ciało.
Tatuażysta zaśmiał się i przytaknął, zrzucając z siebie koszulkę.
— No, to prowadź, królowo.

***

Marg wpatrywała się w piasek, który przepływał jej razem z wodą między palcami stóp, kiedy szła brzegiem plaży. Mike trzymał ją za dłoń, a w drugiej ręce niósł swoje i jej buty. Kate w tym czasie starała się ochlapać Rusha, który szedł przed nią. Chichotała głośno, już sama bardziej mokra niż jej cel.
Obok Rusha szedł Charlie, który z kolei po drugiej swojej stronie miał Ryana. To mu bardzo pasowało. Obracał się też co raz na Kate, kiedy i do niego doleciała woda.
— A co się stało, że Jay i jego królowa nie poszli z nami? — rzucił Ryan, idąc leniwie z rękami w kieszeniach i wystawiając twarz do słońca.
— Podobno musieli pogadać — odparł Rush, nim odwrócił się i też ochlapał dziewczynę.
Lenny trzymał się w tym czasie profilaktycznie na uboczu, idąc po miękkim piasku kawałek obok kochanka, lecz z dala od dziewczyny.
— No i Jason stroni od słońca — dodał Charlie.
— Nie wie, co traci — podsumował Ryan, spoglądając raz po raz na Lenny’ego. Ten szedł z dłońmi w kieszeniach i nie bardzo miał co wtrącić do rozmowy.
— To pod tym względem dobrali się z Alexem — zauważył Rush.
Następnie grzecznie przeprosił całe towarzystwo, zdjął koszulę, podał ją kochankowi i… rzucił się w stronę Kate, która biegiem ruszyła na głębszą wodę. Zapiszczała przy tym głośno, cała ucieszona. Uwielbiała takie głupie zabawy. Nikt tu nie uważał jej za szurniętą tylko dlatego, że lubiła się wygłupiać jak mała dziewczynka.
Marg zaśmiała się z tego, a Mike pokręcił głową, patrząc za wbiegającą w wodę dwójką.
— Ma ktoś aparat? — rzucił prześmiewczo, na co Charlie szybko sięgnął do kieszeni w spodniach i wyciągnął komórkę. Zrobił zdjęcie Rushowi i Kate, którzy akurat w tym momencie zwalili się do wody z głośnym chlupotem.
— Będą wyglądać jak mokre kury — zauważył Mike, zatrzymując się i czekając, aż w końcu ta dwójka znudzi się i wróci na brzeg.
— I nie pomoże raczej Rushowi sucha koszula. Tylko nie wiem, czy Katy miała wodoodporny makijaż — dodała Marg, popatrując, jak oboje nagle wynurzają się z wody.
— Chyba zaczynam żałować, że nie zabrałem deski — rzucił Ryan. — A książę z mokrą czupryną może wyglądać prawie uroczo.
— Nie prawie. Rozkosznie — sprostował Charlie.
— Nie chcę wiedzieć! — Mike zaśmiał się, widząc już, jak Rush i Kate idą w stronę brzegu. Z obojga ciekło, ale to dziewczyna z racji, że była bardziej ubrana i miała dłuższe włosy, wyglądała jak mokra kura.
Charlie wyszedł naprzeciw kochankowi, a Ryan obejrzał się na Lenny’ego, który stał kawałek z boku. Podszedł do niego i widząc, że ludzie nie zwracają na nich szczególnej uwagi, pogłaskał go krótko po biodrze.
— A ty byś się nie chciał popluskać? — rzucił. Sam nie miał na sobie kąpielówek, tylko spodnie do połowy łydek i podkoszulkę. Przynajmniej zakryło mu to ślady na udach i brzuchu, chociaż nie miał jak ukryć malinek na szyi. Bardzo go to frustrowało.
— Popluskać? — spytał mężczyzna zaintrygowany tak nagłą propozycją. — Rush i Katy cię zainspirowali?
Śledził spojrzeniem blondyna, który otrzepał włosy tuż przed Charliem, ochlapując go przy tym jak pies. Kate za to szła w ich stronę, chichocząc. Włosy spłynęły jej na twarz.
— Hm, można tak powiedzieć. Pogoda pasuje — odparł Ryan, odwracając się, by zobaczyć, jak Charlie z wahaniem podaje Rushowi koszulę i pyta, czy może jednak poczeka, aż wyschnie.
— A nie wolisz już zaszaleć, wypożyczyć deski i popływać normalnie, a nie „popluskać się”? — zdążył spytać Lenny, nim Kate do nich podeszła i zachichotała, stając przed nimi, cała mokra.
— Jeszcze chwila, a będzie ci widać sutki, Katy. — Ryan uśmiechnął się do niej kpiąco, chociaż przyjaźnie.
Ta w odpowiedzi pokazała mu język, po czym odgarnęła włosy do tyłu, żeby cokolwiek widzieć. Miała smugi makijażu pod oczami.
— I tak wolę nie myśleć, jak wyglądam — odparła i klepnęła Lenny’ego w klatkę piersiową bez szczególnego powodu. — Bez spiny — rzuciła i pobiegła ciężko po piachu do Marg, żeby ta pomogła jej doprowadzić się do porządku.
Lenny odprowadził ją spojrzeniem, po czym mruknął do kochanka:
— Czy coś ze mną jest nie tak, czy tylko mi się wydaje?
— Wydaje ci się, a Katy jest, jak zauważyłeś… dość żywiołowa. Chociaż wiesz… serio, nie musisz się tak przy niej spinać.
— Spinać? — powtórzył Lenny. — Nie spinam się, Ryan. Już ci to chyba tłumaczyłem — jęknął, ruszając, kiedy zobaczył, że reszta też poszła dalej wzdłuż plaży.
Marg została z Kate, a Mike przeszedł do Rusha i Charliego. Przez to, że Grey wysychał na słońcu, nie tulili się specjalnie do siebie.
— Jedynie mówiąc, że nie jesteś pantoflarzem. — Ryan zaśmiał się i dostrzegł, jak Charlie ogląda się na niego, chyba żałując, że zostali w tyle.
— A to już dużo tłumaczy — mruknął Lenny i skinął na Charliego. — Tęskni za tobą to twoje kochanie.
Ryan uśmiechnął się.
— Zaraz go sobie przywłaszczę, jak tylko jego książę straci czujność — odpowiedział, po czym zerknął krótko na Lenny’ego i dodał nieprecyzyjnie: — Słyszał.
Lenny najpierw zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, o co chłopakowi chodzi. Potem go olśniło.
— No, nic na to nie byłem w stanie poradzić. Ale wątpię, żeby komuś powiedzieli. A na pewno Charlie. Dla pewności mogę nawet z nim porozmawiać… jeszcze raz. Rush też pewnie nic nie powie.
Ryan aż odetchnął i zwolnił trochę kroku.
— Rozmawiałeś z Charliem?
— Chwilę.
Ryan zaczerwienił się na myśl, że rzeczywiście Rush też musiał słyszeć. Wcześniej jakoś o tym nie pomyślał. Odwrócił wzrok. Patrzył na wodę i wysokie fale, starając się nie pokazywać po sobie skrępowania, chociaż już wiedział, że dzisiejszej nocy wolałby się pieprzyć gdzieś indziej.
Lenny spojrzał na niego czujnie. Trącił go łokciem w bok.
— Nic nie powiedzą. Nie ich sprawa — rzucił krzepiąco.
— Tak, liczę na roztropność Charliego, chociaż przyznam, że wolałbym, żeby nie wiedział. — Uśmiechnął się krzywo, a dosłownie chwilę później dopadł do niego chłopak, o którym rozmawiali.
— Co tam? Znowu z tyłu idziesz… cie — zmienił końcówkę szybko, rzucając krótkie spojrzenie Lenny’emu.
— Przylepiłeś się tak, kochanie, do księcia i swojej dawnej miłości, że nie chciałem ci przeszkadzać i wyrywać z takiego towarzystwa — odpowiedział Ryan, obejmując Charliego za szyję jak kumpla.
Lenny nie zrobił na to żadnej uwagi. Nawet w stosunku do poprzedniego wieczoru. Charlie za to wydął wargi i objął Ryana w pasie.
— Weź mi już Mike’a nie wypominaj. Teraz ten przystojny blondyn z przodu jest moją miłością.
— A Mikey jest wniebowzięty. Tylko nam pary dla biednej Katy brakuje, chociaż wyglądała na całkiem spełnioną, uciekając przed księciem.
— No… bo ty już też jesteś szczęśliwy? — wypalił Charlie, patrząc na Ryana czujnie.
— Szczególnie na plaży — wtrącił Lenny, wymownie spoglądając na młodego tatuażystę, żeby uciął temat. Nie chciał, by chłopak dalej drążył i jeszcze rzucał jakimiś sugestiami czy czymkolwiek w tym stylu. Mimo że chciał usłyszeć pozytywną odpowiedź na to pytanie. Jednak zmienił temat i wskazał Ryanowi budynek, który zaczął się wyłaniać spomiędzy palm. — Deski? A propos twojego „popluskania” się.
Ryan popatrzył w tamtą stronę i uśmiechnął się.
— Jestem za tym, żeby obrać to za cel. Kochanie, jak chcesz, to „popluskaj się” z nami.
— Nie… spoko, mi to nigdy nie szło. Ale daj się jeszcze kiedyś ukraść — prychnął Charlie, zerkając na Lenny’ego. Przy kumplu czuł się pewniej.
— Spokojnie, kochanie. — Ryan pocałował go w policzek i dopiero puścił.
Lenny przy tym nie mógł się powstrzymać, żeby nie parsknąć z rozbawieniem.
— Jak słodko. Ale radziłbym się lepiej kryć, bo ten twój wyśniony zaraz będzie tu zmierzał i szczekał groźnie, że Ryan cię dotyka — zauważył uprzejmie, kierując swoje słowa do Charliego, kiedy zobaczył, że Rush zerka w ich stronę, pochmurny jak niebo przed deszczem.
Charlie cofnął się od kumpla pod wpływem spojrzenia tego przeklętego mordercy.
— Spoko — mruknął i uśmiechnął się jeszcze do Ryana. Po tym szybko podążył do Rusha, który szedł u boku Mike’a.
Lenny odprowadził chłopaka spojrzeniem. Byli coraz bliżej wypożyczalni desek i innego sprzętu wodnego.
— Mogę mieć chociaż nadzieję na cień szansy, że kiedyś się polubicie? — zapytał Ryan, już mrużąc oczy i przyglądając się deskom wystawionym przed budynkiem. Było ich całkiem sporo, w różnych kolorach i rozmiarach, a z budynku co chwilę ktoś wychodził z jedną pod ręką.
— Ja go nawet lubię. Pomijając te momenty, kiedy unika mojego wzroku, udaje, że mnie nie widzi albo kiedy szepcze za moimi plecami, obgadując mnie z nadzieją, że nie słyszę. — Lenny uśmiechnął się uprzejmie do kochanka.
Ten westchnął i stanął przy deskach.
— Chyba będę musiał z nim o tym porozmawiać, ale coś mi mówi, że jego obraz ciebie jako strasznego mordercy, który ukradł mu kumpla, łatwo nie zniknie mu z głowy — odparł i przejechał dłonią po jednej z desek.
— Domyślam się i przeżyję. — Lenny obserwował go, nie pokazując po sobie zanadto, jak cieszy go widok tych charakterystycznych, radosnych iskierek w oczach Ryana. — Bierzemy jakąś i idziemy zaszaleć? — spytał. Sam mógł co najwyżej poobserwować Ryana.
Reszta towarzystwa zatrzymała się kawałek od nich.
— Ej, zostajecie czy idziecie dalej?! — krzyknęła Kate, widząc, że ci odłączyli się od wycieczki.
— Popływamy trochę, więc jeśli nie uciekniecie daleko, to was dogonimy, ale jak chcecie szaleć, to zobaczymy się już w domach! — odpowiedział Ryan i spojrzał na Lenny’ego. — Też weźmiesz jakąś?
Rush skinął na Charliego, żeby szli, a Mike krzyknął do nich:
— To zobaczymy się w domkach!
Kate pomachała im jeszcze. Dopiero kiedy odeszli kawałek, Lenny odpowiedział:
— Chyba raczej nie. Nie — mruknął, wiedząc, że Ryan pływał sporo. On poza jedną czy dwoma próbami nigdy nie miał z tym styczności. A i to wszystko było w czasach, kiedy jeszcze był bardzo młody.
— Hm? Próbowałeś kiedyś? — zapytał chłopak, zerkając na niego, kiedy oglądał wystawione deski i zastanawiał się, którą wybrać.
Lenny spiął się nieznacznie, ale w końcu i tak zaprzeczył ruchem głowy.
— Nigdy nie było okazji.
Ryan odwrócił się bardziej do niego z uśmiechem.
— Hm… to co byś powiedział, jakbyśmy zrobili sobie kilka… lekcji?
— A nie wolisz się trochę… wyżyć, skoro masz okazję, a nie będziesz bawił się w brodziku? — spytał Lenny z powątpiewaniem.
— Nie muszę się wyżyć, tylko dobrze bawić, Lenny. Brodzik też może być ciekawy. — Uśmiechnął się i postukał jedną z desek. — Ta jest piękna.
Lenny nie wydawał się specjalnie nakręcony na ten pomysł. Na tym wyjeździe i tak w swoim mniemaniu wystarczająco się „popisał”. Najpierw swoją słabą siłą charakteru w stosunku do dziewczyn, potem atakiem zazdrości, a teraz tym, że nie umie pływać na desce. I Ryan, zamiast się bawić, miał go niańczyć. Uważał to za dość żałosne.
— Nie jeste… — Urwał w pół słowa i nim skończył, Ryan nagle poczuł na swoim ramieniu czyjąś ciepłą, dużą dłoń.
— Hej! — Usłyszał tuż obok siebie. — Opatrzność mi chyba ciebie zsyła. — Zaśmiał się Nate, który pojawił się przy nich jakby spod ziemi, a tak naprawdę po prostu wyszedł z wypożyczalni i Lenny nie zdążył go wskazać kochankowi.
Ryan obejrzał się na niego i uniósł brwi. Nie spodziewał się ani nie przewidział tego, że znowu wpadnie na tego ciemnoskórego mężczyznę. Rzucił szybkie, krótkie spojrzenie Lenny’emu i uśmiechnął się do Nate’a.
— Hej. Widzę, że też ci deski po głowie chodzą.
— Noo, wiesz — zaśmiał się głośno — myślałem o tym. W końcu mówiłem ci, co nie? Na plaży. — Szturchnął go w ramię, najwyraźniej nie zważając, że stojący przed Ryanem Mulat wzrokiem wbija mu nóż między oczy. — I ten, nie odpisałeś.
— Wybacz, miałem coś na głowie, a potem dzięki różnym czynnikom padłem i zasnąłem. — Ryan uśmiechnął się nieco wymuszenie i wskazał na drugiego mężczyznę. — Nie znacie się. To jest Nate, a to Lenny. Przyjechaliśmy razem.
Nate wyszczerzył swoje białe zęby i wyciągnął rękę do Lenny’ego. Ścisnął mocno jego dłoń i potrząsnął energicznie.
— Siemka. Widziałem cię chyba wczoraj, co nie? Też jak kumpel — skinął na Ryana — pływasz na desce?
— Nie — odpowiedział Lenny oschle. — Pilnuję raczej, by się nie zgubił jego facetowi.
Ryan uśmiechnął się krzywo, widząc podejście Lenny’ego. Po wczorajszej kłótni nie spodziewał się, by mógł podchodzić do Nate’a pozytywnie.
Nate aż uniósł brwi.
— Och, czyli zajęty? — Roześmiał się głośno i objął Ryana ramieniem za szyję. Przyciągnął go do siebie. — Szkoda, że wcześniej nie wiedziałem. Wiesz… szkoda.
Ryan poklepał go po plecach.
— Rozumiem, że powinienem być bardziej precyzyjny. I tak, jestem zajęty, konkretnie przez Lenny’ego. — Uśmiechnął się do kochanka, mając nadzieję, że nie wybuchnie.
Z ust czarnoskórego mężczyzny od razu spłynął uśmiech. Zmierzył wzrokiem Lenny’ego, którego spojrzenie było nieprzyjemnie, a nawet wrogie.
— E… ten, wiesz. Spoko. — Zaśmiał się po chwili.
Lenny spojrzał na Ryana i nie przejmując się, jak to może wyglądać, trącił go w dłoń.
— Chodź lepiej wypożyczyć tę deskę.
Chłopak przytaknął i spojrzał na Nate’a.
— A ty, Nate, oddawałeś deskę już po wycieczce po falach czy wypożyczasz? — zapytał.
— Wypożyczam, właśnie brałem tę. — Wskazał i wziął biało-zieloną deskę.
— W takim razie pewnie spotkamy się na falach. — Ryan uśmiechnął się do niego i wyszperał w spodniach portfel. — Lenny, bierzesz w końcu jakąś, czy wolisz polenić się na słońcu?
Mulat spojrzał na kochanka wymownie.
— Nawet nie wiem, którą powinienem, jak już coś. I nie wiem, czy wolisz się popluskać, czy spotkać na falach — mruknął, nie mogąc się powstrzymać. Jak w przypadku Charliego był całkowicie spokojny, tak ten cały Nate wybitnie go irytował.
Nate w tym czasie wziął swoją deskę, poinformował o tym obsługę i pomachał Ryanowi.
— Do zobaczyska!
Ryan skinął mu głową i zwrócił się do swojego zazdrosnego faceta:
— Nie wkurwiaj się, Lenny. Mówiłem ci wczoraj, że z nim nie kręcę. —Wskazał na deski. — Wybiorę ci jakąś, jeśli pozwolisz.
— Pozwolę. — Lenny westchnął ciężko. — Kupię nam może jakieś kąpielówki — dodał jeszcze, wchodząc do wypożyczalni. Tam też, jak się okazało, można było w skrytkach zostawić rzeczy i się przebrać.
Ryan spojrzał za nim, ale nic już nie powiedział i zwrócił się do obsługi. Wybrał dwie deski odpowiednio dopasowane do nich. Jedna była z ognistym wzorkiem — tę wziął Ryan. Dla Lenny’ego była cała czarna, z białym zawijasem przebiegającym przez jej długość. Razem z nimi wszedł do wypożyczalni, żeby znaleźć mężczyznę i przebrać się w kąpielówki.
Jak się okazało, Lenny nie szalał z kosztami i kupił im kąpielówki raczej ze środkowej półki, a nie tej najwyższej. W domku, który wynajmowali, przecież mieli drugą parę. Przebrali się szybko, schowali rzeczy do skrytki na kluczyk zapinany na nadgarstku i już po chwili szli w stronę brzegu.
— Nadal uważam, że to będzie kolejna porażka tego wyjazdu — mruknął w pewnym momencie Lenny. Włosy już miał wysoko związane.
— Załapiesz szybko. To nie jest najtrudniejszy sport na świecie. I… wybacz moje obawy, ale mam nadzieję, że jakieś plusy jednak w tym wyjeździe widzisz. Nie chciałbym, żeby to, że wyciągnąłem cię na wyspę, skończyło się traumą. Miałem raczej nadzieję, że będzie ci się podobać.
— I podoba mi się. Tylko jak na razie chyba ani razu nie udało mi się tu przed tobą zabłysnąć, a prędzej ośmieszyć, więc ja tam nie wiem, kto będzie miał traumę. — Lenny prychnął z lekkim rozbawieniem w głosie, stając w końcu na mokrym piasku. — Od czego zaczynamy?
Ryan uśmiechnął się do siebie w duchu. Więc Lenny’emu zależało, żeby dobrze wypaść. To było przyjemne. Na razie jednak odsunął te rozmyślania na bok i skupił się na przedstawieniu swojemu facetowi podstaw surfingu.

21 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 100 – Tylko ten ślub mi trochę nie w smak

  1. Katka pisze:

    Yuu, a już się bałam, że coś Cię potrąciło! Miło widzieć po takim czasie znowu Twój nick :) I super, że dalej walczysz z FDTS. Zabijacz nocy, hehe, no cóż, sporo ma rozdziałów, nie ma się co dziwić, że pochłania czas. A co do Twojego pytania – zakończyłyśmy 1 część na 213 rozdziałach. Druga będzie za jakiś czas, więc na razie FDTS nie wychodzi :)

  2. Yuu. pisze:

    Witam! :)
    Przyszłam raczej się przywitać i powiedzieć, że jeszcze żyję :D
    W sumie to.. powróciłam do FDTS jakieś.. 3 dni temu? I zaczęłam czytać tak od 60 rozdziału, czy jakoś tak. Heh spać przez was nie mogę bo czytam, ale to raczej dobrze ^^
    Tak akurat 100 rozdział i pomyślałam, że wspomnę akurat na tej liczbie :)
    Chciałam się spytać czy jeszcze wychodzi, bo nie jestem nestety jedną z tych osób co śledzą strony na bieżąco ^^”
    Pozdrawiam serdecznie! :)

  3. yysen pisze:

    nhmm, ryan i lenny to moja ulubiona para, ale teraz chciałabym reverse. lenny musi jeszcze przyznać do kogo należy >*

  4. Katka pisze:

    Floo, „chyba fakt że bierze pod uwagę rozstanie z rodziną, mówi wystarczająco dożo o jego uczuciu do Jasona?” – jak najbardziej! Wszyscy wiemy, jak ważna dla Alexa jest rodzina, a raczej jej dobre zdanie o nim. A dla Jasona naprawdę byłby gotów wiele poświęcić :) A co do lekcji uczenia Lennego… Hehe, biedak już i tak, w swoim mniemaniu, porażkowo przebył ten wyjazd, a Ty jeszcze chcesz, by go dobić jego nieumiejętnościami pływania na desce! No wiesz?! XD A tak serio, to może jednak ma do tego smykałkę :)

  5. Floo pisze:

    Uuuuuu… Jason i Alex mają za sobą pierwszą prawdziwąkłutnie rodzinną :D
    Och mam nadzieję że Alex jednak coś wymyśli i…. chyba fakt że bierze pod uwagę rozstanie z rodziną, mówi wystarczająco dożo o jego uczuciu do Jasona? :)

    Och Lenny jest słoooodki kiedy jest taki zazdrosny ;] A jaki zły mrrrr
    Ryan pewnie się nie przyzna ale napewno mu się to chociaż trochę podoba, taka zazdrość. I nie mogę się doczekać tej nauki pływania na desce! Mam nadzieję że nie będziecie mendy i nam to dacie. Jeśli nie w opowiadaniu, to chociaż jako taki malusi dodatek. Jestem baaaardzo ciekawa jak Lenny dawał sobie radę ;]

  6. Katka pisze:

    Wadera, to PS.2 przeraża XD Z uwagi na fakt, że same nie wiemy, ile tak naprawdę jeszcze rozdziałów FDTS będzie. A co do Glee, zgadzam się w tym przypadku, też od Kurta wolę Blaine’a :D Ale, ale „Wreszcie zachowywali się jak rodzina, a nie jak szef i niesforny pracownik na starzu” – haha, oj, Alexa naprawdę ciężko rozluźnić, więc co się dziwić, że Rush tak się go momentami boi, ale jak widać – jak chcą, to potrafią :) Może jeszcze nie raz zaskoczą Was tym, że potrafią być dla siebie braćmi :) Co do Nate’a, to słusznie zauważone – koleś faktycznie jest dotykalski, Ryan to już w ogóle, więc potem takie konsekwencje wychodzą nieprzyjemne, jak się takich dwóch spotka, haha. I biedny Lenniaczek musi się denerwować. „Wogóle jesteście jak do tej pory jedynymi Autorkami które tak idealnie “doprawiają” rozdziały XD jeśli wiecie o co mi chodzi” – haha, tak, chyba wiemy, o co chodzi i bardzo nam z tego względu miło :DDD Dzięki, Wadera, mam nadzieję, że i Tobie mijają przyjemnie Święta :)

  7. Wadera pisze:

    Ha, nie ma to jak urlop :D
    Chłopaki rozluźnione, nawet Alex zaczyna się uspołeczniać ;) Narzeczona trochę popsuła sielankę, ale Jason przynajmniej zyskał pewność, że Alex nie zamierza mu do niej zwiać. (zauważyłyście, że oni teraz praktycznie wychodzą z łóżka tylko po to żeby zjeść XD
    Charli i Rush jak zwykle słodko gruchajace gołabki i wprost pokochałam dialog braci. Wreszcie zachowywali się jak rodzina, a nie jak szef i niesforny pracownik na starzu. To jak gadali o laptopie Alexa wręcz mnie rozczuliło, bo była to tak normalna rozmowa, że aż dziw brał, że to Alex w niej uczestniczy – bez tego swojego chłodu.
    Rayan i Lenny z rozdziału na rozdział podbijają moje serce. Są wręcz zaskakujący jak im zależy by wywrzeć na tym drugim dobre wrażenie (chociaż dziwi mnie, że Lenny sie do tego przyznał). Co do Nate’a to myśle, że nie bedzię problemu, po pierwsze dlatego, że wydaje mi się że on raczej do zajetych nie startuje i tak jak Rayan jest poprostu dotykalski, a po drugie nawet jakby miał startować to morderczy wzrok Lennego już mu te plany z głowy wybił.
    Ogólnie rozdział taki przyjemny sielankowy z nutką chilii żeby nie zanudzić czytelnikom i naprawdę bardzo mi się podoba :D Wogóle jesteście jak do tej pory jedynymi Autorkami które tak idealnie „doprawiają” rozdziały XD jeśli wiecie o co mi chodzi ;)
    P.S.: Oczywiście ja też życzę Wszystkim Wesołych Spokojnych Świąt.
    P.S.2: Gratuluję dobicia do setnego rozdziału FDTS i wierzę że następna setka bedzię równie ekscytująca co poprzednia :D
    P.S.3: Ja też uwielbiam Glee XD ale od Kurta wole Blake’a (Blane’a? nie mogę zapamietać tego imienia;)

  8. Katka pisze:

    Nela, „(w ogóle nie wyobrażam sobie jak mogło by go nie być)” – na przykład zła wiedźma Jeane uwięziłaby królową w najwyższej wieży i nie wypuszczała do końca jej dni… ale zawsze mógłby się znaleźć jakiś dzielny ry… tfu! Dzielny smok, który wydobyłby ją z więzienia XD Ok, a tak serio, hehe, o końcu jeszcze nie myślmy :) Do niego daleko!

  9. nela pisze:

    Ale nas rozpieszczacie Alexem i Jasonem. :D
    Jest słodko, cudownie więc niedługo pewnie będzie czas na trochę dramatów. Mam nadzieję, że jednak koniec końców Smok i Królowa będą mieli swój Happy End (w ogóle nie wyobrażam sobie jak mogło by go nie być).
    No i Nate się jednak pojawił! Ale na szczęście Lenny pokazał mu do kogo Rayan należy :d

  10. Shivunia pisze:

    Mocca, Shinu >> Hahaha jaką dyskusja o Glee wywołałam. taką mini ale zawsze. Kurt faktycznie jest cudny. I czekam też na tego jego faceta. Już maltretuje się kawałkami nawet z późniejszych epizodów. I jestem chyba na tak. Ale nie wiem czy chciała bym serie TYLKO o Kurcie. Reszta dodaje do tego tej żywiołowości. A Puck to faktycznie sex hihihi Czasami taki niemądry ale jak zaśpiewa to oooch. W ogóle jestem straszna, bo ryczę jak debilka przy połowie odcinków. Jestem zbyt muzyczno wrażliwa ;p

  11. Shinu pisze:

    Shiv – Puck to jest seks bomba moim zdaniem xDD Jest genialny xDD I poczekaj aż kurt sobie faceta znajdzie tez ciacho xDD
    I zgadzam się Rachel jest irytująca do bólu ;/

    I Charlie jest niemądry ale taki jego charakter, cóż, potrzebny jest taki żeby mieć się na kogo wkurzać czasami xDDD Trudno tez o to, żeby nagle wszyscy polubili Lennyego z jego przeszłością ;]

  12. Katka pisze:

    Elis, a moim ulubionym bohaterem w Glee jest niezaprzeczalnie Sam XD Ale, ale „On nie chce stracić Jasona.” – bardzo nie chce. Pytanie, co dla niego jest ważniejsze i czy faktycznie na samym końcu jednak nie stchórzy. Matko, w ogóle mam wrażenie, że teraz wszyscy scalają siły i łączą się, by wykonać misję „uratować Alexa” XD A najbardziej czytelnicy, haha. „Biedna mleczna czekoladka.” – biedna i słodka :D No, może dla Nate’a nie słodka, ale cóż XD

    Mocca, „ogar niesamowity” – pomyślałam o psie XD Haha, a scenka na plaży oczywiście musiała być :) No i sama jestem wstrząśnięta, jakim faktycznie tasiemcem nie stało się FDTS :)

  13. Mocca pisze:

    Tak mnie teraz naszło.
    Zadośćuczyniłyście tradycji tasiemcowatych anime.
    Bo cóż to za seria bez odcinka z cyklu „na plaży”. XD
    I Mocca, ogar niesamowity, zorientowała się, że pochłonęła setny rozdział nie kończąc 99. (Przeczytany do połowy, a reszta ogarnięta wzrokiem.

  14. Elis pisze:

    Kolejny rozdział po którym mam wieki uśmiech na twarzy.
    Mam nadzieję, że Alex coś wymyśli, najlepsza by była prawda, i nie ożeni się z wiedźmą. Ważne, że o tym myśli. I Jason dobrze robi pozwalając by jego chłopak sam szedł na przód. Jason może mu być wsparciem, nakierować go na dobrą drogę, ale Alex sam musi dorosnąć do swoich decyzji. Wie, że Jason go kocha i on jego też mimo że tego nie powiedział. Z wsparciem jego, brata i przyjaciół (w końcu się pewnie do nich przekona) da sobie radę. Przeszedł już długą drogę, to teraz kolejny etap, być może z trudem, ale przejdzie. Wierzę w niego. On nie chce stracić Jasona.
    Bardzo podobała mi się scena na werandzie. Szczególnie, kiedy się miziali i to, jak Jason obserwował kochanka, i te jego myśli o nim… :)
    „Teraz po mojemu.” Haha. Jakżeby inaczej. Specjalnie tak powiedział, żebyśmy ich nie podglądali. Sądzi, ze znudzimy się jedną pozycją. Nigdy. :)

    „I podoba mi się. Tylko jak na razie chyba ani razu nie udało mi się tu przed tobą zabłysnąć, a prędzej ośmieszyć, więc ja tam nie wiem, kto będzie miał traumę” Lenny, ty bestio. Biedaczek tak chce zabłysnąć w oczkach Ryana. :) Widać, że trzyma się w grupie w tyle. Biedna mleczna czekoladka. Nie jest mu łatwo, ale przekona się do całej grupy, a oni do nich. Woli bardziej trzymać się tylko Ryana. A Charlie mu nie ułatwia wejścia do grupy.
    A Nate wie do kogo należy Ryan i niech trzyma łapki z dala od niego. Jak coś to pomogę Lenniaczkowi, odgonić Natea, a zresztą Ryanowi można zaufać. :)
    I fajnie, że w przeciwieństwie do Rusha Lenny nie widzie w Charliem zagrożenia. To przyjaciel i tyle. Blondi może kiedyś też to zrozumie.

    Ciekawe co powiedziałby Alex na zabawę w wodzie Rusha z Katy.

    Shiv, Glee? Jejku kocham Glee, a zwłaszcza Kurta. cały serial mógłby być o nim. :)

  15. Shivunia pisze:

    Shinu >> 4 w nocy… cóż. Ja dziś nie spałam w nocy bo oglądałam Glee. A potem na 6 do kościoła. Potem wróciłam, kimnełam się chwilę i na 10 było śniadanie. yeey. A Alex… wszystko w swoim czasie, ale postaramy się abyście się jednak nie nudzili ;) Chociaż, końca świata nie obiecujemy hehehe. Tak samo nie możemy obiecać że Charliemu kiedyś przejdzie. Bo on taki już jest. Troszkę czasami niemądry, ale może jednak ma racje. Kto wie.
    A Glee hehehe. W piątek na noc zaczęłam. I dziś w nocy pierwszy sezon skończyłam. I na razie uwielbiam Kurta. Jest cudny. Jego ojciec fantastycznie mnie zaskoczył. Rachel jest irytująca, Finn jest nijaki ale mam też słabość do Pucka. Ma coś w sobie fajnego. I też Brittney uważam za słodką XD W ogóle jestem bardzo na tak!

    Yaoistka >> Za krótko. Może tak, ale może to też na zaostrzenie apetytu ;) „A najbardziej jestem zadowolona z tego, że nie musiałam długo czekać na 100 rozdział! ^^” dla nas najbardziej niesamowite jest to, że dotrwałyśmy do 100! „że jednak jest między nimi chemia” – bardzo się u nich to skupia na chemii. Fakt.

    everyman >> Nooo. Aż ciężko uwierzyć. Kolejny odcinek może powinnyśmy nazwać – Dalmatyńczyki hahaha „A Lenny’ego tak mi trochę żal, że się nie może wkupić w łaskę Charliego.” – pytanie tylko czy jemu jest tak bardzo żal. Chce aby Ryan się nie musiał za niego „wstydzić” ale czy mu tak zależy na tym by Charlie go „kochał”? Dyskusyjna kwestia. A Nata… też nie lubię, ale to ciii XD

    Ayame >> Spoko. Jak masz czas i chęci to pisz komentarze, bo to bardzo fajnie poznawać wasze zdanie, ale jak nie masz czasu czy padasz to odpocznij. Jakoś przeżyjemy XD Chyba.
    A Ta scena co napisałaś. Wyobraziłam ja sobie jak w spektaklu. Przez naoglądanie się serialu Glee, widziałam to nawet jak jakiś musical XD Cieeeeekawa wizja. ‚

    Mocca >> Spoko, o akcję się postaramy ;) Mimo wszystko nie chciałyśmy im robić dużo problemów na wyjeździe, na którym mają odpocząć. Ale kto wie, co się będzie chciało jak wrócą do szarej rzeczywistości. „A Ryan też nic przeciwko nie miał” – bo Ryan wie, że jakby miał, to by się mogło źle skończyć XD A chyba już mu za bardzo zależy, żeby dla głupiej, krótkiej znajomości narażać początkujący związek ;) Dzięki za combo i krótko: nawzajem XD Buźka ;*

    No i oczywiście dla wszystkich. Wszystkiego najlepszego z okazji świąt. I aby życzenia nie odnosiły się tylko do tych kilku dni, a także aby kalorie poszły w to co chcemy. Albo najlepiej aby w ogóle w nic nie szły jak nie muszą ;p
    Wesołego jojca!

  16. Mocca pisze:

    To na wstępie combo:
    Wszystkiego najlepszego z okazji świąt wielkanocnych, sturozdzialnicy(muaha! Słowotwórstwo rulez! Sturozdzialnicy nie ma nawet w zasobach wujcia Google.)
    oraz urodzin Jonghyuna(Wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać. Mój fiś na punkcie Koreańczyków nadal trwa.)
    Łaaa. Setny rozdział. Aż nie chce się wierzyć. To co, dziewczyny? Jeszcze co najmniej drugie sto nas czeka. prawda? ;D
    Czy to będzie bardzo złe, jeśli ponarzekam na sielankowość tego rozdziału?
    Nie zrozumcie mnie źle.
    Było ekstra. Miziający się JAlex, Lenny pokazujący Nate’owi gdzie jego miejsce, Katy(XD).
    But I NEED SOME ACTION!
    Sielanka dziwnie wypada w porównaniu z tymi nerwowymi rozdziałami z czasów coming outu Alexa i przyjazdu Jeane. ;) Ale to samo miałam jak po przeczytaniu dwóch rodziałów ATCL wzięłam się za NBTS. XD A tam sielanka była niemała. (Swego czasu znaczy się. *chlip*)
    O Jasonie i Alexie już po prostu nie wiem co pisać. Słowa mojego zacieszu na ich widok nie opiszą…
    Lenny, kochany… Bez spiny XD
    I pokazał Nate’owi kto tu rządzi. A Ryan też nic przeciwko nie miał~~
    Baja, zaiste baja!

  17. Ayame pisze:

    Na na, dotarłam w końcu z kawałkiem czasu w kieszeni. Jakże się cieszę z nowego rozdziału. Żeby nie było czytam wszystkie notki, tylko jestem tak wymęczona, że nie dość, że czytam z opóźnieniem to jeszcze umieram jak mam komentować, po prostu jestem zjechana po pracy.

    A’propos rozdziału. To jak najbardziej jestem zadowolona, czekam tylko na słodką sytuację, gdzie wszyscy przyjaciele Jasona staną po stronie Alexa i powiedzą mu, że na nich zawsze może liczyć etc etc później Alex się popłacze, rzuci mu w ramiona, powie rodzinie Sayounara! – no dobra nie róbmy dramatu xD Chciałabym, żeby po prostu pokazali mu, że są z nim i tak naprawdę wielkie pieniądze i sztuczna rodzina, nie jest mu do niczego potrzebna.

    Czekam na dalsze rozdziały :)

  18. everyman pisze:

    Ohoho, równa setka. :D pogratulować.
    Jak słyszę imię narzeczonej Alexa to mi skóra cierpnie. Mam nadzieję, że zerwanie zaręczyn się odbędzie i że będzie spektakularne.
    A Lenny’ego tak mi trochę żal, że się nie może wkupić w łaskę Charliego. Ale jest słodki jak stara się dla Ryana wypaść jak najlepiej. I weźcie stąd Nate’a, bo nie ręczę za siebie jak się zacznie dobierać do naszego kochanego gaduły.

    Wesołego jajka, dziołchy. ; *

  19. Yaoistka^^ pisze:

    A i zapomniałam ;P

    Wesołych Świąt!! Smacznego jaja i mokrych gaci w poniedziałek! ;P

  20. Yaoistka^^ pisze:

    Kocham to opowiadanie!! ^^ Lurde jak wczoraj leżałam już w łóżku to wymyślałam różne scenariusze do Alexa i Jasona, ale każdy zatrzymywał się w jednym punkcie i nie chciał iść dalej XD A najbardziej jestem zadowolona z tego, że nie musiałam długo czekać na 100 rozdział! ^^ Po prostu bosko, Lenny jest zazdrosny o Ryana, widać, że jednak jest między nimi chemia, ale jaka ? ;P Tylko troszkę zrzedła mi mina jak tak krótko Alex z Jay’em się miziali! :3 Charlie i Rush napisz coś z nimi pikantnego ;)Życzę weny i czekam na następny rozdział z podwójnie zapartym tchem, dodaje ten blog do moich ulubionych. ;)

  21. Shinu pisze:

    Matko, czwarta w nocy, ale nie, ja nie mogę iść spać, bo przecież jest nowe FDTS xDD
    Jason jest taki niesamowicie uroczy i słodki kiedy tak obserwuje swojego Alexa i mysli sobie jaki to on nie jest idealny ;D Aż brakuje mi tylko takiej części ze strony Alexa, ale wszystko w swoim czasie ;D
    I nawet nie mogę opisać tego jaka jestem szcześliwa, że Alex chociaz rozważa zerwanie zaręczyn i w ogóle oddalenie się od rodzinki. Zobaczymy jak to się potoczy dalej, ale mam nadzieję, że będzie niezła akcja i ogólny armagedon, a potem, oczywiście „żyli długo i szczęśliwie”(ale bez końca, nie chce żadnego końca dotyczącego FDTS, masie im zapewniać nowe „przygody” cały czas i na bieżąco xD)
    Lenny – nie izoluj się tak! Och, co ja bym dała, żeby on się jakoś tak bardziej na ludzi otworzył(albo raczej oni na niego) i żeby się tak słodko wbił do tej ich paczki, a nie, że nawet jak są na wspólnych wakacjach, to i tak się kreują dwa obozy „Ryan i Lenny” i „cała reszta”. I mógłby się w końcu Charlie ogarnąć, bo z tą swoją wielką urazą do Lenny’eg o byle morderstwo(xDD) to juz trochę przesadza. Inni jakoś nie mają z tym specjalnych problemów, ale nie, bo Charlie nagle znalazł w sobie instynkty macierzyńskie i sie martwi i Ryana jak jeszcze nigdy, ale fakt, że ten spędził w towarzystwie gorszych przestepców 4 lata, a on nawet go nie odwiedził(bo przecież Ryan raz mu powiedział, że nie chce -.-) to jest już inna sprawa. Mam deski z tym chłopakiem. Coraz bardziej mnie irytuje.
    I w ogóle jakoś tak utożsamiam sie z Katy ostatnio xDD Taka słodka idiotka, która mimo swojego wieku zachowuje się jak pięciolatka ;D Ogólnie to jest strasznie pozytywną postacią, dopóki nie zaczyna się wciskać tam, gdzie jest niepotrzebna.
    Och, i był też Nate. I został zgaszony *diabelski uśmieszek*. Brawo Lenny, tak trzymać xD

    A tak po za tym, laski, wesołego jajka(tudzież jajek, if you know what i mean xD) :***

    I Shiv, prawda, że Glee to wspaniały serial, który swoją słodką głupotą tylko przyciąga? xD Chyba nie muszę zgadywać, że też najbardziej lubisz Kurta? xDD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s