Never Be The Same – 50 – Zaliczki, przelewy i transakcje

„There”s a way to find better days I know
It’s been a long, hard ride
Got a ways to go but this is still the place that we all call home.”*

Lucy, stojąc w progu salonu z założonymi pod swoim bujnym biustem rękami, patrzyła, jak jej kuzyn ubiera swoje ciężkie buciory.
— Kurtkę weź — rzuciła.
— Wiem — odmruknął Shane, kucając i wiążąc sznurówki. Nie mógł się doczekać, kiedy zobaczą dom. David już wiele oglądał i wybrał ze wszystkich ofert trzy, które go zainteresowały. Teraz wreszcie umówili się z właścicielami jednego z nich. Tego, który mężczyźnie podobał się najbardziej. Pozostała więc jeszcze tylko decyzja Shane’a. Właśnie mieli pojechać, obejrzeć wspólnie dom i zdecydować czy biorą, czy nie. David co prawda pokazywał mu zdjęcia w internecie, ale chłopak i tak był strasznie ciekaw, jak to wygląda na żywo. Oczywiście też David mówił mu, że sam nie ma zamiaru podejmować decyzji, skoro to ma być ich wspólne mieszkanie, mimo że sam był już przekonany do tego właśnie domu. Chciał, aby chłopak zobaczył i go poparł. A najwyżej były jeszcze dwa w rezerwie.
— No dobra, mam nadzieję, że się nie rozpada — rzucił Shane, wstając i zarzucając kurtkę na swoją bluzę z kapturem. Zapiął ją i wyszczerzył się do kuzynki. — To idę, bo David czeka na dole.
— Jasne, spoczko sprawa — odparła dziewczyna, opierając się ramieniem o ścianę. Aż trudno jej było w tym wszystkim uwierzyć, że David i jej kuzyn faktycznie mogą się wyprowadzić. Było jej z tego powodu trochę smutno, ale z drugiej strony cieszyła się ich szczęściem. No i miała szanse na swoje mieszkanie.
— No, to nara — dodał jeszcze chłopak, nim wyszedł i dosłownie zbiegł po schodach na dół, robiąc przy tym masę hałasu. Ktoś z góry nawet wydarł się na niego, że ma nie biegać niczym stado słoni, ale Shane zignorował sąsiada i szybko wyszedł z budynku. Od razu poszukał wzrokiem kochanka albo jego samochodu. Było dość ponuro i mgliście, ale na szczęście nie przekładało się to zupełnie na jego nastrój.
Niedaleko od bloku zobaczył zarówno samochód, jak i kochanka. David stał oparty o swoje auto i czekał na chłopaka. Shane podszedł do niego szybko i uśmiechnął się.
— No jestem, jedziemy?
— Tak. — Odpowiedział równie szerokim uśmiechem. Słychać było w jego głosie, że się ekscytuje. — Jestem strasznie ciekaw, co powiesz. Wsiadaj.
— No a ja jak to wygląda — odparł od razu chłopak i wsiadł do samochodu. Zapiął pasy i poczekał, aż David zajmie miejsce kierowcy, nim dodał: — Jak mi pokazywałeś lokalizację, to się skapnąłem, że bym miał nawet bliżej do roboty.
— Wiem. Nieźle, co? Dodatkowo jest niezłe połączenie z centrum, więc nie trzeba będzie wszędzie samochodem jeździć, jak będziemy chcieli gdzieś pójść się napić. No i jest miejsce parkingowe.
— Zajebiście! — Ucieszył się Shane. Był też pozytywnie nastawiony dlatego, że kiedy spojrzał, ile właściciele chcą zaliczki, okazało się, że plus minus tyle ma uzbierane. Będzie mógł więc jakoś zaimponować Davidowi i samemu zapłacić.
Mężczyzna skinął jeszcze głową, popierając to dość specyficzne podsumowanie. Prawdę mówiąc trochę się denerwował, ale nie chciał za bardzo tego po sobie pokazywać. Był zbyt ciekawy, co powie kochanek.
Po kilkudziesięciu minutach dojechali na podany w ogłoszeniu adres. Shane dawno nie był w tej dzielnicy miasta, ale cieszył się, że stąd jest blisko nie tylko do jego pracy, ale i bliżej nad jezioro. Chociaż wychodziło na to, że do swojego starego mieszkania, a tym samym do Lucy, będzie miał dość daleko.
Wysiedli ze srebrnego Mercedesa, a Shane od razu poszukał wzrokiem budynku ze zdjęcia. David wskazał mu bliźniaka stojącego naprzeciwko ulicy, przy której stali. Nie był największy, ale między wejściami do poszczególnych części znajdował się uroczy, biały płotek.
— Jeśli się zdecydujemy, to sąsiadami będą sprzedający — David wytłumaczył na wstępie, zamykając samochód i podziwiając domek z poddaszem użytkowym i małym tarasem. Z zewnątrz wyglądał na bardzo zadbany.
Shane zlustrował cały budynek z zafascynowaniem. Może normalnie, przejeżdżając obok, nie byłby nim tak zachwycony, ale myśl, że mogliby tu zamieszkać, sprawiała, że dom nabierał dla niego większego piękna.
— Wygląda dobrze. To co, idziemy się zameldować, że jesteśmy? — zapytał, obchodząc samochód i zrównując się z Davidem, który od razu przytaknął.
— Powinni ci przypaść do gustu. Miła para. No i jak pytałem czy nie będzie im przeszkadzała głośna muzyka, to dziewczyna odparła, że dopóki ich psu nie będzie, to im też nie. Bo mają Goldena — dodał, od razu idąc w stronę domku.
Shane zaśmiał się i poklepał Davida po ramieniu.
— Myślisz o wszystkim.
— Staram się — odparł z uśmiechem, kiedy już stanęli na tarasie mieszkania sprzedających. Zapukał. — No i już taka natura.
— A wiedzą, że jesteśmy parą homo? — zapytał szybko Shane, spoglądając to na drzwi, to na Davida. Ten zdążył skinąć głową, nim drzwi się otworzyły i stanęła przed nimi dwójka młodych ludzi. Na pewno młodszych od Davida.
— Och, pan David. A jednak. — Uśmiechnął się do mężczyzny młody chłopak i podał mu rękę. Był wysoki i szczupły. Miał na sobie skejtowskie spodnie i kolorową podkoszulkę, która nieco na nim wisiała. Głowę miał ostrzyżoną dość krótko, ale z tyłu wisiało zostawionych kilka dredów. W jego uszach widniały tunele. Małe, ale zawsze. Do tego drobna, kozia bródka. Dziewczyna stojąca obok wyglądała za to trochę jak dziecię kwiatów. Ubrana była w długą spódnicę i podkoszulkę na szczupłych ramionach. Miała bardzo małe piersi i nie nosiła stanika, przez co jej sutki odrobinę się odznaczały. Była popielatą blondynką o jasnozielonych oczach.
Shane rozchylił lekko oczy, lustrując każdego z osobna. Nie spodziewał się takiego sąsiedztwa. I musiał przyznać, że wolał takie niż jakieś spokojne, staroświeckie małżeństwo. A już tym bardziej niż patologiczne rodziny w swoim aktualnym bloku.
— I Shane Jarvis, siema — przedstawił się, wyciągając do nich rękę na powitanie.
Oboje podali mu dłonie, a Shane zobaczył, jak nagle pomiędzy nogami chłopaka pokazuje się psia głowa. Pies szczeknął krótko na powitanie, starając się przepchnąć i wyjść z mieszkania. David schylił się i pogłaskał zwierzę po głowie.
— Siema, Samson.
— Mam nadzieję, że lubisz zwierzęta. — Zaśmiała się cichutko blondynka, która przedstawiła się jako Lisa Flow.
— Jasne, psy w ogóle są zajebiste. Te duże znaczy, małe krzykacze są wkurwiające — odparł chłopak, przyglądając się Goldenowi, który wysilił się jeszcze raz, aby wyrwać się spomiędzy nóg Gordona, ale chłopak zablokował mu głowę kolanami i zaśmiał się, czochrając psa za uszami.
— Racja, racja. Duże są lepsze, tym bardziej jak ma się dom. I właśnie, jeśli już o domu mowa, pewnie chcecie go razem zobaczyć? — Spojrzał to po jednym, to po drugim.
— No, bardzo — podchwycił Shane, który już nie mógł się doczekać.
Lisa uśmiechnęła się do niego przelotnie i wsunęła na nogi jakieś sandały, które stały w niewielkim przedpokoju.
— Już otwieram — powiedziała i sięgnęła jeszcze po kluczyk zawieszony na wbitych w ścianę kołeczkach.
David odsunął się, by ją przepuścić, a Gordon wepchnął psa do mieszkania, bo ten aż za bardzo chciał z nimi iść. Zamknąwszy jeszcze za sobą drzwi, całą czwórką ruszyli do drugiej części bliźniaka.
Gdy weszli do środka, powitały ich puste wnętrza bardzo zadbanego domu. Z niedużego przedpokoju wchodziło się bezpośrednio do salonu, który był wielkości trzech saloników w aktualnym mieszkaniu Shane’a, co tego momentalnie wcięło. Taka przestrzeń była dla niego naprawdę duża. Do tego salon otwarty był na kuchnię, która była najwyraźniej jedynym umeblowanym pomieszczeniem. Miała jasne meble, nieuszkodzone blaty i wszystkie potrzebne sprzęty, w tym lodówka, piekarnik i zmywarka. Kafelki na podłodze były w kolorze kawy z mlekiem, a część szafek przeszklona.
Shane odetchnął, wracając do salonu i przyglądając się jego wnętrzu. Walczył ze sobą, by nie wbiec od razu dalej i sprawdzić resztę domu.
— Wow, jest nawet kominek — rzucił oszołomiony, stając przed nim na jasnym parkiecie.
— Mhm. Działający. — Uśmiechnął się Gordon, jakby był z tego niezwykle dumny. Mogło się to wiązać z tym, że sam musiał go czyścić albo że uważał go za najważniejszy element tworzący domową atmosferę miejsca.
— Chodź zobaczyć resztę. — Szturchnął Shane’a David, idąc w głąb mieszkania. Był strasznie ciekawy, co chłopak powie, ale na razie był zadowolony z jego reakcji. Zdecydowanie dobrze wróżyły.
Shane potaknął chętnie i podążył za mężczyzną. Najpierw zwiedzili pozostałe pomieszczenia na parterze, którymi była nieduża łazienka i spiżarnia, nim wyszli po krętych schodkach na poddasze. Tam zastali dwa pokoje, które mogły pełnić role sypialni oraz większą łazienkę.
— Ja pierdolę, jest… kurwa, David. I byś miał swój gabinet — wydusił chłopak, odwracając się do kochanka, kiedy przejechał dłonią po ścianach w mniejszym z pokoi, do którego wrócili po zwiedzeniu reszty. Pokój miał dwa okna dachowe i uroczą, drewnianą kolumienkę, która łączyła się z również lakierowanymi belkami na suficie.
Mężczyzna skinął głową, stojąc w progu pomieszczenia, by pozwolić kochankowi spokojnie się rozejrzeć. Młode małżeństwo czekało na dole, aby mogli się dobrze przyjrzeć, porozmawiać i zdecydować.
— I co myślisz?
— Jest… no genialny — odparł Shane, podchodząc do Davida i łapiąc go w pasie. — Taki rodzinny, a sąsiedzi też luz. I, kurwa, duży jak na taką cenę.
David objął kochanka, wychylił się i cmoknął go w usta.
— Bo ci nasi sąsiedzi dość… wybredni są. Jak gadałem z nimi później, jak pytałem czy nie przeszkadza im, że jesteśmy razem, to sami mówili, że nie chcą jakichś konserwatystów czy nie wiadomo kogo, co się będzie czepiał ich sposobu życia jako sąsiadów. No i przez to też o mało w ogóle z nimi nie pogadałem, bo byłem „sztywniakiem” — Zaśmiał się, głaszcząc chłopaka po bokach kciukami.
Shane zarechotał na to.
— Ale nie jesteś zwykłym sztywniakiem — odparł pewnie i pochylił się bardziej, by spojrzeć mu z bliska w oczy. — Chcę go, David.
Mężczyzna uśmiechnął się zadowolony z takiej odpowiedzi.
— Jesteś pewien? — spytał jeszcze dla pewności.
— No, nie wiem co może być lepsze niż to. I kuchnia jest cała, więc mniej roboty. Weźmy go, jest genialny.
David aż przygryzł dolną wargę, starając się nie okazywać zbyt wielkiej radości.
— Okej, to schodzimy na dół przekazać im, że mają nowych sąsiadów.
— Ta jest! — Uśmiechnął się Shane i jeszcze raz pocałował Davida, nim puścił go, by zejść na dół po schodkach. Te nawet nie skrzypiały pod jego ciężkimi buciorami.
Zapowiadało się na to, że będą mieli naprawdę swój mały domek z białym płotkiem i psem. No na razie nie ich a sąsiadów, ale i tak będzie pies w pobliżu. Czy mogło być lepiej?

*

Lucy postawiła na biurku Shane’a pudełko z ciastkami owsianymi w czekoladzie. Wzięła sobie cztery i usiadła z nimi na łóżku, kiedy jej kuzyn zasiadł przed biurkiem. I tak pokój był taki mały, że wystarczyło, by wyciągnęła rękę, nie wstając z łóżka, a mogła sięgnąć do biurka.
— No i mówię ci, że jest ogromny — powiedział Shane podnieconym głosem, włączając laptopa, po czym sięgnął po ciastko. — Ma poddasze i na nim dwa pokoje. I jest kominek.
— No pogratulować. Muszę zobaczyć, kurka — wyburczała Lucy z pełnymi ustami i wrzasnęła w głąb domu. — David, ciastka ci wszystkie zjemy, chodźże!
— Idę, idę! — odkrzyknął mężczyzna i już po chwili wszedł do pokoju z dużą latte. Od razu podszedł do biurka po ciastka, po czym usiadł obok dziewczyny. Przebrany był w dresowe spodnie i jakąś koszulkę Shane’a. Wyglądało to dość zabawnie, bo Lucy również miała na sobie bluzkę kuzyna. Ten już przestał komentować, że zabierają mu jego ubrania. W jakiś sposób go to budowało. Chociaż może fakt, że ci uważali jego ciuchy za typowe „po domu” nieco go gasił. On wszędzie tak chodził.
— No i wszystko jest wyremontowane, tylko trzeba pomalować jak się chce i umeblować, nie David? — dodał Shane z pełnymi ustami i włączył internet, po czym sięgnął do leżącej na biurku kartki z danymi, na które mieli przelać zaliczkę.
— Mhm. Będzie raczej mało roboty. Chyba że coś z rurami wyskoczy, ale był specjalista, aby sprawdzić stan techniczny domu i nic nie widział. Kilka tam tylko drobiazgów, ale to w każdym — odparł David, po czym dojadł ciastko i wstał, aby pomóc kochankowi zrobić przelew. Zmarszczył brwi, widząc, że ten wchodzi na swoje konto. — Co robisz?
— No przelew — rzucił Shane, przechodząc do odpowiedniej strony i podał Davidowi kartkę z lekkim uśmiechem. — Możesz mi dyktować dane.
— Ale czemu to robisz od siebie…?
— Bo ja płacę zaliczkę — Shane powiedział pewnie. W duchu był dumny z siebie, że może to zrobić.
— Czemu? Miało być przecież po połowie — burknął David, prostując się. — I w ogóle, to trochę za dużo, nie uważasz?
— No… ale zaliczkę chyba, kurwa, mogę… na resztę nie mam jeszcze. — Shane stracił nieco animuszu i podrapał się nerwowo po krótkiej szczecince. — To za resztę możesz zapłacić ty, a potem się jeszcze jakoś… no zrównamy.
David nie wyglądał na przekonanego. Tym bardziej, że zaskoczyła go ilość oszczędności, jaką kochanek miał na koncie.
— Trochę inaczej się umawialiśmy. A do tego będziesz potem coś jeszcze miał? To sporo pieniędzy. — Założył ręce na klatce piersiowej.
Lucy obserwowała ich w trakcie rozmowy, milcząc i wyjadając im niemal wszystkie ciastka. Co miała sobie żałować? Uprzedzała, że znikną.
Shane tymczasem spojrzał poważniej na mężczyznę.
— No co za różnica? Na zaliczkę mam. Mówiłem, że chcę się dołożyć — mruknął.
— Taka różnica, że nie chcę, abyś robił coś głupiego i na siłę. A widzę, że coś znowu sobie zaplanowałeś z kosmosu i dążysz do tego, aby co…? — westchnął David, patrząc na chłopaka z góry.
— David, kurwa… — zaczął Shane, okręcając się na fotelu w jego stronę. I mimo swojej postury czuł się śmiesznie mały przy stojącym mężczyźnie. — Nie chcę, żebyś sam nam dom kupował, ja pierdolę… To uzbierałem na część…
— Uzbierałeś? — spytał David, nie spuszczając z tonu. Chciał wiedzieć. Tym bardziej, że wiedział, że Shane coś ostatnio często mu kręcił. Teraz to zaczynało się ze sobą łączyć. Przynajmniej w jego mniemaniu. Chciał więc wiedzieć czy dobrze podejrzewał i czy powinien być zły.
— No tak, kurwa.
— Dawałeś dupy za kasę? — Wyszczerzyła się Lucy, a Shane spojrzał na nią wilkiem.
— Głupia jesteś. No pracowałem trochę więcej, ja pierdolę… I takie tam… — Nie chciał wnikać w szczegóły. Cała kasa, jaką miał na koncie, pochodziła albo z nadgodzin, które brał, albo z pieniędzy, które wysyłała mu co miesiąc matka, albo ze sprzedanej drogo płyty.
— Takich tam? — drążył dalej David. — Jeśli twoja mama ci dosyłała jakieś pieniądze ekstra, to wiesz o tym, że trzeba będzie się jej odwdzięczyć?
— Nie podsyła mi ekstra — burknął Shane. — Tyle co zwykle. Reszta jest moja — dodał z naciskiem. Chciał, żeby David wiedział, że sam na to zapracował i nie musiał od nikogo pożyczać.
David westchnął w końcu ciężko i wyciągnął dłoń do chłopaka. Pogłaskał go po głowie.
— Czyli przez ten swój szalony pomysł, aby mieć większy wkład w mieszkanie, brałeś tyle nadgodzin? Zapracujesz mi się, biedaku.
— Nie tylko z nadgodzin. Oni tak chujowo płacą w mojej robocie, że bym musiał na to chyba dwadzieścia cztery na siedem robić — prychnął Shane i widząc, że mężczyzna nieco zmiękł, dodał wreszcie: — No opyliłem w sumie wysoko taką… płytę jedną.
David zaciekawił się wyraźnie.
— Sprzedałeś płytę? Jaką?
— Tą Floydów… Wiesz, co ci ją pokazywałem, jak jeszcze w szkole byliśmy. Tą z autografami — odparł Shane nieco bardziej posępnie, chociaż nie żałował.
Mężczyzna stojący przed nim od razu zrobił większe oczy.
— Co? Sprzedałeś tą płytę? Ale… przecież… — Aż go zatkało i zrobiło mu się jej strasznie szkoda. Nie by takim chomikiem jak Shane, ale widział wartość takich rzeczy.
Obserwująca ich w tym czasie Lucy, która najpierw gapiła się na nich w szoku, teraz wybuchnęła:
— Że coś zrobił, ćwoku głupi?!
Shane spojrzał na nią koso, a potem na Davida.
— No ten koleś co tu był, co pytałeś, kto to. To on właśnie kupił. I wiesz, kurwa, jak wysoko poszła? No opłacało się — mruknął, mimo że sentyment do tej płyty niemal odmalował mu się w oczach.
— Opłacało? — pisnęła Lucy, która zupełnie zapomniała w tej chwili o ciastku, którym żywo gestykulowała.
David, za to starał się zachować jako taką powagę i spokój, jednak było mu dość szkoda tego, że kochanek sprzedał tak unikalną rzecz.
— Uch… wiesz, ja rozumiem twoje poświecenie… — zawiesił się, nie wiedząc, co powiedzieć. Szkoda było mu płyty, ale z drugiej strony nie chciał mówić, że Shane głupio zrobił. Zraniłoby go to bardzo. No i do tego trochę mu to imponowało, że dla niego, dla wspólnego domu sprzedał coś takiego.
— Ale…? — Shane zupełnie ignorując szok kuzynki, spojrzał na Davida w górę.
— No nie trzeba było? — spytał, krzywiąc się lekko w dość śmieszny sposób. Widać było, że jest zaniepokojony reakcją kochanka na jego słowa.
— Trzeba — odparł twardo Shane. — Chcę mieć wkład, mówiłem ci… Więc podawaj lepiej te dane, a nie będziemy, kurwa, ubolewać nad kawałkiem aluminium czy z czego oni te płyty robią. — Oczywiście dla niego to nie był tylko kawałek aluminium, a raczej coś na miarę skarbu, ale już się tego skarbu pozbył, więc nie chciał rozpaczać po fakcie.
— Z poliwęglanu — poprawił go David. — Z aluminium jest tylko ta odbijająca część — mówiąc to, miał dość pusty, nieobecny głos. Był w szczerym szoku. Trochę zły, ale głównie zaskoczony, że Shane dla nich zrezygnował z takiego unikatu.
Shane odetchnął pod nosem, czując, jak pod wzrokiem Lucy i Davida sam zaczyna mieć wątpliwości co do swojego czynu. Dlatego im nie mówił. Nie chciał żałować.
Wyrwał z dłoni Davida kartkę i sam zaczął przepisywać dane w odpowiednie rubryczki. Mężczyzna jeszcze chwilę na niego patrzył zszokowany, po czym jednak pochylił się nad kochankiem, zarzucając mu ramię na barki.
— Daj, podyktuję ci. — Cmoknął go w ucho i odsunął kartkę, tak aby chłopakowi było wygodniej pisać. Zaczął mu podawać dane do przelewu. Dużego. Dlatego jeszcze na pewno będzie wskazane dodatkowe potwierdzenie.
Shane przytaknął z westchnieniem i przepisał wszystko, a kiedy pieniądze powędrowały na konto sprzedających, to chłopaka zostało uszczuplone niemal do zera.
— Zrobione — rzucił Shane i przekręcił głowę, żeby pocałować Davida, który wyciągnął się do niego i cmoknął go w usta.
— Zadowolony, uparty ty?
— Taa… A co do autografów, to… jak się zgodzisz, to będziemy mogli zdobyć więcej niż tylko jednego zespołu — dodał z uśmiechem.
Nawet Lucy, która siedziała nadal na jego łóżku, spojrzała po niego zaciekawiona.
— Tak? A jest jeszcze coś, o czym nie wiem? — zapytał David.
— Ta, ale to cię ucieszyć powinno. Patrz. — Shane szybko spojrzał znowu na ekran swojego laptopa i zaczął coś klikać.
— Ej, ja też chcę widzieć! — pisnęła Lucy.
— Ty nie jedziesz.
— Ale chcę widzieć! Morda, kuzynie! — fuknęła.
Shane tylko wywrócił oczami i pokazał im oficjalną stronę jakiejś grupy organizującej koncerty w Saint Paul. Wszedł w ogłoszenia i pokazał im datę trzynastego listopada. Pod nią widniał wpis, który dotyczył wielkiego koncertu charytatywnego na rzecz ofiar jakiejś katastrofy żywiołowej w Ameryce Południowej. Występować miało ponad piętnaście zespołów i solistów, wśród których David zobaczył swoich i Shane’a ulubieńców. Gwizdnął z uznaniem. Nie był ostatnio w ogóle w temacie przez to wszystko, ale taki wspólny wyjazd na koncert był naprawdę bardzo, bardzo kuszący.
— No dobra, ale ile? Bo się napalę, a okaże się, że nie mamy za co jechać.
— Nie tak dużo, siedemdziesiąt dolców za bilet — odparł od razu Shane. Był strasznie nakręcony na ten koncert. Czekał z oznajmieniem tego Davidowi do załatwienia sprawy z mieszkaniem. Nie wiedział czy zdążą się zadomowić do czasu koncertu, a był pewien, że nie wyjadą, kiedy wciąż będą szukać mieszkania bądź go remontować. Ale do trzynastego listopada na pewno zdążą już zamieszkać w nowym domu.
— To nawet dałoby się… — zastanawiał się David głośno. Bardzo, nawet trochę za bardzo ekscytowała go myśl, aby pojechać ze swoim chłopakiem na koncert. Starał się jednak zachować pozę umiarkowanego zadowolenia.
— Mamy jeszcze dwa tygodnie na zamówienie biletów, więc spoko. Ale byłoby zajebiście, co? Nie byliśmy jeszcze na żadnym koncercie razem… od szkoły.
David potaknął, patrząc nadal w ekran komputera i przesuwając wzrokiem po wszystkich nazwiskach występujących. Niemal sama śmietanka rockowa.
Nagle cmoknął kochana tuż przy uchu.
— Tak, ale ja płacę. I nie ma jęczenia. To za karę, że mi nie powiedziałeś o tych dodatkowych godzinach i płycie — skarcił kochanka i machnął dłonią. — Zamawiaj. — Nie chciał, aby im bilety uciekły sprzed nosa.
Chłopak zaśmiał się na to i szybko przeszedł w zakładkę, gdzie mógł dokonać zamówienia. Lucy w tym czasie jęknęła z żalem.
— Jak wam dobrze. Idę, kurza twarz, szukać roboty, to też sobie będę jeździć — mruknęła, porwała paczkę z resztkami ciastek i wyszła z pokoju Shane’a. Od kilku dni szukała pracy z taką zawziętością jak wcześniej Shane i David mieszkania. Na razie miała umówione dwie rozmowy na przyszły tydzień, a jeszcze chciała wysłać kilka cv.
Kiedy drzwi się za nią zamknęły, Shane i David skończyli transakcję zamawiania biletów. Tym razem pieniądze faktycznie poszły z konta Davida.
Chłopak znowu okręcił się na fotelu w stronę kochanka i posadził go sobie stanowczo na kolanach.
— Kurwa, ten rok był szalony i chujowy momentami, ale końcówka zapowiada się zajebiście — rzucił, patrząc w oczy Davida, a ten objął go za kark.
— Mhm, będzie bardzo miło. Już nawet myślę o pierwszej nocy w nowym domu.
Shane od razu wciągnął głębiej powietrze i przycisnął go mocniej do siebie.
— I jak ją widzisz? — zamruczał nisko, po czym ugryzł go lekko w brodę.
— Nieprzespaną — odparł David ze śmiechem.
— To podobnie jak ja. — Uśmiechnął się Shane, gładząc go po plecach swoimi dużymi dłońmi. — I na takim dużym łóżku będę miał więcej przestrzeni, żeby się z tobą zabawić.
— Ale i tak będziesz mnie przygniatał. Wiem to — odparł mężczyzna, głaszcząc kochanka po szyi i potylicy.
— Nie przeszkadza ci to. Tego właśnie ci było trzeba. Faceta.
David uniósł brwi do góry, udając zaciekawienie i zdziwienie.
— Faceta? A nie chłopca? Młody? — Zaśmiał się wrednie.
— Nie, faceta — odparł pewnie Shane i klepnął go w tyłek mocno. — Lubisz czasem być na mojej łasce.
David aż sapnął krótko i spojrzał jasnymi oczami na kochanka. Jego twarz powoli nabierała kolorów, a dołeczki w policzkach były dobrze widoczne.
— Łasce mówisz?
— Taa… przywiążę ci krawatem ręce do łóżka — powiedział chłopak, całując go po szyi. Trzymał Davida na tyle blisko siebie, że ten czuł jego mocno zbudowaną klatkę piersiową na swojej.
— Znowu krawat? Tym razem jako sznur, a nie opaska na oczy? — mężczyzna zamruczał nisko, po czym chwycił kochanka mocniej za głowę i przyciągnął sobie jego usta do gwałtownego pocałunku.
Shane od razu przejął kontrolę nad pocałunkiem. Ten mężczyzna potrafił nakręcić go w wyjątkowo krótkim czasie. Z nikim nigdy wcześniej tak nie miał. Jeśli nie liczyć również nastoletniego Davida jako „wcześniej”. Chociaż teraz taki David bardziej mu się podobał, ale mogła to być kwestia wieku i doświadczenia. Ale jak wcześniej był pewien, że to ten mężczyzna jest mu pisany, tak teraz też to wiedział. Nie mogło być inaczej.
David w tym czasie z chęcią poddawał się jego dłoniom. Po tym ich fatalnym powrocie do siebie nigdy nie przypuszczał, że znowu będzie uważał Shane’a za najbardziej nieszkodliwą osobę na świecie. Ufał mu i chciał być z nim.
— Uwielbiam cię, ty mój wielki psie — zamruczał z ustami tuż przy ustach kochanka. Pogładził go przy tym po głowie czule.
Chłopak od razu uśmiechnął się na jego słowa i popatrzył na niego oczami, które były jedynym łagodnym aspektem jego wyglądu. Szczere i było w nich widać wszystko. A teraz było to pełne oddanie, troska i dużo ciepła.
— Mmm… i tak właśnie ma być.

 * Dierks Bentley – Home

15 thoughts on “Never Be The Same – 50 – Zaliczki, przelewy i transakcje

  1. Shivunia pisze:

    Gordon >> Tia, teraz naprawdę czujemy się zobowiązane aby ta akcja przed kominkiem była :) „i jeszcze w czworke beda jarac jakas trawe wieczorami” a kto wie? W końcu czemu szanowni sąsiedzi tak bardzo chcieli mieć wyluzowanych nowych domowników za ścianą? Wszystko jest możliwe. Chociaż nie wiem czy David zgodziłby się na suczkę XD Małe szczeniaki to jednak duuużo roboty. I masz rację, David jest poważny kiedy trzeba, ale też jest przecież jeszcze dość młody, więc chciałby mieć z życia coś poza pracą. Może dlatego też, przy Shanie tak dobrze się czuje, bo ten daje mu wytchnienie.
    No i na koniec, ” bym zazdroscil shaneowi” – To TAKIE słodkie <3

  2. Gordon pisze:

    Tez czekam na goraca akcje przed kominkiem ;p ale nie wiem czy bym chcial byc ich sasiadami i miec ukryte kamerki w ich domu bo bym zazdroscil shaneowi ;p a jak juz o sasiadach, zaskoczyli mnie niezle bo tacy luzni. A ja sie spodziewalem ze przyjdzie im zyc wokol jakis starszych par z dziecmi. Tak to sie Shane z nimi szybko zakumpluje i jeszcze w czworke beda jarac jakas trawe wieczorami xD mogliby sobie suke kupic to by z psem sasiadow sie zabawiala albo jakiegos zgejonego psa ;p super ze wyszlo z ta plyta i David sie w koncu dowiedzial. Reakcja genialna, az shane pod naporem zalu Lu i Davida zaczal zalowac xD juz wiem czemu uparciuch nic nie mowil. Zajebisty jest wogole David jak widac jego luzackie podejscie do roznych spraw. Jak to podniecanie sie koncertem i ze tacy sasiedzi mu pasuja i pasuje mu tak wygladajacy kochanek. A i tak jest powaznym facetem ktorego by o to nie mozna bylo posadzic. Nie dziwie sie ze Grace byla w szoku jak wszystko wyszlo. Ciekawe czy ona go wogole dobrze znala ;p mi sie taki podoba xD

  3. Katka pisze:

    Tamiya, spoko, Shane nie bije swoich, chyba że są zbyt wkurzający XD Ale powinien Cię polubić XD Oooch, no i z tą magiczną liczbą 93… dobrze, że spojrzała, póki jeszcze nie dotarłyśmy do setki. To by mogło przerazić… :) No to trzymamy kciuki, by nakłanianie do czytania się udało XD A jeszcze co do Shane’a – kontrast drapieżności i agresji z urokiem osobistym jest ciekawy, też tak uważam :D

  4. Tamiya pisze:

    Biedna, mała i bezbronna? No dobra, tak, ale uwaga… Mam zęby. I glany. Dobra, Shane też ma, więc może nie będzie bił swoich xDDD Do tego polubilibyśmy się za gust muzyczny, więc jest nadzieja, że jednak by mnie przechował xD Albo chociaż nie wyrzucał przez okno z 10ego piętra…
    Ja wiem, że na gay-porno jest zawsze czas XD Phie, nie rozumiem jak można nie umieć wygospodarować na to czasu xD Mnie się udaje niemal zawsze, ale cóż… Nawet moje uke nieco się przeraziło jak zobaczyło magiczną liczbę 93 przy FDTS XD i było uspokajanie „Nie, wcale nie widzisz tam liczby 93… To błąd w zapisie! No dobra.. Ale to się tak szybko czyta, że tydzień minie jak z bicza! Serio!” xDD
    Przytłoczona? NALEŻY JEJ SIĘ 8D A spróbuje nie przeczytać, to będę ją gnębić i spamować fejsa <3 I robić wszystko, czego nie lubi~
    No właśnie! I to jest w Shanie takie fajne! Taki wielki mięśniak, tatuaże, kolczyki, glany, łańcuchy, przeklina, a taki słodki i sentymentalny <3 Jakbym była facetem, to tak czuję, że do Shane'a bym była podobna (oprócz masy mięśniowej XD wolałabym być jak patyczak-Jason, tylko nie dwumetrowa XD).

  5. Katka pisze:

    Tamiya, hahaha, ten mini dialog mnie zabił! :D Genialne… biedna, mała, skulona Tamiya… XD A Shane taki okrutny! XD „Nowa czytelniczka zacznie czytanie w wakacje (ja jej nie odpuszczę, będę ją katować XD No co? Jej wina, że przyznała, że lubi gejów xD), bo obecnie nie ma czasu :<" – na gay porno zawsze jest czas XD Ale spoko, fajnie, że zamierza, więc nie ciśnij jej za bardzo, bo zrezygnuje jak się przytłoczona poczuje XD
    "Kto by nie uległ takiej wielkiej bestii, co tak słodko paczy xD" – własnie, Shane nawet nieświadomie potrafi tak słodko popaczeć XD Więc David musiałby ulec, nie ma bata.

  6. Tamiya pisze:

    Tak, mam z nimi problem! Serio! Z szukaniem informacji do nich (przeklęte tematy wymyślone przez samego szatana, na które nie ma informacji absolutnie NIGDZIE), z pisaniem raczej mnie 8D (na angielski zawsze muszę obcinać, kto to wymyślił limity do 150 słów?! Więcej wstęp zajmuje!). No chyba, że temat jest taki, że za dużo nie da się na jego temat napisać XD i wtedy jest „Jak to nie wiesz co napisać? Lej wodę!” „Już nie mam skąd!” „Z butelki.”, taki suchar z ostatniego wypracowania live XD
    Wyższy poziom fanatyzmu, oj tam, oj tam XD Zaraz tam fanatyzmu XD No dobra, racja. Najwyższy poziom fanatyzmu – zaczajenie się w szafie w sypialni xD Przypomina mi się jakiś tekst z forum czy skądś, gdzie dziewczyna miała dylemat moralny, bo nie wiedziała czy czuć się winną, że zapłaciła swoim dwóm gej-znajomym, którzy byli parą, żeby się seksili na jej oczach xD A ktoś jej odpisał, że jak dobrze zapłaciła, to nie powinna się martwić. To jest dopiero hardcore.
    O. To ja się zaczaję w bagażu. Tylko jak ja tam będę oddychać. Do kufra dla kota się nie zmieszczę, a tam są dziury, żeby był dopływ tlenu. No cóż, dobra, coś by się wymyśliło xD
    Szkoda będzie im mnie wyrzucać?
    – Shane, coś jest w naszym bagażu!
    – Co, kurwa?
    – No mówię! Coś jest w naszym bagażu!
    – Pokaż. … Ty, kurwa… Faktycznie…
    – Co z tym robimy?
    – Patrzy się jakoś dziwnie, to pewnie jakaś psychopatka, weź, kurwa, wyrzuć.
    – Shane, ona się ślini i w nas wpatruje…
    – Mówiłem, kurwa, wyrzuć!
    8DDDD
    Nowa czytelniczka zacznie czytanie w wakacje (ja jej nie odpuszczę, będę ją katować XD No co? Jej wina, że przyznała, że lubi gejów xD), bo obecnie nie ma czasu :<
    Niemniej, chciałabym to zobaczyć *sadistic mode* Ohohoho. Czuję, że Shane by miał celibat XDD Długi celibat. Dożywotni. No chyba, że by ładnie popaczył tymi orzechowymi oczkami z minką na zbitego pieska, to może by David uległ xD Na pewno by uległ. Kto by nie uległ takiej wielkiej bestii, co tak słodko paczy xD

  7. Katka pisze:

    Elis, „lub były o wiele bardziej zboczone” – och tak, jeszcze wiele przed nimi! XD

    Tamiya, czy Ty naprawdę masz problemy z esejami do szkoły…? XD A tak odnośnie komentarza: dziękujemy za zwerbowanie nowej czytelniczki ;* Możesz ją od nas pozdrowić :) Mamy nadzieję, że się jej podoba nasza pisanina :)
    Ukryte kamerki w pokojach to już wyższy level fanatyzmu, haha. „I ten wypad na koncert wspólny. Chłopaki weźcie mnieeeeee! Też chcę na koncert śmietanki rockowej!” – och, wiesz, nawet Lucy nie może z nimi jechać, bo to ma być taki wyjazd tylko we dwoje, haha, więc jak coś, to możesz się doczepić po kryjomu i wleźć im do bagażnika. Może nie zauważą, a jak dojadą na miejsce, to im szkoda będzie Cię wyrzucać XD
    Jak bardzo David by się wkurzył na wzmiankę o dildo przy recepcjonistce… tego lepiej nie doświadczać XD Na pewno byłaby to bardziej negatywna reakcja niż osłupienie Lucy XD

  8. Tamiya pisze:

    Awww. Ja też bym ich chciała za sąsiadów XD Oczywiście koniecznie z lunetą. Albo… Zamontowałabym ukryte kamerki, po kilka w każdym pokoju! Milcz, kobieto, bo wychodzisz (po raz kolejny) na psychopatkę XDDD
    I ja oczywiście mam nadzieję, że należycie rozdziewiczą każdy kąt mieszkania, Shane, nie możesz mnie zawieść! Pokładam w tobie wielkie nadzieje!
    Ahahaha. I w końcu się wydało. Wszystkim szkoda płyty, Lucy najszczersze oburzenie XDD I to wymachiwanie ciastkiem, aż to zobaczyłam! XDD
    I to zmartwienie Shane’a, że jego ciuchy uznają za ciuchy ‚po domu’, a jednocześnie zadowolenie, że w nich chodzą XD Shane, tatuś rodziny XDD Cicho, wiem, że to David tutaj jest ojcem, ale tak mi się skojrarzyło. Dajmy raz Shane’owi awansować z pozycji psa. Albo dziecka xD No już, już, Shane, koniec z dręczeniem xD
    Ach, poświęcenie dla miłości. Ogólnie jak postacie robią tak debilną rzecz jak np. rezygnacja ze studiów za granicą, bo ich biedne kochanie nie przeżyje roku czy dwóch, to się wkurzam, ale Shane… To było dobre i słodkie poświęcenie. Zwłaszcza, że wiadomo ile ta płyta znaczyła dla niego. Moje słodkie bydlę <3 Strasznie go lubię!
    I ten wypad na koncert wspólny. Chłopaki weźcie mnieeeeee! Też chcę na koncert śmietanki rockowej! ;^; Możemy spać w jednym pokoju, mogę spać na kanapie, jestem niska, to się zmieszczę! Nie będę narzekać na skrzypienie łóżka z głębi pokoju xDDDD
    Hahaha. Ciekawa jestem, co by było gdyby Shane tak palnął coś takiego jak z tym dildem na poprzednim koncercie jakiejś babce w recepcji xDD Ahahaha. David by go chyba zaszlachtował xD Babka by umarła XD A ja bym się szczerzyła do monitora~
    "- Taa… przywiążę ci krawatem ręce do łóżka "
    JESTEM ZA. Jak David jest na łasce i związany i jest ostro to jest fajnie *___* Tak, czekam na to niecierpliwie! Niech wybiorą się na romantyczny spacer do sex shopu i nakupują jakichś zabaweczek XD Jak dla mnie to najlepiej jest jak David jest na dole XD Przepraszam złotko, ale naprawdę uwielbiam jak top jest młodszy i mam zupełną słabość do parek zbuntowany-punko-metal-seme i uke-w-garniaku xD To takie fajne uzupełnienie, tak, tak, skrajności są dobre. Do tego jeszcze słodki charakter Shane'a i jego sentymentalność. Jak dla mnie cud, miód i orzeszki! <3 Tęczowe-gay-niebo, witaj~
    Wgl to domek z białym płotkiem i ogródkiem pasują do Shane'a jak pięść do nosa xD Ze względu na wygląd. Jak patrzymy na charakter to jest idealnie. I mają spoko sąsiadów (chociaż ja wolałabym być ich sąsiadką! :C). Wszystko świetnie się układa, cieszę się razem z nimi <3
    Mam nadzieję, że zostanie ukazane chociaż częściowo rozdziewiczanie domu. Niech kupią sobie wielkie porno-łóżko (jak to nazywa moja koleżanka), czyli takie z kutym wezgłowiem, do którego można kogoś przywiązać 8D Będzie ostry seks i przywiązywanie, a nikomu nic się nie stanie.
    Dobra, wyczerpał mi się słowotok xD Więc powiem tylko, że chcę MORE ich xDD

  9. Elis pisze:

    Katka, mam dobra lornetkę, ale faktycznie luneta byłaby lepsza. :) Oczywiście, że chwała naszym umysłom i trzeba się modlić,a by takie pozostały, lub były o wiele bardziej zboczone. :)

  10. Katka pisze:

    Elis, hahaha, och tak, chciałoby się takich sąsiadów jak nasi chłopcy. Jeszcze tylko by się przydała luneta, coby można przez okno podglądać… XD „Uwielbiam ten swój umysł, gdzie prawie wszystko kojarzy mi się z jednym jeżeli chodzi o dwóch facetów. :)” – no i oczywiście chwała naszym chorym umysłom! :)

    Shinu, oczywiście, przecież trzeba rozdziewiczyć wszystkie meble, ściany i podłogi w nowym domu XD „I niech sobie pieska kupią, takiego dużego i przytulastego, który będzie się na nich gapił jak się będą kochać” – powiem to kolejny raz: Shinu, Ty zła kobieto! XD

  11. Shinu pisze:

    Ja juz sobie wyobrażam co się będzie działo jak oni się wprowadzą do nowego domu xD Seks na stole, podłodze, blacie w kuchni, przy kominku, na kanapie, w łazience, w wannie, na ścianie, a w sypialni to opcjonalnie xDDD A przynajmniej mam nadzieję, że tak będzie. W końcu będą jak nowożeńcy, więc niech aktywnie spędzą swój miesiąc miodowy i niech sprawdzą czy meble mają solidne xDD
    Sąsiedzi zajebiści, też bym takich chciała xD
    Z niecierpliwością czekam na ten ich wyjazd na koncert, będzie się działo ;]
    I niech sobie pieska kupią, takiego dużego i przytulastego, który będzie się na nich gapił jak się będą kochać xDDD

  12. Elis pisze:

    raya, „juz nie mogę się doczekać na akcje przy kominku…” Ja też. Jak tylko przeczytałam o kominku w głowie pojawiły mi się gorące obrazy ich dwóch splecionych w miłosnym uścisku. Uwielbiam ten swój umysł, gdzie prawie wszystko kojarzy mi się z jednym jeżeli chodzi o dwóch facetów. :)
    Też zadałam sobie pytanie, czy sąsiedzi wiedzą, że obaj są homoseksualistami. I jestem mile zaskoczona nimi. Fajnie, że akceptują chłopaków. Bo jakby nie to: *w myślach szuka,czy po sąsiedzku nie ma domu do sprzedania, coby chłopcy w razie czego mieli się gdzie wprowadzić i z żalem stwierdza, że nie ma, ale Shane postraszyłby kogoś i domek by się znalazł, a obok sąsiadka spragniona ich widoków, czyli ja* :)

  13. Katka pisze:

    Raya, hehe, och, akcja przy kominku, tradycyjnie musi być, co? :) I pies to konieczność oczywiście! :D

    LordKurak, haha, no tak jakoś wyszło, że tego prawka nie ma. Zgadzam się, że to jest jak najbardziej lame, ale cóż XD Co do sąsiadów to się okaże, a Lucy to ma fajnie… Ja bym takim „kinem domowym” też nie pogardziła :)

  14. LordKurak pisze:

    Cały czas nie mogę zrozumieć jak Shane mógł nie zrobić prawa jazdy. Co za ironia, zajmuje się naprawą samochodów, a sam nie umie jeździć. Nawet taka motoryzacyjna niedołęga jak ja ma, a on nie. Wstydź się Shane, leniu jeden! (bo nie wydaje mi się żeby problemem były finanse, odpuściłby sobie parę koncertów, albo odczekał ze zrobieniem jakiegoś tatuażu i by zebrał pieniądze)
    Rozśmieszyła mnie Lucy wyjadająca ciastka podczas słuchania rozmowy Davida i Shanea, zamiast iść do kina ma przedstawienie u siebie w domu :D
    Jestem pozytywnie zaskoczona nowymi sąsiadami, ciekawe czy odegrają jeszcze jakąś rolę

  15. raya pisze:

    awwww…końcówka boska:P
    opis mieszkania bardzo mi się podobał – tak jak i mieszkanie spodobało się Shane’owi:p no i pozytywni sąsiedzi! i pies! och ach:P
    juz nie mogę się doczekać na akcje przy kominku…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s