Fire Dragon Tattoo Studio – 94 – Pierwsza, prawdziwa randka

Autobus minął Burger Kinga na rogu i skręcił na wschód, wjeżdżając na most przecinający rzekę. Ryan patrzył przez okno, siedząc obok ciemnoskórego mężczyzny. Był zadowolony z ładnej pogody. Przynajmniej ona nie pokrzyżowała im planów na randkę i miał nadzieję, że nic innego tego nie zrobi.
Czuł się osobliwie w tej sytuacji. Nigdy by się nie spodziewał, że będzie się spotykał z facetem pokroju Lenny’ego. Będąc w więzieniu, myślał o nim, fantazjował o bliskości z nim, ale nigdy by nie powiedział, że naprawdę może być z kimś takim. A jeśli faktycznie dobrze pójdzie, wybiorą się na ten trzydniowy wyjazd… jako para.
Ubrał się jak zazwyczaj w jeansy i dzisiaj odebraną z pralni, cienką, grafitową koszulkę zapinaną na guziki. Jednak dwóch z nich nie dopiął, przez co widać było jego srebrny łańcuszek z krzyżykiem.
— Zaraz będziemy, jeśli po drodze nie okaże się, że jakiś samobójca postanowił rzucić się pod autobus, akurat na naszej trasie — zwrócił się do kompana.
— Widzę, że jak zawsze z pozytywnymi myślami — prychnął mężczyzna. Siedział od strony okna. Też szczególnie się nie stroił, a jedynie ubrał ciemne, luźne jeansy, jasny bezrękawnik i cienką bluzę, która ledwo wisiała mu na ramionach. Do tego włosy związał w koka, ale nie wszystkie dredy się w nim utrzymały.
— Nie mów, że nie spotkałeś się jeszcze z wypadkiem na drodze, który sprawił, że tkwiłeś jak kołek w miejscu.
— Spotkałem, ale nie pod autobus, którym jechałem.
— Więc miejmy nadzieję, że pod nasz też nikt nie wpadnie — podsumował Ryan, znowu zerkając za okno i dosłownie po chwili skinął na Lenny’ego, wstając. — Tutaj.
Ten mruknął na potwierdzenie i ruszył za nim do wyjścia. Był ciekawy, dokąd idą, ale nie chciał aż nadto okazywać entuzjazmu z powodu tego, że faktycznie Ryan spełnił jego prośbę o randkę. To było na swój sposób abstrakcyjne.
Wysiedli z autobusu i ruszyli chodnikiem.
— Udało mi się zauważyć, co w sumie nie było trudne, że zjadasz dość… spore ilości czekolady — rzucił wstępnie.
Zaciekawiony Lenny, idąc obok z dłońmi w kieszeniach, zamrugał.
— I?
— I pomyślałem, że możesz być pozytywnie nastawiony do najedzenia się nią za moje pieniądze. — Ryan uśmiechnął się, przechodząc przez ulicę.
Wtedy Lenny zobaczył cukiernię o wdzięcznej nazwie Sweetness.
— Jesteś uroczy! — Zaśmiał się.
— Mam nadzieję, że to znaczy, że jesteś na tak.
— Jestem zdecydowanie na tak — odpowiedział, wchodząc za Ryanem do środka.
W cukierni było mdło od zapachu słodkości, a całe wnętrze utrzymano w jasnych, pastelowych kolorach. Kelnerki powitały ich szczerymi uśmiechami, na co Ryan odpowiedział podobnym. Widząc, że na każdym stoliku stoją karty menu, od razu ruszył do jednego. Miał nadzieję, że nie wyglądają jak romantyczna parka świętująca rocznicę pierwszej schadzki, chociaż musiał przyznać, że wybrał dość… specyficzne miejsce. Nawet zobaczył chłopaka trzymającego dziewczynę za rękę pod stolikiem. Uznał jednak, że skoro nie było wszędzie porozwieszanych serduszek ani malunków z amorkami na ścianach, to nie jest źle.
— Zobaczmy, czy warto — rzucił, sięgając po jedno menu, kiedy już zajął miejsce.
Lenny usiadł naprzeciwko i zapatrzył się na ścianę w miętowym kolorze. Czuł się tu… specyficznie. Mama by padła, gdyby mnie tu zobaczyła, pomyślał i sam wziął kartę. Ciastka, desery, ciasteczka i różne babeczki. Aż nie wiedział, na czym najpierw zawiesić wzrok. Ryan również nie mógł się zdecydować. Cieszył się za to, że dzisiaj jeszcze nic poza jajecznicą nie zdążył zjeść. Dzięki temu istniało prawdopodobieństwo, że dotrzyma Lenny’emu kroku w jedzeniu.
— Elvis żyje — rzucił.
— Hmm? — Mulat uniósł na niego spojrzenie znad karty.
— To ciasto. Czekoladowo-bananowe. Nie brzmi… muląco, więc chyba się skuszę — wyjaśnił Ryan. — Nie pytaj mnie, dlaczego tak się nazywa.
— Nawet nie miałem zamiaru. Tylko, cholera, nie wiem, co by tu… — Mężczyzna zamyślił się, zapatrując w kartę. Podjęcie decyzji było bardzo trudne.
— Wiesz, Lenny… zawsze potem możesz wybrać coś jeszcze. Może się zdziwisz, ale zaoszczędziłem na to. I to nie kosztem mojego kota — odparł chłopak, obserwując mężczyznę, który ponownie wydawał się zaskoczony.
— Zaoszczędziłeś?
— Wziąłem pod uwagę ceny i to, ile potrafisz na raz pochłonąć, więc nie miałem wyboru. Poza tym, co by było, gdybym zaoferował ci tylko jedno, małe ciasteczko? Skończyłoby się na tym, że musiałbym jechać na wyspę sam i spróbować tam kogoś poderwać.
Lenny aż o chwilę za długo patrzył na chłopaka. Zrobiło mu się przyjemnie ciepło, a uśmiech sam wypłynął mu na usta. Ryan potrafił czasami być taki uroczy, że Lenny nawet nie wiedział, jak miałby mu odpowiedzieć.
— I co ty byś, biedaku, zrobił wtedy? — zadrwił delikatnie.
— Pewnie poszedłbym na plażę i szukał jakiegoś chętnego faceta, który miałby ochotę spędzić dwie noce w moim łóżku — odpowiedział Ryan z uśmiechem, odkładając kartę. Był już zdecydowany na Elvisa.
— Przyznam szczerze, że byłoby to dla mnie zdecydowanie mniej miłe niż to, że zamówisz mi Lemon Drop Martini.
— Służę — przytaknął chłopak i wstał, by podejść do lady. Uśmiechnął się czarująco do dziewczyny w uniformie i z plakietką z imieniem na piersi. — Dzień dobry, Peggy. Chciałbym zamówić Elvis Lives i Lemon Drop Martini, jeśli oczywiście polecasz.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego uprzejmie.
— Oczywiście. Coś do tego jeszcze? Kawa, jakiś szejk?
— Dwa karmelowe, proszę — rzucił Ryan na ślepo. — I jeśli pozwolisz, zapłacę na końcu, bo coś mi mówi, że mój kumpel o coś jeszcze poprosi.
— Nie ma problemu. Proszę sobie usiąść. Zaraz podam wszystko do stolika.
Ryan uśmiechnął się z podziękowaniem i usiadł naprzeciwko Lenny’ego.
— I jak ci się podoba? Na szczęście nie jest specjalnie różowo.
— Jest miętowo — zauważył mężczyzna, rozsiadając się wygodnie. Nie umiał ukryć zadowolenia. Chyba… jeszcze nigdy nie był na randce. — Co jeszcze zamówiłeś?
— Szejki karmelowe. Mam nadzieję, że nie pogardzisz?
Lenny pokręcił głową, a Ryan przytaknął i usiadł wygodniej na miękkim obiciu krzesła.
— Nie wiem, czy to odpowiednie pytanie i czy zechcesz na nie odpowiedzieć… — uśmiechnął się znacząco — ale byłeś kiedyś w jakimś związku?
Lenny prychnął pod nosem.
— Nadal pijesz do tego, co było z twoją siostrą?
— Między innymi, ale tym razem istotniejsza jest odpowiedź na moje pytanie. — Ryan nie dał się znowu zbyć, a mężczyzna westchnął ciężko.
— Nie wiem, czy to można było nazwać związkiem.
— Bo było zbyt krótkie, czy druga strona była niezainteresowana? — dopytywał, widząc, że Lenny faktycznie coś powie.
— To było raczej dziwne. Na pewno nie było na wyłączność. Chyba. — Wzruszył ramionami, a kelnerka podeszła do nich, niosąc tacę z zamówionymi słodkościami.
— Smacznego. — Uśmiechnęła się do gości, kiedy już rozstawiła wszystko na stoliku.
Ryan spojrzał na swoje wielkie ciacho, lecz to, co mówił Lenny, bardziej go interesowało. Kiedy dziewczyna odeszła, zapytał:
— Kiedy to było?
— Miałem… — Zmyślił się, sięgając po łyżeczkę i zaczynając jeść swój deser. Był swoistą wariacją pewnego drinka. Podany w miseczce na nóżce. Mus cytrynowy, krem i trochę alkoholu. Wszystko ozdobione skórką z pomarańczy i cukrem. — Jakieś… szesnaście lat?
— Hm… Mylę się, czy chodzi o pierwszą miłość? — zapytał Ryan, zabierając się za bananowy mus, który w pierwszej kolejności zamierzał wyjeść z ciasta.
Dowiadywanie się czegokolwiek o tym mężczyźnie było bardzo ciekawym doświadczeniem, ponieważ dotąd wiedzę o nim opierał głównie na tym, co znał z więzienia. Czyli na tym, co mówili inni więźniowie. A tego nie można było brać w stu procentach za prawdę.
Lenny uniósł na chłopaka spojrzenie. Opierał się o stolik jednym łokciem. W drugiej ręce trzymał łyżeczkę i stukał nią o dolną wargę.
— Może. W każdym razie był pierwszym, który mnie przeleciał — odparł dość obojętnym tonem.
Tym razem Ryan zastygł z jedzeniem w ustach.
— Więc chcesz mi powiedzieć, że twój pierwszy raz był na dole, a mi nie dajesz się przelecieć? Było tak źle, że powinienem mieć wyrzuty do tego faceta, czy z innego powodu nie chcesz?
Lenny sięgnął do swojego deseru i nim wziął kęs, prychnął pod nosem.
— Jesteś zabawny w tej chwili. Byłem młody. Co? Miałem przelecieć kolesia kilka dobrych lat starszego od siebie? Zastanów się.
— Nie uwierzysz, ale czasami starsi faceci też potrafią dać dupy — zironizował Ryan. — Więc rozumiem, że w pewnym wieku każdy, według ciebie, staje się aktywem i zaczyna samemu rżnąć młodszych?
Mulat westchnął ciężko.
— Będziemy tu teraz o tym rozmawiać? W cukierence o miętowych ścianach o dawaniu dupy?
— Nie musimy, ale coś mi mówi, że jak ci teraz odpuszczę, to potem temat zniknie, bo swoim zwyczajem znowu jakoś się wywiniesz — stwierdził Ryan, wracając do jedzenia swojego ciasta.
— Więc chociaż, jak chcesz tak bardzo wiedzieć, to się tak nie gorączkuj — odparł mężczyzna spokojnie. Nie zamierzał się denerwować przy tak pysznym deserze.
Ryan rzucił mu ostre spojrzenie, ale nie chciał, żeby ich „randka” skończyła się następną kłótnią. Dlatego skinął głową, a jego łyżeczka podążyła do ciasta.
— Opowiadaj więc dalej, proszę.
— O czym?
— A o czym my rozmawiamy? Nie, czekaj… Och, no tak, o twoim pierwszym! Dobrze ci z nim było?
Lenny wzruszył ramionami.
— Okej. Ale co to zmienia? Nawet nie wiem, czy koleś żyje.
— Czyli jak się skończyło? — Ryan zmarszczył brwi, zaintrygowany tym, że mężczyzna wydawał się taki… obojętny.
— Wyjechał.
— Przykro mi — powiedział, uważniej mu się przyglądając.
— Czemu?
— Coś mi mówi, że to niezbyt przyjemne, kiedy zostawia cię osoba, w której się zabujałeś — zauważył.
— Mówiłem. Nie wiem, co to było. Był tylko takim moim… starterem.
— Więc pierwszy seks miałeś w wieku jakichś szesnastu lat… — Ryan zamyślił się. — Podobnie jak ja, przyznam.
— Pozwól mi zgadnąć. Charlie?
— Bingo. — Uśmiechnął się.
— To nie było trudne. Zarówno twój wyczyn, jak i odgadnięcie.
— Wyczyn? Mógłbyś sprecyzować?
— No, zaliczenie go — rzucił luźno Lenny, dojadając deser i zabierając się za karmelowego szejka. — Mm, słodki.
Ryan skinął głową, myślami będąc przy ich „pierwszych razach”. I wydawało mu się wredną ironią to, że sam był aktywny, a Lenny pasywny za pierwszym razem. A teraz to mężczyzna brał go w łóżku. Przez tę myśl spuścił wzrok na resztki swojego ciasta.
Niespodziewanie z zamyślenia wytrąciła go noga Lenny’ego, która stuknęła go w łydkę. Uniósł od razu wzrok na jego twarz i uśmiechnął się przelotnie.
— Mm?
— O czym tak dumasz? — zagadnął Lenny.
— To źle zabrzmi, kiedy odpowiem, że jak każdy facet co ileś tam sekund o seksie? — prychnął chłopak z kpiną, wyjadając czekoladę z talerza.
— Mogło być gorzej. A o czymś konkretnym?
— Hm… nie o konkretnym seksie, ale coś mi mówi, że nie chcesz znowu słuchać mojego zdania, jak moglibyśmy się pieprzyć. Powiedz mi lepiej, proszę, czy chcesz coś jeszcze zamówić — zmienił temat.
— Te duże muffiny. Czekoladowe. — Lenny wskazał na wielkie babeczki stojące za szklaną osłonką.
Chłopak niezwłocznie poszedł do lady, żeby je zamówić. Wrócił z czterema i postawił je przed Lennym. Cieszył się, że na to zaoszczędził, bo nie były tanie, ale jakoś nie żałował. Ważne, że jego towarzyszowi smakowało i jak na razie całkiem przyjemnie im się rozmawiało. Nie czuł się jak zauroczony nastolatek, a raczej facet podczas wypadu z kumplem, do którego czuł dość… duży pociąg.
— Proszę — rzucił i usiadł naprzeciwko, a Lenny od razu wziął babeczkę.
— Wef jednom — wymamrotał z pełnymi ustami.
— Dziękuję. — Ryan zaśmiał się, widząc jego minę. Sięgnął po wypiek. — Ciekaw jestem, ile tego w porcie przerzucasz, że mimo tych kilogramów czekolady, które znikają w twoich ustach, utrzymujesz… taką sylwetkę. — Aż spojrzał w dół jego klatki piersiowej.
— Ty też mi czasami pomagasz. — Lenny uśmiechnął się do chłopaka, kiedy już przełknął kęs.
— Hm? Chyba nie rozumiem — odparł Ryan, lecz gdy tylko skończył mówić, zrozumiał. — Och… okej, nie musisz uściślać. — Uśmiechnął się wymuszenie.
— I zdecydowanie wolę to niż noszenie skrzyń. A ty? Jak to było z tym twoim kochaniem?
— Nie nosiliśmy skrzyń — odparł Ryan ze śmiechem. — Zwyczajnie, jak to bywa, kiedy ma się za kumpla geja i nagle się o tym dowiaduje. Wyjechaliśmy w uroczą podróż pod namiot. Musiało się skończyć seksem.
— Niemalże romantycznie — skomentował Lenny, wspominając swój pierwszy raz, który nie był ani romantyczny, ani specjalnie pamiętliwy. Wydarzył się. I jedyne, co w nim było niezwykłego, to postać Arthura.
— Może trochę. Nie było świec ani płatków róż. To jest już zarezerwowane dla księcia Rusha.
— Ciekawa z nich para. I ciekawe, czy reszta twoich znajomych też jest taka przewrażliwiona jak oni — odniósł się do zbliżającego się wyjazdu i tego, że ma poznać wszystkich znajomych Ryana.
— Nie są „przewrażliwieni”. Jay i Mikey powinni cię dobrze przyjąć, o ile nie będziesz starał się, by cię znienawidzili. Co do Alexa, trudno mi powiedzieć, bo facet jest zbudowany z materiału niestety nie do ogarnięcia przeze mnie. A dziewczynki są urocze.
— W to nie wątpię.
Ryan przyjrzał mu się czujniej. Ugryzł swoją muffinkę i rzucił:
— Rozumiem, że przy każdej będziesz takim słodkim pantoflarzem, jakiego poznałem przy Rose?
Lenny na moment zastygł, po czym zaśmiał się zbywczo i wgryzł w swoją babeczkę. Nie odpowiedział. Nie był pantoflarzem.
— Hmm? Nie wierzę, że to tylko moja siostra wzbudziła w tobie takie… instynkty — dodał Ryan.
— Nie rozumiem, do czego zmierzasz.
— Może to dziwne, ale ciekawi mnie, dlaczego nagle zmieniłeś się o sto osiemdziesiąt stopni.
— Nie zmieniłem się o sto osiemdziesiąt stopni.
— Naprawdę? Czekaj… hm… milutki, kulturalny, usłużny… nie brzmi, jak „normalny” ty. — Ryan posłał mu jeden ze swoich wymownych uśmiechów.
— Nie mów, że aż tak cię to boli? — prychnął Lenny, zjadając już drugą babeczkę. Została mu jeszcze jedna i trochę szejka.
— Nie boli. Powiedziałbym raczej, że jestem zaskoczony. Chociaż w pierdlu też byłeś inny, ale tym razem jako inna skrajność. Powinienem być przyzwyczajony, że nie da się ciebie przejrzeć.
Lenny uśmiechnął się pod nosem. Nie drwiąco, nie obłudnie, ale po prostu. To, jaki był chłopak dla niego, także było czymś zupełnie innym niż to, co znał z więzienia.
— Mam nadzieję, że za tym moim więziennym ja nie tęsknisz.
— Nie, zdecydowanie nie chciałbym, żebyś w moim domu przeprowadzał handel narkotykami albo przyprowadzał ludzi, żeby ich skatować i wysłać z powrotem w świat w częściach.
— Och, ale nie stawiaj mnie tylko w złym świetle, Ryan… — zamruczał Lenny i znowu potarł stopą o jego łydkę.
Chłopak oblizał dolną wargę z resztek napoju i poruszył nogą pod stołem.
— Nie stawiam tylko w złym świetle, chciałbym zauważyć. Porównałem tylko, jak miły i poprawny byłeś przy mojej siostrze, a jaki wśród skazańców. Hm… wychodzi na to, że ja mam zaszczyt doświadczyć połowicznej wersji tego i tamtego Lenny’ego.
— Albo tego prawdziwego — podsumował mężczyzna i zabrał się za swoją ostatnią czekoladową muffinę.
Ryan przyjrzał mu się, mając nadzieję, że mówi prawdę. Chciał do tego o coś zapytać… ale nie wiedział jeszcze, czy to zrobi.
Spojrzał za siebie, gdzie para wciąż romansowała, jedna z kelnerek czyściła stoliki, a Peggy kładła przy ladzie za szybą nowe ciasteczka. Za to przy witrynie sklepowej stała dziewczynka w warkoczykach, wlepiając ślepia w wypieki na wystawie.
Odetchnął i wreszcie zwrócił się do mężczyzny:
— Lenny?
Ten spojrzał na niego tak intensywnie i żywo jak zawsze.
— Hmm?
— Czemu zgodziłeś się na tę randkę i wyjazd ze mną?
Lenny zamrugał, autentycznie zaskoczony.
— Co?
— Hm, myślę, że pytanie było sformułowane, jak na mnie… — Ryan wykrzywił wymownie usta — bardzo dosadnie i o dziwo wprost.
Lenny aż spojrzał na swoją babeczkę, której resztki trzymał między palcami. To pytanie naprawdę go zaskoczyło.
— Czy to nie oczywiste?
— Gdyby było oczywiste, zapewniam cię, że bym nie pytał. — Chłopak też nie dopił swojego szejka, czujnie czekając na odpowiedź.
Lenny prychnął pod nosem, czując się podobnie jak wtedy, kiedy Ryan zaprosił go na ten cały wyjazd.
— W takim razie zgodziłem się z tego samego powodu, dla którego ty mnie zaprosiłeś. A do tego jesteś mój. Jak mógłbym cię puścić samego, żebyś szukał sobie konkurencji dla mojej osoby?
Ryan uśmiechnął się, ale dopytał:
— Mówiąc o konkurencji, nie masz na myśli tylko łóżka?
— Na trzy dni to raczej ciężko coś więcej, ale tak poza tym to nie.
— Więc… ta randka to nie pic, żeby skończyć w łóżku i… — Ryan zawahał się, po czym dodał: — Myślisz o mnie poważniej?
Lenny spojrzał na chłopaka z uniesionymi brwiami.
— A ty myślisz, że… co?
— Chciałbym pierwszy usłyszeć odpowiedź. — Chłopak nie dał się zbyć. Chciał wiedzieć. Musiał wiedzieć, na czym stoi.
Lenny powstrzymał dobrotliwy uśmiech, który o mało nie wypłynął mu na usta. Chciał w tej chwili pocałować tego słodkiego, małego nerwusa.
— Nie trudziłbym się tak z tobą, gdybyś mi się tak nie podobał.
Ryan uśmiechnął się i skinął głową.
— Miło słyszeć.
— A ty? Coś, głupku, myślał?
— Jakiś ty uprzejmy. Wspominałem coś dzisiaj o tym, że ciężko cię przejrzeć. Powinieneś pamiętać, jeśli mnie czasem słuchasz. Więc… nie wiem, czy zależy ci na tyle.
Lenny prychnął i skończył wszystkie swoje słodkości.
— Słodki jesteś — zakpił. — Naprawdę uważałeś mnie za takiego drania? — spytał, mimo że na początku sam nie był pewny swych intencji względem Ryana. Podobał mu się już w więzieniu, lecz nie przypuszczał, że ten okaże się tak dobry w łóżku. I taki zacięty, o takim wybuchowym charakterze.
— Po naszych uroczych początkach, kiedy włamałeś się do mojego domu? No co ty! — Ryan pokręcił głową, dopijając wreszcie napój.
Lenny uśmiechnął się do siebie.
— Taa. Ale teraz spadamy stąd. Chcę cię albo w łóżku, albo na plaży — powiedział, nie zważając na to, że ktoś może ich słyszeć.
— Plaża to nawet niezły pomysł — stwierdził Ryan, wstając i sięgając po portfel z kieszeni na tyłku. — Pozwól, że jeszcze zapłacę.
Lenny także wstał i zaśmiał się do chłopaka.
— Och, i jeszcze płaci. Co za mężczyzna — zamruczał teatralnie, ściągając na siebie wzrok pary siedzącej kawałek dalej.
Ryan rzucił jej krótkie spojrzenie, ale nie przejął się tym tak, jakby się przejął, gdyby byli w odwrotnej sytuacji. Uśmiechnął się tylko do Lenny’ego i poszedł zapłacić. Mężczyzna w tym czasie poczekał przy wyjściu z cukierni, a kiedy Ryan do niego dołączył, ruszyli powoli w stronę przystanku. Niestety na plażę było daleko.
W drodze długo rozmawiali o wszystkim. O samochodach, które mijali, o słonecznych wzorach na kąpielówkach, o ciałach surferów, a nawet o piasku. I Lenny nie mógł zaprzeczyć, że dzisiejszy dzień był cudowny, a randka bardzo udana. Przemilczał przed Ryanem fakt, że była to pierwsza prawdziwa randka, na jakiej był.

***

W dużym salonie apartamentu, na szerokim parapecie przy oknie siedział chudy i wysoki mężczyzna. Palił leniwie, wyglądając na plażę. Widok z okna był naprawdę niesamowity, mimo że na twarzy Jasona nie było widać specjalnej ekscytacji. Już tyle razy bywał w tym hotelu, że te wszystkie luksusy go nie fascynowały. Nawet rozciągający się daleko, spokojny ocean.
Torba z rzeczami, które miał wziąć na wyspę, spoczywała u jego stóp. Niby jechali tylko na trzy dni, ale trzeba było wziąć jakieś ciuchy, kąpielówki, jeśli ktoś wpadnie na debilny pomysł wyjścia na plażę, i inne pierdoły.
Na fotelu kawałek dalej siedział jasnowłosy mężczyzna i bawił się komórką. Na sobie miał luźne spodenki za kolano, jasne buty i koszulę w pionowe paski. Wszystko pasujące do siebie i w dobrym stylu.
— Proszę. — Pisanie smsa przerwał mu starszy brat, podając wysoką szklankę z wodą.
Rush przyjął ją i podziękował. Postawił szklankę między uda i odpisał Charliemu. Jason spojrzał kątem oka na młodszego z braci i uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Wstał z parapetu, zaciągnął się mocno i dmuchnął Rushowi dymem prosto w ucho.
— Co tak romansujesz, blondi?
Rush zakaszlał, odganiając dym dłonią.
— Nic nie romansuję — wykrztusił. — I nie smrodź. Alex, jak ty możesz mu w ogóle pozwalać tu palić?
Starszy z braci spojrzał na kochanka z dezaprobatą.
— To akurat było mało dojrzałe.
Nieprzejęty Jason wrócił do parapetu, żeby strzepać popiół.
— A to, że Rush romansuje ze swoją ptaszyną i zaraz mu tu przy nas stanie, to szczyt dorosłości?
Obaj bracia spojrzeli na niego. Rush ze szczerą dezaprobatą, a Alex nie umiejąc znaleźć słów, żeby wyrazić, jak bardzo nie ma ochoty słuchać o takich sprawach.
— Właśnie kończy — rzucił starszy Grey niby w przestrzeń, a Rush wiedział, że ma natychmiast odłożyć telefon.
Jason uśmiechnął się pod nosem.
— To co, słońca? O której mamy tam być? — rzucił.
— Mniej więcej na dwunastą — wyjaśnił Alex, stojąc między bratem a kochankiem.
— To reszta wie, o której się spotykamy w porcie?
— Richard miał przekazać. Liczę, że to zrobił, bo ja nie mam telefonu chociażby do Ryana.
— Blondi? — Jason spojrzał na Rusha pytająco.
— Charlie miał przekazać — odpowiedział od razu.
Jason wywrócił oczami i zbliżywszy się do Alexa, objął go od tyłu.
— Mam nadzieję, że mu się nie zapomniało, bo wypłyniemy bez naszej bonusowej, szczęśliwej, gejowskiej parki i potem nasłucham się od Ryana, jakim jestem zwyrodnialcem — prychnął, kładąc brodę na ramieniu kochanka. Ten spojrzał na niego kątem oka.
— To może sam się upewnij, czy dotarła do niego ta informacja — zasugerował, a Rush popatrzył na nich z zaintrygowaniem. Alex tak dziwnie, w jego mniemaniu, zachowywał się przy Jasonie. Nie umiał określić, jak się czuł z faktem, że razem sypiają.
Jason mruknął coś potakująco i wyciągnął telefon z kieszeni spodni, nie odlepiając się od Alexa. Niemal objął go ramionami, kiedy spojrzał na ekran, trzymając go przed Anglikiem, na wysokości jego pasa. Zaczął pisać do Ryana wiadomość. „Spakowani i gotowi do wyjazdu? Dostaliście info od ptaszyny o godzinie?”. Wysłał i cmoknął Alexa w szyję, obejmując w pasie. Ten pochwalił go skinieniem głowy, a Rush skrzywił się.
— Wy tak zawsze? — wypalił. Alex był taki dotykalski. Oczywiście nadal odchylał się, kiedy Jason go całował, czy za długo przy sobie trzymał, ale to było i tak coś zgoła innego od tego, do czego przywykł.
Jason uśmiechnął się do siebie.
— W sensie?
— No, tak w sensie… — Rush machnął ręką, wskazując ich i nie mogąc znaleźć słowa.
Alex uniósł brwi pytająco.
— W sensie… tak? — zamruczał tatuażysta, wolną dłonią łapiąc Alexa za rękę i lekko cmokając go w policzek.
Starszy z braci skrzywił się z dezaprobatą i odepchnął od siebie Jasona.
— Nie musisz demonstrować — syknął, a Rush zamrugał głupio.
— No… tego, coś w tym stylu. Przecież… ty w ogóle nie lubisz, jak za bardzo się ciebie… dotyka? — wydukał, a Alex już zupełnie odsunął od siebie Jasona.
— Jest uparty — wyjaśnił z cieniem rozbawienia w głosie, które mogli wyczuć tylko mu najbliżsi. Poszedł spakować się do końca.
Jason zachichotał, ale nie zdążył nic dodać, bo jego komórka zapikała, obwieszczając nadejście wiadomości. Kiedy spojrzał na ekran, odczytał smsa od Ryana: „Tak, Jay, otrzymałem informacje i bardzo mi miło, że tak się troszczysz. Nie zapomnij olejku do opalania”. Prychnął pod nosem i schował telefon.
— Ryan wie — poinformował Greyów i usiadł na kanapie.
— Dobrze — odparł Rush, ponieważ Alex akurat wyszedł z pokoju, niby spakować coś, co mu się przypomniało. Był to jednak tylko pretekst, żeby dłużej nie robić przedstawienia przed bratem.
— To jak się wam z Charliem układa? — rzucił Jason od niechcenia, ale tym razem bez wyczuwalnej złośliwości w głosie.
Rush uśmiechnął się do niego od razu.
— Dobrze! — przyznał szczerze. — Spokojnie, bez większych kłótni. Ostatnio zrobiliśmy sobie całonocny maraton filmowy.
— Taa, i który pierwszy zasnął na ramieniu którego?
— Chyba ja — odparł beztrosko Rush. — W ogóle, strasznie fajnie, że mimo tej całej szopki z przyjazdem Jeane, wyszło, że wszyscy razem jedziemy na dłuższy weekend. I może Charlie trochę się rozchmurzy.
— Hm? A co mu?
— Oj, chyba nadal boli go, że nikt mu nie powiedział — odparł Rush, wzruszając ramionami.
Jason prychnął pod nosem.
— Bardziej się przejął niż sam zainteresowany — mruknął, wskazując rozmówcę.
— Wiem, jacy są nasi rodzice i staram się na to patrzeć przez ten pryzmat. Chociaż nie powiem, żeby Alexa jakkolwiek to tłumaczyło. No i to boli, że w takim razie w ogóle mi nie ufał. — Westchnął ciężko, opierając łokieć o bok fotela.
— Nie smęć. Jedziemy świętować, że się układa. I niech młody też się cieszy. Alex chce z nim zawrzeć pokój — dodał Jason z uśmieszkiem, wyciągając swoje długie nogi i krzyżując je w kostkach.
— Pokój — prychnął Rush, ale nie wyglądał na zdenerwowanego, a raczej na rozbawionego. — To brzmi, jakby byli skłóceni.
Jason wzruszył ramionami zbywczo.
— Ciesz się, że się stara.
Rush zaśmiał się, wyciągnął szklankę wody spomiędzy swoich nóg i odstawił na stolik. Wstał z fotela, podszedł do tatuażysty i klepnął go w ramię.
— Przecież nie mówię, że się nie cieszę. Może coś z tego wszystkiego dobrego wyjdzie. No, ale teraz spadam. Do jutra, tak?
Jason skinął mu głową.
— Taa, do jutra, blondi.
Rush ruszył w stronę wyjścia z apartamentu i krzyknął jeszcze:
— Trzymaj się, Alex!
Po chwili ten odpowiedział mu coś na do widzenia, a młodszy z braci wyszedł na korytarz hotelu. Potem przeszedł do windy i dalej zjechał na parking, gdzie zostawił samochód. Został odprowadzony uśmiechami wszystkich recepcjonistek i pokojówek, które mijał w czasie. Każda dobrze go tu znała, mimo że już tu nie mieszkał. To było na swój sposób miłe, chociaż nie czerpał z tego takiej satysfakcji jak kiedyś.
Przez korki w mieście podróż do domu zajęła mu trochę więcej czasu niż zwykle. Miał jednak czas pomyśleć. O tym dziwnym zjawisku, jakim był dający się przytulać Alex. O czekającym ich wypadzie, kiedy to modlił się, żeby Ryan nie dowalał się do Charliego. O sukcesie, jakim skończył się ich plan na przyjazd Jeane. Wszystko w najlepszym porządku. Do tego Charlie czekał na niego w domu. Chyba niczego więcej nie chciał od życia.
Kiedy dojechał, na podjeździe stał samochód Charliego, który przy BMW Rusha wyglądał naprawdę mało okazale. Ostatnio zresztą zatrzymał się Charliemu na drodze i nie chciał ruszyć. Z tego co wiedział, Ryan musiał przyjechać na miejsce, żeby mu pomóc. Pogrzebali w masce i się udało, ale i tak często wydawał dziwne odgłosy. A Charlie mimo to nie chciał rozmawiać o pomocy w kupieniu czegoś nowszego. Rush wolał nie naciskać.
Wysiadł z samochodu, zamknął go i wszedł do domu. Salon był dosłownie zawalony szkicami. Były wszędzie. Na stoliku, podłodze, szafkach, biurku, nawet fotelach. A Charlie siedział w tym wszystkim z kubkiem kakao w ręce i ołówkiem w drugiej. Jego długie włosy upięte były wysoko w niedbały kucyk.
Uniósł głowę i uśmiechnął się na widok Rusha.
— Cześć!
— Ee… cześć — odparł Grey, rozglądając się z trwogą po pomieszczeniu. — Generalne porządki czy co?
Charlie zaciął się, patrząc po tym bajzlu.
— Nie. Pamiętasz, jak mnie Jason opierdolił wtedy u niego, że nie mam nowych projektów…?
— Zasugerował — poprawił go. — No, ale tak… I?
— To wziąłem się do roboty…
— I? — zagadnął Rush, przechodząc nad szkicami, żeby dostać się do Charliego. Kiedy już był przy nim, cmoknął go w policzek na powitanie.
— No, wreszcie zaczęło iść. Sorry za bajzel — mruknął chłopak, zbierając kilka szkiców, które miał w zasięgu ręki. Wstał szybko, zaczynając zbierać resztę. Był w samym podkoszulku i slipkach, więc kiedy pochylał się nad kartkami, Rush miał niezły widok na jego połóweczki opięte materiałem. Aż lekko przechylił głowę, przyglądając się im.
— A… — Na chwilę zapomniał, co miał powiedzieć. — A spakowałeś się chociaż?
— Prawie. — Charlie westchnął, zbierając szkice z podłogi. — Jeszcze tylko jakaś piżama, kasa, kosmetyczka, bo chyba resztę mam.
— To dobrze. Ja idę dopakować swoje rzeczy.
Mężczyzna pocałował go jeszcze raz i przedarł się przez rysunki do sypialni. Musiał uważać, ponieważ nie chciał po drodze żadnego zniszczyć.
— Okej.
Chłopak uśmiechnął się, rzucając mu czułe spojrzenie i dopiero wrócił do porządkowania. Musiał skończyć to na jutro i koniecznie pokazać Jasonowi. Był cholernie ciekaw jego opinii. Może było to głupie, ale naprawdę upatrywał w nim wzór do naśladowania.
Tymczasem Rush udał się do łazienki, chcąc szybko wziąć prysznic, by potem dorzucić swoje rzeczy do torby. Stojąc pod strumieniem ciepłej wody i myjąc się, zastanawiał się, jak to w ogóle wszystko przebiegnie. Mieli spędzić czas dużą grupą. I do tego Ryan i ten jego… facet. Z drugiej strony, dwie noce z Charliem w romantycznym hotelu… Nieważne, że mieszkali razem. Wydawało mu się to przyjemnie ekscytujące. Pytanie tylko, czy każdy z nich pomyśli o tym wyjeździe jak o romantycznym wypadzie i każda para rozejdzie się w swoją stronę, czy jednak uda im się jakoś… zintegrować. W końcu miało to być wspólne świętowanie, a nie igraszki na uboczu. Lecz nie zastanawiał się nad tym długo, dochodząc do wniosku, że czas pokaże.
Opłukał się z piany i wyszedł do sypialni w samym ręczniku na biodrach. Gdzieś po drugiej stronie łóżka kucał Charlie, bo widział jego upięte włosy. Grzebał w swojej torbie, chowając dużą teczkę. Rush podszedł do niego i usiadł na materacu.
— Co to? — Skinął na teczkę brodą.
Charlie obejrzał się na niego i zlustrował jego ciało.
— Hm…? — powtórzył bezmyślnie.
— Co to?
— A, teczka? Z tymi szkicami, które skończyłem. Pokażę Jasonowi i zobaczę, co powie — mruknął, zagryzając wargę z zamyśleniem. Zapiął zamek w torbie. — Chyba są dobre…
Rush podkulił jedną nogę, opierając o nią brodę i nie przejmując się, że ręcznik w takiej pozycji nie zasłaniał wszystkiego.
— A nie lepiej dopiero jak wrócimy, w studiu?
— Za… pięć dni? Nie… Chcę wiedzieć, co myśli. — Charlie wreszcie odwrócił się do niego i aż uśmiechnął chytrze, widząc go takiego. — Bo wiesz… to sztuka — wymruczał, zerkając na widoczne pomiędzy udami Rusha jądra.
Zbliżył się do niego na kolanach, sięgając tam dłonią. Zaskoczony Rush zamrugał, kiedy poczuł rękę. Nie przewidział tego.
— Umm… A nie za trzy? — przełknął ślinę, patrząc kochankowi w oczy i bynajmniej nie protestując.
— Nie… dzisiaj jeden, trzy na wyspie, a poniedziałek to piąty — odparł Charlie, zerkając na niego w górę zadziornie, a opuszkami palców masując jego mosznę.
— I piątego już go widzisz. — Rush odetchnął ciężko i zaśmiał się, zerkając w końcu na jego dłoń. — Co tam?
— A dobrze. — Charlie uśmiechnął się. — A… tam? — dodał, dotykając główki penisa i okrążając ją palcem.
Rush przymknął oczy, oblizując usta.
— A jeszcze lepiej. — Zaśmiał się z błogim uśmiechem.
Charlie zagryzł wargę i wsunął głowę między jego uda. Rozepchał je na boki policzkami i wpakował twarz w krocze, by polizać członek. Rush stęknął, kładąc mu od razu dłoń na ramieniu.
— Och, tak — wyrwało mu się.
Charlie zaburczał coś zduszonym głosem. Rush nie widział go dobrze, bo wciąż miał na sobie ręcznik, ale zdecydowanie czuł język i usta chłopaka pieszczące mu penisa. Czuł też gorący oddech na kroczu. Chwilę jeszcze kontemplował to przyjemne uczucie, by w końcu podwinąć ręcznik i zerknąć na kochanka.
— Bardzo przyjemne.
Charlie spojrzał na niego i uśmiechnął się, liżąc jego penisa od spodu aż po sam czubek.
— Mmm, dla mnie też — zamruczał z podnieceniem wyraźnie wyczuwalnym w głosie. Wsunął sobie jego członek do ust, mlaszcząc na nim i pomrukując.
— Och, mój słodki.
Rush odetchnął głośno i pogłaskał go po włosach. Odsunął całkiem ręcznik i trochę odchylił się na łóżku. Nogi rozsunął szerzej.
Charlie tylko zaburczał coś niewyraźnie i żywiej poruszył głową, kładąc mu dłonie na udach. Pomasował je mocno, sapiąc przez nos.
— Nawet nie wiesz, jaki jesteś słodki — kontynuował Rush, patrząc na kochanka zadowolonym spojrzeniem.
Charlie przez te słowa miał ochotę brać go jeszcze głębiej i mocniej. Spojrzał na Rusha i wsunął sobie całego jego penisa do gardła, zatrzymując się w tej pozycji na chwilę. Mężczyzna zaburczał z przyjemności, a jego penis zadrżał w ustach chłopaka.
— Och, tak, tak! Jesteś cudowny — mówił szczerze to, co myślał.
Chłopak uśmiechnął się do niego oczami i wznowił poruszanie głową. Kiedy poczuł, że penis jest już w pełnym wzwodzie, wysunął go z ust i oblizał się.
— Nie chcesz skończyć we mnie? — wymruczał.
— Chcę! — odparł Grey żywo, momentalnie pochylając się do niego i łapiąc za twarz obiema dłońmi. Pocałował go namiętnie i pociągnął w swoją stronę, żeby Charlie wszedł na łóżko.
Nie trzeba było dwa razy powtarzać. Charlie od razu wsunął się na materac, klękając po bokach ciała Rusha i odpowiadając mocno na pocałunek. W jego slipkach już odznaczał się wzwód, a klatka piersiowa falowała w głębokich oddechach.
Rush objął kochanka w talii i przekręcił na plecy, nie zaprzestając namiętnego pocałunku. Powiódł dłońmi po jego brzuchu, aż do bielizny, którą bez pośpiechu, ale i bez zwłoki, zsunął w dół. Od razu ukazał mu się sztywny penis chłopaka, kiedy ten ułatwił mu pozbycie się bielizny. Rozłożył też uda zachęcająco, patrząc na Rusha z dołu.
Blondyn pocałował kochanka w brzuch, po czym potarł o niego policzkiem.
— Seksowny — pochwalił. — Podasz nawilżenie?
— Mhm. — Charlie wyciągnął się do tyłu i wziął tubkę z szafki nocnej, w której były już resztki lubrykantu. Podał go Rushowi i uniósł biodra.
— Tak czy się odwrócisz? — spytał jeszcze Anglik, notując w pamięci, że muszą przed wyjazdem wstąpić po jakieś nawilżenie, bo nie pakował żadnego.
— Tak, chcę cię widzieć, przystojniaku. — Chłopak uśmiechnął się, przyglądając się Rushowi z podnieceniem. Nie każdy ma takie widoki w łóżku.
Rush zamruczał potakująco i pocałował Charliego. Westchnął przy tym i wycisnął sobie sporo żelu na dłoń, którą po chwili skierował między zachęcająco rozsunięte nogi. Charlie zakręcił biodrami pospieszająco. Objął przy tym Rusha za szyję, pasywnie odpowiadając na pocałunek.
Mężczyzna najpierw delikatnie naparł na jego szparkę, po czym, nie czując oporu, wsunął jeden palec. Gra wstępna jak zawsze była leniwa i przedłużali ją możliwie jak najbardziej, żeby spełnienie było jeszcze lepsze i intensywniejsze. Więc kiedy Rush wyciągnął z Charliego palce, obaj oddychali głęboko, z wyraźnymi wypiekami na policzkach.
Anglik czule pogładził Charliego po policzku i cmoknął go krótko.
— Kocham cię — wyszeptał w jego usta, zakładając jedno udo Charliego na swoje biodro.
— Mm, wiesz, że ja ciebie też — odmruczał chłopak, chętnie otwierając się na niego.
Rush uśmiechnął się promiennie i naparł na jego śliską, rozluźnioną dziurkę swoim wysmarowanym lubrykantem penisem. Zaczął wsuwać się w ukochanego, z którego ust od razu wydobyło się błogie jęknięcie.
— Jak ja uwielbiam być ciebie pełny… — sapnął Charlie, obejmując go nogami w pasie.
— A ja uwielbiam w tobie być — odparł Rush, wsuwając się do końca.
Uwielbiał tego chłopaka. Był idealny. Słodki, totalnie w jego typie. A do tego umieli się doskonale zgrać.
Tatuażysta wyprężył plecy i kiedy Rush zaczął się poruszać, sam odpowiadał na jego ruchy, wychodząc mu naprzeciw. Kochał to płynne, leniwe, a zarazem pełne namiętności kołysanie. Miał wrażenie, że powietrze jest gorące i duszne, a obecność kochanka wprawiała go w błogi stan. Rush całował go przy tym z pełnym zaangażowaniem po twarzy, szyi i w usta.
— Och, Charlie… — wydyszał, z każdym ruchem przyspieszając, aż po chwili złapał go za dłoń i splótł z nim palce.
— Gorąco… a tam w środku najbardziej — sapnął chłopak.
— Tak, cudownie gorąco — przyznał Rush, wzdychając z rozkoszą w usta Charliego. — I… och, jak tam? Bo… a… ja już blisko.
— Ja też…! — jęknął tatuażysta, marszcząc przy tym brwi. Było mu dobrze i czuł, że zaraz dojdzie. Jeszcze tylko momencik.
Pierwszy strzelił Rush, dochodząc w kochanku i wpijając się w jego usta w gorącym pocałunku. Było mu błogo w objęciach Charliego. A do tego po chwili poczuł, jak chłopak, który w międzyczasie sięgnął do swojego penisa, podrygnął gwałtowniej. Z jękiem zduszonym na jego ustach, skończył pomiędzy ich ciałami. Od razu też opadł ciężko na plecy, mocniej obejmując Rusha za szyję. Ten zamruczał, zadowolony z życia, pokładając się na tatuażyście.
— Byłeś uroczy.
— Wszystko twoja wina, jak mnie tak kusisz tymi jądrami. — Charlie zaśmiał się, głaszcząc go po karku.
— Zupełnie niechcący — stwierdził Rush, przymilając się do jego dotyku.
— Oczywiście — odparł Charlie takim tonem, jakby udawał, że mu wierzy. Wsunął za to palce w te jasne włosy. — Ciekawe, czy będzie na to czas na wyjeździe…
— W nocy chyba mamy zamiar spać, a przed snem można co nieco… — Rush zaśmiał się, podszczypując kochanka w biodro, a następnie całując go w usta.
Charlie uśmiechnął się leniwie w pocałunek. Zamierzał wykorzystać ten drogi hotel, który miał im zafundować Alex. I nawet przebywanie z bratem kochanka nie wydawało mu się straszne, kiedy miał wizję tak przyjemnego spędzenia czasu z Rushem.
— Co myślisz o tym, żeby już nie wstawać z łóżka? — zaproponował Grey leniwie, nadal polegując na kochanku i głaszcząc go.
— Myślę, że to jeden z lepszych pomysłów, które dzisiaj słyszałem.
— A ja zwykle nie mam dobrych pomysłów? — Mężczyzna zaśmiał się, obcałowując twarz Charliego.
— Nie, masz wspaniałe pomysły! Jak ubranie tego ręcznika tak skąpo cię owijającego, na przykład.
Rush ze śmiechem ponownie go pocałował.
— Nie przypuszczałem, że aż tak dobrze zadziała. Zaatakowałeś mnie tak namiętnie.
— Nie mogłem nie wykorzystać okazji…
Rush oblizał usta.
— Co mnie bardzo cieszy. Byłeś strasznie seksowny. I cały czas jesteś. — Odgarnął mu kosmyk włosów. — Taki przystojny.
— Jeszcze wpadnę w samouwielbienie — zażartował Charlie i wtulił nos w jego szyję, przekręcając ich na bok. — A teraz daj mi się przycisnąć do siebie i nie myśleć, jakie Jason wymyśli złośliwości, żeby przekonać mnie do większej pracy nad swoimi pracami — prychnął, naciągając na nich pościel.
Rush zamruczał potakująco.
— Nie martw się. Ja wiem, że i tak są świetne — zapewnił kochanka, głaszcząc go po włosach. — Kocham cię.
— Mm, tak mi mów — zamruczał Charlie, przymykając oczy i przytulając się do ukochanego, niemożliwie rozleniwiony.

46 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 94 – Pierwsza, prawdziwa randka

  1. Katka pisze:

    高島惺子。, „to mi przypomina raczej oszczedzanie caly rok,zeby potem wejsc do sklepu i niczym Greyowie kupic pol sklepu” – coś w ten deseń XD Żeby mieć coś super, najpierw trzeba się pomęczyć w nędzy XD Oj, ale na pewno chłopcy nie żałowali. A co do Charliego – to słodkie, że tak się nim przejmujesz. To w takim razie szczęście, że Charlie nie czuje się jak „darmowa lala do posuwania” :( Byłoby smutno… Ale relacje chyba cały czas ewoluują, może coś się w tym aspekcie zmieni ;)

  2. 高島惺子。★★★ pisze:

    Pierwsza prawdziwa randka…
    Randka…hm…to mi przypomina raczej oszczedzanie caly rok,zeby potem wejsc do sklepu i niczym Greyowie kupic pol sklepu xd
    Odnoszę już po raz kolejny dziwne wrażenie, że wszyscy traktują Charliego, jak, nie przymierzając, darmową lalę do posuwania i nie podoba mi się to.
    tymczasem dobranoc, bo Shizu smęci, że mu telefonem po oczach świece xd

  3. TigramIngrow pisze:

    Ich seks jest najlepszy, bo to kołysanie i ta długa gra wstępna i ta miłość i czułość i takie…. mrał i w ogóle hot. Słodkie, cudne i bardzo przyjemne. Romantyczne :)

  4. Katka pisze:

    Everyman, witaj! :) Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś i że dajesz o sobie znać :D Heheh, no i tym bardziej jesteśmy uradowane, że Ryan i Lenny przypadli Ci do gustu :) Bo zdania są chyba podzielone XD Literówki… tak, staramy się nie robić i poprawiać, ale zawsze się niestety zdarzą. Ale pracujemy nad tym :)
    Jeszcze raz dziękuję za komentarz i oby pozostałe opowiadania, jeśli się skusisz, również się spodobały :)

  5. everyman pisze:

    A więc przybyła wam nowa wierna czytelniczka i fanka Ryana i Lenny’ego. :D
    Jakiś tydzień temu natknęłam się na to opowiadanie i od razu mnie wciągnęło, choć przerażała mnie jego tasiemcowatość. Ale teraz uważam to za zaletę, bo chyba przy żadnym rozdziale się nie nudziłam (a przy baaardzo wielu szczerzyłam i śmiałam jak debil, ale ciii..). Nawet literówki mnie u was jakoś bardzo nie raziły. Zresztą nie dziwię się im przy takiej ilości tekstu.
    Co by tu jeszcze.. A, postacie są genialne. Jasona polubiłam od razu. I obok wcześniej wspomnianych jest moją ulubioną postacią (sami bad boysi XD).
    A co do tego jeszcze rozdziału. Mru mru, ta ich randka. Naprawdę się nie mogę doczekać wyjazdu! Dobra, to na tyle, bo dużo tekstu w moim wykonaniu to porażka.

    Idę się zabrać jeszcze za dodatek walentynkowy, jakieś inne opo i niecierpliwie będę czekać na nowy rozdział FDTS. <3

  6. Katka pisze:

    Panie Kotołaku, miło Cię znowu widzieć :) Gdyby tylko Lenny i Ryan wiedzieli, że ich randka doszła do skutku dzięki karabinom maszynowym, granatom, bazookom i innym takim… :D Hehehe, no i serio gdyby to na Rushu spoczywała cała odpowiedzialność za obecność gości na wyspie, to kto wie czy Ryan by się tam pojawił XD Oni się przecież tak kochają… :D No i gołąbki jak najbardziej jurne, szczególnie jak w zasięgu wzroku pojawiają się takie seksowne jąderka ledwo ukryte pod ręcznikiem XD
    Miłego nadrabiania życzymy! :)

  7. pankotolak pisze:

    Zaległości pora nadrobić :)

    „Pierwsza, prawdziwa randka”
    „- Zaraz będziemy, jeśli po drodze nie okaże się, że jakiś samobójca postanowił rzucić się pod autobus, akurat na naszej trasie – zwrócił się wreszcie do Lennego.”
    *biega jak szalony szykując ekwipunek*
    * dogania pędzący autobus, wdrapuje się na dach*
    * rozkłada na dachu kocyk i z ulgą zdejmuję plecaczek*
    *z plecaczka wydobywa zgromadzony pośpiesznie ekwipunek*
    * rozkłada wokół siebie zgromadzone narzędzia wspomagające randkowanie: *
    * karabin maszynowy, kilka granatów, podręczna wyrzutnia do tychże, mała bazooka, kilka osinowych kołków, literek wody święconej, i kilka pomniejszych drobiazgów*
    * zadowolony spoziera z dachu pędzącego autobusu*
    * Nom! Nie będzie tu żadnych jakiś samobójców rzucających się pod autobus. Niech no tylko jakiś się napatoczy!*
    Wszelkim przeszkodom stanowcze nie!*
    Jak widać dobrze zabezpieczona randka doszła do skutku :)
    Okazało się, że panowie potrafią nie tylko się seksić, ale także całkiem normalnie rozmawiać, oczywiście jak na nich :)
    Cała randka taka mrauuuuuuuuu! Chłopaki byli słodsi od tej cukierni :))
    Ryan, iż w seksie pełni rolę pasywną (mam nadzieję, iż na wyspie Lenny powróci dla niego do swych początkowych pozycji z czasu młodości) tutaj jak rasowy macho: zaprasza, odkłada pieniążki, płaci rachunki, wydobywa ze swego chłopaka stosowne zeznanie. Nawet dało się go zrozumieć bez słownika ryano-normalnego :) A Lenny zadowolony, uśmiechnięty, bez specjalnych oporów pozwala o siebie zabiegać. Ryan pewnie świetnie wyczuł, iż bycie materacykiem Lennego wcale go nie deprecjonuje. trzeba przyznać, iż Lenny jak na pierwszy porządniejszy związek nieźle sobie poradził z oswojeniem i skorzystaniem z walorów samczego Ryana.

    „Lenny szedł obok, zerkając na chłopaka co chwilę. Rozmawiali jeszcze przy tym długo o wszystkim. O samochodach, które mijali, o słonecznych wzorach na kąpielówkach, o ciałach surferów, a nawet o piasku. I Lenny nie mógł zaprzeczyć, że dzisiejszy dzień był cudny, a ta randka, bardzo udana. Przemilczał przed Ryanem tylko fakt, że to była jego pierwsza prawdziwa randka, na jakiej był.”
    * mrauuuuuuu! rozpływa się z zachwytu*
    Ale, ale! Pierwsza prawdziwa! to znaczy, że …….
    *podekscytowany przebiera nerwowo ogonkiem*
    * ślepka się błyszczą, z rozdziawionego pyszczka kapie ślina, strzyże uszkami*
    Znaczy się na wyspie będzie utrata cnoty !!!

    Bo przecież, bez miłości i bez randki seks, nawet ten dogłębny to tylko taki zaawansowany technologicznie onanizm :) Nieprawdaż?
    Mam nadzieję, iż Jay-CzteryŁapyAndOgonek także pojedzie ze swymi chłopakami na wyspę i dostanie jakieś smakołyki, a nie zostanie samotny w mieszkanku Ryana z workiem suchej karmy.

    Jason jak mamaKwoka a może tatoSmok taki czuły, troskliwy i pamięta o wszystkim. Dobrze, że sprawdził czy Ryana z Lennym zaproszono, bo gołębas Richard jakoś ma sklerozę. Może podświadomie wolał nie pamiętać o zaproszeniu pierwszego swego gołąbko feniksa :). Za to feniksisko nie zapomniało :)
    Nic nie sugeruję tylko tak sobie podsumowuję te gołębie zagrywki :).
    A co do gołębich zagrywek … toż to perwersja! Gołąbki się sekszą! Nom! Nom! Prawie zapomniałem jakie one są jurne i kochliwe.
    * ze zrozumieniem patrzy na feniksa*
    * tak, tak, zabawa kłębuszkiem jest ekstra-*
    * piłeczką jeszcze lepsza a co dopiero dwoma!*
    * a widok dwóch ponętnych piłeczek koło siebie niechcący uciekających przed cenzorskimi zakusami ręcznika …. mrauuuuuu!*
    * takie świeże, czyściutkie, ponętne i kilkanaście rozdziałów nie testowane !

    Pora następne nowości poczytać, widzę aż 3.

  8. Katka pisze:

    LordKurak, „właściwie to po co ja to piszę? Robię z siebie pijaka…” – wszyscy mamy swoje mroczne strony… spoko XD A tak serio, haha, to miło, że mają pisemną zgodę od Ciebie, właśnie tego im było trzeba XD To mnie też zabiło „tak dawno ich nie było że praktycznie zapomniałam że oni w ogóle sex uprawiają :P” – Charlie to przecież taki gorący chłopiec, on by nie zdzierżył długo bez seksu, jak ma takiego przystojniaka pod ręką, hehe. A co do Charliego i Jasona jako rodzinie – mnie tez oświeciłaś właśnie, przyznam XD To urocze nawet.

  9. LordKurak pisze:

    Tak się zaczęłam zastanawiać, chciałabym zobaczyć minę Alexa kiedy podczas wypadu przypadkiem wyjdzie na jaw sprawa tatuażu Rusha, jak się zapomni i zacznie paradować gdzieś w samej bieliźnie, albo jak (mniej lub bardziej świadomy że to tajemnica) Ryan o tym wspomni. Ciekawe czy Rush zdążyłby go zabić, zanim sam zostałby zabity przez brata.

  10. LordKurak pisze:

    Kiedy to pierwszy raz czytałam byłam kompletnie pijana i nawet napisałam komentarz. Na szczęście zwykle piszę je najpierw w notatniku, bo tak mi wygodniej (tak też było i tym razem i go nie wysłałam) bo za Chiny nie wiem o co mi w nim chodziło :P (właściwie to po co ja to piszę? Robię z siebie pijaka… i skoro będąc pijana wpadłam na pomysł przeczytania nowego rozdziału, bo nie chciałam z tym czekać, jestem też uzależniona…)

    Ryan nie ma nic przeciwko nazywania go uroczym?! Jeszcze trochę i księżniczkę będzie odbierał jak komplement lol
    i wow zadał sobie trochę trudu i znalazł miejsce na randkę. Spodziewałam się że zabierze Lennego na jakiegoś burgera, albo do baru „jedz ile chcesz za X dolarów”. Zaskoczył mnie.
    Kiedy Ryan nie używa „proszę” podczas sarkazmu, aż dziwnie to brzmi, że jest taki kulturalny, aż powiedziałabym przesadnie kulturalny jak na niego.
    „A ty? Jak to było z tym twoim kochaniem?
    – Nie nosiliśmy skrzyń” hahahaha jak ja kocham ich wymijające odpowiedzi nie na temat
    „Może trochę. Nie było świec ani płatków róż.” …za to mieliśmy za „drzwiami” podsłuchującego nas Mikea XD to nadrobiło z nawiązką braki kwiatów i świec.
    „- Och, i jeszcze płaci. Co za mężczyzna – zamruczał teatralnie” Lenny ma u mnie plusa za takie luźne podejście do żartów.
    Lenny i Ryan mają moje błogosławieństwo i pisemną zgodę na bycie parą (wiem że na pewno baaaaardzo się przejmują moim zdaniem i biorą je do serca, więc czułam się w obowiązku ich o tym poinformować)
    awwwwww nareszcie gołąbki (bałam się, że źle zrozumiałam kiedy się pojawią, ale na szczęście były to bezpodstawne obawy) aż nie wiem co powiedzieć/napisać… tak dawno ich nie było że praktycznie zapomniałam że oni w ogóle sex uprawiają :P
    tak zupełnie nie na temat, to właśnie do mnie dotarło że (w dalekiej, odrobinę abstrakcyjnej przyszłości) Jason i Charlie będą rodziną

  11. Katka pisze:

    Gordon, tak, zaczęły wychodzić szczegóły z życia Lennego, ale jeszcze sporo jest do wydobycia :) Więc życzcie Ryanowi powodzenia XD Och i miło widzieć, że ktoś by się na Rusha rzucił XD Chociaż Charlie byłby zazdrosny, hehe.

  12. Gordon pisze:

    Nareszcie seks Rusha i Charliego, nie wiem kiedy byl ostatnio. Na miejscu mlodego pewnie tez bym sie rzucil na ksiecia jakby mnie tak kusil ;p ale teraz trzeba czekac na wyjazd i chyba bedzie zajebisty juz tak czuje. Randka tez wyszla super bo wreszcie zaczeli sie dogadywac i wychodza szczegoly z zycia Lennego. Sa ciekawa para dobrali sie dwaj skazancy xD tez sie podjaram jak reszta: objecie Alexa od tylu przez jasona bylo swietne xD chociaz mina Rusha jeszcze lepsza ;p

  13. Katka pisze:

    Seiridis, „wylewny Lenny” brzmi niemal jak oksymoron XD

    Ayame, haha, widzę, że Charlie i Rush wystarczy, że raz się pojawią, a już wystrzelony zostaje pocisk z lukru i sprzątać trzeba XD Cóż, taka ich dola XD

    I Elis ma rację, powiedziane było chyba (nie jestem pewna), że Lenny jest mniej więcej w wieku Jasona :) Na to więc wychodzi, że więcej, hehe, ale staro się nie czuje :) Och, Shinu, „pierwsza randka mając 29 na karku?” – no właśnie! Toż to rozkoszne jest XD

  14. Elis pisze:

    Mnie wiek Lennyego ie przeszkadza i ta różnica między nim A Ryanem. Zresztą już gdzie było wspomniane, ze Lenny ma coś koło trzydziestki. Ja sądziłam, ze ma równo 30. :) Fajnie, że dajecie też taką różnice wieku między postaciami. :)

  15. Shinu pisze:

    Shiv >> Miałam niezły szok, bo nie spodziewałam, że Lenny będzie najstarszy w FDTS, szczególnie patrzac na jego dziecinne zachowanie. Ale jak bym się nad tym wcześniej zastanowiła logicznie, to bym raczej nie miała takiego szoku. W końcu musiał przesiedzieć jakiś czas w pierdlu za to morderstwo. Ale, kurcze, naprawdę trudno mi będzie o nim myśleć jako o prawie-trzydziestolatku o_O
    Z drugiej strony jego wiek stawia w nowym świetle ten rozdział – pierwsza randka mając 29 na karku? Mój słodkościometr wybiegł po za skale(w pozytywnym sęsie) ;D

  16. Ayame pisze:

    Po przeczytaniu (od razu po wstawieniu, nie bijcie, że dopiero teraz komentuje XD) musiałam ścierać lukier z twarzy xD i wycierać mokrą chusteczką monitor, oczywiście z płynem! Co by nie zostało śladów xD

    Co do rozdziału hmm… Faktycznie seksu Rusha i Charliego dawno nie było – ale nadmiar cukru mnie zabija( sick! Roztyje się! Da się jeszcze bardziej? xD) Ale jak to nasze gołąbeczki to nasze gołąbeczki, muszą sobie pogruchać, w końcu nie są srokami i nie przynoszą srebra do gniazda xD

    A propos Ryana i Lennego – nie wiem co mam powiedzieć xD Aaaa… nie wiem xD

    Jason przytulający Alexa, cmokający i wzrok Rusha – zabija xD Niech im ta wyspa wyjdzie na dobre i w sumie… jestem ciekawa jak Alex będzie się zachowywał xD

    Buziaki

  17. Seiridis pisze:

    Awwww, Ryan i Lenny, randka, awwwww. I te wszystkie myśli Lenny’ego. W porównaniu z tym co na co dzień to jego myśli są niemal WYLEWNE xD Ale to było serio słodkie, urocze i rozpuściłam się :D

    I co za Arthur?

  18. Tigram Ingrow pisze:

    Shinu, dobre, nie? Ja jak to zobaczyłam to szukałam zębów po całym pokoju :) 6 lat różnicy między nim a Ryanem, kto by pomyślał? Ale różnica pomiędzy Alexem i Jasonem przypadła mi do gustu ;D

  19. Shivunia pisze:

    Floo, Shinu >> Ale czemu to takie straszne? czemu się światopogląd zawalił ? No „stary” z niego facet, ale z racji, że dzieciństwa on miał tyle co kot napłakał, teraz sobie odbija przy młodszym XD Ryan i jego wiek mu się udzielają ;p Ale spoko, mnie czasami samą przeraża, że Ryan jest tyle od niego młodszy XD Spotyka się z dzieciakiem, a sam zachowuje się jak dzieciak. Cóż.

  20. Shinu pisze:

    O moj boże… Lenny ma 29 lat? Serio? 29?!
    Matko, mój światopogląd się zawalił xD

  21. Tigram Ingrow pisze:

    Nie… myślę, że Jason mimo wszystko jest nieco bardziej dojrzały i się w takie rzeczy (konkurs bekania) nie bawi. W jego stylu jest raczej wydmuchiwanie dymu tytoniowego prosto w czyjąś w twarz ^^

  22. O. pisze:

    Haha ale dlaczego, to pasuje do niego;D Bez obrazy Jason *chowa się jednak pod biurko by niczym nie dostać* xD

  23. O. pisze:

    Tylko by tam jakaś orgia nie powstała;o To byłoby złe;o *wachluje twarz podkładką*
    Straszny był widok Alexa czy to,że Jason w moich myślach jest królem bekania? xD

  24. Katka pisze:

    X?, tak, faktycznie widać doskonale, że Jason i Alex są parką najbardziej popularną, jednak głupio by było, gdybyśmy z tego względu pisały tylko o nich. Jak mówisz, nadmiar jest zły. Może też przez to, że są tak uwielbiani, ilość scen z nimi wydaje się zbyt mała. Trzeba jednak zauważyć, że Charliego i Rusha jest jeszcze mniej, a nikt o nich nie walczy XD Więc to raczej zależy od podejścia. Ale jak mówiłam, staramy się, żeby Jason i Alex mieli swoje momenty, więc wystarczy nieco cierpliwości :) A wracając jeszcze do tego dążenia do czegoś. Ja nie mówię, że FDTS nie będzie miało końca XD Wiemy jak się skończy, jednak koniec jest jeszcze dość odległy :) Jednak jeśli takie długie tasiemce nie są tym, co lubisz, to zachęcam do innych opowiadań, które cel niewątpliwie mają :) Pozdrawiamy również! :)

    O., na wyspie oczywiście musi być integracja – w końcu jakby to wyglądało, jakby się obozy zrobiły. To wspólny wypad, co jak co, ale są osobniki, które nie pozwoliłyby, żeby przeszła im koło nosa dobra, wspólna zabawa… Na przykład taka fioletotowowłosa dziewczynka :) W ogóle „Właśnie, tak poza tematem. Widziałam w tv bekającą laskę i to mnie w jakiś dziwny sposób natchnęło by wyobrazić sobie Alexa, który bęka i wygrywa konkurs w tej dziedzinie xD Nie wyszło mi to, ale dalej się staram pokonać Jasona w myślach” – to było creepy XD

    Tigram Ingrow, jasne, że by się dało :) Proszę: http://shikattales.tumblr.com/post/17437965233/wiek-bohaterow-z-fdts

  25. Tigram Ingrow pisze:

    A ja tak odbiegnę nieco od tematu – był pokazany na ShiKat Tales Tumblr wzrost chłopaków, teraz jest częstotliwość odcinków, kiedyś było przypomnienie ich nazwisk, a ja jestem spragniona, żeby zobaczyć kto ile ma lat. Dałoby radę przygotować taką małą ściągawkę?

  26. O. pisze:

    Pierwsze co zrobiłam to sobie potańczyłam z radości po przeczytaniu! W końcu Lenny i Ryan stają się sobie bliscy. Nie neguję tego,że wcześniej nie byli, bo byli, owszem-fizycznie i raczej taką kumpelską mieli relację. A tu proszę, już się coś ładnego większego buduje, dużymi łyżkami słodkości xD Szkoda,że Lenny nie powiedział, że to była jego pierwsza randka, to by na pewno jakoś Ryana i dowartościowało i zatkało jak i zwiększyło jego ciekawość. Liczę,że na tej wyspie prócz Waszej głupawki im udzielonej pojawi się jakaś długa i ciekawa rozmowa o życiu Lenny’ego.Bo mnie ciekawi jego matka, jak i osoba z którą x rozdziałów wstecz rozmawiał przez telefon.

    „Jason wywrócił oczami i podszedł do Alexa, obejmując go od tyłu.
    – Mam nadzieję, że mu się nie zapomniało, bo wypłyniemy bez naszej bonusowej, szczęśliwej, gejowskiej parki i potem się nasłucham od Ryana, jakim jestem zwyrodnialcem – prychnął, kładąc brodę na ramieniu kochanka.” To trochę brzmi jakby R i L byli im zupełnie obcy, tacy spoza paczki ;o Ale mam nadzieję,że na wyspie prócz jakiegoś sekszenia w przerwie między drinkami a opalaniem będzie integracja wszystkich. Nawet Lenny’ego i Alexa xD Przecież może nasza Panterka potraktować Królową jak siostrę Ryana xD

    Właśnie, tak poza tematem. Widziałam w tv bekającą laskę i to mnie w jakiś dziwny sposób natchnęło by wyobrazić sobie Alexa, który bęka i wygrywa konkurs w tej dziedzinie xD Nie wyszło mi to, ale dalej się staram pokonać Jasona w myślach xD

    Powracając jednak do rozdziału, to fajnie było sobie poczytać o Charlim i o Rushu xD Taki ich posmak niczego nie psuje, w sensie jest zdrowe niżeli ciągłe wspominanie ich xD

  27. x? pisze:

    jeśli chodzi o popularność Jasona & Alex, widać to nawet po tych dzisiejszych komentarzach. Oni są zdecydowanie najlepszą i najbardziej rozwojową parą i wydaje mi się że są również najbardziej popularni – i widać ze naród chce ich w jak największych dawkach:) dlatego kiedy pojawia sie taka sytuacja- tak jak w tym epizodzie z narzeczoną- zapowiadało się na masę kjutaśnych, słodziuchnych i zabawnych wydarzeń na lini Jason – Alex i na zapowiedziach się skończyło- pojawiają się również moje (być może niesprawiedliwe) odczucia o „jechaniu na popularności konkretnej pary”. pewnie jestem nie obiektywna- jak sie łatwo domyślić po mojej wypowiedzi jestem fanką konkretnej pary i gdyby nie oni, pewnie już bym nie czytała FDTS (co oczywiście nie znaczy że J&A mają być non stop i do urzygu- nadmiar też jest niedobry)
    a jeśli chodzi o drugą kwestię – dokąd zmierza, niestety raczej jestem zwolenniczką kończenia w odpowiednim momencie, bo potem pojawia sie groźba „mody na sukces” i jej meandrów fabularnych, albo sztuka dla sztuki a byłoby szkoda.
    pozdrawiam i wyglądam kolejnych rozdziałów :)

  28. Katka pisze:

    Tigram Ingrow, dziękuję za wytknięcie błędu :) I serio, ośmielajcie się i jak jakieś widzicie, to będę bardzo wdzięczna, jeśli będziecie je wytykać. Lubię jak jest idealnie, ale już sprawdzając tekst kilkukrotnie nie zauważam błędów, bo mimowolnie automatycznie go przelatuję. Hehe, a co do proporcji, w jakich pojawiają się sceny z gołąbkami w porównaniu do reszty – „a wszakże o naszych cukiereczkach było sporaśno pisane na początku” – mieli swoje pięć minut :) Ale przyznam, że ja sama jestem zaskoczona, jak czasem po takiej dłuuugiej przerwie dobrze się ich pisze. Może w dużym natężeniu są ciężcy do zniesienia, haha, bo taki romantyzm przesadny trzeba lubić, ale raz na jakiś czas słodyczy nie zaszkodzi XD Szczególnie, że Charlie jest chyba jedną z najluźniej podchodzących do pozycji pasywnej postaci, więc miło się pisze, jak się tak nadstawia XD

    Raya, hehe, a proszę bardzo. Fajowsko, że Rush i Charlie nie zemdlili :D No i fakt, szkoda, że Lenniak nie miał wcześniej innej randki, ale w sumie przesiedział dużą część swojego życia, więc nie miał nawet kiedy. Ale to nie jest nic, czego nie można nadrobić :) I miłego pobytu na nartach życzymy, nie złam sobie nic XD

    Elis, przez wrażliwy tyłeczek Alexa to on w 99% procentach ląduje na dole <3 I Jason nie marudzi na to bynajmniej, haha, chociaż przyznam, że chciałabym zobaczyć minę innych, głównie Rusha, jakby się dowiedzieli, jak dokładnie wygląda ich seks XD I upartość Jasona była tu kluczowa – gdyby nie ona, Alex pewnie wróciłby już do Anglii i byłby biedny sam, skazany na towarzystwo narzeczonej. Na szczęście smoczysko wiedziało co robić XD

    Kohaku, "Może na wyspie nieco poszaleją, poznają swoje inne strony, co będzie dobrym pretekstem do dziwnych rozmów i wyznań xD" – oj poszaleją… XD Dzisiaj Shiv miała pociąg o 5:54, więc postanowiłyśmy nie kłaść się spać i duuużo pisałyśmy, jeszcze rozdziały na wyspie. Głupawka się udzieliła, więc mamy nadzieję, ze trochę się pośmiejecie :) I to, haha – "Brawo, ze panowie trochę pogadali" – wreszcie, co XD

    W ogóle bardzo nam się miło zrobiło, że tak chcecie, by do niczego nie dążyło, haha XD To dziwnie brzmi XD Jeszcze Was tym opowiadaniem trochę pomęczymy, chociaż same się dziwimy, że już takie długaśne jest :) Ale wena na szczęście nie opuszcza :)

  29. kkohaku pisze:

    Brawo, ze panowie trochę pogadali, to pierwszy krok aby później bardziej otwarcie rozmawiać o tym co dręczy ich i przeszkadza. Dziwny mają ten związek, bo jeszcze pewnie sporo będą musieli się o sobie dowiedzieć, nie zdziwiłabym się jakby w przypływie kłótni się rozstali, a potem znowu zeszli xD Tak czuję, że boja są pełni energii, w rzucaniu co im przychodzi do głowy również, chociaż zależy to od miejsca.
    Zazdroszczę Lennemu xD Ja jeszcze nie byłam na randce xD Jakoś zawsze mnie to omijało >___> Ja chcę do cukierni i jeść na koszt faceta!

    W sumie też miałam cichą nadzieje, że jakaś większa rozmowa kroi się między Alexem i Jasonem, ale w sumie wydaje mi się, że są takiego typu facetami iż nie czują ku temu potrzeby. A i chyba wszystko omówili już wcześniej. Może na wyspie nieco poszaleją, poznają swoje inne strony, co będzie dobrym pretekstem do dziwnych rozmów i wyznań xD

  30. Elis pisze:

    Mam nadzieję, że Ryan w przyszłości dowie się, że to była pierwsza, prawdziwa randka Lennyego. Coś nie coś udało u się z niego wyciągnąć, ale Lenny kryje w sobie tyle tajemnic, że nie tylko Ryan chce je poznać, ale i ja też. I jakiś ich sposób, w końcu dogadali się, że są razem. Randka, była super i zakończona spacerem po plaży,a potem w domu pewnie i seksem. :))

    Kocham, kiedy Jay obejmuje Alexa. Już się nie mogę doczekać, kiedy zrobi to przy wszystkich. Chociaż pewnie będzie dozował takie wrażenia, aby nie narazić się królowej. :))
    „- Jest uparty – wyjaśnił z cieniem rozbawienia w głosie, który mogli wyczuć tylko mu najbliżsi. ” Gdyby nie był uparty i taki chętny, to by nie doszli do tego co jest teraz i będzie. Już chcę tego ich wyjazdu. Normalnie, tak mało dajecie Alexa i Jasona, że jestem na głodzie. Aż poczytałam sobie wszystkie fragmenty z nimi. :))

    Shinu, „I rodzi się pytanie – kto jest na dole?” Zżera ich ciekawość, bo po żadnym nie mogą się tego spodziewać. No, a ktoś musi być na dole. Może to jakoś wyjdzie na jaw. Ale w sumie Jay, Alexowi pozwala na topowianie, to mona powiedzieć, że są uniwersalni. Chociaż, Alex z tym swoim wrażliwym tyłeczkiem na dole jest bardzo smakowitym obrazkiem. :))

    W czasie czytania sceny seksu Rusha i Charliego dowiedziałam się, że się za takimi scenkami z nimi stęskniłam.
    Poza tym Charlie jest uroczy z tym udowodnieniem Jasonowi, że on nadal rysuje itd. :))

    Też chcę, aby to nie zmierzało donikąd, to ma trwać i trwać. Kocham FDTS całym sercem. :**

  31. raya pisze:

    aaaale posłodziłyscie…wspaniale! tego mi bylo trzeba po odmrożeniu sobie tyłka na nartach:D
    jestem starsznie ciekawa, kiedy odkryjecie jakąś większą tajemnicę Lenny’ego… Aż mi się dzisiaj smutno zrobilo na mysl o tym, ze to była jego pierwsza prawdziwa randka…;(
    no i na deser seks Rusha z Charliem – jak zawsze megaboski. Już się zdążyłam stęknic wiec tym bardziej doceniam i dziękuję:):*

  32. Tigram Ingrow pisze:

    No kochane…. Moje ulubione opisy: „Jason (…) podszedł do Alexa, obejmując go od tyłu(…) kładąc brodę na ramieniu kochanka(…) cmoknął Alexa w szyję, obejmując w pasie.” – została ze mnie mokra plama, bo się rozpuściłam!^^ Uwielbiam, uwielbiam. A co do Rusha i Charliego – faktycznie, dopiero po przeczytaniu uświadomiłam sobie jak dawno nic miedzy nimi nie było. Ale to nic, nic. Ryan i Lenny musieli mieć swój czas, a wszakże o naszych cukiereczkach było sporaśno pisane na początku.
    Komentarz Floo nieco mnie ośmielił i pozwolę sobie wyrazić opinię iż w zdaniu „Rush machnął ręką, wskazując ich nią i nie mogąc znaleźć słowa” wyraz „nią” wydaje się być zbędny.
    I mój głos w dyskusji pojawiającej się w komentarzach – x? napisała „już nie rozumiem dokąd to zmierza…….” – a ja mam cichą nadzieję, że właśnie do nikąd, bo jakby był jakiś wymyślony cel, do którego by się dążyły to później było by zakończenie i pożegnanie z bohaterami a tego bym nie zniosła! Dlatego bardzo mi się podoba odpowiedź Katki, że jest to obyczajówka opisująca perypetie bohaterów. Ja jestem bardzo zadowolona. Bardzo, bardzo, bardzo. Zżyłam się z Wami. Do tej pory pamiętam jak 20 czerwca trafiłam na to opowiadanie i od 22 do 3 w nocy przeczytałam pierwsze 12 odcinków. I wsiąkłam na dłużej. I chcę tu zostać do końca :)

  33. Katka pisze:

    Shinu, „Jeszcze trochę i zacznę płakać z nadmiaru słodkości ;33” – ups XD Mamy nadzieję, że jednak nie jest… mdło XD Może się starzejemy, hehe. I taaaak, zdecydowanie ciężko ocenić, patrząc na Alexa i Jasona, kto tu jest na dole. Alex jest takim pewnym siebie, chłodnym facetem, że nikomu na pewno nie przyszłoby do głowy, jak bardzo gorący potrafi być, kiedy zajmuje się jego tyłeczkiem :) I to, hahahaha „Skrajna tandeta, skrajna cierpliwość, skrajny seksapil xDDD” – cudowny wniosek! XD

    Nela, maraton FDTS… a może by się kiedyś dało, jak najbardziej :) Ale musiałybyśmy zadbać o większy zapas, więc jak będziemy mieć taką większą wenę i napisze się dużo na raz do przodu, to o tym pomyślimy :)

    Margo, „tylko brakowało jeszcze czegoś pomiędzy Alexem i Jasonem, ale myślę, że to do nadrobienia, będą mieć cudowny weekend przecież.” – powiem Ci, że aż czuję wyrzuty sumienia, że tyle Wam każemy czekać na utęsknione scenki z Alexem i Jasonem, ale tak jak mówisz, wszystko do nadrobienia i na wyjeździe już będziecie się mogli nimi nacieszyć :) I, haha, „seksowna planeta” – <3 Urocze porównanie, a Rush faktycznie potrafi nieświadomie kusić :) Taki z niego uroczak momentami :)

  34. Margo pisze:

    Rozdział po prostu klasa…. taki rozkoszny, randka, seks gołąbeczków, no tylko brakowało jeszcze czegoś pomiędzy Alexem i Jasonem, ale myślę, że to do nadrobienia, będą mieć cudowny weekend przecież.
    Nigdy bym nie pomyślała, że to była taka naprawdę pierwsza w życiu randka Lennego. Jak zobaczyłam tytuł to wiedziałam, że Ryan i Lenny będą mieć swoją pierwszą randkę, a tu proszę…to o Lennego w sumie chodziło. I fajne to było, że wreszcie Lenny opowiedział coś o sobie, niechętnie, ale coś wydukał, a Ryan nie dał się zbyć.. No mogę rzecz, że idealna randka, ciekawa tylko jestem jak było im razem teraz na plaży – chodzi mi głównie o rozmowę.
    Ależ z Rusha wąż kusiciel, niby nic nie zamierzał ubierając się tak, raczej się nie ubierając, a osiągnął że tak powiem niezamierzony cel… Charlie seksowny, ale wydaje mi się, że jak obaj są razem to aż kipią seksem. Przecież to chyba najbardziej seksowna para. W ogóle oni jacyś wszyscy są z jakiejś seksownej planety haha:)))))))))))))
    Nie mogę doczekać się ich wyjazdu…. !

  35. nela pisze:

    No kurde ja tu czytam o Alexie i Jasonie, mam nadzieję, że wydarzy się coś więcej a tu.. Charie i Rush. ;(

    Musicie kiedyś zrobić maraton z Fire Dragon Tattoo Studio. :D

  36. Shinu pisze:

    Nareszcie Lenny i Ryan powiedzieli sobie wprost(jak na nich), że myślą o sobie poważniej. Nosz kurde, jestem prze szczęśliwa. A to zdanie, że to była pierwsza randka Lenny’ego… awwwww, kurde dziewczyny piszecie coraz bardziej rozczulająco. Jeszcze trochę i zacznę płakać z nadmiaru słodkości ;33

    Potem patrze, jest Jason, jest papieros, jest torba, jest hotel – tak! Już jadą na wyspe. Ale nie, to dopiero jutro, a w prawdziwym świecie 9 dni T_T
    Widze zdanie o chłopaku w krótkich spodenkach, myśle najpierw, ok, jest Alex. A potem nagle spadły na mnie jak grom z jasnego nieba te całe spodenki i jest tylko takie WRÓĆ – czytam jeszcze raz, nie, niemożliwe, żeby Alex tak się ubrał. A może jednak? Może się wyluzował? W koncu natrafiam na imie „Rush” i juz wszystko jasne. Kamien z serca. Wszystko jest normalne xD
    Ta cała „demonstracja” Alexa i Jasona była genialna xD Błagam, niech tak wygląda cały wyjazd. Mogę sobie tylko wyobrazić jak osoby trzecie musza się niezręcznie czuć widząc ich w takiej sytuacji. Co jak co, ale dla większości z nich Alex był do tej pory aseksualnym sztywniakiem, aż tu nagle wychodzi na jaw, że jest z Jasonem. I rodzi się pytanie – kto jest na dole? xDD Bo wątpie, żeby ktoś z nich podejrzewał Alexa o bottomowanie, to byłoby dla nich zbyt abstrakcyjne, jednak to samo tyczy sie Jasona. Nie no, serio, reszta grupy musi mieć niezłą rozkminę xD

    Matko, jak tu dawno nie było seksu naszych gołąbeczków. Bardzo dawno. Tak dawno, że już się od ich seksu odzwyczaiłam i przeżyłam mały szok, słysząc ciągle „jaki ty słodki”, „taki słodki”, „mój słodki” i cholera wie jeszcze co. Słodki to jest Ryan jak wbrew sobie chce poczuć głębiej Lenny’ego, słodki to jest Alex kiedy się przytula do Jasona, słodki to jest, o zgrozo, nawet Jason na dole, ale nie gołąbeczki rażące tandetą. Brakuje im tylko pięciu kotów xD
    To tylko pokazuje jak bardzo różnią się od siebie wasze parki. Każda jest w jakimś sęsie skrajna. Skrajna tandeta, skrajna cierpliwość, skrajny seksapil xDDD

  37. Katka pisze:

    Mua, oj, na wyspie zdecydowanie chłopcy sobie poużywają, więc jest na co czekać :) Utęskniony moment na pewno nadejdzie :)

    X?, przyjazd Jeane na pewno nie był pretekstem do wyjazdu wszystkich, ponieważ pomysł na niego wykluł się już po jej przyjeździe :) Zaś jeśli chodzi o popularność Jasona i Alexa i zarzut, że ciągniemy to na tym – co przez to rozumiesz? Znaczy, że czytelnicy tylko dla nich czytają to opowiadanie? Bo jeśli o coś innego, to widać przecież, że nie piszemy z nimi wcale tak dużo fragmentów, poświęcając też sporo dla reszty. Zrozumiałe, że chciałabyś, by był jakiś cel, jednak jest to typowa obyczajówka, a bym się pokusiła nawet o stwierdzenie „bajka” w luźnym rozumieniu tego słowa, więc wszystko co się dzieje, to takie przygody i perypetie bohaterów :) Staramy się pisać tak, żeby było ciekawie, a odbiór jak najbardziej zależy od Was, więc dziękuję za szczerą opinię :)

    Floo, dzięki wielkie za błędy i jest nam wstyd za „wysiedli z przystanku”, haha XD Za wszystkie właściwie XD Już poprawione :) I zaczynamy się bać o nasze życie, jeśli chodzi o braki Jasona i Alexa XD Ale doczekacie się, zapewniam ;***

  38. Floo pisze:

    Zacznę od tego co mi się rzuciło w oczy i jest absolutnie nie możliwe:
    „Wysiedli z przystanku i chłopak ruszył chodnikiem.”-albo na przystanku albo z autobusu XD
    Zamieniam sie w wykrywacz błędów
    „- Mam nadzieję, że za tym więziennym ja nie tęsknisz.”
    „Mieli spędzić czasu dużą grupą.”-nie potrzebne tu to U :D
    „Ruch objął kochanka w talii, przekręcając go na plecy i nie zaprzestając namiętnego pocałunku.”-jestem zszokowana, aż 4 błędy @_@

    No proszę Lenny się trochę odkrył…. i był na swojej pierwszej randce *_*

    Jak przeczytałam o Jasonie palącym w oknie pierwsza moja reakcja to „No nie znowu są PO >..<?!" a potem czytam o krótkich spodenkach i "Alex w krótkich spodenkach? WTF?!" czytam czytam "Eeee, to tylko Rush"
    Za długo ze mną pogrywacie, żądam żeby na wyspie był gorący sex J&A i to NIE JEDEN!!! Bo inaczej wpadnę na tą wyspę i będzie sajgon, bo ich wszystkich porozdzielam żebyście nie mogły pisać o innych parkach! Jestem na AlexoJasonowym głodzie noooo T____T

    Niech oni juz są na tej wyspie, nie mogę się doczekać :D

  39. x? pisze:

    już nic nie rozumiem. najpierw była bomba- przyjazd straszne narzeczonej, potem pierdołowate odciąganie przyjazdu i Ryanowe zapychacze, potem okazało sie że bomba to była plastikowa atrapa (rozmowa Marg i tej tam była taaaka fascynująca i tyle wnosząca do akcji…), akcji Alex – Jason nie posunęło do przodu ( żadnych wyznań/deklaracji/zerwania z narzeczoną/ślubu/najazdu kosmitów), obawy Alexa okazały się na wyrost a jego reakcja nieco histeryczna (patrząc na przebieg i wynik wizytacji). czy ten przyjazd miał być pretekstem do wspólnego wyjazdu dla wszystkich? bo wyszło słabiznowato… i tak jakby ciągnięcie na siłę opka na popularności Jason&Alex ( i nawet niestety tu chemia siada)
    już nie rozumiem dokąd to zmierza……..

  40. Mua pisze:

    Ha, pierwsza !!!
    Nareszczie sie odczekałam, rozdział suuuuuper !!! :D
    Ale muszę przyznać że czekam z niecierpliwością na jakąś ostrzejszą scenę z Alexem i Jasonem …..mam nadzieję że już niedługo … :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s