Never Be The Same – 49 – Trochę do zapomnienia

„I lost a piece of me in you;
I think I left it in your arms.
I forget the reasons I got scared,
But remember that I cared quite a lot.”*

Shane siedział przy laptopie w swoim pokoju, przeglądając eBay. Dobrze tam schodziły takie bajery jak jego kolekcje płyt, autografów i zdjęć wokalistów. Nie chciał już więcej sprzedawać, bo kiedy patrzył na swoje zbiory, aż go ściskało na myśl, że miałyby się zmniejszyć. Jednak na wspomnienie tego, jak drogo sprzedał płytę Floydów, aż go korciło, żeby chociaż spojrzeć, ile by mógł zarobić. I tak nie miał chwilowo co robić, bo mieli obejrzeć film i pogadać z Lucy, ale David coś robił w kuchni, a dziewczyna zadzwoniła, że będzie dopiero za dwadzieścia minut. Przeglądał więc dalej, zerkając sporadycznie za plecy i nasłuchując czy jego kochanek się nie zbliża. David po tamtej wizycie tego fana Floydów już więcej nie dopytywał, kim był. W końcu ten już więcej się nie pokazał, więc nie było czym się martwić. Cieszył się, że David nie naciskał, chociaż głupio mu było ukrywać tak coś przed nim. Jednak mężczyzna mógł się zirytować, więc wolał siedzieć cicho i gromadzić fundusze.
Westchnął, sięgnął po kufel z piwem i powoli popijając, przeglądał dalej aukcje zdjęć z koncertów. W tym wszystkim nawet nie usłyszał, jak do pokoju wrócił jego kochanek. Był w sumie tak cicho, że wpierw Shane poczuł przyjemny, goździkowy zapach piwa, nim go usłyszał. Mało nie zakrztusił się własnym, szybko zrzucając na pasek stronę i okręcając się na fotelu. David uniósł brwi, robiąc dość niemądrą minę.
— Mam pytać, czemu zachowujesz się jak nastolatek przyłapany na oglądaniu pornosów przez rodziców, czy sam powiesz?
— Nie oglądam pornosów, zaspokajasz mnie. — Shane zaśmiał się dość gorączkowo, mając nadzieję, że zostanie to niezauważone. Nie przyszło mu nawet do głowy, że w oczach kochanka pewnie nie byłoby takie dziwne, że przegląda tego typu aukcje. Gdyby oczywiście się z tym nie krył. Przez to stopień, w jakim stawał się podejrzany, rósł kilkakrotnie.
— To w takim razie co tak chowasz? — spytał David, dmuchając nadaremnie na grzane piwo.
— Nic, przeglądam różne strony.
— To czemu je schowałeś, jak tylko wszedłem?
Shane zawarczał pod nosem i odstawił piwo na biurko. Dopiero potem uniósł na Davida spojrzenie, starając się wyglądać normalnie.
— Przeglądałem eBay i tak odruchowo no.
David nie mógł się nie zaśmiać.
— Kupujesz Lucy na prezent koronkowe gatki czy dla siebie jakiś zestaw erotyczny — prychnął, podchodząc do chłopaka bliżej i stawiając za nim na stoliku kufel. Pocałował go w nos. — No co, mały kłamczuszku?
Shane ściągnął go niżej za kark.
— Drań z ciebie, za dobrze mnie znasz — burknął i pocałował go mocno, żeby zakończyć temat. Miał przynajmniej nadzieję, że się uda.
— Och, w tej kwestii raczej nie ma co gratulować. Jesteś w tym tragiczny. Jakbym chciał, mógłbym wyciągnąć z ciebie wszystko — zamruczał David, opierając się o jego silne ramiona.
— Taa? I nie możesz wyciągnąć tylko dlatego, że nie chcesz? — Zaśmiał się Shane, muskając jego wargi raz po raz.
— Tak.
— Pewny siebie coś jesteś.
— A to takie dziwne?
— No niby nie… — prychnął i dla swojego dobra zmienił temat: — Przed filmem trzeba z Lu pogadać.
— Bardziej w sprawie mieszkania czy pracy?
— Mieszkania. Ona głupia nie jest, będzie wiedziała, że musi znaleźć pracę, żeby wydolić.
— Czasami jak was słucham, to wątpię w to twoje żarliwe zapewnienie. — David uśmiechnął się kącikiem ust, ukazując jeszcze wyraźniej swój charakterystyczny dołeczek w policzku.
Shane zmarszczył brwi na jego słowa, chyba nie do końca rozumiejąc, co mężczyzna chciał przez to powiedzieć.
— Czemu niby?
— Bo nie raz słyszałem, jak… delikatnie mówiąc, wątpiłeś w jej wybory — wypomniał mu, nadal nad nim pochylony, tak że stykaliby się nosami, jakby przysunął się jeszcze ze dwa centymetry.
Shane trącił językiem kolczyki w wardze w zamyśleniu.
— No może trochę… Ale jak się z nią poważnie pogada, to dojdzie do niej, że musi znaleźć coś normalnego i stałego. W ogóle chodź do salonu już z tym piwem.
David potaknął, ale oparł się o niego bardziej, wsuwając mu nawet kolano między nogi i sięgnął do myszki. Nic jednak nie ruszył.
— Zajrzeć czy nie? — Zaśmiał się i skubnął zębami ucho chłopaka.
Shane aż sapnął głucho na to doznanie i położył mu dłonie na biodrach.
— Jak chcesz… bo serio nie szukałem porno — odmruknął, zaciskając lekko palce na jego bokach.
— Wiem, że nie szukałeś. Inaczej byłbyś cały czerwony na uszach, kiedy to zasugerowałem. Nie szukałeś też żadnych sprośnych fatałaszków. — David objął go za szyję i pocałował w czubek głowy. — To powiesz mi czy muszę sprawdzać? Hm?
— Nie potrzebuję sprośnych fatałaszków, twoje lubię. — Zaśmiał się Shane. Nie raz sobie trzepał do zapachu i dotyku ubrań Davida, a ten chyba nawet miał tego świadomość. Teraz jednak wiedząc, że nie uniknie odpowiedzi, spojrzał w oczy Davida krótko. — No tylko na płyty i takie tam patrzyłem.
David skinął głową, widząc od razu jak na dłoni, że kochanek nie kłamie. Pocałował go w czubek nosa. Był dziś przyjemnie rozleniwiony, a może po prostu zmęczony.
— Planujesz jakieś zakupy?
— Nie, tak przeglądam. — Shane wzruszył ramionami i sięgnął ręką do jego koszuli, wsuwając pod nią dłoń, na co David uśmiechnął się pobłażliwie.
— Wiesz, że zaraz Lu wraca, co?
— Taa, ale przytulić mogę — prychnął, unosząc się z krzesła i obejmując mężczyznę, w tym jedną dłoń trzymając pod jego koszulą, by wyczuć jego ciało.
David lekko się spiął, bo chłopak uniósł go z oparcia, kiedy ten opierał się kolanem o krzesło. Rozluźnił się jednak szybko w jego ramionach. Aż ciężko było sobie wyobrazić, jak jeszcze niecały rok temu spinał się przy nim.
Shane odetchnął i pogłaskał go po plecach, całując lekko w szyję.
— Pochylasz się tak, najaram się na ciebie, a i tak nie ma czasu. To jest, kurwa, draństwo — zaśmiał się, przymykając oczy.
— To nie moja wina. To wina twojego libido.
— Nie, twoja, bo tak na mnie działasz. Nn, chodź już z tym piwem, bo się nie odlepię — powiedział niechętnie, ale jakby na przekór swoim słowom tylko mocniej przycisnął do siebie kochanka.
David zaśmiał się na to i pocałował go jeszcze raz, po czym wyślizgnął mu się z ramion.
— Strasznie słowny — prychnął, łapiąc swoje grzane piwo, od którego było mu naprawdę gorąco i wyszedł z pokoju.
Shane od razu podążył za nim ze swoim kuflem i kiedy tylko miał usiąść na kanapie obok kochanka, usłyszeli otwieranie drzwi wejściowych.
— No w czas! — krzyknął w tamtą stronę.
David tylko obejrzał, czekając, aż usłyszy z przedpokoju powitalny okrzyk Lucy, która po chwili wpadła do salonu z lekkimi rumieńcami na policzkach.
— No jestem, jestem, bez spiny, chłopaki.
— No to ogarniaj się i siadaj na tyłku, bo zanim zaczniemy film, to chcemy pogadać — odparł jej kuzyn, siadając ciężko na kanapie.
Lucy poszła jeszcze do łazienki, aby się przebrać, a David w tym czasie wstał.
— Chcesz coś do picia?! — krzyknął za nią.
— Ano, colę może, powinna jeszcze być, jak Shane nie wyduldał! — odkrzyknęła dziewczyna i zatrzasnęła drzwi.
— Nie wypiłem i też chcę — odparł od razu Shane.
— Masz jeszcze piwo — zauważył David, idąc do kuchni.
— Resztki — odmruknął, sięgając po swój kufel, w którym rzeczywiście było już tylko trochę piwa.
Mężczyzna nie odpowiedział i w kuchni wyjął dwie szklanki. Obie napełnił colą i wrócił do kochanka, czekając, aż Lucy wyjdzie z łazienki. Shane objął go ramieniem, kiedy dopił piwo.
— Ty zaczniesz, czy ja?
— Ty. W końcu to twoja kuzynka i twoje mieszkanie.
— No okej… — mruknął chłopak i po chwili usłyszeli, jak drzwi od łazienki się otwierają, a gdy Lucy weszła do salonu, Shane wskazał jej fotel. — No siadaj, mała.
Dziewczyna zamrugała oczami, patrząc na nich. Wzięła sobie ze stolika szklankę coli.
— Coś nie ten tego? Bo tak paczycie, jakbym chomika wam do krowiego łajna wrzuciła czy co. — Zaśmiała się z zaintrygowaniem. Po kuzynie od razu było wszystko widać i słychać w jego tonie głosu.
— Nie, spoko, jest okej. Tylko mamy propozycję i nie wiem czy ci się spodoba, czy nie — odpowiedział Shane, a Lucy tylko zachęciła go gestem, aby mówił. David w tym czasie popijał sobie spokojnie piwo. — Bo wiesz, że się przeprowadzamy. No jeszcze nie wiem gdzie i kiedy, szukamy jeszcze. — Shane spojrzał krótko na kochanka, ale mówił dalej. Czuł się dziwnie. Jakby toczył rozmowę z dzieckiem na jakiś ważny temat. — A jak już… wiesz, zabrałem cię do siebie, to może chciałabyś sama mieszkać, a nie z nami się stąd wynosić.
Lucy ściągnęła brwi, patrząc na Shane’a dość podejrzliwie i niepewnie.
— Ale że… w sensie gdzie miałabym sama mieszkać?
— No tu — odparł płasko chłopak.
— Shane chce ci zostawić mieszkanie, kiedy my się wyprowadzimy — uściślił David.
— Tylko byś musiała robotę stałą znaleźć. Chyba, że ci rodzice kasę będą posyłać, ale nie wiem, jak to u was — dodał chłopak.
Lucy chwilę patrzyła na nich z szokiem wymalowanym w spojrzeniu. Nie spodziewała się tego. W sumie nawet myślała, jak to będzie, jak się wyprowadzą i co z nią się stanie. Ale opcja, że Shane zostawi jej mieszkanie, w ogóle nie przyszła jej do głowy.
— O… och.
Chłopak uniósł brwi, oczekując jakiejś głębszej reakcji.
— Znaczy „och” w sensie „kurwa, nie chcę sama” czy „och” w sensie „o jak fajnie”?
— „Och” w sensie, że jestem w pozytywnym szoku. Ale… no bo… Czy ja sobie poradzę, w sensie no… Nie mam jeszcze pracy… i w ogóle. — Wydawała się lekko zagubiona.
— Możesz jeszcze pomyśleć, aby znaleźć sobie jakiegoś współlokatora, ale mieszkanie ma tak naprawdę tylko jeden pokój i salonik, więc może być ciężko — wtrącił David.
— No… Byłoby naprawdę super samemu… Może co znajdę, nim się wyniesiecie….
— Masz na szczęście trochę czasu jeszcze do tego, bo my nawet jeszcze nie mamy upatrzonego mieszkania, więc spokojnie. Chcieliśmy, abyś po prostu była świadoma takiej możliwości — dopowiedział jeszcze mężczyzna, kończąc swoje grzane piwo i wstał, aby wynieść kufel do kuchni.
Shane miał nadzieję, że naprawdę dziewczyna sobie poradzi.
— No a jak nie wypali, to bierzemy cię ze sobą i chuj. Ale myślałem, że byś wolała sama. Jak nie, to wal — rzucił do kuzynki z autentycznym przejęciem w oczach.
Lucy uśmiechnęła się ciepło do kuzyna.
— Nie no, ten… Postaram się se poradzić. Nie chcę wam się na łeb pakować. — Zaśmiała się, wiedząc, że i oni woleliby mieszkać sami.
— Taa, ale jakby co to masz mówić, że nie wyrabiasz. No ale najpierw robotę musisz se znaleźć — odparł Shane z westchnieniem.
— Spoczko. Na pewno się postaram. Nie przepuszczę takiej okazji. — Zaśmiała się radośnie.
Chłopak sięgnął wreszcie po swoją colę.
— I tak będziesz zazdrościć nam naszego domu. — Zarechotał.
Lucy także się zaśmiała, kręcąc głową z, w jej mniemaniu, dość kiepskiego żartu kuzyna. Wiedziała, że będzie im zazdrościć, ale chłopak nie musiał jej tego wypominać.
Cieszyła się, że taką propozycję w ogóle od nich dostała. Sądziła raczej, że prędzej sprzedadzą to mieszkanie i ona będzie sobie musiała radzić sama, co pewnie skończyłoby się powrotem na wieś. A tego bardzo nie chciała.
Kiedy David wrócił z kuchni z miseczkami z lodami, włączyli sobie jakiś film sensacyjny, komentując głośno i spędzając miły wieczór.

*

— I pilnujesz się tam mam nadzieję? — mówił Walter do telefonu, trzymając go przy uchu ramieniem, kiedy starannie kroił sobie pomidora na plasterki do kanapki. Rękawy zielonkawej koszuli miał podwinięte do łokci. — Bo wiesz, Anne, że ja chcę cię w poniedziałek w pełni sił, więc nie szalej na tym wyjeździe…. — Po usłyszeniu odpowiedzi zaśmiał się głośno i dodał: — Oczywiście, że obchodzi mnie to czy się zrelaksujesz, ale w poniedziałek mamy dużo klientów… Tak, tak, słoneczko, baw się dobrze. Buziaki — dodał i wpierw wytarł dłonie w szmatkę, nim się rozłączył. Poukładał pomidorki na dużej kanapce z szynką i serem i dopiero wyszedł z kuchni na poszukiwania swojego partnera.
Znalazł go w salonie. Siedział na kanapie z podkulonymi nogami, zaplecionymi po turecku, a do tego pod kocykiem. Na kolanach trzymał atlas w twardej okładce, a na nim miał postawionego notebooka. Pisał coś.
Walt uśmiechnął się do siebie i usiadł obok niego. Cmoknął go w policzek i wyciągnął do niego kanapkę.
— Chcesz gryza, kochanie?
James spojrzał na kochanka i uśmiechnął się delikatnie.
— Nn… Nie, dzięki.
— Żałuj — westchnął Walt i ugryzł swój wytwór, obejmując przy tym ramieniem nauczyciela. Przycisnął się bardziej do niego. — Co porabiasz w ogóle?
— Odpisuję na maile — odparł, nie protestując na gest, mimo tego że w tej pozycji było mu odrobinę ciężej pisać.
— Znowu uczniowie? I mogę ci tak przeszkadzać?
— Nie tylko. Jeszcze z wydawnictwa napisali w sprawie materiałów i książek, które zamówiłem. I też Shane pisał. — Przekręcił głowę i pocałował Waltera w obejmującą go rękę, a on uśmiechnął się na to i oblizał usta. — I nie przeszkadzasz.
— To dobrze. A co pisał Shane? Dobrze się mu żyje z panem rozwodnikiem? — Zachichotał.
— Chyba nawet bardzo dobrze. Co drugie zdanie pisał, jak jest w nim zakochany. — Zaśmiał się cicho pod nosem. — A tak to o planie kupienia wspólnego mieszkania i o wspomnieniach, jakie jednak wiąże ze starym.
— Och, więc jednak się wyprowadzają. Chyba dobrze dla nich. Rzeczywiście duże nie jest to ich mieszkanko. I całe zawalone zdjęciami. — Zaśmiał się Walter, a kiedy przełknął ostatni kęs kanapki, dodał: — Nawet twoimi.
James jak na komendę się speszył.
— Och… bo Shane taki już jest. No… a jak skończył szkołę to… utrzymaliśmy kontakt.
— Dlaczego akurat z nim? Co roku dużo uczniów kończy szkołę — zaciekawił się prawnik, zerkając na kochanka jasnymi oczami.
James zaciął się na moment, po czym wzruszył ramionami.
— Ee… nie wiem. Chciał, więc… to trochę dlatego. Sam nie wiem. Tak wyszło.
— I przerabialiście cały program nauczania geografii od początku? — Zaśmiał się Walt, wychylając do kochanka. Całował go lekko po szyi, zerkając przy tym na jego twarz.
— W sensie?
— W sensie o czym mogli rozmawiać albo co robić po szkole nauczyciel i były uczeń? — sprecyzował Walter. — Na takich prywatnych spotkaniach.
James od razu pokrył się na policzkach zdrowym rumieńcem. Jakoś specjalnie nie chciał mówić Walterowi o pewnej części znajomości z Shanem.
— Umm… ogólnie no. O szkole, o uczniach, nauczycielach…. O jakiś tam prywatnych sprawach.
Walt przyjrzał się jego twarzy i zaśmiał się, a mężczyzna wbił wzrok w ekran notebooka.
— To czemu się tak rumienisz, Jimmy?
— Eee… Bo tam… rozmawialiśmy o różnych takich. Wiesz… no, obaj wiedzieliśmy… o sobie. I… no tak.
Prawnik uniósł lekko brwi, zaczynając coś podejrzewać. Trawił to chwilę w myślach, nim wypalił:
— Coś między wami było?
James od razu pokrył się aż po czubki uszu czerwienią niczym burak. Nie odważył się spojrzeć na kochanka.
— Nie… to… to znaczy nie do końca — wydukał, wiedząc, że nie ma sensu kłamać. Z jednej strony nie mógł powiedzieć, że coś między nimi było, a z drugiej te spotkania nie były tylko na kanwie towarzyskiej.
Walt naburmuszył się nieco, słysząc taką odpowiedź.
— Co znaczy „nie do końca”? — spytał już poważnie. — Znaczy coś było czy nie? Jimmy, nie graj ze mną półsłówkami.
James skulił się w sobie. Wiedział, że za dużo powiedział i że powinien prędzej skłamać, a tak mogło wyjść o nim to, o czym nigdy nie chciał mówić Walterowi. Za bardzo się bał tego, co ten sobie o nim pomyśli.
— Tylko nie bądź zły — jęknął. — I nic między nami nie było uczuciowo, tylko… czasami no… zdarzyło się tam kilka razy — mamrotał pod nosem, wyłamując sobie ze zdenerwowania palce.
Walt milczał chwilę. Nie spodziewał się tego.
— Ale… czemu mi nie powiedziałeś? — spytał z żalem w głosie, a James jeszcze bardziej się zasępił.
— Nie było no… specjalnie o czym. To było… dawno. I niby jak miałem ci powiedzieć?
— Choćby tak, że mamy wybrać się na kolację z chłopakiem, z którym kiedyś się pieprzyłeś — mruknął Walt. — Ale nie wiedziałem, że podobają ci się tacy faceci jak Shane…
James spojrzał na kochanka smutnymi oczami. Wyglądał jak szczeniak, który stłukł wazon.
— Bo… bo niespecjalnie mi się podobają — mówił wolno i bardzo starannie dobierał słowa. — Miałem z nim tylko seks… nic więcej. To nie było nic wyjątkowego czy specjalnego… tak… bywało.
Walt zacisnął usta, przypatrując mu się z konsternacją.
— Nie? Shane jest duży, na pewno lepiej się spełniał w roli topa takiego jak… lubisz? — jęknął. — Jimmy, ale czemu mi nie zaufałeś?
— Był dużo młodszy. Jeszcze nie był taki duży… i… — zaciął się, znowu spuszczając wzrok. — No i nie chciałem, abyś to o mnie wiedział… Więc to nie tak, że ci nie ufam… tylko to krępujące.
— Miałeś seks, ja wcześniej też, jak cię to może krępować? — zapytał Walt, przytulając się bokiem do nauczyciela, który westchnął ciężko i wsuwając usta w jego szyję. — Jimmy no, głupio mi, że wszyscy wiedzieli, a ja nie.
— Bo… głupio mi, bo… no Shane nie był… no nie tylko on — plątał się, zastanawiając się, jak w miarę logicznie powiedzieć Walterowi, że jest teraz w związku z facetem, którego mógł mieć niemal każdy.
Serce Waltera prawie że stanęło, a prawnik odsunął się gwałtownie i popatrzył na niego szeroko otwartymi oczami.
— Z Davidem też byłeś?!
— Nie! — jęknął przestraszony James. — To nie tak, to było wszystko dawno. Teraz jestem z tobą i tylko z tobą chcę być… a tamto… no nie chciałem, abyś wiedział, jak żałosny jestem.
Walt od razu zmarszczył się i westchnął ciężko.
— Nie mów w taki sposób. Nie jesteś żałosny, jesteś moim facetem.
James pociągnął nosem, odkładając laptopa ze swoich kolan i przycisnął się bardziej do Waltera, który od razu pogłaskał go czule po włosach.
— Ale… nie chciałem, abyś o mnie źle myślał… jak o jakiejś… dziwce. Dlatego ci nic nie mówiłem.
— Nawet mi na myśl takie określenie nie przyszło. Kocham cię za to, jaki jesteś, a nie za to, co robiłeś kiedyś — zapewnił go żarliwie, a James przylgnął do niego bardziej. Nadal od pasa w dół był zakutany w kocyk.
— Ale i tak jesteś mną zawiedziony. I zły jesteś…
— Nie jestem, wmawiasz sobie. Tylko… myślałem, że powiesz mi o takiej sprawie zamiast… kłamać. — Walt lekko skrzywił się przy ostatnim słowie.
James spuścił od razu głowę na ten ton i ściągnął ramiona do klatki piersiowej.
— Nie kłamałem. Nie mówiłem tylko od razu wszystkiego… tak ot, jakby to było nic. Wstydzę się tego przed tobą — burknął pod nosem. Ciężko było mu o tym mówić, a Walter brzmiał, jakby był znowu zawiedziony, że nie wyśpiewał mu od razu, że dawał dupy na prawo i lewo.
Prawnik jakoś odruchowo uśmiechnął się i pocałował go w policzek.
— Nie masz się czego wstydzić, kochanie. Choć teraz… dziwnie chyba będzie widzieć się z Shanem, wiedząc, że uprawiał seks z moim facetem…
— To był tylko seks… — wymruczał pod nosem, wyciągając szczupłe palce do koszuli Waltera. Zaczął odruchowo bawić się w palcach guzikiem od niej. — Poza znajomością nic nas nie łączyło. W tych kwestiach był taki jak inni. — Chociaż, jeden z milszych, dodał już w myślach. Cały czas ta rozmowa mu się nie podobała, bo miał wrażenie, że tylko zraża do siebie Waltera, mimo że ten wydawał się to w tej chwili to jako tako akceptować.
Tym razem mężczyzna rzucił mu bardziej poważne spojrzenie.
— Co znaczy tak jak inni? Nie brzmi to… pozytywnie. Zrobił ci coś?
James od razu żywo zaprzeczył.
— Nie, nie. Nic mi nie zrobił. Mówię, że w tym sensie…. że to tylko był seks.
— A ty chciałeś, żeby to było coś więcej? — spytał Walt, jakoś dziwnie się czując z myślą, że James mógłby być z takim facetem jak Shane. Był jego, nie chciał w ogóle myśleć o nim jako nie o swoim partnerze.
— Nie — odpowiedział krótko James. Jakoś nigdy na początku spotykania się z kimś nie oczekiwał, że wyjdzie to poza łóżko. Z Walterem wszystko było takie inne i przez to nowe.
— A byłeś z kimś kiedyś na poważniej? — zapytał prawnik bardziej miękkim głosem, przytulając go do siebie.
— Przed tobą?
— Mhm.
— Nie.
— Pochlebia mi to. — Uśmiechnął się i pocałował Jamesa w czoło.
Tak także się odpowiedział uśmiechem, nie do końca wiedząc, jak powinien w tej chwili się zachować. Czy temat jest już skończony, czy powinien się jakoś tłumaczyć, jednak Walt nie naciskał, tylko tuląc go do siebie i oddychając spokojnie. Dopiero po chwili zaśmiał się pod nosem.
— Widział cię nago. Muszę się przyzwyczaić do tej myśli.
James spojrzał dołu na kochanka. Wahał się chwilę, nim spytał. Niezbyt wierzył w twierdzącą odpowiedź.
— Chyba nie jesteś… umm… zazdrosny?
Walt aż zamrugał zaskoczony pytaniem i lekko się zaczerwienił.
— Bo jesteś mój — jęknął.
— Tak. Wiem. Dlatego… naprawdę?
— Jimmy no… Shane na pewno patrzy na ciebie jak obiekt seksualny, skoro mieliście takie kontakty — mruknął, znowu wtulając nos w jego szyję. Dzisiaj był wybitnie dotykalski.
— Ale teraz ma Davida. I cały czas myślał tylko o nim. Ja robiłem za takie… zastępstwo. Substytut — odparł prosto, zerkając raz po raz na Waltera.
— Moje biedactwo. Mnie by ciebie nikt nie mógł zastąpić.
James uśmiechnął się lekko pod nosem.
— No biedny był. Wiesz… on cały czas o tym Davidzie tak myślał.
— Rozeszli się na… osiem, dziewięć lat? — dopytał Walt, przypominając sobie to, co usłyszał od Davida i Shane’a podczas ostatniej kolacji u nich w domu. — To aż nieprawdopodobne, że się zeszli. I nawet romantyczne — zachichotał.
— Mhm. Może. Chociaż David w bardzo chamski sposób go zostawił. Tym bardziej, że z Shane’a wtedy był taki wrażliwy chłopaczek.
— Tak? — Tego Walt nie wiedział. — I taki wrażliwy chłopaczek z niego też był, kiedy po szkole… wy razem się spotykaliście? — dopytał, równocześnie wstając i podchodząc do barku.
— No wtedy już był inny. Bardziej wygaszony, ale też nie był taki jaki jest teraz — odparł Peterson zadowolony z lekkiej zmiany tematu. Już nie chciał mówić o sobie.
— A David? Kiedy go zostawił, jaki był? — zapytał Walter zaciekawiony i wyciągnął z barku dwa kieliszki oraz butelkę wina. — Mówisz, że nie byli taką parą, jaką są dzisiaj?
— Nie. Byli zupełnie inną parą. Jeśli to można było nazwać parą. To raczej był David i jego chłopaczek. I nawet tak naiwna osoba jak ja to widziała — odpowiedział James. Kiedy Shane w spotkaniu po latach mówił mu, że jest z kimś ze szkoły, zupełnie tego nie skojarzył. Teraz jednak, w jakiś sposób bardziej uczestnicząc w życiu chłopaka i poznając również dorosłego Davida, przypomniał sobie, że faktycznie w szkole było o tym głośno. — Zresztą, te wszystkie plotki, jakie chodziły po szkole przez to, że Gardner był szkolną gwiazdą, dochodziły też do uszu nauczycieli.
— Naprawdę? — Walt obejrzał się na niego, kiedy otwierał butelkę wina. — To taki z niego był playboy? Nie wygląda.
— Był bardzo mądry i zdolny, nawet przystojny i nie bał się rozmawiać z dziewczynami. To najwyraźniej wystarczało. Dlatego też jak Shane mi powiedział, że się zeszli, wcale nie byłem do tego od razu pozytywnie nastawiony.
— Wiesz, lata zmieniają człowieka. Najwyraźniej wydoroślał. Teraz wydaje się naprawdę poważnym mężczyzną — stwierdził Walt z pocieszającym uśmiechem i rozlał wino do kieliszków. — Martwiłeś się, że znowu Shane’a zostawi?
— Wiele krzywdy sobie wyrządził po tym, jak David go zostawił. Nie chciałem, aby znowu zrobił coś głupiego.
Prawnik spojrzał czujniej na kochanka i podszedł do niego z kieliszkami. Podał mu jeden i usiadł na swojej czarnej, eleganckiej kanapie.
— Zdrowie, kochanie. I o jakiej krzywdzie mówisz?
James upił trochę alkoholu, nim odpowiedział.
— Na zdrowie. I mówię… — zaciął się, nie będąc pewien czy powinien to zdradzać. — No ciężko to znosił.
— To jak to było? David zostawił go dla kogoś innego? — zapytał Walt, nie chcąc wnikać w ogólnikową odpowiedź Jamesa, uznając, że to coś zbyt prywatnego.
— Podobno zostawił go bez słowa. Jak skończył szkołę i poszedł na studia. Chłopak nie miał z nim kontaktu — odparł Peterson, podkulając kolano i opierając o nie kieliszek.
— To przykre… Musiało boleć. Nie chciałbym, żeby mój ukochany zostawił mnie bez słowa pożegnania — dodał, całując lekko Jamesa w policzek.
— Dlatego też nie byłem przekonany do tego całego ich powrotu do siebie.
— Też bym się obawiał. Ale wyglądają na szczęśliwych. Poza tym David rozwiódł się dla Shane’a i siłą rzeczy ograniczył swój kontakt z dziećmi. To świadczy o tym, że kocha tego chłopaka. — Uśmiechnął się lekko.
— Wiem. Dlatego chcę myśleć o nich pozytywnie — odparł Peterson, wzdychając ciężko. — Wiesz, po prostu nie umiem się nie martwić.
— A… — Walt zawahał się krótką chwilę, ale w końcu zerknął żywiej w oczy Jamesa. — Lubiłeś z nim seks?
Mężczyzna momentalnie zapłonił się na policzkach.
— Eee… czemu pytasz?
— Jestem ciekaw — odpowiedział Walter, chociaż tak naprawdę chciał bardziej zbadać teren, mimo że James go zapewnił, że to ich przeszłość.
Nauczyciel przełknął ciężko ślinę. Nie umiał się ustosunkować. Naprawdę dobry seks miał tylko z Walterem, bo ten wkładał w to uczucie. Z innymi było różnie, chociaż Shane i tak był jednym z czulszych.
— Umm… no było… okej. Był… nawet miły?
— Mam nadzieję, że nie „nawet”, ale naprawdę miły — odmruknął Walt, popijając jeszcze łyka wina i objął znowu kochanka. Nic za to nie mógł, że James przez swoje zachowanie czasem sprawiał, że miał ochotę go zamknąć w swoich ramionach i nie puszczać, by nie narażać go na żadne nieprzyjemności. Peterson chyba jednak nie do końca rozumiał.
— Czemu tak mówisz? Przecież… no chyba nie chcesz, abym pozytywnie wypowiadał się o kimś z przeszłości?
Walt aż spojrzał na niego z oburzeniem.
— Oczywiście, że chcę! Miałeś z nim seks, dlaczego miałbym chcieć, żebyś był w nim źle traktowany?
James myślał, że Walterowi chodzi o to, by zdał sobie sprawę, że tylko z nim może mu być dobrze. Teraz trochę się zagubił. Prawnik fuknął pod nosem i złapał Jamesa za podbródek, patrząc mu w oczy.
— Jimmy, jestem potwornie zazdrosny o Shane’a — przyznał z ciężkim sercem, ale twardo i poważnie. — Ale zależy mi na tym, by było ci dobrze. Więc to oczywiste, że wolałbym, byś miał dobre wspomnienia, a nie złe.
James zamrugał oczami, patrząc przy tym na Waltera zafascynowany. Czuł przyjemne ciepełko w środku, kiedy zdawał sobie sprawę, że mężczyzna naprawdę go kocha i mu zależy.
— Ooch… to… w takim razie z nim miałem dobre — przyznał w końcu.
— A z kimś miałeś złe? — spytał podejrzliwie Walt i szybko dopił wino, po czym odstawił kieliszek na stolik, by skupić się na rozmowie.
James od razu pożałował swojej wcześniejszej odpowiedzi.
— Nieważne. Było minęło. I tak nie znasz… więc… nieważne — zmieszał się.
— Wcale nie nieważne! — zaprzeczył prawnik, patrząc mu niemal krępująco intensywnie w oczy. — James. Co się stało?
— Ale no nic się nie stało… — mruknął pod nosem, zanurzając znowu usta w winie i dopijając je do końca. — Po prostu to co było kiedyś wypada tak źle w porównaniu… no z tym co jest teraz.
Twarz Walta nieco się rozluźniła i mężczyzna posłał nauczycielowi czułe spojrzenie.
— Na pewno? — spytał z troską, głaszcząc Jamesa po policzku delikatnie, a ten skinął na potwierdzenie głową.
Walt odetchnął i wyjął mu z dłoni pusty kieliszek. Kiedy tylko odstawił go na stoliczek, naparł na swojego kochanka i zmuszając go do położenia się na plecach na kanapie, zawisnął na nim. Pocałował mocno, ale czule i nienatarczywie, a James objął go za szyję ufnie. Nie miał żadnych wątpliwości co do tego, co robi Walter. Ufał mu.
— Będę dla ciebie taki dobry, że zapomnisz o wszystkich swoich wcześniejszych — szepnął Walt w jego usta, opierając czoło o jego czoło.
James uśmiechnął się na to błogo. Trochę miał do zapominania, ale dzięki Walterowi nie wydawało się to takie trudne.
— Już zapominam — westchnął.
Walt zachichotał cicho i musnął jego wargi swoimi.
— Zobaczysz, że zaczną znikać jak bańki i tylko ja tu zostanę — dodał, tym razem unosząc się ustami wyżej i pocałował go w czoło.
Mężczyzna pod nim westchnął ciężko, po czym sięgnął do jego ręki i położył ją sobie na klatce piersiowej. Na wysokości serca.
— A tu… tu już jesteś tylko ty — wydusił przez ściśnięte gardło dość nerwowo.
Prawnik od razu spojrzał w jego piwne ślepia z uczuciem wypisanym w oczach.
— Nn, Jimmy… rozpływam się przy tobie. — Zaśmiał się na wydechu, całując go raz po raz po twarzy.
James także uśmiechnął się delikatnie, czując się mile połechtany tymi słowami.
— Przesadzasz.
— Wcale nie. Jesteś strasznie uroczy — westchnął Walt i pocałował go czule w usta.

  * Blue October – It’s just me

23 thoughts on “Never Be The Same – 49 – Trochę do zapomnienia

  1. Katka pisze:

    Irma, Shane jest agresywnym chłopakiem, ale kiedy nie ma powodów, by się na czymś wyżyć, to tego nie robi :) Był złym chłopcem, kiedy był sam, zgorzkniały, wściekły na cały świat, z kompleksami i uważający, że spotkało go coś bardzo niefajnego. A to wszystko skutkowało tym, że reagował agresywnie. Teraz też się „broni” przed np. ośmieszeniem właśnie agresją. Jeśli chodzi o rozwód – nasza wiedza o tym, jak to się odbywa w Stanach nie jest jednak tak rozległa, byśmy mogły jakoś dogłębnie się na tym skupić, więc wolałyśmy ten proces przyspieszyć – to takie małe usprawiedliwienie :) A zakończenie mamy zaplanowane już od dłuższego czasu i jest bardzo konkretne – mamy nadzieję, że nie zawiedzie :) Jesteśmy ciekawe w każdym razie opinii, więc będziemy bardzo wdzięczne, jak dasz znać, czy się podobało, czy nie, jak już nadejdzie :)

  2. Irma pisze:

    Happy endy z jakiegoś powodu nie są często pożądanymi zakończeniami, być może dlatego, że wydają się zbyt naiwne. Gdyby przynajmniej Shane i David przeszli jakąś naprawdę „drogę przez mękę”, rozwodniczą katorgę, ale im wszystko przychodzi zbyt łatwo.
    Zachowanie Davida wydawało mi się w kilku rozdziałach nieprawdopodobne.
    I ten różowy, romantyczny żywot Walta i Jimmy`ego, z delikatną nutą praktyk sado-maso ..
    Mam wrażenie, że świat, który opisujecie, nie istnieje. Shane jest uroczy, bardzo trafia w mój typ faceta ;) , ale wydaje się być troszkę jednowymiarowy. Poznaliśmy go jako parkowego gwałciciela, a tu jest potulny jak baranek, prócz paru kurw, co mu się co jakiś czas wysmykną.
    Jeśli zakończycie to opowiadanie czymś w stylu: „po 20 latach Shane i David nadal żyli razem, zakochani po uszy, w domku na przedmieściach, i dorobili się dwójki cudownych, gay-friendly dzieci, mieli psa i złotą rybkę”.. To będę bardzo, bardzo rozczarowana. Zabraknie prawdziwych emocji, i opowiadanie szybko odejdzie w zapomnienie.

  3. Katka pisze:

    LordKurak, tak, Walt zdecydowanie idealizuje Jima, ale jest w nim zakochany po uszy, czemu się dziwić :) A co do Three Days Grace – spoko, komuś się może kojarzyć, komuś nie; mnie bardzo przez tekst i sam gatunek :) A dzieci w sypialni Davida i Shane’a – w oczach żabci pewnie wkraczałyby do jakiejś perwersyjnej komnaty rozkoszy. Zadowolona by nie była, a przecież chłopcy tacy grzeczni :)

  4. LordKurak pisze:

    Wszyscy są taaaaaaak potwornie kiepskimi kłamcami, że aż mnie skręca :P
    Szczerze mówiąc myślałam że Walter się domyśla czegoś (no proszę kto by nie miał podejrzeń, niby z jakiego innego powodu mieliby się widywać?) jest strasznie zakochany i idealizuje Jamesa.
    Kiedy mowa o kupnie domu/mieszkania wyobrażam sobie jak David pokazuje dzieciom ich pokój w którym będą mogły się bawić itp. jak będą go i wujka Shanea odwiedzać (żabcia by go pewnie za to chciała zamordować)
    i awwww Blue October
    PS. (nie na temat ale chce mi się logować) uwielbiam Three Days Grace, a I Hate Everything About You to jedna z moich ulubionych piosenek, ale jakoś nigdy mi nie przyszło do głowy żeby sparować ją z Shanem i Davidem, coś mi nie pasuje w tym połączeniu :P

  5. Shinu pisze:

    Tak w ogóle – czy ktoś może podać(mam lenia i nie chce mi się szukać xD) rozdziały FDTS, w których wystąpił Shane?
    Aż mam ochotę sobie przypomnieć to buntownicze, emo – coś ;]

  6. Katka pisze:

    Tamiya, co do Walta jako męża, też byśmy chciały XDDD David też by się nadał, haha, nawiasem mówiąc. Oni są tacy… rodzinni i ciepli :) Przy czym Walt by nie chciał raczej dzieci, a David tak, więc tu już kwestia osobistych upodobań XD Matko, w ogóle zabawne takie rozważanie, chociaż David jest bi jakby nie patrzeć, więc większe szanse XD A Shane faktycznie źle znosił ich dziesięcioletnie rozstanie, ale przyznam, że dobrze mi się zerka do Miami, gdzie był taki zbuntowanym kolesiem, bo wiem, że potem odzyskał swojego Davida :) Troszkę brutalnie z początku, ale cóż XD Złość wzięła górę niestety.

    Shinu, a Wy tylko o seksie! XD

  7. Shinu pisze:

    Czytam tą rozmowę Walta i Jimmy’ego i czytam, i czekam az się zaczną seksić, a tu nagle koniec. No jaja sobie robicie? xDD

  8. Tamiya pisze:

    Wczoraj się powstrzymałam na rzecz eseju, którego facet i tak nie zebrał, nawet nie zapytał o niego! ==* Jest mi z tego powodu bardzo, bardzo smutno! QnQ
    Ach, jak ja kocham to wielkie Shane’owe bydlę! <3 I tak mi smutno było, jak Jimmy wspominał o tym jak Shane przeżywał porzucenie i potem przypomniało mi się jak był w FDTS taki zbuntowany, obrażony na cały świat i gardzący miłością, w którą przestał wierzyć i te sznyty DDD: Nie no, najchętniej bym to wielkie bydlę przytuliła, ale… nie ma potrzeby. To koniec tego etapu, teraz od przytulania jego wygolonego łebka jest David <3 Aww. To naprawdę prawie romantyczne. że się tak zeszli po 10 latach. Prawie, bo pomijając fakt, jak David porzucił Shane'a, a tamten go potem zgwałcił. Ale teraz jest wszystko świetnie, cudownie i jestem z tego powodu szczęśliwa. Przeszli naprawdę długą drogę i trudną. Pamiętam jak ilości ansgstu mnie przybijały negatywnymi emocjami, współczuciem i żalem, że nie mogą się dogadać. Były dobre momenty, ale.. Tak naprawdę wszystko było niepewne, źle zaczęli, wyglądało to na początku jak patologia (po Savage Virus pięć razy się zastanowię zanim nazwę coś patologią XDD), ale… Cieszę się, że wyszło jak wyszło! Naprawdę ;w; Bo oni na to zasługują. Zwłaszcza Shane (ja nie wybielam tego gwałtu, bo to było okropne, ale… Cóż, taki już jest Shane, że był zły, rozzżalony, i w tamtym momencie nie myślał… Nie powinien tego robić, to nie był właściwy sposób na zemstę, ale stało się, nic nie można z tym zrobić. Cieszę się, że David już nie obawia się jego dotyku.), no ale… On naprawdę bardzo źle znosił porzucenie D:
    Dobra… Ja tu jakimiś refleksjami angstowymi znowu walę… Tak, zebrało mi się na wspominki, może dlatego, że w powietrzu czuć koniec NBTS :<
    Walt zazdrosny o Shane'a! Ahahaha, on jest taki uroczy i kochany i mrau. Walt, jakbyś nie był gejem, to byś mógł być moim mężem ;w; I Jimmy plączący się w zeznaniach. Szkoda mi go, że nigdy wcześniej nie miał poważnego związku :< No ale w sumie to dlatego, że miał taką niską samoocenę (i nadal ma) i dawał się tak traktować facetom :< Jak dobrze, że poznał Walta. Mam nadzieję, że prawnik go jeszcze zmieni i doda mu trochę pewności siebie i już nie będzie u nich takich nieporozumień jak ostatnio, gdy zerwali QnQ

    Ahem, dobra, na koniec dodam, że dzisiaj zaczęłam się solidaryzować z Jasonem – obecnie mówię jak stary kruk XD Jason od fajek, ja od gadania i kładzenia się spać z mokrymi włosami… No nic, ja i tak mam lepszą chrypkę niż Jason! 8DD

  9. Katka pisze:

    Gordon, my też zazdrościmy im takiej miłości, ale wolałybyśmy takiego Waltera niż Jima, chociaż przyznam, jak mi się „włącza” Walt, to miałabym ochotę przydybać sobie takiego Jima na jakiś czas <3 A David – ojciec rodziny, haha. Shane właśnie to w nim lubi, że jest takim poważnym, opiekuńczym facetem, który jednak daje się czasem wziąć w obroty i poddać jego kontroli XD

  10. Gordon pisze:

    Lubie w tym wszystkim to ze David to taki ojciec rodziny xD ma ubaw z takim kuzynostwem. Przynajmnij instynk ojcowski ma na kim realizowac ;p chcial bym zeby sie dowiedzial kiedys o tej sprzedanej plycie bo nie wiem czy by sie wkutwil czy co a ciekaw jestem ;p sory Shane ]:-> lucy ma zajebiscie ze chca jej mieszkanie przepisac. A Jim i Walt jak zawsze slodycz ;p i tez im troche zazdroszcze tej milosci. Fajnie sie to czyta jak Walt wspiera Jima i jak Jim jest znim szczesliwy. Zajebisci sa, lux ze taka sielankowa parke macie, roznorodnie musi byc.

  11. Katka pisze:

    Panie Kotołaku, scenka na śniadanie idealna! XD Haha, te opisy jąderek, tyłeczka, podbrzusza i to marzenie Shane’a, by być bokserkami XD Boskie! :D On jest taki głupiutki z tym fetyszem :) I to „chlap, chlap, chlap”, hahahaha. Straszny zaciesz mam. Do końca jeszcze… niedługo :) Trudno powiedzieć ile rozdziałów, ale już bliziutko. Dzięki za miły poranek i również życzymy miłego dnia <3

    Floo, hehehe, przy Walcie i Jimmym "ooooch" jak najbardziej powinno się wyrywać :) W końcu są jedną z tych z słodkich-słodkich parek :) No i biedny kotek wystraszony! :( Nie opluwaj więcej monitorów, Floo! XD

    Elis, James zwykle był takim podnóżkiem, więc nie zawsze wspomina dobrze swoją przeszłość. A Walt jakby nie patrzeć nawet w seksie, gdzie całkowicie dominuje i przejmuje kontrolę, jest czuły i delikatny, więc Jimmy czuje się inaczej :) Lepiej :) I słodko, że się rozpływacie <3 Ja też, jak się wczuwam w Walta i mogę wypieścić takiego Jimmiego XD

  12. Elis pisze:

    Lu mając własne mieszkanie będzie mogła bez przeszkód zaprosić jakąś laskę. Oby tylko znalazła dobrą pracę.
    Shane, z tym ukrywaniem się co robi jest taki uroczy. I rumienił by się gdyby oglądał pornole. :)) Razem z Davidem by mogli sobie pooglądać. :)

    Po raz kolejny stwierdzam, że James jest słodki. Słodycz nad słodyczami. Dobrze, że Walter wie, o dawnych kontaktach swojego partnera z Shanem. Przecież wiadomo, że obaj mieli kochanków. Jamie musiał mieć naprawdę nie miłych facetów, skoro najmilszym z nich był Shane, nie licząc obecnego i kochającego go Walta.
    A to jak James położył sobie rękę ukochanego na sercu… rozpływam się. Tak trudno mu cokolwiek powiedzieć, wyznać, a tym gestem przekazał wiele. :)

    Panie Kotołaku, Twoja wizja mnie rozwaliła. „- Shane !!! Zbankrutujemy na pralnię!” Ha ha ha. Na szczęście ja nic nie piłam i monitor ocalał. :)

  13. Floo pisze:

    Ach przeczytałam cały rozdzialik z zacieszonym pyszczkiem. Az mi się wyrwało ‚ooooooch” gdy Walt tak zapewniał Jimmy’ego że on sprawi że o wszystkich innych zapomni, i jak Jimmy przesunął jego łapkę na serducho…. no zazdroszczę im <3.
    Cała w takim podniosłym nastroju postanowiłam napisać komentarz, zachwycając się ta miłością nauczycielsko – prawniczą XD, ale…
    No właśnie ale przeczytałam najpierw komentarz Pana Kotołaka… i nici z uniesienia, popłakałam się ze śmiechu a monitor miał bliskie spotkanie z pitą prze zemnie herbatą, a biedny kot uciekł z pokoju patrząc na mnie jak na wariatkę która uciekła z psychiatryka.
    W skrócie:
    Rozdział bardzo mi sie podobał. Ja uwielbiam Jimmy'ego i Walta oni są przecudowni i przekochani!!
    Motywatory Pana Kotołaka, zwalają z nóg i są zagrożeniem dla, osób pijących, monitorów przed którymi się pije, i dla biednych niewinnych kotów, przestraszonych nagłymi wybuchami śmiechawki!!
    BOSKO :D!!!!!!!!

  14. pankotolak pisze:

    Shane wciąż rozdarty między gromadzeniem funduszy a potrzebą chomikowania. Troska o Davida pokonuje wszystko. Jak rozkosznie maskował przeglądanie aukcji.
    Taki wielki zakochany przerośnięty chomik w obroży :), a wydawało by się że to takie agresywne psisko :). Pewnie gdyby ktoś śmiał naruszyć jego sztywniaka to niewiele by zostało z niego.

    „Nie raz sobie trzepał do zapachu i dotyku ubrań Davida, a ten chyba nawet miał tego świadomość”
    Shane onanista fetyszysta :)) Zmolestował pewnie każdy ciuszek Davida.
    W sumie od początku podprowadzał Davidowi jego ciuchy. Teraz będzie miał je wszystkie pachnące Davidem (i oczywiście ich właściciela) cały czas do dyspozycji.

    Proszę! Lucy nawet nie przypuszczała, że się załapie na mieszkanie, Myślała,że będzie musiała wracać na wieś. A tu taki orgazm mieszkaniowy :)) Dzielna dziewoja, zasłużyła na taki prezent po tym całym wiejskim chamstwie.

    Jamesowe tajemnice wyszły na jaw. Tak rozkosznie plątał się w zeznaniach. Walt zazdrosny o swego psorusia :))
    Profesorcio ma troszkę więcej niż trochę do zapomnienia :)
    Jak się okazało James nieźle się udzielał w przeszłości. Niby taka niepozorna ciamajda a tu się okazuje, że ma co nieco do ukrycia. Pan prawnik wydobył wszystko co chciał :) Pewnie jego samcze ego było nieźle połechtane jak dowiedział się, że tylko on zaspokaja Jamesowe potrzeby w pełni.

    Taaaa przeszłość zawsze dopadnie człowieka i to w najmniej odpowiedniej chwili :).

    Widać nieuchronnie nadciągający finał opowiadania :) Ile to jeszcze do końca zostało ?

    ******

    a teraz mały poranny bonuso pobudzacz dla autorek i wszystkich komentujących :

    wielki, goły Shane stoi Oparty plecami o ścianę z biodrami wypchniętymi do przodu i szeroko rozstawionymi nogami.
    Nos ma wtulony w koszulę Davida, która pomięta leży na jego barku, zębami trzyma jej rąbek w obrzmiałych wargach. Rozkoszuje się jej zapachem i smakiem.
    W pokoju dudni ostra muzyka. Ściany drżą z lekka, podobnie jak ciało Shanea.
    Dzielnie macha łapką, cały drżący i spocony z wielkim sterczącym i gotowym do strzału penisem.
    Porusza rytmicznie tyłeczkiem posuwając łapkę w której trzyma bokserki swojego ukochanego garniturowca, swego sztywniaka, o którym marzył od lat. Drugą dłonią przytula je do swojego krocza pieszcząc przez materiał jądra, które niebezpiecznie unoszą się do góry gotowe oddać wilgotny hołd niezmierzonej miłości i nienasyconemu pożądaniu ich właściciela. Cały spięty drży czując nadchodzące spełnienie, tyłeczek mu się nieświadomie ściska, mięśnie napinają niekontrolowanie, łapka rusza się coraz szybciej, patrzy nie widzącym wzrokiem na szafę pełną ciuszków pachnących jego ukochanym. Już, już, już czuję że to teraz …
    Muzyka magle kończy się. W tej samej chwili płynna rozkosz wydostaje się pierwszą płonącą strugą na wolność docierając po ułamku sekundy do przecudnych bokserek, które nie tak dawno doznały zaszczytu osłaniania najcudowniejszego tyłeczka świata, którym dana była łaska ciągłego pieszczenia najwspanialszego penisa jaki istnieje, najcudowniejszych nabrzmiałych jąder skrytych w ponętnym woreczku. Woreczku ozdobionym włoskami drżącymi od tej delikatnej pieszczoty materiału. A wszystko to zwieńczone wspaniałym futerkiem, gustownie przystrzyżonym, biegnącym w jedną stronę namiętną trasą ku słodkiemu podbrzuszu, a w drugą ku najwspanialszemu otworkowi poprzez ciasną przestrzeń między umięśnionymi udami. Jakże chciałby być tymi bokserkami. Ciągle pieścić i osłaniać przecudne źródła niepojętej rozkoszy, wchłaniać ten cudowny aromat zawsze czyściutkiego ciała swego kochanka…
    Jego dłoń zadrżała i osunęła się ogarnięta słodką niemocą przyjmując na siebie drugą strugę hołdu. W jego uszach brzmi dudniące serce, ciało drży w konwulsjach, mięśnie niekontrolowanie prężą się … chlap …
    W otwartych drzwiach staje David … … Chlap w bokserki …ciuszek spada na podłogę … Szczytujący mężczyzna w obroży i zębach mocno zaciśniętych na koszuli obraca się w stronę drzwi … chlap na Davida, chlap, chlap, chlap. David patrzy na przemian na kroplę spływające po garniturze to na sterczącego dzielnie penisa Shanea to na swoje zdeprawowane i zmolestowane bokserki. W panującej ciszy głos Lucy wyzierającej za ramienia Davida brzmi jak grzmot:
    – Shane !!! Zbankrutujemy na pralnię!

    ****

    Miłego dnia :) I smacznego śniadanka :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s