Never Be The Same – 47 – Carpe diem

„One step ahead, one step behind it
Now ya gotta run to get even
Make future plans I’ll dream about yesterday, hey!
Come on turn, turn this thing around”*

— To już wszystko — rzucił Shane do kuzynki, wchodząc do kuchni z brudnymi talerzami w rękach. Sprzątali po całej kolacji, a był już wieczór, bo Walt i James się zasiedzieli. Dobrze się rozmawiało, bo każdy był zadowolony z szybkiego i owocnego przebiegu rozprawy. Do tego mimo małej przestrzeni miejsce bardziej sprzyjało luźnej rozmowie i całej tej atmosferze niż siedzenie w restauracji.
— Super, bo już tego się sterta zrobiła, kurza twarz — jęknęła dziewczyna z dłońmi w zlewie, myjąc naczynia.
Shane mruknął coś i postawił talerze obok niej. Potem wrócił do salonu i przeniósł jeszcze taboret z powrotem do swojego pokoju, nie wiedząc, w czym jeszcze może pomóc. David w tym czasie poszedł wyrzucić śmieci. Chłopak włączył jakiś rock w swojej wieży, pogłośnił i nieco ruszając tyłkiem, chodził w tę i we w tę po mieszkaniu.
Po kilku minutach wrócił David i akurat widząc Shane’a tańczącego sobie do piosenki, uśmiechnął się pod nosem.
— A striptiz też będzie? — Zaśmiał się.
Chłopak obejrzał się na niego i zaśmiał się, podchodząc bliżej.
— A co, chcesz?
— Może — odparł, zakładając ręce na klatce piersiowej po tym, jak powiesił już kurtkę w przedpokoju.
— To chodź do pokoju — zamruczał groźnie Shane i zahaczył palec o pasek jego spodni, ciągnąc go w stronę sypialni.
— A nie lepiej by było najpierw pomóc Lu z tymi wszystkimi garami?
— Już kończę! — odkrzyknęła dziewczyna z kuchni, najwyraźniej słysząc całą rozmowę. — Tylko puśćcie muzykę głośno.
Shane zarechotał na to i jak wciągnął kochanka do pokoju, zatrzasnął za nim drzwi, po czym puścił głośniej Van Halena.
— Teraz nie usłyszy — odwrócił się z uśmiechem do Davida, który już usiadł na łóżku i skinął na niego brodą.
— No, a teraz wywiązuj się z obietnicy.
Shane podrapał się po włosach nerwowo, ale przytaknął i patrząc w oczy Davida tymi swoimi dużymi, orzechowymi ślepiami, zdjął przez głowę nawet powoli i kusząco jak na siebie koszulkę. Jego mięśnie napięły się przy tym, a kiedy ją odrzucił, wyglądał naprawdę seksownie w samych spodniach, pieszczochach i obroży. Oblizał usta jak zwierzak i sięgnął do paska, kręcąc nieco biodrami.
David siedział dalej, pożerając go wzrokiem.
— Tylko się nie spiesz — uprzedził go, aby chłopak nie zrzucał z siebie ubrań. Chciał popatrzeć.
— Co tam chcesz, to twój dzień — odmruczał Shane, rozpinając powoli pasek, a potem guzik od spodni. Jak normalnie chyba czułby się jak debil, robiąc to przed jakimś innym facetem, tak z Davidem nie miał tego problemu. Zaczął zsuwać spodnie, a David zobaczył w jego czarnej bieliźnie wyraźnie odznaczającą się wypukłość. Do tego jeszcze umięśnione uda i łydki, kiedy chłopak wreszcie zdjął spodnie.
— Odwróć się — wymruczał mężczyzna, którego oczy błądziły po ciele kochanka tak zafascynowane, że aż zapominał o sobie.
Shane oblizał się i odwrócił posłusznie, wciąż lekko ruszając tyłkiem. Jego ciasne slipy idealnie uwydatniały pośladki, krągłe jak dwie piłeczki.
— Pochyl się na chwilę i wyprostuj z rękoma splecionymi nad głową — poprosił znowu David, oddychając ciężko i nie przejmując się, że już czuje ciasnotę w spodniach.
Shane obejrzał się na niego i odetchnął ciężej. Czuł nawet rumieńce pojawiające się po policzkach z podniecenia. Wykonał polecenie, łapiąc się za kark i pochylając. Jego plecy się naprężyły, a wypięty tyłek wyglądał jeszcze lepiej niż wcześniej.
— A teraz w górę — sapnął David totalnie. Był nakręcony tym widokiem.
— Lubisz moje tyły? — Zaśmiał się Shane, prostując się i lekko ściskając uda. Był już sztywny i chciał uwolnić swojego penisa.
— Też. Możesz pokazać przód. I proszę… nie wyskakuj z nim, tylko… wolniej i chodź bliżej.
Shane uśmiechnął się drapieżnie i odwrócił się do Davida powoli, tym samym eksponując dużo większą wypukłość w bieliźnie niż jeszcze chwilę temu. Niespiesznie zbliżył się do kochanka, którego spojrzenie było utkwione w jego bieliźnie.
— Tak. I teraz powoli zdejmuj — wydyszał w końcu David, samemu sięgając do swojego krocza i pocierając je niespiesznie.
— Ale się z ciebie pan zrobił. — Zaśmiał się chłopak, przyglądając się Davidowi z pożądaniem i powoli zsunął w dół slipy, aż jego penis odskoczył, kiedy został wreszcie uwolniony.
David warknął coś, aby się chłopak zamknął i nie kpił, po czym od razu wyciągnął dłoń do jego penisa i przyciągnąwszy sobie chłopaka za niego bliżej, wziął żołądź do ust. Shane wypuścił głośno powietrze z płuc. Położył dłoń na ramieniu Davida, posapując i wpatrując się w niego intensywnie.
Mężczyzna wsunął język pod napletek chłopaka, bawiąc się ustami jego penisem. Po chwili wypuścił go, splunął i znowu wziął go do ust, tylko głębiej. Drugą dłonią zaczął intensywnie masować twarde pośladki młodszego. Shane był przez to wszystko coraz bardziej nakręcony. Jego mięśnie lekko się zaciskały i rozkurczały, a klatka piersiowa unosiła w głębokich oddechach. Wsunął palce we włosy Davida i sięgnął do swojej obroży, żeby ją z siebie zdjąć. Chciał już być cały nagi, ale David położył mu szybko dłoń wysoko na brzuchu i zamruczał protestująco na jego penisie. Shane spojrzał na niego w dół i zatrzymał dłoń na obroży. Cofnął ją po chwili.
— Nie?
David wysunął jego penisa z ust i oblizał się, nim odpowiedział.
— Nie. Zostaw.
Shane sapnął głośno i wypiął biodra, stukając go penisem w brodę i prosząc się o więcej.
— Nachalne psisko — prychnął David, liżąc go jeszcze kilka razy i wreszcie biorąc do ust.
— O tak! — zawarczał Shane, ściskając pośladki i lekko poruszając biodrami w przód.
David położył mu dłonie na miednicy i wystawił język, otwierając tym samym szerzej usta. Shane aż zmarszczył nos i wbijając w niego żarliwe spojrzenie, poruszył pewniej biodrami. David tylko przymknął nieznacznie oczy, dając się pieprzyć w usta i rozkoszując się tym ciepłym kawałem mięcha. Nakręcał się coraz bardziej. Czuł do tego, jak wielki chuj Shane’a jeszcze bardziej sztywnieje i rośnie. Kiedy czasem chłopak przystawał, aż czuł językiem pulsowanie.
— Uwielbiam… twoje usta — sapnął Shane, trzymając go za włosy i z mocnymi rumieńcami na policzkach ruszał biodrami.
David tylko zacharczał, nie mogąc inaczej odpowiedzieć. Jedną dłonią zaczął rozpinać sobie na ślepo spodnie. Jego penisowi było już w nich za ciasno. Nim jednak uwolnił go całkowicie, poczuł nagle, jak Shane przytrzymuje jego głowę, a w gardło trysnęła mu sperma przy akompaniamencie pojękiwania chłopaka. Davidowi aż łzy stanęły w oczach, ale udało mu się nie zakrztusić i połknąć wszystko. Odsunął się szybko, aby nabrać tchu.
Shane uśmiechnął się do siebie, widząc go takiego. Sam był mocno zaróżowiony, jeszcze dysząc ciężko po orgazmie, a jego penis wciąż był wilgotny od śliny Davida i powoli mięknął. Mężczyzna wciąż siedzący na łóżku patrzył na kochanka wilgotnymi oczami z językiem na wierzchu, z którego ściekało trochę śliny. Miał czerwone policzki i usta. Chłopak stęknął na ten widok i pochylił się nisko, po czym wpił się w usta kochanka, zasysając na jego języku agresywnie. David jęknął, drżącymi dłońmi sięgając do swoich spodni. Chciał już wyjąć swojego penisa na zewnątrz i chociaż sobie zwalić, cokolwiek. Nagle jednak został odepchnięty, tak że padł plecami na materac.
Shane pozbył się do końca swojej bielizny i wciąż zostając w pieszczochach i obroży, wszedł na łóżko. Klęknął nad kochankiem i przyszpilił jego głowę do materaca mocnym pocałunkiem. David stęknął, łapiąc chłopaka za obrożę i przytrzymując go przy sobie. Spragniony dotyku otarł się o jego dłoń.
— Mój seksowny rozwodnik — zawarczał Shane w jego usta i zaczął się o niego ocierać, by szybko sobie postawić. — Taki z ciebie pan na początku, ale i tak marzyłeś, bym się zbuntował i cię przerżnął, co?
David uśmiechnął się pod nosem.
— Ty mnie po prostu kusiłeś. Tak wyskoczyłeś, kręcąc tyłkiem.
— A i tak myślisz tylko o moim chuju — zamruczał Shane i zdarł mu spodnie w dół, sprawnie zdejmując je całkiem i odrzucając, łącznie z bielizną. Od razu klepnął Davida w udo mocno.
— Nie bądź taki pewny siebie, psie — mężczyzna podkreślił ostatnie słowo, przyciągając go do pocałunku za obrożę.
Shane odpowiedział mocno na pocałunek, na ślepo sięgając do szafki nocnej po lubrykant. Udało mu się go pochwycić, nie odsuwając się od kochanka.
— I ten pies cię zaraz zapłodni. — Zaśmiał się z groźnym spojrzeniem, po czym liznął po policzku Davida, który mimo podniecenia spojrzał na kochanka z zaskoczeniem. Odetchnął i tak ciężko na pieszczotę.
— Zapłodni? To już było… straszne. — Zaśmiał się, prężąc się pod nim.
Shane tylko uśmiechnął się złowieszczo i zadarł mu jedną nogę, a końcówkę buteleczki z żelem przystawił do jego szparki. Nacisnął, obserwując reakcje kochanka, który niemal krzyknął, wyginając się na łóżku jak struna.
— Zimn… zimne — wyjęczał na wydechu.
— Spoko, zaraz ci tam będzie aż za gorąco — odparł Shane i odrzuciwszy buteleczkę, bez ostrzeżenia wsadził w niego dwa palce aż po knykcie.
David syknął, zaciskając oczy. Oddychał ciężko i urywanie, ledwo nad sobą panując. Shane pochylił się, złapał w zęby jego dolną wargę i lekko pociągnął. Kiedy nagle usłyszał tekst piosenki Van Halena, wyszczerzył się do siebie i gdy wokalista zaśpiewał „Woo! Ah pretty maids all in a row. Go on, set ’em up, up”, dokończył razem z nim:
— Come um—um—um—um—um baby, bottoms up! — Po czym strzelił Davida w tyłek otwartą ręką.
Mężczyzna pisnął głośno, podrzucając biodra w górę. Spojrzał na kochanka szerzej otwartymi oczami, a Shane wręcz pożerał go wzrokiem. Oblizał się też jak psisko i wcisnął w niego palce jak najgłębiej mógł, po czym nacisnął jeszcze mocniej, zmuszając kochanka do uniesienia bioder. Ten spojrzał na niego, nie wiedząc, czego ten oczekuje, więc tylko stęknął cicho.
Shane podsunął się na zgiętych kolanach i położył sobie jego tyłek na udach, tak że jego penis znajdował się tuż przy wilgotnej szparce. Przesunął po niej czubkiem, delikatnie wsuwając go do środka. Miał z takiej pozycji bardzo dobry widok zarówno na dziureczkę i to, jak rozchylała się, okalając jego główkę, jak i na całe ciało Davida. Ten zarumienił się jeszcze bardziej na twarzy i klatce piersiowej, a jego penis sam się poruszył. Był taki wyeksponowany.
— Podoba ci się, co?
— Taa… Ta twoja dziura aż go pochłania — zamruczał Shane, znowu wsuwając się trochę dalej, a szparka lekko się zawęziła, kiedy cała główka przeszła.
David odetchnął, oblizując wargi i nie spuszczając wzroku z chłopaka. Wreszcie ten nie wytrzymał i złapał go mocno za uda, po czym, naprężając bicepsy, pociągnął go mocno do siebie, nabijając całkiem na swojego sztywnego chuja.
David krzyknął niekontrolowanie, łapiąc się mocno pościeli i wyginając, aby lepiej podpasować się pod penisa kochanka. Shane sapał ciężko z podniecenia, patrząc na niego jak na swoją zdobycz. Wciąż przytrzymując go za uda, pochylił się i polizał go po podbródku.
— I co? Jak nabity na pal, co? — zawarczał.
— O… tak. Tak, pal. — Zaśmiał się zduszonym głosem. — Brałeś coś, aby ci jeszcze urósł czy to ta atmosfera?
Shane wyszczerzył się na to i poruszył biodrami, przyciskając go za każdym razem do siebie mocno.
— Zawsze był takim gigantem — odparł z zadowoleniem.
— Gorącym gigantem — przyznał mu rację mężczyzna, puszczając w końcu pościel i łapiąc go za obrożę. — Moje psisko.
— Woof! — zawarczał Shane i zaśmiał się zaraz po tym, zaczynając go pieprzyć coraz mocniej. Podobała mu się taka pozycja.
David tylko dyszał, trzymając się jego obroży. Czuł się rozgrzany i napełniony. Postękiwał przy każdym mocniejszym ruchu, a Shane powarkiwał nad nim, poruszając się szybko. Na szczęście głośna muzyka zagłuszała ich odgłosy, więc Lucy nie powinna tego wszystkiego słyszeć.
W pewnym momencie chłopak złapał Davida pod kolanami i zgiął w pół, niemal wgryzając się w jego szyję. David zakwilił pod nim, łapiąc się go jeszcze mocniej i niespodziewanie nawet dla siebie, drżąc na całym ciele, doszedł, spuszczając się na swój tors.
Shane zamrugał zaskoczony, że to już. Uśmiechnął się jednak do siebie, dumny z tego, jak dobrze mu zrobił jego penis.
— Musisz chyba jeszcze chwilę wytrzymać — zamruczał, poruszając się w nim mocno.
— Ty… ty… dwa… dwa — wydyszał David nieskładnie, drżąc nadal na całym ciele i rozluźniając się, to zaciskając na jego penisie.
— Nie tłumacz się już. — Zaśmiał się Shane na wydechu, niemal wbijając mu palce w uda, a że był silny, to było całkiem możliwe, że zostawi mu siniaki.
Dopiero po kilku minutach David poczuł, że chłopak porusza się bardziej chaotycznie i wreszcie strzela w jego tyłeczku, posapując. Podtrzymał się nad Davidem, by na niego nie upaść i spojrzał mu w oczy z uśmiechem.
— Mmm… — zamruczał, pochylając się i przesuwając nosem po jego szyi.
— Mhmm — przyznał mu rację David, obejmując go czule ramionami. Było mu naprawdę bardzo dobrze i błogo.
Chłopak uśmiechnął się do niego, po czym złapał go za dłoń i zsunął mu obrączkę z palca bez słowa, a David rozchylił szerzej oczy. Trochę było mu głupio, że o niej zapomniał. Miał ją zawsze od momentu ślubu. Shane odłożył ją na szafkę przy łóżku i polizał go po wnętrzu dłoni.
— Teraz już jesteś tylko ze mną. — Uśmiechnął się.
Mężczyzna uśmiechnął się ciepło, dotykając kciukiem jego warg.
— Tak. Tylko z tobą.

*

David uchylił jedną powiekę. Czuł, że jest mu strasznie duszno i gorąco, i do tego nie może się ruszyć. Stęknął ciężko i rozejrzał się po ciasnym, ciemnym pokoiku, a dopiero po chwili spojrzał na silne ramię z wytatuowanymi pająkami leżące mu na szyi. Nie chcąc budzić kochanka, który spał z rozchylonymi ustami i dyszał na niego, zsunął się tyłkiem na brzeg łóżka, a potem dalej aż na podłogę. Resztę ciała przygwożdżonego przez Shane’a pociągnął za nim na ziemię.
Chłopak nadal spał jak zabity z gołym tyłkiem na wierzchu i wciąż tą swoją nieszczęsną obrożą. David uśmiechnął się do siebie. Schylił się po bieliznę leżącą na podłodze i dopiero ubrawszy ją, wyszedł cicho z pokoju. Chyba jednak za cicho, bo Lucy, na którą niemal wpadł za drzwiami, zdecydowanie nie spodziewała się go tak wcześnie zobaczyć, kiedy w samych majtkach przechodziła z łazienki w kierunku saloniku. Widząc mężczyznę, pisnęła i złapała się za nagi biust.
— David, do stu diabłów! — fuknęła, ledwo chowając spore piersi w drobnych dłoniach.
Mężczyzna odruchowo zmierzył jej figurę spojrzeniem, po czym jednak zaśmiał się i zakrył sobie oczy.
— Już nie patrzę, już nie patrzę. — Śmiał się, idąc na ślepo do kuchni, a raczej spoglądając przez rozchylone palce. — Nudystko.
— Bi-perwers pieprzony! — fuknęła dziewczyna, umykając szybko do saloniku, żeby zarzucić na siebie jakąś koszulkę Shane’a. Co za to mogła, że dobrze się w nich chodziło po domu?
— Daj spokój, nawet nie umiem o tobie myśleć w tych kategoriach. Jesteś seksowna, ale nie dość, że les, to jeszcze jesteś kuzynką Shane’a, czyli jak rodzina.
— No, chociaż tyle — mruknęła Lucy, wkraczając po chwili do kuchni w koszulce, a jakże, AC DC. Spodni już nie zakładała, najwyraźniej uznając, że na uda jej się David gapić nie będzie. — Chociaż nie wiem sama czy takie zacieśnianie więzi rodzinnych to tak fajnie po tym, jak ostatnio Shane palnął, ćwok jeden, że szkoda, że moim ojcem nie jest.
David już stał z nożem i bułką w ręku i smarował ją masłem.
— Chyba trochę faktycznie jest nadopiekuńczy w stosunku do ciebie. Ale nie przejmowałbym się tym tak.
— A kto tu się przejmuje? — Wzruszyła ramionami, opierając się tyłkiem o blat i zaczynając splatać byle jakiego warkocza ze swoich rudych włosów. — W ogóle coś tak wcześnie wstał?
— Shane mnie przydusił ramieniem, to się obudziłem. No i zgłodniałem — wyjaśnił, nakładając jeszcze ser na bułkę i gryząc ją. — A ty co tak wcześnie?
— Sikać mi się chciało — odparła prosto.
— Ah — mruknął David, nim ugryzł znowu kanapkę. — Ale jak już wstałaś… Masz jakieś plany na dziś?
— Jeszcze nie… — westchnęła Lucy, wiążąc wreszcie włosy gumką, którą miała na nadgarstku. — A wy? Ciąg dalszy świętowania? — Zachichotała.
— Może, ale myślałem, aby gdzieś wyjść. Wiesz… poza sypialnię. — Poruszył znacząco brwiami.
— Seks w plenerze? Jak króliczki w krzaczkach? — Zaśmiała się, aż chrumkając przy tym.
David roześmiał się także, bo ten jej śmiech był aż zaraźliwy.
— No może nie tak. Na plener chyba już trochę za chłodno, ale można by było gdzieś wyjść.
— Ale, że… tak romantycznie we dwójkę czy weźmiecie mnie na doczepkę? — dopytała Lucy, robiąc słodkie oczka.
— A to już by zależało od ciebie.
— No to ja też chcę — odparła od razu i wywędrowała z kuchni, by się ogarnąć.
— To się później zastanowimy, gdzie iść! — odparł za nią David, kończąc jeść i wychodząc do łazienki.
Na chwilę obecną rozmowa była zawieszona, a przynajmniej dopóki Shane nie wstanie. To nastało dopiero godzinę później i najwyraźniej chodzenie w negliżu było u nich rodzinne, bo chłopak bez skrępowania, nago, ziewając po drodze, wszedł do łazienki. Dopiero kiedy z niej wyszedł, miał na tyłku bokserki, a obroży się już pozbył.
Davida i Lucy zastał w salonie. Dziewczyna malowała sobie paznokcie u stóp, a mężczyzna czytał książkę. Kiedy go zobaczyli, równocześnie rzucili:
— Cześć.
— A wy co, kurwa? Z łóżka wychodzicie, jak nie trzeba do roboty? — Shane spojrzał na nich, przecierając zaspane oczy i podchodząc do kanapy. Od razu zwalił się ciężko pomiędzy nich.
— Obudziłeś mnie.
— Siku mnie obudziło.
— No i jakoś już nie chciało mi się spać, to wziąłem sobie książkę — dodał jeszcze David.
— Mm — podsumował ich Shane i odchylił głowę na oparcie kanapy. Milczał chwilę, po czym westchnął i dodał: — Trzeba coś porobić, co?
— No, ale na razie maluję pazurki — odparła Lucy skupiona na swoich stopach i tym, aby równo jej wszystko wychodziło.
— I nie zaszkodzi trochę odetchnąć. Takie wytchnienie od tego wszystkiego i w końcu bez stresu. — Mężczyzna wyciągnął się i pocałował chłopaka w policzek, a ten spojrzał na niego bokiem i uśmiechnął się lekko.
— Teraz już tylko będziesz się musiał stresować czatowaniem na wolną łazienkę — rzucił, przypatrując mu się.
— Do przyzwyczajenia — odparł, po chwili wracając spojrzeniem do tekstu zawartego w książce.
Shane spojrzał mu przez ramię.
— Co w ogóle czytasz?
— „Historię mafii amerykańskiej”. Nawet ciekawie napisana, chociaż sami piszą, że mają wiele zastrzeżeń do niektórych informacji.
— Widzisz? Przynajmniej się dokształca, kuzynie, a nie, ty zamiast nad tą swoją agresją panować, toż jeszcze te kryminały sobie do głowy ładujesz. David, ja bym na twoim miejscu nad nim popracowała — odparła Lucy pół żartem pół serio, uśmiechając się jak chochlik do Shane’a.
— Pracuję nad nim — odrzekł jej David z równym rozbawieniem. — Czasami nawet jest bardzo uroczy i zupełnie potulny, więc nie jest źle.
— Czasami. — Zachichotała Lucy.
— A czasami robi się z niego taki skurwysyn, że zaraz stracisz ten capiący lakier, jak będziesz mnie podkopywać przed Davidem — prychnął Shane.
— I znowu agresja — jęknęła teatralnie dziewczyna.
Shane wywrócił oczami i wstał, klepiąc ich obu po głowach.
— Idę się ubrać, a wy se pogadajcie o tym, jaki to ze mnie wielki, zły wilk.
David i Lucy tylko popatrzyli po sobie i zaśmiali się pod nosem, wracając do swoich zajęć.

*

Shane zadarł głowę, by spojrzeć w górę na dający po oczach, różowy neon Cocky Club. Musiał przyznać, że dawno nie był w żadnym klubie „w branży”. Spojrzał na stojących w kolejce facetów, głównie w obcisłych ciuchach, chociaż byli też „normalni”. No i leski. Prychnął pod nosem i spojrzał na stojącą obok kuzynkę.
— Wreszcie na łowy, co?
— Wreszcie? — Spojrzała na niego zaskoczona.
David nawet zaśmiał się pod nosem. Czyli Shane znowu o czymś nie wiedział. Był nawet ciekawy, jak zareaguje.
— No… klub, laski? — uściślił Shane, wbijając ręce w kieszenie i powoli podążając za kolejką.
— No wiem, ale czemu wreszcie? Czy ty myślisz, że siedziałam w domu jak jakaś zakonnica? — Zaśmiała się dziewczyna. Miała czarne, wąskie spodnie, pasek z dużą klamrą i pasującą do jej piegowatej twarzy obcisłą koszulę w kratę.
Shane od razu zmarszczył brwi. Chwilę nic nie mówił, ale w końcu stuknął ją w bok.
— Głupi rudzielec, czemuś się, kurwa, nie chwaliła?
— Bo było bez efektów? — zakpiła z lekkim uśmieszkiem na ustach i ze wzruszeniem ramion.
— To co mówisz, że nie żyłaś jak zakonnica? — Shane chyba przestał rozumieć, za to Lucy miała ochotę strzelić sobie w głowę.
— Nie dociera do ciebie, widzę — jęknęła. — Wychodziłam z domu i próbowałam „polować”, ale nic nie wyszło. Dlatego nic się nie chwaliłam. Na Boga, Shane, czy tobie naprawdę trzeba wszystko tak łopatologicznie tłumaczyć?
Dziewczyna mówiła naturalnie dość głośno, więc niejeden facet stojący w kolejce i kilka dziewczyn obejrzało się na nich, a Shane zaczerwienił się na policzkach, czego na szczęście nie było widać dobrze przez ciemność panującą na ulicy.
— Dobra, kurwa, nie musisz tłumaczyć — syknął i pchnął lekko Davida w przód, kiedy kolejka się przesunęła bliżej bramkarza. — Idźcie już — burknął.
David tylko zaśmiał się z tego i postanowił nie komentować.
— To nawet zabawne, jak zauważasz swoją głupkowatość. — Zachichotała Lucy.
— Głupia pieguska — burknął Shane. — Bo mówisz jak połamana, ni chuja nie idzie załapać, o co ci chodzi — irytował się.
— Jak dla mnie było to dość jasne — wtrącił David, nie czując się w obowiązku bronienia kochanka. Nie był w końcu dzieckiem.
— Jeszcze ty przeciwko mnie? — Shane spojrzał na niego i zawarczał pod nosem, po czym bez skrępowania klepnął jakiegoś chłopaka przed sobą w tyłek, niemal warcząc. — No do przodu. Kolejka się, kurwa, posuwa.
Chłopak na szczęście nie obruszył się, tylko zachichotał i postąpił dalej. Pokazał dowód bramkarzowi i wreszcie nadeszła ich kolej. David spojrzał jeszcze z dezaprobatą na ten gest kochanka, ale poczekał z jego komentowaniem dopiero do momentu, kiedy już byli w środku.
— Mogłeś klepnąć go w ramię.
— I mogłem też myśleć, nie pokazywać, jakim jestem debilem i może jeszcze najlepiej się zamknąć, co? — odmruknął chłopak, patrząc na niego koso, kiedy ruszyli za Lucy do szatniarza.
David strapił się momentalnie, robiąc większe oczy.
— Bez przesady. Tylko się z tobą drażnimy. Nie bierz wszystkiego od razu tak do siebie.
— Taa? No to nie bawią mnie taki żarty. Niespodzianka, kurwa — zironizował Shane i zdjąwszy kurtkę, podał ją szatniarzowi, dostając w zamian numerek. Wsadził go sobie do kieszeni swoich szerokich bojówek.
David skrzywił się i odetchnął ciężko, także oddając swoją kurtkę do szatni.
— To wybacz. Nie przypuszczałem, że będziesz tak drażliwy.
Shane zmarszczył się na ostatnie słowo i zanim wszedł dalej do klubu, dodał:
— No jestem drażliwy, jak robicie ze mnie idiotę, to chyba, kurwa, normalne.
— Żartujemy sobie wspólnie, a nie robimy z ciebie idiotę. Zastanów się co mówisz, Shane, proszę cię — jęknął David, wsuwając dłonie w kieszenie swoich prostych spodni.
Lucy tylko skinęła głową, czując, że nie powinna się już wtrącać.
— To zajebiście, ale może w domu, a nie jak połowa jebanej kolejki sobie tego słucha, jak dobry kabaret? — odparł Shane, który był wybitnie zirytowany ich podejściem.
— Jak chcesz — westchnął David. Nie miał zamiaru się teraz z nim sprzeczać, a już na pewno o taka błahostkę.
— „Jak chcesz”? Co to, kurwa, za odpowiedź? Ja pierdolę — wkurzył się Shane, ale nagle zawarczał pod nosem i machnął ręką, wchodząc pierwszy w głąb klubu. Pełne zrozumienie, pomyślał. W domu nie przeszkadzało mu, jak czasem takie żarty latały, ale czuł się głupio, kiedy wychodził na idiotę w oczach jakichś facetów stojących na około. Zero wyczucia ze strony Lucy i Davida.
Ci na chwilę zostali w tyle, a pierwsza odezwała się dziewczyna.
— Chyba się zdenerwował.
David spojrzał na nią jak na głupią.
— No co ty?
— Ej, ty też się nie złość. To tylko taka pierwsza małżeńska kłótnia.
David nie skomentował, tylko przewrócił oczami i ruszył za kochankiem, aby go jakoś obłaskawić. Ten już dotarł do baru i zamówił trzy kufle piwa, by móc przenieść się z nimi do jakiegoś stolika. O ile jakiś znajdą.
— Daj, pomogę — usłyszał po chwili głos kochanka tuż obok siebie. David wziął jeden kufel i z pomocą Lucy znaleźli w końcu jakieś wolne miejsce. Na szczęście było jeszcze w miarę wcześnie, więc nie musieli podpierać ścian.
Shane zasiadł na czerwonej kanapie i zlustrował wzrokiem na razie niewielki tłumek, który zgromadził się na parkiecie. Napił się piwa w milczeniu, a Lucy trąciła łokciem Davida, patrząc na niego porozumiewawczo. Ten spojrzał na nią i wzruszył ramionami. Czemu to on miał wszystko naprawiać, skoro to też była po części wina Lu? Mimo tego jednak sięgnął dłonią do kolana kochanka, przysuwając się bliżej niego. Położył mu nawet brodę na ramieniu.
— Na co tak patrzysz?
Shane zerknął na niego i przez moment zapatrzył się na jego jasne, niebieskie oczy.
— Na ludzi. Sporo takich gejków, nie? — rzucił, byle coś powiedzieć.
— Mhm. Raczej tak. Tym bardziej w takim miejscu. — Pogłaskał go po nodze. Nie umiał pojąć, czemu to on przeprasza Shane’a, a nie chłopak jego za tego klapsa w tyłek, który zaserwował jakiemuś obcemu kolesiowi.
— Ta… Ale fajnie się pogapić. Taki luz, nie jak w normalnych klubach — odparł Shane i zerknął na kuzynkę. — Lu, a ty nie idziesz się pogibać?
Dziewczyna postukała paznokciem w kufel.
— Jeszcze się napiję kilka łyków, chyba że „mam” iść.
— Nie, spoko — odmruknął, chłopak i po chwili wahania położył rękę na spoczywającej mu na kolanie dłoni Davida.
Mężczyzna uśmiechnął się, rozczapierzając palce i wsuwając je między palce Shane’a. Ten uśmiechnął się lekko, ściskając jego dłoń, a gdzieś z boku niespodziewanie usłyszeli zawiedziony jęk jakiegoś chłopaczka.
— Mówiłem ci? Są parą.
Tym razem Shane aż zaśmiał się i pocałował mocno Davida, nawet się nie oglądając. Mężczyzna odpowiedział z ulgą na pocałunek. Czego by nie mówić o chłopaku, czasami nie dużo mu było trzeba, aby przeszedł mu zły humorek.
Lucy pokręciła głową, patrząc na nich. Czasami nie pojmowała i nie zamierzała próbować, więc tylko napiła się duszkiem swojego piwa, prawie na raz je wypijając. Sapnęła i otarła wierzchem dłoni pianę z ust, odruchowo postukując butem do muzyki.
Shane wreszcie oderwał się od ust kochanka i spojrzał mu w oczy, nim cofnął się, by samemu napić się piwa.
— W ogóle jak se w końcu Lu jakąś lalę przydybie, to w ogóle będziemy mieć nieźle ciasno, nie? — rzucił.
— Nie zakładaj od razu, że se już na zawołanie jakąś „przydybię” — odpowiedziała kuzynka, wstając z kanapy. — Na razie to wy się tu pomiziajcie, a ja idę potańcować.
— Ta, spoko — odparł Shane, nie obawiając się, że tutaj jakiś facet zaczepi jego kuzynkę.
David też odprowadził ją spojrzeniem, aż rude włosy dziewczyny nie zniknęły mu z pola widzenia.
— Więc wracając do tematu. Już ci tak nagle ciasno?
— Nie ciasno, mi pasi, że ze mną mieszkacie — odparł od razu chłopak. — Tylko szybko się rozrasta nasz tłumek, to tak jakoś… wychodzę naprzód i już widzę Lu z jakąś lalą u nas.
— Nie spiesz się aż tak. To, że kogoś spotka, nie znaczy, że od razu też się do nas ta dziewczyna sprowadzi.
— No wiem… Ale może chociaż łóżko byśmy większe kupili, bo cię zgniatam — prychnął Shane, pijąc do dzisiejszego poranka. Szybko jednak zreflektował i dodał: — Kurwa, ale i tak się większe u mnie nie zmieści.
— Właśnie. — Zaśmiał się David i cmoknął chłopaka w policzek. — Nie stresuj się tym. Grzejesz i też nie jestem jakimś chucherkiem, aby sobie z tobą nie poradzić. Trochę pognieciesz, ale też łatwiej się przytulić.
— Taa i zawsze możesz mnie zrzucić na podłogę. — Zaśmiał się chłopak i kiedy napił się piwa, pocałował krótko Davida, mocząc jego usta w pianie, którą miał na wargach.
David zaśmiał się pod nosem.
— Tym bardziej, jeśli śpię z brzegu — zauważył, kiedy już oblizał usta.
Shane prychnął pod nosem, po czym jednak popatrzył w oczy Davida nieco poważniej. Ścisnął lekko jego dłoń.
— David, bo, kurwa…
— Hmm? Co?
— Wiesz, w sumie tak cię ukradłem Grace i wszystko jest zajebiście, ale mi trochę głupio, że takie chujowe warunki ci zapewniam — mruknął z kwaśną miną.
David przez chwilę, po usłyszeniu tego, nie umiał wykrztusić z siebie nic. W końcu jednak złapał go drugą dłonią za brodę i mocno pocałował.
— Głuptas. Jesteśmy razem, więc nie mów o jakimś zapewnianiu mi warunków. To mi nie przeszkadza, a jak kiedyś będzie możliwość, bo widzę, że cię to dręczy, to znajdziemy sobie coś większego. Tak? — spytał, cmokając go znowu w usta.
Shane popatrzył my badawczo w oczy i przytaknął.
— Mhm… Tylko wiesz, ja wiem, że ty z lepszych warunków do mnie trafiłeś, ale jak coś, to ja się postaram i jakoś wyrobimy, żeby mieć wygodniej — zapewnił go twardo. Wciąż pamiętał, jak wyglądał dom Davida i Grace, kiedy był tam z kochankiem po jego rzeczy. Zupełnie inna liga niż jego mała kawalerka.
Mężczyzna uśmiechnął się do Shane’a. Pogłaskał go po włosach.
— Obaj się postaramy, jak cię to tak męczy. Jest naprawdę okej, nie kłopocz tym tej swojej główki.
— Mm, spoko — odparł chłopak i pocałował go krótko w usta. Dla niego najważniejsze było, by byli razem.
Kiedy w końcu Lucy wróciła, obwieszczając, że jest wyczerpana, zamówili jeszcze po jednym piwie dla każdego i David z Shanem poszli potańczyć. Na parkiecie było już na tyle dużo ludzi, że tańczyli niemal w ścisku. Shane położył dłonie na biodrach Davida i przesunął nosem po jego policzku, uśmiechając się. W klubie było niemożliwie ciepło przez ruch i ścisk. David z tego wszystkiego aż rozpiął kilka górnych guzików swojej koszuli. Tańczył w objęciach swojego byczka, patrząc tylko na niego.
— Jeszcze zobaczysz, jak z nami jest fajnie. Nie będzie tylko praca i dom — zamruczał Shane, całując go po policzku.
— Mhm, przekonam się o tym doskonale! — odkrzyknął David, aby przekrzyczeć muzykę.
Chłopak uśmiechnął się i liznął go w usta.
— Jestem w niebie normalnie, kurwa. — Zaśmiał się głośno, ale nagle ktoś dopadł do nich, bez skrępowania łapiąc w pasie i popatrzył po ich twarzach.
— Preferujecie trójkąt, chłopcy? — zagadał z uśmiechem, na co Shane od razu zmarszczył brwi.
— Nie — odparł twardo.
David zaskoczony taką bezpośredniością i formą pytania aż się roześmiał.
— Ej, na pewno? — nagabywał dalej nieznajomy.
— Nie, nie preferujemy. Wiesz, seks tylko po ślubie — prychnął David, obejmując kochanka za szyję zaborczo.
Chłopak, który ich zaczepił, jęknął z zawodem.
— Tradycyjni — westchnął, po czym niespodziewanie klepnął ich w pośladki. — No to nie wiecie co tracicie. — Puścił im oczko i zniknął w tłumie, a Shane aż zagapił się za nim z szerzej otwartymi oczami.
— Co to, kurwa, było…?
— Nieudana próba namówienia nas na trójkąt — odparł David, jeszcze bardziej przylegając do kochanka. Jego naga klatka piersiowa opierała się o ciało Shane’a.
— Chyba za rzadko bywam w takich klubach i nie przywykłem do takich propozycji — prychnął chłopak, obejmując go mocno w pasie.
— No ja tym bardziej nie — przyznał David, wracając do tańczenia w rytm muzyki.
— Ale w sumie fajnie… Znaczy, że jeszcze jesteśmy gorący.
— Jeszcze? Ja się czuje młodo, nie wiem jak ty.
— No średnio. Najlepsze czasy w sumie za nami — odparł Shane, bujając lekko biodrami do muzyki i tym samym ocierając się o kochanka, a że miał naprawdę sporego penisa, to jego wybrzuszenie w spodniach David aż czuł na swoim brzuchu.
— Bez przesady. I tak jesteś młodszy. Są tu przecież nawet dużo starsi od nas.
Shane rozejrzał się odruchowo. W klubie rzeczywiście poza młodymi facetami i dziewczynami około dwudziestki, którzy stanowili większą część gości, było też trochę starszych facetów, a nawet chłopak dostrzegł jakiegoś dziadka w hawajskiej koszuli popijającego drinka przy barze i gapiącego się na odkryty brzuch jakiegoś młodziaka na parkiecie.
— Są, ale już nie jesteśmy tymi z dolnej półki — prychnął.
— No nie, ale nie wiem czy bym chciał być.
— Czemu? — Shane zdziwił się autentycznie, wracając spojrzeniem na jego twarz.
— Bo to już było i teraz jest dobrze?
Chłopak zmarszczył lekko brwi. Gdyby dostał kiedyś możliwość przeniesienia się w czasie, to by się nie zawahał… chyba…
David widząc jego minę, pocałował go krótko w usta.
— Co tak dumasz?
— Ogólnie — odparł Shane mało precyzyjnie i dodał jeszcze bardziej pokrętnie: — W sumie sporo się zmieniło… I teraz serio jest dobrze. Ale inaczej niż było.
David zaśmiał się trochę z tego co mówił Shane, a trochę nawet z niego samego.
— Nie zatrzymasz czasu, wiesz? Ciesz się tym co jest, a nie tyle rozpamiętujesz.
— Carpe diem, kurwa — prychnął Shane i pocałował mocno kochanka, ucinając ten głupi temat. To co miał teraz z Davidem było dużo bardziej dojrzałe niż to, co było w czasie szkoły. Chociaż wtedy też był pewien, że była to miłość, to jednak wszystko inne tak bardzo się różniło od obecnego stanu rzeczy, że nie potrafił nawet tego porównać. Czas w szkole wydawał mu się najlepszym jaki kiedykolwiek przeżył i że żaden już mu nie dorówna. Przez te wszystkie lata po zakończeniu szkoły, to rozpamiętywanie, gromadzenie pamiątek, wspomnień… wszystko sprawiło, że cały obraz tego, jak wyglądało wtedy życie, zamienił się w jego oczach w coś utopijnego i coś, za czym musi tęsknić, bo już nie będzie tak dobrze. Teraz jednak, patrząc na mężczyznę, którego zawsze kochał i mając go w swoich objęciach, nie był już taki pewien czy jednak właśnie nie trwał czas, do którego najbardziej będzie tęsknił za kilka następnych lat.

  * Van Halen – Right now

21 thoughts on “Never Be The Same – 47 – Carpe diem

  1. O. pisze:

    „Teraz jednak, patrząc na mężczyznę, którego zawsze kochał i mając go w swoich objęciach, nie był już taki pewien czy jednak właśnie nie trwał czas, do którego najbardziej będzie tęsknił za kilka następnych lat.”
    Oby i Dawid przeżył..
    Chciałam dodać mało miło, że mógłby mieć sparaliżowane nogi czy cuś.. Ale żeby żył.

  2. Tamiya pisze:

    Shiv, no wiesz cooo! Teraz się zastanawiam, czy napisałaś, że nie powiesz o bumach, bo chciałaś podręczyć wszystkich, żeby się głowili, czy będą czy nie, czy naprawdę będzie jakieś bum i nas wprawiasz w oczekiwanie! XDD
    Tak sądziłam, że David innych dzieci nie będzie chciał, dlatego napisałam krwawą wersję pierwszą :3
    Mało profesjonalne? Apf, jeśli to jest mało profesjonalne, to chrzanić profesjonalność XD

    Obiecałam Wam kiedyś tam fanart, a że w końcu mam ferie i od bardzo długiego czasu prześladuje mnie pewna wizja, too: http://oi43.tinypic.com/5kqfev.jpg Nie linczujcie mnie XD Kiedyś któraś z dziewczyn rzuciła coś o Chrisie-syrence, nie pamiętam która, ani kiedy (ale to było dawno) i od tamtej pory to mnie prześladuje! W końcu będę miała czyste sumienie XD I nie bijcie mnie za jakość, to pierwszy rys jaki zrobiłam w kolorze w digitalu, jeszcze nie rozkminiam za dobrze programów i nie umiem nawet prostych linii stawiać na tablecie XDDD Niemniej, endżojujcie <3

  3. Shivunia pisze:

    Tamiya >> Nooo… mówimy że coraz bliżej końca, ale my też się przywiązałyśmy wiec… no trochę jednak odkładamy to co nieuniknione. Mało to może profesjonalne z naszej strony, ale cóż. Ma się te słabostki ;)
    Shane jest faktycznie słodziakiem, chociaż nie powiem. Głupiutkim XD A ich sex, ostatnio b. dobrze nam się pisze. Dobrze że to widać, co jest między nimi. W ogóle tak staram się jakoś odpisać zwięźle, ale hahaha taki cudowny długi komentarz. Nie wiem na czym się skupić XD
    Wspólny wypad do kina albo do wesołego miasteczka 3 par. Ooooch słodko. I może Jimmy w tym tłumie by nie był taki przestraszony? Może XD A dzieci? Ostatnio oglądałam kanał na yt o dwóch tatusiach. Słodkie to było nawet ;) Ale David innych dzieci niż swoje by nie chciał. I „happy-rainbow-gayness-forever ” <3 "No bo chyba już nie będzie żadnych wielkich bumów, nie?" – A to nie odpowiem, będziesz musiała, jak reszta poczekać i się przekonać.
    I DZIĘKI za takiego długaśnego komentarzyka ;)

  4. Tamiya pisze:

    Zobaczyłam rozdział, popatrzyłam podejrzliwie i pomyślałam: „Dziewczyny mówiły, że koniec NBTS się zbliża… Jeśli to jest ostatni rozdział, to śmiertelnie się obrażę! Nie jestem gotowa emocjonalnie!” kliknęłam, i szybko zjechałam na sam dół, nie ma napisu „the end” albo coś, westchnienie ulgi i spokojnie sobie przeczytałam 8D (tak widzę, że w tym zdaniu jest cały wachlarz różnych czasów, ale już mi się nie chce poprawiać xD).
    Kocham ich wszystkich, na serio, tylko za żabcią nie przepadałam, ale w sumie dlatego, że była żoną Davida XD Mrr… Seks Davida i Shane’a zawsze był cudowny! Taki drapieżny, nieprzewidywalny, namiętny, a jednocześnie czuły <3 A co do czułości… Moje biedne Shaniątko się tak martwi o zapewnienie godnych warunków Davidowi <3 Och, Shane, słodziak z ciebie <3
    W sumie jak tak się Shane obraził, to sobie przypomniałam ten test "którą postacią z fdts jesteś" i wyszło mi, że jestem właśnie Shanem… I jak się obraził za to wyśmiewanie się z niego, to sobie przypomniałam siebie XD Też nie lubię wychodzić na głupią przed tłumem, Shane, łączę się z tobą w bólu!
    Zaproszenie na trójkąt, boskie XDD Aż mnie naszła ochota na to opo, w którym ma być trójkąt XD Tylko zasmuca mnie fakt, że NBTS musi dla tego opa zrobić miejsce ;^; Teoretycznie wiem, że się kiedyś to musi skończyć, ale… ja się przywiązałam :<
    Jeszcze nie możecie tego skończyć, Lu musi sobie jakąś laskę wyrwać i będą chodzić na randki w trzy pary (nie zapominajmy o Walcie i Jimmym!). I za dziesięć lat będą sobie siedzieć w saloniku, w nowym mieszkanku Shane'a, Davida, Lucy i jej laski i przyjadą Jimmy i Walt i wszyscy będą grać w mahjonga (nie pytajcie dlaczego w to, ostatnio mahjong mnie prześladuje, chyba muszę się nauczyć w niego grać XDD). Jestem podłym człowiekiem i złym do szpiku kości, ale żabcia zginie w wypadku, opieka nad dziećmi przypadnie Davidowi (bo załóżmy, że rodzice żabci umarli już dawnooo) i Shane będzie miał w końcu dzieci, bo ostatnio za często o nich gada (łagodniejsza wersja przewidywała zostawienie żabci, i adopcję przez naszych panów, ale… Czy ja wiem, czy David chciałby adoptować dzieci, skoro ma własne?) i oczywiście Walt i Jimmy też adoptują! I wyjadą do… Toronto! (mogą też choćby do San Francisco, albo każdego innego stanu, gdzie są legalne gay-marriage ale pierwsze mi do głowy przyszło Toronto, za dużo Queer as Folk XDD). I wszystko będzie happy-rainbow-gayness-forever :3 Należy się po tym strasznym angście na początku. Ostatnio sobie przeczytałam pierwszy rozdział, bo czegoś szukałam (tylko już nie pamiętam czego XD) i się naprawdę przeraziłam Shane'a wtedy. Wkurwiony facet ze złamanym sercem i chęcią zemsty. Do tego on taki wielki byczek, ja na miejscu Davida bym dostała zawału… Aż trudno uwierzyć, że to zaczęło się na nowo od gwałtu i przeszło w taki stan absolutnej miłości, czułości i oddania! Na początku to był zupełna patologia XD Gwałt, potem przetrzymywanie Davida u siebie, romans, zakochanie, rozwód i teraz happiness forever :3 No bo chyba już nie będzie żadnych wielkich bumów, nie? XD
    Dobra.. Kończę to pisanie, bo ja wiem, że ja bym tak mogła jeszcze długo 8D Jeszcze sobie muszę nadrobić ACTL XD ale to potem…

  5. Katka pisze:

    Panie Kotołaku, „Ciężko będzie go przebić, chyba że epilogiem typu 30 lat później :))” – ciężkie wyzwanie nas w takim razie czeka. A dla Walta i Jamesa miejsce jeszcze będzie… sporo nawet bym powiedziała, pytanie tylko w jakiej formie… :) I jak obiecaliśmy Alberta, tak dotrzymamy słowa.

  6. pankotolak pisze:

    Świetny rozdział, wspaniały namiętny finał, szkoda,że Shane nie miał w pokoju rury do tańczenia :)) W obroży i przy rurze :)))
    Shane, David i Lucy w doskonałej formie dialogowej. Zakończenie rozdziału cudowne. Ten rozdział jest kunsztownym uwieńczeniem wątku S&D&L. Ciężko będzie go przebić, chyba że epilogiem typu 30 lat później :))

    Tak, tak koniec nadpełza zdradziecko i nie uniknienie. Jeszcze Walter i James, może słówko o żabci by się zdało, coś o sąsiadce dbającej kiedyś o Shanea czy też o rodzinie ‚na wsi’ … a tu już wszyscy o nowych trójkątach rozprawiają i się napalają. I jeszcze coś o Albercie …

  7. raya pisze:

    och ja nic nie pisałam, o tym, co by ktoś CHCIAŁ przeczytać – przecież to wy decydujecie. Tak jak w AH, gdy dziewczyny serwowały nam heterosceny, np. z Jamiem.
    po prostu jestem ciekawa, czy byscie sobie poradzily;)

  8. Katka pisze:

    Elis, no właśnie, z założenia tu ludzie przychodzą, by jednak o facetach czytać XD No i chyba ciężko przekonać Shiv, żeby się skusiła na ero-les-scenę, haha.

  9. Elis pisze:

    „ja jestem ciekawa, czy ktokolwiek by chciał czytać erosceny z Lu XD”
    Przyznam, ze nie wiem, czy bym chciała. Nigdy nie czytałam o dwóch laskach. O facetach się lepiej czyta. :D

  10. Katka pisze:

    Gordon, Shane też <3

    Ayame, hehe, no niestety w ich wykonaniu trójkąt jest niemożliwy. Shane by przywalił każdemu facetowi, jaki położyłby łapy na Davidzie XD

    Raya, haha, ja jestem ciekawa, czy ktokolwiek by chciał czytać erosceny z Lu XD

  11. Ayame pisze:

    Widać, widać, że wsio idzie do końca ^_^ Skoro już David tak szybko dochodzi to już tym bardziej xD Wybaczcie, że dopiero teraz, ale przeczytałam wczoraj, a że dopadło mnie lenistwo to piszę dzisiaj :D W sumie tak czytając, najpierw myślałam, że to już koniec, to przez to Wasze zakończenie! W sumie… zastanawiałabym się, co by było gdyby oni zgodzili się na trójkąt – ale nie, to nie możliwe xD
    Jak dla mnie Lucynda jeszcze powinna sobie kogoś znaleźć, no i jeszcze powinni kupić duży domek, psa i rodzinka jak nie patrzeć. No i wytrzasnąć dzieci, mogą być Davidowe xD

  12. Shivunia pisze:

    Gordon >> Oj już widzę że każdy widzi koniec… mam nadzieje że z tego powodu nie czujecie niedosytu ;) I bardzo bardzo mnie cieszy że lubisz Davida. Może nie jest jakimś wybuchowym facetem, ale jest chyba „cieplutki” ;) ” ale szkoda ze dobiega konca” – nam też szkoda, dlatego wbrew rozsądkowi jeszcze to troszkę pomęczymy XD

  13. Gordon pisze:

    na koncu mi sie nawet smutno zrobilo ;p po wylaczeniu rozdzialu dwa razy wracalem do niego by sprawdzic czy na dole nie ma na pewno jakiegos ‚koniec’. Shane sie genialnie wkurwia tak w ogole. to jego warczenie bez krepacji ze slyszy go cala ludnosc wokolo buahaha rzadzi. David i Lu musieli sie czuc skrepowani. ale dobrze ze tak szybko sie godza. sam bym zmiekl od razu jakby mi taki David polozyl reke na nodze i brode na ramieniu ;p a seks byl cholernie goracy! sa jedna z najlepszych par jak chodzi o lozko ;p David z tym wielkim fiutem Shanea w ustach i potem jak sie polozyl to whoa ostro. zazdroszcze Shanowi ;p rozdzial lux, ale szkoda ze dobiega konca

  14. Katka pisze:

    Shinu, „Mogłabym nawet powiedzieć, że „są cycki, jest główna” xD” – sama prawda XD A co do tego, co zainspirowane jest Mozart Rock Opera – tak, będzie publikowane. Mogę nawet powiedzieć, że to to samo, w którym owy trójkącik się pojawia :) Miałyśmy na to ostatnio wenę i kilka dni pod rząd zażarcie tworzyłyśmy :) „Tak, chce Shane’a z balkonikiem, Davida o kulach i Lucy z obwisłymi cycami xD” – a to by mogło być straszne, haha.

    Elis, bardzo się cieszę, że końcówka wzruszyła. Mnie również muszę przyznać. W ogóle człowiek przez to, że wie, że blisko koniec, robi się sentymentalny i potem takie wzruszające zdania wychodzą :) No ale co by nie mówić, Shane ogólnie jest najbardziej sentymentalnym osobnikiem, jaki chodził po Milwaukee, haha, więc chyba mu wolno tak myśleć :) I opko z trójkątem się pojawi, jak najbardziej. Byle tylko zwolniło się dla niego wpierw miejsce na stronie XD

  15. Elis pisze:

    „Czas w szkole wydawał mu się najlepszym jaki kiedykolwiek przeżył i że żaden już mu nie dorówna. Przez te wszystkie lata po zakończeniu szkoły, to rozpamiętywanie, gromadzenie pamiątek, wspomnień… wszystko sprawiło, że cały obraz tego, jak wyglądało wtedy życie, zamieniło się w jego oczach w coś utopijnego i coś, za czym musi tęsknić, bo już nie będzie tak dobrze. Teraz jednak, patrząc na mężczyznę, którego zawsze kochał i mając go w swoich objęciach, nie był już taki pewien, czy jednak właśnie nie trwał czas, do którego najbardziej będzie tęsknił za kilka następnych lat.” Musiałam to zacytować. Końcówka wydała mi się niezwykle piękna i wzruszająca. Taki, faktycznie Happy End, gdyby to był koniec.
    Nie wiem, co napisać poza tym, że rozdział był wspaniały. I do tego uśmiałam się, jak jakiś chłopak próbował ich namówić na trójkąt.
    „Tradycyjni” haha i to jak tradycyjni. Brakuje tylko ślubu.
    Też bym chciała, taki epilog pod tytułem: „Wiele lat później”, albo jakieś wspomnienie, jak dalej sobie żyli.
    Wyraźnie widać, że to opowiadanie dobiega końca. Smutno się robi, ale zawsze będzie można poczytać od nowa, a i pojawi się inne, to z tym trójkątem, chyba. :)

  16. Shinu pisze:

    Mimo iż bardzo tego nie chce, ale pod koniec tego rozdziału brakowało mi tylko drukowanego „koniec” albo „happy end” ;]
    Naprawdę, rozdział wspaniały. Było w nim wszystko co najlepsze – genialny seks, humor, oczywiście jakaś kłótnia i poważna rozmowa o przyszłości. Mogłabym nawet powiedzieć, że „są cycki, jest główna” xD
    Robicie strasznego smaka ostatnio na trójkąt, na tumblr, w komentarzach, a teraz nawet w opowiadaniu xD Czekam na wasze nowe dzieło z trójkątem!
    I w ogóle jestem ciekawa czy zamierzacie opublikować to co piszecie zainspirowane przez Mozart Opera Rock. Na serio chciałabym to przeczytać.

    Co do NBTS… cóż, chcąc nie chcąc ale naprawdę widać, że to już prawie koniec T_____T Pewnie będzie coś jeszcze o Walcie i Jimmym, a potem… chlip… koniec świata ;(
    I tak w ogóle to pora na moje żądanie – a więc żądam epilogu do NBTS pod tytułem „30 lat później” xD Tak, chce Shane’a z balkonikiem, Davida o kulach i Lucy z obwisłymi cycami xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s