Savage Virus – 3 – Śnisz mi się

Pobudkę Joshowi zaserwowały promienie słońca przebijające się przez brudne okienko, które poraziły jego zamknięte powieki. Rozchylił je i przeciągnął się, leżąc na tej starej, wytartej kanapie. Rozejrzał się apatycznie i po kilku minutach wylegiwania się, zwlekł się wreszcie na równe nogi. Zostawił do wyschnięcia jeansy i te na szczęście były już suche. Ubrał się więc w nie i znalazł jeszcze starą koszulkę. Boso podążył do kuchni, gdzie zrobił sobie śniadanie. A dokładniej zalał wrzątkiem jakieś nudle. Oczywiście nie najadł się nimi specjalnie, ale co tam. Przetrzepał swoje włosy, ziewnął i spojrzał na leżące na telewizorze dwie strzykawki. Uśmiechnął się słabo. Przynajmniej dwa dni nie będzie musiał prosić Masona o lekarstwo. Jednak po dłuższej chwili konsternacji i analizy wczorajszego wieczora doszedł do wniosku, że musi sobie zaskarbić jego zaufanie, żeby ten naprawdę go nie zamknął. Wsunął więc buty i zszedł z poddasza. Wiedział przynajmniej, gdzie Mason ma sypialnię. Tam właśnie ruszył.
Drzwi od sypialni były niedomknięte, więc je uchylił, zaglądając do środka. Na łóżku, przykryty cienką kołdrą, leżał ciemnowłosy mężczyzna. Jego czarne włosy były porozrzucane na poduszce, a w pokoju czuć było delikatny, przyjemny zapach. Przez zasłonięte okno nie wpadało do środka aż tak wiele słońca.
Josh oblizał usta, rozglądając się i po chwili wahania wszedł do środka. Zdjął buty i boso uklęknął przy łóżku. Jeszcze by się Mason zirytował, że mu do łóżka włazi, więc chciał pokazać, że jest bardziej uległy. Zauważył zresztą, że mężczyzna lubił go na kolanach. To było strasznie frustrujące, bo stawiało go wyraźnie w konkretnej pozycji. Niższej, kogoś gorszego. Będąc jednak zainfekowanym, Josh zdążył się przyzwyczaić, że dla innych, zdrowych był kimś na marginesie.
Podparł splecione dłonie na materacu i ułożył na nich podbródek, podkulając kolana oraz patrząc na mężczyznę. A Mason spał jeszcze dobrych kilka minut, nim końcu uchylił jedną powiekę i od razu spojrzał na chłopaka. Zmarszczył brwi, jakby nic nie rozumiejąc.
— Śpię — wyburczał pod nosem.
— To śpij — odmruczał Josh i uśmiechnął się przelotnie, patrząc na niego nadal.
Mężczyzna zacisnął oczy i znowu je otworzył.
— Nie. Śnisz mi się — sprostował. Przecież co niby chłopak miałby tu robić?
Josh uniósł brwi, autentycznie rozbawiony. Wyciągnął jedną rękę, wsuwając ją pod pościel i pogłaskał go palcem wskazującym po wnętrzu dłoni.
— Jakbym nie był prawdziwy, to bym to zrobił?
Mason zmarszczył jeszcze bardziej swoje ciemne brwi i odsunął dłoń. Był zaspany, ale i poirytowany.
— Co tu, do diabła, robisz?
— Przyszedłem się przywitać — mruknął z mniejszym entuzjazmem chłopak, cofając do siebie rękę.
Mason zaburczał coś, analizując jego słowa. Przetarł twarz i ziewnął.
— Myłeś się?
— Nie… — odparł ciszej chłopak, obejmując kolana rękami.
— To idź się umyć — mruknął mężczyzna, wskazując mu dłonią drzwi od własnej łazienki, po czym znowu zamknął oczy na chwilę. — A i nim pójdziesz, podaj to żółte opakowanie. — Wskazał jeszcze na szafkę nocną zawaloną różnymi lekami.
Josh skinął głową i spełnił polecenie. Podał mu lekarstwo i ruszył do drzwi łazienki. Zatrzymał się jednak przy nich i obejrzał na mężczyznę.
— A na co to? — Skinął na lekarstwa.
— Na to, abyś się pytał — burknął Mason, przewracając się na brzuch i wyjmując dwie tabletki z pojemniczka. — Idź się myć! — syknął.
Josh zmarszczył się lekko, ale nie chcąc irytować mężczyzny, a raczej ponosić skutków jego irytacji, zniknął w łazience. Mason w tym czasie połknął leki i odrzucając opakowanie, zakopał się znowu w kołdrę.
Josh miał czas, aby umyć się w eleganckiej łazience z podgrzewaną podłogą. Beżowe kafelki z czerwonymi i czarnymi zdobieniami, ciemna podłoga, wielka wanna i prysznic z hydromasażem. Wybrał jednak wannę. Dawno nie doświadczył takich wygód… Nigdy właściwie nie doświadczył takich wygód. Jego mieszkanko sprzed apokalipsy było niewiele większe niż to na strychu, w którym teraz mieszkał. Pochodził przecież z tych biedniejszych. Inaczej nie trafiłby w ręce Masona, gdyby stać go było na lekarstwo.
Siedział w wannie, relaksując się gorącą wodą. Włosy też umył i już po chwili wychodził na podgrzewane kafelki, żeby się wytrzeć. Na wieszaczkach wisiało kilka ręczników, a na półeczce obok leżały czyste, złożone w kosteczkę. Wziął jeden z czystych i osuszył pobieżnie włosy, po czym całe ciało. Ubrał się z powrotem w swoje ciuchy i wyszedł z łazienki. Czuł się tak… rześko.
Mason, kiedy tylko go usłyszał, znowu uchylił powieki, ale nie ruszył się z miejsca.
— I po chuj to zakładałeś?
Josh przystanął i spojrzał po sobie.
— A mam chodzić nago…? — wydusił z niedowierzaniem.
— Nie. Masz wejść pod kołdrę nago — burknął, patrząc na chłopaka zirytowanym wzrokiem.
— Ach… Okej — Josh mruknął ciszej i rozebrał się szybko. Odłożył na podłogę ubrania i obserwując czujnie Masona, wsunął się do niego, wciągając przy tym jego intensywny zapach.
Mężczyzna złapał go mało delikatnie za rękę i przyciągnął. Obrócił go plecami do siebie i wtulił się w niego jak w pluszaka. Odetchnął ciężko w jego kark, a Josh cały stężał, chwytając się pościeli z przodu. Mimo to, przyjemny zapach, który był tu bardziej wyczuwalny niż kiedy byli na strychu, dobrze na niego działał.
Mason pogładził go po torsie dużą dłonią, niemalże czule.
— I po coś tu przylazł?
— Żeby powiedzieć ci „cześć” — odparł Josh, spoglądając w dół na jego rękę. Lubił duże, męskie dłonie. W ogóle Mason mu się fizycznie bardzo podobał. To, że był chujem, trochę jednak przeszkadzało…
— Nigdy wcześniej nie przychodziłeś.
— Nie wiedziałem, co tracę. Jak ja teraz pachnę. — Uśmiechnął się kątem ust, dotykając opuszką palca wierzchu jego dłoni.
Mason prychnął pod nosem i przesunął dłoń aż na jego szyję, obejmując ją silnymi palcami.
— Lepsza łazienka, co? — zakpił, lekko ściskając go za szyję.
Joshowi aż się zrobiło goręcej. Znieruchomiał cały, czując to nieprzyjemne uderzenie adrenaliny. Pogłaskał go po przedramieniu, jakby miało go to przekonać do puszczenia.
— Też… ale tu ciebie czuję — sapnął.
Mason rozluźnił lekko uchwyt.
— Mnie?
Josh pokiwał żywo głową.
— Twój zapach. Lubię twój zapach — westchnął.
Mason zaklął pod nosem i chwycił chłopaka za szczękę, odwracając sobie jego głowę, aby spojrzeć mu w oczy. Uniósł się przy tym, górując nad nim.
— Co planujesz, mały szczurze? — wysyczał mu w twarz podejrzliwie.
Josh zamrugał, wpatrując się w niego z lekkim strachem.
— Mówię prawdę. Mocniej czuję przez ten jebany wirus, a ty pachniesz tak mocno i dobrze — wymamrotał. Tym razem nie kłamał.
Mason chyba chciał mu wierzyć, bo wbił się bez ostrzeżenia w jego usta w mocnym pocałunku. Nie puszczając jego szczęki, wsunął się na niego bardziej i przesunął dłonią po jego boku.
Josh rozchylił szerzej oczy, zdając sobie sprawę z tego, do czego doprowadził. Nie mógł jednak teraz protestować. Właściwie przeszkadzał mu tylko fakt, jaką osobą był Mason, bo jego usta i ciało go podniecało. Odpowiedział na pocałunek, rozchylając usta i wsuwając dłoń w jego włosy. Mężczyzna nie zaprotestował na to, błądząc dłonią po jego ciele i mrucząc z aprobatą. Patrzył przy tym intensywnie i pewnie, tak władczo w zielone oczy Josha. Ten zmrużył lekko powieki, głaszcząc mężczyznę po głowie. Co prawda w środku coś mówiło mu, że wolałby być na miejscu Masona, ale to nie było realne, już się tego nauczył. A mężczyzna był niezwykle delikatny jak na siebie. Głaskał chłopaka po ciele, aby w końcu przesunąć dłoń na jego udo i podciągnąć je w górę, aż na swoje biodro. Jego usta nie zaprzestały w tym czasie władczego, namiętnego pocałunku.
Chłopak aż się zarumienił, zaciskając mocniej palce na jego karku. Wcisnął się bardziej w poduszkę, chcąc coś powiedzieć.
— Mmnm… Mas… on…
Mężczyzna spojrzał na niego czarnymi oczami i odsunął się na chwilę od jego ust.
— Czego?
Josh oblizał usta i przełknął ślinę, patrząc mu w oczy.
— Nie wolisz, żebym… ci obciągnął? — spytał cicho.
— Nie skończy się na tym tylko i dobrze o tym wiesz — burknął Mason i znowu chwycił jego usta w pocałunku, a jego dłoń ścisnęła pośladek chłopaka.
Ten jęknął krótko w jego usta, a dłoń, którą miał wsuniętą we włosy mężczyzny, lekko zadrżała. Domyślił się, że nie powinien się z nim teraz kłócić. Było mu gorąco i z nerwów, i przez ciepło drugiego ciała, które mimo wszystko go podniecało.
Po kolejnej przeciągającej się, ale zarazem krótkiej chwili, usta Masona zsunęły się z ust chłopaka na jego szyję. Nie były delikatne, ale wywoływały dreszcze.
Josh wyprężył się nieco na łóżku, oddychając ciężej, ale spróbował wyprostować nogę, którą miał zarzuconą na biodro mężczyzny. Ten jednak nie ułatwił mu tego. Głaskał go po niej i masował jego pośladki, ściskając mocno, niczym ciasto. Sam też zaczął zsuwać się z pocałunkami coraz niżej, prawie pod kołdrę, łapiąc w zęby i przygryzając boleśnie sutki Josha, który popiskiwał niekontrolowanie, wciąż jednak głaszcząc Masona po głowie. Zamknął oczy zupełnie, poddając się doznaniom, które płynęły od ruchów mężczyzny. A te, przynajmniej jednej dłoni, skierowały się między pośladki Josha, który przy okazji czuł, jak druga dłoń trzyma go mocno za ramię, a włosy mężczyzny łaskoczą go po skórze klatki piersiowej.
— Nie bądź ostry — wydyszał chłopak niemal prosząco, spinając się nieco.
Mason tylko mruknął coś na potwierdzenie i naparł na wejście chłopaka jednym palcem, kiedy nagle do ich uszu nie dotarł czyjś głos, jeszcze z korytarza.
— Panie Awordz! Panie Awordz! — wołał służący.
Mason nagle spiął się cały i z głośnym przekleństwem wyskoczył spod kołdry. Złapał jej brzeg i schował pod nią Josha, samemu zsuwając się szybko z niego. W tym samym momencie do pokoju po dwóch chyba formalnych puknięciach wszedł służący. Starszy mężczyzna przed pięćdziesiątką.
— Panie Awordz, wsta… — urwał, widząc swojego szefa siedzącego na łóżku z głupią miną i wypiekami na twarzy. Od razu też było widać, że coś chowa pod kołdrą, a raczej kogoś. — Och… Widzę, że już pan wstał, panie Awordz. — Uśmiechnął się dobrotliwie. — To w takim razie nie będę przeszkadzał i tylko proszę nie zapomnieć o lekach — dodał jeszcze, nim skłonił się grzecznie i pospiesznie wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Josh aż otworzył szeroko oczy pod kołdrą, nie mając odwagi, żeby wyjrzeć spod niej. Zarumienił się ze wstydu, czekając, aż Mason da jakiś znak, że facet sobie poszedł. W końcu usłyszał pełen rozbawienia śmiech znad kołdry, a kiedy Mason go odkrył, zobaczył, jak mężczyzna śmieje się do rozpuku, zakrywając sobie twarz dłonią. Wyglądał przy tym tak… inaczej niż zwykle. Tak jakoś bardziej przyjaźnie i młodo. Z drugiej strony, przecież był od niego tylko trzy lata starszy.
Josh odetchnął i przetarł twarz dłonią.
— Bardzo śmieszne — wyburczał, obserwując go jednak z zaintrygowaniem.
Mason, śmiejąc się jeszcze, przyciągnął go do siebie i cmoknął w czoło.
— Oczywiście. Nigdy się do tego nie przyzwyczaję.
— Czemu on może wchodzić bez pozwolenia? — spytał Josh, kładąc mu dłoń na ramieniu.
— Bo miał mnie obudzić. O tej porze jeszcze często śpię — Mason odparł luźno. — Ale na czym to my stanęliśmy…? — Jego wzrok od razu się zmienił, a Mason pochylił się ponownie nad Joshem.
Ten aż drgnął i spojrzał na niego czujniej. Na jego ciele w niektórych miejscach widać było siniaki, głównie na boku, od kopnięć Masona. Poza tym jednak był ładnie zbudowany.
Mężczyzna uśmiechnął się do niego nawet radośnie i cmoknął go w usta, nim pchnął go znowu na plecy, wsuwając się na niego. Przesunął palcami po jego boku, a potem po szyi. Josh odetchnął na to, odchylając nieco głowę.
— Mówił o jakiś lekach… jesteś chory na coś? — spytał w trakcie, zerkając na niego. Ogólnie Mason miał masę tych pudełek z tabletkami, więc rzucało się to w oczy.
Mason spojrzał na twarz chłopaka i uśmiechnął się pod nosem kpiąco.
— Wręcz przeciwnie. Jestem zbyt zdrowy, dlatego chcą, abym był jeszcze zdrowszy — prychnął, ocierając się swoim półsztywnym penisem o jego biodro.
— Więc to witaminy? — spytał domyślnie Josh i przesunął dłońmi po jego klatce piersiowej.
— I inne dodatki wzmacniające. Do tego przeciwzawałowe, rozrzedzające krew, podnoszące jej produkcję, podnoszące moją odporność. A wszystko — pocałował go mocno w usta, wbijając mu palce w żebra — zbilansowane, abym im nie zdechł. — Zaśmiał się gorzko, podniecając się coraz bardziej.
— Więc… dobrze się trzymasz — wysapał Josh, też reagując na ruchy mężczyzny. — A w… sejfie co masz?
Mason stężał, słysząc ostatnie zdanie. Wyprostował się na jednej ręce, zawisając nad chłopakiem.
— Sejfie?! — wysyczał, prawie że obnażając zęby.
Chłopak znieruchomiał i odparł ciszej, czując się aż śmiesznie mały przy tym mężczyźnie tak nad nim wiszącym:
— Widziałem, że masz sejf…
Mason złapał go od razu za gardło, przyduszając.
— Kiedy tam polazłeś, mały szczurze? — wywarczał mu w twarz.
Josh stęknął, już widząc, że to był zły pomysł. Złapał go za rękę, chcąc odciągnąć ją od swojej szyi.
— Wczo… raj… ale przeci… eż wróciłem… Puść…
Mason zawarczał jakieś przekleństwo i jedną ręką puścił jego szyję, aby uderzyć go w nagi brzuch z pięści. Chłopak nawet nie był w stanie stęknąć ani krzyknąć, bo mężczyzna wbił mu się w usta w brutalnym pocałunku. Skrzywił się tylko, podkulając nogi i drżąc na całym ciele. Jęknął boleśnie w jego usta, zaciskając powieki, a Mason napierał na niego całym ciałem. W końcu chłopak poczuł, jak rozsuwa sobie kolanem jego uda, a dłonią łapie mało delikatnie penisa. Stęknął protestująco, napierając rękami na jego ramiona. Nie chciał, do cholery, pieprzyć się z wkurwionym Masonem! Bał się go takiego. Jego protesty jednak nie pomagały, tylko bardziej rozjuszały mężczyznę. Boleśnie go rozjuszały, bo Mason ścisnął penisa chłopaka zdecydowanie za mocno, aby można było to nazwać jakąkolwiek pieszczotą. Josh zakwilił w jego usta, zaczynając się z nim szamotać. Nie cierpiał tego, jaki mężczyzna potrafił być brutalny!
Mason w końcu się jeszcze bardziej wkurwił i strzelił go otwartą dłonią w twarz.
— Zamkniesz się już wreszcie?! — warknął na niego i chwytając go za ramię, przewrócił na brzuch. Złapał w dłonie jego biodra, podciągając w górę i ocierając się sztywnym penisem o jego rowek między pośladkami.
Chłopak zaczął oddychać płytko i urywanie i było mu przy tym cholernie duszno. Aż mu się w głowie zakręciło. Zacisnął tyłek, drżąc wyraźnie i wciskając twarz w poduszkę. Mason w tym wszystkim wydawał się zarówno zaślepiony złością na chłopaka, jak i pożądaniem, jakie do niego czuł. Ocierał się o niego, dysząc ciężko, aby w końcu rozsunąć sobie jego pośladki i naprzeć na jego maleńkie wejście penisem. Ciężko jednak było wsunąć się w nie główce, bo Josh zacisnął tyłek jeszcze mocniej i cofnął się biodrami.
— Byłem tylko ciekaw…! Nie znam kodu przecież i tak — wyjęczał w poduszkę.
— Po chuj w ogóle tam lazłeś!? — krzyknął wściekły Mason, przytrzymując sobie jego biodra i kiedy nie mógł zmieścić w niego penisa, naparł na jego szparkę kciukiem i wepchnął na siłę.
Josh zaskamlał, zaciskając mocno powieki i łapiąc kilka głębszych oddechów.
— Jak chciałem… uciec, to chciałem znaleźć lekarstwa… ale, do kurwy, wróciłem! — powtórzył po raz kolejny, cały drżąc. Bolało go. — Przyszedłem rano do ciebie… i staram się… Tamto to… to był błąd, zrozum…!
Mason tylko zgiął w nim kciuk, nie przestając go rozciągać.
— I tak uciekniesz jak szczur, a potem cię odstrzelą. Bo co ty możesz? Co ty beze mnie możesz? Odstrzelą cię! — krzyknął, łapiąc go drugą ręką za szyję i wyginając mu głowę do tyłu.
Josh jęknął boleśnie, nie wiedząc już co zrobić, żeby go udobruchać.
— Nie ucieknę… Obiecuję. Mason… proszę — jęknął, ściskając spazmatycznie tyłek.
Mężczyzna w końcu prychnął nad nim, nadal wściekły, i wyciągnął z niego palec. Sięgnął tą samą dłonią do jego krocza. Penis Josha był już zupełnie miękki, a chłopak dyszał głośno, czekając na to, co się zaraz stanie. Był przerażony, nie chciał seksu na sucho, a tym bardziej z tak rozwścieczonym Masonem. I czym, do cholery, zawinił niby? Zapytał tylko o jebany sejf. To jednak okazało się zgubne dla jego tyłka. Przy Masonie trzeba było bardzo uważać, co się mówi.
— Odwróć się — usłyszał po chwili głos mężczyzny, który odsunął się od niego, siadając po turecku w nogach łóżka.
Przestał oddychać na chwilę, ale wreszcie przekręcił się, usiadł i spojrzał na Masona niemal jak zbity pies. Zresztą na jego policzku widać było czerwony ślad po uderzeniu.
— Ty nie masz co takiej miny robić. Lepiej zajmij się tym, co do ciebie należy — warknął Mason, wskazując na swojego sztywnego penisa między nogami.
Josh spojrzał na niego, a potem znowu na mężczyznę, upewniając się, czy dobrze zrozumiał. Poruszył się niespokojnie i zbliżył do niego, mimo że w tym momencie wolałby być chyba sam na strychu. Chwycił członek w dłoń i zassał się mocno na główce, okrążając ją językiem. Mason stęknął ciężko i położył mu dłoń na głowie, pozwalając mu na razie obciągać we własnym tempie.
Josh starał się to robić dobrze i zaczął poruszać głową po chwili, zaciskając usta wokół jego penisa, by dać mu więcej przyjemności. A równocześnie zastanawiał się, czy to przejaw dobrej woli ze strony Masona. To było bardzo… rzadkie.
Mężczyzna oddychał coraz ciężej, tylko czasami przyciskając sobie jego głowę do krocza na dłużej. Josh łapał wtedy głębiej powietrze przez nos, ale i tak nie miał kiedy przełknąć śliny, więc nieco spłynęło mu z kącika ust. Położył dłonie na udach mężczyzny, przyspieszając, a biodra Masona poruszały się coraz częściej w górę, wbijając sztywnego chuja w gardło chłopaka. Ten aż zacharczał i niemal zadławił się tym kutasem, kiedy wszedł głębiej, niż chłopak mógł wziąć. Cofnął nieco głowę, chcąc odkaszlnąć, ale Mason przytrzymał ją sobie najpierw jedną ręką, potem drugą i zaczął pieprzyć jego usta, nie dając chłopakowi chwili na oddech. Josh momentalnie spiął się cały i zacisnął palce na jego udach, chcąc się odepchnąć. Nie mogąc nawet wydobyć żadnego protestującego dźwięku, bo dusił się i krztusił jego chujem, cały poczerwieniał na twarzy.
Mason na jego szczęście skończył szybko, spuszczając się już w jego gardło. Odsunął go zaraz po tym od siebie.
— A wypluj, to pożałujesz — zagroził jeszcze.
Josh więc nim wziął powietrze, zatkał sobie usta i przełknął wszystko szybko. Potem dopiero rozkaszlał się, opadając do tyłu na plecy. Łapał łapczywie oddechy.
Mason aż uśmiechnął się do siebie przez ułamek sekundy.
— Grzeczny — pochwalił łaskawie, wstając z łóżka.
Chłopak powiódł za nim wzrokiem, powoli uspokajając oddech. Skulił się bardziej na tej pachnącej pościeli. Wciągnął jej zapach, który nieco go zrelaksował. Miał nadzieję, że Mason nie każe mu jeszcze wstawać. Mężczyzna olał go jednak zupełnie, bez słowa wychodząc do łazienki i zostawiając go samego. Ten odetchnął i wpatrzył się w sufit. Drań, pomyślał. A nawet rozczulił się tamtym chwilowo radosnym Masonem. Ale przecież mężczyzna musiał zbyt szybko wrócić do swojego skurwysyńskiego ja.
Po chwili Josh wstał z łóżka i założył na siebie leżące na podłodze ubrania. Zastanawiał się, czy się nie zwinąć na górę, ale na strzykawkę miał jeszcze kilka godzin. A Mason może miał do jedzenia coś lepszego niż zupka chińska. Usiadł więc z powrotem na łóżku, podkulając nogi.
Po dobrych kilku minutach z łazienki wyszedł w końcu Mason. Włosy miał już spięte w koński ogon, a na sobie czarne bokserki i niedopięte spodnie w tym samym kolorze. Podszedł jeszcze do szafy, by wyjąć z niej szarą, przylegającą do ciała bluzkę z krótkim rękawem. Jak jeszcze przed dwoma laty był szczuplejszy i mniej umięśniony od Josha, tak teraz przewyższał go nie tylko wzrostem.
Kiedy chłopak myślał o tych zmianach na przestrzeni lat, aż nie mógł się nadziwić, jak wiele się zmieniło. Przeklęta apokalipsa zepchnęła go na najpodlejszą pozycję… no prawie, bo ludzkie bestie pod ostrzał miały gorszą. Za to Mason naprawdę nieźle się dzięki niej ustawił. No i ich kontakty uległy niesamowitej zmianie. Kiedyś Josh by nawet nie powiedział, że Mason potrafi być takim twardym facetem. I mieć takie twarde i władcze spojrzenie jak teraz, kiedy się do niego odwrócił ubrawszy się już.
— Co? — Skinął na niego głową.
— Co teraz będziesz robić? — spytał Josh, wciąż siedząc na skraju łóżka. Włosy już mu wyschły i kiedy były czyste, miały naprawdę ładny, ciemnobrązowy kolor.
— Zjem śniadanie, potem idę na miasto załatwić kilka rzeczy, a potem nie wiem. — Wzruszył ramionami, wciskając dłonie w kieszenie. — A i muszę załatwić ci kłódkę, abyś, skurczysyńcu, nie spierdolił — mruknął, zastanawiając się, czy dałoby się go jakoś przykuć, w upokarzający sposób do łóżka. W sumie pasował mu tu.
— Mówiłem, że nie ucieknę, do cholery — mruknął od razu Josh, wstając i patrząc na niego z rosnącą rezygnacją. — Jakbym chciał, to bym uciekł dzisiaj w nocy przecież.
Mason musiał przyznać mu rację. Wzruszył więc ramionami.
— Jadłeś? — zmienił temat.
— Nie — skłamał chłopak, licząc dzięki temu na normalne śniadanie.
— To chodź — rzucił łaskawie Mason, wychodząc z pokoju i kierując się na dół po schodach do kuchni.
Josh uśmiechnął się przelotnie i poszedł za nim, zakładając jeszcze po drodze szybko buty.
— Co jadasz w ogóle? Poza kawą — zagadał, zerkając na niego bokiem i tym razem już dobrze ważąc słowa. Bo znowu pierdolnie coś w stylu tego sejfu i mu się dostanie.
Mason zatrzymał się w połowie schodów i spojrzał na niego, oceniając.
— Usiądź. — Wskazał na schody.
Chłopak zmarszczył brwi pytająco, ale spełnił polecenie, unosząc na mężczyznę swoje jasne oczy.
— A teraz ściągaj te buty — rozkazał Mason.
Josh spojrzał na swoje trapery. Były całe z zaschniętego błota.
— Po co? — spytał, ale sięgnął do nich, zsuwając je ze stóp.
Kiedy to zrobił, Mason zabrał mu je i dopiero ruszył w dół. Po drodze minęli służącego, który rano przyszedł obudzić Masona.
— Wyrzuć to — rozkazał, wciskając mu buty Josha.
Mężczyzna skinął głową, zupełnie nie wyrażając zdziwienia i zniknął im z oczu, a Josh obejrzał się za nim, ogłupiały. To były jego jedyne buty…
— Nie mam innych — poinformował szybko Masona ze ściągniętymi brwiami.
— Wiem — odparł pan tego domu i ruszył do kuchni. — Chodź lepiej, jeśli chcesz coś do żarcia.
Josh spojrzał za nim, chyba już się domyślając, dlaczego mu je zabrał. Bo boso daleko nie zajdzie. Skurwysyn. Podążył jednak za nim, żeby dostać jeść.
— Chcesz mi kupić nowe? — spytał mimo to, wciskając ręce w kieszenie obdartych jeansów.
— Jeśli kiedyś zasłużysz — odparł Mason nad wyraz spokojnie, kiedy już byli w ogromnej kuchni z podwójną lodówką, która była pełna jedzenia. Reszta kuchni także była bardzo dobrze wyposażona. Meble bardzo nowoczesne, czerwone, sprzęty wypolerowane na błysk, a na szafkach mnóstwo jedzenia.
Josh aż nie wiedział, na czym zawiesić wzrok. I zaczynał się zastanawiać, dlaczego wcześniej sam się tu nie wkradł. Spojrzał do wnętrza lodówki, stając przy mężczyźnie, który ją otworzył.
— Co będziesz robił?
— A co chcesz? — spytał łaskawie, samemu sięgając po jakiegoś szejka z lodówki. Z racji że pojemnik był przezroczysty, Josh zauważył, że jego zawartość jest w mało apetycznym, beżowo-zielonym kolorze. Mason wymieszał ją jeszcze i otworzył opakowanie pijąc zawartość.
— Bułki z sałatą, salami, serem i pomidorem i jogurt z płatkami, i… i stek? — wypalił Josh, kiedy jego wzrok padł na surowy kawał mięsa.
Mason spojrzał na chłopaka sceptycznie i odsunął się od lodówki.
— To se rób — pozwolił mu łaskawie.
Josh odetchnął i zaczął wyciągać na szafkę wszystkie produkty. Najpierw nasypał do dużego jogurtu płatki, wymieszał i zaczął jeść w trakcie przyrządzania bułek. Niebo w gębie w porównaniu do tych sztucznych dań w pięć minut.
Mason w tym czasie usiadł na blacie wyspy, która się znajdowała na środku i powoli sączył swój proteinowy szejk. Kawałki zmiksowanych warzyw i kurczaka stawały mu czasami w gardle, ale miał wskazanie co do tego, co musiał, a co mógł jeść. Z lodówki korzystała jeszcze służba.
Josh rzucił okiem w trakcie na jego szejka.
— Dobłe to choczasz? — spytał niewyraźnie z łyżeczką w ustach, układając sałatę na każdej bułce.
Mason spojrzał na swój napój i wyciągnął dłoń, podając mu.
— Spróbuj.
Josh zerknął na pojemnik i najpierw wyciągnął z ust łyżeczkę, nim napił się łyka. Jak od razu stwierdził, za dużego łyka. Skrzywił się momentalnie i niemal wcisnął mężczyźnie z powrotem szejka.
— Kurrrwa, co to, bełty czyjeś? — mruknął i szybko zajadł smak kolejną łyżką jogurtu z płatkami.
Mason prychnął pod nosem i napił się sam, zanim odpowiedział.
— To tylko moje pełnowartościowe śniadanie — prychnął, patrząc trochę zachłannie na jogurt, który jadł chłopak. Szybko jednak znikał, a na bułkach pojawiał się ser, szynka i wreszcie pomidor. Josh wskoczył na blat, żeby nie stać boso na zimnej podłodze i zaczął jeść pierwszą.
— Czyli nie możesz też jeść tego, co chcesz? — spytał wreszcie, zerkając na Masona, który ściągnął brwi. Najwidoczniej sam też nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy.
— Mogę pić kawę — burknął. Chociaż i ją starali się mu wyperswadować. No i na niektóre słodycze miał pozwolenie oraz na grillowane mięso. Nic jednak w nieograniczonej ilości.
— Sprawdzają to jakoś? — dopytywał Josh, zajadając się najlepszym śniadaniem, jakie miał od początku mieszkania u Masona. No i w sumie niewiele wiedział o tym, jak wyglądało życie zdrowych ludzi. Widać nie tak różowo, jak myślał.
— Banalnie. — Wzruszył ramionami mężczyzna, dojadając swoje wyjątkowo zdrowe, ale i wyjątkowo niesmaczne śniadanie. — Badania krwi. Co tydzień generalne, codziennie podstawowe — wyjaśnił mu dość spokojnie jak na siebie. Niemalże zobojętniały.
Josh spojrzał na jego rękę odruchowo i skrzywił się. Monotonnie musiało być.
— Pewnie do przyzwyczajenia? — rzucił, kiedy sięgnął po kolejną bułkę. I doszedł do wniosku, jeśli tak mógłby spędzać każdy poranek… nie licząc tej niefortunnej sceny w łóżku, to nie chciałby odchodzić i szukać jakiejś niewolniczej pracy.
Mason, słysząc jego pytanie, spojrzał na niego od razu mniej lekko niż do tej pory. Jego brwi się ściągnęły, a mężczyzna z hukiem odstawił pojemnik po swoim śniadaniu. Zszedł z blatu i bez słowa poszedł wstawić sobie kawy.
Josh od razu znieruchomiał z bułką w połowie drogi do ust. Co znowu nie tak? A mężczyzna nieświadom jego reakcji, patrzył zamyślony, jak do dużego kubka wlewa się jego ciepła kawa z ekspresu. „Pewnie do przyzwyczajenia?”, obijało mu się w głowie i aż czasami miał ochotę coś roztrzaskać, jak bardzo było to ciężkie do przyzwyczajenia. Nie mógł jednak narzekać, był w końcu teraz pieprzoną elitą.
Josh ponownie zabrał się za bułkę, teraz jednak obserwując czujniej mężczyznę i nie odzywając się już. Kiedy kubek napełnił się kawą Masona, chłopak ponownie zeskoczył z blatu i zaczął szukać patelni, żeby usmażyć sobie na potem stek.
Mason w tym czasie wrócił na swoje wcześniejsze miejsce, popijając, a raczej zapijając kawą ohydne śniadanie.
— Jest w dolnej szafce po prawej od kuchenki — podpowiedział chłopakowi. — I w ogóle, co ty chciałeś sobie, kurwa, znaleźć? Nie masz nawet przecież wykształcenia, a do tego schudłeś.
Josh obejrzał się na niego, wykrzywiając lekko usta. Wyciągnął patelnię ze wskazanego miejsca, nim odpowiedział.
— Nie jestem jednak słaby. Na pewno nie bardziej niż niektórzy zainfekowani, na których tam wpadłem — mruknął, kładąc patelnię na płycie indukcyjnej i wylewając na nią olej. — Sporo chucherek tam było, więc nadawałbym się do fizycznej pracy jakiejś.
— W porcie albo w polu, które są już obłożone. A te chucherka to pewnie wykształciuchy. Tacy jak ty idą jako zabawki dla tych, którym jeszcze się nie skończyły pieniądze.
Josh, nie odwracając się do mężczyzny, zacisnął usta, patrząc, jak olej się rozgrzewa. „Zabawki”. To już nie było żadnej godnej pracy dla takich jak on? Skurwysyństwo rządziło tym światem od 2012 roku.
— Więc może w porcie by się coś zwolniło i bym dostał robotę — odmruknął ciszej i wreszcie położył na oleju kawał steku. — Nie skreślaj mnie tak.
— Nie skreślam. Chcę cię tylko zniechęcić — Mason zadrwił z jadem w głosie. Pod nim jednak czaiła się chorobliwa chęć posiadania chłopaka na własność i całkowitą wyłączność.
— Nie masz do czego, nie ucieknę — powtórzył jak mantrę Josh i zaczął obsypywać mięso przyprawami, które znalazł. Gdyby nie był pełny przez jogurt i bułki, to już by to zjadł. Ale chciał mieć coś na potem.
Mason, czując zapach mięsa, przełknął, ale nic nie powiedział w tej kwestii. Podświadomie jednak zazdrościł chłopakowi, że może jeść co chce. Nawet jeśli to były paskudne zupki z proszku. Chociaż tych najmniej żałował, dlatego Josh je dostawał.
— Masz rację. Nie uciekniesz i zadbam o to.
Chłopak obejrzał się na niego zaniepokojony.
— Jak niby? — mruknął, marszcząc brwi.
— Niech cię o to nie boli twoja pusta głowa — prychnął. — Długo jeszcze?
— Jeszcze chwila — odparł Josh, przewracając mięso na drugą stronę jakaś drewnianą łyżką. Był podenerwowany słowami Masona. Przecież był miły i nawet przyszedł do niego… I obciągnął mu, do cholery. Miał nadzieję, że to załagodzi sytuację. Ale widać musiał wymyślić coś innego… — I… co jak będę chciał wyjść na… spacer na przykład? Zabrałeś mi buty.
Mason odetchnął ciężko, a zapach jedzenia drażnił go coraz bardziej.
— To, kurwa, nie wyjdziesz na żaden jebany spacer. Nie rozumiesz?!
Josh milczał chwilę, zaciskając usta, żeby nie odszczeknąć. Ale jednak nie wytrzymał i odwrócił się przodem do mężczyzny.
— Nie! Nie jestem twoim więźniem, tylko mamy, do kurwy, umowę. I mam swoje prawa… i mógłbym cię nawet pozwać za przetrzymywanie — warknął zupełnie bezmyślnie, bo mimo że prawo się za bardzo od apokalipsy nie zmieniło, tak żaden sędzia nie byłby na tyle głupi, żeby posadzić zdrowego człowieka za kratkami. I przez to Mason był prawie że bezkarny. Co prawda mogliby w więzieniu na siłę pobierać mu krew, ale ile wtedy by pożył? A cenny był tylko żywy. I zdrowy.
— Pozwać? — powtórzył mężczyzna roześmianym, kpiącym tonem. — Pozwać?! — już krzyknął, podrywając się ze swojego miejsca. Pchnął chłopaka tak, że ten uderzył łokciem o rączkę patelni, a ta spadła z trzaskiem obok ich nóg, opryskując je gorącym olejem. Mason jednak tym się nie przejął i trzasnął z pieści chłopaka w brzuch. — Nie próbuj mi, suko, grozić! — wydarł się, łapiąc go za włosy, kiedy chłopak się skulił od uderzenia.
— Puść mnie! — krzyknął Josh, sięgając dłońmi na ślepo do ręki, którą mężczyzna go trzymał. Skurwysyn jebany! I wszystko znowu zaczynało się pieprzyć, jakkolwiek się nie starał!
— To nawet, kurwo, mi nie próbuj grozić. — Szarpnął go za włosy w bok i jeszcze pchnął, aby chłopak upadł na podłogę. — Bo nawet słońca nie zobaczysz! — warknął, ale powstrzymał się, aby jeszcze go kopnąć. — I posprzątaj tu! — dodał i wyszedł z kuchni. Zapach mięsa doprowadzał go do szaleństwa.
Josh spojrzał za nim z wściekłością. Najgorsze, że nie mógł uciec teraz, bo nie miałby na tyle lekarstwa, by przeżyć w trzeźwości umysłu do przyszłego tygodnia.
Złapał kilka głębszych oddechów i dotknął swojego brzucha, od razu się krzywiąc. Bolało i znowu będzie miał siniaki. Spojrzał na swój stek na podłodze i chwilę później już opłukiwał go pod kranem. Trudno, będzie potem obrzydliwy, ale nie wyrzuci przecież. Posprzątał jeszcze, żeby ten chuj się znowu nie przyczepił i położył swoje mięso na jakimś talerzu. Przemycił jeszcze w kieszeniach spodni trochę parówek i dopiero wyszedł z kuchni, żeby pójść na swoje poddasze.

14 thoughts on “Savage Virus – 3 – Śnisz mi się

  1. Katka pisze:

    Och, Tamiya, lubię, jak się tak rozpisujesz :) A tym bardziej, jeśli to za sprawą pobudzenia emocjami wywołanymi przez tekst. Cieszy mnie bardzo empatia dla Josha :) A właśnie, co do tego: „Ale powiem wam, że dobrze jest to wyważone, bo gdy już mam serdecznie dość tego całego sadyzmu, to Mason robi chociaż taki tyci gest, który od biedy można uznać za przyjazny, to trochę się uspakajam, nabieram nadziei, że on się zmieni i brnę dalej przez ten sadyzm.” – wiesz, nawet nam by się ciężko pisało, gdyby było non stop angstowo. To męczące na dłuższą metę XD Dlatego też ta historia nie będzie długa :) No i Mason oczywiście, że jakby był milszy i nie tłukł chociaż Josha, to by było między nimi lepiej i na pewno zaufanie do niego Josh by miał większe, ale cóż… Mason nie rozumie XD Jest jaki jest z różnych powodów, więc troszku ciężko i dla niego i dla Josha :(

  2. Tamiya pisze:

    To jest zupełna patologia o.O Ich związek jest chory, naprawdę chory. Po przeczytaniu tego jak się Josh i Mason spotkali na sylwestrze, to aż sobie westchnęłam ‚awww, ale będzie fajnie’. Matko, jak okrutnie się pomyliłam. W sumie to mam bardzo mieszane uczucia, co do tego. Z jednej strony ilość przemocy, brutalność, całkowity sadyzm Masona, wyzwiska, przekleństwa, całe to więzienie… Ale z drugiej strony Josh się wciąż nie poddaje. Nie jest tak zupełnie uległy, nie jest zakochany w swoim oprawcy (to dopiero byłaby patologia), wie, że gdyby nie leki, to by dawno odszedł. Tak mi go szkoda :< Jak on się stara być miły, a wystarcza jedno źle dobrane słowo i zaraz kończy pobity, poniżony i w ogóle :< (btw. Joshowi współczuję podwójnie, gdyż sama mam bohatera o tym imieniu i czasem jak czytam to mi staje przed oczami XD)
    Ale powiem wam, że dobrze jest to wyważone, bo gdy już mam serdecznie dość tego całego sadyzmu, to Mason robi chociaż taki tyci gest, który od biedy można uznać za przyjazny, to trochę się uspakajam, nabieram nadziei, że on się zmieni i brnę dalej przez ten sadyzm.
    Tak w ogóle to ja mam wrażenie, że Mason na jakiś tam swój chory sposób… Dobra "kocha" to za mocne słowo, ale "lubi" to trochę za mało. No w końcu on go chce dla siebie, przetrzymuje go w domu, nie pozwala uciec i daje mu leki… Teoretycznie za nic, praktycznie go napierdziela wszystkim, co popadnie, gwałci go (ja tego, co on z nim robi seksem nie nazwę, przynajmniej na razie), wyzywa, torturuje… No, w każdym razie jest przywiązany do Josha, tylko nie rozumiem, co mu się w tył łbie najebało, że on go tak traktuje D< Przecież jakby był milszy, tfu… Jakby chociaż go nie bił ciągle i nie wyzywał o wszystko, nawet o głupstwa, to Josh by w życiu nie pomyślał o ucieczce. Już pal licho to mieszkanie na strychu, wystarczyłoby żeby tylko Josh był traktowany podmiotowo, a nie przedmiotowo (przecież on mu robi za jakiś worek antystresowy -.-).

    Mam mieszane uczucia, ale chcę kolejne części, bo strasznie ciekawi mnie, jak to się ten wirus rozprzestrzenił, dlaczego, dlaczego tylko niektórzy chorują, co od tego zależy, czy można się tym zarazić, czy Mason zawsze był takim chorym sadystą, tylko się ukrywał, czy nagle mu coś odwaliło, czy on się zmieni, czy zacznie traktować Josha lepiej, czy Josh ucieknie… Och, i jeszcze milion innych pytań xD Ależ się rozpisałam, ale to wzbudza we mnie naprawdę silne emocje, ze względu na to okrucieństwo. Dobra, fajnie poczytać sobie o sado&maso w seksie od czasu do czasu, ale ich całe życie to sado&maso. I jak już wyzywanie od szmat, kurew i poniewieranie to bardziej w formie role-playingu wolę, niż taka rutyna o.O Ich związek jest tak chory, że aż mnie skręca z ciekawości, czy to się zmieni. Josh, kibicuję ci, żeby cię ten chuj lepiej traktował!

    Ach, i przepraszam za słownictwo, chyba miejscami zdarzyło mi się przekląć xD

  3. Katka pisze:

    Elis, no cieszę się bardzo, że jednak nie zostałyśmy zlinczowane za wstawienie tego opka :) Wiesz, ciężko powiedzieć, co jest „zbyt ostre” do wstawiania, ale w sumie doszłyśmy do wniosku, że skoro nas to kręci, to może kogoś innego też będzie :) No i miło, że nawet taki złyyy facet jak Mason doznaje od Was sympatii :D

    Margo, hehe, tak, Mason ma też tą swoją łagodną stronę, którą może zaskoczyć, ale jak piszesz potem, jest jak pole minowe (cudne porównanie XD). Więc jest dobrze, póki nie stanie się w złym miejscu. Wtedy jest wielkie boom XD

  4. Margo pisze:

    Jak by Mason myślał, że to sen to pewnie by inaczej Josha potraktował. A i tak mnie to zaskoczyło, że pozwolił mu się wykąpać w swojej łazience i wziął go pod kołderkę i nawet go delikatnie w pewnych momentach przytulał. To było takie urocze – jak nie Mason.
    I ach ten służący! Musiał wejść w takim momencie….wyczucia to za grosz nie ma :) A Mason taki zawstydzony z tymi rumieńcami…i ten śmiech – po prostu nie mogę się nadziwić, zaskakujecie dziewczyny! xD Szkoda, że mu się później ta delikatność odwidziała kiedy Josh wspomniał o sejfie. On jest po prostu o niego chorobliwie zazdrosny. I tu nie chodzi o inną osobę, ale w ogóle o fakt, że Josh może go zostawić, już sama myśl go chyba przeraża. Powinien się zastanowić, bo gdyby zaczął go traktować bardziej po ludzku – jak w ten poranek – to Josh nawet by nie pomyślał o ucieczce. Josh to ma szczerze przesrane – musi chodzić na paluszkach, żeby nie wkurzyć swojego „pana”, zachowywać się jak na polu minowym, gdzie jeden nieuważny i niekontrolowany ruch może doprowadzić do katastrofy. Mason się nie kontroluje i myśli, że przemocą wszystko załatwi… ciekawe czy kiedyś się zmieni. Ale gdybać to ja sobie mogę! …nie pozostaje nic jak tylko czytać dalej. xD

  5. Elis pisze:

    Już się tworzył obraz, że Mason w łóżku potraktuje Josha delikatnie, a ten się musiał zapytać o sejf. Ja rozumiem, że chłopak ma charakterek, ale musi się nauczyć uległości. Potem już było ostro, ale podobało mi się. Nie ukrywam, że czekam w przyszłości na zmianę postępowania Masona, ale jak by to zrobił teraz, to nie byłoby to naturalne.

    Katka – „Wahałyśmy się, czy to wstawiać w ogóle, ale widzę, że jednak się opłacało, skoro komuś się podoba i spełnia ukryte pragnienia XD” Moim zdaniem nie wahajcie się wstawiać ostrzejszych rzeczy, bo to opowiadanie nie należy do łagodnych. Wiemy, czego możemy się po nim spodziewać, szczególnie po Masonie. :D Jest w stanie zgwałcić Josha, ale teraz się opanował. :)

  6. Katka pisze:

    Namida, widzę, że uderzyłyśmy w Twoje gusta XD To miło, że są wśród nas tacy, którzy lubią takie ostre scenki. Wahałyśmy się, czy to wstawiać w ogóle, ale widzę, że jednak się opłacało, skoro komuś się podoba i spełnia ukryte pragnienia XD

    Seiridis, haha, spoko i mamy nadzieję, że się podobało :)

  7. Namida pisze:

    Zaczęłam czytać i, o ironio, zajadam sobie danie z knorra… Aż naszła mnie ochota na coś bardziej treściwego, chociaż może akurat nie na stek czy inne mięcho xP
    Szczerze mówiąc… kurde! Od dawna czekałam na takie opowiadanie, które zapełni moje pragnienie czytania o ostrym, brudnym seksie, bez miziania i „głupich” miłosnych wyznań… I teraz moja Inner-Fetyszystka leży rozleniwiona, usatysfakcjonowana i ma się jak najbardziej dobrze :D Już od pierwszego odcinka, jeszcze sprzed apokalipsy, zapowiadało się coś naprawdę ciekawego, ale teraz przeszło moje najśmielsze oczekiwania :) Już się następnego odcinka nie mogę doczekać! :D Mrrr, oby było jeszcze więcej takich mega ostrych scen ! … nooo, i jak już będzie trzeba, to nic się nie stanie, jeśli Mason przytuli Josha po wszystkim… Tak co by się odrzucony nie czuł i w ogóle… Ale mały gwałcik to podstawa udanego yaoi! No. wszystko, co miałam do powiedzenia :D

  8. Katka pisze:

    M-chan, hehe, ogólnie widzę, że zarówno chcielibyście zmiany ich relacji na lepsze, a z drugiej podoba się jak jest… XD Cóż, ciężki orzech do zgryzienia. Mam nadzieję, że nie zawiedziemy w każdym razie :) I oczywiście masz rację, Mason ma problemy z zaufaniem, a temu nie ma się co dziwić, skoro całe społeczeństwo jest skorumpowane, każdy liże mu dupę wyraźnie dla własnej/państwa korzyści i w ogóle nic nie jest szczere w tej rzeczywistości. Także dobre spostrzeżenie. I oczywiście, że boi się, że zostanie sam :(

    Shinu, haha, jasne, że jakby Josh był grzeczniutki i posłuszny idealnie, to by z Masonem mu się lepiej żyło, ale ma swój charakter i temperament i jednak ciężko mu z tym walczyć. Więc jest jak jest XD Jedyne czego może się nauczyć to czasem ugryźć się w język, jak coś mu ślina na niego przyniesie niestosownego XD A co do tresury – widać Mason wciąż w nią wierzy i czasami działa. Pytanie, jak długo.

    Gordon, Mason już ma niepokornego psiaka, haha. A sejf faktycznie był totalnie błędnym zagraniem ze strony Josha, ale cóż… dobry nastrój Masona uśpił jego czujność XD

  9. Gordon pisze:

    To tresowanie jak zwierzaka jest fajne ;p shinu niezle to opisala a ja sie podpinam. Ale jedynie co Masonowi wyjdzie jak tak go bedzie wychowywal to stworzenie niepokornego psiaka ;p scena w lozku prawie sielankowa poki sejf nie spowodowal wielkego bum ]:-> josh zjebales. Mogloby byc wiecej takich scen pseudo slodkich xD mily Mason jest zajebisty. Ostro ogolnie ;p

  10. Shinu pisze:

    Oj, Josh, Josh… i po co traciłeś cierpliwość?
    Ja rozumiem, że Joshowi jest BARDZO ciężko przyzwyczaić się do roli zwierzątka domowego, ale dla swojego własnego dobra powinien być naprawdę grzeczny przy Masonie. W końcu póki nie wspomniał o sejfie wszystko było aż nader dobrze, a i Mason był delikatny.
    Ten facet jest po prostu jak tykająca bomba, więc trzeba się z nim obchodzić jak z jajkiem i naprawdę robić wszystko by go nie drażnić. Gdyby Josh się postarał, poświęcił, mógłby mieć naprawdę nie takie złe życie. Przynajmniej bez bicia i krzyków.
    A i Mason chyba za bardzo traktuje Josha jak psa, tzn, chodzi mi o to, że myśli o nim jak o zwierzęciu. Próbuje go tresować jak zwierze – najpierw opieprz(w postaci przyduszenia/bicia/kopania), a potem „chodź na śniadanie”. Jeśli Josh zrobi coś źle dostaje w pierdziel, jeśli dobrze(i najlepiej z własnej woli) dostaje nagrodę – Mason jest nawet miły. Tyle, że Mason chyba zapomniał, że Josh to też człowiek i nie zmusi go przemocą, żeby go pokochał. Zamiast miłości, Josh się go po prostu boi i dlatego jest w miarę posłuszny(oczywiście w grę wchodzi także zależność od antybiotyku), jednak to zawsze będzie fałszywe.
    Żal mi Masona, bo widać, że jest na tyle przerażony wizja samotności, że nie sprawia mu problemu maltretowanie drugiego człowieka, byle ten go nie opuszczał. Szkoda tylko, że nie potrafi sobie uświadomić, że takim zachowaniem tylko pogarsza sytuację.
    Cóż, tak bardzo jakbym chciała, żeby ich relacje się jakoś poprawiły, tak bardzo kocham czytać o ich obecnych zachowaniach xD
    Mam nadzieję, że Mason naprawdę wymyśli jakiś sprytny sposób na przywiązanie Josha do łóżka. Najlepiej niech go zostawi z wypiętym tyłkiem przez cały dzień xD
    Och, jestem okrutna…. >_>

  11. M-chan pisze:

    Jak dla mnie to Mason go…ceni, jednak nie mam pojęcia czemu, przecież pierwszej lepszej chorej osoby by nie przygarnął, a chyba z nim wcześniej nie był w tak bliskich relacjach? Poza tym tego że go ceni nie umie okazać, a raczej umie tylko na swój sposób – trzymając go siłą. Mason jest ciekawy – taki zły, władczy i zdecydowany(cholernie mi się podoba jak z całkiem miłego gościa wpada we wściekłość, a biedny Josh się kuli :D )…pewnie później będzie czuły i kochający, no dobra, to moje chore wizje, ale miło by się czytało o zamianach w relacjach. Strasznie mi też się podobają te relacje bohaterów jakie są teraz, i świat jaki jest pokazany( taki ”brutalny” w którym rządzą pieniądze).
    Kocham takie klimaty…Plagi, zgłady, apokalipsy i inne końce świata. Nie wiem którego z bohaterów bardziej lubie…oboje są okropnie udani.
    Hm, przypuszczam Mason jest taki zły jeśli chodzi o ucieczkę dlatego, że większość ludzi po apokalipsie po prostu mu kłamie w żywe oczy i podlega mu bo jest zdrowy, nie ma takiej możliwości żeby ufać ludziom i jest w pewnie sposób całkiem sam(nie zauważyłam wspomnienia o tym żeby szedł do przyjaciół czy miał rodzinny obiad) a gdyby Josh uciekł to nie miał by już kompletnie nikogo, ale nie wiem czy on go uważa za zwierzątko czy przyjaciela, chociaż nie jestem pewna czy można określić Josha jakoś inaczej niż niewolnika trzymanego na uwięzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s