Fire Dragon Tattoo Studio – 90 – Rzeczowe podejście nie tak głupiej modelki

Jason uniósł dłoń, pozdrawiając motocyklistę jadącego z naprzeciwka. Był już późny wieczór, ale nie martwił się, że do domu wróci po północy, bo następnego dnia miał na popołudnie. Było ciepło i przyjemnie, a już zdecydowanie przyjemniej na motorze, kiedy czuł powietrze znad oceanu, a nie to w zatęchłym autobusie. No i odpadało dochodzenie od przystanku do Mike’a.
Podjechał pod sam jego dom, na podjazd obok Mustanga. W oknach w salonie widział palące się światło. Zdjął kask, zawiesił na kierownicę i ruszył do drzwi, do których po chwili zadzwonił. Nie czekał długo, aż otworzył mu Mike.
— Siema. — Uśmiechnął się na powitanie. — Wchodź.
— No cześć, czekałeś na mnie? — zamruczał Jason, wyciągając dłoń do jego szyi i z głupim uśmiechem pomiział go po niej palcem.
Mike zacisnął usta i strzepnął jego dłoń z fuknięciem.
— Ta, strasznie. Właź, a nie cyrki odstawiasz. — Przepuścił go w drzwiach.
Jason zachichotał pod nosem i wszedł do środka. Zdjął buty i bez pytania ruszył do salonu długim przedpokojem. Żałował, że nie może napić się z szefem tej dobrej whisky, którą ten miał zawsze w barku. To był w sumie chyba jedyny minus posiadania swojego środka transportu. Ale nie miał na co narzekać. Za dużo było innych plusów. Mike na szczęście nie planował go denerwować i sam zamierzał zadowolić się kawą, bo ta stała na stoliku przed kanapą.
— Chcesz coś do picia? — zwrócił się do gościa.
— Taa, kawusi byś mi zrobił — odmruknął Jason, rozsiadając się wygodnie na długiej kanapie, w której rogach ustawione były liczne, ozdobne poduszki.
Mike wyszedł do kuchni, żeby włączyć ekspres, a po chwili wrócił do salonu i usiadł na fotelu naprzeciwko mężczyzny. Dzielił ich tylko mały, niski stolik. I nie, żeby Mike bał się jakoś Jasona i jego durnych zachowań. Zdarzało się jednak, że ten miał głupie humory i czasem miźnął go po szyi czy nawet tyłku. A mimo wszystko Mike nadal tego nie lubił.
— I jak tam? — zagadnął dość zwyczajnie.
— Sprawdzam możliwości mojego motoru. — Jason wzruszył ramionami i sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów. — Zapalimy do kawki, co?
Mike skinął głową i wstał, po czym poczęstował się jednym z tych drogich papierosów, na które tatuażysta nigdy nie żałował wypłaty. Nie zapalając jeszcze papierosa, wyszedł do kuchni i rzucił po drodze:
— Ekspres jest gotowy.
Wrócił po chwili już z filiżanką kawy i postawił ją przed tatuażystą. Ten podziękował i skinieniem dłoni kazał mu się pochylić, kiedy sam już odpalił szluga i trzymał w dłoni zapaloną zapalniczkę. Mike pochylił się, a Jason zbliżył do niego te swoje chude palce i odpalił mu. Chłopak zaciągnął się papierosem z przymkniętymi oczami. Przy Marg starał się ograniczać, ale przecież to była wyjątkowa sytuacja. W końcu Jason był w gościach. Nie mógł odmówić.
— I jak, kładzie się w zakrętach ładnie? — spytał, wracając do tematu nowej maszyny tatuażysty, kiedy już usiadł ponownie na fotelu.
Jason wzruszył ramionami. Założył jedną rękę do tyłu na oparcie kanapy i rozsiadł się luźno, jak u siebie.
— Jest niski, więc bez przesady, ale dobrze się prowadzi. Bez szaleństw.
Mike uśmiechnął się.
— A jego darczyńca?
— Też się dobrze prowadzi — zachrypiał z uśmiechem tatuażysta. — A tak serio, to ostatnio do mnie przyleciał, bo go ta jego lala chciała do łóżka zaciągnąć. No, a teraz są na kolacji, ale to chyba wiesz.
— Tak, Marg mi mówiła. — Chłopak westchnął. Nie przeszkadzało mu, że jego dziewczyna udaje partnerkę Rusha, ale i tak coś go w środku ściskało i mówiło, że chciałby w tym momencie sam siedzieć na miejscu Rusha. — Chwaliła się też nowymi sukienkami i innymi ciuchami, które kupiła sobie razem z Jeane.
— A te ciuchy… — zaczął luźno Jason, zaciągając się papierosem i wychylając po kawę. — To ona tak… że ze swoich? Nie mówię, że ją nie stać, ale rozumiesz.
Rozbawiony Mike prychnął pod nosem.
— No co ty. Połowa od Rusha, połowa z karty Alexa… którą dysponowała Jeane — wyjaśnił, mało zadowolony z obrotu rzeczy. — Nie chcę się wtrącać, ale mi by było głupio.
Jason też się skrzywił, kręcąc głową.
— Taa… Choć lepiej, że ich związek tak funkcjonuje, niż jakby miała pobierać „opłaty” przez łóżko.
— Miałem akurat na myśli Marg. To w końcu ani jej chłopak, ani przyszły szwagier i szwagierka.
— A to, to się nie przejmuj. W końcu sami na to wpadli.
— Ale to tylko na teraz. A Marg… Nie wiem, Jason. Te ciuchy to w końcu nie cukierki, swoje kosztowały.
— Serio myślisz, że dla nich to taka strata? To Greyowie, stać ich nawet na motor jako prezencik. — Uśmiechnął się dość krzywo, przez co tym razem i Mike się rozchmurzył. Wyraźnie bawił go sposób, w jaki Alex pokazał mężczyźnie, że mu na nim zależy.
— Niby racja. — Westchnął, zaciągając się dymem. Powietrze w pokoju zaczynało być aż nieco mętne od niego, ale żadnemu z nich to nie przeszkadzało.
— Mmm, gdybym nie miał faceta… — rzucił Jason, zawieszając na nim wzrok z tym wrednym uśmieszkiem, a Mike skrzywił się odruchowo.
— Nie wiem, co to miało do rzeczy.
Jason wzruszył ramionami i napił się kawy.
— Seksownie się zaciągasz.
— To naucz Alexa palić. Na pewno będziesz miał większe szanse w tej kwestii niż… nie wiem, w przekonaniu Ryana, że warto prowadzić pamiętniczki i się zwierzać. Debil w ogóle ostatnio nawet się nie odzywa — skierował temat na kumpla, bo ostatnio trzeba się było do niego samemu fatygować, bo nie dawał znaków życia.
— Jak chcesz coś z niego wyciągnąć, to mu polej. Ostatnio coś wspominał u mnie, więc jednak się da — zasugerował Jason, przypominając sobie ostatnią popijawę.
Mike aż zamrugał, nie wierząc w to, co słyszy.
— Wspominał?
— Taa, zaciągnął mnie do kuchni i… — Jason zawiesił głos i prychnął, z uśmiechem kończąc: — No i chciał pogadać.
Mike wciąż był zdumiony.
— Mówimy o tej samej osobie?
Jason zaśmiał się jak kruk i odłożył pustą filiżankę na stolik. Zgasił też peta w popielniczce i dopiero odpowiedział:
— Widocznie umie poza bełkotem o niczym powiedzieć coś o sobie. — Potem jednak dodał już poważniej: — Chyba ma problemy z tym swoim.
Mike od razu spoważniał, a na jego rozluźnionej chwilę temu twarzy pojawił się zatroskany wyraz. Zawsze był tym najrozsądniejszym z trójki i starał się trzymać kumpli z dala od kłopotów, mimo że w przypadku Ryana było to jak walka z wiatrakami.
— Takie, że trzeba przestać go słuchać i wezwać policję? — spytał nie na żarty.
Jason zacmokał, kręcąc głową.
— Nie sądzę. I nie panikujcie tak z młodym. Nie zauważyłem, żeby Ryan był obity — mruknął z dezaprobatą. — Wkurza się chyba raczej, że myśli o tym facecie poważniej, niż by sam chciał, a nic o nim nie wie. Tak przynajmniej zrozumiałem. Wiesz, że potrafi trochę zakręcić słowami.
Mike przewrócił oczami. Coś o tym wiedział. Aż za dobrze.
— Liczę w takim razie, że to tylko takie problemy, nic poważniejszego.
— Mówiłem mu, żeby go przyprowadził i przedstawił. Może się skusi. — Jason wzruszył ramionami. — Byśmy gdzieś się wybrali, bo ciebie, szefuńciu, też nigdzie nie można dorwać poza studiem, jak wpadniesz łaskawie na papieroska.
Mike zaśmiał się nerwowo.
— Heh, tak. Dzięki, Jason, widziałem, że można liczyć na twoje ciepłe słowa.
— Zawsze do usług. No i wracając do zdzierania kasy, przyda nam się ktoś, kto zapłaci za taryfę. — Zaśmiał się mężczyzna.
— W sensie, że bracia za nas zapłacą? — upewnił się Mike. — Weź, na taksówkę chyba nas jeszcze stać. Lepiej, nie wiem… na urodziny jak rozpieszczona panienka zażycz sobie… hmm. Jakiś wyjazd, czy coś w tym stylu.
— Już sobie zażyczyłem kaktusa — odmruknął Jason z powagą i pokręcił głową. Miał dzisiaj nawet dobry humor.
— Kaktusa?
— Taa, żeby mojej królowej nie wpadł do głowy pomysł wykupienia mi sieci salonów tatuażu.
Mike roześmiał się, po czym dopił kawę.
— Niech zgadnę — mruknął, kiedy odłożył filiżankę. — Poważna rozmowa po tym wyskoku z motorem?
— Mhm. Obiecał, że zapamięta. Ciekawe, czy będzie liścik.
— Jeśli bracia są bardziej do siebie podobni, niż udają, to będzie to romantyczny poemat. Mimo że ciężko mi to sobie wyobrazić.
— Jakby tak było, to do motoru już bym dostał. Na kartce było tylko coś w stylu „mam nadzieję, że ci się przyda”. Rush by inaczej to ujął.
— Och, to w takim razie jest nadzieja, że nie trafił ci się aż taki romantyk. Ja myślałem, że dziewczyny to kręci, ale Charlie wydaje się zachwycony — zażartował Mike, wstając i zbierając filiżanki po kawie. — Chcesz coś jeszcze pić?
— Nie, ale nie pogardzę orzeszkami, czy czymś takim — odparł Jason w momencie, kiedy obaj usłyszeli otwieranie drzwi frontowych.
Mike już nawet ruszył do kuchni, ale zatrzymał się w połowie kroku.
— Chwila. Marg pewnie wróciła. — Uśmiechnął się do siebie głupio i poszedł do drzwi, żeby przywitać się z dziewczyną.
Jason w tym czasie czekał w salonie, wiedząc już, że kolacja się skończyła, skoro dziewczyna wróciła. Miał ochotę napisać do Alexa. Ale może się przecież dowiedzieć z ust Marg, jak było.
Po dosłownie chwili do salonu weszła para. Mike obejmował Marg w pasie, a dziewczyna była ubrana z ciemnoniebieską, koktajlową sukienkę na ramiączka ze zdobionym dołem. Wyglądała zarazem elegancko, jak i dziewczęco.
— Cześć, Jason. — Uśmiechnęła się szeroko do tatuażysty, kiedy go zobaczyła. — Szkoda, że nie wiedziałam, że jesteś, to może Rush by wpadł na chwilę.
Jason uśmiechnął się do niej i zlustrował ją wzrokiem.
— Blondi mi niepotrzebny, jak mam takie urocze widoki — odparł przyjaźnie i spojrzał wymownie na kumpla. — Orzeszki, Mikey, hop-hop, na jednej nodze.
Chłopak zmierzył go wzrokiem i pokręcił głową. A czasem miał nadzieję, że wyplenili z Jasona te nieuprzejme odzywki.
— To było bezczelne, Jason — burknął, ale jeszcze pocałował dziewczynę w policzek i poszedł po te nieszczęsne orzeszki.
— Oj, wiesz, że to z miłości! — rzucił za nim tatuażysta i skinął na Marg. — Jak tam kolacja? Udana?
Dziewczyna uśmiechnęła się i usiadła tuż obok niego na kanapie, poprawiając sukienkę.
— A wiesz, że nawet nie było najgorzej? Chociaż czasami starałam się udawać, że rozumiem, o czym mówią. Ta cała Jeane naprawdę jest bardzo mądra.
Przez te słowa Jason aż uniósł brwi.
— Dotąd o niej słyszałem jako o zakochanej w ciuszkach modeleczce — odparł, czując, że określenie „mądra” trochę mu nie pasuje do obrazu narzeczonej Alexa, jaki zbudował w głowie.
Marg roześmiała się.
— A to swoją drogą. Dziewczyna kocha zakupy. Bardzo. Tę sukienkę na przykład — pogłaskała materiał na kolanach — pomogła mi wybrać. Ładna jest, co nie?
Mężczyzna przyjrzał się jej i skinął głową.
— Tobie we wszystkim ładnie. Ale, ale, polubiłyście się, widzę, co?
Marg zarumieniła się lekko na policzkach.
— Tam od razu we wszystkim ładnie… — odmruknęła, speszona, szturchając tatuażystę w ramię, akurat kiedy Mike przyszedł z orzeszkami. — A czy polubiłyśmy…? Sama nie wiem. Jeane jest specyficzna. Miła, uprzejma i ułożona, ale też czuć od niej taki dystans i chłód… Trochę jak od Alexa, ale mniej bezpośredni.
— Może każdy z Anglii tak ma. Chociaż Rush… on się już przekształcił w amerykańskiego chłopca — odparł Jason z uśmieszkiem.
— Ale przy nich też się inaczej zachowuje — powiedziała od razu Marg i mimo że była na kolacji, sięgnęła po garść orzeszków.
— I jak wam idzie to… udawanie pary? — Mike stwierdził, że musi spytać. Chyba go to męczyło.
— A nieźle. Wiesz, przyjaźnimy się, więc to nie jest aż takie trudne. No i Rush jest czarujący. — Zachichotała radośnie, pojadając orzeszki jeden za drugim.
Mike pokwaśniał, a Jason, który też przeżuwał orzeszki, zaśmiał się wrednie z jego miny.
— Nie martw się, Mikey, wciąż masz mnie — rzucił, dzisiaj wybitnie skory do takich żartów.
Chłopak za to obdarzył go surowym spojrzeniem.
— Weź, Jason, już. Ja się nie martwię. Tylko pytam — burknął, na co Marg zareagowała przyjemnym uśmiechem. Wstała i usadowiła się swojemu chłopakowi na kolanach.
Jason przyjrzał im się, po czym zapytał Marg, skoro miał okazję:
— A jak się pani modelka odnosi do Alexa? Fizycznie — uściślił, a tym razem Mike uśmiechnął się drwiąco, jakby chciał powiedzieć „ty też jesteś zazdrosny”.
Marg, która teraz obejmowała swojego chłopaka za szyję i głaskała go uspokajająco po krótkich, brązowych włosach, zamruczała z zamyśleniem. Nie wiedziała, jak odpowiedzieć na takie pytanie.
— Hmm… wiesz… ciężko powiedzieć. Nie siedzi mu na kolanach.
— I nie mizia go tak słodko, jak ty teraz Mike’a? — zachrypiał Jason z uśmiechem, chociaż tak szczerze ciekaw był, czy całuje Alexa albo trzyma go za rękę. Znał już swojego kochanka na tyle, żeby wiedzieć, jak przytłoczony by się tym czuł. Miał więc nadzieję, że jakoś zwiększa dystans między sobą a swoją narzeczoną.
Marg pokręciła od razu głową.
— Nie. To znaczy czasami ujmie go za dłoń albo pod rękę, ale to tak ledwo co. On nawet częściej łapie ją w pasie, czy delikatnie pocałuje w policzek. Ale tak… kurcze, nie wiem. Tak wszystko na odległość dziwnie — wytłumaczyła pokrętnie.
— To chyba dobrze, przynajmniej dla Alexa — rzucił Mike, poddając się chętnie pieszczotom swojej dziewczyny. — A Jeane to nie przeszkadza, słoneczko?
— Ale że co?
— Że tak rzadko, jak to określił Jason, się miziają.
Marg na chwilę się zawiesiła, zastanawiając się.
— Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Przy najbliższej okazji mogę najwyżej coś tam podpytać.
— A co, znowu gdzieś się wybieracie radosną czwórką? — zagadał Jason, sięgając po kolejną garść słonych orzeszków.
— Tak, pojutrze jesteśmy umówieni na golfa. — Dziewczyna uśmiechnęła się, a Mike przyjrzał się jej ze zdziwieniem.
— Grywasz w golfa?
— Co? Nie, raczej skończy się na tym, że Alex i Rush pograją, a my będziemy oglądały — sprostowała od razu.
Jason za to, zupełnie już ignorując to, że para zaczęła się przekomarzać i delikatnie pieścić, uśmiechnął się kącikiem ust, kiedy pojawił mu się w głowie obraz Alexa ubranego w strój do golfa, wyginającego się z kijkiem. Musiał przyznać przed sobą, że bardzo żałuje, że tego nie zobaczy…

***

Marg powiodła wzrokiem za lecącą w powietrzu piłeczką golfową, ale ta, nim upadła na ziemię, zniknęła dziewczynie z oczu. W końcu zza szyby restauracji otwartej na wielkie, rozległe pola golfowe w Melreese Golf Club nie było aż tak dokładnie widać tego, co działo się niżej. Restauracja była usytuowana na lekkim wzgórzu, oddalona na tyle od pól golfowych, by była bezpieczna przed „atakami” piłeczek. Nie na tyle jednak, żeby Marg nie mogła dostrzec dwóch sylwetek braci Grey, którzy ruszyli niespiesznie w kierunku piłeczki.
Zapach gorącej szarlotki, którą kelnerka postawiła przed nią na stoliku, odwrócił jej uwagę od pola. Uśmiechnęła się z podziękowaniem i spojrzała na swój deser. Obok dużego kawałka ciasta spoczywała gałka lodów waniliowych, powolutku się rozpuszczająca przez ciepło ciasta. Aż się oblizała i uniosła wzrok na siedzącą naprzeciwko Jeane.
— Muszę zacząć piec coś w domu sama, bo stęskniłam się za ciastami. — Zaśmiała się.
Jeane uśmiechnęła się łagodnie. Siedziała w swoim wiklinowym fotelu uściełanym wygodnym i miękkim poszyciem. Na kolanie miała opartą filiżankę kawy, którą popijała niespiesznie. Była w kremowej, letniej garsonce i dużym kapeluszu, spod którego widać było jej starannie pofalowane, ciemne i długie włosy. Nawet wśród gości, którzy ewidentnie nie mogli narzekać na puste portfele, wyglądała jak dama.
— Naprawdę sama pieczesz? — zainteresowała się chyba szczerze.
— Staram się, ale ostatnio bardzo rzadko. Mi… znaczy Rush bardzo lubi domowe ciasta — odpowiedziała szybko Marg, o mało nie podając imienia swojego prawdziwego chłopaka. Ukroiła kawałek ciasta, ale nim wzięła do ust, dodała: — Babcia nauczyła mnie kilka naprawdę cudnych ciast i jak zapach się roznosi po domu, kiedy się piecze… To nie to samo, co jakiś gotowiec z cukierni.
Jeane przytaknęła, popijając swoją kawę.
— Hmm, tak. Na pewno coś w tym jest. Rush też coś kiedyś próbował piec. Nic specjalnego w efekcie, ale ładnie pachniało w kuchni.
— A ty? Pieczesz coś? — wypaliła naiwnie Marg, zajadając się szarlotką. Raz po raz zerkała przez oszkloną ścianę, śledząc wzrokiem Greyów. Ci zostawili je ze sobą sam na sam.
— Nie. Nawet nie mam specjalnego do tego drygu. — Modelka zaśmiała się lekko. Z dnia na dzień Marg miała wrażenie, że Jeane jest albo coraz milsza, albo coraz bardziej się do niej przekonuje. — Liczę, że będę „skazana” na kucharza.
— No tak… ale chyba nie będzie z tym problemów, skoro wychodzisz za takiego faceta — odparła Marg z uśmieszkiem, akcentując „takiego”.
Jeane uśmiechnęła się szerzej.
— Mam to szczęście. Z drugiej strony, Alex nie oczekuje ode mnie, że będę gotować. Sam też nie będzie stał w kuchni, a trzeba w końcu od czasu do czasu coś zjeść.
Marg pokiwała gorliwie głową, oblizując łyżeczkę z lodów. Poprawiła za ucho swoje długie włosy i odparła:
— W ogóle… wydaje się chyba dużo nie oczekiwać? — rzuciła bardziej nieśmiało. Nie chciała specjalnie wnikać w ich stosunki, ale była ciekawa.
Jeane spojrzała na dziewczynę trochę z góry, ale w końcu odstawiła swoją kawę na malutki, okrągły stoliczek stojący między nimi. Uśmiechnęła się spod kapelusza.
— Coś sugerujesz? — Zachichotała jakby figlarnie.
Marg spłoniła się na policzkach, już żałując, że zaczęła ten temat. Mimo to, zacisnęła jedną dłoń na kolanie pod stołem i postanowiła w to brnąć.
— Wiesz… — zaczęła z lekkim uśmiechem, gestykulując łyżeczką. — Alex w ogóle jest… no, dość zdystansowanym facetem. I tak jakoś nie widzę, jak… stawia dużo wymagań i prosi, czy… coś — skończyła pokrętnie i dość płasko.
Jeane poprawiła włosy z niemałą manierą, nim odpowiedziała.
— Niemalże rozkosznie to brzmi, jak to mówisz. W końcu czego może oczekiwać od ideału? — Zaśmiała się sama z siebie. — Oczywiście żartuję. Ale masz rację. Nie jest kłopotliwy.
— Czyli… no, jak to u was działa? Nie sprawia ci kłopotu takie… rzadkie widywanie się? — spytała już bardziej zaciekawiona Marg.
— Kochana, a co ma mi to sprawiać kłopoty? On ma swoje życie, ja mam swoje. To tylko Rush w tej rodzinie żyje mrzonkami o, bez urazy, pięknej miłości aż do śmierci, dzieciach i domku z białym płotkiem i psem. Nikt poza tym się na to nie pisze. Ja tym bardziej nie. Znam życie.
Marg aż na chwilkę zaniemówiła, robiąc większe oczy. Kiedy się otrząsnęła, zapchała szybko usta kolejnym kawałkiem szarlotki, żeby dać sobie czas. Nie spodziewała się, że Jeane jest aż tak formalnie nastawiona do tego związku. I co by nie mówić, było to na korzyść Alexa.
— To bardzo… mm, rzeczowe podejście. — Zaśmiała się wreszcie wymuszenie.
— A jakie inne ma być w takim świecie? Nie stać nas na inne życie, a Alex jest dla mnie doskonałą partią, więc naprawdę nie mam na co narzekać.
— Mhm. — Dziewczyna pokiwała głową, analizując te słowa. Jeśli naprawdę Jeane miała takie podejście, to nie rozumiała tego całego szumu, który powstał przez jej przyjazd. Spodziewała się pustej, złośliwej i rozpieszczonej kobiety, a poznała bardzo sympatyczną, trochę materialistycznie podchodzącą do życia, ale przyjazną dziewczynę. — To czego ty oczekujesz od Alexa?
— Małżeństwa i dobrej intercyzy — odparła od razu, wyraźnie pewna tego, co mówi. — Jeśli mnie zostawi, a ja skończę z pracą i będę musiała zająć się domem i dziećmi, to wyduszę z niego ostatni pens, jak będzie śmiał mnie zostawić na lodzie. — Zaśmiała się nad wyraz lekko, jakby mówiła o kruszonce na cieście. — Ale nie bój się. On przecież też potrzebuje żony, która nie ośmieszy go w towarzystwie, więc interes jest z jednej i drugiej strony. Byleby tylko kiedyś jakaś przereklamowana miłość nie uderzyła mu do głowy i nie postanowił zmienić swojego życia.
— Och… Alex nie wygląda na romantyka. Nie masz się o co martwić — odparła Marg, chociaż wiedziała, że już „przereklamowana miłość” uderzyła mu do głowy. Nawet, jak jeszcze o tym nie wiedział.
Jeane uśmiechnęła się sympatycznie, jednak Marg przyzwyczajona do sztucznych uśmiechów Rusha widziała, że ten nie jest w stu procentach prawdziwy.
— Może i nie wygląda, ale skąd mam mieć pewność, że właśnie nie ucieka jakimś polem, zostawiając swojego braciszka samego i nie leci wydupczyć jakąś puszczalską dziwkę? — zaświergotała przymilnie, sącząc z całkowitym spokojem kawę. — Nie jestem głupia, Marg. Wiem, jak wygląda ten świat, ale też wiem, jak wygląda rodzina Greyów i… tak, zamierzam się w nią wżenić.
— Skoro wam obojgu to pasuje, to chyba nie ma problemu — odparła pokojowo Marg, nie wiedząc za bardzo, jak inaczej ma reagować na tak suche podejście do związku, jakie okazywała Jeane. Mogłaby polemizować, ale Alex miał takie samo podejście, więc nie było sensu próbować go zmienić. Obojgu musiało być to na rękę. I nawet jeśli Jeane ze spokojem przyjęłaby wieść, że Alex ją zdradza, to raczej nie pozwoliłaby mu uciec ze swoich sideł. Więc to wszystko, w tym tygodniu, mogło mieć sens.
— Żadnego — odparła przyjemnym głosem Jeane.
Marg, która już kończyła swój kawałek ciasta i oblizywała łyżeczkę, zapytała:
— A macie już datę ślubu?
— Za rok, na początku lipca.
Marg aż się zatrzymała z łyżeczką w ustach. W sumie… skoro byli już jakiś czas narzeczeństwem, nie dziwne, że poczyniono już pewne ustalenia. Ale z drugiej strony wydawało się jej to strasznie niedługo. Czy to znaczyło, że związek Alexa i Jasona będzie trwał tylko do przyszłych wakacji?
— I już zaplanowaliście każdy szczegół, łącznie z listą gości i tortem? — spytała szybko, kiedy uświadomiła sobie, że się zapatrzyła.
— Nic nie jest jeszcze dopięte na ostatni guzik, ale część rzeczy jest już przygotowana. Gdy tu przyjechałam, to chociażby uświadomiłam sobie, że muszę dopisać do listy gości kolejną osobę. Jeśli oczywiście w ciągu roku nic się nie zmieni między tobą a Rushem.
Marg uśmiechnęła się i skinęła głową, mimo że w duchu zrobiło się jej żal Jasona. Ciekawe, czy wie o tych planach.
Nie chcąc już ciągnąć tego tematu, odpowiedziała:
— Miejmy nadzieję, że nie. Ale zobacz, już chyba skończyli. — Zerknęła przez wielką szybę restauracji, przez którą widać było, jak przez pole golfowe jedzie melex z Alexem i Rushem, zmierzając w stronę kompleksu. — Możemy wyjść im na spotkanie.
Jeane skinęła głową, wstając i poprawiając swój strój.
— Mogę się założyć, że Alexowi lepiej poszło! — Uśmiechnęła się triumfalnie, ruszając na spotkanie braciom Grey.

32 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 90 – Rzeczowe podejście nie tak głupiej modelki

  1. Floo pisze:

    Pozbądźcie się laski w mniej lub bardziej krwawy sposób! Po tym odcinku jeszcze bardziej jej nie lubię! Ona chce mieć dzieci z Jasonowym Alexem… kiedyś tam w przyszłości, ale chce! Bezczelna!
    I Data ślubu już ustalona. O nie! Alex uciekaj! Jason cie ukryje w swoim łóżku i nikt cie nie znajdzie @_@.
    Ta baba jest straszna =.=

  2. Elis pisze:

    Panie Kotołaku, dziękuję za wspaniałą wizję i lekturę do śniadania. :) Czytałam z zapartym tchem. Piękny był ten opis roztapiających się lodów. Królowa lodu zniknęła a w zamian pojawiła się Królowa Ognia i Namiętności. :)

  3. PankotołakNawygnaniu pisze:

    Jak komciak się podobał to może by tak odcineczek przed terninem ?
    *patrzy dumny z siebie na konciak*

  4. PankotołakNawygnaniu pisze:

    O tak ! Tak ! W stronę zachodzącego (kiedy to ono wpadło ?) słońca :) Lepsze to niż orgazm finansowy totalny – rodzice mają satysfakcję, gołąbki mają też, sucza też ją ma, no w ogóle radość i satysfakcja tryska na prawo i lewo, wszyscy kasę liczą ,…
    No właśnie czy wszyscy ? Pewnie nie, bo smoczuś materialistą nie jest (całkowite przeciwieństwo suczy) a i Alex w przeciwieństwie do gołębnika bez luksusów żyć może.
    Alex prowadzi te ‚interesa w hameryce’ tak więc spokojnie może zacząć od zera, a reszta pasożytów ops sorki rodziny niech konsumuje wraz z suczą to co mają :))
    A teraz kotołaczy konspekto-scenariusz.
    Ostrzeżenie : przygotować miski i wiaderka alboconajmniej wolną drogę do porcelanki bo będzie różowo, puchato i wogólr kotołaczo.

    Wielbiciele suczy niech przygotują się na najgorsze :)

    *** końcówka kilku godzinnych negocjacji przed ślubnych tzn. intercyzy w hotelu
    Alex zrezygnowany, sucz już liczy zera na koncie i dopracowuje szczegóły kreacji na niezliczone rauty, gdzie będzie lśniła jako pani Grey , Richard rozanielony bo będzie gołąbko-fenix i kasa …
    *** w tym samym czasie w pewnym nie tak dawno czystym mieszkanku, obecnie przypominającym popielniczkę
    Jason dogasza kolejnego peta a raczej dwa, bo nie zauważył kiedy odpalił 2 równocześnie. Smutny i zadumany, niewidzącym wzrokiem patrzy poprzez zadymione okno. Nie wie co robić, niby wszystko idzie ku dobremu, wszystko dzięki wspaniałej Jeane i jej pomysłowi na oszczędzenie łez rodzicom braci Grey, taka z niej samarytanka …
    Przed oczyma prześlizgują się migawki … głupi żart … pierwszy seks … pierwszy pocałunek … pierwsze wejście Alexa w niego … zagubienie i lęk na wiadomość o przyjeździe Jeane … wyraz jego oczu …
    Nagle wstaje, bierze nową paczkę papierosów, kask i nie zamykając drzwi wypada z mieszkania
    Podchodzi do motocykla, gładzi go czule, na jego usta wkrada się delikatny uśmiech. Zdecydowanym ruchem dosiada swego metalowego rumaka i z dziwnym błyskiem w oczach, które nagle przesłonił kask, rusza ostro stając dęba w niezmierzoną szarość ulicy. Nie zwraca uwagi na krople deszczu, które niczym łzy płaczących nad jego dolą aniołów, spływają nieprzerwanie z szarego nieba. Tak to popołudnie, a raczej wieczór są naprawdę inne. Zamiast codziennego żaru i potoków jasności i radości sączących się nieprzerwanie z nieba, wbrew wszelkim zapowiedziom biuściastych pogodynek, ale jakby czując co się dzieję w duszy Smoka i jego Królowej błękit roni rzewne łzy …
    *** hotel
    Alex zdesperowany przegląda projekt intercyzy. Tak, tak Jeane okazała się wytrawną finansistką, a i znajomość prawa nie była jej obca, a to wszystko w pięknym opakowaniu udającym niewiniątko i wyrozumiałą przyszłą żonę, a raczej kochającą synową, bo wobec niego nie miała nic zamiaru udawać. Biznes to biznes. Wiedziała to od początku, czuła przez skórę i cieszyła się.
    Alex swym lodowatym wzrokiem spoglądał na swą przyszłą żonę. Jej oczy lśniły radością i spełnieniem. Delikatnie, by nie zdradzić targających jej wnętrzem fal radości i upojenia sukcesem, założyła nogę na nogę, dumnie prezentując swe walory, poprawiła kapelusz z najnowszej kolekcji. Już wiedziała, sukces biznesowy jest o wiele lepszy od seksu, takiego orgazmu dawno nie miała, nawet ten zwierzęcy latynos, którego wczoraj zamęczyła, a który zapowiadał się fantastycznie nie dał jej tyle radości co właśnie uzgodniony kontrakt. Patrzyła w oczy jej przyszłego. Lód i chłód walczyły z pozornym ciepłem i toksyczną radością. Czuła, że lód przegrał, może, a raczej nigdy nie roztopi się, ale przegrał. Wystarczało jej to całkowicie, podobnie jak i temu zboczonemu braciszkowi jej przyszłego, który już przestawał być powoli konkurentem do fortuny rodzinnej i nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.
    Jej wewnętrzny wulkan radości i satysfakcji działał w najlepsze, nic nie mogło mu przeszkodzić. Jeszcze jakieś podpisy, ślub, ale to szczegóły bez znaczenia. Wiedziała, że wygrała.
    Drzwi do apartamentu otwarły się niespodziewanie, uderzając w ścianę. Ale nikt nie wszedł do środka. Już chciała wyrazić swe bezcenne zdanie o jakości amerykańskiej służby, gdy nagle spostrzegła iż Alex podrywa się i staje nieruchomo spoglądając dziwnym wzrokiem w stronę drzwi. Richard jak skamieniały spoglądał w tą samą stronę, jego mina wyrażała bezgraniczne zdumienie, ręce mu lekkko drgały, a na skroni pojawiła się złowróżbna kropla potu. Jak tornado pożerające przestrzeń i życie w niej trwające, jak tsunami atakujące bezbronne wybrzeże do apartamentu wtargnęła niesiona jakąś dziwną siłą Katy. Jej niewielkie piersiątka falowały bojowo, wzroku mógłby pozazdrościć bazyliszek. W tej niemej, trwającej jakby wieczność chwili Jej ciało mówiło „to że mi się nie udało, nie znaczy, że inni mają mieć tak samo”. Za oknem przyroda jakby zamarła, zapadła przerażająca cisza, deszcz umilkł, a wiatr wystraszony potęgą gniewu Katy podkulił swe nędzne skrzydełka i zamilkł. Katy niczym Walkiria niesiona potęgą uczuć targających jej serduszko stanęła przed Jeane. Milcząco walczyły ze sobą pazerność i chciwość wspomagane obłudą z wiarą, miłością, przyjaźnią i troską. Jeane popatrzyła z litością na Katy. Jej całe ciało mówiło spadaj, czego tu szukasz, i tak już wszystko uzgodnione. Katy widziała przed sobą tylko stertę beszczelnie patrzących się na nią dolarów, przypominającą swym kształtem narzeczoną jej przyjaciela. Nie wiele myśląc wzięła w dłoń kunsztownie ciętą szklanicę z resztą jakiegoś napoju i… wyjąwszy malutką parasolkę wylała spokojnym, dystyngowanym ruchem jej zawartość na siedzącą przed nią kobietę. Z satysfakcją patrzyła jak stróżki koktajlu swą lepką i słodką zawartością pochłaniają pewnie bajecznie drogą kreację nie oszczędzając kapelusika z miniwoalką. Z pewnym smutkiem zauważyła, iż makijaż wytrzymał. No cóż sucz ma dobre kosmetyki. Jeane nawet nie zareagowała na ten dyshonor, nie widziała jak stróżki znaczą ją drwiącą ścieżką i skapując tworzą kompromitująco wyglądającą kałuże. Jak tylko się uniosła aby się bronić jej oczy zarejestrowały dłoń ze smukłymi palcami, zdobionymi świeżymi nikotynowymi śladami trzymającą kask. Wiedziała kto jest jej właścicielem, ale nie to ją zatrwożyło. Widziała jak Alex nagle z góry lodowej o morderczym wzroku mogącym zamrozić w kilka sekund dowolną osobę zmienia się niepostrzeżenie. Jeszcze nie wiedziała co się z nim dzieję, ale czuła, że przegrywa. Cisza, która od chwili łomotu otwieranych drzwi trwała już kilkadziesiąt sekund, a która została zakłócona tylko odgłosem wylewanego płynu, nagle zaczęła się wypełniać. Nie, nie dźwiękiem, ale czymś czego nie potrafiła nazwać, czymś czego nie odczuła nigdy, czymś co chciała mieć w całości tylko dla siebie. Nie dane jej było jednak spróbować posiąść to coś, władcza dłoń katy usadziła ją na fotelu. Jak oniemiała patrzyła na to co mogła tylko biernie obserwować. Coś mówiła, coś krzyczała, o jakimś ślubie, rodzicach, obietnicach … Jej głos kalający dotychczasową ciszę jakby tonął w tym czymś co zaczęło wypełniać pomieszczenie. Nie docierał do nikogo. Nawet jej niemy nieświadomy wspólnik chcący upiec swój kawałek pieczeni kosztem brata nie reagował.
    *
    Jason stał z Katy przed drzwiami. Chciał to rozegrać po swojemu, dla dobra swej Królowej. jednak wścibska Katy, która wszystko z niego wydobyła gdy przyjechał do studia aby zabrać swoje rzeczy i zniknąć z życia Alexa i nie kusić nie możliwą do spełnienia miłością była zupełnie innego zdania. Zdecydowanie chwyciła za coś co pewnie było klamką, z całych sił pchnęła drzwi. Popatrzywszy na swego przyjaciela, wziąwszy głęboki wdech ruszyła przed siebie jak taran, jak stado wygłodniałych piranii,jak matka idąca walczyć na śmierć i życie o dobro swych dzieciaczków. Jason stał przed zdobytymi przez rozsierdzoną bojownice miłości drzwiami i nie mógł wykonać żadnego ruchu. Coś nie pozwalało mu drgnąć, jakieś dziwne, do tej pory nie w pełni uświadomione uczucie, które tłumił drwiną i kpiną, które tylko w wyjątkowych chwilach zwyciężało nagle zaczęło go przepełniać. Patrzył przed siebie na stojącego dumnie Alexa, na lód spowijający swymi kajdanami jego oczy, duszę i serce wzmocniony łańcuchami rezygnacji i obowiązku. Ich oczy patrzyły w głąb duszy drugiego. Nieznana siła rozrastająca się w duszy i sercu Smoka na widok umęczonej Królowej zaczęła walczyć z potęgą lodu. Brzmiące ciszą puste i smutne powietrze zawyło rozrywane nagłą walką żaru namiętności,pożądania, i oddania z lodowymi okowami. Ale walka ta była nierówna, lód naglę począł pękać od spodu rozpadając się na małe kawałeczki, które napotkawszy z jednej strony smoczy żar, a z drugiej ogień królowej, nie miały innego wyjścia jak zniknąć niepostrzeżenie. Przestrzeń pomiędzy nimi powoli, acz stanowczo poczęła się wypełniać jakąś nienazwaną energią, jakąś siłą zdolną pokonać każdą przeszkodę. Kojąca światłość poczęła zapełniać dotychczasową szarość, nie wiadomo czy to ten bijący od nich blask, czy to ta siła, czy to niebo, które zapomniało nagle o deszczu i rozbłysło strugami światła przedzierającymi się walecznie do zbolałego świata niosąc radość i obietnice szczęścia piękną tęczą.
    Królowa lśniła i skrzyła emocjami, które jak wielobarwne motyle rozpierzchły się wokół wypełniając złotymi iskierkami każdy zakamarek. Smok spoglądał na swą Królową wzrokiem nasyconym miłością i pożądaniem. Nic nie mówił. Nie musiał. Jego kąciki ust uniosły się lekko ku górze, tworząc ni to kpiący ni to pożądliwy uśmieszek. Tak wspaniałej, kwitnącej Królowej nie dane mu było dotychczas ujrzeć. Była to niby inna Królowa, ale wciąż ta sama. Piękniejsza. Wspanialsza. Otwarta emanująca miłością i szczęściem. Jego ! Tylko jego! Na zawsze. Nie ważne czy w pałacu, czy w skromnym mieszkanku, Jego. Tylko jego. Taki piękny i wspaniały Alex, jego Królowa Ognia i Namiętności. Tylko jego. czuł iż Alexa przepełniają te same uczucia, że przełamał swe ograniczenia dla niego. Tylko dla niego.
    Delikatnie uniósł dłoń, w której wciąż trzymał kask w stronę tego na którego czekał całe życie.
    *
    Alex rozpierany falami emocji jakich dotychczas nie dane mu było odczuwać ochoczo się w nich pławił. Unosił się na morzu płomieni, łapał w dłonie fale namiętności. Te nowe jakże mu skąpo znane uczucia pochłaniały go bez reszty. Patrzył na wysokiego, szczupłego, wytatuowanego mężczyznę. Na swą przyszłość. Na sens swego życia, który stoi wspaniały, emanujący miłością i czułością, przed nim. O mało co go nie stracił na zawsze. Jak mógł się zgodzić na ten ślub. Kto dał prawo jego bratu, rodzinie czy tej suczy zabrać mu jego szczęście, Nie pozwoli nigdy więcej nikomu. Jego … tylko jego … na zawsze,..
    *

    Jeane już nie krzyczała, ona po prostu wyła jak zgłodniała suka, której ktoś nagle tuż sprzed nosa porwał wspaniały kawałek mięska. Gdy zobaczyła jak dłonie Alexa drą projekt intercyzy zamilkła. Uświadomiła sobie, że lata podchodów idą na marne. Taka fortuna przejdzie jej koło nosa. I to dla kogo! Dla jakiegoś zafajdanego pedała! Ta kasa jest jej! Tylko jej! Wara tym pedałom od tej kasy. Już nie było Alexa i jego partnera, były dwa nienormalne pedały. Ale ona jeszcze Alexa uratuje. Tworzenie planu nawrócenia Alexa zostało nagle przerwane. Ze zgrozą zauważyła, iż Alex jakoś dziwnie radosny ruszył w stronę drzwi… Po chwili ujął dłoń Jasona i czule ją pogłaskał. Wkrótce zniknął z apartamentu, a wraz z nim zaczęły znikać marzenia o świetlanej przyszłości niedoszłej pani Grey. Została samotna sucz.
    Po kilku sekundach kiedy to jej ciało popadło w dziwny letarg, zerwała się naglę i popędziła ku wyjściu.
    Kate patrzyła na Richarda, który jak to krwawy gołąbek znów niczego nie rozumiał. Serduszko Katy przepełniała duma i radość. Teraz już na 100% była pewna, że dobrze zrobiła, Stanęła przy oknie spoglądając na roześmiany świat. Promienie słońca skrzyły się w jej włosach, otaczając anielskim blaskiem.
    *
    Smok i Królowa wydostawszy się na parking objęli się czule. Ich usta złączyły się w głębokim i namiętnym pocałunku. Po chwili oderwali się od siebie.
    – Jedziemy do mnie ? Do mojego mieszkania?
    Odezwał się po raz pierwszy od kilku minut Jason. Alex patrząc mu głęboko w oczy odpowiedział spokojnym, głębokim, władczym głosem :
    – Nie !
    Patrząc wciąż z miłością na swego Smoka wyszeptał czule:
    -Nie jedziemy do Ciebie. Jedziemy do nas.

    Jason podał swemu ukochanemu drugi kask, który miał zawsze w zapasie. Dosiedli swego stalowego rumaka. Królowa wtulona w plecy swego Smoka. Smok objęty przez swą Królową Ognia i Namiętności. Alex jeszcze spojrzał ku górze w chylące się ku zachodowi słońce. Jason przekręcił kluczyk w stacyjce. Pędzili, Pędzili ku swej przyszłości, ku radości, ku namiętności. Pęd powietrza owiewał ich splecione ciała. Wiatr nie wiedział czy to dwa czy jedno ciało owiewa. Czuł, wiedział, nie wiem skąd (może od tęczy łączącej dwa różne światy), że kolejny raz tyle miłości nie będzie mu dane szybko spotkać.
    Muskał ich ciała stanowczo, rozwiewał marynarkę … A oni pędzili w promieniach zachodzącego słońca. Spowici żarem i purpurą wprost w chylącą się ku ziemi świetlistą kulę.
    ***

    Jeane wybiegła przed hotel, o mało co nie rozdeptując niepozornego kocurka…
    Zaklęła szpetnie
    -a niech to kaczy kuper !
    Zdjęła szpileczki z chwiejącym się obcasem.
    – Taksi !
    Wydarła się do portiera. Ruszyła w stronę nadjeżdżającej limuzyny. Nagle poczuła, że wdepnęła w jakąś ciepławą kałuże. Przez jej myśli przemknęło przekleństwo. Zanim wsiadła do pojazdu usłyszała ciche pomiaukiwanie i niewyraźny szept : „sucz sucz sucz”. Spojrzała podejrzliwie na wylegującego się w resztkach słońca kocurka.
    Gdy limuzyna znikła za zakrętem kocurek uniósł się dumnie do góry. Miałknoł coś na kształt przeprosin do portiera i podreptał w sobie tylko znanym celu i kierunku.

    – Nie ma sprawy
    Odpowiedział po chwili portier.

  5. Katka pisze:

    Mocca, jakkolwiek się nie staram, to nie jestem sobie w stanie wyobrazić Jasona mówiącego „mój ci on!” XD Niestety to już poza granicami absurdu XD

  6. Mocca pisze:

    Pojęcia nie ma co się tak wszyscy do Jeane doczepili. ;)
    Z biedną Żabcią było to samo. Sucz, sucz… Może i sucz ale z rzeczowym podejściem do sprawy. Ją to satysfakcjonuje, Alexa satysfakcjonuje, rodziców satysfakcjonuje i wszyscy są usatysfakcjonowani.
    Ślub… Brrr. Znaczy się sam ślub mi wisi, o ile Jeane nie wpadnie na pomysł, żeby przeprowadzić się do Miami albo Alexa ściągnąć z powrotem do Anglii. A znając was, szatany…
    Ale Kat, serio! Ja oczywiście nie wątpię, że w Jasonie tkwią nieskończenie głębokie pokłady niezdrowego, Rushowego, rushoffego (taaaa, jasne… a tu mi czołg…) romantyzmu, ale dramatyczne przerwanie ślubu? o.o
    Wpadnie na białym koniu i krzyknie „Mój ci on!” (XD), a potem pogalopują w stronę zachodzącego słońca. (Zachodzące słońce o.o Ja wiedziałam, że ten Król Lew w piątek to nie był najlepszy pomysł.)
    Plotę głupoty, oj plotę. XD

  7. PankotołakNawygnaniu pisze:

    Przepraszam, że zdekoncentrowałem :(((

    * z szatańskim chichotem i perwersyjnym błyskiem w oczach odszukuje szatkownicę do warzyw*
    * bierze marchewkę w łapkę i powoli, powoli zbliża do szatkownicy, patrząc na zdruzgotanego Williama i dziwnie uśmiechniętego Oficera :)*
    To kończę przeszkadzać i czekam na rozdzialik :)

  8. Katka pisze:

    Panie Kotołaku, „nieużywaną” mnie powaliło, hahaha XD Sprawiłeś, że porównujemy z Shiv kształty warzyw zamiast zakuwać XD W każdym razie miłego czytanka ;*

  9. PankotołakNawygnaniu pisze:

    * pędzi przygotować kanapeczki z serkiem i cebulką dymką*
    * dla Willa szykuje marchewkę (nieużywaną!) a dla Jeffersona stek wołowy*
    * dla Oficera wyciąga snopeczek smakowitego sianka*
    *
    * z strategicznych zapasów wyciąga 0,5 litra wody nieświęconej acz ognistej i podstawia pod modem, może jakoś wspomagacz dydaktyczny po tym internecie dotrze do S&K*

    * tylko za bardzo się nie wspomagać bo efekt odwrotny będzie :)))*

  10. Katka pisze:

    Panie Kotołaku, owszem, dzisiaj czas na ATCL :) Będzie się można pouczyć z Willem, Jeffem i rzecz jasna Oficerem XD

  11. PankotołakNawygnaniu pisze:

    Diabełek ? Raczej aniołek z różkami i ogonkiem :)))
    A na zapas trzeba pilnie pisać, bo wena się rozleniwi i sklerozy dostanie :)))
    A tak przy okazji, kotołaczysko też chętnie się dziś pouczy z jakiegoś nowego rozdzialiku, w końcu nie tylko K&S mogą ryć :) Z bliźnimi należy łączyć się w cierpieniu znaczy się nauce :))
    To jak ? coś dziś nam wpadnie na blog ???
    * delikatnie poprawia aureolkę i skrzętnie chowa ogonek pod skrzydełka :)))) *

  12. Katka pisze:

    Panie Kotołaku, hehe, niczym mały diabełek siedzący na ramieniu XD Całe szczęście, że zapas chwilowo jest, więc nawet jeśli my siedziałybyśmy w książkach z powodu poprawek, umierając bez pisania, to Wy jeszcze jakiś czas mielibyście co czytać… pytanie do kiedy XD

  13. PankotołakNawygnaniu pisze:

    „Obie z Shiv zakuwamy do sesji… a opowiadania się same nie napiszą :( Głupie egzaminy…”

    Non właśnie :) Same się nie napiszą :)
    Pora na przerwę w zakuwaniu do tych mgr czy innych dr czy habek :))
    Nie ryjcie tyle, bo ryjówkami zostaniecie :) A biedni czytelnicy uschną z tęsknoty :)
    Tak więc do roboty :) znaczy się do opowiadanek :)))
    * wali się ogonkiem po łebku*
    * głupi kotołak, głupi kotołak*
    * nie kuś do złego, bo jak na poprawiny się załapią to dopiero będzie posucha na opowiadania :( *
    * bierze karnego jeżyka i grzecznie truchta do kącika odpokutować kuszenie niewinnych duszyczek :)))*

  14. Katka pisze:

    Panie Kotołaku, no i zrobił nam się romans z aligatorem. Jeane faktycznie mogłaby się zakochać w jego skórze. Pytanie, które z nich byłoby bardziej przebiegłe i zwyciężyłoby w… hm, walce o dominację. … to zaczyna być dziwne, umilknę XD

  15. PankotołakNawygnaniu pisze:

    A tam od razu wielka miłość, to tylko taka sobie sympatyjka :)) Choć muszę przyznać iż z rozdziału na rozdział wzmacnia się :)
    A co do romantycznego tetate Panny$ z krwiożerczym aligatorem, to po przemyśleniu sprawy stwierdzam, iż szkoda bezbronnego zwierzaka. Pewnie skończy łby jako gustowna torebka i para szpileczek :(
    Oczywiście po wcześniejszym ‚dobrowolnym’ ożenku z Panną$ i stosownej intrcyzie i testamencie, nie wspominając o polisie na życie dla Aligatorka :)

  16. Katka pisze:

    Panie Kotołaku, Twa miłość do panny& aż bije w oczy XD I widzę niecne myśli co do „romantycznego” spotkania Jeane z aligatorem.

  17. PankotołakNawygnaniu pisze:

    Panna$ w pełnej krasie :)) Taka elegancka, pazerna sucz. Na miejscu Alexa zostawiłbym toto. Gdzież jej tam do kochanego smoczusia, w końcu to jego życie a nie jego rodziców czy tej suczy łasej na kasę i splendor. Jak jego rodzice tak kochają ją, to niech sobie ją zatrudnią jako pańcię do wyprowadzania psiuni :)
    Takie coś ma się puszyć kosztem Alexa i kasy jego rodziny ???
    Ciekawe co tam Marg zafascynowało w niej ? Może ta nibyklasa ? a może te szalone zakupy ?

    A tak przy okazji: prawda to, że tam w okolicy grasują wielkie, krwiożercze aligatory

    Widać iż Jason nie ma co z łapkami zrobić i przypomniał sobie stare dobre czasy molestowania Mikea :)) Jak dopadnie swoją Królową to pewnie dokładnie sprawdzi czy nie naruszona :))
    Ciekawe czy sucz$ byłaby taka dalej chętna , jakby zobaczyła swój chodzący portfel w objęciach smoczusia.

  18. Katka pisze:

    Elis, aż musiałam sprawdzić, w jakiej wtedy fazie było FDTS. Wtedy jeszcze akcja była skupiona wokół perypetii gołąbków :) Ech, sentyment mi się włączył XD

  19. Elis pisze:

    Setka się zbliża, a zaczęłam Was chyba czytać, jak FDTS miało około 40 rozdziałów. :)

  20. Katka pisze:

    Gordon, nie wydaje Ci się, Jason faktycznie miał taki humor skory do dogadywania Mikowi XD

    Elis, hehehe, to miłe strasznie i zapewniam, że jeszcze się FDTS nie kończy :) Chociaż swoją drogą przeżyłyśmy szok z Shiv ostatnio, że niedługo już 100 rozdział będzie!

  21. Elis pisze:

    Uwielbiam kiedy Jason zaczepia Mikea, tak dla żartów, a ten się złości. Tylko niech smoczysko nie robi tego przy swojej królowej. :)
    Ślub za rok? O, nie, nie, nie. Jason, musi zrobić wszystko, żeby Alex wybrał jego.

    Poza tym wizja Margo w kościele, mi się bardzo podoba. Tylko nie na ostatni rozdział, bo chciałabym wiedzieć co dalej.
    W ogóle dla mnie FDTS może trwać wiecznie. :)

  22. Gordon pisze:

    zimna Angielka z niej ;p juz mi nie az tak zal jej ze wszyscy naokolo wciskaja jej kit ze Alex dalej chce sie z nia hajtnac. ale moze chce ;p niech go Jason nie puszcza z powrotem do Anglii. a w tej pierwszej scenie albo mi odjebalo po moim fanfiku albo Jason czesciej niz ostatnio zwykle robil te swoje aluzje do Mikea i go podrywal na jaja xD ale o to mniejsza, podobalo mi sie xD

  23. Katka pisze:

    Shinu, cierpliwości, a niedługo możesz się doczekać integracji… :D A ze ślubem to my sobie poradzimy – pytanie tylko, czy się odbędzie, czy nie :)

    Ayame, oj tam, od razu coś robić. A może Alexowi będzie pasowało, jak się dowie, jak bardzo materialistyczna jest Jeane? Zobaczymy :)

    Margo, scena w kościele iście epicka! Niczym z typowej telenoweli, takiego typowego, ostatniego odcinka XD Chociaż, haha, kto wie, czy Jason nie ma takich pokładów romantyzmu XD

    Nela, na pewno nie woli, ale czy podda się presji czy nie… no to już leży w jego gestii. Jasona zadanie to przekonać go do tego, by jednak wybrał drugą opcję XD

  24. nela pisze:

    Mam nadzieję, że Alex zmądrzeje i nie weźmie ślubu tą materialistką!
    No chyba, że woli nieszczęśliwe życie z Jeane niż cudowne z Jasonem.

    iii.. Więcej wątków z ALEXEM I JASONEM <3

  25. Margo pisze:

    Mimo, że aż taka głupia nie jest, a raczej inteligencji trochę ma, to za to kompletna z niej materialistka…nic tylko kasa, intercyza i kasa. Jej oczka pewnie wyglądają jak zielone dolary! Dobrze, że chociaż Alex ma tak dobrych znajomych, co go wspierają i ułatwiają mu ten tydzień. Inaczej chyba by zapomniał jak się oddycha xD

    I cóż moja wyobraźnia znowu wymyśliła…hmm…pobiegła sobie naprzód i już widziała kątem oka ślub kościelny Alexa i Jeane. I kiedy ksiądz się zapytał czy ktoś ma coś przeciwko, do Kościoła wbiega zdyszany Jason, podlatuje do Alexa, łapie go za tułów, mocno całuje przy wszystkich gościach (u gości oczy jak osiem złotych), bierze go za rękę i uciekają razem spod ołtarza. Hahaha :D:D:D

  26. Ayame pisze:

    A ja bym na ich miejscu jej powiedziała… tak jestem brutalna i w ogóle niemiła, ale ale ale JA TU MACHAM RĘKOMA! Zróbcie mi coś z tą babą łasą na kasę xD Najlepiej bez dzieci, Alex niech da jej kase i niech się buja, może nawet na piłce golfowej :D

    No, no no czekam <3

  27. Shinu pisze:

    Jason bierz dupe w kroki i to migiem!
    A ty, Alex, masz cholerny rok żeby załapać jakąś pewność siebie w sprawie swojej orientacji, olać rodziców, nauczyć się żyć bez fortuny i żyć długo i szczęśliwie z Jasonem ;3
    A tak serio – nie mam zielonego pojęcia jak oni rozwiążą ta całą sprawę ze ślubem.

    W następnym rozdziale wręcz wymagam integrowania się Lenny’ego z resztą grupy. Chciałabym zobaczyć te zestresowane i przerażone miny Charliego xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s