Fire Dragon Tattoo Studio – 87 – Dżentelmen

Rose Robens jechała wąską uliczką samochodem, żeby zobaczyć swój dawny dom. Gdy wysiadła z auta, zabrała torebkę i udała się do frontowych drzwi. Już po drodze zobaczyła, że Ryan najwyraźniej nie bawił się w zmienianie wystroju domu, bo te same firanki wciąż wisiały w oknach. W środku też nie spodziewała się większych zmian.
Zadzwoniła do drzwi i po chwili otworzył jej brat, uśmiechając się na jej widok.
— No hej — przywitał się.
— Siema, braciszku — odparła i wcisnęła mu w dłoń kluczyki od samochodu. — W bagażniku masz jedzenie. Wiesz, zupki, mięso i takie tam, co nie spalisz… Może. — Uśmiechnęła się wymownie, wymijając go i bez pytania wchodząc do mieszkania.
— Dziękuję! Zawsze o mnie dbasz — rzucił za nią Ryan i ruszył do jej samochodu, zadowolony, że na jakiś czas będzie miał dobre, domowe jedzenie. Lubił to, jak jego siostra gotowała.
Rose tymczasem weszła głębiej do mieszkania, zaczynając szukać wzrokiem rudego Jaya. Co innego jednak przykuło jej uwagę. Na kanapie, która nadal stała tam, gdzie ją zostawiła, ktoś siedział. Jej brat przecież nie wspomniał, że będzie miał gościa. Aż na chwilę się zawahała i już miała wrócić do Ryana, gdy mężczyzna na kanapie uniósł się i gdy tylko ją zobaczył, uśmiechnął się. Szybko podszedł do niej i wyciągnął rękę.
— Rose Robens, siostra Ryana? Bardzo miło mi poznać. Lenny Tunder.
Dziewczyna zamrugała, ale od razu uścisnęła jego dłoń.
— Tak, widzę, że mnie braciszek zapowiedział. — Uśmiechnęła się do niego swoimi pełnymi ustami, teraz delikatnie podkreślonymi jasną szminką. — Nie wiedziałam, że będę przeszkadzać.
Mulat od razu pokręcił głową. Nie był wyższy od dziewczyny, byli w sumie podobnego wzrostu i z tego co Lenny wiedział, Rose nie była od niego dużo młodsza. Może rok, dwa.
— Nie, nie przeszkadzasz. — Uśmiechnął się szczerze i przyjaźnie. — Wybacz za ten… bałagan. — Obejrzał się po pokoju wymownie.
— Bardziej bym powiedziała „syf”. — Zaśmiała się. Nie wiedziała, kim właściwie jest ten mężczyzna, ale wydawał się bardzo sympatyczny.
Tymczasem usłyszeli z kuchni, jak Ryan się tłucze, chowając wszystkie dary od siostry do lodówki. Lenny spojrzał w tamtą stronę.
— No… tak. Tak można to też nazwać — przyznał, przestępując z nogi na nogę, jakby zakłopotany.
— Ale już się przyzwyczaiłam. Wiesz, wychowywałam się z Ryanem — odparła Rose wymownie.
Zanim Lenny zdążył odpowiedzieć, do pokoju wszedł jej brat i rzucił mu krótkie, badawcze spojrzenie. Zwrócił się do siostry.
— Dziękuję za jedzenie. Moja lodówka dawno nie była tak pełna i szczęśliwa. Siadaj. Jak widzę, że poznałaś już mojego współlokatora.
Rose zmierzyła bezczelnie Lenny’ego spojrzeniem, od góry do dołu. Mężczyzna był tradycyjnie w dresowych spodniach i białej podkoszulce.
— Taa — przeciągnęła samogłoskę. — Poznałam twojego „współlokatora”. — Zachichotała, po czym szybko spojrzała to na jednego, to na drugiego. — Chyba że on nie wie? — wypaliła z trwogą i obawą, czy nie zapędziła się za daleko.
— Wie, aż za dobrze, bym powiedział — odparł Ryan z krzywym uśmiechem. — Chcesz coś do picia? Nie uwierzysz, ale mamy nawet kawę.
— A możesz mi zrobić — odparła dziewczyna, wymijając ich i siadając na kanapie najwyraźniej już zupełnie rozluźniona po tym, co usłyszała od Ryana.
Lenny obejrzał się za nią, po czym zerknął krótko na jej brata.
— To ja zrobię — zadeklarował, ruszając do kuchni.
Chłopak aż uniósł brwi, ale nie skomentował. Usiadł obok siostry.
— Co sprawiło, że przypomniałaś sobie o młodszym braciszku?
Byli naprawdę podobni. Rose miała tak samo ciemne i bystre oczy, a jej uśmiech także nie zawsze był zupełnie szczery. Teraz jednak był, a dziewczyna uśmiechała się do niego, poprawiając na udach skraj zielonej tuniki. Poza nią ubrana była w czarne leginsy i dobrane kolorystycznie do góry stroju buty. Włosy standardowo miała związane w wysokiego kucyka, a za długą grzywkę nosiła założoną, na ile mogła, za ucho.
— Dobre wieści, młody! — Klepnęła go w ramię. — Nie domyślasz się zapewne, co może być kolejną dobrą nowiną po ślubie z mężczyzną swojego życia?
— Powiedziałbym, że dzieci, ale… — Ryan urwał. Spojrzał odruchowo w dół, na jej brzuch.
— Aaaale…?
— Właściwie to zmieniłem zdanie i nie będzie dalszego ciągu. Więc… jesteś w ciąży?
Rose uśmiechnęła się radośnie i złapała Ryana za dłoń.
— Mhm. Tak! Będziesz wujkiem! — wykrzyknęła, łapiąc go za szyję i ściskając czule. W tym czasie do salonu wrócił Lenny i postawił na stoliku kawę.
Ryan pogłaskał ją po plecach, uśmiechając się. Bynajmniej nie dlatego, że kochał dzieci i zostanie wujkiem tak go jarało, ale cieszył się ze szczęścia siostry. Nie była to wieść, której się spodziewał, przez co nie bardzo wiedział, jak powinien zareagować, ale skoro Rose się cieszyła, mógł i sam podejść do tego pozytywnie.
— Super, powinienem pogratulować jeszcze „mężczyźnie twojego życia”.
— Threvor może wpaść, jeśli naprawdę chcesz — odparła, odsuwając się w końcu od brata, ale nadal trzymając go za ramiona.
Mulat w tym czasie usiadł na fotelu, przysłuchując się im w ciszy.
— Bardzo chętnie wreszcie go poznam — przytaknął Ryan, skupiając uwagę na siostrze i tylko rzucając krótkie spojrzenie Lenny’emu. — Znasz już płeć dziecka?
— Nie, ale po wstępnych badaniach wyszło, że wszystko z dzieckiem okej.
— Jeśli będzie miał najlepsze cechy Carterów, to na pewno będzie z nim wszystko okej. — Ryan zaśmiał się. — I Lenny przyniósł ci kawę — dodał dość wymownie.
Rose także się roześmiała i sięgnęła po gorący napój.
— Dzięki. — Ponownie zwróciła się do brata: — Nie wiedziałam, że z kimś mieszkasz. Czemu się nie przyznałeś? Bym więcej wam jedzenia przywiozła.
— Uuu, to mój błąd, przydałoby się. Choć Lenny często za posiłek uznaje Nutellę albo płatki. I nie wiem, na jak długo zostaje, więc pomyślałem, że poczekam z tą radosną nowiną.
— Tym bardziej, że nie mieszkam tutaj na stałe — dodał Lenny, siedząc na fotelu z jedną podkurczoną nogą. — I w ogóle, może chciałabyś coś do kawy? Co prawda niewiele mamy, ale tosty z Nutellą chyba są osiągalne.
Ryan aż zamrugał, patrząc na niego. Lenny był… potulny. Nie poznawał go. Rose za to pokręciła głową.
— Nie kłopocz się. Długo się znacie?
— Przeszło cztery lata, więc drogą dedukcji możesz dojść do tego, skąd się znamy — odparł Ryan ze znaczącym uśmiechem. — I nie, Lenny nie był klawiszem.
Dziewczyna skrzywiła usta, a Lenny uśmiechnął się przepraszająco.
— No… ale ty w sumie też byłeś w więzieniu, a jak widzę, dobre z was chłopaki — zauważyła.
Ryan skinął głową, obserwując Lenny’ego. Spodziewał się raczej, że narobi mu kłopotów swoją obecnością. I nie wiedział czemu, ale irytowało go w tym momencie jego zachowanie, mimo że powinien się cieszyć, że okazuje szacunek. Nie rozumiał tylko, dlaczego w takim razie do niego odnosił się w tak wkurzający sposób. Nie raz bez grama szacunku.
— Można tak założyć. A twój mąż nie będzie miał nic przeciwko, że jego dziecko będzie miało wujka kryminalistę i geja? — spytał z kpiącym uśmiechem.
Rose prychnęła pod nosem, przybierając bojową postawę.
— Nie ma specjalnego wyboru. Jednego już dokonał, żeniąc się ze mną. Reszta spadła na niego bez żadnego przebacz — mruknęła pewnym głosem. — Mam rację? — rzuciła do Lenny’ego, żeby ten jej ją przyznał.
— Oczywiście. Jeśli cię kocha, to nawet jakby mu to nie pasowało, źle by było, jakby robił z tego problemy.
A do tego taki rozgadany, przemknęło przez myśli Ryana, który aż rzucił mu wymowne spojrzenie. Zwrócił się jednak znowu do siostry.
— Więc jeszcze nie wie? Nie chwaliłaś się, jakiego masz dobrego braciszka?
— Coś tam wspominałam. — Westchnęła, popijając kawę. — Ale tylko o tym, że siedziałeś. Wiesz, póki nikogo nie miałeś, jakoś nie czułam obowiązku mówić mu, że jesteś gejem.
— Trafnie. Ale nie przypominam sobie, żebym powiedział, że kogoś mam. Wspominałem tylko, że mieszkam z Lennym.
Zaskoczona Rose zamrugała i zerknęła to na jednego, to na drugiego.
— To wy tylko razem mieszkacie? — zgłupiała. — Bo jesteś gejem? — spytała wprost siedzącego na fotelu mężczyzny, a ten, chcąc nie chcąc, przytaknął.
— Tak, Rosie, nie jesteśmy parą — wtrącił Ryan, dodając w myślach: tylko czasem ten drań mnie pieprzy i się całujemy.
— Tylko tu pomieszkuję od czasu do czasu — dodał jeszcze Lenny, gryząc się w język, żeby czegoś jeszcze nie dodać.
Widział, że Ryan tak nie patrzy na to, co jest między nimi, ale czuł, że przez to gorzej wypada przed jego siostrą. Nie chciał, żeby brała go za pasożyta.
— A… aha — bąknęła, nie kryjąc zaciekawionego spojrzenia, którym badała zarówno reakcję brata, jak i nowo poznanego mężczyzny.
— Rozumiem, że czujesz się zaintrygowana — zauważył Ryan, opierając się wygodniej o oparcie kanapy.
— Trochę. Zważywszy, że cię jako tako znam.
— Coś w tym jest. Więc wiesz, że dotychczas nie miałem żadnego poważnego związku.
— No, ale wiem też, że wcześniej nie miałeś tylu lat, co masz teraz i nie miałeś własnego mieszkania.
— Błyskotliwie. A z Lennym też sypiam, jeśli już musisz wiedzieć. Choć, jak dobrze zauważyłaś, już jestem duży i nie musisz się mną opiekować jak dobra, starsza siostrzyczka. Chyba że to zwykła, kobieca ciekawość.
Rose prychnęła pod nosem, szczerząc się do brata czarująco.
— Kobieca ciekawość, ale nie taka wielka, żebyś mi opowiadał, co robicie. Chcę tylko wiedzieć, czy mój mały braciszek ma dobrego faceta. Ale widzę, że chyba nie jest źle. — Zerknęła na Lenny’ego, który do tej pory siedząc cicho z boku, teraz uśmiechnął się lekko.
— Nie chciałbym, żebyś była rozczarowana — odparł polubownie.
Ryan zmarszczył brwi. To była jakaś gra? Zdecydowanie takiego Lenny’ego nie znał.
— Widzisz, uprzejmy, miły i przystojny — rzucił kpiąco. — Mam nadzieję, że jesteś uspokojona.
— Powiedzmy. — Rose zaśmiała się, marszcząc nos. — Nie chciałabym, żeby wujek mojego dziecka za tych kilka miesięcy miał inne problemy niż znajdowanie czasu na rozpieszczanie mojego skarbu.
— Coś mi mówi, że ja już rozpieszczać go nie będę musiał, bo zrobi to ktoś inny — odparł Ryan z uśmiechem, dźgając siostrę pod żebra.
Ta trzepnęła go po rękach.
— Tak, postaramy się o to z Threvorem, ale już teraz musisz mi coś obiecać. — Złapała go za dłoń.
— Co tylko w mojej mocy.
— Że będziesz nas odwiedzał. To będzie nasza rodzina. Bez tego co było, tylko my, prawdziwi Carterowie. Chcę, żebyś z nami był, nawet jeśli zmieniłam nazwisko. — Uśmiechnęła się szczerze, ściskając dłoń brata. W jej oczach było wiele pewności co do tego, co mówi.
Ryan odpowiedział i na uśmiech, i na uścisk.
— Myślę, że to nie aż takie wymagające i dam radę. — Zaśmiał się, ale dodał: — Choć liczę, że dziadek twojego dziecka nie poczuje nagłej potrzeby odrobienia zaległości i nie będę musiał uważać z tymi wizytami. Nie chciałbym, żeby mój siostrzeniec znielubił agresywnego wujka.
Rose na chwilę się skrzywiła, po czym odetchnęła ciężko, nie bacząc, że w sumie z rozmowy w ogóle wyłącza Lenny’ego.
— Spokojne, młody, uwzględnię to w grafiku.
— Byłbym wdzięczny. To za ile mam się spodziewać narodzin? — Ryan zmienił temat.
— Oj weź, dopiero co się dowiedziałam.
— Więc będę miał czas przygotować się psychicznie.
— Och tak, bo to takie ciężkie, szczególnie dla ciebie — prychnęła. — Tak jakby to miało być twoje dziecko.
— Na całe szczęście nie jest, choć moją krew będzie miało.
— Twój siostrzeniec. — Uśmiechnęła się do brata radośnie. Nagle coś zaświtało jej w głowie i zerknęła na Lenny’ego. — A ty masz jakąś rodzinę? — wypaliła, nie myśląc, jak to brzmi. Szybko jednak zreflektowała się i dodała: — Znaczy, wiesz, jakieś rodzeństwo, kuzynostwo młodsze?
Lenny wyrwany z lekkiego zamyślenia, spojrzał teraz żywiej na Rose i na Ryana. Wyglądał, jakby przez sekundę wahał się, czy odpowiedzieć, ale w końcu zwrócił się do dziewczyny.
— Miałem siostrę, Dalię — odparł krótko, nie chcąc wchodzić w szczegóły.
Ryan uniósł brwi, patrząc na mężczyznę z niedowierzaniem. Nie miał pojęcia, jak to się stało, że sam próbował wydobyć z niego jakąkolwiek informację już wiele razy i nic z tego nie było poza krótkim „ale po co ci ta wiedza?”, a Rose zapytała raz i dostała odpowiedź.
— Miło słyszeć. Jesteś lepsza niż wykrywacz kłamstw, Rosie. — Uśmiechnął się wymuszenie do siostry.
Dziewczyna zamrugała, patrząc pytająco na brata, a Lenny milczał dyplomatycznie, domyślając się, do czego pije Ryan. Nic na to nie mógł poradzić, że tak zachowywał się przy kobietach. A Rose wprawdzie była bardzo podobna do swojego brata, ale i tak była dziewczyną.
Ryan na widok spojrzenia siostry zwrócił się ponownie do niej, obierając chwilowo taktykę ignorowania mężczyzny.
— Chciałem tylko powiedzieć, że nie wiedziałem o siostrze Lenny’ego i coś mi mówi, że gdybyś tu posiedziała jeszcze kilka godzin, dowiedziałbym się o nim więcej.
— Może źle pytałeś — odparła z lisim uśmieszkiem. — Albo twój „współlokator” nie jest specjalną gadułą — dodała, zerkając na Lenny’ego.
Ten uśmiechnął się do niej, ale odpowiedział Ryanowi:
— Nigdy nie było okazji, żeby mówić o mojej siostrze. To bardzo dawne dzieje, a teraz Rose wspomniała o dzieciach i zapytała, czy mam rodzeństwo. Czemu miałbym jej nie odpowiedzieć?
Ryan rzucił mu mordercze spojrzenie.
— No właśnie, czemu miałbyś nie odpowiedzieć, kiedy ktoś pyta? — zironizował.
Rose była skonfundowana tą wymianą zdań.
— O co chodzi? — spytała prosto z mostu.
— O nic — odpowiedział od razu Lenny. — Najwidoczniej twojego brata irytuje moja osoba dzisiejszego dnia. Wybacz — dodał, wstając, żeby wyjść z salonu.
Ryan spojrzał za nim, faktycznie zirytowany. „Wybacz”. Nie poznawał go. Rose za to odprowadziła mężczyznę wzrokiem aż do drzwi sypialni. Dopiero potem spojrzała na brata.
— Jeszcze raz spytam. O co chodzi?
— Jak powiem, że nieważne, to odpuścisz? Nie chciałbym wnikać w osobowość Lenny’ego, bo najwyraźniej nie znam go dobrze — mruknął Ryan, patrząc z niezadowoleniem na drzwi, za którymi zniknął mężczyzna.
— Wybacz, braciszku, ale chyba znasz mnie na tyle dobrze i wiedząc jeszcze, że jestem kobietą, powinieneś przewidzieć, że nie odpuszczę. No i o co ci chodzi z tym, że nie znasz go dobrze? Ile razem mieszkacie? Sądząc po bałaganie, chyba więcej niż tydzień.
— Bardzo dobre spostrzeżenie. — Uśmiechnął się krzywo. — Jakiś miesiąc, bym powiedział. A nie znam go dobrze, bo jakimś trafem mnie nie zwierza się, tak jak tobie.
— Przypadek?
— Nie przemawia do mnie — przyznał i odchylił głowę na oparcie kanapy, mocno zdenerwowany. — Ale nie przyszłaś rozmawiać o moim współlokatorze, siostrzyczko.
— Fakt. Chciałam jeszcze spytać, kiedy w końcu nas odwiedzisz, a nie tylko ja do ciebie przyjeżdżam.
Ryan zamyślił się. Tak właściwie, mimo że często kłócili się, kiedy jeszcze mieszkali razem w domu rodzinnym, Rose była jedyną osobą, z którą widywał się podczas wizyt w więzieniu. Miło mu się z nią gadało, choć po wyjściu często się nie spotykali. Wiedział jednak, że tyle wystarczy, żeby przypadkiem się nie pozabijali. Rose niewiniątkiem nie była.
— Przyjadę, kiedy mnie zaprosisz. — Uśmiechnął się. — Mówiłem, że chętnie poznam twojego męża i choć ja nic zarzucić temu mieszkaniu nie mogę, Threvor mógłby mieć coś przeciwko mojej i Lenny’ego bieliźnie pod nogami.
— W takim razie zapraszam na niedzielę na obiad. Zaprosiłabym też twojego „współlokatora”, ale jeśli to tylko współlokator, to poczekam na zmianę statusu — zakpiła ze słodkim uśmiechem.
— Uuu, albo za bardzo ci się spodobał — w końcu taki milutki, dodał Ryan w myślach — albo chcesz mnie uszczęśliwić na siłę. Ale skoro na obiad zapraszasz, to chętnie wpadnę.
Rose ściągnęła brwi, urażona jego uwagą.
— Do czego niby zmierzasz? Nie próbuję cię uszczęśliwiać na siłę, tylko interesuję się twoim życiem, bracie — podkreśliła ostatnie słowo. — W przeciwieństwie do ciebie.
— Sugerujesz, że ja nie interesuję się twoim?
— A interesujesz? — spytała z nieszczerym uśmiechem.
— Nie, skąd. Przecież te telefony, które sporadycznie do ciebie wykonuję to tylko dla pozoru i wcale mnie nie obchodzi twój mąż. Chcę przyjechać tylko na obiad, nażreć się, że tak się wyrażę, i wrócić do domu — zakpił Ryan. Był wystarczająco zirytowany zachowaniem Lenny’ego, żeby oszczędzić siostrze takiej odpowiedzi.
— W takim razie wpadnij się nażreć w niedzielę po czwartej — odparła z równą uprzejmością i kpiną w głosie. — A co do mojego męża, to już ponad dwa miesiące, odkąd miałeś okazję i możliwość go poznać osobiście, a nie tylko z moich wyczerpujących, telefonicznych relacji.
— Jak cię tak słucham, Rosie, to mam wrażenie, że twój mąż już jest zapoznany z pewną cechą Carterów i wcale go sobą nie zaskoczę. — Ryan zaśmiał się.
Dziewczyna uśmiechnęła się obłudnie i pochyliła do brata.
— Tak? Jaką? — spytała niewinnie.
— Myślę, że drwina w twoim słodkim głosie mówi sama za siebie — odparł. Skorzystał z jej pozycji i uszczypnął ją w policzek, zostawiając czerwony ślad.
Rose od razu trzepnęła go w dłoń jak nieposłusznego, młodszego brata, który podkrada jej rzeczy z pokoju.
— Łapy precz, młody. Nie pozwalaj sobie! — fuknęła, po czym wstała z kanapy. — I nawet nie myśl, że wywiniesz się z niedzieli. Masz być albo mnie popamiętasz. A teraz wstawaj i odprowadź mnie do drzwi — zażądała z pełnym rozbawienia uśmiechem na ustach, nieporadnie skrywanym pod fasadą złości.
Ryan ruszył za nią do przedpokoju.
— Rozumiem, że mam się bać kobiecego gniewu. Zapamiętam. I zrób coś mięsnego, jak możesz. Wiesz… muszę się nażreć — dodał wymownie, pijąc do jej wcześniejszych słów.
— Oczywiście — odparła, klepiąc go po policzku dość mocno z krzywym uśmiechem wrednej, starszej siostry. — Tylko przyjdź, bo naprawdę się wścieknę.
— Myślę, że nawet przyjadę, bo blisko nie mieszkasz, z tego co mi wiadomo.
Rose przewróciła oczami, stojąc już w drzwiach.
— Jak zawsze czepliwy do granic możliwości. Jeśli Threvor przetrwa naszą dwójkę na raz, to naprawdę nie pożałuję, że za niego wyszłam.
— Zobaczymy jeszcze, czy to on jest godny ciebie — odparł Ryan znacząco.
— Jest. A teraz spadam — dodała i ruszyła do samochodu. — I pamiętaj, o czwartej!
Ryan puścił jej oczko, uśmiechając się jeszcze na pożegnanie, po czym zamknął drzwi. Od razu z jego twarzy zniknęły resztki rozbawienia, kiedy ruszył w stronę sypialni, gdzie spodziewał się zastać Lenny’ego.
Gdy otworzył drzwi, zobaczył mężczyznę leżącego brzuchem na łóżku. Przeglądał jedną z gazet chłopaka i odwrócił się do niego od razu, kiedy go usłyszał.
— Hmm?
Ryan stanął w progu, patrząc na niego z wyraźną irytacją.
— Powiedz mi, proszę, co to miało być.
Lenny zmarszczył brwi w pytającej minie i przekręcił się na bok.
— Co miało być?
— No, nic takiego — zakpił Ryan. — Może poza tym, że widać, jak chcesz, to potrafisz okazać szacunek? I bardzo się cieszę, że byłeś miły dla mojej kochanej siostry, ale nie obraziłbym się, gdybyś choć czasem szanował moje słowa tak jak jej. I nie wiem niestety, czy to był teatr, żeby mi dogryźć, czy naprawdę umiesz być takim potulnym facetem, ale którekolwiek z tego jest trafne, trochę, ujmując dyskretnie, mnie wkurwia, bo w porównaniu do mojej siostry traktujesz mnie jak jakąś szmatę — warknął.
Mulat ściągnął jeszcze bardziej brwi, starając się nadążyć za potokiem słów wypowiadanych przez chłopaka.
— W sensie, że jesteś zły o to, że byłem miły dla twojej siostry?
— Nie, jestem zły, że moje zdanie masz w dupie, a jak widać, potrafisz się wysilić, żeby było inaczej. Nie wiem nawet, czy warto dodawać, że najwyraźniej moja siostra może więcej wiedzieć o facecie, z którym się pieprzę, niż ja sam!
Mężczyzna odetchnął ciężko, unosząc się na łóżku.
— Ty wiesz więcej, z tego co wiem, chyba że masz przy niej wyjątkowo długi ozór i pleciesz o wszystkim.
— Myślę, że fakt, że Rose była zaskoczona twoją obecnością, wystarczająco świadczy o tym, że nie „plotę”. — Ryan uśmiechnął się krzywo. — Miło jednak widzieć, jak się przed nią tak otwierasz. Może się z nią, kurwa, ożeń?
— Już ma męża — burknął Lenny, wstając z łóżka. — Opanuj się, do cholery. Nie masz o co się wściekać.
— No tak, powrócił dawny Lenny, bo przecież po co się wysilać, jak można mnie olać, co? — warknął Ryan, zirytowany jego ignorancją i brakiem szacunku, który teraz mu się wyraźnie rzucał w oczy.
— Nie ma po co się wysilać. Nie mam po co, tak samo jak ty nie masz po co się wkurwiać! — syknął mężczyzna, podchodząc do chłopaka. — Rose już poszła, że robisz takie sceny?
— Tak, poszła. Nie wiem, czy nie żałować. Może dowiedziałbym się jeszcze czegoś o tobie, bo nie mam na to szans, samemu pytając — zironizował rozdrażniony Ryan.
— Odpowiedziałem na jedno jej pytanie! — odparował Lenny, zaczynając się samemu irytować tą rozmową. Czy Ryan ze wszystkiego musiał robić problem?! Wierzył, że gdyby był niemiły dla Rose, też by się wściekał. Tak źle, tak niedobrze!
— Od razu. Ja mam czasem wrażenie, że musiałbym cię przypalać, żebyś coś wykrztusił! — Ryan sam nie wiedział, dlaczego akurat tego się przyczepił, ale denerwowało go, że mężczyzna tak lekko rozmawiał z jego siostrą i wydawał się otwarty jak książka. Chciał sam więcej o nim wiedzieć, a ten drań na ogół olewał jego pytania.
Lenny odetchnął ciężko.
— No co ty? A ty o wszystkim mi mówisz — odbił piłeczkę z równą kpiną.
— Wiesz tyle, ile chcesz wiedzieć. Ja nawet nie mam pojęcia, gdzie znikasz na kilka dni ani czy twoja rodzina żyje! A ty się podlizujesz mojej, pomijając fakt, że mnie samego masz aż zbyt często w dupie.
— Ciebie mam nad wyraz rzadko w dupie, ty mnie masz częściej — odparł Lenny, mając już dość tej bezsensownej rozmowy.
Ryan zacisnął zęby i pchnął go agresywnie w klatkę piersiową.
— I to ci wystarcza, tak? Masz kogo ruchać, a szacunek to taka drugorzędna sprawa, że można ją pominąć? Skurwysyn pieprzony!
Lenny oblizał usta, starając się nad sobą panować.
— Masz zamiar się ze mną teraz, kurwa, kłócić o takie pierdoły?
— Pierdoły? Jak dla ciebie pierdołą jest fakt, czy zasługuję na szacunek, czy nie, to bardzo miło z twojej strony. — Ryan wykrzywił usta, coraz bardziej nakręcony złością. — Znowu, kurwa, bagatelizujesz, co do ciebie mówię.
Lenny rozłożył ręce na boki i skinął na niego wyzywająco.
— Och, bo to, kurwa, zawsze jest takie istotne! Pieprzysz od rzeczy i czepiasz się każdego szczegółu. Ni chuj nie można ci dogodzić. Tylko kiedy cię rucham, masz mniej do gadania!
Ryan momentalnie zarumienił się na policzkach, po czym pchnął znowu Lenny’ego, tym razem już przytrzaskując go do ściany. Złapał go przy tym mocno za szczękę, patrząc mu z bliska w oczy ze złością.
— No tak, bo jesteś zadowolony, kiedy nic nie mówię? Bo przecież liczy się tylko moja dupa, skurwielu?
— Fajnie, kiedy krzyczysz — odmruczał Mulat z bezczelnym spojrzeniem, bez strachu, że chłopak może go uderzyć. Wyglądał, jakby panował nad sytuacją.
Ryan spojrzał na niego mściwie. Sekundę później złapał go za bluzkę, odrywając go od ściany i przytrzaskując do niej mocno jeszcze raz, aż Lenny uderzył o nią boleśnie plecami.
— O tym, kurwa, mówię! Nie traktuj mnie jak szmatę! — Aż drżał ze zdenerwowania.
Lenny zawarczał, zaciskając zęby. Zabawa dla niego najwyraźniej się skończyła, bo złapał Ryana za nadgarstki i odciągnął jego ręce od siebie.
— Jak wrzeszczącą, histeryzującą szmatę! — Sam pchnął go do tyłu, rzucając nim na materac. Stanął nad nim w nogach łóżka. — Taką, której jednak trzeba od zajebania wiele, żeby ją zadowolić.
Ryan uniósł się, patrząc na niego wściekle.
— Chciałbym, kurwa, zauważyć, że wydajesz się mieć w dupie jakiekolwiek zadowolenie mnie. A jak ci tak ciężko, to wypierdalaj i szukaj mniej histerycznej szmaty! Najlepiej w pierdlu! Tam każda rozjechana dupa była na twoje zawołanie i tyle nie „wrzeszczała”!
Lenny pochylił się nad nim i pchnął go znowu w klatkę piersiową, żeby chłopak ponownie upadł na plecy. Pochylił się nad nim nisko i wyszeptał mu w usta, omal ich nie muskając swoimi:
— Tylko że ja, kurwa, lubię to twoje „wrzeszczenie”… Ryan — syknął, po czym wyprostował się i chwyciwszy kilka pierwszych lepszych rzeczy z podłogi, zaczął je upychać do torby leżącej pod ścianą.
Chłopak, oddychając ciężko ze złości, wstał z łóżka. Obrzucił tylko Lenny’ego zaciętym spojrzeniem i wyszedł z sypialni. Widząc, że Ryan pierwszy opuścił ich „pole walki”, Lenny sapnął i wolniej zaczął pakować ubrania. Kiedy już przebrał się w ciuchy do pracy, zerknął na zegarek i zarzucił torbę na ramię. Wyszedł z sypialni. Ryan nawet na niego nie spojrzał, uparcie gapiąc się na Jaya, którego głaskał po futerku na brzuchu, siedząc po turecku na podłodze przed kanapą.
Lenny odetchnął ciężko.
— Idę do pracy — poinformował chłopaka, nie wierząc nawet, że ten jest tym jakkolwiek zainteresowany.
Ryan tylko odmruknął coś, skupiając całkowitą uwagę na kocie. Przynajmniej pozornie, bo i tak widać było, że myślami jest gdzie indziej.
Lenny prychnął i pokręcił głową. Bez zbędnych słów wyszedł z mieszkania.

20 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 87 – Dżentelmen

  1. Shivunia pisze:

    Mocca, Pankotolak >> widzę że „- Tylko że ja, kurwa, lubię to twoje „wrzeszczenie”… Ryan ” to zdanie się naprawdę dużej liczbie osób spodobało. czuje się jak napuszony pawik ;3

    Mocca >> „Katka, Lenny zazdrosny o Ryana hasającego z nowym byczkiem? Cała ekipa
    w jednym rozdziale? Zdajesz sobie sprawę, że teraz będzie mi to uparcie
    chodzić po głowie? ;D” jak cie to pocieszy, to mnie też teraz chodzi to po głowie. I hahaha Lenny i Ryan na placu zabaw pilnujący dzieciaka Rose. hehehe, ta wizja mnie rozwala na łopatki. Ryan wykłócający się z przedszkolanką, albo Lenny podsadzający dzieciaka do drabinek, albo pokazujący mu jak wisieć na nich z głową w dól.

    Pankotolak >> Biedny Threvor, co nie?Ja osobiście mu współczuje takiej rodzinki. Jeszcze ta tak „doskonale” w całości się dogaduje. Pięknie. „Cóż wziąłem stronę samiczki czyli ryan’a :)” Ryan by cie chyba udusił za tą samiczkę, ale hehehe, urocze. Kicia się wkurzyła na swojego kocurka. Pytanie kto będzie bardziej niecierpliwy. Lenny z jego potrzebami czy Ryan i jego „(…) świąd prostaty zwycięży nad godnością własną u Ryana.” Boski tekst tak btw ;)

  2. pankotolak pisze:

    Rose i Ryan … jakie to szczęście, że nie mają już innego rodzeństwa ? Nie mają ??? Prawda ???
    Ten duet jest straszny :) Bez słownika Cartero – jakiegokolwiek ciężko :))
    Czy Threvor przetrwa tą parkę ? Bo Lenny już sobie nagrabił :))
    Wzajemne niezrozumienie osiągnęło dziś nowy poziom, i to Tylko dzięki zdolnością Rose :)
    Panowie przynajmniej powiedzieli sobie co nie co. Choć czy zrozumieli ?
    Jeden nie rozumie co mówi drugi, drugiemu wydaje się, że jest traktowany jak ostatnia wywłoka, wypominają sobie co wredniejsze fakty …. Nikt normalny po takiej wymianie informacji nie byłby w stanie tworzyć jakiejkolwiek więzi …
    No właśnie nikt normalny, ale oni nie są normalni :) Mam wrażenie iż kolejny raz zdejmują maski, albo jak te ruskie babuszki matrioszki powoli pokazują wnętrze :) Poniżenie, niezrozumienie,brak potrzeby komunikacji – jednym słowem rozdzielić ich natychmiast :) A tu leci tekścik typu wyznanie miłosne numer 1
    „- Tylko że ja, kurwa, lubię to twoje „wrzeszczenie”… Ryan ”
    Czy to wysapane coś starczy aby stworzyć z nich parkę ? Gdyby nie pewność co do zamiaru autorek to miałbym spore wątpliwości.
    Jakoś wyjątkowo w tym odcinku stopień poniżenia Ryana był duży. Spowodował , że wybaczyłem mu jego ‚dziwactwa’ i jakoś ten seksowny kurdupelek z dredami o przerośniętym samczym ego i sporymi brakami w umiejętności zrozumienia jakichkolwiek wypowiedzi podpadł mi !
    Cóż wziąłem stronę samiczki czyli ryan’a :)
    Ale jeszcze wiele nie wiemy o Lennym , no i pewnie Rose namiesza :)
    Albo zwyczajnie świąd prostaty zwycięży nad godnością własną u Ryana.
    A miało być w miarę dobrze dla bohaterów opowiadania :)

  3. Mocca pisze:

    Katka, Lenny zazdrosny o Ryana hasającego z nowym byczkiem? Cała ekipa
    w jednym rozdziale? Zdajesz sobie sprawę, że teraz będzie mi to uparcie
    chodzić po głowie? ;D
    Po tych wszystkich coming outach, kłotniach, porwaniach i co tam jeszcze, w
    waszych opowiadaniach zapanował spokój. I to większości taki jakiś sielski.
    (Od razu zaznaczę: Ja nie narzekam! Ale te wahania nastrojów są straszne. ;)
    Teraz kryzysik u Ryana i Pantery.
    Zobaczymy jak długo będą się na siebie boczyć. I jak się dogadają. Bo jakoś nie
    wyobrażam sobie, żeby ich godzenie się było tak widowiskowe jak w wykonaniu
    Jimmiego i Walta. XD
    Ryan będzie wujkiem! Rose jako matka, Ryan i Lenny jako wujkowie. To będzie mały szatan. ;3
    Lenny jest coraz bardziej interesujący. Podrzucacie same szczątki informacji o
    nim i zaostrzacie apetyt. Popieram Ryana, szkoda, że Rose się zmyła. Może
    wyciągnęłaby od Lenny’ego coś więcej. A ta potulność… Słodki był. Na sam
    koniec kłótnia, ale jakaś taka… nie „kłótniowa” (Słowotwórstwo w moim
    przypadku powinno być zakazane.)
    „Tylko że ja, kurwa, lubię to twoje „wrzeszczenie”… Ryan.” Tak, tak, tak!
    „Tylko tu pomieszkuję od czasu do czasu – dodał jeszcze mulat, gryząc się w język, aby czegoś jeszcze nie dodać. Wiedział, że Ryan tak nie patrzy na to co jest między nimi, ale czuł, że przez to gorzej wypada przed jego siostrą.” Więcej tej dwójki, wiecej. Żeby Ryan wreszcie zrozumiał.

  4. Katka pisze:

    Floo, oj tam od razu zazdroooość… XD Chodzi o zasady! Ryan stara się w to wierzyć.

    Seiridis, haha, ale szantaż emocjonalny XD Ale z moich obliczeń wynika, że 30 grudnia będzie FDTS. Chyba, że przez święta nadejdą jakieś nieprzewidziane zmiany.

  5. Seiridis pisze:

    haha, bardzo bym chciała, Katko :DDD

    ale ten… nie żebym coś, mówiła, ale kiedyś już zaburzyłyście ciąg XD
    nie będę się dopraszać teraz, ale może na moje urodziny? :} 29 grudnia? :}}}

  6. Floo pisze:

    Ojej nie sądziłam że Ryay, tak da po sobie pokazać zazdrość:D I nikt mi nie wmówi że on jest po prostu zazdrosny że Lenny od tak odpowiedział na pytanie jego siostry a jemu nie XD.
    Ryan byłby wściekły sam na siebie jakby zdał sobie sprawę że tak się przestał kontrolować z zazdrością której on przecież wcale nie czuje XD.
    Chociaż lubię pozostałe opowiadania to i tak nie mogę się już doczekać następnego rozdziału FDTS ja po prostu kocham te pary :D (no gołąbki toleruje bo mnie od nich zęby bolą XD)

  7. Katka pisze:

    Seiridis, nie możemy burzyć harmonii, więc na FDTS musisz poczekać XD Aczkolwiek miło strasznie, że tak wyczekujesz. I bardzo nam się podoba Twoja hierarchia wartości jeśli chodzi o postacie XD Jest ciekawa. No i jasne, że rozumiem, że wolisz czytać o ulubionych… ale może wkrótce będzie można czytać o całej pace na raz…? :)

  8. Seiridis pisze:

    wiem, jestem okropna, bo wy tak staracie się o postaci poboczne i żeby miały one swój charakter i był fajne i ogólnie, żeby nie było monotonnie, a ja tu wymadzam wam jeszcze, ale co ja poradzę, że ja po prostu ich uwielbiam (szczególnie ostatnio ranking wygląda tak:
    1)Ryan i Lenny – HOT :D
    2) James i Walter – Walt ma podobne upodobania + ta para jest doprawdy urocza
    3) Alex i Jason – za to, jakie przeobrażenie potrafi przejść Alex (z zimnej królowej w gorącego i wrażliwego mimo wszystko, choć raczej nie pokazującego tego po sobie często kochanka) i za to, że widać po prostu miłość między nimi, i iskierki, i oddanie Jasona, i poświęcenia Alexa, i to jak się przy Jasonie zapomina)

    Ale nie myślcie, że nie widzę innych postaci – widzę. Tylko gdy mam do wyboru czytać o ulubionych, albo o takich, których losy są mi obojętne i które i tak zaraz znikną – wolę czytać ZDECYDOWANIE o ulubionych :D

    no :D

  9. Seiridis pisze:

    :c:c:C

    jak trochę mnie kochacie, to dodajcie kolejny rozdział fdst (z Ryanem i Lennym, żebym nie trafiła na rozdział, w którym będzie wkurzająca Katy, Rush, przewrażliwiony Charlie… ktokolwiek poza Alexem i Jasonem, Ryanem i Lennym [o pary chodzi] jest mniej mile widziany… xD wiem, jestem okropna] albo NBTS z zahukanym sweet Timmym i seksownym, oddanym, zboczonym i świetnym prawnikiem Waltem

    te rozdziały zdecydowanie za szybko się czyta, a kłótnie między kochankami, którzy się jeszcze nie dotarli i są stosunkowo świeżymi postaciami, przyprawiają mnie o psychiczny i niemal-fizyczny orgazm :D

  10. Katka pisze:

    InnerVision, oooj, wcześniejszy faktycznie był krótki, ale ten miał standardową długość, jeśli chodzi o rozdziały :) I nie głódź się! XD Potem będziemy miały wyrzuty sumienia…

    Elis, och, tak, oni są skłonni powiedzieć za dużo, ale kto wie, czy to nie byłoby właśnie dobre :) W każdym razie cieszę się, że przeszły Cię ciarki, haha, bo mnie też, kiedy to pisałyśmy XD

  11. Elis pisze:

    Wyszła Wam bardzo fajna rozmowa rodzeństwa. Ryan zostanie wujkiem. :) W sumie zastanawiam się, jak Threvor zaopatrywał się bezie na szwagra geja.
    Lenny był taki inny przy Rose. W sumie zachował się dobrze. Kawę podał.
    Podobała mi się kłótnia Lennyego i Ryana. Kiedyś, albo powiedzą za dużo i to będzie koniec, albo zacznie się związek na pełną wyłączność. Na coś czego pragnie Ryan. Powiedzą sobie wszystko, co, jak dlaczego, co czują…
    „- Tylko że ja, kurwa, lubię to twoje „wrzeszczenie”… Ryan” Aż ciary przyjemności przeszły po plecach. Lubi nie tylko wrzeszczenie, ale i jego całego. :)

    Przyłączam się do InnerVision, rozdziały są zdecydowanie za krótkie. Ciągle mi mało. :)

  12. InnerVision pisze:

    Wiecie jaki jest największy minus Waszych opowiadań? Rozdziały są strasznie krótkie. Szczególnie ostatnio. Czuję się niedosycona po tym rozdziale. I teraz znowu mamy czekać AŻ 9 DNI na pojawienie się nowego rozdziału?!
    Ogłaszam strajk głodowy.

  13. Katka pisze:

    Margo, haha, a jak że kochającym :D Tylko czasem sobie dogryzają, hehe. Ale to taki typ charakterów, a raczej… jakie rodzeństwo sobie nie dogryza? No i widzę, że zaskoczenie postawą Lennego się udało :)

    Shinu, nie dziwię się, że Katy nie raz wkurza – w końcu jest dość skrajna w swoich zachowaniach. A miło że siostrzyczka Ryana przypadła do gustu. Może dlatego, że jest dojrzalsza. I „Kłótnia chłopaków była seksowna.” haha, to miło XD W ogóle jakoś tak fajnie… „seksowna kłótnia”. Podoba mi się.

    Nela, a myślę, że możesz się tego kiedyś doczekać… :)

  14. nela pisze:

    Lenny na początku był taki uroczy ( :D ), a potem znowu zaczął mnie wkurzać.
    Przydałaby się scena zazdrości ze strony Lennego. Może gdyby Ryan poznał kogoś, Lenny docenił by, że może mieć takiego świetnego faceta <3

  15. Shinu pisze:

    Och! Ja po prostu kocham ten rozdział! Lenny w takim wydaniu jest boski, chociaż wolę jego „ja” które pokazuje Ryanowi.
    Siostra Ryana jest po prostu genialna. To chyba jedyna z kobiecych postaci jaką lubię, że lubię, bo Katy tez lubię, ale czasami mnie wkurza >_>
    Kłótnia chłopaków była seksowna. I to bardzo. Uwielbiam ich jak się kłócą i kiedy Ryan się rumieni. Cały czas czekałam tylko na jakiś agresywny atak Lenny’ego na Ryana z pocałunkami czy coś… ale cóż, nie można mieć wszystkiego ;D
    Tak na prawdę o nawet nie wiem czyja stronę obrać w tej kłótni, bo obaj mają po części rację. Rozumiem tą „zazdrość” Ryana i jego problemy z szacunkiem i takie tam, ale facet wydaje się nie zauważać tego jak Lenny czasami się stara >_> Za to Lenny ma rację co do tego, że Ryana trudno zadowolić i że robi problemy z niczego, jednak czasami mógłby się postawić na miejscu Ryana i być trochę bardziej wyrozumiałym… cóż, ogłaszam remis xD

    „- Tylko że ja, kurwa, lubię to twoje „wrzeszczenie”… Ryan” w tym momencie zaczęłam piszczeć <33 Więcej, więcej, więcej RxL! ;3

  16. Margo pisze:

    Taki Lenny to dopiero niemałe zaskoczenie – grzeczny, uprzejmy. To, że poszedł zrobić kawę siostrze Ryana – rzuca się w oczy, że darzy kobiety ogromnym szacunkiem. I miło tak dla odmiany widzieć go takiego. Ryan rzeczywiście musiał przeżyć szok i oni bez kłótni to jakby nie mogli istnieć, ciekawe czy Lenny kiedyś zmieni do niego nastawienie i zacznie go traktować bardziej wg standardów swojego „współlokatora”.
    Idąc za komentarzem „kkohaku” też stwierdzam, że rozmowa siostry z bratem okazała się przyjemnym zabiegiem, który wprowadziłyście. Na początku myślałam, że będzie to nie wiadomo co, ale w końcu ich wymianę zdań przyjemnie się czytało, czuć, że są kochającym się rodzeństwem XD

  17. Katka pisze:

    Kohaku, hehe, tak, Rose i Ryan to po jednych pieniądzach XD Dobrze, że widać podobieństwo. I zapewniam, że jeszcze nie jedna kłótnia czeka chłopców :) Chociaż co do morderstwa – wg mnie nigdy nie jest w słusznej sprawie. Ludzi się nie zabija i już XD

  18. kkohaku pisze:

    Rose jest na prawdę uroczą osobą i podobną z charakteru do Ryana :) Ogólnie fajnie, że w tym samczym świecie pojawił się kobiecy akcent xD Taki powiew porządku w chaosie xD Rozmowa rodzeństwa była na prawdę ciekawie napisana :) Od razu widać, że ta sama krew w nich płynie.
    Inna strona Lennego miło zaskoczyła. W sumie to daje obraz w zasadzie porządnego faceta, który tak na prawdę wyznaje całkiem sensowne zasady. Tylko, że jak się wkurzy to potrafi wręcz ”zabić”. A morderstwo było w słusznej sprawie, a nie że jest to wynik psychopatycznych skłonności mężczyzny.
    Niech się kłócą chłopcy, dzięki temu bardziej dotrą do siebie i wyjaśnią parę spraw.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s