Fire Dragon Tattoo Studio – 84 – Wymiana informacji

Widząc, że światło się świeci, Ryan nie szukał kluczy, tylko wszedł do domu i już od progu powitał zawsze wiernego Jaya. Uśmiechnął się, podrapał go za uszami i zdjął buty. Od razu skierował się do kuchni, żeby włożyć lody do zamrażalnika. Było ciepło, pewnie zdążyły się trochę roztopić.
Z salonu słyszał dźwięk włączonego telewizora, a z łazienki prysznica. Ciekaw był, czy Lenny zawiózł Chrisa do domu, czy nie… Ale to mogło zaczekać. Schował lody, ciasto czekoladowe i piwo dał lodówki, a popcorn rzucił na szafkę. Po tym poszedł do salonu i usiadł na kanapie, odwracając głowę w stronę telewizora.
Po kilku minutach gapienia się na skąpo ubrane tancerki, które teoretycznie miały być tylko tłem dla wokalisty w teledysku, usłyszał, że jego współlokator skończył prysznic. W następnej chwili do salonu wszedł ciemnoskóry mężczyzna w krótkim, białym ręczniku na biodrach. Szczupły, umięśniony, bujający się przy każdym kroku, a do tego wszystkiego jeszcze wilgotny od wody. Ryan nieświadomie się na niego zapatrzył. Lenny był sto razy bardziej seksowny, idąc, niż te wszystkie półnagie tancerki razem wzięte wyginając się na scenie.
Mężczyzna, ujrzawszy go na kanapie, uśmiechnął się i podszedł bliżej.
— No i już wróciłeś — zamruczał, stając za kanapą i pochylając się nad oparciem do Ryana. — Kupiłeś?
— Tak i zostawiłem w kuchni — odparł chłopak, unosząc się. — I jak już zwolniłeś łazienkę, pozwól, że też wezmę prysznic. A ty możesz przejrzeć kanały, czy leci coś godnego obejrzenia.
Mulat skinął głową, obserwując go czujnie zielonymi oczami. Jakby na niego polował albo chociaż chciał go zjeść. Nim Ryan wstał do końca z kanapy, chwycił go za ramię i przyciągnął do siebie, cmokając w usta.
— Idź — zamruczał i puścił go, a Ryan oblizał usta.
— Dzięki za pozwolenie — odparł i poszedł do łazienki.
Lenny uśmiechnął się tylko pod nosem, obszedł kanapę i usiadł na niej. Wziął pilot, zarzucił nogi na stolik i zaczął przeszukiwać kanały. Zdążył przejrzeć większość stacji sportowych, znaleźć kilka nudnych, głupawych talk-show i filmów przyrodniczych, nim z łazienki wyszedł Ryan w granatowych bokserkach. Stanął w progu, zerkając na telewizor.
— Piwo? I znalazłeś coś? — rzucił w stronę Lenny’ego.
— Piwo tak. Czy znalazłem? Nie. Chyba że interesuje cię podwodne życie rozgwiazdy i jej mordercze skłonności. I jeszcze jest kilka głupawych komedii i film historyczny o H. H. Holmesie.
Ryan zmarszczył brwi.
— Film o seryjnym mordercy? Uuu, będzie romantycznie — odparł z kpiącym uśmieszkiem i poszedł do kuchni po dwie butelki piwa. Po namyśle wziął też paczkę popcornu.
Lenny zaśmiał się i nastawił kanał, na którym za kilka minut miał się zacząć horror. Na razie leciała reklama płynu do mycia naczyń.
— Jeśli chcesz romantycznie, to było kupić jeszcze świece i obejrzelibyśmy „Przeminęło z wiatrem”!
Ryan wszedł do salonu i podał mu jedną butelkę, siadając obok. Popcorn rzucił na razie na kolana, żeby otworzyć najpierw piwo.
— Dlaczego o tym nie pomyślałem? — Westchnął z udawanym przejęciem i popatrzył na reklamę płynu. — A w to powinniśmy zainwestować.
— Ja nie zmywam — zarzekł się od razu mężczyzna, sięgając po popcorn i otwierając go. — Ale resztę też kupiłeś? — spytał i napił się z butelki, kiedy tylko ją otworzył. Kapsel wylądował na podłodze.
Ryan swój odrzucił na stolik i napił się duszkiem piwa, zanim odpowiedział.
— Tak, kupiłem prawie wszystko. — Patrzył na ekran, nie na Lenny’ego. — Choć i tak nie wiem, kto to wszystko zje.
Mulat za to zerknął na Ryana, nie zwracając uwagi na to, że film się właśnie zaczynał. Zmrużył oczy i przysunął się do chłopaka. Rękę, w której trzymał piwo, zarzucił za plecy Ryana, na oparcie kanapy, a drugą położył na jego brzuchu.
— Ty… i ja — zamruczał, przesuwając palce w dół, aż do linii jego bokserek. — Nie kupiłeś nachosów, co? — spytał domyślnie z uśmiechem w kąciku ust.
Chłopak spojrzał na niego od razu, a potem na jego dłoń na swoim brzuchu.
— Trafny strzał — odparł defensywnie i wskazał na ekran, żeby skierować rozmowę na inny temat. Zrobiło mu się gorąco. — I coś mi mówi, że w planach było oglądanie mordercy na ekranie, a nie bycie obmacywanym przez jednego.
Lenny także zwrócił spojrzenie na ekran. Facet w paskudnym meloniku i surducie właśnie rozmawiał z jakąś blondynką.
— Wydaje mi się jednak, że jestem przystojniejszy. — Westchnął i ścisnął krótko, ale mocno krocze chłopaka. Po tym wstał, jak gdyby nigdy nic. — Też chcesz lody? — spytał, idąc już do kuchni i popijając piwo.
— Tak, proszę.
Obecność Lenny’ego aż za bardzo na Ryana działała. I był zły na siebie. Wygłupił się z tymi nachosami. Przecież to było takie jednoznaczne. Jak otwarcie klatki w zoo i naiwne liczenie, że pantera nie wyjdzie i go nie zje. Lenny przecież mówił, że zamiast nich weźmie sobie coś innego.
Po kilku chwilach do salonu wrócił jego współlokator. Z piwem i dwoma kubkami pełnymi lodów cytrynowych.
— Uwielbiam je. Słodkie, kwaśne, idealne — zamruczał, opadając na kanapę obok Ryana i oblizując wąskie usta. Aż przełknął ślinę, patrząc na swoje lody.
Chłopak odłożył na stolik niedopite do końca piwo i wziął od niego jeden kubek.
— Wolę truskawkowe, ale te też mogą być. Choć raczej bym założył, że wolisz czekoladowe, nie owocowe — zauważył, zerkając na mężczyznę, który już wpakował sobie łyżkę lodów do ust. Piwo wsunął między uda, żeby się nie wylało.
— Mmm? — spytał z pełnymi ustami.
— Tyle tej czekolady zjadasz, że myślałem, że w formie lodów też wolisz — uściślił Ryan, jedząc powoli swoje. Były dobre.
Zerknął profilaktycznie na ekran, żeby wiedzieć, co się dzieje. Lenny najwidoczniej też nie był za bardzo zainteresowany filmem. Wydawał się skupiony całkowicie na pożeraniu swoich słodkości.
— Mmm… Możliwe. Ale czekoladę wolę ciepłą, a lody zimne — wyjaśnił, już skrobiąc łyżeczką po dnie kubka.
Ryan uśmiechnął się, widząc to. Szybko mu szło.
— Chyba już wiem, dlaczego chciałeś dwulitrowe — zauważył. Sam miał jeszcze prawie pełen kubek. Nie, żeby nie przepadał za słodkim, ale nigdy nie lubił w dużych ilościach.
Lenny za to bardzo sprawnie sobie z tym radził. I w ogóle z jedzeniem. Nawet spalonym. W końcu odłożył kubek na stolik i popił lody piwem, po czym sięgnął po garść popcornu.
— Mm… Cholera jasna, to jest dobre — zamruczał jakby do siebie, ale dość głośno.
— Co konkretnie? Piwo, popcorn, lody, czy film…? Ale co do ostatniego mam wątpliwości. Facet niestety jest obrzydliwy — zauważył Ryan, opierając się wygodniej.
Lenny zaśmiał się pod nosem, obserwując rozmówcę. Kiedy ten już wyjął łyżeczkę z ust, sam nachylił się do niego i pocałował go. Złapał go przy tym za bark jedną dłonią i wbił się między jego wargi językiem. Zamruczał nisko, napierając na niego i smakując zimne lody i ciepły język chłopaka.
Ryan zacisnął mocniej palce na kubeczku lodów, żeby ich na siebie nie wylać. Miał jednak zajęte ręce i nie mógł zrobić nic poza oddaniem pocałunku. To zresztą uczynił, wysuwając język i poruszając nim. Lubił usta i zapach Lenny’ego.
Czując odpowiedź, Lenny zamruczał z zadowoleniem, pogłębiając pocałunek. Nie miał ochoty się odrywać. Całowali się więc dobrą chwilę, podczas której na filmie dokonało się pierwsze morderstwo.
Ryan wreszcie cofnął głowę, patrząc mu w oczy.
— Przegapiliśmy najlepszy moment. Ale daj mi skończyć lody, proszę. Mają to do siebie, że się roztapiają, szczególnie kiedy robi się gorąco.
Lenny wisząc nad nim, oblizał się łakomie.
— Tak, bardzo gorąco. Na tyle chyba, że dobrze byłoby cię ostudzić. — Westchnął, po czym przechylił kubek chłopaka tak, że trochę roztopionych lodów skapnęło na tors Ryana.
Ten syknął i spojrzał w dół. Kiedy lody spłynęły mu po sutku, ten od razu stwardniał.
— Widzę, że dobrze się bawisz. — Spojrzał znowu w oczy Lenny’ego, ale nie odepchnął go.
— Bardzo — potwierdził i pochylił się do jego torsu, żeby zachłannie zlizać słodko-kwaśną stróżkę. Zassał się na chwilę na jego sutku i spojrzał na niego z dołu intensywnie zielonymi oczami.
Chłopak odetchnął ciężej przez ten widok i przez uczucie jego ust we wrażliwym miejscu. Odrzucił zbędną łyżeczkę ponad nim na stolik i pogłaskał go już wolną dłonią po ramieniu.
Mulat uśmiechnął się kącikiem ust, po czym ugryzł go w drugi sutek.
— To za nachosy. — Zaśmiał się i, nadal z piwem w jednej dłoni, drugą zsunął na biodro chłopaka, ściskając go mocno.
— Też byś ich nie kupił, gdybyś wszedł do labiryntu, w którym wiesz tylko, jak dojść do lodówki z piwem — odparł Ryan, rumieniąc na policzkach. Zacisnął mocniej dłoń na jego ramieniu. Mając Lenny’ego tak blisko, czuł adrenalinę.
Ten mruknął tylko potakująco i skubnął zębami tym razem szyję Ryana.
— Ta… ale popcorn znalazłeś.
— Rzucił mi się w oczy. — Chłopak wciąż trzymał te głupie lody. Wolną dłoń wsunął jednak w jego dredy, samemu poddając się tym pieszczotom. Lubił się czasem popieścić, mimo że zwykle… przez kilka ostatnich lat właściwie w ogóle nie miał z kim. Chyba mu tego brakowało.
Lenny tylko skinął głową z pozorną powagą i rzucił krótkie spojrzenie na kubek w drugiej ręce Ryana. Oblizał się krótko, po czym znowu pocałował chłopaka, wsuwając się na niego bardziej. Czuł, jak zawiązany na jego biodrach ręcznik napina się, kiedy rozsunął nogi. Ryan spojrzał mu w oczy, łapiąc się na tym, że znowu jest tym bardziej biernym. Zawsze było na odwrót. Wciąż czuł się z tym nie do końca pewny. Mimo to odpowiedział na pocałunek, obejmując Lenny’ego za szyję wolną ręką.
Mulat w końcu przerwał pocałunek i znowu zerknął na kubek. Czy ten chłopak nic nie łapie? Chciał mu pokazać, że chociaż pozornie coś od niego zależy. No i sam miał ochotę na taką zabawę z jedzeniem. Schylił się więc znowu i polizał jego pierś.
Ryan spojrzał w dół i zaśmiał się. Nie spuszczając z niego oczu, uniósł trochę kubeczek i wylał sobie lody na podbrzusze. Najwyżej trochę zmoczą bokserki.
Lenny zerknął na spływającą po ciele chłopaka stróżkę i uśmiechnął się do siebie.
— Cwane — zamruczał i pocałował najpierw pępek Ryana, po czym powoli z kolejnymi pocałunkami zaczął zsuwać się niżej, zlizując lody.
Jedną dłonią rozsunął mu uda i kucnął między nimi. Odciągnął bokserki nieznacznie w dół i zlizał resztki lodów z podbrzusza Ryana. Ten patrzył na niego z góry z uśmiechem, a jego bielizna już opinała rosnący wzwód.
— Możesz polizać niżej — odpowiedział.
Lenny zerknął na jego penisa pod materiałem.
— Tak?
— Mhm… — Ryan pogłaskał go po ramieniu i plecach.
Mulat uśmiechnął się pod nosem i pociągnął jego bokserki jeszcze w dół.
— No, to tyłeczek do góry, śliczny.
Chłopak spojrzał mu w oczy sondująco, ale uniósł biodra, pozwalając zdjąć z siebie bieliznę. Kiedy był już nagi, usiadł wygodniej i nie zwracając już najmniejszej uwagi na to, że Holmes na ekranie mordował, zatopił spojrzenie w tym seksownym mężczyźnie.
Lenny napił się jeszcze piwa, po czym odstawił butelkę. Spojrzał na penisa chłopaka i przesunął po nim palcem.
— Nieźle cię to nakręciło, hmm? — zamruczał, łapiąc w dwa palce napletek i lekko go ciągnąc.
Ryan zwilżył wargę językiem i uniósł biodra.
— Coś mi mówi, że ciebie również.
— Nie zaprzeczę i nie potwierdzę — odparł Lenny i, nadal trzymając jego penisa, polizał go od dołu do góry. Drugą dłonią masował mu udo. — I daj jeszcze tych lodów.
Ryan uniósł kubeczek i wychylił go, a płynne już lody spłynęły mu po penisie w dół jąder. Chłopak odetchnął cicho i odłożył pusty kubeczek na podłogę obok kanapy. Od razu poczuł, jak do jego ochłodzonego zimnymi lodami penisa niemalże przysysają się gorące usta mężczyzny, który przed nim kucał. Nie zdążył nic pomyśleć, kiedy Lenny nie tylko popieścił jego żołądź, ale także ugryzł go w udo.
Stęknął głośniej, a jego oddech przyspieszył. Okej, miał być wieczór z filmem, piwem i jedzeniem, a najwyraźniej skończy się na czymś innym.
— Tam nie było lodów — zauważył.
Lenny zamruczał nisko i połasił się policzkiem do jego wyprężonego, sztywnego już penisa.
— Nie. Ale były tam moje nachosy. — Zaśmiał się przebiegle i nagle poderwał się, łapiąc Ryana pod kolanami oraz podciągając mu nogi w górę. Naparł w ten sposób na niego na tyle mocno, że zgiął go w pół, dzięki czemu mógł go pocałować brutalnie w usta.
Chłopak objął go gwałtownie za szyję. Jęknął w jego wargi, czerwieniejąc szybko na policzkach. Lenny patrzył na niego z tak bliska, kiedy on był w tak… ostentacyjnej pozycji. Cieszył się, że ma zamknięte usta, bo nie wiedziałby, co powiedzieć. A Mulat najwidoczniej nie planował dać mu do tego okazji. Obrócił ich obu bokiem na kanapie. Zarzucił bliższą oparcia nogę Ryana na nie i wciąż trzymając drugą, sięgnął wolną ręką między nogi chłopaka. Jego penis był już sztywny, mimo że Ryan czuł się mocno podenerwowany i zawstydzony. Jednak po chwili walki z samym sobą chłopak położył Lenny’emu dłoń na ramieniu i odsunął od siebie na tyle, żeby móc zabrać głos.
— Taki był plan od samego początku, czy może też, zapewne naiwnie jak ja, wierzyłeś, że w spokoju obejrzymy film, zapychając się ciastem? — spytał na wydechu.
Lenny chwilę, dość długą, patrzył na jego twarz. Co by nie mówić, Ryan był przystojny.
— Pół na pół? — mruknął i znowu go pocałował. Tym razem krótko. — A ciasto można zostawić na deser. Jak i resztę lodów. Teraz jednak mam ochotę na ostrą przekąskę.
Ryan oblizał usta, zdając sobie sprawę, że cały czas tego chciał. Nie mógł zaprzeczyć, że kręciło go to, że Lenny tak nad nim wisiał i że mógł go… Nie skończył myśli, ale mimo to nie mógł powstrzymać dobijającego mu się do głowy głosu, który mu wmawiał, że nie pasuje do pasywnej pozycji. Penis jednak reagował, nie tylko na bliskość Lenny’ego, ale też na wyobrażenie jego penisa w tyłku.
— No tak, trzeba czymś zastąpić brak nachosów — odparł wreszcie z wymuszonym uśmiechem.
— Właśnie — zgodził się z nim Lenny i ponownie go pocałował, tym razem łapiąc przy okazji za włosy. Pociągnął go za nie do tyłu i ugryzł dość mocno w szyję, wiedząc, że zostanie po tym ślad. — A teraz się nie rzucasz, a będzie ci dobrze. Zobaczysz — zamruczał i ścisnął jeden z jego pośladków.
Ryan stęknął, zaciskając odruchowo tyłek i dysząc ciężko przez rozchylone usta. Nie odpowiedział, tylko zacisnął pięść na oparciu kanapy, a drugą dłonią przesunął po ramieniu Lenny’ego. Mulat uśmiechnął się, widząc jego reakcję.
Zdjął ręcznik i odrzucił go na bok. Zsunął obie dłonie na biodra Ryana i szarpnął do siebie, a chłopak już nie mógł opierać się karkiem o podłokietnik kanapy. Uniósł za to jeszcze wyżej jego nogi i biodra, przyciskając mu kolana niemal do ramion. Oblizał się na widok jego tyłeczka, po czym ugryzł wnętrze uda.
Pośladki i uda Ryana zadrżały, a chłopak popatrzył w dół na Lenny’ego. Kurwa. Naprawdę skończyłem w takiej pozycji?
Wzrok Mulata za to zatrzymał się na szparce chłopaka. Nie puszczając go, najpierw polizał delikatnie pośladek, po czym splunął na dziurkę i przesunął po niej językiem. W górę, aż do jąder. Penis Ryana drgnął gwałtownie przez to doznanie, a chłopak otworzył szerzej oczy, na chwilę przestając oddychać. Cudem mu się nie wymknęło „jeszcze raz!”.
Mężczyzna uśmiechnął się do swoich myśli. Wiedział, że to zadziała. Zassał się krótko na jednym z jąder, po czym znowu zsunął się językiem w dół. Polizał umiejętnie ciasno zaciśniętą szparkę. Ona otworzyła się i zacisnęła kilka razy, a Ryan jęknął głucho, ściskając mocniej dłoń na oparciu kanapy.
— Kurwa… — sapnął cicho i oblizał i tak już wilgotne usta.
— Mhmm? Co? — Lenny zaśmiał się i wrócił do pieszczoty. Nie, żeby była to rzecz, którą można pochwalić się w barze przy piwie, ale był raczej dobry w oralnych zabawach.
— Nic… Rób… — Chłopak nie opanował się, patrząc w sufit i wczuwając się w uczucie wilgotnego języka na szparce. Rzadko kiedy robił rimming, a już tym bardziej sam nigdy tego nie doświadczył, ale… Jakim cudem to jest takie dobre?
Lenny tylko zamruczał potakująco, obserwując jego reakcje, na ile mógł.
— Nie krępuj się — zamruczał, nim wsunął w niego język razem z palcem.
— Nnn…! — jęknął Ryan, czując gorąco na policzkach, lekką wilgoć na czubku penisa i przede wszystkim te delikatne ruchy języka. Jego wnętrze pulsowało, niemal zapraszająco.
Po chwili poczuł, jak w jego szparkę wsuwają się kolejne dwa palce, a język Lenny’ego subtelnie nawilża i rozluźnia mięśnie zaciskające się na nich. Czuł się rozluźniony nie tylko dzięki palcówce, ale i tym mokrym pieszczotom. Były cudowne. Nie zaciskał się już tak rozpaczliwie, a jego dziurka była wręcz delikatnie otwarta. I śliska na tyle, że kiedy Lenny w końcu się uniósł i wyjął z niego palce, penis nawet lekko wbił się w Ryana. Nie całkowicie lekko, ale lżej niż dotąd.
Chłopak zmarszczył brwi i zagryzł wargę, patrząc Lenny’emu prosto w oczy, cały rozpalony. Jego rozpieszczona szparka wydawała się jeszcze wrażliwiej odczuwać szersze rozciągnięcie.
Mężczyzna wisiał nad nim, przyciskając go mocno do kanapy. Penisa miał całego zanurzonego w tym gorącym wnętrzu.
— Mmm… żyjesz? — zamruczał, powstrzymując się w ostatniej chwili, żeby nie dodać „księżniczko”. Jak tak na niego patrzył, chciał mieć go całego dla siebie. Tylko dla siebie.
— Jestem raczej… jak podejrzewam… gorący, nie zimny jak trup — wydyszał Ryan, oblizując wargi. — Więc tak… żyję.
Lenny zmarszczył nos, wciągając powietrze przez zaciśnięte zęby.
— Och, tak. Bardzo gorący — wywarczał. — Unieś tę głowę trochę, chcę cię pocałować.
Ryan podparł się na łokciu, na ile mógł, po czym wyciągnął mocno głowę. Pocałował Lenny’ego i zdusił tym jęk, kiedy poczuł, jak przez ten manewr penis mężczyzny poruszył się w nim. Mulat oddał pocałunek. Jednocześnie trzymając Ryana jedną ręką za nogę, drugą za biodro, sam swoimi poruszył, wsuwając się i wysuwając z tego gorącego, wsysającego go wnętrza.
Chłopak zajęczał, w tym momencie żałując tylko, że nie ma jak sięgnąć do swojego penisa. Mimo to czerpał z ruchów członka Lenny’ego w swojej dupci bardziej intensywną rozkosz, niż gdy kiedykolwiek posuwał jakiegoś chłopaka. Nie wierzył, że tak czuje, ale tak właśnie było.
W końcu nie był w stanie dłużej się utrzymywać i oderwał się od ust mężczyzny, opadając z powrotem na plecy. Lenny był pochylony nad nim. Oddychał ciężko, wsuwając się i wysuwając. Przy tym cały czas patrzył w oczy Ryana. Widać było, że mu się podoba.
Gdzieś w tle nadal leciał film o psychicznym, seryjnym mordercy, a chłopak patrzył w zielone oczy tego, który go pieprzył.
— Mocno to… robisz… — jęknął w pewnym momencie, czując, jak pod tym kątem mężczyzna idealnie trafia w jego prostatę.
— Czyli… dokładnie tak, jak lubisz — zamruczał Lenny niskim, wibrującym głosem. Stęknął i wbił się w niego, aż poruszając nim mocniej na kanapie.
— Kurwa…! Bo ty, nnn… wiesz lepiej, czego mi potrzeba, tak? — wyjęczał chłopak i zacisnął mocniej zęby na wardze, żeby nie krzyknąć zbyt głośno.
— Jak na razie… się… nie… nie mylę. — Lenny stękał przy każdym pchnięciu. Było cholernie dobrze. Czuł, że już niedługo wypełni go jeszcze bardziej.
— Pewny siebie… skurwysyn…! — stęknął Ryan i jęknął głośniej, wyprężając się na kanapie, kiedy doszedł na swój brzuch. Aż cały się napiął i zadrżał.
Widząc jego minę i czując zaciskające się na nim mięśnie, Lenny przyspieszył, wbijając palce mocno w biodra Ryana. Po kilku pchnięciach doszedł. Ruszał się jeszcze chwilę, po czym zastygł, osuwając się ciężko na ubrudzony spermą tors i brzuch chłopaka. Ten oddychał pod nim ciężko, cały rozpalony. Miał półprzymknięte powieki.
Lenny wyciągnął się i pocałował go w jabłko Adama.
— Najlepsze nachosy, jakie można dostać.
Ryan zaśmiał się mimowolnie i pogłaskał go po plecach.
— Napiłbym się piwa…
— A wypiłeś już swoje? — Lenny zerknął w stronę stolika, szukając butelki wzrokiem. Jego w razie czego powinna stać na podłodze. Chyba że wylało się z niej piwo.
— Niecałe… — Ryan również zerknął na stolik. — Podaj, proszę.
Mulat stęknął, widząc odległość dzielącą go od piwa, ale w końcu jako tako, nie ruszając dolną połową ciała, wyciągnął się i chwycił szyjkę butelki. Podał piwo Ryanowi, który chętnie się napił, uniósłszy się na łokciu. Czuł, że zaschło mu w ustach.
Odstawił pustą butelkę na podłogę i opadł na plecy. Nie chciał za bardzo myśleć o tym, że znowu dał się wyruchać i tym razem… właściwie się na to zgodził. Lenny dopiął swego i albo coś w nim poprzestawiał i mu odbijało, albo naprawdę to lubił.
Po chwili poczuł, jak Lenny delikatnie wysuwa się z niego, ale nie schodzi. Położył tylko skrzyżowane ręce na jego mostku, a na nich wsparł głowę, patrząc na Ryana. Chłopak odpowiedział spojrzeniem, wciąż lekko zaróżowiony na policzkach.
— Hm?
— Nic. Śliczny jesteś — zamruczał mężczyzna.
Ryan uśmiechnął się, ignorując dźwięk telewizora. W sumie nie wiedział, po co w ogóle był włączony.
— Dziękuję, chociaż nie rozumiem, po co mi to mówisz, skoro już dostałeś swoje.
Twarz Mulata od razu spoważniała.
— Znowu zaczynasz?
— Hm, nie wiem, co według ciebie zaczynam. Chyba że przeszkadza ci wytykanie tego, co robisz.
— Mówię ci komplementy, a ty traktujesz to, jakbym ci nimi płacił za seks? Opanuj się, do cholery, z łaski swojej — warknął Lenny, ale nie ruszył się ze swojego miejsca.
— Okej, czyli mam to tylko odbierać tak, że serio tak ci się podoba facet, którego przychodzisz od czasu do czasu wyruchać… Na jedno wychodzi.
Lenny pokręcił głową, marszcząc brwi i nic nie rozumiejąc.
— Co?
— No tak, zbyt skomplikowane… — Chłopak uśmiechnął się krzywo i odwrócił głowę w stronę ekranu. — Najwyraźniej mało istotne.
Lenny przewrócił oczami.
— No tak. Bo albo monolog, albo „mało istotne”. Ułatwiasz, jak cholera.
— Och, jak ani to, ani to ci nie pasuje, to nie mam pomysłu, jak cię jeszcze zadowolić — odmruknął Ryan, znowu na niego zerkając.
Mulat odetchnął ciężko.
— Dobra, poddaję się. To jeszcze raz poproszę monolog.
— Na własną odpowiedzialność — odparł chłopak i postanowił mu wytłumaczyć, w czym rzecz. — Prawisz mi komplementy po tym, jak już skończyłeś, bo jesteś w cudownym nastroju, bo… no, tak, znowu udało ci się wsadzić. Kolejny podbój na koncie, a jutro znowu nie wrócisz na noc, pewnie pieprząc innego chłopaka. Bardzo mi miło, że tak fajnie się bawisz, ale w takim razie po chuja, powiedz mi, proszę, mówisz do mnie, jak do swojego… hm, partnera? — Ryan spojrzał mu w oczy z lekką złością.
Lenny oddał spojrzenie. Nie był jak inni, którzy ulegali tej czarnej głębi oczu Ryana.
— Chcesz, żebym jutro został u ciebie na noc? — spytał poważnie, zamiast odpowiedzieć. Wewnątrz uśmiechał się do siebie, rozbrojony tym, jaki chłopak był uroczy. Naprawdę zasługiwał na bycie jego księżniczką.
Tego pytania Ryan się nie spodziewał.
— Nie wiem, czy mam prawo prosić. Jeszcze jakiś zazdrosny chłopaczek podpali mi dom za to, że mu cię zabrałem — odparł z ironicznym uśmiechem.
Lenny tym razem nie umiał zachować poważnej miny. Zaśmiał się, aż na chwilę spuszczając wzrok. Pokręcił głową.
— Mogę ci zaręczyć, że nie miałby kto ci podpalić domu. Więc jak?
Ryan spojrzał mu czujnie w oczy. Więc Lenny nie ma nikogo innego? Nie chciało mu się w to wierzyć… Mimo to odpowiedział na pozór obojętnie.
— Mógłbyś zostać. Ja sam całego ciasta i lodów nie skończę, a szkoda by było wyrzucać.
Mulat nie odpowiedział. Wyciągnął się tylko w górę i pocałował go w usta. Po chwili głębiej i spokojniej, unosząc też przez to jego samego. Wyciągnął jedną dłoń na bok i pogłaskał go po policzku, nie przestając powolnego pocałunku.
Ryan przymknął oczy, muskając jego wargi delikatnie. Sam przesunął dłonią po plecach mężczyzny. Był ciepły i ładnie zbudowany. No i był w tej chwili z nim. Nawet jeśli kłamał, to w tej chwili nieźle mu to wychodziło. Tylko za parę dni znowu go nie będzie. Nie chciał już wnikać, gdzie wtedy pomieszkuje, bo był pewien, że mężczyzna mu nie powie. To tylko wzmacniało podejrzenia, że miał drugiego, a może więcej takich jak on. Uważał to za zagrywkę totalnie nie fair, ale nie drążył tego.
Otworzył znowu oczy i spojrzał na mężczyznę.
— Nie chcesz przypadkiem zmienić pozycji, czy jednak za wygodnie ci na mnie?
Lenny, nieświadom jego myśli, uśmiechnął się lekko.
— Nie powiem, dobrze mi. Ale mam też ochotę na ciasto — przyznał szczerze i cmoknąwszy go jeszcze raz, podniósł się z niego i z kanapy. Nie bacząc na swoją nagość, ruszył do kuchni. — Też zjesz? I piwo?
— Tak, proszę — odparł za nim Ryan i wykorzystując jego chwilową nieobecność, wstał, żeby poszukać w szafkach chusteczek. Kiedy znalazł paczkę, wytarł ospermiony brzuch, tors i przede wszystkim tyłek, z którego trochę wyciekło. Uch. Czuł, jaki wciąż jest otwarty.
Kiedy tylko skończył i usiadł, do salonu wrócił Lenny. Film już powoli się kończył, ale żaden z nich nie wydawał się tym zmartwiony. Mulat podał chłopakowi otwarte piwo i bardzo duży kawałek czekoladowego ciasta. Sam ze swoim zestawem usiadł obok i od razu wgryzł się z lubością w słodki wypiek.
— Osz… taaa… szo jeszt dobłe — wymamrotał z pełnymi ustami. Kochał bycie wolnym.
Ciasto miało dodatkowo na wierzchu jakieś różyczki z białej czekolady. Ryan dopiero teraz zauważył, że takie wybrał, bo będąc przy półce z gotowymi ciastami, zabrał pierwsze lepsze, na którego pudełku napis głosił „tort czekoladowy”.
— To znaczy, że wybrałem odpowiednie. Ciekaw jestem, czy ty też wywiązałeś się ze swojej części umowy. — Spojrzał na Lenny’ego, jedząc ze smakiem, a ten pokiwał głową, nadal z pełnymi ustami.
Kiedy zobaczył biały dodatek, aż oczy mu się uśmiechnęły. Szybko przełknął i wziął w palce dekorację. Od razu ją zjadł.
— Mhm… Mm, och, tak. — Przełknął i dopiero spojrzał na Ryana. — Tak, wywiozłem go dość daleko, zostawiłem w samochodzie razem z kluczykami, zabrałem sobie kilka drobnych na bilet i wróciłem autobusem.
— Mam nadzieję, że nie gdzieś poza Miami? Nie, żebym miał coś bardzo przeciwko… — Ryan obserwował, z jakim zapałem zjada swoje ciasto. Wskazał na swoją białą różyczkę. — I jak tak ci smakuje biała czekolada, to może chcesz mojego kwiatuszka?
Lenny spojrzał na niego ciekawie.
— Słodkie przekupstwo — mruknął i uniósł się, kradnąc jego czekoladową ozdobę. — A tego chudzielca zostawiłem z pięć przecznic od jego domu. Jeśli oczywiście nie jest idiotą, powinien wiedzieć, gdzie jest.
Ryan skinął głową i wziął do ust kolejny kęs czekoladowego ciasta.
— Miejmy nadzieję. Jeszcze wkurwiony byłby gotów zamiast szukać domu, pójść najpierw w stronę sądu.
— Z tym sińcem, co mu sprawiłeś? Najpierw pójdzie go upudrować — zadrwił Lenny, zapychając się ciastem.
— Racja, to będzie na pierwszym miejscu — przytaknął Ryan. Był ciekaw, czy faktycznie Chris po tym incydencie będzie go męczył jeszcze bardziej, czy może da sobie spokój. — Zrobi to tak umiejętnie, że straci dowód, że w ogóle kiedykolwiek dostał.
— Zrobi to też tak umiejętnie, że straci wiarygodność, że jest facetem — fuknął Lenny. Nie rozumiał takich ludzi. Znał kilku gejów, ciężko, żeby nie, skoro sam nim był i nie był też abstynentem seksualnym. Żaden z nich jednak nie malował sobie oczu i ust w tak ewidentnie kobiecy sposób.
— Byłbym zdziwiony, gdyby istniał ktokolwiek, kto uważa go za przedstawiciela płci męskiej — stwierdził Ryan i dojadł swój kawałek ciasta. Odstawił talerzyk na stolik.
Lenny też już wylizywał okruszki.
— Cóż… nieszczęśliwe wypadki się zdarzają — mruknął i napił się kilka głębszych łyków piwa.
Sięgnął po pilota i zaczął przeskakiwać po programach, ale w końcu wyłączył telewizor. Ryan też już z piwem w ręce siedział na kanapie wciąż nago i pił powoli. Czuł się rozleniwiony. Może trochę przejedzony słodkim, ale zrelaksowany.
— Jak już o nieszczęśliwych wypadkach mowa… to, że trafiłeś do pierdla, to jeden z nich, czy może był bardziej… zaplanowany? — zagadał. Wiadomo, po więzieniu chodziły ploty i teorie na temat zbrodni Lenny’ego, ale nigdy nie poznał szczegółów.
Mężczyzna zerknął na niego, kiedy już odłożył pilota.
— A jak myślisz?
— Hm… że nieplanowane było tylko to, że psy się dowiedziały.
— To nigdy nie jest planowane. Chyba że ktoś sam siebie chce ukarać albo po coś chce dostać się do więzienia. — Wzruszył ramionami, unosząc się. — Jeszcze lodów?
— Nie, dziękuję, wystarczy mi piwo — odparł Ryan, unosząc swoją butelkę i dodał: — I wiesz, że Stany Zjednoczone by nie upadły, jakbyś mi powiedział, jak to było.
Lenny przewrócił oczami, potargał mu włosy i wyszedł do kuchni. Po chwili już wracał z dużym kubełkiem lodów. Wziął łyżeczkę ze stolika i zaczął jeść.
— Może by nie upadły, ale po co chcesz to wiedzieć? To nie jest ciekawa bajka na dobranoc, ani nic takiego.
— Coś mi mówi, że ty wiesz dokładnie, jak ja trafiłem w czeluści tego uroczego ośrodka wakacyjnego zwanego więzieniem, więc myślę, że i ja mógłbym się dowiedzieć, jak ty zafundowałeś sobie ten radosny pobyt. — Chłopak uśmiechnął się wymownie i dopił piwo.
— Wiem tylko tyle, że ukradłeś samochód, a potem miałeś wyjątkowo kiepskiego obrońcę z urzędu, mimo że twój staruszek był gliną.
Ryan spojrzał na Lenny’ego trudnym do odczytania wzrokiem i zgiął jedną nogę w kolanie, siadając wygodniej.
— To, że mój stary jest psem, nie miało żadnego wpływu, chyba że mówimy o negatywnym. Ale nie zbaczaj, proszę, ze swojego tematu, bo moja ciekawość nie gaśnie.
— Nie dasz się, widzę, odciągnąć od pytania, co? — spytał mężczyzna, pochłaniając lody, jakby już nie dość dużo dziś zjadł.
— Mhm, nie masz co na to liczyć.
— To ostatnie z mojej strony i grzecznie odpowiem na twoje. — Uśmiechnął się. Wiedział z drugiej ręki co nieco o Rogerze Carterze, ale nie zaszkodziło trochę więcej wiedzy. — Czemu w negatywnym? Nie kochaliście się piękną miłością ojciec-syn?
Ryan zmarszczył brwi i nagle zapragnął jeszcze jednej butelki piwa. Ale nie poszedł do kuchni, tylko odpowiedział niechętnie:
— Mam nadzieję, że nie wykpisz się zaraz od odpowiedzi. A co do „pięknej miłości”… hm… jakby to ująć… Trudno kochać takiego faceta, jak mój stary. — Zaśmiał się. To było dla niego totalnie absurdalne. — Pozwól, że się odleję i zaraz wrócę — dodał i wstał, ruszając do łazienki.
Lenny zmarszczył brwi, wyczuwając dziwne napięcie. Dość nieprzyjemne, musiał przyznać. Obejrzał się za chłopakiem, a ten wrócił dopiero po dłuższej chwili, kiedy już się wysikał i umył ręce. Zanim usiadł, porwał z podłogi pierwsze lepsze bokserki i ubierając je, zwrócił się do mężczyzny:
— Odpowiedziałem na twoje pytanie, więc miło by mi było, gdybyś mnie też uraczył opowieścią.
— Powiedziałeś tylko, że trudno by było go kochać. Ale za coś go w takim razie nienawidzisz. Twoja odpowiedź jest szczątkowa, moja też może taka być. Zabiłem z zemsty, bo musiałem. I wpadłem. Koniec.
Ryan wyprostował się, naciągając na tyłek bieliznę i podszedł do kanapy.
— Okej, udało ci się mnie bardziej zainteresować. Nie ma szansy, że powiesz mi, kim była ta twoja ofiara?
— Imię i nazwisko? Christian Bendel, pseudonim na ulicy Kaliber. Coś ci to zmieniło w światopoglądzie?
— Jeszcze nie, ale może zmienić, jeśli dodasz, za co to była zemsta — odparł Ryan, siadając obok niego.
Nie wiedział, czy naprawdę Lenny chce o tym mówić, ale doszedł do wniosku, że jeśli nie będzie chciał, to utnie temat. Na razie, chciał spróbować dowiedzieć się o nim czegoś więcej, bo mimo wszystko tak naprawdę dobrze go nie znał.
Lenny zastanowił się chwilę.
— Wiesz… to dość dziecinne, co teraz powiem. Takie targowanie się, ty mi powiesz to, jeśli ja powiem tobie to. Ale nadal nie powiedziałeś mi, za co kochasz tak swojego tatusia — przypomniał z mu dozą kpiny w głosie.
Ryan rzucił mu ciężkie spojrzenie i oparł się plecami o kanapę. Nie wiedział, czy chce o tym gadać. A właściwie wiedział, że nie chce, ale może uda mu się jakoś to obejść i dowiedzieć więcej o Lennym.
— Rzeczywiście dziecinne. Ale niech będzie, dam ci jakąś podpowiedź — odpowiedział i zamyślił się na chwilę, niechętnie wracając myślami do Rogera Cartera. — Mój ojciec robi w narkotykach, już długo. Dość mroczny wydział, a że jest gościem… wybuchowym z natury, ładnie ujmując — uśmiechnął się kpiąco — w jakiś sposób musiał odreagowywać, kiedy nie udało mu się przymknąć jakiegoś skurwysyna, na którego długi czas polował. Wiesz, to taki dyshonor — zironizował.
Lenny z każdym słowem chłopaka poważniał coraz bardziej. Na sam koniec jego usta były już zaciśnięte.
— Nie mów mi, że twój ojciec wyżywał się na twojej mamie albo tobie? — syknął, licząc, że Ryan zaprzeczy i powie, że facet tylko pił czy coś innego.
Chłopak jednak zmarszczył brwi i wskazał na niego.
— Najpierw twoja kolej na odpowiedź.
— Koleś zaatakował bliską mi osobę — mruknął Lenny, nie wdając się w szczegóły. — Poniosło mnie.
— I był jedynym, którego zabiłeś, czy tylko za niego cię posadzili? — spytał Ryan, ciekaw mimo wszystko, kim była ta bliska mu osoba.
— Jedynym, za którego mnie posadzili. A co z moim pytaniem?
— Hm… pozostawimy je w zawieszeniu? — zaproponował Ryan.
— Rozumiem, że tak jak i resztę skierowanych pod moim adresem? — spytał Lenny z wyraźną kpiną w głosie.
— Oprócz tego, kim była osoba, którą chciałeś pomścić?
Lenny prychnął pod nosem i pokręcił głową, wracając do jedzenia lodów. Ryan westchnął w duchu i odwrócił wzrok. Spojrzał na wystającą spod bokserek bliznę na biodrze i zamyślił się.
— Skoro inaczej mi nie powiesz… Co do twojego pytania. Tak. Mój ojciec był chujem, jak większa część psiarni. Teraz możesz powiedzieć, kim była ta osoba.
Lenny zacisnął mocniej zęby. Palcami ścisnął łyżeczkę i kubek z lodami.
— Moją mamą — syknął, wstając i odstawiając lody na stolik. Sam nie wiedział, po co w ogóle wstał, ale był dziwnie wściekły. Jak jakiś skończony chuj mógł uderzyć swoją żonę i dziecko?
Ryan był zaskoczony jego reakcją. Chyba poruszył bolesne wspomnienie Lenny’ego. Choć w sumie wiedział, że to musiało być coś poważnego, skoro za to zabił.
— Przykro mi — mruknął tylko w odpowiedzi, nie chcąc już wnikać, co gość zrobił.
Lenny zamrugał i odwrócił się.
— Co?
— Twoja matka. Że ją skrzywdził ten Bendel.
— Co? Nie! — warknął wściekle Lenny. — Jak jakiś skurwysyn może bić kobietę? Dziecko?
Ryan był już otwarcie zszokowany. Nie spodziewał się takiej reakcji faceta siedzącego za morderstwo na wieść o przemocy w rodzinie. Chwilę nawet nie wiedział, co powiedzieć, ale wreszcie zmusił się do uśmiechu.
— Moją matkę oszczędzał z reguły. Siostra też wiodła bezbolesny żywot, nie bulwersuj się, Lenny — odpowiedział i żeby zająć czymś ręce, sięgnął do jego lodów. Czuł się skrępowany tą rozmową.
— Z reguły? — fuknął wściekle mężczyzna. Jego oczy aż płonęły złością. — Nie ma, kurwa, „z reguły”. Facet, który podnosi rękę na kobietę albo dziecko, nie zasługuje, żeby żyć, a co dopiero, żeby nazywać się mężczyzną — wysyczał, niemalże obnażając zęby.
— Ten konkretny nazywa się nawet stróżem prawa — zauważył Ryan z kpiącym uśmiechem i zjadł łyżeczkę lodów.
— Skończony skurwysyn — warknął Lenny, w końcu łapiąc głębszy oddech i siadając znowu na kanapie. Nie zmieniło to jednak faktu, że wściekłość aż z niego kipiała. Ludźmi, których najbardziej w życiu nienawidził, byli damscy bokserzy. Z miłą chęcią każdemu takiemu dałby nauczkę.
Ryan patrzył na niego czujnie, ale w końcu, mając dość lodów i tej rozmowy, wyciągnął do niego pudełko.
— Tak, podzielam twoje zdanie. Chcesz jeszcze lody?
Lenny spojrzał na niego, nadal z tymi niebezpiecznymi iskrami w oczach i zabrał mu kubełek lodów. Od razu wpakował sobie do ust dużą porcję. Musiał ochłonąć.
Ryan już nic nie dodał i tylko spojrzał na rudego kocura, który usiadł obok kanapy i przyglądał im się ze zaciekawieniem. Chłopak wychylił się i podrapał go za uchem, mając nadzieję, że Lenny nie wróci do tej rozmowy. Z drugiej strony, sam się co nieco o nim dowiedział. Na pewno więcej niż tego, co słyszał w więzieniu. Tam historie o morderstwie, jakiego dokonał, były wszelakie. Jedne bardziej ubarwione, inne mniej. W żadnej jednak nie było wspomniane słowem o jego matce. Był zaintrygowany, jaką to krzywdę jej zrobił tamten facet i czy matka Lenny’ego jeszcze żyje. Bo widząc po jego podejściu do tematu kobiet, jak i po tym, że zabił kogoś w imię zemsty, musiał być chyba z nią mocno związany. Ale stwierdził, że to nie rozmowa na teraz.
Wyprostował się, dając Jayowi spokój.
— Mam nadzieję, że lody zadziałały i ochłonąłeś. Wolałbym nie skończyć tego wieczora z myślą, że jutro kogoś zabijesz, żeby się wyładować — rzucił.
Lenny z łyżeczką w ustach spojrzał na chłopaka i prychnął pod nosem.
— Nie martw się. Znam inne sposoby na wyładowanie się — mruknął, wracając do pochłaniania lodów. Były już prawie zupełnie roztopione.
— Rozumiem, że lepiej dla mnie, gdy nie będę wtedy w pobliżu?
— Niekoniecznie.
Ryan tylko wstał, żeby wziąć jeszcze jedno piwo. Powinno być. W tym czasie Lenny spojrzał na cały bałagan, który zostawili. Postanowił to jednak olać, więc wstał i ruszył do sypialni.
Ryan swoje piwo wypił w kuchni, opierając się tyłkiem o szafkę i patrząc przed siebie. Lenny często go zaskakiwał, ale dzisiaj już całkowicie. I chyba dość pozytywnie, mimo że nastrój był fatalny.
Odstawił butelkę na szafkę, dolał Jayowi wody do miski i wyszedł z kuchni. Nie widząc Lenny’ego w salonie, poszedł do sypialni. Tam zastał mężczyznę leżącego na plecach z kubełkiem lodów na brzuchu. Pojadał je leniwie z głową podpartą na ręku.
Kiedy wszedł do sypialni, Lenny uraczył go tylko krótkim spojrzeniem, po czym wrócił do gapienia się przed siebie. Ryan zmarszczył brwi i oparł się bokiem o futrynę drzwi, obserwując go.
— Dalej cię boli to, jakiego mam „kochającego” ojca, czy może ogólnie naszły cię refleksje o stłamszonych żonach i agresywnych mężach? Bo jeśli to pierwsze, to odpuść, a jak to drugie, to zapisz się do jakiejś organizacji.
— Niby czemu miałbym odpuścić?
— Hm… bo po co chcesz się tym przejmować teraz? Ty? — Ryan spojrzał na niego czujnie, a Mulat zmarszczył brwi.
— „Ty”? Co to miało znaczyć to „ty”?
— Jedynie to, że sprawa ciebie nie dotyczy — odparł Ryan i wszedł głębiej.
Lenny prychnął pod nosem, dojadając lody.
— Jak chcesz — mruknął, lustrując uważniej ciało Ryana. Mógł odpuścić, na razie.
Chłopak położył się na łóżku obok i przekręcił w jego stronę.
— Tak będzie lepiej.
Lenny zerknął na niego, po czym odwrócił się, żeby odstawić puste opakowanie po lodach na podłogę. Po tym znowu ułożył się przodem do Ryana i objął go w pasie.
— Co nie zmienia faktu, że i tak to skończony skurwysyn.
— Uraczyłbym go nawet kilkoma innymi, równie kwiecistymi określeniami, ale chyba nie chce mi się marnować na niego czasu — odparł Ryan, również go obejmując.
Lenny uśmiechnął się kącikiem ust.
— Taaa… zawsze oszczędny w słowach — zamruczał i pocałował go lekko. Podobało mu się, że Ryan już nie wyrzucał go z sypialni.
— Tak, wiem, jak lubisz moje „monologi”, więc nie kpij — odparł rozbawiony Ryan.
Lenny wychylił się, cmokając go w jedną z powiek. Chciał już tylko na niego popatrzeć.
Ryan przymknął oko i uśmiechnął się. Ten skurczybyk czasami sprawiał, że go lubił, a tak nie powinno być. Sam go jeszcze pocałował w usta i nie zważając na to, że mężczyzna się na niego gapi, zamknął oczy. Lenny uśmiechnął się. Patrzył na niego jeszcze długo i głaskał go, póki sam zasnął.

27 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 84 – Wymiana informacji

  1. Katka pisze:

    Ash, ooo, no proszę, przekonujesz się powoli do Ryana i Lenny’ego. Zapewniam Cię, że oni potrafią być uroczy, więc może będzie Ci się z czasem lepiej czytało. Bo początki to chłopcy mieli ciężkie, ale może ich rozwój bardziej Ci podejdzie. No sama zobaczysz ;) Ważne, że jest jakiś progres. I nie martw się, jestem pewna, że są ludki, którym dłużej zajmuje przebrnięcie przez FDTS. Jakby nie patrzeć jest WIELKIE XD

  2. Ash Alex Sugar pisze:

    Ooch woow na taki rozdział czekałam! Jeśli chodzi o tą parkę przynajmniej.
    Tak, wiem, że idzie mi długo czytanie tego, nie zważajcie na to ;)
    Hm, udowadniacie, że nie każdy (albo nawet nikt) nie jest taki, jak się wydaje – po raz kolejny.
    Właścwie spozdziewałam się tego, ale no czekałam cały czas na jakieś wyjaśnienia ;)
    Brnęłam właściwie przez każdy rozdział z Ryanem i Lennym xD Ale lody topnieją, chłopacy automatycznie po tych wyznaniach zrobili się mniej irytujący, będzie się czytać ten wątek przyjemniej xD
    Och i reakcja Lennego była cudowna! :D
    Ne spodziewałam się tego, pomyślałam sobie, że ktoś tak przeze mnie uwielbiany jak np. Jasper przytuliłby od razu chłopaka, ale że nie mogę wyobrazić sobie jak robi to Lenny, bo Lenny pewne tylko trochę się w duchu przejmie uda obojętność, jeśli by go przytulił, to rzygałabym, ale nie wiem, czy tęczą xD Znaczy to tak strasznie by nie pasowało… xD
    Reakcja al’a „acha, przykro m.” znowusz byłaby taka rytująca, och xD Ale tego się nie spodziewałam o.O Słodkoo! <3
    Bałam się, że jeszcze przez dług czas ich relacje będą tak irytujące i będę się lekko z tym męczyła, ale będzie lepiej! Może nawet będę czekać na ich wątek, nie tak bardzo jak na JasonxAlex, ale jednak xD

  3. Katka pisze:

    Seirids, dokładnie to, że we wcześniejszym rozdziale Lenny powiedział Ryanowi, żeby kupił nachosy, bo w przeciwnym razie weźmie sobie coś innego… Ryan z premedytacją nie kupił nachosów, właśnie z tego powodu :)

  4. Katka pisze:

    O., „No, ale jak Alex był na górze, to może i Księżniczce uda się posiąść Panterę <3" – Ryan w mojej głowie uśmiechnął się od razu z aprobatą dla tych słów XD Nawet nie wiesz, jak bardzo by chciał, haha.

  5. O. pisze:

    Mmm…Dobrze,że Lenny nie ma kociego języka i to jego zlizywanie lodów z torsu było bardzo przyjemne;D Aż mi się plaża wspomniała, przy której marzyłam o tym xD
    Nasz Latynos ma ludzką stronę, niech jeszcze bardziej ją pokaże i Ryan będzie jego (choć przecież już jest xD)
    No, ale jak Alex był na górze, to może i Księżniczce uda się posiąść Panterę <3

  6. Katka pisze:

    Floo, hehe, to słodkie. Ale trzeba pamiętać, że Ryan też jest dużym i silnym chłopcem :) I myślę, że Lenny też to wie.

    Libon, miło Cię znowu widzieć :D I wow, widzę, że Lenny naprawdę podbija serca, skoro już z Jasonem może konkurować XD I dzięki za błąd, poprawione ;)

  7. Libon pisze:

    Libon mówi: dawno mnie nie było, a to błąąąd. Nagromadziło się rozdziałów, aż cholera dobrze xD
    Libon mówi: rozdział zaskakujący i genialny. Bardzo mi się spodobał. Hehh, nadal nie wiem kogo lubię bardziej, Lenny’ego czy Jason’a. GHA!!! Co ja gadam!? Jason jest nr jeden! Bo ma motor B-] Olał… Mam nadzieję, że Leny nie stanie się teraz jakimś nadopiekuńczym i litościwym obrońcą. Nadal mnie ciekawi co się stało z tym całym ciotkiem, bo czy Lenny mówił prawdę? xD Bardzo mnie to ciekawi, a właściwie bardziej nie mogę się doczekać kolejnego pojawienia się tego .. ‚czegoś blond w kiecce’ w życiu Ryan’a.
    Libon mówi: tu jest błąd: co w wiezieniu. <- bardziej na dole tekstu.
    Libon mówi: idę spać, bye.

  8. Floo pisze:

    Bo tym jak już ochłonęłam po emocjach tego rozdziału, mam wrażenie, że teraz Lenny patrzy na Ryana troszeczkę inaczej. Wydaje mi się, że tak jakby, chciał go w pewien sposób bronić. I na pewno „zemścić” się za jego krzywdę.

  9. Katka pisze:

    Floo, hahaha, no to dobrze, że chociaż czasem, bo by nam królowa uschnęła XD

    Kohaku, myślę, że obaj jeszcze nie patrzą na to mianem związku :) Na razie tylko zaczyna im zależeć XD

    Kostos, witaj :) Bardzo się cieszymy, że dajesz znać, że czytasz i jeszcze bardziej, że tak Ci się podoba :D Dlatego cudnie, że przemogłaś się do przeczytania. Oby dalej równie mocno się podobało ;)

  10. Kostos pisze:

    Za bledy w komebtarzach odrazu przepraszam ale pisanie na telefonie nie nalerzy do moich ulubionych czynnosci i czasem literki przeskakuja

  11. Kostos pisze:

    Na poczatku nie bylam chetna do czytania tego, ale sie przemoglam i musze przyznac ze ciesze sie ze swojej decyzji, poniewaz to co piszecie jest normalnie wybitne. I szczerze ja tam nie widze ruznicy jak macie bete a jak jej nie bylo, ale to mpze dlatego ze ja nie lubie dostrzegac bledow i szczegolow. A teraz poprostu czekam z niecierpliwoscia na kolejny rozdzial. Pzdr;))

  12. kkohaku pisze:

    Haha podoba mi się jak Ryan naturalnie się przestawia na bycie pasywem i bardziej też otwiera się na ..w ogóle towarzystwo Lennego. Oni już w jakiś sposób są parą, tylko chyba Lenny to wie xD

  13. Floo pisze:

    Może i mają konkurencje, ale ja nie zdradzę Jasona tylko jego kocham XD!!!
    No ewentualnie mogę go czasem pożyczyć Alexowi :P

  14. Katka pisze:

    Wadera, nie masz pojęcia, jak się nam spodobała taka analiza. Poza tym, że Shiv popiera, że lody cytrynowe rządzą… XD „Daje to efekt okrążajacych się drapieżników, które przed walką oceniają swoje możliwości.” – idealnie :) Stąpają po dość cienkim lodzie jeśli chodzi o kontakt i relacje, ale jak widać w ich przypadku daje to jakieś wyniki. A to „Niepewna zazdrość Ryana coraz bardziej pokazuje że jest on mimo wszystko związkowym typem i myśle, że Lenny’emu z jego terytorializmem jak najbardziej sie to spodoba.” – och, ależ trafnie! :) Mega :D

    Seiridis, właśnie zauważyłam i poprawiłam :)

    Floo, „Gdyby nie to że nie chcę żeby Lenny znów wylądował w pierdlu, to bym mu kibicowała w zabiciu „stróża prawa”!” – z drugiej strony zawsze można tak zlikwidować osobnika, żeby uniknąć więzienia… XD Ale to ryzykowne XD W każdym razie widzę, że faktycznie Jason i Alex mają konkurencję, jak tak Was czytam :)

  15. Floo pisze:

    Aaaaaaaa!! Lenny i Ryan, staja się niebezpieczni! Mogą zagrozić pozycji Alexowi i Jasonowi, a to nie dobrze! Lennego w tym rozdziale całkowicie polubiłam. Przemoc rodzinna, mężczyźni bijący dzieci i kobiety to jak czerwona płachta na byka dla mnie, po prostu mnie krew zalewa, dlatego już absolutnie jestem zwolenniczką Lennego (mimo że aktualnie gryzie Jazona po kostkach żeby się wepchnąć na pierwsze miejsce XD). Gdyby nie to że nie chcę żeby Lenny znów wylądował w pierdlu, to bym mu kibicowała w zabiciu „stróża prawa”! Lenny masz się opiekować Ryanem!!

  16. Seiridis pisze:

    Kolejny podbój na k– Na własną odpowiedzialność – odparł chłopak i postanowił mu wytłumaczyć, w czym rzecz. – Prawisz mi komplementy po tym, jak już skończyłeś, bo jesteś w cudownym nastroju, bo… no tak, znowu udało ci się wsadzić! Kolejny podbój na koncie,

  17. Wadera pisze:

    Cóż, tak jak wiekszość spodziwałam się A&J, ale mimo innej pary, nie zawiodłam się co do wyjątkowości rozdziału.
    Najbardziej w sumie podoba mi się to że u Ryana i Lenny’ego wszystko idzie od końca: najpierw zamieszkali razem (mimo iż niezbyt dobrowolnie ze strony Ryana;) potem seks, czułości, i poznawanie siebie. Obydwoje wytwarzają przyjemny klimat, cały czas nie są do końca pewni zachowań drugiego. Daje to efekt okrążajacych się drapieżników, które przed walką oceniają swoje możliwości. Niepewna zazdrość Ryana coraz bardziej pokazuje że jest on mimo wszystko związkowym typem i myśle, że Lenny’emu z jego terytorializmem jak najbardziej sie to spodoba.
    P.S.: UWIELBIAM LODY CYTRYNOWE!!!!!!!!!!!!!!!! XD

  18. Katka pisze:

    Shinu, hehehe, Ryan nie byłby sobą, gdyby w każdej sytuacji nie znalazł jakiejś mądrości XD A to życzenie jest cudne „Żeby wziął go ze sobą do studia, żeby nasza pantera tak słodko z nim flirtowała przy wszystkich i żeby Charlie padł na zawał xDD”, haha. Mimo że to dość przerażająca wizja (dla Charliego i Ryana), mogłoby wyjść naprawdę… komicznie XD

    Nela, bardzo się cieszymy, że przekonałaś się do tej parki :D A co do Jasona i Alexa… myślę, że można mieć nadzieje :)

    Dattebayo, „Byłoby szkoda, gdyby znowu poszedł siedzieć…” – noooo :( I Lenny na pewno jeszcze nie jednym zaskoczy :)

    Margo, hehehe „…a i wydaje mi się, że oprócz wzrastających uczuć Ryana do Lennego, to Lenny też się w nim zakochuje powoli..” – na pewno można powiedzieć, że mają do siebie ewidentną słabość.

    Elis, „Siedzi mu jeszcze w głowie, że jest nie na swoim miejscu, lecz dobrze mu i niech nie narzeka.” – haha, łatwo powiedzieć. Musi się przyzwyczaić do nowej roli. Ale jak widać, Lennemu nieźle idzie „pomaganie” mu w tym. Choć Ryan inaczej by to nazwał XD „Czym więcej pieszczot tym Ryan bardziej i szybciej ulega. :)” – i bardzo dobre spostrzeżenie :)

    Seiridis, ok, to fajowo, że się podobało XD No słodziaki z nich :)

  19. Seiridis pisze:

    awwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww *____*
    to było takie… cudne :} i w ogóle świetne :))) i normalnie brak mi słów na opisanie jak cudowny był to rozdział.
    i ten seks… ta miłość! i Ryan tak uroczo zazdrosny o to, czy Lenny nie ma kogo innego… no boże no no

  20. Elis pisze:

    Uwielbiam ich. Nadal u mnie na pierwszym miejscu będą Alex i Jason, ale Ryan i Lenny zajmują zaszczytne drugie miejsce.
    W końcu Ryan oddal się dobrowolnie Latynosowi. Ale cóż miał poradzić na to, że zniewolił go języczek Lennyego. :) Siedzi mu jeszcze w głowie, że jest nie na swoim miejscu, lecz dobrze mu i niech nie narzeka.
    Zauważa, że zaczyna lubić Latynosa? A ja zauważam, że nie tylko to. Zakochuje się w nim powoli i chce być jedynym dla Lennyego. Ach, ta jego zazdrość.
    Nie wydaje mi się, żeby Lenny miał innego faceta poza nim. Nocami na pewno pracuje, a wtedy kiedy nie jest u Ryana, to zapewne przebywa u tej osoby z którą rozmawiał przez telefon. Być może to jego matka.
    Kocham te ich pieszczoty przed i po seksie. Kto powiedział, że faceci muszą tylko wsadzić i już. Czym więcej pieszczot tym Ryan bardziej i szybciej ulega. :)
    Marzę o tym, żeby zostali parą. :)

  21. Margo pisze:

    Hmm…w sumie też liczyłam na Alexa i Jasona, ale parę Ryan x Lenny z rozdziału na rozdział lubię coraz bardziej … ależ oni są gorący! ;D
    …a i wydaje mi się, że oprócz wzrastających uczuć Ryana do Lennego, to Lenny też się w nim zakochuje powoli..byłoby naprawdę extra gdyby zostali tak bardziej oficjalnie parą:)
    i ciekawa też jestem jak Chris zareaguje kiedy obudzi się we własnym aucie poobijany nie wiedząc, a podejrzewając, jak tam dotarł. Obawiam się tylko, że po tym jak jego „słonko” go potraktowało będzie chciał się odegrać. Wiadomo, pozory mogą mylić..

    ^^

  22. dattebayo pisze:

    W pełni zgadzam się z Shinu, co do „najsłodszej parki”, obie są tak elektryzujące, że sama nie wiem o kim wolałabym czytać ;).
    Rozdział baardzo satysfakcjonujacy. Krok po kroku poznajemy Lennego, który zaskakuje mnie swoimi skrajnościami, chyba tak samo jak Rayana. Mam tylko nadzieje, że Lenny nie postanowi uwolnić Rayana od jego kochającego tatusia. Byłoby szkoda, gdyby znowu poszedł siedzieć…

  23. nela pisze:

    Dotąd nie lubiłam tej parki, ale to się zmieniło. I urocze było to jak Ryan był zazdrosny :D. Poza tym jestem ciekawa co Lenny robi w nocy, kiedy nie jest z Ryanem. Mam nadzieję, że nie ma nikogo na boku.

    A tak poza tym to się trochę zawiodłam, bo liczyłam na Alex’a i Jason’a.
    No, ale mam nadzieję, że następny rozdział będzie o nich. ;)

  24. Shinu pisze:

    Muszę powiedzieć, że Ryan i Lenny toczą niebezpieczną walkę z Jasonem i Alexem o tytuł „najsłodszej parki”.
    Jak o nich czytam to się po prostu rozpływam. I ten dziwny fetysz(można to tak nazwać?) Lenny’ego z jedzeniem w seksie <333
    Tak jak zazwyczaj nie przepadałam za bardzo za rimmingiem, tak w wykonaniu Lenny'ego i widząc reakcję Ryana moje odczucia całkowicie się odwróciły xDD Byle więcej <333
    "- Jestem raczej… jak podejrzewam… gorący, nie zimny jak trup – wydyszał Ryan, oblizując wargi. – Więc tak… żyję." Doprawdy, zadziwia mnie fakt, że stać Ryana na jego mądrości nawet w takim momencie xD Szacun.
    Zazdrość Ryana(bo chyba można tak to nazwać) jest prze cudna. Kochany, nie martw sie, Lenny cię kocha! A to co robi w nocy to stawiam, że… coś z ta mamą? Sama nie wiem. Czekam na wyjaśnienia.
    Więcej, więcej, więcej tej parki! Marzę o tym, żeby Ryan tak jakoś oficjalnie przedstawić Lenny'ego reszcie. Żeby wziął go ze sobą do studia, żeby nasza pantera tak słodko z nim flirtowała przy wszystkich i żeby Charlie padł na zawał xDD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s