Fire Dragon Tattoo Studio – 80 – Zdrada…?

Ryan siedział na kanapie z Jayem na kolanach i głaskał go leniwie po rudym futerku, przyglądając mu się i mówiąc przez telefon do Matta:
— Więc Palace Bar o trzeciej. Spotkamy się na zewnątrz przy stolikach, hm?
— Jasne, mi pasuje! No i zajebiście w ogóle, że się odezwałeś.
— Pomyślałem, że skoro ty nie dzwonisz, to nadszedł czas na mój ruch — odparł z uśmiechem, tarmosząc uszy Jaya. Tak naprawdę od czasu, kiedy Lenny pierwszy raz mu wsadził, nie miał z nikim seksu i czuł, że przelecenie kogoś dobrze mu zrobi. A że Matt był zawsze chętny, pierwszy przyszedł mu do głowy.
— I bardzo dobrze. Podoba mi się to. To do trzeciej.
— Do zobaczenia — potwierdził Ryan i rozłączył się. Schował telefon do kieszeni jeansów i złapał kota za pyszczek, patrząc w jego zielone ślepia. — No i co, Jay? Też się dziwisz, czemu wcześniej nie wpadłem na pomysł przelecenia słodkiego Matta?
Kot miauknął cicho, patrząc intensywnie na swojego właściciela.
— Tak myślałem — podsumował Ryan i podrapał go za uszami.
Przełożył kota z kolan na siedzenie kanapy i wstał, żeby poszukać portfela. Po wejściu do kuchni zastał siedzącego przy stoliku przy oknie Lenny’ego. Przed nim stała półokrągła miska z mlekiem i płatkami śniadaniowymi. Mężczyzna uniósł wzrok na chłopaka, kiedy ten wszedł.
— Jest szansa, że widziałeś takie prostokątne, brązowe coś będące moim portfelem? — zagadał Ryan, przestawiając stare pudełka po płatkach, które walały się po szafkach. Może tu gdzieś się drań schował.
— A nie ma go w sypialni? — mruknął Mulat, nabierając na łyżkę płatki. — Tam się chyba ostatnio rozbierałeś — dodał. Dopiero się rozbudzał, bo wstał niecałe pół godziny temu.
— Racja, dziękuję — odparł Ryan i wyszedł z kuchni do sypialni. Tam znalazł porzucone wczoraj na podłodze spodnie, a z ich kieszeni wystawał portfel. Nie wnikając, dlaczego Lenny wie, gdzie i kiedy się rozbierał, wsadził portfel i klucze do kieszeni na tyłku i znowu wyszedł, żeby zarzucić jeszcze na siebie którąś z walających się w salonie koszulek. Kiedy ją zakładał, zdał sobie sprawę, że nie tylko Jay mu się przygląda. W drzwiach między kuchnią a salonem stał mężczyzna z miseczką płatków w dłoni. Miał na sobie jedynie bokserki.
— Wychodzisz — bardziej stwierdził, niż spytał.
Ryan obejrzał się na niego, zapinając kilka guzików granatowej koszuli z krótkimi rękawami.
— Trafne spostrzeżenie.
Lenny uśmiechnął się i nic nie dodał. Nie miał co. Nawet jeśli chłopak wychodził spotkać się z jakimś kolesiem, to nie była to przecież jego sprawa.
— A ty będziesz dzisiaj lenił się w moim domu? — spytał Ryan, patrząc na jego ciało z pozorną obojętnością.
— Taki mam plan.
— To nie zagryź mi Jaya, proszę — dodał i minąwszy go, ruszył do wyjścia.
— Nie zagryzę, a ty pamiętaj o gumkach — rzucił Lenny niby od niechcenia i wpakował sobie łyżeczkę śniadania do ust.
— Hm, mówi ten, który ani razu ze mną jej nie użył — zauważył Ryan, ubierając buty w przedpokoju.
— Jestem zdrowy i nie pieprzę się na boku z byle kim. Ale jeśli ty jesteś pewny tego samego, to droga wolna. Tak z dobrego serca przypominam.
— Jak miło z twojej strony. A nie przypadkiem przypominasz po to, żeby się czymś ode mnie nie zarazić? — Ryan uśmiechnął się do niego z dołu.
Lenny obdarzył go groźnym spojrzeniem.
— Nie pierdol. Nie myślę tylko o sobie — warknął i przechylił do ust miskę, dopijając słodkie mleko po płatkach.
— Czasem ciężko to zauważyć.
Lenny już nie skomentował, tylko cofnął się do kuchni. Dla niego chłopak mógł robić, co chciał, byleby potem nie żałował.
Ryan wyszedł z mieszkania i niespiesznie udał się w stronę przystanku. Nie cierpiał poruszania się autobusami, ale wciąż nie miał pieniędzy na samochód, który nie byłby gruchotem.
Myślami nieświadomie błądził po bokserkach opinających się na ciele Lenny’ego. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, zmarszczył brwi i skierował myśli w stronę tyłeczka Matta.
Dotarcie na wschodnie wybrzeże Miami Beach zajęło mu sporo czasu, ale udało mu się dotrzeć przed trzecią. Zobaczył tęczową flagę postawioną pomiędzy stolikami Palace Bar. Zajął jeden z wolnych stolików przed przeszklonym wejściem z granatowo-białym daszkiem ponad, żeby tu zaczekać na tatuażystę.
Zamówił coś do picia i kilka minut po trzeciej, kiedy już miał zerknąć na zegarek, ktoś zasłonił mu oczy i zaśmiał się do ucha.
— Zgadnij kto.
Uśmiechnął się do siebie.
— Hmm… taki uroczy chłopak z burzą brązowych włosów, który ma zawsze przy sobie różnokolorowe gumki i cudny, ciasny tyłek?
— Mmm, ciekawa kolejność — odparł Matt i puścił jego oczy, obejmując go za to za szyję. — Długo czekasz?
— Chwilę, ale, jak widzisz, korzeni jeszcze nie zapuściłem. Zamów coś sobie i chodź już do mnie. — Ryan przekręcił głowę, żeby na niego spojrzeć. Dość mocny wiatr wiejący od strony oceanu jeszcze bardziej rozburzał włosy Matta.
Tatuażysta skinął głową i jeszcze skoczył po coś do picia. Po niedługiej chwili wrócił z koktajlem w wysokiej szklance. Do tego miał małą salaterkę z nachosami.
— Częstuj się — rzucił do Ryana, siadając naprzeciwko.
— Uuu, hojny. — Ten uśmiechnął się, sięgając po nachosa. Pomaczał go w ostrym dipie i wsadził do ust. — Dużo masz dla mnie czasu?
— Sporo. W sumie to spóźniłem się, bo jeszcze kończyłem tatuaż. Ale teraz mam wolne i jutro dopiero na dziewiątą do pracy — odparł Matt, opierając się jednym łokciem o blat stolika i pochylając do Ryana. — A coś proponujesz?
— Hm… — Zamyślił się, przyglądając się Mattowi z zadowoleniem. — Jeśli jesteś samochodem, to mogę zaproponować pewne spokojne miejsce niedaleko plaży, gdzie nikt by nie słyszał, jak będziesz prosił o więcej.
Matt zmarszczył zabawnie nos i napił się swojego koktajlu przez słomkę.
— Jestem pod wrażeniem. Szybko przechodzimy do konkretów.
— Pomyślałem, że taka propozycja ci się najbardziej spodoba — odparł Ryan z olśniewającym uśmiechem, ale nagle usłyszał jakiś pisk, a potem modulowany głos ewidentnego ciotka. Obejrzał się odruchowo, z dziwną obawą, że to może być Chris, ale odetchnął w duchu, bo był to tylko przegięty, nastoletni gej witający się właśnie z jakimś facetem dwa stoliki dalej.
Zaciekawiony Matt także spojrzał w tamtą stronę.
— Ktoś znajomy?
Ryan odwrócił wzrok od ciotka i spojrzał ponownie na tatuażystę, sięgając po kolejnego nachosa.
— Na całe szczęście nie. Gdyby okazało się, że to ktoś, o kim myślę, obawiam się, że z naszego spotkania nie wyszłoby nic dobrego.
Matt zmarszczył brwi w pytającej minie. Ryan westchnął i najpierw zjadł nachosa, popił go swoim pomarańczowym sokiem i dopiero dodał:
— Pamiętasz może te pyszne kanapki, którymi cię poczęstowałem po naszym seksie w waszym studiu?
Matt chwilę się zastanawiał. To było już dość dawno.
— No — przytaknął, mimo że coś tylko świtało mu w głowie o jakiś kanapkach.
— Dostałem je od pewnego prześladowcy, który przypomina tamtego chłopaka. — Ryan skinął głową w tył, wskazując na ciotka. — Z tym, że mój „znajomy” ma na sobie więcej różu. Chłopak jest na tyle natrętny, że coś mi mówi, że nie przejmowałby się naruszeniem naszej prywatności i chętnie dosunąłby sobie krzesło do naszego stolika — wyjaśnił z krzywym uśmiechem. W sumie dawno Chrisa nie widział i nie miał o to pretensji, ale było to zastanawiające.
Matt pokiwał głową, niespecjalnie zainteresowany. Dobrze jednak grał. Z drugiej strony był zadowolony, że Ryan wolał wsadzać jemu niż jakiejś ciotce.
— To musi biedak być zdesperowany, nawet bardziej niż ja, żeby dobrać ci się do rozporka.
— Najwyraźniej. Choć dawno go nie widziałem, więc może odpuścił. A ty dalej uskuteczniasz tylko niezobowiązujący seks? — spytał, odchylając się na krześle i powoli dopijając sok.
— Co na to poradzę? Chociaż nie powiem. Z tobą wyjątkowo dobrze mi się pieprzy — zamruczał Matt i pociągnął koktajl przez słomkę. — I nie mogę przestać myśleć, gdzie mnie chcesz zabrać.
— Dojedzmy te nachosy, to niedługo się przekonasz — odparł Ryan, sięgając po kolejnego, więc Matt także wziął kilka.
— Ale w ogóle, co cię skłoniło, żeby zadzwonić?
— Ochota na seks jest chyba wystarczającym wyjaśnieniem?
— Dla mnie na pewno.
Nachosów w miseczce było coraz mniej, aż w końcu kilka minut później ostatni zniknął w żołądku Ryana.
— To prowadź do swojej bryki i jedziemy — rzucił, dopijając do końca swój sok.
Matt także wstał od stolika i przeszedł z Ryanem na boczną uliczkę, gdzie zostawił samochód. Po drodze rozmawiali o nieistotnych kwestiach, w większości dotyczących samochodów albo tatuaży, bo wiele więcej wspólnego nie mieli. Nie było okazji, żeby dobrze się poznali.
— Teraz Washington Avenue na północ, a jak ci powiem „skręć w lewo”, skręcisz w lewo — oznajmił Ryan, kiedy już siedzieli w samochodzie. — Jakiś kwadrans i jesteśmy na miejscu. Nie spodziewaj się pięciogwiazdkowego hotelu, ale skoro lubisz seks w różnych dziwnych miejscach, intuicja mi mówi, że powinno ci się spodobać.
Matt skinął głową i położył dłoń na udzie Ryana, kiedy byli na prostej.
— Jak ty o mnie dbasz… — Zaśmiał się, przesuwając palce wyżej.
Ryan spojrzał w dół i jakoś przez głowę przeszedł mu obmacujący go Lenny. Zaklął w myślach.
— Muszę się podlizać, żebyś miał na mnie ochotę — odparł, uśmiechając się.
— Tak? A jak bardzo… podlizać? — zamruczał tatuażysta, masując już bezczelnie jego krocze.
— Dojdziemy do tego, kiedy już będziemy na miejscu — odparł Ryan pokrętnie, zwilżając językiem usta.
Matt zaśmiał się pod nosem i oderwał dłoń od jego krocza, kiedy skręcili po słowach Ryana w lewo. Chwilę później jechali już drogą, przy której domy stały coraz rzadziej.
Znaleźli się na zupełnym pustkowiu, aż na końcu dostrzegli niski budynek z przekrzywionym napisem „warsztat samochodowy”. Zdecydowanie już nie prosperował, a kiedy Ryan poprosił, żeby stanęli na tyłach, ukazało im się złomowisko z masą zniszczonych, bardziej lub mniej, samochodów. Matt nie krył zaskoczenia miejscem, w którym się znaleźli, ale także podekscytowania.
— Wow, oryginalnie! Skąd wytrzasnąłeś taką metę?
— Kiedy jeszcze byłem dzieciakiem bez prawa jazdy, ale już jarałem się samochodami, przyjeżdżaliśmy tu na rowerach z Charliem, siadaliśmy za kółkami tych gratów i udawaliśmy, że są nasze. — Ryan zaśmiał się, wysiadając z auta tatuażysty i rozglądając się. Dawno tutaj nie był, ale niektóre zniszczone fury nawet kojarzył.
— To raczej mieliście kawałek do przejechania. Faktycznie, to niezłe zadupie.
— Więc jest duża szansa, że nikt poza gryzoniami nam przeszkadzać nie będzie. — Ryan uśmiechnął się do niego, idąc powoli w stronę sterty starych samochodów. Całość była zamknięta uszkodzonym w wielu miejscach, siatkowanym ogrodzeniem. Podszedł do starego pickupa i poklepał go po dachu. — Ten nawet pamiętam — dodał, odwracając się do chłopaka i przywołał go gestem dłoni.
Matt nie skomentował. Podszedł tylko do Ryana i objął go jednym ramieniem za kark. Drugą dłoń położył mu na kroczu i ścisnął.
— Nie dość, że w takim miejscu, to jeszcze będziesz miał klimat. Sprytnie.
— Wszystko przemyślane — zamruczał Ryan i pochylił się do niego, całując mocno w usta. Po tym przekręcił ich i przytrzasnął chłopaka do drzwi samochodu, napierając na niego ciałem.
Matt stęknął, ale szybko uśmiech wypłynął mu na usta. Wypiął biodra w jego stronę, a Ryan zaczął majstrować przy jego pasku i po chwili rozpiął mu go do końca. Coś mu jednak zaczęło nie pasować. Tylko jeszcze nie wiedział co.
Matt zamruczał, poganiając go. Zakręcił biodrami.
— Ściągaj je… — Westchnął, kładąc dłonie na dachu samochodu.
Ryan cofnął się trochę i zsunął mu spodnie pod tyłek, razem z bielizną. Położył mu od razu dłoń na jednym pośladku i ścisnął mocno, po czym zatrzymał ruch. Kurwa. Przetarł twarz dłonią, nie wierząc, że właśnie czuje to, co czuje.
Zły na siebie, zaczął szybko rozpinać swoje spodnie.
— Masz może gumki? — spytał Matta i znowu do głowy przyszedł mu Lenny i jego dzisiejsze słowa a propos kondomów. I to, jak mówił o tym, stojąc przed nim w samych bokserkach…
Nieświadom jego myśli Matt skinął głową.
— Już ci daję — odparł i pochylił się, jednocześnie odsuwając lekko od samochodu i ocierając tyłkiem o krocze Ryana. Wyjął z kieszeni spodni trzy opakowania z prezerwatywami, które zabrał chwilę wcześniej z samochodu. Każda w innym kolorze.
Ryan przyjął jedną i spojrzał na tyłek chłopaka. Przecież chciał się spuścić. W czyimś tyłku, a nie do ręki, ruchany przez tamtego mordercę. Faktem jednak pozostawało, że czuł się w tym momencie, jakby działał nie fair wobec Lenny’ego i samego siebie. I było to tak irracjonalne, że aż stał dłuższą chwilę w bezruchu, trzymając tę głupią, zieloną gumkę.
Zniecierpliwiony Matt w końcu obejrzał się na niego i sięgnął dłonią do jego biodra.
— Ej, co takiego planujesz? — zamruczał, ocierając się o jego krocze pośladkami.
Ryan wychylił się i pocałował go gwałtownie, mając nadzieję, że to abstrakcyjne uczucie da mu spokój, ale oderwał się równie szybko i zaklął pod nosem.
— Chyba mamy problem — stwierdził z wymuszonym uśmiechem, coraz bardziej zły na siebie i Lenny’ego. Jaki inny facet darowałby sobie taki tyłek tylko dlatego, że mieszka z jakimś gościem, z którym miał seks ledwo kilka razy i nic go z nim nie łączy?
Matt już zupełnie się do niego odwrócił.
— Jaki możesz mieć, kurna, teraz problem? — jęknął, a Ryan odetchnął ciężko, lekko rumieniejąc na policzkach.
— Wybacz, Matt. Obawiam się, że ciężko byłoby logicznie wytłumaczyć — bo logiki w tym zero, skończył w myślach.
Matt zamrugał, po czym jednak uśmiechnął się i objął go za szyję, całując.
— Ej no, to przecież nie może być taki problem, który nie może poczekać chwili, co? Albo taki, na który dobry seks nie pomoże.
Ryan popatrzył mu w oczy, już wiedząc, że nic z tego. Wsunął mu gumkę z powrotem do spodni i powiedział coś głupiego w swoim mniemaniu, ale wiedział, że to już utnie tę farsę.
— Mam kogoś.
Matt otworzył szerzej oczy, po czym… wzruszył ramionami.
— No i co z tego? — Chwycił go ponownie za krocze. — No weź, przecież nie musi wiedzieć — prychnął na znak, że dla niego to żaden problem.
Ryan aż zmarszczył brwi. To mu się nie podobało.
— To jest zdrada — odparł poważnie, a drugi chłopak wykrzywił usta prześmiewczo.
— No i tylko dlatego zrezygnujesz z mojej dupy?
Ryan zmierzył go wzrokiem i cofnął się, dopinając do końca spodnie.
— Tak, to dla mnie dość istotny argument.
Zaskoczony Matt w końcu sam też podciągnął spodnie na tyłek.
— Pieprzenie — prychnął i podążył do swojego samochodu. Wyglądał na wściekłego.
Ryan westchnął ciężko i ruszył za nim, wciąż zły na siebie.
— Sorry, Matt. Mogę liczyć na podwózkę na przystanek?
Chłopak spojrzał na niego z irytacją.
— „Sorry Matt”! Jak masz takie problemy ze swoim chujem, to po cholerę dzwoniłeś?! — syknął na niego, nie wsiadając jeszcze do swojego samochodu.
— Jakbym wcześniej wiedział, że to nie wypali, to bym nie dzwonił i nie brał cię na to urocze zadupie, żeby przerwać w połowie. Nie przewidziałem tego — wytłumaczył Ryan. Wszystko przez Lenny’ego i jego chuja.
— To nawet nie było w połowie! — prychnął zdegustowany Matt. — Moralny się, kurwa, znalazł. I to ze spóźnionym zapłonem!
Ryan rzucił mu wściekłe spojrzenie, wciskając ręce w kieszeni. Nie wiedział, jak miał mu wytłumaczyć to, że czuje, że zdradza kolesia, który zamieszkał nieproszony w jego mieszkaniu i dotychczas włożył mu dwa razy i raz obciągnął. A wszystko na siłę.
— To, co jest między mną a tamtym facetem, jest skomplikowane i nie sądziłem, że będę miał opory przed przerżnięciem ciebie.
Matt przewrócił oczami.
— „Opory.” Frajer jesteś i tyle. Wsiadaj — rzucił i sam wszedł do samochodu.
Frajer. Ryan pokręcił głową do siebie. Teraz ktoś, kto nie chce się puszczać, jest frajerem? Nie podobało mu się. Wsiadł jednak do samochodu, bo pójście pieszo do najbliższego przystanku, który znajdował się dość… daleko od tego zadupia mu się nie uśmiechało.
Chłopak odpalił samochód i ruszył z szutrowej nawierzchni przed starym warsztatem. Po kilku minutach zwrócił się do Ryana.
— Tak fajną ma dupę? Czy to ten, o którym mówiłeś w Palace?
— Nie, nie gustuję w dziewczynkach z penisami. — Ryan uśmiechnął się kpiąco. — I nie chcę wiedzieć, jaka jest jego dupa.
— To kto to w takim razie? Aż taki jest dobry? — prychnął Matt z powątpiewaniem.
— Jest bardzo gorący i seksowny — odparł Ryan, dodając w myślach: jest skurwysynem. Po czym jeszcze dopowiedział: — Nie wiem, czy cię kiedyś oświeciłem, że byłem na „wakacjach” w pierdlu, ale to… znajomy właśnie z tego uroczego miejsca.
Matt wyglądał na zdegustowanego.
— Przyciągnąłeś se z pierdla… faceta? — mruknął z grymasem, żeby nie powiedzieć cwela. — Przecież takie to to… — Skrzywił się jeszcze bardziej i nie skończył.
— Hm? Rozwiń myśl — zaproponował Ryan.
— No, skąd wiesz, kto go pieprzył w pierdlu? — spytał Matt, nie widząc w ogóle swojej hipokryzji.
Ryan uśmiechnął się krzywo i odpowiedział:
— Jest zdrowy, jeśli do tego pijesz. — Chciał pominąć odpowiedź, że Lenny’ego w pierdlu bynajmniej nikt nie pieprzył. To on raczej ruchał te swoje księżniczki.
— Tak pewnie mówi — fuknął tatuażysta i już nic nie dodał. Powoli wjeżdżali na bardziej zabudowane tereny.
— Jest zdrowy, ale nawet jakby nie był, to masz przecież te swoje kolorowe gumeczki, więc nie powinieneś się bać, że zarażę cię jakimś syfem — zauważył Ryan.
Matt prychnął pod nosem i w końcu zatrzymał się na pierwszym przystanku, jaki mijali.
— Ta, o to się nie martwię. I jakby ci kiedyś przeszły te chore teorie o wierności, to możesz się odezwać. Nie wcześniej.
Ryan był pewien, że gdy tylko Lenny by się wyniósł, to by mu przeszło. Na to się jednak nie zapowiadało. Skinął jednak głową.
— Dam znać — zapewnił i otworzył drzwi. Nim wysiadł, dodał jeszcze: — Wybacz za ten niewypał. Do zobaczenia.
Matt machnął ręką.
— Trzymaj się — mruknął i gdy Ryan zamknął drzwi samochodu, odjechał.
Ryan popatrzył za nim, niezadowolony z całego zajścia. Potem odwrócił się i sprawdził, czy ma jakiś autobus do domu. Okazało się, że jedzie dopiero za dwadzieścia minut. Przeczesał włosy palcami i usiadł na ławce, zapatrując się w przestrzeń i czekając. Lenny niszczył mu życie seksualne. I wcale tego nie zmieniało to, że miał sprężyste, seksowne ciało, zgrabny tyłek i dużego chuja.

***

Mulat zatrzasnął za sobą drzwi wejściowe i z dwiema reklamówkami przeszedł do kuchni. Rzucił zakupy na stolik, a Jay natychmiast przybiegł na powitanie. Lenny zmierzył go spojrzeniem, po czym poszedł do przedpokoju, żeby zrzucić buty. Kot poszedł za nim.
— No i co mnie śledzisz, mała kreaturo? — prychnął i już z kotem na rękach wrócił do kuchni. Tam zaczął wypakowywać zakupy do lodówki. Płatki czekoladowe zostawił sobie do pochrupania.
Jay uczepił się pazurkami jego bluzki, wyraźnie zadowolony ze swojej pozycji. Miauknął jednak głośniej, kiedy chwilę później Lenny już kończył wypakowywać ostatnie rzeczy z reklamówki, a on usłyszał otwieranie drzwi wejściowych. Mulat pogłaskał go pomiędzy uszami, po czym odstawił na podłogę. Wyjął jeszcze piwo z lodówki.
— Witaj, Jay. Pilnujesz grzecznie domu? — Usłyszał z przedpokoju głos Ryana, który po chwili wszedł do kuchni z kotem biegającym slalomem wokół jego nóg. Kiedy chłopak zobaczył Lenny’ego, dodał do Jaya: — Widzę, że nie tylko ty.
Lenny uniósł na niego spojrzenie znad puszki piwa.
— Szybko wróciłeś.
— Byłbym wcześniej, gdybym posiadał samochód, a nie musiał znosić komunikacji miejskiej. — Ryan obszedł temat. Otworzył lodówkę, żeby wyciągnąć sobie piwo i aż zastygł. Spojrzał na mężczyznę. — Robiłeś zakupy?
— Mhm.
Wyciągnął sobie butelkę piwa, otworzył i napił się kilka łyków. Potrzebował tego. Oparł się plecami o lodówkę i spojrzał na Lenny’ego. Niewiele myśląc, podszedł do niego z butelką w ręce i oparł się wolną dłonią o blat za jego plecami. Lenny uniósł jedną brew w pytającej minie.
— Co, śliczny?
Ryan w odpowiedzi pochylił się i pocałował go mocno w usta, wsuwając mu stanowczo język między wargi. Lenny aż zamruczał nisko jak kocur i uśmiechnął się. Wolną ręką chwycił go za włosy i po chwili całowania się odciągnął go zdecydowanie.
— Jeszcze nienajedzony? Czy może w ogóle nie dostałeś, dlatego tak szybko? Hmm? — Zaśmiał się.
— Lepszą odpowiedzią by było, że w ogóle sobie nie wziąłem — odparł Ryan, odstawiając bezpiecznie butelkę na blat i oparł się już obiema dłońmi po jego bokach.
— Bo? Nie dał ci? — zadrwił mężczyzna i nim Ryan zdążył odpowiedzieć, przyciągnął sobie jego głowę i pocałował mocno.
Chłopak jęknął i odpowiedział na pocałunek żarliwie. Teraz czuł się w porządku. Oderwał się jednak po chwili, oddychając dużo płycej niż jeszcze przed chwilą. Spojrzał mu w oczy i położył mu dłonie nisko na plecach.
— Nie. Był chętny.
— To? — zamruczał mu w usta Lenny, po czym odchylił się do tyłu i napił piwa.
— Hm… — Ryan zamyślił się, zsuwając dłonie niżej, aż wsunął palce pod jego spodnie. — Pomyślałem, że mam ochotę na kogoś innego.
Lenny uśmiechnął się półgębkiem.
— Tak? — zadrwił i przesunął palcami między włosami Ryana. Chłopak go bawił. I ta jego inicjatywa… Była jednak przyjemna, więc korzystał.
— Mhm — potwierdził, wsuwając palce pod jego bieliznę i przesunął nimi po jędrnym tyłku. Widać było, że mu się podoba.
Lenny przymknął oczy. Czuł, że cała ta bliskość przyjemnie go nakręca. Odchylił się jeszcze na moment i dopił piwo, po czym chwycił ponownie chłopaka za włosy i pocałował mocno. Jednocześnie odsunął się od szafek i pchnął Ryana tak, że ten uderzył tyłkiem o blat stolika. Chłopak stęknął w jego usta, całując go żarliwie i ścisnął jego pośladki, przyciskając go bardziej do siebie. Na uścisk na włosach nie oponował. Podobało mu się to w dziwny sposób. Do tego czuł przez spodnie na swoim kroczu twardniejącą męskość Lenny’ego.
Mężczyzna przesunął gorącą dłonią po jego boku, wsuwając ją pod jego koszulkę, a Ryan odetchnął ciężko przez nos. Patrzył mu w oczy i masował jego pośladki.
— Mmmm… — zamruczał mu w usta nisko.
— Kręcisz mnie, śliczny — wymruczał Lenny i zsunął dłoń z jego żeber, przez umięśniony brzuch, aż do paska spodni. Szybko go rozpiął.
Ryan uśmiechnął się, przesuwając palcem pomiędzy jego pośladkami i drażniąc szparkę.
— To możesz kontynuować — odparł, wskazując brodą na swoje spodnie. Wyraźnie odznaczał się w nich wzwód.
Lenny zamruczał potakująco i nim Ryan zdążył zareagować, mężczyzna ściągnął mu spodnie wraz z bielizną poniżej pośladków. Po tym posadził go na stole, o który do tej pory był oparty. Dłoń Ryana wysunęła się wbrew jego woli ze spodni Mulata. Chłopak spojrzał na niego ze zdziwieniem. Potem zerknął w dół, gdzie jego nogi były rozchylone, a mężczyzna stał przy blacie pomiędzy nimi.
— Lenny… jak ty się chcesz pieprzyć w takiej pozycji? — Zmarszczył brwi, unosząc znowu wzrok na jego zielone oczy.
— Skutecznie — zamruczał i pchnął Ryana bardziej do tyłu, napierając na niego i rozchylając jego koszulę. Pocałował go mocno w klatkę piersiową, a następnie ugryzł jeden z sutków. Jego dłonie trzymały chłopaka mocno za biodra.
Ryan jęknął, a penis zesztywniał mu jeszcze bardziej. Dalej coś mu tu jednak nie pasowało. Wciąż miał spodnie zdjęte do połowy, a to go trochę ograniczało.
— Zdejmij mi spodnie, proszę — rzucił, opierając się rękami o blat po bokach ciała.
Lenny spojrzał na niego intensywnie. Miał ochotę go zjeść i tak też wyglądał. Liznął jeszcze jego sutek, po czym zsunął się powoli z pocałunkami w dół i w końcu chwycił spodnie, ściągając mu je do końca. Ryana nie ominęło jeszcze bolesne ugryzienie w udo.
Będąc wreszcie bez spodni, chłopak uniósł się i podsunął do skraju stołu. Pochylił się, łapiąc Lenny’ego z boku głowy. Przyciągnął do kolejnego mocnego pocałunku, zsuwając się przy tym niżej, żeby stanąć z powrotem na podłodze oraz odzyskać kontrolę. Lenny poczekał, aż chłopak dotknie stopami podłogi, zdjął mu do końca koszulę i dopiero wtedy przerwał pocałunek. Obrócił go jednym mocnym szarpnięciem i przyszpilił przodem ciała do blatu stolika. Przytrzymał go za kark.
Zaskoczony Ryan sapnął, spinając się cały i dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, co się stało. Szarpnął się, kładąc dłonie na blacie i chcąc się od niego odepchnąć.
— Lenny, kurwa!
Mężczyzna ponownie przydusił go do stolika i otarł się o jego nagi tyłek, samemu nadal będąc jeszcze w spodniach.
— Mmm… Tak, mój piękny? — zamruczał, pochylając się nad jego plecami i całując po ramionach.
— Rozumiem, że dałeś mi się macać po tyłku, żeby podstępnie dobrać się do mojego? — syknął Ryan, oddychając nierówno. Zrobiło mu się nagle bardzo gorąco.
— Nnn… nie było w tym żadnego podstępu — odparł Lenny, przykładając bok twarzy do pleców chłopaka. Jego serce biło tak szybko, a do tego był taki gorący… Aż zamruczał z lubością.
Ryan zmarszczył brwi, czując go przy sobie tak blisko. Odetchnął, żeby mu głos nie drżał.
— Co robisz?
— Nic — zamruczał mężczyzna, przesuwając wolną dłonią po boku ciała Ryana, aż na jego biodro. Podobało mu się to ciało.
Chłopak przymknął oczy, bo głaszcząca go dłoń była przyjemna. Co innego ta, która przyciskała go za kark do stołu. Taka dominacja… Była oczywiście seksowna, ale Ryan liczył, że jemu to tym razem przypadnie. A Lenny nie zabrał dłoni, bo najwidoczniej nadal nie zamierzał ryzykować. Pocałował go jeszcze między łopatkami, rozpinając sobie spodnie i zsuwając je nieznacznie w dół wraz z bielizną.
Ryan spróbował na niego spojrzeć, ale ta niewygodna pozycja mu tego za bardzo nie ułatwiała. Sfrustrowany, poruszył się, spinając nagi tyłek. Penis ocierał mu się o skraj blatu stołu, cały sztywny.
Lenny wspiął się na palce i położył na nim tak, żeby sięgnąć ustami do jego ucha.
— Nie ruszaj się — rozkazał, powoli zsuwając dłoń z jego karku.
Ryan uniósł się na przedramionach i obejrzał na niego czujnie.
— Oddychać też nie mogę?
— Możesz — prychnął Lenny i zsunął się w dół, kucając w końcu za Ryanem. Położył mu jedną dłoń na plecach, a drugą na jego pośladku. Cmoknął go w drugi.
Ryan zamrugał i wykręcił głowę, żeby na niego spojrzeć. Zarumienił się mocno ze wstydu.
— Lenny. Zostaw mój tyłek — rzucił na tyle twardo, na ile było go stać w momencie, kiedy jego penis drgnął od tego dotyku.
Mężczyzna nie odpowiedział, tylko przesunął gorącym językiem od jego uda, przez pośladek, aż po plecy. Drugą dłonią jednocześnie masował drugi, a Ryan zagryzł wargę. Nie ruszał się jeszcze chwilę, ale w końcu uniósł się wyżej, opierając o stół na wyprostowanych rękach.
— Wolałbym wrócić do konfiguracji, w której ja się zajmowałem twoją dupcią.
— Jaki uprzejmy. — Lenny zaśmiał się, wyprostował się i ponownie pchnął go na stół. Kiedy to zrobił, sięgnął do swojego portfela, który leżał kawałek dalej, obok jeszcze nierozpakowanych siatek po zakupach. Położył się klatką piersiową na nagich plecach Ryana i wyciągnął małą saszetkę żelu.
Chłopak przełknął ślinę, znowu przytulając się całym ciałem do stołu.
— A ty jak zwykle masz gdzieś, to co do ciebie mówię.
Lenny cmoknął go tylko w ramię, po czym otworzył zębami opakowanie i wycisnął żel między jego pośladki. Jednocześnie otarł się o udo chłopaka sztywnym penisem.
Ryan poczuł, jak rumieńce wypływają mu na policzki. Zadrżał i obejrzał się na tego przeklętego mordercę, cały czerwony. Nie, zdecydowanie nie był przekonany do siebie w takiej roli. Jego pośladki ścisnęły się mocno, a uczucie chłodnego żelu między nimi sprawiło, że jęknął cicho. Uniósł się znowu, chcąc odwrócić przodem do Lenny’ego, ale ten nie pozwolił mu na to. Chwycił tylko jego szczękę, wpijając mu się w usta z gorącym pocałunkiem. Jego palce w tym czasie wsunęły się bez problemu między pośladki chłopaka dzięki poślizgowi, a następnie popieściły szparkę.
Biodra Ryana cofnęły się i przycisnęły bardziej do skraju stołu. Przez ciało Ryana przeszedł dreszcz, a maleńka dziurka zacisnęła się mocno. Była jednak śliska, a Lenny zdecydowany i nim chłopak się obejrzał, palce mężczyzny wślizgnęły się w niego. Od razu dwa i to głęboko.
Zmarszczył mocno brwi i wyszarpnął szczękę z ręki Lenny’ego, żeby nabrać głębiej powietrze. Kurwa! Czemu to jest takie dobre? Jego pośladki aż drżały. Mulat szybko chwycił go ponownie za szczękę i znowu pocałował, nie dając mu chwili wytchnienia. Palcami pieścił przy tym prostatę, rozluźniając go. Sam był skrajnie podniecony.
Niedługo potem Ryan czuł, że trudno mu się utrzymać na nogach. Pojękiwał w usta mężczyzna, odpowiadając namiętnie na pocałunek i starając się wyprzeć z głowy chorą myśl, że jego szparka chce czegoś większego.
Lenny po jakimś czasie pieścił go już trzema palcami, ale w końcu wyjął je z niego i otarł się sztywnym, gorącym penisem o śliski rowek. Trzymając go nadal za szczękę, przymierzył się do jego dziurki i nie spuszczając wzroku z jego ciemnych oczu, zaczął się wsuwać. Chłopak od razu rozchylił szerzej usta, rumieniejąc jeszcze mocniej i stęknął głośno.
— O kurwa…! Nie…! Nie zmieścisz…! — wysapał.
— Zmieszczę — zamruczał mu w usta Lenny, nie spuszczając wzroku z jego twarzy i wsuwając się płynnie aż do końca. Czuł, jak ciasna szparka Ryana mocno go obejmuje.
Chłopak jęknął głucho. Ustawił nogi nieco szerzej, mając nadzieję, że nie będzie aż tak rozciągać, mimo że to uczucie mu się… podobało. Uda mu drżały i chciał w tej chwili opaść cały na blat, ale mężczyzna wciąż go trzymał.
— Piękny jesteś — wymruczał Lenny i zaczął w nim poruszać w głębokich, mocnych pchnięciach. Mruczał przy tym nisko z zadowoleniem.
Ryan pokrzykiwał z każdym jego pchnięciem, dochodząc do wniosku, że wariował, skoro zrezygnował z zanurzenia się w dupie Matta na rzecz chuja Lenny’ego. Był duży, a to, jak poruszał się w jego ciasnym tyłku, sprawiało, że miał ochotę jęczeć.
Lenny pocałował go jeszcze raz krótko i puścił mu głowę. Chwycił za to mocniej jego biodra obiema dłońmi i przyspieszył swoje ruchy, wbijając się w niego jeszcze mocniej.
— Kurwa! — krzyknął Ryan, opadając na blat stołu przodem ciała i oparł się o niego na przedramionach. Czoło położył na blacie i zacisnął mocno powieki. Bolało. Ale i tak było mu dobrze. — Nnn… ja pierdolę…!
Do tego Lenny wisiał nad nim nisko, więc cały czas czuł lekkie muśnięcia jego długich włosów na swoim ciele. Miał ochotę otrzeć się o cokolwiek sztywnym, mokrym na czubku penisem, ale w tej pozycji nie miał go nawet jak chwycić. Już nawet nie hamował się przed głośniejszym pojękiwaniem.
Lenny uśmiechnął się w jego plecy. Te jęki i krzyki jeszcze bardziej go nakręcały. Chciał wycisnąć z niego jak najwięcej. Do tego czuł, jak chłopak drży i jaki jest gorący. A kiedy trochę zmienił kąt penetracji, Ryan zrobił się jeszcze głośniejszy.
Uniósł głowę i obejrzał się na mężczyznę, łapiąc głęboko powietrze przez rozchylone, wilgotne usta, a Lenny stęknął głośno, widząc go takiego. Sięgnął dłonią do jego twarzy i podciągnął go w górę za szczękę, żeby w końcu wpić się w jego usta. Smakowały cudownie i tego właśnie chciał Ryan. Odpowiedział na pocałunek, pojękując. Wiedział, że jeszcze moment, a spuści się na podłogę bez dotykania. Mulat jednak czując, że chłopak z chęcią odpowiada na pieszczotę, puścił jego szczękę i objął go w pasie, podciągając jeszcze w górę. Drugą dłonią dzięki temu mógł objąć jego członek.
Ryan zamknął oczy zupełnie, całując się z Lennym mocno i namiętnie, choć bardzo chaotycznie. Mógł skupić się tylko na tej przyjemności, która rozlewała się po całym jego ciele.
Poruszył biodrami, łasząc się penisem do tej pewnej dłoni. Lenny pieścił go wprawnie, przytrzymując mocno w pasie. Wbijał mu palce w ciało, pieprząc go mocno.
Ryan jęknął nagle głośniej, a Lenny poczuł, jak penis chłopaka drży mu w dłoni, kiedy ten doszedł. Mięśnie jego tyłka ścisnęły mocno penisa mężczyzny. Ten zawarczał i ugryzł wargę chłopaka, żeby po chwili zassać się na niej i puścić, kiedy sam krzyknął zduszonym głosem. Jego sperma rozlała się w tym ciasnym tyłku.
Ryan łapał gwałtownie powietrze. Oparł się znowu o stół, pochylając głowę. Czuł, że ma miękkie kolana i najchętniej by teraz usiadł albo się położył.
Po chwili poczuł, jak ciepła dłoń głaszcze go uspokajająco po biodrze, a potem po boku, aż w końcu po włosach. Oblizał usta, starając się uspokoić oddech.
— Wysuniesz się? — rzucił słabo.
Lenny dłuższą chwilę nie odpowiadał, polegując na jego plecach i grzejąc niemiłosiernie. Pocałował go w końcu w plecy i wysunął się, odsuwając nieznacznie. Chłopak odwrócił się przodem do niego. Czuł, że ma bardziej wilgotno między pośladkami niż zwykle.
Przeczesał włosy palcami, patrząc na Lenny’ego i nie wiedząc, co powiedzieć. Dlatego minął go tylko i sięgnął po swoje niedokończone piwo, które stało na szafce.
Lenny obejrzał się za nim, po czym prychnął z uśmiechem na ustach pod nosem. Podciągnął spodnie na tyłek i nie zapinając ich, oparł się biodrem o stolik, który chyba tylko cudem wytrzymał cały seks.
Wreszcie Ryan napił się piwa, a na krześle nie usiadł tylko dlatego, że pewnie by z niego na nie spłynęło.
— Rozumiem, że jak się tak uśmiechasz, to znaczy, że ci się podobało?
Mulat uśmiechnął się jeszcze szerzej, nadal pożerając jego nagie ciało wzrokiem.
— Bardzo…
— Hm, to może powinienem usunąć ci się z drogi, bo po tym spojrzeniu się obawiam, że się znowu na mnie rzucisz — odparł Ryan z lekko ironicznym uśmiechem i dopił szybko swoje piwo. Był zażenowany swoimi reakcjami i… własną zgodą, którą dał na ten seks.
— Nie miałbym nic przeciwko — zamruczał starszy mężczyzna i podszedł do Ryana. Położył mu dłoń na biodrze i liznął sam szczyt szyjki butelki. Po tym wychylił się i delikatnie pocałował chłopaka w usta.
Zaskoczył tym gestem Ryana, bo ten, będąc w więzieniu, nigdy by nie powiedział, że Lenny potrafi być czasami taki… czuły.
Odstawił butelkę na bok. Czuł się niepewnie, stojąc przy nim nago, z rozluźnioną, mokrą szparką. Lenny objął go obiema dłońmi w pasie, przyciągając ciaśniej do siebie i całując niespiesznie. Ten chłopak strasznie na niego działał, a do tego po chwili odpowiedział na pocałunek i objął go za szyję. Po takim seksie rzeczywiście nie chciał oponować na trochę czułości.
Lenny zamruczał z zadowoleniem, przesuwając się z lekkimi pocałunkami na szczękę i szyję chłopaka.
— Moja księżniczka — zamruczał, głaszcząc nagie ciało Ryana, który… od razu spojrzał na niego wrogo i odsunął od siebie mocno.
— Nie, nie twoja księżniczka, kurwa! — warknął, a Lenny zmarszczył brwi, słysząc ten ton.
— Nie bulwersuj się. — Westchnął na razie spokojnie.
— Och, i pewnie teraz powinienem w mgnieniu oka cię posłuchać? Jestem za. Jak zrobisz to samo i nie będziesz mnie wkurwiać tą „księżniczką”!
Lenny odetchnął ciężko, przysuwając się znowu do niego, niezrażony.
— To tylko określenie. Czemu ci ono, do diabła, tak przeszkadza?
— Może dlatego, że tak się odnosiłeś do cweli w pierdlu? Mało przekonujące? Poza tym ja jestem facetem, chyba widać. A nie twoją pizdą! — warknął Ryan, rumieniejąc na policzkach.
— Nie zwracam się więc do ciebie per pizdusiu — syknął mężczyzna. — Co cię ugryzło? Nie jesteśmy w pierdlu, więc sobie daruj te porównania.
— To się z łaski swojej nie zachowuj, kurwa, jakbyśmy tam dalej byli!
— Nie zachowuję się. Uspokój się! — warknął, zupełnie poważniejąc. Jego spojrzenie też zrobiło się groźniejsze.
— Jakbyś mnie tak nie nazywał, to bym się nie musiał uspokajać — odparował Ryan z wymuszonym uśmiechem i odwrócił się od niego, szukając po szafkach jakiejś ścierki, którą mógłby się wytrzeć. Rozmawianie z Lennym, mając mokry tyłek, było frustrujące.
— To tylko jedno cholerne określenie! — syknął Mulat i widząc, co chłopak robi, wyszedł z kuchni i po chwili wrócił z paczką chusteczek. — Łap.
Ryan złapał chusteczki, patrząc na niego nieprzekonanym wzrokiem.
— Dzięki.
Za nic mu się nie podobało, że Lenny tak do niego mówi. W myślach pewnie jeszcze częściej tak go nazywał.
Nie chcąc już drążyć tematu i licząc, że mężczyzna da sobie z tym spokój, wyciągnął jedną chusteczkę i sięgnął nią do tyłu. Wytarł się pospiesznie, nie patrząc na Lenny’ego. Ten za to stał tuż przy lodówce z rękoma skrzyżowanymi na piersi i patrzył na niego czujnie. Że też Ryan tak musi się bulwersować tym określeniem… Nie miał zamiaru przestać tak do niego mówić.
Spojrzał na zegarek. Powoli dochodziła szósta wieczór, ale na zewnątrz wciąż było jasno.
Ryan wyrzucił chusteczkę do kosza i sięgnął po porzucone bokserki. Założył je na siebie i spojrzał na ciemnoskórego, seksownego mężczyznę, który tak… dobrze go wyruchał, a jednak tak cholernie go wkurzał.
— Rozumiem, że wychodzisz na noc do pracy? — rzucił, sięgając jeszcze po spodnie.
Mulat skinął głową i spytał:
— Jadłeś coś na mieście?
— Hm… nie wiem, czy połowa miseczki nachosów się liczy. — Ryan uśmiechnął się specyficznie, podciągając spodnie.
— To zamówić coś, czy zjesz coś z lodówki? — dopytał Lenny, samemu do niej zaglądając. Wyjął sobie do połowy zjedzone opakowanie Nutelli i zabrawszy do tego czekoladowe płatki śniadaniowe i brudną łyżeczkę jeszcze ze śniadania, wyszedł do salonu.
Ryan zastanowił się, zapinając spodnie. Lenny jednak zrobił jakieś zakupy, więc postanowił skorzystać. Zrobił sobie górę kanapek z o dziwo świeżego, tostowego chleba. Jeszcze jakaś szynka i ser żółty. Z tym wszystkim poszedł do salonu.
— Powinniśmy kiedyś pokusić się o kupienie soli — rzucił.
Lenny mruknął potakująco z łyżką w ustach, jedną dłonią w opakowaniu płatków śniadaniowych, a drugą dzierżąc pilota i zmieniając kanały. Nie, żeby się do tego przyznał, ale lubił, gdy Ryan mówił o nich w liczbie mnogiej. Przyjemniej mu się wtedy tu mieszkało.
Chłopak usiadł obok niego na kanapie i położył sobie talerz na kolanach. Ugryzł pierwszą kanapkę, zerkając na ekran, ale potem spojrzał na paczkę płatków i Nutellę.
— Lubisz czekoladę?
Mulat pokiwał ponownie głową, ale odpowiedział, kiedy wyjął z ust łyżeczkę i oblizał ją dokładnie.
— Tak, ale bardziej białą.
Ryan uśmiechnął się mimowolnie, zerkając na jego usta.
— Jak na mój gust za słodka.
— Lubię słodkie, ale wolę taką Nutellę niż batony.
— A ciasta? Bo ja bym chętnie jadł, gdyby mikser, piekarnik i inne cuda w kuchni mnie lubiły.
— Też, takie z toffi są dobre — przytaknął Lenny, wsadzając łyżeczkę do słoika, po czym wyjmując i oblizując ją jak lody na patyku.
— Mm, takie snickersowe. Dobry jest ciągnący się karmel. — Ryan zerknął krótko na jego łyżeczkę i sięgnął po kolejną kanapkę.
Lenny potwierdził mruknięciem. Aż nie chciał myśleć, że niedługo musiał wychodzić. Sięgnął jeszcze garść płatków i zakręcił słoik. Wstał z kanapy, cmoknął z zaskoczenia Ryana w policzek i wyszedł do kuchni.
Chłopak popatrzył za nim. Dziwne. Spojrzał znowu na ekran, ale napotkał wzrokiem rudego kota, który siedział przed kanapą, gapiąc się na swojego pana.
— No co? To tylko buziak, nie bądź zazdrosny. — Uśmiechnął się do niego i ugryzł kanapkę.
Kilkanaście minut później usłyszał trzask zamykanych drzwi. Domyślił się, że Lenny poszedł do pracy, więc położył się bokiem na kanapie i dzierżąc pilot, zaczął przeskakiwać po kanałach. Cisza i spokój. Żadnych księżniczek. Ale ten przeklęty mężczyzna, a szczególnie to, jak się z nim całował po seksie, cały czas mu przelatywał przez myśli…

17 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 80 – Zdrada…?

  1. Katka pisze:

    Yuu, jak zwykle, dzięki za literówkę, poprawiona ;) No i właśnie ja średnio pojmuję takie lubowanie się w tyyyypowych, ale tak serio typowych uke. Tzn. oczywiście kwestia gustu, bo to może jarać, nie powiem. Ale jeśli się to powtarza, to już po pewnym czasie staje się nudne. Do następnego! :)

  2. Yuu pisze:

    … *-*
    To było takie słodkie i kochane ze strony Rayana. Nie pomyślałabym, ze może tak zrobić. Słodziak <3
    ' Rozmawianie z Lennym, mając mokry tyłek, było frustrujące.' tak XD Nie będę z tobą rozmawiać, bo mam mokry tyłek. Okej XD
    i taka literówka mała – ''Niedługo potem Ryan czuł, że aż trudno mu się utrzymać na nogach. Pojękiwał w usta mężczyzna, odpowiadając namiętnie na pocałunek i starając się wyprzeć z głowy chorą myśl, że jego szparka chce czegoś większego.''- mężczyznY
    c:
    Aa i Katka. Tak, rzeczywiście określenie seme i uke tylko w anime i mangach, bo w rzeczywistości się nei przyjmuje, sama się przekonałam o tym XD ale wiesz. W opowiadaniach robi sie np typowych ukesiów, bo są słodcy, a ludzie to lubią XD'' chociaż jak jest za dużo cukru też nie dobrze :)
    Do następnego~

  3. Tigram Ingrow pisze:

    „Lenny uśmiechnął się na to lekko i nic nie dodał. Nie miał co. Nawet jeśli chłopak wychodził spotkać się z jakimś kolesiem, to nie była to jego sprawa przecież.” No widać, że odkąd się zaangażował to się to zmieniło. :D Lenny pewnie jeszcze nie raz pokaże pazurki ^^

  4. Katka pisze:

    Elis, kodeks moralny Ryana jest abstrakcyjny czasami XD Ale to dobrze, że się podoba. Ma swoje zasady :) A Alexik już niedługo, oj niedługo ;)

  5. Elis pisze:

    Kocham moralność Ryana. Nie jest w związku z Lennym, a i tak poczuł się jakby go zdradzał. Więcej takich facetów poproszę. :)
    Matt to głupia ździra. Nie ma za nic szacunku dla związku i pieprzył by się nawet z facetem który ma stałego partnera.

    Seks Lenny/Ryan coraz mniej ma w sobie przemocy. Jeszcze trochę i Ryan odda się mu bez oporów. :) Czekam tez na odwrotną konfigurację. :)

    Nadal tęsknię za Alexem. :)

  6. Shivunia pisze:

    Mocca >> dowodzimy ze głód wzmaga apetyt ;p Ale jeszcze troszkę. A Matt… myślę ze jemu było by obojętnie czy ktoś z kim sypia sypia też z kimś innym. Byle by były kolorowe gumeczki hahaha

  7. Mocca pisze:

    Ryan, witaj po ciemnej stronie mocy! Żadnych zdzirek z kolorowymi gumkami, liczy się tylko Lenny! XD Ej, bo co to w ogóle miało być z tym „przecież nie musi wiedzieć”? Wiem, że Matt do stałego związku się nie pali, ale, kuźwa, chyba nie byłoby mu miło, jakby to jego facet doprawiałby mu rogi! A taki milusi się wydawał na początku. Uroczy, zwyczajny chłopak. A teraz to ma u mnie minusa.
    Dochodzę do wniosku, że nad Lennym i Ryanem rozpływam się bardziej niż nad Jasonem i Alexem. (Z tęsknoty, aż sobie policzyłam. Królowa nie pokazała się już czwarty rozdziaaał. Ja jestem na głodzie, noooo!)
    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
    LLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLL
    EEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE
    XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
    (To był przekaz podprogowy. Wiadomej treści.)

  8. Shivunia pisze:

    Shinu >> „Użyłeś żelu! ” a potem Floo zwraca na to samo uwagę. No nie ma co, widzę że żelik to kwestia kluczowa hahaha XD A i w ogóle już wspominałam ze kocham długie komentarze, aż mi po nich lepiej :D Ale do rzeczy. Baaaaardzo się cieszymy ze ich polubiłaś :D są tacy słodko gorzcy ;p Matt, ja kolesia uwielbiam za jego kolorowe gumki XD Bez nich jego egzystencja by nie istniała. A Księżniczka ? Wszystko wyjdzie w swoim czasie i nie jeden raz poleca przysłowiowe talerze.
    No i widzę też że jest ciśnienie na królową. Idealnie hihihi XD
    InnerVision >> hahaha ciesze się z twojego szczęścia mimo ze ciekawi mnie CO było TAKIEGO w TYM dniu ;)
    kkohaku >> Nauczy sie słuchać kiedy Ryan mówi „nie” ? Się okaże ;)
    Floo >> oooch czujemy twój wzrok i na pewno się tym ODPOWIEDNIO zajmiemy ( kiedy tylko Kat odzyska internet) No i fajno że sie podobało i ze doceniasz „dbałość” Lenna o poślizg hehehe. A Ryan przyznający się że mu się podoba… och to rozkosz dla mych „uszu” ;) A Ryan chyba nie cieszy się z porównania go do kobiety w ciąży hahahaha ( chociaż dużo w tym racji)
    O.>> „w końcu musi jakoś swą Księżniczkę bronić ;D” jakie to słodkie ;) Lenny popiera ;)
    ibbera>> Podobno lepiej jak sie źle o kimś mówi niż jak się w ogóle o nim nie mówi. No ale ok, szkoda ze ci nie podpasił jednak. Może jednak kiedyś ;) Ponoć nadzieja umiera ostatnia ;)
    Seiridis>> Jakby u nich konsensus był taki prosty hihihi, ale im trzeba czasu. Może coś z tego wyjdzie, wyjaśni się, zobaczy się ;)

  9. Seiridis pisze:

    Aaaaaaaaa xD Tak, kurwa, tak xD Chyba zaraz drugi raz sobie przeczytam :DDD
    To, jak Ryan wkurza się o księżniczkę jest słodkie i uzasadnione. Skoro Lenny nazywał tak swoje dupy w pierdlu, to chyba logiczne, że Ryan nie chce się czuć, jakby był jedną z nich xD
    Ale z drugiej strony Lenny raczej tak o nim nie myśli, więc…
    Niech dojdą do konsensusu z księżniczką i będzie git :D

  10. ibbera pisze:

    A ja się wyróżnię z grona fanek Lennego i przyznam, że nie tyle co go nie lubię(jak było dawniej),a jego postać nie budzi we mnie emocji teraz..Tak przewidywalnie się potoczyła akcja: partner-dla-Ryana. Taki stanowczy, arogancki i dominujący, teoretycznie ma wszystkie cechy postaci jakie lubię, ale w tym wszystkim jakiś plaski i mało ekscytujący jak dla mnie jest. No ale to tylko moja osobista opinia. Przewinę sobie i tyle.

  11. O. pisze:

    Ryan dojrzewa! A Lenny mógłby bardziej okazać zazdrość ^^ w końcu musi jakoś swą Księżniczkę bronić ;D A mówienie w liczbie mnogiej jest urocze.

  12. Floo pisze:

    Ale żeby nie było, to że polubiłam Lennego, to nie znaczy że nie jestem zła o brak J&A!! Zaniedbujecie ich! *patrzy oskarżycielsko na autorki*

  13. Floo pisze:

    No nareszcie Lenny miał poślizg! Swoją droga już się Bałam że Ryan sam nigdy nie przyzna się chociaż tak cichutko, głęboko w sobie że dobrze mu na dole. Przyznaje się szczerze że po tym seksie polubiłam Lennego :D, ale czy oni muszą mieć takie zaburzenia, można powiedzieć umysłowe, najpierw super sex, po seksie czułostki, czym Lenny mnie podbił, a potem SRU, wielka afera a za chwile znów gadają jakby nigdy nic! Oni maja humory gorzej jak kobieta w ciąży! OBAJ!!

  14. kkohaku pisze:

    Uroczo było pomimo tej dziwnej brutalności, gwałtowności Lennego xD Mam jednak nadzieje, że jak już będą razem to nauczy się słuchać Ryana ;)

  15. InnerVision pisze:

    Aaaaaaaaaaaa!
    Wprost nie mogę uwierzyć, że doczekałam tego dnia! *q*
    Wybaczcie, ale nic więcej nie mogę narazie z siebie wykrzesać.

  16. Shinu pisze:

    Brawo Lenny! Użyłeś żelu! *owacje na stojąco przed laptopem*
    Nie potrafię opisać jak bardzo kooooooooooooocham tą parkę. Aż się zastanawiam czemu kiedyś byłam do nich tak negatywnie nastawiona. Teraz jak o nich czytam to mam wielkiego banana na mordce i cały czas wzdycham jakieś ochy i achy albo się rozczulam, że „jaaaaaaak słooooodkoooo ;333”.
    Chcę takiego Lenny’ego na własność, aby był mój i tylko mój, aby mnie tak z zaskoczenia cmokał i rozmawiał ze mną o czekoladzie.
    Kurcze, niby ten związek jest taki niecodzienny i na pół-toksyczny, ale równocześnie pobija rekordy słodkości !!
    Nie lubię Matt’a. Kiedyś wydawał mi się sympatyczną zdzirą, teraz to po prostu zwykła zdzira.
    Ryan coraz lepiej sobie radzi z Lennym, z tym całym ‚byciem na dole’ i takie tam. Gdyby jeszcze nie przeżywał tak bardzo tej księżniczki to byłoby idealnie.
    Chociaż Lenny też chociaż raz mógłby iść na kompromis i nie nazywać tak Ryana, w końcu co mu szkodzi?
    Oni przypominają mi moich rodziców trochę xD
    Najpierw tacy słodcy i mili dla siebie, flirtują i takie tam, potem skaczą sobie do gardeł, a na koniec udają, że niczego nie było i gadają o bzdurach xD
    Chcę więęęęcej.

    A tak btw. skoro David juz tak mniej więcej wszystko wyznał i jest taki w miarę out(przynajmniej dla swojej żony) to może i pora na Alexa? ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s