Fire Dragon Tattoo Studio – 79 – Prześladowcy, idioci i HIV

Chris wydął usta, po czym przekręcił lusterko wsteczne w swoją stronę i pomalował wargi błyszczykiem. Już prawie kończył, kiedy światło się zmieniło, a ktoś stojący za nim zaczął na niego trąbić. Fuknął wściekle pod nosem.
— No, chwila, fagasie jebany, maluję się! — warknął, po czym zakręcił błyszczyk i ruszył z piskiem opon.
Za następnym zakrętem widział już budynek, w którym mieściła się siłownia. Uśmiechnął się do siebie szeroko. Wszystko już sprawdził i dowiedział się u samego źródła. Co prawda Ryan chyba nadal udawał niedostępnego, ale już miał pomysł, jak mu to wszystko ułatwić.
Zaparkował i wysiadł ze swojego żółtego mini, a pewien napakowany facet zmierzył go zdziwionym i rozbawionym wzrokiem, podchodząc do swojego samochodu kawałek dalej. Na twarzy miał niemal wypisane „fitness to w piątki, dziewczynko”. Chris, nie przejmując się tym specjalnie, poprawił pasemko farbowanych blond włosów i pomaszerował dumnym krokiem w stronę siłowni. Kręcił przy tym biodrami jak rasowa dziunia na deptaku.
W środku powitała go uśmiechem dziewczyna siedząca w recepcji. Chyba go kojarzyła. Nie było w tym akurat nic dziwnego. Chłopak pomachał do niej i niemalże podbiegł z promiennym uśmiechem na swoich umalowanych ustach.
— Dobry dzień, pięknej pani — zaświergotał, opierając się łokciami o blat recepcji. — Wiem, że nie byłem na dziś umówiony, ale zastałem Ryana?
Zadbana, krótkowłosa brunetka pokręciła głową z prawie współczującą miną.
— Nie, dzisiaj ma wolne niestety. — Westchnęła, dziwnie sama tym przejęta.
Chris wygiął usta w podkówkę.
— Naprawdę? — spytał z mocno przesadzonym żalem w głosie. — A ja specjalnie tu jechałem do niego.
— Jutro będzie na pewno od dziewiątej rano, więc zapraszamy. — Uśmiechnęła się pocieszająco, a Chris położył brodę na opartej na blacie dłoni.
— Uch, no, ale ja jutro nie mogę. A mam jego ciężarki. Pożyczył mi i chcę mu je zwrócić przed wyjazdem — kłamał gładko, robiąc jak najsmutniejszą minkę.
— Och… — Dziewczyna zamrugała, skonsternowana. — Możesz je tutaj zostawić, a on jutro sobie odbierze?
Chris chwilę myślał, w końcu jednak się uśmiechnął do niej szeroko.
— A… a może byłabyś tak kochana i podała mi jego adres, to bym do niego pojechał i mu je oddał. Kiedyś mówił mi, że ma niedaleko do pracy, to byłaby chwila, jakbym mu zawiózł i nie musiałbym się bać, że coś się stanie z jego własnością. — Zatrzepotał rzęsami.
Dziewczyna zagryzła wargę i pokręciła głową.
— Niestety nie mogę podawać prywatnych danych naszych pracowników. Jedynie mogę ci podać jego numer telefonu, to może do niego zadzwoń i jakoś się umówicie.
Chris odetchnął ciężko, trochę zawiedziony.
— Uch… rozumiem. Ale byłbym i tak wdzięczny za ten telefon. Zapiszesz mi go?
— Oczywiście — odpowiedziała szybko, sięgając po małą, niebieską karteczkę i sprawdziła jeszcze w komputerze numer do Ryana, po czym go zapisała. Wyciągnęła do chłopaka karteczkę. — Proszę bardzo.
Ten przyjął ją, uśmiechając się przyjemnie. Jednocześnie jednak w myślach był wściekły na dziewczynę, że nie dała się urobić. Z facetem na pewno poszłoby mu lepiej.
— Mogę ci jeszcze w czymś pomóc? — zapytała z uśmiechem, który w tym momencie bardziej go irytował, niż cieszył.
— Nie. I tak mi bardzo pomogłaś! — zaświergotał z fałszywą uprzejmością.
— To powodzenia z tymi ciężarkami — odpowiedziała w momencie, kiedy rozdzwonił się telefon na biurku.
Kiedy go odebrała, wiedział, że czas się ulotnić. Zmierzył ją tylko krótkim spojrzeniem, po czym wyszedł z siłowni.
Czyli musiał tu przyjechać znowu jutro. Liczył, że jakoś to przeżyje, ale i tak był wybitnie niezadowolony. Mimo że zdobył numer Ryana. Nie chciał półśrodków. Chciał, żeby się udało.

***

Minęła piąta po południu, a z budynku siłowni dalej nikt nie wychodził. Musiał czekać jeszcze kilka minut, które dłużyły mu się niemiłosiernie, nim na parking wyszedł oczekiwany przez niego mężczyzna. Z plecakiem zarzuconym luźno na ramię, rozpiętą koszulką i lekko zmęczonym wyrazem twarzy. Ryan szedł spacerowym krokiem w stronę głównej drogi. Nie był świadom, że obserwowały go w tym czasie szklane oczy lornetki trzymanej przez młodego, wysokiego chłopaka siedzącego w swoim mini.
— Mam cię, przystojniaku. — Chris uśmiechnął się do siebie, odpalając samochód. Nie mógł go zgubić, a nie wiedział, kiedy przyjedzie autobus.
Udało mu się śledzić Ryana, pozostając niezauważonym, aż do przystanku. I znowu czekanie. Jedyną rozrywką było obserwowanie przez lornetkę, jak Ryan wyciąga komórkę i najwyraźniej pisze do kogoś wiadomość. Mało pasjonujące, chociaż był bardzo ciekawy, kto to może być.
Po kilkunastu minutach zobaczył nadjeżdżający autobus. Ryan wsiadł, a Chris po chwili za nim ruszył. Naoglądał się dość filmów kryminalnych, żeby wiedzieć, że powinien zachować bezpieczny odstęp.
Na jego szczęście Ryan stanął gdzieś na przodzie autobusu. Był pewien, że jego samochód raczej by rozpoznał. Teraz jednak Chris był skazany na podążanie za autobusem i zatrzymywanie się za każdym razem, kiedy ten stanął na przystanku. Nie mógł dopuścić do tego, żeby Ryan zniknął mu w tłumie wysiadających ludzi, a on pojechałby dalej. Cały plan by runął. No i cały dzień planowania go też. Na siedzeniu pasażera nawet leżał wydrukowany plan przejazdu autobusu. Dzięki temu wiedział, że go nie zgubi, nawet jak nie jechał idealnie za nim.
Wreszcie dojrzał, jak na kolejnym przystanku z autobusu wysiada Ryan, ale jego szczęście było krótkie, bo chłopak od razu wszedł do sklepu. Czyli kolejne minuty czekania. Zatrzymał się więc na jakimś parkingu, profilaktycznie za dużym samochodem i liczył, że Ryan nie ruszy akurat w jego stronę.
Na jego szczęście, ten po wyjściu ze sklepu przeszedł na drugą stronę ulicy i ruszył w przeciwnym kierunku. Niósł siatkę pełną butelek piwa i śladowych ilości jedzenia, a w drugiej ręce trzymał dużego burgera, którego jadł po drodze.
Chris odczekał odpowiednią chwilę, po czym wychylił się szybko na tylne siedzenia swojego samochodu. Wyciągnął stamtąd szpilki, damską marynarkę i okulary przeciwsłoneczne. Szybko się przebrał i razem z torebką pod ręką wyszedł z samochodu, żeby następnie ruszyć za chłopakiem. Był szczupły, a jego włosy, teraz lekko podkręcone, dodawały mu kobiecego wyglądu.
Ryan, niczego się nie spodziewając, szedł kilkanaście metrów przed nim, jedząc swój „obiad”. Wreszcie Chris zobaczył, że skręca na podjazd przed niedużym domem z… zaraz… z bialutkimi firankami w kwiatuszki w oknach. Wyglądały, jakby kupiła je kobieta, a zdecydowanie nie trener na siłowni. Ten jednak wygrzebał klucze i wszedł do środka. Chris trochę się zdziwił. Jakby nigdy nic, przeszedł obok niego, kiedy Ryan w nim zniknął, a po skręceniu na kolejną przecznicę, wyciągnął komórkę z torebki i zapisał adres.
Tak. Misja wykonana.

***

Charlie siedział przy kontuarze w studiu, bazgrząc na marginesie notesu. Nowego. Stary tak porysowali z Jasonem i Kate, że nie było już miejsca na zapisywanie klientów. Kupili więc nowy, ale najwyraźniej czekał go ten sam los. Charlie, żeby zmieścić swój szkielet kowboja, musiał go wcisnąć pomiędzy jaszczurkę Jasona i kilka maleńkich koliberków Kate.
Co chwilę unosił wzrok, wpatrując się przez przeszklone drzwi. Bynajmniej nie w oczekiwaniu na klienta, a na Rusha, który obiecał wpaść. Na razie jednak zamiast niego widział wracającą z kubełkiem lodów współpracownicę. Ona i Jason zostawili go na chwilę samego. Kate, bo znowu miała ochotę na coś słodkiego, a Jason, bo „musiał coś załatwić”. Czyli znowu wyszedł bez słowa. Charlie cieszył się, że chwilowo nie miał klientów.
Zapatrzył się na kubełek lodów, kiedy dziewczyna weszła do studia. Był od rana tylko na kawie.
— No siema, gołąbeczku! — Zaśmiała się, stawiając opakowanie przed chłopakiem na blacie kontuaru. — Też chcesz?
— Tak — odparł bez wahania. — Masz łyżeczki, czy skoczyć na zaplecze?
— Skocz — zarządziła, już otwierając duże pudło waniliowych słodkości.
Chłopak zniknął na moment i wrócił z łyżeczkami. Podał jedną dziewczynie i z powrotem zajął swoje miejsce za kontuarem.
— A Jason gdzie? Też nie wiesz?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
— Nie mam pojęcia. Gdzieś polazł. Może do tego swojego tajemniczego kochanka. Cholera wie z nim, sam dobrze wiesz, Charlie.
— Taa… ale mógłby się podzielić chociaż strzępkiem informacji — prychnął i nabrał na łyżeczkę lodów. — Mmmm…
— Smaczne, co? — Kate uśmiechnęła się radośnie. — Ale w kwestii tego, gdzie idzie czy tego, z kim się spotyka?
— Z kim się spotyka. No weź… on zawsze chłopców chyba dmuchał — odparł Charlie, oblizując łyżeczkę. — Ale nie widzę go z… chłopcem.
Zaciekawiona Kate zmarszczyła brwi.
— W ogóle, widziałeś jakiegoś… no, chłopaka Jasona?
— No, a ten chłopak tego czarnego gościa, którego poderwał, jak z Ryanem się zakładali? Nie był starszy ode mnie. No i mnie pieprzył. — Uśmiechnął się krzywo, nabierając kolejną łyżeczkę lodów. — I jak jeszcze pracowaliśmy w tym wcześniejszym studiu, to też go widziałem z chłopakami w moim wieku. A sama mówiłaś, że kiedyś wpadłaś na niego w domu, kiedy jakiegoś ciotka miał.
— No, niby racja. — Westchnęła i wpakowała sobie dużą łyżkę lodów, aż wypychając policzek. — Ale to szo? Myszysz, że on sze szpotyka sz takym modym — wymamrotała niewyraźnie z pełnymi ustami.
Charlie zaśmiał się, wyciągnął rękę ponad kontuarem i nacisnął palcem na jej pełny policzek.
— Nie właśnie. Mówię ci, że nie widzę go na stałe z chłopcem.
Urażona Kate pacnęła go w rękę i szybko połknęła zimne lody, aż ją zmroziło w żołądku.
— Uch, ziiimne. Ale dlaczego tak myślisz, chłopcze? — Zaśmiała się, kładąc akcent na ostatnie słowo.
— Głupia — prychnął. — No bo, cholera… go chyba irytują tacy młodzi poza łóżkiem. Nie wiem, chyba że znalazł klon Mike’a… — dodał kwaśno.
— A to to już w ogóle chore jest.
— No… Jestem ciekaw, kogo sobie przydybał. Nie mów, ciebie też to zżera.
— Nie mówię, że nie. Ale z tym szefuńciem… Wszyscy, no normalnie wszyscy się nim jarają! Chyba tylko Rush nie chciał mu się dobrać do gaci! — Przewróciła oczami.
— Ryan też nigdy — dodał Charlie. I zauważył z uśmiechem: — A ty się nie bulwersuj tak, sama na niego leciałaś.
— Uch, no dlatego mówię, że wszyscy. Czuję się jak gej! — jęknęła dramatycznie i znowu wpakowała sobie wielką porcję lodów do ust.
Charlie zamrugał i roześmiał się.
— Może jakiegoś psychologa ci znaleźć? Wiesz, może serio jesteś w głębi facetem. —Zmrużył oczy, udając, że się jej czujnie przygląda. — Ta linia szczęki zawsze mi się wydawała podejrzana…
Kate zmrużyła wściekle oczy i uderzyła go łyżeczką w nos.
— Wal się! Mam cycki i cipkę. Po prostu za dużo z wami przebywam i mi odbija. Potrzebuję przegiętej ciotki do towarzystwa, żeby poczuć się kobietą. A kto wie, może właśnie taki jest chłopak Jasona, dlatego nie chce nam go przedstawić. A ja potrzebuję kobiecego towarzystwa.
— Marg zapraszaj częściej?
— Marg to kura domowa. Ona nawet nie farbuje włosów — oznajmiła Kate, jakby to był największy dramat świata.
— No… rzeczywiście porażka. — Chłopak pokiwał głową z udawanym zrozumieniem.
— Nie nabijaj się, bo coś na ciebie wymyślę i wtedy dopiero Ru… — urwała, bo akurat do studia wszedł nie kto inny tylko kochanek Charliego. — O wilku mowa!
Charlie uśmiechnął się i tylko wsadził łyżeczkę do lodów, po czym wyszedł zza kontuaru. Widok kochanka był dla niego jak pierwszy promień słońca wpadający z rana przez okno.
— Mm, cześć, czekałem — przywitał się z Rushem, podchodząc do niego.
Grey także się uśmiechnął i wyciągnął do niego rękę, łapiąc go w talii i cmokając w policzek.
— Korek był na mieście. Wybacz za spóźnienie.
Kate w tym czasie przewróciła oczami. Już zbierało jej się na wymioty. Jeśli Jason i ten jego facet też tacy będą, to chyba zaprzyjaźni się bliżej z Ryanem.
— Spoko. Chcesz lody? Katy kupiła — zaproponował Charlie.
— Mhm, z chęcią. — Rush podszedł z kochankiem do pudełka. — A czemu przywitało mnie „o wilku mowa”? — spytał, patrząc na dziewczynę, która zrobiła niewinną minę, pakując do buzi lody, zanim jej wszystkie wyjedzą.
Charlie odpowiedział za nią:
— Groziła mi, że coś mi zrobi i chyba nie będziesz mnie już chciał.
Rush zamrugał oczętami, a Charlie wyszedł po jeszcze jedną łyżeczkę.
— A niby co takiego mogłabyś zrobić?
— Przefarbowałabym go na różowo. — Kate zachichotała z triumfem, a gość skrzywił się, ale tylko na chwilę.
— To zgoliłoby się mu włosy, jakby nie można było ich znowu na inny kolor pofarbować.
Charlie, który właśnie wszedł z łyżeczką dla Rusha, aż spojrzał na nich z przestrachem. Podał kochankowi łyżeczkę i założył włosy za uszy, jakby tak były bezpieczniejsze.
— Ej… nie obcinamy moich włosów…
— Nie obcinamy i nie farbujemy też na różowo — zapewnił Anglik, częstując się lodami. — Mm… dobre.
— No, bo ja kupiłam — podkreśliła Kate. — I ktoś tu musi dbać o jedzenie. Jason tylko żyje fajkami, a Charlie się o kawę troszczy. To ktoś musi, nie?
Chłopak zaśmiał się i pogłaskał Rusha po szyi odruchowo, a ten zamruczał jak kocur.
— A Jason gdzie, tak w ogóle? Ma dziś wolne?
— Nie, ale poszedł sobie… gdzieś. Obstawialiśmy z Katy, że na schadzkę — odpowiedział Charlie, wsuwając palce we włosy kochanka.
— No i obgadywaliśmy, jaki może być ten jego facet — dopowiedziała dziewczyna. — Ja liczę, że będzie równie kochany jak ty, tym bardziej, kiedy mi coś kupujesz. — Zaśmiała się do Rusha, trzepocząc rzęsami. To naprawdę nie była jej wina, że lubiła dostawać prezenty.
— Powinnaś sobie znaleźć nadzianego faceta — wytknął jej Charlie, sięgając łyżeczką do lodów i wciąż głaszcząc kochanka.
— Ej, no co? Ty sobie znalazłeś. I jakbyś był mną, to lepiej byś to wykorzystywał. — Zaśmiała się, a Rush pomachał im dłonią.
— Hej, wiecie, że tu jestem, co nie?
— To Katy zaczęła o prezentach.
— Bo je lubię! — jęknęła. — Byłeś słodszy, kiedy próbowałeś mnie przekupić.
— Na szczęście mamy to za sobą. — Charlie zaśmiał się.
Wykorzystując to, że Rush właśnie nie miał lodów w ustach, wychylił się i pocałował go mocno. Przypieczętował tym i zaznaczył Kate, żeby się do niego za bardzo nie łasiła. Nie spodziewał się jednak, że nagle drzwi się otworzą… i bynajmniej nie wszedł do studia Jason.
Zobaczył kątem oka dość rosłego, ale młodego klienta, który miał na sobie czarny bezrękawnik i wytarte jeansy. Do tego krótko ścięte, ciemne włosy i… szeroko otwarte oczy. Charlie poznał go, bo dwa tygodnie temu robił mu jego pierwszy tatuaż i facet miał przyjść na kontrolę. Teraz jednak zmarszczył mocno brwi i bez skrępowania się na nich wydarł:
— Co to ma być, kurwa?!
Kate spojrzała na niego wrogo, a Rush zmieszał się, ale nie okazał strachu przez to, że ktoś ich właśnie zobaczył. Odłożył łyżeczkę do lodów, zaś Charlie zamrugał i już miał zapytać, o co mu chodzi, ale mężczyzna wszedł głębiej, cały nabuzowany i mocno zaczerwieniony.
— Pytam o coś! Nie macie nigdzie napisane, że to, kurwa mać, studio dla pedałów!
— Bo to nie dla ped… — zaczął zirytowany Charlie, ale klient od razu mu przerwał.
— Ty się, cioto, nie odzywaj! Macałeś mnie! Ciota mnie, kurwa, dotykała!
Rush pierwszy zreflektował.
— Niech się pan uspokoi i uważa ze słownictwem. Jeśli przeszkadza panu to, co pan widział, to niech pan wyjdzie — wycedził spokojnie, ale twardo.
— Właśnie, kurna. Jak się nie podoba, to spadaj! — syknęła Kate, stając w obronie kumpli.
— Najpierw mi dajcie odszkodowanie za straty moralne! — warknął facet, aż zaciskając pięści.
Charlie zmarszczył brwi i wyszedł zza kontuaru, chociaż nie zbliżył się do klienta za bardzo, bo ten wyglądał na agresywnego i był sporo od niego większy.
— Jakie straty? I niby tatuaż przez „ciotę” zrobiony jest gorszy?!
— Zaraziłeś mnie pewnie czymś, pedale! — odwarknął i zrobił krok w jego stronę.
— Co najwyżej głupotą mógł cię zarazić! — fuknęła dziewczyna, a Rush aż przewrócił w duchu oczami. Czemu go podjudza?
— Niech się pan uspokoi. I jeśli czuje pan jakieś straty… moralne — wykrztusił — to proszę złożyć sprawę do sądu, a nie awanturować się.
— Sądu? Ja chcę teraz, kurwa. Liżecie się w miejscach publicznych i nawet nie dacie na drzwiach jakiegoś znaku, że tu pedały pracują! — warknął klient i podszedł bliżej Charliego, po czym stuknął go palcem w tors. — A ten mnie jakimś, kurwa, HIV-em zaraził pewnie!
— Ej, nie dotykaj mnie — burknął chłopak, nie odsuwając się jednak, mimo że nie odpowiedział na fizyczną zaczepkę.
Rush zacisnął zęby, starając się nad sobą panować.
— Proszę się uspokoić. Bo będziemy zmuszeni wezwać policję — syknął już coraz mniej spokojnie, a Kate wbiegła za kontuar i stanęła obok Charliego.
— Odwal się pan. Niczym nikt cię, kurwa, nie zaraził. Niczym!
— Nie pyskuj mi, głupia idiotko — warknął klient, patrząc na Kate wściekle, a na Charliego i Rusha z pogardą. — Plenią się te choroby przez takie cioty! A oni jeszcze, kurwa mać, kłują ludzi! Każdy wie, że przez krew się to przenosi! Nie mówiąc, że pedały obleśne są!
Rush odetchnął ciężko i nie wytrzymał. Podszedł bliżej klienta, który był do niego nieco wyższy i szerszy w ramionach.
— Prosimy jeszcze raz uważać na słowa i stąd wyjść — syknął, a Kate już się gotowała.
— Wypad, bałwanie!
— Najpierw kasę mi w łapę, kurwa mać, dajcie! A ty masz przejebane! — syknął do Charliego, zaciskając pięści, aż mu opuszki palców bielały.
— Pojebało cię, koleś — burknął chłopak. — Zdrowi wszyscy jesteśmy!
— Nie pierdol, bo tu z psami wrócę!
— Tak, wróć tu z policją! — odpyskowała Kate.
Rush w tym czasie położył dłoń na ramieniu mężczyzny.
— Proszę natychmiast opuścić salon.
Klient momentalnie odepchnął od siebie jego rękę i sam pchnął go w klatkę piersiową. Był agresywny i wyglądało na to, że nie odpuści.
— Nie dotykaj mnie, pedale obleśny! Ciągnij, kurwa, druta i zdychaj se potem od tych waszych choróbstw, ale mnie nie dotykaj!
Rush aż zrobił krok do tyłu i wciągnął szybko powietrze, żeby tylko nad sobą panować. Nienawidził takiego bezpodstawnego zacietrzewienia.
— Powiem to po raz ostatni. Niech się pan stąd wynosi. Tam są drzwi — warknął, wskazując mu wejście, w których akurat pojawił się Jason i zmarszczył brwi, patrząc na całą scenę sceptycznie.
— Co tu się, kurwa, wyrabia?
— Ten koleś twierdzi, że go, cholera, HIV-em zaraziłem — wyjaśnił Charlie, zaciskając zęby i patrząc wkurwionym wzrokiem na tego durnia.
— Bo wy wszyscy to przenosicie! Kwarantannę tu powinni zrobić. Ta ciota mnie kłuła, kurwa mać — warknął klient ni to do Jasona, ni to do pozostałej trójki.
Jason podszedł do mężczyzny, stając nad nim z założonymi na piersi rękami. Był od niego chudszy, dużo chudszy, ale też wyższy i patrzył na niego z góry niezbyt przyjemnie.
— Po pierwsze, nie ciota. Po drugie, wszyscy są tu zdrowi, a normy BHP są zachowane. Nie ma mowy, żeby zaraził się… pan — wypluł niemal to słowo — tu czymkolwiek.
— Jasne — warknął mężczyzna, unosząc wzrok na Jasona. — Ale ja sobie, kurwa, nie życzę, żeby mnie pedał kłuł, rozumiesz? I tym bardziej lizał się z drugim pedałem na moich oczach! To, kurwa mać, obleśne jest!
— Jak nie pasuje, to tam jest wyjście. — Jason wskazał za swoje plecy. — Nie pamiętam zresztą, żeby po ostatniej wizycie u nas był pan niezadowolony z tatuażu — mruknął, a reszta tylko patrzyła, jak rozmawia z tym agresywnym klientem.
Kate już co prawda gotowała się ze złości, podobnie jak Rush, po którym jednak mniej było to widać.
— Właśnie. Starałem się przy tym wzorze celtyckim i wyszedł zajebiście — burknął Charlie, żałując w tej chwili, że nie wytatuował mu nad tym tyłkiem „WYRUCHAJ MNIE W DUPĘ”.
— Zajebiście to ci, kurwa, pysk przemodeluję, cioto, i będziesz mi płacić za leczenie! — warknął facet w odpowiedzi i pchnął go w klatkę piersiową tak mocno, że Charlie poleciał na kontuar i aż zsunął się po nim w dół.
Tego było za wiele. Jason chwycił klienta za ramię, po czym niezwykle sprawnie wykręcił mu rękę. Rush podbiegł do niego i pomógł mu przytrzymać drugą rękę tego wkurwiającego faceta.
— Wypierdalaj stąd i się więcej nie pokazuj, bo inaczej pogadamy! — syknął Jason.
— Puś… puśćcie mnie…! — wydyszał mężczyzna, szarpiąc się, a twarz mu poczerwieniała.
W tym czasie Charlie pozbierał się i otworzył drzwi na oścież.
— Wypad!
— To mnie, kurwa, ciule jebane, puśćcie! — wrzasnął znowu klient.
Jason razem z Rushem nie posłuchali go, tylko, nadal go trzymając, wyprowadzili aż do drzwi i tam dopiero wypchnęli go za nie.
— I żebyś tu, kurwa, nie wracał, bo następnym razem wezwiemy policję i se spędzisz dwadzieścia cztery godziny jako czyjaś laska — warknął za nim Jason.
Spocony i dyszący agresor wywarczał jeszcze jakieś przekleństwa w ich stronę, po czym oddalił się, cały nabuzowany.
— No co za skurwysyn! — burknął oburzony Charlie, patrząc za nim przez szybę.
Jason odprowadził natrętnego klienta wzrokiem, aż zniknął mu z oczu, po czym dopiero spojrzał na Charliego i Rusha. Ten drugi już podszedł do kochanka, dopytując się, czy mu nic nie jest. Kate za to chodziła w kółeczko, mrucząc pod nosem przekleństwa.
— Żyję, żyję. Chyba — mruknął Charlie do Rusha, masując się po plecach nad tyłkiem. Przywalił w kontuar i trochę bolało.
— Co za chuj! Trzeba mu było przyłożyć, Jason — oznajmiła Kate, zaciskając usta.
— I oskarżyłby mnie o napad — mruknął starszy tatuażysta. — Nie, dziękuję. Lepiej mi powiedzcie, o co tak naprawdę poszło?
Dziewczyna fuknęła pod nosem i zabrała się żywo za wyjadanie lodów, jakby miały jej pomóc się uspokoić. Charlie przeczesał włosy palcami i odparł:
— Wszedł akurat, kiedy pocałowałem Rusha. I od razu zaczął się drzeć.
Jason odetchnął ciężej.
— Na drugi raz postarajcie się być… mniej otwarci. Może nie będzie takich problemów.
— Taa… Wiem, ale i tak, cholera, jego reakcja była przesadzona.
— No, delikatnie mówiąc! — dodała Kate, energicznie machając łyżeczką.
Rush zgodził się z nimi.
— W ogóle nie słuchał, co się do niego mówi. Szkoda w sumie, że się policji jednak nie wezwało.
— Może już jest po kłopocie. Jeśli wróci, to się wezwie — uznał Charlie i westchnął, patrząc po nich. — Kawy ktoś?
— Ta, możesz mi zrobić — mruknął Jason.
— A ja herbaty, jeśli byłbyś taki miły — poprosił Rush.
Kate pokazała mu tylko kubełek lodów, które już sama pałaszowała. Chyba jej służyły, bo nie wyglądała już na taką zdenerwowaną. Charlie pokiwał głową i wyszedł na zaplecze, wciąż mocno zirytowany. Że też teraz ten chuj nosi jeden z moich najlepszych tatuaży…

25 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 79 – Prześladowcy, idioci i HIV

  1. Seiridis pisze:

    Katka, dzięki xD

    Katrina – on nie jest zły. on jest po prostu głupi i nie wie kiedy odpuścić. ma obsesję. jest co najwyżej chory psychicznie, a nie zły. nie zasługuje na to miano…

  2. Katka pisze:

    LordKurak, hehehe, Rush potrafi być stanowczy, ale że taka ‚uprzejma’, formalna tego forma nie działa na takiego przygłupa to już inna sprawa XD

  3. LordKurak pisze:

    hahaha widzę że moja wizja Chrisa wcale nie różni się tak bardzo od oryginału (chociaż nie podejrzewam żebyście pozwoliły mu kogoś zabić… w każdym razie nie kogoś istotnego dla fabuły)
    Rush jest uroczy jak zgrywa stanowczego.
    Mam przeczucie, że sprawa z niezadowolonym klientem się jeszcze nie skończyła i pewnego pięknego dnia Charlie idąc sobie spokojnie po ulicy zostanie poproszony przez jakiegoś miłego pana na dwa słówka… do jakiegoś ciemnego zaułka…

  4. Seiridis pisze:

    A ja lubię Lenny’ego, Ryana, Jasona i Alexa xD Charlie jest wporzo, Rush… ujdzie XD Ale NIENAWIDZĘ tej małej, tępej, próżnej, pustej cipy – Chrisa. Bez obrazy dla was of course. Ale Chris to podstępna, złośliwa szmata :c

  5. Katka pisze:

    Mocca, hehe, może Cię zaskoczymy. Z królową nigdy nic nie wiadomo XD „No i Smok powstrzymał chłopstwo przed atakiem na Parę Książęcą!” – o tak, Smok pilnuje królestwa XD

  6. Mocca pisze:

    O Borze Zielony! Ciemna strona Chrisa! Ja chcę jeszcze raz!
    „- No chwila, fagasie jebany, maluję się.” Noż, kocham go! :D
    Niech pokaże Ryanowi, że nie jest uczynną blondyneczką!
    I niech nie słucha porad mamy. XD
    (Ale i tak jestem za Lennym. XD)
    No i Smok powstrzymał chłopstwo przed atakiem na Parę Książęcą!
    Królowa go pochwali! XD
    Jeśli się wreszcie pokaże :( We miss U, Alex.
    Nurtuje mnie jak ekipa dowie się o związku Królowej z Jay’em.
    Są trzy mozliwości:
    – Alex zrobi coming out
    – ktoś przyuważy ich razem
    – ekipa pozbiera wszystkie hinty do kupy i sami do tego dojdą (Taa, jasne.)
    Nie mogę zdecydować, która opcja jara mnie najbardziej. Chyba, że znowu wymyślicie coś na co bym nie wpadła. XD (Wcale bym się nie zdziwiła.)
    Ej, teraz tak myślę! Tylko Katy i Gołąbeczki nie są wtajemniczeni. XD
    Toż nawet Ryan już wie!

  7. Katka pisze:

    Shinu, „albo zjedzą, w końcu nie mają co jeść xD’ – haha, obawiam się, że nie mieli by wiele mięska z tego chucherka XD I taaak, skąd ja znam tą satysfakcję pt. „gdybyście tylko wiedzieli”. Legenda o facecie Jasona przybiera już przeróżnych form w rozważaniach Charliego i Katy, hehe.

    Seiridis, „A rozdział spoko, ale wkurzył mnie ten ciul” – konkretnie XD

    Kohaku, twórcze porównanie XD Prawda, Chris nie wie, że pcha się na teren drapieżnika, ale sam też jest przebiegłym stworzeniem… kto wie, jak to się skończy i czy księżniczka faktycznie będzie mogła się w spokoju oddać oglądaniu telewizji…

    DaughterOfWind, widzę, że tu sporo Was tęskni za Alexem XD Ale to królowa, trzeba czekać aż okaże łaskę i się pojawi.

  8. kkohaku pisze:

    Jej niedosyt czuję xD Ma złakniona dusza płacze za Jasonem xD A rozdział zabawny , zwłaszcza Chris, który wywołał na mej twarzy krzywy uśmiech oraz zmusił do ciężkiego wzdychnięcia xD Patrzysz Boże i nie grzmisz??XD Piorunem to małe różowe xD Już się nie mogę doczekać jak jego maslane oczka spotkają się z groźnymi ślepkami Lennego. I taki pisk koci i warknięcie dużego kota xD A Ryan z piwkiem na fotelu będzie sobie oglądał ten ciekawy odcinek Animal Planet pt ”Walka o ..eee samca?XD”.

  9. Seiridis pisze:

    „Rozdział fajny, ale czuję niedosyt, bo:
    a) za mało Ryana
    b) za mało Lennego
    c) za mało Ryana & Lennego”
    do tego jeszcze d) nie było Jasona i Alexa :cc

    A rozdział spoko, ale wkurzył mnie ten ciul

  10. Shinu pisze:

    Hahahahaha, część z Chrisem była genialna. Wyobrażałam sobie takiego tajnego detektywa, Chrisa w różowym kapeluszy Sherloka Holmesa xD On jest genialny po prostu. Szkoda, że nie podglądał Ryana przez okno, ciekawe jaka byłaby jego reakcja na widok Lenny’ego. W takiej sytuacji będzie próbował go zabić, ale to Lenny go zabije i razem z Ryanem ukryją ciało… albo zjedzą, w końcu nie mają co jeść xD

    Kiedy zobaczyłam tytuł i ten wyraz HIV ogarnęło mnie przerażenie. „Błagam, błagam, żeby sie nie okazało, że ktoś ma HIVa” myślałam i odetchnęłam z ulgą kiedy nie o to chodziło.
    Kurwa, jak ja nienawidzę takich tępaków! Tacy są najgorsi! Większość facetów w tych czasach nie akceptuje homo, po prostu ich ignorują, ale takie mięśniaki, które nie dadzą spokoju i tylko szukają bójki są najgorsi kurde. Debil pewnie sam jest krypto i się tak wkurzył, bo mu stanął.
    Uch, zbulwersowałam się.

    Swoją drogą, kiedy Katy i Charlie rozkminiali partnera Jasona i padały takie różne propozycje to przez cały czas miałam takiego banana na twarzy „Gdybyście tylko wiedzieli, muahahaha!” xDD

  11. Katka pisze:

    Floo, „Ogólnie pół rozdziału piałam ze śmiechu a pół się wnerwiałam” – to jest to, wpadać ze skrajności w skrajność XD Według mnie tajna akcja superagenta Chrisa mogła wywołać albo głęboką irytację, albo salwę śmiechu, więc cieszę się, że w Twoim przypadku padło na to drugie XD

    Elis, hehehe, czarna pantera strzegąca progu domu. Chris nie wie najwyraźniej, na co się pisze! A Alexik nadejdzie i miło, że jest wyczekiwany ;)

    InnerVison, Twoi punkciki aż wydobyły chichot z moich ust XD A co do policji – fakt, pewnie by to zrobili, gdyby awantura się przedłużała. Ale przecież po co jakaś tam policja, jak się ma Jasona XD

  12. InnerVision pisze:

    Rozdział fajny, ale czuję niedosyt, bo:
    a) za mało Ryana
    b) za mało Lennego
    c) za mało Ryana & Lennego
    d) za dużo Chrisa

    Akcja z klientem mnie rozbroiła. Mogli wezwać policję po prostu i się tak nie męczyć ;>

  13. Elis pisze:

    Chris przystąpił do działania. :) Dobrze, że Ryan ma obrońcę w postaci Czarnej pantery. :)

    Wnerwił mnie ten klient. Co za ograniczony umysł. Takiemu to tylko w mordę nalać, ale dobrze, że Jason tego nie zrobił, bo faktycznie gościu mógłby oskarżyć go o napaść itd.

    Tęsknię za Alexem. :)

  14. Floo pisze:

    Ahahahahahahahahaaaaaaaaaa Ryan bój się Chris wie gdzie mieszkasz XD. Ta akcja mnie powaliła a jeszcze to przebranie się za kobietę to już w ogóle :D Padłam ze śmiechu.

    No jak ja takich patafianów nie trawie!! A Jason jak ten bohater :D wielkie wejście i sie faceta gładko pozbył… no ale zgadzam się z Katy trza było mu gęb obić! Chociaż Jason też ma racje, że nie warto sie potem z takim po sądach szlajać!

    Ogólnie pół rozdziału piałam ze śmiechu a pół się wnerwiałam, Jason jak zwykle podobał mi się naj naj i ja chce znowu J&A

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s