Across The Cursed Lands – Prolog

Teksas, 1860 r.
94 mile na północny-wschód od King Mountain

— Mówiłam, że mogliśmy wyjechać wcześniej! Ale nie! Nikt mnie oczywiście nie słuchał. Bo kto by mnie tam słuchał? Wszyscy są… — Młoda dziewczyna nie skończyła swojego narzekania, gdyż jadący na gniadym koniu, równie młody mężczyzna syknął na nią.
— Mogłabyś się w końcu zamknąć!
Nasunął na czoło szeroki, kowbojski kapelusz. Było gorąco jak w piekle, a jęki jego siostry doprowadzały go do szaleństwa.
— No co wy?! Jest wybuchowo! — Roześmiała się głośno druga przedstawicielka płci pięknej, która właśnie popędzała swego młodego, narowistego rumaka, wychodząc sporo na przód całej grupy. Zwierzę wyglądało na ucieszonego z możliwości rozwinięcia większej prędkości na tym pustkowiu.
Mimo że było parno, a na niebie żadnej chmury, wydawało się jej tu podobać. Jakby czuła się niczym ryba w wodzie. Ziemia była szczególnie sucha, roślinność niemal zerowa, nie wspominając o braku jakiegokolwiek zbiornika wodnego. Pył unosił się za rumakiem, który coraz bardziej przyspieszał.
— Niech panienka lepiej uważa, bo jeszcze konik sobie nóżkę złamie i będzie panienka biegła za nami. Ciekawe, czy wtedy będzie tak „wybuchowo”! — zawołał za nią najstarszy jegomość, prowadzący białego wierzchowca.
Był ubrany najbardziej elegancko z całej piątki. Z kieszeni jego kamizelki wystawał łańcuszek kieszonkowego zegarka firmy Patek Philippe, co jak na 1860 rok było nie tylko rzadkością, ale i dużą burżuazją, szczególnie na niegościnnych teksańskich ziemiach.
Dziewczyna prychnęła, nie biorąc słów mężczyzny na poważnie. Dała ostrogę swemu rumakowi, który popędził jeszcze szybciej, a z jej ust wydobyło się głośne „Hyaaaa!”. Za to ostatni z piątki, mężczyzna z zarostem na twarzy, jadący najspokojniej, z samego tyłu, łagodnie uśmiechnął się do siebie.
— To dobry koń, nic mu się nie stanie — odparł pewnym, spokojnym głosem.
— Ale jej mogłoby się coś stać — okrutnie zażartowała druga dziewczyna. A gdy brat spojrzał na nią karcąco, wzruszyła ramionami. — No kurna, żartuję! A ty znowu wszystko na poważnie… — prychnęła, wznosząc oczy ku niebu.
Jadąc z tyłu mężczyzna uśmiechnął się do siebie na widok miny jej brata. Poklepał swoją klacz, popędzając ją trochę do przodu. Zrównał się z rodzeństwem i wcisnął pomiędzy nich.
— Tak będzie bezpiecznie, bo zaraz skoczycie sobie do gardeł.
Oboje jak na komendę przewrócili oczami. Towarzyszył temu dobrotliwy, niemalże tubalny śmiech najstarszego dżentelmena.
— Ach, młodzi. — Chichotał dalej, aż nagle jego koń, podobnie jak i zwierzęta pozostałej trójki, zarżał z niepokojem.
Wszyscy rozejrzeli się wokół siebie, momentalnie poważniejąc.
— Hej! Poczuliście to?! — krzyknęła z przodu starsza dziewczyna, poganiając swojego rumaka w ich stronę. — Ziemia się normalnie zatrzę… AAAAA! — wrzasnęła, gdy kawałek od niej sucha ziemia zaczęła pękać, zaś ze szczeliny na powierzchnię poczęło wydobywać się olbrzymie, łuskowate cielsko.
Koń zarżał panicznie i na łeb na szyję zaczął biec w stronę pozostałej czwórki.
— Kurwa mać! — krzyknęła młodsza dziewczyna i niewiele myśląc, wyciągnęła dwa pistolety z kabur, by następnie zacząć strzelać do monstrualnie wielkiego… czegoś.
Jeszcze nigdy w życiu nie widziała czegoś takiego, a jej mamuśka nauczyła ją, że jak nie wiesz, co to jest i to coś cię atakuje, to najlepiej odstrzelić temu łeb. Jej brata chyba uczyła tego samego, bo ten sięgnął po swoją broń i zeskoczywszy z konia, aby ten nim nie trząsł, wycelował w, jak przypuszczał, pysk zwierzęcia.
Najstarszy z całej piątki, trzymając mocno lejce białego konia, podjechał i przytrzymał zwierzę młodszego kolegi, nie chcąc, by uciekło. Jednocześnie rozglądał się wokół, widząc, jak cała ziemia wokół nich aż drżała.
Patrzyli na to, co wyłaniało się z ziemi. A raczej na kilka egzemplarzy tego czegoś. Dokładnie trzy. Bo zaraz po pierwszym, olbrzymim i obrzydliwym robalu, z ziemi, z prędkością, o jaką nie można by podejrzewać monstrualnej poczwary, wyłoniły się dwa mniejsze. Każdy miał ciemną, śliską łuskę na ciele, straszne żuwacze przy bezokiej mordzie, a z ich otworów gębowych wyciekała cuchnąca, biała ciecz.
Mężczyzna na klaczy sięgnął po swoją strzelbę, ale był pewien, że ona nic mu nie pomoże. Wiedział, z czym mieli do czynienia, ale tak wielkiego płazera jeszcze nie widział.
Coś go tknęło i spojrzał na pędzącą do nich starszą z dziewczyn. Ta właśnie odpaliła szklany pojemniczek i zamachnęła się w stronę największego z robali.
— Nie! Tylko go rozwścieczysz, trzeba czegoś większego! — wydarł się w jej stronę. Ale było za późno.
Dziewczyna rzuciła bombą, która trafiła w pysk stwora. Rozległ się wybuch, przeraźliwe skrzeczenie, a na ziemię wylało się więcej białej cieczy. Potem jednak robal zaczął się miotać jak oszalały i po chwili już pełznął w ich kierunku.
— Teraz, kurwa, mówisz?! — krzyknęła młodsza dziewczyna.
Nie chowając swoich dwóch rewolwerów, spięła konia, zmuszając go do obrotu w miejscu. Jej brat zaklął szpetnie, łapiąc swojego wierzchowca, żeby na niego wskoczyć. Dżentelmen na białym koniu też podjął plan oddalenia się na stosowną odległość.
Dwa mniejsze stwory zaskrzeczały przeraźliwie. Jeden z nich ponownie zakopał się pod ziemią, a drugi ruszył za swoją większą kopią. Kiedy się poruszały, piasek aż piszczał pod ich ciężkimi, rozpłaszczonymi, łuskowatymi ciałami.
— Masz coś o większym polu rażenia?! — wrzasnął zarośnięty mężczyzna do dziewczyny, która właśnie gapiła się z głupią miną na efekt działania swojej bomby, a raczej na jego brak. — Może te mniejsze zabijemy, a matce uciekniemy!
— Matce?! — ryknęła. — To jest, kurwa, matka?! To ja ojca nie chcę poznać! — warknęła i popędziła rumaka, oddalając się. Równocześnie sięgnęła to torby, żeby znaleźć większą bombę.
Największy stwór zbliżał się do nich, kurcząc i rozkurczając swoje oślizgłe ciało.
Kiedy cała piątka pędziła konie, które wcale nie wyglądały, jakby potrzebowały takiej zachęty, nagle z boku, niczym pocisk z ziemi, wynurzył się jeden z mniejszych potworów. Zaatakował gniadego konia, na którym na samym jechał końcu brat młodszej dziewczyny. Zwierzę zarżało przeraźliwie, a mężczyzna upadł na ziemię. Kolejne sekundy były jak mgnienie oka, ale przed oczami pozostałej czwórki ciągnęły się straszliwie. Największy potwór dopełzł w zawrotnym tempie do mężczyzny i mimo jego wrzasku i próby ucieczki na bok, zaatakował, najpierw wbijając jego ciało w ziemię i przygwożdżając swoimi wielkimi żuwaczkami, a następnie unosząc w górę niczym szmacianą lalkę.
Czas wydawał się na chwilę stanąć, kiedy przerażona czwórka spojrzała w górę i ujrzała, jak ten wielki potwór zaciska żuwacze na ciele ich towarzysza. Potem nagle stwór zaczął potrząsać łbem, jakby chciał go rozerwać. Wreszcie, urwawszy sobie kęs i pozbawiwszy ciało lewej nogi, ręki i kawałka z boku, puścił resztę, która upadła na suchą ziemię ciężko, z głuchym trzaskiem. Poza pyłem, który wzniósł się w bezlitosnym słońcu, zabłyszczał jeszcze srebrny medalik, a z ust zarośniętego mężczyzny wydobył się przepełniony bólem i przerażeniem wrzask, który jednak nijak nie mógł zatrzymać wsiąkającej w piach krwi.

29 thoughts on “Across The Cursed Lands – Prolog

  1. Katka pisze:

    Tigram, bardzo dobra opcja. Popieram w całości. Czytanie ATCL w dużej ilości za jednym zamachem jest najlepszym wyjściem, jeśli się chce wszystko tu ogarniać :)

  2. TigramIngrow pisze:

    Dobra. Zaczynam raz jeszcze, zobaczymy czy się uda wciągnąć. Z tego co pamiętam to skończyłam czytać w połowie drugiego sezonu, ale teraz dzięki ilości odcinków które się ukazały będę miała większą płynność akcji, więc przypomnę sobie co było wcześniej.

  3. Another69 pisze:

    Uh, a może w zwiastunie II części to wcale nie Jeffa operował Will, tylko ktoś Nicka? @.@ Teraz tak mi do głowy przyszło…

  4. Seiridis pisze:

    Już pamiętam czemu mi się przy tym prologu słabo zrobiło. x”D
    „podjął plan oddalenia się na stosowną odległość” – no lol, ten to dopiero opanowany w każdej sytuacji xD ja bym wtedy jedyne co myślała to tylko takie niekończące się „kurwakurwakurwaaaaa” zapewne. XD

  5. kkohaku pisze:

    Ta działka jakoś mnie nie pociąga ;) nie potrafię podejść poważnie do wizji ogromnych robaków xD Moja wyobraźnia bardzo to zniekształca i nie przyciąga tym samym, mam tylko nadzieje, że pojawienie się owych stworków będzie jakoś logicznie wyjaśnione xD

  6. kkohaku pisze:

    ”a jej mamuśka nauczyła ją, że jak nie wiesz, co to jest i to coś cię atakuje, to najlepiej odstrzelić temu łeb.” podobało mi się xD
    tak ogólnie stworki do mnie nie przemówiły xD ale nie miałam problemu z odczytaniem kto co mówi, bo to kwestia zorientowania się i łączenia charakterystycznych odzywek dla każdej postaci :) Do sposobu wymowy też nic nie mam :)
    to czekam na dalszą część i kowboja :D

  7. Shinu pisze:

    Dzięki Katka, teraz zamiast iść spać w czwartek wcześniej, żeby jakoś do szkoły wstać, to będę czekać do dwunastej xD

  8. Mocca pisze:

    Robale. Po prostu uwielbiam robale. Blee.
    No i właśnie kto z kim, gdzie i za ile? Pytania się mnożą. XD
    Ehh, akurat w piątek cały dzień będę poza domem,
    a co za tym idzie bez internetu.
    Są szanse, że wrzucicie rozdział przed siódmą rano?

  9. Katka pisze:

    Shinu, hehe, tak, przewidujemy dużo akcji i nie tylko z udziałem robali XD Więc mamy nadzieję, że spodobają Wam się nasze pomysły :)

    Elis, i cudownie, że jesteście tacy entuzjastyczni ;*

  10. Shinu pisze:

    Ach, doczekałam się pierwszej części, jednak szkoda, że to tylko prolog, bo teraz mam jeszcze więcej pytań T_T Kto z kim? Jak, gdzie, kiedy? I co się teraz stanie? xD
    Niemniej jednak zapowiada się interesująco z dużą ilością akcji ^_^ I mimo iż nie przepadam za kowbojami, to kocham pomysł z tymi robalami i takimi „ostrymi” dziewczynami, że też potrafią strzelać, a nie tylko płakać i się chować jak damulki.
    Cóż, pozostaje mi czekać na następną część, mam nadzieję, że więcej się w niej wyjaśni i może poznam czyjeś imię ;D
    Rozumiem, że muszę czekać tydzień? T_T

  11. Katka pisze:

    Kasia, współczuję karalucha T_T Ja zasnąć nie mogę, jak mi ćma lata po pokoju, a co dopiero karaluch, bleh. Dzięki za uwagę, zapamiętamy.

    Gordon, oj będzie więcej potworów XD

    Floo, pierwszy rozdział planujemy na piątek :D „Zawsze są za krótkie, zaostrzają apetyt,” – i o to właśnie chodzi XD

    Elis, wena jest na szczęście :D Co do Waszych pytań o częstotliwość rozdziałów to planujemy dodawać je co 3 dni – przynajmniej na razie, żeby zobaczyć, jak się wyrobimy. Więc w sumie rozdział z każdego opka będzie tak średnio co 9 dni :) Mam nadzieję, że nie skonfundowałam Was i jasno powiedziałam? XD

    Raya, ooo, dzięki, na bank obejrzę! :D

    Wadera, tak jak mówiłam Elis, rozdziały teraz będą wychodzić co 3 dni :) I mamy nadzieję, że do naszego westernu się przekonasz :)))

  12. Wadera pisze:

    Prolog, bardzo ciekawy i zastanawiajacy, choć stanowczo za krótki ;)
    Mimo, że zazwyczaj nie przepadam za westernami to nie mogę się już doczekać następnych rozdziałów:D
    P.S.: Czy publikowanie ATCL odbije się na częstotliwości dodawania pozostałych dwóch opowiadań czy wyznaczycie inny dzień?

  13. raya pisze:

    mnie tam slownictwo jakos nie raziło, ale brak imion tak… No moze rzeczywscie tylko to „odjazdowo” trochę się nie wpasowało;)

    aleście zarzuciły temat –> dla inspiracji polecam obejrzeć „Cowboys and Aliens” (po pl zapewne „Kowboje i Obcy”), własnie wczoraj podziwialam, wiec wasze opowiadanie totalnie mi się wpasowało w klimaty;))

  14. Elis pisze:

    Ciężko coś powiedzieć po prologu. Mam o nich dokładnie takie samo zdanie, co Floo. :)
    Cisną mi się tylko na usta pytania: Co to za robale? Kim są ci ludzie? Wiem, że wyjaśnienie znajdę w kolejnych częściach i mam nadzieję, że długo nie będzie trzeba na nie czekać. Tylko się boję, że NBTS będzie teraz co dwa tygodnie.
    Po prologu i jeszcze raz obejrzanym filmiku widzę, że to też będzie coś fajnego.
    Weny. :)

  15. Floo pisze:

    Nienawidzę Prologów!
    Zawsze są za krótkie, zaostrzają apetyt, człowiek się nakręca a potem… każą mu czekać cały tydzień na 1rozdział! Nienawidzę tego!

    Ojej czyżby robaczek zeżarł mu kochanka :D? Biedny brodacz… ale dostanie następnego niech nie rozpacza.

    Kiedy się zlitujecie i dacie pierwszy rozdział??

  16. Gordon pisze:

    ale obleha z tym robalem xD podoba mi sie juz. ciekawe tylko co to za grupka. jacys lowcy nagrod? bo wydawali sie znac na rzeczy. i mi sie oni nie mylili jak sie skupilem ;p dawajcie, laski, szybko 1 rozdzial i wiecej potworow ]:->

  17. Katrina Conquista pisze:

    No no, też jestem bardzo ciekawa jak się potoczy, kto jest kim i jaka będzie fabuła :D

    Przyznam, że te robale są nie na mój żołądek dzisiaj, bo przeżywam osobisty dramat dzisiaj, w związku z tym że chyba mam w pokoju karalucha. Jestem tak spięta, że nawet do rozdziału nie mogłam się zebrać przez pół godziny :(

    Tylko jedna uwaga:
    „Nawet z kieszeni jego kamizelki wystawał łańcuszek kieszonkowego zegarka firmy Patek Philippe, co jak na 1860 rok było nie tylko rzadkością, ale i dużą burżuazją”

    W obecnych czasach mówi się, że coś jest burżuazją, np na przedmiot, w tamtych, określało to grupę społeczną. Trzeba by użyć przymiotnika, że np. „Na 1860 rok, był to rzadki i dość burżuazyjny nabytek”.

  18. Berniak pisze:

    Shiv: ale słowa takie jak odjazdowo to slang z lat 50tych i 60tych… po prostu mi tu to nie gra.

  19. Shivunia pisze:

    Bern >> Fajnie że idea się podoba. Brak imion w prologu wynika z kilku faktów które wyjdą z czasem. A to jak mówią? Eee… nie widzę błędu. To piątka prostych ludzi mówiących prostym językiem. Na dzikim zachodzie raczej nie było wyszukanych form stylistycznych których używali. Niemniej jednak miło widzieć twój komentarz.

  20. Berniak pisze:

    Fajnie, że wreszcie można przeczytać pierwszą część:) Podoba mi się idea dzikiego zachodu i stworów pustynnych, choć przyznam, że trudno mi się czytało, bo ciągle gubiłam się kto jest kim (pięć postaci bez imion). Poza tym, dialogi nieco wyrywają z rytmu, bo w moim odczuciu są w jakiś sposób niespójne: może to kwestia zastosowania całkowicie współczesnej mowy w settingu 19wiecznym? Niemniej jednak, z niecierpliwością czekam na zawiązanie akcji w rozdziale pierwszym:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s