Never Be The Same – 32 – Przez chwilę nie myśleć

„I’m sick of always hearing sappy love songs on the radio
This place  it’s fuckin’ cursed in it’s plague
And I can never escape when my heart it explodes
I can’t forgive, can’t forget, can’t give in
What went wrong, ‚cuz you said this was right
You fucked up my life”*

— Do jutra, panie Gardner! – Uśmiechnęła się do niego jego asystentka, kiedy wychodził ze swojego biura. Często się do niego uśmiechała tak… sugestywnie. Teraz jednak najwyraźniej była zabiegana, bo tylko mu jeszcze pomachała i wyszła na tych swoich wysokich obcasach do sąsiedniego pomieszczenia.
David uśmiechnął się do siebie pod nosem i poluzował krawat, idąc do przeszklonej windy. Powiedział dziś rano Grace, że idzie z kolegami na piwo, więc wróci w niedzielę rano, aby nie zbudzić dzieci, dobijając się po pijaku do drzwi w nocy. Kobieta zgodziła się bez marudzenia, w końcu piątkowa kolacja była naprawdę udana. Dzięki temu zaskarbił sobie jej przychylność, a Shane pewnie już od rana siedział jak na szpilkach, żeby go zobaczyć. To było niemal pewne po tym smsie o dziewiątej rano.
„Wreszcie będę cię mógł złapać za krawat i pożreć te twoje słodkie usta. Tęsknię, do zobaczenia.”.
Tylko Shane tak mógł napisać. Romantyzm w najbardziej specyficznej formie, jaką można sobie wyobrazić. Ale i tak to lubił.
W końcu zjechał na podziemny parking. Znalazł kluczyki i po chwili już jechał w stronę mieszkania kochanka. Aż się uśmiechał do siebie. Dawno nie miał tak dobrego humoru jak dziś. I nawet aż tak bardzo nie myślał o fatalnej sytuacji, w jakiej tkwi.
Wczorajsza kolacja przebiegła dość sielankowo. Do tego jeszcze seks wieczorem… Nie kłócili się w tym tygodniu z Grace, tak jak bywało to ostatnio często. Jak chociażby o głupi wyjazd do jej rodziców, który totalnie kolidował z jego pracą. Grace naciskała, żeby wyjechali w piątkowy wieczór, by spędzić u jego teściów cały wieczór, a on musiał pójść na firmową kolację. Oczywiście skończyło się na oskarżeniach, że pracę stawia ponad rodziną i ostatecznie pojechali w sobotę w bojowych nastrojach. Więc chyba tylko dzieci się ucieszyły.
W tym tygodniu jednak miało być inaczej. David nawet liczył, że cały tydzień będzie tak udany. W końcu był weekend. A do tego całą resztę soboty miał spędzić z Shanem, co mogło być w takim razie nie tak?
Kiedy dojechał już na miejsce i wychodził po schodach na piętro, na którym mieszkał Shane… aż tutaj usłyszał nieco stłumioną przez ściany głośną muzykę. Jeśli dobrze słyszał, było to AC DC. Niespodzianka. W takich sytuacjach zastanawiał się, jak jego sąsiedzi go znoszą… i jak chłopak słyszy dzwonek. Mimo tego zadzwonił do drzwi.
Chwilę później muzyka ucichła, drzwi do mieszkania się otworzyły i zobaczył uśmiechniętą twarz swojego kochanka, który patrzył na niego niemal czule tymi swoimi dużymi, orzechowymi oczami.
— No jesteś! Wbijaj.
— Niesamowite, że usłyszałeś dzwonek – odparł David, wchodząc do mieszkania i zdejmując marynarkę.
— Nie było aż tak głośno… – mruknął Shane, zamykając za nim drzwi i złapał go mocno za kark, całując agresywnie w usta. Mmm… stęsknił się.
David zaskoczony takim gestem, aż się zachwiał i wsparł o niego jedną ręką. Teczkę na szczęście miał w drugiej. Chłopak zamruczał mu w usta groźnie i dopiero go puścił. Miał na sobie tylko jakieś stare, wytarte bojówki. Oblizał się.
— Pycha.
David odsunął się od niego na wyciągnięcie ręki i odetchnął ciężko.
— Uuuch… Faktycznie chcesz mnie zjeść – prychnął rozbawiony, ale wcisnął mu teczkę w ręce. – Trzymaj – dodał i zaczął zdejmować buty.
— Ostrzegałem! – Zaśmiał się Shane, nie spuszczając z niego wzroku.
— Taa… To chyba nie powinienem tu w takim razie przychodzić. – David odpowiedział śmiechem, wieszając marynarkę na wieszaku w przedpokoju.
Shane tylko zarechotał i wszedł z jego teczką do salonu. Postawił ją obok kanapy.
— Jeść coś chcesz? Pić? – rzucił przy tym przez ramię.
— Skorzystam. Zarówno z piwa, jak i jakiegoś żarcia! Co masz w ogóle?
— Jeszcze ciepłego kurczaka z rożna. Lucy mi przyniosła, zanim wyszła. Zdążyłem zjeść połowę, ale druga została. Pasi? – Shane obejrzał się na niego.
— Tak. A gdzie wyszła?
— Chuj wie, wpadła i wyszła, zanim zdążyłem ją wypytać – prychnął i ruszył do kuchni. – Siadaj, przyniosę.
David skorzystał z zaproszenia i usiadł na kanapie.
— A w ogóle, jak już o Lucy mowa. Jak się czujesz jako jej zły chłopak?
Chwilę nie słyszał odpowiedzi. Najwyraźniej zaskoczył chłopaka.
— Skąd wiesz? Żabcia ci podkablowała? – burknął wreszcie Shane z kuchni.
— Tak. I wiem, że to był pomysł Lucy.
— No wyleciała z tym, to, kurwa, nie zaprzeczałem – odparł chłopak, wchodząc wreszcie do salonu z talerzem pachnącego kurczaka w jednej ręce i puszką piwa i sztućcami w drugiej. Postawił wszystko przed Davidem.
Mężczyzna od razu przysunął sobie jedzenie, po czym dopiero przypomniał sobie i podwinął rękawy koszuli.
— I jak ci z tym? Masz oficjalną dziewczynę. – Zaśmiał się i zabrał się za jedzenie.
— Taa, mogę nią szpanować – prychnął Shane, siadając obok niego i zapatrując się chwilowo na jego dołeczki w policzkach. – No ale… spoko, faceci może się przy niej kręcić nie będą.
— A Grace ma dodatkowy powód, żeby się o nią martwić. – Zaśmiał się, oblizując palce bo zabrał się za kurczaka bez sztućców, więc Shane teraz skupił wzrok na jego ustach.
— Czemu martwić?
— Bo podobno masz straszny wzrok – zamruczał mężczyzna i cmoknął go tłustymi ustami w policzek. – I się tak groźnie patrzysz.
Shane uśmiechnął się na ten pocałunek, patrząc się na niego zdecydowanie niegroźnym wzrokiem.
— Nie patrzę. Tylko trochę zaskoczony byłem, że ją spotkaliśmy.
— Zaskoczony? Lucy mi wczoraj powiedziała, jak ją odwoziłem, że byłeś zielony z zazdrości. Ja już się nie dziwię, że Grace się przestraszyła.
— Nie byłem, kurwa! – burknął Shane, splatając ręce na piersi, przez co uwydatniły się jego duże bicepsy. – Się dziwisz w ogóle? Wpadam na babkę, z którą spędzasz więcej czasu niż ze mną i mam się cieszyć? I jeszcze taka… ładna jest – niemal wypluł to słowo.
David nie dał rady i uśmiechnął się głupio.
— Naprawdę tak myślisz? – wypalił, nim pomyślał. – Znaczy… jest ładna, ale przecież ją zdradzam, to ona powinna być zielona z zazdrości.
— Taa, ona mnie raczej za przystojnego nie uznała – burknął Shane zirytowany, że David tak lekko o tym gada.
— Bo podobno na nią spojrzałeś tak… groźnie – odparł ze wzruszeniem ramion i urwał kawałek kurczaka palcami, po czym podsunął mu do ust. – No nie bocz się. Am, za uśmiech – zaśmiał się. Ciężko mu było dziś być w złym humorze.
Shane spojrzał na niego nieprzekonany, ale otworzył usta i pożarł kawałek kurczaka.
— Taa… – mruknął, przeżywając. – Ale, kurwa… No to twoja żona, David. Wpadłem na twoją, kurwa, żonę, a ty mówisz tak lekko, jakbym zajączka wielkanocnego spotkał. Pasuje ci tak ten układ?
Mężczyzna zatrzymał się z kurczakiem w połowie drogi do swoich ust. Mina od razu mi zrzedła. Czyli koniec miłego tygodnia.
— Nie… – mruknął i ugryzł mięso. – Nie odpowiada. I nie powiem, że nie obraziłbym się, jakby… sam nie wiem zresztą.
— Nie możesz, kurwa, sam nie wiedzieć – warknął Shane. Po tamtej rozmowie z Petersonem dużo myślał o tym, co ten mu powiedział i że powinien wreszcie… pchnąć Davida do jakiejś decyzji. I mimo że nie podobało mu się ni cholery, to chciał mu chociaż zakomunikować, co o tym myśli i jak na tym wychodzi. – Ja czekam jak ciele, aż do czegoś dojdziesz, a ty sobie dalej chodzisz na kolacje z żonką i bzykasz ją na przemian z dawaniem mi dupy!
David od razu spojrzał na niego, zaciskając usta.
— To, kurwa, czemu jej nie powiedziałeś od razu, jak miałeś okazję? Skoro ja jestem takim skurwielem, że nie umiem podjąć jebanej decyzji! – warknął, od razu wstając od stołu. – I, kurwa, nie tylko daję ci dupy!
Shane odruchowo złapał go za ramię i ściągnął z powrotem na kanapę.
— David, widujemy się już kilka miesięcy, a ty dalej nie wiesz! Ile mam czekać, aż wreszcie mnie, kurwa, postawisz na pierwszy miejscu? – odparł agresywnie. W jego głowie wcześniej ta rozmowa tak nie wyglądała.
David wyszarpnął mu się z uścisku.
— Puszczaj – syknął i ponownie wstał. – I nie wiem, do cholery, ile masz czekać. Może, cholera, zawsze? – zakpił wściekły na siebie, na sytuację i na to, że niecałe piętnaście minut temu miał wyśmienity nastrój. A teraz co? Wściekał się jak poobijany.
— Ja pierdolę, David! – Shane wstał również i zacisnął dłonie w pięści. Patrzył na niego z wściekłością i żalem. – W szkole byłem tym trzecim, teraz jestem, kurwa, tym trzecim i ty myślisz, że nie mam dość?! Pojebało cię?!
David zaklął wściekle do siebie, aż łapiąc się za twarz i robiąc kółko w miejscu. Odetchnął kilka razy, po czym wyciągnął do niego telefon.
— To zadzwoń do niej. Zadzwoń i jej powiedz, że pieprzysz jej męża w dupę i żeby się odwaliła, bo jesteś pierwszy!
Shane wyszarpnął mu telefon z dłoni i… rzucił nim wściekle o ścianę, a ten roztrzaskał się o nią na kawałki.
— To twoja żona, pieprzony tchórzu! – wrzasnął.
David spojrzał na swój telefon, po czym na Shane’a. Miał aż zaczerwienione od złości oczy.
— To było się w to nie pakować, jak jestem takim pieprzonym tchórzem! Co, myślisz, że tak łatwo, kurwa, powiedzieć komuś, że zjebało mu się życie? Że tak łatwo wytłumaczyć dzieciom, że już z tatusiem się, kurwa mać, nie będą widzieć codziennie?
Shane aż zaciął się na chwilę. Zacisnął mocniej pięści i zaklął pod nosem szpetnie.
— Wiem, że nie jest łatwo. Ale mi, kurwa, też nie jest. Kocham cię, draniu, od dziesięciu lat i tyle, kurwa, na ciebie czekam! Jak kołek jakiś jebany! Nie możesz wybrać? – jęknął, czując, jak łzy stają mu w oczach.
David widząc go takiego, zakrył twarz dłonią i usiadł, a raczej zwalił się na ziemię, nie wiedząc, co ze sobą począć.
— Nie… nie umiem… nie… – głos mu drżał z nerwów. – Nie umiem podjąć… de… decyzji… To za trudne.
Shane uniósł wzrok w górę, starając się uspokoić. Przetarł oczy i spojrzał na Davida. Z jednej strony podświadomość mu mówiła, że nie powinien się ugiąć i ciągnąć, co zaczął, ale z drugiej widząc takiego kochanka, miał ochotę go przytulić. Jęknął jednak tylko i usiadł na kanapie.
— Nie tylko dla ciebie, David – mruknął.
Mężczyzna nie odpowiedział. Siedział na podłodze, starając się opanować. Nie szło mu to za dobrze, więc po chwili wstał i nim Shane zdążył jakoś zareagować, wyszedł z salonu do jego pokoju, zatrzaskując się w nim.
Chłopak spojrzał za nim i kopnął z wściekłością w stolik.
— Kurwa! – warknął do siebie i schował twarz w dłoniach. Wiedział, że nie powinien na niego naciskać… Wiedział, kurwa. Ale czy Peterson nie miał racji? Siedział w tym po uszy i powinien pomyśleć o sobie. To nie było w porządku, że facet, którego kocha i któremu sam jest oddany jak jakiś cholerny pies, każe mu tkwić w tej beznadziejnej pozycji. A teraz co? Miało to wyjść inaczej. A jedyne co osiągnął to kłótnia i walający się na podłodze kurczak, który spadł razem z talerzem ze stolika. I rozwalony telefon Davida.
Nie zważając na ten bajzel, wstał z kanapy i poszedł pod drzwi swojego pokoju. Zapukał po krótkim momencie zawahania, starając się opanować wszystkie emocje, od których w głowie mu aż szumiało.
— Jeśli chciałeś, żebym podjął decyzję, to było nie rozwalać mojego telefonu – usłyszał ze środka.
— Wkurwiłem się – mruknął, opierając czoło o framugę drzwi. – I nie mów, że byś do niej zadzwonił, gdybym nie rozwalił.
— W tej chwili… – rozległ się gorzki śmiech. – Nie wiem.
Shane odetchnął i uderzył pięścią w drzwi, żeby się wyładować. Aż oddychał ciężej z tego wszystkiego.
— Wyjdź – powiedział ostrzej niż zamierzał.
Ku swemu zaskoczeniu po chwili usłyszał chrzęst zamka, a drzwi się otworzyły. David stanął przed nim z dłońmi wbitymi w kieszenie eleganckich, czarnych spodni i z oczami czerwonymi od płaczu.
— Nie obrażę się, jeśli mnie w tej chwili uderzysz. Szczerze. Chyba nawet mi ulży – wydusił mężczyzna przez ściśnięte gardło. Nie wierzył, że jest w stanie rozpłakać się jak baba po kłótni. I jeszcze zamykać się w pokoju. To było iście żałosne.
Shane jednak przyciągnął go mocno do siebie i przytulił, jakby chciał go zamknąć w swoich ramionach.
— Nie płacz – szepnął. Był bardziej wściekły na siebie niż na kochanka.
David zaśmiał się w jego ramionach gorzko. Co za porażka, pomyślał. Chwilę jeszcze się śmiał, po czym jego śmiech zamienił się w przerywane łkanie. Objął kochanka w pasie, już nie mogąc się powstrzymać.
Shane, któremu łzy cisnęły się do oczu, powstrzymał je jednak i tylko głaskał mężczyznę po plecach swoimi dużymi dłońmi. Nie chciał się rozkleić i wiedział teraz, że powinien go wesprzeć. Postarał się więc uciszyć ten cholerny smutek, przez który miał ochotę się rozryczeć. Pocałował lekko Davida w czubek głowy.
— Już, szzz… Przepraszam. Już w porządku – szeptał, przyciskając go do siebie mocno.
— Nie… nie przepraszaj – wymamrotał David w jego szeroką klatkę piersiową. – To nie… nie twoja wina – jęknął jeszcze i odsunął się, wycierając oczy przedramieniem. – Znowu cię krzywdzę.
— Przestań – mruknął Shane i wyciągnął dłoń do jego mokrego policzka. Nie chciał, żeby jeszcze teraz mężczyzna myślał o tym, jak mu jest źle, kiedy widocznie był w rozsypce. – Nie chcę naciskać. Źle wyszło, serio…
David tylko pokręcił głową, nadal jednak łzy nie chciały mu przestać płynąć z oczu.
— Nie… Nie powinienem cię stawiać w takiej sytuacji. Ani ciebie… ani Grace… ani dzieci… Wszystko spieprzyłem – szlochał, naprawdę teraz nie widząc żadnego rozsądnego wyjścia z sytuacji. Dodatkowo jeszcze czuł, jak strach przed tym co nieuniknione podchodzi mu do gardła, aż go dusząc.
— A ja? Kurwa, wpakowałem się w twoje życie z buciorami – odpowiedział Shane i jęknął, ścierając mu kolejne łzy z twarzy. – Nie płacz już. David, no… Co ci mam powiedzieć? – Nie wiedział zupełnie, co ma zrobić.
Mężczyzna spojrzał na niego swoimi czerwonymi od płaczu oczami i uśmiechnął się słabo.
— Nic. To nie twoja wina. Ty mnie tylko kochasz – jęknął, po czym wychylił się i pocałował go w usta. – Więc… pomóż mi tylko jeszcze raz… przez chwilę nie myśleć i mnie zerżnij.
Shane otworzył szeroko oczy, patrząc na niego osłupiały i zastanawiał się czy się nie przesłyszał.
— Mówisz poważnie? Chcesz teraz się pieprzyć…?
David pokręcił głową.
— Nie… chcę, żebyś mnie zerżnął – powtórzył. – Abym…. nawet nie mógł myśleć… Chociaż chwilę. Shane… proszę – jęknął, łapiąc go drżącą dłonią za przód spodni.
Chłopak przełknął ślinę, patrząc na niego niepewnie.
— Ale… – Objął go w pasie i przycisnął go do siebie z wahaniem. – Nie rozryczysz się w trakcie albo coś…?
— Jeśli… jeśli się postarasz – wyszeptał dość spokojnie, mimo że nadal pojedyncze łzy spływały mu po policzkach. Wyglądał jak kupka nieszczęścia. – Tak, abym nie czuł nic… tak aby… – zawahał się, ale w końcu ścisnął jego krocze – aby bolało.
Shane syknął i czuł, że aż mu w skroniach pulsuje. Wiedział, że to chore.
— David… Okej, ale to nie ma być jakaś pojebana kara – wydusił, łapiąc go za nadgarstek i unieruchamiając jego rękę.
Mężczyzna pokręcił głową. Nie był pewny czy tym gestem go nie okłamuje, ale chciał na chwilę od tego uciec. Znowu.
Shane jeszcze chwilę przyglądał mu się czujnie, ale w końcu pchnął go do tyłu, tak że David upadł na łóżko. Sam zaczął rozpinać spodnie bez słowa, a David spojrzał na niego z dołu, nic nie mówiąc.
Chłopak rozebrał się do naga i wszedł na łóżko. Nacisnął na jego ramię, zmuszając go do położenia się i zaczął rozpinać jego koszulę zdecydowanie. Równocześnie odchylił sobie jego głowę i wcałował mu się w szyję. Mocno, ale tak, żeby nie zostawić śladów. David jęknął pod nim cicho, w ogóle nie protestując. Rozsunął tylko pod nim nogi, jakby nalegająco. Shane otarł się o niego mocno, pobudzając się. W końcu rozpiął mu całkiem koszulę i uniósł się. Potem szarpnął Davida za ramię, zmuszając do podniesienia się i zdjął mu koszulę. Od razu pchnął go z powrotem i zaczął rozpinać mu spodnie szybkimi ruchami. Kochanek śledził jego ruchy dość nieobecnym spojrzeniem zaczerwienionych oczu.
— Tylko nie rycz – warknął Shane i zdarł mu spodnie w dół, razem z bielizną. Jeszcze skarpetki i kiedy odrzucił wszystko na bok, nachylił się nad nim i złapał go za szczękę. – Słyszysz? Nie płacz, bo nie skończę.
David pokiwał gorliwie głową.
— Tak… tylko mnie weź – jęknął, łapiąc go drżącymi dłońmi za kark.
Shane popatrzył mu w oczy trudnym do odczytania wzrokiem. Odchylił głowę i splunął na dłoń, a śliną natarł swojego penisa. Zarzucił sobie nogi kochanka na biodra i jeszcze chwilę się wahał czy powinien to zrobić. W końcu jednak, nie spuszczając wzroku z jego jasnoniebieskich oczu, wszedł w niego za jednym pchnięciem.
David wydarł się krótko, ale głośno. Nie zamknął jednak oczu ani nawet nie wbił paznokci w ramiona kochanka. Łapał przez chwilę oddech desperacko, a Shane widział w jego oczach, jak jego świadomość niemalże odpływa.
— Ta… tak. Dalej – wydyszał, drżąc z bólu.
— Tu głupi draniu – warknął zły na niego Shane, ale to gwałtowne spięcie mięśni i to, jak jego tyłek niemal go zasysał, sprawiły, że cały zadrżał. – A spróbuj mi się nie spuścić, to cię wyjebię za drzwi – wydyszał i zaczął się w nim poruszać mocno.
David nie odpowiedział. Oczy patrzyły mu tępo przed siebie, a on tylko pojękiwał z bólu i śladowej przyjemności. Czuł, jak penis Shane’a go rozrywa, przeszywając z każdym pchnięciem falą, która wyrywała mu z głowy wszystkie myśli.
Chłopak wreszcie złapał go za penisa i zaczął go mocno masturbować, wraz z pchnięciami, które gwałtownie wybijał na jego tyłku, który był aż zaczerwieniony od tego, jak biodra Shane’a w niego uderzały. Penis jednak nie był w podobnym stanie. Był tylko nieznacznie pobudzony, ale nie zmieniało to faktu, że na twarzy Davida nie obmalowywały się grymasy bólu. Wyglądał raczej, jakby się… naćpał.
Shane przyspieszył ruchy na jego penisie, czując, że jakby wyszło na to, że w pierwszej kolejności miał tylko posłużyć za narzędzie do ukarania, to by mu przywalił, nie przejmując się już, w jakim jest stanie. David na szczęście po chwili zaczął mu sztywnieć w dłoni, a do tego jego jęki zaczęły przechodzić w coraz głośniejsze krzyki. Z kolejnymi pchnięciami Shane widział, jak ciałem kochanka wstrząsają dreszcze, a ten zaczyna się wić na pościeli. Odetchnął w duchu, ani na chwilę nie zwalniając tempa. Pochylił się jednak przy tym i pocałował go gwałtownie i brutalnie w usta. David jęknął i zacisnął mocniej ramiona na jego karku, po chwili wyrywając mu się, aby głośniej krzyknąć.
Shane zawarczał i po kilku kolejnych ruchach spuścił się w jego tyłku. Zagryzł wargę i wyprostował się, po czym zaczął mu mocno i szybko trzepać, wciąż będąc w nim. David zaciskał się chwilę na jego członku, pojękując i drżąc na całym ciele. W końcu jednak doszedł, a jego ciało przeszły dreszcze. Po tym mężczyzna zamknął oczy i zupełnie bez życia opadł płasko na pościel. Jedyne co świadczyło o tym, że żyje, to jego szybko unosząca się klatka piersiowa.
Chłopak oddychał jeszcze chwilę ciężko, patrząc na niego z góry, ale w końcu się wysunął i wstał z łóżka. Był spocony i rozgrzany. Otarł czoło przedramieniem i sięgnął po swoje spodnie z podłogi. Potem jeszcze wziął bluzę i wyszedł z sypialni, gasząc po drodze światło.
Wszedł do łazienki i wziął szybki prysznic, starając się nie myśleć. Nawet nie chciał tego wszystkiego analizować. Kiedy więc się umył i ubrał się, wyszedł z łazienki. Przeszukał marynarki Davida, która wisiała na wieszaku i znalazł w niej paczkę papierosów. Poszedł z nią do salonu, gdzie usiadł na kanapie. Spojrzał na papierosy, zaklął w myślach i odpalił jednego. Zaciągnął się mocno. Smakowały paskudnie i do tego drapały w gardle.
Nie zdążył się zastanowić nad ich smakiem, kiedy usłyszał chrzęst otwieranych drzwi wejściowych. Domyślił się, że to jego kuzynka. Spojrzał na syf w salonie, te wszystkie porozrzucane rzeczy i na papierosa, którego palił. Nic jednak z tym nie zrobił, tylko ponownie przyłożył go do ust. Miał nadzieję, że go uspokoi, ale na razie tylko czuł nieprzyjemne pulsowanie w skroniach.
Po chwili do salonu wszedł nie kto inny tylko Lucy. Aż stanęła w progu, rozglądając się z otwartymi ustami.
— O… mój… Boże… – wykrztusiła z siebie słowo po słowie. – Matko boska jedyna i przenajświętsza! Co tu, do diaska, się stało…?! I czy ty palisz?!
— Tak. I David wpadł – odparł Shane zachrypniętym głosem, jakby to wszystko tłumaczyło.
Dziewczyna rozłożyła ręce, aż nie wiedząc, co wykrztusić.
— I? To… – Wskazała dłonią po pokoju i aż się skrzywiła na widok kurczaka na podłodze.
Shane zmarszczył brwi i wzruszył ramionami. Potem wstał i podszedł do okna. Zgasił peta na zewnętrznym parapecie i wyrzucił niedopałek na zewnątrz.
— Posprzątam, jak wrócę. Muszę się przejść – mruknął.
Lucy zamrugała długimi rzęsami.
— Co? – Nic nie rozumiała, więc zastąpiła mu drogę. – A David? Mówiłeś, że przyszedł?
— Jest u mnie – Shane spojrzał na nią z góry. – Zostaw go, pewnie śpi.
— A ty wychodzisz, bo…? – fuknęła. – I ten pierdolnik. Nie jestem, psia mać, od sprzątania, a tego kurczaka dobrze by było podnieść, wiesz? I już pominę, żeś powinien mi być wdzięczny, że nie pytam, co tu się stało.
— Mówiłem, że posprzątam, jak, kurwa, wrócę! – syknął Shane i mało delikatnie odsunął ją na bok, idąc do przedpokoju, żeby założyć buty.
Lucy aż otworzyła usta. Okej, pomyślała. Było coś bardzo, bardzo nie tak.
Przełknęła ślinę i podbiegła do niego.
— Ej, Shane. Co jest? Coś się stało? – Położyła mu dłoń na ramieniu.
— Nie chcę o tym gadać – warknął, unikając jej wzroku i założył pospiesznie buty.
— Ale nie gadanie o tym nie sprawi, że to zniknie – odparła z pełnym przekonaniem, samej też zakładając szybko trampki. – Idę z tobą.
Shane aż obejrzał się na nią zdumiony.
— Co? Nie! Nigdzie nie idziesz – syknął. Chciał być sam. Nie wiedział po co, ale chciał po prostu się przejść samemu.
— Zabronisz mi?
— Tak – warknął. – Zostaw mnie i siadaj na tyłku. Przyjdę niedługo.
Dziewczyna popatrzyła na niego zdumiona i aż cofnęła się o krok.
— Shane… zdajesz sobie sprawę, żeś jest niemiły, prawda? – spytała z zawahaniem w głosie.
Chłopak zawarczał, nie patrząc jej w oczy i opuścił nogawki spodni na swoje trapery.
— Sorry. Spadam – mruknął i wyszedł z mieszkania.
Lucy popatrzyła za nim, ale w końcu nie wyszła. Odetchnęła tylko ciężko, zdjęła buty i poszła do salonu posprzątać. Co innego w końcu mogła zrobić?

 * Blink 182 – You fucked up my life

20 thoughts on “Never Be The Same – 32 – Przez chwilę nie myśleć

  1. Shivunia pisze:

    Adela >> To w takim razie chyba dobrze, że historia Jamesa i Waltera będzie rozwinięta. A sam Jimmy. Och, on mnie osobiście rozwala swoją pipkowatością. Jest czasami tak słodko żałosny XD A porównanie do szczeniaczka – w pełni się zgadzam
    „Zaczyna mi się podobać!” YEY, fajnie. Cieszy nas to bardzo bardzo ;) No i brniesz do przodu, to super. A David… hmm no potrzebuje silnej ręki, że się tak wyrażę. I oczywiście mamy nadzieje ze dalsza akcja cie nie rozczaruje ;)

  2. Adela pisze:

    Zaczyna mi się podobać! Nie wiedziałam że david to masochista :P Ogólnie atmosfera gęstniej i wreszcie przestaje być tak sielankowo jak w pierwszych rozdziałach, a Shane zdaje sobie spraw z powagi sytuacji w jakiej się znalazł

  3. Katka pisze:

    Gordon, dobrze powiedziane, każdy człowiek inaczej radzi sobie z problemami i myślę, że Shane w tym momencie był gotów pomóc Davidowi w taki, bądź co bądź chory, sposób. Skoro wiedział, że rzeczywiście kochanek tego chce i coś mu to da to chciał to zrobić, nawet jak dla niego samego ten seks nie wylądował na liście 10 najlepszych bzykanek w życiu. I faktycznie, Shane go kocha na zabój i dużo dla niego zrobi, jednak nie tylko on jest tu ofiarą :) David ma mega ciężko i w stanie rozsypki i takiego natłoku emocji trudno mu myśleć racjonalnie. On cały czas jest tym racjonalnie myślącym i dojrzałym (pomijając, że się w to bagno wpakował), więc można mu czasem pozwolić na chwilę słabości :)

  4. Gordon pisze:

    Floo ma trochę racji. bo ten seks byl pojebany xD choc mi sie podobal ;p tylko ze David serio nie pomyslal co na to moze Shane. ale jak gosc jest w rozsypce to mozna mu to wybaczyc. wiecie laski, koles ma niezle pod gorke. ale jak sie juz obaj rzucili na gleboka wode to musza troche pocierpiec. bylo wiadomo ze tak bedzie. a kazdy by sobie inaczej radzil w takim syfie. David chce mocnego ruchania to niech ma xD a Shane rozwala kurczaki po dywanach. jak im to pomaga to czemu nie xD

  5. Shivunia pisze:

    Floo >> Ja to wszystko rozumiem, to że David jest tchórzem, faktycznie lepiej by było jakby wpadł kiedyś po pracy i tak od progu ” hej Grace, wiesz, tak przy okazji to od kilku miesięcy zdradzam cie z kolesiem z którym spotykałem się w liceum, potem mnie spotkał zgwałcił, i teraz chce spędzić z nim reszte zycia, a tak przy okazji co na obiad?” No ale kurcze, nie da się tak. On może to AŻ takie dziwne, ale nadal kocha Grace. Dla niego to nie jest takie proste. A z drugiej strony. Kocha Shane’a ale wie też że już raz się miedzy nimi spierdoliło, teraz czuje ze jest inaczej. Ale sama myśl że ma zostawić całe swoje kilkuletnie małżeństwo dla czegoś co trwa kilka miesięcy. Co nie jest powszechnie akceptowane, co … kurwa pal sześć Grace. On decydując się że ją zostawia zostawia w pewnym sensie też dzieci. Co, ile razy w tygodniu będzie mógł się z nimi widzieć. Raz, dwa?
    A co by zrobił jakby Shane zadzwonił. Przyjął to na klatę i niech się dzieje co się dzieje. To jak ze skokiem w przepaść. Pierwszy krok jest najłatwiejszy a potem już się leci i nie ma odwrotu.

    Seiridis, każdy komentarz nas cieszy, dzięki ;*

  6. Seiridis pisze:

    :c smutno mi po tym :c
    ale, oczywiście, jak zwykle cudo
    wiem, krótki ten komentarz, ale jakoś nie jestem w stanie się zdobyć na więcej :C

  7. Katka pisze:

    Floo! Ostatnie zdanie <3 Też miałam podobną ochotę, ale Shane mi nie pozwolił :( W każdym bądź razie mnie osobiście bardzo cieszy, że tak różnie odbieracie całą sytuację. Że macie jakieś tam zdanie na temat tego, jak postępują David i Shane i czy jest to w porządku czy nie. Choć prawda jest taka, że błąd jest po obu stronach. Żaden z nich święty nie jest XD

  8. Floo pisze:

    Shiv no i ci nie odpowiem bo już to zrobili za mnie a co do Davida i jego odkładania odpowiedzialności na później, to też jest ucieczka zwłaszcza że:
    „(…) – I nie wiem do cholery, ile masz czekać. Może, cholera, zawsze? (…)”
    Sam się przyznaje że nie wie czy umiałby postawić go kiedyś na pierwszym miejscu. Po za tym niestety Shane ma racje i David jest tchórzem. Ja rozumiem że to może był w nerwach ale co by zrobił jakby Shane faktycznie zadzwonił do jego żony?? On sam powinien to powiedzieć, czy on myśli że za kilka miesięcy, lat to będzie łatwiejsze?
    Fakt Shane nie jest pięciolatkiem a David nie jest jego opiekunką, ale w końcu twierdzi że go kocha. Może jestem jakąś niereformowalną romantyczką, ale uważam że jak kocha to powinien myśleć o uczuciach tej drugiej osoby!

    Dobra strasznie przeżyłam ten rozdział, poryczałam się, wnerwiłam i ogólnie sama miałam ochotę iść do Żabci i jej powiedzieć.

  9. LordKurak pisze:

    Kkohaku albo w tekstowo.pl sobie wpisuj nazwy piosenek, te popularniejsze powinny być przetłumaczone.

  10. Katka pisze:

    Dattebayo, bardzo nas cieszy, że rozdział aż tak poruszył. Więc odbieramy to jako komplement :) Tym bardziej, że udało się zaskoczyć. No i faktycznie, Shane jest dość przewidywalny momentami :)

    Kohaku, co do tekstów chętnie Ci je przetłumaczę XD Ale nie są one istotne dla fabuły, jedynie są skojarzeniami z treścią, a piosenki budują klimat :)

  11. kkohaku pisze:

    W końcu nie było słodko a poważnie i cieszę się, że Shan’e wziął sprawy w swoje ręce. Ogólnie kłótnia bardzo mnie poruszyła, a wyobrażając płaczącego Dawida, sprawiło, że omal sama nie uroniłam paru łez.
    Sam seks..hmm nie krytykuje go, bo rozumiem, że w takiej beznadziejnej chwili Dawid łapał się wszystkiego aby choć trochę zapomnieć o tym co ma na głowie, I tak go podziwiam , że cała ta sytuacja mocniej na niego nie wpłynęła.
    ah i mam taką mini prośbę, jeśli oczywiście nie był by to problem ^^’ bo ja angielskiego nie znam za bardzo więc wrzucane teksty na początku nijak do mnie nie trafiają. I czy jest możliwość tłumaczenia na polski xD chyba , że po prostu w odpowiedzi na mój będziecie mi tłumaczyć a nie bezpośrednio w rozdziale.

  12. dattebayo pisze:

    Już dawno mnie tak nie zatkało przy czytaniu, jak przy tym rozdziale. Nie spodziewałam się, że sprawy potoczą się tak gwałtownie i nieprzyjemnie.
    O ile pomysł Davida na ‚zapomnienie’ totalnie mnie zaskoczył, bo przecież to on jest tym rozsądnym i zrównoważonym panem w garniturze (oczywiście mino romansu, okłamywania rodziny itp.), o tyle reakcja Shane nie zdziwiła mnie ani trochę. Niby jakieś tam watpliwości miał, ale jak tylko David zapewnił go ponownie, że tego chce, nie wachał się ani chwili. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Shane odmówiłby pieprzenia swojego faceta. Jest dość lekkomyślny i porywczy. W tym przypadku też najpierw zrobił, a potem zaczął myśleć.
    Ciekawa jestem, jak to wpłynie na ich relacje, oby nie popieprzyły się jeszcze bardziej.

  13. Elis pisze:

    Miałam dać podobną odpowiedź co Shinu, więc napiszę tylko, że Shane dla Davida zrobi wszystko. I nawet na taki seks się zgodził.

  14. Shivunia pisze:

    Shinu >> To w takim razie David ma myśleć za niego i w ogóle go niańczyć bo Shane jest zakochany i „niezrównoważonego emocjonalnie”. Sam nie może myśleć. Ma też głowę i jest drugą osobą w związku. Poza psia miłością można od niego też czegoś oczekiwać. Bo znowu będzie taki jak kiedyś, w szkole. Beznadziejnie zakochany i nie myślący. Kochanek a nie partner na życie.

  15. Shinu pisze:

    Shivunia – Shane może i nie jest pięcioletnim dzieckiem i mógł odmówić, ale on przecież dla Davida zrobi wszystko, o co ten go poprosi, co w pewnym sensie robi z niego niezrównoważonego emocjonalnie nastolatka. Nie mówię, że to źle, bo to jego urok, ale David nie musiał tego wykorzystywać.

  16. Shivunia pisze:

    Lord Kurak >> ” uważałam go za zimnego, nieczułego dupka myślącego tylko o sobie” … jak uroczo XD Ale w sumie nie dziwie się. Jest dużo bardziej…erm, zdystansowany do wszystkiego niż Shane. A że jest pojebany, to wiem. „naprawdę lubię Wasz gust muzyczny” -hahaha my też go lubimy XD Chociaż pełne ukłony należą się Kateczce która szuka wszystkich kawałków ;)

    Shinu >> czegoś takiego my same nie zaplanowałyśmy. Myślałyśmy że chociaż kurczak przetrwa XD. David potem niedużo myślał i w sumie nie chciał, nie pomyślał że Shane’owi może być źle i ze może tak źle się poczuć po tym sexie. A co do tygodnia… no cóż…. Za jakiś czas planujemy pewne zmiany ;)

    Elis >>David nie wyrobił emocjonalnie. Trochę za bardzo cała ta sytuacja nadszarpuje jego zdrową percepcje świata, wiec też najzwyczajniej nie przyszło mu do głowy że Shane może źle przyjąć jego ehem… prośbę. Z drugiej strony chłopak mógł odmówić.

    Floo >> „sam się w to wpakował nie może teraz tak po prostu uciec od odpowiedzialności.” No nie do końca sam. On nie prosił się o to aby Shane wpakował mu się po latach z buciorami w życie w dość brutalny sposób. Sam też nie szukał sobie kochanka bo żoncia mu się znudziła. Nie mówię że jest bez winny bo mógł z Shanem zerwać wcześniej, albo w ogóle uciec od niego zaraz po przysłowiowych pierwszych rozdziałach, ale jak to się mawia serce nie sługa a chuj nie jest dobrym doradcą. I nie ucieka od odpowiedzialności tylko przekłada ją na później XD
    A sam sex. A Shane to pięcioletnie dziecko że nie umie odmówić jak mu coś się nie podoba? Chłopak ma swój mózg, nie musiał DAĆ się wykorzystać. A David też nie jest jego niańką żeby o nim myśleć i o tym czy biedactwo dobrze się czuje. W końcu chłopak jest dorosły.
    Uch… ok. poniosło mnie XD
    Chyba bardziej wyważone odpowiedzi udziela Kat XD

  17. Floo pisze:

    Żal mi Davida, ale ciesze się że doszedł do takiego miejsca gdzie jakby wreszcie całkowicie do niego dotarło że zjebał komuś życie. Żal by mi był jakby miał nie widywać dzieci bo wiem że dla niego to byłby koszmar, ale… niestety sam się aż tak bardzo nie bronił przed tym żeby być z Shanem, sam się w to wpakował nie może teraz tak po prostu uciec od odpowiedzialności. Czego nie wybierze to kogoś zrani ale nie może całe życie żyć na dwa fronty bo w ten sposób rani wszystkich.

    Ten sex… no co to miało być David? Chciałeś ukarać siebie a nie pomyślałeś (sorry ale znowu) o tym jak musi się czuć Shane jako „narzędzie kary”. Uważam że to było nie fer wobec Shanea. Nie dziwie się że wyszedł.

    Prawda taka że najbardziej żal mi właśnie Shane. On ma wyrzuty sumienia że na niego naciska, ale czy kogoś dziwi że naciska. W takim układzie zawsze ktoś naciska. Ja się mu absolutnie nie dziwie, David zawsze miał go, jak sam Shane mu wytknął, jako tego trzeciego. Jak taką zabawkę którą lubię ale nie na tyle żeby była ta najważniejsza zabawką. ;/ Niestety ale takim traktowaniem David tylko bardziej go rani, niż okazuje swoją miłość, i może faktycznie pomogło by im jakby Shane postawił mu ultimatum i znikł na trochę. Ja wiem to takie oklepane, „niech zobaczy co traci” ale to czasem najbardziej pomaga taka terapia wstrząsowa, a obawiam się że tylko wstrząs może pomóc Davidowi podjąć jakaś decyzje.
    Całym sercem jestem z Shanem!!! Jemu też się należy taki ktoś kto będzie go kochał, i będzie go stawiał na pierwszym miejscu!!

  18. Elis pisze:

    A ja się popłakałam. Kocham rozdziały, które tak silnie wpływają na moje emocje. :) W bólu David szukał zapomnienia. Nie pomyślał, jak Shane będzie się po takim seksie czuł. :(
    Obaj są w cholernie trudnej sytuacji. Cokolwiek David zrobi i tak ktoś będzie cierpiał. Dobrze, że Shane poruszył ten temat i obaj wiedzą jak im jest trudno. I to było takie rozczulające, kiedy David się rozpłakał. Sama bym go przytuliła. :)

  19. Shinu pisze:

    Parę pierwszych paragrafów uświadomiło mi, że COŚ się stanie, ale naprawdę ne spodziewałam się… czegoś takiego. Plus dla was – oj, umiecie zaskoczyć i sprawić, żeby człowiek czytał wszystko z rozwartą szczęką.

    Moim zdaniem i zachowanie Shane’a i Davida jest uzasadnione i odpowiednie. Obaj są na maksa sfrustrowani całą tą sytuacją, a jej końca i rozwiązania nie widać. Szkoda mi Davida. Jezu, prawie się popłakałam kiedy on się rozkleił.
    Ten cały „seks”… masakra. Strasznie… pojebany(?) jeśli można tak to nazwać, ale nie dziwię się, aczkolwiek nie spodziewałam się, ze David będzie tak chciał. Jakby naprawdę chciał się ukarać.
    I tak, lubię Davida na dole, ale raczej nie w takim wydaniu.

    I zaś mam tydzień czekać, żeby dowiedzieć się co z tego wszystkiego wyniknie. Ech, jesteście mistrzyniami tortur.

  20. LordKurak pisze:

    „co mogło być w takim razie nie tak?” jak tylko to przeczytałam, podejrzewałam wieeeelką katastrofę.
    „Nie powinienem cię stawiać w takiej sytuacji. Ani ciebie… ani Grace… ani dzieci… Wszystko spieprzyłem” po tych słowach polubiłam Davida trochę bardziej… niby wcześniej wiedziałam, że pewnie tak uważa, ale mimo wszystko uważałam go za zimnego, nieczułego dupka myślącego tylko o sobie… (no może nie w całości za takiego… ale w dużej mierze)
    Nie mam nic przeciwko sado-maso, ale David właśnie mi udowodnił, że jest równie pojebany (nie lubię przeklinać, ale innego słowa na to znaleźć nie mogę) jak Shane.

    Poza tym (chyba jeszcze tego nie pisałam) podziwiam jak do każdego rozdziału znajdujecie odpowiednie piosenki… i to do tego naprawdę dobre. Na początku nie przesłuchiwałam wszystkich, ale muszę to nadrobić, bo naprawdę lubię Wasz gust muzyczny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s