Fire Dragon Tattoo Studio – 75 – Płatek śniegu

— To ja pójdę po kawę… — wymamrotała Kate, kiedy już rozstawili się na swoim stoisku.
Było wcześnie rano, a hala miała za chwilę zostać otwarta dla zwiedzających. Mike o dziwo kaca nie miał, z czego się bardzo cieszył, bo przy natężeniu muzyki i całego tego chaosu, który miał tu niedługo powstać, mógłby tego dnia nie przeżyć. Dziewczyna miała się gorzej. Za to Rush po wczorajszym wieczorze posiadał kilka ładnych malinek na szyi. Cały czas udawał, że ich nie widzi, mimo że w głębi duszy był strasznie zmieszany, bo mało co pamiętał z poprzedniego wieczoru. Naprawdę mało co. Charlie raz po raz zerkał na jego szyję i uśmiechał się do siebie. Podobało mu się wspomnienie wczorajszego Rusha. Był rozkoszny, gdy pojękiwał.
Przygryzł wargę i udał, że skupia się na rozwieszani wzorów na prowizorycznej ściance. Jason w tym czasie zajadał orzeszki, czekając na Joe. Gdy poczuł zapach kawy, pomyślał, że to pewnie Kate przyszła ze swoim życiodajnym napojem, ale kiedy się obejrzał, dostrzegł fotografa trzymającego papierowy kubek z kawą. Miał na sobie cienką, beżową koszulę i jasne jeansy oraz aparat przewieszony przez szyję.
— Cześć — przywitał się, dodając skinienie głową. Jego błękitne oczy patrzyły na Jasona spokojnie.
— Siema. Wyspany? — spytał tatuażysta, wyciągając do niego rękę na powitanie. Jeszcze nie było dziewiątej.
— Tak, nawet nieźle. — Joe uścisnął jego dłoń. — A wy? Minąłem się z twoją koleżanką i nie wyglądała najlepiej.
— Spiła się. — Jason zaśmiał się pod nosem. — I teraz leczy kaca.
— Popijawa była? — spytał Joe. Usiadł na krzesełku naprzeciwko tatuażysty, pijając kawę.
— Można tak powiedzieć.
Jason wstał i zabrał się za przygotowywanie wszystkiego do tatuowania. Joe w tym czasie zdjął aparat z szyi i odstawił go ostrożnie na stolik. Potem jeszcze rozebrał się z koszuli, pod którą na plecach miał wczoraj zaczęty tatuaż. Już całkiem sporo było wytatuowane, więc była pewność, że dzisiaj skończą. Fotograf jeszcze przyjrzał się, jak Jason się przygotowuje i po chwili zastanowienia sięgnął po swój aparat. Ustawił go, celując obiektywem w tatuażystę.
— Mogę?
Jason nawet na niego nie spojrzał i tylko wzruszył ramionami. Jakoś nie pomyślał, czy chce, żeby ktoś robił mu zdjęcie, czy nie. Joe w takim razie cyknął mu kilka fotek. Kiedy ustawiał sprzęt, zakładał rękawiczki i jeszcze jedno zbliżenie, gdy już się do niego odwrócił.
— Jesteś fotogeniczny. Przynajmniej patrząc na wczorajsze zdjęcie — rzucił fotograf.
Jason spojrzał na niego, uśmiechając się pod nosem.
— To chyba dobrze.
— Bardzo dobrze — przytaknął Joe i obejrzał go z góry na dół. Spytał obojętnym tonem: — Zdejmiesz koszulkę?
Jason skrzywił się lekko.
— A nie mogłeś poprosić, zanim założyłem rękawiczki?
Joe spojrzał na rękawiczki chłodno, ale zawiesił sobie aparat na szyi i zbliżył się do mężczyzny.
— Mogę ci ją zdjąć.
Jason przewrócił oczami, z łaską unosząc ręce w górę. Joe zdjął mu koszulkę bez skrępowania. Rzucił krótkie spojrzenie na jego tatuaże i oddalił się kawałek, żeby zrobić zdjęcie.
Jason zaśmiał się, udając, że napina jak kulturysta mięśnie swojej szczupłej klatki piersiowej. Po czym machnął ręką na mężczyznę.
— Fotograf.
Joe uśmiechnął się kącikiem ust.
— Dobry obiekt, to korzystam — odparł i zrobił jeszcze ze trzy zdjęcia, zanim nie zamknął aparatu.
— Obiekt jak obiekt. Siadaj lepiej na taboreciku jak grzeczny chłopiec i będziemy zaczynać — polecił Jason, już nie kłopocząc się zakładaniem koszulki. W hali i tak było ciepło.
Joe skinął głową i odłożył aparat. Potem zajął miejsce przed Jasonem, siadając do niego tyłem. Gdzieś z boku widział, jak Charlie właśnie z uśmiechem wita rosłego faceta, przy którym sam wyglądał jak chłopczyk. Mike w tym czasie dorwał jedną z kaw, które właśnie przyniosła Kate.
— Możemy zaczynać? — spytał Jason, siadając za fotografem.
— Tak. — Joe pochylił lekko głowę i rozluźnił mięśnie. Miał bardzo ładnie wyrzeźbione plecy. — Co teraz tatuujesz?
— Teraz zajmę się powoli skrzydłami — odparł tatuażysta, przesuwając dłonią po jego ramieniu. — Tak jak ostatnio. Mów, kiedy będziesz miał dość.
— Trochę bólu nie zaszkodzi — rzucił Joe, zerkając na niego przez ramię ze swoją poważną miną, choć z ledwo dostrzegalnym rozbawieniem w tych swoich jasnych oczach.
— I tak będzie, i tak. — Jason włączył maszynę i zabrał się za tatuaż.
— Przeżyję.
Jason zamruczał potakująco, zaczynając go tatuować. Wyłączył zupełnie przyswajanie bodźców z zewnątrz i w pełni skupiał się na swojej pracy. Po dobrych kilku minutach znowu się odezwał.
— W ogóle jesteś stąd?
— Nie, z Dallas. Ale tu jest ładniej.
Jason zaśmiał się, nie przerywając sobie pracy.
— Tak uważasz? Czyżby zero stanowego patriotyzmu?
— Mało — przyznał Joe. — Miasto jak każde inne.
— Inne, czyli? — dopytywał Jason, żeby odwrócić myśli mężczyzny od tatuażu i od bólu, który mógł czuć, kiedy cieniował pióra orła na kręgosłupie.
— Nie zwiedzałem wiele — odparł Joe, marszcząc brwi. — Każde miejsce ma coś w sobie.
— A coś szczególnie podoba ci się w Miami?
— Palmy.
Jason aż zatrzymał się na moment, słysząc odpowiedź.
— Podobają ci się najbardziej w Miami… palmy? — zadrwił przyjaźnie. Wbrew pozorom tak też umiał.
— Nie wiem, czy najbardziej. Ale zapełnię ich zdjęciami dużą część albumu — odpowiedział poważnie Joe. Cały pachniał kawą i jakimiś przyjemnymi perfumami. Kawa jednak była bardziej wyczuwalna.
— Więc przyjechałeś do Miami, żeby robić zdjęcia palmom i tatuażystom. — Jason wrócił do pracy. Dobrze szło, choć przypuszczał, że Joe długo jeszcze nie pośpi na plecach.
— Taka praca. Ty spędzasz większą część konwentu na rysowaniu ptaka — odpowiedział Joe, jakby chciał mu pokazać, że to też może z boku wydawać się trywialne.
— I drzewa, i nieba.
— Wygląda, jakby był ranny? To istotne — spytał Joe, wiedząc, że Jason powinien teraz tatuować pióra.
— Wygląda, jakby ktoś go postrzelił. Chcesz zobaczyć?
Joe skinął głową, unosząc się z krzesełka. Jason także wstał i podszedł z nim do lustra, obok którego stało jeszcze mniejsze. Joe sięgnął po nie, stając plecami do większego. W odbiciu mniejszego zobaczył postępy w tatuowaniu. Milczał chwilę, patrząc na orła. Skóra była mocno zaczerwieniona, ale tatuaż wydawał się doskonały. Jason miał rękę do realizmu.
— Dobrze wygląda.
— Dobra, to lecimy z tym dalej. — Wskazał mu dłonią krzesło, żeby znowu usiadł. — Wygląda, jak chciałeś, tak?
— Czytasz mi w myślach — odpowiedział Joe, zajmując miejsce.
Jason zaśmiał się z tego.
— Z jednej strony to chyba dobrze, z drugiej… skąd mam wiedzieć, jakie ci się jeszcze mogą myśli kłębić w głowie — odparł, wracając do pracy.
— Nic groźnego dla ciebie.
— Kamień spadł mi z serca — odpowiedział, nie zwracając uwagi na ludzi, którzy co jakiś czas przyglądali się jego pracy.
— Jak idzie? — spytał niespodziewanie Charlie, który pochylił się nad ramieniem Jasona i przyjrzał się powstającemu tatuażowi. W duchu westchnął z podziwem. Uwielbiał sztukę Jasona, szczególnie na takich… seksownych powierzchniach.
— A jak widzisz? — odparł starszy tatuażysta, nie przerywając sobie pracy. — Ty się obijasz, czy robicie coś sensownego?
— Zaraz idę tatuować, tylko facet dzwoni po dziewczynę. Chce jakiś kwiatowy wzór, ale mu się zgubiła, więc czekam. — Charlie przyjrzał się tatuowanemu orłowi. — A ten jest taki… patriotyczny?
— Nie będzie flagi — odparł Jason.
— A ma jakieś przesłanie? — zapytał chłopak fotografa, który nie obejrzał się na niego, żeby nie przeszkodzić Jasonowi. Odpowiedział jednak:
— Symbolizuje przyjaciela.
— Super. — Chłopak uśmiechnął się i poklepał Jasona po ramieniu. — Nieźle wychodzi. Jak zawsze.
— Dzięki, czuję się do… — Urwał, bo komórka w jego spodniach rozdzwoniła się. Jason, korzystając, że Charlie jeszcze nie odszedł, wstał i kazał mu wyjąć z kieszeni telefon. — Odbierz i podaj mi do ucha.
— Tak jest — mruknął chłopak, sięgając do kieszeni w jego spodniach i wyciągnął telefon. Zerknął na ekran i uniósł lekko brwi, widząc enigmatyczne „A”. Aż się zawahał, czy samemu nie odezwać się do telefonu, ale stwierdził, że nie jest taką mendą jak Jason, który pewnie by to zrobił. Więc kiedy starszy mężczyzna ponownie usiadł i już odebrał, podsunął mu telefon do ucha.
— Tak? — spytał mężczyzna do telefonu i mając wolne ręce dzięki Charliemu, wrócił do pracy.
Joe siedział spokojnie, nie wtrącając się, a chłopak spojrzał na Jasona z lekko zmarszczonymi brwiami. Nie wyraził głośno swojej opinii, że mógłby mu nie kazać stać jak kołek.
— Witaj, Jason. Liczę, że nie przeszkadzam. — Tatuażysta w tym czasie usłyszał w telefonie znajomy głos. Może nie najprzyjemniejszy na świecie, ale dla niego miło się kojarzący. Uśmiechnął się do siebie, nie przerywając pracy.
— Nie bardzo, mogę rozmawiać — odparł, a Charlie wywrócił oczami. — Co tam?
— To jeśli nie możesz rozmawiać, dlaczego pytasz mnie „co tam?”? — Alex najwidoczniej nie rozumiał toku rozumowania swojego faceta.
— Nie bardzo mi przeszkadzasz, więc mogę rozmawiać, miało być — wyjaśnił Jason, powstrzymując się, żeby nie dodać na końcu „królowo”.
Usłyszał westchnięcie w telefonie.
— Wybacz, już źle chyba słyszę. Co robisz?
— Rysuję ptaszka.
W telefonie chwilę trwała cisza.
— Na kartce, mam nadzieję?
— Nie, na plecach klienta — odparł Jason z uśmieszkiem i przetarł sobie plecy Joe, po czym znowu kontynuował. Nie przejmował się tym, że Charlie stoi jak głupek, trzymając mu telefon przy uchu. — Ale nie musisz się rozłączać — zamruczał.
— Jesteś nieodpowiedzialny. Co na to klient? I jak trzymasz telefon? — Usłyszał w telefonie od razu dużo chłodniejszy i karcący ton.
— Joe, przeszkadza ci to? — zwrócił się do fotografa.
— Nie, nie przeszkadzaj sobie — odparł krótko mężczyzna, obserwując przechodzących ludzi.
— Sam słyszałeś. A telefon mi trzyma młody.
Alex westchnął ciężko.
— Jesteś niepoważny. Nie zepsuj tego tatuażu, bo będę miał to na sumieniu.
— Nie zepsuję, spoko. Ale, ale, masz wolne, że znalazłeś dla mnie czas? — zapytał Jason, zaczynając już tatuować drzewo.
— Mam akurat przerwę na kawę. I pomyślałem, że zadzwonię i zapytam, co robisz. No i cię usłyszę.
Mężczyzna uśmiechnął się, co nie umknęło uwadze Charliego. Aż się uważniej wsłuchał w rozmowę, żałując, że słyszy jedynie kwestie Jasona.
— Miło. Chcę cię zobaczyć, jak wrócę — odparł tatuażysta, myślami już wędrując do ciała Anglika, który właśnie prychnął do telefonu.
— Miło to słyszeć, ale chyba jesteś na tym wyjeździe do niedzieli?
— No, jeszcze dzisiaj i jutro. Będziemy pod wieczór jakoś.
— Dobrze.
— Dobrze, znaczy, że mogę do ciebie wpaść? — spytał Jason i dodał do Charliego: — Prosto trzymaj.
Chłopak wywrócił oczami.
— Przykleję ci ten telefon taśmą do głowy — burknął.
— To nie będzie konieczne. Wystarczy, że będziesz grzecznie trzymał.
Alex milczał, czekając, aż dyskusja umilknie. Dopiero wtedy się odezwał.
— Wstępnie tak. Ale porozmawiamy, kiedy będziesz wolny może — zasugerował dość dobitnie, a Jason zaśmiał się chrapliwie.
— Nie stresuj się, nikt cię tu nie słyszy. Ale mogę zadzwonić wieczorem, skoro potrzebujesz prywatności — zamruczał, a Charlie cudem się powstrzymał, żeby nie pochylić się do telefonu i nie podsłuchać.
— Źle to brzmi, kiedy tak to ujmujesz, ale faktycznie, czułbym się lepiej, jakby Charlie nie trzymał ci telefonu przy uchu, kiedy rozmawiamy.
— Mogę poprosić Mike’a — zachrypiał Jason ze specyficznym uśmieszkiem, ale nie zdążył dać Alexowi czasu na irytację. — Dobra, to odwal te swoje papierki, ale żebyś miał siły ze mną potem gadać.
— Spokojnie. Nie musisz się o to martwić. Lepiej zajmij się swoją pracą. Do usłyszenia — odparł Alex i rozłączył się, żeby nie przedłużać. Widocznie nie czuł się dobrze, że przerywa mu pracę.
— Schowaj mi do kieszeni. — Jason zwrócił się do Charliego, kiedy uniósł się z krzesełka.
— Kto to był? — spytał zaciekawiony chłopak, wypełniając polecenie.
Jason spojrzał na niego z góry z kpiącym uśmieszkiem na ustach.
— Co, kto?
— No, ten co dzwonił. Weź, Jason, powiedz. — Chłopak cofnął się, wciskając ręce w kieszenie spodni, a Jason usiadł, śmiejąc się pod nosem.
— Nie wiem, do czego pijesz, młody.
— Nie bądź świnia — mruknął Charlie, kątem oka widząc już, że facet, który wcześniej dzwonił po swoją dziewczynę, właśnie z nią w ich stronę szedł. — To ten… no, ten twój, tak? — Zerknął niepewnie na Joe, ale fotograf nie zwracał na nich szczególnej uwagi.
Jason spojrzał na Charliego dość poważnie jak na siebie.
— A nawet jeśli, to…? Charlie, ja cię nie pytam, kto do ciebie dzwoni — mruknął i odwrócił się, wracając do tatuażu, czym jednoznacznie uciął temat.
— No, ale wiesz, że Rush to Rush. — Charlie jęknął, bo musiał już pójść do klientów. Zostawił więc w spokoju Jasona i Joe.
— Ciekawski — rzucił ten drugi, spinając lekko plecy.
Jason przetarł tatuaż, dając mężczyźnie chwilę wytchnienia. Był zadowolony z postępów. Dobrze mu się pracowało na tym ciele.
— Już tak ma. Jakby wiedza, z kim się spotykam, zmieniła coś w jego życiu — prychnął. Patrząc na to jednak z drugiej strony, ta wiedza faktycznie coś by zmieniła.
— Czemu na odczepnego mu nie powiesz? — Fotograf wyprostował się, oglądając w jego stronę, a Jason uśmiechnął się krzywo.
— Na odczepnego mogę mu skłamać. Miałbym kłopoty, gdybym mu prawdę powiedział. W sumie nie tylko ja.
— Pieprzysz jego faceta? — Najwyraźniej tylko ten wniosek przyszedł Joe do głowy. W sumie już zdążył zauważyć, jak Charlie i Rush się wobec siebie zachowują, a że tego drugiego nie widział w pobliżu, mógł mieć rację.
Jason aż zaśmiał się głośno. W pewnym stopniu fotograf był blisko. Rush i Alex mogli być dość podobni zaraz po seksie. Przed jednak byli jak ogień i… lód.
— Nie. Taką świnią nie jestem. Ale w sumie o marną telenowelę i tak to zajeżdża.
— Mhm — mruknął fotograf, ale nie wnikał już w problem Jasona.
Ten był mu za to wdzięczny. Z drugiej strony Joe był niespotykanie otwarty na całą tę ich gejowską telenowelę, którą mieli w ekipie. Jason dodatkowo doceniał rozmowy z nim, bo facet był spokojny, nienachlany i powściągliwy.
— Można już dalej? Tatuaż symbolizujący przyjaciela, tak? — spytał po dłuższej chwili, kiedy wymieniał igły.
— Bardzo bliskiego — odparł Joe z tą swoją powagą w głosie.
Jason wrócił do tatuowania, chwilę nic nie mówiąc. Znowu jednak spytał między kolejnymi ruchami cieniującymi gałęzie drzewa:
— A przyjaciel wie, że robisz dla niego ten tatuaż?
— Jeszcze nie. Nie zapamiętałby. Jest wojskowym po wypadku.
Jason zmarszczył brwi.
— Przykro mi — mruknął. — Został postrzelony? — spytał, sugerując się tym, że orzeł miał tak wyglądać.
— Tak. Właśnie stąd ten wzór.
Mężczyzna nie był zbytnio rozmowny, a Jason nie chciał szczególnie wypytywać, więc znowu dłuższą chwilę tatuował plecy Joe w milczeniu. Gdzieś z boku Charlie już pracował z dziewczyną, Kate ględziła z jej chłopakiem, a Mike’a i Rusha w okolicy nie było widać. To nie zmieniało faktu, że było równie głośno i tłoczno jak wczoraj.
— Długi masz w tym staż? — spytał wreszcie Joe, żeby wrócić do rozmowy.
— W tatuażu? Będzie już z siedem, może osiem lat. A w tym studiu dopiero z siedem miesięcy.
— Siedzisz w tatuażu tyle, co ja w fotografii — zauważył Joe. — Pasja?
— Chyba nie da się inaczej, żeby robić to dobrze. To nie robota na taśmie. Każdy tatuaż jest osobisty i wyjątkowy. Ma swoją własną historię tak jak pewnie zdjęcia, co? Nie pstrykasz ich, żeby pstrykać, a już na pewno nie wszystkie.
— Nie, pstrykanie to zabawa z aparatem. W pasji jest coś więcej. Bardziej się oddajesz temu, co robisz. Nie da się zrobić zdjęcia bez znaczenia.
Jason uśmiechnął się pod nosem.
— Brzmisz teraz prawie jak młody. Ale to dobre podejście. Byle nie przegiąć pały. Z czegoś też trzeba żyć.
— Moja pasja jest opłacalna. Twoja pewnie też. — Joe spojrzał na niego przez ramię. — Na moim tatuażu sporo zarobisz.
— Taa… nie mogę powiedzieć „nie”.
Joe skinął głową i ponownie spojrzał przed siebie, nie ruszając się jednak za bardzo. Zależało mu, żeby tatuaż wyglądał dobrze. Jason był z tego zadowolony. Bardzo dobrze mu się z nim pracowało.
— Kiedy zamieszasz go pokazać przyjacielowi?
— Kiedy wrócę do Dallas i odwiedzę go w szpitalu. Raczej od razu po powrocie, za dwa tygodnie — odparł Joe z zamyśleniem. Miał spokojny i przyjemny dla ucha głos.
Jason skinął do siebie głową. Zaczerwienienie do tego czasu zejdzie i będzie dobrze wyglądać. Taki gest na pewno będzie dla niego dużo znaczyć.
— Spodoba mu się. Miał flagę z orłem nad łóżkiem — dodał Joe, odprowadzając wzrokiem dzieciaka w bejsbolówce, który właśnie podszedł do tatuującego Charliego i zaczął się mu bezczelnie gapić przez ramię. Jason też zwrócił na niego uwagę, ale nie zaprzestał swojej pracy.
— Jak mu na imię?
— Chester — odparł Joe i nagle zmarszczył brwi. — Dałbyś jeszcze radę dodać tam inicjały? Nieduże.
— Powiedz tylko gdzie i jakie i masz załatwione.
Joe zastanowił się chwilę.
— Może na którymś piórze, albo w dolnym rogu tatuażu, przy pniu.
— Przy pniu będzie dobrze wyglądać, jeśli chcesz, żeby były widoczne od razu, a nie dopiero po przyjrzeniu się.
— Więc niech będzie pień. C.B. Chester Brooks.
— Jakie chcesz te literki? — spytał Jason w międzyczasie, cieniując niebo.
— Nieduże, czarne, lekko pochyłe. Bez wydziwiania — stwierdził Joe, przyglądając się chłopakowi w bejsbolówce, nie mając lepszego zajęcia. Charlie wydawał się zirytowany jego obecnością, ale nic nie mówił, skupiony na tatuowaniu lilii wodnej na stopie dziewczyny.
— Robi się — odparł Jason, wpasowując zgrabnie inicjały w tatuaż. Były akurat. Nie za duże, nie za małe. Pasowały. — Będzie już na całe życie z tobą.
Joe uśmiechnął się lekko i przetarł twarz. Był dość zmęczony tym tatuowaniem, ale chciał dzisiaj skończyć.
— O to chodzi. Jest dla mnie bardzo ważny. A ty masz coś, co twojego faceta symbolizuje?
Jason oderwał wzrok od jego pleców, zastanawiając się. Szybko wrócił do tatuażu.
— Nie jesteśmy ze sobą długo — mruknął.
— A jeśli przetrwa dłużej?
— Jeśli przetrwa, to… chyba płatek śniegu.
Joe przytaknął tylko, wracając do obserwowania chłopaka, którego wreszcie Charlie opieprzył, gdy ten nachylił się nad nim tak mocno, że o mało mu maszynka nie zjechała. Jason już nic nie dodał, spokojnie kończąc tatuaż. Był z niego zadowolony, mimo że ledwo czuł ramiona. Joe też się ucieszył, kiedy już mężczyzna pozwolił mu wstać i przejrzeć się w lustrze. Tatuaż pokrywał całe plecy, skóra była mocno zaczerwieniona, ale wyglądał genialnie. Zupełnie, jakby Joe miał na plecach zdjęcie.
Jason odebrał od fotografa całkiem pokaźną zapłatę, ten jeszcze zrobił kilka zdjęć tatuującemu Charliemu i wkurzonemu na świat chłopakowi w bejsbolówce, po czym ich zostawił.
Do końca dnia było już w miarę spokojnie. Jason i Mike siedzieli z boku, popijając kawę, Kate z Rushem obgadywali wszystkich innych tatuażystów, a Charlie pracował. Halę zamknięto tuż przed ósmą, więc wrócili spokojnie do motelu, wypompowani, ale zadowoleni.
— Nie, Katy, dzisiaj nie pijemy — mówił Charlie, stojąc w progu drzwi swojego i Rusha pokoju. — Jutro się chcemy tatuować, więc odpada. Męcz Mike’a i Jasona, jak chcesz. Dobranoc. — Chłopak jeszcze cmoknął do niej w powietrzu, a nim zamknął drzwi, Rush usłyszał jeszcze niezadowolony jęk ze strony dziewczyny. Tatuażysta wreszcie zamknął drzwi i oparł się o nie plecami ze zmęczoną miną.
— Zatrzasnąłeś jej niemalże drzwi przed nosem. — Grey zaśmiał się, leżąc na brzuchu na łóżku.
— Bo inaczej się z nią czasami nie da — mruknął Charlie, ściągając z włosów gumkę, a one opadły mu luźno na ramiona. Rzucił ją na szafkę i ruszył w stronę Rusha.
Ten oblizał wargę.
— Tak czy inaczej, śmiesznie to wygląda.
Charlie uśmiechnął się i usiadł ciężko na łóżku. Szybko jednak opadł głową do tyłu, obracając ją trochę bokiem, żeby spojrzeć na kochanka. Westchnął.
— Męczący dzień.
Rush wzruszył ramionami. Sam przecież nie robił nic specjalnego, ale chyba sam hałas też był męczący. Mimo to nie żałował, że się z nimi wybrał. Czuł się bardzo dobrze w tej ekipie, a dzięki konwentowi zobaczył, że ten rodzaj sztuki potrafi być naprawdę imponujący. Niektórzy tatuażyście robili cuda na skórze, a pasja wręcz wylewała się z każdego kącika. Zaś sam fakt, jak alternatywne i otwarte było to środowisko, niesamowicie go rozluźniał.
— Dla ciebie na pewno bardziej.
— A jutro tatuaż… — Charlie uśmiechnął się do niego i pokierował dłoń do jego nogi. — Na udzie, tak? — Pogłaskał go przez spodnie.
Rush skinął głową, patrząc na jego dłoń. Niby był już przekonany i pewny, że chce to zrobić, ale nadal się bał. Nie tylko bólu.
— Ty będziesz go robił czy Jason?
Charlie zamyślił się, głaszcząc go po nodze.
— A nie chciałbyś zrobić u kogoś spoza? Przyjechało bardzo dużo genialnych tatuażystów. Mogliby nam robić równocześnie.
Rush zastanowił się chwilę. Oddać się w obce ręce?
— A masz kogoś konkretnego na myśli?
— No, upatrzyłem kilka sławniejszych studiów. Taka wiesz… serio elita — odparł Charlie, zerkając mu w oczy, z dłonią wciąż na jego udzie.
— A już rozmawiałeś z nimi, że chcesz zrobić u nich tatuaż? Żeby nie wyszło, że nie mają czasu. — Jakoś cały czas zapominał mówić o tych tatuażach w liczbie mnogiej i o tym, że razem mają je sobie zrobić.
— Pytałem tylko, czy mieliby czas na dwa równocześnie i są na tak, ale trzeba wcześnie do nich pójść, zanim się tłum zbierze.
— No, jeśli to już załatwiłeś… — mruknął Rush, starając się nie denerwować, ale mu nie wychodziło.
Charlie skierował dłoń z jego nogi do jasnych włosów.
— Ej, to nie boli tak bardzo. Serio. Zresztą to nie potrwa długo. Ludzi czasem się po dziesięć godzin tatuuje. Te pójdą szybko.
— Nie potrwa długo, ale zostanie na długo. — Rush westchnął, przysuwając się do jego dłoni. — Ale nie myśl, że nie chcę… Tylko mam wątpliwości.
— Wiesz… w Anglii chyba nie macie takich upałów, więc w kąpielówkach po domu chyba chodzić nie będziesz? — Chłopak uśmiechnął się, głaszcząc go po włosach.
Grey skinął tylko głową, po czym przekręcił się na bok i zwinąwszy lekko, położył mu głowę na kolanach. Charlie uśmiechnął się, wsuwając mu palce w miękkie włosy. Jego spojrzenie jednak szybko padło na jedną z malinek na szyi kochanka i aż uśmiechnął się szerzej.
— Mmmm… duże mi wyszły… — Zaśmiał się, kierując na nią palec.
Rush aż się wzdrygnął i sam położył tam dłoń. Prychnął po chwili, wydymając usta.
— Mam nadzieję, że szybko zejdą. Mogą wystawać spod koszuli — jęknął.
— Na golf za ciepło — przyznał Charlie. — Ale i tak są seksowne — zamruczał z drapieżnym uśmiechem.
— Dla nas tak, mniej dla moich klientów. — Rush westchnął już spokojniej.
— To gdzie mam zrobić następną…? — Charlie zawiesił głos, sięgając dłonią do skraju jego koszulki. Podwinął mu ją lekko, ukazując brzuch.
Rush spojrzał na jego dłoń, po czym uśmiechnął się kącikiem ust.
— A może ja ci zrobię jakąś malinkę, co? — Zaśmiał się, sięgając za plecy kochanka i wsuwając mu dłoń pod podkoszulkę, na kręgosłup.
— Nooo… nie wiem! — Charlie odpowiedział śmiechem i uszczypnął go pod żebra, łaskocząc, a Ruch wierzgnął na jego kolanach.
— Aaa, nie łaskocz! — Zaśmiał się, łapiąc kochanka w pasie i powalając go na łóżko.
Charlie, chichocząc, zaczął się do niego dobierać, żeby spróbować jak najszybciej pozbawić go bluzki. Rush nie pozostawał mu dłużny. Jego dłonie wsunęły się pod ubranie kochanka, łaskocząc go po żebrach jednocześnie.
— Zemsta!
— Oż…! Ty draniu! — Charlie śmiał się, wiercąc się, żeby uniknąć łaskotania.
Postanowił przerwać to podstępem. Wsunął Rushowi dłoń w spodnie, objął penisa i od razu mocno pomasował.
Zaskoczony Anglik jęknął i szybko spojrzał w dół, a zadowolony z siebie Charlie uśmiechnął się, nie przestając go pieścić. Drugą ręką podwinął mu koszulkę wysoko.
— Zdejmij — zamruczał z zadziornym błyskiem w oku.
Rush, już zaprzestając walki i kręcąc się na łóżku, zsunął z siebie podkoszulkę. Zostało to od razu wykorzystane przez młodszego chłopaka, który przylgnął do niego, całując żarliwie w usta. Stykał się z nim przy tym klatką piersiową, mimo że sam był nadal w ubraniu. Dłonią z trudem objął jego jądra i pomasował delikatnie.
Jedna ręka Rusha sięgnęła między ich ciała do rozporka, a druga do pleców Charliego, żeby podciągnąć mu koszulkę. Tatuażysta zrzucił ją szybko przez głowę i ponownie pocałował Rusha, a jego długie włosy połaskotały go po policzkach. Mężczyzna przewrócił się na plecy, wciągając na siebie Charliego i całując jego usta z pasją. Chłopak zamruczał, ocierając się o niego całym ciałem. Uwielbiał Rusha i te jego usta, które tak umiejętnie potrafiły całować.
Mając większą przestrzeń, kiedy spodnie Greya zostały rozpięte, wyciągnął z nich penisa, samemu unosząc biodra, żeby tam sięgnąć. Zaczął go szybko pobudzać.
Rush ujął go dłońmi za twarz i chwilę patrzył mu w oczy, po czym znowu pocałował mocno. Wypiął przy tym biodra w górę, nadstawiając się do dotyku. Nie musiał prosić, bo chłopak sprawnie go pieścił, a w jego własnych spodniach już rósł wzwód.
— Mm… Rush… tak jak wczoraj, czy ty mnie? — wymruczał w jego usta.
Anglik odetchnął ciężej, po czym zaśmiał się, lekko zakłopotany.
— Nie pamiętam dużo z wczoraj — wymamrotał. — Mówiłem ci przecież.
Charlie cmoknął go kilka razy w wargi.
— Byłeś bardzo seksowny, kiedy pode mną pojękiwałeś — zamruczał cicho, przez co Rush poczerwieniał na policzkach.
— Byłem pijany — jęknął żałośnie.
— Służy ci! — Charlie zaśmiał się, ocierając się o jego penisa przodem spodni, które nieznośnie ściskały mu sztywny członek.
Rush pokrył się jeszcze większym rumieńcem, ale w końcu chwycił kochanka za kark i przyciągnął do siebie, całując go mocno. Nie chciał, żeby coś jeszcze mówił o wczorajszym wieczorze. Było mu głupio.
Sięgnął drugą dłonią do rozporka Charliego, a ten jęknął w jego usta aprobująco. Sam pospiesznie zsunął mu w dół spodnie, żeby mieć już Rusha całego nagiego.
Mężczyzna, czując, że kochanek mu nie ucieka, wsunął mu już obie dłonie za spodnie, kładąc je na pośladkach, a następnie zsuwając ubranie w dół. Charlie od razu spojrzał mu żywiej w oczy. Skopał do końca spodnie, a Rush wyczuł na brzuchu czubek jego sztywnego penisa. Zerknął w dół i uśmiechnął się. Wyciągnął się i pocałował Charliego.
— Mmmm…
Charlie uśmiechnął się z góry, przesuwając dłońmi po jego wspaniale zbudowanej klatce piersiowej.
— Mmmm?
— Mmm, podobasz mi się. — Rush zaśmiał się, po czym jeszcze raz go pocałował i przeturlał się z nim tak, że teraz sam był na górze.
— Tak? A co najbardziej? — Chłopak rozstawił na boki nogi i uniósł biodra, ocierając się o niego kroczem.
Rush pochylił się do jego szyi, przesuwając po niej czubkiem nosa i mrucząc.
— Tak… Cały. Taki mi pasujesz — zamruczał, ocierając się o niego chwilę, żeby w końcu chwycić go za penisa i masturbować wprawnie.
Charlie stęknął nisko, poddając się jego poczynaniom.
— Mmm… Ty mi też… I w tym momencie najbardziej twoja ręka. — Zaśmiał się na wydechu.
Rush spojrzał na niego swoimi niebieskimi oczami zza blond włosów spadających mu na oczy. Uśmiechnął się przebiegle. Ugryzł w następnej sekundzie sutek kochanka, a dłoń sięgnęła między jego nogi. Potem skubnął zębami drugi sutek Charliego, a jego palce pogłaskały szparkę. Drugą dłonią masował mu uda. W ten sposób przyjemnie zrelaksował Charliego, który uwielbiał to, jaki spokojny i przyjemny seks miał zawsze z Rushem.
— Poślizg zostawiłem na stoliku — uprzedził, głaszcząc kochanka po ramionach.
— Zawsze przygotowany, co? — zamruczał Anglik, odsuwając się na chwilę, żeby wziąć wspomniany żel. Kiedy to zrobił, wylał sobie sporo na palce i wsunął od razu dłoń między pośladki Charliego, żeby potrzeć stymulująco szparkę.
— Wsadź — wysapał chłopak od razu, prężąc się na pościeli.
— Już? — sapnął Rush ciężkim od podniecenia głosem, nadal tylko masując wejście.
— No, palce chociaż — jęknął chłopak, patrząc na niego z zachęcającym uśmiechem.
— No, a o czym ja mówię? — droczył się z nim.
— Głupek. Wiem, że nie możesz się doczekać, żeby go wsadzić.
Rush zamruczał nisko i pocałował go niespodziewanie, mocno i namiętnie. Kiedy na chwilę przerwał pocałunek, wydyszał w jego wargi:
— Tak… Tak poczuć cię. Usłyszeć. Och…
Charlie uśmiechnął się i wsunął palce w jego włosy, przyciągając do jeszcze jednego pocałunku. Zakręcił tyłkiem, pospieszając go z niskim pomrukiem. Tym razem Rush już się z nim nie drażnił i wsunął mu między ciasny pierścień mięśni od razu dwa śliskie palce. Przeszły bez oporu. W odpowiedzi usłyszał stłumione jęknięcie, a chłopak objął go za szyję ciasno.
Rush poruszył w nim głęboko palcami. Charlie był gorący i miękki. Już nie mógł się doczekać, kiedy się w nim zanurzy. Pieścił go więc szybko, jednocześnie całując się z nim namiętnie, a ten pojękiwał głośniej, kiedy zdarzało się mocniej pomasować prostatę. Aż lekko drapał kochanka po ramionach.
— Nnnn… kurwa… jeszcze usłyszą… — wysapał, przypominając sobie, że za ścianą mają Mike’a i Jasona.
— Wstydzisz się Mike’a? — zapytał Rush w jego usta, po czym wyjął z niego palce. — Gotowy?
— Tak! — odparł od razu Charlie. — I nie Mike’a, ale Jason mógłby być złośliwy przez następny miesiąc.
Rush pocałował Charliego w usta i nie przerywając pocałunku, złapał swojego penisa na ślepo, starając się trafić w szparkę. W końcu mu się udało i zaczął się w niego spokojnie wsuwać. Chłopak przymknął oczy, wczuwając się. Uwielbiał penisa Rusha i to, jak cudownie go wypełniał. Aż zadrżał.
Mężczyzna, kiedy był już w nim cały, zatrzymał się i spojrzał intensywnie w oczy Charliego.
— Gorący… — wydyszał. — Cały jesteś gorący.
Chłopak poczuł, jak rumieńce sukcesywnie wpływają mu na policzki.
— Inaczej byś mnie nie chciał — zamruczał z uśmiechem, głaszcząc go po szyi i ramionach.
— Jednak nie ma innej możliwości, żebyś nie był gorący. I cały mój. Mój kochany Charlie — sapnął Rush, opierając się łokciami po bokach jego twarzy.
— Z mocniejszym brytyjskim… proszę. — Charlie pogłaskał go po policzku, szczęśliwy, a Rush pocałował go znów i zaczął się ruszać.
— Mój kochany Charlie. Idealny, gorący i nieziemsko przystojny, mój Charlie — wymruczał niskim, ciężkim głosem z mocnym, brytyjskim akcentem, nie przejmując się, jak bardzo patetycznie mogą brzmieć jego słowa.
Charlie zdecydowanie nie miał zamiaru narzekać. Wręcz przeciwnie — penis drgnął mu, kiedy usłyszał ten akcent.
— O cholera… To takie seksowne…! — jęknął, obejmując mu biodra nogami.
Rush poruszał się w nim mocno i płynnie.
— Lubisz to… i lubisz, jak się w ciebie wsuwam… w takim tempie? — zamruczał nadal z takim samym mocnym akcentem.
— Kurwa…! — jęknął Charlie, z trudem składając sylaby. — Tak… idealnie…!
Rush więc utrzymywał rytm, skubiąc po szyi kochanka albo całując go. Co jakiś czas szeptał mu jakiś komplement do ucha ciężkim głosem, a chłopak pojękiwał trochę niekontrolowanie, tłumiąc to czasem na ustach kochanka. Trudno było powiedzieć, czy słychać ich było w drugim pokoju, czy nie. Teraz jednak nie o tym myślał, szczególnie że był bliski końca.
Przycisnął Rusha bardziej do siebie.
— Jaa… już, zaraz…!
Rush zamruczał potakująco, tuląc się do niego, ale utrzymując idealny rytm, jaki chciał Charlie. Sam już od tej ciasnoty, ciepła i tarcia był na skraju.
Chwilę później poczuł, jak tyłek chłopaka ścisnął mocniej jego penisa, kiedy ten doszedł między ich ciałami. Objął też mocniej mężczyznę, pojękując w jego ramię. Rush już się nie wytrzymał i przyspieszył. Po kilku ruchach sam także skończył z głuchym jęknięciem. Pocałował Charliego w usta, gładząc palcami jego ciało.
Chłopak oddychał pod nim głęboko. Był gorący i nieziemsko spełniony. Uśmiechał się w usta Rusha błogo. Mężczyzna w końcu wysunął się z niego, ale nie odkleił się.
— O której musimy wstać? — spytał, zmęczony. To był dobry seks.
— Ósmej? — mruknął Charlie, obejmując go luźno. — Bo musimy dorwać tych tatuażystów wcześniej.
— To idziemy spać i prysznic rano, czy teraz?
— Rano. Nie puszczę cię teraz. Grzejesz.
Rush zamruczał potakująco.
— Tylko jakoś kołdrę musimy spod siebie wysunąć — odparł z błogim uśmieszkiem.
Charlie zaśmiał się i zaczął wiercić się na łóżku, żeby ją zsunąć chociaż w dół, a potem pociągnąć. Ale w końcu zrezygnował, jęknął i tylko przytulił się do kochanka.
— Pieprzyć, jest upalnie.
Rush zaśmiał się.
— No, chyba że mi tyłek zmarznie. Ale czekaj chwilę. — Cmoknął go szybko, tylko na moment wstając. — Wsuń się pod kołdrę.
Charlie powiódł za nim tęsknym spojrzeniem, ale wsunął się pod przykrycie, nie zważając na to, że właśnie poczuł, jak ze szparki wypływa mu trochę spermy. Rush, nie zwlekając długo, zgasił światło i wskoczył pod kołdrę do łóżka. Od razu objął w pasie Charliego, naciągając go na siebie.
— Moja gorąca ptaszyna! — Zaśmiał się nadal ze swoim akcentem.
— Jeszcze kilka zdań tym tonem, a będziesz musiał znowu mnie zaspokoić — zażartował Charlie, przytulając się do niego chętnie, a Rush pocałował go w czubek nosa.
— Myślę, że dałoby się to załatwić. Byłoby tylko wtedy dłużej i nie wiem, czy wstalibyśmy na tę ósmą — odmruczał.
— Mhm… I tak mnie wypompowałeś.
— Ty mnie też, kochanie — odparł Rush, tuląc się do niego. — Idziemy spać w takim razie? Żeby być gotowym na jutro?
— Tak. Zobaczysz, zrobią to delikatnie. Postaram się o to. Dobranoc.
Rush zamruczał potakująco, zamykając oczy. Był tak blisko z Charliem. Było mu dobrze. Nawet jeśli to łóżko nie było najwygodniejszym, na jakim w życiu spał.

23 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 75 – Płatek śniegu

  1. Katka pisze:

    Yuu, omg, Alex tańczący na rurze XD Chyba nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Byłoby na pewno sexy, ale… haha, jakoś dziwnie mnie ta wizja bawi przez to, że znamy jego poważną, niezachwianą stronę osobowości XD Ale z kolei związany Rush… mmmm, tak, to mi się podoba XD Daję głowę, że uroczo by się czerwienił, hehehe… Podoba mi się ta wizja :D Ogólnie fajowo, że czytasz dalej, zatem do następnego! :)

  2. Yuu pisze:

    Hej :3 Ech, zawsze musze przy czytaniu pogubic błędy…
    Awh, chciałabym żeby sobie ktos dla mnei tatuaż zrobił. Taki mały chociaż… Ale nie, bo nikt nie lubi tatuaży ;-;
    Chcę Jasona i Alexa znów <3
    Wgl nie wiem czy to było w tym rozdziale [chyba jednak poprzedni], ale było coś o Mike'u tańczącym na rurze. Mike, no spoko, ale ja mimo tego wyobrażam sobie Aleksa *-* czujecie to? *-*
    Tak btw to Charlie i Rush są taką słodką parką… Mimo tego i tak wolę czytac o seksie na przykład Rayana. Ich jest taki… monotonny. Wszystko cały czas takie samo. Tylko się miziają i miziają… A jakby nwm związać Rusha [*-*] to już by było ciekawiej. Mwahaha mam chore fantazje XD
    Dobra, na razie to chyba wszystko. Lecę dalej. Pozdrowionka :*

  3. TigramIngrow pisze:

    Ej, a czy ten Joe to nie jest ten fotograf Joe z Need you like a drug? Bo i ten i tan mają przyjaciela w szpitalu… No nie wiem, tak jakoś mi się skojarzyło.

  4. Katka pisze:

    Floo, to takie niehumanitarne XD Jeszcze nas zamknie w jakiejś piwniczce i będzie zmuszał do pisania rozdziałów wyłącznie z nim i z Ryanem, a Fire Dragon Tattoo Studio zmieni się w Paradise of Chris.

  5. Floo pisze:

    Katka, ALEX zadzwonił do Jasona…. a wy dałyście Gołąbki… hmmm to może was powinnam poszczyć Chrisem…

  6. Katka pisze:

    Floo, Chrisem?! Aż tak poważnie? XD To przecież środek ostateczny XD

    Gazelka, hehehe, ja nic nie obiecuję i nic nie zdradzam XD Ale czekaj cierpliwie ;*

  7. Gazelka pisze:

    „Gazelka, wiemy o co kaman i mam nadzieję, że Cię nie zawiedziemy :)”

    No i jak ja mam niby wytrzymać do soboty… Agrr :D:D

  8. Floo pisze:

    Katka>> tak, niestety tak. Tym razem Gołąbki są dla mnie torturą, a jeśli częściej będą stawały mi na drodze romantycznej khe khe… rozmowy Jason-Alex to wpisze ich na czarna listę i przekupie Lennego żarciem żeby ich zlikwidował… Albo poszczuje Chrisem!

  9. Katka pisze:

    Gazelka, wiemy o co kaman i mam nadzieję, że Cię nie zawiedziemy :) „No i czekam na ciag dalszy, bo jednak baraszkowanie Chicholiny i małego księcia mnie nie wzruszyło.XD” – stęskniłam się za Twoimi określeniami XD

  10. Gazelka pisze:

    Oh ja to mam nadzieję, że Jason udowodni jak bardzo tęskni za Alexem i urządzi mu w następnym odcinku gorący sex-telefon ociekający stanowczą persfazją Jay’a i pożądliwym zgorszeniem królowej… wiecie o co kaman;D
    Ale chyba marne szanse, że się uda.
    No ogólnie wszystko fajnie, tylko ja bym sobie nigby nie zrobiła tatuażu dla partnera a już na pewno nie chciała bym żebyśmy mieli wspólne. To mi się tak źle kojarzy i nie wróży dobrze związkowi. Nie zrozumiem takiego tatuowania się. Ale co kto lubi. No i czekam na ciag dalszy, bo jednak baraszkowanie Chicholiny i małego księcia mnie nie wzruszyło.XD

  11. Katka pisze:

    Shinu, hehehe, Rush jęczał pod Charliem dzień wcześniej XD „niech oni już wracają, niech Jason spotka się z królową i niech mają seks.” – coś mi mówi, że to marzenie większości z Was ostatnio XD

  12. Shinu pisze:

    Nareszcie seks gołąbeczków. Normalnie stęskniłam sie za nimi, chociaż wolałabym poczytać o tym jak Rush jęczał pod Charliem ;D

    Rozmowa telefoniczna z Alexem – epic. Nie potrafię tego inaczej skomentować xD
    I szczerze, niech oni już wracają, niech Jason spotka się z królową i niech mają seks.
    Płatek śniegu – pasuje idealnie jako symbol dla Alexa, mam nadzieję, że Jay sobie go wytatuuje, kiedy się już „zakocha”.

  13. Katka pisze:

    Floo, płatek śniegu nie rzuca się tak w oczy, żeby mu image psuł, hehe. Rozumiem, że gołąbki można wliczyć w poczet tortur? XD Biedne gołąbki, hehehe.

  14. Floo pisze:

    „Zerknął na ekran i uniósł lekko brwi, widząc enigmatyczne „A”. Aż się zawahał, czy samemu nie odezwać się do telefonu, ale stwierdził, że nie jest taką mendą jak Jason, który pewnie by to zrobił.” ach uwielbiam ten moment w tym odcinku :D Ale fakt to takie Jasonowate zagranie XD ale jak to czytałam to się uśmiałam :D
    Hmmm płatek śniegu… no symbol wręcz idealny ale… nie popsuje mu „złego” image? Swoją droga ciekawe co Alex by na to powiedział :D?
    Ale zaskoczyłyście mnie tym że to Alex zadzwonił pierwszy a nie Jason, i mam nadzieje że rozmowa będzie w przyszłym rozdziale, bo strasznie się zawiodłam jak zamiast „rozkosznej” rozmowy Jasona i Alexa, przesyconej Jasonowymi podtekstami i obruszeniami Alexa… pojawiły sie GOŁĄBKI!! No jak tak można, no?? To było po prostu okrutne :<
    I koniecznie napiszcie czy było ich słychać przez ścianę XD! Mike pewnie nie pospał, jeśli było słychać.
    Nie wiem co by tu jeszcze… pamiętam że coś jeszcze miałam konkretnego napisać, ale ponieważ planowałam komentarz rano a pisze wieczorem to już nie pamiętam XD. Jak sobie przypomnę to dopisze :P

  15. Elis pisze:

    Katka, „Och, tak słodko marudzicie na to czekanie, że aż mam ochotę Wam rzucić jeszcze jakiś kąsek ;* Ale nie mamy raczej co :(”
    Ech, szkoda :(

  16. Katka pisze:

    InnerVision, no z brytyjskim tak to jest. Sama wolę chyba też amerykański, chociaż brytyjski w ustach jakiegoś garniturowca według mnie jest bardzo sexy XD

    Elis, gołąbki się umacniają, więc jestem pewna, że Rush i Charlie by tak łatwo nie odpuścili :)

    Och, tak słodko marudzicie na to czekanie, że aż mam ochotę Wam rzucić jeszcze jakiś kąsek ;* Ale nie mamy raczej co :(

  17. Elis pisze:

    Nawet nie wiedziałam, że tak się stęskniłam za Rushem i Charliem i ich seksem. Mam nadzieję, że chłopak jeszcze upije w przyszłości swego księcia, aby ten stracił w łóżku hamulce. :)
    Oni obaj są wspaniałą parą i aż się boję, że coś się wydarzy. Coś co ich rozdzieli. chociaż Rush się zmienił i myślę, że walczył by o swego partnera nawet z rodzicami.

    Alex się stęsknił i zadzwonił. :)) A Charlie aż skręcał się z ciekawości z kim to Jason rozmawia.
    Kolejny mega fantastyczny odcinek. :) I znów na następny trzeba tydzień czekać :(

  18. InnerVision pisze:

    Nie rozumiem czemu się tak wszyscy podniecają tym brytyskim, bo mnie on irytuje. Amerykański jest dużo lepszy. ><'
    Fajnie, że w tym rozdziale był seks książęcej parki, ostatnio byli trochę zapomnieni :D

    Nie każcie nam znowu czekać tydzień :< I want moar!

  19. Katka pisze:

    LordKurak, dobre z tym akcentem :D A co do tego – „„W sumie już zdążył zauważyć, jak Charlie i Rush się wobec siebie zachowują,” że niby w sposób sugerujący zdradę?!” – nie, nie sugerujący zdradę. Joe zwyczajnie zauważył, że są parą :)

    Kohaku, hehehehe, cieszę się, że Ci się podobało :D Chustki najwyraźniej Joe na sobie nie miał XD A co do aktu Jasona – chciałabym taki kalendarz XD Jason nagi w różnych pozach XD Mam nadzieję, że katar niedługo przejdzie ;*

  20. kkohaku pisze:

    *_* pięknie, pięknie! Cały czas uśmiechałam się przy tym rozdziale. Rozmowa Joe i Jasona była świetna! Joe mimo pierwszego wrażenia tak na prawdę jest otwarty i powiedziałabym ciepły. Kat a co z jego chustą?xD
    Ale scena jak Jason rozmawiał przez telefon była nieziemska. Obok jeszcze powinien stać Rush i wachlować go, a Mike robić masaż xD! Och moja miłość do Jasona ponownie się potwierdziła. Jak Joe ściągał mu koszulkę to aż się wyszczerzyłam :D ależ mi wyobraźnia ruszył na myśli o chudej klacie tatuażysty a tej umięśnionej Joe xD ja myślę, że Joe powinien zaproponować Jasonowi akta xD hmm.. ciekawe a potem akt z Alexem, co by się przestał tak chować ;p
    szaleństwo łóżkowe naszej pary królewskiej było urocze i takie inne :) moze, że od łaskotek przeszli w czyn erotyczny. Biedne dzieci, jak nie są świadome jaka jest cienka granica między zabawą a seksem ;)
    już trochę mniej choruje ale produkuje hektolitry kataru ;p więc pisząc to też sobie ”snif, snif” robię xD
    jeszcze raz wyrażam swoją radochę odnośnie Joe *___* <3

  21. LordKurak pisze:

    Awwww jaki przepełniony słodyczą rozdział. Nawet Alex się stęsknił po tak krótkim czasie (jak na niego) i zadzwonił (chociaż pewnie i tak wiedział, że Jason będzie zajęty).
    „W sumie już zdążył zauważyć, jak Charlie i Rush się wobec siebie zachowują,” że niby w sposób sugerujący zdradę?!
    Węszę, że może jednak pojawi się w najbliższym czasie w studiu jakiś upierdliwy stażysta… w bejsbolówce.
    Rozśmieszyły mnie obawy Rusha, czyli jednak Jason kiedyś miał trochę racji śmiejąc się, że ten by nie wytrzymał bólu podczas tatuowania. Miałam nadzieję, że poruszą temat co konkretnie sobie wydziergają, ale Wy złe, niedobre trzymacie to w tajemnicy do ostatniej chwili…
    A tak poza tym, jak tylko to zobaczyłam: http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2011/08/8058c46aea2e4cb658bca8ab87b396bf.png?1312969618
    od razu pomyślałam o Rushu.
    PS.
    „- Popijawa była? – spytał Joe. Usiadł w między czasie na krzesełku naprzeciwko tatuażysty, popijając swoją kawę.” ← w międzyczasie
    „- Jakie chcesz te literki? – spytał w między czasie, cieniując niebo.” ← też w międzyczasie

    Ha, nie użyłam żadnej emotikonki! (jestem na odwyku…)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s